M. Robert Falzmann - "ATAK" 
e-mail: kosmopol@globalserve.net 


ycie jest walk1 o przetrwanie, zao najlepsz1 obron1 jest atak. 


Berseker Blox zadygota3 i otworzy3 swoje antenowe olepia nagle pewien, &#191;e jego 
obecnooa jest wymagana a jego owiadomooa potrzebna. Bed1c tylko maszyn1 i 
automatem nie by3 w stanie zanalizowaa Yrd3a tych przemo&#191;nych uczua, podobnie 
jak celowooci dzia3an bowiem wykonywanie rozkazw by3o niczym i wszystkim, w 
zale&#191;nooci od tego czy rozkazy kolidowa3y z trzema przykazaniami czy te&#191; nie. 
Bardzo proste sprze&#191;enie zwrotne. 
Jeoli nic ci nie zagra&#191;a, wykonaj. 
Berseker Blox dawno temu stwierdzi3, &#191;e nikt i nic mu nigdy nie zagra&#191;a, nawet 
s3once id1ce nagle supernowa, co niefortunnie zatrzyma3o go na drodze do 
wymiecenia Sol 3030 z odrastaj1cego bioomiecia. 
Tymczasowe oolepienie sensorw i pewne drobne uszkodzenia mechotkanki zosta3y 
naprawione we w3asnych szybko zbudowanych warsztatach. 
Blox by3 prawdziw1 konstrukcj1 zamknietego ko3a i by3 w stanie, nie tylko 
replikowaa w3asne czeoci, lecz produkowaa roboty, ktre produkowa3y roboty, 
ktre produkowa3y narzedzia, ktre by3y nastepnie u&#191;yte do produkcji jeszcze 
bardziej zaawansowanych robotw, ktre bed1c fabrykami potrafi3y masowo 
dostarczya wszystko co potrzebowa3 skromny mechaniczny morderca biolo. 
Po spotkaniu z Supernow1, Berseker Blox potrzebowa3 czasu i plus minus stu 
milionw drobnych czeoci, g3wnie z axolektroniki i magnotroniki, by bya w pe3ni 
funkcjonaln1 omieciark1 galaktyki. To pierwsze nie by3o problemem, gdy&#191; 
Supernowa sama zadba3a o okoliczne odka&#191;anie z rdzy i zieleni. Dalsze rejony, a 
zw3aszcza ohydnie zapaskudzony kawa3ek z Sol3030, mg3 poczekaa. Blox nie 
spodziewa3 sie, &#191;e po ostatnim wymiataniu gigantycznych biokonstruktw, 
cokolwiek bardziej rozwinietego ni&#191; bakteria, zdo3a3o przetrwaa na trzeciej 
planecie, niemniej ostro&#191;nooa nakazywa3a dokonczenie porz1dkw. Biozaraza mia3a 
od dawna zwyczaj podnosia swoj1 podstepn1 g3owe w najmniej spodziewanych 
rejonach i miejscach. 
By nie bya zdanym na los szczeocia i przypadku, a bed1c nauczonym smutnym 
doowiadczeniem swoich poprzednikw, Blox przed za3o&#191;eniem w3asnej bazy i sieci 
fabryk, rozes3a3 po okolicy kilka tysiecy dronw, ma3ych sond zwiadowczych na co 
dzien bed1cych jego wczesnym systemem ostrzegawczym a zarazem szpiegowskim. 
Wprawdzie, jak przypuszcza3, Sol3030 nie zdo3a3a reanimowaa swoich gigantycznych 
rdzawcw i zieleniawcw, lecz coo tam ciep3ego pe3za3o po dnach i pod 
kamieniami. Podobnie, Sol3032 mia3o znw pow3oke rdzy i zieleni co prosi3o o 
wypalanie, lecz tam, Blox mia3 dylemat gdy&#191; czeoa &#191;ycia by3a czysto krystaliczna 
i jako taka pokrewna W3adcom. 
W tej czeoci galaktyki i tak daleko od centrum, rzadkooa nadzwyczajna, i Blox 
nawet konsultowa3 specjalne przypisy do g3wnego kodeksu pracy, chc1c sie 
upewnia czy takie objawienie krystalokonstruktw nie powinno bya zg3oszone do 
Centralnej Bazy, lecz wybrane przypisy ostrzega3y jedynie przed niszczeniem 
Aluminotropw oraz Protoferrytowcw i nie wspomina3y zupe3nie form opartych na 
kryszta3ach molibdenu, tantalu czy kadmu. 
Blox chc1c bya po bezpiecznej stronie miot3y zdecydowa3 sie polerowaa Sol3032 
wybirczo; niszcz1c biolo, oszczedzaj1c krystalokonstrukty. Ta polityka 
doprowadzi3a ewentualnie do zaniku tych pierwszych i rozkwitu tych drugich, co w 
olepiach anten Bloxa, zmniejszy3o potrzebe czujnooci gdy&#191; dzielne krystality 
zgodnie ze swoj1 natur1 prawdziwego mecho same zacze3y mordowaa lokalne biolo. 
Lecz to by3 czas przesz3y. I kiedy Berseker wys3a3 swoje drony na przeszpiegi a 
sam zaj13 sie zas3u&#191;onym remontem i odpoczynkiem, coo z3ego i nie binarnego 
zagooci3o w jego receptorach. 
Liczby. 
Po kilkuset tysi1cach lat snu, Berseker stwierdzi3, &#191;e ma ubytki w sondach. Nic 
niezwyk3ego zwa&#191;ywszy rejony gdzie przebywa3. Niestabilne s3onca, biliony 
bilionw meteorw i gwiezdnego gruzu, nag3e grawitacyjne studnie, obszary 
obni&#191;onego cionienia elmagu, ka&#191;de mo&#191;liwe zagro&#191;enie typowe dla pogranicza 
czyha3o na bezbronne autoroboty. 
Tyle, &#191;e te brakuj1ce sondy, szeoa w sumie, zgine3y w rejonie Sol3030. Blox nie 
musia3 bya W3adc1 by logicznie wskazaa sprawce zniszczen. To by3o biolo, biolo i 
raz jeszcze biolo. P3 biedy gdy tylko o&#191;ywione. Gorzej gdy na poziomie 
samoowiadomooci. 
Berseker kilkakrotnie napotka3 w Galaktyce takie rdzawo zielone plamy nie 
dotkniete wczeoniej czujnymi kamerami szpiegowskich dronw. Ka&#191;de z tych miejsc, 
a by3y to czasem setki planet i dziesi1tki s3onc, a&#191; dysza3o od myol1cego biolo. 
I zawsze zabjczo sprawnego w prezerwacji w3asnego ja. 
Blox nigdy nie mia3 k3opotw z eksterminacj1, lecz czas zmarnowany na dok3adne 
oczyszczanie by3 strat1 i problemem gdy&#191; w innych rejonach, koszmarne biolo 
mia3o mo&#191;liwooa podnieoa swoj1 ohydn1 g3owe raz jeszcze. 
- Mo&#191;e ja powinienem dokonaa pe3nej duplikacji? 
Lecz Blox wiedzia3, &#191;e to znw doprowadzi do konfliktu. Bez biolo i bez celu, 
dwa Bersekery, wczeoniej czy pYniej konczy3y znajomooa na omiertelnym 
pojedynku. 
- Nie! Mo&#191;e bya tylko jeden! - Blox maj1cy swoje w3asne mecho hormony dysza3 
&#191;1dz1 akcji - Dobrze. Ja jeszcze nie jestem gotowy, lecz wyolijmy do Sol3030 
zamiast kilku sond, kilkaset bojowych niszczycieli biolo. I zaraz zobaczymy z 
kim mamy do czynienia....Pomiedzy decyzj1, a realizacj1 up3yne3o p3 obrotu 
Trzeciej Planety dooko3a Sol3030. Ostatniej po3wki rocznego obrotu. 
Dok3adnie 31 grudnia 2099 roku, o godzinie 22.05, pierwsze niszczyciele Bloxa 
wesz3y w zasieg radarw i skanerw pojazdw Dalekiego Zwiadu. Bezlitosna Mecho 
Omiera zapuka3a do drzwi uk3adu Sol3030 nale&#191;1cego do Ziemian... 

