






 
Strona:
62
Współpraca
i reklama !
|
|
Kiedyś
było lepiej czyli niezdrowe fascynacje
Jak ja nie cierpię czasów obecnych ,nic się nie dzieje ,nuda totalna ,nic tylko gryźć obudowę blaszaka.
Powiadam wam: kiedyś było lepiej! Jak człowiek miał komputer to grał w każdą gierkę-nawet beznadziejną i wcale mu się nie nudziła (a może po prostu byłem młodszy i mniej od życia wymagałem?).
Pamiętam dobrze jak w mojej klasie w podstawówce w Gliwicach (tam wtedy mieszkałem) kumpel miał taką małą grę elektroniczną.
Sterowało się tam facecikiem wyposażonym w pałkę ,który poruszał się po trzech drzewach i bronił je przed wspinającymi się małpami. Małpiszony wspinały się po banany i jak trzem udało się owe banany zjeść to gra się kończyła. Jednym słowem prościzna ale jak to potrafiło wciągnąć! Niestety taka gra była jedna a chętnych przynajmniej o kilku za dużo źle jakoś się dało wytrzymać. Potem takie lub podobne gry miało jeszcze dwóch gości. Pierwszy miał podobnego typu tylko, że sterowało się jakimś pojazdem kosmicznym i należało (unikać czarnych dziur ,komet i innych takich) zaopatrywać stację kosmiczną.
Drugi miał nowoczesny (chyba japoński) kalkulator gdzie można było sterować karateką i naparzać się z drugim kierowanym przez kalkulator (niestety koleś nie był miły i nie dawał nikomu pograć).
O komputerach dużo się wtedy słyszało ale niekoniecznie posiadało (starzy nie rozumieli pragnień własnych pociech). Pamiętam jakiś numer Bajtka z opisem Amstrada PC1512 i jak strasznie się tym ekscytowałem. Dzisiaj komputer klasy XT z 512 kilobajtami RAMu, rzadką stacją 5.25 cala i kartą CGA lub Hercules na nikim nie robi wrażenia ale wtedy ...
Teraz wydaje się to śmieszne ale wtedy tak nie było. Przypominam sobie reklamę z Bajtka ,która brzmiała mniej więcej tak:
"Chcesz kupić dysk twardy 20 MB? Lepiej wypożycz !"(i pod spodem "adres i nr telefonu). Dzisiaj 20 mega zajmuje przeciętne demo jakiejkolwiek gry (wiem wiem przeciętne demo może zająć więcej).
No ale wracając do przenośnych gier elektronicznych ,pamiętam jak moja matka przywiozła mnie i mojemu bratu z ówczesnego ZSRR grę z wilkiem i zającem. Sama gra wymiarowo była o wiele większa od poprzednio opisywanych ale za to równie prosta. Wilk musiał złapać spadające z czterech grzęd jajka. Grało się ostrym ,nowe rekordy ,tyle to a tyle punktów bez straty życia, jak któremuś za dobrze poszło to mu drugi baterie wyciągał ,żeby rekord skasować ,jednym słowem CZAD!
No ale było minęło i już nie wróci ,chociaż czasami jak się siedzi przy kolejnej wersji tej samej gry i ogarnia człowieka nuda to z chęcią bym wrócił do starych dobrych czasów. Skoro i tak ciągle gramy w to samo to lepiej grac w takie gry elektroniczne- w nich nie trzeba zmieniać RAMu albo procka co dwa
miesiące.
No cóż w chacie gdzieś leży wilk i zając więc chyba poszukam baterii i trochę sobie pogram.
Jak skończę to może skrobnę coś o moich pierwszych komputerach.
Gwiazda
gwiazda75@poczta.onet.pl
 |
|
 |
|