VIII. ZMIERZCH PRL (1980-1989) Kwadratura koła Wydarzenia z lata 1980 r. i późniejszy rozwój wypadków sprawiły, że Polska znalazła się na czołówkach gazet i na ekranach telewizorów niemal całego świata. Graniczące ze Związkiem Radzieckim i drugie pod względem znaczenia państwo „bloku wschodniego" przystępowało oto do tworzenia niezależnych od partii związków. Działo się to w 12 lat po stłumieniu „praskiej wiosny", na Kremlu wciąż urzędował autor „doktryny Breżniewa", za zachodnią i południową granicą Pol ski rządzili zaś autokratycznie „twardogłowi" komuniści, z Erichem Honeckerer i Gustavem Husakic"1 r!" ^'^ których Polska Rzeczpospolita Ludowa ^f. wała się źródłem gr. więcej, stosunki między Wschodem a /' dem po kilkuletnim okresie odprężenia wchodziły w fazę ponownego napięci w związku z radziecką interwencją w Afganistanie i zainicjowaną przez pre/\ denta Cartera amerykańską ofensywą na rzecz praw człowieka. W styczniu 1980 Carter nałożył na ZSRR sankcje gospodarcze; większość zachodnich państw de mokratycznych zbojkotowała też odbywające się w Moskwie letnie igrzyska olim pijskie. W listopadzie Cartera pokonał w wyborach prezydenckich republikanin Ronald Reagan, który był zwolennikiem znacznie twardszej postawy wobec ZSRR i komunizmu. Rządy państw zachodnich na ogół jednak obawiały się, że bie wydarzeń w Polsce zakończy się krwawą interwencją radziecką, co mogłoby cof nąć świat do szczytowego okresu „zimnej wojny". Okres pomiędzy sierpniem 1980 a grudniem 1981 r. tak po latach podsumowali Jacek Kuroń i Jacek Żakowski: „Piętnaście miesięcy legalnego istnienia »Solidai ności« przypominało pieczołowicie wyreżyserowany hitchcockowski thrille w którym po krótkim lirycznym wstępie napięcie gwałtownie rośnie, błyskawic/ nie osiąga granice wytrzymałości widzów i uczestników, potem na chwilę opad, aby znów gwałtownie wzrosnąć, osiągając nowy, jeszcze wyższy pułap". Sierj niowe porozumienia kończyły strajki, lecz otwierały okres politycznej rozgrywki w Polsce. Już w chwilę po złożeni vi podpisu poci dokumentem Wałęsa oznajmiał: „Uzyskaliśmy wszystko, co w obecnej sytuacji mogliśmy uzyskać. Resztę też uz\ skamy, bo mamy rzec/, najważniejszą: niezależne, samorządne związki zawodr KWADRATURA KOŁA 481 we. To jest nasza gwarancja na przyszłość". Nazajutrz po podpisaniu gdańskiego porozumienia, MKS w Gdańsku przekształcił się w Międzyzakładowy Komitet Założycielski (MKZ) nowych związków, kolejne komitety powstawały w innych regionach. Lokalne władze utrudniały ten proces, lecz pod groźbą strajku ustępo- wały. Gdy 1.7 września w Gdańsku spotkało się kilkuset delegatów ponad 30 MKZ-ów i Międzyzakładowych Komisji Robotniczych z różnych ośrodków, re- prezentowali oni ok. 3 mln ludzi, którzy już złożyli akces bądź deklarowali wole wstąpienia do nowych związków. Na wniosek jednego z ekspertów, mecenasa Jana Olszewskiego, ustalono, że zarejestrowany zostanie jeden związek zawodowy („jedna ogólnopolska struktura"). Inny doradca, Karol Modzelewski, wymyślił nazwę: Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność". Na czele władz związkowych (Krajowej Komisji Porozumiewawczej, KKP; w rok później KKP została zastąpiona Komisją Krajową, KK) stanął Lech Wałęsa; w skład KKP weszli też m.m. Andrzej Gwiazda, Marian ]urczyk, "Bogdan "Lis, Andrze'] Słowik, Zbigniew Bujak, Andrzej Rozpłochowski, Jarosław Sienkiewicz. Dużymi uprawnieniami cieszyły się poszczególne „regiony" związku, a przewodniczący zarządów regionów mieli znaczny wpływ na decyzje centrali. Powstające struktury terytorialne „Solidarności" nie pokrywały się z administracyjnym podziałem kraju na 49 województw; regiony były znacznie większe niż województwa, zrezygnowano też na razie z pionów branżowych. Podczas spotkania 2.2 września przyjęto statut związku, a dwa dni później złożono do Sądu Wojewódzkiego w Warszawie oficjalny wniosek o rejestrację. Jak słusznie pisał Jerzy Holzer, masy „strajkujących i wraz z nimi ogromna część społeczeństwa były upojone sukcesem. Lekceważono niebezpieczeństwo bezpośredniej radzieckiej interwencji w Polsce, zaś powszechny strajk okupacyjny uznano za metodę, wobec której władze komunistyczne stają się bezradne". Zdecydowana większość doradców, rekrutujących się przeważnie z szeregów przedsierpniowej opozycji, zdawała sobie sprawę, że obalenie rządów PZPR mu- siałoby się wówczas zakończyć interwencją Moskwy. W kołach tych sformułowana została zatem koncepcja „samoograniczającej się rewolucji", a więc — utrzy- mywania i poszerzania zakresu swobód, lecz z zachowaniem zarówno rządów PZPR, jak i z respektowaniem sojuszu Polski z ZSRR. Strategia ta mogła mieć powodzenie tylko wówczas, gdyby postawa wielu działaczy „Solidarności" nie ulegała radykalizacji. W obozie władzy silna była grupa umiarkowanie reformatorska, zamierzająca realizować reformę gospodarczą (której zakres miał być jednak ograniczony), chcąca oszerzyć zakres swobód demokratycznych oraz gotowa współpracować z „Soli- darnością", o ile ta zaakceptowałaby ramy ustrojowe, ale i dążąca do umocnienia osłabionych struktur partyjnych i państwowych. Linię tę reprezentowali Stanisław Kania (który wówczas na posiedzeniu Biura podkreślał jeszcze, że zależy mu na trwałym kompromisie z „Solidarnością"), Wojciech Jaruzelski, Kazimierz Bar- cikowski, premier Józef Pińkowski. Niewiele słabsze było grono tych działaczy, którzy chcieli zepchnąć ruch solidarnościowy do defensywy, jak najbardziej ogra- niczyć jego wpływy, a później rozbić opozycję i przywrócić autorytarne rządy PZPR. Na lidera tej grupy wysuwał się Stefan Olszowski, a stanowisko jeszcze bardziej twarde reprezentowali m. in. Tadeusz Grabski (sekretarz KC, a od grud- 482 nią też członek Biura), Andrzej Żabiński (l sekretarz KW w Katowicach i członek Biura) czy Stanisław Kociołek (od listopada znów I sekretarz Komitetu Warszaw- skiego). Najsłabsi byli bardziej radykalni zwolennicy reform, którzy we współpracy z „Solidarnością" dostrzegali szansę na rzeczywistą odnowę i demokratyzację socjalizmu (m. in. Tadeusz Fiszbach, 1 sekretarz KW w Gdańsku). Tendencje refor- matorskie najbardziej widoczne były wśród części szeregowych członków PZPR, którzy przystąpili wkrótce do tworzenia tzw. struktur poziomych wewnątrz partii, kwestionując dotychczasowe, autorytarne mechanizmy wewnątrzpartyjne. Jedną z pierwszych „poziomek" była powstała pod koniec października w Toruniu Komisja Konsultacyjno-Porozumiewawcza Organizacji Partyjnych. „Struktury poziome" miały nielicznych zwolenników we władzach PZPR (jednym z nich był Fiszbach), a zwalczane były przez konserwatywny aparat partyjny; ruch „poziomek" osłabiało ponadto dość masowe występowanie z partii członków rozczarowanych zarówno postawą kierownictwa, jak i ideologią PZPR. Z drugiej strony wielu członków partii, pozostając w jej szeregach, wstępowało do „Solidarności" (członkiem PZPR był np. Bogdan Lis). Jednocześnie aktywizowali się członkowie partii przeciwstawiający się liberalizacji polityki wewnętrznej; czołową postacią był wśród nich robotnik (brygadzista) Albin Siwak, który jesienią 1980 r. został członkiem KC. Byli oni sojusznikami aparatu partyjnego, przeciwnego tendencjom reformatorskim w łonie partii. W kraju tymczasem różne środowiska tworzyły niezależne porozumienia lub demokratyzowały istniejące organizacje. W połowie września powstał Komitet Porozumiewawczy Stowarzyszeń Twórczych i Naukowych, którego przewodni- czącym został prezes Polskiego Towarzystwa Filozoficznego prof. Klemens Sza- niawski (związany z Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość"), a w początkach października — Towarzystwo Popierania i Krzewienia Nauk. Na wy/szych uczelniach niezależną organizację utworzyli w październiku studenci (Niezależne Zrzeszenie Studentów, NZS), a istniejący Socjalistyczny Związek Studentów Polskich (SZSP) stanął po stronie sił reformatorskich w partii. Odrodziły się wkrótce Związek Młodzieży Wiejskiej (został jednak opanowany przez młodych działaczy PZPR) i znacznie mniej liczny Związek Młodzieży Demokratycznej; powstał nawet Związek Młodzieży Komunistycznej. Rektorzy czołowych wyższych uczelni powołali Konferencję Rektorów. Na uczelniach powstawały samorządy studenckie. Pod koniec października obradował Nadzwyczajny Zjazd Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Na zjeździe większość uzyskali dziennikarze sympatyzujący z „Solidarnością". Prezesem SDP został Stefan Bratkowski, członek PZPR, lecz jednocześnie jeden z najbardziej znanych zwolenników gruntownych reform. Cenzura nadal kontrolowała prasę i wydawnictwa, lecz w wielu pismach powstawały komitety „Solidarności". Prezesem ZLP w miejsce zmarłego Jarosława Iwasz-kiewicza był Jan Józef Szczepański, związany