Piractwo


Bardzo zaciekawiła mnie dyskusja na temat piractwa. Nareszcie jakieś sensowne teksty popierające piractwo.

Chciałbym tez dodać swoje trzy grosze

W papierowych gazetach trudno znaleźć argumenty za piractwem ponieważ gazety żyją z reklam dystrybutorów gier. A jednak pojawił się kiedyś taki artykuł oczywiście nie w gazecie na temat gier, lecz też na temat sprzętu (nie musieli się tak bać utraty reklamodawców) chodzi mi 11 numer CHIPa z 1998 roku i artykuł na 70 stronie zatytułowany "Pomnik dla pirata (ginącego gatunku)" jego autorem jest Piotr Dębek obecnie stały pracownik CHIPa. Polecam gorąco lekturę tego artykułu.

Na razie pragnę zaprezentować jedną tezę z tego arta (cytuję z pamięci). Otóż nieprawdą jest, że piractwo powoduje wysokie straty legalnych producentów i dystrybutorów a w konsekwencji wysokie ceny legalnych gier. Ludzie pomyślcie!!! Gdyby piractwo było niemożliwe byle giera kosztowałaby 200 zeta a AoE pewnie z 1200 (może trochę przesadzam), ceny byłyby wyższe a nie niższe bo piractwo to konkurencja i legalni dystrybutorzy muszą się sprężać, obniżać ceny, dodawać gadżety, nie olewać reklamacji itd.

I jeszcze jedna sprawa. Gdyby nie piractwo to czy przeciętną (albo i biedniejszą) polską rodzinę stać by było na wydanie 3000 (najtańszy obecnie nowy komp z monitorem) na początek a później jeszcze kilkaset złoty za każdy program???? Prawda jest taka, ze gdyby nie fakt, że w perspektywie są tanie koszty eksploatacji kompa (nie mówię teraz o 0202122) mało kto by kompa kupił i miał. Kompy stały by dzisiaj na uczelniach i obsługiwali by je docenci a studenci pierwszego roku informatyki uczyli by się gdzie jest przycisk "power". A teraz niech mi jeden dystrybutor z drugim powie co jest bardziej prawdopodobne, że dziecko (właściciel kompa) otrzymujące co miesiąc 50 zł kieszonkowego kupi legalną grę, czy że takie samo dziecko ale nie posiadające kompa też kupi legalną grę. Na co komu gra jeśli nie ma kompa????? Tak więc dzięki piractwu ludzie kupują komputery a dzięki coraz liczniejszym komputerom w domach przeciętnych Polaków dystrybutorzy w ogóle mają jakąkolwiek szansę sprzedać swój "legalny" towar!!

Tak więc pan Piotr Dębek jak widać ma łeb na karku i logicznie myśli więc wielkie brawa dla niego!

A teraz coś ode mnie:

Mówi się, że piractwo to kradzież. A to kompletny fałsz. Kradzież jest wtedy jak ja komuś coś zabiorę. Na przykład wyjdę z bejzbolem na ulicę i każę jakiemuś szczylowi wyskoczyć z adidasów. Wtedy szczyl musi wracać na boso i musi sobie kupić nowe buty. Czy to jasne? A jeżeli ja skopiuję od kumpla CMR2 to czy on musi lecieć po nową płytkę do sklepu???? PIRACTWO to nie KRADZIEŻ to KOPIOWANIE. Różnica jest zasadnicza i namacalna. W przypadku kradzieży trzeba kupić sobie ukradzioną rzecz ponownie, a w przypadku kopiowania nie. Jeszcze bardziej łopatologiczny przykład. Mam dwóch kumpli którzy chcą ode mnie pożyczyć książkę. Wiem, że jeden mi jej nigdy nie odda a drugi tylko ją zkseruje. Czujecie różnicę?

Kradzież czy raczej kłamstwo jest wtedy gdy np. pan Edek produkuje sobie badziewne dresy w Pcimiu Górnym a nalepia na nie napis ADIDAS i trzy paski (made in Germany).
I drugi przypadek gdy ktoś skopiuje od kogoś program i mówi, że go sam napisał.(pan Edek kupił oryginalnego ADIDASA poodklejał znaki firmowe i się chwali, że to jego zakład w P G potrafi produkować taki świetny ubiór)

To są dwie ważne rzeczy i tylko one powinny być rozumiane pod pojęciem praw autorskich.

(firmę ADIDAS wymieniłem przykładowo, to żadna (anty)reklama. Nie chodzę też z bejzbolem po ulicach, prędzej pożyczam książki)

hatter
hatter@poland.com

 

  Copyright 2001 at-online. Wszelkie prawa zastrzeżone.