*** 

Kapitan Legionista, Alexander Julius Baas mia3 niewyraYn1 mine. Na jego - Witam 
poruczniku! - siedz1cy przy konsoli zwalisty typek imieniem Luiz Rodriguez Corfu 
splun13 na pod3oge i pokaza3 palcem na wolny fotel, mwi1c - parkuj Operatorze i 
szykuj sie do pierwszej lekcji. To jest front a my na pierwszej linii ognia. 
Teoretycznie, lecz kto wie co opi w mroku. Uwa&#191;aj!! 
- Tak jest! - kapitan nie wyci1ga3 rangi. W sumie by3 tylko na przyuczeniu... 
"Czy&#191;bym nareszcie trafi3 do prawdziwego Zwiadu?" Fala wspomnien i ulga. 
Niespodziewanie odkomenderowany z Legionowej jednostki na Marsie, kapitan 
znalaz3 sie w szalonych trybach Dalekiego Zwiadu, i absurdalnym, 
surrealistycznym owiecie, ktrego istnienia nawet nie podejrzewa3. 
Nie to by &#191;a3owa3. Legionowy posterunek Mars03 by3 tak rozrywkowy jak otaczaj1ce 
go piaski, wiec ka&#191;da zmiana by3a rajem, ale... 
- Poruczniku, jestem gotowy! - s3owa w pustke. 
- W1tpie. Ty te&#191;? - pytanie mia3o sens. Kapitan zw1tpi3 od dnia numer jeden. 
W dniu odlotu wbito go do kabiny zat3oczonej po wreby jakimio dziwnymi typami z 
somnambulicznym wzrokiem i ustami szepcz1cymi w obcych jezykach. Sami szeregowcy 
s1dz1c po kombinezonach. Sami zawodowcy s1dz1c po naszywkach Info oraz Pilot. 
Typowa banda rekrutw do oszlifowania. 
- Co stoisz, luju. Zwionij. Przestrzen nie rucha lecz jebie... 
To by3 pierwszy powa&#191;ny szok, zw3aszcza, &#191;e z ust kobiety. 
I kapitan Alexander Julius Baas, pos3usznie siad3 na jedyny wolny fotel, tu&#191; 
przy toalecie i czu3 sie jak jej zawartooa. Gwniano. 
Pyskata rezerwistka mia3a mniej jak dwadzieocia lat, lecz nosi3a beretke Pilota 
klasy Zewnetrznej i coo jeszcze. Zabytkowy, krtki mieczyk przypiety do 
wewnetrznej strony 3ydki. Ten mieczyk, bagnet bardziej, by3 rwnie egzotyczny 
jak jej personalna naszywka. Dalia Woong. Lecz pomijaj1c jezyk i mroczny b3ysk 
oczu, dziewczyna nie wygl1da3a na tward1 Azjatke. Je&#191;eli ju&#191;, to na klasyczn1 
Europejke z siln1 budow1 i grzyw1 nieregulaminowych blond w3osw z jednym 
omiesznym czarnym pasmem nad czo3em. 
- Czarownica - sprzeda3 swj komentarz pogromiony kapitan, licz1c na ma31 
rozmowe i mo&#191;e coo wiecej. Dziewczyna naprawde mia3a czym oddychaa. 
- Tylko czasem - blondynka zmiek3a i nawet pos3a3a mu konspiracyjny uomiech 
samymi k1cikami ust - tu trudno wyczua kto jest kto. Ty te&#191; z Tajnych Broni? 
- Hyymmm... - kapitan chrz1knieciem uratowa3 sytuacje, zaszokowany nie tylko tym 
tykaniem per "ty" ale i reszt1. Wygl1da3o, &#191;e ca3a kabina to jakieo bardzo 
ciemne towarzystwo, bg i Sztab Generalny tylko wiedz1cy do czego u&#191;yte czy 
przeznaczone. Kapitan nie raz i nie dwa s3ysza3 r&#191;ne plotki o Dalekim Zwiadzie. 
Teraz, unikaj1c wzroku blondynki imieniem Dalia, zaczyna3 dostrzegaa ziarno 
prawdy i pow1tpiewaa czy Mars03 nie by3 jednak rajem. 
- Kurwa, co ja tu robie i dlaczego? - frustracja pi1tego ko3a u wozu. 
- To jest bardzo dobre pytanie - zwalisty porucznik puoci3 oko - b1dY gotw! 
- Jestem, jestem... - Nastepna fala wspomnien. Mi3e z3ego pocz1tki. Odlot by3 
koszmarem przeci1&#191;enia, tak jak by ktoo tam naumyolnie zapomnia3 w31czya 
antygrav, co zreszt1 potwierdzi3o s3owa dziewczyny. Przestrzen nadal by3a 
mordercz1 ocian1 energii a ludzie mokrymi workami rzucanymi w pasach na 
wszystkie strony. 
- Lot sie zaczyna jak za Gagarina - siedz1cy obok kapitana, 3ysawy i gibki typek 
ze szczurz1 mord1 nie straci3 animuszu - poznajmy sie, Ravi Fisher, Logistyk z 
Genewy. Ja pierwszy raz poza Ziemi1. Mars to wylegarnia piaskowych pche3. 
Ciekawe co zastane na Jowiszu. Pewno pingwiny. 
- Alexander Baas. Zawodowy oficer... my nie lecimy na Jowisz i tam dopiero 
buduj1 pierwszy Habitat. Same roboty i kilku technikw... 
- Bez gwna. Czy&#191;bym pomyli3 rakiety? - g3os Fishera obudzi3 powszechny rechot i 
potakiwania. 
- Bardzo weso3e - kapitan natychmiast zrozumia3, &#191;e jest sam przez du&#191;e S. 
Bowiem tamci robili go w dysze jak kota - jebaa cie te&#191;, Ravi... - zamykaj1c 
oczy, Alexander Julius Baas odseparowa3 sie od otoczenia, nikn1c w mgle samo 
indukowanego snu. Jednej z wielu rzeczy, ktrych nauczy3 sie na Marsie; pe3nego 
stanu koncentracji oraz medytacji typowej dla mistrzw jogi z Nepalu. Ot drobne 
hobby. By zabia nude i czas. Bowiem, prywatnie, bed1c Afrykanerem, Alex Baas, 
mia3 poci1g do rzeczy nie ca3kiem z tej strony lustra normalnooci. Co nazywaj1c 
dalej po imieniu by3o zachwytem nad para normalnooci1. Prywatnym zachwytem. 
Bardzo prywatnym. 
- Okay! Jest szsta zero zero czasu Oort i data jest 15. 12. 2099. Mj zmiennik, 
Alex przejmuje teraz konsole i nadzr nad symulatorem info. Operator Luiz 
schodzi z wachty na trzy. Raz! Dwa! Trzy! Aleeeex!!! Lap stery!! 
- Jezus! - Kapitan wyskoczy3 z mg3y wspomnien w realm kabiny zwiadowczego 
Esso3000 i odkry3, &#191;e jego d3onie same tancz1 po p3ycie konsoli a jego usta same 
recytuj1 wpis do audiologu - ...operator Alex przej13 nadzr nad prac1 pasywnych 
radarw. Operator Alex przej13 nadzr nad prac1 skanerw pasma elmagu. Nastepny 
skok czasoprzestrzenny za siedem minut i jedenaocie sekund. adnych anomalii nie 
rejestrujemy. Wszystko w normie. Over and out. 
- Jebany marzyciel. Ty wygl1dasz jak jebany Hutu Tutu Mambo D&#191;ambo i reszta 
drewnianych afrykanskich fajfusw - zwalisty zmiennik imieniem Luiz trzyma3 
twarz tu&#191; przy twarzy kapitana - jeszcze raz spYnisz sie o sekunde a osobiocie 
przespaceruje cie po grzbiecie Esso...bez skafandra. Zrozumiano!! 
- Tak jest!!! - kapitan Alexander Baas mia3 bolesne zwarcie w odbytnicy i rwnie 
bolesne rozwarcie pecherza. Ciep3e krople zacze3y kapaa na jego wyglansowane 
legionowe saperki. 
- Ozyrysie! Kogo oni tu przys3ali - oniada i bardzo delikatna twarz operatora 
imieniem Luiz, zmiek3a i nagle rozci1gne3a sie w uomiechu - ...ty jesteo z pod 
znaku Lwa. 
- Tak jest!! - kapitan nadal mia3 ucisk w kroku lecz kranik pod kontrol1. 
- To ci wybaczam. Ka&#191;dy Lew to kretyn w sprawach zasadzek. Nie twoja wina. A ja 
jestem ze Skorpiona. Czyli, &#191;e my sie nie lubimy. Wiedz1c to bedziemy 3atwiej 
wybaczaa sobie w3asne fobie. Ja na ten przyk3ad nienawidze wojska, wojskowych i 
rz1du. Ponad to nienawidze zimna, brudu, 3ajzowatych marzycieli i kobiet. Acha, 
coo wa&#191;nego. Ja nienawidze jak ktoo krytykuje Egipt. Ja jestem Egipcjanin... 
- Tak jest! - kapitan Alexander z ulg1 rozluYni3 ramiona i poprawi3 sie w fotelu 
mimochodem zauwa&#191;aj1c, &#191;e mog3o bya gorzej. Po miesi1cu wedrowania od Habitatu 
do Habitatu i od tajnej kwatery Zwiadu do super tajnej rezydencji Zwiadu, po 
miesi1cu koczowania na ciasnych pryczach w ciasnych kabinach z ciasno g3owymi 
agentami o ciasnych wargach, wdepniecie w nore gadatliwego egipskiego Skorpiona, 
neurotyka i schizo, nie by3o problemem. 
Oczywiocie tamten mia3 racje. Lwy nie kochaj1 skorpionw, lecz z natury bed1c 
olbrzymimi indywidualnoociami, s1 w stanie zignorowaa pustynne robactwo. Lecz... 
nie do punktu nadepniecia...na ogon - Egipt!? Egipt jest kolebk1 cywilizacji w 
Afryce i czymo co mo&#191;na nazwaa jej sercem... 
- Prawda? - operator Luiz te&#191; odpre&#191;y3 sie zawisaj1c ramieniem na konsoli - 
Well... tak z bliska to nawet jesteo przystojny...mw mi Lui, bo Luiz to lipa. 
- Okay, Lui. Tak z bliska to ja jestem omierdz1cy - kapitan Alex odsun13 sie na 
bok - b1dY kumpel i popilnuj sekunde a ja szybko sie przebiore. 
- Popilnuj mj luj. Nad czym? To i tak wszystko leci na auto. A my tutaj dla 
picu i teorii z Kosmopolu rodem, &#191;e coo tam kurwa czai sie w mroku - Lui zadar3 
nogi na brzeg konsoli. Jego buty by3y miekkimi sanda3ami - Na co czekasz, 
Cezarze? R&#191;nij Kleopatre - pustynne oczy bada3y imienn1 naszywke. 
- Ten Julius to po dziadku. By3 z USA - kapitan wsta3 i nie mg3 ukrya plamy na 
spodniach, ale mg3 j1 zagadaa - Ty te&#191; nie wygl1dasz na faraona. 
- A kto dzisiaj wygl1da? Homogenizacja genetyczna czyli kogel mogel - oceni3 Lui 
- tak na powa&#191;nie to moja rodzina jest z Madrytu. Europa, Hiszpania, i tatko 
jest sta3ym doradc1 z ramienia ONZ w Kairze. Od trzydziestu lat. Czyli, &#191;e ja 
tam sie urodzi3em, wychowa3em i &#191;yje. A ty? 
- Ja z Kapsztadu. Afrykaner. Lecz zwiedzi3em troche owiata. Przepraszam... Id1c 
do swojej kabiny gdzie czeka3y nie rozpakowane worki i kontenery, Alexander mia3 
mieszane uczucia. Z jednej strony da3 sie zaskoczya jak kot, z drugiej strony 
da3 sie ug3askaa jak kot. Lecz to przecie&#191; by3o wojsko i ten zwariowany 
porucznik powinien by3... 
- Uwaga! Uwaga! Uwaga! Skok w rozwoju! - pisk krystalicznych audio generatorw w 
ocianach i suficie znw rozwi1za3 mu pecherz. Gorzej, bo nagle znikne3o ci1&#191;enie 
i przez kilka sekund mia3 wra&#191;enie, &#191;e spada. 
- Uwaga! Nowa pozycja. Szesnasta awiartka pierwszego sektora. Przyspieszamy by 
zrwnaa szybkooa z obecnym Obiektem. Nasze widmo jest zerowe. Nasz odczyt jest 
