„Słabowidzący
mają minimalne trudności w życiu”
„Jednooki jest królem wśród ślepych”. Z porzekadła tego
wynika, że słabowidzącym jest w każdej sytuacji łatwiej niż niewidomym.
Czy tak jest rzeczywiście? Niewidomy, w pewnym sensie, ma łatwiejszą
sytuację. Jest niewidomym, nie może i nie powinien udawać człowieka
widzącego i nie ma problemu. Słabowidzący jest często traktowany jako
człowiek widzący i sam się tak zachowuje. Niestety, człowiekiem
widzącym nie jest, a udawanie prowadzi do bardzo przykrych
nieporozumień. Występują one w kontaktach z innymi ludźmi, niekiedy
nawet z najbliższego otoczenia, z rodziny. Z nieznajomymi oczywiście
nieporozumień jest znacznie więcej i z tego powodu przeżywa on często
stresy, co daje niemiłe konsekwencje psychiczne i społeczne.
Na sympozjum poświęconym problematyce słabowidzących, gdy dyskutanci
mówili o ich problemach, osoba całkowicie niewidoma stwierdziła,
że chciałaby mieć właśnie takie problemy. Według niej trudności
niewidomych są znacznie poważniejsze i raczej o nich należy
mówić. Wiele osób myśli podobnie.
Zagadnienia te należy rozpatrywać z punktu widzenia słabowidzących, a
nie niewidomych czy ludzi widzących. Należy uwzględnić ich subiektywne
doznania, oceny, przeżycia i doświadczenia. Obiektywnie rzecz biorąc,
na pewno im mniej człowiek widzi, tym jego trudności są większe, a
największe wówczas, gdy nie widzi całkowicie. Subiektywnie
natomiast sprawy te mogą wyglądać zupełnie inaczej. Przeciętny Polak
czułby się bogaty, gdyby miał na koncie 100 tysięcy dolarów. A
czy z taką kwotą amerykański przemysłowiec również czułby się
bardzo bogaty?
Wiemy, że ograniczenia, wynikające z braku wzroku, są bardzo uciążliwe,
a spowodowane osłabieniem wzroku - znacznie mniejsze. To prawda, ale
pomyślmy, jakie ograniczenia wynikają z zeszpecenia twarzy, na przykład
po poparzeniu. Uwzględniając tylko fizyczne konsekwencje takiego
wypadku - żadne. Człowiek z taką zeszpeconą twarzą jest sprawny, jak
poprzednio, ale czy czuje się równie dobrze? Czy
osiemdziesięcioletni mężczyzna, gdy ulegnie takiemu zeszpeceniu, będzie
je tak samo ciężko przeżywał, jak osiemnastoletnia dziewczyna? Dla tej
dziewczyny nie istnieje większe nieszczęście, jak to, które ją
spotkało. Zaznaczmy raz jeszcze, że nie ma tu żadnego ograniczenia
sprawności. Przykład ten powinien przekonać, że subiektywne odczucia są
niejednokrotnie ważniejsze od obiektywnych trudności i ograniczeń.
Można być całkowicie niewidomym z dodatkowym kalectwem (np. brak ręki
lub nogi) i czuć się dobrze, być aktywnym, korzystać niemal w pełni z
życia. Można też mieć tylko trochę osłabiony wzrok i czuć się
nieszczęśliwym, bo inni widzą znacznie lepiej. Są całkowicie niewidomi,
którzy lepiej radzą sobie w życiu niż niektórzy z drugą
grupą inwalidzką. I jeszcze jedno. Warto sobie uświadomić, że odległość
od sukcesu ma olbrzymi wpływ na przeżywanie porażki. Zawodnik,
który przegrywa bieg na ostatnim czy przedostatnim miejscu, na
ogół łatwiej godzi się z porażką niż ten, który zajął
drugie miejsce, przegrywając o drobny ułamek sekundy. Sportowcy
mówią, że najgorsze jest czwarte miejsce, bo medal był tak
blisko. Słabowidzący są bliżej sukcesu, bliżej ludzi widzących, dlatego
może być im trudniej godzić się z ograniczeniami, trudniej zaakceptować
inwalidztwo. Całkowicie niewidomi na ogół rozterek takich nie
przeżywają, łatwiej akceptują swoje inwalidztwo. Nie przeżywają ciągle
od nowa porażek, spowodowanych udawaniem, tak jak to ma miejsce
niekiedy u słabowidzących. I wreszcie, nie boją się, że utracą
całkowicie wzrok.