  Wojciech ukrowski

  Kamienne tablice

  MUZA SA
  Warszawa 1994

  Producent wersji brajlowskiej:
  Altix Sp. z o.o.
  ul. W. Surowieckiego 12a
  02-785 Warszawa
  tel. 644-94-78





  Postacie tu wystpujce nie maj nic wsplnego z osobami, z jakimi si zetknem w czasie dwuletniego pobytu w Indiach.
  W szczeglnoci nie maj adnego podobiestwa z wczesnymi dyplomatami wgierskimi, ktrych tam poznaem. W. .

I.

  Ponad olepiajco biaymi bryami willowej dzielnicy New Delhi niebo ju zaczynao mtnie, na horyzoncie opustoszaym wstawa ty py, dymi kbami zacierajc zbate linie wierzchokw drzew, powietrze zgstniao, upa nie zela, zmienio si tylko jego rdo, ar bi od czerwonawej, spieczonej ziemi i rozpalonych kamieni. Paskie dachy, na ktrych o zmierzchu koczoway cae rodziny, nadal byy opustoszae, mimo e soce zaryo si ju gboko w gaje palmowe.
  Istvan Terey niechtnie spoglda w szczelnie zamknite okno. Za szyb, poprzez siatk drucian, na ktrej lniy nici pajcze i tczowy kurz, widzia rozlegy trawnik, zbielay od dugotrwaej suszy, trawy wydeptane, kruszce si pod nogami niespiesznych przechodniw. W szkle zmtniaym od pyu dostrzega odbicie wasnej twarzy, pocigej, ciemniaej w tropikalnym socu, odcitej ostr biel konierzyka.
  Ju drugi rok tkwi w Indiach, a raczej dwie wiosny, bo one najbardziej dokuczay, pora upaw, kiedy praca staje si udrk. Ca ambasad wgiersk ogarniaa omdlewajca senno, drzemali nad papierami, ocierali lepkie donie o pcienne spodnie, rozchyliwszy koszul nadstawiali lnic od potu pier w strumie chodu napdzany wentylatorem.
  Chmurnie spoglda na spkan ziemi, ktra zaczynaa wieci czerwieni i fioletem. O siatki napite za szyb wielkie muchy uderzay na olep ze wciekym bzykniciem, prboway si wedrze si do wntrza domu. Suche stukanie, jakby ziarnkami grochu ciska, rozjuszone gosy owadzie, posapywanie maszyny chodzcej powietrze i sykanie mig wielkiego wentylatora wirujcego pod sufitem tworzyy muzyk indyjskiego zmierzchu.
  Powietrze pene martwego wiata zsiadao si nad ogrodami. Dymne grzywy sigay w niebo chor zieleni; ogromna, pusta przestrze zwisaa agodnie, naginana wieczornym powiewem.
  Midzy bananowcami o szerokich liciach, jak naddarte flagi, sta czokidar w krtkich spodenkach i szczodrze polewa ocala ziele z czerwonego, gumowego wa. Struga wody bryzgaa iskrami. Spragnione szpaki nurkoway w deszcz kropel rozchyliwszy skrzyda z rozkoszy, tarzay si w mokrych trawach.
  Terey przetar doni czoo. Prno chcia wzbudzi w sobie ptasi rado. Pojmowa uciech szpakw, sam przed chwil wyszed z wanny. Woda czekaa, a powrci z biura. Kucharz ju napuszcza j o wicie, bo w cigu dnia blaszany zbiornik na dachu tak si rozgrzewa, e z kranu wali ukrop.
  Jeszcze par tygodni i bdzie czym oddycha - westchn, tpo zapatrzony w opustoszae niebo, gdzie tytoniowe pyy zaczynay pulsowa aromatem.
  Monsuny, trzeba tylko dotrwa do nagej ulewy, a wiat si odmieni. Wszyscy czekali, a na pierwszych stronach delhijskich gazet pojawi si mapka z wykresem, dokd przywiao ju wskrzeszajc wilgo, ktrdy przesuwaj si upragnione deszcze.
  Czu na plecach przyjemny chd wieej koszuli, z odraz myla o biaym akiecie, ktry ma woy.
  Opad na fotel, z wycignitymi nogami wypoczywa. Wiatrak pod sufitem utyka w leniwych obrotach, dmucha jednak, muskajc krtko przystrzyone wosy. Spadao napicie prdu, bo i maszyny chodzeniowe wmontowane w okna pochrapyway nierwno.
  Tchnienie ich owiewao twarz zapachem oliwy, kauczuku i kurzu. Od pyt posadzki przetartej niedawno mokr szmat wstawaa wo wysychajcego kamienia. Smoking wiszcy na oparciu krzesa nasik flitem i kamfor.
  Z kuchni dochodziy zguszone wrzaski, odgosy ktni kucharza z rodzin, czekajc na resztki z obiadu. Szum motorw, widrujce tryle cykad ukrytych w pnczach porastajcych werand nie pozwalay osun si w drzemk bodaj na krtk chwil. Sysza niespokojne ttno swojej krwi. Mia ochot zapali papierosa i nie chciao mu si po niego sign.
  Obdny pomys z nagym lubem w taki upa - krzywi si z uraz.
  Zna dobrze modoecw Grace Vidajaveda i rad Ramesha Khaterpali, oficera gwardii prezydenta. Nawet przyjani si z nimi, bywa na piknikach, jedzi na polowania, czasem zatrzymywali go, a ciba goci spynie, eby pogawdzi, jak zaznaczali, "w swoim gronie". Powoli toczce si rozmowy, w zmierzchu ledwie rozjanionym lampami stojcymi na pododze, dugie chwile zgodnego uciszenia ze szklank w doni i papierosem, mierzone agodnym brzkiem zotych obrczy przesypujcych si na uniesionej rce dziewczyny, upewniay, e zosta zaliczony do bliskich, zaufanych, mimo e pracowa w czerwonej ambasadzie. Zawiadomienie o nagym lubie Grace sprawio mu przykro.
  Jednak skoro pan mody sam sprawdzi telefonicznie, czy posaniec dorczy zotem drukowane zaproszenie, wypadao si pokaza.
  Istvanowi wydawao si, e midzy nim a mod Hindusk jest jakie niedopowiedziane porozumienie. Jeszcze dwa tygodnie temu opowiadaa, e jej stara aja, piastunka, wyruszya na pielgrzymk z ebracz miseczk, by wybaga bogosawiestwo u niebian dla swojej panienki. Mwia monotonnym, agodnym gosem, jakby chciaa bahymi zwierzeniami przysoni wdrwk szczupej doni po jego karku, poufae pogaskanie skroni... Sucha brzmienia powolnie wypowiadanych sw, a chon te pochliwe, niby mimowolne dotknicia, bezwiedn pieszczot; do mwia wicej ni nabrzmiae wargi, wabia, obiecywaa.
  Podobaa mu si Grace. Matka jej bya Angielk, moe dlatego dziewczyna nie miaa w sobie pokory indyjskich kobiet, nie czekaa z opuszczonymi powiekami i pochylon gow, a j mczyzna raczy dostrzec, zaszczyci skinieniem - sama dya naprzeciw.
  Drobne, zwize ciao, owinite w zielone sari, ktre wabico przesania jej nago, pobudza wyobrani. Due, ciemne oczy zdaj si pyta zaczepnie. Czarne wosy zebrane w luny wze oplata wianek z nawleczonych pczkw jaminu; umierajc l sodkie tchnienie. Oprcz zotych kek brzkajcych na przegubie nie nosia adnych klejnotw. Nie musi zdobi szyi i uszu, wie, e jest pikna. Wskie, wypielgnowane donie nigdy nie pokalay si prac. Posana panna z najwyszej kasty, jedynaczka.
  Poznajc Istvana nie zadaa ani jednego z obowizujcych pyta: czy mu si podobaj Indie, jak dugo zostanie, kim waciwie jest tam w Europie... Kim jest? Czyli - co posiada: ziemi, fabryki, domy, akcje... Pracownik ambasady, zaleny od opinii przeoonych, kaprynych ocen innych urzdnikw, nie mg si liczy. By jedynie modym poet, przystojnym mczyzn, ktry tu przyjecha na krtko, ptak przelotny, mile witany przez grono nudzcych si piknoci.
  Chwyta sposzone, porozumiewawcze spojrzenia, jake wolno przemykay si ciemno malowane powieki, podajc sobie sygnay, e warto go mie pord kornych adoratorw. Wola wic zachowa dystans, ktry pozwala na wycofanie si w por, uniknicie upokorze, sw, gestw potwierdzajcych nieprzekraczalne granice.
  - Uwaaj, Istvan - ostrzega sekretarz Ferenz - uwaaj, eby za duo o tobie nie gadali, bo wtedy koniec... Pjdzie raport, odwoaj, zapaskudz ci opini i bdziesz latami szlifowa stoek w ministerstwie, zamiast poeglowa w szeroki wiat.
  - Przecie bywamy razem, te same przyjcia, widzisz mnie...
  - Wanie widz, jak si do ciebie high life garnie...
  - Robi to dla was, nie dla siebie. Pozyskiwanie sympatii jest jednym z obowizkw. Nawet jak odjad, nastpnemu bdzie atwiej, moszcz mu gniazdo.
  - Ja ci tylko przypominam, eby za wczenie std nie wyfrun.
  Istvan umiechn si drwico.
  - Robi to co wszyscy, niczym si od was nie rni.
  - Udajesz kawalera, a my tu mamy swoje ony. Jakie s, to s, ale przynajmniej moemy spokojnie patrze na indyjskie licznotki...
  Niekiedy zaczynali w ambasadzie dociekliwe rozmowy o skrze tutejszych kobiet, szorstkawej w dotyku, o wosach lnicych i twardych jak koskie wosie, o zawiych praktykach miosnych. Zgadywa, e koledzy chc wybada, czy daleko zabrn w znajomociach, jakie zdoby dowiadczenie. Wtedy wbrew rozsdkowi milk, zmienia temat, odsya ich do Kamasutry w angielskim tumaczeniu, ilustrowanej fotografiami kamiennych rzeb z Czarnej Pagody.
  - Uwaaj, Istvan, uwaaj na siebie, eby si nie polizn - grozi artobliwie.
  - Czuj si zupenie bezpieczny, bo wszyscy mnie podgldacie - odpowiada.
  Grace Vidajaveda ukoczya studia w Anglii.
  - Chciaa, to j wysaem, jednak to wyrzucone pienidze, skoro nie wysza za Anglika. Tu sdzi ani adwokatem nie zostanie, wic na co jej prawo? - zrzdzi ojciec. - Sta mnie na jej zachcianki... Oczywicie w granicach zdrowego rozsdku.
  Istvan nie mg sobie skojarzy nalanego, ysawego waciciela tkalni w Lucknow, z drobn, wysportowan postaci crki. Siwe wosy jakby wiecc aureol wieczyy taw twarz, pen dobrodusznej chytroci. Tylko due, ciepe oczy, o kolorze zmikej na socu czekolady, mieli podobne. Stary fabrykant krzyowa stopy, rozchyla grube uda widoczne pod niewie dhoti. Wola przewiewny strj tradycyjny od wenianych spodni; by jednym z filarw partii kongresowej, kiedy nawet Gandhi u niego nocowa, poszukiwany przez policj. Potrafi przeszo, nieco lekkomyln, dobrze sprzeda. Robi interesy, wyciska dochody, zasaniajc si szlachetnymi sowami, e dla Indii trzeba pracowa w pocie czoa, rozbudowywa przemys, budziy si w nim zapdy wodzowskie, umia pomnaa pienidze, rozgrzesza si, gdy je innym wydziera. Pki tkalnie naleay do Anglikw, zwalcza ich ostro, wszystkimi rodkami. Kiedy zgromadzi pakiety akcji, przej mienie cudzoziemcw, wcale go nie razio, e postpuje tak samo jak kolonizatorzy.
  - Jestem Hindusem, jestem synem tego kraju, nie adnym przybyszem - tumaczy Istvanowi - to zasadnicza rnica. Moe niedugo przyjdzie i na was kolej - zezwala melancholijnie. - Dobierzcie si do wadzy, tak, wy, komunici, a fabryki ju bd stay... Przyjdziecie na gotowe.
  Jednak wida byo, e mwi bez przekonania, e wywoa wspczucie i podziw dla ryzyka, jakie podejmowa, radykalnych zmian nie bra powanie w rachub, odpycha na dziesitki lat.
  Istvan lubi si z nim droczy, barwnie opowiada, jak na Wgrzech dzielono ziemi, wywaszczano fabrykantw. Stary sucha chciwie, dawa si postraszy, by potem jeszcze milej odczu wasn absolutn wadz nad tysicami niedoywionych, potulnych robotnikw. I za t pomnoon rado sczy jeszcze jedn podwjn whisky z lodem.
  Grace z wdzikiem nosia sari, a jednak wygldaa w udrapowanych jedwabiach jak przebrana. Istvan wola j w klubowym stroju amazonki, winiowym fraczku, tej kamizelce i czarnej przydugiej spdnicy. Siedziaa w siodle po damsku, galopowaa pynnie, mikko, troch brawurujc.
  Od dziecka zy si z koniem, jedzi z pastuchami w puszt. Pod koniec lata tabun dzicza, ogiery gryzy si, staway naprzeciw siebie dba, waliy kopytami. Grzywy miay pene bodiakw i czepliwych kulek opianu, nawet ich sier pachniaa dymem i wiatrem.
  - Po pierwsze naucz si spada z konia... I zaraz masz wsta, otrzepa si i znowu go dosi. Musi poj, e si ciebie nie pozbdzie, choby skaka i wierzga. Ta nauka ci si przyda na cae ycie, bo ycie to zoliwa kobya, lubi ponie... - mwi stary czikos z twarz jak miedziany sagan i podkrca szpakowatego wsa.
  W Indiach hodowano konie podrasowane, nieprzekarmione, ukadne - suchay gosu i nacisku ydki, same biegy za bia kul, jakby rozumiay prawida gry w polo, ustawiay si, eby uatwi uderzenie motkiem, kiedy kurz wstawa z tratowanej spkanej gliny. Instruktorzy w czerwonych turbanach, wsaci Sikhowie z podwinitymi brodami, lnicymi, jakby przed chwil pili czarny lakier, pokrzykiwali judzco. Konie rway krtkim galopem, rozpieray si nad kul, bielejc w trawach, rozumiay, e naley zastpi drog przeciwnikowi, uniemoliwi uderzenie motem. Napite nogi, zaryte kopyta i pysk skrzywiony jakby w drwicym umiechu zociy Istvana, zatacza kusem ciasne koo, chcc si dobra do piki.
  I znowu jedcy ruszali kawalkad, koysani na grzbietach niby na fali, w radosnej wrzawie, z uniesionymi motkami, ktre bielay w zachodzcym socu. Pniej mrowio si w miniach mie zmczenie. Zsiadali, oddawali konie stajennym, ktrzy podbiegali bezszelestnie; dobra, stara szkoa. Zapach koskiego potu w hallu klubowym miesza si z woni perfum. Jake smakowa pierwszy yk chodnej whisky szczypicy w gardle.
  Grace oddychaa gboko, widzia jej piersi niepokojco blisko, wosy na skroni zwilone kroplami potu, rozchylone usta.
  Suba odbieraa moty, przynosia rczniki namoczone w gorcej wodzie, parujce... Przetrze nimi twarz i szyj z czerwonego pyu. Powietrze w mrocznej sali pachniao dymem cygar, yo cichym brzkiem szklanek, szelestem okruchw lodu w srebrnym szejkerze, gardowym bulgotem przechylonej butelki.
  Grace lubia zjawia si nie proszona, gdy niedzielnym rankiem wyjedano gromad na polowanie z lanc na szakale. W tradycyjnej zabawie lansjerw krlowej wicej byo okazji do popisania si zrcznoci, skadania do pchni w galopie, prb przygwodenia szybko pomykajcego celu ni rozlanej krwi i martwo zwisajcego trofeum. Szakale z trjktn przewrotn mordk i dug puszyst kit kluczyy midzy kpami trzcin, apki ich pracoway szybko, wydawao si, e ulatuj nad stratowan muraw. Ko niesiony sportow ambicj, czujc nacisk ostrogi, dochodzi drapienika i wtedy bya pora sprbowa lancy... Krzyki rozjuszonych myliwych ponaglay. Dgn grotem, podj zwierz z ziemi, lekki okuty drek tkwi pod pach, ko gna nie maltratujc uciekajcego szakala. Cios, pchnicie, ofiara uskakiwaa, a jedziec, ktrego lanca zarya si w ziemi, wykonywa wzlot, jak o tyczce, dwignity z sioda rysowa ostrogami niebo i wali ciko plecami o ziemi jak rzucony pajac. Szakal zaszywa si w najbliszej ciernistej kpie, musieli go krzykami wyposzy. Hinduska suba nadbiegaa ciskajc kamienie i nagle pod nogi koni dygoccych w pianie rud byskawic wlizgiwa si smuky ksztat i miga, mylc pocig.
  Rowy groziy upadkiem, masztalerz sprawdza przed wyruszeniem, czy jedcy woyli hemy korkowe, zgodnie z przepisami klubowymi. Istvan mao karku nie skrci, zwaliwszy si miedzy wypalone pnie. Mimo e w kilkunastu polowaniach uczestniczy, ani razu nie widzia zakutego szakala; wymykay si, zaszyway w gstwinie, zapaday w norach. Trzeba wic byo wyposzy nastpnego i zabawa trwaa dalej, pki brzuchy koskie nie spyny pian, od kurzu czerwon, pki schrypnici jedcy nie ucichli i woanie trbki nie obwiecio kresu gonitwom. Gniewnymi gosami, przerywanymi brakiem tchu, opowiadano o piknych pchniciach, o zrywie i rozumie konia, wymiewano majora Stowne'a, ktry straci lanc, wbit w skalist ziemi.
  Grace z uporem towarzyszya zawodnikom, wiedziaa, e dobrze jedzi, jednak nie narzucaa si nikomu, po prostu - bya. Czua, e jej obecno podnieca mczyzn, e kady z nich chce si troch popisa zrcznoci, zyska jej pochwa, przyjazne trzepnicie po ramieniu rkawicami, pociemniaymi od koskiej piany i chwyci w oczach bysk podziwu.
  Niedzielnego ranka soce palio nieznonie, koszule zesztywniay od potu, gosy niosy si gniewne, pene le skrywanej wciekoci. Naprawd chcieli zadga to pochliwe cierwo, przygwodzi i dwign drgajce ciao na lancy, przerwa bezsensown pogo, ktrej ju mieli dosy. Jednak nikt nie omieli si koczy polowania, cz jedcw nieznacznie odpada od czoowej grupy, puszczali luzem wodze, konie przechodziy w stpa, jakby cicha dezercja.
  Jednak Grace z rozpalonymi policzkami galopowaa na karym koniu tu przy Istvanie. Przed nimi gna wycignity szakal, wski jzyk zwisa mu z pyska, kapaa lina, syszeli chrapliwe pojkiwanie szczutego zwierzcia.
  - Uderzaj! - krzykna wysokim gosem, penym okruciestwa.
  Istvan pchn lanc, musia zwierz drasn, bo nagle prysno w bok z piskliwym szczekniciem. Sposzony ko Hinduski skrci w miejscu. Grace przeleciaa przez kark, suna par metrw wleczona za rk omotan wodzami, w trawach zosta lad jej rozrzuconych ng.
  Zeskoczy z konia, dwign j wp jak snop. Rzemyk pk i korkowy kask zapad w krzewy. Spdnica podwina si wysoko, zobaczy jej niade, jdrne uda.
  - Co ci jest, Grace? - potrzsn ni w ramionach, a opada mu czoem na policzek. Czu zapach wosw, ciepo od niej bio, lepkie ze zmczenia wargi lgny do szyi.
  Otworzya oczy i spojrzaa przenikliwie, a przeszed go dreszcz. Donie przywary do jej plecw, nis j na sobie. To nie byo przypadkowe zetknicie, tylko pocaunek.
  - Przestraszye si, Istvan - powiedziaa niskim gosem. - Byoby ci przykro, jakbym si zabia?
  Chcia zamiast odpowiedzi caowa jej wargi, ale jedcy ju nadjedali gromad, zsiadano z koni. Upadek Grace stwarza okazj, by zakoczy udrk gonitwy w arze poudnia.
  Staa wsparta o niego, otrzepujc spdnic, wydao mu si, e chce przeduy chwil zblienia.
  Nadjecha jej narzeczony na jabkowitym arabie. Widzc, e Grace ju stoi, nawet nie zsiad z konia.
  - Miaem go, jak zaczli trbi - krzykn podniecony. - Popatrz, zahaczyem go w kark, jest sier na ostrzu.
  Podsun grot lancy niepokojco blisko ich twarzy. Czy to by znaczcy gest? - przemkno Istvanowi.
  Sucy podprowadzili schwytanego konia.
  - Czy pani moe go dosi? - spyta Terey.
  - Mw mi: Grace. On nie ma nic przeciwko temu. Prawda, mj rado?
  - Tak, tylko musi zacz ode mnie. Mister Terey jest dentelmenem. Niech jej pan pomoe dosta si na siodo.
  Wbi lanc w czerwon ziemi i wierci lej.
  Istvan unis dziewczyn, posadzi w siodle, wsun stop w strzemi, poprawi zebrane wodze, jakby mu trudno byo od niej si odsun.
  Wtedy widzc, e rada ju zatoczy koniem i nie czekajc ruszy na przeaj kami, odgarna spdnic i pokazaa stuczone kolano.
  - Boli - skarya si jak dziecko. Pocaowa szybko niebieskaw plam. Bez sowa ruszya kusem za oddalajcym si rad.
  Istvan odwrci si. Jak posg sta za nim na koniu stary wsaty wachmistrz, ostrze lancy sterczao nad czerwonym turbanem.
  Widzia? - pomyla zaniepokojony o Grace. - Czy on z tego co poj?
  Kiedy dogoni narzeczonych i jecha stpa tak blisko Grace, e strzemiona podzwaniay, tpo trcajc o siebie, nie wspominano ju o wypadku, rozmowa toczya si o zaletach arabw pkrwi, o paszy, o pielgnowaniu grzywy...
  Zeskoczy z konia, Grace zsuna si sama, zanim zdy jej pomc, wachmistrz krzykn na luzakw; w krtkich spodniach i wenianych poczochach przypominali postarzaych skautw.
  Istvan zajrza w wsat twarz wachmistrza, ale byszczce oczy spod krzaczastych brwi spoglday wyrozumiale.
  - Udane polowanie, sab? - powiedzia znaczco i wycign rk po napiwek.
  W ciemnym wntrzu kolorowe iskry paday z herbowych witray, wdroway powietrzem. Myliwi stoczyli si przy barze, cho wabia ich samotno rozlegej sali. Gbokie skrzane fotele zapraszay do spoczynku, towarzystwo opornie rozpraszao si na grupki. Bosonoga suba biegaa bezszelestnie, podajc trunki i cygara. Kto wczy wentylatory i nakrochmalone muliny, sterczce jak grzebienie na turbanach boyw, poruszyy si wasnym yciem, gazety rzucone na stole, wpite w trzcinowe ramki, zaszeleciy, jakby je odwracay niewidzialne rce dawno zmarych czonkw klubu, ktrzy jeszcze raz przerzucaj niedbale kronik towarzysk. Istvan osadzi lanc na stojaku.
  - Chod tu - woa rada. - Musimy dopeni obrzdu. Siadaj przy Grace.
  Dziewczyna tona midzy skrzanymi oparciami zamylona, obca, zdy tylko spostrzec, e obie donie zoya na kolanie, ktre pocaowa.
  - Boli j - powiedzia rada.
  Spojrza z uraz na biay akiet smokingowy, rozwieszony na oparciu. migi wiatraka goniy wasne cienie po suficie. Jaszczurka, jak ulepiona z ordki chleba, powolnymi ruchami wdrowaa po cianie.
  Przecie si nie zakochaem - pokrci gow; drani go ten nagy lub. W kocu nic si nie zmieni, nadal oboje bd moimi przyjacimi - myla, a jednak czu niejasn uraz. Jakby si naprawd egna z dziewczyn, jakby j traci.

  Poegnania... Zima pidziesitego pitego roku. Zaspiona twarz Beli Feketiego na budapeszteskim dworcu.
  - Jaki ty szczliwy! Zawsze marzyem, eby zobaczy Indie... Zrobi to "per procura" twoimi oczami. Tylko pisz mi o wszystkim! Ciesz si, e ciebie posyaj i szkoda mi si z tob rozstawa.
  - Wrc, ani si obejrzysz. Za trzy lata przyjdziesz mnie wita.
  - Co mona wiedzie? - posmutnia Bela. - Trzy lata w naszych czasach...
  Syczaa para krzepnc w iglasty zamrz na zczach rur, szczk elaza, posapywanie lokomotywy potgoway uczucie chodu, przejmoway dreszczem. Jednak Bela nie umia si dugo smuci.
  - Jak bdziesz mia do tych Indii, daj mi zna, a tak ci w M$S$Z-ecie obmaluj, e natychmiast zostaniesz odwoany.
  Istvan sta w otwartych drzwiach, miedziana klamka zdawaa si topnie w doni. Pocig ju ruszy i Bela owiany par przyspieszy kroku, wymachiwa kapeluszem o szerokich skrzydach. Okno, przylutowane naciekami lodu, nie dawao si otworzy. Pocig wyskoczy w soce, zeszklone pola biy zwierciadlanym blaskiem, a musia zmruy oczy.
  Zostawi przyjaciela w czasie, ktry zdawa si pachnie przemian, radosnym niepokojem, byo w powietrzu jakie niecierpliwe napicie. Po kawiarniach zasonici pacht partyjnej gazety ludzie szeptali o rychych przesuniciach w rzdzie.
  Wkrtce listy, jakie zacz otrzymywa, pene zoliwego humoru, sceptycznych uwag okrzykw nadziei, stay si zapowiedzi, e co si musi dzia. Tylko gazety zostay bez zmian, szare, ziejce nud kolumny druku. Na prno szuka w nich znakw, e co nadchodzi.
  I wtedy zacz zazdroci Beli, e zosta w Budapeszcie, e odczuwa ten mocny, scalajcy prd...
  Umiechn si przypominajc sobie jego zjadliwe sowa: Czowiek nie powinien by jedynie fabryk g... i y dla zdobywania surowca na t produkcj... Krew w yach jest jak sztandar zwinity. Musimy o tym pamita.
  Jak tylko wrc z wesela, napisz do Beli - postanawia - opowiem o Grace, uporzdkuj ca histori i zaraz mi bdzie lej.
  Prezent lubny zawczasu przygotowa, poduny pakunek spowity w bia bibuk, posznurowany, jak ydka tancerki, zot wstk. Nie sta go byo na biuteri, nie mg imponowa szczodrym darem, wybra wic polewany dzban, ktry si Grace na wystawie wgierskiej spodoba. Koysaa go w rkach, a pyzata twarz z sumiastymi wsami, namalowanymi pdzlem chopskiego artysty spogldaa na ni okrgymi, troch osupiaymi oczami.
  - Przysigabym, e z Indii - powiedziaa. - Od razu wida, e garncarz si bawi, lepic te ksztaty...
  Do rodka, pod czap pokrywy, wsun butelk liwowicy; pamita i o panu modym, ktry lubi angielskim obyczajem wypi przed posikiem szklaneczk plum brandy.

  Usysza zgrzytanie wiru pod oponami hamujcego samochodu i dugi, triumfalny skowyt klaksonu. Za szyb pojawia si krpa sylwetka czokidara, ktry skroba w drucian siatk, rozpaszczy na niej nos i osaniajc si z obu stron rkami, prbowa wypatrzy Tereya w ciemnawym wntrzu pokoju.
  - Sab, Kriszan podjecha.
  - Dobrze. Syszaem.
  Nauczono go ju, e powinien przyjmowa usugi z lekkim zniecierpliwieniem, skoro s ich obowizkiem, okazaniem nalenej ulegoci, dowodem przywizania. Podzikowanie sowem albo umiechem byoby oznak saboci, upadkiem autorytetu. W tym kraju dzikowa naley monet.
  Woy smoking, poprawi koce wskiej muszki.
  Kiedy siga po pakunek, wlizn si sprztacz, ktry musia podsuchiwa pod drzwiami lub tkwi z okiem przy dziurce od klucza, i chwyci w czarne, patykowate rce podarek. Dugie chude palce na biaej bibuce wyglday jak pazurki pazw. Koszula w niebieskie pasy spkana na ramionach, dziury jeyy si frdzlami nakrochmalonych nici.
  Wiedzia, e sprztacz znowu obnosi swoj bied, kole w oczy wypuszczon na spodnie rozac si szmat. Jednak zgodnie z indyjskim obyczajem uda, e tego nie widzi, nie poniy si do spostrzegania ndzy, cierpienia, chorb. Prcz zgodzonej zapaty podarowa mu trzy koszule. A jednak "sweeper" z uporem donasza stare achy. Gdy mu kiedy zwrci uwag, e wstyd przynosi domowi tymi szmatami, sucy spokojnie owiadczy:
  - Sab powie, kiedy sprowadza goci, i ja bd ubrany w now koszul. Tamte podarowane oszczdzam, chowam od wita. Sab wyjedzie, a ja nie wiem, czy od nowego pana co dostan. Hindusi subie nie daj, maj krewnych, ktrym si wszystko przyda...
  Przeszli przez hall; "sweeper" upewniwszy si, e utrzyma jedn rk pakunek, ostronie otworzy pierwsze drzwi. Przez drugie, obite siatk, buchno tchnienie upau. Wyszli na werand obros "zotym deszczem". Gsty, cienisty kouch listowia zaszeleci jak poruszony podmuchem wiatru. Jaszczurki wspinay si po plecionce wiotkich gazek, skakay w licie jak w wod.
  Skrzypn nagle trzcinowy fotel, podnis si z niego drobny, szczupy mczyzna, ciemna cera odbijaa od bieli otwartego konierza, oczy mia zaczerwienione i byszczce, jakby przed chwil paka.
  - Dlaczego pan tu siedzi, panie Ram Kanval?
  - Czokidar widzia mnie kiedy z panem i zaliczy do krgu paskich znajomych. Pozwoli mi wej, ale przestrzega, e pan zaraz wyjeda, wic wolaem tu czeka.
  - W czym mog panu pomc?
  - Nie zapowiedziaem wizyty telefonem, bardzo przepraszam. Przyniosem panu mj obraz, to chwileczk zajmie - schyli si, zza fotela dobywajc blejtram owinity w arkusz papieru, gwatownie szarpa sznurki. - Pan lubi malarstwo, pan si na tym od razu pozna. Prosz si na minut - podsuwa pleciony fotel.
  Zachca tak arliwie, z tak nadziej, e Terey uleg. Przycupn na brzegu fotela, zaznaczajc sam postaw, e si spieszy.
  Malarz wyszed na schody w te wiato zachodu, obraca ptnem, lkajc si, e werniks byszczy.
  - Teraz dobrze - uspokoi go Terey.
  Z ciemnego wntrza werandy, midzy nieruchomymi festonami rudo zakurzonych lici i zwitkami przyschnitych kwiatw, przyjrza si obrazowi. Na czerwonym tle postacie o patykowatych nogach, owinite w szaroniebieskie pachty, dwigay na gowach ogromne kosze barwy osiego gniazda. Zaledwie mg rozpozna znieksztacony brzemieniem ksztat czowieczy; obraz by mocny, dobrze skomponowany. Z gry ujmowaa go wska, dziewczca rka malarza, ucita jasnym rkawem z czesuczy. Dalej drgao niebo o kolorze ci i czerwony turban wartownika nachyla si ku gowie sprztacza, po babsku okrconej chust. Z zainteresowaniem ogldali odwrotn stron obrazu, bure napite ptno z paroma plamami oleju.
  Milczenie przeduao si niepokojco. Terey smakowa t chwil, o ktrej pomyla - warto o tym Beli napisa, on zrozumie. Wreszcie malarz zaama si i spyta:
  - Podoba si panu?
  - Tak, ale nie kupi - odpowiedzia twardo.
  - Chciabym za niego sto - zawaha si, eby zbyt wygrowan cen nie zniechci nabywcy - sto trzydzieci rupii. Panu oddabym za sto...
  - Nie, cho mi si naprawd podoba.
  - Niech go pan zatrzyma - powiedzia cicho - nie chc ju z nim wraca do domu...  Niech go pan u siebie powiesi.
  - Drogi mistrzu, mnie nie wolno przyjmowa tak drogich podarkw.
  - Kady pomyli, e go pan kupi. U pana bywa tylu Europejczykw, szepnie pan za mn sowo. Pan przecie wie, e to dobry obraz. Ale ludziom trzeba o tym powiedzie, po prostu wmwi, oni znaj par nazwisk i patrz na cen. Moe pan j podwoi. Tylko nie wobec Hindusw, pomyl, e udao mi si pana okpi.
  - Nie, panie Ram Kanval - powiedzia z przesadn stanowczoci, bo kompozycja podobaa mu si coraz bardziej.
  - Kiedy wychodziem z domu, caa rodzina zebraa si na barsati, wujowie ze mnie si mieli, ona popakiwaa. Oni mnie uwaaj za szaleca, i to kosztownego, bo nie tylko trzeba mnie ywi i przyzwoicie odziewa, ale dawa na ramy, ptno i farby... Zostawi u pana ten obraz. Niech sobie wisi, moe si pan do niego przyzwyczai i zechce zatrzyma. Niech mi pan nie odbiera nadziei. Pan nawet nie wie, jak ja si nauczyem kama. Opowiem w domu ca histori o szczciu, jakie mnie spotkao. Byle tylko przestali wylicza, ile daj, wypomina, e jestem darmozjadem.
  Istvanowi zrobio si przykro, e zmusi go do takiego wyznania, spoglda zakopotany na rkaw kremowej marynarki i ciemn do potrzsajc obrazem. Twarz Hindusa przysaniay festony ciekajcych gazek.
  - Ja bym panu co zaproponowa - zacz ostronie. - Jad teraz na wesele do rady Ramesha Khaterapii, niech pan adnie obraz zapakuje i jedzie ze mn, sprbujemy namwi pana modego, eby kupi jako prezent.
  - Nie kupi, on si nie zna, to dla niego nie ma wartoci - rozwaa zgaszony - ale eby i w tym dostrzec szans, pojad z panem. I tak yj zudzeniami.
  - Bd panu pomaga, musimy obraz dobrze sprzeda - powiedzia sztucznie dziarskim tonem. - Tam zbiera si caa mietanka, ludzie zamoni, sama obecno w tym gronie ju podnosi pana w opinii delhijskiej, zaczyna si pan liczy... Chodmy, najwyszy czas!
  - Na pogrzeb nie wolno si spnia, zmarli nie mog czeka w takim upale, ale na lub zawsze zdymy... Czy to wedug angielskiego rytuau, czy tradycyjny indyjski? Z rejestracj w urzdzie i braminami, lepcami, co wr z rozsypanych kamykw?
  - Nie wiem - odpowiedzia szczerze Terey.
  - U nas obrzdy trwaj trzy dni i trzy noce.
  - I modoecy cay czas s obecni? Biedny pan mody.
  - Oni odchodz na oe, odgrodzeni kotar z czerwonego mulinu, ale nie wolno im si zbliy cielenie. W kadej chwili moe ich rodzina wywoa. Ich ciaa maj si oswoi ze sob, pozna, zapragn, nie ma mowy o gwacie, jaki si dokonuje u was, w Europie. Mwiono mi...
  Malarz opowiada arliwie, jakby chcia zapomnie o poniesionej przed chwil klsce.
  Wsiedli do auta. Kriszan zatrzasn drzwiczki i spyta, czy moe rusza. Midzy nimi, jak przegroda, spoza ktrej wystaway tylko ich gowy, tkwi nieszczsny obraz, owinity naderwanym papierem.
  - le panu opowiadano, w barbarzyskiej Europie to, co u was zaczynacie dozowa po lubie, jest dugo przed nim... Sam lub coraz bardziej staje si prawnym potwierdzeniem istniejcego ju stanu. Dawniej, p wieku temu, przywizywano wag do dziewictwa, wyej ceniono towar z plomb - drwi brutalnie - dzisiaj nie, uwaa si to za kopotliwy relikt, jaki stwarza sama natura...
  - U nas dziewictwo jest wane. Kobieta powinna prosto z rk matki przej w rce ma, rodzina panny modej rczy za ni. Dziewczynie nie wolno styka si z mczyznami spoza rodziny ani zostawa sam na sam...
  - A wic, wedug pana, reputacja panny Vidajaveda jest wtpliwa?
  - Och, ona moe sobie na wszystko pozwoli, ojciec jest bogaty. Zreszt jej nie obowizuj nasze surowe obyczaje, jest bardziej Angielk ni Hindusk, ona jest, jeli nie ponad zakazami, to poza kontrol...
  Jechali ulicami dzielnic willowych, asfaltow jezdni, po ktrej bezadnie, jak garcie biaych, nastroszonych ciem, snuli si rowerzyci. Pedaowali opieszale, po kilku, obejmujc si za ramiona. Rozmawiali gono i wybuchali miechem. Na trawnikach zastpujcych chodniki rozsiady si cae rodziny.
  Zapada szybki zmierzch, niebo pozieleniao. W okna auta chucha odr otwartych ciekw, czosnkowego potu i mdlce, sodkawe wonie olejkw, ktrymi namaszczano wosy.
  Istvan teraz dopiero poj, e czupryna kierowcy pachnie rami, a jaminem niesie od malarza. Oni maj w sobie wdzik zepsutych kobiet - pomyla, i odruchowo dotkn doni, spoczywajcej na brzegu blejtramu. Bya chodna i wilgotna. Ram Kanval zwrci ku niemu czarne, zamglone renice i umiechn si porozumiewawczo, jak do wsplnika.
  - Musimy ten obraz dobrze sprzeda - powiedzia z nagym zapaem.
  Kriszan prowadzi maszyn z zuchwa swobod, rozmowa chwilami zamieraa, bo Terey musia ledzi, jak auto wciska si w tum, jednym susem mija inne wozy. On musi kogo zawadzi - myla z odrobin zoliwoci - to nie jazda, tylko akrobacja. Malarz nie zdawa sobie sprawy z niebezpieczestwa, zadowolony, e siedzi na mikkich poduszkach, podcignwszy kolana, plt o potrawach weselnych. Wreszcie przemknli tak blisko duego dodge'a, a skrzyowa si blask reflektorw i usyszeli ostry skowyt hamulcw.
  - Spokojnie, Kriszan - nie wytrzyma - mg ci stukn!
  Kierowca odwrci uszczliwion twarz, bysn kocimi, drobnymi zbami, wyranie bawia go rozwaga Tereya, bra j za lk.
  - On musia zwolni, sab, on czu, e ja nie bd hamowa. On mnie zna, wie, e nie ustpi.
  - A wreszcie trafisz na obcego i rozbije ci maszyn.
  - Jed osiem lat i nie miaem wypadku - triumfowa. - Ojciec zamwi mi horoskop, jak tylko si urodziem. Gwiazdy mi sprzyjaj. Astrolog powiedzia matce, a ona pamita kade sowo, dlatego wiem, e zgubi mnie moe jedno: sodycze. Tote ich unikam. Najwyej syrop trzcinowy z wod.
  - Patrz przed siebie, uwaaj! - krzykn Terey, gdy biae, szerokie portki rowerzystw zabysy w wiatach i ju ich wymioto, skrcali gwatownie w ciemno.
  - Wjecha na krawnik - mia si Kriszan. - Oni w wiatach gupiej jak krliki. O, zwalili si na kup.
  Mkn zostawiajc za sob brzk dzwonkw rowerowych i gniewne okrzyki.
  Czerwieni byskao wiato auta jadcego przed nimi. Po obu stronach alei, w gbokiej ciemnoci stay limuzyny, liznicie reflektorw budzio ich kolory, i znowu si przyczajay wygaszone lub mruyy lepia postojowych wiate.
  Policjant regulowa ruch, wida byo jego opalone kolana, krtkie spodenki i biae niciane rkawiczki. Oczy byszczay mu w penym wietle jak u wou, wadczym gestem zmusi Kriszana do zgaszenia lamp, zezwoli w strudze aut skrci na podjazd.
  Fronton paacu pali si biel, mnstwo kolorowych arwek uczepiono na krzewach, rozwieszono w gaziach drzew, powstaway rnobarwne bukiety rozkwitajce w ciemnoci, tworzc nastrj tajemniczy, troch z bani, a troch przypominajcy dekoracj z podrzdnego teatrzyku.
  Suba w operetkowych czerwonych mundurach, obszytych zotym galonem w sute ptle, rzucia si otwiera drzwiczki.
  - Nie czekaj na mnie, Kriszan.
  - Bd na kocu alei, po lewej stronie - odpowiedzia niby nie syszc rozkazu. Nie miecio mu si w gowie, poniaoby jego wasn godno, gdyby radca wraca pieszo lub kto ze znajomych przy okazji go odwiz. Zreszt chcia uczestniczy w uroczystoci, pogapi si na klejnoty kobiet, sdzi te, e dla kierowcw przygotowano jaki poczstunek.
  Malarz wysiad pierwszy, oniemielony, bo nad nim, jak wodzowie ogarniajcy pole przyszej bitwy, stali obaj witajcy. Stary Vidajaveda, ojciec Grace, i rada Khaterpalia w galowym czerwonym dolmanie, przepasany bia szarf. Wydawao si, e i ich spojrzenia, i szpaleru suby skupiy si na mizernym papierze, ktry dobyo w caej lichocie niskie wiato reflektora, ukrytego w lakierowanych liciach ostrokrzewu. Szybko zdar opakowanie i chcia zmity arkusz wrzuci na siedzenie, ale ju auto spyno pod naporem limuzyn dygoccych z niecierpliwoci. Zakopotany zoy papier na czworo, potem jeszcze raz, wepchn rulon w kiesze spodni, schyli si po sznurki i mota je pospiesznie, na wp ukryty za wstpujcym Istvanem, ktry piastowa w rku pakuneczek owizany wstg, niby niemowl w powijakach.
  - Mio, e pan o nas pamita - wita stary fabrykant. Jego biae, mode zby raziy w ciemnej i nalanej twarzy jak zbyt dobre protezy.
  - Gratuluj - powiedzia pgosem Istvan. - Przywiozem pastwu modym prezenty.
  Ale rada od razu przerwa:
  - Daj go Grace, ona si ucieszy, zajmuje si teraz gomi. Porozmawiamy, jak tylko skocz z tym...
  Rada ze znudzeniem w oczach wyciga pulchn do ku nastpnemu gociowi. Odbiera podarek i niedbale oddawa za siebie sucemu, ktry z zaciekawieniem szarpa bibuk pod nadzorem dalszych czonkw rodziny.
  - Mj przyjaciel, znakomity malarz Ram Kanval.
  - Bardzo mi przyjemnie - Vidajaveda nawet nie raczy odwrci gowy.
  Sucy wydar Ramowi obraz, spojrza odwrciwszy bokiem, pokrci gow ze zdumienia i poda siwemu staruchowi.
  - Pikny - mrukn stary bez przekonania i postawi na fotelu, ale napywajce podarki szybko wypary go stamtd. Obraz tkwi wsparty o cian, arzy si pomidorowym tem, na ktrym mrowiy si cienie ng przechodzcych goci.
  - Zdaje si, emy go przynieli nie w por - jkn malarz, upychajc zwitki sznurka do kieszeni.
  - Jeszcze nic straconego - pociesza go Terey. Walka o sprzeda obrazu wydaa mu si nagle beznadziejna, a malarz razi kadym nieporadnym gestem, wlokc za sob atmosfer troski, biedy i smutku. Kto zbiera stare sznurki i podnosi guziki - wspomnia ludowe porzekado - nigdy nie bdzie bogaty, bo nie umie traci. - Chodmy, trzeba poszuka panny modej. Chc si ju tego pozby - unis zawinity dzban.
  - Jeli pan chce si napi, ja potrzymam - ofiarowa si malarz,cigajc oczami tac wysoko ponad gowami. Butelka whisky koloru starego zota, srebrny koszyk z brykami lodu, syfon i szklanki pobrzkiway leciutko, jak ciszona muzyka, ale za sucym tum si zamyka.
  Wyszli do parku.
  Na trawniku gocie stali gst, niemrawo poruszajc si cib, sylwetki kobiet i biae smokingi mczyzn dobywa gejzer zmiennych wiate, pienisty wodotrysk, otwierajcy jakby strusie pira. Niebieskawy, zielony, fioletowy i pomaraczowy; chwilami sucy, zmieniajc szka w latarni, zagapi si i w biaym obnaajcym wietle byskay pawie kolory sari, drobne iskrzenie bransolet i piercieni, diademw i naszyjnikw. Tgie ciaa pachniay mdlco mieszanin perfum i wschodnich przypraw korzennych. Ponad gwar rozmw wzbija si nosowy gos piewaka, ktremu wtrowao trio zoone z fletu, trzystrunnej gitary i bbenka; gwar rozmw artycie nie przeszkadza, siedzc w kucki z rkami opuszczonymi midzy kolana, w bufiastych biaych spodniach, zawodzi z przymknitymi oczami, a zawieszenie melodii wspiera cielesny odgos poklepywanego bbna.
  Doktor Kapur w biaym turbanie, przeciskajc si zrcznie, wymienia ukony, skada donie przed piersi w hinduskim pozdrowieniu. Zapa Tereya za rkaw.
  - Szuka pan panny modej? - pyta poufnie. - Przecie mamy j przed sob!
  Odgrodzona czerwon lin krya wok stow, na ktrych wystawiono podarki; z otwartych etui byskay zote acuchy i kosztowne brosze, klejnoty rodzinne i podarki rady, tym hojniejsze, e zostaway nadal jego wasnoci. Za stoem, z rkami skrzyowanymi na piersi, czuwali dwaj roli, brodaci stranicy.
  Grace pyna w biaej sukni z koronek, jak zanurzona w pianie; gboki dekolt prawie odsania piersi, zdawao si, e ramiczka si zsun i stanie obnaona do pasa, niezawstydzona, wyzywajca urod. Gdy Terey podszed, proszc, by mu wybaczya tak skromny upominek, pokazywaa wanie acuch z medalionem, zdobiony perami, wywoujc okrzyki zachwytu skupionych przyjaciek.
  - Co dostaa? Zobacz zaraz - prosiy ptasimi gosami, napierajc na czerwon lin ogrodzenia.
  Miy mu by dziecicy popiech, z jakim zdzieraa wstki i dobywaa wsatego chopa, wspartego pod boki. Spoglda na rozoone klejnoty z tpym zadowoleniem.
  - Pamitae, e mi si podoba? Co to za boek? Jakie szczcie mi zapewni?
  - Wonica. Dostaem go od przyjaciela, eby mnie cao dowiz z powrotem do kraju, eby mi nasz puszt przypomina...
  - Och, to dobrze - rozradowana czym tylko dla niej jasnym, postawia dzban na rodku stou ponad klejnotami i nagle wydao si, e ta toczarna figurka jest waniejsza od caej wystawy jubilerskiej. - Istvan usprawiedliwiaa si - musz jeszcze tkwi jaki czas w tym zoo, a tak bardzo chciaam si czego napi. Posaam Margit po drinka, ale ona przepada. Sucy kry tylko na skraju tej ciby. Bd tak dobry, przynie mi podwjn whisky.
  Teraz dojrza, e jest chmurna, a powieki ma pociemniae z niewyspania.
  - Nie jest mi atwo - szepna poufnie, kadc mu rk na doni. Mwia troch tak, jakby gromadka przyjaciek ju si nie liczya, jakby zostali sami, zsiadszy z konia na opustoszaych pastwiskach. Chcia j pocieszy, powiedzie par dobrych, prostych sw, czu jednak tylko gorycz: jestem tu obcy, wyjad, dlatego moe by ze mn szczera,ja si nie licz, tak samo by si alia, gadzc odruchowo koski kark.
  - No nareszcie jeste - krzykna radonie.
  Szczupa, rudowosa dziewczyna w sukni zielonkawej, prostej jak tunika, spitej na jednym ramieniu du klamr z turkusw, sza ku nim, trzymajc w rkach wysokie szklanki. Grace bez wahania odebraa jej obie i obdzielia Istvana.
  Patrzc na wilgotne, odte wargi panny modej, pijcej apczywie, przechyli szklank. Szczypicy w gardle smak whisky i banieczek gazu rzewi przyjemnie.
  yczy jej w mylach szczcia, jednak innego ni to, ktre dzisiejszego wieczora zaczynao si weselnym obrzdem, jako i siebie w tym szczciu zawiera, rwnie niewinnie jak koty, wdrujc za smug soca, pragn drzema letnim popoudniem na parapecie. Bya w nim leniwa czuo i dla niej, i dla siebie.
  Gwar rozmw szumia przyjanie, tum goci sta si nagle niewanym tem upragnionego spotkania.
  - Grace - mwi pgosem - pomyl czasem o mnie.
  - Nie - wzdrygna si - za nic.
  Spostrzegszy, e si achn, pogaskaa mu do.
  - Chyba nie chcesz, ebym cierpiaa? Ten lub jest jak okute wrota, niech si ju raz zatrzasn...
  Mwia spiesznie, troch do wasnych myli. Nagle cisna za koce palcw, wbia paznokcie.
  - Ale jutro ty te bdziesz. I pojutrze... Gdybym ci moga rozkaza: wyjed std albo umrzyj... Nie mog. Nielekko mi dzisiaj, Istvan, cho si do wszystkich umiecham. Chtnie bym si upia, ale to nie Londyn, nie wypada.
  Ruda dziewczyna, ktra staa przy nich, troch osaniajc przed ciekawymi spojrzeniami, odwrcia gow, pojmujc, e dzieje si midzy tym dwojgiem co szczeglnego; spokojnym ruchem odebraa puste szklanki, uznajc jak gdyby swoj suebn rol.
  Tereyowi zrobio si przykro.
  - Przepraszam, bezmylnie wypiem whisky, pani na pewno niosa dla siebie...
  - Drobiazg, Grace to despotka, dobrze, e pan i ja jestemy gomi. Nam si udao, biedny rada.
  - No, tego jednego o nim nie mona powiedzie, nie pozwol drwi z mojego prawie ma. Mwicie ze sob tak, jakbycie byli starymi znajomymi; radca Terey, Wgier, bd ostrona, czerwony - ostrzegaa, wpadajc w ton artobliwy. - Panna Ward, Australijka, uwaaj, bo lubi si powica, po to przyjechaa do Indii. U nas dosy ndzy i cierpienia, wic jest w swoim ywiole, chce pomaga, uszczliwia, od razu czuje si lepsza. Moe nawet zostanie wit. Mw jej po imieniu - Margit. No, korzystaj, Istvan, cauj j. Ma obie rce zajte, wol, eby to zrobi teraz ni za moimi plecami...
  - Wychodzisz za m i jeste zazdrosna? - rozemiaa si panna Ward. - Ty ju wybraa, daj i mnie szans... No, niech si pan nie poszy, jeli tak mnie zachwala, pocauj, prosz - podstawia rowy policzek z zabawnym doeczkiem. Wargi Istvana dotkny napitej skry, nie uywaa perfum, wystarczaa jej wieo.
  - Zdaje si, pani doktor, e jest ju pierwszy prywatny pacjent w Indiach. Wpada mu w oko - miaa si Grace. - Chcesz, to poznam ci, Istvan, z najadniejszymi dziewcztami New Delhi, a jest w czym przebiera - wodzia rk, po ktrej wdroway kolorowe wiata i nagle jej biaa suknia okrya si fioletem, a potem spyna szkaratem. - Lakszmi, Dilla. Chodcie tu! - woaa na dziewczta spowite w mienicy si jedwab.
  Podchodziy niosc wysoko pikne gowy w hemach kruczych wosw, ogromne oczy patrzyy z iskr humoru, byy wiadome wasnej urody, przewagi, jak daje bogactwo.
  - Czuj si przy nich jak suchy patyk, brzydka i bez wdziku - powiedziaa Margit. - Prawda, jakie s pikne?
  - O tak, zwaszcza w tym opakowaniu - zadrwi. Ale ona ju nie suchaa, korzystajc, e przesun si sucy z tac pen pustego szka, wlizna si w tum, niby chcc si pozby szklanek po whisky.
  Kilka dziewczt zna, nosiy nazwiska, ktre si licz w Indiach: Savitri Dalmia, prawie monopol na kopr i oleje kokosowe w poudniowej Azji, Nelly Sharma z Electrik Corporation czy wiotka, o cudownie dugiej szyi, Dorota Shankhar Bhabha, ktrej ojciec mia gigantyczne kretowisko, zasnute siarczanym dymem, od ktrego wosy robotnic rudziay, a trawa i drzewa schy - kopalni wgla prowadzon, jak w Anglii bywao dwa wieki temu. Do ich rodzicw nale latyfundia, chyba niewiele mniejsze ni wiartka Wgier, a wpywy sigaj szerzej. Terey spoglda w oczy dziewczt pene krowiej agodnoci, podmalowane niebiesko powieki dobyway ca ich gbi. Kada z nich inaczej miaa spitrzone wosy, ujte klamrami z rubinw i szmaragdw. Dorota nosia bicze pere na przegubach obu rk, igraa nimi i syszc artobliwe zachwyty Istvana, miaa si byskajc rwnymi zbami. Gawdzili wesoo, uroda dziewczt cigna mczyzn jak magnes. Rozbawion gromadk czajcym si krokiem okra fotograf i raz po raz byska lamp, robic pamitkowe zdjcia. Machajc rkami musieli go odpdza jak natrta. Doktor Kapur, w turbanie nieskazitelnie uoonym w drobne pliski, chwyci dziecinn, mikk jak listek do Doroty Shankhar i zagldajc z nieprzyjemn natarczywoci w oczy zaczyna wry.
  - Kwadraty i prostokty, zamykaj si linie - szepta - stoy zastawione przez los.
  - Nie sztuka powiedzie, jak si wie, kim jest jej papa - protestowaa Grace. - Jej powiedz - podtykaa do rudowosej Margit.
  - Daj spokj, ja nie wierz - opieraa si dziewczyna. Po jej doni chwyconej mocnymi rkami chirurga, przechylonej w wiato, cieka zmienny blask bijcy z fontanny, ktra parskaa iskrami.
  - Niedawno pani przyleciaa i niedugo odleci, sysz chr bogosawiestw...
  - Niech pan wry, doktorze, o jej sercu.
  - Tak - krzykny dziewczta. - Chcemy usysze o mioci. Moe j tu wydamy za m?
  Doktor przyoy do dziewczyny do czoa, wydyma kosmate policzki, zamkn w skupieniu oczy. Ta poufao wydaa si Istvanowi niestosowna. Tani aktor! Obrzke, lnice, jak pomazane tuszczem, wargi doktora rozchylay si z cmokaniem, co mamla, zanim powiedzia:
  - Niedobrze, bardzo niedobrze, droga koleanko, mioci nie mona kupi...
  Dziewczta wybuchny miechem.
  - Dosy ju - Margit wyszarpna do i ukrya za sob, jakby si baa co wicej usysze. Oczy miaa sposzone i zacinite usta.
  Istvan cichaczem wysun si z gromady dziewczt, poczu nagy przesyt, byy zbyt pikne. Chd ich by jak muzyka. Jedwab ciasno spowija ich biodra, obnaone talie miay ciepy odcie brzu. Dugie, szczupe rce giy si z wdzikiem, sypic iskrami klejnotw.
  Trzeba je byo podziwia, jednak nie budziy podania.
  Przeszed par krokw, by wymkn si z tumu goci, skrci w alejk. Tu wiata mrugay rzadziej. Na ysych konarach siedziao kilka pawi, zwieszone ogony ociekay zmiennym blaskiem, zaniepokojone ptaki wydaway okrzyk przykry, jakby pchn zardzewia furt. Wszed na mostek, sztuczny strumie o tej porze roku ledwie si limaczy, bi z rowu odr bagienny. W matowym zwierciadle, midzy kouchami porostw, chwiay si odbite wiateka, woda bya pena ruchu i ycia, owady lizgajc si po powierzchni rozwlekay chybotliwe byski.
  Gwar rozmw, ponad ktry wznosio si syszalne chwilami zawodzenie piewaka, mlaskanie bbna i ptasie trele fletu niosy smutek. Wydao mu si nagle, e jest na Grze Gellerta i patrzy z tarasu ku mostom na Dunaju wytyczonym wiatekami, przemierza okiem ulice Budy i Pesztu, pomykajce auta, neony wystaw, a suchy powiew przeciga po stoku, niosc wapienn wo nagrzanych traw i piounu. Za nim w hotelu brzczy daleka muzyka, gra dokoa dzwoni w upaln noc tysicami wierszczy. Tam, po mocie idzie sprystym krokiem dziewczyna, migaj opalone rce na prostej sukni, ma krucze wosy, puszczone luno na ramiona. Wida j z gry wyranie, gdy wchodzi w biae krgi lamp. Ma dla niej ogromn czuo, pragnby uj pod rk, porwa do kawiarenki otwartej i po pnocy. Ale jest w nim poczucie bezsilnoci, jak czasem we nie.
  Nie rozoy ramion jak skrzyda i nie spynie jastrzbim lotem w d. Zanim zbiegnie serpentynami cieki, ona ju bdzie daleko, i kroki innych przechodniw zadudni na mocie, ju jej nie znajdzie...
  Grace. Czybym za ni tskni? Uprowadza do Budapesztu? Umiechn si na myl, e zrywa obrzd zalubin, owiadcza, e si dziewczyna nie zgadza. Tylko, co on moe powiedzie, jakie ma dowody? Pocaunek, par niejasnych sw... Patrzono by na niego jak na szaleca albo gorzej - gupca. Mwiliby: ale ten Wgier ma sab gow, odholujcie go dyskretnie, i przyjaciele powiedliby go na werand, wetknli w rk potn szklank soku z grejpfruta. Kto pojmie, e tu w przepychu, przy muzyce i festynowych wiatach dokonuje si gwat? Jest pewny, e i Grace nie byaby mu wdziczna, zaparaby si wszystkiego... Oni s u siebie - myla cierpko o Hindusach - i prawo zwyczajowe ich wesprze. Dokona si wola obu rodzin i modzi bd jej posuszni. Dzi jeszcze dziewczyna targa wizami, ale jutro pogodzi si, a za rok przywyknie.
  Poczu ciep do wsuwajc si pod rami wsparte na porczy. Odwrci si gwatownie.
  - Ucieke? Chciaam, eby si bawi. Przywoaam dziewczta, moge wybiera. Reszta od ciebie zaley, a ty umiesz zawraca gow...
  - Czemu dokuczasz, Grace?
  - Musz ci si podoba. Tylko nie mw, e mnie by wola. Wychodz za m. One s swobodne. Pikne jak kwiaty i rwnie bezwolne. Zajmiesz si moe Dorot? Albo Savitri Dalmia? Podobna troch do mnie - mwia pgosem, oddychajc niespokojnie, podniecona. - Chciaabym, eby mia je wszystkie, kad...
  Patrzy na ni zdumiony.
  - Bo wtedy nie byoby tej jednej, ktrej ju teraz nienawidz - tchna mu w twarz. Oddech jej pachnia rozgryzionymi ziarnkami anyku i alkoholem. Oczy byszczay w mroku jak u kota.
  Chyba za duo wypia. Czego ode mnie chce? - naszy go wtpliwoci. Ostro gra. Tylko po co?
  Wysuna nagle do, staa teraz wyprostowana, obca, wadcza. Ju sama jej postawa zmuszaa do czujnoci.
  Odwrci si. Nadchodzio kilku mczyzn. Widzia ogniki papierosw. Od razu pozna sylwetk starego Vidajavedy, yse, orzechowe ciemi w wianku siwych wosw.
  Poczu si wsplnikiem Grace. Nikt nie zwrci uwagi na ich samotn rozmow. Wydawao si oczywiste, e wyszli tamtym naprzeciw.
  - Ojcze, przyszli bramini. Umieciam ich w twoim gabinecie. - Widzc, e stary si achn, uspokoia: - Jest z nimi stryj i chopcy. Kazaam poda ry i owoce. Wszystko w porzdku.
  - Dobrze, creczko. Zaraz tam zajrz. Masz jeszcze czas, dopiero dziesita. Powinna odpocz. Zalubiny zaczn si o pnocy.
  - Tak, tatusiu.
  - Powinna adnie wyglda. Tej nocy nie bdziesz spaa. Moe teraz odpoczniesz?
  Istvan przyjrza si jej spod oka, dialog toczy si czysto, troskliwy ojciec i posuszna crka, dobra aktorka; czy i z nim gra, udaje, oszukuje?
  Ruszyli w stron paacu pomaraczowego i zotego w wietle lamp. Minli tum goci drepczcych na trawniku, okronych przez sub z tacami penymi szklanek i kieliszkw. piewak przymknwszy oczy, nie zwaajc na gwar, zawodzi sam sobie, rytm akompaniamentu brzmia nieskadnie, moe si nawet nie syszeli, trwa improwizowany koncert zgodny z nastrojem nocy weselnej.
  Istvan kroczy obok starego fabrykanta.
  - Grace bdzie szczliwa - powiedzia Terey pgosem, jakby sam siebie chcia o tym upewni.
  Hindus, niszy, pooy mu do na ramieniu zabawnie poufnym gestem i poprawi:
  - Bdzie bogata, i to bardzo bogata. Nasze rodziny mog wicej ni u was ministrowie... Ale Grace musi urodzi mu syna.
  Supy niskiego wiata raziy renice. Obok czarnych spodni smokingowych europejskich goci, biae, wziutkie i zmite spodenki suby, ich dhoti niedbale okrcone na biodrach i wypuszczone na wierzch koszule robiy wraenie, jakby pomykowo przyszli w samej bielinie.
  Owadzia zamie taczya bijc o szka reflektorw. my i uki giny od razu, skwierczc na rozpalonej blasze, inne odlatyway zwabione jaskrawobia plam ciany, biy w ni na olep i osuway si z trzaskiem otwartych pokryw i wciekym brzkiem. Oszoomione trzepotay si na pytach chodniczka, pancerze chrzszczy trzeszczay pod nogami przechodzcych goci.
  Istvanowi zdawao si, e u rda wiata czuje swd tej owadziej mierci, jakby spalonego rogu.
  Cienie spacerujcych przesuway si po cianie, chude nogi i rozdte kaduby z ogromnymi gowami. Przypominay mu postacie Ram Kanvala. aowa teraz, e nie kupi obrazu.
  W rozlegym hallu panowa spokojny pmrok, kilka lamp w ozdobnych abaurach, ustawionych nisko, rzucao na dywany ciepe krgi wiata.
  Rada, wycignwszy nogi przed siebie, na wp lea w fotelu. Paliy si szmaragdem lampasy na jego szaserach. Cay blask niewielkiej lampy, osadzonej w miedzianym dzbanie, skupia si na lakierowanych sztybletach i na obrazie, ktry trzyma w wycignitych rkach podpity malarz.
  - Co to waciwie przedstawia? - rozwaa wzgardliwie rada. - Niczego nie mona si dopatrzy. Co to za ludzie? Dziecko by lepiej namalowao! Przecie pan skoczy szkoy, Ram Kanval, czy nie mgby pan wzi si do jakiej uczciwej pracy? Po co si okamywa, pan nie ma odrobiny talentu. Nie zapac panu przelotu do Parya. Wyrzucone pienidze. Jak pan bdzie chcia zacz prac u mnie albo u tecia - spostrzeg nadchodzcego Vidajaved - jestemy gotowi przyj pana na praktyk.
  - A mnie si ten obraz podoba - powiedzia przekornie Terey - ludzie dwigaj toboy na gowach, wracaj po dniu pracy w upale.
  - To dhobi znad rzeki, pracze z brudn bielizn - wyjania niecierpliwie malarz. - Obraz przedstawia trosk, jaowy trud...
  - I to ci si naprawd podoba? - dopytywaa si niedowierzajco Grace. - Powiesiby u siebie?
  - Oczywicie.
  - Smutne.
  - O to malarzowi chodzio.
  - Pracze, a c to za temat? - szydzi siwy Vidajaveda. - Widuj ich dosy u siebie w kuchni! Mam ich jeszcze oglda na cianie jadalni? Ani oczu, ani nosw, gowy jak toboki. To adne malarstwo. To w jednym kolorze, paskie, brako panu farby?
  - Chod - litociwie Grace pocigna ojca za sob. Istvan mia wraenie, e robi to dla niego. - Dzikuj panu, Ram Kanval, moe to i dobre, trzeba tylko przywykn.
  Podniosa obraz, ktry jej sucy z rk odebra.
  - Och, panna Grace jest bardzo kulturalna - powiedzia Kanval, nachylajc si do rady, jednak pochwaa zabrzmiaa dwuznacznie.
  Obawiajc si, by malarz nie urazi gospodarzy, Istvan powid go ku drzwiom do ogrodu.
  - Niech pan co zje, Ram, roznosz wietne pieroki...
  Malarz brn po pas w biaej strudze wiata, ktre dobyo jego chud, wysok posta, rada odprowadzi go wzrokiem i rzuci drwico:
  - Kombinator, chcia mnie nacign na bilet do Parya. Mwi tak przekonujco, e i mnie obdzieli swoj saw, a zadaem, by mi pokaza, jak maluje... Przecie to nieporadne, po prostu - nic.
  - Nie kama, wart jest poparcia. To nie kopista, ani fotograf, chce by sob. Jeeli wytrwa, bdzie sawny.
  - Po-cze-kam - cedzi rada askawie. - Ile on chce za te malowida?
  - Dwiecie rupii.
  - A ile mu naprawd daj?
  - Sto, sto dwadziecia...
  - I sprzedaje dwa na rok, jeden do jakiej ambasady albo amerykaskiemu turycie, drugi mu zakupuj z litoci na dorocznej wystawie. Sama cena wskazuje, e te obrazy nic nie s warte. Mam paru impresjonistw u siebie w Cannes, bo tego nie wolno z Francji wywie, agent paci po par tysicy funtw. To s malarze.
  - Byli - poprawi Istvan.
  - Tym lepiej. Nie obniaj ceny na rynku nowymi obrazami. Gdyby twj protegowany nie y, moe warto byoby zaryzykowa i kupi par pcien... Boy! - zawoa - nalej nam koniaku. Nie, nie tego. Z pkatej butelki, Larsena. Wszystkie stare francuskie koniaki maj oszukacze nalepki, ani jedna piwnica nie wytrzymaa naporu wojsk nioscych wyzwolenie. Ocala tylko koniak, ktry Szwedzi kupili przed trzydziestym dziewitym, wierz w Larsena, ponad czterdzieci lat leakowania, solidna firma.
  Boy zbliy si na klczkach, rozda baniaste kieliszki, przechyli butelk, zerkajc na uniesiony may palec rady, skinienie wystarczyo, by poderwa szyjk nie ronic kropli.
  Ogrzewali kieliszki ca doni, koysali lekko, patrzc z uznaniem, jak oleisty pyn cieka koronk po ciankach. Rada wsun misisty nos, wszy.
  - Co za aromat...
  Terey upi yczek, koniak rozla si po jzyku piekcym smakiem, potem oceni go podniebieniem, mia rne dna, szlachetny pyn, dla znawcw.
  - Jeszcze godzina tej udrki - ciko westchn rada rozchylajc uda. - Trzeba bdzie poegna goci. Ty, oczywicie, zostaniesz zobaczy tradycyjny obrzd? Teraz moemy wypi na konto moich przyszych obowizkw! Od pnocy ju ani kropli.
  - Tak ci pilno do Grace?
  - Gdybym chcia, dawno mgbym j mie - machn niedbale rk. - Mylaem o czym innym... Marz, eby zrzuci mundur. Dotknij - uj do Istvana i wsun pod czerwon bluz.
  Terey namaca wzdcie sprystego gorsetu.
  - Mwi, e jestem tgi, cho uprawiam sporty. Mam dobry apetyt, potrawy mi su; czy musz sobie odmawia? Jedni nie jedz, bo nie maj, a ja mam si godzi, gdy mnie sta na wszystko? Chudy rada to chory rada. Moje stanowisko wymaga, ebym wyglda okazalej. U nas mwi: gruby, bo ma wszystkiego w brd, gruby - to znaczy bogaty, a bogaty, bo umie robi pienidze, czyli mdry - logiczny cig. Chciabym ju wyzwoli si od tej gali, pofolgowa sobie w lunym dhoti.