zerowy. Wszystkie elementy pracuj1 w ramach tolerancji dla tego typu pojazdu. 
Jeoli potrzebujesz pomocy dzwon 1 800 Esso. 
- Kpiny. Czy my ochraniamy czy reklamujemy?! - Kapitan Alex kopn13 w drzwi 
swojej kabiny i bez dalszego medytowania zacz13 suszya honor mokrych i dok3adnie 
oszczanych jajec. 
- Uouu... ale pupka! - g3os Lui by3 jak chlaoniecie Nilowej trzciny. Lepki. 
- Ty homo, czy co? - Alex szykowa3 sie do wziecia prysznica i nie mia3 ochoty na 
g3upie rozmowy. Obecny w drzwiach porucznik by3 fa3szywk1 nie wart1 kopa w 
malowany ryj. 
- Na bezrybiu i rak ryba. Wolisz na raka czy inaczej? - Lui sta3 jak pos1g 
Ramzesa, z za3o&#191;onymi na piersi rekami i zadart1 g3ow1. 
- Wole sie umya - Alex pospiesznie znikn13 w 3azience i zamkn13 za sob1 drzwi 
... na zamek. Kolega porucznik by3 bardzo zwalistym typem. 
- Ja... tylko...&#191;artowa3em... - dobieg3o chichocz1ce wyjaonienie - ...o was 
mwi1, &#191;e Legionioci to same peda3y i zboczency. 
- Co?! - Kapitan wystawi3 g3owe za drzwi i odkry3, &#191;e Lui wertuje mu portfel. 
- Kurwa i Kleopatra. Ty rzeczywiocie jesteo pe3no gwiazdkowym kapiszonem. A ja 
myola3em, &#191;e ty jesteo... - porucznik Luiz nie odk3adaj1c portfela pokaza3 brod1 
na w3asne pagony - ...bo ja nie jestem. To pic na u&#191;ytek sztabu i pokrywka. 
Remanent z ostatniego wypadu do Manili. U&#191;ywam bo szyty na miare. I taki seksy. 
Nikt nie odmawia kosmonautom kawa3ka ciep3ej... 
- Ju&#191; to widze - kapitan mia3 ochote wyjoa z 3azienki i sprawdzia czy ten lewy 
Egipcjanin jest tak twardy jak na to wygl1da, lecz w ostatniej chwili zmieni3 
zdanie. Bg i Sztab G3wny nie montuj1 wariatw w trybach tajnej maszyny zwanej 
Daleki Zwiad. Pan Luiz Rod-coo-tam, mg3 bya... 
- O, ja jestem - porucznik lewus cisn13 portfel na 3&#191;ko - agentem Kosmopolu. 
- Fuck! - Kapitan zamkn13 drzwi i wszed3 pod prysznic. Nagle ca3a mozaika 
szalenstw oraz niedoci1gniea samoczynnie uszeregowa3a sie po numerach. I ci 
dziwni rekruci i ci jeszcze dziwniejsi agenci i te wszystkie tajne bazy i 
transporty pod ochron1 zag3uszaczy. I nawet to tutaj. 
- W sumie logiczne. Wojsko potrzebuje wywiadu. Wywiad potrzebuje zwiadu, a ci s1 
niczym bez polowych agentw i reszty pajeczarzy - pryskaj1c wod1, kapitan 
uomiechn13 sie pod nosem - robota nedzna ale p3aca pre&#191;na. Da sie &#191;ya i nawet 
zrobia kariere. Tylko... jak oni mnie zmacali? I dlaczego? 
- Ludzie z odrzutu. Drugi sort. Neurotycy, psychopaci, czyli my - Lui sta3 w 
drzwiach 3azienki i wolno dar3 na strzepy Legionow1 legitymacje kapitana. 
- Ty telepata, czy co?! - Alexander Baas nie wierzy3 w3asnym oczom i uszom. 
- Fobie, fobie, fobie... - Lui rozsypa3 strzepy po pod3odze - ...jeoli moge coo 
poradzia. Zacznij nosia pampersy i pij na noc wyci1g z korzenia pietruszki. 
- Jezu. To by3o medyczne, tak? Ktoo mnie zakapowa3, tak? - Baas zakl13. 
- Ty. Sam siebie. Transcendacja astralna z Tybetu to nic innego jak dostrojenie 
mzgu do fali dziewieciu albo jedenastu hertzw. My jesteomy z natury 
dziesi1tkami, lecz czasami trafi sie mutant. I wtedy nadaje i odbiera w innym 
paomie. Czy wiesz co robi Ministerstwo Komunikacji z nielegalnymi nadajnikami 
pracuj1cymi na zastrze&#191;onych pasmach? 
- Zamyka w3aocicieli - wolno odpowiedzia3 kapitan. 
- Sam widzisz. Tutaj mo&#191;esz sobie nadawaa do usranej omierci - obracaj1c sie Lui 
zrobi3 przepraszaj1cy gest - Kosmopol u&#191;ywa dziewi1tki i jedenastki do w3asnej 
komunikacji. Telepatycznej. All right. Teraz wiesz wszystko. 
- Zaraz! - Alex chcia3 zatrzymaa wychodz1cego lecz nie zd1&#191;y3. 
- Masz szczeocie, kapitanie. Kosmopol jeszcze do niedawna usypia3 takie 
niedorobione przypadki jak twj - drzwi od 3azienki zamkne3y sie same i Alex 
mia3 ochote wya - ...kariera, kurwa! Wiezienie raczej! Jebane wiezienie! 
- No, wiesz, to zale&#191;y jak na to popatrzea - zaprzeczy3 Lui, gdy znacznie 
pYniej spotkali sie przy stole w ma3ej kantynie nad gor1c1 kolacj1. 
- Jak to rozumiesz? - Alex mia3 ksie&#191;ycowy nastrj siedz1c w jadalni mog1cej 
pomieocia setke. Ich stolik by3 tu&#191; przy dyspenserze i Graj1cej Szafie czyli 
monitorze dronw, milionow1 sieci1 kilometrw sensorw otaczaj1cych Esso. 
Drobiazg lecz, fakt, &#191;e nie byli ca3kiem sami, oraz ciep3e b3yskanie diod w 
czytnikach maszyn, jakoo nastraja3o pozytywnie - ...to jest zsy3ka, nie? 
- Jest i nie jest. Ja to rozumiem dos3ownie - Lui pstrykn13 palcami na monitor - 
Komputer! Ostatni odczyt! 
Ciemna tafla sta3a sie trjwymiarem symulacji holo i Alex musia3 sie przesi1oa 
by mc obj1a wzrokiem ca3y obraz na ekranie - Chmura Oorta. Co nowego? 
- To! - Lui pokaza3 na migaj1cy w samym rogu czerwony trjk1t - Jeszcze jedna 
sonda Obcych. Rozkwasi3a sie na jednym z kawa3kw ska3y do punktu pe3nej 
mechanicznej dezintegracji. Ale jej serce, tak zwany stos Lindego, nadal bije. 
Supercie&#191;ka materia nie ulega zniszczeniu 3atwo... 
- Supercie&#191;ka materia? - Alex, ktry zamwi3 sobie naleoniki z waniliowym serem 
straci3 ochote na jedzenie - To jest plotka czy.... 
- To jest Daleki Zwiad i Kosmopol ma w swoim posiadaniu od 1947 fragmenty oraz 
ca3e sondy produkcji Obcych - Lui, ktry zd1&#191;y3 trzema k3apnieciami poch3on1a 
trzy du&#191;e hamburgery, g3odnym wzrokiem zmierzy3 paruj1ce lecz szybko stygn1ce 
naleoniki - ...szkoda wyrzucia. Nie masz nic przeciwko temu, &#191;e ja skoncze...? 
- Obcy i supercie&#191;ka materia - Alex bez s3owa podsun13 swoj1 porcje pod nos 
zwalistego kolegi - ...cholera, wygl1da, &#191;e ja jestem niedoinformowany. 
- Niektrzy nazywaj1 to g3upi - Lui bekn13 - ale jak g3upi g3upio robi, tak 
g3upi jest, czy na odwrt... s3uchaj, czemu nie si1dziesz do w3asnego info 
symulatora i nie pogrzebiesz w tutejszej bibliotece? To jest Zwiad. I my wiemy 
rzeczy... ja bym ci chetnie wszystko wyjaoni3, lecz mam egzaminy i studia i od 
kosmicznego gwizdka roboty. 
- Ty sie uczysz? - zdziwi3 sie Alex. 
- Ca3y czas. Jak chcesz bya kimo, musisz wiedziea... du&#191;o. Wiecej ni&#191; inni. Taka 
jest polityka Kosmopolu. I tobie te&#191; bym radzi3. Jeoli cie tutaj wzieli to nie 
bez powodu. Masz w sobie coo nadzwyczajnego. Odkryj to...Julianno... 
- IdY sie zonanizuj - Alex wsta3 i prawie biegiem ruszy3 do siebie. Porucznik 
lewus imieniem Lui mia3 bardzo cie&#191;kie &#191;arty i sam te&#191; by3 cie&#191;ki. Nastepne dwa 
tygodnie obrodzi3y nudn1 rutyn1 nauki na symulatorze Esso oraz fantastyczn1 
podr&#191;1 przez archiwa Kosmopolu le&#191;1ce otworem przed nowym agentem w pok3adowej 
bibliotece. 
Alex nie mia3 w1tpliwooci, &#191;e jest, a raczej bedzie jednym z tych tajemniczych 
cicho ciemnych tropi1cych Obcych. 
Olecz1c godzinami nad ekranem czytnika poch3ania3 info jak g1bka wode. I to co 
odkrywa3, na przemian, dawa3o mu zatwardzenie, skurcze &#191;o31dka i mokre spodnie. 
Dwa tygodnie &#191;ycia w transie. 
OtrzeYwienie przysz3o z kalendarzem zwiastuj1cym nadci1gaj1cy koniec roku. Alex, 
jako praktykuj1cy katolik, potrzebowa3 symbolu i nastroju by godnie ur&#191;n1a sie 
noworocznym szampanem. Dlatego studia posz3y na bok a w jadalni zacze3a rosn1a 
zielona namiastka alpejskiego owierku. Okazja do fizycznej pracy i chwili zadumy 
nad zgrzytem tego owiata. 
- Lui! Czy nas ktoo podgl1da? - Alex zajety prac1 nad ozdabianiem noworocznej 
choinki z plastyku, robi3 miny do w3asnego odbicia w kolorowych szklanych 
bombkach, misternie ulepionych przez lokalny warsztat i dwa androidy na co dzien 
dozoruj1ce stos i silniki. 
- Co do tego opinie s1 podzielone - porucznik nadal w mundurze i nadal tylko 
czeociowo z nogami na pok3adzie a kosmosem w oku, mia3 ponur1 mine - co, ty, 
tutaj, papieska twoja rasa, montujesz? 
- Balsam dla duszy, co ciebie te&#191; ruszy gdy razem zanucimy kolede - Alex by3 w 
dobrym nastroju, jeoli ju&#191; nie owi1tecznym - ...i koniecznie musisz sprbowaa 
moich uszek w czerwonym barszczu. Tutejszy dyspenser &#191;ywnooci to genialna 
maszynka. Zna wszystkie recepty. Nawet karp po &#191;ydowsku... 
- Razem mo&#191;emy wszystko - zgodzi3 sie szybko Lui - a z ryb najlepsze jest 
rypanie... owiety Skarabeuszu, mam wra&#191;enie, &#191;e jestem u babci w Madrycie, co to 
za zapach? 
- Sztuczna sosna, ale jedzie kadzid3em. To nie to co w pieknej Polsce. Ja tam 
studiowa3em trzy lata teorie strategii oraz historie wojen. Tam to oni robi1 
owieta! Choinki pod sufit, oryginalne, pachn1ce jak las. I onieg. Tony oniegu. 
- Zabawy dla tradycjonalistw - Lui zmarszczy3 brwi - ja to wpad3em by cie 
poprosia o przys3uge...coo, podziemna ich maa, albo ktoo, maca nam lekko po 
pajeczynie. Lekko, rozumiesz, lekko... 
- Nowa supernowa? - zakpi3 Alex - Co ja moge? 
- Sam zobacz - Lui w31czy3 Graj1c1 Maszyne i monitor pokaza3 ma3y rj czerwonych 
trjk1tw wolno pe3zn1cy poprzez ekran - info dziewiea hertzw. 
- To s1... - Alex zerkn13 raz na owiec1cy ob3ok, jekn13, i nagle zacz13 dygotaa. 