z „Tygodnikiem Powszechnym" członek tajnego Polskiego Porozumienia Niepodległościowego. W grudniu prezesem Polskiej Akademii Nauk został historyk, prof. Aleksander Gieysztor, sympatyk opozycji. Różne niezależne związki powstawały na wsi, m. in. NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność Chłopska" i NSZZ Rolników „Solidarność Wiejska" (większość z nich w lutym—marcu następnego roku połączy się, tworząc NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność"). Władze robiły wszystko, by utrudnić 483 legalizację tych stowarzyszeń i organizacji, co stanowiło dodatkowe źródło kon- fliktów i przyczyniało się do pogłębiania postaw radykalnych. NZS oficjalnie jako stowarzyszenie uznano w lutym 1981 r., po serii protestów i strajków studenckich (w połowie 1981 r. liczebność NZS szacowano na 40-80 tyś.), a rolniczą „Solidarność" zarejestrowano dopiero w maju. Nigdy zaś władze nie zgodziły się na zale- galizowanie niezależnego Związku Zawodowego Funkcjonariuszy Milicji Oby- watelskiej; ich działaczy usunięto ze służby. Ożywioną działalność prowadziły kluby inteligencji katolickiej; nowe KIK-i powstawały na prowincji (liczba ich wzrosła w ciągu 15 miesięcy „Solidarności" z 4 do ok. 60). Uniezależniało się od władz Stowarzyszenie PAX, po śmierci Bolesława Piaseckiego kierowane przez Ryszarda Reiffa, a także środowisko rozłamowego tzw. Neoznaku Janusza Za- błockiego, które w początkach 1981 r. utworzyło Polski Związek Katolicko-Spo- łeczny. Większych kłopotów PZPR nie sprawiały natomiast „stronnictwa sojusz- nicze", tj. ZSL i SD. Dotychczas działające w ramach CRZZ związki zawodowe przekształciły się w tzw. związki branżowe, na ogół lojalne wobec PZPR. Nowo powstające związki dystansujące się zarówno wobec „branżowców", jak i wobec ich zdaniem nazbyt radykalnej „Solidarności" nazywano powszechnie związkami autonomicznymi. Władze starając się ograniczać ekspansję niezależnych związków i stowarzyszeń wzmagały konflikty. Pod koniec września aresztowany został przywódca radykalnej, antykomunistycznej KPN Leszek Moczulski, który odtąd w areszcie oczekiwał na proces. Propaganda zaciekle atakowała działaczy KSS „KOR"; tele- wizja nadała spreparowaną wersję wywiadu, jakiego Ku roń udzielił jednemu z zachodnich programów telewizyjnych. Atakowano „ekstremę" i „elementy an- tysocjalistyczne" w związku, próbowano pogłębić istniejące w nim podziały. Gdy władze ociągały się z realizacją zawartych w porozumieniu gdańskim postanowień w sprawie podwyżek zarobków, 3 października „Solidarność" zademonstrowała swą siłę i przeprowadziła pierwszy strajk ostrzegawczy na skalę ogólnopolską: część zakładów na godzinę stanęła, inne (w zależności od decyzji lokalnych władz związkowych) wywiesiły na znak poparcia strajku flagi. Z kolei 24 października doszło do poważnego kryzysu, gdy przy rejestracji „Solidarności" warszawski sąd bez porozumienia ze związkiem, samowolnie wniósł do treści statutu poprawki. Dopisano klauzule o kierowniczej roli partii i o sojuszu ze Związkiem Radzieckim, ograniczano także prawo do strajku. Wywołało to gwałtowny sprzeciw „Solidarności", w której górę wzięły emocje; rozmowy delegacji związku z Wałęsą na czele i delegacji rządu, której przewodniczył premier Pińkowski (31 października), nie przyniosły rezultatu. Na 12 listopada związek ogłosił gotowość strajkową. Na trzy dni przed tą datą KKP zgodziła się na rozwiązanie kompromisowe: statut został następnego dnia zarejestrowany przez Sąd Najwyższy bez poprawek, a jako aneks dołączono m. in. fragment sierpniowego porozumienia mówiący o uznawaniu przez nowe związki kierowniczej roli PZPR w państwie. Wkrótce po tym „kryzysie rejestracyjnym" doszło do kolejnego konfliktu, wy- wołanego przez pracownika poligrafii Regionu Mazowsze Jana Narożniaka, który powielił tajny okólnik prokuratora generalnego PRL pt. „O ściganiu uczestników nielegalnej działalności antysocjalistycznej". Po rewizji przeprowadzonej przez milicję w siedzibie władz Regionu Narożniak wraz ze swym kolegą został areszto- 484 wany (21 listopada). 24 listopada w fabryce traktorów w Ursusie rozpoczął się strajk protestacyjny — chodziło zarówno o aresztowanie Narożniaka, jak i nie- zgodną z prawem zawartość samego okólnika. W wyniku poręczenia prezesa Sto- warzyszenia Dziennikarzy Polskich, Stefana Bratkowskiego, władze wkrótce zwolniły obu aresztowanych. Tymczasem nad Polską zbierały się ciemne chmury. Kierownictwo radzieckie od początku zachęcało polskich towarzyszy, by PZPR przeszła do ofensywy. Pod koniec października NRD zawiesiła umowę z Polską o swobodzie ruchu osobo wego, a po kilkunastu dniach w ślad za Niemcami Wschodnimi podążyła Czecho słowacja. Prasa obu tych krajów szczególnie ostro atakowała polski ruch odnowy. W listopadzie na terenie kraju jednostki radzieckie i polskie przeprowadziły ma newry wojskowe. W początkach grudnia prezydent Carter oświadczył, że według źródeł amerykańskich następuje koncentracja oddziałów radzieckich wzdłuż gra nicy z Polską, a 3 grudnia wystosował do Breżniewa depeszę ostrzegawczą. W tym samym czasie doszło do nie planowanego spotkania premierów komuni stycznych Niemiec i Czechosłowacji. Zachodnie środki masowego przekazu od dłuższego już czasu snuły domysły, czy i kiedy ZSRR dokona interwencji w Pol sce. 4 grudnia KC PZPR ogłosił apel do narodu, zaczynający się od słów: „Rodacy! Ważą się losy narodu i kraju! Przedłużające się niepokoje doprowadzają naszą Ojczyznę do krawędzi gospodarczego i moralnego wyniszczenia". 5 grudnia w Moskwie odbyła się nadzwyczajna narada Politycznego Komitetu Doradczego Układu Warszawskiego. Polską delegację, którą tworzyło ścisłe kierownictwo par- tyjno-państwowe, oskarżano o chwiejność — decyzji o zbrojnej interwencji jednak nie podjęto, aczkolwiek przygotowania do takiej interwencji trwały od późnej je sieni 1980 r. Nie jest ja<-'"<> • "vv chodziło tylko o zmuszenie Stanisława Kani v* pomocą gróźb do bard- , d owa n ej polityki wobec opozycji. „Polski nie p zostawimy w biedzie i nie pozwolimy jej skrzywdzić" — zapewniał Breżniew. Uczestnicy moskiewskiej narady w wydanej odezwie stwierdzali, że „socjalistyczna Polska, Polska Zjednoczona Partia Robotnicza i naród polski mogą bezwzględnie liczyć na braterską solidarność i poparcie krajów uczestników Układu Warszaw skiego". Kreml obiecywał przy tym, że bez zgody kierownictwa PZPR Armia Ra dziecka nie będzie bezpośrednio interweniować. Atmosfera niepewności utrzy mywała się w dalszym ciągu. Teza, jakoby w grudniu 1980 r. „ZSRR definitywnie zrezygnował z planów zbrojnej interwencji" w Polsce (jak sugerował swego czasu badacz dziejów PRL Jerzy Eisler), wydaje się nazbyt daleko idąca. Do koncepcji zbrojnej interwencji Kreml mógł powrócić zawsze, w zależności od rozwoju wy darzeń w Polsce. Z pewnością jednak w interesie Moskwy leżało, by polskie kie rownictwo rozprawiło się z opozycją własnymi siłami. Andrzej Paczkowski szacuje, że u schyłku 1980 r. do NSZZ „Solidarność" należało już ok. 9 mln osób, a więc ponad połowa wszystkich zatrudnionych w uspo- łecznionym sektorze gospodarki i ok. 28 proc. dorosłego społeczeństwa. „Solidar- ność" nie miała wprawdzie dostępu do środków masowego przekazu (aczkolwiek większość dziennikarzy sympatyzowała z nią), dysponowała jednak szybko roz- wijającą się prasą związkową niezależną od cenzury i bez większych przeszkód rozprowadzała wydawnictwa opozycyjne; mimo to ogromna większość społeczeń- stwa czerpała informacje z telewizji, radia i prasy oficjalnej (zachodnich rozgłośni 485 jednoznacznie sympatyzujących z „Solidarnością" słuchała mniej niż połowa oby- wateli). „Solidarność", która stawała się masowym ruchem społecznym, robiła wrażenie, jakby nie doceniała zagrożenia z zewnątrz, i —jak podkreśla Jerzy Hol-zer — „wyraźnie upolityczniała się", żądając poddania kontroli społeczeństwu organów państwowych. „W atmosferze rosnącej siły, a i pewności siebie związku" odsłaniano 16 i 17 grudnia w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie pomniki ofiar tragedii sprzed 10 lat. W uroczystościach, które przebiegały bez zakłóceń, wzięło udział kilkaset tysięcy ludzi. W połowie stycznia doszło do konfrontacji między „Solidarnością" a rządem o wolne soboty (związek ze względów czysto prestiżowych domagał się uznania wszystkich sobót za wolne, gdyż tak zapisane zostało w porozumieniach z Ja- strzębia). Solidarność zorganizowała wówczas serię strajków ostrzegawczych i wymusiła na rządzie uznanie trzech sobót w miesiącu za dni wolne od pracy. Strajki generalne na Podbeskidziu (27 stycznia — 6 lutego, zakończyły się dzięki mediacji Episkopatu) i w regionie sudeckim (30 stycznia — 10 lutego) miały jako podłoże lokalne napięcia. Domagający