






 
Strona:
60
Współpraca
i reklama !
|
|
Piractwo
- mała opowieść
Jako redaktor naczelny muszę czytać wszystkie artykuły które zamieszczam w swoim magazynie. Już on pierwszego numeru przewija się temat piractwa, ta dyskusja trwa po numer dzisiejszy. Do tego wszystkiego dochodzą maile które dostaje dość często i Fiorek pewnie dostaje ich jeszcze więcej. Dla jednych piractwo jest czymś w formie ulitowania się nad narodem, dla innych zwyczajną kradzieżą. Czym wiec ono bo chyba tak się musze wyrazić jest ?
Są rzeczy kontrowersyjne, jak np. aborcja czy eutanazja. Moim zdaniem z piractwem jest podobnie, ten temat dzieli nas wszystkich na dwie grupy - zwolenników i przeciwników.
Nie mam zamiaru po raz kolejny się wypowiadać czy jestem za czy przeciw ale przytoczę tutaj cytat z mojej dyskusji z pewnym prenumeratorem @t o ksywce rmk:
"uważam ze używanie piratów jest niezbyt dobrym uczynkiem, ale mogę zrozumieć gdy jest to oprogramowanie którego by się i tak nie kupiło. Czyli jeżeli ktoś używa AutoCad'a do zabawy, to mogę to z bólem zaakceptować, ale jeżeli jakaś firma używa pirackich programów do zarabiania to powinni być ścigani."
Warto by się było nad tym zastanowić. Okey - przeanalizujmy sytuacje pewnego Jasia który kupił sobie komputer:
Pewnego pięknego dnia - chyba przesadziłem ;)
16 letni Jaś kupił sobie upragnionego kompa, ze świeżutkim Windowsem ME. Ale pewnego dnia dostał od kolegi arkusz Excell'a. Jego zdumienie było dość duże gdy po kliknięciu na ikonkę dokumentu wyskoczyło okienko "Wybierz program który otwiera plik...". Przeglądnął cały dysk i Office'a nie ma. Co więc ma zrobić ? Oryginał kosztuje ponad 1000 zł, a Jaś dostaje 50 zł kieszonkowego co miesiąc. Okey, nie trudno obliczyć, że musiał by zbierać ponad 2 lata i przy tym nie wydawać ani grosza z kieszonkowego. Najprostszym sposobem jest kupienie płytki od pirata. Teraz pewnie Microsoft oskarżył by go o to, ze w wyniku kupna płytki pirackiej firma straciła 1000zł. Ale czy to prawda ? Przecież Jaś i tak nie kupił by oryginału więc Microsoft nic nie stracił. Jakiego użytkownika domowego stać na oryginalnego Office'a ? Ktoś mi pewnie teraz zarzuci, że są inne programy biurowe jak Star Office czy Lotus SmartSuite które ostatnio w pełnych wersjach pojawiały się na krążkach dołączanych do najróżniejszych pism komputerowych. Tyle, że konwersja dokumentów bywa ciężka i całkowicie inaczej wygląda dokument w StarOffice'ie a całkiem inaczej w Wordzie. Okey, jakoś go przekonali do korzystania ze StarOffice'a. Ale Jasiu teraz zapragnął mieć jakąś grę, przecież komputer jako narzędzie multimedialne powinien służyć do relaksu i rozrywki. Okey - znów ciężko jest mu wydać 150 zł na oryginalną grę która i tak mu się znudzi za 2-3 tygodnie. Kupuje wiec CD-Action z pełną wersją gry. Instaluje i... leci przez okno - takie gry zazwyczaj jak są zamieszczane to jakieś starocie, albo jakieś gówniane nowości na których producenci nic nie zarobili. Okey, jest jeszcze druga płyta - co prawda z demami, no ale cóż. Jaś znajduje fajne demko extra gry, przechodzi je w pół godziny. Bardzo mu się spodobała i zapragnął mieć pełną wersję. Tyle tylko, że to 50 zł co dostaje kieszonkowego od rodziców ledwo wystarcza na inne rzeczy, a gdzie tu mowa o 150 zł na oryginalną grę. Wiele osób pisało mi o tym, że jeśli by chciał kupić oryginał to jakoś by ja zakupił. Moje zdanie ? Ależ oczywiście - mogły przecież ukraść kasę, żaden problem. A może miałby nie jeść w szkole by trochę kasy zaoszczędzić. Ale kogo lepiej jest okradać - samego siebie, bliskich czy producenta gry ? Każdy normalnie myślący człowiek woli szkodzić innemu niż sobie i dlatego Jaś wybierze płytkę piracką.
Więcej się nie będę rozpisywał, ciekaw jestem co Wy o tym myślicie. Mam zamiar za miesiąc zamieścić wszystkie listy jakie przyszły do mnie w sprawie tego artykułu wiec pisz śmiało na adres slash83@go2.pl
Slash
Slash83@go2.pl
http://www.system.ivg.pl
 |
|
 |
|