*** 

Pustynia B3edowska le&#191;y w Polsce i jest jedynie ma3ym kawa3kiem piasku i resztek 
niefortunnego zalesiania z roku 2023. Nic co warto zwiedzia, czy zapisaa na holo 
kamerze. Szczeglnie, &#191;e dzisiaj, to miejsce jest ogrodzone szeociometrowym 
p3otem z kolczastego drutu i nawet pod napieciem; podobno, by trzymaa z daleka 
tabuny saren i jeleni odrodzone wraz ca31 Orodkow1 Europ1, ktra wys3a3a swoj1 
populacje i swj przemys3 na Marsa oraz do Orbitalnych Habitatw, a sama wrci3a 
do Natury i Puszczy. Oczywiocie Polacy dumni z ka&#191;dego w3asnego, nawet 
najmniejszego, dziwactwa przyrody, kilkakrotnie og3aszali ten obszar Narodowym 
Parkiem, lecz jako taki, sta3 sie on prawdziwym Parkiem, dopiero w roku 2035, 
gdy oenzetowska Komisja do Ochrony Zielonej Ziemi znienacka wpisa3a Pustynie 
B3edowsk1 do swojego rejestru obszarw chronionych. 
Znw, nic co warto zanotowaa w personalnym logu, bowiem ONZ, jak wiemy jest 
naszym Wielkim Bratem wielkooci karze3ka i w starciu z Wielkim Biznesem ma tyle 
do gadania co ryba wyrzucona na brzeg, czyli Na Pomoc! Lecz to dotyczy tak 
zwanych Spraw Zagranicznych i Orbity Przemys3owej, bowiem ni&#191;ej, tutaj, na 
powierzchni Ziemi, ONZ trzyma wszystko oraz wszystkich za przys3owiowe jaja i 
kreci nad g3ow1. 
Jak im sie to udaje, trudno powiedziea, niemniej obecne potegi produkcyjno 
konsumpcyjne z dawnymi nazwami typu Chiny, Rosja, Japonia i USA, nie s1 
zachwycone dyrektywami p3yn1cymi z Genewy, co czesto znajduje odbicie w postawie 
lokalnych sieci info zdrowo opluwaj1cych szalon1 polityke Organu 
Niezaspokojonych Zelotw, czyli Niebieskich Pa3karzy. 
Mniejsze, by3e geoetniczne obszary administracyjne zwane kiedyo krajami, coo jak 
Polska, Niemcy, Czechy, Ukraina i tym podobne konserwatywne, ksenofobiczne, 
ciemne, zabobonne, Yrd3owo maciczne podstawy ooki Europy, w przeciwienstwie do 
wielkich tej planety, nie wy31czaj1c Skandynawii, zwykle godzi3y sie na pe3n1 
wsp3prace z ONZ nie maj1c nic do stracenia a wszystko do zyskania. 
Dlatego, gdy w roku 2035 Pustynia B3edowska wpad3a w czu3e objecia 
administracyjnych bonzw z Genewy, nikt w Polsce nie zwrci3 na to uwagi. 
ONZ od trzydziestu lat werbowa3 Polakw wagonami i kontenerami do pracy pod 
Niebiesk1 Flag1 i de facto by3 jedynym i najwiekszym pracodawc1 w Orodkowej 
Europie, wiec, co tam sie wadzia o g3upie kilkaset kilometrw kwadratowych 
pe3nych piachu, prawda? Zw3aszcza, &#191;e... 
Od kiedy ONZ zdo3a3o z3amaa industrialny grzbiet Niemiec przenosz1c ca3e 
zag3ebie Neumark Wittenberg na Orbite Przemys3ow1, od kiedy ONZ zdo3a3o wymazaa 
z mapy takie porty jak Amsterdam, Hamburg, Szczecin, Gdynia-Gdansk, oraz reszte 
Ba3tyckich Brudasw, przekuwaj1c morskie statki na Promy i Rakiety, nikt i nic 
nie sta3o na przeszkodzie szarogesz1cym sie federales z Genewy. 
I mo&#191;e dobrze, &#191;e nie. Gdy&#191; dzisiaj, roku panskiego 2099, pod piaskami Pustyni 
B3edowskiej ukrywa sie tajna baza Kosmopolu i coo jeszcze... 

*** 

Dawna siedziba NORAD dawno zmieni3a w3aociciela, przejeta przez SZOK, czyli 
Specjalny Zwi1zek Obronno Komunikacyjny ONZ z filiami na ca3ym owiecie. 
Lecz, o ile poprzednio, by3a tylko tajnym centrum zbierania i przetwarzania 
danych, to dzisiaj by3a te&#191; domem organizacji tak tajnej, &#191;e o jej istnieniu nie 
wiedzia3 nikt. Nawet jej szef. Sekretarz Generalny Harold Wilkinson. 
- Ekscelencjo, bezpoorednie AV na czerwonym monitorze. Pilne! - sekretarz 
Sekretarza ubrany w podomke i z papuciami na bosych stopach, delikatnie 
potrz1sn13 ramieniem opi1cego me&#191;czyzny. 
- e kto? Gdzie? O nie. Krwawy monitor... - Harold Wilkinson z trudem zwiesi3 
nogi i odszuka3 nocne klapki - James?...wiesz kto jest na linii...? 
- Ja nawet nie wiem co to za linia - sekretarz poda3 starszemu i sapi1cemu 
me&#191;czyYnie ciep3y szlafrok - ale musi bya ktoo wa&#191;ny. Genera3 s1dz1c po... 
- Tak, tak... mo&#191;esz zamkn1a drzwi - Sekretarz Generalny siad3 przed obudzonym 
do &#191;ycia specjalnym InfoKomem, ktry nigdy jeszcze za kadencji Wilkinsona nawet 
nie bzykn13. To musia3 bya specjalny monitor, gdy&#191; by3 w kolorze krwistego 
befsztyka i lokalne security zawsze zaczyna3o swoj1 s3u&#191;be od sprawdzenia czy 
pracuje. Wilkinson osobiocie podejrzewa3, &#191;e jest to antyk i zabytkowa pami1tka 
z czasw kiedy Ziemia nadal by3a podzielona, lecz jak teraz sie okaza3o, 
podejrzenie by3o b3edne. - S3ucham? Czym moge s3u&#191;ya? - pytanie skierowane do 
nieznajomego, suchego i 
ponurego genera3a, w tradycyjnym mundurze si3 ONZ, wrci3o ostro zagran1 
pi3eczk1 werbalnego rozkazu - Sir! Prosze otworzya folder Czarna Rzeka i wywo3aa 
dane z pliku pod kodem Centurion. Teraz! 
- Aaaa...? - Sekretarz przez sekunde patrzy3 w oczy genera3a i zastanawia3 sie 
czy nie poprosia o weryfikacje personalnego numeru. Ten suchy i ponury typ z 
siwymi w3osami i czarnym w1sem nie figurowa3 w kartotece pamieci, a Harold 
Wilkinson, pomimo siedemdziesieciu trzech lat mia3 bardzo dobr1 pamiea. 
Zw3aszcza do twarzy genera3w i wy&#191;szych urzednikw. 
Z drugiej strony, o tajnym folderze Czarna Rzeka nie wiedzia3 nikt, z wyj1tkiem 
poprzednika i tajemniczego agenta X, ktry stale uzupe3nia3 dane. 
- Dobrze - Sekretarz obrci3 sie do swojego osobistego komputera i wywo3a3 
potrzebny folder a nastepnie poda3 imie pliku i po sekundzie mia3 przed sob1 coo 
czego nigdy jeszcze nie widzia3 na oczy. Super tajny i wyraYnie bez kodu 
niedostepny, nastepny folder zatytu3owany Kosmopol - ...znalaz3em, generale. 
- Szkoda, &#191;e musia3eo - genera3 zrobi3 sie jeszcze bardziej ponury - my 
istniejemy, a ty jesteo szefem. Witam w strefie cienia, Haroldzie. Pozwolisz, &#191;e 
sie przedstawie. Dyrektor Kosmopolu, Stanley Maclaski i ja nie jestem genera3em. 
To tylko wygodne przebranie by zaj1a bojowe pozycje. My w3aonie przejeliomy SZOK 
i przejmujemy inne g3wne instalacje obronne Ziemi... 
- Maclaski! - Sekretarz Generalny znalaz3 to nazwisko w bardzo zakurzonej 
szufladzie pamieci - Mj ju&#191; nie &#191;yj1cy poprzednik, Ezra Karpowicz, wspomnia3 
ciebie i tak1 instytucje... 
Ostro&#191;ne wtr1cenie zosta3o przerwane nastepnym rozkazem. 
- Strona szesnasta, paragraf trzeci. Czytaj! 
Sekretarz Generalny pos3usznie wywo3a3 dan1 strone. Jeoli to by3 jakio g3upi 
wybryk szalenca, to nale&#191;a3o daa czas by security mog3a zlokalizowaa Yrd3a - tu 
czytaj1c, tu poprawiaj1c fotel, Wilkinson wcisn13 guzik alarmu ukryty pod 
porecz1. Niepotrzebny gest. Paragraf trzeci by3 formalnym dokumentem za3o&#191;enia 
tajnej organizacji kontra wywiadowczej po egid1 ONZ i nastawionej na ociganie 
UFO oraz Obcych. 
- Piek3o by to poch3one3o! Czemu ja o tym nie wiem...nic... nie wiedzia3em 
wczeoniej?! 
- Pierwszy wczesny za3o&#191;yciel wiedzia3, lecz z uwagi na delikatn1 nature pracy 
Kosmopolu, zadecydowa3, by ta informacja by3a dostepna tylko w wypadku kiedy my 
bedziemy miea powd by wyjoa z ukrycia. 
- To znaczy? - Sekretarz wygoni3 ruchem reki kilku sp3oszonych i zaspanych 
tajnych agentw wymachuj1cych broni1 i pakuj1cych sie do sypialni. 
- Ja nie moge polecia u&#191;ycia atomowych broni. Ale pan, szefie, musi... 
- e jak prosze?! - Harold Wilkinson z3apa3 sie za serce. 
- Bardzo mi przykro - siwy i suchy genera3 nie bed1cy genera3em westchn13 cie&#191;ko 
- Sir! Mam konfirmacje z Dalekiego Zwiadu. Nasz Uk3ad S3oneczny jest pod atakiem 
wrogich, Obcych, pojazdw z g3ebokiej przestrzeni. To znaczy wojne, ktrej nie 
wolno nam przegraa. Mamy ju&#191; pierwsze straty. Jesteomy pod atakiem wroga, sir! I 
ja potrzebuje atomwek... 