się legalizacji NZS studenci rozpoczęli strajk w Łodzi, a wkrótce przyłączyły się do niego kolejne ośrodki akademickie. Przez półtora miesiąca trwał w Rzeszowie protest okupacyjny rolniczej „Solidarności", również w związku z brakiem zgody władz na jej rejestrację (wcześniej, tzn. w połowie stycznia rolnicy usunięci zostali siłą z okupowanego przez nich budynku w Urzędzie Miasta i Gminy w \JstrzykarVi T^^nych). „Możemy iść tylko naprzód, ku pełnej odno ,• i" — stwierdzano w opu blikowanym w lutym projekcie programu związku. Wychodząc z założenia, że reformy gospodarcze nie są możliwe bez zmian ustrojowych, domagano się prze prowadzenia jeszcze w 1981 r. wyborów do rad narodowych w oparciu o nową ordynację. Po względem ideowym program „Solidarności" łączył w sobie elemen ty katolickiej nauki społecznej z demokratyczną myślą socjalistyczną. Wysunięcie na stanowisko premiera gen. Wojciecha Jaruzelskiego (przez Sejm został on powołany 11 lutego, z zachowaniem teki ministra obrony narodowej) było posunięciem zaskakującym, lecz przyjęte zostało przez opinię publiczną i „Solidarność" życzliwie, głównie z uwagi na tradycyjne w Polsce sympatie dla wojska, a także z powodu dość powszechnych wówczas opinii, jakoby generał sprzeciwiał się w 1970 r. strzelaniu do robotników i rzekomo nawet osadzony był za to w areszcie domowym. Politykę gospodarczą koordynować miał pierwszy wicepremier Mieczysław Jagielski, który stanął na czele Komitetu Gospodarczego Rady Ministrów. Jednym z wicepremierów w rządzie Jaruzelskiego został redaktor naczelny znakomicie redagowanego tygodnika „Polityka" Mieczysław F. Rakowski, popularny wśród inteligencji partyjny liberał, m. in. autor głośnego artykułu sprzed paru miesięcy Szanować partnera. Odpowiadać on miał za kontakty ze związkami zawodowymi i środowiskami twórczymi. Wicepremierem pozostał też zasiadający w rządzie już od listopada prof. Jerzy Ozdow-ski, ekonomista i wieloletni prezes poznańskiego Klubu Inteligencji Katolickiej (środowisko tzw. Neoznaku, skłonnego do współpracy z władzami). Na szefa Urzędu Rady Ministrów Jaruzelski powołał gen. Michała Janiszewskiego. Pełnomocnikiem ds. reformy gospodarczej został prof. Władysław Baka. Prace nad reformą miały być przyspieszone (komisję ds. reformy gospodarczej powołano 486 już jesienią, 1.980 r., wtedy też rozpoczęto wstępne prace nad projektem reformy). Premier-generał przedstawił 10-punktowy program rządu na najbliższe trzy miesiące i zaapelował z trybuny sejmowej do „Solidarności" o „90 spokojnych dni". 12 lutego o umiar apelował także prymas Stefan Wyszyński. Poważniejsze strajki i akcje protestacyjne zostały niedługo później zakończone (m. in. 20 lutego, po podpisaniu odpowiednich porozumień, przerwano strajk rolników w Rzeszowie) i wydawać się mogło, że nastąpiło odprężenie w relacjach między władzami a niezależnym ruchem. 14 lutego i 9 marca Rakowski spotykał się z Wałęsą, a K1 marca ten ostatni przyjęty został przez Jaruzelskiego. Porozumiano się w kwestii wprowadzenia kartek na mięso (27 lutego ogłoszono, że reglamentacja mięsa nastąpi od l kwietnia), toczyły się rozmowy na temat nowej ustawy o cenzurze, o dostępie związku do radia i telewizji, skracaniu czasu pracy, o rentach i emeryturach itp. Goszczący w Moskwie z okazji zjazdu partii radzieckiej Kania i Jaruzelski uspokajali domagające się zdecydowanej walki z „kontrrewolucją" kie- rownictwo KPZR obiecując, że w razie potrzeby zastosowana będzie siła. Jeszcze zresztą przed oficjalnym powołaniem Jaruzelskiego na urząd premiera poinfor- mowano, że przeciwko czołowym działaczom KSS „KOR" zostaje wszczęte śledź two. W połowie marca na terytorium Polski i krajów sąsiednich rozpoczęły się wielkie manewry Układu Warszawskiego, o kryptonimie „Sojuz 81", które były kolejnym elementem w prowadzonej przez Kreml wojnie nerwów (przebywający z tej okazji w Polsce naczelny dowódca Układu Warszawskiego marszałek Wiktor Kulików miał się domagać przygotowania przez polskie władze stanu wojennego) Ulicami miast przetaczały się czołgi. Gwałtowny wzrost napięcia nastąpił jednak w Polsce z zupełnie innego powodu. W dniach 8-9 marca w Poznaniu obrad zjazd, powołujący NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność" (przewodniczącym został 22-letni rolnik z Przemyskiego, Jan Kułaj). W tydzień później w Bydgoszczy powstał popierany przez „Solidarność" pracowniczą Ogólnopolski Komitet Strajkowy rolników, a grupa chłopów domagających się rejestracji związku przystąpiła do strajku okupacyjnego w gmachu tamtejszych wojewódzkich władz ZSL. 19 marca miała odbyć się poświęcona m. in. problemom wsi sesja bydgoskiej Wojewódzkiej Rady Narodowej, na którą przybyła liczna delegacja pracowniczej i rolniczej „Solidarności", z szefem regionu bydgoskiego, znanym z radykalizmu Janem Rulewskim na czele. Sesja została przerwana, ale działacze związkowi poproszeni o opuszczenie sali obrad pozostali na niej wraz z grupą radnych, sympatyków związku. Wieczorem na salę wkroczyła milicja i cywilni funkcjonariusze SB. Związkowców usunięto siłą, a trzy osoby, pobite przez nie zidentyfikowanych funkcjonariuszy w cywilu, znalazły się w szpitalu (wśród nich będący na granicy załamania Rulewski). Jeszcze tej nocy KKP opublikowała komunikat, nazywając akcję „oczywistą prowokacją, wymierzoną w rząd premiera Jaruzelskiego" i ogłaszając stan gotowości strajkowej. Władze ze swej strony stały na stanowisku, że siły bezpieczeństwa „działały zgodnie z prawem". Na 27 marca „SafidarcHjść" wyznaczyła Ą-g&dzMtiy jffeyJ? DStrzegawszy w całei Polsce, a gdyby sprawcy incydentu nie zostali znalezieni, 31 marca zacząć się miał bezterminowy strajk generalny. Pojawiły się pogłoski, że 24 marca rząd wprowadzi stan 487 wyjątkowy. Trwały przygotowania do akcji, m. in. regionalne władze związku przenosiły swe siedziby na teren największych zakładów pracy. 26 marca premier rozmawiał z prymasem. Następnego dnia odbył się zapowiadany strajk, w którym wzięła udział rekordowa liczba kilkunastu milionów ludzi (w tym bardzo wielu członków PZPR, niektórzy członkowie związków b*arś«wyc\\ ora-z aMto- wiw^TY^tb.^^tstotli^ńó-wiToYmków^j.Poći wrażeniem tego sukcesu niektórzy działacze „Solidarności" parli do konfrontacji 7. władzami, mimo że manewry „Soyaz. 8]" właśnie wówczas zostały na czas nieokreślony przedłużone i rozszerzone (do Polski przybyła też grupa wysokich oficerów radzieckich z marszałkiem Kuli- kowem i zastępcą szefa KGB Władimirem Kriuczkowem, a Breżniew żądać miał od Kani i Jaruzelskiego — jak utrzymują oni w swych wspomnieniach — wpro wadzenia jak najszybciej stanu wojennego). W związku przeważyło jednak zda nie umiar kowanych działaczy (z Wałęsą na czele), a po długich rozmowach dele gacji „Solidarności" z kierowaną przez Rakowskiego delegacją rządową, 30 marca podpisane zostało w Warszawie porozumienie, uzgodnione przez doradców obu stron. Akcję strajkową zawieszano, władze stwierdzały, że użycie 19 marca sił porządkowych było sprzeczne z przyjętymi zasadami rozwiązywania konfliktów społecznych, wyrażały ubolewanie z powodu pobicia trzech osób w Bydgoszczy i zapowiedziały pociągnięcie winnych do odpowiedzialności, obiecywały przy spieszenie prac nad ustawą o związkach zawodowych, uznawały faktycznie le galność komitetów założycielskich wiejskiej „Solidarności". Solidarnościowi ra dykałowie uznali podpisanie porozumienia v >kiego za akt kapitulacji; niektórzy działacze krytykowali też fakt, że grupa negocjacyjna i jej doradcy prze forsowali swe stanowisko w sposób niedemokratyczny (strajk odwołano z pomi nięciem KKP, która dopiero po fakcie musiała to zatwierdzić). Doradców oskarża no o ugodowośc, a Wałęsę o manipulacje i tajne układy z Episkopatem i rządem. Większość społeczeństwa, w tym wielu — obawiających się rozlewu krwi — człon ków zarówno „Solidarności", jak i partii przyjęła kompromis z ulgą. Gwałtowne spory wstrząsały też kierownictwem partii. Plenum KC, które zwołano w przeddzień podpisania porozumienia warszawskiego, miało przebieg dramatyczny (zwłaszcza Rakowski ostro krytykował przedstawicieli „betonu" partyjnego). Wiele organizacji partyjnych kierowało do KC rezolucje z żądaniem przyspieszenia reform, wyznaczenia terminu nadzwyczajnego zjazdu i usunięcia „twardogłowych" członków Biura Politycznego. Sprawa zmian w kierownictwie upadła, chociaż ustalono, że zjazd powinien zostać zwołany do 20 lipca. Z kolei po zawarciu porozumienia warszawskiego niektórzy członkowie kierownictwa PZPR (Stanisław Kociołek, Mirosław Milewski i in.) wręcz domagali się anulowania umowy. Biuro Polityczne było podzielone. Moskwa nadal domagała się zdławienia polskiej opozycji siłą. W nocy z 3 na 4 kwietnia w specjalnym pociągu na bocznicy kolejowej w Brześciu miało miejsce tajne kilkugodzinne spotkanie Kani i Jaruzelskiego z szefem KGB Jurijem Andro- powem i ministrem obrony ZSRR marszałkiem Dmitrijem Ustinowem, którzy żądali wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Przywódcy PZPR wyrażali pogląd, że zdołają wzmocnić system komunistyczny w Polsce metodami politycznymi, ewolucyjnie. To samo mówili oni Michaiłowi Susłowowi, który przybył 23 kwietnia do Warszawy na czele delegacji KPZR, by nakłaniać polskich komunistów do walki z opozycją (Susłow w sposób pośredni groził nawet, że ZSRR może wycofać gwarancje dla polskich granic). Napięcie opadło. 