  Temu niskiemu, tgawemu mczynie, o twarzy byszczcej od wypoconego alkoholu jak odlew z brzu, przyglda si Terey z rosnc niechci. Rada rozchyli ciemne wargi i dysza dawiony obcisym mundurem rotmistrza lansjerw gwardii prezydenckiej. Istvana dotkny sowa o Grace. Zmruy powieki, zerkn przez uniesiony kieliszek i twarz rady, rozdta jak w krzywym zwierciadle, wydaa mu si odraajca. ykn koniaku, pijc waciwie przeciw niemu. Jednak rada inaczej gest poj.
  - Dasz si lubi - klepn Tereya w kolano - umiesz przyjanie milcze. Rzadka zaleta u komunisty, bo wy stale musicie poucza, jakbycie nie trawili waszej wiedzy, czego si sami dowiecie, zaraz zwracacie bezwstydnie. No, nie gniewaj si, e tak mwi...
  Teraz ju sign po butelk i dola sobie.
  - Chcesz?
  Istvan zaprzeczy ruchem rki.
  - Dlaczego przyspieszye lub? - zapyta ostronie.
  - Pytasz dla siebie czy subowo? - ockn si rada. - Ju syszae o tej ustawie? Ona i wam utrudni ycie.
  Umilk z kieliszkiem opartym o warg.
  - Nie masz ochoty, to nie mw - Istvan wzruszy ramionami.
  - Koniec ze swobodnym transferem funtw za granic. O p roku wczeniej, ni przewidywano, ustawa wejdzie w ycie. Stary Vidajaveda od paru lat lokowa kapitay w tkalniach australijskich. Dziki wpywom w Partii Kongresowej mia przywileje, dosta specjalne zezwolenia. Moje kopalnie miedzi przejmuje pastwo. Cz odszkodowania, jakie mi rzd wypaca, chciabym powierzy teciowi. Godna rodzina. On pomaga Gandhiemu, razem siedzieli, to si liczy, warto o tym w por wspomnie kilku ministrom. Adwokaci obwchali nasz stan majtkowy, zawarowali interesy "obu wysokich stron" - zamia si. - W rodzinach odbyy si narady, rozwaano korzyci i pewne ryzyko, no, a maestwo jest jakby gwarancj dugotrwaego kredytu, jakiego udzielam teciowi. Musiaem si spieszy, nie chc, by mi tu zamrozili kapitay. Chyba szczegy ju ci nie obchodz...
  - A Grace? - krci kieliszkiem Terey, zotawy pyn obiega szko.
  - Ona jest dobr crk, rada familijna postanowia, to wystarczy. Mogaby si opiera, ale po co? Czy moe liczy na lepsz parti?
  - Kocha ciebie?
  - Tylko u was, w Europie, robi si z tego wielk spraw. Mio to wymys literatw, filmowcw i dziennikarzy, erujcych na skandalach maeskich, na podtrzymaniu tego mitu niele zarabiaj. U nas do maestwa podchodzi si serio, to moe by "big business", zwaszcza gdy w naszej sferze angauje si powane pienidze... Czy Grace mnie kocha? - powtrzy i nagle oywi si. - A dlaczego by nie miaa kocha? Jestem zamony, zdrowy, wyksztacony, zapewni jej dobrobyt i pozycj towarzysk, zostaje w gronie nie tylko grnych dziesiciu tysicy, ale tego tysica, ktry decyduje.
  Kocami palcw rozgniata krople potu na grnej wardze i brwiach, ociera o porcz fotela. Powieki mia prawie czarne, zna byo zmczenie i nadmiar alkoholu.
  - Czy musisz robi a tak kombinacj? - nachyli si Terey, czstujc go papierosem.
  Sucy czai si, niewidoczny w pmroku, podskoczy z ogniem. Zapalili. ciszona muzyka skomlia za szeroko otwartymi drzwiami werandy.
  - Wy mnie do tego zmuszacie. No, moe nie ty - uwalnia Tereya od wspwiny - jednak atwiej nam przyszo usun std Anglikw ni opanowa to, cocie rozkolebali... Mamicie ludzi rajem na ziemi. To wasza przewaga i sabo. Wprawdzie stale termin szczliwoci przesuwacie za ktr tam piciolatk, ale ludzie jeszcze wierz... Pierwszy etap na pewno do was naley: odbiera bogatym i dawa biednym, tylko e tego na dugo nie starcza i bieda robi si dotkliwa, bo zbuntowani zasmakowali w odmianie, krzycz, domagaj si, pr...
  ... Mnie te zabrano ziemi. No, nie wszystko, jeszcze starczy. Rzd wypaca mi doywotni rent, rocznie wcale adn sumk w funtach. Co z tym trzeba zrobi. Bywaj interesy ryzykowne, ale daj szybki zysk i atwe s do zwinicia. Choby lotnicza spka transportowa "Ikar". Samoloty mamy z demobilu, Dacoty, w niezym jeszcze stanie. Kupujemy na licytacji. Ju moja gowa, eby nie dopuszczono konkurentw, tylko zaufanych ludzi. Pienidz musi pracowa, kada rupia ma si potroi - kiwa z namaszczeniem gow. Umilk, chwil jakby drzema, i nagle ocknwszy si z oywieniem cign dalej. - O moje maestwo nie pytaem astrologw, tylko ekonomistw, prawnikw, tych, co znaj midzynarodowe rynki, koniunktury na mied i wen, rozmawiaem z politykami, nie z tymi od reprezentacji, ale od steru... Z caej Azji mamy sygnay - odwrt, oporny, bo go mona dziaaniem opnia i przej, jak w komunikatach wojennych "na z gry upatrzone pozycje", ale spychanie nas trwa. Jestem czowiekiem nowoczesnym. Musz z tego wycign wnioski. Ja si nie zadowol wyprzeda rodzinnych klejnotw. - Pochyli si i dmuchn smug dymu. - Prowadz dostatecznie rozlege operacje finansowe, eby, jeli jeden interes wemie w eb, na piciu innych odbi straty z nadwyk: maestwo uwaam za jeden z najlepszych.
  Byy w tych rozwaaniach nawroty dokuczliwych lkw, rada musia si przed kim wygada, Tereya uwaa za nieszkodliwego poet, a troch i przyjaciela, mwi szczerzej ni do rodaka, nie czu skrpowania.
  Gocie ju zaczli wychodzi parami, chykiem, unikajc poegna. Byskay w niskim wietle lamp lakierki mczyzn i srebrne sandaki kobiet.
  Z werandy dolatywa huk wystrzaw i gosy pene zachwytu, zaczto puszcza sztuczne ognie.
  - Nie liczysz si z rewolucj?
  - Nie w Indiach. Na dugo mamy spokj zapewniony. Suchaj, Istvan, czy Wgrzy to dobrzy onierze? Tacy jak Niemcy?
  Dotkno go to przypomnienie, jednak odpowiedzia rzeczowo:
  - Raczej tak. Bitna armia, tylko e jestemy maym narodem. Trzeba o tym pamita.
  - Rozumiem, my samych sadhu mamy wicej. U nas dziesi milionw witobliwych snuje si po drogach w poszukiwaniu wiecznej prawdy, ale chodz w pojedynk i to nas ratuje. A wam narzucono komunizm.
  - A przykad Chin, dosownie o miedz? - judzi.
  - adna mi miedza, Himalaje. Wepchali si tam i z gry do nas zagldaj. Tu ich nie lubi, lud mwi o Chiczykach: trupojady, bo jedz miso.
  - Ju oni by wam zorganizowali ycie, nauczyli pracowa.
  - Obejdzie si! Ja rozumiem, e biedni gromad zawsze zdawi bogatego, niewiele ryzykuj, nie ceni ycia. A bogaty nie lubi nadstawia karku ani naraa majtku... Rewolucj atwo szczepi w biednych narodach, we Rosjan, we Chiczykw.
  - W Indiach ndzarzy nie brak.
  - A wanie, ndzarzy... Za sabi, eby unie nie tylko karabin, ale i kamie. Dumni s z wasnej bezsiy. Pomyl, nas jest czterysta milionw, mrowie, podbijano nas, a mymy zdobywcw wchaniali i dalej zostawali sob. Nie, tu bdzie dugo jeszcze spokj...
  Z parku dolatywao trzaskanie rakiet, sypay festonami iskier pkajce pociski. Gwizd wzlatujcych fajerwerkw drani Istvana, przypomina wojn.
  - Chodmy - zaproponowa, odstawiajc kieliszek - warto przyjrze si iluminacji.
  - Zostaw mnie w spokoju - opdza si rada - id sam. Ja dokadnie wiem, co tam poka, podpisywaem rachunek.
  Siedzia z gow wspart na doni, z obu kolanami wcignitymi na fotel, przypomina rozpieszczonego jedynaka, ktrego w por nie pooono spa i teraz ma uraz do caego wiata.
  Terey stan w drzwiach. Uderzya go gboka ciemno, wyczono kable, pogasy reflektory i wiece rnobarwnych arwek. Gocie, zbici ciasno, z zadartymi gowami, przygldali si temu, co si dziao na wysokociach. Krzyoway si tam wietliste szarfy, uki zieleni, jakby piercieniem ze szmaragdu mign, rozkwitay chryzantemy ognia i agodnie ciekay. Wtedy wzbijay si gwiazdy cikie od zota, rway wzrok, a tamte kwiaty ogniste niepostrzeenie omdlewajc gasy, wchaniane przez noc.
  Ogrodzony sznurem trawnik, gdzie wystawiano lubne podarki, zagarn pirotechnik, Chiczyk. Dwaj pomocnicy wbijali w muraw bambusowe prty z grotami, penymi stonej mocy. Mistrz magiczn laseczk, zakoczon czerwonym pomykiem, pobudza lonty do iskrzenia. W ostrym gwidzie, od ktrego cierpa skra, pociski pene gwiazd szyboway w niebo, poprute byskawicami kolorw.
  Istvan pali papierosa oparty o framug.
  Ciepa do dotkna jego plecw, by pewny, e to rada wyruszy do goci. Wodzi oczami za wzlatujc gwiazd, kiedy owion go znajomy zapach perfum. Odwrci si gwatownie, za nim staa Grace.
  - Jeszcze par godzin, Istvan, i przestan by sob... - skarya si po cichu. - Naby mnie jak sprzt domowy. Nikt mnie nie zapyta o zdanie, po prostu oznajmiono mi, e tak ma by.
  - Przecie od roku wiedziaa, o co zabiega.
  - Nie mylaam, e to nastpi tak prdko. Bd ju tylko Hindusk - powiedziaa z niepojt dla niego rozpacz.
  - Angielka si w tobie szamoce - pogadzi jej rk, palce zacisny si same.
  - Angielka we mnie umiera - szepna.
  - Chciaa tego...
  - Chciaam by z tob, tylko z tob.
  Patki chybotliwych blaskw spyway po jej twarzy, zapaay iskrami w renicach. Ogarn go z naga al, e oto mu si wymyka, bdzie niedostpna, odgrodzona maestwem, czujnoci pomnoonej rodziny, ledzona przez sub.
  - Przecie nie moga wyj za mnie.
  - Nigdy nie wspomniae o maestwie nawet artem.
  Uchwycia go za rk z niespodziewan si.
  - Nie mwiono ci o przeznaczeniu? - zapytaa.
  - Wygodnie spycha wszystko na los.
  - A ja ci przekonam, e on istnieje. Chod. Mieje i ty odwag, bo ja j mam.
  Milcza, czu dla niej tkliwo. Musiaa to poj, odwrcia si pomau i sza skrajem ciemnoci przez hall ku schodom wiodcym w gb domu na pitro.
  Postpi za ni krok. Bya ju po drugiej stronie rozlegej sali, gdzie w fotelu, z podkulonymi nogami, drzema rada. Istvan przypomnia sobie jego przechwaki, wrcia gniewna niech. Grace staa ju na stopniach, z jedn rk wspart na porczy, przyzywaa go. Biaa sakiewka, ktr miaa u przegubu, koysaa si jak wahado, mierzc czas. Istvan zdecydowanym krokiem przeszed sal i przypad do dziewczyny. Wstpowali po schodach ju razem, jakby wszystko z dawna zostao przewidziane.
  Dom opustosza, gocie i suba wylegli do parku podziwia cuda ogniste. Guche echo oddawao huki pkajcych rakiet. Szli w milczeniu, szybko.
  Stanli przed ciemnymi drzwiami.
  - Gdzie mnie prowadzisz?
  - Tutaj - powiedziaa schylona wyuskujc kluczyk z sakiewki.
  We wntrzu palia si jedna tylko lampa, podobna do kwiatu na wysokiej odydze. Na stoach i kanapach pitrzyy si puda kunsztownie zwizane wstkami, sterty poskadanej wyprawowej bielizny i jedwabnych sari zoone na pododze.
  - Tu s podarki, ktre otrzymaam... Ten wezm sobie sama.
  wiadomy, czym ona ryzykuje od chwili, gdy usysza trzask zamka, garn si do niej, ju byo mu wszystko jedno. Jeli ich tu zastan, nie bdzie tumacze.
  - A tamte drugie?
  - Nie bj si, drzwi do mojej gotowalni. Te zamknite - szeptaa, tulc wargi do jego szyi.
  Zanurzy usta w pachnce wosy, zwisa mu w ramionach. Osuwaa si po nim, uklka. Szeptaa tkliwie:
  - Mj najdroszy, jedyny, mj mu...
  Oczy jej szeroko otwarte patrzyy bezbronnie.
  - Ty oszalaa - zary palce w jej wosach, potrzsn za gow.
  - Tak, tak - potwierdzia arliwie, przywierajc do niego, suknia jej podwina si, cignita niecierpliw rk, zobaczy smuke, niade uda. Bya pod spodem naga.
  - Masz mnie - tchna mu w oczy.
  Pochyli si nad ni, widzia jej biodra zotawe, ciemny kdzierzawy trjkt. Jak fala wbiegajca na brzeg sza naprzeciw, uderzaa o niego niecierpliwie. Z gniewn rozkosz wdar si, oplota go mocno nogami, chona w siebie, braa w niewol, zaciskaa gorce pta. Czu jej wntrze palce i liskie. Oddawaa mu si z rozpaczliw arliwoci. A szarpn si, odepchn, uskakujc.
  Leaa z rozchylonymi ustami, odsoniwszy zby jak w grymasie blu. Rce skrzyowaa na piersi obronnym gestem, zwieraa pici.
  - Co ci, kochanie?
  - Nic, nic... Nie patrz - odchylaa gow i z jkiem wyamywaa palce. Wosy jej si rozploty, ciemne, pezay szerokim krgiem, drobna twarz zdawaa si w nich ton. Nogi rozrzucone, otwarte, niby brama wywaona przez napastnika.
  Widzia, jak dygocze, ono jej pulsowao. Wreszcie oczy jej spotkay si z oczami Istvana, wpatrywaa si w napiciu.
  Gadzi j, ucisza, agodzi.
  Wielkie zy staczay si po rozpalonych policzkach. Wracaa jej przytomno i rozwaga. Widzc, e nad ni klczy, podaa mu skraj szerokiej, pienistej, koronkowej spdnicy.
  - Ju mi nie bdzie potrzebna.
  Ociera si sukni weseln, niejasno pojmowa, e za t chwil wciekego podania jeszcze mu przyjdzie zapaci, serce kurczyo si gwatownie, ognie zgasy, czu tylko wstyd i niepokj. I roso pragnienie ucieczki. Chcia std znikn, obudzi si jak ze snu.
  Nagle posyszeli grzmoty braw. To gocie dzikowali Chiczykowi za pokaz. Gwar rozmw, odgosy stpa po pytach przybieray na sile. Niespodzianie za oknami zapaliy si reflektory, owietlajc ciany paacu. Blask uderzy jak pici w okiennice, bluzn do wntrza, poci nagie uda tymi pasmami.
  Grace zerwaa si, zgarna rk wosy.
  - Wyjd - prosia. - Uciekaj.
  - Kiedy ci zobacz?
  - Nigdy. - Wiedzia, co ma na myli. - Za godzin wypowiem sowa przysigi... I dotrzymam. Hinduska nie zdradza ma.
  Wywina mu si z ramion.
  - Id, ju id - popychaa w stron drzwi.
  Przekrcia klucz i wyjrzaa.
  - Teraz - musna kocami palcw, jakby przepraszajc, i ju drzwi si zatrzasny.
  Oszoomiony zstpowa do hallu. Fotel rady by pusty. Nala du whisky i wrzuci par kostek lodu. Nie czekajc, a si ozibi, pocign haust.
  Coraz wicej goci gromadzio si przy barze, potrcali go, napierali, a tak chcia by sam, zupenie sam. Lka si, czy nie przygldaj mu si zbyt natarczywie. Koyszc szklank podszed do wysokiego lustra, nie widzia wyranie swego odbicia, ale si uspokoi.
  - Szalona - szepn z podziwem, w przypywie nagej wdzicznoci. - Biedna.
  - Czy to, co pan widzi w lustrze, jest ciekawsze od tego, co tu si dzieje? - posysza za sob gos doktora Kapura.
  - Nie - powiedzia z naciskiem - chciaem tylko siebie zobaczy... A moe mi pan powry, doktorze? - wyzywajco podtyka mu otwart do.
  Kapur uj j, jakby badajc, czy jest z do opornej materii; nie spojrzawszy w linie mwi:
  - Szczliwcze, nawet twoje bdy obracaj ci si na korzy. Co powinno ci zgubi, obdarowuje nad miar... Kara ci wymierzona bdzie ocaleniem - pyny sowa z nieprzyjemn atwoci zawodowego chiromanty. - Panna Vidajaveda...
  Terey wzdrygn si, szarpn rk. I nagle poj, e to ju nie wrba, tylko naprawd ze schodw zstpowaa Grace, przysonita czerwonym welonem, w otoczeniu dwch starych Hindusek, jak pod stra.
  Nie odpowiadaa na ukony europejskich goci, ktrzy ju zaczynali opuszcza paac, drobnym krokiem suna jak lunatyczka. Kiedy zanurzya si w jarzce wiata, pochwyci ciemnawy owal jej twarzy, zarys brwi i plamy opuszczonych powiek. Zabolao go jej wywyszenie i skupiona powaga. Nalea do przeszoci, ktra jest ju poza ni, raz na zawsze zamknita.
  Naprzeciw wyszed rada w bieli i zocie. W ciszy sycha byo szuranie jego pantofli o czubkach zadartych jak ksiyc na nowiu. Modzi oddali sobie pokon, rada ruszy pierwszy ku baldachimowi z uwieszonymi pkami bananw, ona sza za nim potulnie, o trzy kroki, jak na on przystao. Usiedli ze skrzyowanymi nogami na skrzanych poduszkach.
  Teraz wystpili kapani i piewnie recytowali wersety, wzywali goci na wiadkw, e obecna tu para zgodnie, dobrowolnie przysiga sobie dozgonn wierno, dokonujc aktu zalubin.
  Nieprawda, nieprawda - powtarza sobie - przecie ona... Jednak na dnie tkwia gorzka pewno, e przesta si liczy. To bya ju inna kobieta, kobieta, ktrej nie zna.
  Obrzd toczy si pomau. Wygasaa ciekawo, gocie pozasiadali na murawie, mczyni i kobiety osobno, snuy si pgosem rozmowy, ktrych nie rozumia. Odczu, e zwraca uwag, razi wieczorowym strojem, by ju jedynym Europejczykiem, ktry pozosta, przekraczajc godzin wyznaczon na zoconych kartach zaproszenia.
  Nagle po drugiej stronie krgu szepczcych kobiet dostrzeg miedziany hem gadko zaczesanych wosw, podawano wanie krzeso pannie Ward, przypuszczajc, e nie potrafi dugo w kucki wysiedzie. Patrzya w jego stron, wic unis rk i da jej znak doni. Odpowiedziaa skinieniem gowy.
  Ceremonia wloka si ospale.
  Grace pod czerwonym welonem byskaa klejnotami, nieruchoma, zamknita. Rada opuci na kolana pulchne donie, przymkn obrzke powieki, wiecce, jakby je natar oliw, zdawa si drzema. Bya senno w powietrzu, wiata przygasy, jak przytumione niebieskawym pyem, ktry sypa si niepostrzeenie. Nosowy gos bramina wznosi si i urywa nagle, by znw powrci wsparty mruczeniem akolitw.
  Terey nachyli si do siedzcego obok doktora Kapura, ktry podsuwa mu otwart zot papieronic. Palili ukradkiem, jak sztubacy, wydmuchujc dym w rne strony i rozganiajc doni dla niepoznaki.
  Tak zamyka si sprawa, rozwaa. Przynajmniej jedno z nas powinno byo mie troch rozsdku. Grace... Ona jest bezbronna, osaczona. Ale ja? Wyobrazi sobie plotki szeptane na ucho, skutki skandalu obnoszonego szeroko, przewrotne wspczucie kolegw i bezradny gest rozoonych rk ambasadora - "rozumiecie, towarzyszu radco, trzeba po cichutku znikn, ju wysaem do Budapesztu szyfrwk, w ktrej prosicie o natychmiastowe odwoanie. Oczywicie podpisaem was, bo nie chciaem szkodzi. Rozumiem, wypilicie, adna dziewczyna, upa, ponioso was... Szkoda tak koczy karier".
  Noc si obniya i zgstniaa, wierszcze podzwaniay w trawach, jakby przycigane wiatami. Sysza dalekie gosy przejedajcych aut, rozdraniony pisk hamulcw i niecierpliwe klaksony. Przed paacem drzemay jeszcze stada wozw.
  Nikt nas nie widzia - pomyla z ogromn ulg. Gardzi sob za to tchrzliwe zadowolenie, ktrym odegnywa si od Grace.
  Z kuchni wynoszono na olbrzymich tacach mnstwo szklaneczek z lemoniad. Sucy przyklka podsuwajc je siedzcym na murawie.
  Kapur poda jedn Tereyowi. Sprbowa yk i zaraz odstawi, w ustach zosta mdy smak syropu trzcinowego, lepka sodycz i kosmaty listek mity.
  Spojrza w stron panny Ward, ju bya po tym dowiadczeniu, bo zmarszczya nos i wzdrygna si z obrzydzeniem.
  - Czy pan chce, ebym dalej mwi? - zacz doktor, przygadzajc brod zwinit ciasno i podwizan tasiemk - co los przeznaczy panu, co w liniach wyry?
  - Dzikuj...
  - Tego jednego nie wolno robi, bo to przywouje zmiany.
  - Boj si, e ju whisky przez pana przemawia, nie intuicja.
  - Jeeli chc, alkohol na mnie nie dziaa - upiera si Sikh. - Robi taki znak - zarysowa zygzak w powietrzu nad szklank - i mog wypi nawet trucizn.
  - Jednak tej lemoniady naprawd bym nie radzi.
  Pierwszy krg wiadkw obrzdu siedzia sztywno, ale po brzegach ciby ju wstawano. Mczyni przecigali si, odchodzili niedaleko w krzewy i po chwili wracali, poprawiajc szaty.
  Terey podszed do panny Ward, rwnie jak on obcej w tym tumie.
  - Podobaj si pani zalubiny?
  - Za dugo to trwa. I dziwnie smutny obrzd - zastanowia si. - Nic jeszcze nie zapowiada koca... Chyba si wymkn.
  - Gdzie pani mieszka?
  - Tu, chciaam w hotelu, ale uparli si, ebym u nich zostaa.
  - Nic wicej nie bdzie si dziao. Bramin wygasza nauki, udziela bogosawiestw modej parze.
  - A pan zostaje?
  - Nie, take uciekam.
  Odchodzili. Nie prbowano ich zatrzyma, nikt ich nie egna.
  Na modoecw pada cie kapana, krg potrjny siedzcych biela w rozproszonym wietle, ciemne gowy giny na tle zieleni, wygldali jak toboy bielizny, powizane niedbale, rzucone na trawie, obraz ze zego snu.
  - Pani pierwszy raz w Indiach?
  - Tak, przyjechaam do orodka U$N$E$S$C$O. Jestem lekarzem okulist...
  - Najlepsze miejsce na praktyk - rozleg si tu za nimi gos Kapura - nawet, jak pani tu wydubie pacjentowi oko, bdzie bogosawi, bo nareszcie kto si nim zaj.
  - Pan jest lekarzem? - achna si.
  - Z tego yj, nie sta mnie na filantropi. Lecz tych, ktrzy pac. Im wicej dam, tym bardziej wierz w skuteczno porad i mnie, i swoje zdrowie wyej ceni.
  - A biedni?
  - Zostaj do pani dyspozycji - rozoy rce dwornie.
  - Moe pani eksperymentowa... Z nimi jednak trzeba twardo, trzyma hoot na dystans. Radzibym zacz od zaangaowania dwch mocnych czokidarw, eby robili porzdek, inaczej ta ndza oblezie pani jak wszy.
  Pod domem zacz si tumult, usyszeli brzk tuczonych szklanek. Nagle w drzwiach werandy ukaza si Ram Kanval podtrzymywany przez sucego.
  - Pu mnie - prbowa go strzsn - sam pjd... O, pan radca! - zawoa ucieszony jakby bra Tereya na wiadka. - Postawiem pust szklank, a on przechyli ca tac i wszystko poleciao.
  - Gdzie si szko tucze, tam spieszy pomylno. Dobry znak - kiwa gow Kapur. - U nas pannie modej rzuca si pod nogi gliniane garnki, kruszy o prg domu skorupy... eby tylko przywoa szczcie.
  agodnie, ale stanowczo sucy pcha przed sob chudego malarza, mwic co w hindi.
  - Pora ju spa, powinien i do domu - przetumaczy doktor.
  - Dobra rada - przysta Terey - nie czekajmy, a zaczn nas wyprasza... Dobranoc, miss Ward.
  Podaa mu rk, ktr odruchowo podnis do ust, i wtedy poczu warty w skr zapach rodkw dezynfekcyjnych. Od razu poj: Uwaga, Kapur ma dobry wch, a nie zdolnoci wrbiarskie.
  - Zobaczymy si jeszcze, Indie tylko na pozr s takie wielkie.
  - Bdzie mi bardzo mio - odpowiedziaa gadko.
  Uj pod rami malarza, skin uniesion doni doktorowi i wyszli przed paac. Znowu bluzn aromat podzwrotnikowej nocy. Byo pusto. Wielkie my z furkotem opisyway niestrudzenie semki wok lamp.
  Kierowcy spali w wygaszonych autach, dwignwszy chude nogi na oparcie. Inni siedzieli w otwartych wozach i palc papierosy obgadywali swoich pastwa.
  - Ja mam do pana wielk prob - zacz malarz. Wdka omielaa go, robi si natarczywy, przystawa co chwila. - Nie mog z pustymi rkami wraca do domu... Niech mi pan poyczy dwadziecia rupii.
  - Nawet czterdzieci - przysta atwo Terey.
  - Jak tylko sprzedam jaki obraz, zwrc, przysigam.
  Auto byo puste. Radca nacisn klakson, obcy, mechaniczny dwik obudzi szoferw. Podchodzili ziewajc bezwstydnie, wreszcie zjawi si przywoany Kriszan.
  - Rada niby wielki pan, a nam ryu wydzielono niby wrblom - pokaza paski jak deska brzuch. - Pusto, a kruczy...
  Wyprowadzi wz na drog, wiata rozbryzgiway si o pnie drzew. Gnali, teraz ju Terey nie prbowa go hamowa. Chcia jak najszybciej by sam.
  Zacina w reflektorach deszcz owadw.
  Gdy zajechali pod dom, czokidar wsta z werandy; przy blasku arwki, wiszcej w oplotach zieleni pod sufitem, stary wiarus robi na drutach wenian skarpetk.
  - Wszystko w porzdku - meldowa stukajc o ziemi bambusow pak jak kolb karabinu.
  - Kriszan, odwieziesz pana na Stare Delhi.
  - Dobrze, sab.
  Malarz wylewnie si egna doni lepk od trzcinowego syropu
  Istvan czeka, a wz odjedzie. Tego wymagaa grzeczno. Na suficie werandy, koo arwki, przywaroway biaawe jaszczurki, miay tam wietne owisko. Przechodzc, zawsze zadziera gow i patrzy podejrzliwie, czy mu ktra na kark nie spadnie. Jednak trzymay si mocno.
  - Dobranoc, sab - wypry si wartownik.
  - Dobranoc.
  Drugie "dobranoc" byo niepotrzebne. Jemu mieli dobrze yczy, on powinien to przyjmowa i milcze, tak wymaga obyczaj. Zamykajc drzwi dostrzeg wiata swego wozu.
  Ju wraca, nie chciao mu si odwozi starego Hindusa i wysadzi go na ssiednim rogu. Jednak nie mia siy, eby przywoa kierowc i natrze mu uszu. Zreszt wiedzia, jak si Kriszan bdzie tumaczy: on sam nie chcia dalej, on lubi chodzi, ciepa, dobra noc, szkoda wozu dla niego, gna taki szmat drogi... Niech si przespaceruje, szybciej wytrzewieje.

II.

  Maszyna chodzca powietrze szumiaa miarowo. Terey siedzia za biurkiem zawalonym stertami tygodnikw i papierw. Nieporzdek przypomina mu redakcj w Budapeszcie, gdzie na stole z trudem mg zmieci maszyn do pisania, ora ni zway drukarskiego miecia, a z dou dolatywa podobny do odgosw gradu, bijcego w blachy parapetu, szczk linotypw. Wpadali chopcy w wyszmelcowanych do poysku fartuchach i rzucali na biurko wilgotne pasy korekt, ostro pachnce farb. Wcieky, e mu przeszkadzaj w pisaniu, strca je na podog. Wybity z toku mylenia, zrywa si, pali papierosy i depta po zmitych pachtach papieru, by za chwil podnie je i rozpostarszy czyta sprawnym, czujnym redaktorskim okiem.
  Nie lubi, gdy mu sprztaczka robia porzdki, doskonale si orientowa, gdzie pooy artykuy do oceny, czyj fotografi ukry w grubym sowniku. I w Delhi prbowa przeszczepi te obyczaje. W tym jego pojcie o pracy zbiegao si z upodobaniami ambasadora, ktry twierdzi, e na puste biurko tylko on jeden moe sobie pozwoli.
  Bez pukania uchyliy si drzwi i wsuna agodna twarz Judyty Kele.
  Uda, e jej nie widzi, zajty podziwianiem ysej gowy dostojnika na portrecie, wic zastukaa owkiem w odrzwia.
  - Budz ci, Istvan.
  - Latasz cichcem jak na miotle... Wejd. Co si stao?
  - al mi ciebie. Chyba zginiesz modo i niesawnie. Nadzwyczajny i penomocny ciebie wzywa.
  Podnis si opieszale.
  - Moe troch poczeka, wpuciam do niego jakiego Hindusa.
  Istvan lubi sekretark ambasadora, bya ciepa i koleeska. Czuwanie na progu Starego dawao jej przywileje: liczyli si z jej uwagami, szeptano po ktach, e miewa poufne zlecenia, nawietla sprawy i opiniuje pracownikw. Kiedy j wprost o to zapyta. Odpowiedziaa:
  - Zaszkodziam ci? Nie? To sied cicho i nie wtrcaj si w nie swoje rzeczy. Ja w kadym razie nie bd tych plotek prostowaa, lepiej, e si mnie boj.
  Poklepaa go teraz przyjanie, jak konia, nim ruszy na przeszkod.
  - Trzymaj si...
  - Jest a tak le? - przechyli gow zdziwiony.
  Wsta, zgarn dwa dokumenty do papierowej teczki, przy okazji chcia uzyska zgod Kolomana Bajcsyego na wywietlenie filmu o komunach ryowych znad Dunaju. Zreszt Stary lubi, kiedy go o rad pytano, czu si wtedy wany, niezbdny.
  Ambasador przywita radc dwignwszy opasy podbrdek. Rosy, cikawy, z maymi oczkami i rzadkimi, siwiejcymi wosami, ktre mu si nieco stroszyy na przedziaku, sprawia wraenie mocnego czowieka. Kiedy, w przystpie szczeroci, tumaczy Tereyowi, dlaczego z kierownictwa wielkimi zakadami im. Stalina przeszed do dyplomacji, wyzna szczerze:
  - Jestem czowiekiem twardej rki, a miaem ich wicej ni moje dwie, wasne, wic trzeba byo zej troch ludziom z oczu... Sami wiecie, e u nas nie wystarczy krzykn, eby zaprzg ruszy, trzeba sign i po bat.
  Na placwce usiowa pozyska pracownikw, okaza im niekiedy ojcowsk trosk, wypytywa o zdrowie on i dzieci. Tereyowi parokrotnie obiecywa, e mu sprowadzi rodzin, ale wydanie paszportw jako si opniao. Ilona nie napieraa, obaj chopcy zaczli nauk, a w New Delhi oczywicie nie byo szkoy wgierskiej. Angielskiego nie znali; nim by si poduczyli, ju byaby pora wyjeda, zwaszcza e stale przebkiwano o zmianach i kurierw czekano troch jak katastrofy.
  - Siadajcie, towarzyszu - wskaza miejsce przy stoliku, gdzie ju kuli si chuderlawy Hindus, w okularach, z kop tustych wosw, ktre nosiy wyrany lad grzebienia. - To nasz radca od spraw kultury, z nim ju reszt bdzie pan zaatwia.
  Terey ucisn zimn do o dugich palcach z plamami fioletowego atramentu, obaj nie dali pozna, e ju nie jedn odbyli rozmow. Radca nie uwaa za potrzebne powiadomi o zamysach Hindusa nie tylko ministerstwa, ale nawet ambasadora, tak wydaway mu si bezsensowne.
  - Pan Daj Motal jest znanym literatem i chce napisa o nas ksik, eby pokaza Hindusom nowe, ludowe Wgry, nasze osignicia, zdobycze socjalne... Wprawdzie ju zapozna si z naszymi broszurami, ale to mu nie wystarcza, chciaby przeprowadzi wywiady z dostojnikami, przyjrze si naszemu yciu z bliska. Wemiecie od niego dane i trzeba wysa szyfrwk do ministerstwa, ustali, na jakich warunkach mog go przyj...
  Mwi w sposb namaszczony, pochyli gow w stron Hindusa, ten rwnie si odkoni, czujc blisk wygran.
  - Jak pan sobie wyobraa pobyt, co by pan chcia zwiedzi?
  - Chciabym napisa grub ksik, wic musiabym po Wgrzech podrowa ze trzy miesice. Chyba sfinansujecie zwiedzenie kraju, hotele, utrzymanie...
  - A droga?
  - Przelot Air India do Pragi byby najprostszy. Jeeli okazaoby si to za kosztowne, mgbym wraca przez Polsk i N$R$D, rozpytaem si w ambasadach, rwnie obiecano pomoc...
  - Czy pan o nich te chce pisa grube ksiki? - spyta agodnie Terey.
  - Jeeli robi tak dalek wypraw, wydaje mi si, e mgbym za jednym zachodem - przekrci donie gestem tancerki. - Oni gotowi mnie przyj, ale uzaleniaj od opacenia biletu.
  - W jakim jzyku pan pisze?
  - W malajalan. Zbiegem z Cejlonu... Byem za przyczeniem go do Indii.
  - Ile pan ksiek napisa? - docieka radca.
  - Trzy, niedue...
  - Jaki nakad?
  - One nie wyszy drukiem, trudno u nas znale wydawc, zreszt musiaem ucieka, byem przeladowany. Anglicy mnie chcieli uwizi.
  Ambasador sucha w skupieniu i spyta:
  - Z czego pan si utrzymywa, chyba nie z literatury?
  - Do tecia nalea myn ryowy, prcz tego poyczalimy pienidze na godziwy procent...
  - Wierzyciele nie oddawali?
  - Musieli - umiechn si nad naiwnoci radcy. - Bralimy biuteri pod zastaw, w kantorze stay opiecztowane skrzynki z wadiami.
  - Wic waciwie nic pan nie drukowa? - radca wrci z uporem do tematu.
  - Duo drukowaem - wskaza na poke wycinki z gazet, starannie przyklejone do tekturek, sfatygowane od czstego pokazywania, ze ladami tustych palcw, podobne do kart, jakich szulerzy uywaj na jarmarkach. - Tu artyku o Polsce, ten o Czechosowacji, a ten o was, drukowane po angielsku, moecie sprawdzi, jak serdecznie o Wgrzech pisz.
  Radca nachyli si i bez trudu pozna cae zwroty zaczerpnite z broszurki o nowym szkolnictwie na Wgrzech, rozdawanej w czasie zjazdu U$N$E$S$C$O.
  - Jak pan sobie wyobraa popularyzacj Wgier w Indiach, kto t ksik wyda?
  - Mona j wyda bez ryzyka w Madrasie, nakad tysic egzemplarzy. Poniewa ambasada bdzie je rozsyaa, chyba z gry zakupi osiemset sztuk i zapaci mi honorarium? Wtedy atwo znajd wydawc, no bo niczym nie ryzykuje.
  - Ilu mwi jzykiem malajalan? - zainteresowa si ambasador.
  - No, kilkanacie milionw. Mamy wspania literatur. Wielkich poetw, historia siga dwch tysicy lat.
  - Czy nie lepiej wyda w jzyku angielskim, wtedy inteligencja caych Indii... - zastanawia si radca.
  - Mog napisa i po angielsku - zgodzi si szybko.
  - Ncca propozycja - stuka papierosem o brzeg popielniczki ambasador. - Ile wynosioby paskie honorarium?
  - Dwie rupie - zawaha si wpatrzony czujnie w cik nalan twarz Bajcsyego - no, ptorej od sprzedanego tomu...
  - Wlicza pan i te egzemplarze, ktre wziaby ambasada?
  - Oczywicie.
  - Musimy uzyska zgod ministerstwa - stwierdzi ambasador - sdz jednak, e nie bdzie oporw.
  - Wic pojad? Kiedy to mogoby nastpi?
  - Objazd kraju musi by zaplanowany, potrzebny bdzie tumacz lub moe lepiej tumaczka - umiechn si ambasador. - Kobiety w te zajcia wkadaj wicej serca... Niech si pan do nas zgosi za miesic, moe ju bdziemy wiedzieli co konkretnego. Dzikuj za gotowo do wsppracy.
  Mody czowiek chcia jeszcze co powiedzie, ale i radca ju wsta, wycigajc rk, ceremonialnie odprowadzi go do sekretariatu, wymienili znaczce mrugnicie z Judyt, ktra pisaa na maszynie.
  Pisarz z Cejlonu nie da si jednak spawi i zebrawszy odwag poprosi Tereya o pudeko wgierskich papierosw, bo jego crka jest kolekcjonerk, modne hobby...
  - Masz tutaj - podsuna Judyta. - We moje, prawie puste...
  - Nie, askawa pani - obruszy si Daj Motal - musi by nie uszkodzone opakowanie... Tak jak przy znaczkach pocztowych urwany zbek i ju najcenniejszy okaz jest mieciem.
  - Dobrze, zaraz panu dam - signa do szuflady. - A moe chce pan rne? Dam panu kilka gatunkw papierosw.
  - Pani mnie rozumie, co za rado bdzie dla dziecka - upycha pudeka po kieszeniach. - Inne dziewczynki bd jej zazdroci.
  W hallu zapyta jeszcze, czy moe wzi kilka ilustrowanych publikacji, wyoonych na stoliku, chciaby zgromadzi materiay o Wgrzech, wic Terey kaza wonemu przygotowa plik czasopism.
  Ju mu si wydawao, e poegna petenta ostatecznie, kiedy Motal zawrci z fali gorca, bijcego z otwartych drzwi wejciowych i spyta uraony:
  - Chyba mnie odelecie autem na Connaught Place? Tak zawsze robi w rosyjskiej ambasadzie. Ja od nich dostaem cay koszyk rnych konserw i win na wito Divali, ona moja szal, a crka wielk kaset rnych papierosw; pamitali o caej rodzinie. Bardzo lubi Rosjan, to wielki nard. I was te lubi, niech pan bdzie tak grzeczny i postara si o samochd...
  Radca wezwa Kriszana, eby odwiz Hindusa.
  Upa by dojmujcy, biae wiato kado si ciarem na barki, nawet wrciwszy do ciemnego wntrza ambasady czu rozgrzany materia marynarki na plecach, jakby si wspar o kafle pieca.
  - Do przerwy 1:0 - szepn Judycie - trzymaj palce...
  Zastuka do drzwi, wszed usyszawszy przyjazny pomruk. Ambasador popatrzy na niego okiem rozjuszonego byka, rozmawia z kim przez telefon. Chyba z domem, bo po wgiersku. Wreszcie troskliwie opuci suchawk, jakby si ba j rozgnie cik rk.
  - C jeszcze powiecie, radco? - zacz wytrzymujc go dugim milczeniem. - On si przyszed poskary, e go zwodzicie.
  Terey sucha spokojnie, nie spieszc si z obron, wybiera papierosa, osadza w kocianej lufce.
  - Czy mona?
  - Ale oczywicie, palcie. Na to s. Obawiam si, e tylko w takich sprawach pytacie mnie o pozwolenie, przypominacie sobie o moim istnieniu... Jeeli chodzi o zawieranie znajomoci, o nocne przesiadywanie w klubie, to wam moja opinia jest obojtna. No, c tak na mnie patrzycie? Mwcie co.
  Terey wolno wydycha smug dymu. Tylko si nie denerwowa, trzeba najpierw zna zarzuty, eby przedwczesn obron nie odsoni sabych miejsc.
  - Myl, towarzyszu ambasadorze, e jestecie dobrym psychologiem...
  Tamten poprawi si za biurkiem, przyjrza si podejrzliwie. Jednak ciekawo wzia gr, nie wytrzyma:
  - Musicie mie co na sumieniu, skoro zaczynacie od kadzenia mi, miao, ja i tak wiem niejedno. Delhi to dua wie, plotki kr szybciej ni gobie.
  - Od razu rozpoznalicie, towarzyszu ministrze, co ten pisarzyna wart. Chce, jak wszyscy, wyjecha std, uciec... Chodzi po ambasadach i ebrze, przecie on nie umie pisa.
  - A to, co nam pokazywa?
  - Streszczenia z propagandowych broszur.
  - Jednak mu drukuj?
  - Poznaem cay mechanizm. Nagar mi opowiada. On przynosi powystrzygany tekst, wtyka dziennikarzom obiecujc, e im da zarobi... Potem goni z wycinkiem do nas i domaga si honorarium za urabianie yczliwej opinii, dostaje trzydzieci rupii, dziesi chowa dla siebie. Zadowala si okruchami. Pochania, urzeka go jedna myl: wyjecha na nasz koszt do Europy, zapomnie o biedzie, dopytujcych spojrzeniach ony i crek, skromnym obiadku, wyliczanych papierosach, wstydliwej pustce w kieszeni. Towarzysz ambasador od razu go przejrza, skoro zapyta, ile ksiek wyda i w jakich nakadach...
  Kupi komplement, czy si achnie? Powinien pamita, kto zada te pytania. Bacsy milcza ze zmarszczonym czoem.
  - Biedny czowiek. Jednak i Rosjanom przydaje si na co.
  - Daj mu gotowe artykuy, ktre pod swoim nazwiskiem umieszcza, pac mu za firm cho i tak to, na czym naprawd im zaley, nie moe si ukaza. Potka bez autorytetu... Wic wykrela sam co ostrzejsze zwroty, potem mwi, e cenzura artyku okroia...
  - Jednak by dziaaczem wolnociowym, Anglicy go chcieli aresztowa, uciek z Cejlonu...
  - Zasigaem opinii. Trzeba zawsze pyta Hindusw z innej grupy, oni si wzajemnie sob brzydz. Siedzia za lichw i sprzeniewierzenie depozytw zastawnych. Nawet sam nie zawini, tylko rodzina go wyznaczya na ofiar; uciek, a oni na niego wszystko zoyli. Mieli mu przysya zasiek, ale ostatnio rzadko kapi.
  - Skd wy to wszystko wiecie? Czy z wiarygodnych rde?
  - Gowy bym nie da, ale rne drobne fakty potwierdzaj te informacje. Na przykad dla pokazania w jednej ambasadzie, e ma dobre stosunki z inn, wyjmuje zagraniczne papierosy przed chwil wycyganione i pobudza w ten sposb hojno... Towarzysz ambasador znakomicie si na nim pozna, zyskalimy miesic czasu, a nie zrazili czowieka. Nadzieja wyjazdu do Europy, potny motor, jutro p Delhi bdzie o tym mwi. I zacznie czeka na spenienie jego przechwaek. Troch bd nam wspczu, emy dali si nabra, a moe na odwrt, podraniona konkurencja wyle go, by nas uprzedzi... Polacy albo N$R$D? On ma stay cykl krenia, jak ebracy obchodzcy swj rejon nie za czsto, prbuje sprawiedliwie kadego podoi...
  - Dlaczegocie mnie nie uprzedzili? Nie przyjbym go.
  - Zameldowa si w sekretariacie, wszystko si dziao ponad moj gow... Mia mnie ju do, chcia wyej zapuka. Nawet nie wspominaem o nim, bo i po co? Przecie na to jestem, bym scedza prawd o ludziach i tym kraju, a was oszczdza.
  Ambasador uj twarz w grube palce, porose ciemnym wosem, tuste podgardle wylewao si przez nie fadami. Patrzy ciko, nieprzychylnie.
  - Powiedzcie mi jedno, czy wy musicie do pna w noc przesiadywa w klubie? Opowiadano mi, e na weselu Khaterpalii te wszyscy ju wyszli, a wycie zostali, bo otwarty by bar. Nie za duo pijecie?
  - Zaley od okolicznoci - rozoy rce Istvan.
  Koloman Bajcsy sapn.
  - ebym mia chocia jeden dowd, e nie mydlicie mi oczu
  Terey pomyla chodno - nie spieszy si, wytrzyma, musia kto ju naszczeka.
  - W czasie tego wesela dowiedziaem si, e przyspieszono o p roku wprowadzenie ustawy o zakazie transferu funtw. To si odbije powanie na imporcie i nam te ograniczy swobod - rzuci niby od niechcenia.
  - Informacja pierwszorzdnej wagi - dwign si ambasador. - I wy mi dopiero teraz o tym mwicie? Czy to pewne? Nie pytam o nazwisko...
  - Sprawdzaem, szukaem potwierdzenia, wanie od wczoraj mam pewno. Zgadza si. Rygluj bramy. Pierwsz wiadomo mam od oficera gwardii prezydenta; sam by zainteresowany, eby jakie kapitay jeszcze wypchn za granic.
  - Napiszcie mi, Terey notatk o tym.
  - Wanie przyniosem, ale towarzysz ambasador nie da mi doj do gosu. - Pooy na biurko arkusik z wystukanymi kilkoma zdaniami.
  Bajcsy czyta powoli, ruszajc grubymi wargami. Potem spojrza podejrzliwie, jakby dopiero teraz przyszo mu na myl, e mimo woli uczestniczy w grze, ale Terey spokojnie zamkn teczk i siedzia skromnie, pali papierosa.
  Wychodzc napotka pene yczliwoci spojrzenie Judyty, podnis kciuk do gry, e w porzdku. Czekaa za drzwiami niby matka niespokojna, jak si synowi powiedzie egzamin.
  - Ambasador prosi, eby mu przysa szyfranta.
  - Byo mycie gowy? - dopytywaa troskliwie.
  - Za co? yj skromnie, pracuj. Ogldacie mnie, jak przez szyb, a c ja mam do ukrycia?
  - Ju ty dobrze wiesz - pogrozia mu palcem. - Uwaaj, eby si nie doigra...
  Mimo sapania wentylatorw przez pojedyncze szyby dobiegao bolesne pojkiwanie, skrzywi si, nasuchujc.
  - Kto tak wyje?
  - ona Kriszana. Przejd do pokoju Ferenza, a serce si kraje, jak si ta kobieta mczy.
  - Co si jej stao? Chora?
  - Nie wiem. Kriszan tylko si mieje, szczerzy zby. To niedobry czowiek.
  - A moe bymy tam zajrzeli? Nie mona pozwoli, eby tak cierpiaa...
  - Po co mnie cigniesz? - opdzaa si Judyta. - Boj si chorb,brzydz, jak na mj gust ycie tu trwa za krtko, czternastoletnie dziewczynki zostaj matkami... Obkany popiech. Dzieci rodz dzieci - wzdrygna si. - Tu nawet kady zapach jest podszyty tchnieniem zgnilizny, swdem palonych cia... Nie, nie pjd.
  Wychodzc z budynku ambasady zanurzy si w gsty roztwr kurzu i soca, od razu caa skra pokrya si potem. Mruy oczy, powietrze byo pene tczowych cekinw, ulatyway i faloway zgodnie ze skurczami ciko tukcego si serca.
  Obszed naronik z kpami drzew o cynobrowych pochodniach, ciemnozielone listowie podtrzymywao kicie poncych jaskrawo kwiatw. Dua, pokryta mienic si usk jaszczurka stana na tylnych apkach, przygldaa mu si bystro okiem tym i nieprzyjaznym, kolce na grzbiecie jeya przy kadym oddechu, wygldaa jak miniatura przedpotopowych potworw.
  Stary ogrodnik w rozpitej koszuli rzuci w ni grudk ziemi, sykna tylko i znika, wspinajc si na pie drzewa.
  - Ona pluje, sab - ostrzega - mona olepn.
  wiato przenikao jego siatkow koszul, lnio na ebrach i pomarszczonym karku. Nogi mia czarne, pokryte grudkami zaschego bota, jak ze rdzawego elaza.
  - Sab tam idzie? - wskaza na oficynk, ktrej parterowe pomieszczenia zamieniono na izby mieszkalne dla suby. - Ona przyzywa mier, taka adna, tusta kobieta - mamla. - Ju drugi dzie modli si do Durgi...
  - Ale co jej jest?
  - Kt moe wiedzie?
  - By lekarz?
  Stary opar si na motyce, wytarte do srebra ostrze rzucao wietliste plamy na jego wlaste, chude ydki. Popatrzy zmtniaymi, penymi smutku oczami na Tereya.
  - A na co lekarz? By yoga, odczyni, ale teraz ju nie chce zajrze. Da tylko zioa, po ktrych przespaa noc. Tu jedna mier pomoe...
  - Gupstwa pleciecie - achn si Istvan. - Trzeba dopilnowa Kriszana, eby j odwiz do szpitala.
  - Ona tam bya, sab, mieli j kroi. Ona nie chce, eby j palili po trochu, ona woli, eby od razu ca... Bo gdzie potem bdzie szuka nastpnych narodzin?
  Jki dochodziy coraz wyraniej, ju rozrnia zapiew bagalny wykrzykiwanych modw.
  Bielone ciany olepiay, od muru bia duchota. Drzwi zdjto z zawiasw i wyniesiono do garay, wisiaa tylko podwizana mulinowa zasona.
  Na ku leaa ubrana w sari tga kobieta z rozrzuconymi nogami. Widzia jej stopy pomalowane na czerwono, obnaony waek tuszczu w talii nad wzdtym brzuchem. Ppek z wprawionym kolorowym szkiekiem zerka szyderczo.
  Maa dziewczynka siedziaa przy chorej i wachlarzem z pawich pir odganiaa muchy, ktre waziy natarczywie do oczu, nosa, pchay si do ust otwartych w jku.
  - Umrze! - zawya.
  - Ale gdzie ci boli?
  - Tu - dotkna podbrzusza - i gowa, gowa mi pka...
  - Trzeba do szpitala - namawia. - Do porzdnego lekarza, ambasada zapaci.
  - Nie. Ja chc umrze albo urodzi...
  Uniosa rozpalon twarz, znak wymalowany na czole rozpuszcza si w pocie, cieka na brwi jak krew. Rozdziaek na gowie kobiety zabarwiony czerwono, zgodnie z obyczajem matek, sprawia wraenie otwartej rany.
  Istvan przypomnia sobie konajcych, trafionych w gow przez snajpera, ale oni nie krzyczeli tak rozpaczliwie, gali cicho. Po pierwszej uldze, jak odczu wchodzc pod dach, teraz nie mia czym oddycha, dusi go cierpki zapach tlcego si nawozu pod glinian kuchenk, dawice perfumy i odr potu.
  Bezradnie wraca do ambasady. Zna tutejsze obyczaje, niczego nie wolno przeprowadza na si. Chora nie chce - jej prawo, rozporzdza sob. aden lekarz jej nie tknie, nie ma prawa, chyba e chora utraci przytomno, cho i wtedy jej wola nadal obowizuje, jeli zostaa dobitnie wyraona.
  Obok auta przykucn Kriszan, pali papierosa, wypoczywa, krzyk dochodzcy z domu nie mci mu sjesty. Soce lnio w kdzierzawych natuszczonych wosach. Na rce mia wytatuowan map, ktra zasaniaa sobie oczy. Niechaj nie widz, co czyni - wyraaa obrazkowa modlitwa. Na palcu nosi gruby zoty sygnet, podarunek ony. Trudno byoby go zaliczy do biednych.
  - Kriszan, twoja ona rodzi?
  Podnis twarz trjktn, ukaza spod wsw drobne, kocie zby w umiechu podobnym do grymasu.
  - Zostaw, sab, ona tak rodzi co miesic... Krew z niej zepsuta nie chce zej i uderza do gowy. Ona ma guz, ale jakby go wyci, nie bdzie moga ju rodzi, to na co mi taka ona?
  - Kriszan, ona si mczy.
  - A ja nie? Ju drugi dzie nie daje chwili odetchn... Niech ju zemrze, albo niech wyzdrowieje... A tak to tylko zawada, ani do ycia, ani do roboty. Ona wie o tym, wic nie chce operacji. Ona mnie kocha, wryli jej, e urodzi... Moe jej przejdzie, sama si wyleczy? Mj stryj mia guza, a potem przyszed sadhu i przebi bolce miejsce widami i tam zrobia si malutka ranka, cieko z niej trzy tygodnie i po guzie. Zaley, co komu sdzone. Mnie horoskop nakazuje - unikaj sodyczy - to nie jem...
  Terey poszed do sekretariatu, eby si napi herbaty z termosa. Opuka donie w podmuchu wentylatora. Judyta wysuchaa sprawozdania, potem powiedziaa o Kriszanie:
  - Bydlak.
  Wycigna z apteczki pask butelk, nalaa p szklanki koniaku.
  - Dam jej ykn.
  - Zabijesz j... M ci oskary.
  - Stary sposb angielski. Jak byam w Londynie...
  - Czy na Syberii? - przerwa.
  - Tam te, jak si ktrej spnia okres, nie bez jej zreszt zasugi, braa szklank czego mocnego i do ani. Tu ani mamy wszyscy, tylko brak bodca w pynie. Zobaczysz, poskutkuje.
  Twardym krokiem ruszya przez korytarz.
  - Musz jej sama wla, bo gotowa z mioci zostawi koniak Kriszanowi.
  Sza korytarzem lekko zgarbiona, wpatrujc si w powierzchni zotawego pynu, nalanego do szklaneczki.
  Istvan wrci do siebie, rozsiad si, z ulg zapali papierosa. Jeszcze raz przeywa rozmow z Bajcsym, teraz znajdowa o wiele zrczniejsze odpowiedzi, lepsze posunicia.
  Spokj, aktorzyno - skarci si i zacz przeglda poczt. Nadeszy zaproszenia na odczyty, pytali w listach, kiedy wystawa rkodziea wgierskiego zjedzie do Kampuru, i kilka zawiadomie o fajfach, w tym jedno od wiceministra rolnictwa.
  Pord czasopism leaa poduna, brunatna koperta, ktr mu przyniosa Judyta. Wytrzsn fotografie, rozsypa wachlarzem na stole.
  Oto mia je wszystkie, pikne dziewczta uchwycone niespodziewanym, okrutnym byskiem flesza. W przegiciu smukych cia, w gestach tanecznych znajdowa rado owej nocnej godziny. arwki w tle majaczyy jasnymi plamami, podobnymi do zbyt bliskich gwiazd. Jakie bd losy tych rozkwitajcych dziewczt? Co je spotka? Pozornie bysk zatrzyma je, utrwali, osoni przed niszczc i wyzwalajc moc czasu. Ale na jake krtko. Dla mnie jeszcze te fotografie bd miay znaczenie, przywoaj upaln noc delhijsk, ale dla synw?
  Jeli wypatrosz z szuflady plik lnicych kartonw z egzotycznie ubranymi piknociami, nachyl si chciwie, bd je sobie wyrywa... Moe o nim wspomn ze szczenicym wulgarnym sowem podziwu, ktre bdzie w ich pojciu oznacza mskie porozumienie. Ojciec, ten umia dziewczyny przygarn! Bd rozwaa na chodno urod Grace... Patrze w oczy Hinduski o rozszerzonych renicach, na pene wargi. Ile z tego, co przey, jest do przekazania? Jak wzburzone oddechy i szelest paznokci drapicych dywan, aromat wosw, w ktrych twarz zanurza, utrwali sowami? Jak zatrzyma tamto wzruszenie, ktre jeszcze teraz wzmaga uderzenie serca? Pisywa wiersze. Wyda dwa tomiki, chwalone w miar, trudno zrozumiae. Moe wic owa cudza noc weselna jeszcze strof powrci?
  Czu jednak dla Grace wdziczno, cho z odrobin niechci. Zadowolony by, e wyjechaa z mem do Dajpuru, by j przedstawiono reszcie rodziny, wprowadzono w nowe woci - cho to brzmiao jak w romansie sprzed wieku - musiaa odebra hod poddanych, dla ktrych mody rada by nie tylko panem, wadc, ale czowiekiem bliskim, o kim mwili z trosk i powaaniem, znali przecie od dziecka... Istvan czu ulg, e nie musi ma spotyka, patrze mu w oczy, umiecha si, ciska rk, e to wszystko zostao mu oszczdzone. Cho, oczywicie, potrafiby kama, jeli tak mona okreli powrt do gestw przyjaznych sprzed wydarzenia, ktre wolaby wyprze z pamici.
  Wdziczno odczuwa dla Grace, e jej nie byo w Delhi. Tchrzliwe zadowolenie wsplnika, ktremu wzrok wspwinnego nie przypomina zdrady, pozwala o sobie samym myle z pobaaniem, agodzi poczucie winy i rozgrzesza oboje.
  Przeszo do ukrycia, do pogrzebania. Czy jakiego dnia ten krok lekkomylny, szalony nie zostanie ukarany? Czy sprawiedliwo nie kae jeszcze raz o tym myle ju poza gwatownymi skurczami cia i szumem krwi?
  Drgn nagle. Zacz nasuchiwa. Krzyk za oknem, ktry si monotonnie powtarza, do ktrego prawie ju przywyk, usta z naga. Umara - pomyla z ulg, poprzez osad alu i odrazy dla nieszczsnej gupoty ony Kriszana. Czy jednak mia prawo j sdzi? Co moga ze sob pocz? Posag jej dawno Kriszan przepuci... Bezpodna, wic przeklta. Odele j na wie rodzicom na pomiewisko. Moe lepiej, zamiast da si wytrzebi, przyj mier jak wyrok?
  Kiedy wychodzi po pracy z ambasady, spotka Judyt, wracajc z oficyn, twarz jej wiecia od potu, ale umiech miaa triumfujcy.
  - Poszo, pynie - szepna mu w ucho. - Ona nigdy w ustach nie miaa alkoholu, to religijna Hinduska. Koniak dokona cudu.
  - Nie na dugo.
  - aden cud nie uwalnia od mierci - powiedziaa powanie - w kadym razie przestaa cierpie, mamy miesic czasu, by j wypchn do chirurga.
  Terey popatrzy w jej ciemne, pospne oczy, teraz w blasku soca przewietlone jak bursztyn. Bya wyranie przejta.
  - Ty nie jeste zbyt uczuciowa.
  - Chciaby, ebym nad ni pakaa? Nienawidz uwiconej gupoty. Jeeli nas nie posucha, trudno, niech ginie. Boj si, e miesic wyda jej si strasznie dugi. Ma jeszcze tyle czasu. Pojutrze zapomni, e przyzywaa mier, by si wyzwoli od cierpienia... Gdy lepiej poznaj ludzi, nawet kiedy patrz na ciebie, wydaje mi si, e kady jest sam dla siebie katem i ofiar. Nie do uratowania.
  - Zostaje ci do jaowa satysfakcja, e przewidziaa bieg wydarze. Musisz mie tylko cierpliwo, wystarczy troch poczeka...
  - Tak, Istvan - kiwaa gow - jednak zdarzaj si czasem niespodzianki, udao mi si par razy trafi na czowieka.
  - No i co z tego? Byo ci lej?
  - Nie pora na takie rozmowy. Nacigasz mnie na zwierzenia o przegranych miociach... Wierz mi, dla tych paru ludzi, a mog ich policzy na palcach jednej rki, warto byo y.
  Z ambasady wyszed Lajosz Ferenz, po dniu pracy czyciutki, wiey, z muszk u wykrochmalonego konierzyka zawizan rwno. Wosy dugie, falujce, lekko zaczynay srebrnie. Przystojny mczyzna, podobny do manekinw na wystawach z gotowymi ubraniami.
  - Czy kto z was bdzie dzi w miecie? Czeka mnie troch roboty i musz zosta w domu, a mam filmy do odebrania.
  Nigdy by si nie przyzna, e chce polee, przejrze tygodniki czy zagra w bryda z on i ssiadami. Nie, on zawsze musia zasi do pracy, ustali, poszerzy wiedz, nie wychodzi te, ale udawa si w celu...
  Unika spotka z kolegami; gdy wszyscy umawiali si po prostu na lody do Volgi, on rwnie tam si pojawia, ale przy innym stoliku spoywa lody w oczekiwaniu na interesujcy kontakt, ktry nie pozostanie bez wpywu na rozpoznanie politycznej sytuacji w kraju urzdowania.
  - Bd na wystawie dziecicego malarstwa, stary Shankar zaprosi mnie do jury, mog ci zaatwi te filmy - zgosi si Istvan.
  Ferenz wrczy mu kwity i podzikowa wylewnie, ruszy wyprostowany ciek w stron domu.
  - Odwioz ci, Judyto, poczekaj - Istvan wyprowadzi auto z nikego cienia. - Uf, co za piekarnia!
  Plastikowe oparcia nawet przez ptno pokrowca grzay w plecy. Mijajc Ferenza zwolni, gestem zaprasza do wozu, jednak sekretarz podzikowa, lekko unoszc panam. Takie same kapelusze nosz w ambasadzie radzieckiej, skojarzyo si Tereyowi.
  - Wiesz, co mi dzisiaj powiedzia, jak go spytaam, czy mu czasem nie nudno? - zacza Judyta. - Czowiek, ktry uczciwie pracuje, nie ma czasu na przeywanie samotnoci... Mwi ci, on zajdzie wysoko.
  - I nikomu si nie narazi - potwierdzi Terey - co nie znaczy, e nie ma wasnego zdania, tylko po co ma je wypowiada, skoro mona powtrzy wakie uwagi samego ambasadora.
  - Przyznaj si, zazdrocisz mu?
  - Nie. Wol by sob i mie czas na przeywanie samotnoci.
  - I ja te wol, e taki jeste. No, egnaj... Gdyby jecha do kina w tym tygodniu, pamitaj o mnie, godzina dobroci dla starzejcych si kobiet - artowaa niewesoo, potrzsajc jego rk.
  Nie spieszy si z odjazdem, patrzy na ni, jak idzie ciek pod ogromnymi drzewami o lakierowanych liciach.
  Niewiele o niej wiem. I ona te przysania luki w swoim yciorysie... Jeeli uczya si jzykw przed wojn, nie moga by z proletariatu.Jaka jest naprawd? Mwi, e dobro jest odmian saboci.
  Przed domem Tereya sta dwukoowy wzek zaprzony w kuca, wyadowany rulonami dywanw. Spa na nich gruby handlarz.
  Syk opon hamujcego auta obudzi go, poderwa si jak pajk, wysuwajcy si ze szpary, gdy trcona sie zadrga.
  - Babudi - woa - przywiozem dywany.
  - Nie dzisiaj - min go szorstko - innym razem.
  - Tydzie temu sab te obiecywa. A przecie ja nic nie chc. Prosz tylko o pozwolenie, ebym mg pokaza moje kaszmirskie skarby.
  - Nie bd kupowa.
  - Kto mwi o kupowaniu? Pan nie ma czasu na obejrzenie caej kolekcji, przynios jeden jedyny dywan, ktry dla pana wybraem. Nie mwmy o pienidzach. Ja mam jedno marzenie, chc go rozoy u pana w pokoju. Spodoba si, niech zostanie. Nie? Przywioz za tydzie inny... A utrafimy... Nie, ani sowa o pienidzach. Chodzi o moj ma rado, e pan co sobie upatrzy. Dobrze? Prosz wywiadczy mi ask - baga, wycigajc rce.
  Drog zastpi mu czokidar, trzymajc w poprzek gruby bambus.
  - Nie dzisiaj. Nie mam czasu - opdza si Terey.
  - Sir sam siebie krzywdzi... Najlepsze sztuki wybior Amerykanie, ale czy oni si znaj? A ja si tak cieszyem. Sab pozwoli rozcieli pod stopy taki w kolorze rdzy, krtko strzyony, o rozkwitajcym wzorze rolinnym, prawdziwy zoty dywan... Specjalnie dla pana odoyem.
  Midzy festonami pnczy, rozgarnitych ciemnymi domi, ukazaa si spia gowa kucharza w nakrochmalonym, niebieskim turbanie.
  - Sab - doradza - to nic nie kosztuje... On miewa adne, stare sztuki, niech pooy.
  Istvan poczu si nagle zmczony. Wic i kucharza ju pozyska handlarz, by umocni okrenie? Czokidar te si oglda, teatralnym gestem czynic przegrod z bambusowej lagi, handlarz mia zbolay wyraz twarzy, jaki rzadko si widuje nawet na pogrzebach. Kucyk potrzsa krtko przystrzyon grzyw, dokuczay mu bki, bi kopytami w czerwon glin spkan od suszy, a pryskay grudy. Czekali... Czy mog im wszystkim sprawi zawd? Za par dni powiem, eby sobie ten dywan zabra... To, e go dzi rozwinie, do niczego jeszcze nie zobowizuje.
  - Dobrze, pokacie - skin rk. - Tylko szybko, bo nie mam czasu.
  I stao si co niepojtego. Pokorny kupiec krzykn wadczo, czokidar opar pak o murek i skoczy, by dwign na ramieniu potny rulon dywanu. Kucharz znikn ju w gbi domu, dochodziy jego komendy, pogania sprztacza, ze zgrzytem przesuwali st, wlekli krzesa, robili miejsce.
  - Kto z nas ma czas do stracenia, sab? - westchn kupiec. - Ten dywan wart jednak, eby chwil na popatrze... Ja ju uciekam. Sab dzi spojrzy, jutro siedzc w fotelu wypali papierosa i pomyli, dlaczego wanie ten dywan sta si najmilszym miejscem w caym pokoju... On cieszy nie tylko oczy. Trzeba bos nog... Niech decyzja dojrzewa. Ja si nie napieram. Mnie ju nie ma.
  Gruby, spocony, w szumie nakrochmalonych bufiastych, biaych portek szed do furty, jakby go wcale wynik ogldzin nie obchodzi.
  - Sir - odwrci si, wyznajc z tkliwie przymknitymi, zawymi oczami - na panu nie musz zarobi. Ja znam pask dusz, ona aknie pikna.
  Dusza? A c on moe wiedzie o mnie. Przeprowadzi wywiad u ssiadw, zebra opinie, upewni si, e jestem wypacalny. Nie ryzykuje... Obieca gar miedziakw subie, wcign ich do zmowy. Ustalili taktyk i por ataku.
  Wszed do wntrza. W tym krtkim momencie, gdy uchyli drzwi obite siatk, gar much wcisna si i poszybowaa, nieomylnie zwabiona zapachami z kuchni.
  Kucharz i sprztacz stali z przechylonymi gowami pogadywali ze sob, jak papuki w klatce, podziwiajc rozoony dywan. By pikny, rdzawozgniozielony, z drobnym, niebieskawym motywem drzewa i to-zielonymi kwiatami. Tony dobrano agodnie. Nie lada artysta rysowa wzr. Dywan podoba si Tereyowi i to go rozgniewao. Handlarz musia by dobrym psychologiem, a moe wpucili go ukradkiem i rozejrza si po cianach, podpatrzy ulubione zestawienia barw na obrazach.
  Sprztacz ukucn i gadzi skat doni krtk sier dywanu, jakby w lku, e obudzi upione barwy.
  - Kupiec wyzna - uderzy na lepo Istvan - e da wam po pi rupii, ebycie mu dom pokazali.
  - Kamie, sab - obruszy si kucharz - on mi tylko obieca p rupii. Czokidarowi musia od razu da dwadziecia najapaja, bo go nie wpuszcza za furtk. Ja jeszcze nic nie dostaem...
  Brzmiao to jak wyrzut, kiedy spoglda czarnymi oczami spod nastroszonych, siwiejcych brwi.
  - Wic wystarczyo obieca p rupii, eby zdradzi i zakci mj spokj? Czy mao dostajesz?
  - Sab, ja chciaem jak najlepiej. Mymy dwa dni wybierali ten dywan.
  - Podawaj obiad. Jeeli ci u mnie le, moesz w kadej chwili i na pomocnika do tego kupca, skoro tak znasz si na dywanach.
  Kucharz sta jak piorunem raony, szczka mu opada na myl, e moe odej z tego domu. Mia zy w oczach. Istvanowi zrobio si go al.
  Sprztacza dawno ju wymioto; syszc gniewne sowa, wola znikn.
  Terey cign lgnc do plecw koszul, zdejmowa sanday. Z uczuciem ulgi zanurzy si po szyj w wystaej wodzie, ktra wypeniaa wann. Wypoczywa. Trwao to kilka minut zaledwie i ju Pereira zaskroba dyskretnie w matow szyb w drzwiach azienki.
  - Sab, obiad na stole - wabi - dzi mamy kur z ryem i rodzynkami.