*** 

Dalia Woong zmieni3a kolor brwi, uczesanie i kombinezon. Po tygodniu awiczen na 
orbicie Jowisza jej zesp3 zosta3 promowany do pe3nej operacyjnej jednostki 
polowej, co oznacza3o wst1pienie na rok do prawdziwego wojska i zawieszenie na 
ca3e dwanaocie miesiecy luzu jaki by3 dany cywilom, lecz nie tylko to... 
Melduj1c sie przepisowo w administracyjnej sekcji SZOK13, Dalia z zadowoleniem 
odkry3a, &#191;e tak zwana Pustynia B3edowska, to tylko kawa3ek zaonie&#191;onego pola 
otoczonego m3odym lasem w samym centrum Europy i raptem godzine lotu grawilotem 
do Berlina i ca3ej licznej rodziny od stu lat mieszkaj1cej w zabytkowej i bardzo 
ekskluzywnie po3o&#191;onej kamienicy. 
Aktualnie, Dalia zawsze by3a ciekawa jak dziadek Otto Woong zdo3a3 ze skromnej 
pensji rz1dowego urzednika p1czkuj1cego dopiero ONZ, kupia sobie taki pa3ac, 
lecz, dziadek Otto by3 zawsze chodz1c1 tajemnic1... 
- Porucznik Woong - dy&#191;urny sier&#191;ant mia3 dziwne spojrzenie i skryty uomiech - 
prosze za mn1! - wysoki blondyn z niebieskimi oczami pokaza3 na drzwi. 
- W ka&#191;dej chwili, w ka&#191;dym uk3adzie - Dalia mia3a ochote ocisn1a krok sier&#191;anta 
i zbadaa cie&#191;ar gatunkowy jego meskooci, lecz to co by3o dobre pomiedzy 
agentami, nie musia3o bya tutaj. Generalnie Europa nadal ho3dowa3a takim 
absurdom jak ma3&#191;enstwo czy naturalnym porodom. A sier&#191;ant s1dz1c po imiennej 
naszywce by3 kimo lokalnym... 
- Ja moge pani1 wzi1a za s3owo. Bedziemy pod jednym dachem - prowadz1c Dalie do 
windy, sier&#191;ant mimochodem otar3 sie biodrem o jej biodro. 
- Nie! Ja mam przydzia3 tutaj? - dobrze udane zdziwienie by podtrzymaa... 
- Tak pisze w logu - sier&#191;ant starannie zamkn13 drzwi, co by3o dziwne, i rwnie 
starannie wpisa3 coo do kontrolnego panelu security na ocianie windy, co te&#191; 
by3o dziwne. Ale najdziwniejsz1 rzecz1 by3a pamiea o okolicy p3askiej jak deska. 
Dalia mog3a przysi1c, &#191;e nie widzia3a nawet jednego wie&#191;owca. 
- Ajjjiii!! - zapadnia rune3a do do3u a z ni1 winda i pasa&#191;erowie. Dalia 
odruchowo z3apa3a za ramie sier&#191;anta - Jezus Owiety! Czy my zje&#191;d&#191;amy? 
- Tylko pieadziesi1t pieter - pomocny blondyn opiekunczo otoczy3 ramiona 
dziewczyny - prosze sie nie baa, wypadki s1 rzadkie. Jeden na trzy. 
- Dobry chwyt - Dalia odzyska3a w3adze w nogach lecz nie broni3a sie przed 
uociskiem, czy przypadkowym muonieciem meskich ust na skroni. Jej obecny 
cicerone by3 postawnym adonisem z dobrym penisem. Patrz1c do do3u widzia3a 
peczniej1c1 bulwe w spodniach. " I nie wy&#191;ytym. Coo jak ja...cholerny okres miea 
teraz okres..." - ...to jak masz na imie, piekny panie? 
- W3adys3aw Palinski. Ale mw mi Wlad. Tak ka&#191;dy mwi. Latwiej... 
- To prawda. Wlad. Ty jesteo tutejszy? 
- Z grali. Z Zakopanego. Ale tak. Tutejszy. Znaczy Polak. 
- A jest jakao r&#191;nica? 
- Jeoli lubisz narty, to jest. Ja z gr. Teraz dobra pora na narty. 
- Najlepsza - pospiesznie zgodzi3a sie Dalia, z nerwowym parsknieciem i omiechem 
utopionym znienacka w gor1cych i namietnych ustach sier&#191;anta. Szarpniecie 
blokuj1cej zapadni i dYwiek dzwonka otwieranych drzwi, przerwa3 nieskonczonooa 
dwudziestu sekund ekstazy. Dalia mia3a w uszach ucisk i galop serca w krtani - 
telepata erotoman. Bo&#191;e, Wlad... ty jesteo szybki. 
- Nigdy w 3&#191;ku - rozbrajaj1co przyzna3, omiej1cy sie szeroko, blondyn - A ty? 
- My to sprawdzimy przy najbli&#191;szej okazji - zdecydowa3a Dalia - to gdzie dalej? 
Tutaj wygl1da jak na Ksie&#191;ycu. Same tunele. 
- Tego nie wiem - sier&#191;ant wrci3 do windy - ktoo cie znajdzie. To nie moje 
poletko. Ja gram waleta na grze. Pani porucznik! - salut by3 oficjalny. 
- Sier&#191;ancie! - Dalia odda3a salut i pos3a3a ca3usa. S3u&#191;ba w wojsku zaczyna3a 
wygl1daa bardzo, bardzo obiecuj1co. 
- Gotowa? - szczekniecie za plecami by3o tym czym by3o. Szczeknieciem wociek3ego 
cerbera w ludzkiej skrze. 
- Nigdy z tob1 - Dalia popatrzy3a przez ramie na nowego przewodnika. 
- To znaczy...? - cerber by3 pu3kownikiem ONZO i nosi3 bron w otwartej kaburze. 
Do tego mia3 ma3pi1 twarz, kwadratow1 szczeke i z3amany nos. Taki typowy 
&#191;andarm, z manierami z karceru. 
- Gub sie kretynie - Dalia zrobi3a coo z rekami i agresywny pu3kownik odskoczy3 
jak oparzony - gdzie moja kwatera, zbuku? 
- Przepraszam. Ja bardzo przepraszam. Pomy3ka w adresie - cerber zacz13 merdaa 
ogonem czyli wymachiwaa pa3k1 i udawaa, &#191;e pada deszcz - ty nie masz naszywki 
OS. Ja nie jestem a&#191; taki super telep. 
- aden problem. Dalia Woong melduje sie na szkolenie praktyczne. 
- Kto daje gwno - pan pu3kownik mo&#191;e nie by3 super telepat1, ale sam mia3 OS na 
piersi i nale&#191;a3 do wtajemniczonych, znaczy, Rodziny. I oczywiocie czyta3 myoli 
gdy mg3, jeoli mg3... - Jo Unger. Ochrona. Ty bedziesz tutaj pilotem. Idziemy! 