7 kwietnia zakończyły się wreszcie manewry „Sojuz 81". Wprowadzenie kartek na mięso przyjęto z zadowoleniem, gdyż gwarantować miało minimalne zaopatrzenie wszystkim obywatelom bez wystawania godzinami w kolejkach (niedługo później wprowadzono też reglamentację masła i przetwo rów zbożowych). W półmilionowym nakładzie ukazał się pierwszy numer ogól nopolskiego „Tygodnika Solidarność", redagowanego przez zespół z Tadeuszem Mazowieckim na czele. Pod koniec kwietnia związek zaproponował rządowi przy gotowanie i zrealizowanie Programu Stabilizacji i Rekonstrukcji Gospodarczej oraz wyraził gotowość przekonania społeczeństwa w kwestii ponoszenia kosztów re form, pod warunkiem opracowania systemu zabezpieczeń społecznych (rząd nie był jednak w stanie szybko opracować programu reform). W maju zarejestrowano rolniczą „Solidarność". W partii nasiliły się tendencje reformatorskie: w Toruniu odbyło się w połowie kwietnia spotkanie przedstawicieli „struktur poziomych"; na przedzjazdowych zebraniach dominowały głosy członków wyrażających libe ralne poglądy. W czerwcu do Polski mógł przyjechać laureat literackiej Nagrody Nobla z poprzedniego roku, Czesław Miłosz. Andrzej Wajda kończył zdjęcia do dalszego ciągu Człowieka z marmuru; opowiadający o wydarzeniach lat 1968-1980 publicystyczny Człowiek z żelaza nie należał wprawdzie do największych osiągnięć artystycznych reżysera, lecz nagrodzony został Złotą Palmą na festiwalu filmo wym w Cannes. Z drugiej strony uaktywnili się partyjni dogmatycy; w maju z inicjatywy Stefana Olszowskiego zaczął ukazywać się ich nieoficjalny, bardzo bojowy organ — tygodnik. „Rzeczywistość". Powstało Katowickie Forum Partyj ne, krytykujące kierownictwo xa uleganie „obcym wpływom ideologicznym" i działające pod opiel- /abińskiego. IV styczne i antysemickie, zabarwione dogmatycznym marksizmem, .sięgało utwo rzone parę miesięcy wcześniej przez członków PZPR Stowarzyszenie Patriotycz ne „Grunwald", znajdujące protektorów wśród zachowawczej części wysokich działaczy partii. Ci „narodowi komuniści" pod wieloma względami podobni byli do zwolenników frakcji „partyzantów" gen. Moczara, aktywnej kilkanaście lat wcześniej. Nawiasem mów iąc sam Moczar powrócił po strajkach sierpniowych do Biura Politycznego, lecz był tam już raczej outsiderem, praktycznie nie odgrywa jąc żadnej roli. Mimo spadku napięcia nadal wybuchały lokalne strajki. Dochodziło do wy- padków bezczeszczenia grobów żołnierzy radzieckich i pomników ku czci Armii Czerwonej; działacze „Solidarności" sugerowali, że były to działania prowokacyjne, organizowane przez SB w celu skompromitowania związku. Dramatycznym wydarzeniem był dokonany 13 maja w Rzymie zamach na Jana Pawła II; w Polsce organizowano wielotysięczne „białe marsze" i msze pod gołym niebem w intencji walczącego przez kilka dni ze śmiercią papieża. Wielotysięczne tłumy wzięły też udział 31 maja w pogrzebie kardynała Wyszyńskiego, który zmarł trzy dni wcześniej (następcą zmarłego prymasa został 7 lipca 54-letni biskup warmiński Józef Glemp). Nieporównanie mniejszą frekwencję odnotowano 25 maja, gdy w różnych ośrodkach kraju zorganizowano marsze w obronie więźniów politycznych; były to pierwsze uliczne manifestacje opozycji, wciąż cieszącej się poparciem wiek- 489 szości społeczeństwa. Ośrodek Badań Opinii Publicznej, instytucja oficjalna, po- dawał,, iż zaufanie, d„o „SaLidartuaścL" wyrażała w cz/ewtcu fe2.^TC/^.b^?.wfdti czas gdy do rządu 26, a do KC partii ledwie 6 proc. Dnia 5 czerwca KC partii radzieckiej skierowało do KC PZPR — z pominię ciem Biura Politycznego, co było manifestacją braku zaufania do kierownictwa polskiej partii — list, w którym stwierdzano, że zagrożone są „rewolucyjne zdo bycze narodu polskiego" i twierdzono, iż Kania i Jaruzelski wprawdzie oficjalnie akceptują radzieckie oceny sytuacji, lecz w rzeczywistości ustępują „siłom wro gim socjalizmowi". Stwierdzano raz jeszcze, że ZSRR gotów jest bronić „socjali stycznej Polski, bratniej Polski", odwoływano się też do przedstawicieli „zdrowe go", proradzieckiego nurtu w PZPR. Bezpośrednim następstwem listu była dokonana przez tych ostatnich (z T. Grabskim na czele) na obradującym 9 i 10 czerwca plenum KC próba zmiany składu Biura Politycznego, czyli — odsunięcia od władzy Kani i jaruzelskiego. Mimo aktywności ambasady radzieckiej i obecno ści w Warszawie marszałka Kulikowa próba ta nie powiodła się. List KC KPZR opublikowany został 11 czerwca, po zakończeniu plenum. „Solidarność" przez pewien czas starała się w związku z tym unikać utrudniania sytuacji Kani i Jaru zelski emu, lecz akurat wtedy władze zaostrzyły kurs: Kania publicznie przestrze gał przed kontrrewolucją, a rząd zgłosił odbiegające mocno od propozycji „Soli darności" projekty ustaw o związkach zawodowych, samorządzie robotniczym, cenzurze i in. Bez zakłóceń przebiegały organizowana nr/.i--/ /wiązek obchody protestów w Radomiu i Ursusie 25 czerwca. W ti iej kilkaset tysięcy ludzi zgromadziło się w Poznaniu z okazji odsłonięcia tam pomnika ofiar wyda rzeń z czerwca 1956 r. W chwili otwarcia obradującego od 14 do 21 lipca z udziałem prawie dwóch tysięcy delegatów IX Nadzwyczajnego Zjazdu PZPR partia liczyła 2,8 mln członków (w ciągu roku partię opuściło ponad 330 tyś. osób, w jej szeregi wstąpiło 130 tyś. ludzi). Podczas obrad kierowana przez T. Grabskiego komisja przedstawiła ocenę przyczyn kryzysu, który doprowadził do wybuchu latem poprzedniego roku. Z partii wydalono Gierka, Babiucha, Szydlaka i innych (Jaroszewicza usunięto pół roku wcześniej). Zjazd miał dość dramatyczny przebieg, gdyż starli się na nim przedstawiciele dwóch opcji: reformatorskiej (zwłaszcza wicepremier Ra-kowski wypowiadał się na rzecz kompromisu z „Solidarnością") i zachowawczej (agresywne przemówienie Albina Siwaka), lecz nie przyniósł w gruncie rzeczy poważniejszych rozstrzygnięć. I sekretarza wybierał demokratycznie ogół delegatów. Zwycięstwo odniósł Kania (nie chcieli kandydować na to stanowisko uchodzący za lidera „betonu" Olszowski i nastawiony reformatorsko Kakowski, toteż jedynym kontrkandydatem Kani był—jedynie pro forma — Barcikowski). W skład nowych najwyższych władz partyjnych z poprzedniego kierownictwa weszli tylko Kania, Jaruzelski, Barcikowski i Olszowski. Z jednej strony do Biura wszedł Siwak, a sekretarzem został dotychczasowy minister spraw wewnętrznych Mirosław Milewski (w MSW zastąpił go szef kontrwywiadu wojskowego gen. Czesław Kiszczak), z drugiej — we władzach znalazło się kilku „liberałów", m. in. socjolog prof. Hieronim Kubiak. Kilku nowych członków Biura stanowiły osoby kompletnie nie znane. Do KC nie weszli Grabski, Kociołek, Moczar, ale odpadł także sympatyzujący z „Solidarnością" l sekretarz KW PZPR w Gdańsku, Tadeusz 490 Fiszbach. Zapowiedzi reform były ogólnikowe, ponownie zażądano od „Solidar- ności" odcięcia się od nurtu jawnie „antysocjalistycznego". Odnieść można byk) wrażenie, iż partia będzie kontynuować dotychczasową politykę lawirowania, tyle tylko, że bardziej energicznie przystąpi do zwalczania „socjaldemokratycznych tendencji" (a więc m. in. struktur poziomych) we własnych szeregach. Tuż po zakończeniu zjazdu nastąpiła ponowna eskalacja napięcia, gdy protestując przeciwko zmniejszeniu kartkowych przydziałów mięsa łódzka „Solidarność" (a później inne regiony) zorganizowała 30 lipca „marsz głodowy". Znów zatem protestowano na ulicach, domagając się m. in. społecznego nadzoru nad gospodarką żywnościową. Kierownictwo związku zaczęło tracić kontrolę nad posunięciami zarządów poszczególnych regionów; szczególny radykalizm wykazywali przy tym działacze związkowi średniego szczebla. W Warszawie 3 sierpnia kierująca się na gmach KC kolumna pojazdów z flagami i transparentami została — mimo że wcześniej władze zaakceptowały trasę manifestacji — zablokowana na skrzyżowaniu Marszałkowskiej i AI. Jerozolimskich. Blokada, którą protestujący przekształcili w swoisty festyn, z udziałem m. in. artystów kabaretowych, zakończyła się dopiero w dwa dni później, gdy Region Mazowsze zorganizował dwugodzinny strajk. Trwające