  Kiedy o szstej prowadzi wz w stron centrum New Delhi, upa osiada zotawym pyem, rozmiky asfalt cmoka pod koami. Mija powoli toczce si arby, zaprzone w agodne, biae woy. Ptaki siaday na ich biaych karkach i dziobami przeczesyway sier w poszukiwaniu kleszczy. Obnaeni wonice drzemali przykucnwszy na dyszlu. W pnie wydawali okrzyki, nieskadnymi ruchami dgali bawoli zad ostrym prtem. Na gos klaksonu budzili si, szarpali sznur uwizany do miedzianego kka, ktre dziurawio mokre nozdrza bydlcia, i zanim min arb, ju im gowy opaday na chud pier, lnic strukami potu.
  yse, kamieniste wzgrza wok miasta wyglday jak po niedawnym poarze, ciemnoczerwonawe rozpalone gazy i biaawa jak popi szcze wyschnitych traw. Wiatr wstawa supami rudej kurzawy, pudrowa czoo pielgrzymw, omotanych w biae przecierada, stpajcych drobnym, upartym krokiem z rk wspart na pasterskim kiju.
  Postacie, jak z miedziorytw Dorgo w starym wydaniu Biblii - pomyla Istvan - wiat sprzed tysicy lat...
  Ogromne ciarwki, ktrych platformy podwyszono kojcem z desek, chybotay si wyadowane stertami worw z bawen. Maski aut pomalowane w kwiaty i gwiazdy przypominay wieka chopskich skrzy spod Debreczyna.
  Mijali si, witajc radosnymi gosami klaksonw. Niektrzy kierowcy poprzyczepiali miedziane trbki, po dwie, po trzy, z gruszkami z czerwonej gumy. Prowadzili ciarwki jedn rk, drug wygrywali ca gam skowytw i zawodze. Przygodnie zabrani pasaerowie, porozwalani naadunku, przyjanie unosili chude, patykowate rce i przesyali pozdrowienia.
  Chmarami, w opocie dhoti, jak kby biaawe, troch na olep nadlatywali zziajani rowerzyci, ich ciemne kolana unosiy si jak dwignie maszyny. Rozsznurowane trzewiki ledwie tkwiy na bosych zrogowaciaych stopach. Pora wyrojenia, zaczyna si powrt z pracy.
  Przedosta si pod wiaduktem, z trudem wymijajc tramwaje oblepione gronami wiszcych ludzi, skrci na Connaught Place. Nieruchome kpy drzew, kwitnce gazie pachniay zwarzon zieleni i kurzem. Zaskoczya go cisza. Dalekie dzwonki rowerzystw wierkay jak cykady. wite krowy spay w cieniu, obok caych chopskich rodzin, ktre tam szukay zudnego chodu i wypoczynku.
  Zahamowa.
  Szerokim ukiem cigna si kolumnada centrum Delhi z zasobnymi sklepami, ktre miay nawet witryny. Cay plac mona byo obej w cieniu, pod ukami wspartymi na jasnych supach. Tutaj rozsiedli si handlarze pamitek, wyklepanych z rozgotowanego rogu w ksztacie kielichw i abaurw, grubas zachwala stert sandaw, na kawaku plastyku wabiy kolorowe amerykaskie okadki tanich, detektywistycznych powieci, a sprzedawca dyskretnie podsuwa kolekcj zdj posplatanych zmysowo par, naladownictwo fryzu Czarnej Pagody, wykonanych po burdelach Kalkuty lub Hongkongu.
  Z piecyka pod filarem nis si swd praonych mapich orzeszkw i wycigaa si pena piercieni rka, ofiarujca fistaszki w roku skrconym z licia. Spojrza z przyjemnoci w pikne oczy kobiety, ale potrzsn przeczco gow.
  - Nie dzisiaj - zostawia jej nadziej.
  Odebra filmy Ferenza i kierowa si do Volgi na mroon kaw, kiedy spostrzeg pann Ward. Smuka sylwetka, zgrabne nogi. Kasztanowate wosy w smudze sonecznej polnieway rudawo. Bya tak pochonita ogldaniem bawenianych samodziaw, na ktrych odbito kolorowe wzory z konikw, rogatych bawolich bw i taczcych bogi, e zaszed j niepostrzeenie. Sta chwil tu za ni, patrzc na donie, przez ktre przeleway si strugi ptna, zanim powiedzia gosem podszytym miechem:
  - Halo, Margit.
  - Halo - odrzucia. Ale dopiero spojrzawszy na niego przeraliwie niebieskimi oczami, pojaniaa przyjaznym umiechem. - Ach, to pan...
  - Zapomniaa, jak mi na imi? Istvan. Czemu nie dajesz znaku ycia? Mylaem, e ugrzza w Agrze?
  - Na razie mnie zatrzymali w Delhi. Mam cztery godziny zaj w klinice. Ucz si jzyka, tych niezbdnych zwrotw: "Spokojnie, to nie boli, spojrzyj w lewo, w prawo, nie ruszaj si, wszystko bdzie dobrze..."
  - Dugo zostajesz?
  - Do koca miesica.
  - Co robisz sama?
  - Skd wiesz, e jestem sama? Mylisz, e si nudz? - zamiaa si dziewczyna. - Wprawdzie Grace jest w Dajpurze, liczyam, e mnie w ten wiat wprowadzi, ale teraz widz, e doskonale dam sobie rad. Chodz po sklepach, wicej ogldam, ni kupuj... Praca rk ludzkich jest tu za darmo. Hafty, chopskie druki, takie jak ten - potrzsna pasem materii z galopujcymi konikami - figurki z drzewa sandaowego. Kadej przyjacice musz co przywie na dowd, e nawet w Indiach pamitaam o nich.
  - Nie kupuj tutaj - wyjmowa jej z rk materi podrukowan cynobrem i bkitem - poka ci prawdziwe chopskie sari. Bya ju na Starym Delhi?
  - Nie. Kr po tych dzielnicach, ktre znam. Pan Vidajaveda radzi, ebym si tam nie zapuszczaa. Miaby moe czas ktrego dnia pojecha ze mn?
  - To przyjemno oprowadzi kogo po raz pierwszy, sucha zachwytw i okrzykw podziwu, cudzymi oczami raz jeszcze oglda Indie.
  - Jeste autem? Samochd z U$N$E$S$C$O odesaam. Chciaam si troch przej, jak skwar zeleje.
  Soce wdzierao si skosem na kamienne pyty podcieni. Drobinki kurzu egloway w blasku. Sprzedawca materiaw rozpi koszul po ppek, rozchyli doni i wachlarzem z licia palmowego studzi kosmat, tust pier.
  - Jak si tu czujesz? - uj dziewczyn za rk.
  - Dobrze, nawet bardzo dobrze. Popatrz, jak si opaliam - podsuna zgite rami.
  Skr miaa zotaw, wystpiy na niej piegi, troch go to mieszyo.
  - Zaczynamy od kawy i lodw? Czy najpierw jedziemy na owy pamitek?
  - Mona zaryzykowa tutaj zjedzenie czegokolwiek? Tyle razy mnie straszyli amebami, czerwonk, tyfusem...
  - Popatrz, one wszystkie jedz i yj - pokaza na chopki w pomaraczowych spdnicach koczujce pod drzewami.
  - Ale ich takie mnstwo, a ja jestem jedna - zamiaa si.
  - To trzeba je, co jedz wszyscy - tumaczy, kiedy zasiedli w gbi kawiarni. Panowa tu pmrok i paliy si elektryczne wiata, stwarzajc zud nocy. Mimo aromatw mocnej kawy, ktr roznoszono w kolbach umocowanych na statywach, i powiewu bijcego z maszyn chodzcych, prawie nie sycha byo gwaru rozmw, osowiali Hindusi siedzieli przy stolikach z gowami wspartymi na rkach, piknookie kobiety bawiy si kwiatem lub yeczk, kruszc ciastka. Chiczyk wybija jazzowe rytmy. Zauway Istvana i skoniwszy gow zagra na jego cze marsza Radetzkiego, jedyn melodi, ktra mu si kojarzya z Wgrami.
  - Zacznij od tego ciastka - namawia Terey, dolewajc kawy.
  - Czym ono jest posypane - zawisa palcem nad tac z ciastkami.
  - Prawdziwym srebrem. Tak dugo bito je motkiem, a rozpado si na pateczki. Rozpuszcz si, organizm je wchonie... Oni uwaaj srebro za dodatek niezbdny dla dobrego samopoczucia.
  Prbowaa na kocu yeczki z zabawn nieufnoci, pogryzaa w skupieniu. Oczy wietliste, jak czasem miewaj lalki. miesznie marszczya may, piegowaty nos. Nie bya na pewno klasyczn piknoci, ale budzia powszechne zainteresowanie, widzia kierujce si ku niej spojrzenia, sysza szepty. Sprawiao mu to przyjemno. Nowa twarz, nieznana kobieta, o ktrej jeszcze wszystkiego nie wiedz.
  Srebra si nie czuje - triumfowaa - zupenie smaczne. A to zielone od spodu te mona zje?
  - Masa pistacjowa.
  - Bdziesz mnie mia na sumieniu - pogrozia. - Znowu zapomniaam jak ci na imi.
  - Istvan.
  - Trudne.
  - Zapamitasz, jeli czsto bdziesz powtarza. Zwaszcza przed snem.
  - Istvan, Istvan - wymawiaa z angielska, jak grzeczna dziewczynka, ktra uczy si zadanej lekcji - czy nie mogabym tego zmieni na Tery? Miaam takiego psa.
  - Przyjm kade imi, jakie mi nadasz - przysta askawie.
  - Grace susznie przed tob ostrzegaa... Lubisz mci w sercach.
  - Nie - zaprzeczy gorliwie. - Sama mwia, e jeste osamotniona. Bez specjalnych powice mog dzieli twoj samotno. Dam ci domowy telefon. Moe ktrego dnia pjdziemy do kina? Albo zabior ci na polowanie? Wybierzemy si autem i poka ci prawdziw wie. Chopi s dobrzy i gocinni. Nie trzeba si ich ba. Pki tu jeste...
  - Tyle projektw, Istvan. Trzymam ci za sowo - popatrzya na niego ciepo. - Musisz si tgo nudzi, jeli nawet towarzystwo pani doktor uwaasz za rozrywk. A moe mnie mylisz z Grace?
  Spojrza na ni przez sinawy dym papierosa, na zgrabn gow, szczere usta, nieumalowane, bose - pomyla artobliwie, i oczy, ktre tak byy przejrzyste, pene niebieskich wiateek, a budziy niepokj.
  - Na pewno ci nie myl z Grace.
  Czu dla niej yczliwo, przyjemnie byo pokaza si z przystojn, dobrze ubran, mod kobiet.
  - Nawet nie wiesz, jaka ja jestem. Moe po jednym spacerze bdziesz mia mnie do.
  - Nie - potrzsn gow, by tego pewny. Patrzya z przekornym umieszkiem, ktry zarysowa jej doki w policzkach, spogldaa troch z gry, jakby wiele ju o nim wiedziaa. Ogarn go niepokj: a moe Grace jej co szepna?
  - Uciekajmy std - poderwa si nagle, dotykajc jej doni, bo uchyliy si podwjne kotary i w okrutnym arze sonecznym dojrza Judyt z dwiema znajomymi Bugarkami.
  Podnieli si, wymieni ukon z nadchodzcymi wskazujc oprniony stolik, na ktry ju czai si brodaty Sikh. Zdy jeszcze zauway, e Judyta nieznacznie uniosa kciuk do gry, e pochwala jego wybr. Mruc oczy wyszli na soce.
  Austin bucha gorcem. Rzucili si, by opuci szyby. Pd powietrza smali twarze.
  - Dlaczego si sposzye, jak tamta pani wesza? - obcigna sukienk podrywan powiewem.
  - Sekretarka ambasadora. Zaraz bd gada. A co ich to obchodzi...
  - Oj, Tery, Tery, musiae tu nabroi. Ju wiem, kogo zapytam o twoj przeszo, jeeli mi sam nie opowiesz; koo nas mieszka doktor Kapur.
  - Na pewno ci policzy jak pacjentowi za porad. Tylko musisz pamita, e jest jasnowidzem. Opowiada o sprawach przyszych, ktrych jeszcze nie byo...
  - Kapura si boisz? - klasna w donie. - adna historia... Grace wyjechaa, jestem zdana na twoje wybiegi, cakiem bezbronna. Kto mi zdradzi, jaki jeste naprawd?
  Po drodze, wspinajc si na ysy pagr, cigna karawana wozw zaprzonych w woy i wielbdy. Skrzypiay gono pene koa zbite z desek, pokrzykiwali wonice. Ogromne rogi bawou nuay si w czerwonym socu, wielbdy dostojnie pyny, koyszc gowami.
  Dziewczyna w zielonym sari, z baniastym naczyniem na gowie, przyklkaa na rodku szosy, uniosa donie ruchem penym wdziku. Bransolety miotay ogniem, brzkay dzwoneczki, ktrymi miaa opasane kostki u ng.
  Terey nacisn klakson.
  Obejrzaa si przelkniona i sfruna na krawnik.
  - Sta. Chc j sfotografowa - prosia Margit. - Tak piknie taczya...
  - Wolabym, eby j ogldaa z daleka, ale podejd, zobacz, co robi.
  Zatrzymawszy wz na skraju drogi, ze zoliwym zadowoleniem patrzy, jak Margit podchodzi do dziewczyny, pokazuje na migi, e chciaaby zrobi zdjcie, tamta si broni, zasaniajc twarz gwatownie, naczynie spada i ciemne grudy wysypuj si na szos.
  - Ostrzegaem - otworzy drzwiczki - dobrze ci tak, suchaj starszych.
  - Ona zbieraa bawole ajno - dziwia si - rkami... Pakowaa do naczynia na gowie. A wyglda jak ksiniczka z bajki, tyle ma klejnotw.
  - Kka z bambusw oblepione cekinami i kolorowe szkieka. Zbieraa opa. Ulepi placuszki i bdzie je suszya na socu, przylepione do ciany. Komu by tu si chciao cina ylaste krzewy, pene cierni. Kiziak dobrze si pali. Popatrz, tam wioz cae wory suchej mierzwy.
  Niskie lepianki ciasno obstpiy drog, na dachach krytych patami pordzewiaej blachy dreptay gobie. Przy kopccych ogniskach ukucny kobiety smac placki na patelniach, nagie dzieci wielkimi oczyma wodziy za buczcymi na drodze autami i sennie ssay okruch trzciny cukrowej. Niebieskawy dym wisia smugami w powietrzu, fioletowy na tle szkaratnego nieba.
  - Zapamitaj sobie t cierpk wo - upomina - to zapach Indii w por wieczerzy.
  Skrcili z szosy, ogromna czerwona budowla Wielkiego Meczetu zbatymi murami grozia niebu. Nad bram drzemay spy, kady na swojej wieyczce, jak ozdoby odlane z brzu. Niezliczone stragany przywary do stopni wiodcych ku warownym wejciom.
  Otoczy ich tum, pokrzykiwali wdrowni fryzjerzy, czyciciele uszu, sprzedawcy zupy jarzynowej i wydrwigrosze z mapkami, przebranymi za onierzy.
  Dawic klakson, Terey z trudem ry sobie drog w cibie, odsuwali si niechtnie, zagldali natarczywie do wntrza, stukali palcami po szybach. Otacza ich gwar gosw zachwalajcych towary, stare garnki, druty, rubki, porozkadane na gazetach. Kady mie odrzucony w europejskiej dzielnicy bywa tutaj po trzykro obejrzany. Wszystko si mogo przyda, jedne przedmioty sprzedawano, inne mona byo wymieni, jeli kupujcym brakowao i tych paru miedziakw. Bezdomne aziki, gapie, krcili si przy straganach, pord rozoonych rupieci, w nadziei, e jeli zachwal towar, wezm udzia w targu, przydadz si jako porednicy, moe pochlebstwami wyudz cho par pajsw.
  Terey rozgarn tum i zaparkowa Austina. Obstpiono ich tak ciasno, e Margit zawahaa si, czy ma wysi.
  - No, miao - zachca - oni ci zrobi miejsce, zaraz si odsun. Przecie chciaa zobaczy prawdziwe ycie.
  Pnadzy chopcy podskakiwali podnoszc rce jak pilni uczniowie, woali:
  - Ja popilnuj auta! Ja bd czokidarem!
  Wyznaczy dwch, eby im si nie nudzio, mieli strzec wozu z obu stron. Pokrzykiwali na przechodniw, dumni, e peni sub.
  Margit chwycia Istvana kurczowo za rk jakby w lku, e j od niego tum oddzieli, wcignie w krte, wskie uliczki i ju nigdy si nie odnajd.
  Odr rynsztokw, gnijcych upin i parujcego moczu bi w nozdrza. Domy dwupitrowe, doem podmurowane o niedbale skleconych pitrach ttniy yciem. Przez szpary w cianach wyciekao wiato lamp, niosy si odgosy patefonw i maszyn do szycia krconych niecierpliw doni, piewy i pacz niemowlt. Rozsnuway si zapachy przypalonego kokosowego oleju i trociczek, ktre tliy si wetknite po kilka w naczynia pene popiou wotywnego.
  Na dachach ledwie zabezpieczonych porczami z erdek, piszczc, goniy si dzieci. Przez tum dyszcy im w twarze, pachncy korzennymi przyprawami, przepocon odzie i pomad do wosw, przepychali si powoli. Chudzi spoceni chopi prbowali wyprzedzi Istvana, dotykali go doni poufale i spostrzegszy, e to Europejczyk, cofali si pospiesznie. Przed par biaych byo luniej, za ni gstniaa ciba gapiw, ktrzy ich nie odstpowali, gono omawiajc urod Margit, dziwic si jej sukience i pantofelkom na wysokich obcasach.
  - Sklepy zotnikw. Patrz - cisn jej do.
  Chopka w suto marszczonej spdnicy koloru pomaraczy i obcisym zielonym staniku zsuna szal z kruczych wosw, omotaa nim nagie rce, staa z jedn nog wspart na stopniach, a czeladnik pieszczotliwymi gestami dopasowywa srebrn, cik bransolet na kostce. Palnik acetylenowy szumia jasnym pomieniem. Skrzyy si ornamenty ze srebra. Kobieta miaa zachwyt w twarzy, musiaa tej ozdoby od dawna poda. Wsparty o lad majster, z tust, nieomal kobiec piersi, pokrzykiwa na chopaka, ktry wanie rozgrzewa srebrny nit i lekkimi uderzeniami motka umocowywa na trwale bransolet. Dwaj wsaci chopi, bardzo czarni, w szatach wybielonych socem, porozpinanych, lunych, z czerwonej chustki uskali monety, ustawiwszy w supki na ladzie, dotykajc palcem, liczyli po kilkakro. acuszki, naszyjniki, klamry, pozawieszane na drutach opuszczonych z sufitu niewidocznego w mroku, obracay si powoli, wabic. Byski palnika rzucay ruchliwe cienie,wiateka po ornamentach ciekay kroplami.
  - Jaka ona pikna - szepna Margit. Tum ich otoczy ciasno, czuli na karkach ciepe oddechy pachnce korzennie. Chopka sposzya si, prbowaa obcign spdnic na chudej ydce, ale rzemielnik podzwania jeszcze moteczkiem.
  - Tego nie da si zdj?
  - Nie... Bdzie stranikiem skarbu, ktry na sobie nosi. Gdy im braknie pienidzy, przyjdzie na t ulic, postawi nog na stopniu, zotnik wybije nity lub przepiuje bransolet, rzuci na szal i zapaci. Nie za ornament, za dzieo sztuki, tylko za srebro. Na wag. To jego zysk.
  Kobieta spogldaa ogromnymi, wspaniaymi oczami wyranie zakopotana, chopi pomylili rachunek, jeden z nich pociera kciukiem czubek dziobatego nosa. Zotnik unis rozlane cielsko i cienkim gosem kastrata zaprasza cudzoziemcw, by raczyli wej, obejrze ozdoby. Podnis wieko inkrustowanej skrzyneczki i jak polad dla drobiu sypn na lad pen gar nie oprawnych kamieni.
  - Moe wejdziesz? Wybierzesz co dla siebie? Ostrzegam, e to niewiele warte. Prawdziwe klejnoty kryje w gbi domu, pokazywaby w asycie, celebrowa, opowiada historie, jak je zdoby, w czyich rkach byy poprzednio i jakie szczcie przynosz wacicielowi. Oprcz wartoci kamienia wysoko ceni ich si magiczn.
  Ale Margit ju ruszya uliczk, zapatrzona w wysokiego Hindusa o czarnej grzywie namaszczonej tuszczem. Na czole mia tobiay znak trjzba. Kroczy obojtnie, jakby nie widzia nikogo. Tum si przed nim rozstpowa. By nagi, muskularne ciao lnio ciepym brzem, haftowany koralikami futera okrywa szczelnie msko, raczej j podkrela ni przysania.
  Min ich, patrzc nad gowy ludziom, w niebo czerwone, pene ogni wieczornych.
  - Sadhu... Czciciel Wisznu.
  - Nie rozumiem...
  - wity. wiat jest dla niego zud, jak dla ciebie sny. On ju jest przebudzony dla wiecznoci.
  Potrzsna gow, e nie jest w stanie tego poj, a jej miedzi zalniy wosy.
  Drobna dziewczynka, dwigajc niemowl posadzone okrakiem na biodrze, zabiegaa im drog i chona Margit. O nic nie prosia, nie zwracaa uwagi, e j tum spycha pod cian, wpatrywaa si natarczywie zaskoczona kolorem wosw, niebieskimi oczami i strojem.
  Drog im zastpia krowa, ze zwiotczaym, przechylonym garbem na karku. Wierni pomazawszy donie mini odcisnli znaki palcw na jej powym grzbiecie. Race korali chrzciy wok pomarszczonej szyi zwierzcia, piercie ze szkiekiem, zatknity na rogu, skrzy si zielonkawo. Poczciwym, zalinionym pyskiem wjechaa do kobiaki handlarza jarzyn i wyskubywaa marchew z pczka. Saby, zabiedzony mczyzna nie krzykn, nie rozgniewa si, ani nie uderzy, tylko zoywszy donie probami prbowa przekona j, by stpia krok dalej i signa ku innym straganom.
  Krowa midlia powoli pyskiem, zdawaa si w zadumie co rozwaa, marchew znikaa w jej ciemnych wargach. Oczy miaa, jak Hindusi, czarne i pene melancholii.
  Nagle si rozkraczya, uniosa ogon i obficie oddaa mocz. Margit ze zdumieniem patrzya, jak stara kobieta w szafirowym sari zapaa strug w stulone donie i nabonie przemya oczy towarzyszcej jej dziewczynce.
  - wita krowa - tumaczy - wic wszystko, co od niej pochodzi,kryje si magiczn...
  Przepywaa rzeka ludzka, a mcio si w gowie od pstrych turbanw, ognistych szali, zotem lamowanych sari, twarzy dojmujco piknych, ust nabrzmiaych, oczu podmalowanych o spojrzeniu gbokim.
  - Czy na ciebie dziaa ich uroda, Tery? - spytaa. - Czuj si tutaj strasznie pospolita.
  Umiechn si lekko, nachyli do ucha.
  - Nie ma drugich takich oczu jak twoje. Dopiero na tle tego tumu zobaczyem ci. To chciaa usysze?
  - Troch mnie pocieszye - odetchna z artobliw ulg i zaraz dodaa pospiesznie, jakby uderzona nagym odkryciem: - Czy widzia, ilu tu chorych na oczy? Pomalowane, a ropiejce, pikne, a zagroone lepot.
  - Masz zawodowy uraz, ja widz tylko ich ksztat i blask. Na szczcie nie jestem okulist.
  Skrcili w boczn uliczk, jeszcze cianiejsz, pen sklepikw z jedwabiami. Cae pki pomaraczowych i tych chust zwisay z drgw, jak chorgwie upalnego lata. Siedzc w kucki na stoach, sprzedawcy przelewali przez obnaone rce przejrzyste jak mga wiotkie woale z migotami zotych i srebrnych nici.
  - Szale z Benares dla najpikniejszych... Bogosawione szale - woali cierpliwie.
  Na piterkach za drewnianymi kratami z cienkich listewek ukazywao si mnstwo urowanych twarzy, dziwnie wesoych, a ta naga rado, zaczepne pokrzykiwania, miech jak gruchanie gobi i brzk muzyki zaniepokoiy Margit.
  Wodzia oczami po gstwie gw, ktrych przybywao na ganeczkach. Kobiety pokazyway j palcami, wydajc ptasie okrzyki zdziwienia.
  Uniosa ku nim rk, zatrzepotaa doni na powitanie, odpowiedzia jej gwar rozbawionych gosw.
  - To szkoa?
  - Nie. Burdel.
  Wodzia wzrokiem wzdu uliczki, patefony gray, chrypiay goniki radiowe. Takie same dziewczta z klejnotami we wosach wychylay si z niezliczonych okien.
  - Jak to moliwe? Te wszystkie domy? - nie moga poj - caa ulica? Tu chyba s setki.
  - Tysice - poprawi. - Lekkiego ycia to one nie maj. Co sobota przychodzi ojciec ze wsi, eby odebra pienidze na ry dla rodziny...
  - Bye tu kiedy?
  - Tu chodz najbiedniejsi, ci, ktrych nie sta na on... To nie dla Europejczyka.
  Odgosy zauka mieszay si z pobrzkiwaniem muzyki. Kto woa z dachu i klaska w donie, by zwrci ich uwag. Pachniao dranico kadzidem.
  Jak zbkane dzieci szli jedno za drugim, trzymajc si za rce, bruk by nierwny, liski od pomyj i kisncych upin.
  - Och, poczekaj - uczepia si jego ramienia - tego brakowao, zamaam obcas.
  - Id boso, wielka mi historia - zamia si. - Poowa ludzi tak tutaj chodzi.
  - Wracajmy do auta. Naprawd, nie wiem, co ci tak bawi? - dreptaa kulawo.
  - Skaczesz jak wrbel.
  Wydao si nagle Margit, e ze wszystkich domw, z gankw i dachw patrz na ni i zamiewaj si, nawet tum suncy w uliczce wyda si zbiorowiskiem szydercw. Pot wystpi jej na caym ciele. Co mnie oni obchodz - karcia si w myli - wsid do auta, odjad, znikn. Tak, jakbym umara. Jestem z innego wiata.
  - Dobry wieczr pastwu - odezwa si za nimi kto po angielsku.
  Zatrzymali si, dogoni ich Ram Kanval. Niczym nie rni si od innych mczyzn z tej dzielnicy. Rozpita koszula na chudej piersi, polniewajcej od potu, sanday na bosych nogach, to samo senne i godne spojrzenie czarnych oczu.
  - Moe zechc mnie pastwo odwiedzi? - zaprasza. - Mieszkam niedaleko, przy Bramie Admirskiej... Poka nowe obrazy.
  - Dobrze, ale nie dzi... Miss Ward zamaa obcas. Musi kupi sandaki.
  - Tu niedaleko mj znajomy ma sklep z obuwiem. Zaprowadz pastwa.
  Przez mroczne podwrko zastawione beczkami, obok restauracyjki, gdzie na ogromnej patelni smaono bblaste pasemka ciasta, wcisnli si w bram i wyszli na inn ulic.
  Czerwony odblask na niebie ju nie wystarcza, zapalay si mcym wiatem wntrza sklepw. Mrugay tysice kolorowych arwek.
  Gdy usiedli na podsunitych krzesach, malarz znikn na chwil w labiryncie izdebek i przegrdek, skd dochodzi turkot maszyny i klepanie motkami.
  Sam waciciel wkada ju marynark na wypuszczon koszul. By to brodaty Sikh o misistym nosie. Kaza poda kaw. Odczuli, e budz powane nadzieje i nie obejdzie si bez wikszych zakupw.
  Dwu chopcw uklko przy Margit. Zdjli jej pantofle. Niska lampa, ktr obok niej postawiono na ziemi, rzucaa ostre wiato na bose, wskie stopy. Przyniesiono pczki rnobarwnych sandaw, pasek oddziela wielki palec i skosem ujmowa podbicie.
  W penym wietle Istvan zobaczy jej nogi, smuke, zgrabne, obnaone. Gesty klczcych chopcw, ktrych cienie paday na sufit, zamieniay przymierzanie obuwia w tajemny obrzd.
  - Ten sklep to prawdziwe odkrycie - zachwycaa si Margit, wychodzc z trzema parami sandaw.
- Od razu inaczej si czuj.
  Na ulicy zapada ju noc. Gste, dawice od woni powietrze stao nieruchome.
  - Chwileczk, prosz zaczeka, ja zaraz pastwa odprowadz - powiedzia malarz i wlizn si w gb sklepu.
  - O co oni si kc? - nasuchiwaa Margit. - Czy Sikh nas oszuka?
  - Nie podgldaj - prosi Terey. - Nie powinna w ogle tej sceny zauway... Malarz dopomina si o prowizj, bo przyprowadzi klientw i to dobrych, ktrzy si nie targowali. Zrozum, to nie chciwo, on walczy o ycie. y, to znaczy je, a skd bra pienidze?
  - Nie chciaam go urazi. Popatrz, ulica teraz wyglda jak scena z opery.
  Mimo mnstwa wiate i mrugania neonw w zotawym pmroku kryy postacie spowite w przecierada, z zahaftowanymi otworami na oczy, podobne do widm. Muzumanki wracay z meczetu. Piknookie, smuke kobiety w sari pyny z godnoci. Kolorowe byski plamiy biae koszule mczyzn. Odurzajcy zapach bi z wntrza sklepw, wo korzeni, pynu przeciw pluskwom i kadzida. Chichoczc beztrosko chmary dzieciakw goniy w tumie.
  Ram Kanval wrci z chopcem, ktry odebra od Margit pakunek z sandakami.
  - Musiaem dopilnowa, eby pastwu odstawiono zakupy do auta.
  Mali czokidarzy podnieli radosny wrzask dostawszy p rupii. Malarz si kania zapraszajc na obejrzenie obrazw.
  Mury Wielkiego Meczetu sigay bliskich gwiazd. Minarety podobne byy do zatknitych wczni.
  - Zadowolona jeste? - zwrci si do Margit, poszc wiatami reflektorw biae postacie.
  - Czuam si kropl w tej napierajcej rzece ycia, znikoma, bez znaczenia. My, biali, uwaamy siebie za wanych, tak jakby wiat si bez nas mg zawali. Poczucie nadrzdnoci podsycaj gazety, filmy, krg znajomych. Tu odczuam straszliw ywotno tego kraju. Oni si mno, mrowi, sun pochodem... eby wiedzie, ku czemu ten pochd zmierza?
  Terey sucha z pobaliwym umiechem: zauroczenie Indiami. Jeszcze si zachwyci yciem duchowym, filozofi wyrzeczenia. A potem dostrzee skutki. Pojmie...
  - Poka ci, gdzie jest kres tej rzeki.
  Zaspi si. Minli ostatnie domostwa. Zjechali nad Damun. Wody jej pyny mulistym korytem, splatay si w pokarbowany nurt pod mostem kolejowym. Przemierza go wartownik z karabinem, gwidc aosn melodi.
  Nad brzegiem pony dziesitki ogni. Jedne porastay grzyw kamieni, inne tylko arzyy si czerwono, gdy lekki powiew od wody przeciga.
  - Po c mnie tu przywioze?
  Z kpy drzew cykady gray tak ostro, a widrowao w uszach.
  - Tutaj pal zmarych? - spytaa szeptem.
  - A tam jest cmentarz - pokaza na wody dropiate od gwiazd. Smugi dymu wdroway nad zwierciadem. Po mocie dudnic, suny kwadraciki owietlonych okien, pocig do Bombaju, na poudnie.
  Uj Margit za rk, poprowadzi midzy ponce stosy. Sucho trzaska ogie. Dwaj palacze oszczdnie przykrywali kamienie szczapami drewek formujc skpe oe z ylastych patykw dla ciaa spowitego w przecierada. Kobieta w bieli przyniosa niewielkie mosine naczynie i wylaa troch roztopionego masa na zwoki. Stos podpalony pochodni zajmowa si opornie.
  Nie byo piewu, mw pogrzebowych, tylko suchy trzepot chybotliwego ognia, swd masa i w, wywoujcy dreszcz, zapach dobrze mu znany z czasw wojny, z popalonych, bombardowanych miast, odr zwglonych trupw.
  Nagle ruchliwa grzda ognia, stos, obok ktrego stali, poruszy si od wewntrz, jakby umary chcia si dwign, i spord poncych gazi wysuna si sczerniaa rka, do otwarta bagalnym gestem, dopalay si na niej strzpy ptna.
  - Co to? - Margit przytulia si do Tereya.
  - Skurcz mini w ogniu.
  Jeden z aobnych palaczy drgiem docisn sterczc rk, przytrzyma w gstwinie pomieni, a osuna si zwglona.
  - Tu koczy swj bieg rzeka ycia, ktra ci tak zachwycia. Bez zobaczenia tego miejsca niewiele mogaby poj z Indii...
  Po pas zanurzeni w cikim dymie wracali w stron auta. Na lekkich marach znoszono umarych.
  - Gdzie chcesz teraz jecha?
  - Do domu, Tery, do domu - wyszeptaa potulnie. - Uczysz mnie pokory.
  - To nie ja, to oni - pokaza na migoczce podune ognie jak na ostrzegawcze znaki.

III.

  Powiedz, Istvan, co si z tob dzieje? Dawniej znajdowae czas dla mnie - robia wyrzuty Judyta. - Wczoraj bye bardzo nieuprzejmy, nie chciae i ze mn do kina, mwie, e masz piln robot.
  - Bo naprawd miaem - popatrzy na ni zakopotany.
  - Przynajmniej nie kam, bo nie umiesz. Poszam sama.
  - Na jakim filmie bya? - zainteresowa si nagle.
  - Na tym samym - dobia go. - Siedziaam dwa rzdy za wami.
  - Nie widziaem ci.
  - Nic dziwnego, bye ni tak zajty. Przyjemna dziewczyna, ale troch za czsto razem was widuj. Zanadto skaczesz koo niej, uwaaj, eby si w kangura nie zmieni. - Umiechna si, jednak oczy patrzyy powanie i z trosk. Obrcia wentylator, nadstawia twarz w strug powietrza.
  Na zasonie cio si gorzko palce soce.
  - Piekielnie gorco...
  - Nie zagaduj. Sporo przeyam i widziaam, powiniene troch liczy si z ludmi, wiesz, w jakim getcie yjemy.
  - Mog ci przysic, e mnie z ni nic nie czy - patrzy jej uczciwie w oczy - po prostu mia dziewczyna, mam okazj do rozmowy po angielsku.
  - Biedaku, mao tu innych, z ktrymi mwisz po angielsku? - skrzywia si wspczujco. - Mgby si ju nie sypa... Jestem pewna, e wzbogacisz sownik, ale w zakresie dalekim od subowego.
  - Brzczysz jak mucha. Pod sowem, z miss Ward to zupenie inna historia.
  - Zapltae si?
  - Skd? Wierz mi, niepowane.
  - Tym gorzej. Istvan, naleysz do kolektywu naszej ambasady, a ona jest z wrogiego obozu. Obie strony bd na ni patrze niechtnie. Robisz jej krzywd. Przynajmniej, stary koniu, powiniene o tym pamita, mie odrobin rozsdku.
  - Przesta, bo nudzisz - udawa, e si zabiera do roboty, jednak Judyta rozsiada si na dobre i zapalia papierosa.
  - Nie przeszkadzaj sobie, pracuj. Przyszam popatrze na ciebie, bo ju prawie zapomniaam, jak wygldasz.
  - Przecie widujemy si w ambasadzie - prbowa si broni.
  - Takie tam widywanie - zbya machniciem rki. - Dawniej przychodzie na coca-col i pogadae jak czowiek bliski.
  Milczeli chwil. Strzyenie cykady w pnczach za oknem, zamknitym szczelnie, dzwonio natarczywie, owad piewa upojony nadmiarem soca.
  Istvan popatrzy na agodny profil Judyty, kapryne wargi, cik fal farbowanych wosw. Musiaa by bardzo przystojn kobiet, duo przesza, mdra i opanowana. Chce teraz jednego: spokoju, yczliwoci, odrobiny wygody.
  - Przecie mnie znasz nie od dzi - agodzia uraz - jeli ci ostrzegam, to dla twego dobra, a nie, eby dokucza... Chyba mnie nie posdzasz o zazdro?
  - Jasne, e nie - podj gorco, nie spostrzegszy, e sprawia jej przykro.
  - Istvan, Istvan, ty we mnie wcale nie widzisz kobiety.
  - Bardzo ci przepraszam - unis jej do do warg.
   - No to w nagrod moesz mi opowiedzie, jaka jest ta twoja Australijka - mrugna porozumiewawczo. - miao. Tak, jak wy, chopcy, gadacie midzy sob. Kto to jest?
  - Lekarz, okulista, pracuje w U$N$E$S$C$O. Tata ma jakie fabryki weny, raczej bogata rodzina. Maj jacht. Matka jej umara, ojciec drugi raz si oeni, jednak ona ocenia macoch z sympati.
  Judyta zaoya donie pod pachy i kiwaa gow wspczujco.
  - Tak o niej mwisz, jakby bya Hindusk: bogata, fabryki, jacht... A c mnie to obchodzi? Mw mi o niej, jaka ona jest? Co w niej upatrzy?
  - Nic. Naprawd nic - wykrca si jak chopak, ktrego matka przyapaa na pierwszym papierosie.
- Troch j oprowadzam i strasz Indiami. Bo ona na zo rodzinie chce tu w Instytucie Oftalmologicznym przynajmniej rok popracowa. Ju rozumiesz? - powiedzia prawie bagalnie.
  - Wicej ni ci si zdaje.
  Drzwi uchyliy si ostronie. Stan w nich Ferenz.
  - Nie syszycie, e telefon w tamtym pokoju dzwoni i dzwoni?
  - Syszymy - odpowiedziaa niefrasobliwie.
  - To czemu nie podejmiecie?
  - Popiech jest niezbdny tylko przy apaniu pche. Podzwoni i przestanie. Nie masz wikszych zmartwie? Jeeli naprawd wana sprawa, to si jeszcze odezw.
  Jednak sekretarz nachyli si i szepn:
  - Ambasador zarzdzi odpraw na jedenast. Za pi jedenasta zbirka u mnie.
  Powiew wentylatora dmuchn mu w starannie uoone fale wosw, wic je natychmiast przygadzi.
  - Terey - popatrzy z nagan - znowu jeste bez krawata... Wprowadzasz obyczaje z bohemy.
  - Nie wiesz, o co chodzi Staremu? Nasiadwki zwykle zapowiada przynajmniej dzie naprzd. Mam krawat w szufladzie, wystpi godnie.
  - To si pospiesz - Ferenz stuka paznokciem w szkieko paskiej, zotej Doxy.
  - Wiesz, o czym bdzie mowa?
  - Wiem - podnis brwi i widzc ich zaciekawienie wycofa si zamknwszy drzwi.
  - Pewnie znowu zaczn mnie wychowywa - westchn Istvan - mam dosy tego strofowania.
  - Nie, twoja sprawa czeka na waciw por. Jeszcze dojrzewa... Ja te wiem, o co Staremu chodzi.
  - Wszyscy wiedz oprcz mnie. Jestem niegodny zaufania - chodzi po pokoju zacigajc krawat z wyrazem udrki, troch jak stryczek.
  - Najlepszy dowd, jak si oddalie; Istvan, nie mona myle tylko o niej jednej. Gdyby przed zaczciem pracy przyszed powiedzie mi gupie "dzie dobry", szepnabym ci: Zajrzyj do garau. Porozmawiaj z Kriszanem.
  - Ale po co, u licha?
  - Chodmy, ju czas - zgniota papierosa w glinianej popielnicy. - Nas obowizuje zegarek Bajcsyego, nawet gdyby si o kwadrans spieszy.
  Uja go za rk, pocigna artobliwie.
  - Wiedzie nie znaczy rozumie. A tym bardziej rozpowiada. Co wiesz, schowaj dla siebie i ciesz si, e jeste wtajemniczony. Pamitaj, mwi ci to stara Judyta, i uwaaj, bo czasem twoja wiedza moe si obrci przeciw tobie.
  Ambasador robi wraenie czowieka, w ktrym obudziy si nagle energie, trafi na opr, musi z ca bezwzgldnoci wymc posuszestwo, przeprowadzi spraw tak, jak sobie z gry zaoy. Przypomina troch drapienika, ktry kadzie ciki eb na mikko podwinitych apach i mruy te lepia, jednak od czasu do czasu skurcz przebiega minie i pazury wysuwaj si same, gotowe ora ywe ciao.
  Siedli pkolem w fotelach, Ferenz na krzele, poprawny, przechyleniem gowy sygnalizujcy skupienie, gotowo do usug, byle nie uwaczay godnoci. Judyta na kolanie wspara blok, gdyby zasza potrzeba stenografowania jakich decyzji, szyfrant, may, tgi czowieczek, podkuli nogi, wyranie si nudzi, bo w kocu co go te instrukcje mogy obchodzi? Jego obowizkiem byo zamieni sowa na liczby, odczyta depesze, niszczy starannie notatki i strzec klucza od pancernej szafy, w ktrej ukrywano kopie raportw, zalecenia M$S$Z i kod. Drugi klucz nosi w portfelu ambasador. Znak najwyszego wtajemniczenia. Na kanapce, czstujc si papierosami, czekali pracownicy misji handlowej.
  Brakowao tylko wonego Karolyego.
  Kilka butelek coca-coli i syfony wody sodowej lniy na stole nakrytym zielonym suknem - grozio dusze zebranie.
  - Drodzy towarzysze - zacz Koloman Bajcsy - czy przypominacie sobie niedawny wypadek ambasadora tureckiego, kiedy polowa na pawie? Paw jest tu witym ptakiem. Zreszt diabli wiedz, co tu nie jest wite, bo i mapa, i w, i krowa. Miso z pawia to przysmak - zdawa si rozpamitywa, przymknwszy podpuchnite powieki - zwaszcza z pawicy... Wyjechali o wicie i utukli par ptakw. Kierowca poupycha je do worka, uczciwy muzumanin, nie brzydzi si krwi... Ale pani ambasadorowej zachciao si wachlarza na cian z pawich pir, wic zamiast im powydziera ogony, zmi i wyrzuci w krzaki, zostawili: Sterczaa z worka caa miota. Pech chcia, e dwa razy siado koo.  Szofer ju nie mia zapasu i trzeba byo ata dtk. Zatrzymali si w wiosce, zebra si tum gapiw. Tu wszystko jest wydarzeniem wartym ogldania, a c dopiero zdejmowanie opony, szukanie dziury... Chopi usunie przynieli ceber z wod, asystowali tumnie. Nieszczcie chciao, e szofer otworzy baganik i bysna wiecha pawich pir. Tum zawy, zaczli rzuca kamieniami. Ambasador nie czeka, a oberwie, tylko w nogi. Kierowca prbowa broni wozu, ma zaman rk. Auto chopi przewrcili i podpalili, chcc zapewni godny pogrzeb witym ptakom. To jeszcze nie koniec kopotw pechowego dyplomaty, bo sprawa si rozniosa, trafia do gazet. Cho nie ma oficjalnego zakazu polowania na pawie, obyczaj powinien by przestrzegany. Wprawdzie ambasador zosta przeproszony przez indyjskie M$S$Z, ale klimat wytworzy si wok niego taki, e musia prosi o odwoanie. Nie mwic ju o tym, e Hindusi nie zwrcili za zniszczony wz.
  Bajcsy nagle si oywi, przypatrzy si z uwag twarzom nie zdradzajcym zainteresowania i uderzy:
  - Pewnie zastanawiacie si, po co Stary o tym gldzi? Wczoraj miaem wypadek. Ten idiota Kriszan wpakowa si autem na krow.
  Wszyscy si poruszyli, patrzyli mu w oczy z napiciem.
  - Na wit krow? - zapyta Ferenz z lekkim umiechem w gosie.
  - A czy tu s inne bydlta? - obruszy si Bajcsy, wydymajc grub warg. - Na szczcie tylko maska troch si zgniota i rozbi reflektor. Moglimy uciec, zanim by nas zatukli. Zapewniam was, e i na to mieli ochot. Lecieli z kijami i zgarniali kamienie, a to bydl z przetrconym grzbietem leao na szosie i ryczao jak na alarm. Stara sparszywiaa krowa. Kriszan to histeryk, rozklei si, zakry oczy i becza. Musiaem sam wz prowadzi.
  - Czy towarzysz minister jako zabezpieczy si od strony prawnej? - zapyta radca handlowy gosem penym troski, jak o zdrowie.
  - Jasne. Podjechalimy do gubernatora prowincji i opowiedziaem o wszystkim. Wezwa komendanta policji, spisali zeznania, zwaszcza tego roztrzsionego durnia, Kriszana. Najgorsza rzecz, e z Dehra Dun nie mainnej drogi powrotnej i musielimy pru przez t sam wiosk. Wz atwo rozpozna, wybite lepie... Nie chciaem jecha z jednym tylko wiatem, noc. Napraw mog zrobi tylko tutaj w Delhi. Wic gubernator da ciarwk z eskort. Pluton policji, z paami. Co wy tam notujecie, towarzyszko? - zaniepokoi si, spogldajc na blok, ktry trzymaa Judyta. - To, co mwi, jest cile poufne.
  - Tak sobie bazgrz - pokazaa blok z geometrycznym deseniem.
  - Wyobracie sobie, chopi czekali na nas, szosa bya zagrodzona... Ale policja z nimi raz dwa si uporaa. Grzali paami po bach jak przy mcce - przymkn oczy z uznaniem - w trzy minuty byo po wszystkim... Patrzyem, jak ich zapdzono, eby uprztnli szos. Od razu zrobili si tacy, jakich znamy na co dzie, powolni, sabiutcy, bardzo cisi. Tylko rkami wycierali zasmarkane nosy, z ktrych kapaa krew, bo policja im niele przyoia. I spokj. Ciekawi jestecie, co dalej? Pod baldachimem uwieczonym kwiatami leaa wita krowa. Postkiwaa tylko, z otwartym pyskiem. Nastawiali przed ni peno lampek. Ale eby przynie wiadro wody i napoi zdychajce bydl, o tym nikt nie pomyla. To ju nie na ich rozum. Opodal na ce zbieray si spy, podskakiway, eby si lepiej przyjrze, czy ofiara dochodzi. Gdyby nie zawodzcy chopi, byyby krowinie ywcem flaki wypuciy. Wolaem, towarzysze, sam o tym wypadku opowiedzie, eby na moim przykadzie pokaza niebezpieczestwa, jakie si tu czaj.
  Wsparty obu rkami o biurko dorzuci:
  - Wnioski? Prosibym, ebycie zapamitali to, co wam podaem, bo tu czasem lubi robi z igy widy. Przypominam, e sprawa poufna; cho moje stanowisko, immunitet dyplomatyczny dostatecznie mnie chroni, prosz o ucinanie rozmw na ten temat, odwouj si do waszego rozsdku. Nie ycz sobie, zwaszcza eby to doszo do ludzi nam nieyczliwych - popatrzy znaczco na Tereya - spoza naszego obozu, bo oni mog nie mnie, ale nam, jako caoci, szkodzi... Jasne? Czy s jakie pytania?
  - Nie, nie - odpowiedzieli.
  - Tocie mieli, towarzyszu ambasadorze, przygod - krci gow radca handlowy - mogo by znacznie gorzej.
  - Mam nadziej, e na tym si skoczy - zastanowi si Ferenz. - eby tylko gupi Kriszan za duo nie gada.
  Ambasador podparty na okciu dwign grn powiek palcem. Po wierzchu doni ciemn smug say si kpki kdzierzawych wosw.
  - Wic, co radzicie?
  - Ja bym go zwolni. Tylko nie zaraz. Powodw jest do... Uszkodzi maszyn, jedzi jak wariat...
- Ferenz zaglda w oczy Bajcsyemu.
  - on ma chor - prbowa ratowa Terey.
  - O, wanie - podchwyci Ferenz - jego stosunek do ony jest obrzydliwy, zamiast j posa do szpitala...
  - A ja bym mu odpali par rupii, niech cicho siedzi - podsuwa radca handlowy, ogldajc si na szyfranta, ktry milcza, postukujc palcami o porcz fotela, jakby co nadawa Morsem.
  - Nie, adnych pienidzy. Najgorzej zacz - ambasador ci doni powietrze - pniej si nie odczepi. W kadym razie zgadzacie si ze mn, e nie jest to dobry kierowca, a co gorsza, czowiek. Na razie trzeba go znosi. Jednak, towarzyszu Ferenz, ostrzecie Kriszana, e przy pierwszym przewinieniu bd bez litoci, wywal! Tu musi by porzdek. I wierzcie mi, ja go potrafi utrzyma.
  Patrzy na nich ciko, nieprzyjanie, jakby ju prbowa rozpozna, kto z nich pierwszy okae si jego wrogiem. Nagle zwrci si do szyfranta, ktry a na wp otworzy usta:
  - W tej sprawie nie bdzie adnych meldunkw do kraju. Naprawa jest minimalna, wyklepa, polakierowa, zaoy nowe szko. Sam pokryj. A teraz, drodzy towarzysze, w taki upa, skoro nasze zebranie dobiega koca - powiedzia ojcowskim tonem - moe by nam Judyta daa buteleczk tokaju? No, to mae buteleczki, mog by dwie, trzy... Po co dwa razy chodzi?
  Wszyscy poruszyli si zadowoleni. Tylko radca handlowy poprosi o zwolnienie, bo mia umwione spotkanie z kim, kto chcia kupi tuzin autobusw i otworzy wasn lini komunikacyjn do Agry.
  Kiedy ju si rozchodzili, ambasador zatrzyma Tereya, otworzy szuflad i poda mu list. Pozna od razu charakterystyczne, drobne literki, acuszkowe pismo ony.
  - Musia si zaplta przy rozdzielaniu porannej poczty - wyjani.
  Istvan wzi go w palce, nacisn, list by rozcity. Ostatnio zagino mu kilka. Czy ambasadorowi zaleao na kontrolowaniu korespondencji? A moe przypi je jako zaczniki w aktach personalnych?
  Bajcsy zawis cik bry, pochyli gow, spoglda spod nastroszonych brwi.
  - No, c was tak dziwi?
  - Mona byo nad par odklei i odda bez ladw wamania. Nie takie sztuki robi kada zazdrosna ona.
  - Spokojnie, Terey, spokojnie. Ten list otwarem przez omyk. Odruchowo. Najpierw pruj, a potem ze zdziwieniem patrz, e nie do mnie. Przepraszam was.
  - Ale mnie si te omyki ukadaj w jaki logiczny cig. Dlaczego moja ona dotd nie dostaa paszportu? - trzyma rozwart kopert o postrzpionych brzegach, jakby go brzydzia.
  - Pisaem ponaglenie. Zdaje si, e przyjazd waszej ony bardzo by si tu przyda. A co do listu, powiedziaem: przepraszam, i to powinno wystarczy. egnam was. Nieznone gorco wszystkim dziaa na nerwy...
  Kiedy zamkn drzwi gabinetu i grube poduszki obite cerat cmokny szczelnie, Judyta uniosa pytajco brwi.
  - No?
  Pokaza rozdart kopert.
  - Tak dostaem. Powiedziaem, co o ty myl.
  - Zarczam ci, to nie on - krcia gow.
  - A kto?
  - Nie wiem na pewno. Zapytaj wonego. W poczcie, ktra przesza przez moje rce, tego listu nie byo. Wycofaabym go.
  - Bg ci zapa, Judytko.
  Popatrzya na niego z namysem.
  - Jak to sysz, czuj grob.
  - Bo ty znasz tylko Ojca, a ja Syna - odpowiedzia powanie - nie przyzywaem pomsty na twoj gow.
  Wyszed na korytarz, nie spieszno mu byo list przeczyta. Mia uczucie, jakby sign po jabko, ktre ju kto z drugiej strony nadgryz.
  Dopiero usiadszy za biurkiem, po zapaleniu papierosa, wytrzsn kartki papieru i fotografie synw. Trzymali owczarka na obroy, spogldali bystro w stron aparatu. Drobni, szczupli, krtko ostrzyeni, to ju bya robota dziadka. I poczciwy Tibi, ogromne kosmate psisko, ktre dawao si dosiada jak kuc.
  Ilona nie robia nadziei, e szybko zjawi si w Indiach, natrafia na opory, prosia, eby si nie martwi, bo s zdrowi, chopcy ucz si niele, a ona daje sobie rad. Wielkanoc spdzili u dziadkw, std fotografie z Tibim.
  "Jak ciebie nie ma, usta napyw goci... Rozkoszny spokj w domu, a mi dziwno. Jeden Bela, poczciwy, o nas pamita. Teraz dopiero widz, e bez ciebie nie jestem nikomu potrzebna, tylko chopcom. Oni prosz, eby duo marek nalepia i rwnych, bo wymieniaj si z kolegami. Tsknimy, caujemy - Twoja i kulfoniaste dopiski synw - i ja te Geza, i z wymylnym zakrtasem - Sandor".
  List by sprzed dwch tygodni. Co si przez ten czas stao? Nic. Jasne, e nic. Dostabym telegram. Albo nawet mogaby zadzwoni. Co dnia bya wyznaczona godzina na poczenie z Budapesztem, kabel przez Londyn, okrn drog. Pamita tylko jedn rozmow, dotyczya jakiej nagej decyzji na propozycje radcy handlowego. Telefoniczne poczenie istniao raczej jako moliwo, jednak byyby to zdania wypowiadane przy wielu wiadkach, jakby widzenie w wiziennej rozmwnicy.
  Smutek bi z tego listu, Istvan, robic sobie wyrzuty, e mao o domu myli, jeszcze raz kartki przebiega oczyma. Nie, nie znalaz nic, co by mogo zaniepokoi. A jednak jaki osad pozosta w sercu, Ilona ju przestaa wierzy, e bdziemy tu razem, postanowia odczeka, uwaa, e samotny pobyt w Indiach potrzebny jest dla mego dobra. ycie wypenia trosk o synw. Waciwie atwo jej przyszo pogodzi si z t dug rozk. Nie jestem jej potrzebny? Przecie uczucia ocalay, nie s tylko wizami. Jeeli Bajcsy rzeczywicie wysa ponaglenie...
  Usysza warkot motoru. Popatrzy w okno rozwietlone arem sonecznym z mimowoln niechci. Pogoda, do znudzenia pogoda. Kriszan przyjecha, trzeba zapyta, jak byo z t krow.
  Suche powietrze pachniao spieczonymi limi i kurzem. Pyty chodniczka, prowadzcego wok budynku, parzyy przez podeszwy sandaw.
  Zajrza w pmrok garau. Widzia tylko beton z tust plam smaru. Nachylony, dotkn palcem. Lepki, wiea. Musia mocno uderzy, skoro olej wycieka, pomyla, mogo by gorzej.
  - Co tu robisz? - usysza nad uchem gos Ferenza.
  Wzdrygn si, nie pochwyci lekkiego stpania.
  - Zdawao mi si, e Kriszan przyjecha.
  Sekretarz spoglda zaczepnie.
  - Chciaem go zapyta - plta si zakopotany.
  - A ja zaszedem z polecenia ambasadora, eby mu nakaza milczenie. Radz ci, pilnuj wasnych interesw. adnych prywatnych dochodze. Jeste od kultury. Niepotrzebnie poufalisz si z kierowc przez te rne pogawdki. Kady Hindus musi skada raporty o nas, nawet gupi sprztacz. Tutejszy aparat kontroli dziaa sprawnie, chc mie wgld w nasze sprawy. Jak si wybierasz na jak eskapad, nie mwic ju o poufnych spotkaniach, zawsze lepiej samemu wz prowadzi, to pewniejsze. A z Kriszanem nie mw o wypadku, po co go uczula, e to ma jakiekolwiek znaczenie...
  - Dobrze - skin gow.
  Wyszli w soce. Terey czu niesmak, e si tak da przyapa.  Naprzeciw nich drepta Mihaly, synek szyfranta, w rozpitej pidamce i kapeluszu uplecionym z trzciny, cign na sznurku blaszane pudeko.
  Dziecko pozbawione rwienikw wymylao sobie dziwaczne zabawy, asystowao kierowcy przy pracach w garau. Cztery godziny z rana chopiec by w szkole prowadzonej przez zakonnice. Tam szybko nauczy si papla po angielsku, a od rwienikw Hindusw i w hindi. Matka czsto braa go na targ jako tumacza, bo umia si lepiej wysowi: On ma do tego gow, pysznia si synem, co si przy nim powie, od razu zapamita, a trzeba uwaa...
  - Namaste di - pozdrowi ich chopiec.
  - Co tam masz, Mihaly? - przygarn go Istvan.
  Malec unis gwk, ociera si o niego, szeleszczc rondem wielkiego kapelusza.
  - Autobus, odwo ptaszki do cienia.
  - Powycinae z papieru?
  - Nie, one s ywe.
  Podnis pudeko i wrczy Tereyowi.
  - Przy, wujku, do ucha, usyszysz, jak dziobi. I ty te - zwrci si do Ferenza - tylko nie otwierajcie, bo wyfrun.
  Istvanem targna tsknota za synami, wzruszya ufno Mihalya. Cie kapelusza, pomalowanego w czerwone zygzaki, pada na opalon twarzyczk chopca.
  W pudeku co stukao, kiedy je przytkn do ucha. Ferenz nie wytrzyma i unis wieka, wystrzeliy due, polne konie, otwieray rdzawe skrzyda i odlatyway w blask z gonym furkotem. Spaday wysoko midzy pncza, ktre koysay si, jak munite powiewem.
  Mihaly wcale nie wyglda na zmartwionego, raczej bawio go zaskoczenie sekretarza.
  - A mwiem, e wyfrun.
  - To polne koniki.
  - Nie, ptaszki - upiera si. - Prawda, wujku? - pochwyci za rk Istvana.
  - Oczywicie, e ptaszki, pan Ferenz nie ma okularw, wic nie zobaczy.
  - To tak jak z Panem Bogiem - mwi chopiec powanie. - Siostry opowiadaj, e jest, a tata mwi, e nie ma. Pewnie te nie ma okularw.
  - Mc dzieciakowi w gowie - obruszy si Ferenz. - Jasne, e nie ma adnego Boga - uwaa za stosowne pouczy chopca.
  - Ty zawsze lubisz mwi na przekr - zamia si Terey - jasne, e jest. Tylko nie kady Go widzi, a nawet temu, co widzi, wygodniej uwaa, e Go nie ma.
  Ferenz westchn ciko i bezradnie opuci rce.
  - Prowadcie dalej dysput teologiczn beze mnie. Za gorco. A jak dojdziecie do porozumienia, zajrzyj, Istvan, do mnie. Chciabym ci co prywatnie powiedzie.
  Odszed cichym krokiem, soce bio z wysoka, nawet cie kurczy si od upau.
  - A teraz wypumy reszt konikw, bo si w tym skwarze upiek.
  - Ptaszkw - poprawi Mihaly. - Przecie widzisz...
  Bra je w do, bawio go, jak mocnym uderzeniem dugich nek wypryskiway w powietrze, migotay czerwonymi skrzydekami w socu i niky nagle, spaday w licie, jak okruch brunatnej gazki, wtapiay si w to i ju ich nie byo zna, pki nie zaczy syka i podzwania.
  - Poka mi, wujku, te okulary - prosi przymilnie.
  - Jakie okulary?
  - No, te, eby zobaczy Pana Boga.
  - Nie mog ci ich pokaza, bo kady musi mie wasne. Nazywaj si: wiara - szepta poufnie dziecku. Spogldao szeroko otwartymi oczyma. Odczu nagle skurcz alu; kto mwi o tym moim chopcom?
  - I ja te je bd mia, gdy bd duy?
  - Jeeli bdziesz tego chcia, na pewno dostaniesz. Wielu dorosych je ma, tylko nie chc si do tego przyzna...
  - eby im nie zabrali?
  Zza wga ukaza si Kriszan. W biaej koszuli z nierwno podwinitymi rkawami, w pciennych szerokich spodniach wyglda jak tysice innych mczyzn na ulicach New Delhi. Istvana uderzyo, e mimo chudoci ma wlaste minie widoczne pod cienk skr. Zgrabny, mocny chop. Gruby zoty sygnet na palcu prawej rki i zegarek przypominay, e dobrze zarabia. Szed lekko zgarbiony, w jego wyrazistej twarzy mona byo odczyta zgnbienie.
  - Kriszan, towarzysz Ferenz chcia z tob rozmawia.
  - Wanie od niego wracam, sab, ale co ja zrobi, jak mnie policja jeszcze raz wezwie?
  - Przecie zoye ju zeznanie. I podpisae.
  - Tak - patrzy aonie na Tereya.
  - Trzymaj si tego, co powiedziae.
  - Sab wie wszystko?
  Terey skin gow.
  - Ju na wieczr wz bdzie gotowy.
  - Wic nie martw si, zapomn. Tylko musisz by rozwany. Nie gada za duo.
  - Wiem, sab. Sekretarz kaza.
  Kriszan zawrci ociale i szed w stron izby w oficynie. Istvanowi wydao si, e kierowca oczekuje pociechy. Patrzy tak, jakby szuka zrozumienia i ratunku... Przypomnia sobie jednak wskazwki Ferenza i wzruszy ramionami. Kriszan by na wojnie w Afryce, chop ma dowiadczenie, nie jest maym dzieckiem, powinien wiedzie, co robi. C mnie w kocu obchodzi? Ma on, niech ona go pociesza.
  Mihaly obejrza si za Hindusem.
  - Kriszan jest smutny. Dlaczego, wujku?
  - Bo ma zepsute auto.
  Chopiec szed za nim i brzcza blaszanym pudekiem, wleczonym po pytach.
  - Wujku - chwyci Istvana za rk, gorc, wilgotn doni - czy to prawda, e masz kangura?
  Terey przystan zaskoczony, troch go plotkarska atmosfera zaczynaa zoci, ale i mieszya.
  - Mama mwia, e widziaa ci w Dantar Mantar z twoim kangurem. Ja bym tak strasznie chcia go zobaczy. Pokaesz mi?
  - Poka, ale nikomu nie mw. To bdzie nasza tajemnica.
  Pocign za rondo i nasun chopcu kapelusz na nos, a sam wszed w duszne wntrze ambasady.
  Wic co robi? Ukrywa si? I z czym waciwie? To mieszne. Mogliby przesta si mn zajmowa. Teraz na szczcie maj wypadek samochodowy do omawiania, moe mi dadz spokj?
  Poczu dla ambasadora prawie wdziczno, e skupi na sobie uwag maego wiatka... Jednak zniecierpliwienie roso. Jeli Ferenz sprbuje udziela mi nauk, spotka si z tak odpraw, e dugo popamita.
  Samo tumaczenie si ze znajomoci z Margit, rozmowa o niej, drwice umieszki, jakich oczekiwa, wyday mu si obrzydliwe. Chcia omin pokj Ferenza, ale drzwi czekay uchylone i sekretarz zaprasza przyjanie:
  - Wejd, jeste mi bardzo potrzebny.
  Wstawa zza biurka, zamyka drzwi i jakby chcc jeszcze zyska na czasie, podsuwa papierosy. Istvan wewntrznie si najey.
  - Duo zamwie skrzynek whisky u Gupty? - zacz sekretarz.
  - Co ci to obchodzi? Czy i to macie mi za ze?
  - Upa, wszyscy sobie do oczu skacz, ty te robisz si draliwy. A ja chciaem, eby na swoje konto wzi dla mnie jeden gros. Po prostu za duo ostatnio zamawiaem, a nie chc zwraca uwagi celnikw.
  - W ostatnim miesicu wcale nie braem.
  - Wic miaem nosa, wypeniajc kart zamwie. Tylko podpisz, a ja reszt z Gupt zaatwi. Niech ci o nic gowa nie boli.
  - Na co ci tyle wdki? - zdziwi si Terey, sigajc po kart.
  - Skrzynka ma tuzin butelek. Jestem tu duej od ciebie o cae dwa lata, mam mnstwo znajomych... A kady lubi bra. Whisky najlepszy podarek. Zwaszcza, jak podnios opaty celne. Jasne?
  - Teraz jasne - umiechn si Terey. - Przecie nie posdzam ci, e pijesz do lustra.
  Ferenz rozemia si szczerze. Rozstali si w przyjaznej zgodzie.
  Istvan wrci do swego pokoju, by napisa list do "Times of India", prostujcy zoliwoci o Wgrzech, przedrukowane z amerykaskiej agencji. List taki mia szans ukazania si w rubryce: Rozmowy z czytelnikami, jednak lepiej byo, eby go podpisa kto spoza ambasady. Moe Ram Kanval? A moe sam Vidajaveda? Margit nie chcia plta w polityczne rozgrywki...
  Przejty kucharz meldowa mu, e byy dwa bardzo wane telefony.
  - Zapisaem na kartce - opuci z czoa okulary w drucianej oprawie, prbowa sylabizowa wasne bazgroy. - Sir Vidajaveda przypomina o party z okazji powrotu modej pary i pani, to jest panna - poprawi si, upic wielkimi, pospnymi oczami - mam tu zapisane... Te pytaa, czy pan bdzie.
  - Ale kto?
  - Tu mi si co pomylio, nie mog odczyta - rozprostowywa pomit karteczk - ale to by wany telefon. Po angielsku.
  Moe Grace chciaa si upewni, czy przyjdzie? Lepiej wcale si tam nie pokazywa. Na myl o spotkaniu ogarnia go niepokj i zawstydzenie. Jak z ni mwi, eby jej nie dotkn? Pomin wszystko milczeniem? Ona zadecyduje, wyznaczy miejsce barw gosu, spojrzeniem, sposobem podania rki. Wolaby unikn spotkania, a rwnoczenie czu, e zmieni nagle postpowanie byoby jeszcze trudniej, po prostu gupio, musiaby tumaczy si rady i Vidajavedzie.
  Ledwie usiad za stoem, nakrytym lnian serwetk, i Pereira wydoby grejpfrut z lodwki, odnis wraenie, e co si w pokoju zmienio, przez mgnienie zawaha si, nim spostrzeg, e na posadzce ley bkitno-biay dywan, puchaty, jak mchy w bukowych lasach.
  - Gdzie tamten dywan?
  - By kupiec i wymieni, ja sam wybraem.
  - Ale kto ci kaza?
  - Sab nie powiedzia jednego sowa, e tamten rudy pasuje.
  - Poszukasz kupca i powiesz, eby mi go zostawi - burcza gniewnie, jakby rozporzdzili si jego wasnoci - ja chc, eby ten dywan do mnie wrci.
  - A jak on znalaz nabywc?
  - Ja byem pierwszy - wybiera yeczk pestki.
  Twarz kucharza rozpogodzia si, jakby przesza po niej smuga blasku, ju oblicza napiwek, jaki wycignie z handlarza.
  - Sab chce rudy dywan na zawsze? - upewni si drapic zgitym palcem nad uchem, wosy trzeszczay sucho. - Bdzie drogi, prawdziwy kaszmir.
  - Jak myli, e mnie obedrze, niech raczej go wcale nie przynosi... Nie chc oglda ani jego, ani dywanw. A wy, zamiast robi interesy, zajmijcie si kuchni.