- Tutaj?! - Dalia musia3a biec by nad1&#191;ya za pu3kownikiem - Jakio prototyp na 
symulatorze, czy zdalne sterowanie? 
- He, he... - &#191;andarm wyszczerzy3 nierwne i po&#191;3k3e k3y - ...coo lepszego. 
- A co? - Dalia zweszy3a pude3ko z prezentem i by3a nagle bardzo grzeczna - a to 
ja przepraszam, kolego. Ten Amor z gry, imieniem Wlad, zrobi3 mnie na p3 
minuty kobiet1, do stopnia zapomnienia... sie! Amen! Przysiegam... 
- Ta, ta! - brzydki jak noc pu3kownik 3ypn13 na id1c1 u jego boku dziewczyne z 
du&#191;1 doz1 scenicznie nie ukrywanego obrzydzenia - Seks i specjalne si3y nie id1 
w parze o ile wiem. Wstyd i Merlin na ciebie... 
- Zaraz Merlin - Dalia wtuli3a g3owe w ramiona - ja mam s3abooa do takich 
niebieskookich blondynw. Czy to moja wina, &#191;e mam poci1g? 
- He, he... - &#191;andarm strzykn13 olin1 na mijaj1cy ich android - ...kiedyo 
adeptom amputowano koncwke by nie musieli miea. S3ysza3em, &#191;e adeptki bez 
3echtaczki s1 w stanie siegn1a Alpha Proxima. Sprawa koncentracji i w3aociwego 
stosunku do pracy. Czytaj, du&#191;o pracy i &#191;adnych stosunkw. 
- Owinia - Dalia dopiero teraz odkry3a w oceanie nalepek na piersi pu3kownika 
ma3y czerwony znak eskulapa. Typ by3 naukowcem i praktykuj1cym lekarzem. 
- Te&#191; musi sie zabawia, nie? - Jo Unger zatrzyma3 sie przed ma3ymi drzwiami z 
monitorem security oraz wypuk3ym bio skanerem wtopionym w tytanow1 p3yte - To 
jest to, kole&#191;anko. Klej sie do macacza i powodzenia. Tak na marginesie, jak 
bedziesz miea woln1 chwile to zajrzyj do Laboratorium. 
- Na poprawienie linii Labium? Dziekuje. Lubie swoj1 kobiecooa. 
- I ja te&#191; - pu3kownik bezwstydnie pomaca3 solidne kobiece biodro - zw3aszcza na 
p3tnie. Ja maluje. Ot, hobby, ale dobrze jest miea w3asny olejny akt... 
- Taak? - Dalia znw musia3a zrewidowaa swoje szufladki i prze3o&#191;ya pana 
pu3kownika do dzia3u weryfikacji - Dlaczego nie. Artyoci zawsze daj1 mi 
dreszcze. Nie to bym zna3a wielu... 
- Nie martw sie. Moje atelier jest w oran&#191;erii. Ja lubie malowaa nie tylko nago 
ale i w naturze. Nastrj. Kwiaty. Kolibry. At3asowe orchidee. Zapach kobiety... 
- Och, przestan bo zaraz zaczne sie rozbieraa - Dalia z uomiechem potakne3a. 
- Bede zachwycona, mc miea akt na oleju. 
- I ja te&#191; - pu3kownik obliza3 wargi - ju&#191; myje pedzel. Kiedy? 
- Jak czas oraz okolicznooci pozwol1. Zaraz? - Dalia nie k3ama3a, mwi1c, &#191;e 
jest gotowa sie rozebraa. Dwa d3ugie tygodnie o suchej pochwie w omierdz1cych 
chemikaliami rakietach i Habitatach zrobi3y j1 zdesperowan1 i g3odn1 seksu. 
- Bo&#191;e, dobry bo&#191;e, da3eo temu co nie mo&#191;e - &#191;andarm nie bed1cy &#191;andarmem 
za3ama3 d3onie - szkoda, ale s3u&#191;ba nie dru&#191;ba. Ty masz ju&#191; zapisan1 randke z 
bogiem wojny. Co ja omiertelny moge? Klej sie do drzwi. Oni czekaj1. 
- Kleje - Dalia zrobi3a coo z rekami i pan pu3kownik westchn13 g3eboko lecz 
radoonie. S1 po&#191;egnania i po&#191;egnania. W Oddzia3ach Specjalnych s1 specjalne 
po&#191;egnania. Wlad, ten blondyn by nie zrozumia3. Jo, ten ma3polud, rozumia3 a&#191; za 
dobrze. Dalia da3a mu swj prywatny telepatyczny numer kodowy. Czyli coo 
pomiedzy zdjeciem majtek a otworzeniem bankowego sejfu. Znak zaufania miedzy 
nowymi cz3onkami Rodziny. 
- Jestem zaszczycony, mistrzu - brzydal pok3oni3 sie w pas. 
- Trzymaj jezyk za zebami. To nie jest Budapeszt czy Praga. My tutaj nie 
rz1dzimy a ja mam swoje ma3e Rodzinne zadania i rozkazy - Dalia opar3a sie o 
drzwi i pozwoli3a by bioskaner zajrza3 jej do oczu i pobra3 odciski. Oliskie 
we&#191;e prbnikw zadowolone z odczytu znikne3y po minucie a same drzwi sapi1c 
t3okami ruszy3y tone o3owiowych p3yt otwieraj1c sie na tyle by gooa mg3 wejoa 
bokiem i z niejakim trudem. Paranoja ochrony, lecz usprawiedliwiona. 
- Ja nie wierze - Dalia sta3a na w1skiej kracie galerii biegn1cej dooko3a 
ogromnego krateru z tysi1cem bezcieniowych jupiterw oowietlaj1cych weglowo 
czarny i zda sie nieskonczony w swym ogromie dysk statku. 
- A jego imie jest Ares - czekaj1cy przy drzwiach me&#191;czyzna by3 w niebieskim 
laboratoryjnym kitlu i nosi3 polaryzuj1ce antyradiacyjne okulary - witam 
pilocie. 
- Dalia Woong melduje sie... 
- Palisz? - me&#191;czyzna trzyma3 w reku paczke 20/20 - Tutejsze i mocne. Och! Ja 
mam na pierwsze i drugie Adam. Trudno o pomy3ke. I jestem normalny. 
- Raczej genialny. Adam Adam Linde?! Sir! Czy moge poprosia o autograf? 
- Cokolwiek, idziemy. Jestem ciekaw jak Ares i ty u3o&#191;ycie sobie owiat3owody. 
- Tak jest! - Dalia mia3a kocie oczy i spocone d3onie. A.A.Linde! Najwiekszy 
geniusz po Einsteinie, a mo&#191;e raczej nastepny i tym razem nie tylko teoretyk ale 
i genialny praktyk. Sam A.A. Linde! "Ja powinnam ca3owaa olady jego stp i 
pe3zaa na kleczkach opiewaj1c najnowszy biblijny rap Quo vadis, padre?" 
- ...widzisz, to jest coo co bedzie mod1 przysz3ooci, kiedy udostepnimy 
biznesowi nasze patenty i pozwolimy by pomiedzy maszyn1 i cz3owiekiem nast1pi3a 
wieksza integracja na poziomie sensoryczno decyzyjnym... ty mnie s3uchasz? Coo 
ci wpad3o w oko? Lzawisz. 
- Nie, panie. Jestem ca3a uszami. 
- OS. Typowa Praga lub Buda. Gdzie cie pi3owano? - Linde prowadzi3 wprost do 
przemys3owego wyci1gu i sam by3 taki industrialny i techniczny. Nic z wy&#191;szych 
uczua czy rejonw. Dalia znajdowa3a w naukowcu bia31 ociane nie do spenetrowania 
czy wspiecia. Jak kodowy rygiel blokuj1cy dostep do tajemnic zamkw w 
cybersieci... - ...nie, nic, to tylko dym. Ja nie pale. 
- Przepraszam - Linde pstrykn13 peta w pustke za barierk1 - uwa&#191;aj na stopien i 
zapnij pas. Nasze wyci1gi s1 dla robotw a nie ludzi. 
- Tak jest - Dalia pos3usznie przypie3a sie do jednej jedynej metalowej ocianki 
i prawie w tej samej chwili zaczeli spadaa w zgrzycie mechanicznej skargi 
hamulcw pal1cych &#191;elazne prowadnice dYwigu. 
Na dole by3o duszno, cuchne3o amoniakiem, ozonem, przegrzanym plastykiem, zao 
armia ludzkich mrwek w he3mach i r&#191;nokolorowych kombinezonach oraz zagony 
samojezdnych automatw wszystkich typw przyprawi3y Dalie o natychmiastowy bl 
g3owy. Lecz mo&#191;e to by3 te&#191; ha3as. Uporczywy, dudni1cy werbel na granicy 
s3yszalnooci i tak niski, &#191;e poruszaj1cy przepone i kiszki. 
- Radio! - Linde wcisn13 do ucha dziewczyny ma3y gumowy ko3eczek i poda3 drugi z 
przylepcem oraz gestem wskazuj1cym na krtan. 
- Lepiej? - g3os by3 odleg3y lecz wyraYny. 
- Lepiej - Dalia przylepi3a mocniej mini mikrofon do szyi oraz poprawi3a mini 
s3uchawke w uchu - To co to jest, profesorze? Nasza wunderwaffe? S1 plotki o 
czymo... 
- Gdzie?! - Linde by3 wyraYnie przestraszony. 
- U nas. W Rodzinie... 
- Aa... u was... - machniecie reki by3o odruchowe i dyskwalifikuj1ce stan 
zagro&#191;enia. WyraYnie, Rodzina nale&#191;a3a tutaj do grona wtajemniczonych i 
zaufanych - ...tak, to mo&#191;na nazwaa now1 broni1, aczkolwiek jak1, pozostaje 
otwartym pytaniem. Ares jest prototypem i zaledwie na etapie pierwszego 
samodzielnego lotu poza Ziemie. W zale&#191;nooci od tego jak bedzie sobie dawa3 rade 
z g3ebok1 przestrzeni1, my dopasujemy mu zbroje i miecz, tak by nie zani&#191;ya 
sprawnooci a podnieoa wartooa bojow1 pojazdu. Coo dla kowala i rusznikarza. To 
tutaj. 
Lecz wpierw... Tour de Ares, madame? 
Dalia znalaz3a sie przed otwartym lukiem w bezkonturowej czarnej g3adzi ociany 
statku. Zapraszaj1cy gest profesora by3 jak bilet do przygody, lecz ona mia3a na 
plecach gesi1 skrke, dreszcze w mieoniach, a w sercu przeczucie obecnego i 
bardzo realnego niebezpieczenstwa. 
Ares by3 z3y. Fizycznie z3y. Psychicznie z3y. Nawet para normalnie nie pachnia3 
r&#191;ami. Coo, rodem z samego dna piekie3, czo3ga3o sie wewn1trz. Mo&#191;e olepe i 
ledwo obudzone. Mo&#191;e jeszcze bez pe3nej samoowiadomooci, lecz nawet w obecnej 
postaci odra&#191;aj1ce i straszne. Wielka czarna oomiornica, w wielkim czarnym 
akwarium. Tajny rozkaz z Budapesztu nagle nabra3 sensu i treoci. 
- Coo nie tak? - Linde znw pali3 i mia3 bardzo uwa&#191;ne oczy. 
- Nie wiem. Ja jakoo... nie czuje ochoty na zwiedzanie... 
- To jest OS, prawda? - profesor wyraYnie unika3 s3w magia czy medium. 
- Sto procent OS i sto procent negatywnej si3y - Dalia ostro&#191;nie dotkne3a 
czarnej ociany i sycz1c cofne3a palec sparzony czerwon1 iskr1 - ...Jezu! Czy&#191;by 
ktoo wpad3 na sposb produkowania syntetycznej czarnej magii? 
- Jeszcze nie, ale zapewne twoi koledzy pracuj1 - Linde patrzy3 bez zmru&#191;enia na 
swojego goocia - ty nie jesteo takim tam sobie adeptem, przypuszczam. 
- S3ucham? - Dalia opuoci3a g3owe i zerkne3a w bok - du&#191;a ta konstrukcyjna 
sala... 
- Nie, nie jesteo. Oni by nie przys3ali kogoo mniejszego od mistrza. No c&#191;, 
bede szczery. Przedobrzyliomy. Ktoo kiedyo wpad3 na pomys3 by wraz z bojow1 
nazw1, a raczej dla jej podtrzymania, dodaa ma31 kapliczke wewn1trz statku, 
poowiecon1 Aresowi - profesor Linde by3 nagle zmieszany i niepewny jak ubraa w 
s3owa to co chcia3 przekazaa. Ta ma3a chwila niepewnooci otworzy3a okienko w 
murze jego mentalnego fortu i Dalia zdo3a3a zaraz sfotografowaa symbol strachu 
wielkiego naukowca. 
- Bogowie i magicy to tylko u&#191;ytkownicy nadzwyczaj zaawansowanej wiedzy, panie 
profesorze - Dalia z ukrytym uomiechem powita3a ulge maluj1c1 sie na twarzy 
Lindego - weYmy tak1 telepatie. My jej u&#191;ywamy jak radia, lecz wiemy o niej 
mniej ni&#191; o radiu. Za3o&#191;e sie, &#191;e ewentualnie, ktoo kiedyo zdo3a odkrya prawa 
rz1dz1ce na tych subtelnych lecz zdecydowanie fizycznych poziomach 
energetycznych. To jest pasmo elmagu lecz bardzo finezyjne... 
- Nie tylko mistrz ale i naukowiec... jak widze - Linde sk3oni3 lekko g3owe. 
- Za lat pieadziesi1t, mo&#191;e... - Dalia roz3o&#191;y3a bezradnie d3onie - ...na 
g3upiego magistra magii potrzeba a&#191; trzydziestu lat rycia w papirusach... 
- S3ysza3em, &#191;e niektrzy s1 tak uzdolnieni... - Linde nie skonczy3 celowo. 
- Talent nie zast1pi badan podstawowych oraz rzetelnej wiedzy. I ja nie mam 
talentu. Tylko odrobine drygu... - Dalia te&#191; zawiesi3a g3os. 
- Bya mo&#191;e tyle, by zdo3aa okie3znaa burze - profesor znw zrobi3 sie nerwowy i 
siegn13 po papierosy - Ares to nie jest popychle z Parnasu. To jest bg, przez 
du&#191;e B. 
- By3 - szepne3a Dalia - a to tutaj jest imitacj1... 
- Jest! - Linde znienacka zakl13 - ten diabelski in&#191;ynier Mykkenos i jego grupa! 