wówczas rozmowy Rakowskiego z prezydium KKP zakończyły się w nocy z 5 na 6 sierpnia fiaskiem, a strona rządowa oskarżyła związek o ich zerwanie. W trakcie rozmów Rakowski w wyjątkowo twardy sposób formułował racje rządu. Środki masowego przekazu nasiliły anty-solidarnościową kampanię, zarzucając związkowi dążenie do przejęcia władzy w kraju. Rzecznikiem prasowym rządu został popularny dziennikarz Jerzy Urban, bezpartyjny współpracownik Rakowskiego, zaliczający się do zwolenników stanowczej polityki wobec opozycji. Domagająca się dostępu do telewizji i prasy codziennej „Solidarność" zorganizowała 19 i 20 sierpnia „dni bez prasy", popr; swych członków blokując druk i kolportaż codziennych gazet. W początkach września bydgoska prokuratura poinformowała o umorzeniu śledztwa w sprawie incydentu z 19 marca. Sytuacja zaopatrzeniowa pogarszała się z tygodnia na tydzień, brakowało już nawet niektórych przetworów warzywnych. Nie ustawały naciski radzieckie. Przez cały sierpień w Polsce przebywał mar- szałek Kulikow, który znów zachęcał do rozbicia opozycji siłą, rozmawiając o tym nie tylko z Kanią i Jaruzelskim, lecz także z wieloma wyższymi oficerami Ludowego Wojska Polskiego. W specjalnej depeszy Breżniew żądał od Kani, by ten przedstawił mu wreszcie „plan przeciwdziałania kontrrewolucji". Temat ten omawiali 14 sierpnia na Krymie Kania i Jaruzelski z Breżniewem oraz innymi członkami radzieckiego kierownictwa, którzy jak zwykle domagali się zgniecenia opozycji. W dniach 5—10 września w Gdańsku odbyła się pierwsza tura zjazdu „Soli- darności", mającej wówczas liczyć ok. 9,5 mln członków (liczebność związku była zapewne mniejsza). Kongres rozpoczęła msza odprawiona przez prymasa Glem-pa. Do hali „Olivia", gdzie trwały obrady, nie wpuszczono ekipy telewizji polskiej, będącej instrumentem propagandy partyjno-rządowej. W opozycyjnym ru-chu sp&teezrto- poktycznyffi, którym była „Solidarność", ścierało się kilka tendencji. Jak twierdził po latach Jacek Kuroń, nurt „nieprzejednany, opowiadający się za otwartą walką, miał kilku głośnych przedstawicieli, ale wśród członków »Soli-darności« był niezbyt liczny. Nurt ugodowy — z Wałęsą na czele — starał się 491 szukać porozumienia z władzami i chciał wspólnie z nimi reformować kraj. Nurt faktów dokonanych — do którego sam się zaliczałem — proponował wymuszanie kolejnych reform stopniowo demontujących system". Kongres „Solidarności" poszedł tą ostatnią drogą. Olbrzymią większością głosów uchwalił opracowany przez grupę ekspertów pod kierunkiem Bronisława Geremka program Samorządnej Rze- czypospolitej, który łączył elementy etyki chrześcijańskiej i lewicowego nurtu myśli socjaldemokratycznej (aczkolwiek wyraźnego odwołania się do tradycji socjali- stycznej w tekście programu nie było). Celem działania miało być samorządne państwo, innymi słowy — odmiana demokracji parlamentarnej. Politykę gospo- darczą chciano kształtować łącząc plan centralny z samodzielnością państwowych przedsiębiorstw, funkcjonujących w oparciu o rachunek ekonomiczny. W wielu miejscach program był mało konkretny, stanowił w sumie koncepcję „trzeciej drogi", odmiennej zarówno od kapitalizmu, jak i „realnego socjalizmu" i jako taki był dość utopijny. Wysunięto też projekt powołania przy Sejmie niezależnej od władz Społecznej Rady Gospodarki Narodowej, mającej kontrolować politykę gospodarczą. Niektórzy działacze, zwłaszcza z regionu łódzkiego, forsowali koncepcję strajku czynnego, tj. oddolnego przejmowania przedsiębiorstw przez związek. Naczelne gremium związku, Komisję Krajową, tworzyło 38 przewodniczących regionów oraz 69 działaczy z wyboru. Na przewodniczącego ponownie wybrano już w pierwszej turze Wałęsę. Chociaż jego bezkompromisowi kontrkandydaci (Marian Jurczyk, Andrzej Gwiazda, Jan Rulewski) ponieśli w tajnym głosowaniu klęskę, było jasne, że związek radykalizuje się. Jeden z czołowych przywódców „Solidarności", Andrzej Rozpłochowski, mówił na przykład, że nadejdzie wkrótce czas, gdy „kremlowskie kuranty zagrają Mazurka Dąbrowskiego". W świecie głośnym echem (wywołując zdumienie na Zachodzie i oburzenie w pozostałych stolicach „obozu") odbiło się wystosowane przez delegatów jeszcze w pierwszej części zjazdu (8 września), zgłoszone z sali i uchwalone przez aklamację „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej", w którym zachęcano obywateli innych krajów „bloku wschodniego" — w rym „narody Związku Radzieckiego" — do tworzenia niezależnych związków. Dokument ten został przyjęty, mimo że zarówno Wałęsa, jak i zdecydowana większość doradców związku uznała to za bardzo poważny błąd polityczny — prowokowano bowiem reakcję pozostałych państw Układu Warszawskiego. Trwające w dniach 4-12 września wzdłuż wschodnich granic Polski wielkie manewry Armii Radzieckiej „Zapad-81", będące według niektórych zachodnich ekspertów największymi manewrami, jakie kiedykolwiek przeprowadziły radzieckie sily zbrojue, zostały przez delegatów niemal /.ignorowane. Agencja TASS tymczasem nazwała gdański zjazd „orgią anrysocjalistyczną i antyradziecką", grożąc „rosnącą falą oburzenia". W radzieckich środkach masowego przekazu zaczęto krytykować Kanię, o którym mówiono w tonie lekceważącym. Praskie „Rude Pravo" i wschodnioberlińskie „Neues Deutschland" już od dłuższego czasu nie tylko atakowały solidarnościową opozycję w Polsce, lecz także krytykowały kierownictwo PZPR. Jeszcze w trakcie zjazdu gdańskiego Moskwa poinformowała rząd polski o kolejnym zmniejszeniu dostaw ropy naftowej, gazu, olejów napędowych, surówki żelaza, bawełny i innych produktów. 11 września Breżniew telefonicznie żądał od Kani wprowadzenia stanu wojennego i groził, że wojska Układu Warszawskiego mogą podjąć działania zabezpieczające zagrożone 492 strategiczne linie komunikacyjne na terenie Polski. W sześć dni później, w rocznicę agresji Armii Czerwonej na Polskę w 1939 r., ambasador ZSRR wręczył Kani i Jaruzelskiemu bardzo szorstki list radzieckiego kierownictwa partyjno-państwo- wego do KC PZPR i do rządu polskiego. Pisano w nim niemal ultymatywnie: „KC KPZR i rząd radziecki uważają, że dalsze pobłażanie jakimkolwiek przejawom antyradzieckim powoduje ogromny uszczerbek w stosunkach polsko-radzieckich, pozostaje w bezpośredniej sprzeczności z sojuszniczymi zobowiązaniami Polski. [...] Oczekujemy, że kierownictwo PZPR i rząd PRL podejmą zdecydowane i rady- kalne kroki w celu przecięcia złośliwej antyradzieckiej propagandy i wrogich wobec Związku Radzieckiego akcji". Tego samego dnia podczas spotkania z prymasem Glempem, arcybiskupem Franciszkiem Macharskim i sekretarzem Episkopatu biskupem Bronisławem Dą- browskim Kania, Jaruzelski i Barcikowski mówili, że jeśli związek nie zmieni po- lityki, dojdzie do konfrontacji. Już wcześniej, 13 września na posiedzeniu Komitetu Obrony Kraju Jaruzelski i inni generałowie poddali krytyce chwiejne stanowisko Kani, który musiał zaakceptować przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego, gdyby zaszła taka konieczność. Premier-generał stal już na stanowisku, że sięgnięcie po siłę jest nieuchronne. Ale przecież i Kania wiele miesięcy wcześniej mówił, że „konfrontacji" należy „uniknąć, ale nie za wszelką cenę, którą jest socjalizm i władza socjalistyczna" (na posiedzeniu Biura Politycznego 26 listopada 1980 r.). Wstępne prace nad planem stanu wojennego (w konstytucji PRL z 1952 r. nie było terminu „stan wyjątkowy") podjęto już w 1980 r., a przyspieszono je wiosną roku następnego. Ważne dokumenty dotyczące koncepcji stanu wojennego gene rał Jaruzelski podpisał 27 marca, w dniu powszechnego strajku protestacyjnego „Solidarności" po w\/«ł,ir/(.ninrli hvdgoskich. Jesienią 1981 r. pozostawało jedynie opracowanie szcze; nią Biuro Polityczne w wydanym oświadcze niu wyraziło opinię, ze „Solidarność" /łamała porozumienie sierpniowe i zastąpi ła je „programem politycznej opozycji, która godzi w żywe interesy państwa i narodu". Prace nad reformą gospodarczą wciąż opóźniały się; zresztą obydwa obozy nie dysponowały sensownym programem zmian ekonomicznych. W warunkach dra- matycznie pogarszającej się sytuacji gospodarczej społeczeństwo lękało się nad- ciągającej zimy. Przerwy w dostawach prądu stały się regułą, występowały trud- ności z nabyciem węgla i koksu. Zaopatrzenie w produkty spożywcze było coraz gorsze. Wiele osób, zwłaszcza młodych, starało się wyemigrować. Nastroje pogarszały się, coraz więcej ludzi obawiało się nieuniknionej konfrontacji między obozem władzy a ruchem solidarnościowym. Związkowi radykałowie chętnie jednak sięgali po strajk jako najwygodniejszy instrument walki. Pod koniec października Prezydium Komisji Krajowej „Solidarności" musiało skonstatować, że akcje pro- testacyjne przybrały już „charakter żywiołowy i nie zorganizowany". W kołach związanych z aparatem władzy krążyły pogłoski o rzekomym gromadzeniu broni przez „Solidarność", tworzeniu bojówek, przygotowywaniu list proskrypcyjnych. W ciągu kilku miesięcy poparcie dla „Solidarności" spadło z 62 do 41 procent, a tendencja spadkowa utrzymywała się. Do 12 procent, czyli dwukrotnie, wzrosło zaufanie społeczeństwa do KC PZPR (ale masowe występowanie z partii trwało, od zjazdu opuściło jej szeregi ćwierć miliona członków). 