  Ostry swd przypalonego ciasta nis si z uchylonych drzwi.
  Pereira pokusowa klapic rozdeptanymi pantoflami, nigdy nie czyszczonymi, o ksztacie dek, jakie chopcy strugaj z kory sosnowej. Zaraz wrci i przerzuca z doni na do czarny, dymicy krek.
  - Spaliy si alberty - oznajmi jak o wielkim osigniciu.
  W jadalni byo duszno mimo wentylatora, ktry pod sufitem beta powietrze. Maszyna do chodzenia szumiaa jak odgos morza w muszli. Na myl o ciarze niewidocznego soca, ktre, gdy tylko przekroczy prg, zwali mu si na barki, nacinie ciemi, ogarna go naga sabo.
  Pooy si na ku, zacz czyta "Nagich i martwych" , gdy otwarta ksika stukna go w czoo, upuci j i osun si w sen.
  Obudzi si nieswj, z ros potu na piersi. ni, e wchodzi po stromych drewnianych schodach nierwno obrobionych siekier, jak to w chaupach bywa, prowadzcych na duszny stryszek, gdzie wisz suche wywrcone wosem do rodka skry baranie, w odorze zjeczaego tuszczu i jakiego ziela, ktre wepchano przeciw robactwu, miaa czeka Ilona. W ciemnoci wycign do i trafi na pice w niecce wiklinowej spowite ciasno niemowl. Namaca kocami palcw wilgotne i otwarte usteczka. Zacmokao i spao dalej.
  Parskajc w wannie, przypomnia sobie dziadka, ktry umia sny wykada. "Dziecko, to kopoty. pi spowite, to pomylnie, tylko uwaaj, eby nie rozbudzi..." Powesela wydao mu si, e syszy peen yczliwoci gderliwy gos, tu za sob. A dziadek zmar jeszcze przed wojn, zanim Horthy... Ach, gupstwa, poklepywa barki zwinitym rcznikiem, osusza, zamiast wyciera. Chcia zachowa zudzenie chodu, jakie na krtko dawaa kpiel.
  Wyprowadzi auto i podjecha do ogrodnika na tyy cmentarza europejskiego, gdzie rosy zagony lwich paszczy, gladiolusw i drobnej kwitncej srebrzycie kaszki, ktra tworzya jakby mgiek nad zbit wiech kolorw, niezbdne dopenienie bukietu.
  Kupi kwiaty dla Grace.
  Rada wita go ze szczer radoci, podsuwa wysok szklank whisky, w ktrej kostki lodu lniy jak topazy. Jaki szczupy mczyzna, w spodniach zaprasowanych nieskazitelnie, widzc czc ich zayo, ustpi Istvanowi miejsca. Skrzany fotel westchn po czowieczemu, przyjmujc nowe brzemi.
  Przedstawiono szczupego Hindusa radcy, niewyranie zabrzmiao nazwisko. Skra napita na policzkach nie pozwalaa okreli wieku, jednak musia mie ponad czterdziestk, bo srebrem powloky mu si wysoko podstrzyone skronie.
  - Kto to? - spyta pgosem.
  - Jeszcze jeden zabiegajcy o kredyty. Nikt na tyle wany, eby go musia zapamita - zby rada.
- Ja nie pytam, na co mu pienidze, grunt, eby je zwraca w terminie i paci odsetki. A co z nimi zrobi...
  Rozmowa toczya si tak, jakby szczupy Hindus dla nich obu nie istnia. Jednak on, nie zraony, sta w usunej gotowoci, o krok, by w kadej chwili mc si wczy.
  Rada zacz si rozwodzi nad wspaniaym hodem, jaki mu zgotowano w Dajpurze, o setce soni, ktra im wysza na spotkanie. Wjechali w swoje woci na soniu ubranym w zocisty czaprak. Kupcy znosili podarki, mimo e prawna zaleno od panujcego rodu od paru lat ustaa, jednak oni sami podtrzymuj tradycj, by zaznaczy, e s w zayoci z monymi Radastanu.
  Panny Ward nie byo na przyjciu, wic to jednak musiaa dzwoni Grace. e te Pereira nie potrafi niczego powtrzy - zyma si Terey, suchajc jednym uchem przechwaek rady.
  Grace ukrya si w gromadce otyych dam, ktrych ycie upywa na leeniu, napychaniu si ciasteczkami i plotkach. Co roku rodz i wyudzaj od ma klejnot w nagrod, ktrym jtrz zazdro przyjaciek.
  Twarz Grace pena agodnej pogody, nieprzenikniona, podobna do stojcych wd w witynnych stawach, krya tajemnic. Czyby maestwo tak odmieniao?
  Skorzysta z pierwszej sposobnoci, by wymkn si rady i doczy do Vidajavedy, doktora Kapura i wysokiego, zgarbionego mczyzny w biaej, suto marszczonej koszuli, cignitej tasiemk pod szyj, i w dhoti, ktrego koniec, jak tanecznica spdnic, trzyma w palcach, wachlujc obnaone ydki.
  - Wojna nie jest straszna, gdy si ma nasze lata - postuka si w pier Vidajaveda. - Mwimy o zajciach w Tybecie, znowu may bunt lamw, wyrnito troch doradcw chiskich - objani Tereya. - Nawet gdyby za Dalaj Lam ujli si Amerykanie...
  - Mwi pan o czym, czego pan nie dowiadczy - obruszy si Wgier. - Ja wojn widziaem z bliska. Trzeba mie mnstwo cierpliwoci i wielki rozum, eby powstrzyma penego pychy, zadufanego w swoj technik przeciwnika. Trzeba, kosztem nawet wielkich wyrzecze, ocali pokj.
  - Powtarza pan jak zaklcie: pokj, pokj - atakowa Kapur - bo tego wymaga taktyka komunistyczna. Straszycie wiat atomow zagad, a sami mae wojny rozniecacie, i wtedy ju s sprawiedliwe, bo o wolno...
  - Wojna nie jest taka za - upiera si fabrykant - przyniosa Indiom swobod, wypara zagraniczny kapita. A wszystko si odbyo niewielkim kosztem.
  - Niewielkim? Jeli pomin tych kilka milionw, ktre zmaro z godu. Mimo klsk suszy z wasz pomoc Anglicy przepompowali ry na front afrykaski. Bierna mier Hindusw jest te wkadem w t wojn - powiedzia wysoki mczyzna w dhoti.
  - I tak nas dosy zostanie - zby Vidajaveda. - Wolabym wojn widzie w Europie, zaraz by si u nas ruszyo: zamwienia dla fabryk, obroty, postp techniczny. Wojna nie straszna, bylebymy zachowali neutralno.
  - Ba, ale kto to moe zagwarantowa - rozoy rce wysoki Hindus, unis skraj dhoti, odsaniajc p chudego uda.
  - Polityka Gandhiego, Nehru - powiedzia Kapur. - Pki Partia Kongresowa, partia byych winiw, przeladowanych i walczcych o wolno, bdzie u wadzy...
  - Pan dobrze wie, e cay Kongres jest jak "joint family", wsplnota rodzinna; bylicie uczciwi, pki siedzielicie w wizieniach, jak dorwalicie si do wadzy, od razu nastpiy w was zmiany. Nie przecz, Nehru, Prasad, Radhakrishnan to ludzie szlachetni, ideowi przywdcy... Ale reszta? Za ich plecami robi interesy, cycka lud jak bki, co obsiady kark wou. A pieniki id do wsplnej kasy, odpalaj Kongresowi na propagand, na policj, ktra jest czokidarem ich afer. "Joint family". Inne twarze od frontu i do wewntrz - zapala si, wymachujc aglem dhoti. - A kiedy zostan przyapani, zaraz przypominaj dawne zasugi, czsto nawet je mieli, bo wwczas nie zdawali sobie sprawy z niebezpieczestwa. Lubi te pokazywa cudze blizny i Gandhi, Gandhi, gdacz, mylc, e to zaklcie uciszy wzburzon opini... Pora ju, ebymy mieli waciwy udzia w kierowaniu tym krajem. Socjalizm.
  - Takie samo zaklcie - wzruszy ramionami Vidajaveda. - Dziewitnastowieczna, przestarzaa teoria ekonomiczna, ktr podniesiono do godnoci filozofii.
  - Profesor Dass, jak pan si zdy przekona, jest ju zaraony przez was, marzy mu si rewolucja
- szepta doktor Kapur - a ona tym humanistom, ktrzy j zachwalaj, pierwszym by ukrca.
  - Nigdy nie obejmiecie rzdw w Indiach - uderza pici w otwart do Vidajaveda. - Jestecie raz na zawsze skompromitowani... Gdymy w czasie wojny ogaszali bojkoty, targowali si o wolno z Anglikami,eby za darmo krwi nie dawa, komunici zalecali robotnikom, eby lojalnie pracowali dla Anglikw, potpialicie strajki i demonstracje. A dlaczego? Skd ta naga lojalno? Bo Moskwa bya zagroona, a wy jej suchacie. Co was obchodz interesy tego ludu? Czandra Bose by lepszy.
  - Nie Moskwa, tylko ludzko bya w miertelnym niebezpieczestwie, dlatego szlimy na ustpstwa - achn si profesor. - Wrogowie naszych wrogw byli naturalnymi sojusznikami. Do czasu, oczywicie, do czasu... A jakby si Czandra Bosemu powiodo, mielibymy okupacj japosk, zapytajcie w Singapurze, jak to smakowao? Wypdza Anglikw z pomoc Japoczykw, demona zastpi piekem, szalestwo!
  - A co si z nim waciwie stao? - pyta Istvan, przypomniawszy sobie strzp starej kroniki filmowej i tum widzw, nieskorych do jawnych wystpie, wstajcy w ciemnoci dla oddania hodu.
  - Zgin pod koniec wojny - rzek Vidajaveda.
  - Kiedy si nie udaa wyprawa na podbj Indii - skrzywi si szydliwie profesor Dass - mocodawcy wezwali go do Tokio, eby si wytumaczy, dlaczego u nas nie wybucho powstanie. Ale ju po drodze okazao si, e wyrok zapad. Rozhutali go za rce i nogi i wyrzucili z samolotu...
  - To by uczciwy czowiek - powiedzia Kapur.
  - Gdzie on by nas zaprowadzi? - sykn Dass. - Moe i marzyy mu si wielkie Indie, ale za cen jakich krzywd? Lud przeczu w nim tyrana i nie popar go...
  - Przestacie si zasania ludem. Lud to, lud tamto - krzykn Vidajaveda. - Lud to wielki niemowa. Najpierw nie mwi, bo nie wie i wy za niego krzyczycie... A potem, jak wemiecie wadz, nie moe, choby chcia, bo mu trzymacie ap na ustach.
  Podskakujc jak na sprynie, unoszc wysoko zad, wbiega z ogrodu szara mapka. Dugi ogon ukiem wisia nad ebkiem o starczej brzydocie. Zielone jak agrest oczy patrzyy kpico. W apie wloka otwart torebk jednej z pa, siejc po drodze chusteczk, szmink w zotej pochewce i pk dzwonicych kluczy.
  Sucy rzuci si na ratunek, usiowa up wydrze, jednak mapka parskna, wrzeszczc histerycznie, i z najeonym grzbietem przypada do Grace. alia si niby dziecko i popakiwaa wtulajc pyszczek pod pach.
  - Niech si pobawi - zezwolia obrabowana - znudzi si, to sama rzuci. Nie warto jej drani.
  Hinduskie damy powrciy do rozmowy, a mapka uspokojona wskoczya na oparcie kanapy i zacza wydziera kartki z czerwonego notesiku, niby robic porzdki.
  - Rozkoszna - zachwycaa si poszkodowana. - Grace, czy ty j wychowaa?
  Mapka mierzwia jej wosy, rozgrzebywaa fryzur. cignwszy nawleczone kwiaty jaminu zacza je u i wypluwa. Potem znw wzia si do rozczesywania spltanych wosw.
  - Uwaaj, boli - achna si Hinduska, podajc zwierztku owoc mango. - Zachowuje si cakiem jak mj m. Jemu te we nie moje wosy przeszkadzaj. Mwi, e mu wa na twarz, dusz, mocuje si z nimi... Nie moe rano wymota palcw.
  Mapka siedziaa ponad ich gowami na oparciu kanapy.
  - Mj te zaczepia piercieniem - dorzucia bratowa rady osaniajc si serwetk przed kroplami soku, ktry cieka z czarnych ruchliwych mapich ap.
  Obserwujc zabawne zmagania, Kapur mrugn do Tereya.
  - Spotkaem si z paskim ambasadorem w Amritsarze...
  - Wiem, opowiada o zotej wityni Sikhw i niezwykym powodzeniu na odczycie. Podobno sala bya tak nabita, e nie mieli czym oddycha...
  - Zastalimy ze trzydzieci osb: urzdnicy, inteligencja, czonkowie Towarzystwa Indyjsko-Wgierskiego. - Zreszt ci sami nale te i do czeskiego, i do bugarskiego.
  - Sympatycy socjalizmu - wtrci profesor Dass.
  - Niekoniecznie. Snoby, a czci to wprost zalecono, tylko spora ilo raportw daje pewno, e dziaalno Towarzystwa nie wymknie si spod kontroli - dorzuci fabrykant. - Moe panu przykro, mr Terey, ale tak musi by. Samoobrona.
  - Pozwlcie mi skoczy - dopomina si Kapur wzdymajc kosmate policzki w tumionym umiechu. - Byo ju po uroczystym powitaniu, kiedy do salki wcisna si ciba, z onami, dziemi, nie tylko wszystkie miejsca zostay zajte, ale siadano nawet na pododze i parapetach okiennych... Ambasador dzikowa uszczliwiony, myla, e to jego osoba budzi takie zainteresowanie. Nikt go nie wyprowadza z bdu. Tymczasem suchaczy napdzia mu do sali wcieka mapa, ktra skakaa z drzew na kark przechodniom i gryza. Zwaszcza atakowaa rowerzystw, pewnie j dranio niemrawe pedaowanie.
  - Czytaem w gazecie - przypomnia sobie Terey - jaki Sikh j zabi. I nawet nie zgosi si po nagrod.
  - Rozsdny, gdyby to nie szo o wciek map, odpowiadaby za witokradztwo - wyjani Kapur. - Ustrzeli j z uku... wist strzay nie zwraca uwagi. Wezwano poksanych, eby si zgaszali na szczepienie przeciw wcieklinie, przyszo co ze trzysta osb, ale bez ladu zadrapania, po prostu ludzie bardzo lubi si leczy, szczepi darmo, trzeba korzysta.
  - Nie odszukano poksanych? - zaniepokoi si Istvan.
  - Nie ma pan wikszych zmartwie? - wzruszy ramionami doktor. - Zachoruj, wymr i krg zaraonych sam si zlikwiduje. Ufajmy mdroci natury.
  - Mwi pan tak - oburzy si Dass - jakby chcia powiedzie: zostawmy to bogom.
  Nie, Kapur lubi leczy. Nawet obrzdowe zapytanie o zdrowie brzkao skrywan nadziej, e usyszy ostrone wyznanie, podpatrzy pierwsze objawy choroby. By chirurgiem z zamiowania, mia szczliw rk i nawet w tym przekltym upale rany zamykay si atwo, ropa przestawaa sczy. Uwielbia zastrzyki, stosowa najczciej te, ktre otrzymywa z darmowych przesyek zakadw farmaceutycznych wraz z reklamowym prospektem. Pacjentw dzieli na przewlekle chorych i nieuleczalnych. W czasie kuracji nie szczdzi kosztownych zabiegw, zwaszcza gdy specyfiki traciy ju wano i szybko naleao je zuy. Zreszt kada choroba pod jego tkliw opiek moga przybra charakter przewlekej, czarne perspektywy, jakie roztacza pacjentom, podnosiy sukces pniejszego wyleczenia.
  Czonkowie korpusu dyplomatycznego ju go znali i nawet lubili, bo z gry zapewnia, e wszystkie choroby mieszkaj w kadym ciele, chodzi jedynie o znalezienie form koegzystencji, w czym wydatnie pomaga podwjna whisky z lodem, oczywicie pita po zachodzie soca.
  Dozowanie whisky zaleca zgodnie z iloci lat przebytych w tropiku na gboko pudeka zapaek. W pierwszym roku kad je przy szklance na pask, w drugim podnosi na bok, w trzecim stawia, potem mona byo dowolnie wypycha palcem rodek, rnie ustalajc poziom nalewanego alkoholu.
"Bo jeeli trzy lata w Indiach nie zrobiy z pana mego doywotniego pacjenta, to i whisky z pewnoci nie zaszkodzi" - artobliwie pociesza pracownikw ambasad.
  - Musz do pana si zgosi, doktorze - zacz Terey - osiem miesicy temu szczepiem osp, a s liczne wiee wypadki.
  - Nie ma czym si przejmowa, ospa u nas mieszka na stae, cigle kto choruje, tylko nie podaj w gazetach, bo to czytelnikw nudzi. Jeli si zdarzy due ognisko, kilkuset zmarych, i w pobliu Delhi, wwczas bij na alarm. Wyjedzie ekipa, poszczepi, spali graty nieboszczykw, spryska kreozotem kty i po krzyku. Niech pan do mnie zadzwoni, wezm szczepionk ze szpitalnej chodni.
  Mczyzna, ktry siedzia na brzeku fotela przygity w stron rady, prawie klczc w gecie penitenta, wsta nagle i odszed z opuszczon gow, jakby otrzyma rozgrzeszenie. Powoli zamylone jego oczy zaczy dostrzega otoczenie, bo umiechn si przepraszajco do Istvana. Odchyli po marynarki, z wewntrznej kieszeni, gdzie zwykle nosi si portfel, wystawa rzd metalowych futeraw.
  - Moe pan zapali? Zdrowsze od papierosw - zachca otworzywszy aluminiowy pocisk, wytrzsn na do grube brunatne cygaro z psowozot banderol. Odruchowo przesun je pod ruchliwymi nozdrzami, delektujc si aromatem.
  - Hawana, hawana - zachwala - cay sekret doskonaoci tych cygar to rczna robota. Dziewczyny zwijaj licie na obnaonym udzie. Rka zwilona lin, udo spocone, uatwia odmienn fermentacj, ktra decyduje o smaku cygara... Tego nie da chemik i maszyna. Prosz, niech pan si nie krpuje, mam ich wicej - odchyli i drug po marynarki gestem czowieka, ktrego poddaj rewizji. Cygara tkwiy jak patrony w galowym kozackim mundurze. - Dla mnie Amerykanie sprowadz kad ilo, dostaj wprost z ambasady, bez ca...
  Wyj ma gilotynk, obci koniec.
  - Niech pan odczeka - trzyma uniesion zapak - eby siark nie psu smaku. Teraz ju czerwony pomie, moemy pali - komenderowa. - No, jak? Warto byo? - dopomina si pochway.
  Chwil w skupieniu zacigali si dymem, wreszcie Istvan podnis cygaro bijce gst smug aromatu i musia przyzna:
  - Doskonae.
  - Prosz wzi jeszcze par, na pniej, zrobi mi pan przyjemno - podsuwa mu kiesze, jednak Terey lka si odruchw nagej serdecznoci. Instynktownie czu, e za tym si kryj nieokrelone zobowizania.
  - Czy pan jedzi czasem do Pakistanu? Myl przede wszystkim o Karaczi.
  - Nie. Nie mam po co, tam te jest nasza ambasada. - Po namyle doda: - I nie bardzo mam za co.
  - A do Hongkongu?
  - Te nie. Nie mj zasig urzdowania.
  Hindus zamylony zdawa si rozwaa, wodzi kocem cygara po wskich fioletowych wargach.
  - Ale czy mgby pan mie powody, eby tam pojecha? rodki daoby si znale. O pienidze najatwiej. Gdyby trafia si okazja, czy zechciaby pan o mnie pamita? Miabym prob. - Patrzy na Istvana agodnie jak nierozumne dziecko. - Dlaczego wy macie zawsze tyle oporw? Twardo was trzymaj. Z Amerykanami atwiej si porozumie.
  - Ale o co panu chodzi? - docieka Istvan. Tamten umiechn si samymi wargami, grymasem pobaliwoci i lekkiego obrzydzenia.
  - Niech pan si nie boi, nie o wywiad. Zwyczajne interesy. Jestem, jak i rada Khaterpalia, czowiekiem interesu. Ale skoro pan nie jedzie, to na razie nie ma o czym mwi - sapn lekcewaco. - Niech pan sobie gowy nie amie. To jest moja wizytwka, gdyby pan wyjeda, prosz da mi zna. Myl, e pan tego nie poauje.
  Poda mu kremowy kartonik i nagle jakby straciwszy dla Istvana cae zainteresowanie przeszed w kt, gdzie na kanapie i skrzanych fotelach rozsiady si bogate damy w rnobarwnych sari.
  A.M. Czandra - przeczyta radca. Czandrw byo mnstwo, pospolite nazwisko. Poniej drobnymi literkami - dobroczyca. I w rogu adres. Brama Kaszmirska, biuro porad prawnych, telefon. Tak, Stare Delhi. Istvan musia si umiechn, uderzyo go pene pychy okrelenie - dobroczyca. Przypominao wizytwk, jak z artw na urodziny wydrukowali jednemu z redaktorw, ktry stale przesiadywa w pobliskiej kawiarni, po nazwisku, du czcionk - "zaoyciel" - a poniej nonparelem - nogi na nog. Jednak tu dziwaczne okrelenie "dobroczyca" musiao mie jakie szczeglne znaczenie, ustala pozycj, wabi, budzi szacunek?
  Terey skorzysta z osamotnienia Vidajavedy i zapyta poufnie, czym naprawd zajmuje si Czandra.
  - Wszystkim, czego nie wolno. Doskonay prawnik, zna tysice wybiegw, potrafi si powoa na przykady rozstrzygni nawet sprzed p wieku... Przeprowadza sprawy niemoliwe do zaatwienia, cignce si latami. Z pieka wydostanie wiadkw. Kiedy utopi si w bagnie, no, dosy bogaty waciciel kopalni miedzi, poniewa brakowao zwok, nie mona byo przej spadku, on potrafi "zrobi" zwoki. Podobno innemu nieboszczykowi zakadano zote plomby, eby dentysta mg go rozpozna jako swego pacjenta. To czowiek ostrony, niczego sam nie tknie. On wie, ile komu naley da, eby spraw popchn, uzyska niezbdny podpis i piecz na decyzji - rozwaa z penym uznaniem rada.
- Bra kady gotw, ale do roboty s ju mniej skorzy... On zna spryny, ludzi. To nieoceniona znajomo. Robi panu jakie propozycje?
  - Tak, dosy nieokrelone - zawaha si Istvan.
  - Mona go traktowa powanie - uspokaja. - Poyczaem mu ju spore sumy i zawsze w terminie si wywizywa. Budzi zaufanie. Nigdy nie wiadomo, kiedy taki czowiek moe si przyda i do czego. Ja bym na paskim miejscu podtrzyma t znajomo.
  Przez sal mile przyciemnion podpyna ku nim Grace, suna drobnym krokiem, lekko podana do przodu biodrami, z gow odchylon, jakby pod ciarem bujnych czarnych wosw. Na szyi miaa zoty acuch w formie lici i kwiatw lotosu, wysadzany rubinami. Za ni stpa sucy z tac pen kieliszkw.
  - Zadowolona jeste, Grace, e znowu przyjmujesz goci w starym domu? - spyta rada.
  - Mj dom jest tam, gdzie ty jeste - odpowiedziaa spuszczajc ciemno pomalowane powieki.
  Wyznanie przy wiadku sprawio mowi przyjemno. Istvan pomyla z ulg - koniec, tak jakby tamtego nie byo. I nagle zrobio mu si duszno, sta chwil ze zgaszonym cygarem w uniesionej doni, wodzi oczyma po twarzach, owi gesty, trzepoty biaych dhoti, nienagann kadencj zda wypowiadanych po angielsku. Wentylator wirowa nad nim, osypa si zdmuchnity popi z cygara. Mia do. Czego si spodziewa? Co miao go tu spotka? Nosowe, rozlaze gosy, ogromne byszczce oczy, teatralne gesty. Ukoni si Grace i rady, pokazujc palcem zegarek na przegubie rki, bez sowa wyszed. Za nim pokutykaa znudzona mapka. Stanli, on i zwierztko, na skraju schodw, prbujc sonecznej topieli. Z drzew osypyway si poskrcane, usche licie. Niosa si wo tabaczna umierajcej zieleni. Tylko jedna cykada terkotaa na bezlistnej akacji, wida byo jej przejrzyste skrzydeka jak rozedrgany okruch miki.
  Zryway si gorce podmuchy, poskrcane licie toczy wiatr po asfalcie. Gumy aut mey je na py, ktry nioso powietrzem w twarze przechodniom.
  Wanie Istvan wyjeda za bram, kiedy takswka prowadzona przez rozmemanego Sikha zahamowaa ze skowytem opon. Wysun gow i ju chcia mu naurga, kiedy dojrza pasaera. Z auta wysiadaa Margit Ward, trzymajc koszyczek z rafii peen brzoskwi.
  - Dlaczego nie dae zna, e tu bdziesz? - wyrzucaa mu. - A ja czekam i czekam w Voldze... Przecie moge zadzwoni.
  Przyjemno mu sprawiaa jej naga zo, podobaa mu si z zacinitymi wargami, niedobrym byskiem w renicach.
  - Mam pechowy dzie. Od rana mi si nie wiedzie. Bardzo ci potrzebowaam, eby si przed kim uali, a ciebie oczywicie nie ma... Odjedaj! - przepdzia kierowc takswki gestem doni w zielonej nylonowej rkawiczce; pociemniae od soca palce rysoway si jakby widziane przez wod.
  - Pani jeszcze nie zapacia. - Sikh wyd wsate wargi i zadowolony z jej zakopotania drapn si pod pach.
  - O, przepraszam - rzucia si, by doby portmonetk z dna koszyka, a dwie brzoskwinie potoczyy si niknc pod takswk.
  - O co taka zo? Ja nie jestem doktor Kapur, ebym skoncentrowa si i odgad, e siedzisz w Voldze. Mog ci tylko zazdroci. Mocna kawa, lody - wetkn pienidze kierowcy, ktry opieszale zapuszcza motor swego gruchota. - Dokd pdzisz? - zatrzyma Margit. Tam jeszcze fajf.
  - Chciaam si umy... Caa jestem lepka. I taka zmczona. Przebacz, e si i tobie dostao - wargi jej drgay jak u dziecka, ktre z trudem wstrzymuje pacz - ale gdyby wiedzia, co mnie spotkao, nie dziwiby si niczemu.
  Odebra jej z rk koszyczek, posadzi obok siebie. Nim si spostrzega, ruszyli alej.
  - Musz okropnie wyglda - zerkaa w lusterko. - Dokd mnie wieziesz? Przecie nigdzie nie mog pokaza si w wymitej sukience.
  Milcza wybiegajc wzrokiem daleko po szosie. Powietrze poykowane dreszczami gorca rozmazywao pnie przydronych drzew, zacierao brunatn ziele koron. Asfalt lni rozlan kau bkitu.
  Dokoa pola opustoszae pene cynobrowych grud, cierniska nie przeorane. Jedynie zagony trzciny cukrowej stay jak zielony mur. Rowem kroczya para bocianw z odraz chwytajc ociste polne koniki.
  W pustym niebie, wykorzystujc niewidoczne prdy, kry sp zwiadowca podobny do czarnego krzya.
  - Nie raczysz ze mn rozmawia? Obrazie si?
  - Wioz ci za miasto. Posiedzimy w cieniu nad wod. Odpoczniesz troch. Chyba nie aujesz, e ci porwaem?
  Prowadzi lew rk, praw wystawi za okno, pd powietrza przyjemnie opywa ciao, opoczc koszul.
  - Miaam dzisiaj ze trzydziestu pacjentw, prawie same dzieci. Co one zawiniy, e tak cierpi? Zapuchnite, ropiejce powieki... renic, ktra nie znosi blasku, soce kuje jak ig. Wiesz, te dzieciaki maj na policzkach wyobione lady po zach. Powtarzam stale ten sam zabieg. Zaoy hak, wywrci powiek, oskroba, wyrwa podwinite rzsy, ktre drani, kalecz gak oczn. Pielgniarka trzyma dziecko za gow, a matka kucnwszy obejmuje mnie za nogi, jak gdyby w baganiu, ebym nie sprawia blu - wyrzucaa gniewnie sowa nie patrzc na Istvana, tylko w pustk spalonych pl i sine niebo jakby pene gorcego popiou. - A moe ci to brzydzi? Masz ju do?
  - Chtnie sucham opowieci o nieznanej mi doktor Margit Ward - nacisn klakson, bo stadko pawi przecinao szos. Mienice si zielonymi zotem ogony zamiatay kurz i licie. - Dotd znaem tylko miss Margit.
  - Kada matka kocha swoje dziecko, ale tu mio krzywdzi, olepia, a czasem zabija. Smaruj powiek od wewntrz maci, zapuszczam krople i widz pniej przez okno, jak rbkiem spdnicy przeciera dziecku oczy, plujc na palce zwila zaogniony brzeg powieki... A w domu wezwie sadhu i pozwoli mu odprawi czary, bdzie przykadaa lepkie od brudu woreczki z amuletami albo krowie ajno. ebym po stokro uczya, jak ma postpi, zrobi inaczej. Bdzie nieprzytomnie powtarzaa moje nakazy, a ja widz po jej oczach, e obiecuje, by mnie uspokoi, jednak u siebie zrobi inaczej. Skrzyknie kumy, opowie, jak byo w klinice, a potem kiedy ju dosy si nawydziwiaj, przystpi do malowania powiek dziecka t ohydn mazi z tuszczu kokosowego i sadzy. Ja jestem winna, bo przemyam dziecku oczy i ono ma powieki biae jak u spa, a powinno by pikne. Wiesz, ja bym matkom si odbieraa chore dzieci. Bo cae leczenie na nic. Wystarczy, eby troch powieka si zagoia, ju lekcewa zabiegi, przestaj przychodzi. Czasem ogarnia mnie taka wcieko jak dzi. I tobie si oberwao. Przepraszam.
  - Nic, nic... Mw dalej - uspokaja.
  - Wczoraj przyprowadzono dziewczynk. Wierz mi, ja naprawd chc pomc, jednak po trzydziestu zabiegach rce mi dygocz. Kazaam, eby z matk bya dzi rano, chciaam j mie pierwsz, kiedy mam jeszcze t zarozumia pewno, e potrafi wzrok uratowa. Czekaam, odprawiaam inne matki, tej ani ladu... Nie przysza. Nawet nie moesz poj, jak sobie wyrzucaam, e j wczoraj puciam, a zapytaam pielgniark. Siostra po kursach, angielska szkoa, wie, co to higiena. Ona mi spokojnie wytumaczya: Matka kupia czarne kol, podcia mu gardo i wodzia wok otarza bogini Kali, krew spyna, to i ropa, caa ta zama z oczu dziecku zejdzie. A jeeli nie, po co leczy, skoro bogini tak chce. Patrzyam dotd na pielgniark jak na kogo, kto jest po mojej stronie, jak na sprzymierzeca... Wtedy ona powiedziaa z miym umiechem, ktry bym jej zdrapaa z twarzy - zgia palce obu rk o krtko obcitych niepolakierowanych paznokciach. - Ja jej to sama poradziam, bo po co pani doktor ma si tak mczy, dla tej ciemnej chopki? Rozumiesz? Ona jej to podsuna, wic jak mog liczy, e matki zastosuj si do moich zalece? Beznadziejne - krzykna z rozpacz - gorzej, gupie, a ja wierzyam, e im mog pomc...
  - Za duo chcesz naraz. Zobaczysz, oswoisz si, przywykniesz.
  - Ju jestem dwa miesice. Istvan, nie umiem pracowa bez wiary, e to ma sens.
  Milczeli chwil wsuchani w rwny piew motoru, potem zwrci ku niej gow zaczepnym gestem:
  - Uda ci si uratowa wzrok chocia jednemu dziecku?
  - Oczywicie - wykrzykna.
  Ale on cign dalej nie zwaajc na jej oburzenie:
  - Bdzie mogo rozpoznawa kolory, ksztaty, darujesz mu cay wiat, to mao? Czy dla szczcia choby jednego dziecka nie warto byo przyjecha?
  - Nie przejmuj si moim rozgoryczeniem. Co mnie dzisiaj napado, jestem za jak osa.
  - Przyjrzyj si - wskaza na niebo biaosrebrzyste. - Chmury piaskowe, nabite elektrycznoci. Idzie sucha burza. Ptaki si chowaj, cykady ucichy, my te odczuwamy napicie, jednak zatracilimy instynkt i nie wiemy, co nam grozi. Jest w nas tylko niepokj.
  Skrcili midzy rozoyste drzewa. Stao tam kilka powozw i riksz motocyklowych z baldachimami w niebieskie pasy. Porozpinani kierowcy spali w ruchliwym cieniu. Koniki targay tymi zbami zakurzone, suche licie krzeww i smagay si ogonami po kbach citych przez gzy.
  - Zakaz wjazdu - pokazaa znak drogowy.
  - Nas nie obowizuje. Wz C$D - pru po chrzszczcym wirze pod same ruiny paacu Wielkiego Mogoa. Metaliczne muchy, ktre powpaday w czasie jazdy i przygniecione strug powietrza tuky si na tylnej szybie, teraz z gonym, rozpaczliwym bzykaniem rzuciy si do ucieczki, obijay o twarz, grzzy we wosach Margit.
  - Wstrtne - wzdrygaa si wyczesujc je palcami.
  Martwa, upalna godzina wymiota park. Stali u stp czerwonawej, trzydziestopitrowej wiey, ktra w srebrzystych smugach rozwleczonych po niebie zdawaa si chwia, grozia, e na nich runie.
  W mrocznej bramie z gow zawieszon na piersi spa pnagi ebrak. Chude, czarne rce opuci midzy rozchylone uda. Paznokcie u ng mia dugie jak u psa.
  Nie obudzi si, kiedy przechodzili korytarzykiem wstpujc na krcone schody o wydeptanych stopniach z kamienia. Wskie okienka strzelnic rozpylay biaawe wiato. Wspinali si prawie po omacku. Na cianie widniay dobyte pomykiem zapaki tuste smugi brudu. Setki tysicy zwiedzajcych opieray si doni, wodziy spoconymi palcami, polerujc tynk. Z wntrza bia pimowa wo nietoperzy i moczu oddawanego ukradkiem przez ptnikw. Z wysokich kondygnacji dobiegay ich piskliwe gosy dziewczt, pomnoone echem.
  - Wejdziemy na sam gr? - zapyta. - Osiemset szedziesit dwa stopnie...
  - Nie darowaabym sobie, jakbymy si nie wdrapali - przyspieszya kroku. - Musz by na szczycie.
  Min ich szereg dziewczt w lunych pantalonach, barwnych tunikach i lekkich szalach, ktrych koce zwisay na plecach. Dugo sycha byo piski, miech i klapanie sandaw.
  Przystawali coraz czciej  zasapani. Margit przyciskaa doni serce.
  - Ale si tucze...
  Sposzyli przytulon par w bieli. Modzi, nadsani, ujli si za rce, zaczli schodzi, ale odgos krokw szybko cich, wcale nie byo im spieszno wyj z kamiennego ustronia.
  - Widziaa? Caowali si - powiedzia rozbawiony. - Takie sceny cenzura wycina z filmw.
  - Mnie te zastanowio, e wiksz czuo okazuj sobie mczyni, chodz objci, trzymaj si za rce, wplataj kwiaty we wosy... Chopca i dziewczyny nie widziaam idcych pod rk. A jeli si to zdarzy, maszeruj w asycie caej rodziny. O, ju niedaleko - uradowao j wiato, bijce z wyjcia na szczyt wiey.
  Przed nimi widniaa jaowa rwnina z zetlaymi pasmami ciernistych chaszczy, kpami kncych drzew. Pod niebem zmconym, jak smugi dalekiego deszczu, niosy si welony lotnych pyw i raz po raz przetacza si pomruk grzmotu. W zagajnikach, niby skorupy ogromnych wi, ciemniay kopuy dawnych grobowcw, odarte witokradcz rk z majolikowych usek.
  Bliej, w sadzie bananowym bielao kilka lepianek, a w stawie, jak obudzone gazy, ugrzzy czarne cielska bawow.
  Gdy Margit wychylia si poza ceglan cembrowin, przytrzyma j wp. Po stromej gadkiej cianie wzrok spada w d przeskakujc dwie galeryjki z biaymi postaciami mczyzn, siga ziemi, kamiennych pyt i czerwonawego klepiska posypanego wirem. A mrowie przechodzio namyl, e mona run z krzykiem rozpaczy, ktry nikogo nie przywoa, a guche uderzenie o ziemi uciszy ostatecznie.
  - Ostronie, prosz - przestrzega stranik w wojskowym mundurze, podkute buty zazgrzytay. - Dwa dni temu dziewczyna si std rzucia. Jeszcze jest lad - pokaza zasche, czarne bryzgi na strominie ciany. - Kiedy j podnieli, bya jak worek mokrej weny, wszystkie kostki poamane. Zaraz po wicie Divali te jedna para std skoczya. Trzymali si za rce. Mio, a rodzice nie pozwolili, bo on by braminem, a ona z wioski... Dziwnie sobie t wie upodobali samobjcy. Lepiej si nie wychyla, ziemia wabi, cignie, zakrci si w gowie i atwo o nieszczcie.
  Stranik spoglda na Margit peen podejrzliwej troski.
  - Postawili mnie, ebym pilnowa - doda. - Ale jak si kto uprze i skoczy... Odwrc si, a on ju w powietrzu koziokuje.
  Wiatr przybiera na sile, wskie okienka wiey gray jak flety. W dole wstawaa chmura kurzu, naszarpanych traw i zeschych lici. Podmuch targn za wosy, czuli, jak ich opywaj ciepe strugi powietrza. Margit przykucna przyciskajc wok kolan wzdt sukienk.
  - Bdzie silna burza - przestrzega wartownik - lepiej zej.
  - Nie - upieraa si - jeszcze chwil.
  Pod nimi drzewa krzyczay. Wiatr tarmosi korony, rwa garciami licie. Wyschnite pole dymio czerwono.
  - Niech si pan nie boi, nie bdzie ze mn kopotu - uspokajaa stranika. Chona niebo poszarzae gwatownie, z atramentowymi naciekami, nieprawdziwe. Rowo-te migotanie rozjarzao chmury pulsujcym wiatem, byskawice zapowiaday susz, siarkow pogod.
  Prbowaa grzebieniem wygadzi wosy zdmuchnite na czoo, ale nasycone elektrycznoci unosiy si sypic iskrami.
  - A jak piorun uderzy - przestraszya si nagle. - Nie mam ochoty gin z rki bogw. Ju wyrosam z lat, kiedy si bez lku myli o mierci.
  Zamilka, po chwili powiedziaa z nienaturalnym spokojem:
  - Kiedy chciaam si zabi.
  Zajrzaa mu w twarz.
  - Byam wtedy bardzo moda i bardzo gupia.
  Milcza, mia na wargach jaowy smak pustyni.
  Wok nich rs szum i opot, ziarna piasku uderzajc w policzki kuy jak szpilk.
  - Kochaam kuzyna. Caowalimy si po ktach, jak tamta para... Wspaniay chopak. Sama rado. Poszed na ochotnika. Przysigam, e bd czekaa. Mia pisa. Nie dostaam ani jednego listu. To by rok czterdziesty trzeci. Birma. Zgin na tej piekielnej drodze do Mandala. Zamordowali go Japoczycy.
  Przysuna si, bo wiatr porywa sowa, staa tak blisko, e spdnica opotaa mu o kolana, chwyta zapach rozgrzanego ciaa.
  - Chciaam jako by z tymi, ktrzy walcz. Pracowaam wtedy w szpitalu w Melbourne. Jeszcze nic nie wiedziaam o wojnie. Rannych nie mielimy zbyt wielu... Ani morze, ani dungla nie zwraca ofiar - mwia w jakim zapamitaniu, wiatr gono zawodzi, szumiao w dole, chwilami do Tereya trafia tylko surowy ton jej gosu. - Kiedy mi powiedziano: Siostro Margaret, na dole czeka jaki wojskowy, byam pewna, e to Stanley. Biegam korytarzem, stukot moich obcasw pamitam dotd. Nioso mnie jak na skrzydach. Ale tam sta obcy mczyzna. Powiedzia z okropn serdecznoci: Niech pani bdzie dzielna. Stanley nie yje... Nie miaam po nim adnej pamitki. Nic. Gdyby tamten mia odrobin serca, byby mi podarowa cho wasny guzik, mwic, e to od Stanleya.Dobre chopaczysko, tylko bez wyobrani. I tego samego wieczora temu czowiekowi si oddaam. Ja ze Stanleyem nie... A ten wraca tam. Mylaam cay czas, kiedy mnie caowa; przecie to bez znaczenia. Nie ma Stanleya, nie ma, i ja nie chc y. Wiedziaam, e ciao moe si broni, zbuntowa. Moe mnie jeszcze odratuj. Pamitaam jedno: jeli trucizn strzykawk wprowadz do mini, nic ju nie pomoe. Dostp do ampuek miaam atwy. Ale skoro nie zrobiam tego zaraz po jego odejciu, nie byam zdolna zrobi w tydzie pniej. Moe ten pierwszy, nawet nie wiedzc, uratowa mnie? Mj kochanek... - zamiaa si drwico. - On nawet tego nie zauway, e by pierwszy, raczy mnie ohydnymi opowieciami, co Japoczycy robi jecom. Nazajutrz zatelefonowa, eby si poegna. Moe to ja powinnam bya jemu posa kwiaty?
  Cae niebo dygotao nad nimi, suche ognie zapalay si po kilka naraz. Nie byo czym oddycha, wichura przybieraa na sile. Sieko piaskiem.
  - Niech pastwo zejd - podszed znowu wartownik i ostrzega - tu moe by niebezpiecznie.
  Ziemi ju nie byo wida, doem chmurami walia kurzawa buroczerwona przysaniajc drzewa. Kby pyu gotoway si ponad ruinami paacw.
  - Trzeba go jednak posucha - namawia Terey. - Robi si nieprzyjemnie. Oczy mam pene piasku.
  - Dobrze. I przepraszam ci, e do tamtej sprawy wrciam. Pomylae pewnie: histeryczka. Czas wszystko agodzi, a ycie i tak trwa za krtko. Nie wolno go odtrca. Trzeba mie odwag czuwania do koca. Tak przynajmniej dzi myl.
  Stranik mocowa si z drzwiami, ktrymi szamota wiatr, z trudem wpycha skoble.
  Stali w ciemnoci obok siebie, wiato latarki bia plam lizgao si po murze.
  - Dlaczego nie wysza za m? - zapyta nagle. - Jeste adna, wyksztacona, no i masz pienidze.
  - Daj mi niezaleno. Nie musz pracowa. Wykonuj zawd, bo chc si na co przyda.
  - Nic mi to nie tumaczy - upiera si, ujmujc j pod rami. We wntrzu wiey zawodzi wiatr i przez strzelnice ciska kbami kurzawy.
  - Nie czuj jeszcze popochu przed sowem: sama. Wyj za kogo... Na taki zwizek zawsze jest czas. Zrozum, ja jeszcze si nie wyrzekam mioci.
  - Nie zmuszam ci do wyzna - prostowa pospiesznie.
  - Mwi tyle, ile sama chc. Z tob mona si przyjani. Nie jeste apczywy. Czujesz si zawiedziony, e nie spalimy razem? Zdajesz sobie spraw, e ten pierwszy nie by jedyny, po nim byo jeszcze paru, rwnie niewanych - poprawia si, znalazszy waciwe okrelenie - niegodnych zapamitania. Do wczenie spostrzegam, e cho nietrudno przebiera w mczyznach, nie bd si czua szczliwa, choby zadowolona... nazajutrz. Mwi szczerze, jak jest, eby nie zepsu tego koleestwa midzy nami.
  Zaczli schodzi w milczeniu. Widzia jej zgrabne nogi obnaone wiatem latarki wartownika, korytarz spiral dry gruby mur wiey, zstpowali monotonnym skrtem a do zawrotu gowy.
  - Chyba nie czujesz si dotknity moj szczeroci? - spytaa zdyszanym gosem, kiedy stanli na dole.
  - Zaskoczya mnie odwag. Kobiety nie mwi tak o tych sprawach. Przynajmniej ja takiej nie spotkaem.
  - Moe w ogle nie spotkae kobiety? - zamiaa si w ciemnoci. -A znae tylko towarzyszki snu.
  Pd wichury rwa ciasnym korytarzykiem jak kominem. Powietrze suche i gorce miao smak miedzi. Plecami odwrcony do wejcia, oparszy czoo na kolanach, opasanych ramionami siedzia obojtnie stary ebrak. Wiatr mierzwi mu wosy, osypywa nagi grzbiet kurzaw.
  Istvan zaniepokoi si o wz. Zaciskajc powieki wyjrza na plac. Auto stao opodal, jak wierne zwierz, zdawao si drga lekko pod ttentami przecigajcej wichury. Pomyla, e nawet jeli nie odjad, lepiej tam na wygodnych siedzeniach przeczeka burz.
  Przebieg, otworzy kluczykiem drzwi, ktre pchny go gwatownie. Mocowa si, zanim Margit zapada we wntrzu i sam si usadowi.
  - Dokoa nas kipi chmury. Jestemy jak w kabinie samolotu - dokrca szyby, przez ktre wdziera si py.
  W rwcej strudze piasku zobaczyli zielon papuk, ktr wiatr przetacza z rozrzuconymi skrzydami, wyamujc jej dugie lotki.
  - Biedny ptak.
  - Ludzie biedni - poprawi. - Pomyl o budach, ktre kopniakami rozwala wichura, zdartych arkuszach blachy, wiechciach trzcin... O piachu, ktry si sypie przez podwaone dachy w garnki z ryem i usta niemowlt. Biczuje twarze.
  Wok auta szumiao, grube ziarna dzwoniy o dach, jakby zacinaa ulewa. Falujca szaro przestworzy rozdara si tym blaskiem. Ognist kul wielkoci piki futbolowej sypic iskrami podrzuca wiatr. Trzy due skoki i uderzya w pie drzewa. Bryzny jadowite zygzaki biaego wiata, wsikajc w ziemi z hukiem armatniego wystrzau. Wydao im si, e cay wiat zadra. Margit przeraona chwycia Istvana za rk.
  - Co to?
  - Chyba kulisty piorun - widzia j niewyranie, zielon sylwetk, renicami, ktre porazi bysk.
  - Odjedmy std. Jeeli moesz prowadzi - gos jej si ama. - Wiea ciga pioruny.
  Zapuci motor, zwolni rczny hamulec, ale nim wczy bieg, austin zacz si lekko toczy pchany wichur.
  Przed nimi co ciemnego miotao si w chmurach kurzu. Wicher wlk odrbany konar, dmic w gstw lici jak w agiel.
  - To nie ma sensu, Istvan - prosia. - Szosa bdzie zawalona poamanymi drzewami. Schowajmy si w ruinach paacu.
  Grube mury daway oson. Zgasi motor, docign hamulce. Czoo mia lepkie od potu.
  Wewntrz wozu brakowao powietrza.
  - Baa si? Mnie te zrobio si nieprzyjemnie, jak lecia ku nam ten kb byskawic.
  - Daj papierosa - odpowiedziaa niecierpliwie. - Moe troch uchylimy okno.
  Palili w milczeniu patrzc, jak wiatr szoruje po pytach paacowego dziedzica, tarza si w suchych, ogromnych liciach, rozupuje dugie jak ostrze szabli winiowe strki zerwane z drzew cierniowych.
  - Wiem, e ta chwila musi przyj. A jednak trwoy mnie zaproszenie w ciemno - mwia z namysem, cicho, jakby j nie obchodzio, czy usyszy.
  Dopiero po chwili, z ogromnym zdziwieniem poj, e ona mwi o mierci. Nasza go fala zawstydzenia, e widzia w niej tylko adn, troch z nudy bawic si w leczenie Hindusw, australijsk lalk. Zdawao mu si, jakby tymi wyznaniami bardziej si obnaya, ni gdyby zrzuciwszy sukni, podsuna mu piersi.
  - Bo jeli tam si jeszcze jest sob i pamita? - Siedziaa zadumana cigajc wzrokiem smugi pyu, ktry zdawa si dymi spomidzy kamiennych pyt, wygaskanych do poysku stopami pokole. Gow miaa lekko przechylon i usta troch cignite grymasem skrywanego cierpienia.
  Chcia pomc, pocieszy, bodaj pokaza, e jej nastrj rozumie.
  - Na nas obojgu zawaya wojna, ja te miaem swoje ze dni... Zmobilizowali mnie z uniwersytetu, nie pomogy starania o odroczenia, choby na par miesicy, ebym mg pozdawa egzaminy, zaliczy rok. Posali mnie na Ukrain, na front, a w czterdziestym czwartym roku walki toczyy si ju nad Dunajem, na wgierskiej ziemi. atwo si dzi mwi: kapitulacja sprzymierzeca faszystw. Wtedy czulimy inaczej...
  Zacign si gboko, wydmuchn dym poszc muchy, ktre aziy po szybie.
  - Bie si z Rosjanami? - zwrcia ku niemu drobn twarz z fal cikich, kasztanowych wosw.
  - Tak. Wiedziaem ju wtedy, e Niemcy przegrali. Bya we mnie wcieko i rozpacz, e zostalimy w to wcignici. A jednak bilimy si do ostatka. Dla Niemcw by to tylko teren odwrotu, dla mnie - dla mnie konanie ojczyzny. Chciabym, eby wiedziaa: byem wtedy i twoim wrogiem.
  Skina gow, e rozumie.
  - Widziaem, jak Niemcy kadli ogie na wgierskie wycofujce si oddziay, mimo e pozycja bya nie do utrzymania i oni sami ju w odwrocie. Nienawidziem ich. Ale baem si Rosjan. Kiedy Budapeszt pad, chciaem si zabi. Wydao mi si, e to koniec Wgier, e jestemy jako nard straceni. Przypadek sprawi, e dostaem si do jakiej rodziny, byem ranny, godny, bez si, dali mi ubranie, przechowali. Wyszedem po paru tygodniach, koczy studia, jakby tamtego nie byo... Na mier jest zawsze czas. I tak przyjdzie nieproszona. Okazao si, e trzeba zaczyna od pocztku. Roboty starczyo dla wszystkich. Wtedy jeszcze nie pytali zbyt dociekliwie, kim jeste naprawd, nie przetrzsano przeszoci, jak kieszeni.
  Skina gow, eby mwi dalej.
  - Pewnie nieduo wiesz o moim kraju, bo i skd? Jestemy maym narodem, otoczeni morzem sowiaskim. Wydawao si, e nigdy ju nie wychylimy gowy, trzeba si pogodzi z gwatem historii, ktra sucho rejestruje ten fakt. Byby on dla mnie wyrokiem. Mylaem, e nas powiartuj, rozdziel midzy tych, ktrych okupowalimy, e przestaniemy istnie jako pastwo. Jednak stao si inaczej. Mamy republik.
  Przed nimi odsoniy si arkady paacu Akbara, potrzaskane kolumny w deszczu piaskowym, zarys niejasny niby na zdartym filmie.
  - I jak wam jest teraz? - zapytaa gaszc papierosa.
  - Mona y.
  Zastanowia si chwil, zanim odwaya si powiedzie:
  - Wic nie jest wam dobrze?
  - Nie. Mylisz: sami jestemy sobie winni. Pewnie, e tak. Z Rosjanami przyszli tacy, ktrzy kiedy u nas mieszkali, dla tamtych byli najlepszymi Wgrami, dla nas nie. Mwili, e przychodz nas uczy, wychowa w duchu rwnoci i wolnoci... Jednych dobya z wizienia aska Stalina, inni, jeli nawet udao im si krat unikn, skarleli, byli powolnym narzdziem, wiedzieli dobrze, czym grozi opr. Skwapliwie zaczli wznosi mury wizie, ktrych cie pada na podjte prace. Niewiele mieli wsplnego z krajem, ktrego nie znali... Straszyli samym wymawianiem sw, obcym akcentem, wtrconym zwrotem, ktry przypomina,skd s i kto za nimi stoi. Niesprawiedliwe wyroki, trud nad siy i gwat niedbale wliczali do rachunku w cen budowy. Nie wyobraali sobie, e moe by inaczej. Oni powinni sta na czele, przemawia z trybuny, ich twarze na portretach i popiersiach... Oni, Oni! Ale wtedy powstao co, co byo jednak republik ludow, robotnicy uczyli si mechanizmu polityki, chopi zaczynali czyta. Powstay nowe siy, z ktrymi musz si liczy.
  Patrzya na niego z zaciekawieniem. Ku czemu zmierza?
  - C to za sztuka zapewni sobie wygodne miejsce, basowa silniejszym, a bezkarnie kopa sabszych dla dobrego samopoczucia... Pisa tak, eby nie wadzi nikomu, zyskujc uznanie. Dla mnie y, ale tak bym czu, e warto - to dziaa, nie okadza... Kocham Wgry. Czas miesi nas jak piekarz ciasto, szukam zaczynu, prbuj rozpozna siy, ktre su narodowi, chc sprawiedliwoci i wolnoci. A one s, i wbrew tamtym gipsowym popiersiom wymuszaj zmiany, skoro socjalizm ma by socjalizmem. I te zmiany s nieodwracalne. Nie miej zudze, jakie by nie byy Wgry to moja ojczyzna.
  - Wic i ty podajesz cegy, gdy buduj mury wizienia - powiedziaa z pobaliwym umiechem, wpatrzona w czubki zakurzonych pantofli - suysz tym, ktrych nie uwaasz za godnych szacunku.
  - Jeli wsadz rce w kieszenie i powiem na wszystko: nie, take niczego nie zmieni. Nawet siebie. By czas, kiedy mylaem, e wystarczy, bym tylko pisa po wgiersku, piknym jzykiem. Dzi wiem, e to za mao. Drzemie wiele si w narodzie, socjalizm je budzi, to nie frazes. Oni czsto sami nie zdaj sobie sprawy, co rozptali. Przychodzi czas, e porednicy musz odej. Zmiany zaczy si w Rosji, od czasu Chruszczowa... U nas jeszcze stary, wyprbowany system: podejrzenia, donosy, lk. W Polsce ju myl inaczej. Odwil, pkanie lodw - tak to uprzejmie nazywaj politycy, jakby sami stali si nagle poetami. Idzie burza. Musi i do nas przyj. Musi. I to jest walka, w ktrej nie moe mnie brakn. Inaczej musiabym si oskara, gardzibym sob.
  Przygldaa mu si niebieskimi oczami, jakby ten upr i jej si udziela.
  - Wic ty nie widzisz ju ycia bez polityki - szepna z uraz.
  Skin gow.
  Niebo si przecierao i nagle poczuli niskie soce, ktre zamazan wietlist plam w potrjnym krgu tczy wyjrzao zza horyzontu. Wiatr usta. Zrobio si nieznonie gorco, ar bi od piasku pustynnego, ktrym burza zasypaa drogi i drzewa.
  Zapado midzy nimi przyjazne milczenie. Wyprowadzi wz na szos. Asfalt pokrywa piach zamieciony w karby, jakie prd ukada na dnie rzeczuki. Leay nakruszone gazie i zway lici, spalonych susz.
  - Kiedy potrzsn gow, czuj, jak mi si piasek osypuje po karku. Musz si wykpa. Odwie mnie do domu.
  - Dobrze, rozkaz.
  Skrci ku willowym przedmieciom. Po kilku minutach czokidar meldowa mu, e szyba zbita w hallu, i jakim tajemnym instynktem wiedziony pojawi si kucharz.
  - Gdzie mnie przywioze? - spytaa ocierajc przybrudzon twarz.
  - Do domu, jak kazaa. Zaraz ci dam rcznik, paszcz kpielowy. Ostrzegam: w kranie z napisem
"zimna" jest wanie gorca. No, co tak na mnie patrzysz? Najpierw tyle mwisz o przyjani, a potem jeste zaskoczona.
   Wesza do pokoju, rzuci jej si w oczy rudawy ciemnozielony dywan rozjarzony w wiatach zachodu. Przystana.
  - Pikne kolory - skina z uznaniem - podoba mi si.
  - Mnie te. Ciebie przypomina.
  Przyjrzaa mu si z ukosa.
  Pokaza azienk, rzuci kosmaty rcznik.
  - Gdyby chciaa, ebym ci plecy namydli... - ofiarowywa artobliwie usugi.
  - Jak bd chciaa, to zawoam, tylko eby si wtedy nie speszy - przerwaa, zamykajc drzwi na klucz.
  - Pereira! - przywoa kucharza. - Co masz dobrego na dinner?
  - Ry z sosem i kawaek kurczcia w lodwce - ypa bezradnie oczyma, widzc zniecierpliwienie Tereya, szybko doda: - Mamy wgierskie salami i liwowic... Ja zaraz skocz na rynek i co dokupi. Pan nie uprzedza, e bdziemy mieli gocia.
  - Masz zielon papryk? Cebul, pomidory?
  - Mamy - wykrzykn radonie.
  - A bekon i jajka?
  - Te mamy.
  - W porzdku. Jeste wolny. Sam zrobi wgiersk potraw.
  - Ja wiem - opuci porozumiewawczo ciemne powieki.
  - Nic nie wiesz - rozgniewa si nagle Terey. - Ta pani jest lekarzem od oczu. Zapaa nas burza piaskowa za miastem. Przyjechaa, eby si umy.
  - Ja rozumiem - powtrzy Hindus, wycierajc rce skrajem wypuszczonej na wierzch koszuli.
  - Nakryj do stou. Pamitaj o jakich kwiatach.
  By zy, poczu, e si przed kucharzem usprawiedliwia.
  Pereira znikn, z kuchni dolatyway krzyki i tupot rozbieganych krokw. Istvan zajrza w korytarz, leay tam toboki i laski pielgrzymie.
  Gdy kucharz wrci z obrusem i sztucami, zapyta wprost:
  - Co za zbiegowisko w kuchni?
  - Krewni przyjechali ze wsi, pierwszy raz s w miecie, chcieli obejrze jak my bogato mieszkamy, sab i ja. Oni niczego nie rusz, a spa mog na barsati. Na dachu dosy miejsca.
  - Istvan, chod tu - usysza zza drzwi gos Margit.
  Siedziaa ju w fotelu czyciutka i zotawa, wyszczotkowane wosy spyway gadko.
  - Obeszo si bez twojej pomocy. We tusz, zaraz odyjesz. Syszaam, jak komenderowae kucharzem. Natychmiast zrobiam si godna. No, skacz do wanny, z brudasem nie siadam do stou.
  Kucharz ju wnosi mosin tac, a na niej podzwaniay wysokie szklaneczki, staa whisky, ld w kostkach i niebieski syfon, dwie szklaneczki coca-coli.
  - Dam sobie rad - odpdzaa go - uciekaj.
  Posucha. Ciepy tusz przynosi ulg. Strugi wody zabarwiy si na czerwono od pyu pustyni, skra zaczynaa oddycha. Wyciera si, z wyrachowaniem zostawiajc mi wilgo. Woy czyst koszul. Spojrza w lustro. Twarz o niewesoych oczach i upartych ustach. Przystrzyony krtko wos jeszcze si lepi w kosmyki.
  Nagle ze wzruszeniem zobaczy cudzy grzebie lecy obok przyborw do golenia.
  - Czego ci si zachciewa? - pogrozi odbiciu, czujc fal ciepa.
  - Masz swoj zgub - upuci grzebie na kolana dziewczynie.
  Ze szklaneczk w doni spogldaa na stojce na biurku zdjcie kobiety i dwu chopcw z psem.
  - Moi synowie i ona.
  - Nigdy o nich nie mwie - wzia fotografi do rki, przyjrzaa si z bliska. - Pikna kobieta - powiedziaa z namysem.
  - Nie pytaa... Musz ci na chwil zostawi. Chyba nie tsknisz za indyjsk kuchni?
  - Dobrze, teraz ju mog czeka i do pnocy. Wypij - podaa mu chodn szklaneczk. - Pamitasz, od tego zacza si nasza znajomo.
  Uj jej do i pocaowa. Milczeli chwil. Oto j masz - pomyla - wyuskae z tumu goci owej nocy weselnej, oswoie, jest wam dobrze razem. Czego chcesz wicej?
  - Zaraz wracam - postawi szklank.
  W kuchni sta zaduch korzennych przypraw i spoconych cia. Pereira rozoy na stole pomidory, obuskane biae kule sodkiej cebuli i zielone sople papryki. Z noem w rce patrzy, jakby czekajc na rozkaz - do ataku!
  Istvan wyj z lodwki bekon, pokroi w paski i rzuci na patelni. Zanim si tuszcz stopi, wyduba rodek z papryki, wytrzsnwszy pestki, skraja drobno.
  Kucharz go naladowa, robota sza sprawnie jak koncert na cztery rce. Ju zielona sieczka pokrya si ceglastymi plastrami pomidorw, zabielia od cebuli, z wierzchu oboona talarkami kiebasy. Jarzyny puciy sok i patelnia perkotaa mile. Posoli i doda szczypt ognistej papryki. Teraz czeka, pki jarzyny nie zmikn.
  - Tylko nie wa mi si zrumieni cebuli - przestrzega kucharza - trzymaj pod pokrywk. Przed podaniem wbij dwa jajka i dobrze wymieszaj. Pilnuj, eby si nie przypalio. Podaj czerwone wino.
  Przez cay czas wydawao mu si, e syszy gardowe szepty za gst siatk opinajc okno, jednak nie mg dojrze krewnych kucharza w ciemnoci, ktra nagle zapada.
  - Chyba niedugo to trwao, Margit, nudzia si?
  - Nie. Mylaam - podniosa na niego oczy. - Ja si nigdy nie nudz i nie trzeba mnie bawi. Co robie?
  - Leczo. Nasz najprostsz potraw. Jeli si zadajesz z Wgrem, musisz sprbowa.
  - Namwie mnie na ciastka ze srebrem, dlaczego nie miaabym dalej ryzykowa?
  - Do tego "Bycza Krew" - bawi si jej grymasem niechci. - Nie bj si, to nazwa czerwonego wina.
  Za oknem zapalay si wiata w willach i tawe latarnie zakurzone wichur.
  - Wystarczy nam jedna lampa? Czy chcesz grne?
  - Zostaw. Lubi pmrok.
  - Nie jeste za, e ci tu przywiozem?
  - Wcale nie byam za - zaprzeczya. - Sama nie wiem, jak do tego doszo, e tak chtnie wcz si z tob po Delhi. Jeste miy. Czasem w szpitalu wpada mi na myl: o tym musz mu opowiedzie.
  Zapukano do drzwi.
  - No, co tam?
  Jednak kucharz dyskretnie nie wchodzi. Istvan musia otworzy drzwi, by usysze szept:
  - Sab, wszystko gotowe.
  - Dobrze, podawaj - zobaczy, e Pereira woy bia pcienn marynark i biae rkawiczki, wystpowa w penej gali.
  - Chodmy. Teraz mnie poznasz z lepszej strony - zaprasza. - Koniec z whisky, przechodzimy na wino.
  St nakryty haftowanym obrusem, owoce na somianym koszyku byszczay w wietle wiszcych lamp. W gliniany dzbanuszek kucharz woy pomaraczow gazk kwitncych pnczy, a kdzierzaw od zbitych patkw.
  Ledwie usiedli, Pereira wnis na tacy parujc patelni i podsuwa Margit.
  - O, przyjemnie pachnie.
  - Bierz miao, sprbujesz, moesz mnie chwali.
  Wycigany korek gono cmokn. Odebra butelk z rk kucharza i napeni kieliszki.
  Nagle poczu, e Margit patrzy na niego z ogromnym zdziwieniem.
  - Co si stao? Niedobre? Przez t chwil potrafi spapra?
  - Obejrzyj si.
  Odwrci gow. Za nim pod cian kucno czterech mczyzn w bieli i moda dziewczyna. Wpatrywali si szeroko otwartymi oczami. Zoywszy donie oddali pokon. Bosi, bezszelestnie wsunli si na skinienie kucharza.
  - Co oni tu robi, Pereira? We ich do kuchni i poczstuj czym. Czy ty zwariowa?
  Kucharz sta z ca powag trzymajc patelni na tacy jak wito.
  - Oni ju jedli. Tego nie wezm do ust, to wierzcy Hindusi, a tu jest miso. Ja im obiecaem, e poka, jak sab je, oni tego nigdy nie widzieli. Dla nich to s prawdziwe sztuki. Oni mwi, e przecie po to mamy palce, eby wszystko wymiesza, ugnie i zje, jak ludzie jedz. A pani i sab zupenie inaczej, noem i widelcem. To jest sztuka, ktr im obiecaem pokaza.
  - Syszaa? - zwrci si do Margit. - Robi z nas przedstawienie. Trzeba ich wygoni.
  - Zostaw - zamiaa si rozbawiona - nie powiniene im sprawi zawodu. Co ci szkodzi? I kucharz tak na ciebie liczy, jest strapiony jak dyrektor teatru przed premier. Nie zo si, nie zwaaj na nich
- podniosa kieliszek, czerwony pomyk przesun si po obrusie. - Twoje zdrowie. Pamitajmy, e jestemy w Indiach.
  - Jestemy w Indiach. Musimy ich dziwi i drani.
  - Czy wy mwicie po angielsku? - zwrcia si do postaci w bieli.
  - Nie, pani - odpowiedzia kucharz - to ciemni chopi, a ta maa jest narzeczon mojego najmodszego syna. Sab go widzia.
  - Ile ma twj syn? Osiem lat?
  - Dziesi, a ona pitnacie. Ju dojrzaa. Bdzie si nim opiekowa, zapracuje na niego. Dla nich to wielki zaszczyt zwiza si z takim czowiekiem jak ja...
  Mimo, e leczo byo udane i wytrawne wino podnosio ostry smak potrawy, rozmowa si rwaa, czuli na twarzach i rkach czujne spojrzenia milczcych wiadkw. Obiad stawa si tortur.
  On ode mnie usyszy - odgraa si w duchu kucharzowi - we bie mu si przewrcio.
  Pereira puszcza, to wcza migi obu wentylatorw pod sufitem. Czarowa chopsk rodzin, imponowa znajomoci techniki.
  Margit wypia kaw. Zapalia papierosa i niecierpliwie zdusia.
  - Odwieziesz mnie - poprosia - teraz poczuam si zmczona.
  Kiedy siedzieli w aucie uja go za rk.
  - Nie gniewaj si, pomyl, zrobilimy im tak przyjemno. Autorytet kucharza urs, bd mieli co opowiada, gdzie to ich nie przyjmowano, czego nie widzieli. Chyba mnie jeszcze zaprosisz, bo mi leczo bardzo smakowao?
  W wietle reflektora bysna uniesiona paka czokidara, woa do wartownika ssiadw w hindi:
  - Mj sab jedzie... Z kobiet.
  Tyle przynajmniej Istvan pochwyci. Zacisn rce na kierownicy. Ogarna go wcieko. Wielkie wydarzenie! Sab jedzie z kobiet, ktra bya u niego w domu.