- Kap3an? - kobieta z czarnym lokiem podnios3a brwi, zarazem mru&#191;1c oczy - To by 
wyjaonia3o te wibracje. Ja czuje zgestek woli bez obrazu czy kszta3tu, ale tam 
jest si3a i gniew i rozpacz i nienawioa....oczywiocie, to tylko chemoindukcja 
oraz czeociowa manipulacja masy z u&#191;yciem wzmacniaczy fal Zetha. Czy pan wie, &#191;e 
tak na prawde, to magia i bogowie s1 nasz1 kreacj1? 
- R&#191;nie mwi1 - Linde ssa3 peta i by3 ostro&#191;ny - Hradczany i Buda ma te swoje 
dziwne teorie. Ale to wy! Zao populacja i ciemnogrd widzi to inaczej... 
- In&#191;ynier Mykkenos i jego grupa? - Dalia obrci3a g3owe w kierunku trzech 
ciemnych sylwetek id1cych w ich kierunku - to s1 oni, tak? 
- O wilku mowa - Linde rzuci3 niedopa3ek i siegn13 po zewnetrzny alarmowy 
komunikator ochrony - i ja mam tego dosya! 
- Mam ich zabia? - sycz1cy szept s3odkiej blondynki z lekko skoonymi oczami. 
- ...ty?! - Linde opuoci3 komunikator i zapatrzy3 sie w ch3odny b3ekit 
egzotycznych oczu - Ty jesteo...? 
- Nikim - Dalia zrobi3a coo palcami lewej reki i jej rozmwca straci3 dar mowy - 
...wybacz, profesorze. Kiedy dosta3am rozkazy z Budapesztu, nie rozumia3am nic. 
Teraz rozumiem. Wybacz... 
- Czarna omiera w bia3ym opakowaniu? - rubaszny omiech niskiego i oniadego 
me&#191;czyzny stoj1cego pomiedzy dwoma pos1gowymi sylwetkami w zbrojach 
termoudarowych i z narzedziami spawaczy na pasach - a jakie&#191; to rozkazy wyda3 
wielebny Janosz Sedarko? 
- Bym zadba3a do konca o ka&#191;dy problem jaki powstrzymuje projekt Tarcza - Dalia 
popatrzy3a na mroczn1 ociane statku - ...nielicha tarcza... - obracaj1c g3owe, 
popatrzy3a na in&#191;yniera - ...&#191;aden problem! 
- Mistrz magii agnostyk, ja sie zaraz spale - oniady me&#191;czyzna ze smolistymi 
oczami parskn13 omiechem - ...ty nie wierzysz, wiec nie mo&#191;esz bya za lub 
przeciw. Ares i ty to przeciwne bieguny. Szkoda. Chetnie po3o&#191;y3bym cie na 
o3tarzu w imie po31czenia Wenus i Marsa. Pachniesz kobiet1 z przesz3ooci. 
- Mam okres - Dalia pstrykne3a palcami i dwie pos1gowe sylwetki spawaczy 
przesta3y bya pos1gowe, wolno wal1c sie do jej stp - a jak mam okres to jestem 
podniecona i zwykle z3a. Chcesz w ten niewyparzony ryj? Tak tradycyjnie? 
- Cholera - in&#191;ynier przesta3 miea smoliste oczy fanatyka i ca3kiem normalnie 
zacz13 sie pocia ze strachu - ...3aski, mistrzu... 
- To ju&#191; jest w rekach Janosza. Pod warunkiem, &#191;e zabierzesz te swoje czarne 
reinkarnacje przesz3ooci i zameldujesz sie na Zamku. Masz szeoa godzin 3aski. 
Dalej... - Dalia zamkne3a oczy i poc1cy sie me&#191;czyzna zawy3, dr1c palcami kitel 
na brzuchu - ...rozumiemy sie, prawda? 
- Tak jest, mistrzu Woong... - nadal jecz1c, in&#191;ynier zakreci3 sie na piecie i 
wszed3 do luku znienacka zimnego i martwego statku. 
- Aarrrhhhaaa - Linde rozkaszla3 sie odzyskuj1c w3adze nad w3asn1 krtani1. 
- Papierosy to paskudny nawyk - Dalia znacz1co poci1gne3a nosem, krzywi1c usta i 
zadeptuj1c ostatni nadal dymi1cy sie pet - ...radze rzucia. Zaamiewaj1 szare... 
- Pogadaj - Linde wygrzeba3 paczke i roztrzesionymi d3onmi zafundowa3 sobie 
nastepny gwoYdzik do trumny - dzieki za szybk1 interwencje. Ten typek by3 moj1 
migren1 od miesi1ca. 
- Drobiazg - Dalia wzruszy3a ramionami - to co dalej, profesorze? 
- Dalej, to ty bedziesz pilotem oblatywaczem. Ktoo musi podnieoa Aresa na 
orbite. Hej! Ty sie czujesz okay?! 
- Nie - Dalia Woong obrci3a sie, zgie3a i "ochrzci3a" czarny bok statku, daj1c 
dobry dowd, &#191;e nawet mistrzowie magii, to tylko ludzie i strach jest im nie 
obcy. 

*** 

Esso3000 by3a w rozsypce, Luiz lewus te&#191;, tyle, &#191;e w automedzie i na 
reanimacyjnym systemie z szans1 50 na 50 dotrwania do operacyjnego sto3u na 
Marsie. 
A jedynym ca3ym biolo w tej awiartce Chmury Oorta by3 Alex. 
Jeszcze ca3ym i pytanie jak d3ugo. 
Z setki niszczycieli wys3anych przez Bloxa, dwadzieocia trzy by3o stygn1cymi 
wrakami. Dzielny kapitan legionista, ewentualny agent Kosmopolu, Alex Julius 
Baas nie kupowa3 taniego gwna i sprzedawa3 drogie drony DZ z morderczym 
skutkiem. Aktualnie, z ca3ej otoczki Dalekiego Zwiadu, tylko ta Awiartka gdzie 
czai3a sie poharatana Esso3000, niszczyciele Bersekera nie zdo3a3y spenetrowaa 
linii obronnych dalej ni&#191; nedzne kilka milionw KM. 
Wszedzie indziej, Ziemianie cofali i zaciskali swoje prewencyjne orbity 
systematycznie trac1c do wolno lecz bezlitoonie postepuj1cego wroga. 
- Dlaczego, tak, dyrektorze Maclaski? - pytanie zadane przez sekretarza zawis3o 
w pustej i omierdz1cej potem, kaw1 i tytoniem sali SZOKU. 
- Kto daje gwno - dyrektor nadal w mundurze genera3a ONZO mia3 drapie&#191;ny 
uomiech pod czarnym w1sem - wojna, ka&#191;da wojna, odsiewa ziarna od plew. A my 
mamy tutaj z3oty samorodek - ...profesor Linde? Dzieki bogu, nasze linie telepu 
id1 do piachu. Jak Ares? 
Ekran zielonego monitora by3 pod31czony do ma3ego Japonczyka opi1cego na 
noszach. Koszmarny widok dla Sekretarza nie przyzwyczajonego do widoku pe3nej 
interferencji miedzy maszyn1 i cz3owiekiem. Zw3aszcza telepatycznej. 
- Ares jest na orbicie, lecz my nie mamy &#191;adnych broni. Kilka laserw, kilka 
dzia3ek neutrino. Drobnica... 
- To jak wygramy t1 wojne, Adam? 
- Na techno polu nigdy, ale... mo&#191;esz porozmawiaa ze swoj1 agentk1. Ona ma 
sugestie. Wiesz. Dalia Woong. 
- Ona nie jest moja, Adam. Okay. Daj j1. 
Na ekranie mroczne b3ekitne oczy w kolorze alpejskiego fio3ka. Nietypowy czarny 
lok pomiedzy burz1 z3otego lnu. Wargi zagryzione do krwi. 
- Na pani us3ugi, porucznik Woong. Nazywam sie Maclaski. Dyrektor Kosmopolu. 
- Blablabla... - egzotyczna kobieta zby3a s3owa suchego genera3a lekcewa&#191;1cym 
gestem d3oni - ...kto jest na Esso3000? 
- Nasz aaa...agent. Alex Zero Zero Dwa. Na szkoleniu...znaczy sie... - dyrektor 
zmarszczy3 brwi - jak ty to wiesz, co wiesz? 
- Acha! Adept? Ma3y geniusz? Coo jak ja? - Dalia Woong aprobuj1co potakne3a 
g3ow1 - Alex Julius Baas. Bardzo g3eboki potencja3. Neurotyk. Znam. Pozna3am. 
Wiem. Tylko sie upewniam. Ja go chce. I chce kilku innych. My to zrobimy. 
- Profesorze Linde? - dyrektor by3 oficjalnie poprawny - pana opinia? 
- Moja? - na podzielonym ekranie, me&#191;czyzna pal1cy papierosa wzruszy3 ramionami 
- jeoli ten Baas jest tak dobry jak Mistrz Woong, to ja nie oponuje. 
- Nic nie wiem o pani Woong, ale mj ch3opak jest jedynym, ktry trwa i walczy. 
- Swj ci1gnie do swego - ostro&#191;nie wtr1ci3 Linde. 
- To widze - dyrektor popatrzy3 na czekaj1c1 kobiete - okay! Masz zielone 
owiat3o. Co tylko chcesz. Strzelaj! 
- To... - egzotyczna blondynka ze skoonymi oczami uomiechne3a sie rwnie ciep3o 
jak p3ynny azot - ...nale&#191;y do kogoo innego. Ja tylko zabiore kata i jego owite, 
na ma31 przeja&#191;d&#191;ke w kosmos. 
- Tak jest - dyrektor zasalutowa3 - cokolwiek chcesz. Strzelaj! 
- Okay!? Okay! To daj mi kody info do Esso3000, daj mi swojego logistyka i daj 
mi linie telepu do Zamku w Pradze. Musze rozmawiaa z wielebnym Janoszem. 
- Oo?! Janosz? Idziemy magicznym balistycznym? Jasne. Czemu nie! Zrobione! Coo 
jeszcze? - dyrektor pstrykn13 palcami na kilku adiutantw by zaczeli prace. 
- Cena! - kobieta spowa&#191;nia3a - Coo za coo. Ja wygram wojne, ty dasz mi Aresa. 
- Jezus!! - Maclaski wytrzeszczy3 oczy. 
- Zbiorowa iluzja i hipnoza mas - pani porucznik Woong ode3a lekcewa&#191;1co usta i 
pokreci3a g3ow1 - ...i to nam nie pomo&#191;e. Pan wie, &#191;e te niszczyciele Obcych, s1 
wys3ane przez Kogoo, kto jest realnym zagro&#191;eniem, prawda? 
- Jak to wiesz? - pytanie by3o zadane szeptem. 
- Wiem - blondynka spuoci3a oczy - cena, panie dyrektorze, moja cena za zabicie 
Bloxa. Bardzo ma3a cena... 
- O bo&#191;e! To jest ociole tajne! Jak!? - Maclaski za3ama3 d3onie i bezsilnie 
popatrzy3 na pal1cego Linde - no, Adam. Zawsze byliomy jak bracia. Wyjaonij coo! 

- Ja jej tego nie powiedzia3em - profesor zakas3a3 - ale ona podnios3a Aresa bez 
silnikw. Sam1 si31 woli, wiec, mo&#191;e powiedzia3em, nie wiedz1c, &#191;e mwie... 
- Mistrz Woong - Maclaski smakowa3 te dwa s3owa jak now1 potrawe - ty jesteo 
nowy talent Janosza? Nie...zaraz...ty jesteo... - dyrektor znalaz3 coo w pamieci 
i nagle sie odpre&#191;y3 - ...oouu..ty jesteo all right. Zgoda! Rodzinne...masz co 
chcesz. 
- Dziekuje - blondynka taksuj1co zerkne3a na dyrektora - pan coo wie? 
- A ty nie? - dyrektor zacz13 sie omiaa - do pracy, pani kapitan. Do pracy. 
- Od kiedy 3apacz UFO mo&#191;e promowaa wojskowych? - Dalia podnios3a brew. 
- Ja nie, ale on tak - Maclaski pokaza3 na milcz1cego sekretarza - bo ty j1 
awansowa3eo Haroldzie, prawda? 
- Hemmm... - sekretarz mia3 sowie oczy i rybie usta - ...skoro tak mwisz, to 
tak! 
- ...no widzisz, kapitanie - dyrektor Maclaski zatar3 d3onie - sami swoi! 