493 W półtora tygodnia po xakof\.czer\iu drugie), ostatniej tory zjazdu „Solidarności" plenum KC (obradujące 16-18 października) odwołało atakowanego ze wszystkich stron i pozbawionego autorytetu w oczach opinii publicznej Stanisława Kanię ze stanowiska szefa partii, powierzając tę funkcję Wojciechowi Jaruzelskiemu. Generał zachował też urzędy premiera i ministra obrony narodowej (pracami MON praktycznie kierował w jego imieniu gen. Florian Siwicki). Skupiając w swym ręku tyle funkcji, łatwiej mógł koordynować przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego. Nasiliła się tendencja powierzania wysokim oficerom stanowisk w rządzie i w partii. Znamienne było też, że właśnie wówczas o dwa miesiące przedłużono służbę wojskową tym żołnierzom służby zasadniczej, którzy mieli jesienią przejść do rezerwy. Tymczasem w kraju wciąż wybuchały nowe strajki i protesty, z rozmaitych powodów. Gdy na 28 października „Solidarność" zapowiedziała jednogodzinny ogólnopolski strajk protestacyjny, nie podała nawet konkretnych żądań. Strajk odbył się, ale wśród wielu uczestników protestu pojawiały się wątpliwości. Znów strajk okupacyjny proklamowali studenci z NZS, na znak solidarności ze strajkującymi studentami radomskiej Wyższej Szkoły Inżynierskiej i w proteście przeciwko projektowi nowej ustawy o szkolnictwie wyższym. Pojawiały się głosy proponujące usuwanie organizacji PZPR z zakładów pracy. Umacniała się działająca jako partia Konfederacja Polski Niepodległej Leszka Moczulskiego, którą mimowolnie popularyzowała rządowa propaganda, zaciekle atakująca to ugrupowanie. Od września działał Klub Służby Niepodległości, założony przez środowiska prawicowe, m. in. przez Antoniego Macierewicza. Z kolei działacze utworzonej w marcu w łonie „Solidarności" tzw. Sieci Organizacji Za- kładowych Wiodących Zakładów Pracy, mającej zajmować się sprawami reformy gospodarczej, a następnie także samorządem pracowniczym, powołali Polską Partię Pracy z Jerzym Milewskim na czele. Część środowiska KSS „KOR" (który rozwiązał się we wrześniu), z J. Kuroniem na czele, zakładała Kluby Samorządnej Rze- czypospolitej „Wolność-Sprawiedliwość-Niepodległość", nawiązujące do dorobku i tradycji przedwojennej PPS. Pod koniec października do akcji weszły Wojskowe Terenowe Grupy Opera- cyjne, mające — jak oficjalnie podano — pomagać administracji w zwalczaniu niegospodarności i nadużyć. Wojsko poznawało w ten sposób teren, który miało kontrolować w stanie wojennym. 30 października Jaruzelski groził z trybuny sej- mowej, że władze będą musiały okazać o wiele większe niż dotychczas zdecydo- wanie, ale jednocześnie wysunął projekt powołania Rady Porozumienia Narodo- wego, mającej składać się z przedstawicieli PZPR, ZSL, SD, PAX-u, „Solidarności", związków branżowych i Episkopatu. W uchwale sejmowej znalazło się ostrzeżenie, że „jeżeli powstanie stan wyższej konieczności zagrożenia bytu narodu, Sejm rozpatrzy propozycję wyposażenia rządu w takie ustawowe środki, jakich wymagać będzie sytuacja". Mediacji między związkiem a władzami próbowało Stowa- rzyszenie PAX, którego szef (następca zmarłego w 1979 r. Piaseckiego, Ryszard Reiff) zgłosił propozycję rozszerzenia składu rządu i utworzenia koalicji składającej się z PZPR, „Solidarności" i Kościoła. Kierownictwo związku potępiło wprawdzie dzikie strajki, ale zarazem krytycznie odniosło się do oferty Jaruzelskiego w sprawie Rady Porozumienia Narodowego, wietrząc w tym podstęp; obawiano się, że „Solidarność" jedynie uwikła się w nowy Front Jedności Narodu (związek 494 ze swej strony proponował powołanie Społecznej Rady Gospodarki Narodowej). Mimo to 4 listopada z inicjatywy Jaruzelskiego doszło do trójstronnego spotkania „na szczycie "z prymasem Gternpem f Wałęsą. Za udział w spotkaniu, które niczego nie przyniosło, ten ostatni był zresztą ostro krytykowany wewnątrz związku. Gdy Wałęsa rozmawiał z premierem i prymasem, w Gdańsku obradowało kierownictwo „Solidarności"; w tonie ultymatywnym, wbrew stanowisku nieobecnego przewodniczącego, zażądano utworzenia Społecznej Rady Gospodarki Narodowej (która miała kontrolować politykę gospodarczą rządu), uchwalenia ustawy o związkach zawodowych, dopuszczenia związku do środków masowego przekazu, reformy wymiaru sprawiedliwości i aparatu ścigania, położenia kresu represjonowaniu za działalność polityczną etc. Gdy po dwóch tygodniach ponów nie doszło do rozmów między związkiem a rządem, znów okazało się, że rozbieżności są ogromne. Gwałtowny wzrost napięcia w końcu miesiąca sugerował, że kierownictwo „Solidarności" traci kontrolę nad ogniwami związku. Gdy 25 listopada strajk okupacyjny wybuchł w Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarnictwa w Warszawie, milicja opanowała budynek szkoły siłą. Obradujące 27 i 28 listopada plenum KC przyjęło uchwałę stwierdzającą, że wzniecany niepokój społeczny i strajki stanowią „już bezpośrednie zagrożenie bytu narodu". Jaruzelski zapowiedział na plenum złożenie w Sejmie projektu ustawy o nadzwyczajnych uprawnieniach dla rządu; jak się wydaje, miało to zmylić „Solidarność" — zasugerować, że dopiero po uchwaleniu tej ustawy możliwe będzie wprowadzenie stanu wojennego. Szeregowi członkowie związku byli zmęczeni atmosferą nasilającego się napięcia i zaniepokojeni kierunkiem, w jakim rozwijała się sytuacja. Nastroje związkowego aktywu były natomiast bojov • • • • •••• '-——vi był przebieg mr1-"^-!.'"' narady prezydium Komisji Krajowej _ i regionów. Na\- są przemawiał już innym językiem, nie chcąc być dalej oskarżany przez kolegów o „ugodowość". Część liderów związku była przekonana, że władza jest już tak słaba, iż w razie konfrontacji poniesie klęskę. Konstatując złą wolę władz, tracono ochotę na dalsze rozmowy z rządem, a ich podjęcie uzależniano od licznych wa runków, m. in. od zgody na przeprowadzenie demokratycznych wyborów do rad narodowych. Uzgodniono, że w razie udzielenia rządowi przez Sejm nadzwyczaj nych uprawnień związek podejmie jednodniowy strajk powszechny — gdyby zaś rząd zamierzał skorzystać z takich uprawnień, rozpocząć się miał bezterminowy strajk generalny. Pracujący dla SB przewodniczący regionu pilskiego „Solidarności" zarejestrował na taśmie magnetofonowej przebieg radomskich obrad, a nagranie to po „od- powiednim" zmontowaniu (wyeksponowano zwroty o „targaniu po szczękach" itp.) zostało następnie przedstawione opinii publicznej. W tych dniach prymas trzykrotnie spotkał się z Wałęsą, wzywając związek do umiarkowania. Arcybiskup Glemp spowodował też wycofanie z Sejmu przez rząd projektu ustawy o nadzwyczajnych uprawnieniach. Nie złagodziło to napięcia. Region Mazowsze „Solidarności" podjął 6 grudnia decyzję o przeprowadzeniu za 11 dni wielkiej ulicznej manifestacji w stolicy. Generał Jaruzelski pisze w swych wspomnieniach, że z. wprowadzeniem stanu wojennego zwlekał niemal do końca. Biuro Polityczne zaakceptowało to roz- 495 wiązanie 5 grudnia. „Jest to potworna, makabryczna kompromitacja dla partii, że po 36 latach sprawowania władzy trzeba jej bronić siłą milicyjną. Ale przed nami nie ma już nic. Trzeba być przygotowanym do podjęcia decyzji, która pozwoli uratować to, co podstawowe" — mówił wówczas Jaruzelski. Wybór terminu uła- twiło same kierownictwo związku, które zwołało do Gdańska na 11 i 12 grudnia Komisję Krajową, a więc gromadząc w jednym miejscu czołówkę „Solidarności" i jej wielu doradców. Z kolei wyznaczenie na 17 grudnia wielkiej manifestacji ulicznej, podczas której ultrasi po jednej i drugiej stronie łatwo mogli sprowokować starcia z siłami porządkowymi, dawało propagandzie władz dodatkowe uzasadnienie decyzji o stanie wojennym. Na rozpoczętym 11 grudnia i mającym trwać trzy dni Kongresie Kultury Polskiej padały głosy krytyczne wobec polityki władz Część dyskutantów obradującego w Gdańsku kierownictwa „Solidarności" (w tym szefowie regionów dolnośląskiego Władysław Frasyniuk i Mazowsze Zbigniew Bujak) oraz niemal wszyscy doradcy wypowiadali się na rzecz niezaostrzania sytuacji, umiarkowani stanowili jednak mniejszość. Pozostali parli ku konfrontacji, padały nawet głosy, że PZPR powinna zostać odsunięta od władzy. W sobotę wieczorem do związkowej centrali zaczęły docierać informacje o niezwykłej aktywności