IV.

  Spotkanie odbyo si w serdecznej atmosferze, penej wzajemnego zrozumienia, stao si jeszcze jednym dowodem zacienienia stosunkw kulturalnych - Istvan odoy piro i westchn gboko, wanie takich okrgych, niewiele znaczcych zda oczekiwano w sprawozdaniach wszystkich M$S$Z-tw.
  W szparze odchylonej zasony soce pulsowao biel, ktra zmuszaa do zmruenia powiek, wyciskajc grymas znuenia. Maszyna chodzeniowa szumiaa, jednak Terey odrnia miarowe stuknicie kropli, ktra zbieraa si na kocu rurki i rozbryzgiwaa w blaszanej foremce, wysychajc bez ladu. Powolne kapanie mierzyo czas. Z rozdranieniem podnosi oczy, by si upewni, czy kleista kropla znowu nabrzmiewa i leniwie odrywa si od miedzianej rurki, ponagla j spojrzeniem, niemal baga, eby ju odpada.
  Telefon zaterkota.
  - Bd askaw pofatygowa si do sekretariatu, towarzysz ambasador ci wzywa - usysza gos Judyty.
  - Czy zaraz mam przyj, bo wanie rozpoczem...
  - Radziabym, Ferenz ju tam jest.
  - A po co? - ociga si jeszcze; spocone uda lgny do spodni, skra fotela bya rozparzona nieznonie, nie chciao mu si wsta, wyj w duszny ar korytarza, z udanym umiechem prowadzi rozmow.
  - Agra - powiedziaa i wyczya aparat.
  Natychmiast zerwa si, a jaszczurki drzemice na suficie smyrgny w odlege kty.
  Ambasador z rkami w kieszeniach sta wsparty szerokim zadem o krawd biurka, pochylony, z brwi uniesion, jak byk gotowy ruszy do szary. Z czarn szop kdzierzawych wosw i ukadnoci prymasa cygaskiej orkiestry Ferenz otwiera tek.
  - Przyszo zaproszenie na kongres ku czci Tagorego - zacz, jakby serwujc pieczk.
  - Jak si czujecie, towarzyszu? - zapyta troskliwie ambasador Tereya. - Upa was nie rozoy?
  - Nie. Lubi tak such pogod.
  - On to lubi - powtrzy pospnie Koloman Bajcsy - a wic pojedziecie do Agry. Tagore - wasz dzia, pisarz, laureat Nobla. Bdziecie reprezentowa Wgry - doda z namaszczeniem.
  - Mylaem, e si obejdzie. U nas go nie wydaj. Uniknlibymy kopotliwych pyta - broni si jeszcze.
  - Licz na wasz zrczno. Przemwicie, ale bez angaowania nas. Od siebie, pprywatnie, w rozmowach nie szczdcie pochwa, nic nie kosztuj - poucza - a kt nie lubi pawi si w uznaniu?
  - Towarzysz Ferenz nie by jeszcze w Agrze, miaby okazj obejrze zabytki. Tad Mahal jeden z siedmiu cudw wiata - podsuwa Istvan. - Wemie wz i Kriszana, bdzie swobodny...
  - Kriszana nigdzie nie pol - obruszy si ambasador. - To wyjtkowy dure. Musz mie na niego oko. Tak si rozpuci, e byaby ju pora rozejrze si za nowym kierowc. Wypadek niczego go nie nauczy. Wy macie auto, sami prowadzicie i pogoda sprawia wam przyjemno - ironizowa - machnijcie si na trzy dni do Agry.
  - Wic to polecenie towarzysza ambasadora? - pyta z tajon uciech.- Czy naprawd nasza obecno jest tam konieczna?
  - ycz sobie, ebycie jechali - powiedzia z naciskiem Bajcsy.
  - Ja mam co z oczami - Ferenz poprawia szka odblaskowe, due, zwierciadlane, ktre nadaway mu wygld rozdranionego trzmiela. - Soce razi mnie do blu. Naprawd z radoci bym pojecha, ale czasu nie starcza, goni robota. Mamy sygna, e za par dni kurierzy przylec, trzeba przygotowa poczt, zestawi raporty. Wszystko na mojej gowie...
  - Dobrze. Pojad - zgodzi si Terey.
  - Kongres zaczyna si jutro - przypomnia ambasador, podsuwajc ozdobn kart zaproszenia. - Zastpicie przy okazji i naszego korespondenta. Wprawdzie jestecie poet, jednak to nie powinno przeszkadza w zredagowaniu nierymowanego komunikatu. No, tylko spiszcie mi si godnie - pooy grub rk na ramieniu radcy. Byo w tym gecie co z poufaoci dowdcy, ktry dodaje otuchy oficerowi posanemu na niebezpieczne zadanie.
  Jacy oni naiwni - pomyla podkrcajc okno, due gzy wpaday na olep i tuky si na szybie - sdzili, e mi zrobi na zo, a ja wanie szukaem sposobnoci, eby wyskoczy do Agry.
  Naprawd cignie mnie, eby j zobaczy - przyapa si zaskoczony. Jake mi jej w ostatnich dniach brakowao... Dobrze si z ni rozmawia, wietny kompan wieczornych spacerw na Stare Delhi i do kina, jako wesza w jaowy rytm mego ycia.
  Czerwonawymi smugami paliy si pola w podmuchach wiatru, spieczone i puste. Na ysych konarach samotnych drzew gromadami drzemay spy.
  Jedyna jaskrawa ziele to skrzyda papuek, ktre niezdarnie zataczajc si eroway na drodze, rozdziobujc zesche wielbdzie odchody. Zryway si tu przed mask, czasami mikko trciy botnik i odlatyway skrzeczc, jednak adna nie wpada pod koa.
  Czego waciwie chc? Na co licz? - pyta w mylach i nie dopuszczajc odpowiedzi umiecha si, bo widzia j, jak nadchodzi, szczupa, sprysta, z miedzianym blaskiem na wosach koysanych rytmem stpania i ogarnia spojrzeniem oczu niebieskich wietlistych jak woda w grskim potoku, wiosn, gdy niegi taj. Powinna czeka... Depesz musiaa dosta wczoraj.
  Wpada do wiosek ulepionych z gliny, pustych. Chude kury uciekay w popochu wycigajc oskubane szyje. Tylko przy studni kobiety w zielonych i pomaraczowych sari tuky kijankami namoczon bielizn, plotkoway wesoo. Na widok auta przeryway zajcie, przysaniay oczy doni, wypatrujc autobusu. Skrzyy si ich naszyjniki i bransolety pozorem bogactwa.
  Przed sam Agr musia zwolni, wok wityni w cieniu drzew zatoczono arby z uniesionymi dyszlami, woy leay gromad, przeuwajc leniwie such traw. Tum wiernych piewa, dzwoniy gongi.
  Par ostatnich minut wdzierania si poprzez urzeczon cib zmczyo go i rozdranio.
  Kiedy zajecha przed parterowy, peen cienistych werand i pergoli, podkow rozrzucony w parku, budynek hotelu, pewien by, e Margit natychmiast wyoni si z cienia. Nawet chwil marudzi, podnis mask, sprawdza oliw, oglda rozgrzane opony.
  Pokj mu zarezerwowano.
  - Czy panna Ward tu mieszka?
  - Tak - odpowiedzia urzdnik, spdzajc ze stou kota, ktry przeciga si i ziewa szeroko, ukazujc bladorowe wntrze pyszczka. - Tak, sab, pod jedenastk, na prawo.
  Podpisujc si w ksidze meldunkowej, zobaczy depesz wetknit za ram wielkiej fotografii Gandhiego. Adres mg odczyta. Jego depesza do Margit. Troch by zaniepokojony.
  - Miss Ward jest u siebie?
  Sucy bezradnie rozoy donie.
  - Nie wiem, sab. Klucza nie ma - sprawdzi w przegrdce szuflady. - Panna Ward nie jest turystk, nie znam jej programu... Przewodnikw bior od nas, z hotelu. Moe sab...?
  - Znam Agr. Sam bybym niezym przewodnikiem. Dzikuj.
  Dwaj sucy w turbanach obszytych zot lamwk ju si czaili na jego walizk.
  - Pitnastka, trzeci pokj za miss Ward, trzynastki u nas nie ma, turyci nie lubi diabelskiego tuzina.
  Odprowadzi wz do cienia. Blachy ju si rozgrzay nieznonie. Ruszy za sucym pergol poronit gst sieci wistarii.
  Drzwi od jedenastki byy uchylone. Wszed bez pukania, cieszc si, e Margit zaskoczy. Biae wntrze udzio chodem, rozejrza si: ko, stolik, dwa fotele, szafa, nieodzowny kominek. adnego ladu kobiety, fotografii, kwiatw. Ju pomyla, e portier si myli, gdy spostrzeg pod cian kilka par pantofelkw, pozna sanday, ktre razem kupowali pierwszego wieczoru. Z azienki ttni szum pyncej wody.
  - Margit - zawoa, bbnic palcami.
  Drzwi uchyliy si natychmiast, stara Hinduska na klczkach zmywajc wann odpowiedziaa zaskoczona, e panna Ward z rana wyjechaa autem z tym panem, co po ni zwykle przyjeda.
  Zabolao go jak zniewaga.
  - Kiedy wrci?
  - Wzia ze sob torb z pociel, moe tam bdzie nocowa - mwia rozwlekle suca, przechyliwszy gow z wyrazem zdziwienia.
  Na biureczku lea papier listowy i koperty z obrazkiem grobowca ksiniczki Tad, dla ktrego odwiedzano tumnie Agr. Moe by napisa kilka sw, ju odsun krzeso, gdy nagle z nierozumn zawzitoci szepn: nie, nie...
  Przeszed do swojego pokoju, kroki stukay na ceglanej posadzce. Westchn jak pies, ktry utraci trop.
  Dokd j ponioso. Co to za jeden, ktry po ni przyjeda? Wydao mu si dziwne, e czuje tak dotkliw zazdro od razu przeczuwajc rywala. Moe po prostu lekarz, kolega z orodka?
  My rce i twarz, wiza krawat niecierpliwymi ruchami. Wntrze hotelowego pokoju pachniao pynem przeciw owadom i niedawnym bieleniem. Przeczuwa, e pierwsze niepowodzenie jest sygnaem dalszych, obrzyd mu cay kongres.
  Usiad za kierownic, bka si ulicami, ale wszystkie wyprowadzay nad rzek, gdzie chopi pawili bydo i palono ciaa zmarych. Poprzez smugi sinawego dymu widzia rytmiczne gesty nachylonych pastuchw, ktrzy stuliwszy donie chlustali blaskiem na bawole grzbiety.
  Biae rybitwy ulatyway nad wod i pomiaukujc jak koty zderzay si z wasnym odbiciem, otrzsay krople i machay skrzydami zawiedzione, e woda jest tylko wod, a nie przestworzem penym wiata, ktre nosi ich odbicie migocc srebrem.
  Nie wystarczy mu planik wyrysowany na zaproszeniu, musia pyta przechodniw, ktrzy patrzyli na niego, potem na auto, duymi, czarnymi oczami, jakby aujc, e nie rozumiej. Tu, na przedmieciach, trudno byo znale mwicych po angielsku. Nagle wypatrzy peugeota korespondenta francuskiego i jadc za nim trafi do rozlegego parku.
  Pod ogromnymi pniami mangrowcw stali grupkami Hindusi i rozprawiali z oywieniem. Sam uniwersytet, jak go szumnie nazywano, przypomina greck wityni o harmonijnych proporcjach i tympanonie wspartym na kolumnach.
  Ledwie postawi austina, podeszli ku niemu przedstawiciele zarzdu, witali z wylewn serdecznoci. Przypito mu zoty eton z kwiatem lotosu i czerwon wstg, na ktrej odczyta: Tagore, poznanie, prawda, Bg.
  Mwiono okrgymi zdaniami o pogodzie, urokach podry, powabach kraju. Kiedy si dowiedzieli, e reprezentuje Wgry, prbowali ustali, gdzie taki kraj jest, oczywicie mieli oglne pojcie - e gdzie w Europie.
  Wprowadzono go do budynku, zosta przedstawiony przewodniczcemu, ktry mgby pozowa do pomnika Tostoja, z majestatyczn grzyw siwych wosw i bujn brod.
  Otwarto uroczycie wystaw tumacze Rabindranatha Tagore. Z przyjemnoci wypatrzy i kilka ksiek wydanych po wgiersku. Pokaza je przewodniczcemu, dyskretnie przemilczajc, e to publikacje przedwojenne, bo rozarci krytycy opatrzyli Tagorego pitnem naiwnego idealizmu i mtniactwa mistycznego, uniemoliwiajc wznowienia.
  - Czy nasz wielki pisarz jest u was popularny? - pyta przewodniczcy z twarz proroka, ciemna, szlachetnie wychudzona twarz obramowana biaymi promieniami wzburzonych wosw, oko pene aru zdawao si przenika Istvana na wskro. Znany? Przed wojn nakady byy niewielkie, czytaa go elita, gwnie kobiety. Popularny? Nazwisko padao w rozmowach po salonach, rzadko krytycy je wymieniali. Na pewno nie by mniej znany ni tu, gdzie dziewidziesit procent ludzi nie miao jego ksiek w rku.
  - Oczywicie - stwierdzi gorco - Tagore jest wietnie tumaczony, zaliczany do klasykw. Nie mona by kulturalnym czowiekiem, jeli si nie wie, kim by dla Indii.
  - Wspaniale - ucieszy si prorok i zacz opowiada, kto pod starymi drzewami przechadza si z mistrzem, jakie nauki pobiera. Z tej agodnej, penej wyrzecze teorii powolnego zmieniania wiata przekonywaniem i osobistym przykadem rodzia si moc, zdolna da opr brytyjskiemu imperium. Tu formowa si trzon Partii Kongresowej, tu przemawia Gandhi. A zaczo si od towarzyskich spotka, przechadzek w cieniu starych drzew i dzielenia si pogldami na pikno, postp i twrczo.
  Sala bya pusta i chodnawa. Istvana powoano do prezydium, gdy wypadnie jego kolej, mia wygosi sowa pozdrowie i zapewni, e myl Tagorego na Wgrzech yje i owocuje. Cz zebranych, dla ktrych zabrako krzese, rozsiada si w kucki na dywanach.
  Organizatorzy w wypuszczonych na wierzch koszulach przenosili mikrofon, prbowali brzmienia, modzi chopcy z szarfami przez pier, w spadajcych sandaach, bawili si wietnie, pod pozorem utrzymywania porzdku. owili w tumie pikne kobiety, rzucali im na szyje honorowe wiece nawleczonych kwiatw, ktrych, jak si okazao, przygotowano zbyt wiele.
  Uroczysto zaczto odpiewaniem hymnu na cze Matki Indii, do ktrego sowa napisa sam mistrz.
  Maa dziewczynka wbiega z tac i pokoniwszy si namacia im czoa, by myli zwrciy si wycznie ku sprawom doskonaym. Mwca skandowa patetycznie po bengalsku, czasami odwraca si i w paru zdaniach dla nielicznych Europejczykw streszcza po angielsku swoje wywody.
  Biae, udrapowane szaty, ciemne, uniesione ramiona stwarzay pozr gestw z teatru, przypominay dawnych Grekw lub Rzymian.
  - Nie nudzi ci to gadanie - dopytywa si may z przystrzyonym wsem i bardzo pachncy Maurice Nagar.
  - Jeszcze nie - przyzna szczerze. Siedzcy obok profesor Rosjanin musia zna kilka indyjskich jzykw, bo cieszy si dyskusj, ktra niespodzianie wybucha, gdy przemawiajcy stwierdzi, e najwspanialsza literatura Indii pocza si w Bengalu, i tylko dlatego geniusz Tagorego znalaz doskonae narzdzie, mg si tak swobodnie wypowiedzie... Wywoa natychmiastow replik ze strony Tamilw i oficjalne zaprzeczenie zwolennikw hindi, ktry jako jzyk pastwowy mia wyprze angielski.
  Spr zaognia si mimo prb mediacji samego przewodniczcego, ktrego gowa niby zjawa na seansach spirytystw zdawaa si wzlatywa nad wzburzonym audytorium. Podnosi i opuszcza donie gestem dyrygenta, ktry nie zdoa nady za burz przekrzykujcych si instrumentw.
  Istvan robi notatki do sprawozdania i komunikatu prasowego.
  Francuz przyglda mu si sceptycznie, wiedzia, e dobrym obyczajem angielskim gotowy komunikat zostanie im dorczony przed zakoczeniem sesji, i trzeba bdzie tylko nieco go zmieni w zalenoci do jakiego kraju i pisma ma by przesany; ale to kosmetyka.
  Kiedy ogoszono przerw, Nagar przytrzyma Tereya za rkaw.
  - Chyba masz na tyle dowiadczenia, eby przewidzie, co bdzie dalej, zostamy tu - kusi. - Pogadamy, zapalimy...
  Wywlekli leaki pod drzewo, gruby, powlony pie wyglda, jakby nie wyrasta z ziemi, ale zastyg ciekajc z gry, pki napowietrznych korzeni wisiay z konarw. Stali w niby nie dokoczonej klatce.
  - Co ci to przypomina? - pokaza Nagar nieruchome liny korzeni. - Mnie po prostu stryczek.
  - A mnie sznury na dzwonnicy. Zawsze mam ochot targn za nie, zakoysa caym drzewem. Zazdrociem kiedy ministrantom, e uczepieni lin mog wzlatywa nad deski podogi, podrywani przechyami dzwonu, i grzmie na ca okolic - trca szpicem buta gruby spltany warkocz biaawego korzenia.
  - Bd ostrony - Nagar zmarszczy w obrzydzeniu malutk, chopic twarzyczk - ja raz sprbowaem i strzsnem sobie na eb setk szczypawek, gsienic, czerwonych mrwek, ktre tn nawet rozduszone palcem. Zdawao mi si, e mnie kto zapak przypala.
  Z daleka dociera gos kolejnego mwcy, wzmocniony megafonem. Zaszyte w liciastym sklepieniu sprzeczay si papugi. Biae, podobne do ogryzionych koci mamuta, ogromne konary tony w grubym cieniu.
  Ulic przetaczaa si dwukoowa tonga, czapay ospale siwe bawoy, midzy ich zadami na grubym dyszlu, jak brudnawy tumok, spa przykucnity Hindus.
  Upa sta, powietrze drao jak szklista galareta.
  - Mona by pomyle, e si w tym kraju nic nie dzieje - mwi Nagar pokazujc na rozlegy krajobraz, puste pola i kpy drzew o wybielonych pniach, prawie czarnych kopach listowia, rozmazane dygotem gorcego powietrza - jednak od mojego przyjazdu, a jestem tu dziewity rok, zaszy olbrzymie zmiany... Dokonyway si niepostrzeenie, jakby mimo woli. Przebudzenie ujawni si w zbiorowym dziaaniu, staje si zaskoczeniem dla tych, ktrych czujno upia pozorna nieruchawo Hindusw. W gbi tego zlepka ludw ronie wiadomo praw, ju nawet nie klasowych, a czowieczych... Gdyby jeszcze chcieli uwierzy, e raz tylko yj, e s niepowtarzalni, e jednak powinni si spieszy. Jeeli gdzie prymitywne okrelenie religii jako opium moe mie zastosowanie, to przede wszystkim tu, w Indiach. Cierpi agodni jak woy, podlegaj jarzmu przeznaczenia, ufaj, e w nastpnym wcieleniu za to korne poddanie, za brak buntu zostan nagrodzeni. Wiesz, yczybym temu krajowi krwawej rewolucji. Jeli do tego w ogle s zdolni.
  - I ty to mwisz? - spojrza na czerwon pomit twarzyczk Francuza. - Mylaem, e szukasz tu przede wszystkim spokoju... Wasz kraj przey dosy, klska, bolesna kapitulacja. Walki generaw o wadz, o wpywy u Amerykanw i Anglikw, o askawy protektorat. Rozpad imperium. Wietnam, potem Maroko, Algier. Przecie wy ju macie do chwiejnych rzdw, intryg ministrw, przekupnej policji i wpywowych kolaborantw.
  Nagar koysa si z wyrozumiaym grymasem umiechu.
  - Spokj... Ma si te lata, eby go ceni - zacz bawic si papierosem - i troch jeszcze si, eby wytrwa tu, na moim obserwacyjnym posterunku, gdy nowe, dla nich samych nieznane potgi, bd prboway przej wadz. Zdziwisz si, e ja kocham Indie. Wspaniay kraj. Pienidz tu znaczy wicej ni w Europie, wszystko mog dosta za centymy... Gdzie znajd tak oddan sub, takie kochanki - mrugn porozumiewawczo. Nie kry saboci i czsto pokazywa si w towarzystwie wiotkich modziecw o karbowanych wosach, ociekajcych wonn brylantyn. - Gdzie mnie bd z tak krlewskim przepychem podejmowa? Jestem na "ty" z wadcami caych departamentw, a bogatymi jak monarchowie. Co za wspaniae polowania! A jednak yczybym temu krajowi, tym trawoernym owieczkom krwawej kpieli. Wojna... Cho niewielu z Hindusw zgino za Angli w Afryce, Birmie i we Woszech, wojna otworzya im oczy i pokazaa, e Anglia jest saba, lew brytyjski bdzie rycza, straszy, ale jak mu pomacha gowni przed pyskiem, to si cofnie.
  Nagar by w swoim ywiole, dopad cierpliwego suchacza, perorowa z gestami trybuna. Istvan pali papierosa i myla o Margit.
  - Wojna? Przyspieszya niepodlego Indii. Mimo e jest mi w obecnym stanie bardzo dogodnie, chtnie widziabym ju nastpny etap: rewolucj. Wanie dlatego, e na swj sposb pokochaem tych ludzi - mwi z ogniem. - Ty, Istvan, powiniene mnie rozumie. Czuj si po prostu lepszy, kiedy dopuszczam myl, przystaj wewntrznie na te zmiany, ktre mi dzisiejsze Indie odbior...
  atwo ci ogasza rezygnacj - pomyla Terey - skoro nadejcie tej chwili widzisz w odlegej przyszoci, jeste prawie pewny, e to ciebie ju nie bdzie dotyczy...
  Dym papierosa rozwiewa si w socu, papugi pokrzykiway i dobiega szum niedbaych oklaskw, askawie akceptujcych koniec czyjego przemwienia.
  - Czy ci si nie zdaje, e mona teraz zaobserwowa niezdrow ruchliwo w interesach, popiech, gazety s pene sensacyjnych tytuw, roi si a od afer finansowych... A szkoda, e one nikogo poza Indiami nie obchodz. Mielibymy lekkie ycie, myl o nas - Nagar pokaza kciukiem na pier opit koszul w niebieskie paseczki, dua szafirowa muszka zatrzepotaa jak sposzony motyl - o nas, korespondentach. Ci, co maj pienidze, chc jak najszybciej nimi obrci, zarobi, ukry dochody, wycofa kapita. Ziemia dry pod nogami. Swd w powietrzu. Rwa, wyszarpn, co si da, i pki si da. Nie myl o zagranicznym kapitale pod indyjskimi szyldami, tylko o nie mniej drapienych indyjskich nababach... Dziaanie instynktowne - rozwaa gniotc w palcach gauloise'a - jak z muchami, najbardziej dokuczaj jesieni, w przededniu pierwszego chodu, ktry je wytpi.
  - Jeste w dobrym humorze - kiwa gow Terey - galopujesz na koniku, ktrego dla nas zastrzeono... Straszenie rewolucj, to przywilej komunistw.
  - Mog przysta i na wojn - ustpowa Nagar - tutaj potrzebne s bodce scalajce narody... Mog przyj zarwno od wewntrz, jak i z zewntrz.
  - Tylko kto si bdzie chcia z nimi bi - powtpiewa Terey. - Zwycistwo w takiej wojnie mogoby sta si wikszym kopotem dla zdobywcw ni przegrana. Bo co zrobi z tymi setkami milionw, jak je wyywi i przyodzia? Jak je zmusi do jakiego sensownego dziaania?
  - Moe na nich uderzy Pakistan przy cichej zgodzie Amerykanw, jeli zanadto skrc na lewo - rozwaa Nagar - lub Chiny, jeli si w miejsce Anglikw zanadto zadomowili Amerykanie. Moe przyj od rodka nage objcie wadzy przez wojsko, jak to bywa w wieo uformowanych demokracjach. Tak byo i w Egipcie, i w Turcji, tak jest od niedawna w poudniowej Korei. Wcale bym si nie zdziwi, gdyby jeszcze za naszego pobytu zaczy si wielkie wydarzenia.
  - Jednak Partia Kongresowa i Nehru...
  - Partia jedzie jeszcze na tradycji, zasania si zasugami z czasu walki o niepodlego, ale to ju historia, obrona wadzy, ktr im nard ofiarowa, a oni potrafi z niej zdrowo korzysta. Nehru jest starym czowiekiem. Moe tylko jak Gandhi prosi, by uszanowali siwy wos... Jednak kade baganie, apel do rozwagi moe jutro zaguszy wrzawa zniecierpliwionego tumu.
  Spoza rzeki nadlecia dugi gwizd lokomotywy, skowyt na dwch tonach jak piszczaki pastucha. Maurice nasuchiwa z przechylon gow.
  - Bierzesz mnie za podpitego wrbit, a ja mam gardo suche jak pieprz... Nie umiem pi sam. Chtnie bym ci namwi, eby si wymkn do baru hotelowego. Jeeli wemiemy ca butelk, moemy by pewni, e nas nie nabior chrzczon whisky, jak mnie prbowa uraczy mj lokaj... Ostrzegam, dolewaj herbaty.
  - Jeszcze mnie to nie spotkao - zamia si Istvan - moe dlatego, e kiedy zejd si znajomi i zaczniemy butelk, nie spoczywamy, a si dno pokae.
  - Dobra zasada, ale trzeba mie twoje lata. Ja pij, eby posmakowa, raczej dla wspomnie ni nowych podniet. No, jedmy, bo i tak poczucie obowizku nas tutaj przygna - popdza zrywajc si wawo z przesadn dziarskoci starszych panw, ktrzy majc widzw udaj, e modo jest stanem, ktry uchowali.
  Obejrza si ku jasnym kolumnom budynku, gosy wstpoway piewnie, odczuwali przewrotn uciech uczniw wymykajcych si na wagary. Maurice wyprowadzi pierwszy swojego peugeota, za nim pomkn Terey; mijali zaprzgi chopskie, wciskajc si midzy wozy wyadowane drgowin, auta goniy si jak dwa psy.
  Na wskiej drodze rwce podmuchy wzbijay kby rudego pyu, pene zotych byskw sieczki, wyschej mierzwy zmielonej koami arb, cikimi jak chopski los.
  Kiedy pod smagniciem klaksonu wonice si kulili, zgadywa, e auta przemykajce w byskach szka i niklu, z rozpartymi na poduszkach Europejczykami, musz uwaa za przelot demonw. Wypadaj z chmury kurzu, wyj, gro zmiadeniem i z jkiem opon hamuj, prawie dotknwszy lnic mask. Gdy przesmyk midzy powolnymi arbami si na chwil otworzy, skacz niespodzianie, spod opon prynie piach i wir. Nie auta, ale straszyda z piekie siejce niepokj.
  Umiechn si pojmujc, e woy z rojami much pascych si na obdartych karkach, skrzypice tarcze k, palma, ktra niechtnie odchodzi, s dla chopw czstk natury, powszedniego adu. Ci drzemicy pnadzy wonice pewno myl: gdzie i po co biali tak gnaj, ku czemu si spiesz? Czy nie wiedz, e wszystko, co zdobd, oddadz, a to, co posiedli, porzuc...
  Istvan prbowa docign Francuza, jednak Maurice prowadzi auto po mistrzowsku. Bystro ocenia odlego i szybko wozu, potrafi si przemkn nie zahaczajc za wystajce, okute miedzi osie arb, a Terey utyka, wytraca szybko. Chcia dopa telefonu i zadzwoni do szpitala, do Margit, albo zabbni w jej drzwi... Moe nareszcie wrcia? Cho nie wiedziaa o przyjedzie, sama jego tsknota, uporczywa jak woanie powracajca myl, powinny j zwabi, pchn mu naprzeciw.
  Ledwie postawili auta w cieniu pergoli, radca przeprosi Nagara, e musi go opuci na chwil.
  - Ja te id siusiu - powiedzia tamten poufale.
  - A ja do telefonu - razia go swoboda Francuza, zwaszcza gdy napomyka o swoich chopcach, z drastycznymi szczegami, a bez przechwaek, troch jak starzy ludzie zwierzaj si z przypadoci jelitowych.
  Numer szpitala znalaz od razu, podkrelony wielokro kolorowymi znakami dugopisw. Orodek bada oftalmologicznych U$N$E$S$C$O miewa tu swoich lokatorw. Zaraz po sygnale odezwa si gos nosowy w nieznanym jzyku, woa, powtarza co dobitnie, jakby w nadziei, e Europejczyk jednak zrozumie.
  - Poprocie kogo mwicego po angielsku - woa Terey rozdraniony. - Doktor, doktor, daj tu doktora. Angielski - wybija poszczeglne sowa.
  W suchawce sysza zakopotane sapanie. Stranik czy posugacz zna wycznie swj wioskowy jzyk.
  - Zawoaj doktora - krzycza Terey, ale tamten zniecierpliwiony, chcc si pozby kopotu, odoy suchawk.
  - Nie zrozumia, gupi chop - powiedzia z przypochlebnym umiechem portier Hindus - oni tam trzymaj straszn hoot, zupenych dzikusw... Moe ja pomog, bd za tumacza. Kogo mam wezwa?
  - Miss Ward - powiedzia takim tonem, jakby urzdnik biura hotelowego powinien by dawno wiedzie, zapamita, o czyj pokj z rana dopytywa.
  Jake go drani ten chudy, ciemny palec powoli zanurzajcy si w otworach tarczy, odprowadzajcy uwanie jej obroty. Potem jaka rozmowa, przerwa, w czasie ktrej portier ypa porozumiewawczo okiem w stron Istvana.
  - On nic nie wie. Poszed zapyta - wyjani. - Teraz oni maj lunch... Do szpitala cigaj tumy ebrakw z caych Indii.
  Jake bardzo czekanie drani. Portier nie potrzebuje si krpowa, nie przysania doni suchawki, chciwego lejka, ktry chwyta dwiki, tamten i tak nie rozumie, portier czuje si bliszy swoim zagranicznym gociom. Nawet kada ich sabo, ktr podpatrzy i skrycie w pamici zachowa, jest jak wtajemniczenie. Oni mog sobie na niejedno pozwoli, nie uznaj zakazw, praw boskich i ludzkich, bo maj nadmiar pienidzy. On chciaby znajomoci angielskiego manifestowa gotowo do sub poufnych. Lokaj, znieprawiony askawoci wadcw - myli Istvan. Kot ley na grzbiecie, wodzi oczami za du, dzienn m, ktra tu pod dachem zieleni azi w trzepocie skrzyde po koci fioletowych kwiatw wistarii. Terey apie si na tym, e zachca w myli kota, by skoczy, schwyta w pyszczek m, ktra wlecze gruby odwok, a zginaj si patki.
  - Ju, sab. Niech pan mwi - skoni si portier. Zanim poda suchawk, otar j o rkaw - tam jest doktor naczelny.
  Przedstawiaj si. Teraz wiadomo. Nie ma co liczy, by dzi Margit zobaczy, moe nawet w ogle si nie spotkaj. Pojechaa na statystyczne badania z ca ekip. Dokd? Nie moe powiedzie, wszystko zaley od iloci ustalonych wypadkw, pojechali w busz, bd kry po wioskach, sto mil i dalej. Anglik, bo mierzy w milach. Zaprasza do siebie, do szpitala. Istvan pooy rupi na biurku urzdnika, podrapa kota w puch na szyi, drgaa pod palcami grdyczka zwierzcia w rytmicznym pomruku zadowolenia. Nie musia si nigdzie spieszy. Sysza dwik owadzi w kwitncym dachu pergoli, paczliwe woanie handlarza orzeszkw i koatk czarownika, ktry sta przy otwartej bramie wjazdowej z paskimi koszami gadw i patrzy tsknie, czy kto nie wezwie go skinieniem rki. Hindusowi nawet przez myl nie przeszo, e mgby przekroczy szeroko otwart bram. Tresura angielskich sabw zostaa mu we krwi. Fakir podnis koatk wysoko ponad gow, ostry dwik ama si echem odbity od cian hotelu. Terey potrzsn przeczco doni. Nie, nie mia ochoty na widowisko, nie teraz, nie dzi.
  Gdyby tu byli moi chopcy - pomyla z nag tsknot o synach - warto by pokaza im tace wy. Za mao o dzieciach pamitam, wydaje mi si, e nie ulegaj zmianom, nie rosn, zastan ich po powrocie dokadnie takimi, jak poegnaem. Ilona? Zwlekanie z paszportem staje si obelywe, jeszcze jeden dowd, e jestem elementem podejrzanym, niepewnym, skoro trzymaj zastaw. Tak? Jeden z tych najpewniejszych, kiedy ju zbieg, a wyrzucono mu, e zostawi rodzin w kraju, odpowiedzia zuchwale: "ja rodzin wywiozem ze sob, nigdy si z ni nie rozstaj", i wymownie pogaska si po kroczu.
  Bezszelestnie Terey stpa po grubym dywanie, ktry go wid prosto do baru. Dugie ramiona wiatraka obracay si od niechcenia. Francuz przycupn ju z podgitymi kolanami na wysokim stoku. Zocia si whisky nalana w szklanki.
  - No, nareszcie.
  - Trzeba byo zaczyna samemu.
  - Wiesz dobrze, e alkohol nie sprawia mi przyjemnoci, to klucz do rozmowy. Lubi mie suchacza. Samotno? Mona j odczu dopiero w Azji, w morzu ludzkim, obojtnym, giniemy tu, zagubione drobiny, cakiem obcy i zbdni.
  Terey dosiad stoka. Podnis szklank, zapraszajc. Wypili pod czuym okiem barmana, ktry z usun gotowoci przysuwa kanciast butelk i srebrn miark do ustalania dozy.
  - Jednak czujesz si tu najswobodniej.
  - Tak, bo moje dochody nabieraj przy powszechnej biedzie podwjnej wartoci. Mog sobie nawet pozwoli na luksus zachwalania rewolucji, serio myle o podniesieniu czowieka, o prawach obywatelskich. Jednak to rozwaania czysto teoretyczne. U nas doy stay si napastliwe, naciskaj. Proletariusz pors w pierze i nie daje si byle czym zaspokoi. Wycie mu w gowie przewrcili, rzdw mu si zachciewa... Czyli, e chce si odegra, wyzwoli z kompleksw swojej klasy. Oczywicie i moim kosztem.
  - Ja bym na twoim miejscu Indiom zbytnio nie ufa.
  - No, zmiany s, sam o nich mwiem, ale w stosunku do potrzeb... Trzymam zakad, e jak si spotkamy za dziesi lat, najwiksza rnica bdzie w cenach whisky, oczywicie podroeje. - Opar si okciem wygodnie i prorokowa, patrzc w szklank, ktr koysa w doni. - Amerykanie nie s zrczniejsi od Anglikw, obraa nawet ich pomoc.
  - Twoi Francuzi te nie postpuj zbyt rozsdnie - drani go radca przypomnij sobie Dien Bien Phu i O$A$S w Algierze.
  - Nie krpuj si... Poza interesami i sympati dla prawdziwej kultury, a t mog znale tylko w kuchni, niewiele mnie z Francj czy.
  - Mwisz, jakby si nie czu Francuzem.
  - Jestem nim, jestem. Tylko przedtem byem Austriakiem, a urodziem si w Sosnowcu...
  - Gdzie to jest?
  - Dawniej Rosja, potem Polska, potem Niemcy i dzi znowu Polska. Miejsce urodzenia te zmieniao przynaleno pastwow.
  Terey przyglda si ukradkiem w lustrze maej, zniszczonej twarzyczce dziennikarza, czasem j przysaniaa biaa plama plecw barmana, wydao mu si, e poznaje cechy najbardziej udrczonego narodu, ktremu i Bg nie daje wytchnienia. Pomyla ze wspczuciem o wiecznej tuaczce, uciekaniu przed mierci...
  - Twoja rodzina yje?
  - Ojciec? Matka? To byo tak dawno i tak le, e czasem mi si zdaje, jakby moje ycie zaczo si, odkd zarabiam na siebie... We wczeniejsze wspomnienia si nie zapuszczam. Czuj si tak, jakbym sam siebie urodzi. Mylisz, e tam nie zajrzaem zaraz po wojnie? Nie ma nikogo. Nawet drewnianego domu, pomalowanego na piernikowy kolor... Belki uszczelnione pluskwami - umiechn si, ale oczy mia pene alu - nad oknem, dla zaspokojenia wymaga artystycznych, wycinanki z drzewa, jakie spotkasz w caej Rosji, a po Wadywostok. Nie poprawiaj, w carskiej...
  - Dom spalili Niemcy?
  - Za duy zaszczyt, po prostu kazali go ydom uprztn, rozebrano, zrobiono tam ulic.
  - Nikt nie ocala?
  - Nawet pami o nich. Inna dzielnica, inni mieszkacy.
  - Mwisz jeszcze po polsku?
  - Troch. My jestemy zdolni, to jest konieczne, eby y. Ja bym si raz dwa nauczy nawet po wgiersku. Ju niele sobie daj rad z hindi. Nie lubi si odrnia, chc spokoju. Natura nas obdarowaa w nadmiarze, jestemy wiecznie na dorobku, musimy si wicej uczy i po nocach pracowa. Chcemy obwarowa nasz pozycj, a to daj tylko pienidze. Jeli ju je zdobye, ludzie ci tego nie wybacz... Dlatego wol Azj, tu mnie nikt nie wytyka palcem, e jestem ydem, moe nawet nie odrniaj. Jeeli nienawidz, to tak jak wszystkich Europejczykw. I to jest ulga. Oddycham.
  - Kiedy si dosta do Francji?
  - W sam por. Wyjechaem do Algieru na p roku przed klsk. Tam doczekaem przyjcia Amerykanw i de Gaulle'a. I wtedy ju z nim na jednej fali. U Amerykanw byo dosy naszych, jakby zapyta w jidisz, kady si achnie, ale po cichu pomog, uatwi, dadz kontakty. Naprowadz na trop, szepn poufnie. A c to jest dziennikarz? Czowiek, ktry wie, gdzie szuka informacji, zna dojcia. I ktry potem cakiem co innego pisze. Ze mnie adna gwiazda, zwyky depeszowiec, ale mnie ceni. Co Nagar przesa, to wite. A ciebie ja co lubi...
  Nachyli si i stukn szklank z yczliw trosk.
  - Gdyby ci przycisno, wal do mnie jak w dym. Nagar ma gow, niedua, ale ile ona pomieci, ile warta... Oj, niejeden by dobrze zapaci, eby z niej wszystko wytrzsn jak ze skarbonki.
  Patrzy mruc oczy, zmczony.
  - Korzystaj, e mam do ciebie feblika. Mj dziadek tak mwi, wsadzajc kciuki w kieszenie kamizelki: "No, Moryc, dobra godzina wybia, mw, to moe dostaniesz, pro, tylko mdrze." I czasem da mi dwadziecia kopiejek. To by pienidz. Nie ma co si mia... A czasem bra za pejsy, okrca na palec i koysa ca gow, a bolao: "Ty, miszuge, ty pobetaniec, czego ci si zachciewa?", bo go nacigaem na pi kopiejek, eby i do fotoplastikonu, zobaczy wielki wiat. O moje szczcie! Teraz wcham te smrody od Rio de Janeiro po Hongkong i nic mnie nie dziwi. Czego mi si zechce, mog mie, a nie czuj frajdy. Nie ma komu zaimponowa. W naszej brany, ledwie usta otworzysz, eby powiedzie, kady ci przerywa: by, widzia, lepiej zna... Nie dopuci do sowa.
  Wysczyli whisky, zaczli wchodzi inni uczestnicy kongresu, przy barze zrobio si ciasno.
  - Ruszaj - powiedzia Nagar - trzeba popracowa, przesuchasz jednych, ja drugich. Sidziemy razem do lunchu i wymienimy wiadomoci.
  Chwyci gorc, such apk do Tereya, potrzsn, jakby dawa mu znak.
  - Dzikuj za rozmow - szepn - cho waciwie to tylko mnie si zebrao na zwierzenia. ebym by troch uczciwszy, powiedziabym: dzikuj za twoje milczenie, za to, e zechcia wysucha starego gadatliwego czowieka.
  Terey popatrzy za nim, jak si przeciska midzy stolikami, wszyscy go tu znali, witali przyjanie. Dlaczego czuje si osamotniony - pomyla - czy wszystkich uwaa za silniejszych od siebie? Stara si cae otoczenie pozyska? Udaje, e jest kim innym, gra sybaryt, smakosza, zamonego Francuza, ktrego bawi dziennikarka, bo daje zudzenie, e tkwi w ttnicym mynie zdarze, jeli sam nie wpywa na nie, przynajmniej wie... Ta wiedza rzadko si przydaje, ciar do dwigania... I atwo moe go zgubi.
  Lepiej nie wiedzie. A jeli przypadkiem bye wiadkiem wydarze, nie chwal si: znam prawd, bo to oskara. Nagar na pewno duo wie, o wiele za duo. Lepiej, e rozgasza na lewo i prawo - tak si zyem z Indiami, e tu chc zosta.
  Obiad straszy angielskimi daniami, z kuchni niosa si mdlca wo mitowego sosu, ktrym obficie polewano czarne plastry baraniny. Dziennikarz jugosowiaski, rosy gral z blizn na czole, przyzwa go uniesion doni. Jeden z bosonogich operetkowych generaw, za jakich przebierano kelnerw, ju odsuwa krzeso.
  - Macie indyjskie potrawy? - zapyta Terey z nadziej.
  - Tak, sab, ale tylko jarskie.
  - Z curry?
  - Z ostrym czy agodnym? - docieka kelner, czarny ws mia podkrcony dziarsko, biay nakrochmalony turban i pokarbowane koce sterczay jak pki pir. - Woda mineralna? Coca-cola? Sok pomaraczowy? A moe piwo z puszki? Mamy wiee z Niemiec - pyta zgodnie z rytuaem.
  - Prosz wod.
  Kosztowaa wicej ni tamte napoje. Prawdziwa Vichy, skrzyniami sprowadzana z Francji. Butelka zamglia si, szklaneczka sperlona, musujca budzia pragnienie.
  - Napije si pan? - spyta Jugosowianina.
  - Chtnie, przypomina nasze rda bijce w jaskiniach... Niezapomniana woda, zwaszcza gdy j cheptaem po miertelnym wycigu z Niemcami, smakowaa jak samo ycie.
  - O czym mwili na kongresie?
  - Rabindranath Tagore jako akwarelista.
  - Jak go oceniaj?
  Dziennikarz wzruszy ramionami. Sign po rzodkiew, zostawiaa na talerzyku fioletowe plamy roztworu kali, w ktrym j dla dezynfekcji moczono.
  - Kiedy si ju jest zaliczonym w poczet witych, wszystko staje si doskonaoci. Nawet koszula, ktr nosi. Wierni domagaj si relikwii.
  - Ale wedug was?
  - Wystarczy przytoczy cudze opinie, tam autorytetw nie braknie.
  - To a tak niedobre?
  - On si bawi w malarstwo, a teraz prbuj celebrowa. Dam not o wystawie i spokj. Wieczorem przyjcie, niestety suche, zbyt uduchowione towarzystwo.
  Tereya mieszy grymas zniechcenia, z jakim Jugosowianin mwi o party. Sala szumiaa zmczonymi gosami, tgi pisarz woski pia z takim zachwytem o urodzie Hindusek, jakby skandowa wiersze d'Annunzia. Przysiad si do nich ubrany po europejsku czarnoskry mczyzna zwabiony, indyjskimi potrawami.
  - Jestem delegatem Cejlonu - przedstawi si, nie podajc rki. - Nie przeszkodzi panom, jeli bd spoywa zgodnie z naszym obyczajem?
  Miesi ry praw doni, ty sos, gdy cisn garstk ryu, wycieka spomidzy palcw, wtedy z dziecicym zadowoleniem zlizywa go bezwstydnie. Grube, niebieskawe wargi rozchyliy si w akomym umiechu.
  - Niech pan sprbuje... Ry z curry naley je zgodnie z natur, doni mona smakowa, cieszy si gstoci tej papki. A jak pan obgryza kurczaki? Cay urok, e si je trzyma w garci, jak praojcowie. A kraby? Bez rk i zbw, stosujc cay wasz arsena kleszczy, dut i hakw, jedzenie zmienia si w operacj ginekologiczn, zatraca pierwotn urod. W Londynie na kadym przyjciu budziem sensacj, ale ja jestem uparty, nie dam si pozbawi rozkoszy tradycyjnego jedzenia. Mog si krzywi, udawa obrzydzenie, ale ja wiem, e zazdroszcz, bo jestem w peni sob, gdy oni imitacj innych - zapdza si zbierajc sos z talerza wskazujcym palcem i apczywie chonc grubymi wargami.
  - Ja te jadem rk, jeli musiaem - wzruszy ramionami Jugosowianin - mnie to nie imponuje. Ani zbytnio nie razi. W partyzantce, w dbowych lasach Welebitu.
  Istvan nawet nie sucha, przypomniay mu si pieczone na ognisku kukurydze, aromat dymu z badyli, kawaki misa zwglonego po wierzchu, a na wp surowe od rodka, natarte szar bydlc sol i czosnkiem. Do tego wino czerwone i cierpkie, pite a do utraty tchu, wielkimi ykami z pkatej butli.
  - Nie czekae na mnie - pooy mu z naga rk na ramieniu Maurice Nagar. - I susznie, bo mnie tam zapali. Czy mgby nada mj komunikat, wysyajc wasny? A ja bym si na chwil zdrzemn. Czuj zmczenie. Gwar mnie usypia.
  - Z najwiksz chci - odebra stroniczki zapisane rwniutkim pismem - wanie wybieraem si na poczt.
  Zmierzali ku wyjciu egnani ukonami sucych. W cieniu pergoli powiao im w twarz gorcym tchnieniem, woni przekwitajcych pnczy, zeschymi limi i kurzem.
  - Lubi ci - powiedzia Nagar niespodzianie. - I troch si o ciebie martwi.
  - Wiem o tym - ucisn mu ma, such do, z gry spoglda na ysiejce ciemi dziennikarza, opalone i lnice. - Jakie chmury si nade mn gromadz?
  - Nie. Ptasi niepokj. Przeczucie. Zbyt wiele razy musiaem wszystko rzuca i ucieka, ebym te sygnay lekceway. Co niedobrego jest w powietrzu.
  Podnis aosne oczy pierrota, umiechn si lekko.
  - Do wieczora. Id odpocz.
  Podrepta ceglanym chodnikiem w stron gocinnych pokoi. Istvan ruszy do wozu. Cie si przesun, blachy buchay arem i oparami benzyny. Otworzy drzwiczki z obu stron, zanim zdecydowa si usi. Drobniutki pot od razu wystpi mu na plecach, jak przy ataku malarii.On co wie - myla - chocia nie chce mwi. Chyba to byo ostrzeenie? Ale o co chodzi? Margit? Doszy go jakie plotki z ambasady?
  Tekst do nadania, ktry mu Francuz powierzy, by dowodem zaufania i uprzejmoci, mg z niego skorzysta, wybra sobie, co uzna za przydatne do wasnego komunikatu. Co prawda by spoza krgu zawodowcw, nie liczy si jako rywal, wic przyjazny gest niewiele kosztowa Nagara.
  Gocie ju si wysypali z jadalni. Chcia by sam. Zapali motor i powoli wyprowadzi austina ku otwartej bramie.
  Od popoudniowej sesji, powiconej metaforom Tagorego, zapragn uciec bodaj do Tad Mahalu. Doskonao grobowca, kopua podobna do obuskanej cebuli i cztery szparagi minaretw na tle nieba koloru farbki przypominay tani plakat "Air India". Z nieskazitelnego pikna bia nuda.
  - Ach, wic to stworzya mio szacha - mwia chuda Angielka, przygldajc si grobowcowi z grymasem kwanego podziwu. - Ciekawam, czy ona bya adna?
  - Miaa dziewicioro dzieci - wyczytaa na gos jej towarzyszka z czerwonego oprawionego przewodnika - nie sdz, by przy takiej produkcji moga zachowa urod.
  - Moe dlatego wolaa umrze.
  Terey przyglda si, jak zwiedzajcy stpaj oniemieleni po wygadzonych kamieniach, zwierciado basenw nie zmcone fontannami odbijao harmonijn fasad meczetu. Cyprysy i tuje stay na tle biaych cian jak odlewy elazne. W polerowany marmur rka rzebiarza wkua czarnym zygzakiem dziewidziesit dziewi imion Allacha, oddajc mu hod i sawic moc. Z odlegoci napisy wyglday jak kapryny meander.
  Niebo poczerwieniao, zacigno si wiotkimi zasonami na rnych gbokociach. Kopua grobowca wiecia fioletem. Krajobraz przypomina miniatury perskie, brakowao tylko jedcw na biaych rumakach, spowitych w szkaratne opocze, potrzsajcych zotymi ukami w pogoni za zwinn ctkowan panter.
  Przysnuty opadajcym zmierzchem, zepchnity do roli niemego widza, poczu si wydzielony ze wiata i bardzo samotny.
  Przyjechaem do Indii, bo cakiem inaczej wyobraaem sobie ten kraj. Mylaem, e bd im opowiada o mojej ojczynie, mamy przecie jak wspln przeszo, my te wyszlimy z Azji... Ale jak tu wiza przyja, kiedy oni jej wcale nie pragn. Europ dla nich jest wycznie Anglia. Nie imponuje postp techniki, tylko tradycja, ustalone normy spoeczne, przestrzeganie podziau nawet w pubie, no i krlowa. C my ich obchodzimy? Rewolucja raczej ich napenia lkiem i odraz... Gwatowne zmiany, konieczno dziaania, nawet tylko sprawa wyboru drogi, naglca, ju... Nie, to nie dla nich. O ile lepiej spowitym w tiule zasi na wygrzanej kamiennej awie, zapatrzy si w zmienn gr wiate na wygaskanych marmurach, pogry w psenne marzenie o przemijaniu. Nie sysze chrapliwego woania ebraka, nie widzie wzniesionych bagalnie kikutw trdowatego, zapomnie o godzie i nie zawinionym cierpieniu dzieci, odpywa, ton w zachwyceniu nad piknem wieczoru, godzi si caym sob na to, co jest i co nadejdzie, szepta ulegle: losie, czy swoj powinno, jak skazaniec pochyla gow bez buntu pod topr kata.
  Nie, wzdrygn si, jestem z innego wiata, odmiennie uformowany, y - to znaczy nie godzi si na wiat zastany, przyspieszy zmiany, obala rzdcw i budowa. Poprowadzibym tych zagodzonych, tum chwiejnych cieni na pene sklepy, dabym si im raz nasyci... Wsunbym bro do rki, uderzy pit w zesch ziemi jak w bben, wzywajc do walki oprawa czowiecze. Ale oni agodnymi, krowimi oczami patrzyliby nie pojmujc, do czego wzywam... Z bezwolnych palcw wypadby n, brzczc faszywie o kamienne stopnie wityni. Uwaaliby mnie za szalonego, a moe za jednego z demonw, ktrych Ganesza, bg o gowie sonia, zapar swym ciaem w czeluciach piekie.
  Niebo nasczyo si szkaratem, porywao oczy; gdyby je malarz utrwali, byby krytykowany za brak umiaru. Jedynie natura moga sobie pozwoli na t wciek rozrzutno, zestawienia barw, ktre a bolay.
  - "Wonderfull, that is really exciting" - usysza za sob kobiece gosy, odwrci gow, niewiele widzia, renice mia pene poarw niebieskich. Powoli oswaja si z pmrokiem warownej wiey. W obszernym przejciu to wieciy cztery lampy naftowe, wyznaczajc scen z postrzpionej maty, rozesanej na kamieniach. Jakie zwierz skakao, podobne do kuny. Na rodku dwigna swj rozdty, paski kaptur rozjuszona kobra, nie spuszczaa oczu byszczcych w wietle lamp, jak krople roztopionej miedzi, z roztaczonego drapienika. Syczaa, eb podobny do szerokiego grotu trzymajc pasko, gotowa do uderzenia.
  Podszed bliej i natkn si na fakira, ktry podsun mu paski koszyk.
  - "Give me five rupies", sab - napiera.
  Taki sam pojedynek odbywa si w rzeczywistoci, tylko o wiele szybciej - pomyla - szkoda, e tego chopcy nie mog zobaczy, inaczej by czytali "Ksig Dungli"..
  Kiedy gad przechyla si gotw spyn z owietlonej areny w przyjazn ciemno, para turystek cofaa si z okrzykami przestrachu.
  Rzuci dwie rupie do koszyka.
  - To prawdziwa? - zapytaa chuda Angielka.
  - Nie rozumiem - odpowiedzia - oczywicie, e jest ywa.
  - Ale czy ma jad? Czy ukszenie grozi mierci, bo podobno wyrywaj wom zby i wyciskaj gruczoy z jadem.
  - Memsab sprbuje - zachca fakir - prosz da rk.
  - Och, nie, nie! - otrzsna si z obrzydzeniem. - Mylaam, e to wszystko udane. Przedstawienie dla turystw.
  Mangus, znuywszy gada monotoni skokw, nagle zamci rytm swego owieckiego taca i spad mu na kark, przycisn pyszczkiem do ziemi, biae zbki jak pika zgrzytay na usce kobry.
  Trzyma j tak, jak zwycizca w zapasach, ktry chce, by prcz sdziego i widzowie ocenili jego przewag, potem odskoczy i przecignwszy si uoy w koszyku. Kobr wstrzsno kilka skurczw, odraajcych w bezsilnej wciekoci. Syczaa, z otwartym szeroko pyskiem ruszya w stron widzw i wtedy z ciemnoci wynurzyo si nagie, czarne rami fakira, zgrabnie chwyci j tu przy bie.
  - Dlaczego on jej nie pozwoli zagry - pytaa Angielka. - Nabra nas...
  - Z zagryzieniem trzydzieci rupii - powiedzia rzeczowo poskramiacz wy - to wyjtkowo mdry gad.
  - Zapac - grzebaa nerwowo w torebce - chc mie pewno, e zostanie zabity. Tu s pienidze!
  Hindus, zgarnwszy skwapliwie datek, wypuci z worka wyka, ktrego zachwala jako bardziej jadowitego od kobry, jednak mangus byskawicznie z nim si upora i przegryzszy na trzy czci, grzebn tylnymi nogami ze wstrtem.
  - Oszustwo - nada si Angielka - zapaciam za kobr.
  Hindus nie chcia o tym sysze. Woa:
  - Jestem uczciwy, mia by zagryziony jadowity w i ley na macie... Miaa by mier, jest mier.
  - Gdyby im kady paci za ubit kobr - mruczaa turystka - oni by je sami wyapali i wytpili. Od razu Indie stayby si przyjemniejsze.
  - Nikt nie da od pogromcy w cyrku, eby zastrzeli swego lwa - usprawiedliwia go Terey, jednak Angielka zadaa twardo:
  - Zapaciam za kobr.
  - Kobra jest witym wem - rozoy donie Hindus - nie wolno jej zabija dla zabawy.
  - U was wszystko jest wite - wrzasna doprowadzona do wciekoci - mapy, krowy, we... Dlatego czowiekowi przypada los bydlcia.
  Chudy Hindus wpatrywa si w ni tak, jakby rozumia, cho zna zaledwie sowa niezbdne do przywoania widzw. Twarz staa, sucha, lnia jak stara ko soniowa. Skuli si za plecami odchodzcej, jakby chcia jej na kark skoczy.
  Z tymi ludmi jeszcze daoby si co zrobi - zacisn pici Istvan - tylko potrzeba mocnych bodcw... Bardziej od utraty ycia boj si straci godno. I w tym ich sia.
  Wszed midzy ogromne drzewa. Pod nogami szeleciy grube licie, pozwijane i amice si z trzaskiem. Na niebo sypny si gwiazdy. Popatrzy na fosforyzujce wskazwki zegarka, pora przebra si w smoking i wypyn na przyjciu.
  Czas wlk si opieszale. Podwiadomie czeka, udzi si, e j spotka, niespodzianie pojawi si midzy gawdzcymi grupkami goci. Margit... W pewnej chwili wydao mu si, e dostrzega jej rudawe wosy, ruszy przez zetlay trawnik, gdy nagle kobieta odwrcia gow i zobaczy fioletow, star twarz, podgardle zwiotczae, jak u indyczki.
  W czasie wieczornego przyjcia zaskoczya go obecno adwokata Czandry, utkwi mu w pamici skromny tytu z wizytwki - dobroczyca. Przywitali si i znowu zosta obdarowany cygarem.
  - Dziwi si pan, co tu robi? Tagore to moja prawdziwa pasja - Hindus kpi w ywe oczy. - Jedyna okazja, by pozna ludzi, ktrzy jak i ja go uwielbiaj, wymieni sdy, wzbogaci umys... No, niech si pan nie zyma, oczywicie, e interesy mnie tu sprowadziy. Jednak haso wywoawcze: Tagore.
  Porzuci Istvana dla jakiego magnata w biaej, dugiej bluzie i pomarszczonych wziutkich spodenkach, z tyloma piercieniami na palcach, e donie pod ich ciarem zdaway si zwisa bezwadnie.
  - Kochany - powiedzia Nagar, ktry zna prawie wszystkich - nie wymagaj od blinich zbyt wiele... Czandra niebezpieczny czowiek, bo mdry i bez sumienia, on naprawd przyjecha wygosi studium o Tagorem. To mu si opaci. Spotkanie z elit tutaj mona po stokro zdyskontowa w Delhi. I nie tylko w Delhi, w caych Indiach, ba, moe i na wiecie.
  - Ale jak?
  - Nie bd naiwny - skarci go Maurice - wane jest pierwsze wraenie, miejsce spotkania, ludzie, ktrzy temu towarzysz. Pniej powoa si na t znajomo, dyskretnie zaznaczajc jej zayy charakter, trudno go bdzie nie przyj, odmwi probie, skoro tak piknie komentowa proz Tagorego. Imi zmarego pisarza moe by uyte jak wytrych.
  - Do czego mu posuy? Duo bym da, eby wiedzie.
  - Po co? Jeli znasz przestpc, powiniene go wyda, jak tego nie zrobisz, staniesz si wsplnikiem... Po diaba nim by mimo woli, bez wyranych korzyci? Lepiej trzymaj si od niego z daleka. Niech ci wystarczy, e ja go znam i nie polecam.
  - Gdzie on waciwie i dla kogo pracuje?
  - Pracuje? - zastanowi si Nagar, miesznie marszczc ca twarz. -Nie najtrafniej powiedziane. Czandra jest artyst w interesach, musz go bawi, lubi ryzyko, gdybym szuka dominujcej cechy jego charakteru, powiedziabym: pycha. On podejmuje si spraw beznadziejnych z przekory, dla pokazania sobie i wiatu, e podoa, potrafi wygra. Oczywicie nie robi tego za darmo, bd spokojny.
  Patrzyli za nim, pki nie zgubi si w tumie.
  Ranek, troch szydzc z samego siebie, zacz si od wdrwki pergol i zastukania do drzwi panny Ward, nasuchiwa i czu si jak chopiec, ktry ma randk. Oglda si ukradkiem, czy go suba nie podpatruje.
  Na przedpoudniowej sesji pisa listy, pozornie notujc przemwienia, skreli zoliwie galeri portretw, wiedzc, e sprawi uciech przyjacielowi w Budapeszcie. List do Beli bdzie gono odczytywany kolegom w redakcji.
  Do synw pisa w tonie tajemniczo gronym, o biaym grobowcu ksiniczki Tad, o kobrach i fakirach, a sam cieszy si na myl, jak im przyjemno sprawi tak opowieci. Zobacz Indie, dla ktrych przyjecha na placwk i ktrych nie znalaz. Indie z powieci ubiegego wieku.
  Gdy wpad na lunch do hotelu, dostrzegszy dipa z wymalowanym czerwonym krzyem, wiedzia, e Margit ju jest. Zaraz te wybieg mu naprzeciw urzdnik z portierni i meldowa:
  - Panna Ward wrcia. Jest u siebie.
  Gdy ruszy szybkim krokiem przez cienisty tunel kwitncych pnczy, gazki poruszay si, koysane skokami jaszczurek, wysza mu naprzeciw suca w biaawym sari, dotknwszy zoonymi domi pochylonego czoa, szepna:
  - Miss Ward si kpie...
  Da jej napiwek, jednak dotkno go powszechne uczestniczenie w jego niepokoju.
  Margit ju si wykpaa, bo stojc przed jej drzwiami z uczuciem dziwnego zmieszania nie sysza szumu wody, tylko koncert Bartoka. Szybkie gosy orkiestry zdaway si go nagli, przyspieszay rytm serca. Nagle muzyka umilka, wydao mu si, e go dziewczyna przeczua, biegnie naprzeciw. Jednak po chwili melodia odezwaa si znowu. Wic tylko odwrcia pyt. Teraz ju nie spieszy si, mia j blisko, bya o krok, oddzielay ich cienkie drzwi pomalowane brunatnym, uszczcym si lakierem. By szczliwy i chcia ten stan radosnej pewnoci przeduy, zatrzyma.
  Zastuka lekko.
  Nie odpowiedziaa. I wtedy ogarn go lk, e pojawia si za pno, e nie jest sama, zosta zastpiony, wyparty przez kogo, kto by tu, na miejscu, pod rk. Nie kochaa, mgby przysiga i tamten nie mg jej kocha, tylko poda, pragn, wabi, oswaja z rk i wargami.
  Nacisn klamk, drzwi otworzyy si po cichu. Muzyka nawoywaa.
  Margit odwrcona plecami leaa z gow przechylon, wspart na doni. Ociekaa fal cikich, rdzawych wosw. Spod rozchylonego szlafroka widzia jej nogi obnaone wysoko, ponad kolano, zotawe od tropikalnego soca. Na bosej stopie wystajcej poza ko koysa si sanda, drugi lea na pododze, odwrcony do gry podeszw wylizgan do poysku. Pyta obracaa si szybko i melodia bia jak fontanna, czu jej chd, wzruszenie cisno krta. Dziewczyna bya sama.
  Poj, e wlizn si jak intruz, przychwyci j na chwili zamylenia, bezbronn, wydan na jego spojrzenia. Powinien zastuka palcami nawet w otwarte drzwi, powiedzie zwyczajne sowa pozdrowienia, moe troch goniej, by ukry wzruszenie. Chcia t chwil zatrzyma. Chon powolny gest uniesionego ramienia, do, palce wpltane we wosy. Przegarniaa je sennie. Sysza dwiki fortepianu, bolesne. Blask z otwartych drzwi musia j poaskota, bo zakoysaa sandakiem, zawieszonym na wielkim palcu, zanurzya stop w socu jak w zotawej wodzie.
  Pyta wirowaa zbyt szybko, muzyka rozsypaa si aobnie, zgasa i wtedy dziewczyna pochylia si, by wyczy patefon, w tym przecigniciu si kocim, leniwym gecie, ktry grozi, e stoczy si z ka, byo tyle pikna, e postpi dwa kroki i przytrzyma j mocno za kostki.
  Do pokoju wpad nagy wrzask sposzonych papug.
  Dziewczyna zwina si ruchem jaszczurki, bysny niebieskie oczy pene przestrachu.
  - To ja, Margit - szepn - to ja... Byo otwarte.
  Podniosa si, uklka skulona, okrywajc kolana poami szlafroka, ciemnozielony dese rozbysn kolorami, schlapany socem.
  - Tery - wycigna rk. Gdy si nachyli, by do ucaowa, potrzsna ni krtko, po koleesku i zeskoczya z ka. - Przyapae mnie na leniuchowaniu, ale naley mi si troch odpoczynku. Wanie wrciam z buszu, robilimy przeraajc statystyk. Nawet kpiel po tamtej ndzy nie wystarcza, czuam wstrt do siebie, e tyle lat przeyam w dobrobycie, e jestem mocna, zdrowa... Musiaam si opuka w innej muzyce, oni tylko skoml do nieba, ebrz zmiowania, ich flety i piew powolny to skarga bez nadziei.
  Mwia pospiesznie, jakby chciaa co ukry, nie dopuszczajc do gosu, unikajc pyta. Ruchem prawie tanecznym porwaa z fotela sukienk i znikna za drzwiami azienki.
  - Dosownie minuta - zawoaa. - Zaraz bd. Nie spodziewaam si ciebie. Kiedy przyjechae?
  - Jestem ju dwa dni - powiedzia, odruchowo jak wspwinny poprawiajc pled na wzburzonej pocieli. - Czekaa na kogo? - z trudem powstrzyma si, eby nie doda: dla kogo ju nie trzeba si ubiera.
  - Nie! Skde. Najwyej mogli wpa koledzy, ktrzy si ze mn wczyli po wsiach. Musisz ich pozna. Tobie pewnie wydadz si zabawni, wierz, e zreformuj Indie. Ty mnie ju zarazi nieufnoci. No, jestem gotowa. Zaraz si inaczej czuj - wysza z pmroku w prostej sukience, uszytej z chopskiej baweny zadrukowanej nierwno.
  Siada blisko, yczliwie zajrzaa w ciemne oczy.
  - Nocujesz tutaj? Bdziesz jeszcze par dni? Nawet nie wiesz, jak si ucieszyam. Czasem mi ciebie tak brakowao...
  - Ale nie zdobya si na list.
  - Tak mnie wychowano. Jeeli masz napisa list, raczej wylij depesz, mniej zrobisz gupstw. Jeeli masz zamiar depeszowa, lepiej zadzwo; a jak masz zadzwoni, to ju miej odwag spotka si i mw patrzc w oczy.
  - Dugo bym musia czeka - westchn; podobaa mu si bardzo, wycignita w trzcinowym fotelu palia papierosa.
  - Wanie zdarzya si okazja, eby na par dni wyskoczy do Delhi, jakby nie przyjecha, byabym u ciebie jeszcze w tym tygodniu.
  - Chyba mj przyjazd nie wpynie na zmian twoich planw?
  - Pewnie, e nie. Stskniam si za tob. Mam ci tyle do opowiedzenia - stulia wargi jak przy pocaunku, poj, e przywyka do wieczornej wczgi po Starym Delhi, rozmw, porad i zwierze, a poczu si wyrniony.
  Zastukano do drzwi.
  - Wej - zawoaa, ale nikt si nie kwapi, eby drzwi otworzy. Chciaa wsta, jednak Istvan j uprzedzi. W blasku niskiego soca,bardzo ciemna przy swych siwych wosach kaniaa si stara suca.
  - Przepraszam, miss - skadaa rce jak do modlitwy - ale portier kaza mi przyj, ebym zabraa sukienki do prania. Nie wiedzia, e pani ma gocia.
  Patrzya spod opuszczonych powiek, czarne renice potoczyy si po ku, obiegy pokj. Ona dobrze o mnie wiedziaa, tylko chcieli sprawdzi, co nas czy, znajomo, czy gbsza zayo, tutejszy hotel synie jako azyl dla zakochanych.
  - Id, we. Wszystko wrzuciam do kosza w azience.
  - Moe jutro, nie chciaam przeszkadza.
  Istvan spojrza na Margit, rozumieli si bez sw.
  - Nie, we zaraz, przelicz i zapisz na kartce. Wcale nam nie przeszkadzasz.
  Waciwie oboje byli zadowoleni, e pokojwka tkwi za uchylonymi drzwiami. Zmieniaa charakter ich spotkania, uwalniaa od gestw poufaych, sw, a moe nawet wyzna, ktrych by potem mogli aowa.
  Wreszcie wysza z zawinitkiem, ktre za progiem pooya sobie na gowie. Odczuli ch ucieczki.
  Na dinner byo za wczenie. Terey postanowi zrobi dziewczynie niespodziank i porwa j do miasta duchw - Fathepur Sikri.
  Wielkie drzewa, o liciach jak wycitych ze skry, sterczay nieruchomo, podobne do dekoracji teatralnej. Opustoszae pola drzemay w socu, te i czerwonawe. Niebo, mimo blasku, nieprzyjazne, wyblake, nuyo wzrok. Z ulg powitali agodny pagr i zbat lini murw obronnych z czerwonego kamienia.
  Kiedy zajecha pod uchylon ogromn bram, ciany nad nimi wyrosy, dyszay arem, straszyy pustk. Spay nietknite paace, miasto, nieuszkodzone adnym obleniem, stada map wziy w posiadanie. Siedziay na gzymsach midzy rzebami, same do nich podobne, czasem drapay si niemrawo, trzsc srebrn grzyw i szczerzc te ky w grymasie odrazy. Niepokoia cisza tym dotkliwsza, e w obrbie murw nawet nie zgrzytay cykady. Byo co niedobrego w powietrzu, przyczajenie i oczekiwanie. Tak przynajmniej odczua Margit. Kroki ich pomnaao echo, przedrzeniao gosy, a mimo woli starali si stpa lekko i mwi po cichu.
  Nagle dobiego ich piewne woanie, dostrzegli chud, czarn sylwetk na szczycie muru. Sta w czerwonej przepasce, jakby przecity na p, z tej odlegoci podobny do zwidzenia, postpi krok i wycignwszy ku nim rk, jakby ich chcia zatrzyma, przechyli si niezrcznie i z podkulonymi nogami run w d. Syszeli rozpaczliwe wycie i lepki trzask uderzenia.
  - Boe - jkna Margit - zabi si!
  Murek z rzebami przysania miejsce upadku. Biegli, pomnoone kroki zadudniy, jakby tum niewidzialnych spieszy wraz z nimi.
  Ciaa nie mogli dojrze.
  - Rzuci si, jak nas zobaczy. Dlaczego?
  - Chcia mie widzw - odpowiedzia, bawic si jej przeraeniem.
  - Jeste naprawd wstrtny - parskna. - O, Boe - zatrzymaa si przejta zgroz - wpad do studni.
  Trzymajc si kurczowo rki Istvana patrzya w gb czeluci, na kamiennej cembrowinie ciemniay bryzgi wody, kolebaa na dnie zielonym kouchem rolinnoci, rozdartym porodku upadkiem ciaa.
  - Utopi si - szeptaa - potworne... Z trzech piter uderzy o wod, bezwadnie, to wystarczy.
  Wtedy spod szmat wodnego zielska co si wynurzyo, zarysowaa kula gowy, rozsuwajc strzpy nawise na oczy, wyszczerzy do nich biae zby i zakrzycza radonie.
  Po chwili ju wyazi i znaczc mokre lady na czerwonym kamieniu, obcigajc domi wod z chudego ciaa, szed ku nim uszczliwiony i woa:
  - To by skok na cze szlachetnej pani, eby j zabawi. Tylko pi rupii, sab. Mog powtrzy, eby pani zrobia foto.
  Kiedy ju si go pozbyli, Margit z zacinitymi piciami stana przed Istvanem.
  - Ty wiedzia od pocztku... Dlaczego mi nie powiedziae?
  - Nie chciaem ci psu wraenia. To stranik umarego miasta. Zrobia mu najwiksz przyjemno, jeli przeya jego mier. Przecie to popis aktorski... Pamitasz, jak lecia? Wygldao na prawdziwy wypadek. Dobry akrobata. Zasuy na zapat. A mg nie trafi do studni, i gdyby go obrcio, uderzyby karkiem o cembrowin i ju po nim, jak po krliku.
  - Przesta - zasonia uszy rkami - nawet nie chc tego sucha. Jeste wstrtny.
  Szli obok siebie, echo mcio rytm krokw. Cienie paday na czerwone ciany. Suche jaszczurki zadarszy ogony przebiegay szarozielon smug po kamieniach. Wymiecione, jasne niebo rozjarzao na przestrza komnaty. Jake ona mi si podoba - myla ciepo - adnie jej z tym gniewem. Przypomina rozzoszczon kotk. Cho na pewno by nie drapaa, tylko bia po chopicemu piciami. Troch sztywne wosy daj si ukada swobodnie, rude lnienia po nich chodz, gdy ciepy wiatr przecignie. Ogrom pustych budynkw ucisza te myli, budzi zadum, karmi serce smutkiem.
  Wstpowali po stopniach na kruganki, mijali sale, gdzie jak dywany zociste rozciela si blask niskiego soca. Powiew pachnia jaow ska, zeschymi ptasimi odchodami, cho ani jednego ptaka nie sposzyli. Chwilami sycha byo gosy map, szmer stpa jakby bosych ng, ale kiedy wstpowali na taras, mapy w srebrnych pelerynach dugiej sierci siedziay na ssiednim dachu, ktry oddziela przepa ulicy, i przyglday si tymi, niedobrymi oczami, z daleka towarzyszc, jak przebrane strae.
  - Z tego ganeczku szach przyglda si zapasom, tam by jego harem. Liczc tylko po jednej onie na komnat, co wtpliwe, bo chyba umieszczano po dwie, trzy, wypadoby skromnie - trzydzieci kobiet. Widzisz te kwadraty posadzki na podwrzu, ogromna szachownica, na ktrej ywymi ludmi rozgrywa partie. Legenda gosi, e zawsze wygrywa, odkd ci jednego z radw, ktry z nim omieli si gra jak z rwnym, wic mg sta si i politycznym rywalem.
  Wyszli na dziedziczyk i przystanli w zachwycie. Na tle czerwonej ciany malutka witynia z biaego marmuru dwigaa trzy kopuki o ksztacie pkw lotosu, ciany z marmurowych gazek i lici lniy w zachodzie rem, wygaskane rkami rzebiarzy i wiernych, ktrzy modlili si wczepieni palcami w kamienn plecionk, bagajc ask u guru, pochowanego we wntrzu pod surowym blokiem biaego zomu. wityka odbijaa si w pytkiej sadzawce, sucej pielgrzymom do obrzdowego obmywania ng, nim wejd na stopnie.
  - Powiedz, dlaczego ludzie std odeszli - zwrcia ku niemu pojaniae oczy - przecie tu jest piknie.
  - Mam ci powiedzie prawd czy legend?
  - Wol legend, eby nie psu uroku. Cae miasto naley do nas. - Zzua sandaki i ostronie, zebrawszy spdnic, wesza w wod.
  - Gorca! - sykna. - Chyba wolno? Nie popeniam jakiego witokradztwa?
  Ctki blaskw biegay po ydkach, brna ku stopniom wityni, mcc biae odbicie trzech stokowych dachw.
  Usiad na wypolerowanych flizach podwrka, opasa rkami kolana, patrzy na ni zachannie. Nie z powodu upau, zmysowego tchnienia Indii ani mojego osamotnienia tak jej pragn. Mgbym j wyuska z sukienki tu, na rodku tego dziedzica i mie na tych kamieniach, dyszcych ciepem. Jednak nie ruszy si, nie przywoa. Chon muzyczne linie jej szyi, gdy niecierpliwie strzsaa fal wosw, proste plecy, uk biodra. Podniosa obie donie i uczepia si kamiennej plecionki, prbowaa zajrze w cieniste wntrze. Wygldaa jak modlca si Hinduska - pomyla - a moe o co prosi, nie tylko dla siebie, ale i dla nas.
  - Suchaj, tu jest peno jakich poprzywizywanych czerwonych sznureczkw - skubaa, rozpltywaa wczk, ktr okrcono wok rzebionych pdw i lici.
  - Nie ruszaj, to baganie o dziecko - krzykn ostrzegajc, wic schylia si i przewleka wczk, zwizaa koce.
  Jak przestraszona dziewczynka wrcia do niego znaczc mokre lady.
  - Dlaczego mi nie powiedziae wczeniej?
  - Nie czekaa. Szach by wadc wielkiego pastwa, najpikniejsze kobiety zwoono z kracw Azji do jego haremu, jednak nie mia potomstwa. Prbowa rnych lekw i czarw, ale i to nie skutkowao. Wtedy zwrci si do witobliwego starca o pomoc. Ten nakaza dwadziecia dni postu i samotnoci, potem nakarmi obficie i przysa ulubion on. Owej nocy pocza. Szach mia wtedy dwadziecia dwa lata. Za pierworodnego, za spadkobierc chcia si starcowi odwdziczy, spyta, czego pragnie... Sadhu odpowiedzia: chc spokoju, bo to cenniejsze od wszystkiego, co masz w swoim skarbcu, chc ciszy. I szach, eby nie mcono witemu medytacji, nakaza, by ludno opucia miasto i sam odszed z caym dworem. Trzy lata pniej zmar raniony zatrut strza.
  - Nieprawdopodobna historia...
  - Oczywicie - przysta atwo. - Jednak ten czowiek, ktry skaka do studni, jest z rodu starca cudotwrcy. Tylko ta jedna rodzina mieszka w Fathepur Sikri; cho poza murami, strzee opuszczonych paacw, otwiera bramy o wicie i zamyka o zmroku. Noc miasto jest we wadaniu duchw.
  - Chciaabym tu spdzi noc - szepna. - W czasie peni musi by fantastycznie.
  - Zupenie jak midzy makietami w Hollywood podczas krcenia "Indyjskiego grobowca". Niestety nie pozwalaj tu zostawa, odkd pewien Amerykanin prbowa wyamywa rzeby i na linie spuszcza za mur.
  - Mwie tyle razy, e tu wszystko wolno, jeeli si tylko dobrze zapaci.
  - Bo tak jest. Ale czego chcesz tu szuka? Mao miaa dreszczw? Powiem, eby na twoj cze jeszcze raz skoczy do studni, chcesz?
  - Nie, nie - opdzaa si doni.
  - Legenda o uzdrowieniu niemocnego szacha wabi bezpodne kobiety. Przychodz, szepc bagalnie przez plecionk marmurow, a potem przywizuj czerwon nitk.
  - Po co?
  - eby nie krwawiy. I wiesz, e to skutkuje.
  - Jeste wstrtny. Wszystko potrafisz zepsu - zerwaa si zgarniajc sanday. - A dlaczego oni naprawd si std wynieli?
  - Popatrz na swoje nogi, dotknij. Szorstkie od soli. Pod nami s jakie zoa, woda nie nadaje si do picia ani do podlewania upraw. Miejsce obronne, pikne pooenie, ale bez drzew, z pustynn rolinnoci. Po prostu nie mona tu y. Chodmy. Odbya ju pielgrzymk, zawizaa czerwon nitk. Moemy wraca.
  Blanki murw rozpalay si w zachodzie. Dugie cienie paday od wie. Pierwsze nietoperze popiskujc dygotay w powietrzu, mcc blask, i znowu rozpyway si w pmroku wntrz, kryy przyzywajc noc.
  Margit staa w socu sposzona, zawstydzona, gotowa strzsn sanday, przebiec basen i zerwa tamt nitk, ale widzc, e Istvan z niej kpi, za, zmierzaa ku wyjciu.
  - Gupie zabobony - wzruszya ramionami. - Jestem lekark, doceniam wpyw pragnienia, oczekiwania na procesy biologiczne. To moe zakci rytm, ale nie da dziecka.
  Z dali sycha byo trbk: zamykamy - podobn do sygnau, ktry wypdza spacerujcych w miejskich parkach.
  - Od tego s potomkowie witobliwego staruszka - uj dziewczyn nad okciem. - Dziki ich bardzo nieskomplikowanym praktykom tradycja trwa, pomnaaj si wypadki obdarowania dziemi. I kobiety wdruj do tego grobowca.
  - Ty jeste potwr.
  - Po pierwszym dziecku ona wyrusza w pielgrzymk dzikczynn, pokoni si tutaj i znowu obdarzona bdzie nastpnym potomkiem. To cudowne miejsce, nawiedzone przez duchy niezmiernie yczliwe kobietom.
  Zanim weszli w mrok wiey, obejrzeli si - na niebie ognistym groziy czarne kontury paacw i wity, wiato zdawao si krzycze, rozpacza, noc wstajca od ziemi sza jak wielkie milczenie.
  W uchylonej bramie czeka stranik, przykucnwszy nad mnstwem maych soni, map, bawow i tygrysw, wystruganych z kamforowego drzewa.
  Margit rwnie przykucna i wybieraa zwierztka. Kiedy nachyli si doradzajc, poczu ciepe tchnienie jej ciaa, aromat kamfory i odr szlamu, bijcy z niewyschnitego turbanu skoczka.
  Hindus wpakowa rzeby w torb plecion z lici palmowych i poda w ukonie Margit. Istvan chcia zapaci, ale dziewczyna odsuna jego do z pienidzmi.
  Kiedy zjechali z pagra, musia zapali wiata, mimo odblasku na niebie. Staa ju noc i gwiazdy nadlatyway chmar: najpierw wielkie, potem natrzso ich, jakby zotym piaskiem posia.
  - Jeste zadowolona?
  - Z wycieczki? Tak. Bardzo ci dzikuj.
  - A ze mnie?
  - Nie mw tyle. Uwaaj, ebymy nie wpadli na arb. Bd ci wdziczna, jeli dowieziesz mnie cao.
  Gdy stan w gbokim mroku pergoli przed drzwiami jej pokoju, by pewny, e pjd razem na obiad, odgosy krztania, szczk sztucw i szka dobiegay z jadalni wyranie. Cykady dzwoniy prosto w ucho, szeleciy licie, na ktrych eroway nie nasycone jaszczurki. Daleko w mroku byskay czerwone ogniki papierosw, wida, e ju wrcili uczestnicy kongresu. Margit namacaa w ciemnoci jego rk, wetkna mu torb z rzebami. Myla, e szuka klucza, jednak drzwi byy ju otwarte, bo wion mu w twarz ostry zapach flitu.
  - Jestem zmczona. Wybacz, nie pjd do restauracji.
  - Zjemy u mnie. Napijesz si whisky z lodem i zaraz ci humor wrci.
  - Jestem pica.
  Rce si spotkay, palce sploty.
  - Id sam. yknij za moje zdrowie. Wiem, e ci cignie do kolegw - mwia pgosem, troch sennie. - Zwierztka wziam dla twoich chopcw. A moe ju im posae takie same?
  - Nie - przyzna zawstydzony.
  - A widzisz... Ty mi za duo czasu powicasz.
  Milczeli chwil, dzwonienie widrowao w uszach.
  - Kiedy ci zobacz?
  - Dzi ju nie.
  - To do jutra, dobranoc.
  - Poka ci szpital. Poznasz naszych lekarzy. Dobranoc.
  Palce wylizny si z doni. W cikim mroku, cho nie widzia, odczu, e znikna, i kiedy wycign rk, dotkn zamknitych drzwi.
  Wzruszy ramionami uraony i zawrci do siebie. Co jej si nagle stao, czym j dotknem? - rozpamitywa kade sowo, nie mg si jednak dopatrze winy. Jawia mu si pod powiekami zgrabna, przegita w socu, z karkiem wyzoconym, miedzianym byskiem we wosach. Oczy niebieskie, jasne do dna, zmruone w socu. Kilka piegw koo nosa, rozrzewniajcych, jak u maej dziewczynki, i wargi pene, wiadome, ktre go woay.
  Rzuci torebk na rozcielone ko, moskitiera zwizana na wze ulatywaa w pmroku jak grzyb atomowej eksplozji, ktry maluj na plakatach straszcych wojn.
  - To jest kobieta. Tak, kobieta - powtrzy z ulg, jakby mu to odkrycie wyjaniao wszystkie niepokoje.
  Jak latarnia morska wyznaczaa drog oszklona i bijca dokuczliwym wiatem recepcja. Min pokj Margit, trzymajc si na wodzy. Trzeba mie troch godnoci - strofowa siebie - powiedziaa: nie. Gdyby chciaa, bylibymy razem, wic si nie narzucaj. Skd mog wiedzie, co zaszo w dniach gdymy si rozstali? Pikna, niebezpiecznie rozumna i wiadoma siebie kobieta. Taka nie moe by dugo samotna. Do wyranie przypomniaa, gdzie jest moje miejsce, kupujc zabawki dla dzieci... Czy mona dobitniej wyrazi - nie plcz si, masz wasne ycie.
  Przy barze stali gromad prawie sami znajomi - malutki Nagar ywo gestykulowa, a Czandra, dobroczyca, przyjmowa pochway z ujmujc skromnoci.
  - auj, e nie sysza tego przemwienia. Przecie tu kady tokuje o sobie, Rabindranath Tagore jest tylko pretekstem, wa na jego pomnik nogami, eby ich lepiej byo wida... A tu niespodzianka, subtelna analiza, motywy senne w jego akwarelach, podwiadomo i wierzenia z dziecistwa, zasyszane, niejasne, a przyjte za swoje, wcielone w sztuk. Prba podpatrzenia geniusza od wntrza.
  - Ale ja tylko znam troch tekstw i przyjrzaem si wystawionym akwarelom - broni si Czandra, przekrzywiajc gow. - Kady by na to wpad, gdyby tylko chcia uczciwie o pisarzu pomyle.
  - Wanie o to chodzi - klasn Maurice, podrygujc na wysokim krzeseku - najbardziej u pana ceni zdolno do miaego mylenia, kojarzenia przesanek, pan umie patrze.
  - Co panowie zamawiaj? - nachyli si barman w biaym ogromnym turbanie, sztywnym jak mde ciastka z bitego biaka, klanicie go przywabio.
  - Dla mnie nic - odegnywa si Nagar. - Darujcie ze wzgldu na wiek i siwizn - pogadzi si kokieteryjnie po kruczych, rzedniejcych, gadko ulizanych wosach. - Gdzie ciebie nosio? Nie miem pyta, z kim?
  - Z pikn kobiet - odpowiedzia za Istvana Czandra.
  - Widzia pan? - zaniepokoi si Terey i nagle wydao mu si zupenie prawdopodobne, e tam w ruinach, wszechwiedzcy dobroczyca mg si przemyka, obserwowa ich przez okna paacw. - Pan by take w Fathepur Sikri?
  - Mignlicie mi wysiadajc z austina, staem opodal, palc papierosa. Chwil jeszcze rozmawialicie, a ja usiowaem sobie wyobrazi, kim jest ta pani.
  - Pan te nie by sam - odparowa znaczco.
  - O, tak - i nagle rozemia si - nie chc by zbyt wcibski... Fathepur Sikri, co w rodzaju socjalistycznego budownictwa, od razu cae miasto, z rozmachem, pikne fasady i nie do zamieszkania, bo zapomniano sprawdzi, czy jest woda. Niewiele si ludzko nauczya. Postp naprawd jest tylko w zabijaniu. I do tego zajcia nie naley ywi szczeglnych uprzedze, ma charakter powszechny i naukowo opracowany, tak e nawet trudno dopatrze si winnych... Znajomo prawa i czyste rce to rwnie i moja zasada.
  - No, wic przyznaj si, z kim bye - nachyli si do Istvana Nagar, mrugajc porozumiewawczo. - Moesz mi wierzy, e nie bd zazdrosny o kobiet.
  - Byem z pann Ward, znasz j chyba. Lekarka, walczy ze lepot - odpowiedzia niedbale.
  - Bardzo ryzykowne zajcie - skrzywi si Czandra. - lepym w Indiach lej si yje ni widzcym. Po co otwiera im oczy? Znaem par wypadkw, e lepcy, ktrym przywrcono wzrok popeniali samobjstwo. Jeden przekona si, e go bracia oszukuj, inny, e umiowana ona, ktra si dla niego powicaa, ma skr poctkowan jak pantera; utrata pigmentu, dotychczas nie znamy przyczyny tej choroby.
  Poniewa gong jeszcze powoli wibrowa, dokoczyli whisky i przeszli do jadalni midzy szpalerem kaniajcej si suby.
  W czasie rozmowy raz po raz wracao Istvanowi wspomnienie Margit, jak micy bl zba, a go to zocio. Oczekiwa, e wejdzie na sal z jakim mczyzn, ktrego towarzystwo wolaa. Zgaszony, niecierpliwy, wczenie odszed do swego pokoju.
  Gdyby si u niej wiecio, bybym jeszcze wstpi na chwil - usprawiedliwia si przed sob.
  Stokowaty namiot moskitiery przypomina onieony szczyt. Opieszale zacz si rozbiera. Przez gst siatk drucian w okienku azienki sysza, co si dzieje u ssiada, kto tam parska i prycha pod prysznicem, a potem doszo go podobne do miauknicia nawoywanie:
  - "Darling", jak dugo mam jeszcze czeka?
  Draniy te gosy, nie chcia ich sucha, i nie tylko sysza, wyobrania podsuwaa niejasny zarys skbionych cia pod falujc moskitier.
  Komary ciy w bose stopy, pieko jak ogniem. Przypomnia sobie, co mwi Czandra: Odkd tutaj zrobiono dla Amerykanw basen kpielowy, z ktrego zreszt nie korzystaj, bo glonami zarasta, pojawiy si w hotelu komary.
  Wpezn pod moskitier, wepchn starannie koce zasony pod materac. Poduszka pachniaa dusznym odorem kamfory, obok leaa torba z rzebionymi zwierztkami, tak jak j rzuci, sucy rozcieli koce, jednak niczego nie omieli si przestawi.
  Nie chciao mu si ju wychodzi z ka. Drapa si po kostkach ng z zadowoleniem. Polinionym palcem zwila nabrzmiae miejsca uksze. Myla o Margit, potem o chopcach, chcia im pokaza ruiny wityni, ale oni go nie suchali, nadbiego stado koni karych i gniadych, nakryte tumanem kurzawy, dyszc ciepymi pyskami... Ale to ju by sen, i szuka Sandora i Gezy w gstwie karkw, grzyw, ruchliwych ng bijcych kopytami; konie, majaczyo mu, to kopoty.
  Zbudzi si wczenie, wypoczty i pogodny. Resztk sennych majakw spuka pod prysznicem, goli si pogwizdujc, kiedy usysza niespodziewanie blisko paczliwy gos kobiety.
  - "Darling", tam kto w naszej azience...
  Umiechn si do zdradliwej siatki w okienku pod sufitem i zawoa przyjanie:
  - To ja, "Good morning".
  Posysza czapanie krokw, potem odgosy porannej ulgi. Schrypnity bas uspokaja kobiet, e azienka jest pusta, a jedyne drzwi prowadz do ich sypialni.
  Dzie skrzy si wiatami, zroszone trawy i pncza pergoli pony tczowym ogniem, ziele udzia wieoci, ktra za godzin zniknie posypana pyem ceglastym, wstajcym spod k samochodw.
  Istvan rozkoszowa si niebem jeszcze niespowiaym, gbi przestworzy. Cho drzwi do pokoju Margit byy ju otwarte i znajomy kot z recepcji siedzia ju na progu, Istvan zszed z ceglanego chodnika w soce jeszcze agodne i zaj si wozem. Ledwie podnis mask i zajrza do motoru, znalazo si przy nim dwch boyw, ciekawych, dotykali nakrtek, gotowi do usug, ochotni i yczliwi.
  Zapalony motor gra spokojnie, przetarta szyba ukazywaa biae kolumny pergoli, zotopomaraczowe kicie kwiatw i czerwon drog ze ladami kolein.
  - Halo, jade ju niadanie, Tery?
  Margit staa przy nim pena wiosennej wieoci, oczy patrzyy uczciwie i ciepo.
  - Przygotowuj wz do drogi.
  - Kiedy jedziesz?
  W gosie wyczu lekk uraz.
  - Kongres koczy si w poudnie. Na przyjciu poegnalnym ju nie musz by. Odjad jak najwczeniej. Czeka mnie mnstwo roboty w ambasadzie.
  - Chyba lepiej jecha noc? Chodniej i droga swobodniejsza.
  - Obiecaem, e bd trzy dni. Maj miejsca zarezerwowane dla wycieczek C$O$O$K'a. Chciaem im zwolni pokj.
  - Przynie rzeczy do mnie, zamiast gnie w walizce - powiedziaa prosto - wieczorem odbierzesz. Ja si waciwie nie zdyam nacieszy twoj obecnoci.
  - Nie moja wina - sprostowa troch dotknity. - Wczoraj bya zmczona.
  - Wczoraj naprawd byam zmczona. A co ty sobie wymyli? Przesta ju zajmowa si autem, a zajmij si mn. Idziemy na niadanie. Potem mnie odwieziesz do szpitala, kongres zaczyna si o dziesitej, dosy czasu, eby ci pokaza, co tu robi.
  - Id, zajmij miejsca. Tylko nie zamawiaj dla mnie obrzydliwej owsianki. Umyj rce i lec.
  Stojc przed lustrem w azience, zagldajc sobie w oczy, myla, z odrobin zniecierpliwienia: co ona chciaa przez t propozycj z rzeczami zyska? Wczoraj odpycha, dzi zatrzymuje. Wabienie, gra? A moe po prostu mwi, co myli, bez wybiegw i wyrachowa?
  Zgarn przybory do golenia, stamszon pidam wrzuci do walizki, smoking przenis na wieszaku do pokoju Margit. Wieszajc w szafie musn palcami jej suknie z tak czuoci, a si przerazi.
  - Zwalniam pokj - powiedzia urzdnikowi w recepcji. Tamten by w niepokalanie biaej koszuli, chrzci nakrochmalonym ptnem, chopica smaga szyja dwigaa adn gow. Nagar by si nim zachwyci. A mody Hindus nie rozumie, nie zna bezcennych darw: modo, uroda, troch zniewieciay wdzik, czyme one dla niego, skoro wierzy, e bdzie tu powraca w niezliczonych wcieleniach. Musimy ich razi niecierpliwoci, apczywym rwaniem. Nam si spieszy, yjemy tylko raz i to strasznie krtko.
  Pooy napiwek i ucisn rk modego urzdnika, co bardziej musiao go cieszy, bo rozpywa si w umiechu.
  - Mam nadziej, e pan wkrtce do nas zawita.
  - Ja te mam nadziej - potwierdzi, zmierzajc do stolika Margit.