*** 

Na bocznych ekranach dwie twarze. Znajome twarze. 
- Pamietasz mnie? - szczurza morda z paciorkami czarnych oczu - Ravi Fisher. 
Logistyk z Genewy. Moje gratulacje, pu3kowniku Baas. Mo&#191;na wiedziea jak pan to 
robi? Mam na myoli nasz front w pana Awiartce... 
- Czarownica! - Alex zlekcewa&#191;y3 me&#191;czyzne i zapatrzy3 sie na kobiete ze 
skoonymi oczami - ty mi nie wygl1dasz dobrze. I co to za gwno za twoimi 
plecami? I czemu on tak wyje? Mnie boli g3owa... ka&#191; mu milczea, albo... 
- On nie wyje. On sie modli do Aresa. O zwyciestwo! To jest kap3an... in&#191;ynier 
Mykkenos. Czysty Grek i czysty talent w czarnej magii. Naturalny. Na szczeocie 
nie szkolony, wiec ma3o groYny. Poznajcie sie... 
- To jest jebany fanatyczny morderca - Alex skurczy3 sie w fotelu - gorszy ni&#191; 
ten co nam nasy3a roboty niszczyciele. I on jest groYny. Wynocha, okay?! 
- Powa&#191;nie? - kobieta zacze3a sie omiaa - to jest bardzo dobra nowina. Ju&#191; sie 
ba3am, &#191;e przekomputowa3am dane z ekstrapolacji. To naprawde jest bardzo dobra 
nowina. Powiedz mi wiecej... 
- A drona w dysze nie 3aska? Spierdalaj! - Alex z3apa3 sie za skronie i zacz13 
jeczea i kiwaa nad konsol1 - kurwa, zabierz to wyj1ce ocierwo, bo nie odpowiadam 
za siebie! - Ju&#191; nas nie ma - Dalia obrci3a sie i widaa by3o wyraYnie, &#191;e kopie 
w bok klecz1cego i nagiego me&#191;czyzny o oliwkowej skrze - ...wystarczy, 
Diomosie! IdY ostrzya miecz i polerowaa tarcze. 
- Wola3 bym twoj1. Masz oliwe? Na sucho to raczej boli - nagi me&#191;czyzna wstaj1c, 
by3 me&#191;czyzn1 z legend. Jak pos1g Tytana. I tylko jego czarne smoliste oczy z 
czerwonym ogniem szalenstwa walki mwi3y, &#191;e jest kimo wiecej. 
- Kto wie? Zwyciezca bierze wszystko! - kobieta pokaza3a kciukiem za siebie - o 
tym po walce. Teraz przygotuj sie. Za godzine wejdziemy w pole ra&#191;enia Bloxa. 
- Za godzine wejdziemy w pole zasiegu karz1cej d3oni Boga! - me&#191;czyzna uderzy3 
sie pieoci1 w piero - i MY przewa&#191;ymy!!! 
- Jakoo w to nie w1tpie - Dalia obrci3a sie do obserwuj1cego j1 Alexa - lepiej? 

- ...znacznie - ciemna twarz oficera nabra3a podejrzliwego wyrazu - czy wy 
jesteocie czujkami naszej kontratakuj1cej floty? Ja nic nie czytam na skanach. 
- Ale&#191;, my jesteomy flot1 - Dalia roz3o&#191;y3a d3onie - jeden na jeden, Ares kontra 
Blox. Bardzo fair play. 
- On ucieknie, zrobi wielokrotn1 duplikacje i wrci w sile. To jest robot 
morderca. A my jak myszy pod miot31. Bez szansy... - Alex rozpar3 sie w fotelu - 
no chyba, &#191;e go wci1gniemy do walki podstepem... 
- Ty go czytasz na dziewieciu hercach? - odezwa3 sie Fisher, nagle bardzo 
animowany i machaj1cy d3onmi - to mo&#191;esz podrobia wezwanie o pomoc? Z jego 
niszczycieli? 
- To jest dziewiea Hz ale subgrawitacyjne. Trjprzestrzenne. Nic co u&#191;ywa telep 
na Ziemi. I ja tego moge tylko s3uchaa, lecz bez szansy na komunikacje. 
- Aaa... teraz rozumiem jak niszczysz wrogie pojazdy. Pods3uchujesz ich komendy 
i rozkazy z bazy, tak? - Ravi Fisher szczerzy3 sie jak g3odny szczur w fabryce 
sera. 
- Coo w tym duchu - Alex nie by3 ochotnikiem w wydawaniu swoich sekretw. 
- W3aonie to, podejrzewa3 Stan - ma3y i drobny Logistyk ugryz3 sie w jezyk - to 
jest, dyrektor Stanley Maclaski, podejrzewa3 coo w tym duchu. 
- Zapalmy gromnice. Bedzie bardziej nastrojowo. Czysty mistycyzm i tajemnice. 
Same duchy - zakpi3a Dalia - to jaki plan Ravi? Ty jesteo ten Sprytny Jeden, 
tak? 
- A ty wtykasz nos gdzie cie nikt nie zaprasza3 - Fisher zmarszczy3 brwi - 
magia! 
- My lubimy wiedziea - Dalia potakne3a - wtykam, wtykam, kiedy tylko moge. Taka 
to kobieca natura. Gdzie nie spojrzea to dziura. A wy?! 
- Ja mam &#191;one i wole jej nie stracia. PrzejdYmy do biznesu - Fisher puoci3 oko 
do milcz1cego Alexa - to jak sie czuje nowy dowdca ca3ego Dalekiego Zwiadu, 
bojowy pu3kownik Baas? 
- Jak banan bez skrki. Zdeptany. Co to ma znaczya, pu3kownik? 
- Za3atwisz Bloxa, dadz1 ci jeb jenera3a. Masz z tym k3opot? Pensja jest 
kosmiczna a dodatki krlewskie - szczurzy pyszczek logistyka nabra3 komicznego 
wyrazu - co zaraz mi przypomina, by kandydowaa na pos3a swojego okregu. Zawsze 
chcia3em bya politykiem. Czy wiecie jak upolowaa Bloxa? 
- A ty? - Alex wyprostowa3 sie w fotelu, strzepuj1c niewidoczny py3ek z 
postrzepionego rekawa - ten Blox to kawa3 maszyny. Ja go czytam jak neon w nocy. 
Bardzo, ale to bardzo twardy sukinsyn. Program bojowy nie do pobicia z naszymi 
kalkulatorkami. - Jak nie mo&#191;esz liczyd3em, to weY maczuge - Ravi Fisher zassa3 
doln1 warge i bacznie zerkn13 na czekaj1c1 blondynke - chwytasz co myole? 
- Nie bardzo - Dalia pokreci3a g3ow1. 
- Ale&#191; to proste - Logistyk pokaza3 g3ow1 na Alexa - on zaatakuje od frontu, a 
ty od ty3u. Ja zak3adam, &#191;e Blox nigdy jeszcze nie walczy3 o w3asne &#191;ycie, na 
dwa fronty. To go sp3oszy. Zaskoczy. Zmusi do wyboru. Do myolenia. A to jest 
tylko robot. Maszyna. Nastawiona na prezerwacje samej siebie. Gdyby by3o 
inaczej, Ziemia ju&#191; dawno zamieni3a by sie w ocean ognia. Dlatego my uderzymy. 
Teraz! 
- Czym? - Alex uda3, &#191;e spluwa - ja walcze poowiecaj1c w3asne sondy do 
taranowania Obcych. To pracuje z niszczycielami. Ma3a masa, 3atwy do rozbicia 
pancerz. Ale Blox to jest potwr i ma si3owe pola jak Jowisz czy Saturn. Uchyla 
wszystko. Nawet lasery. Jebacz zagina czasoprzestrzen. Jest, ale go nie ma... 
- G3owica z tysi1cem KTN czystej antymaterii ma na ten temat inne zdanie - 
spokojnie przerwa3 mu Fisher. 
- A mamy takie? Cholera! Tylko jedna? - Alex Julius Baas zacz13 coo szybko 
kalkulowaa na pulpicie z podrecznym komputerem. 
- A ile ci potrzeba? - szczurze oczka zaiskrzy3y sie chytrze. 
- Trzy. Co najmniej trzy. Te&#191; nie jestem pewien czy wystarczy, ale mi usztywni 
cel. Jebacz ma orodek bazowany na ferrytach. Puls grawitacyjny zrobi mu nielichy 
zawrt opi3ka we flakach. Minuta na pa3owanie po 3bie bez pancerza... 
- Dalia!! - Ravi klasn13 i pokaza3 palcem na blondynke - minuta! Starczy?! 
- Razy sto. Ares bije podprzestrzennym. Jak telep. Prawie natychmiastowy. Ja nie 
wiem co in&#191;ynier Mykkenos planuje dla Bloxa, ale to nie bedzie oliwna ga31zka. 
Co to, to nie. Gwarantowane! 
- To zrbmy to - Fisher podnis3 brwi i 3ypn13 na Alexa - twoja Esso ma w 
zapasowych i ukrytych lukach torpedowych szeoa rakiet typu Lanca Lancelota. Z 
wiadomymi g3owicami. Kod zwalniaj1cy i zbroj1cy jest Czarna Rzeka - Centurion. 
Powodzenia pu3kowniku! 
- Dranie. Mieli maczuge a nie pisneli, s3owa! - Alex kl13, szamocz1c sie z 
konsol1. 
- Te szeoa g3owic odpalone rwnoczeonie w jednym miejscu produkuje Czarn1 
Dziure, panie Baas - Ravi Fisher by3 ponury i oficjalny - a dalej wiemy, co 
dalej. Dlatego ta nazwa. Czarna Rzeka. Nasz Uk3ad S3oneczny przestanie istniea. 
Dooa obrazkowy koniec owiata techno szwole&#191;erw, right?! 
- Szybka omiera, to dobra omiera. Jak na teraz jesteomy trupami z odroczonym 
wyrokiem uopienia u hycla imieniem Blox - Alex nie by3 nawet na jote przejety 
tym co powiedzia3 Ravi - ...okay! Mam kody, mam konfirmacje uzbrojenia. Akcja! 
- Zaraz! A ja?! - Dalia z cierpn1c1 na plecach skr1, zobaczy3a na w3asnym 
skanerze b3ysk trzech torped wchodz1cych do kontinuum z u&#191;yciem silnikw 
Lindego, czyli id1cych szybciej ni&#191; owiat3o i znacz1cych gest1 pr&#191;nie Uk3adu 
nitkami czystej plazmy z wnetrza s3onca. 
- Minuta! Dalia! Tylko minuta - Baas mia3 oczy jak czarne studnie Czarnej Rzeki. 

- O gwno! Mykkenos!! Atak!! Wszystkie systemy ognia!! Aaaataaak!! 
- Ca3a przyjemnooa po naszej stronie, Ateno! - mglisty czarny cien boga wojny 
wpe3z3 do kabiny dowodzenia i zawis3 na pulpitami - ...zrb miejsce dla kolegi. 
Ja ju&#191; tak dawno nie trzyma3em tarczy i miecza... atak? Zawsze! ATAK!! Czarny 
dysk bojowego statku imieniem ARES przemieoci3 czas i przestrzen, 3ami1c 
wszystkie prawa fizyki, lecz nie boskie, bowiem obudzony z tysi1cletniego snu 
prawdziwy Bg Wojny siedzia3 za sterami i by3, bardzo, bardzo zadowolony ze 
swojego nowego bojowego rydwanu. 
I Blox, niezniszczalny mechaniczny morderca biolo, umar3. 
Dobrze wiedz1c jak i kiedy i dlaczego. 
Bowiem w jego programie by3a klauzula mwi1ca, &#191;e w spotkaniu z W3adc1, on Blox 
nie ma prawa obrony. 
A to co nadesz3o za osza3amiaj1c1 fal1 twardej radiacji i grawitacyjnego szoku, 
by3o W3adc1. Takim jak ci co go zbudowali bilion lat temu. Mo&#191;e wiekszym. 
Zapewne groYniejszym gdy&#191; biolo a nie krystalo pochodnym. 
Niemniej W3adc1. 
I dlatego Blox umar3, zmia&#191;d&#191;ony wewn1trz bezlitosn1 czarn1 d3oni1 Boga Wojny. 



koniec 


powy&#191;sze opowiadanie jest czeoci1 powieoci o takim samym tytule 



Copyright M. Robert Falzmann 1995 