milicji, lecz nie wywołało to większego wpływu na przebieg trwających do północy obrad. Od dłuższego czasu dochodziły zresztą informacje o przygotowaniach władz do ataku na związek, lecz kierownictwo „Solidarności" przywykło już do takich sygnałów i uznało je za jeszcze jeden przejaw zastraszenia opozycji. Poza tym spodziewało się ono, że stan wojenny władze zechcą wprowadzić dopiero po uchwaleniu przez Sejm odpowiednich ustaw. Na zakończenie posiedzenia potwierdzono uchwały z Radomia i postanowiono zorganizować w związku referendum w sprawie zmian ustrojowych (dokładną treść pytania zamierzano ustalić w późniejszym terminie), które miało być kolejną próbą sił między „Solidarnością" a władzą. Na kilkadziesiąt minut przed północą w kraju zostały przerwane połączenia telekomunikacyjne. Mniej więcej w dwie godziny po zakończeniu obrad Komisji Krajowej większość członków związkowego kierownictwa została aresztowana, w hotelach lub w domach. W nocy z 12 na 13 grudnia wprowadzono w kraju stan wojenny. Spory o genezę tego wydarzenia ciągną się od lat i będą trwały jeszcze długo. Ocena decyzji podjętej przez gen. Jaruzelskiego jest z reguły pochodną poglądów politycznych osób ocenę tę formułujących. Jest ona traktowana instrumentalnie, jako element walki politycznej. Wszystko to utrudnia prowadzoną przez historyków dyskusję na temat sytuacji w Polsce w latach 1980-1981. Wydarzenia ówczesne doprowadziły do sytuacji patowej. Jak pisze J. Kuroń, „Solidarność" nadal była „wielką potęgą i potrafiła blokować niebezpieczne po- mysły władzy, ale dysponowała tylko siłą negatywną — prawem społecznego weta. Nie miała dość siły, aby zrobić coś konstruktywnego. W podobnej sytuacji był rząd. Potrafił utrzymać władzę i zablokować inicjatywy związku, ale nie mógł zdobyć się na istotne reformy, bo wszystkie projekty tonęły w morzu nieufności, napięć, konfliktów". Po latach autorzy stanu wojennego uzasadniali swe grudniowe decyzje przede wszystkim groźbą bezpośredniej, zbrojnej interwencji ZSRR i innych państw Układu Warszawskiego, a także pogłębiającym sję w kraju cha- 496 osem, będącym w tym ujęciu następstwem działań „Solidarności". Niezależnie od tych motywów, z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić można, że nie mniej istotną rolę odegrała chęć utrzymania — niema) za wszelką cenę — autorytarnych rządów monopolistycznej partii. Bogdan Borusewicz o „Solidarności" z perspektywy 1983 r.: Nie mam jednoznacznego stosunku do „Solidarności". Z jednej strony zdawałem sobie sprawę, że jest to ruch o kapitalnym znaczeniu dla Polski (i nie tylko dla niej), coś, na co przez kilkadziesiąt lat po wojnie czekali nasi ojcowie i starsi bracia. Z drugie] strony okres strasznej pracy [...]. Ale nie był to najważniejszy powc5d — nie dlatego doszedłem do wniosku, że nie ma sensu dalej wojować. Po prostu zacząłem dostrzegać jak zmieniają się ludzie, którzy kiedyś byli przyjaciółmi, jak uderzają im do głowy ambicje, stanowiska, jak ze skromnych i uczynnych kolegów wyrastają bos-sowie mszczący swoich oponentów. [...] [...] Ruch obrastał wszystkimi negatywnymi cechami systemu [realnego socjalizmu]: nietolerancją dla inaczej myślących, tłumieniem krytyki, prymitywnym szowinizmem. Nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby na wyborach do władz „Solidarności''' wstał facet i powiedział: jestem niewierzący. Wśród kandydatów zdarzali się przecież różni ludzie, katolicy i ateiści, każdy jednak podnosił krzyż do góry. [...] Kwitł kult wodzostwa. Najpierw wódz najwyższy — Wałęsa, którego nie można skrytykować, potem wodzowie w każdym województwie, niemal w każdym zakła dzie. J...J) Z nietolerancją współbrzmiał — jak mówiłem — szowinizm. Powstało w „Solidarności" skrzydło porównywalne tylko z „Grunwaldem" czy „Rzeczywisto ścią". Różnicę widziałem jedną — stosunek do komunizmu. „Prawdziwi Polacy" z „Solidarności" też reprezentowali ideologię totalitarną, tylko w kolorze innym niż czerwony. Co dziwniejsze, sktwcHo to n/vsk,iło du/e wpływy wśród robotników. Natomiast środowiska tak /• on stanowił, były wyciskane z „Solidarności' . Z jednej strony przez propagandę partyjną, z dru giej — przez „prawdziwych Polaków", z trzeciej — przez hierarchię Kościoła, której znacznie bliższa ideowo była w „Solidarności" grupa totalitarna. [...J Ruch nabrał własnej dynamiki, stając się — wbrew logice — coraz bardziej radykalny (ale tylko werbalnie). W pewnym momencie wybrani demokratycznie działacze sfaacjl! .Vcv?JaJft^. rzeczywistością- A rzeczywistość,, oprócz ...Solidarności", ulo-tek, Woinej Europy, to jeszcze ZSRR, wojsko i bezpieka, o której wiedzieliśmy, ze j robiła listy osób do internowania już jesienią 7980 roku. Ku mojemu zaskoczeniu, / poczucie realizmu stracili także: Kuroń, którego znałem jako pragmatyka trzymającego się ziemi, i Modzelewski. Nastąpił amok. Przestano myśleć kategoriami politycznymi, a zaczęto mistycznymi — że jak się powie słowo, to stanie się ono ciałem; czyli jak powiemy „oddajcie nam władzę", to władza znajdzie się w naszych rękach. [...]. Według zapisu magnetofonowego wypowiedzi B. Borusewicza w październiku 1983 r., w: M. Lopiński, M. Moskit, M. Wilk, Kompani. Rzecz o podziemnej „Solidarności", Gdańsk-- Warszawa 1989, s. 19-20 (l \vyd. Editions Spotkania, Paryż 1984). Nie ulega wątpliwości, że niemała część społeczeństwa przyjęła wyjście wojska na ulice ze swego rodzaju ulgą. Jak pisze Mirosława Marody, generalnie „decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego społeczeństwo polskie uznało za racjonalną", lecz nie znaczy to, że „ją zaakceptowało emocjonalnie". Stopień akceptacji był jednak, jak się miało niedługo okazać, niemały. Z drugiej strony ogromnie 497 wzrosła liczba tych, dla których jasne stało się, iż ustrój socjalistyczny nie może zostać zreformowany, a jedyną drogą jest jego całkowite odrzucenie. Stan wojenny i „normalizacja" Przeciwko „Solidarności" gen. Jaruzelski skierował ok. 70 tyś. żołnierzy i ok. 30 rys. funkcjonariuszy resortu spraw wewnętrznych; na ulice wyjechało 1750 czołgów i 1900 pojazdów opancerzonych. Konfrontacji na taką skalę, operacji tak dobrze zorganizowanej opozycja się nie spodziewała. Aresztowania opozycyjnych działaczy zaczęły się już w nocy z 12 na 13 grudnia (z soboty na niedzielę), kilka- dziesiąt minut przed północą. W ciągu nocy internowano kilka tysięcy związkowców, opozycyjnych polityków, doradców, działaczy niezależnych organizacji, niektórych intelektualistów, a także — co już było czysto propagandowym gestem — 32- osobową grupę byłych prominentów, z Gierkiem, Jaroszewiczem i Babiuchem. W ciągu tygodnia w miejscach odosobnienia internowanych, utworzonych w ośrodkach wczasowych i wię7_ierńach, znalazło się ok. 5 tyś. osób. Wolności pozbawiono także Wałęsę, którego następnie bezskutecznie nakłaniano do zaaprobowania decyzji władz w specjalnym apelu do społeczeństwa. Po roku podano oficjalnie, że od 13 grudnia internowano łącznie 10 131 osób, ale nigdy liczba przebywających jednocześnie w ośrodkach dla internowanych nie przekroczyła 5300. Spośród bardziej znanych działaczy „Solidarności" i doradców związku zdołali ujść Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Bogdan Lis, Aleksander Hali, Bogdan Borusewicz; przeszli oni następnie do podziemia. Wszystkie miejsca kluczowe dla funkcjonowania państwa i obiekty strategiczne znalazły się pod kontrolą wojska i milicji. Kontrolowano dworce, drogi wylotowe /, miast, niektóre skrzyżowania. Na ulice wyjechały czołgi i transportery opancerzone; w mroźną noc żołnierze grzali się przy koksownikach. Lokale związkowe były zajmowane przez siły bezpieczeństwa i przeszukiwane. Około godziny pierwszej w nocy zebrano członków Rady Państwa; instytucja ta formalnie zatwierdziła wprowadzany już na terenie kraju stan wojenny; przeciwko głosował tylko przewodniczący PAX-u Ryszard Reiff (dekret o stanie wojennym i trzy pozostałe dekrety, zmieniające przepisy kodeksu postępowania karnego, nosiły datę 12 grudnia). Od godz. 6.00 radio co pewien czas nadawało wystąpienie Jaruzelskiego. Generał dramatycznym tonem uzasadniał konieczność użycia siły wobec „Solidarności", twierdząc, że krajowi groził chaos, a opozycja przygotowywała się do przejęcia władzy. W swym przemówieniu Jaruzelski poinformował o ukonstytuowaniu się Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, której został przewodniczącym (WRON składała się z 21 wyższych oficerów). Na mocy dekretu Rady Państwa działalność wszystkich związków zawodowych oraz innych organizacji została zawieszona. Dekret upoważniał władze do „internowania" obywateli w miejscach odosobnienia. Aby uniemożliwić „Solidar- ności" zrealizowanie groźby, iż w razie sięgnięcia władzy po siłę