  W serdecznej komitywie, pokpiwajc z siebie, jak na dobrych kolegw przystao, zajechali przed rozlegy, pitrowy budynek szpitala. Pod cianami, na osonitych blaszanym dachem werandach, koczoway chopki w buraczkowych i zielonych sari, kolorowo tam byo i gwarnie. Kiedy zaparkowa wz, owion go duszcy odr rodkw dezynfekcyjnych, ropy, krwi i potu, jaki cierpienie wyciska z ludzkich cia.
  Idc za Margit musia przeskakiwa chude, bardzo czarne nogi chopek. Brzkay na nich o beton posadzki cikie bransolety ze srebra.
  Margit lubiano tutaj, pozdrawiay j kobiety, skadajc modlitewnie donie, wykrzykiway bogosawiestwa. Pnadzy malcy czepiali si jej rk, podnosili ufnie ku niej twarze, patrzyli jednym okiem, gdy drugie zakryte zwitkiem przybrudzonej gazy zaklejono rowym przylepcem jak okno zabite deskami na krzy.
  - Wewntrz jest jeszcze gorzej - uprzedzaa go, z trudem torujc sobie drog - nie miecimy chorych w salach, le na korytarzu wprost na matach... Nie chcemy nikogo, skoro ju si tu przywlk, odesa bez prb leczenia. Std ta ciba. Nawet w beznadziejnych wypadkach, kiedy wzrok jest nie do uratowania, mona przynie ulg. Prbujemy nauczy, jak maj oczy pielgnowa.
  - To wszystko chorzy? - pokaza przestraszony, gromady chopw z onami, dziemi, cignce w stron szpitala.
  - Nie, to rodziny odwiedzajce naszych pacjentw. Przynosz im jedzenie. Trudno dla kadej sekty prowadzi obowizujc ich rytualn kuchni. Pozwalamy, eby chorych karmili najblisi, przychodz z dziemi, z krewnymi, taka wyprawa do szpitala jest wydarzeniem. Pord chorych s tacy, ktrzy pierwszy raz w yciu dopiero w szpitalu le na ku, pierwszy raz w yciu jedz do syta. Oni bardziej wierz w zaklcia ni w leki, nie byli zatruwani pigukami, ktre si u nas bezmylnie zaywa, tutaj cuda moe zdziaa zwyczajna aspiryna czy piramidon... Nie mwic o znakach, jakie im na piersi kreli roztworem gencjany sam prymariusz.
  - Czaruje? Sugestia?
  - Przy trachomie sugestia niewiele pomoe - odpowiedziaa ze smutkiem - on znaczy ich swoim monogramem i wypisuje numer, eby przypadki atwiej rozpozna.
  Wchodzili do sal, gdzie mimo otwartych okien zaduch rozkadajcej si ropy dawi lepk sodycz; gwar, popakiwania, modlitewne jki cichy i zaczyna si przybierajcy szmer pozdrowie. Przeraa widok dzieci, ktre mimo opatrunkw na oczach bawiy si beztrosko glinianymi garnuszkami, lalkami ze szmatek i skorupkami kokosw. Wystarczyo, by nie czuy blu i ju zapominay o gronej chorobie, odchylay palcami gaz, spod zaognionej powieki, spogldajc na przechodzcych szklist, zmcon renic.
  - W fartuch, nie musisz wiza, narzu tylko na ramiona, chc ci pokaza ambulatorium.
  Naprzeciw szo dwch lekarzy, jeden wysoki, ysawy, o prawie biaych wosach, drugi mody, energiczny, wystrzyony na jea.
  - Panie profesorze Salminen, chciaabym przedstawi poet wgierskiego Tereya, przyjecha na kongres Tagorego...
  - Doktor Connoly, z fundacji Forda - cisn mu mocno do mody Amerykanin.
  - Chce pan o nas pisa? - zaniepokoi si profesor. - Doktor Ward nie zna jeszcze wszystkich spraw, moe Connoly panu wicej opowie.
  Ani myl pisa o waszym przekltym szpitalu - przysiga w duchu Istvan - teraz ju Margit przepada, a od tego si nie odczepi...
  Weszli do ambulatorium. Tu przy drzwiach siedziaa moda kobieta, trzymajc w rku miseczk, nad ni sta sanitariusz. Wywinwszy obrzk powiek wyskubywa z niej cikie od ropy, posklejane rzsy z takim spokojem, jakby dar pierze z zarnitej kury. Jeli powieka krwawia, znudzonym ruchem siga po kaki waty, macza je w jakim pynie pachncym ostro i osusza oko. W miseczce, ktr piastowaa kobieta, leay krwawe strzpy i rzsy poprzylepiane do brzegu naczynia, jak wyowione oci odsuwa si na skraj talerza. Due muchy aziy po naczyniu, tuky w oknach zakrytych siatkami. Dwa lepy zwisay z sufitu czarne od przylgnitych owadw. Istvan sysza ich rozpaczliwe, dugie bzykanie.
  - Przygotowuj dla pani doktor - sanitariusz rozchyli palcami zapuchnite oko chopki - nie wiedziaem, e pani ju jest.
  Margit mya rce, opukaa w misce fioletowej od nadmanganianu i woya pywajce w niej gumowe rkawice, nad czoem miaa okrge lusterko jak srebrzyst gwiazd.
  Kiedy pochylia si nad kobiet i zajrzaa jej w chore oko, Istvan zobaczy czerwonosine pltaniny yek, te ziarna otorbionej ropy, jak rozgotowane krupy. Skrzywione odbicie, wyolbrzymione w lusterku, wisiao nad zacinitymi w skupieniu wargami Margit, budzc ch protestu i obrzydzenie.
  - Id ju std, Tery - powiedziaa ciepo. - Connoly opowie ci o naszej placwce... Widzisz, ju mnie dopadli. Nie gniewaj si.
  - "Good luck" - powiedzia pgosem, jakby tego nie jej, ale i sobie yczy.
  - "Good luck" - uniosa do w gumowej rkawicy, obc i martw - spotkamy si wieczorem. Czekaj na mnie.
  - Jeeli panu potrzeba danych liczbowych - zachca doktor - wejdziemy do kancelarii.
  Istvan mia w ustach mdlcy odr szpitala.
  - Moe bd niegrzeczny - zacz ostronie - kiedy powiem szczerze: nie. Wyjdmy na dwr, chciabym zapali.
  - Moemy i tutaj... - spojrzawszy na krople potu na czole Tereya doda szybko: - Ma pan racj, tu i papieros nie smakuje. Wyjdmy na powietrze. Mymy otpieli, a pan jest poet - krzywi si drwico.
  Z ulg wyszli na otwarte werandy, a potem na zesch traw dziedzicw. Terey oddycha gboko, jakby chcia wyrzuci z wntrznoci smrd, ktrego si nayka. Spoglda na suknie kobiet, miedziane naczynia, z ktrych poleway sobie donie, puczc symbolicznie przed jedzeniem, i zapyta niespokojnie:
  - To zaraliwe?
  - Bardzo - mrukn Connoly, nie wypuszczajc papierosa z warg.
  - Czemu wpuszczacie tum odwiedzajcych?
  - U siebie, w wiosce, te s w miejscach zakaonych, decyduje odporno organizmu, bo przecie nie higiena. Niech si przynajmniej napatrz, poducz, jak zmienia opatrunki, czym leczy. Bodaj tyle. My ju nie chcemy myle. Leczymy, wypychamy do domu, na wie, w te same warunki, gdzie musz si powtrnie zakazi, czerpiemy sitem wod na gaszenie poaru.
  - Wic, co robi, eby ich ratowa?
  Lekarz popatrzy wydymajc wargi na gromady ludzi koczujcych w cieniu werandy.
  - Pan jest emigrantem czy stamtd?
  - Z Wgier.
  - Powiem panu, jeszcze p roku tutaj i wciekn si, zostan komunist. Tu trzeba albo wielkich, natychmiastowych reform, albo rewolucji. Albo dawa, dawa jak sobie, jak najbliszym szczodrze, bez rachunku, albo niech sami bior. Inaczej cae nasze leczenie, nawet pene powicenia, jest betaniem wody w potoku, zabaw w filantropi, tylko to ju nie jest spraw lekarzy... a wasz.
  - Nasz? - zdziwi si Istvan. - Na komunistw pan chce wszystko zrzuci?
  - Nie. Na tych, co potrafi przemwi do wyobrani, poruszy serca, myl o tych, co pisz.
  Szli ju w stron auta, sucha trawa kruszya si pod nogami. Tereyowi zrobio si przykro, e nie umie dostatecznie okaza podziwu dla ich pracy.
  - Pan jest prawdziwym entuzjast.
  - Ja? - zdziwi si Connoly. - Myl, e teraz rozumiem daremny, bohaterski trud witych, ktrzy chc nawraca grzesznikw. Po prostu lecz, bo tego mnie nauczono, prbuj pomc cierpicym. Oni s tak bezbronni i ulegli, a zoci. Chyba nad naszym spoeczestwem gruj zasadami moralnymi, s na sposb rolinny poddani prawom wegetacji i bardzo dobrzy; agodni.
  - Dugo pan jest w Indiach?
  - Podpisaem kontrakt na rok, mao kto duej wytrzymuje. Zaczyna si buntowa. A potem przychodzi pragnienie ucieczki. I dezercja.
  - Czy doktor Ward dugo tu wytrwa?
  - Och, Margit - powiedzia ze szczerym zachwytem - to lekarka z powoania, lubi chorych, nie jak profesor Salminen, skomplikowane przypadki jaglicy.
  - Nie jest tu zbyt osamotniona? - zapyta dotknity, e tamten mwi o niej poufale, po imieniu.
  - Staramy si - byo to powiedziane tak, jakby wystpi trzy kroki przed szereg, pewny, e si liczy dla niej. - Tylko czasu mao, eby si gdzie dalej wypuci. Zapchlone kino, jaszczurki na ekranie, jeden przyzwoity hotelowy bar, gdzie dr skr z turystw, ale przynajmniej daj prawdziw whisky. Trzeba sobie znale hobby. Jeden zbiera bogw z brzu, drugi drewniane maski, trzeci skry z wy, ale ju po miesicu ma do, traci zapa. Zostaje praca. I zmczenie. Wal si na ko i le otpiay. Mam i na bryda i nie id, wiem, wystarczy wzi prysznic, ale brak si, eby si dowlec do azienki.
  - Zostaje kawa - umiechn si Terey - kopie serce.
  - Albo ampuka z morfin, a tego trzeba si strzec. Widziaem, jak si na wojnie ludzie koczyli, tylko dlatego, e nie byo kontroli i mieli za atwy dostp do skrzynki z lekarstwami, gdzie trzymano narkotyki.
  - Trzeba czasem wyskoczy do Delhi. Niech pan o mnie pamita. Margit zna adres - musia swoj zayo podkreli.
  - Z przyjemnoci, chtnie si wybierzemy, jak tylko czas pozwoli - patrzc mu w oczy uwanie, za mocno ucisn do, byo w tym co z wyzwania, obaj wiedzieli, o co chodzi.
  Lekkimi ruchami kierownicy wymija wozy zaprzone w woy, czu na twarzy ostr wo bydlcego potu i zeschej mierzwy. Posuszestwo maszyny sprawiao rado, by jakby zjednoczony ze swoim jasnym austinem.
  Czy on po ni siga? - rozwaa chodno. - Doprawdy gupiej. A moe nic si jeszcze nie stao. Przecie sama mwia, e miaa kochankw. Kazaa, ebym zosta, to jest rozsdna kobieta, nie powinienem komplikowa spraw; moe dzi si rozstrzygnie...
  wir zachrzci pod koami, postawi auto obok innych, chytrze wyliczajc, dokd cie si przesunie. Z ogromnych drzew, jak stalaktyty wisiay szare, sploty korzeni, niektre ju wrastay w czerwon ziemi, tworzc dodatkowe pnie, wspierajce rozlege konary.
  Kongres powoli dogasa. Suchacze wychodzili na papierosa i mimo nawoywa brodatego przewodniczcego w biblijnej tunice, nie spieszono si z powrotem do sali.
  Dua grupa wyjechaa na wycieczk odwiedzi wzorow spdzielni, ktrej chlub byy nie tylko uprawy i barwione tkaniny, ale nawet, jak go poinformowa Nagar, udao si bez stosowania przymusu, dziki czteroletnim namowom, cierpliwej agitacji, odprowadzi do pola ciek gnojwki, ktry spywa przez wieki wprost do studni. I woda do picia si poprawia, mniej ludzi choruje na tyfus, prawdziwe osignicia - pokpiwa.
  W sali bielao zaledwie kilkadziesit postaci w pierokach partyjnych na gowach. Poeta o wspaniaych oczach i kobiecych kdziorach, spadajcych na ramiona, przy akompaniamencie skrzypiec trzystrunnych, deklamowa wiersze. By w koszuli z szerokimi rkawami, zwizanej czerwon wstg wysoko w poowie piersi. Pantofle mia czarno-zote z zadartymi czubami.
  - Dobry poeta - szepn Istvanowi w ucho mecenas Czandra, ktry przysiad obok - szkoda, e go nie drukuj.
  - Policja zabrania?
  - Nie. Brak pienidzy na druk. Nie ma te chtnych nabywcw, nie umiej jeszcze czyta.
  - A gdyby go tak nagra na pyt? W kadym sklepiku jest gramofon. I c pan na to, dobroczyco?
  - Niezy pomys - przyzna, dajc mu uniesieniem doni znak, e chce sucha piewnego gosu poety.
  - O czym on mwi?
  - O radoci poznawania, o kpieli w socu prawdy - szepn Czandra.
  - Aha - Istvan pokiwa gow z faszywym uznaniem - rozumiem.
  Korzystajc z owacji przemkn si do drzwi, zabierajc po drodze kilka publikacji wyoonych na stoy. Usadowi si pod drzewem w trzcinowym fotelu i palc papierosa zapatrzy si w kopuy lici pomazanych blaskiem.
  Dobrze mi, zastygam w upale jak owad w bursztynie, zapomniaem zupenie o Delhi i ambasadzie. Wysaem depesz i czuj si jak w odzi z przecitym sznurem, ktr prd unosi. I brzydzi mnie wasna bierno i dogadza. Staem si podobny do Hindusw: niech bdzie, co musi by... - Zamia si i odrzuci niedopaek, przysza mu na myl Margit... Byleby to, czego pragn.
  O czwartej zadzwoni do szpitala, znowu nie dosta poczenia. Siedzia wic w barze i leniwie rozmawia z gomi czekajcymi na autobus, zanim go nie wywoa portier. Dzwonia Margit, eby zjad obiad sam, nie zwleka, przyjedzie pniej. Niech zabierze klucz od jej pokoju, nie krpuje si, odpocznie.
  - Zaraz wezm wz i po ciebie skocz.
  - Nie. Nie trzeba. Nie chc, eby czeka. Fred mnie odwiezie.
  - To moe mam ju wraca do Delhi, moe si co odmienio? - By zy, zwaszcza dotkny go te dwie sekundy milczenia, zanim odpowiedziaa:
  - Nie. Zosta. Potem zrobisz, jak zechcesz - jakby pojwszy, e za wiele obiecuje, dorzucia ju ze miechem. - Chc ci jeszcze zobaczy, tylko tyle, Tery.
  Ciko odoy suchawk i odszed prowadzony uwanym spojrzeniem portiera.
  Zmarnowane popoudnie, na co mnie ona tutaj trzyma? Zacina si w gniewnym uporze i chci zaznaczenia wasnej niezalenoci. Po klucz nie sign, mimo e samo rozlokowanie si w jej pokoju miao dla suby jednoznaczny charakter, i mg przey chwil atwego triumfu, zamanifestowa czc ich zayo. Tkwi w kcie baru, powoli nasczajc si whisky. Trwa, ta wewntrznie peen urazy. Obiecywa, e si z ni porachuje za to zwodzenie.
  Wystarczyo, e pojawia si przed nim, prosta, w kasku prawie ciemnych wosw w tym nikym wietle, wycigna przyjanie mocn do, zaczerwienion od niedawnego szorowania i rodkw dezynfekcyjnych, eby odtaja.
  - Dlaczego nie wzi klucza? Nie chcesz mnie kompromitowa? A c mnie oni wszyscy obchodz. Czuj, e sobie troch podpi... No, co siedzisz taki nastroszony? Miaam zabiegi, a potem chciaam je na wieo opisa. Zamw dla mnie jedn podwjn. Nie bd ci obrzydzaa jedzenia opowiadaniem. Rozchmurz si - podniosa szklank ze zotawym pynem - popdzaam Freda, a kiedy zastukaam do drzwi, mylaam, e zasne. Potem klucz odebraam, byam pewna, e na zo mnie i sobie odjecha. Zapaliam wiato, czekaam chwil, a przyszam tutaj, jak przystao na lekarza, pocieszy si szklaneczk. Wtedy odnalazam twj wz i ju si uspokoiam.
  Z rozwartymi szeroko oczami pocigna ze szklanki, spogldaa na niego z wielk czuoci, przynajmniej tak to odczyta. Przeszli oboje do sali, prawie pustej, zaraz obstpili ich kelnerzy w czerwieni i zocie, podsuwajc ogromn tac z nakrajanym misem i mnstwo jarzyn ponacinanych misternie, rzebionych w kwiaty, zbate spirale rzepki, re z rzodkiewek, czerwone rozgwiazdy marchwi, kdzierzaw saat.
  - Nie boisz si ameb? - zapytaa chrupic sopel biaej rzodkwi.
  - Myte w kali. Zreszt, pijana ameba chyba nie moe zaszkodzi.
  Patrzy na ni zachwycony.
  - eby ty wiedziaa, jak mi si podobasz.
  - Moe wiem. Miaam tego dowody, jak uciekae dzi ze szpitala. Ale teraz po whisky mog nawet uwierzy - przekomarzaa si dotykajc jego doni. - Lubisz mnie, osob, ktrej nie ma. Margit przez ciebie wymylon. Bo c ty o mnie wiesz? Nawet nie zajrzae do mego paszportu, moe mam ma, dzieci...
  - Nie, przecie mwia... - sta cay.
  - Ile ty masz lat, e jeszcze wierzysz temu, co mwi kobiety? Dla kadego nowego mczyzny stwarzaj si raz jeszcze. No, nie patrz tak na mnie, ja nie kami. Po co ci zatrzymaam? Sama nie wiem. Moe dla mnie co znaczysz i dlatego chciaam, eby jeszcze zosta.
  - Przecie wczoraj...
  - A moe si baam? Dzi mam przynajmniej pewno, e moesz odjecha. I chyba powiniene. Tak bdzie lepiej.
  Mwia pgosem, troch jakby do siebie, zamylona. Nagle trzepna go doni, rozkazaa ze miechem:
  - Od papierosa. Jedz.
  I wzia si do smaonej ryby. Jada z takim apetytem, e sam nabra ochoty. Po chwili paplali jak para studentw, ktrzy uciekli z wykadw.
  - Kawy napijemy si u mnie? - zapytaa prosto.
  Szed za ni, wpatrzony w wysoko podwizane wosy. Jake pragn zanurzy w nich palce, przygarn j, i odwrciwszy ku sobie, caowa.
  - Zmienia uczesanie?
  - O, i to zauwaye - pokrcia gow - musisz by zakochany.
  Kiedy pogryli si w mrok pergoli i liciasty dach odgrodzi ich od wygwiedonego nieba, czu kade przypadkowe otarcie si o jej ciao, byo w jego stpaniu co ze skradania si drapienika gotowego do skoku. Przed drzwiami obj j ramieniem i pocaowa w usta. Kiedy weszli do pokoju, prbowa to powtrzy, poddawaa mu si bezwolnie. Zapach jej skry, wosw, niepokoi i jtrzy.
  - Pu mnie - szepna.
  Czu, e staje si oporna, trzyma j jeszcze w ramionach, dotyka nie wargami, ale bliskim oddechem.
  - Prosiam ci... - przypomniaa, wic j uwolni.
  Zapalia ma lamp.
  - Siadaj.
  Widzia ruchliwy skraj spdnicy, zgrabne nogi, prawie bose, w hinduskich sandaach. Wesza do azienki, sysza, jak szumi woda z kranu. Oddycha niespokojnie, wyobraa sobie, jak ciga przez gow sukienk, myje si, moe pociera perfumami. Odczu dotkliwy zawd, gdy wrcia nie odmieniona, z garnuszkiem w rce, wczya maszynk elektryczn i sprawdziwszy kolistym gestem doni, czy grzeje, postawia na pytce.
  Potem usiada o dwa kroki zaledwie, a straszliwie daleko i opasaa splecionymi rkami uniesione kolano.
  - Czujesz si bardzo zawiedziony?
  - Nie. - Po chwili dorzuci: - W twoich pocaunkach nie byo radoci.
  - Odczue to... Zaprosiam ci na kaw i chwil rozmowy, wanej - powiedziaa z naciskiem - przynajmniej dla mnie.
  - Jednak pozwolia si caowa.
  - Nie jestem z drewna. A troch nie chciaam ci sprawi zawodu.
  Patrzyli w siebie milczc. Istvana ogarn niepokj: ku czemu ona zmierza, czego ode mnie chce?
  - Istvan, ja ci po prostu kocham - powiedziaa ciko. - Moe to ju wiele razy syszae od innych kobiet, ale dla mnie to olnienie.
  Odetchn.
  Klkn przy niej, opasa rkami i opar gow o pier. Sysza bicie serca. Pogaskaa go agodnie, macierzyskim ruchem.
  - O, jak to dobrze - powiedzia gosem tak penym ulgi, e si zawstydzi.
  - Nie jestem tego pewna.
  Lekko odepchna go doni, ale nie byo w tym niechci, tylko czuo.
  - No, sid, posuchaj.
  - Wic to nie wszystko jeszcze?
  - Nie.
  Ucaowa w powieki i posusznie usiad na fotelu. Patrzy, jak si krzta, bo woda wanie zawrzaa, sypie Nesc do filianki, miesza z cukrem.
  - Daj - odebra jej z rk garnuszek, uj uszko przez chustk i nala wrztku. Ju by spokojny, mia czas, wiedzia, e j zdoby. Bdzie jego. Nie musia si spieszy. Spoglda na jej wycignite nogi, na wzniesienia piersi i ono, widoczne pod cienk tkanin sukienki, na zarys twarzy ku niemu zwrconej, opynity blaskiem lampy. Tak wdz patrzy na lece w dolinie miasto, ktre padnie zdobyte.
  - Pij kaw, dobrze ci zrobi... Bdziesz noc prowadzi wz, a masz w yach troch alkoholu.
  Przyglda si jej czujnie. Zamilka. Zdao mu si, e o nim nie pamita, odesza, a moe tylko udaje obojtno.
  - Miaam narzeczonego - zacza pgosem, patrzc przed siebie z lekko uniesion gow.
  - Wiem. Zabili go Japoczycy.
  - Nic nie wiesz - przerwaa mu spokojnie, prawie sennie. - Pozwl mi skoczy. Wysano go z patrolem. Puk by w odwrocie, rozbity. Ludzie u kresu si. Stanley poszed na ochotnika. Z nim siedmiu, ktrzy nie chcieli by gorsi. Szli przez bagno i przeklinali go. Kady krok naprzd zmniejsza szans powrotu. Noc. Prawdziwa dungla, nie cierniste krzaczki jak tutaj. Wiesz, jak ciemno gada, straszy? Wpadli w zasadzk. Dwch onierzy ranili Japoczycy i eby nie mie kopotu, dobili na rozkaz oficera. Stanleyowi kaza on wskaza na mapie, gdzie jest puk. onierze mwili zgodnie, jak ich nauczy, e s z rozproszonych oddziaw i tylko dowdca patrolu wie, dokd ich prowadzi. Stanley odmwi zezna. On zawsze by uparty, od maego robi, co chcia - zamylia si, jakby szukaa tego chopaka z wasnego dziecistwa.
  - Torturowali go? - zapyta, chcc jej uatwi pominicie najgorszego, ktre przeczuwa.
  - Tak. onierzom skrpowali rce na plecach i posadzili rzdem, eby widzieli, co ich czeka, ze Stanleya zdarli koszul i za nogi przywizali do dwch nagitych sprystych drzewek. Wisia tak gow w d, rkami zwizanymi dotyka trawy. Japoczycy rozpalili ognisko i jednym kopniciem oficer rozkoysa to ywe wahado. Rozumiesz, oni go piekli ywcem... Prbowa zasoni twarz, a potem rozrzuci zwizanymi rkami ar. Wosy mu si zapaliy - mwia z okropnym spokojem. - Wy z blu, ale nie powiedzia sowa. Oficer dugo si namyla, nim go zastrzeli.
  Sycha byo kapanie wody w azience, dokuczliwy brzk cykad za oknem. Biedna maa. Czu dla niej ogromn lito, a by jak puste naczynie. Caa mgieka alkoholowa znika jak pod zaklciem. C ja jej mog da? Jakie znale sowa pocieszenia?
  - Stanley nie zdradzi, za to tamci, co na jego mk patrzyli, wydali wszystko. Jeden przez drugiego.
  - Skd wiesz?
  - Ten, ktry mi przynis wiadomo, mj pierwszy - parskna pogardliwie - szuka u mnie rozgrzeszenia. Dobrze si wybra. No, to ju wiesz.
  Siedziaa zgarbiona, rce spoczyway na udach jak odcite. Przygina j bl.
  C ja mog? - myla z rozpacz. - Pogaska, utuli jak psiaka, ktremu nadepnito na ap? Dlaczego mnie musiao to spotka, czu uraz i al. Po co mi teraz o tym mwia?
  - Margit - zacz niepewnie - to byo trzynacie lat temu.
  - Trzynacie lat temu stae obok tych Japoczykw, bye wrogiem.
  - To dawno, bardzo dawno - prbowa si broni. - Przecie nas do tego zmusili. Wgrzy nie chcieli... Margit - prosi - zapomnij, ja ciebie kocham.
  - Nie kam. Chcesz mnie, moesz mnie mie. Dzi, jutro. Kadego dnia, kiedy zechcesz. Nie mw teraz. eby nie aowa. Bo ja ci naprawd kocham. To straszne. Wiem, e masz on, synw. Godz si i z tym. Cho bd o ciebie walczya, jeeli uwierz, e mnie kochasz. Wic zastanw si... Masz czas. Przecie ja ci nie uciekn. - W gosie bya rozpacz. Nie szukam w tobie atwego pocieszenia. Zrozum, jeste moim yciem.
  Milcza, wstrznity, oguszony.
  - Jed - szepna. - Mnie te nielekko... Rozumiesz, czemu przed tob si broni.
  Czu si zupenie bezradny, instynkt nakazywa nie prbowa gry, kade sowo zabrzmi faszem.
  - No, to ja ju sobie pjd - wymamrota, ujmujc jej bezwoln do i caujc suchymi wargami.
  Skina gow, e si zgadza, e tak lepiej. Nie podniosa oczu, kiedy zamyka cicho drzwi za sob unoszc walizk jak zodziej.
  Zapuci motor i wyjecha, przez chwil udzi si, e otworzy drzwi i wyjrzy za nim. Pergola zostaa czarna, adne wiato nie byso.
  Minwszy Agr zapali reflektory. Gna, jakby chcia od niej uciec.
  - Margit, Margit - jcza - co ja mog...
  Wiedzia, e ona zna prawd. Gdyby j kocha, potrafi przeszo odepchn, zatrze wspomnienia... Zostan cienie, nietrwae cienie. Ona to przeczuwa. Tamta dziewczca mio jest dla niej cenna, powraca nadziej, e moga przey wzlot, zatraci si w szczciu. Nie wystarczao potem syci niespokojne ciao, usypia w objciu mczyzny. Ona jest uczciwa. Ostrzega.
  Gow mia jasn. Rozpamitywa wasne zachowanie, myla o sobie z gniewem i pogard. Widzia dziewczyn skulon na fotelu, to znw tamtego sprzed lat trzynastu, ywe ciao zwizanymi rkami rozgrzebujce ar ogniska, a iskry bryzgaj na siedzcych w kucki jecw, z ktrych kady czeka, eby wreszcie skona, by mc zdradzi.
  W smugach wietlistych reflektorw niezliczone owady przelatyway jak iskry. Musia zwolni, nacisn klakson. Kolumna wozw zaprzonych w biae woy o rogach jak liry cigna rodkiem drogi. Oczy zwierzt zapalay si fioletowym ogniem, wielkie i agodne, wonice zakopani pord worw baweny spali twardo.

V.

  Niebo puste, zbielae mrowio si pyem wietlistym, otwarte po horyzont. Drganie powietrza tworzyo pozr ruchu, jednak zke listowie, zesche, wystrzpione pira palm nawet si nie zakoysay, przywalone upaem. Wraz z blaskiem, ktry jak lustrzane okruchy rani renice, nioso si zewszd, przybierao falami dokuczliwe, widrujce zgrzytanie cykad. Owady pioway zaciekle, cay przestwr zdawa si ttni ich dzwonieniem. T jaow, od miesicy niezmienn pogod mona byo znienawidzi, ziaa arem z rozpalonych murw, kada si ciko, obezwadniaa, drania, nie dawaa ani pracowa, ani odpocz.
  W poszukiwaniu cienia Istvan na prno objecha budynek ambasady, wreszcie zaparkowa austina ryjc motorem fal pnczy pod cian garau, a przestraszone jaszczurki kapay z przywidych lici.
  Wraca ze studio indyjskiego radia, gdzie zdoa w programie umieci kwadrans wgierskiej muzyki skrzypcowej i ludowe piosenki. Pomg chyba, zrcznie postawiony na biurku spowitej w jedwabie referentki, podarek. Dobrze, e nie otworzya przy mnie pudeka... Czekoladki na pewno rozpuciy si i posklejay - umiecha si zoliwie. Muzyk okrelili jako pokrewn, nie uwaa tych sw za pochwa, znajc bolesne skowyty hinduskich instrumentw, piewy podobne do skargi, podszyte smutkiem i blem.
  Przy garaach usysza miarowe odgosy rbania, osonity pustymi pakami przykucn Mihaly. Tasakiem wywleczonym z matczynej kuchni upa deseczki na dugie drzazgi. Pomaga sobie wysunitym kocem jzyka i nawet nie zwrci uwagi na zajedajce auto. Dopiero gdy Terey stan nad nim, podnis zarumienion twarz i otar kropl potu z nosa.
  - Nie jest ci za gorco?
  - Nie. Musz pomaga, bo drzewo jest bardzo drogie.
  - A ty chcesz je sprzeda?
  - Podaruj Kriszanowi, ja bardzo go lubi.
  - Uwaaj, eby si nie skaleczy.
  - Uwaam, wujku - odpowiedzia powanie. - Czy to ju wystarczy?
  - Do kuchni, na podpak wystarczy.
  - Rbi na hinduski pogrzeb - powiedzia drepczc w przysiadzie jak aba.
  - Gupia zabawa - skarci go Istvan. - Prosz ci, przesta. Uciekaj do domu, posied w cieniu, odpocznij.
  - To nie adna zabawa, ja naprawd pomagam - upiera si, podcigajc skrzyowane szelki na chudych, opalonych ramionach. - Czy j to bdzie bolao?
  - Kogo?
  - on Kriszana, ona jest cakiem umara, ju przychodziy stare kobiety i kady jej palec do oka - tumaczy, jakby chodzio o sprawy oczywiste - dzi wieczorem j spal...
  Patrzy na chopca zaskoczony. Widzia byszczce oczy w cieniu lekkiego kapelusza i brunatne rce, ciskajce drewnian opraw tasaka. Soce, zaamane na ostrzu, sypao skrami. Cykady dzwoniy jak oszalae.
  - Ona jest tutaj? - Terey pokaza na zamieszkay boks.
  - Nie. Owinli j w niebieski celofan, postrzyony na kocach, zupenie jak cukierek, i nieli na bambusowej drabince. Muzykanci przyszli z bbnem i piszczakami... A jej modsza siostra pczkiem pawich pir cay czas odganiaa duchy. Zanieli nad rzek, tam pal umarych.
  - Biedny Kriszan.
  - Bardzo si martwi, e pogrzeb drogo kosztuje - tumaczy Mihaly - wic chciaem mu pomc.
  - Dobry z ciebie chopiec - pogaska go Terey po spoconym, chudym karku. - My te pomylimy, jak mu uly... A teraz zmykaj do domu. Dosy tego rbania.
  Chopiec wyprostowa si niechtnie, westchn gboko. Od ciany bi ar. Due, metaliczne muchy uderzay w ni i odpryskiway ze wciekym bzykaniem. Zamierzy si na jedn tasakiem, ale ona znikna w blasku, nim ostrze dziobno cian.
  - Chytra - szepn chopiec z uznaniem. - Paczki je odpdzay... bo to s duchy. Takich much tu nie byo. One chc wcisn si do ucha albo do ust i wtedy ciao si rusza. A czy wujek wie, e Kriszan ma ju now on?
  - E, gupstwa pleciesz...
  - Sowo daj, wujku, widziaem, jak jej dawa bransolety z umarej i przymierzaa je przed lustrem.
  - Mihaly, wytrzyj czoo. Cay jeste spocony.
  - Przysza z wioski. Mama mwi, e chop duej jak trzy noce nie wytrzyma bez baby... Jak tato dugo siedzi w budynku, to mama wazi na drabink i zaglda przez okno, czy jest sam.
  Opowiada pogodnie, chyba nie rozumia sensu podsuchanego gderania matki. Istvanowi wydao si, e naduywa zaufania dziecka, jednak skusio go i powiedzia:
  - A ja? Przecie mam on i synw w Budapeszcie, tyle czasu jestem tu sam...
  - E, wujek tak mwi - umiechn si jak lisek - a ja syszaem, e chocia wujek nie ma ony, to ma kangura. Czy wujek mi go pokae?
  Dobrze mi tak - pomyla ze zoci - chciae, to masz. yj w Indiach, za duo oczu. Wystarczy raz pokaza si z kobiet i ju o tobie wiedz. Przygarn jednak chopca serdecznie i szepn:
  - Nie ma ju kangura, kochanie.
  - Uciek?
  - Nie. Jest daleko.
  Mihaly uczepi si jego doni, ciep, spocon apk.
  - Niech si wujek nie martwi. Moe wrci.
  - Jakby dugo nie wraca, pojad go szuka - powiedzia i nagle odczu, e jest na to zdecydowany. Trzeba tylko znale okazj. Ogarna go yczliwo dla malca, wymyla sobie zabawy, naladuje dorosych, trzeba mu sprawi jak przyjemno, wzi na lody albo do kina na disneyowskie kreskwki.
  Posysza nad sob dudnienie, kto puka w szyb, blask soca razi, dojrza tylko odsunit firank i posta, ktra go przyzywaa gestami rki.
  - Zmykaj, oddaj tasak mamie - przypomnia chopcu i ruszy do wntrza ambasady.
  Przez krtk chwil czu ulg, dokuczliwe dzwonienie owadw przygaso, hall by chodnawy, cienisty, jednak wkrtce zrobio mu si duszno, dawi zapach rodkw przeciw moskitom, pasty, jadowitej farby z kokosowego chodnika i niedogaszonych papierosw.
  Pracownikw zasta zebranych w pokoju Ferenza. Judyta chylia spitrzony kasztanowy kok nad maszyn, piszc zawzicie co, co jej sekretarz dyktowa chodzc wok biurka. May, ysy telegrafista-szyfrant siedzia skromnie na krzeseku.
  - No, nareszcie jeste... Musiae uci rozmwk z koleg - zauway zoliwie Ferenz - znowu sprawy ostateczne?
  - A wiesz, e tak - przyzna Terey. - Mihaly mwi mi o mierci. Rozgarnity chopiec, zawsze czego si od niego dowiem.
  Dostrzeg, e szyfrant wpatruje si z napiciem, niepewny, czy to pochwaa, czy drwina.
  - Co trzeba zrobi z Kriszanem - zacz radca. - Mwio si, przebkiwao o mierci ony, ale naprawd nikt nie wierzy... Chyba si zoymy na pogrzeb?
  - Po co? Jakbymy chcieli si zajmowa pogrzebem kadego Hindusa, ktry zapragn odmieni sobie los, chodzilibymy nadzy i bosi, a tu nie byoby ambasady, tylko krematorium - uci cierpko Ferenz. - On ma dosy rupii, wypaciem mu dwumiesiczn odpraw.
  - Nareszcie co z gow zrobione - ucieszy si Istvan. - Podpisuj si pod t decyzj obu rkami.
  - A mwia, e Terey bdzie innego zdania - zwrci si Ferenz do Judyty - cho to wola Starego i ju gadanie niczego nie zmieni. Kriszan od pierwszego zostaje zwolniony. Rozstajemy si i "adieu" - rozoy wymownym gestem donie.
  - Przecie to dobry szofer. Mao mu si na eb wali? Nie mona poczeka?
  - Towarzyszu radco - przerwa Ferenz. Niedobrze, pomyla Istvan, jeli tak si zwracaj, znaczy, e czego chc, obdzielaj dodatkowym zaufaniem, odwouj si do solidarnoci i rozkadaj na jego barki odpowiedzialno za decyzje, ktre poza nim zapady; sta, wsunwszy rce w kieszenie, z pochylon gow. - To by kierowca ambasadora. Ma z opini. Ostatni wypadek z krow w peni j potwierdza. Czekalimy za dugo. Mia chor on, wypadao okaza cierpliwo.
  - Czekalicie jak spy, a dojdzie.
  - Niegodziwe porwnanie - Ferenz pitnowa samym namaszczonym tonem, przyjrza si zebranym i szyfrant mu przytakn, jakby przekn co, co dotd mu stao w gardle. - Proponowalimy szpital, mwilimy, e operacja jest niezbdna, ale nie chcia o tym sysze, towarzyszu Terey.Nie chcia. Pamitajcie, e jestemy w Indiach, kraju kapitalistycznym, pod obstrzaem, nie wolno nam byo pakowa si w kopotliwe historie, wlec j si na st... Nie moemy ama ich kardynalnej zasady: "non violence". Zrobilimy, co do nas naleao. Ja przynajmniej nie mam sobie nic do wyrzucenia. To Kriszan nieludzko si obszed z wasn on; on po prostu chcia, eby umara. Sama to nieraz z paczem mwia. Wic nie mamy powodu, eby si nad nim roztkliwia. Kriszan dostaje wymwienie. Miesic si ledwie zacz, pacimy za dwa i to za duo.
  - Kriszan jest dobrym szoferem. Wypadek moe si zdarzy kademu, zwaszcza gdy krowy roza si po ulicach...
  - Jeeli jest rzeczywicie taki dobry, atwo znajdzie prac, nie robimy mu adnej krzywdy.
  Szyfrant z rozpogodzon twarz kiwa gow. Odpowiadao mu takie rozumowanie, uspokajao.
  - Zwalniacie - podj Istvan - wasza sprawa, a na co mnie potrzebujecie?
  - Bo ja jestem za ostry. Ty umiesz, Terey, pogada z ludmi, wyjani, przebada... Maj do ciebie zaufanie. Kriszan jest przygotowany, ju wie. Chodzi tylko, eby naszych poufnych spraw nie wynosi.
  Widzc zdziwienie Tereya, dorzuci gadzc doni powietrze:
  - Niech nie rozpowiada, gdzie i z kim jedzi, po co maj zna nasze kontakty, uchwyci w ewidencji yczliwych nam ludzi... Rozumiesz?
  - Nie bardzo - zawaha si Istvan - nie wierzybym mu, nawet gdyby przysiga na Kali.
  - Trzeba go przekona o naszej yczliwoci - Ferenz splata donie - o moliwociach powrotu, za jaki czas, do tej samej pracy.
  - Nie chwytam... To po co go zwalnia?
  - Dziwnie tracisz inteligencj, kiedy trzeba co zaatwi. Ambasador zleci, eby z Kriszanem porozmawia szczerze. Zrozum, w Indiach zabita krowa to witokradztwo, powana sprawa, a my nie chcemy, by jakikolwiek cie pad na ambasad. Porozmawiaj, wysonduj jego nastroje, a potem we trjk z ambasadorem podejmiemy dalsze kroki... Moe trzeba si bdzie uciec do pomocy prawnika?
  - Kiedy mam z nim rozmawia?
  - No, nie dzi - uspokoi. - Jutro, pojutrze wystarczy, w kadym razie, zanim zacznie szuka nowej pracy. Wolabym, eby nas nie sprzedawa.
  - Wielkie mi tajemnice - zby Terey.
  - A jakby poszed do Amerykanw? Rozbudowuj orodek. Albo do Niemcw z N$R$F-u. Unowoczenili przemys i tu si pchaj, gotowi otwiera filie. Zobacz ich punkt informacyjny przy Connaught Place. Przypominaj, e ich kilka marek - to ju dolar. Czyja waluta stoi lepiej? Hindusi s na to wraliwi... Taki kierowca moe by Niemcom na rk, wiarygodny wiadek. Dwa fakty bd prawdziwe, a pi dodanych, zmylonych, trudno si wtedy tumaczy.
  - Nie lepiej go zatrzyma?
  - Wida nie, skoro Stary kaza go zwolni. On ju wie, co robi. Wystawi opini dla Kriszana. Dobra, ale nim go kto wemie, zadzwoni do nas, eby si upewni, wtedy mona napomkn o naszych zastrzeeniach, gdyby jego nowy pracodawca nam nie odpowiada. Ludzie przestali lepo ufa referencjom na pimie, moemy z daleka pokierowa jego losem.
  Mwi niefrasobliwie, jakby wiedziony jedynie yczliwoci, przyjrza si swej pocigej twarzy w szybie okiennej, przyczesa bujne, karbowane wosy.
  - Kurierzy bd jutro, nie zapomnij o sprawozdaniach - ostrzega Tereya.
  Gdy wyszed, telegrafista podnis si za swego krzeseka i te zmierza ku drzwiom.
  - Przyszo co ciekawego w depeszach? - zapyta Istvan.
  - E, nic... Ju mam tak natur, e jak rozszyfruj depesz, przepisz na czysto, od razu zapominam. Nie, nic nie byo takiego. Chyba tyle, e Rajk jest niewinny, cho go powiesili, ma by teraz rehabilitacja.
  - O, to bomba - zatrzyma si Istvan, wymieniajc spojrzenie z Judyt - mog przyj zmiany w rzdzie. No, i co jeszcze?
  - Naprawd nie pamitam. Daem ambasadorowi, jak bdzie chcia, zbierze nas i powiadomi. Jeli ma inne zalecenie, i tak przeczytamy szczegy na pierwszej stronie "Times of India".
  - No, bdzie poruszenie w narodzie - powiedziaa Judyta.
  - Wanie. I komu to potrzebne? - pochyli krtko wystrzyon gow szyfrant. - Tamtemu ycia nie wrc, a nam te nie bdzie lej, bo kady pamita, co stao w gazetach, mow prokuratora; skazywano zgodnie z prawem... I komu wierzy? Ja bym ju tych mogi, kiedy raz uklepane, nie tyka.
  - Czowieku, a gdzie sprawiedliwo? - wykrzykn Terey. - ycia mu nie wrcimy, to cho oczymy z haby. Nie by zdrajc, prawdziwy Wgier i komunista.
  - Mwi pan, jakby ci, co go skazali, byli inni - podnis twarz blad, obrzk, nie zanurza jej w blask indyjskiego soca, tylko przesiadywa w swoim mrocznym pokoju za pancernymi drzwiami. - Ja jestem prosty szyfrant. Wzili mnie z wojska i wysali tutaj, robi swoje. Jednak mi si widzi, panie radco, e wszystko, o czym czytamy, to cho na oko jasne i cakiem jawne, a te jest szyfrem, i dopiero nasze dzieci go odczytaj jak naley. A al, e czowiek tego nie doczeka. No, id do swojej nory... Jak kurierzy nadlec, poopowiadaj, jakie s w kraju nastroje.
  Ledwie drzwi si za nim zamkny, Istvan usiad ciko po drugiej stronie biurka. Patrzy na pociemniae powieki Judyty. Wentylator szumia nieznonie i drani.
  - Syszae gos prostego czowieka. On musi mie do wadzy zaufanie, eby jej sucha. A tu si robi wszystko, aby poderwa szacunek.
  - Jeste za udeptywaniem tamtych mogi, Judyto?
  - Nie. I dobrze rozumiaam, o co ci chodzi, tylko pragn paru lat adu, spokoju, po tym, co przeylimy w czasie wojny... I pniej. Chyba nie mam zbyt wygrowanych wymaga?
  - Judyto, samo przywrcenie honoru zamordowanemu w majestacie prawa niczego nie zaatwi. To zaledwie pocztek, ludzie zapytaj: a co z sdziami, ktrzy okazali si oprawcami? A towarzysze, ktrzy ich si wyparli, wicej, potpili i przyklasnli faszywym wyrokom? Pytam, kto z nich wiedzia, e gosujc przystaje na zbrodnie. Zowrogie cienie skryy rozlan krew, teraz nie dojdziesz, odpowiedzialno si rozkada... Nawet niedobrze byoby ledztwo prowadzi do kresu. Wina obcia nas wszystkich. Niewinni w kocu okazaliby si ci, ktrzy by wtedy stanli obok nich pod szubienic na znak protestu... A kto jest do tego zdolny? Ja znam Wgrw, lud zada gw i jeli ich nie dostanie, sam po nie signie, i wtedy wiesz, co moe si sta.
  - Mwisz, jakby by w partii - brzmiao w tym uznanie. - Ja ju widziaam niejedno, znam takich, ktrzy yli jak wici, a jednak wiedzieli, co kryje si w tej ostatniej komnacie, cho udawali, e jej nie ma. Znienawidziliby kadego, kto by im o tym, co wiedz, powiedzia jawnie, zmusi do zajcia stanowiska, do osdzenia. Bardzo trudno wykrztusi: pomyliem si, zostaem oszukany, przekreli dziesitek lat... yli socjalizmem, mimo wszystko... Przetrzymali cikie obozy, zdrady i tortury. Wierzyli, e to nieunikniona cena, kiedy si kadzie fundamenty. A teraz wida, e mogo si bez tego oby. Dlaczego Stary zaszy si w gabinecie? On rozumie. To nie sprawa kariery, doszlusowania do nowej grupy, ktra moe obj kierownictwo, to gorzka pora obrachunku ze sob... Wyledzenie pierwszego ustpstwa, tego zboczenia z kierunku, jeszcze w nadziei, e si atwo powrci, a po chwil, kiedy ju jest wszystko jedno, kiedy si przystaje na zdrad partii, tego, co nas w modoci porywao i co jest po dzi dzie wielkie, spenione i niespenione przed nami.
  Patrzy na jej uniesion twarz, pen ognia. Nie zna jej takiej.
  - Ferenz, cho mody, nie rozumie sygnau, jaki dzi dosta, ale ambasador jest starym partyjniakiem. Ja wiem, bo byam tam, znam te obolae, poszczerbione rodziny, ktre okrzykiem na cze Stalina knebloway sobie usta gotowe przeklina... I sdzili, e tak trzeba, e ta ofiara wyzwala nowe siy, przynagla przyszo, utwierdza w wiecie wielko ich kraju. Co im zostaje teraz?
  - A wic, milczenie, jak pyta z betonu nie do przebicia?
  - Nie. Tylko bym si nie spieszya z wyrokami. Jeeli tyle wytrzymalimy, czy musimy pka jak ryby dobyte z gbin w blask soca? Czas to sdzia nieprzekupny, bezlitonie wszystkie faszywe wielkoci przetrzebi. Cierpliwo nie jest cnot rewolucjonistw, ale boj si porachunkw, lepych razw topora - przesuna kocami palcw po brwiach. - Takich rozmw nie powinnimy prowadzi, cho sobie ufamy, bo wiesz, jak tu jest, i kade sowo mona przeciw nam obrci.
  - Boisz si? - pogadzi j pieszczotliwie. - Przecie jestemy daleko... Ja mam si o kogo trwoy: ona, chopcy, ale ty, przecie nie masz w kraju rodziny?
  - To moe przyj tutaj i zasidziemy razem, eby wyznaczy winnego szepna wzburzona - spord nas. A na pewno nie bdzie nim ani Koloman Bajcsy, ani Ferenz, za to rcz. Boj si, ebym nie musiaa zaprze si naszej przyjani.
  - Tak le nie bdzie - pociesza - moe przesadziem w ocenie nastrojw, cho dostaem z Budapesztu par listw, ktre musz zastanowi.
  Telefon zaterkota. Podniosa suchawk, spojrzaa znaczco na Istvana.
  - Tak, towarzyszu ministrze, wiadectwo dla kierowcy napisane i radca Terey mu dorczy. Tak, wie ju, rozumie, o co wam chodzi.
  Pooya ciko suchawk i przytrzymaa doni, jakby w obawie, e jeszcze usyszy nowe zlecenia.
  - Zabieraj, co twoje - podaa mu arkusik z nadrukiem ambasady. - I staraj si spraw zakoczy.
  - Cho nie naley do moich obowizkw - wzruszy ramionami przebiegajc wzrokiem po gadkich zwrotach zdawkowych pochwa, jakimi oceniano prac Kriszana. - Dlaczego Ferenz tego nie zaatwia, lubi by wany i askawy.
  Patrzya na Istvana z trosk, a umiechn si do niej.
  - No, nie bd taka zmartwiona, dam sobie rad.
  Jednak nie odpowiedziaa umiechem, widzia, e co rozwaa. Trjkt w wykroju sukienki polniewa od potu. Okno zasonite palio si to, na dworze czekaa spiekota przejmujca odraz.
  Gdy wszed pod namiot pnczy porastajcych werand, usysza w mieszkaniu tupot bosych, zrogowaciaych stp i wrzaski.
  - Sab! Sab przyjecha!
  Kucharz otwiera drzwi - duga posta w pocerowanej koszuli, wyrzuconej na wierzch - na nogach mia pbuty, ktre nigdy nie zaznay aski pasty i szczotki, i dla wygody wypru z nich sznurowada. Rozkosznie wygodne spaday z ng, dlatego Pereira nie chodzi, tylko suwa stopami z godnoci.
  - Przyszed list - meldowa. - Byy dwa telefony, od tego malarza, on jeszcze zadzwoni.
  Nawet nie musia pyta, list lea przy nakryciu oparty o flakonik z kwitnc gazk. By pewny, e z Budapesztu, od Ilony, a zdziwi go znaczek indyjski.
  Znowu jakie zaproszenie czy proba? List wypad mu z palcw na st. Poszed si najpierw wykpa.
  Dopiero jedzc pomau kleist, tozielon potraw z patatw, ryu i cebulowego sosu, sign po kopert i rozci noem. Kucharz opowiada rozwlekle o sporze z Sikhami z ssiedztwa. Wysypywali z dachu miecie na podwrko i sikali na wieo obsadzone rabatki.
  - A to, sab, pali kwiaty - ju by gotw posa sprztacza po par sflaczaych i poctkowanych floksw na dowd.
  "Istvan, my dear,
  W t star, srebrn ramk, ktr dostaam od Connoly'ego, wstawiam twoj fotografi. W hallu naszego hotelu zagradzaj przejcie dwa parawany z ponumerowanymi fotosami z waszego kongresu. Jest tego chyba setka. Odnalazam ciebie na tuzinie zdj. Ale to <moje>jest najlepsze, umiechasz si, spogldasz z zainteresowaniem. Nie bdziesz mia do mnie alu, e liczn Hindusk, ktra staa obok Ciebie, odciam rwniutko? Prawd mwic, pociam j na kawaki. Kongres o Tagorem. Nawet mi nie powiedziae, co na nim robie, kto to taki, e cigno a tyle adnych kobiet. Wrosam w Agr, przejmuj tutejsze obyczaje. Zapaliam przed Twoj fotografi trociczki, tl si i pachn. Nastawiam pyt, koncert Bartoka. Co dnia, gdy wracam, ta sama muzyka po kilka razy Ciebie przyblia. Dobrze, e w ssiedztwie wolne pokoje, nikogo moje optanie nie dziwi. A to przecie Wgier, i mwi tak, e go pojmuj, wzrusza. Mylaam o tym, e nie zrozumiem ani jednego sowa, gdyby do mnie mwi w swoim jzyku. Kiedy prosiam ci o par zda chciaam posucha, jak dwiczy, jaki ma rytm, patrzye mi w oczy, umiechae si i mwie, a brzmiao to tak adnie. Pomylaam - mwi o mnie co bardzo czuego... A moe to by jeden z twoich wierszy? I nie zapytaam. W tej chwili myl o tym powraca.
  Odjechae nagle. Czy zrobiam le, e Ci o tamtej sprawie powiedziaam? Ale musiae wiedzie. To i dla Ciebie wane".
  Zobaczy Margit skulon w fotelu, dugie nogi w blasku lampy stojcej na kamieniach posadzki. Trzyma wiotk karteczk listu, jednak zacieray mu si w renicach rwne linijki starannego pisma, napywaa fala czuoci.
  - Dzi w poudnie zrzucili z gry stary koszyk i cae podwrze zasypali upinami z bananw... Stali na dachu, nawet si nie schowali, jak im wymylaem - brzcza Pereira. - Jak bdzie przechodzi ktry z tych chopakw, zaczaj si za drzwiami i tak mu przyoj... Tylko, eby mnie potem sab obroni przed starymi.
  - Odejd - powiedzia spokojnym gosem. - Zostawcie mnie na chwil w spokoju.
  Odczeka, a zamknie drzwi, i wrci do listu.
  "Niejasno pisz... Wszystko zalee bdzie od nastroju, w jakim bdziesz czyta.
  Mczy upa. Poduszka w nocy klei si do plecw, przewracam j na drug stron, ale to nie daje ulgi. Drapie grube przecierado. Nie mog spa. Wosy lgn do mokrego karku, to obrzydliwe. Cho przestawiam wentylator, eby mi dmucha prosto w twarz, nie ma czym oddycha. Parno jak w oranerii. Koledzy chodz niewyspani i podranieni, chorzy si swarz, posugacze nudz skargami. Rzucamy si na gazety, szukajc komunikatu o monsunach. Hindusi pocieszaj, e to ju niedugo. Oby te wiatry i Ciebie do Agry przygnay, chocia wiem, e jeste uwizany w ambasadzie, masz obowizki, jak ja to stadko lepych i lepncych.
  Grace pisaa, ale jej nie wspomniaam o Tobie ani sowem. Jak to dobrze mie Ciebie, myle o Tobie, czeka. Jeeli kaesz za dugo, przyjad do Delhi. Nie zdziw si, zastajc mnie ktrego dnia.
  Wtedy opucie mnie. Wiem, e miae racj jednak... wystarczyo, eby..."
  Sowa byy dopisane na samym skraju kartki, uryway si, szuka dalszego cigu, ale znalaz tylko umieszczony bokiem podpis:
  "Margit"
  Koperta miaa dat sprzed trzech dni. Pierwszy odruch: wzi auto i jecha, potem przypomnia sobie, e ma jeszcze umwione spotkanie. Przeczyta list po raz drugi, zastanawiajc si nad kadym zdaniem. Niepokoia wzmianka o Grace. Ale jak przestrzec Margit, odczu zakopotanie, bo chcia unikn wyzna o weselnej nocy. Grace wydaa mu si zwidzeniem, zatara si, oddalia i zmalaa. A moe wypiera j z pamici? Wieczorem trzeba zadzwoni do Agry.
  Powietrze smakowao kurzem, chwilami cae okna drgay i szyby wydaway guchy jk, kiedy szerok fal napiera ar poudnia. Przeszed do sypialni, osun si bezwadnie na fotel.
  Margit, w rudawym hemie wosw, ktre leciutko pachn nagrzane socem, blask duych niebieskich tczwek przejmowa nagym zachwytem. Zakosztowaa cierpienia, cielesny wiecznie nie zaspokojony gd odrnia od mioci, ktra wydaje w niewol. Z jak radoci przyjmujemy jej wizy. Ze skrywan dum poddajemy si upragnionej tyranii. Jakie to szczcie dawa siebie bez wyrachowa i mie pewno, e ulego i jagnica bezbronno nie obrci si przeciw nam, bo tamten czowiek te kocha. Czy mona kocha rwnoczenie dwie kobiety? Kad inaczej - myla z odrzucon gow, czujc, jak oparcie fotela rozgrzewa si i lgnie do plecw. atwo na to przystawa, gdy tamta jest o tysice kilometrw. ona, dzieci... - przecie ich si nie zapr. Ilona w prostej sukience w rowe paski, niada jak Cyganka, ciki wze wosw, ktre nieznonie dugo rozpuszczaa, widzia jej gow w oplocie rk jak zotawej ramie, sysza brzk wypadajcych szpilek na kamienie posadzki, w starym domu, chodnawym, wieccym dobrym blaskiem witecznego bielenia. Pachniaa ka, wieymi pokosami, ktre od rosistego witu dla zabawy przetrzsnli grabiami. "No, po co mnie kochasz?" - zaglda jej gboko w oczy. "Bo ty mnie wybrae" - cie umiechu przewin si po jej penych wargach, zacaowanych, obrzkych. A brzmiao to tak, jakby powiedziaa: "Bo ty mnie zbudzie, bya we mnie gotowo i oczekiwanie, ale jeszcze nie wiedziaam." I w tym bya podobna do ziemi, naleaa do zdobywcw, a potem ich braa w posiadanie. Obdarowywaa sob. Mieli pewno, e ni wadaj. Ziemia, ziemia. Gdy odjedali, unosili jej obraz pod powiek. nia im si nocami. Nawet konajc marzyli, eby w niej spoczywa. Uroda pusztaskiej rwniny zapada w smage ciao Ilony. Przecie mwi: "Chciabym zamieszka w mroku twoich wosw..." A sen, kiedy pnagi bieg do ostatniego tchu, wysokie zioa smagay mu pier, pamita uderzenia wilgotnych pkw, budzi si caowany, czujc najdroszy ciar jej gowy, a potem przypadali do siebie ustami i osuwao si gste, mroczne skrzydo,twarze tony w jej wosach jak w namiocie, ktry odgradza od caego wiata. "Bd z tob zawsze, zawsze... Na dobre i na ze" - szeptaa, a brzmiao to jak przysiga. Jego wasny gos mwicy wyranie: "I nie opuszcz ci, a do mierci." Pszczoy aziy po witkach wiosennych baziek, ktrymi napeniano wazony na otarzu, a sypa si miodny py w blasku soca. Nie jej to owiadcza, przygitej pod welonem, jakby resztk zimowego szronu, ktry zaraz roztaje w gorcym oddechu. Nie mwi tego ksidzu ani wiadkom, wsy ich lniy jak pokrywy ukom, na policzkach ciemniay rumiece od palinki. Bya w tych towarzyszach zabaw na pastwisku stona niecierpliwo: pragnli taca, wina, a moe nawet i bitki, ktra by daa upust nagromadzonym siom, a potem okazj do godzenia si, odpuszczenia win, uciskw i wielkiego pijastwa. "I nie opuszcz ci, a..." - powiedzia, biorc na wiadka Tego, ktry jest.
  Margit nie chce by przygod, ostrzegaa uczciwie, czu si troch jak kto, kto wdziera si w cudze prawa. Jej narzeczony zgin jak onierz. Zreszt, kto moe wiedzie, co kryo si poza jego mierci? O czym myla w ostatniej chwili? Moe siebie potpi, pragn y, skowycza o ask? Gdzie koczy si pycha, bo przecie do ostatka mia przed sob widowni, wasnych onierzy, ktrych swoim bohaterstwem zniewaa. Ale czy wolno podejrzewa Stanleya o pych, gdy pali si ywcem? Moe tylko siebie prbowa, szed do kresu poznania, odkry ledwie przeczuwaln moc. I takim go zapamitali. I takim go ona pamita. A gdyby go Japoczyk w por odci? I spadby, rozrzucajc iskry, w gorcy popi i peza, byle uciec od blu, ktry ksa. Gdyby ocala? Z twarz lnic od blizn i oparze? Margit zostaaby przy nim, ale czy on sam, ktrego ranka spojrzawszy w lustro nie strzeliby sobie w eb, eby j wyzwoli? I zabi cae jej oddanie, powicenie, ofiar, bo to nie byaby dawna mio, ktr sobie przyrzekali... A jednak moga to by mio nie nazwana. Cho dla patrzcych z zewntrz wygldaaby na wieczn posug szpitaln i lito. Jak miem go pomawia o pych? Tylko dlatego, e chc wzi jego wasno? Boj si, e mog si jej wyda gorszy, mniej wart i chciwy upu jak szakal? Ona pisze - chciaam, eby wiedzia, to i dla ciebie wane: wchodzisz w cudze prawa, przywileje, z ktrych tamten nie korzysta. Masz szans okaza si godnym nastpc. Bohater, mczennik... Czy nie za due wymagania? - poderwa si, przetar doni za uchem, kropla potu pezaa jak mrwka. - Ja chc j kocha, a nie cierpie. Musz j mie, musz - otrzsn si z dokuczliwych myli - potem zobacz, samo ycie rozstrzygnie...
  Chcia pi. Kucharz uchyli drzwi i jednym okiem zajrza przez szpar, eby si upewni, czy pan pi. Zaskoczony, e Istvan lec na fotelu patrzy mu w twarz, przymkn drzwi i czeka wezwania.
  - No, co tam?
  - Telefon, sab, nie chciaem budzi, ale on si tak napiera...
  - Kto dzwoni?
  - Malarz, co tu czasem przychodzi.
  Istvan podnis si ciko, przecign, ziewajc. W suchawce usysza niski, przyjemny gos Ram Kanvala. Chcia si dowiedzie, czy radca nie opuszcza stolicy, jak wikszo rozsdnych ludzi, ktrzy uciekaj do Deradung albo Simli, na stoki Himalajw, przeczeka najgorsz por. askawie zezwolono mu na bezpatne wykorzystanie jednej z sal klubowych na wystaw obrazw. Ogromnie by tym uradowany i powoujc si na yczliwo, jak mu radca okazywa, gorco zaprasza najpierw do siebie, by krytycznym okiem pomg dokona wyboru obrazw, ktre mogyby spodoba si Europejczykom, a potem na wernisa. Obecno czonkw korpusu stwarzaa nadziej, e kto obraz kupi. Dyplomaci si licz, wielu wyjechao na wakacje, dlatego obecno Istvana nabiera tak szczeglnego znaczenia. W kocu zapewni, e o dugu pamita i zwrci, jeli nie gotwk, to obrazem. Nie omieliby si jednak sam decydowa, wic czeka odwiedzin.
  - Dobrze. Rozumiem. Tak, jasne, e bd - pomrukiwa w suchawk. W drzwiach kuchni sta Pereira i prbowa z brzmienia sw odgadn, czy dobrze postpi, wywoujc saba. W czarnych doniach trzyma filiank wieo naparzonej, mocnej herbaty. Czeka i Terey, czu ju jej cierpki smak, oywcze dziaanie, rozjaniajce umys. Skin wic rk i wysuchiwa triumfalnych planw podboju New Delhi przez nowatorsk sztuk, popija yk za ykiem, wdychajc aromatyczn mgiek. Kucharz z rozjanion twarz sta obok jak manekin, podsuwajc spodeczek, na ktrym wreszcie postawi oprnion filiank.
  - Jeszcze jedn?
  - Nie, dzikuj.
  Byo to sowo, jak go pouczali zaprzyjanieni Hindusi, jakiego nie wolno uywa wobec suby. Podzikowaniem, a nadmiernym, jest przecie zadowolenie pana.
  Ledwie rozoy w ambasadzie papiery, wezwa go Koloman Bajcsy. Sta ciki, zwalisty, i mruc obrzke powieki, wyglda zza uchylonej firanki na dziedziniec. Terey mimo woli spojrza, co ambasadora tak zaciekawio, ale oprcz drzew przywalonych socem i drogi, z ktrej czerwonymi supami wstawa kurz, nie dostrzega niczego.
  - No, widzi pan - pooy mu na ramieniu do bia, poros na palcach czarnym, kdzierzawym wosem - tu pod nami na daszku...
  Terey zobaczy dwa nieruchomo stojce z rozwartymi dziobami brunatne szpaki. Pirka jeyy im si na szyjach, skrzyda wisiay na wp otwarte.
  - Gorco je mczy?
  - Nie, chwilowa przerwa, zaraz znowu zaczn si tuc... Jeden prbuje zapa drugiego za gardo, zdusi i wydzioba mu jzyk - mwi pospnie - milutkie, piewajce ptaszyny. Na ktrego pan stawia? Trzymam zakad, e ten mniejszy z prawej bdzie gr. No, ruszcie si - nagli.
  Jak na sygna ptaki skoczyy ku sobie, tuky si dziobami, drapay nkami, odbijajc od przeciwnika sprycie. Wydarte pirka sterczay im z dziobw. Szczepione, spychay si skrzydami w zwidnite pncza. Wida, e walka nie ustawaa, bo sposzone jaszczurki uciekay, na rozpalon cian.
  - Szkoda, e nie zobaczymy koca - wyd warg ambasador - ale ja pana wezwaem w innej sprawie, jak si pan domyla.
  Popycha go przed sob troch po ojcowsku, a waciwie wzgardliwym ruchem ku krzesom, przeznaczonym dla goci.
  - Siadajmy. Papierosa? Nie? Susznie. Na taki upa i tak kady czuje niedotlenione serce, ugotowane puca...
  Siedzia z okciami wspartymi na porczach fotela, z domi zwieszonymi gestem znuenia. Powieki mia na wp przymknite, usta rozchylone. Nitki potu lniy na grubej szyi. Zmczony, stary czowiek, tylko renica ciemna, pena ycia, nakazywaa wstrzyma si z objawami wspczucia, bo moe to by le przyjte, jak posdzenie o przedwczesn sabo.
  Ile on ma lat? - myla Istvan - pidziesit cztery, pi. Nie jest stary, tylko zuyty, wypalony. Zdar si w walce.
  - Musiaem odprawi szofera - zacz spokojnie - cho nawet go lubi. Dobry kierowca... - Przyjrza si, jakie wraenie wywrze obiektywna ocena na radcy, ale zaraz uzupeni: - Tylko, e nierwny, histeryk. Nerwy pod sam skr, jak zwykle u nich. Troch mi go al, bo zwolnienie zbiego si ze zgonem jego ony, cho tu mniejsz do mierci przywizuj wag. Ot chciabym, ebycie mu dyskretnie wrczyli dodatkowe sto rupii, tylko nie mwcie, e ode mnie. Nie zaley mi na wdzicznoci. I pogadajcie sobie z nim, a potem zajdcie do mnie. Mam przeczucie, e mog by z nim kopoty... No, a teraz mwcie, co sycha? Jakie nowiny?
  - Nic szczeglnego, martwa pogoda.
  - Moe co wygrzebiecie? A co dobrego w kinach? Skapcanielicie, radco; wszystkie znajome damy wyjechay? Powiedzcie swko kucharzowi, a przyprowadzi... Ale na taki upa - wytchn gboko
- oj, modzi, modzi, nie umiecie si szanowa...
  Nie brzmiao to przygan, raczej zazdroci.
  - W Splendid jest od dzisiaj "Gabinet figur woskowych", film o porywaczach trupw, angielski.
  Ambasador patrzy wspierajc pokym od nikotyny palcem grub powiek, jakby rozwaa, czy przypadkiem nie ma w tej informacji ukrytego sensu.
  - Znam, widziaem pi lat temu w Genewie. To smutne, kiedy coraz wicej ma si za sob, ju wayo si w rkach, obmacao, rzucio... Coraz mniej twarzy, ktre bym chcia spotka, krajobrazw do ogldania. Tamte, widziane w modoci, nawet o godzie, byy pikniejsze, cay wiat mia mocniejsze barwy, teraz jest sfatygowany, wytarty jak zleay towar. Powiecie: upa, zebrao Starego na zwierzenia, przecie ja wiem, e mnie tak nazywacie. Nie, radcuniu, to lata... Mwi o tym wieku, na jaki si czuj, nie z metryki. mier nie jest mi dziwna. Spotkamy si jak znajomi, ktrzy ju wymienili ukony... Z ciemnoci w ciemno. Szczliwi Hindusi. By - mamrota, cigajc wasne myli - nie ma nawet szczerby w powietrzu. By. O, nie lubimy o tej chwili myle.
  Nagle, jakby wracajc do Istvana, unis powieki i stkn:
  - Wic nic mi pan nie ma do powiedzenia?..
  - Chyba, e sprawa Rajka - rzuci Terey.
  - A skd ju o tym wiecie? - nastroszy si. - cile poufne.
  - Od dziennikarzy. Nagar mia wiadomo. Jutro bdzie trbi cay wiat. Ale to dopiero pocztek.
  - Tak ma pan odwag myle? - skandowa. - No, to niech pan raczej zatrzyma te nadzieje dla siebie. Wadza zawsze wymaga ofiar, a rzdzenie nie jest zabaw towarzysk, tylko gwatem, choby si nie wiem co mwio. Jeli, oczywicie, chce si co zrobi... Pewnie, e gwatem, na ktry i nard przystaje, z ktrym si w kocu pogodzi, jeeli chce mie znaczenie w dzisiejszym wiecie.
  Sapa chwil, patrzy na Istvana pospnie. Potem doda:
  - Nie lubi tych, co rozkopuj mogiy, wsadzaj nos do wizie, chodz za tyln cian budowy i al si, e im mierdzi. Musi. Kada, najlepsza wadza ma swoje odpady... Nie o mietnik trzeba pyta, tylko, co si czowiekowi dao, co zrobio, czy jest jaka gwarancja, e diabli tego wszystkiego nie wezm, nie rozburzy si Budapesztu, jakby butem rozora mrowisko. I zacznie si popoch, bieganina i powszechna bezradno... A moe pan jest jednym z tych, co nie lubi nikogo sucha, a nie potrafi rozkazywa; tacy najgorsi! I ja ich na kilometr zwsz. Wic mwicie, e Nagar mia ju informacje? Jemu mona wierzy. Najgorsze, e co nam si odchepnie, stokrotnym echem wraca od wiata i dopiero to u nas robi zamieszanie. A ja tak chciabym w spokoju doy dni, jak si przyjeda raz na par lat na Wgry, wida postp, ile zbudowane, i lej si na sercu robi, bo u podwaliny i mj trud, i udrki, i noce nieprzespane. A prosz was - zmieni temat, opierajc si brzuchem o blat stou - powiedzcie par ciepych sw Kriszanowi, zawsze lepiej, bymy si rozstali jak przyjaciele. Licz na wasz takt.
  Zapad si w fotel, zaama jakby, obwis. Przysoni twarz doni, potem palce zeszy po misistym nosie i krzywic si mocowa z wosem, ktry mu z nozdrzy wyrasta.
  Terey uzna, e ju jest niepotrzebny i ciszkiem si wymkn.
  Przylot kurierw oywi senn atmosfer. Wzmg si klekot maszyn do pisania, dudnienie szybkich krokw na korytarzu. Pracownicy hinduscy powiewali papierami, szelecili zmit kalk, podobni do ptakw, ktre dziobami czyszcz sobie skrzyda. Okazao si jak zwykle, e jednak sprawozdania naley uzupeni, niektre sformuowania nagle w czujnych oczach ambasadora nabray dwuznacznoci, zapdzi Ferenza i Tereya, by wsplnie dokonali ostatnich stylistycznych poprawek.
  Kurierzy byli podobni do siebie jak bracia, roli, z wojskow skonnoci do stawania na baczno, o twarzach penych szczerej, budzcej zaufanie bezmylnoci. Oczy otwarte szeroko, nie pozbawione iskry sprytu. Od razu zna byo szko, z ktrej wyszli, pitno urzdu, w ktrym do niedawna pracowali. Jak sami bkali pgbkiem w przypywie nierozwanej szczeroci, u dna awansu do suby zagranicznej kryy si jakie niejasne przewiny, o ktrych nie wspominali, cho zostay im poczytane jako zasugi. Po prostu przeoeni uznali za wskazane, by troch zeszli ludziom z oczu. Takie podre, odbywane regularnie, mimo e chodzili zawsze parami, jak strzegce si wzajemnie przed upadkiem czy nawet pokus zakonnice lub Cyganki, daway okazj do maego handelku, ubocznych zarobkw, staway si jawn gratyfikacj za okazane poprzednio lepe posuszestwo. Nawet pene wystawy, przelewajcy si przepych Parya czy Rzymu nie mogy posia w ich umysach wtpliwoci, raczej budziy pogard i uczucie dumy, e mimo wyrzecze i ubstwa s wierni, nale do wybranych, ktrzy znaj oba wiaty.
  Rzucili na biurko Istvanowi salami, grube jak mskie rami, pokryte biaym nalotem i pachnce domem. Trzeba ich byo zaprosi, mimo e radcy waciwie nie wypadao utrzymywa z nimi stosunkw towarzyskich ze wzgldu na niski stopie subowy. Przyszli obaj, ubrani w granatowe garnitury jak w mundurach. Odpowiadali na pytania krtko, oglnikami, patrzyli jeden na drugiego, chcc si upewni, e stwierdzenia s suszne i nie odbiegaj od obowizujcych komentarzy znanych Istvanowi z pierwszej strony "Sabat Nep".
   Jednak whisky, ktr doili zagryzajc solonymi fistaszkami, agodzia ich subow czujno. Z ulg skorzystali z zezwolenia i zdjli marynarki. Luzowali krawaty, eby rozpi zmike konierzyki.
  - W stolicy spokj - zapewnia jeden przez drugiego - ludzie pracuj, zarabiaj, bawi si... Zbiory zapowiadaj si niele. Nie odczuwa si specjalnych brakw. Misa do. Moe troch za niskie zarobki. Ale kiedy czowiek nie chciaby mie wicej forsy?
  - A nastroje?
  - Raczej dobre. Dyscyplina nieco zmalaa. Po mierci Stalina jakby troch przygas zapa. Ludzie ju tak nie wierz jak przedtem.
  - Wiecie, radco, jaki jest nasz narodek; potrzebuje bata - doda skwapliwie drugi, skubic ws, przystrzyony na szczoteczk. - Teraz i nasze wadze chc si przypodoba, popuszczaj cugli. Jak czego braknie chwilowo, zaraz ludzie gadaj, e Ruskie zabrali, e dla dobra wsplnoty trzeba si powici.
  - A jak bylimy w Moskwie, to znowu syszaem, e trzeba pasa zaciska, eby da nam, Czechom, Polakom, jedna dla obozu. Takie gadanie musi jtrzy.
  - Wic wida niezadowolenie czy nie? - napiera Istvan.
  - Jest oczekiwanie zmian, jaka nadzieja, e nastpi przesunicia na stanowiskach, nawet w rzdzie, ale w jakim kierunku, skd maj przyj nowi ludzie, tego nikt nie wie.
  - Odwil - podsuwa.
  - Tak w Moskwie nazywaj. Ale co to w praktyce ma znaczy? Kady si powouje na radziecki przykad, a przecie Rakosi, Gero tam si uczyli rzdzenia, nie zrobi gupstwa, nie pjd na adne ustpstwa...
  - No, a co bdzie ze spraw Rajka? Z niewinnie skazanymi na mier?
  Zafrasowali si, spogldajc na siebie pytajco. Podnieli szklanki z bursztynowym pynem i sczyli wolno whisky.
  Na niebie gorzay ognie wieczorne, pene gwatownej czerwieni i stonego fioletu. Niepokoiy, przykuway oczy, rzucay miedziany odblask na ciany i odmienione twarze.
  - No, moe u nas pospieszono si czasem z uznaniem kogo za wroga, ale trzeba pamita, jaka wtedy bya sytuacja, co za siy na nas napieray. Jak Rosjanie opucili Austri, znalelimy si na przedpolu tumaczy starszy - cay nacisk Zachodu szed na nas.
  - A wroga propaganda? A radio Sabat Europa, ktre bez przerwy szczeka na rzd? Ja si nawet nie dziwi, e tak mao byo wyrokw. Nie darmo mwi si: front ideowy, jak front, nie obejdzie si bez salw. Czy z naszej strony brakowao ofiar?
  - Moe jak wrcicie do kraju - zacz Terey - zastaniecie zmiany...  - Moe, moe - przytaknli, ale nie byo wida, e ich taka myl cieszy.
  Przecie oni s z aparatu, ktry sprawnie dostarcza dokumentacji do kadego oskarenia. Miaem si do kogo wybra z pytaniami, jeszcze na mnie donios, odpowiednio nawietliwszy rozmow, Ferenz j skwapliwie zanotuje i przybdzie jeszcze jeden dokument w mojej kartotece. Kontrola jest potrzebna, tylko eby oni wiedzieli, za czym wsz - wzruszy ramionami - eby przynajmniej wiernie umieli powtrzy, co ode mnie usyszeli...
  Wychodzili kolejno, mocno ciskajc mu rk. Mwili, e chc jeszcze skoczy na Stare Delhi po jakie podarki dla swoich dziewczyn.
  Ofiarowa si, e ich podwiezie. Wyranie speszeni dzikowali, proszc, by si nie fatygowa, moe nie chcieli mie wiadka przy zakupach. Z ulg zostawili radc za kurtyn pnczy na werandzie. Sysza, jak posyali czokidara po takswk, ktra krztuszc si, wzbijajc tuman kurzawy, zajechaa natychmiast.
  Zrobio si mroczno w pokoju. te wiata latar majaczyy za drucian siatk. Naszed go smutek, gorzkie poczucie zabkania. Szum maszyny chodzcej nuy. Sycha byo w hallu powolne czapanie kucharza. Zgadywa, co sucy robi: przykucn i zaglda przez dziurk od klucza. Nie ma wiata w pokoju, wic nie jest pewny, czy wyszedem, czy moe drzemi... Pjdzie zapyta czokidara, czy sab pojecha z gomi.
  Ale drzwi otwary si gwatownie i rozbyso race wiato.
  - Zga - powiedzia troch za gono. - Czego chcesz?
  - Przepraszam, sab... Nie wiedziaem, e sab tu jest - porusza si w ciemnoci, wysypa na do niedopaki papierosw, z ktrych lubi wykrusza tyto do swojej fajeczki. - Mog podawa?
  - A co masz na kolacj?
  - Jarzyny i jajka. Miso - nie. Ryba - nie. Nim przynios z targu, ju mierdzi. Mam i mango z lodu, bardzo dobre. Mam papaje, one bardzo zdrowe, czyszcz nerki. Na taki upa w nerkach sama sl, bo wszystka woda wychodzi przez skr...
  - Dobrze. Nakrywaj - powiedzia znuony.
  Przycisn guziczek od lampy stojcej na biurku. Leaa zmita gazeta i otwarta powie Fostera:
"Droga do Indii". Podnis ksik, zamkn. Nagle spostrzeg ukryty pod ni gruby list, od razu pozna nieco dziecinne pismo Beli. Na kopercie nie byo znaczkw, wic musieli go podoy kurierzy. Dlaczego nie oddali do rk? Nie wolno im przewozi prywatnej poczty, jednak kto by si z tym liczy. Lkali si jeden drugiego? List nie zalepiony. No, tak... eby mogli sprawdzi, co w rodku, czy Bela nie przemyca do mnie dolarw - umiechn si drwico, wyjmujc arkusiki brzydkiego papieru, pokryte krzywymi rzdkami niespokojnego pisma, zoone parokrotnie, by day si wtoczy w za ma kopert.
  Nachyli si i rozprostowujc wiotkie kartki zacz chciwie czyta:
  "Drogi Istvanie.
  Jeeli api za telefon i dzwoni do Ciebie, a odezwie si Ilona, ju nie mam uczucia paniki, e znowu pomyka. Przecie, ja chc Ciebie, Ciebie, bo z kim mam mwi? Do diaba z Indiami! Teraz co dnia s u nas jakie wydarzenia, biegbym opowiedzie, wycignbym Ci na kaw i nareszcie nagadalibymy si do syta. Powiesz, e mog napisa list. Nieprawda. Musiabym mie czas, papier przed sob rozoony, wen do pisania, no i pewno, e dojdzie do Twoich rk. Tyle granic, tyle dociekliwych oczu. List leci do Ciebie tydzie. I wszystko, co napisaem, ju przestaje by wane, bo s nowe wydarzenia. Jak je zarejestrowa... Jak sejsmograf drenie skorupy ziemskiej? Dookoa szumi, nastrj podniecenia i napicia, nagle wszyscy wierz, e bd zmiany. Nie, nie takie, jak mylisz, umiechajc si teraz sceptycznie. Nie idea zawinia, tylko mao ludzi, ktrzy nauczyli si sucha dyktatu, nie rozkazuj, a od lat powtarzaj cudze rozkazy, boj si wolnoci, bo sami nie wiedzieliby, co z ni pocz. Nie ufaj narodowi, wic go pilnuj. I my to czujemy, jak ko dreszczem skry wita bat ukryty za plecami wonicy. Bo ju zazna razw, ju wie.
  Szeptem wymienialimy nazwiska ostatnio aresztowanych, wina zawsze si potem znalaza. Pilimy kaw i kady si oglda, czy nie podsuchuj z ssiedniego stolika, czy kelnerka za wczenie nie podbiega z bloczkiem, bo moe ona donosi, a zna staych goci.
  Pamitasz Tibora M.? Wtedy si dziwilimy, dlaczego zosta aresztowany, komunista, oficer sztabu, patriota. Czysty, nie zauroczony wadz. Powszechnie lubiany. Moe to go najbardziej obciao? Poszed jak kamie w wod. Po dwu latach wypyn na procesie Rajka. Oskarony o zdrad, o szpiegostwo dla imperialistw, o przygotowywanie puczu. Odmwi zezna. Przed sdem milcza. Zachowa si godnie. Skazany na degradacj i kar mierci. Teraz z nim rozmawiaem, wypuszczony. Niewinny. Szczciarz, odoyli wykonanie wyroku, bo mia by jeszcze uyty jako wiadek przy dalszych procesach. Nie poznaby go. Siwy, cedzi sowa, patrzc uparcie w oczy, z rkami na udach, bo tak go nauczono. Prawie nie otwiera zacinitych warg. Straci zby. Tak, najbardziej go bolao, e bili swoi, w tych samych mundurach, tylko modsi stopniem. I cho mwili tym samym jzykiem, cho byli Wgrami, nic nie rozumieli z tego, co im prbowa wyjani, aden logiczny argument nie trafia. To go przeraao i budzio dla nich lito. Automaty, ktre miay z niego wycisn przyznanie si do zbrodni, choby nie popenionej. Takie dostali polecenie i suchali lepo. <Oni si bardziej bali ni ja - mwi do mnie z martwym umiechem - i to mi dodawao si. Dreli o uznanie przeoonych, awanse, kariery, czego znikomo pojmowaem, wobec wartoci, jakie utracili. Oni przestawali by Wgrami, a moe nawet zaparli si czowieczestwa>. Opowiada, jak go przesuchiwano przez cztery doby bez przerwy, omdlewa, udrczony brakiem snu, w wietle lamp, ktre pon w mzgu, nawet gdy przymkniesz powieki. Bito go wymylnie, pojono rycynusem, eby poniy, wykaza, e nawet wasne ciao go zdradza, sabnie i cuchnie. Tumaczyli mu, e wydali go przyjaciele i dzi wiadcz przeciw niemu, podtykali pod nos spreparowane zeznania, ale Tibor tylko wzrusza ramionami i sycza przez zacinite wargi: <Zawsze ich uwaaem za band wi, to dla mnie nie odkrycie.> Wtedy opowiadali, e w jego mieszkaniu zrobiono kocio, ale wartownicy si nie nudz, czekajc na niespodziewanych goci, bo jego ona si z nimi puszcza, wywlekali obrzydliwe szczegy, jak im dogadza w ku, co szepce. <To dziwka, dawno z ni nie yem, moecie j mie, bawcie si chopcy> - odpowiada. Sam wiesz, jak j kocha. Ale odcina si, odgadujc instynktownie, e to wszystko nieprawda, e tylko go ostukuj, szukajc sabego miejsca. Gdyby si zdradzi, e jaka insynuacja go dotkna, dryliby dalej jak w otwartej ranie.
  A potem zosta z nim jeden, najwytrwalszy, ktremu spraw przydzielono. Ptora roku ledztwa, jeli to tak mona nazwa. Ptora roku pisania yciorysw, rozrastajcych si w powie, pen podtekstw, niedomwie, podejrze. Groby i bagania, by wreszcie wyda wsplnikw. Zeznania dawno spreparowali, ledczy czyha na chwil saboci, by zdoby podpis, przyznanie si do winy.
  <Po kilku godzinach bezpodnych usiowa oficer ledczy patrzy na mnie z tak uraz i zawodem, a mi go byo al - mwi Tibor swoim gardowym szeptem - e si tak musi mczy, skoro wie rwnie dobrze, jak ja, e jestem niewinny. Przecie mogli mnie powiesi i bez mojego przyznania, jednak im zaleao nie tyle na pozorach sprawiedliwoci, ile ebym si zaama, poczu szmat. ledczy nawet nie czytajc dar kartki z zeznaniami, mwi beznamitnym gosem: kamiesz, kamiesz, my znamy ca prawd. Jeste zdrajc. Kad przede mn plik papieru i owek, rozkazywa: pisz od nowa. A sam bra si do angielskich swek. Od czasu do czasu powtarzajc je bezmylnie spoglda na mnie wzrokiem penym udrki. Panie kolego - prosi, dobijajc witu - ja musz mie paskie zeznania, od tego zawisa moja przyszo. Niech pan patrzy, skronie mi posiwiay... Nie sypiam, mam nerwic odka. - A ja? - przesunem palcami po zbielaej skroni, miaem wosy dawno nie przystrzygane, szorstkie i kruche - a ja? - odchyliem warg, pokazaem biaawe, bezzbne dzisa. - Cocie ze mnie zrobili? Jeli opieram si, to tylko dla paskiego dobra, eby pan wiedzia, e nie wszyscy s takie kanalie, eby pan wreszcie dostrzeg ten niedostpny stopie rozwoju - czowieczestwo>.
  Nie obrazi si, nastpia nawet midzy nimi jaka zayo, tyle o sobie wiedzieli, tak si ju znali, e oficer prosi winia, by go przepytywa z angielskich swek. Nagle jednego dnia Tibora ponioso, mia ju do... Zdecydowaem si - owiadczy zaskoczonemu oficerowi niech pan woa protokolanta, bd zeznawa. - Wydasz wreszcie wsplnikw? - dopytywa nieufnie. - Podam jedno nazwisko, nie bd si duej mczy... - Dobre i jedno - zapali si ledczy - co to za nazwisko? - Twoje. Co wybauszasz lepia? Ty jeste zdrajc. Ja ci sypn - dga go palcem Tibor. - Ale to nonsens. - Wcale nie, bo, siedzc tutaj, zwerbowaem ci do wywiadu. Dostawae piset dolarw miesicznie i to ci skusio. Pacono ci za samo gmatwanie dochodze. I miae kontakt z pracownikami amerykaskiej ambasady. Sam zdawae mi sprawozdanie, prawda? - Przecie to obdne kamstwo! - broni si oficer. - Wcale nie - tumaczy spokojnie Tibor. - A co robie pi miesicy temu, czternastego listopada, o sidmej wieczr? - A skde ja mog pamita? Moe byem w kinie? Moe tutaj pracowaem? - A ja musz pamita. Bo mi mwie, e bye w kinie Beke, na ostatnim seansie i podae pudeko zapaek obcemu mczynie, ktry ci prosi o ogie. Onci odda inne pudeko, bo w twoim kryo si ostrzeenie, kto ma ucieka, wycig ze ledztwa w mojej sprawie. - To wszystko zmylone, nie byem w adnym kinie, nie dawaem nikomu ognia. -Przypomnisz sobie, bdziesz mia na to do czasu w celi. I ja ci przypomn pewne szczegy, o ktrych mi opowiadae... Wykonae wszystko wedug moich instrukcji. A moe nie kryjesz w domu zwitka dolarw? - Nie mam dolarw! - Ju twoja ona zdya uprztn? Trzeba j wzi na spytki, puci farb. Byle trafi na pierwsz ni... Zobaczymy, co ona o tobie wypiewa... - Ale ty nie masz ani jednego dowodu przeciw mnie. Ani cienia dowodu - bi pici w st, zdawao si, e padnie na atak serca. - Mylisz si, mam! - przycisn do piersi zeszycik z wypisanymi angielskimi swkami. Oficer skoczy jak obkany, by silniejszy, wydar sowniczek. I wwczas poj cae dno upadku. Przecie by od winia zaleny i ten strzp czowieczy, saby, poniewierany, mg go wykoczy. Wystarczyo, by zezna tak, jak grozi. ledczy wiedzia dobrze, e ma rywali, ktrzy tylko czekaj, eby si potkn. Rozumia, e jest w puapce. Tibor mg si zemci, wcign za sob do dou. I wtedy zapaka, obrzydliwym szlochem, bez ez. Tumaczy, e ma on i dziecko, prosi, eby ich nie gubi... - A ja? -zapyta Tibor. Wtedy tamten musia poczu okruciestwo maszyny, ktrej sam by jednym z trybw.
  Kiedy Tibor owiadczy, e to by art, i nie myli zeznawa, by go wkopa, e to bya tylko lekcja wychowawcza, co w tamtym pko i powiedzia, e niech si tylko tak dalej trzyma, to mu nic nie zrobi. Nawet zadzwoni do ony Tibora i przekaza pierwsze wiadomoci o jego zdrowiu, jak zapewnia, anonimowo, z ulicznego automatu. Co si w nim zaamao, przesuchania stay si jedynie formalnoci. Tibora przeniesiono do innego wizienia, byo ich ju kilku w celi, zwrcono mu okulary, mg czyta ksiki. A jednego dnia usyszeli wycie syren fabrycznych i bicie w dzwony, myleli, e alarm, e wybucha wojna. Dopiero noc onierz strzegcy korytarza, jeden z wybranych, najbardziej godnych zaufania, uderzy pici w okute drzwi, eby ich obudzi, i zawoa: <Bdcie dzielni, wytrwajcie. Stalin umar. Niedugo Rakosiego diabli wezm>. Nie ba si tego penym gosem krzykn, cho do celi mogli nasa kapusia. Tibor mwi: <Wtedy poczuem przypyw mioci dla tego onierza, od ktrego oddzielay mnie okute drzwi, do mego stranika wiziennego, byem gotw za niego umrze. Czuem zachynicie zjednoczeniem narodu, byem naprawd szczliwy>. Po miesicu wstawiono mu zby, odywiano forsownie. Nawet dosta kwarcwk, eby znikna gipsowa blado. Myla, e szykuj go do wystpienia na nowej rozprawie. Tymczasem zawoano do kancelarii, oddali mundur, ucisnli rk i autem zosta odstawiony do domu. Dwa pokoje w jego mieszkaniu zaj jaki pracownik A$V$H, zreszt tkwi tam jeszcze, cho obiecuje, e si wyprowadzi... Prosi Tibora o interwencj w sprawie mieszkania dla siebie, bo <niewinnie skazanemu> musz pj na rk. On z wszechmocnego urzdu szuka u byego winia protekcji. A Tibor zostaje w wojsku. Oddano mu legitymacj partyjn, ktr poprzednio zaczono do akt oskarenia. Od takich jak on zaley, czym bdzie ten nasz socjalizm. Pomyl, mwi do mnie: <Jakie to szczcie, e mamy jeszcze towarzyszy, ktrzy t prb przetrzymali, wiernych sprawie i naszemu ludowi. Zapamitaj sobie Janosa Kadara, on tam jeszcze siedzi...> Rozmawialimy o jego przejciach jawnie, w kawiarni, bez poczucia zagroenia. Tibor wspomina i Ciebie, padao Twoje nazwisko w czasie ledztwa, stawiano mu Ciebie jako przykad lojalnoci, rzetelnej wsppracy. Pyta mnie, czy naprawd zoye przeciw niemu jakie zeznania? Zaprzeczyem gorco. Bardzo si ucieszy, bo jest spragniony ufnoci".
  Istvan przekn zgstnia lin. Tak, nasze postpowanie - rozwaa gorzko - ktrego motywy i dla nas samych bywaj niejasne, mona obrci na oskarenie. On ma t przewag, e przeszed prb, a ja nie - poczu fal napywajcego lku - on ma ju to za sob, a nie daj Boe, ebym i ja musia...
  Ciemna do, prawie fioletowa w ostrym wietle lampy, odcita biaym rkawem koszuli pezaa po stole.
  - Sab. Ju dawno podane - wabi Pereira - ja prosz i przypominam, a sab pi...
  - Nie pi.
  - Sab odszed daleko, a si baem... W naszej wsi jednemu babu syn zachorowa na studiach w Kalkucie i on si o niego zamartwia, wtedy te wyszed z siebie. Cho ciaem zosta, mona go byo szpilk ku, siedzia jak martwy...
  - Zawracasz gow. Czytaem list i zamyliem si. Zaraz zjem. Moesz odej.
  - Kiedy ja mwi sam prawd. On do siebie wrci i zapaka. A potem powiedzia, e syn umar i na drugi dzie przyszed telegram...
  - Id ju.
  Podnis oczy ku odsonitemu oknu. Zielonawe i te wiata dalekich latar wytyczay plac. Zatskni do Budapesztu, a go ssao we wntrznociach. Uj ostatni kartk listu i chon nierwne rzdki:
  "... bo jest spragniony ufnoci... - to czytaem. Mwilimy o jego przejciach z ca swobod... Nikt nas nie obchodzi, cho goci byo peno. Tibor ju przekroczy granic, przesta si ba, nie mona w nieskoczono dokrca ruby, bo przebije i zamiast trzyma idzie na luz. Co takiego stao si z nami. <Nie bdziesz mia bogw cudzych przede mn>, a lata cae o tym nie mylelimy. Nagle wszyscy przejrzeli, mwi o zmianach, jakby one ju si dokonay. A przecie A$V$H jest, agenci pisz raporty, na pewno pczniej kartoteki, tylko nie sycha o nowych aresztowaniach, jakby utraciy skuteczno, a nawet sens... Ju si nie mwi, e Rakosi powinien odej, ale szuka od razu nastpcw, jakby go ju ze Stalinem pogrzebano. Co dnia wya nowe dowody okruciestwa, zbrodniczej bezmylnoci i gupoty. Zwolniono z piwnic A$V$H osiemdziesicioszecioletni chopk, bo nie odstawia w terminie mleka. Starucha pisaa prob o uaskawienie do Horthyego, nawet nie wiedziaa, kto teraz na Wgrzech rzdzi. Na tej podstawie oskarona o sabota gospodarczy. Miaa spraw polityczn.
  auj, e z nami nie jeste, idzie gorcy czas, atmosfera naadowana elektrycznoci, ale pena powagi, powiedziabym nawet - wielkoci. Jest takie wschodnie przysowie: gdy pokrzywdzony czowiek wzdycha, ledwie jeden listek si zakoysze, a jak wzdycha udrczony nard, powstaje wicher, ktry zmiata wadcw. Czuj jego tchnienie, syszysz, to nie jest literatura, o ktr mnie pomawiasz. Chciaem, eby co z naszego Budapesztu mg zrozumie. ciskam - Bela".
  Siedzc ju za stoem, obojtnie jad ry, ktry mu Pereira podsuwa. Pi chodny sok z pomidorw, skroba yeczk cite na ld powki mango. Misz owocu topi si na jzyku mdym smakiem marchwi. List musia ukry jeden z kurierw, koperta otwarta, zapewne nie opar si i czyta, nocujc w ktrym z hoteli w Austrii, we Woszech, Turcji czy Pakistanie. A jednak dostarczy. A wic i ci najbardziej oddani te nie s pewni? I oni czuj solidarno z ludem, z ktrego ich wyuskano i uczono, by nim gardzili? Oni te sprzyjaj nowym wadzom? Porzdny chop, Bela, zaciska gniewnie splecione donie, musia mie dojcie, zyska zaufanie, bo dawniej wziliby i z miejsca wrczyli w ambasadzie... Nie chcieliby ryzykowa. Prywatna poczta? Kt moe wiedzie, jakie znaczenie mog mie te informacje? A moe list czyta ju Ferenz, a wic i ambasador, i podrzucono mu, eby wyprbowa, zobaczy, jak postpi? Ogarno go obrzydzenie.
  - Nie mona tak y - zacisn pici - nie mona...
  Pereira spoglda na niego z trosk, wydao mu si, e radca ma gorczk. Kiedy Terey wyszed do azienki, kucharz nieufnie nasuchiwa, potem unis flaszk whisky pod wiato i krytycznie oceni, ile ubyo, wida uzna, e nie za wiele, bo zla resztki ze szklanek po gociach, dopeni z butelki, siorbn mruc oczy, smakujc stenie, potem cicho wymkn si do kuchni.
  Istvan kry po pokoju, nie mg znale miejsca.
  Zabkany wierszcz przenikn do domu i niemiao podzwania w kcie pokoju. Motor w maszynie do chodzenia szumia i w penym blasku lampy leay zmite kartki listu pokrytego zielonym pismem.
  Wstrznity by listem. Chcia si z kim podzieli wiadomociami i tsknot. Chodzi po pokoju, zastanawiajc si, do kogo zajecha, cho robio si pno. Mia dwie osoby, ktre go o kadej porze przyjm, yczliwe, a dostatecznie dalekie, by nie krpoway - jedn by Nagar, a drug Judyta. Buzowa w nim niepokj jak pochodnia przerzucona z dalekiej ojczyzny, spragniony by rozmowy, gonych rozwaa, przewidywania wypadkw, obrachunkw.
  wiato lampy odbijao si na harmonijce zoonego listu. Przeczyta jeszcze raz pierwsze zdanie i odoy. Blask agodnym pkolem dobywa zielenie i rudawe motywy rozkwitajcych drzew na dywanie. Pamita, jak si broni, eby handlarz mu go nie wepchn. Udany dywan. Kojarzy si z Margit. Chciabym j widzie na nim, nag, jak czeka wsparta na okciu, palc papierosa. Biel ciaa ledwie munita fioletem, zotawe donie i dugie nogi, rdzawe wzburzone wosy. Chopice marzenie o kobiecie z napotkanej matissowskiej ilustracji. Wzruszy ramionami litujc si nad sob. Jak refren hinduskiej pieni powraca: "wszystko, czego pragnlimy i posiedlimy, ju zostao nam odebrane, wszystko, do czego nie wycigamy rk, jeszcze jest godne pocigu, wabi. Nie wydzieraj wiatu, a sam ci odda, nie chwytaj chciwie, a bdziesz mia. Wyobrazisz sobie".
  Nie, z tym si nie pogodz... Rosa w nim wilcza apczywo, dopa, pochwyci, napocz zbami, chepta. Nawet starga. Mie, eby si poczu uwolnionym.
  Otworzy drzwi do hallu. Sysza, jak kucharz krzyczy na sprztacza i miarowo stuka szczotka o flizy posadzki - szorowali kuchni.
  Podnis suchawk i nakrci numer centrali. Zgosia si dziewczyna, mwia przesadnie adn angielszczyzn jak pyta z nagran lekcj. Poprosi o Agr, hotel Tad Mahal.
  Kiedy tak sta owic dalekie zgrzyty, cienie gosw na linii, brakowao mu papierosa, jednak ba si odej, szuka na biurku, bo moe wanie zgosi si recepcja. Wrzaski z kuchni draniy nieznonie, plusk rozlewanej wody, nosowe komendy kucharza, ktry sub pomiata wykorzystujc fakt, e tylko on jeden zna niele angielski i moe si powoywa na autorytet saba. Trzeba go zmieni - rozwaa - zupenie mu si w gowie przewrcio... Zanadto si spoufali. Jednak nie uciszy ich, eby nie zwraca uwagi, umilkn i bd nasuchiwali, a moe uda si wymieni z Margit par serdecznych sw, pochwyci odmienione brzmienie gosu, moe dowie si nareszcie, kiedy przyjedzie do Delhi lub wezwie go do Agry.
  Wiedzia, e w pokojach nie ma aparatw, jednak zyma si z niecierpliwoci, kiedy portier pochrzkujc owiadczy, e zaraz miss Ward poprosi do telefonu... Kiedy odruchowo skroba paznokciem cian, rysujc pochye kreski, ktre zamieni w jej monogram, zdawao si, e dobiega go z dali zgrzyt cykad, ukrytych w zakurzonych festonach pergoli. Przywoywanie trwao nieznonie dugo, a do mdlcej pustki, waciwie nie mia jej wiele do powiedzenia, prcz tego jednego sowa, ktre tumaczyoby jego niepokj i tsknot, ale wiedzia, e tego sowa nie wypowie, e zdania bd martwe jak odlewy gipsowe, pamita o mnstwie uszu przysuchujcych si ich rozmowie, niemych wiadkach, znudzonych i wcibskich, jawiy mu si dziewczyny z brzkadami na szyjach i suchawkami przyklejonymi do wosw wilgotnych od potu i wonnego olejku, tkwi teraz na linii subowo i z przypadku.
  Nagle usysza gos Margit, inny, odmieniony dal.
  - Hallo! Hallo... - A potem z serdeczn nut rozpoznanie: - To ty, Grace?
  - Tu Istvan, nie spodziewaa si...
  - Nie. Nie ciebie... O jak dobrze, e zadzwonie. Dzikuj ci.
  Milcza, a ona zaraz podja:
  - Moe przyjedziesz? Kiedy ci zobacz?
  - W sobot wieczr.
  - Jeszcze cztery dni. Strasznie dugo. Czy mog do ciebie dzwoni?
  Nie odpowiedzia. Jeszcze znajomo z ni chcia ukry, jak chciwiec osoni, zachowa tylko dla siebie. Widzia same pitrzce si przeszkody, jak wiszce nad nimi lawiny, ktre tak atwo strci.
  - Dostaem twj list.
  - Ach, to ci poruszyo. A mylaam, e ty sam, e naprawd za mn si stsknie - odgad bardziej ni pochwyci uchem cie zawodu.
  - Tak jest - obliza klejce si wargi, nagle oporne.
  - Co: tak jest?
  - Tskni, Margit.
  - Gdyby to bya prawda, nie dzwoniby, tylko ju by u mnie by.
  - Kiedy nie mog.
  - Wida nie do tsknisz.
  Milcza ugodzony, przyznawa jej suszno.
  - Przepraszam ci - powiedziaa pospiesznie. - Jestem rozkapryszon jedynaczk. Zawsze miaam to, czego pragnam. Wiesz, e nawet czekanie sprawia mi rado, jakiej dotd nie znaam. Istvan, jeste tam? - zaniepokoia si nagle. - Hallo, syszysz mnie?
  - Tak - odpowiedzia gwatownie - wszystko sysz.
  Zabrzmiao tak, jakby wyzna - zapada we mnie, pojmuj, chon, wic mw dalej.
  Ale w suchawce odezway si i mskie gosy, niecierpliwe, karcce, woano Margit. Zabolao go, jakby caa poprzednia rozmowa bya chytrym wybiegiem.
  - Czekajcie, zaraz wracam... To Grace, moja przyjacika z Delhi... Mam u siebie mae party, za gorco, eby gdzie pj, siedzimy, suchamy muzyki Bartoka - usprawiedliwiaa si przed nim - troch popijamy, ale umiarkowanie. Sami swoi, nie bd zazdrosny, jest profesor, jest i doktor Connoly, ktrego obiecuj ci przywie, skoro go zaprosie... Tak strasznie chciaabym ci widzie - powiedziaa zupenie innym tonem. - A teraz, szybko, powiedz mi co przyjemnego, co mogabym wspomina przed zaniciem...
  Zawaha si, a potem sam zdziwiony wasnym wzruszeniem wyszepta:
  - Bd w sobot wieczorem.
  - To ju syszaam. Powiedz co wicej...
  - To wszystko - odpowiedzia i odwrci si gwatownie, bo spostrzeg dugi cie kucharza na cianie i gowa sprztacza wychylia si nisko, tu nad progiem, suchali, podgldali, ogarna go wcieko. Ale wtedy napyny z daleka sowa agodzce wzburzenie.
  - Rozumiem. Bardzo, bardzo dzikuj. Do soboty.
  Szczkna odkadana suchawka i zaraz rozleg si bezosobowy gos telefonistki:
  - Czy pan mwi dalej?
  - Nie. Skoczone.
  - Dzikuj - tchna i aparat dwikn krtko i raz, jakby drgnienie serca w dzwonku.
  apa oddech jak pywak wynurzajcy si z gbiny. Otar doni pot z czoa. Instynkt przestrzega, e jest we wadaniu ywiou, ktrego mocy nie zna. Bdzie musia tamtego wyprze... Zepchn w mrok. Gdzie si z nim zmierzy? Przecie nie we wzburzonej pocieli, gdzie pokonanie cienia byoby atwe.
  - Koczcie robot - powiedzia do kucharza.
  - Tak, sab, tylko mymy nie chcieli haasowa - odpowiedzia gorliwie, i na cianie wida byo cie, chud nog trci sprztacza i zaraz rozlego si koliste, miarowe drapanie szczotki.
  Przeszed do pokoju. Usiad w fotelu. Kiedy zapala papierosa, palce mu dray. W wietle leay kartki pokryte zielonym pismem. Nagle blem przeszya go pewno, e Margit nigdy nie potrafi poj, co kryje list od Beli, czym jest dla niego; cho kocha i jest kochana, zostanie obca.
  Nastpnego dnia pnym popoudniem, kiedy powietrze stao si gste od pyu, ktry si trzyma tu nad ziemi dyszc wchonitym arem, zescha, ta trawa kruszya si nawet pod uderzeniami nek polnych konikw, a zgiek cykad na wierzchokach prawie bezlistnych drzew brzmia wielk skarg. Terey podjecha do garau ambasady. Zgaso mu wiateko kierunkowskazu i mimo zmiany arwki nie chciao si pali. Zamiast grubego Premczanda zasta tylko Kriszana, ktry biela pod cian siedzc na pitach, jak chopi zwykli wypoczywa o zmierzchu. Do z dymicym papierosem niemal dotykaa czerwonej ziemi, zdawa si drzema z opuszczon gow.
  Nie drgn, gdy austin zatrzyma si opodal, i radca wysiad. ty odblask soca schowanego za domami opywa biel wziutkich spodni Kriszana, ciemne, zwieszone donie, dugie palce, przekrelone biaym papierosem... Czarna gowa, pokryta falami natuszczonych wosw, nie uniosa si, cho usysza sowa pozdrowienia:
  - Dobry wieczr, Kriszan.
  - Dobry wieczr, sab - odpowiedzia agodny gos dziewczcy z mrocznego wntrza garau.
  Cho wstydliwie nie wysza przed prg, Istvan widzc zarys postaci odgad, e jest moda i adna, zaplataa donie przed piersi, bo sysza przesypujcy si brzk srebra na przegubach. Czu, e tych dwoje co czy, mimo e kierowca nie odwrci twarzy, a dziewczyna nie zaznaczya swoich praw do niego, tylko patrzya z trosk ogromnymi oczami, ktre wilgotnym blaskiem lniy w pmroku.
  - Kriszan, co ci jest?
  - Nic, sab. Ja ju nie pracuj w ambasadzie. Ja myl...
   Zrobio mu si go al, przypomnia sobie zlecenie ambasadora. Oparty o mask zapali papierosa. Sysza, jak motor, cho zgaszony, oddycha lekko stygnc, dzwonienie wierszczy i suche szmery lici w pnczach na murze ambasady.
  - Bardzo mi przykro, Kriszan - zacz - wszyscy ci wspczujemy...
  Dwign czoo, bysny w ciemnej, wskiej twarzy pod krtko przystrzyonym wsem biae, rwne zby w kocim grymasie, mia si bezdwicznie, a dygotay mu barki.
  - Dlatego mnie wypdzacie.
  - Wiemy, co utracie...
  - Nie. Ona odesza, bo tego chciaa. Kazaa mi si oeni ze swoj modsz siostr, oni s ubodzy i nie maj na drugi posag. Nic si u mnie nie zmienio, bya ona i jest ona, nawet prosi, ebym j nazywa imieniem zmarej, bo j kochaa. Tylko gdzie ja teraz znajd prac?
  Terey z trudem pojmowa odmienno obyczaju, mier, ktrej wyrwano do rozpaczy, kiedy umiera si, eby wraca, zaledwie trwoy przejcie za czarn kurtyn. Poczu si niezdarny, nie umia z nim mwi, pociesza, straci zdolno porozumienia, mijali si.
  - Miae wydatki zwizane z pogrzebem, widzisz, my ciebie cenimy, mam ci przekaza pienidze... Powiniene odpocz, nie siadaj od razu za kierownic.
  - Ile? - uj banknot kocami palcw, trzyma w lewej rce, jakby zaraz go mia upuci z odraz, zacign si gboko dymem. W czerwonym rozjarzeniu bysno zmruone drwice oko. - Tylko setka?
  - To niemao, Kriszan - oburzy si radca.
  - Sab, mam jedno pytanie: jeeli zostan wezwany przed sd, czy sab zezna jako wiadek?
  - Ja nie byem wtedy z tob - przypomnia.
  - Ja te prosz tylko, eby sab zechcia powiadczy, kto podarowa mi sto rupii, nic wicej - teraz podnis si sprycie, szczupy i zgrabny, odrzuci niedopaek i uderzy stop, a sypny si iskry. - A moe nie bdzie sdu... Wtedy zapacicie mi wicej, o wiele wicej.
  - Nie rozumiem, Kriszan.
  - Gdyby pan rozumia, nie byby pan przyszed do mnie z t marn setk. Jeeli ambasador myli, e jestem gupi i byle czym dam si zatka, grubo si myli.
  - Ale kto ci wytoczy spraw? Nawet nie zawiadomiono ubezpieczenia, napraw pokrya ambasada.
  Znowu zachichota, potem podnis palec ku niebu, na ktrym trzepotay si opadajce w d coraz wiksze gwiazdy.
  - Kali - szepn. - Niech pan mu powtrzy. Kali i ja mylimy o nim - pooy ciemn, wsk do na piersi. I nagle zupenie zwyczajnym gosem ukadnego sucego spyta: - Uszkodzenie? Mam naprawi?
  Istvan zawaha si, czy ma z propozycji skorzysta, ale zdecydowa, e mu osobno za przysug zapaci. Chcia, eby wszystko wrcio do poprzedniej zalenoci, mia niejasne uczucie, e da si wplta w jak niedobr histori. widrowanie cykad dranio, wzmagao czujno, jakby ostrzegao. I dziewczyna stojca w mroku zaciskaa donie, bransolety podzwaniay tpo.
  - Lewy sygna nie pali, moe sprawdzisz instalacj, a potem przyprowadzisz wz pod dom, dobrze?
  Kriszan nagle pochwyci go wilgotnymi palcami za opuszczon do, podnis, przycisn do swojej piersi. Przez koszul czu, jak pod ebrami tucze si serce, udzielio mu si jego napicie.
  - Sab, jeeli jestem zy, bd bardzo zy. Nie mona zatrzymywa si wp drogi... Ronie gra kamstwa, chobym nie otwiera ust. Niech mu pan to powie.
  Terey wyrwa rk, szarpnicie byo o wiele za silne, gdy tamten puci j atwo, a zawstydzi si wasnej gwatownoci.
  - Ja zaraz sprawdz lamp - prawie krzycza - ja w tej chwili - gdy jednak zrobi krok w stron auta, osab jakby, wspar si niezrcznie na masce wozu, zelizn a zazgrzytay paznokcie. Wtedy z ciemnoci wysza drobna dziewczyna i z niespodziewan si przygarna go i poprowadzia bezwolnie stawiajcego kroki w gb garau.
  - On jest chory? - zapyta pgosem.
  - On jest saby - odpowiedziaa czule - on pali.
  Od razu wszystko stao si jasne - i te dziwne, niespokojne ruchy i zdania kwieciste - pali haszysz. Caa poprzednia sympatia, jak darzy kierowc, znikna, teraz zrozumia decyzj ambasadora, waciwie powinni by zadowoleni, e nie doszo do prawdziwego nieszczcia. Raz jeszcze okazao si, e nie mia racji, naiwna dobro atwo moga prowadzi do wydania w rce szantaysty, naleao kierowc zwolni, korzystajc z pierwszej okazji, dokona cicia.
  Wydao mu si, e mimo lekkiego oparu benzyny i smarw, wyczuwa przykry swd konopi, ale wszystko nakry ostry, zwierzcy odr perfum dziewczyny, ktra przysuna si w mroku.
  - Niech sab mu wybaczy, spotkao nas wielkie nieszczcie - prosia, podzwaniajc bransoletami - on jest peen smutku.
  - Mona mu jako pomc?
  - Nie. Musi si wyspa.
  Zapali reflektory i wyjecha na drog. Kiedy wsucha si w rwne granie motoru, poczu ulg. Doda gazu, jakby ucieka. W ambasadzie wiecio si jedno przysonite okno za krat. Szyfrant jeszcze pracowa. wiato kierunkowe naprawili mu na stacji Shella, gdy tankowa benzyn.

