„Ślepota
jest najgorszym kalectwem”
Wielu ludzi uważa, że ślepota jest najgorszym kalectwem, że nic
gorszego nie może się już wydarzyć. Jest to kolejne z nieporozumień
dotyczących niewidomych.
Człowiek ma tendencję do porównywania swoich możliwości z
możliwościami
innych ludzi. W odniesieniu do inwalidów wzroku widzący
mógłby
powiedzieć: „gdyby mnie zawiązać oczy - nic bym nie zrobił”. Nie
uwzględnia się tu doświadczenia osobniczego. Niewidomy w
porównaniu z
człowiekiem widzącym z zawiązanymi oczami znajduje się jednocześnie w
gorszej sytuacji i w lepszej. W gorszej, bo nie może zdjąć z oczu
opaski i widzieć. W lepszej, bo żyjąc jako niewidomy, mógł
opanować
technikę wykonywania wielu czynności metodami bezwzrokowymi.
Porównania
takie nie odpowiadają rzeczywistości i prowadzą do błędnych
wniosków.
Niewidomi i ociemniali niekiedy również uważają, że ślepota jest
największym nieszczęściem, „dopustem bożym” i doskonałym wyjaśnieniem
oraz usprawiedliwieniem wszystkich ich niepowodzeń, kłopotów i
przykrości. Przyczyniają się oni do utrwalania błędnych ocen,
dotyczących utraty wzroku i możliwości niewidomych. Na przykład
ociemniały twierdzi, że po utracie wzroku ludzie zaczęli traktować go
jak zużyty mebel. Nawet żona nie chciała mieć z nim nic
wspólnego i
postarała się o rozwód. Gdyby widział, nadal żyłby jak człowiek.
Na
uwagę, że wielu niewidomych żyje jak inni ludzie - pracują, wychowują
dzieci, a ich żony nie myślą o rozwodzie odparł, że są to ludzie dobrze
sytuowani, a ich żony lubią pieniądze. Nie przeszkadzało mu w głoszeniu
takich bredni to, że sam był bardzo dobrze sytuowany, miał wysoką
górniczą rentę i dodatkowo dobrze zarabiał. O tym nie
mówił. Nie mówił
też o tym, że lubi dużo i często wypić.
Inny niewidomy po pijanemu spadł ze schodów w domu wczasowym.
Złamał
nogę, która się nie zrosła. Powstał rzekomy staw, co poważnie
utrudniało chodzenie. Był on święcie przekonany, że to nowe
nieszczęście jest wynikiem pierwszego, czyli utraty wzroku.
Niewidomy, zwolniony z pracy w spółdzielni za pijaństwo i burdy,
nie
chciał uznać swojej winy. Twierdził, że przy tak wielkim nieszczęściu,
jakie go spotkało, można czasami trochę wypić, aby zapomnieć o
kłopotach. Nikt o to nie powinien mieć pretensji. Niektórzy
niewidomi
twierdzą, że przyczyną wszystkich ich niepowodzeń jest przeklęta
ślepota. Trudności z wychowaniem dzieci, nabity guz, zabrudzone
ubranie, samotność, brak przyjaciół, wygodnego mieszkania,
codzienne
małe i duże kłopoty, to wszystko przez ślepotę. Gdybym widział... to co
by było?
Ludzie widzący też się rozwodzą, mają trudności w pracy i wychowawcze z
dziećmi, nie wszyscy mają przyjaciół, są zdrowi, nie wszyscy
posiadają
luksusowe mieszkania i osiągają wysokie zarobki. Może warto rozejrzeć
się wśród znajomych i zastanowić, czy ich życie pozbawione jest
trosk,
czy jest szczęśliwe. Nie można twierdzić, że niewidomym żyje się
łatwiej, że ich życie jest dostatniejsze, szczęśliwsze niż ludzi
widzących. Tak nie jest. Człowiek, tracąc wzrok, traci bardzo dużo, ale
nie to jest najważniejsze. Ważne jest to, co mu pozostało, a nie to co
utracił. I na tym należy się skupić, to wykorzystać, a nie opłakiwać
to, co zostało utracone.