wybuchnie strajk generalny, ogłoszono, że została „zmilitaryzowana" część administracji państwowej, komunikacja, telekomunikacja, górnictwo, zakłady energetyczne, porty oraz 498 129 najważniejszych zakładów przemysłowych. Zmilitaryzowane instytucje były nadzorowane przez komisarzy wojskowych (ok. 9 tyś. w całym kraju). Protesty w zmilitaryzowanych zakładach miały być karane przez sądy wojskowe. Przepisy o stanie wojennym przewidywały zresztą, że udział w strajkach i innych akcjach protestacyjnych będzie karany więzieniem. Wprowadzono godzinę milicyjną, za- kazano też poruszania się po kraju bez specjalnego zezwolenia. W telewizji pre- zenterzy występowali w wojskowych mundurach, z gazet na razie ukazywać się mogły tylko „Trybuna Ludu" i „Żołnierz Wolności". Naukę w szkołach i na wyż- szych uczelniach wstrzymano do odwołania. Operacja z 13 grudnia nie była przewrotem wojskowym, jak ją wówczas dość powszechnie określano. Nie obalono rządu, przeciwnie — władze wyeliminowały opozycję przy akceptacji zbiorowej głowy państwa, którą była Rada Państwa. Zwierzchnik armii już wcześniej, zgodnie z konstytucją PRL, objął funkcje pre- miera i szefa rządzącej partii. Niemniej, zgodnie z konstytucją PRL stan wojenny mógł zostać wprowadzony na mocy dekretu Rady Państwa jedynie w okresie między sesjami Sejmu, ta zaś wprowadziła go mimo trwającej właśnie sesji Sejmu 25 stycznia Sejm zatwierdził jednak dekrety Rady Państwa, a tym samym ostatecznie zalegalizował stan wojenny. Przeprowadzona z zaskoczenia i dobrze zorganizowana operacja udała się, a potężna „Solidarność" /.ostała sparaliżowana w kilka godzin. Strajki ogłoszono wprawdzie, jak podaje Andrzej Paczkowski, w kilkuset przedsiębiorstwach lecz opór stawiano w pojedynczych zakładach. Doszło jednak do starć, któn zakończyły się rozlewem krwi. Gdańską Stocznię im. Lenina, gdzie 14 grudnia utworzono Krajowy Komitet Strajkowy z Mirosławem Krupińskim na czele, osta- tecznie spacyfikowano 16 grudnia; w mieście dochodziło jeszcze do zajść ulicznych i strajków, lecz stłumiono je do 20 grudnia. W nocy z 15 na 16 grudnia ZOMO rozbiło strajk okupacyjny w Hucie im. Lenina (w Nowej Hucie); do l S tego miesiąca zdławione zostały strajki we Wrocławiu. Przez kilka dni oddziały wojska i ZOMO pacyfikowały strajkujące zakłady — zwłaszcza kopalnie — na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim. Do walk doszło w jastrzębskiej kopalni „Manifest Lipcowy"; 16 grudnia w katowickiej kopalni „Wujek", podczas pacyfikacji tej kopalni, w której znajdowało się ok. 3 tyś. strajkujących, pluton specjalny milicji użył broni. Śmierć poniosło 9 górników (w tym 6 na miejscu), a 22 odniosło rany postrzałowe. Po tragedii tej wszczęto rozmowy, które dopro- wadziły do zakończenia strajku. 23 grudnia wojsko i ZOMO opanowało Hutę Katowice; do walk nie doszło, gdyż strajkujący zastosowali bierny opór. Najdłużej strajkowali górnicy pod ziemią, w kopalniach „Ziemowit" (przerwali protest w nocy z 23 na 24 grudnia) i „Piast" (do 28 grudnia). W wyniku stłumienia strajków i akcji protestacyjnych aresztowano (według oficjalnych danych z 5 stycznia 1982 r.) 1274 osoby, poza tym wiele osób zatrzymywano zwykle po stłumieniu strajku, lecz większość z nich niedługo później wypuszczano na wolność Organizatorów strajków sądzono; zdarzało się, że za organizowanie strajku skazywano nawet na 10 lat więzienia (Ewa Kubasiewicz, skazana 3 lutego 1982 r. przez Sąd Marynarki Wojennej w Gdyni za organizowanie strajku w Wyższej Szkole Morskiej). Łączną liczbę ofiar śmiertelnych trudno jest ustalić; szacuje się (np. Jerzy Holzer), że wynosiła ona kilkanaście osób, kilka tysięcy osób zostało 501 mienia z hierarchią, udzielały zezwoleń na budowę nowych świątyń, a w później- szym okresie wyraziły zgodę na przyjęcie w kraju Jana Pawła II (papież przebywał w Polsce w czerwcu 1983 r.; podczas wycieczki do Doliny Chochołowskiej spotkał się z Lechem Wałęsą). Opór „Solidarności" miał przez pierwsze miesiące stanu wojennego charakter żywiołowy i nie skoordynowany. 22 kwietnia 1982 r. powołana została Tymczasowa Komisja Koordynacyjna, którą uznano następnie za centralną instancję związku; proklamację TKK podpisali Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Bogdan Lis i reprezentujący Małopolskę Władysław Hardek. Od lipca istniało też Biuro Koordynacyjne za Granicą, kierowane przez przebywającego na emigracji Jerzego Milewskiego. Niektóre organizacje (jak radykalna wrocławska „Solidarność Wal- cząca" Kornela Morawieckiego) pozostały jednak poza TKK. Komisja zaapelowała, aby każdego trzynastego dnia miesiąca organizować protesty i domagać się zwolnienia internowanych.. Nastąpił bujny rozkwit podziemnejprasy i wydawmctw; wediu.1^tćvŁWf cb.sza- cunków łącznie ukazywać się miało poza cenzurą po 13 grudnia 1200-1700 tytułów periodyków. Większość z nich stanowiły efemerydy; jednym z najważniejszych tytułów stał się „Tygodnik Mazowsze", wychodzący od lutego 1982 r. i następnie związany z TKK (nakład sięgnął kilkunastu tyś. egzemplarzy). Wydawano setki książek (w tym tak obszernych, jak np. Archipelag GUŁag Aleksandra Sołżenicyna) i broszur, czasem nawet w kilkutysięcznych, nakładach. Spośród oficyn działały NOWa, Krąg, Głos, CDN, Rytm i in. Niezależna poligrafia tworzoną była w znacznym stopniu dzięki materialnemu wsparciu z Zachodu. Głównym źródłem informacji znacznej części społeczeństwa były jednak w dalszym ciągu zachodnie rozgłośnie polskojęzyczne. Spektakularny charakter miały nadawane sporadycznie, krótkie (na ogół kilkuminutowe) audycje radia „Solidarność"; pierwsza z nich została nadana w Warszawie 12 kwietnia 1982 r. Na łamach podziemnych periodyków toczyły się spory o program dalszego działania. Wspólna dla wszystkich koncepcji była chęć szukania sposobów zmuszenia władzy do rozmów z „Solidarnością" (czy, jak mówiono, „ze społeczeństwem"); różnice występowały w odniesieniu do metod tej walki. Internowany Jacek Kuroń ogłosił w „Tygodniku Mazowsze" artykuł nawołujący do tworzenia scentralizowanej, zdyscyplinowanej organizacji podziemnej. Koncepcja scentralizowania podziemia nie znalazła wielu zwolenników. Inni publicyści proponowali formowanie ruchu zdecentralizowanego, budowania „podziemnego" społeczeństwa. Niektórzy publicyści (m. in. wspomniany Kurnń., Zhi.ólfdarność" podziemna „cieszyła się zaufaniem ograniczonej części społeczeństwa" — stwierdza Mirosława Marody, streszczając wyniki badań prowadzonych przez renomowanych socjologów. Jej zdaniem proponowane przez podziemie „formy działania postrzegane były jako nieefektywne, gdyż sprowadzające się do pustych, symbolicznych gestów, bądź jako zbyt zagrażające, by 502 mogły znaleźć naśladownictwo w zachowaniach większości społeczeństwa". Pa- miętać też należy, że już przed „grudniem" rósł krytycyzm wobec działań związku. Do niezależnych manifestacji doszło l maja 1982 r., ale szczególnie zacięte, wielogodzinne starcia miały miejsce w dniu święta 3 Maja, kiedy dziesiątki tysięcy ludzi zgromadziły się na manifestacjach w różnych miastach kraju. Kolejna fala manifestacji przetoczyła się 13 maja. Znów nastąpiły aresztowania i zwolnienia z pracy. Największe wystąpienia w całym okresie stanu wojennego miały miejsce 31 sierpnia 1982 r., w rocznicę porozumienia gdańskiego. W Lubinie (legnickie zagłębie miedziowe) oddziały ZOMO znów użyły broni; śmierć poniosło trzech manifestantów, w tym dwóch na miejscu. Także w Gdańsku i Wrocławiu były tego dnia ofiary śmiertelne. Jak podało MSW, manifestacje odbyły się w 66 mia- stach. Łącznie po 31 sierpnia w całym kraju skazano na grzywny lub areszt ponad 4 tyś. osób. Generał Jaruzelski odniósł w grudniu dość łatwe zwycięstwo. O wiele trud- niejszym zadaniem było znalezienie drogi pozwalającej wyjść z głębokiego kryzysu gospodarczego, politycznego i społecznego, w jakim znalazło się rządzone auto- kratycznie przez PZPR państwo polskie. W swym wygłoszonym 13 grudnia 1981 r. przemówieniu szef WRON zapowiadał, że podejmowane wówczas kroki służą „zachowaniu podstawowych przesłanek socjalistycznej odnowy" i że nie będzie powrotu do sytuacji sprzed 1980 r. Liczył na to, że — jak mówił — „zdrowy robotniczy nurr »soiiaarnosci« własnymi siłami i we własnym interesie odsunie od JŻ&iyjWU&wJwnh&nittji*, '^ntiZWOlliyr ". ^lip&ł-zimto * zawieszony, jęcz nic zdelegalizowany. Usilne próby nakłonienia Wałęsy do współpracy wskazywały na to, z'e grono skupione woćoYjaruzeiskiego początkowo cńciatb zacńowac „zupełnie mną i nie tak liczną" (słowa szefa WRON) „Solidarność" jako ;edp<-> z elementów systemu politycznego. 1^5 stronie 'związku we 'znaleziono jedńaK'pral\ tycznie nikogo, kto gotów był podjąć współpracę na takich warunkach. Te kalkulacje zawiodły. Zw