  Connoly, jakby usunity na bok ich zgodnymi odruchami, podobnymi do zmowy, mimo e go zatrzymywali, czstujc jeszcze kaw, zbiera kosmaty kapciuch z moszny jelenia, chowa fajk do flanelowego futerau gestem tkliwym, jakim matka otula niemowl. Podejrzliwie marszczc czoo jak pies, ktry w pocigu straci trop i teraz widzi kota rozpaszczonego na konarze zbyt wysoko, by udao mu si go dosign, zgadywa ca niezrczno sytuacji.
  Margit w prostej sukni koloru starej koci soniowej, z duym dekoltem, z ktrego wzniesienie piersi byskao biel, mwia z nienaturalnym oywieniem, jakby co miaa do ukrycia pod rytmem okrgych i pustych zda, waciwych na oficjalnym przyjciu, ale racych midzy kolegami, za jakich si uwaali. Istvan chwilami odwraca ku niej gow i rozjanienie w oczach, gdy jej wzrok napotka, kadego musiaoby zastanowi. Connoly zda sobie spraw, e jest niepotrzebny, cho oboje przytrzymuj go tak, jakby lkali si zosta sami w tym zapadajcym zmierzchu, na rozlegej hotelowej werandzie. Niejasno czu gorzki smak przegranej, w kocu nie on, tylko dziewczyna zadecydowaa, kogo wybierze. Nie mia szans, wbrew woli, jak sobie wyznacza. Nie mg ju biegu spraw odwrci ani zatrzyma, mg tylko opni, a poniewa wygldao, e oboje tego pragn, na przekr, podnisszy si, przetar doni rzedniejcego jea i powiedziawszy niefrasobliwie - "do widzenia" - odszed, wysoki, barczysty. Po jego plecach spyway plamy wiata przez otwory wygryzione susz w liciastym dachu pergoli. Pki go mogli widzie, szed przesadnie dziarskim krokiem, nie pasujcym do znuenia po dniu pracy, upau i spnionego obfitego lunchu, ktry w niego wmusili.
  Siedzieli w cieniu, ktry spiesznie stawa si zmierzchem, tak blisko, e rce ich mogy si teraz swobodnie dotkn, przygarn, splta, jednak nie uczynili najmniejszego gestu. Gdyby pozosta wiadek, wtedy - moe prdzej - z zuchwaoci, z przekory, po prostu dla zaznaczenia, e do siebie nale, cho to jeszcze nie byo prawd.
  Ponad drzewami wisia gwatownie bkitniejcy py i wosy Margit zrobiy si prawie czarne. Daleko za bram z kocim miauczeniem nienasmarowanych osi toczyy si grube, nie okute koa tong zaprzonych w woy, biaa ich sier miaa poblask fioletu.
  Musz to zapamita - powracao w Istvanie jak agodna melodia, pamita zapach suchych lici, kurzu i mierzwy. Gosy, piewne nawoywania wonicw kucajcych na dyszlach, w ogromnych turbanach, chwiejcych si jak zwide maki. wiato nielicznych lamp jeszcze nie razio, te, rozmazane plamy midzy drzewami wyznaczay postp nadcigajcej nocy. Przebiego pierwsze tchnienie niosce ulg. Jeszcze chwila i jak cios obuchem spadnie nagy podzwrotnikowy mrok.
  Ona te patrzya na Agr, miasto odmienione girlandami kolorowych arwek, wieczorn iluminacj, przeznaczon na wabienie turystw do maych sklepikw penych rzeb z koci soniowej, drzewa sandaowego i haftw, koronek, chusteczek batystowych o merekach delikatnych jak szron, ktrego tu nigdy nie ogldano.
  Ukradkowym spojrzeniem wodzi po jej szyi, czystym profilu, ustach lekko rozchylonych i nabrzmiaych od upau. Patrzya dugo bez drgnienia powiek, jakby zaniepokojona gwatownym przyborem nocy. Wydaa mu si w tej spokojnej zadumie urzekajco pikna. Pragn jej, chcia poczu ciar jej gowy w doniach i wosy przeciekajce midzy palcami, jak miedziane strugi. Zawisn nad wargami i nie caowa, tylko spotyka bliskim oddechem, przedua chwil oddania. I ona te si nie spieszya, uciszenie nikncego dnia czyo si z ich spokojn pewnoci, e do siebie nale, czy niedugo nalee bd, nie na mocy przeznacze, nieokrelonego losu, co pozbawioby buntowniczej radoci, e to oni siebie wybrali i sobie przypadn w darze, bo tego naprawd chc.
  Due chrzszcze buczc basem ulatyway nad skudlonymi festonami pnczy, i nagle, utraciwszy rwnowag, spaday z suchym szelestem, jakby kto z ukrycia rzuca kamykami chcc przerwa ich milczenie. Oboje odwrcili gowy, usyszawszy gniewne parsknicie; kotka z recepcji bia wycignit ap strconego chrabszcza, gryza z chrzstem pokrywy i zmiadonego owada z odraz wytrzsaa z pyszczka.
  Nadcigaa noc letnia.
  Ciemno pochona dziewczyn, wycign rk i pooy na jej doni, by mie radosn pewno, e jest w jego wadaniu. Wraz z ciepem dotknicia wydao mu si, e doszed delikatny zapach jej perfum, a moe tylko odwrcia gow i nozdrza pochwyciy wo nagrzanych wosw.
  - Chod - powiedziaa i palce si zwizay.
  Wsta z arliw gotowoci, jak posuszny ucze, ale ona nie skierowaa si pod arkady pergoli, tylko w gb parku, nad basen na wp wysuszony upaem. Pod cian pustej szatni stay poopierane leaki, odnaleli je atwo i usiedli obok siebie. Wtedy pergola rozbysa wiatami, wymknli si w por, bo kelner z piropuszem nakrochmalonej serwetki nad czerwonym turbanem ju zacz zbiera filianki, suba krcia si w tym wietle, po grotach penych liciastych stalaktytw.
  Milczeli. Od wody szo tchnienie jak z bagna.
  Garsteczka gwiazd utkanych z trzepotu wietlistego, jakby skrzyde waek, zdawaa si lecie ku ziemi. W basenie, w ktrym nikt si nie kpa, w wodzie zgstniaej, niby pokrytej rozmok elatyn, dygotay inne gwiazdy, zamcone chwilami, rozkoysane gwatownie przez topice si owady, ktre wpaday z pluskiem.
  W krzewach byskay wiateka puszyste, mce, przesuway si chwiejnym lotem, zostawiajc jeszcze za sob smug wietlist. Cay przestwr od nieba po ziemi by peen ruchu i niestaoci. Oto spywa agodnie zielony pomyk, zstpowa spiral i naprzeciw niego odbity w zakrzepym zwierciadle wypywa drugi, zdaway si biec ku sobie przycigane nieodpart si, czyy na moment jak w pocaunku i niky, zapaday w ciemno lub rozdzielay si spostrzegszy pomyk, jeden wzbija si w gr, a drugi zapada w gb czarnej wody.
  - Widzisz? - spytaa nieswoim gosem, niskim i troch zalknionym. - Narodziny i umieranie wiatw... Niesamowita noc.
  Milcza, zjednoczony z natur, bardzo spokojny.
  - O czym mylisz? Zdawao mi si, e ode mnie odszed, e jeste bardzo daleko.
  Odruchowo chcia zaprzeczy, uchwyci jej rk, nakry doni, szepcc - "o tobie myl", jednak powiedzia prawd, zaskoczony jej intuicj.
  - Przypomniaem sobie jedn tak noc z dziecistwa.
  - Wszystko, co jest i bdzie midzy nami, ju co ci przypomina? A ja tak chciaam, ebymy... Nie rozumiesz, e stae si dla mnie caym wiatem, jeszcze nie odkrytym. Zazdroszcz tym, co byli z tob, jak stawiae pierwsze kroki, dziewczynie, ktr pierwszy raz caowae, kolegom, ktrym opowiadae, kim chcesz zosta, dopiero stwarzae siebie... Nawet psom zazdroszcz, ktre chodziy przy twoich nogach, kady pysk na kolana, zaglday w oczy uwanym, rozumnym spojrzeniem. Jeeli mylisz, e jestem szalona, nie mylisz si: jestem szalona, szalona - powtarzaa w upojeniu, coraz goniej, jakby sama sobie nie dowierzaa. - Musisz mi mwi o wszystkim, aebym moga odzyska to, co mnie w tobie omino, opowiadaj o rodzicach, o swoim kraju, o ksikach, ktre lubie, o snach... Kiedy o tobie mylaam, musiaam sobie co chwila odpowiada: nie wiem, nie znam i jak rado mi sprawiao malutkie swko "jeszcze", czuam si jak dziewczynka przed zamknitymi drzwiami pokoju, w ktrym szykuj przyjemne niespodzianki. Mwiam sobie: on mi opowie, wprowadzi w swoje ycie, ile radoci i odkry jest przede mn...
  Milcza, oddycha gboko, ledzc bezwolnie godowe tace wietlikw w na wp oprnionym basenie i gwiazdy na bliskim niebie, ktre zdaway si lecie ku ziemi, bo ogromniay w renicach podpynitych z natenia.
  - Powiedz, o czym mylae - prosia - chc ci towarzyszy i w tym, co byo tylko twoje.
  - Po to mnie tu sprowadzia?
  - Chciaam by z tob, tylko z tob. Zaraz bdzie dinner i suba zniknie, gocie si usadowi, wtedy moemy przej. Cae skrzydo hotelu jest puste, malowanie po sezonie. Ja si obroniam. Obeszo si bez przeprowadzki, odwieyli pokj, kiedy wyjedaam na wie... Musimy poczeka.
  Zaskoczya go dwoisto jej mylenia, rozumne wyrachowanie, unikanie ryzyka, prba dostosowania si do miejscowych obyczajw i ten nagy wybuch stonych uczu, drapienej zachannoci, ch posiadania go wraz z ca przeszoci, bo chyba przyszo ju z gry sobie przyznawaa.
  - Niedugo pjdziemy - szepna, cieszc si niecierpliwoci, z jak na ni czeka, przynajmniej tak zrozumiaa sens jego pytania. Wycigna rk i pooya mu na skroni, zarysowaa kocami palcw skraj ucha, a drgn cay z pragnienia. Przychylia si, stukny o siebie ramy leakw, chciaa co powiedzie czy go pocaowa, ale usyszeli bliski chrzst wiru, dwch mczyzn wynurzyo si zza rogu budynku, podeszli nad brzeg basenu, zadudniy gono pyty chodnika. Zatrzymali si chwil, patrzc na harce wietlikw. Jeden rzuci papierosa, ktry czerwonym arem, niezharmonizowany, materialny, opisa uk i zgas, drugi dwukrotnie kopn gar wiru kruszc odbicia gwiazd. Mwili chyba po wosku, tu w Indiach brzmiao to dla Istvana znajomo, cho niezrozumiale, odchodzili niespiesznie. Nie dostrzegli lecych. Palce, ktre mu Margit pooya na ustach, przytrzymywa lekko zbami, ruszy gow, wtulajc si we wntrze jej doni, chwyta nik wo lekarstw, nikotyny i t wasn, skry.
  Przed nimi zielonkawe, puszyste wiateka wznosiy si i opaday, piszc znaki trudne do odczytania. Powraca obraz rozlegych pastwisk, traw, ledwie wyczuwalna wo dymu, a raczej biaego popiou z badyli, bo ognisko dawno zgaso.
  - Dobrze, powiem ci - zacz z namysem dobierajc sowa.
  Zsuna do, obejmujc go mocno, wcisna palce pod pach. Opara policzek na ramieniu.
  - Leaem na ziemi... Nie na trawie, bo ona ju si ugniota, tylko na ziemi. Wcale nie bya twarda, a cielesna... Czuem, e stanowi z ni jedno, e jest mi przyjazna, jak brzuch suki szczeniciu. Dokoa trawy, nie poamane moim ciarem, stroszyy si jak sier, byy rolinn sierci pachnc lekko ziemskim potem, ktry parowa pod ciep doni. Spadaa rosa. Pastuch spa opodal, ale przez spokojny sen oddzielony, nie do przywoania, tak jakby go nie byo. Syszaem tylko w gbokiej ciemnoci stpanie koni, suchy chrzst trawy ucinanej zbami, chrapnicia i westchnienia. Chwilami przesuway si tak blisko, e czuem drenie darniny pod uderzeniami kopyt i odr stajenny, dziki, podniecajcy jak smaganie witek rokity po ydkach i udach, gdymy nadzy, na oklep pdzili galopujcy tabun na pawienie do rzeki.
  Odwrci ku niej gow, mwi w suche, pachnce wosy, ktrych sprysty opr dopiero teraz wyczuwa w peni wargami.
  - Czy ty nie boisz si gwiazd? Podnie gow i patrz. Wybiegaj im naprzeciw. Wisz nad nami w otchani nieba. Lec w przestrzeni, ktr trudno ogarn myl... Moe ju nawet zgasy, a jeszcze ich blask przez wieki bdzie niebieskim ogniem ku nam pyn. W dzie uciekaj, staj si niewidoczne, noc, korzystajc, e pimy, e ich nie podpatrujemy, zbliaj si ku ziemi. Kady ma swoj gwiazd, ktra na niego czeka. Kady, i ty, i ja... Trzepocze si jak szklany jastrzb, krzesze iskry skrzydami. A kiedy kto umiera, wtedy jego gwiazda spada, zsuwa si jak pajk po nici gdzie na skraj horyzontu. One s straszne, gro, ostrzegaj, przd swoje promienie a do dna oka, do serca, ktre przeczuwa wyrok bijc niespokojnie. Wybra si midzy nie... Wspina wzrokiem wyej i wyej. Nie czujesz, e ziemia pod tob opada, a ty zawisasz jak puch dmuchawca, podbijany lekkim powiewem? Jake ciko wraca z tych zawrotnych wysokoci, z tego upajajcego lotu ku ziemi, w ciasne, snem odrtwiae ciao. Wpatrywaem si w gwiazdy, szukajc tej wasnej, ktra by daa mi znak, wybiega naprzeciw, zamrugaa powitalnie, wpatrywaem si a do ez... Czuem krenie ziemi i mojej krwi, i sokw w rolinach. Czasami wydawao mi si, e niewaki przycigany przez nie z przemon si, wzlec i ju nigdy nie wrc, a ziemia obudziwszy si zapomni o mnie, jakbym by tylko snem. Wtedy kurczowo apaem si traw, rozkrzyowanymi ramionami przywieraem do darni, czuem plecami kad grudk, spryst odyg zioa, a bliskie stpanie koni, uderzenia w muraw jak w bben, guchy puls stepu, uspokajay, usypiaem z niejasnym uczuciem ocalenia. e jeszcze nie dzi, chocia to nadejdzie na pewno, na pewno...
  Drgna, przywara do niego, palce zacisny si, wpiy w jego rami. Dokoa po chimerycznych orbitach przesuway si zielone pomyki wietlikw, a w dole na powierzchni basenu pulsoway niestae, pofadowane plamy utopionych gwiazd.
  - Ja nie chc - powiedziaa jak mae dziecko - syszysz, ja nie chc...
  Przygarn j, caowa zachannie. Nie opieraa si, wtuli twarz w zagbienie ramienia, przywar policzkiem do jej szyi. Chon j w siebie z kadym oddechem, syci zapachem skry, ktra natychmiast wilgotniaa i lgna tak, e ju zatracaa si granica midzy ich ciaami, przenikay oddechy, otwieray gboko wargi, mieszay jzyki.
  Przez mroczny park, porysowany pulsowaniem wiateek, przetoczyo si uderzenie w gong, wibrowao tward nut, bolao. Nagle wspara donie na piersi Istvana, z trudem dobywaa si z wntrza jego ramion.
  - Pu, prosz.
  Niechtnie usucha. Leeli obok siebie jak pywacy, ktrych wynioso na zmywan falami mielizn, wiedzieli, e j bliski przypyw zatopi, i jest przed nimi noc, dugie, wspaniae, jak walka o ycie zblianie si ku sobie, poznawanie, oswajanie i jednoczenie ostateczne. Noc ciepa i gsta jak czarny puch, w ktrym bd utajeni a do witu, podobnego do srebrnego zwierciada, penego wiata, kolorw i ptasiej, zmieszanej wrzawy.
  Sycha byo gosy goci spieszcych na obiad. Postacie w bieli przesuway si w wiatach zaszytych midzy warkoczami lici. Leeli ledwie dotykajc si domi, a jednak wibrowanie bez przerwy przepywao przez ich ciaa.
  Wreszcie ruch przy hotelu zupenie zamar i nastaa taka cisza, e brzkliwym ptonem dzwonio wahadeko w zegarku na rce podoonej pod gow.
  - Baam si - poskarya si. - Zapominasz, e to Indie i oni mog nas sysze...
  - Kto?
  - Taczcy bogowie, ktrzy drwi, szydz, lubuj si w drczeniu wyznawcw, a s bardzo zazdroni o ludzkie szczcie - uniosa si, pochylia i nagle z gniewem zawstydzenia poczu, e jej ciepe, wilgotne wargi przywary do jego doni.
  - Co robisz? - achn si, mniej by si zdziwi, gdyby mu zgasia na skrze ognik papierosa.
  - Istvan, jestem szczliwa - toczya gow po jego rce, omiatajc j wosami, parzc oddechem. - Ty tego nigdy nie zrozumiesz, ja znalazam siebie...
  Serce walio mu gwatownie - uderzenie nie w piersi, a w gardle, w uszach i wntrznociach, guche dudnienie wzburzonej krwi jak ciosy mota.
  Szli bez popiechu, nawet zachowujc przesadny odstp. Minli wiata pergoli i janiejc jak gowica latarni morskiej portierni, depczc wyschy trawnik, zmierzali prosto w mrok dugiej werandy, ku drzwiom jej pokoju.
  Szukajc klucza, Margit poczua na palcach gorc do, pamita, e zamek si zacina, i w tym gecie pomocnej gotowoci, jakim otworzy drzwi, by widomy znak napicia i niecierpliwoci.
  We wntrzu majaczya lampka zapalona przez sub, niski blask pada na rozcielone ko, jak biay turban zwisaa skrcona siatka moskitiery.
  - Zaczekaj - powiedziaa pgosem, wstrzymujc go wycignit rk, ktr przyciska do policzka, dotyka wargami. Spojrzaa z bezmiern czuoci, bya w niej spokojna rado: mam go, jest mj.
  - Zgasi?
  - Nie. Dla ciebie mog si rozbiera na rodku Delhi - odrzucia gow wyzywajco, strzsna wosy na rami.
  Prowadzi j oczyma a po drzwi azienki, dotar stamtd lekki zgrzyt bysku przy sukience, syk i trzepot zrzucanego jedwabiu. Rozplt wze moskitiery, ktra rozkrcajc si gwatownie chlasna go po twarzy biaym wiechciem, zostawiajc wo butwiejcej tkaniny, kurzu i pynu przeciw owadom, zasona opada i w niskim wietle widniaa jak przejrzysty namiot, ktry sigajc ziemi osania cae ko. Zacz si nagle spieszy, zrzuci sanday, zdar koszul, krawat lea skrcony jak zatuczony w. Nasuchiwa zmiennego szumu wody bijcej w ciao i kamienie posadzki, przesun doni pod pach, poczu ostry zapach potu. Przeklte Indie, potrzsn z grymasem gow, musz si opuka...
  Czeka. Unis bia, gst siatk i uklk na ku, ktre zadrgao pod jego ciarem, czeka z rkami wspartymi na udach, oddycha z trudem, zdawao mu si, e wypenia cay namiot arem swego ciaa z brzu i czarnej sierci.
  A przecie to ju raz byo, na pewno byo, ju to przeywa. Wszed do tego pokoju rwnie pewny jak dzi, e Margit bdzie jego, a jednak upokorzony musia odej. Wracaa w snach, mia j, przygarnia z caej mocy. A kiedy unis gow w zachwyceniu, zdawao si, e ich czas odmierza wielkie wahado skwierczce w ogniu. Zna, zna je do blu i odrazy. "Nie wywouj go, zapomnij" - odzywa si gos - "ycie naley do ywych". Brzydzi si sob i tryumfowa nad tamtym, bia z niego samcza sia, tors polniewa ykami potu, innego, ni wycisny mczarnie z tamtego ciaa.
  Nie dosysza jej stpania, sza boso, dopiero gdy zjawia si oparta o wiotk sie, poj, e jest naga i mokra. Przegroda ugia si pod dotkniciem jej doni i cofna, przenika wzrokiem moskitier, widzia wzniesienie piersi, linie biodra i trjktne zaciemnienie midzy udami. Podsun si na kolanach, wspar donie na jej doniach, mia j tu, oddzielon tylko pian przykurzonej siatki. Chcia Margit caowa, ale lekki zapach stchlizny i pynu przeciw owadom odpycha, chcia j mie opart o pier, przycisn do utraty tchu, do blu, by miotaa si w obrczy ramion jak ryba chwycona pod skrzela. Unis moskitier, odsaniaa si przed nim. Kolana. Uda. Odwieczny dreszcz, ktry przenika mczyzn, kiedy dobywa z ukrycia ciao kobiety, znajoma tajemnica, godna wzgardy i upragniona, marzenie chopcw, podanie oczu... Jednym szarpniciem przerzuci moskitier ponad jej gow, a spyna poza plecami, i oto osacza j, wyawia ramieniem, skada w pocieli, wdrowa po niej wargami, uczc si tego ciaa na pami, odnajdowa piersi powolne doniom, przywaszcza sobie paski brzuch, prbowa kolan zbami jak jabek. wiartowa j spojrzeniami, bya tu, i na mgnienie zapomnia o niej, chonc w zachwyceniu skr chodn z nie startymi kroplami wody, rzew, ktrej smak dopiero poznawa.
  Ociera si policzkiem o wntrze jej ud, bardziej gadkie ni wargi rebicia, czuje przemon rado w odkrywczych wdrwkach, gdy mu si poddaje, jakby odruchowo wybiegajc naprzeciw, przywiera i dry. wiadomie przemawia do jej ciaa, nie do niej, spoufala si z nim, amie opory przekupuje pieszczot, zmowa z zaog wbrew dowdztwu, ktre by gotowe jeszcze si broni. Porozumienie warg chwytliwych ze szczytem jej piersi, wchanianie jej ciaa, ktre nie niszczy, a ocala, oto ksztat ucha zapamitany ustami, palce przeczesuj pomienie wosw, owocobranie... Kradnie jej oczy pene wietlistych kruszynek, wargi na p otwarte w bezbronnym wydaniu odmienione, nieznane, wezbrane rozkosz. Ona mnie nie widzi. Przymkna oczy, zapomniaa, cho czuje jej donie igrajce po nim, municiem, gaskaniem pochliwym, podobnym do skrzyda jaskki krzeszcej iskr z niebieskiej gadzi stawu. Psennie podcigna kolana i rozwiera je ruchem motylim, a w tym bezwstydnym pragnieniu oddania jawi si pikno, ktre a dawi. Rce po okcie zanurzone pod jej plecy, twarz uwikana w twardych, pachncych wosach, chd jej skry, ktra do jego piersi przywara, niknie, ju nie wie, nie czuje, gdzie jego ciao si koczy, a jej zaczyna, jak przebiega granica, ktrej zacieranie tak sprawio mu rado, otacza j sob, chonie, i ona si z nim splata, jest pod ni, na niej i w niej.
  - Bardzo ci pragn, Margit - sania si jak ugodzony.
  - Przecie mnie masz - sycha sowa, niby wywoane z oddali, z dna sennego, i zdaje mu si, e nigdy jej nie podbije, nie zawadnie sercem, wyobrani, dlatego szuka porozumienia z jej trzewiami, wntrzem ze liskiego atasu, sodk muszl, jak szepcze, obyczajem zdobywcw nazywajc kad cz nowego ldu po swojemu, tajemn mow miosnych praktyk, podobn do zaklinania. Nieustanne wstpowanie, wzlot w chmury. I ona to pojmuje czujc jego ciar, widzi dwignit do gry gow, spalon socem wygit szyj, wie, e w tej chwili, cho cae to wyniesienie jest dziki niej, prawie j zapomnia, wzbi si i oddali... Margit kolebie si dziko, jak fala po przelocie motorwki zwiera si i karbuje. Jk jej staje si rozkosz mczyzny, niby ostatni gos konajcego wroga. Zby rozchylone, wargi obrzke, renice odpywaj zmcone, nie przyjmujce wiata... Oto jakby agonia, twarz powinna budzi lk, a jedynie zachwyca. I wreszcie ju ma, co ciga z takim uporem, ma, cho chciaby, eby ten lot trwa wiecznie... A ona ju ku niemu powraca, sprawdza, czy jest, zarowiona, jak dobyta ze snu, zawstydzona, e go na chwil porzucia i odesza w swoje ogrody, podglda teraz uszczliwiona, e moga obdarzy... Nagle, kiedy napite rce mu si zaamuj, opada na jej pier ciepymi, otwartymi do dna wargami, powoli peznie ku jej szyi, Margit szepcze mu w ucho: ajker... - wymawia to po angielsku - ajker... duga chwila agodnego otpienia mija, nim pojmuje: Ikar - wic si tylko umiecha.
  Le przy sobie pod biaym stokiem moskitiery, liskie od potu ciaa spoczywaj jak zgonione zwierzta, ktre ju si poznay i maj do siebie zaufanie. Palce Margit wdruj po jego piersi, wargi leniwie dotykaj, muskaj rami. Przesuwa jej do, ociera koce palcw o swoje wargi i szepcze:
  - Dzikuj.

VI.

  Jeszcze raz dokadnie powtrzcie mi jego sowa - ambasador cierpliwie ustala stan zagroenia. Twarz jego porowata, jak z sera przyprszonego bydlc sol, nad pici zgarnita fada obrzkego policzka. Niedobry zamys jawi si w ciemnych oczach podpuchnitych z bezsennoci. Rzednce czarne wosy poprzerastay siwymi, ktre sztywno si stroszc bielay jak porost na uschej gazi. - Wic Kriszan okaza si niewdziczny - mamrota - spodziewaem si tego. Tacy zawsze uwaaj dobro za objaw saboci... Trzeba bdzie zabezpieczy si przed jego chciwoci i gupot, ktra mogaby nam zaszkodzi. Tak, on jest przede wszystkim gupi. Nie zaprzeczajcie, gupi, bo nie wie, e mam go w rku. - Koloman Bajcsy wycign obrzk do, ktrej linie wewntrzne lniy od potu, i zacisn powoli w pi. - On nie ma adnych szans, eby nas podoi... Jednak dobry adwokat moe si przyda.
  Istvan natychmiast pomyla o Dobroczycy. Mecenas Czandra o twarzy bez wieku; drobna, prawie chopica posta Hindusa, ktry lubi trudne sprawy. Nie spieszy jednak z rad, skoro ambasador nie tylko o ni nie prosi, ale nawet nie dopuci go do sedna sporu z odprawionym szoferem.
  Lekkie i przewiewne ubranie z czarnej alpaki, od dawna zapomniane w Europie, tu uchodzio jeszcze za wykwintne. Konierz lni na zgiciach tustawo, a kiedy Bajcsy unis rk i potar ysiejce ciemi, Terey dojrza pod pach biay osad wypoconej soli.
  - Dzikuj - ambasador skin nie gow, a powiekami, w gosie brzmiao rozleniwienie pynce z poczucia wasnej godnoci i siy, ktra moga suy do niszczenia opornych.
  To "dzikuj", jakby dopuszczenie do wsplnictwa, napenio Tereya niechci, rodzio niejasny jeszcze niepokj i poczucie winy, wydao mu si, e zawid zaufanie kierowcy, e go sprzeda, nic nie zyskujc w zamian, nawet jednego srebrnika.
  Kroczy zamylony korytarzem. Drzwi od pokoju sekretarza byy uchylone, jakby oczekiwa przejcia radcy.
  - Zajrzyj na chwil - zawoa zrywajc si zza biurka - piekielnie przygrzewa... Stary wyjeda za dwa dni do Simli. Bdzie spokj.
  - Byaby pora, wyglda nieszczeglnie - skrzywi si Terey - le znosi upay. - Nie przyzna si, e Bajcsy nawet nie wspomnia o zamierzonym wypoczynku, zrobio mu si nagle wesoo, bo ten wyjazd oznacza i dla nich pocztek wakacji, a w kadym razie poluzowanie twardo przestrzeganych godzin pracy, odsiadywania nad papierami, celebry urzdowania. Otwieraa si przed nim ncca nadzieja swobody, okazja do zniknicia z oczu towarzyszom, nawet wypad parodniowy nie budzi zastrzee, udzielano sobie nawzajem rozgrzeszenia.
  - Ma powody - zajrza mu w oczy Ferenz - gupia sprawa. No, i nie jest ju pierwszej modoci.. Popatrz - odsun zason i biae, olepiajce wiato bluzno przez okno - niebo jak blacha. Motor si przegrzewa, a c dopiero jego stare, spracowane serce. Im szybciej pojedzie w gry, tym lepiej. Odetchniemy.
  Puci zason i dokuczliwe wiato przygaso, odczuli ulg. Sekretarz robi mie wraenie, schludny, z konierzykiem, ktry nawet nie zmik, z krawatem cignitym w nienaganny wze. Idea zaufanego urzdnika, ktry mimo ambicji, przez powcigliw yczliwo i poczucie lojalnoci, nawet gdyby pozycja szefa zostaa zachwiana, nie wyda adnej z jego tajemnic, nie pozwoli sobie na dowcip czy plotk, wie, e to wprawdzie mogoby zjedna chwilow popularno, ale suchajcym chciwie rywalom posuy moe jako malekie zastrzeenie, przyhamowa wstpowanie w urzdniczej hierarchii. Dla niego wiedzie, znaczy - korygowa zrcznie swoje postpowanie, nie popadajc w zayo, jednych dyskretnie spycha, o wzgldy drugich zabiega. Wiedzie, zna, przede wszystkim na wasny uytek, nie dla czczych popisw towarzyskich, e zosta wprowadzony w poufne, ogowi zbdne tajniki zabiegw politycznych, prby dyskretnego wynagrodzenia lub honorowego na jaki czas zejcia ze sceny, w sekrety protekcji w obsadzaniu dyplomatycznych placwek. Oczywicie bardziej podane byy ze strefy dolarowej ni wewntrz "obozu pokoju".
  - Mam do ciebie prob, Terey - zacz zwilajc kocem jzyka bibuk zbyt wysuszonego papierosa. - Duo w tym miesicu zamawiasz whisky u Gupty?
  - Nie. Na razie mam.
  - Mgby mi kupi dwa tuziny? Albo lepiej, eby ci gowy nie zawraca, podpisz tylko certyfikaty, a ja sam zaatwi... - ju wyjmowa z szuflady druczki i podsuwa Istvanowi. - Nie zapomnij o numerze legitymacji, bez tego niewane.
  - Szykujesz jakie przyjcie?
  - Ambasador jedzie, wic i ty znikniesz - umiechn si ze zrozumieniem - bo pewnie te bdziesz chcia wyskoczy, Indie ci wabi... Wszystkie obowizki reprezentacyjne spadaj na mnie i na on. Przy nowych celnych barierach alkohol staje si luksusem. Hindusi do nas cign jak muchy do miodu, pragnienie wzroso wraz z cenami. Na szczcie dodatkowe opaty nas nie obowizuj.
  Terey na stojco podpisa zamwienia.
  - Numer legitymacji atwy do zapamitania: czwrka, dwie dwjki i trjka.
  - Czwrka, dwie dwjki i trjka - powtrzy odruchowo Ferenz. - Tak, to atwe... Lepiej, eby Stary wyjecha, dla nas wszystkich zdrowiej - odprowadzi go do drzwi. - Gupia sprawa, a moe go wykoczy. Lepiej zreszt o tym nie mwi.
  - Rzeczywicie, lepiej nie rozgada sprawy - kiwa gow nie chcc si przyzna, e jeszcze bdzi po omacku. W ambasadzie tylko Judyta przyja jako zasad, e nic nie wie, a kada informacja jest dla niej niespodziank. Dopiero drobne poprawki, jakie wnosia, gdy dzielono si z ni sekretami, wiadczyy, e doskonale znaa przebieg wydarze i chyba znacznie wczeniej. Jednak gone objawy wdzicznoci i szczera rado nie pozbawiay goci przyjemnych zudze, e j zaskoczyli i olnili przyniesionymi nowinami.
  Istvan zaciekawiony i niespokojny, zapadszy w swoim pokoju, postanowi zrcznie j wypyta, przynajmniej tak sobie obiecywa. Dzie zapowiada si ruchliwie, troch go niepokoia zapowiedziana wizyta Daj Motala, amatora bezpatnej wycieczki na Wgry. Na szczcie przypomnia sobie pene drwicej powagi spojrzenie Ferenza i cich, uspokajajc uwag:
  - Nie odmawiaj, tylko owiadcz, e nadalimy sprawie bieg, decyzje zapadn w ciaach kolegialnych, we waciwym czasie i petenta si o nich powiadomi. Ju sama liczba mnoga zdejmuje odium urazy, spotkasz si z nim choby towarzysko, po co go sobie zraa... Pozwlmy mu spodziewa si cudu.
  Przegldajc listy, ktre czekay na odpowied, trafi na pismo Ilony. Zasmucia go martwa relacja, dokadne wyliczenie powszednich czynnoci, pochwaa rysunkw modszego syna i skarga na ssiadk mieszkajc pitro wyej, ktra w porze obiadu trzepie chodnik na balkonie i py leci przez otwarte okno. atwiej mu przyszo wyobrazi sobie ten rulon kokosowego chodnika spadajcy w d, a ciemno si robi w pokoju, ni Ilon, ktra szybkim krokiem zmierza, by zamkn okno, zacisnwszy usta, nie bdzie si przecie poniaa do ktni. Trudno mu byo powiedzie sobie, e z wyganiciem uczu kade sowo tego listu zamiast wiza z dalekim domem, stawa si znakiem przyjaznym, drani, odpycha, nie dopuszcza gorzkiego stwierdzenia: nic mnie nie obchodzi.
  List wypad mu z palcw, ley pord innych papierw, nie zaatwionych prb, odbitych na powielaczu komunikatw, gazet z pozakrelanymi artykuami, w stosie makulatury, niemy i zbdny. Niemoliwe, eby si pomyli, kiedy j pierwszy raz bra w ramiona... Kiedy szczliwy kad do na wezbranym onie, napitym jak dojrzay owoc, i sucha nieporadnego bbnienia malekimi pitami w ciany cielesnego wizienia. Nie. Nie, odpowiada sobie, kreli palcem zygzak w kurzu nawianym przez szpary. Soce si pali za oknem, szaroniebieski pie palmy przekrela niebo blaszanym gejzerem nieruchomych lici. Na siatce tucze si bzykajc w udrce zielona mucha, przywoane jej lamentem z trzech stron cigaj po cianie biae jaszczurki.
  - Margit - rozchyli wargi, twarz mu agodniaa, jakby samo jej imi, przywoane na pomoc, miao moc zaklcia.
  Dwie noce z Margit. Wic mona mie kobiety, a potem on, dzieci, i wreszcie jednego dnia odkry, e si nie wiedziao, czym moe by mio. Ze zdumieniem pojmowa, jak odmiennego znaczenia nabierao kade sowo, gest, spojrzenie. Wraca rytm pospiesznego oddechu, zapach wosw i skry, i ten najbardziej wasny, spotgowany zblieniem cia, ciepem indyjskiej nocy, ktra koysaa napierajc na widmowy agiel moskitiery.
  A potem owo nage osunicie si w sen z twarz wtulon pod jej rami, sen, ktry napenia zawstydzeniem. Pwiadome istnienie, jak ze wspomnie niejasnych najwczeniejszego dziecistwa, opiekucza blisko kobiecego ciaa promieniuje spokojem. Powraca mu rdzawy poblask na wosach Margit, bkit oczu szeroko otwartych, przegicie gowy wspartej na okciu.
  - Nie spaa? - pyta z uczuciem winy i nadziej, e ockna si przed chwil.
  - Chyba nie, szkoda mi byo traci ci z oczu - szeptaa tkliwie. -Spa mog wszystkie noce, kiedy ciebie przy mnie nie bdzie, puste noce...
  I wtedy zbudzi si naprawd. Pod skrzydami moskitiery uchowa si jeszcze niebieski osad mroku, a lampa stojca na ziemi to przekwitaa. Nie dowierzajc zegarkowi, odsun zason i odkry niebo jak mis pen rtci, traw bez ladu rosy, such, posysza krzyki ptakw, leccych parami ku basenom wok Tad Mahalu, popiskiwania, w ktrych ju odczytywa ar nadchodzcego dnia. Zasun ptna, prbujc przeduy agodny pmrok, ale blask ju si sczy szparami, jarzy na posadzce. Wic zawrci i przypad do Margit tak zachannie, jakby to byy ich ostatnie chwile.
  - No co? Co si stao... Przecie jestem - przygarniaa go wzruszona.
  A potem nage trzepoty rk, tusz, ciepo doni lizgajcych si po nagich plecach w miotle kropel bijcych z miedzianego sita, chodnych do dreszczu, oywczych, z twarz uniesion poddawali si szklanej chocie. Woda pachniaa stawem i rdz, zmywaa zamroczenie nocy. Nie wycierajc si, wciga pospiesznie koszul, ktra lepia si do piersi, plamy wysychay szybko. Kiedy podnis cinite palce Margit do ust i wymkn si pod dziurawy dach rozplecionych pnczy, sta ju biay dzie. Przed akwarium portierni podkasany sucy na patykowatych nogach urawia spryskiwa czerwony wir z konewki, udzc si, e zapobiegnie tumanom kurzu, ktry osiada na liciach. Portier spa z czoem opartym o rk, kosmyki lnicych wosw zwijay mu si na pochylonym karku. Kot liza wycignit tyln ap z rozczapierzonymi palcami i mruy te lepia niemal w szelmowskim umiechu. Terey oddycha gboko, powietrze pachniao sianem, gorycz lici i smo. Otwierajc drzwi swojego pokoju rozejrza si jak cigany, ale sucy kolistym ruchem skrapia podjazd, pochonity robot, nie zauway, e kto przeszed w cieniu pergoli. Nie nadesza jeszcze pora budzenia, gocie hotelowi spali twardo. Mg by pewny, e nikt go nie widzia.
  - Panie radco - usysza dyskretny gos indyjskiego urzdnika - czy pan jest dla Daj Motala? On by podobno umwiony, czeka na dole.
  - Zaraz schodz - odpowiedzia, ale gdy urzdnik cicho zamkn drzwi, chwil jeszcze siedzia, pocierajc powieki kocami palcw, jakby przebudzony ze snu.
  W mrocznym hallu, pod czujnym okiem wonego, siedzia chuderlawy Hindus, nogi w niebieskich szerokich spodniach podkuli pod siebie; ciemne donie na tle biaej koszuli poprawiay pask, wytuszczon kokard. W oczach, ywo spogldajcych zza szkie w rogowej oprawie, zna byo czujn gotowo, mia w sobie co sualczego i bezczelnego zarazem. Znajc ceremonia powitania, prbowa odgadn, jak jego sprawa zostanie rozpatrzona, czy rozmowa odbdzie si w hallu, midzy wachlarzami przykurzonych lici palmowych w drewnianych skrzynkach, czy zostanie poproszony na gr do gabinetu radcy. Chcc wymc pomylne zakoczenie wizyty, wsta usunie i zgarniajc papierow, naddart teczk zwizan tasiemkami rzuci si naprzeciw Tereya.
  - Witam caym sercem - zacz, skaniajc gow na rami - najlepsze pozdrowienia od mecenasa Czandry, bardzo chciaby si z panem spotka - mwi znaczco, z czego Terey wywnioskowa, e adwokat o niczym konkretnym nie wspomnia i tylko Daj Motal przechwalajc si znajomociami w wgierskiej ambasadzie skwapliwie owiadczy, e jest gotw przekaza pozdrowienia.
  - Dzikuj. Mio mi pana widzie. Jeszcze w paskiej sprawie nie otrzymalimy dyspozycji z ministerstwa, ale myl, e brak odpowiedzi pozwala ywi nadziej na pomylne rozstrzygnicie sprawy.
  Bysk niepokoju zapali si w oczach Hindusa, jednak ruszy do natarcia.
  - Wszystkie ministerstwa s podobne, w naszym te atwiej o zamwienie artykuu ni o uzyskanie doranej wypaty... Jestem przygotowany, e przyjdzie mi jeszcze dugo, cierpliwie czeka. Na razie gromadz materiay, zapoznaj si z histori waszego kraju, zwaszcza ze sprawami dotyczcymi ostatnich lat. Wcale nie jest atwo rozezna si w siach politycznych, ktre zadecydoway o powstaniu republiki... Mam wasne koncepcje, ktre mogyby pana radc zaciekawi, nakoni do poparcia mego zamiaru napisania ksiki o Wgrzech. Ale nie bdziemy chyba rozmawia tutaj, moe pjdziemy w zacisze paskiego gabinetu - uj Tereya poufale za okie, prowadzi ku schodom uprzejmie przekrzywiwszy gow, gotw w kadej chwili, sposzony pierwszym gestem zniecierpliwienia, wycofa si na pozycj pokornego petenta.
  Jednak Terey dawa sob kierowa, godzi si atwo na te zabiegi, ktrych wynik zna, i chcia tylko sprowadzi do kwoty nieznacznie naruszajcej jego budet.
  Kiedy ju siedli przy maym stoliczku, Daj Motal ruchliwymi palcami przysun sobie kasetk, osadzi papierosa w zkej kocianej lufce, czeka na podanie ognia, zaliczajc ten gest uprzejmoci jako punkt na swoj korzy, zacz wyuszcza wasn teori.
  - Wasz nard jest inny ni te, ktre was otaczaj. Bylicie zawsze krlestwem - zacz, patrzc z uporem w oczy radcy. - Macie u siebie wielu Cyganw...
  Terey sucha zaciekawiony, dokd zaprowadzi zuchwaa gupota tego zarozumialca, a pisarz, zapominajc o tlcym si papierosie, roztacza swoj wizj formowania si narodu, ktry, jak wiadcz bezsprzecznie pochodzcy z Radastanu Cyganie, musia wyruszy z Indii, zanim dotar po wiekach koczowania i podbojw na yzn rwnin naddunajsk. Przyznanie si do wsplnoty krwi miao by najwysz pochwa, a dowodami: zamiowanie do hodowli wow, muzyka skrzypiec, taniec, w ktrym rytm wybijano uderzeniem doni w napitek buta z cholewami... Cho tu, w Indiach, wysokie buty zastpoway szerokie rzemienne opaski nad kostk, obwieszone dzwonkami i grzechotkami... Dugo zachowany i uszanowany podzia na arystokracj i chopw jest wyranym odbiciem podziau kastowego.
  Niepostrzeenie ton opowieci, ktra miaa olni radc, uleg zmianie, Hindus mwi teraz, e o jego usugi zabiegaj Niemcy i byliby radzi, gdyby pisa o Federalnej Republice, bronic jej przed uporczywym szkalowaniem przez narody, wprawdzie dotknite dziaaniami minionej wojny, ale o umysach prymitywnych, niezdolnych do waciwej oceny historycznej misji germaskiej i wielkoci ofiary, jak ponis bohaterski nard niemiecki dla ratowania wolnej - jak to wyranie zaakcentowa - Europy przed zalewem bolszewickiego barbarzystwa. Zarysowa trudnoci, jakie mu sprawia wyowienie prawdy z przeciwstawnych opracowa i podsuwanych skwapliwie rde. Zaznaczy dyskretnie, e jest gotw w kadej chwili posucha wiatych rad ludzi kompetentnych, jednak pamitniki tak wybitnych osobistoci jak Churchill musz zastanowi, zwaszcza ostre okrelenia: "Rakosi i jego banda". Byoby mu przykro, gdyby jego niewiadomo zostaa wykorzystana przeciw narodowi wgierskiemu, ktry jest mu tak bliski. Jednak Niemcy zdradzaj due zainteresowanie jego twrczymi zamierzeniami, gotowi s poprze go finansowo, wic musi niestety wzi to pod rozwag.
  - O ile lepiej byoby - rozkada tkliwie donie - gdyby ambasada uatwia mi wyjazd na Wgry i sfinansowaa trzymiesiczny pobyt. Gdybym z bliska przyjrza si rewolucyjnym zmianom, mgbym sobie wyrobi wasn opini, zebra niezbite argumenty, ktre, opublikowane w prasie indyjskiej, mogyby suy przyjani midzy narodami i szerzeniu postpowej myli socjalistycznej...
  Jego piewna mowa, naiwna pomysowo i lkliwa wiara, e radc oczaruje, zyska poparcie, a moe nawet pienidze, budziy lito. Umia robi uytek z daru sowa, zniewala grzecznoci i gotowoci do ustpstw, by skonny jak ptak zadowoli si askawie rzuconym ziarnem, byle schylenie si nie wymagao zbyt duego wysiku. Siedzia ju znacznie duej, ni mia zamiar, czujnie badajc zmienne nastroje radcy; kawa, ktr poda wony, upewnia go, e trafi na dobry dzie.
  Soce palio si za przysonami, cykady dygotem skrzyde poruszay rozpalone powietrze, a monotonny, srebrny brzk usypia.
  Daj Motal bawic si paczk papierosw zmierza ju wyranie do osaczenia radcy w sprawie niewielkiej zaliczki, kiedy senny nastrj zmci telefon.
  Mwi Pereira. Zdarzyo si to po raz pierwszy. Tereya ogarn nagy lk, e stao si co zego w domu, pomyla, e sucy pobili si z ssiadem Sikhiem, opowiadano mu nieraz o napadach wciekoci brodatych wojownikw na samo podniesienie palca w niebo, co miao oznacza poudnie, por, kiedy od soca gupiej, trac gow, rozparzon pod kokiem wosw nietknitych noycami i gsto plisowanym turbanem. Widzia ju trupa czerniejcego na betonie podwrza i milczcy krg postaci omotanych w przecierada. A rozlazy gos Pereiry dugo przeprasza za miao, e w pracy niepokoi saba.
  Ju chcia gniewnie przerwa roztaczanie pawiego ogona uprzejmej wymowy, kiedy dostrzeg niezwyke skupienie na twarzy gocia, ktry wpatrywa si, prbujc pochwyci, czy telefon nie odbierze mu yczliwoci, nie wpynie na postpowanie radcy.
  Wreszcie kucharz, jakby spod kwiecistego szala odwin podarek, ciszy gos owiadczajc:
  - Ta pani jest w azience. Prosia, eby nikomu nie mwi, tylko zostawia rzeczy, a wpadnie po poudniu. - Pytam, czy j zatrzyma. Poda herbat? Uwaaem za swj najmilszy obowizek, wbrew jej zastrzeeniom, uprzedzi saba.
  Napicie w nim tajao; przyjechaa Margit, chcia ju biec, peen radosnej niecierpliwoci. Do diaba z ca ambasad, mona na godzin znikn. Nie ma spraw, ktre by wymagay natychmiastowych rozstrzygni. Zostaje tylko ten kandydat na pasaera na gap, trzeba go spawi.
  - Oczywicie, zatrzymaj, przyjmij tak, jakbym ja to zrobi. Zaraz bd - powiedzia do Pereiry.
  Odoy suchawk i zacz szuka papierosa. Daj Motal podsun mu z alem paczk, ktr ju uwaa za swoj.
  - Niech mi pan spisze swoje, zreszt bardzo interesujce, pomysy, prosz o przejrzysty konspekt paskiej pracy, w punktach, bez rozwodzenia si nad szczegami, to uatwioby decyzj...
  Widzia, jak twarz Hindusa drewnieje, Daj Motal przeczuwa jaow prac, dalsz zwok w uzyskaniu zgody na wyjazd, o ktrym marzy - ucieczk z Indii do kraju dentelmenw, do Anglii. Wgry byy etapem w tej wyprawie. Byle si dosta do Europy, to nie bezmierny kontynent azjatycki, z Budapesztu czy Pragi byo tak blisko do Londynu. Daj Motal wiedzia, e o wiele atwiej zapowiada brzmieniem gosu, kolistym gestem doni, rysujc smugami dymu z papierosa konstrukcje przyszej ksiki, ni ustali jej ksztat w punktach, ba si szyderczego mrugnicia, jakim si bd za jego plecami porozumiewa pracownicy ambasady, potrzsajc arkuszami streszczenia przyszej ksiki. Spada z wysokoci, na jakie si wzbi, kres nadziei, rozpaczliwie - jak ustrzelony ptak - trzepota skrzydami wymowy.
  - To bdzie wymagao dodatkowych lektur, wycznego skoncentrowania uwagi na sprawach wgierskich, zajmie mi sporo czasu - zacz.
  Wida byo z yczliwego umiechu radcy, e wanie mu ta zwoka dogadza, e nawet na ni liczy.
  - Tylko, e praca nad konspektem ksiki oznacza ograniczenie doranych zarobkw, musz odrzuci wszystkie zamwienia na artykuy, moe nawet uraajc odmow moich przyjaci z ministerstwa...
  Tak, to jednak bya klska, spada mylc z pogard, co za szalestwo kazao mu tak szczegowo roztacza zarys odlegej ksiki, niemal podsuwa przeciwnikowi odkryte karty - przegra. Musi upokorzy si, prosi. I wanie to zostao mu oszczdzone, bo radca si spieszy.
  - Drogi panie Daj Motal, doskonale zdaj sobie z tego spraw - powiedzia rzeczowo - dlatego bylibymy skonni da zaliczk, skromn, bo tu chodzi o zarys kilkustronicowy przyszego dziea, ktre chyba bdziemy opaca w miar postpu prac. No, dajmy na to... - widzia godne spojrzenie Hindusa, renice zdaway si ssa poprzez szka z tustymi ladami odbitych palcw. Motal porusza wargami jak pies, ktremu przed nosem potrzsaj smakowitym ksem, budzi lito - trzydzieci rupii, no, pidziesit...
  Jednak Hindus by dobrym graczem, przekn nieoczekiwan obietnic zaliczki bez drgnienia. Widzia perspektyw miesicy, jakby amfilad pokoi penych wiate, gdzie za kadym progiem czeka go rka gotowa wyliczy kilka banknotw, dziecinna rado mieszaa si z wyrachowaniem i leniwym spokojem, ktry nakazywa najpierw bra, a dopiero potem zastanawia si, jak si wykrci od zobowiza.
  Terey nie dopuci do nowej tyrady, tylko sign po portfel, wyliczy pienidze. Poprosi o pokwitowanie. Te proste czynnoci uatwiy zakoczenie rozmowy, wyprowadzony do hallu Daj Motal wylewnie dzikowa za zrozumienie jego najlepszych intencji i poparcie. Istvan sta bez umiechu, marzc, by jednym pchniciem kolana wyrzuci go z ambasady w gorcy blask dnia.
  Nie wrci ju do gabinetu, tylko zadzwoni uprzedzajc sekretarza, e ma spotkanie na miecie i wychodzi.
  - Na dugo? - zapyta Ferenz.
  Chcia mu krzykn przekornie: na zawsze - ale si opanowa i zapewni, e po godzinie wrci lub uprzedzi telefonem, jeliby rozmowy si przeduay.
  Wsiadajc do wozu zerkn na zegarek, nawet dziesi minut nie mino od sygnau kucharza, wic to tylko jemu tak si czas duy.
  Kiedy austin zahamowa przed furtk, czokidar w oklapym pciennym kapeluszu zwar kolana porysowane rowymi bliznami i stuknwszy w such spkan ziemi bambusow pa, gronie ruszajc podkrconymi dziarsko wsami, zameldowa:
  - Milady jest...
  Ledwie odchyli pncza, ju wsun si jak widmo kucharz, ktry pilnowa drzwi, i szepn:
  - Milady pije herbat.
  Podawali go sobie z rk, dawali znaki jak wsplnicy, oba meldunki brzmiay niemal po zbjecku: mamy j. Istvan zdoa zauway, e kucharz doceni znaczenie wizyty, by w caej koszuli, lnicej niepokalan biel.
  - Czy pani bdzie na obiedzie? Mam kupi co dobrego?
  - Nie wiem. Ale lepiej kup. Ile ci da?
  - Nic, sab. Ja wezm ze swoich i przynios rachunek... - patrzy z rozrzewnieniem, z jakim matka spoglda na jedynaka, ktry wanie zbi wazon. - To jest prawdziwa lady...
  Na widok wchodzcego Margit podniosa si, wycigna obie rce. Bya w niej urzekajca prostota i wieo. Podobaa mu si skromna sukienka w cynobrowy dese, pamita, e materia razem wybierali pod arkadami Connaught Place, wabia zotawa cera i cikie sploty wosw, ktre tak atwo day si ukada. Jej niebieskie oczy rozwietli nagy blask, usta zdaway si prosi o pocaunek. Obj j, koysa lekko w ramionach pieszczc wargami. Opara skro o policzek, lgna caym ciaem.
  - Och, Istvan, Istvan, jak strasznie dawno ci nie widziaam - alia si, apic pieszczotliwie zbami koniec ucha. - Kiedy profesor powiedzia, e jedzie do Delhi, prosiam, naprzykrzaam si, Connoly, porzdny chopak, obieca, e mnie zastpi...
  Usiedli obok siebie, trzymaa kurczowo jego do, jakby w lku, e j opuci. Opowiadaa o przyjedzie komisji U$N$E$S$C$O, ktr ma jutro wita na lotnisku. Cay program waciwie ogranicza si do oficjalnych uroczystoci, w ktrych powinna pokaza si, zaznaczy swoj obecno, zaproponowa, e dotrzyma towarzystwa, a potem moe znikn, zanim j pochwyc tryby gocinnoci, obrzd zwiedzania miasta, ustalony przez gospodarzy. Jedno byo pewne, e miaa wolne popoudnie i noc, o czym mwia otwarcie jak o sprawie, ktra jednako ich dwoje obchodzi.
  - Zostaniesz u mnie - powiedzia, patrzc jej w oczy, tczwki miaa przejrzyste jak landrynki, pamita grzechot blaszanej szufelki w szklanym soju, kiedy sklepikarz je nabiera, patrzy wtedy z alem, jak zsuway si na szalk wagi, zawsze ich byo mao, w roku ukrconym z oddartego papieru.
  - Czy to bdzie rozsdnie?
  - Szkoda, e nie jestemy Hindusami, mona by wszystko zrzuci na przeznaczenie. Chc, eby zostaa.
  - I ja. Widzisz, e prosto tutaj zajechaam. Tylko, eby nie mia przykroci w ambasadzie... Czy to da si ukry?
  - O ile znam Indie, raczej nie. Wobec tego, naley ich z twoj obecnoci u mnie oswoi, odebra posmak tajemnicy. Po prostu bdziesz tu jak u siebie. I tak ju ma zosta.
  - Nie zdajesz sobie sprawy z tego, co powiedziae. Masz przecie on, cho jest daleko, ale j masz. yczliwi koledzy donios. Zaczn si przykroci.
  - Wic co radzisz?
  - Nie powiniene w niczym zmienia swoich zaj. Ja mog tu czeka albo podjad o zmierzchu. Subie moesz paci za milczenie... atwo zapewni sobie ich przychylno.
  - Przyznaj si, moe ju to zrobia? Kucharz nazwa ci prawdziw dam.
  - Daam mu dwie rupie za wniesienie walizki.
  - A czokidar dosta za otwarcie furtki? Teraz wszystko rozumiem. Wesza tu jak ksiniczka.
  - le zrobiam? Ich tak atwo uszczliwi. Chciaam, eby i oni odczuli moj rado.
  Wpatrywa si w ni zachwycony: prosty nosek, lekki uk brwi, pociemniaa powieka. Jake j kocha.
  - Nie pij - pocigna go za obie donie, ktre ciskaa palcami.
  - Nie - wstrzsn gow - mylaem, jak ich zmusi, eby milczeli, chyba postrasz ich troch, eby si nawzajem pilnowali.
  - Czy to pomoe? Zaczynamy wojn i tylko na siebie moemy liczy.
  Palce jej od ucisku zwilgotniay, kiedy opuci gow i dotkn ich ustami, poczu, e pachn lekarstwem i nikotyn. Gadzia mu szczotk wosw. Tak pieci si konie - pomyla. Chwyta lekk wo sukienki,ptna nagrzanego od soca, ktre wpadao biaym zomem przez okno, czu ciepo jej uda, o ktre si wspiera, a przebiegao mrowie.
  - Czy nie masz ochoty, ale tak na chwil, bodaj na chwileczk, pooy si ze mn.
  - Mam - odpowiedziaa z radosn gotowoci, ktra a go dawia. - Tylko czy na chwil warto?
  Zamia si szczliwy, pomaga jej rozpina guziki na plecach.
  - Moe by przynajmniej drzwi zamkn... Jest dzie - prosia garnc si do niego.
  - Tu nikt nie wejdzie - mamrota wargami wcinitymi midzy jej piersi, cho wcale tego nie by pewny, bo zna gupot suby, myla o aucie, ktre powinien by wprowadzi do garau, o kluczu, ktry wystarczy przekrci, jednak nie mia siy od niej si oderwa, pi j jak wdrowiec zabkany w pustyni, ktry nareszcie przypad ustami do rda.
  Widzia przed sob jej oczy szeroko otwarte, pene zachwytu i przyzwalajce.
  Kiedy ukoysani wypoczywali suchajc podwojonego echa piszczaki handlarza zabawek i wrzasku cigncej za nim dzieciarni, cisza powracaa, w ktrej tylko sprzedawca lodw zawodzi swoj piosenk zachwalajc.
  - Krem mroony, bardzo dobry, sodki jak mid, waniliowy, pistacjowy...
  Wartownik grozi pak i chrapliwym krzykiem odpdza chopcw od auta, a nawet spod brzkania wierszczy od czasu do czasu dolatywao pluskanie wody z odkrconego hydrantu, wida ogrodnik prbowa pokrzepi zwarzone upaem mode bananowce.
  Byo w nich wielkie ukojenie. Nie spieszyli si nigdzie, nawet nie lgnli do siebie, wiedzieli, e s w przychylnej gotowoci, w zasigu oddechu, warg, municia rzs.
  - Byo mi dobrze - mwia sennie, kadc na nim kolano, gadzc leniwie stop.
  Telefon dzwoni dugo, jednak nikt go nie przyj. Wszystko, czego pragnli, byo w nich. wiat odpywa agodnymi dwikami, ktre przenikay ciany domu i gasy, by za chwil znw si przypomnie.
  Margit czesaa si jeszcze, kiedy wyszed do jadalni, zobaczy rozoone nakrycia, czajniczek z herbat omotany rcznikiem i wiee kwiaty: lwie paszcze te i rdzawe.
  W kuchni jak wymit, spostrzeg sucych przez okno, siedzieli w kucki, w cieniu, oparci o cian, zabawiali si rzucaniem noa. Stary onierz, czokidar, trafia w pudeko zapaek pooone o kilka krokw dalej na wydeptanej ciece. To on dojrza pana za szyb i da znak kucharzowi, ktry nadbieg peen urazy.
  - Dlaczego sab na mnie nie zadzwoni - skary si - bybym czeka... Ale wszystko i tak jest do herbaty przygotowane. Telefonowa malarz, Ram Kanval, czy sab przyjdzie... Nie wiedziaem, co odpowiedzie, on upar si, e bdzie czeka na rogu ulicy, do niego nie jest atwo trafi.
  Terey spoglda na pobrudone troskami czoo, siwe nastroszone wosy, oczy jakby zasze mgiek.
  - Suchaj - zacz powanie - czy jest ci dobrze w moim domu?
  Pereira zoy donie jak do modlitwy i uderzy nimi w chud, czarniaw pier, a zadudnio.
  - Sab, ty wiesz, jeste moim ojcem i matk, ja i moja rodzina yjemy w twoim cieniu.
  - To, co si dzieje w tym domu, naley do mnie i do ciebie. Wystarcza, e my dwaj wiemy. Ja mam piercie z diamentem, a ty powiniene by szczliwy, e masz bogatego pana. Rozumiesz?
  Czarne oczy bysny spod uniesionych powiek, pojmowa, o czym mowa.
  - Ale nie wszyscy musz o tym wiedzie, bo zawistnych i chciwych nie brak.
  - O tak, sab, duo jest zych ludzi - przytakiwa.
  - Jeeli wic dowiem si od znajomych, ktrzy syszeli od swojej suby, a ona od was, e mwisz o piercieniu, ktrego ceny nie znasz, moesz wicej do kuchni nie wraca, choby nawet drzwi byy otwarte. A ja przyjm innego kucharza, ktry bdzie mi suy i umia milcze... Zrozumiae?
  Patrzy uwanie, z namysem.
  - A jeli sprztacz, bo on ma wstp do pokoi... A jak czokidar? On noc chodzi wok domu i pi na progu jak pies, a jeli oni wygadaj?
  - Przestrze ich, e odprawi wszystkich, bo lubi spokj. A ty wiesz, kucharzu, e nie mwi na wiatr.
  - Tak, sab - potwierdzi przejty. - O ktrej ma by dinner?
  - O dziewitej. Przygotuj pociel w drugiej sypialni. Milady jest moim gociem i zostanie tu na noc
- mwi cicho, z naciskiem. - Jeste rozumnym, starym czowiekiem i zapamitaj sowa, jakimi j powitae: ta pani jest prawdziw lady. Chciabym, eby ni bya i w waszej mowie, nawet kiedy rano opuci ten dom.
  Widzia krople potu na czole Pereiry, t lep cian podwrza przecit ukonym cieniem. Wielkie blaszane kuby wydaway cierpk wo fermentujcych upin, spod wieka furkotay wielkie, skrzydlate karaluchy.
  Zlany wod beton wysycha plamami, Istvan czu mdlc, sodkaw wo odchodw z otwartych roww ciekowych. Powolne gardowe gosy rozlegay si za murem, z dala podzwaniay rowery, zbliaa si pora wyrojenia z pracy, godzina, kiedy szos spyway gromady cyklistw, obejmujcych si ramionami, leniwie depczcych peday.
  - Czy mam usugiwa przy stole?
  - Tak. Tylko umyj rce, bo opierae je o ziemi - rozkaza i poszed do swojego pokoju po Margit, ktra witaa go porozumiewawczym opuszczeniem powiek i rozchyleniem warg, nad ktrymi jak jastrzb si way.
  - Chod, czeka na ciebie "filianka bardzo aromatycznej herbaty"... zaprasza przedrzeniajc pochway kucharza. - Moesz nawet jej smak zepsu yeczk wieej mietanki.
  - Nie burz sobie programu dnia moim nie zapowiedzianym przyjazdem - prosia chrupic grzank, na ktrej topio si maso pod pomaraczowym demem - chtnie tu na ciebie zaczekam. Ale byabym szczliwa, gdyby mnie ze sob mg zabra, ebymy si nie rozstawali, jeli tylko...
  - Miaem by u malarza Ram Kanvala, ale mog w kadej chwili odwoa spotkanie. Znasz go, by na lubie Grace, pomaga nam kupowa sandaki.
  Popatrzya wietlistymi oczami.
  - Wypadaoby do niej wpa. Przecie si przyjanicie.
  - Nie wiem, czy jej gdzie rada nie porwa - prbowa odwlec spotkanie. - Stale wyjedaj.
  - Sprawd, zadzwo. Poczuaby si dotknita, gdyby wiedziaa, e jestem w Delhi i nie zajrzaam do niej... Ciekawe, jak si czuje w maestwie... Bardzo si zmienia? Waciwie to Angielka, a nie Hinduska.
  - Tak mylaem, ale nie poznasz jej teraz, jest prawowiern Hindusk, straciem z ni kontakt od dnia lubu - tumaczy wykrtnie - z nim te... Przesta bywa w klubie.
  - Przyznaj si - grozia palcem - podkochiwae si w niej. Zreszt c dziwnego, jest liczna. Gdybym bya mczyzn...
  - Jeszcze nie znaem ciebie - powiedzia szukajc szczerze usprawiedliwienia.
  - Jeeli a tak ci jej maestwo dotkno, nie musimy tam i - zgodzia si atwo. - Tylko we mnie teraz ze sob. Czy ten malarz bdzie o naszej wizycie rozpowiada w caym miecie?
  - Myl, e nie - wola wypraw do Starego Delhi ni wieczr u rady, lka si spotkania Grace z Margit i bysku szczcia w jej oczach, odruchowych drobnych gestw poufaoci, ktre zazdrosna kobieta od razu odczyta. - Dobrze, pojedziemy do atelier Kanvala.
  Caa suba przycupna pod lepym murem podwrza, obserwowaa uwanie ich odjazd. A wic oni w lot chwycili, co si dzieje, i usunli si z domu, po spenieniu obowizkw, zostawiajc nam swobod - pochwali ich w mylach. - No, zobaczymy, jeeli uda si zrobi z nich stranikw naszego sekretu, potrafi milczenie wynagrodzi.
  Prowadzc austina, wymijajc rowerzystw nadlatujcych w opocie biaych pidam, chybotliwym ruchem podobnym do lotu motyli, dostrzega w plamie soca wpadajcej przez szyb donie Margit lece tak blisko, e z trudem powstrzymywa si, by nie zdj rki z kierownicy i nie pogaska. Na starym trakcie musia zwolni, auto grzzo midzy tongami, ktre nie chciay ustpi, cho skowyt sygnau niepokoi poganiaczy. Podnosili si, ogldali bezradnie, ale nie mieli dokd zjecha, wic znowu kulili si, przysiadajc na grubym dyszlu midzy zadami powolnych dugorogich wow. Do wntrza auta zalatywa odr spracowanych bydlt, mierzwy i cierpkiego dymu, ktry snu si z ognisk palonych przed lepiankami.
  Dalej zaczynay si prawdziwe domy, trzy- a nawet czteropitrowe, i roso kilka drzew, ktre mimo dugotrwaej suszy nie utraciy lici. Powstawaa nowa dzielnica, ulice jeszcze nie miay nazw, ale jak zwykle w Indiach wszyscy mieszkacy si znali i a za duo o sobie wiedzieli.
  Ram Kanvala dostrzeg z daleka na samym krawniku. Sta chudy, wysoki, krcc gow jak kwoka, ktra zgubia piskl. Krzykn rozkazujco na tongi, bo lepo pary na hamujcy samochd, przystaway w skrzypieniu osi, postkiwaniu wow. Malarz rozsiad si z ulg na tylnym siedzeniu, wsun gow midzy Istvana i Margit, pokazywa, jak mona zajecha przed dom, w ktrym mieszka. Droga w paru miejscach bya rozkopana, zakadano rury wodocigw i kable.
  Gromady dzieci bawiy si na jezdni, auto cigao uwag, gnay za nim, towarzyszyy, gadzc doni nagrzane blachy jak koci grzbiet. Malarz wyznaczy dwch chopcw z ssiedztwa do pilnowania wozu, krzyczeli na dziewczynki, eby nie mazay palcami po botnikach.
  - Mieszkamy na drugim pitrze, miss Ward - objania idc przodem - mamy cztery pokoje... Jednak moja pracownia jest na dachu, w barsati. Na dachu mam wicej wiata. Moe pastwo zajd na kaw?
  Ze wszystkich mieszka otwarto drzwi na klatk schodow i dzieci wbiegay, przywoujc starszych, ktrzy przygldali si ciekawie Europejczykom.
  - Zazdroszcz takiej wizyty - tumaczy mile poechtany - musz im szepn, kogo mieli zaszczyt widzie. Waciwie straciem nadziej, e pan przyjedzie. Dyplomaci tak atwo obiecuj, a potem zwodz... Jestem malarzem, nie kupcem ani urzdnikiem, ze mn nie trzeba si liczy. Nikomu nie zaley na mnie.
  Ciasne schody, schlapane jak krzepnc krwi czerwonymi bryzgami wypluwanego betelu, wiody w zapachy kuchennych przypraw i wrzcego oleju kokosowego. Dzieci czepiay si porczy, chciay bodaj otrze si o odmienne ubrania Europejczykw.
  - Moja najmodsza siostra - przedstawi drobniutk dziewczynk w winiowym sari, ktra skonia si z powag. - Czy pastwo bdziecie jedli ciastka. Bo nie posyaem, pki nie miaem pewnoci, e przyjedziecie. Dobre s tylko wiee.
  Terey wiedzia, co si za tym kryje. Malarza nie byo sta na urzdzenie przyjcia. Gdyby gocie zawiedli, wysuchaby gorzkich uwag rodziny, e wyrzuca ich pienidze.
  - Nie, dzikujemy - odpowiedzia za Margit - wanie jestemy po herbacie.
  - Ale kawy nie odmwicie? Kawa ju si parzy - prosi, apic nosem aromat. - Pozwlcie pastwo, e przedstawi paru czonkw mojej rodziny.
  Toczyli si w drzwiach mieszkania, tak jakby nie tylko nie mieli zamiaru ich do wntrza zaprosi, ale nawet nie chcieli, by tam przedaro si bodaj jedno ciekawe spojrzenie.
  - Mj ojciec, emerytowany major - przedstawia siwego staruszka - szwagier zajmuje si porednictwem, sprzedaje place budowlane, och, on zarabia - zachwala z dum, cho ten zmczony czeczyna w marynarce i dhoti, wymitej spdnicy, spod ktrej wystaway chude nogi w sandaach, nie wyglda na zamonego - siostry, obie zamne - dwie czarnowose gowy pochyliy si byskajc czerwono pomalowanym rozdziakiem - mj modszy brat, tumacz, wanie pracuje nad zamwionym przekadem "Zbrodni i kary", to Dostojewskiego - chwali si wiedz. Mczyzna mia bia cer czowieka dugo zamknitego w ciemnoci, okulary w drucianej oprawie i cienkie wsy rosnce kpkami przy kocach ust.
  - Zna pan rosyjski? - zapyta radca, ujmujc jego zmik, lepk do.
  - Nie. Brat tumaczy z bengali na hindi - wtrci malarz.
  - I posuguj si angielskim oryginaem - dziwnie basowym gosem objania tumacz. - Stawiam take horoskopy, ale tylko dla przyjemnoci, moe kto z pastwa zechce...
  Jednak Ram Kanval nie dopuci do odpowiedzi.
  - Jeszcze jeden mj szwagier. Kupiec, waciciel duego sklepu na Starym Delhi, mgby mie i przy Connaught Place, ale tam mniejsze obroty...
  Tgi mczyzna porusza si z majestatem, jaki daje poczucie wasnego znaczenia i pienidze, ucisn im rce i skarci on, ktra chichotaa, pokazujc rude wosy Margit, i szeptaa co siostrze do ucha.
  - Pjdziemy na gr. Stamtd pikny widok - powiedzia Kanval do rodziny, jakby troch zawiedzionym takim obrotem wizyty - przylijcie nam kaw....
  - To caa rodzina?
  - O nie - rozemia si, jakby usysza dobry dowcip - jeszcze s rodzice mojej ony, ona i mnstwo dzieci, ktrych wyliczaniem nie miem pastwa zamcza. Ja sam mam czworo. Trzech synw i crk.
  Wspinali si po stromych schodach, z ulg wyszli na paski dach, w soce.
  Dla oszczdnoci dwie kamienice zbudowano razem i tylko dachy oddzielono parapetami, tworzc jakby kojce, w ktrych goniy si dzieci.
  Barsati, pokoik bez przedniej ciany, dorzucony jak nie dokoczona zabawka, przeznaczano latem na sypialni dla suby. Malarz zaj go na pracowni. Zamiast drzwi przybi zrolowan mat. Oprcz sztalug i plikw kartonw opartych o ciany, jedynym meblem by poamany fotel trzcinowy, wycielony paru miesicznikami, i rama ka zasnuta sieci ze sznura. Podeszli do parapetu, spojrzeli w dymny przestwr. Skupisko bud Starego Delhi ciemniao wielkim mietniskiem, dalej czerwone kamieniste wzgrze i zgnia ziele parkw, przez ktr przewiecaa, niepokojc zmiennym blaskiem, szeroko rozlana Damuna.
  Dokoa na paskich dachach piciopitrowych kamienic siedziay gromady  kobiet, ledziy pilnie ycie ssiadw i jak chr grecki komentoway wydarzenia. Ciba dzieci obsiada parapet, pokazyway sobie palcami niezwykych goci. Gdy malarz podchodzi, czmychay z lekkoci sposzonych wrbli.
  - To diablta - ali si zrezygnowany - musz tutaj sypia, przygotowuj wystaw, a one wa na dach i przewracaj wszystko, kradn mi pdzle i farby, same zabieraj si do malowania... Odnajduj lady ich zabaw nie tylko na cianach barsati, ale i na wasnych ptnach.
  - Nie mona ich jako zatrudni, uy jako modeli - podsuwaa Margit. - Wcign w pask prac...
  - Prbowaem - przyzna zakopotany - dzieciaki s niestrudzone w figlach, podpatruj mnie, naladuj. Ssiedzi si skaryli, e zginy dwa przecierada, ktre kto poci i nacign na blejtram, oczywicie mnie podejrzewali, miaem pieko, bo rzeczywicie te diablta ukryy je midzy moimi obrazami.
  Wycieli fotel starym paszczem kpielowym ze ladami wycieranych pdzli. Usadowiona pod cian barsati, Margit z trudem skupiaa uwag na kolejno pokazywanych obrazach, wzrok jej bka si po cianach rowych i tych dalekich domw, kpach drzew i palm leniwie poruszajcych strzpiastymi ukami lici, po niebie wypowiaym z kilku nieruchomo wiszcymi spami.
  Terey siedzia obok na stosie oprawnych, starych albumw i angielskich miesicznikw. Malarz przynosi po dwa obrazy, opiera kolejno o parapet i wpatrywa si w goci z niepokojem, prbowa z ich twarzy odczyta wraenie, zanim usyszy zdawkowe sowa pochway. Kady nowy obraz dzieciarnia zebrana na murku midzy dachami witaa chralnym miechem i oklaskami, co ogromnie musiao go drani, bo kilka razy do nich si zwraca, proszc i groc, tak przynajmniej Istvanowi si wydawao po napiciu gosu, bliskim histerycznego krzyku. Tylko obecno rzadkich goci wstrzymywaa Kanvala od rozpdzenia zoliwej haastry.
  Obrazy, w spokojnej gamie szaroci i ru lub gwatownych zestawieniach ugru, ci i bieli, ze zdeformowanymi zarysami postaci i domw, a moe tylko bryami o ksztatach ludzi spowitych w szare przecierada, oddaway nastrj rozpalonej ziemi poeranej susz, melancholi nagych zmierzchw.
  - On nie umie rysowa - krzyczaa piskliwie po angielsku maa dziewczynka, podskakujc na murku, dzwoneczki na rzemykach wok kostek sypay si jak szyderczy miech.
  Ogldanie obrazw, wybieranie ich na przysz wystaw stawao si dla malarza tortur. Zmienia ptna coraz szybciej, zdziwiony, e go Terey zatrzymuje. To byo prawdziwe malarstwo, moe tym rzetelniejsze, e nikomu w tym miecie niepotrzebne, nawet w najbliszym otoczeniu uznane za rozrzutn mani, a on sam wydawa si zapracowanym szwagrom, uganiajcym si za kadym interesem, ktry mg przynie bodaj par anna, mierdzcym nierobem na ich askawym utrzymaniu. Nieraz mu to dotkliwie dali odczu. Kiedy w chwili przygnbienia zwierzy si Tereyowi, e i on zbuntowali przeciw niemu, odmawiaa zaoszczdzonej rupii na kupno farb i papieru.
  - Co o tym sdzisz? - spytaa szeptem Margit, korzystajc, e Kanval znikn we wntrzu barsati. - Chyba dobre? Okruciestwem byoby chwali, gdyby w jego sztuk nie wierzy...
  - To jest bardzo dobre - powiedzia szczerze. - Na przykad tamten z zarysem dziewczyny spowitej w zielone sari, zasonitej po oczy, i chudymi, zamienionymi prawie w rolinny dese, parami postaci nachylonych ku sobie, a wszystko podwietlone pomaraczowym zgaszonym arem, ktry tkwi w tej ziemi... Ten obraz chciabym kupi.
  - Niestety, nie mog go sprzeda - powiedzia malarz wychylajc si z wntrza - ale pani chtnie bym zrobi portret. Uprzedzam, eby nie byo rozczarowa, nie bdzie podobny, od tego s fotografie. Mnie pociga pani koloryt, miedziane wosy, ta sukienka, fioletowa karnacja. Gdyby pani znalaza czas...
  Patrzy na dziewczyn, jakby j ju zamienia na ukady linii, spitrzenie zamalowanych pasko figur geometrycznych, w oczach mia tyle zachwytu, e Istvan pomyla z sympati; trzeba mu pomc, moe jednak uda si zrobi wystaw w Budapeszcie, zwaszcza jeeli bdzie mia po delhijskiej przychylne recenzje.
  - A czy mnie nie sprzedaby pan tego szaroniebieskiego pejzau? - podniosa si, wycigajc obraz ze sterty odwrconych pcien, ktrych spody pene tustawych plam wieciy w zachodzcym socu.
  - Z najwiksz przyjemnoci. Pastwo wybrali najlepsze... Jeeli pani pozwoli, podaruj go pani po wystawie. One i tak tu niszczej. Moje malarstwo nie ma u nas nabywcw, tumacz sobie, e jeszcze nie dorolimy. Gusty formuje dziewitnastowieczny realizm, Anglicy, albo kopiarska kaligrafia, naladowanie zdobnictwa ludowego, atwizna...
  - Nie - obruszya si Margit - ja si domylam, ile to jest warte, nie mog przyjmowa takich podarunkw. Niech pan powie, ile...
  Waha si, lka powiedzie cen zbyt wysok, a jednoczenie ju przeczuwa triumf nad szwagrami, ktrym podsunie przed oczy zwitek banknotw. A moe lepiej nic nie mwi, zachowa na ptno i farby, na opraw, dziki ktrej obraz zyskuje jak kobieta na sukni. Rwnoczenie chcia si odwdziczy Tereyowi za yczliwo.
  - Czy sto rupii nie bdzie za wiele? - wyjka wreszcie.
  - Nie, to jest wicej warte.
  - Dla amatora, w Europie, moe... Ale nie tutaj - broni si. - Czy pani zaraz wemie, czy mog jeszcze ten obraz wystawi? Umiecibym kartk, e sprzedany, moe nawet z cen. Tak si praktykuje, obraz zaczyna si tym snobom, ktrzy wszystko przeliczaj na rupie, bardziej podoba, dziaa na wabia...
  - Moe pan poda na kartce wysz cen - spojrzaa porozumiewawczo - ja si przyznam, e tyle zapaciam.
  - Byle nie za wysok - ostrzega Istvan - bo wtedy zaczyna dziaa przeciwnie: trafi na atwowiernego cudzoziemca, udao si go nabra, ale znamy si na tych sztuczkach.
  - Ma pan racj, we wszystkim naley zachowa umiar. Wejdmy do rodka - zaprasza widzc, e miss Ward otwiera torebk i szuka pienidzy - po co wszyscy maj nas oglda.
  Podsun jej fotel, zepchn kartony i rysunki z ka, szarpn sznur i rulon maty nad wejciem opad z trzaskiem w oboku kurzu. Margit ju wyjmowaa banknoty, pacia dziesitkami, wic wydawao si, e jest tego duo.
  Zgarn je, owin chustk i wsun do kieszeni spodni.
  Na opuszczonej macie zarysowaa si sylwetka kobiety, schylaa si coraz niej, w szparze penej ostrego blasku dostrzeg stopy w sandaach, na palcach bosych ng miaa piercionki, donie od spodu jaskrawoczerwone, postawia tac z filiankami kawy na betonie. Czekaa skulona chwil, ale malarz nie kwapi si, eby unie mat, pki nie odesza.
  Czstujc ich kaw, do ktrej sypa mnstwo cukru, objania pgosem:
  - To bya moja ona. Nie przedstawiem, bo nie zna angielskiego... Pochodzi ze wsi, wychowana wedug starego obyczaju, czuaby si skrpowana w naszym towarzystwie.
  Pochwyciwszy zdziwione spojrzenie Margit, dorzuci pospiesznie:
  - Nie, ja si nie wstydz, ona jest dobra, chciaaby mi pomc, ebym si zmieni i by jak inni, ebym zarabia, ona pacze po nocach, e wydano j za obkanego, bo c to za zajcie maza pdzlami po ptnie? I powstaj z tego obrazy nie podobne do wiata, ktry oglda. Jej rodzina mnie z ni oenia, oni s zamoni, wydawao si, e mog mi pomaga. Ale jestem dla nich ciarem, tyle lat... - Miesza w zamyleniu gsty osad fusw i cukru trzcinowego. - Pani nawet nie zdaje sobie sprawy, czym jest dla mnie sprzeda obrazu. Nie tylko pienidze... Cho moe dziki nim ona uwierzy, e i ja pracuj? I e to, co robi, jest co warte...
  Schodzc z paskiego dachu, odprowadzani przez gromad dzieci, zanurzali si w gste kuchenne aromaty, zstpowali pomau po stromych schodach. Malarz niespodzianie zdecydowa, e musi z nimi pojecha, bo ma okazj, a sprawa jest pilna. Znowu na klatce schodowej trafili na zbit cib rodziny Ram Kanvala, ciskali wygite szczupe i pulchne donie, oddawali ukony, mamrotali sowa poegna. Rodzicw i szwagrw malarza musiay wywoa wrzaski dzieci, tupot, skoki i piskliwe miechy, malcy gnali popychajc si, byle tylko zawczasu dopa auta.
  Na dole chopcy prostujc si jak onierze skadali raport z przebiegu warty, Ram Kanval tumaczy:
  - Auto ostao si cae i nie porysowane, cho jeden z pilnujcych nawet kuca na dachu. Niech si pan nie kopocze, e uciekam z wami - zapewnia - nie roztrwoni pienidzy, cho spady jak z nieba... I tak, cokolwiek bym z nimi zrobi, rodzina bdzie niezadowolona, przecie jestem na ich asce. Nagle przyszo mi na myl, e powinienem pojecha i kupi co dla ony. Piercionek albo sari? Od lat nie dostaa ode mnie adnego podarku... Przecie moje obrazy si nie licz, nie umie si nimi cieszy i odnosi mi je ukradkiem na barsati. Dzi mog da co, co bdzie dla niej prawdziwym podarkiem, czego nareszcie siostry bd jej zazdroci.
  - To bardzo mie - ucieszya si odwracajc gow Margit. - Pan jest typowym mczyzn, chce pan on uszczliwi, na pewno nie wie pan, na co miaaby ochot, czego jej naprawd potrzeba? Moe lepiej odda pienidze, sama by wybraa... A moe ma jakie wydatki, o ktrych nawet nie mie wspomnie?
  - Ma ich a za duo - wzruszy ramionami - na pewno wolaaby pienidze, ale rodzina zaraz by j oskubaa. Potrzebny czy nie, mj podarek bdzie tylko dla niej, i ja go wrcz.
  Istvan przysuchiwa si rozmowie w poczuciu winy - trzeba ju dawno byo pomyle o Margit i te zrobi jej jak niespodziank.
  Auto przemykao si ulicami New Delhi midzy wyadowanymi ciarwkami, trbieniem rozganiajc opieszaych rowerzystw, ktrzy dzwonili jak wierszcze.
  - Dokd pana podwie? - zapyta Istvan.
  - Wszystko jedno, byle do centrum - poprosi malarz. - Nie rbcie sobie pastwo ze mn adnego kopotu. Najlepiej alejami, koo parlamentu i na Connaught Place, chyba nie nadoycie zbytnio drogi.
  O zachodzie rowawe kopuy pagd, czerwony zbaty mur gorza pod pustym niebem, gwatownie nabierajcym granatowej gbi.
  ciek wdroway chopki w marszczonych, pomaraczowych spdnicach i ciemnych kaftanikach, na plecach kada dwigaa tob trawy nagrabionej w parku. Rozwarte sierpy z ostrzem szerokim jak kosa byskay czerwono.
  Wysoka dziewczyna z grzyw czarnych wosw mimo brzemienia sza krokiem tanecznym, duga, suta spdnica falowaa, wieciy na kostkach srebrne bransolety. Dziewczyna piewaa penym gosem, reszta powtarzaa jej strofy rytmicznie. Istvanowi wydao si, e zna skoczn melodi, a dziewczyna piewa po wgiersku.
  Malarz rozemia si i wystawi przez okno rami, podnis otwart do w blasku. Dziewczta si sposzyy, zakryway twarze zgit rk, tylko znad okcia ciemniay ich wielkie agodne oczy z jaskrawo pomalowanymi powiekami.
  - Co ona piewaa?
  - e j stanik cinie i nie ma przyjaznej rki, ktra by go poluzowaa, wic si ofiarowaem z pomoc.
  - No, no, nie przypuszczaam, e macie takie piosenki - krcia Margit gow. - U was surowe obyczaje, dyscyplina w rodzinie, dziewczta pokornie id w oe mczyzny, ktrego rada familijna wyznaczy.
  - To nie piosenka - broni si malarz - ona sama wymylia. Zgrzaa si przy robocie, stanik j cisn, szukaa w piewie ulgi... Sdzia, e jest wycznie midzy swymi, skde moga przypuszcza, e kto j posyszy, ot, takie dziewczce przekomarzania.
  Blask zachodu sa si pod drzewa midzy sterty opadych lici. Przez wytart traw przewiecaa fioletowa ziemia. Na ciekach paliy si biel koszule mczyzn.
  - Zabawne, tak prob podsucha... - zamia si Terey.
  - Nie zapominajcie pastwo, e piewanie nie byo przeznaczone dla was, ja podsuchaem i przetumaczyem - szuka usprawiedliwienia.
  Przed nimi auta tworzyy zator, stali policjanci w czerwonych turbanach, ciemniay ich obnaone uda, mieli zawinite rkawy i w ylastych rkach trzymali dugie bambusy.
  - Droga zamknita - zdziwi si Istvan - co si musiao sta.
  - Niech pan pruje miao - podjudza Ram Kanval - pana nie omiel si zatrzyma.
  Rzeczywicie, gdy zjechali jednym koem na trawnik i podsunli si do kordonu, zobaczywszy znak C$D, oficer z pomponem na winiowym berecie, czarnobrody Sikh, kaza si policjantom rozstpi.
  - Musiaa jaka wana osobisto przyjecha - zastanawia si Kanval, wychylony przez opuszczon szyb, wszy w zaciekawieniu.
  - Na oficjalne spotkania przysyaj mi zaproszenie - obruszy si Terey. - Nie, to jaki pochd, ogromny tum stoi wok parlamentu, chyba nie przejedziemy.
  Musieli si zatrzyma, ulic blokoway trzy ciarwki z policj, dalej mogli i na przeaj przez trawnik, tak zreszt robili wszyscy. Istvan ju dostrzega dziennikarzy. Ognie zachodu byskay w szkach wycelowanych aparatw fotograficznych. Nagle wyowi z ciby drobn, ruchliw sylwetk Nagara, ale nim zdecydowa si podbiec, tamtego pochona fala przepdzanych kobiet. Policja zagarniaa je, poszya, podnoszono paki, ale nikogo nie uderzyli, kolorowe sari mieniy si w socu zielono i to, tum z piskiem poddawa si, by zatoczywszy koo znowu si skupi wok krzyczcych rytmicznie na placu. W tych owach czy prbach rozproszenia tumu byo co z zabawy, mieszkw, to znw powagi, bo wstawa nad placem hymn czy chralna recytacja.
  - Podejdziemy bliej? - obejmowa ramieniem Margit, lkajc si, e mu j porw wiry i falowanie drobin ludzkich, e j straci z oczu.
  - To ciekawe - cigna go w zwartej cibie skandujcych woania. - O co im chodzi?
  Dokoa suny same kobiety, nie tylko syszeli szelest jedwabi, brzk bransolet, ale duszn fal przywali ich zmieszany zapach mocnych perfum, pudru, jakich korzennych odorw, potu i rozgrzanych cia. Widzieli twarze mode i zniszczone, jaskrawo podmalowane, oczy o gorczkowym blasku, wosy spitrzone misternie, oplecione wiankami kwiatw i przysonite mgiek woali z Benares. Prne ciaa ustpoway im niechtnie, oczy patrzyy odmiennie, natarczywie, zaczepnie, cikie wargi rozchylay si w zachcajcym umiechu. Istvana uderzyo, e waciwie takich Hindusek dotd nie spotyka ani na ulicy, ani w modnych kawiarniach. Byy wiadome swej urody, penych piersi, gorcych, ktrymi go dotykay, narastaa atmosfera jakiego zwierzcego napicia, przyczajonej gotowoci do ksania i drapania, a moe i wielkiego rozpaczliwego szlochu. Ten niepokj zacz si im udziela.
  - Co za dziwna demonstracja? - dopytywaa si Margit. - Skd si wziy te kobiety? Patrz, one tacz...
  Tum zebrany na placu drga, dudnia sucha ziemia, w zachodzcym socu wstawa lekki py, wzbija czerwonym obokiem. Odezway si flety i trzystrunne gle, jak koty pomrukiway bbenki i wierka brzk dzwonkw. Przed nimi dreptali w miejscu mczyni pnadzy, starzy, siwi i zupenie modzi, dli w piszczaki, drewnianymi palcami, podobnymi do nie dopalonych korzeni, postukiwali, drapali, gadzili skr bbnw, ktre gaday basem. Istvan wzdrygn si, nagle dostrzeg zapade powieki, puste oczodoy albo oczy otwarte szeroko, prosto w jaskrawy blask soca, oczy o zbielaej, umarej renicy.
  - Popatrz - szarpn dziewczyn - lepi... Cay tum, a do tamtych drzew, to sami lepcy.
  - Co tu si dzieje? - szeptaa zalkniona.
  - Nic gronego - odezwa si za nimi Ram Kanval, ktry ich wanie odnalaz - prostytutki przyszy zoy petycj, by wstrzymano wykonywanie dekretu o wysiedleniu ich ze stolicy. Teraz nie wolno im uprawia zawodu bliej ni dwadziecia pi mil od New Delhi. Zabawne - pokazywa ku schodom parlamentu - wywouj posw po imieniu. Kilku dobrze znaj. Nie, nie jako klientw, tylko do nich nale ulice, domy, w ktrych mieszkaj... Woaj - tumaczy: "Czy ja mam wrci na wie, gdzie ludzie wyschli jak ziemia?" "Czy moje ciao, ktrym si tylu cieszy, ma zmarnie?" "Ja utrzymuj ca rodzin. Oni yj dziki mnie. Skazujc mnie na gd, skazujecie ich take".
  Zaczto woa coraz boleniej, z rozpacz, wysoki, starczy skowyt, podjty przez chr, rozprzestrzenia si na placu.
  - Dlaczego ci starzy tak krzycz? - szarpn go za rami Istvan.
  - Boj si o swj los. To lepcy, oni te bd godni. A dotd mieli prac, uczciwie zarabiali.
  - Jak?
  - Grywali do taca po burdelach, akompaniowali pieniarkom, umilali czas gociom, lepi, wic nie krpujcy wiadkowie zabawy. ywa grajca szafa, ludzkie automaty muzyczne. Co oni poczn? Gdzie pjd? ebra, skazani na powolne umieranie...
  - Ilu ich tu moe by?
  - No, z tysic. Problem ekonomiczny, ktrego nie mona gadaniem uspokoi, deputowani dobrze si nagowi, nim powezm decyzj. Zreszt naciski id z rnych stron, urywa si dochd wacicieli domw, sklepikarzy, handlarzy. Astrologowie i ukadacze listw miosnych, oni wszyscy zarabiali... A lekarze i szarlatani? Tumy yy z tych dziewczt, dekret o wysiedleniu grozi ruin dziesitkom tysicy rodzin powizanych cieniutkimi nimi pracy i zarobku, dostaw i usug. To powaniejsza sprawa ni pastwo mylicie.
  Czuli na twarzy dyszenie ciby, zapach potu, pachnide, pudrw.Ogromny lament bi z placu. Dwie kobiety niosy petycj owinit w girlandy pomaraczowych kwiatw ku grupce na schodach parlamentu, oddzielonej kordonem policji. Nie omieliy si odda jej wprost do rk deputowanym, ale zgodnie ze starym obyczajem zoyy j na schodach, pochyliy si w niskim pokonie do stp posw stojcych o par stopni wyej i przyoyy koce palcw do warg, w akcie pokory i oddania - "cauj py z twoich sandaw".
  Jeden z policjantw przynis oficerowi rulon, ten dopiero wrczy go posom. Wtedy wyskoczy przed kordon mody czowiek w koszuli wypuszczonej spod europejskiej marynarki, w luno okrconym dhoti. Chude, ciemne nogi podrygiway w za duych butach, krzycza co do tumu, ale ju go zaguszyy komendy padajce z megafonu, tum zakoleba si, zacz spywa, spokojnie formujc pochd.
  - Znam go, pose komunista - powiedzia malarz - obieca ich broni...
  Istvanowi wydao si, e pord deputowanych dostrzeg znajom twarz, taw, bez wieku, mecenasa Czandry, wok niego skupili si dyskutujc inni, z wolna wchon wszystkich wielki gmach z rowego kamienia.
  - Dobroczyca - Terey umiechn si cierpko - ten si nimi zaopiekuje.
  Rzeka kobiet spywaa nieskadnym, mienicym si korowodem. piewy gdzieniegdzie podjte przenikay si, melodie tumiy wzajemnie, rs haas i brzczenie instrumentw, tylko powtarzajce si bagalne woanie dudnio w mroku, jednak nie mogo przenikn grubych murw, za ktrymi zapadn decyzje.
  Zeszli na trawnik. Przed nimi drobnym krokiem, suwajc stopami, szli w rzdach lepcy, skrajne szeregi trzymay si bambusowych prtw formujc jakby zagrod. Prowadzili ich mali chopcy, ktrzy potrzsali tamburynami, uderzali nimi o wystrzyone gowy, podskakiwali wesoo, nie zdajc sobie sprawy z powagi caej demonstracji. Niebo jeszcze lekko wiecio przypomnieniem zachodu.
  - Przecie to jak obraz Bruegla - wzdrygna si Margit.
  - Ustokrotniony, bo to s Indie - powiedzia nie bez dumy malarz. - Musi rzd dobrze si zastanowi, nim z tej ustawy wybrnie. Uchwali atwo, ale jak znale sposb, eby j rozumnie wykona, nie obrci przeciwko czowiekowi? One woay prawd. Wysiedlenie rwna si skazaniu na przymieranie godem. Nie maj gdzie wrci. Zarabiaj, jak potrafi, by utrzyma swoj rodzin, uskada na posag dla siostry, tej modszej, ktr wydadz za m, dziewiczej narzeczonej, ulegej, zrezygnowanej... Jedna zna tylko praktyki oa, tysicletnie przepisy i zalecenia zabiegw miosnych, jednak samej mioci nie zazna nigdy... Druga jest gotowa kocha kadego, kogo jej rodzina wyznaczy, a swat czy los podsunie.
  Patrzyli na pochd ciekajcy powoli midzy ogromne drzewa. Za nim, jak owczarki zapdzajce stado, szli niespiesznie policjanci, ich turbany czerwone dopalay si w szybkim zmierzchu. Inni ju wdrapywali si pod budy ciarwek, niebieskawy dym pierwszych papierosw, zasuonych po dugiej przerwie, wypywa spod brezentu i mgli si na tle nieba o barwie moreli.
  W powietrzu sta jeszcze odr pima, korzenna wo zgrzanych cia, ale ju auta ruszyy, przepychay si, mijay trbic gniewnie, byskajc tymi reflektorami, dugie mrugnicia, znak, e domagaj si pierwszestwa. Smugi spalin i pyu mciy strug wiate. Zapachniao miejskim zmierzchem w tropikach.
  - Jest w czowieku okrutna ciekawo - szeptaa Margit. - Zapomina, e one te pragn, cierpi, chciaby si wedrze w ich tajemnice,dowiedzie, jak yj, co sprawia im rado.... Cho wiem, e to niedobra wiedza, skoro nie mog im pomc.
  - To, co maj, bardzo sobie ceni, a nawet myl, e los je wyrni; s syte, nosz jedwabne sari, otacza je podziw i podanie, trafiaj si stali wielbiciele... Nie tylko przyjmuj podarki, ale i obdzielaj nimi wasn rodzin - wzruszy ramionami malarz - tego, co bycie w imi nakazw waszego wiata prbowali im narzuci, jakoby dla ich dobra, wcale nie uwaaj za wyzwolenie. Skoro nie moemy ich bytu polepszy, a co gorsze nie chcemy si z nimi podzieli, ustpi z posiadanego bogactwa... Deputowani tylko wymagaj, sdz i potpiaj wzgardliwie tryb ycia i sposb zarobkowania tych kobiet, jedyny im dostpny...
  - Czy pan kiedy bywa u nich? - zapytaa poruszona gniewem, jaki brzmia w jego gosie.
  - Pewnie. W tym nie ma nic wstydliwego. W waszym wiecie sprawy ciaa s omotane tylu zakazami, e stale was pocigaj i niepokoj. Przecie nawet ci mali chopcy, ktrzy przy nich si krc, cho s pieszczeni i caowani, bo przypominaj im porzucone rodzestwo, nie zobacz nic, co by ich zgorszyo. To samo opowiada poemat o miosnych zmaganiach bogw czy rzeby na wityniach, posplatane ciaa, ktre dla patrzcych oswojonych od malekoci staj si prawie linearnym motywem fryzu... Pewnie, e tam bywaem, to nie jest wasze, upodlajce kupowanie ciaa, ktre przez to jest ju tylko ciaem, bo si tego da, wic musi si odczowiecza. To nie s wycznie prostytutki, ale tancerki, pieniarki, opowiadaczki bajek, ktre ilustruj ruchami swego ciaa... Trafiaj si midzy nimi prawdziwe artystki, ktrym bieda, chopskie pochodzenie zastpiy drog do sceny. One przed gromad mczyzn siedzcych w kucki, przy ptasim gwidzie fletu i gobim gruchaniu bbenka tacz mio bogini ziemi do boga soca, przeginaj tors obnaony, rozchylaj uda, dygocz, oddaj si niewidzialnemu kochankowi... Taniec, jak pierwotna modlitwa, taniec jak skrt dziejw wiata, stworzenie tego, co yje. Kady widzi to, czego pragnie: jeden poezj, wdzik ruchw i tradycyjn szko gestu o sakralnym znaczeniu, inny chonie tylko adn, mod dziewczyn, ktra klaszcze w posadzk bosymi stopami umalowanymi czerwono i sypie gradem dzwonkw... I jest niedostpna, cho wszyscy tam obecni a sapi z dzy, usta otwarli z zachwytu, zapomnieli o papierosach, ktre im parz palce. Tylko jeden bdzie j mia tej nocy. Inni mog zazdroci. Oto ten jeden wyjmuje banknot, zwila lin i przylepia do czoa, tancerka ju go spostrzega, zblia si kocim krokiem, koysze biodrami, przysiada, bije od niej ciepo i zapachy, bo u nas s specjalne przepisy o dozowaniu natenia perfum - inaczej zwila si skronie, pachy, szczyty piersi, namaszcza kolana, wntrze ud... Wic ona gnie si, nachyla jak ga cika od owocw nad adoratorem, owiewa zapachem ciaa nagrzanego w tacu, ociera si lekko jak ma o lamp odbit w zwierciadle, nie wolno jej sign po banknot palcami, tylko ustami, albowiem powinien on przywrze do piersi lnicej od potu. Podjcie go jest przyzwoleniem. A wic, czego wy nie znacie, one maj prawo wyboru. Zdobywaj, eby zosta kupione. Z tym jednym kochankiem odejdzie do alkowy, a pozostali mczyni wrc do domw. S podnieceni, bd brali wasne kobiety majc pod powiekami t jedn, o wowych ruchach, podan, upragnion.
  - Wstrtne - Margit zacisna pici przed piersi, jakby si chciaa broni - czy pan tego nie rozumie?
  Patrzy na ni z pobaliwym umiechem.
  - Nie powiedziabym. Pogo za nieosigalnym, bo nie jeden z widzw jest biedakiem, handlarzem ulicznym, moe zapaci za wstp, ale nie za kobiet... Jednak ona jego wytrwao i czuo, mocne uczucie czasem nagradza. Dlaczego zabija marzenia? Czemu nie maj tskni? Dla tych wszystkich mczyzn, ktrych oeniono decyzj rady rodzinnej dla pomnoenia kapitau, dla powiza rodowych, zyskania protekcji i wpyww, dla tych, ktrzy maj on nie upragnion, a zalecon, tu jest furtka, ktr si mog wymyka, odmieni powszedni nud. Z on bd mieli dzieci, niczego wicej od nich rodziny nie wymagaj. Tam mog szuka spenienia, rozkoszy, pikna, omielibym si nawet powiedzie - oczyszczenia z grzechw maeskich przeciwko mioci. Ale pani nie jest w stanie tego zrozumie...
  - Istvan, powiedz, e on kamie - prosia czepiajc si jego doni - przecie to nieprawda. Wszystko, co tam mona kupi, jest brudne, brudne! Budzi wstrt.
  - Pozwl im myle po swojemu.
  Malarz patrzy na nich z wyrazem zniecierpliwienia i urazy, nie podobaa mu si istota sporu, bezsilna lito, ktrej tamte kobiety nawet nie mogyby poj, a moe widzia tylko kolory, gr plam i wiate, miedziany hem wosw, granat oczu piknych w ogniach gniewu, prost sukni z cienkiego ptna, pod ktr rysowao si smage ciao kobiece.
  Na placu ju nasta spokj, skowyty i pomruki aut, jakby rozjuszonych niespodzianym zatrzymaniem, dawno wygasy. Ziemia wiecia czerwonym odblaskiem, par krokw od nich lea na wirze rozsnuty, przydeptany warkocz biaych kwiatw.
  Dwie krowy, w tym wietle wieczoru a rowe, niemrawo stpay przez plac. Auta ostrzegay je skowytem klaksonw, byskiem zapalonych reflektorw, ale krowy szy niewiadome niebezpieczestwa, jakby cay wiat dla nich nie istnia albo by chwiejn zud majaczc w ich wielkich, czarnych lepiach.
  Jedna pomau zesza z kierunku, w ktrym dya, i stana nad wiankiem, wszc, a raczej opuciwszy eb, dyszaa, bo z ziemi wstawa czerwony kurz... Zapach kwiatw musia j razi, przekroczya girland i posza przed siebie, jak we nie, z ostatnim poblaskiem nieba na grzbiecie... Druga kierowaa si za ni, powtarzajc te same ruchy, jakby naleay do jakiego odwiecznego rytuau.
  Jeszcze w zamierajcym wietle rowiay koszule cyklistw, jakby dugie manicia przecinay niebo strzeliste kolumny palm, nisko midzy domami staa ju noc, pena pstrych lampek, wrzawy gonikw radiowych, dzwonienia rowerw i niespokojnych nawoywa. Z trzmielim pomrukiem przelatyway auta, wszystkie miay ju zapalone wiata, ktre ledwie rozjaniay ciemno pen niepokoju.
  - O, do diaba - powiedzia Istvan, patrzc na niebo do poowy zacignite oowiem, po brzegach rozjanionym siarczanym migotem - sunie burza...
  - Tylko straszy - zlekceway Kanval - nie byo komunikatu, e dzi do Delhi nadejd deszcze.
  - Na wszelki wypadek ju jedmy - prosia Margit. - Przypomnij sobie, jak byo wtedy koo Kutub Minar... Mao nas wichura nie porwaa.
  W aucie stay mocne zapachy benzyny, nagrzanych plastykw i rozpraonego powietrza. Dopiero gdy nabrali szybkoci, podmuch przynosi zudn ulg.
  Wysadzi malarza na Connaught Place. Hindus od razu wtopi si w rozgadan cib krc pod arkadami. Majaczyy biae koszule, ciemne twarze owiane zapachem brylantyny. Modzi, szczupli mczyni lgnli do siebie z leniw zmysowoci. Zdawao si, e cae miasto wykipiao na ulice, potok ludzki szumia gosami, szeleci jedwabiami kobiet. Tum tar si w mroku, parowa ciepem... W tych dwikach chrapliwych,chichotach, urywanych piewem czuo si napicie oczekiwania i niepokj.
  Do Margit prbowaa odnale w ciemnoci rk Istvana. Ciepe dotknicie przeszyo go podaniem. Dziewczyna jakby to odgada, cofna si sposzona.
  - Wejdziemy do Volgi na lody? - zapyta. - Pereira ich nie zrobi...
  - Nie - wyszeptaa leniwie. - Jedmy. Chc ju by z tob.
  Odczu to jak wymwk, gdy niespodzianie przechylia si i opara ciko gow o rami. Ogarno go uczucie tkliwego uspokojenia.
  Kiedy wprowadzi wz do garau, pomoga zasun aluzj, gasia wiata, bo czokidar odszed do kuchni na wieczorn porcj ciapatw. Wydao mu si, e od dawna s maestwem, wracaj do domu, e dopiero teraz jego ycie nabiera waciwego, spokojnego rytmu.
  Ciepo bio ze cian willi, ziemia wydawaa suchy, godny zapach widnienia i zamierania. Ciemno drgaa od dugich widrujcych brzkw owadzich.
  Pereira, ktry usysza zajedajce auto, ju im otwiera drzwi frontowe, jeszcze wierzchem doni ociera usta i mlaska smakowicie, jakby przeykajc posmak ryu pachncego godzikami.
  Istvana wzruszya spokojna pewno, z jak Margit poruszaa si w jego mieszkaniu, nie obijaa si o meble, wiedziaa, gdzie s kontakty.
  - Saaab - posysza jkliwy szept kucharza.
  - Jeli wszystko gotowe, podawaj, pamitaj o kostkach lodu.
  - O tak, jest wszystko - Pereira odpowiedzia arliwie. - Znowu saba nachodzi Kriszan. On chce... On prosi, eby ambasada porczya za niego, chce kupi na raty motocykl.
  Jakby przestraszony zuchwalstwem dania, ktre mia powtrzy, mruga powiekami pociemniaymi, boniastymi jak u ptakw.
  - Chyba oszala - wzruszy ramionami Istvan.
  - Tak, sab, to szaleniec - trzs gow kucharz. - Wie, e pan ambasador wyjeda do Simli, a przedtem chciaby dorczy gwarancj amerykaskiej firmie. On chce wzi bardzo silny motor. On si niczego nie boi.
  Istvana drania przecigajca si rozmowa, rozkaza krtko:
  - Podawaj do stou.
  Wszed do azienki umy rce. Mdo ciepa woda ciurkaa z kranu. W lustrze widzia twarz spalon od soca, oczy niewesoe, patrzce uparcie.
  - Tery, chod prdko - przyzywaa - cay chd ze szklanek ucieknie...
  Spokojny gos sprawi mu rado. Otworzy drzwi, patrzy na ni z czuoci. Wycigna szklank z kostkami lodu i coca-col.
  - Sprbuj, coca-libra.
  Odebra szklank, chodn do jej otar o policzek i wargi, dzikujc.
  - Co tam wlaa? Przyjemnie pachnie.
  - Troch rumu, sok z cytryny i jeden plasterek dla aromatu, od razu coca przestaje by mda, traci lepk sodycz.
  Przyapa si na tym, e wsuchuje si w sam jej gos o brzmieniu odmiennym, tylko dla niego przeznaczonym, zabarwiajcym najprostsze sowa arliw intonacj.
  - Ojciec tak przyrzdza coc, u nas w Melbourne. Jedyny napj z alkoholem, ktry mi smakowa.
  Niepostrzeenie pokj wypeni si jej obecnoci, ledwie dostrzegalnym zapachem sukien i ciepej skry, a moe jedynie udzi go niky aromat rumu i skrki cytrynowej bijcy ze szklanki, ktr trzyma przy wargach.
  - Brakuje ci Australii?
  - Nie mona tak powiedzie. Zapominasz, e to kontynent - zmruya oczy wyrozumiale. - Znam zaledwie par miejsc, z ktrymi si zyam. Reszta kraju jest mi obca, czeka na nas, bdziemy j razem odkrywa... Jeeli zechcesz.
  Wyznaczaa mu udzia w swoim yciu. To niepokoio, budzio czujno. Czy postpuje nieuczciwie pragnc broni wasnej wolnoci? Ale namitno kae speni kade jej pragnienie. Chc, eby bya szczliwa.
  Skrzypny drzwi, kucharz sygnalizowa, e podaje do stou. Jego twarz tawa, oczy przysonite powiekami, jakby samo spojrzenie na kobiet, ktra zainteresowaa jego pana, mogo mu by poczytane za win.
  Istvan by gotw pochwali Pereir, gdy uprzedza, e odchodzi na dach, do barsati mruczc co o nadcigajcej burzy.
  Za oknami byskao si to jak nieraz bywa latem na such pogod.
  Zacign zasony w oknach i puci skrzyda wielkiego wiatraka pod sufitem.
  - A teraz jedzmy - zachca, nalewajc czerwone Egri.
  Nie dawaa si dugo zaprasza. Lubi w niej swobod, szczero w okazywaniu uczu, brak wyrachowania, kokieteryjnej gry. Nabieraa z pmiska due porcje, ju przywyka do indyjskich przypraw.
  - Nie znam si na winach - przyznaa unoszc kieliszek, zachwycona czerwonym ogniem w cienkim szkle - ale to jest przyjemne po piekielnym sosie.
  - Kiedy przyjedziesz na Wgry... - zacz, jednak nie brzmiao to tak pewnie jak jej wezwanie do Australii. Ucich zawstydzony.
  Obracaa kieliszek w rku, bawiy j czerwone wiata na obrusie.
  Nagle lampa zgasa.
  - Co u licha?
  Ustawa terkot wentylatora.
  - Nie ruszaj si - ostrzega - zaraz sprawdz...
  Odsun zason, zaskoczyo go jaskrawe, dugie migotanie na cianach ssiedniej willi, dopiero gdy wrcia ciemno, jakby za oknem opada gsta zasona, zrozumia, e to odblask byskawic. Zadzwoniy cienko szyby i basowy pomruk wstrzsn murami.
  - Co robisz? - spyta zaniepokojony jej milczeniem.
  - Nic. Pij wino - odpowiedziaa spokojnie. - Waciwie ju skoczylimy i na dobr spraw nie potrzeba nam wiata...
  Za odsonit szyb pulsoway zmienne ognie, cho najmniejszy powiew nie poruszy limi bananowcw, kady si chwiejne cienie, przewalay po lepej cianie willi naprzeciwko, czarne niebo rozjarzao si rwnoczenie w kilku miejscach.
  Korzystajc z ogni byskawic, odnalaz latark w szufladzie.
  - Nie boisz si? - zapyta. Pokj zatapiao zielonkawe falowanie, szyby w pomruku dalekiego gromu zaczynay piewa szklan nut.
  - Nie. Wspaniaa iluminacja...
  Skoczyli wino. Kiedy wstaa, pocaowa j w usta i poprowadzi do swojego pokoju. Z zadowoleniem stwierdzi, e Pereira, zanim wyszed, pocieli tapczan.
  - A gdzie moja walizka? - zapytaa.
  - W twojej sypialni - podawa jej latark. - Sprawdzaem, wszystko gotowe...
  - Gdzie bdziemy spali? Tu, czy u mnie?
  - Gdzie wolisz.
  - Zaczekaj.
  Nie chcia jej krpowa swoj obecnoci, nasuchiwa, niebo mruczao basem, nie byy to grzmoty, tylko guche, wibrujce dudnienie, ktre udzielao si murom. A potem zapada cisza tak dotkliwa, e zegarek na przegubie wierka metalicznie. Ani jedna cykada nie dzwonia, owady umilky. Przerazia je noc pena przelewajcego si chodnego ognia.
  Za dugo na Margit przyszo czeka. Zaniepokoi si, zacz jej szuka. Drzwi drugiej sypialni byy otwarte. Margit staa w odsonitym oknie, zlewana ruchliwym ogniem niebieskim, wosy czarnozielone, a ramiona te jak z mosidzu, wiato opywao nagie ciao. Przypomniay mu si zasyszane w dziecistwie opowieci o czarownicach, ktre wychostane ulew w werblach gradu spaday midzy pastuchw skulonych na stogach pod somianymi czapami. Wybieray modych, niewinnych chopcw, dawiy pocaunkami, bray w posiadanie. Wargi ich miay smak zi i wieo deszczu...
  Chopcy bronili si i poddawali dzikiemu galopowi bujnych cia kobiecych, a potem usypiali z twarz zanurzon we wosy kochanek, pachnce mokrym, kowym kwieciem... Budzili si samotni, znueni, sabi, o dymnym poranku, w tumanie mgy. Ogiery, ledwie widoczne, ciemne grzbiety podobne do odzi, zdaway si pyn, renie aosne nioso si nad rzek. I adna pniej kobieta nie moga ju im da rozkoszy, jak przeyli. Przebierali w dziewczynach, enili si w kocu, ale nigdy nie byli szczliwi w mioci...
  Podpatrywa, jak blaski byskawic spyway jej z ramion, podobne do wietlistych chust... Odwrcia si nagle, zgadujc jego obecno, spostrzega, e jest ubrany, i zawstydzia si nagoci, odwiecznym gestem skrzyowanych rk prbowaa piersi zasoni. Ale zaraz si zuchwale rozemiaa, przeczesaa palcami wzburzone wosy, ktre dwigny si, gdy zdejmowaa sukienk, i podesza do Istvana, obja, kryjc twarz na jego piersi.
  - Nieadnie, e mnie tak podgldasz - szeptaa.
  - Czarownico - tchn we wosy.
  - Chciaabym ni by, zamieniabym ci w breloczek i nosia u bransoletki; a wieczorem, jak byabym ju sama, wracaby do dawnej postaci... I cay czas, nawet przy ludziach, mogabym ci dotyka ustami, pieci. Nie rozstawalibymy si ani na chwil. Chcesz, zrobi tak?
  - Chc, pragn - przygarnia j ciasno. Stali spleceni, okno zapalao si gryzc zieleni i ci, chostao przestwr miotami ogni, szy dalekie byskawice, zderzajc si, podwajajc byski. Ziemia zdawaa si dre jak skra bbna.
  Ciaa znajome, spoufalone, szukay siebie, uczyli si zgodnego koysania, zbienych rytmw, oddechy przenikay si, zacieraa granica, lgna wilgotna skra. Bra w posiadanie jak rzecz sobie nalen, napina jak uk, radowaa go jej chtna ulego. W przelewajcym si blasku ciany zdaway si chwia, a daleki pomruk przywoywa nieznan, ogromn besti, ktra kry nad miastem gotowa pore. Chcia skojarzenie zapamita, ju utrwala w nie dokoczonych strofach nastrj nocy, uk scaowanych warg, czarnych w wietlistej ulewie.
  - Opowiedz mi co, lubi tak bardzo, kiedy opowiadasz - prosia.
  Leeli uciszeni, nasuchujc - wydawao si, e trzepot byskawic jest dosyszalny, ale tylko wielka mucha z aosnym jkiem tuka si niewidoczna pod sufitem. Jej lament musia wabi jaszczurki, bo wydaway akome cmoknicia.
  - Jestem wsuchany w ciebie... Przecie wiesz, e jestem szczliwy.
  - Nie wiem, nie wiem - potrzsna gow, palce ich sploty si, czuli cichnce ttenty krwi. W zamknitym wntrzu tliy si wonie cia liskich od potu, zapach flitu i aromat kamforowego drewna.
  Szeroko otwartymi oczyma wpatrywa si w sufit zmywany fal zielonkawego migotu, widzia sunce zbienie jaszczurki, gdzie midzy nimi powinna tkwi mucha oniemiaa z trwogi. Za chwil jej rozpaczliwy dwik posyszy. Wdycha zapach wosw Margit, wilgotnego ciaa, pulsoway mu w doni jej bezwolne palce. Czyby, zmczona, usna? Zatopia go spokojna pewno, e nareszcie spotka kobiet, ktrej istnienie przeczuwa, jakiej zawsze pragn. Nie myla o podaniu ciaa, rozkoszy, ktr go obdarzaa, bya w nim pewno - z ni mgby zosta na cae ycie, oto przyjaciel, ktry nie odstpi go a po ostatni ciemno, a t ju trzeba przekroczy samotnie.
  Ogarnity wdzicznoci, ostronie, eby jej snu nie sposzy, przechyli gow, dotkn ustami, sprbowa skry kocem jzyka, miaa sony smak krwi. Zdawao mu si, e Margit odetchna gbiej, jej rami opasao mu pier i uspokojone jego obecnoci spoczywao bezwolne.
  Pierwsz rozmow pod Kutab Minar, w czasie piaskowej zamieci, jedn z tych, ktre si licz, zachowa w pamici. Mwia z rozbrajajc szczeroci o sobie i sprawach ciaa. Kobiety, znajc zarozumiao mczyzn, wol swoje dowiadczenia przemilcze, kady pragnie by tym jedynym, wyjtkowym, nie zapomnianym, skoro ju za pno, eby mia kopotliwy przywilej pierwszestwa. Niepokoiy go wtedy te zwierzenia i pocigay ku niej jak rzucone wyzwanie. Surowa szczero tkwia i w jej postpowaniu. Margit zmierzaa do celu uczciwie, z odwag, ktr rzadko miewaj nawet mczyni. Czyby sprawdzaa si jego mioci?
  Jestem szczliwy - powracay sowa najprostsze, a cierpia nad ich ubstwem, gdy prbowa stan zachwycenia nazwa, utrwali, zamkn w sobie.
  Co bdzie z nami, gdy wyganie kontrakt Margit? I mj pobyt w Indiach te jest niepewny, zaley od poufnych raportw ambasadora, humorw jakiego radcy w odlegym Budapeszcie. adnych dalekich projektw, tylko bez wytyczania drg... Ciesz si, e j masz przy sobie, pod bokiem, nie prowokuj zawistnego losu - poucza si w myli. Bya w tym pochliwym milczeniu instynktowna pewno, e gdy stanie przed ostatecznym wyborem, dokona go, choby przyszo stawi czoa wszystkim: wrogom i yczliwym. Ale jak cen przyjdzie paci za Margit.
  agodny ciar jej doni spoczywa mu na piersi, ucisza niepokoje, ani si spostrzeg, kiedy usn, cho do tego nigdy by si nie przyzna, bo pragn syci si radoci tej nocnej godziny, i czu jeszcze poprzez przymknite powieki migotanie byskawic nad miastem jakby kto wielki, nieznany podbieg z lamp do okna, by rozpozna ich przytulone postacie jak obalone posgi, nie osonite nawet przecieradem, wyzywajco nagie.
  Mury dray od dalekich grzmotw, rado mieszaa si z niepokojem, wydao mu si, e przytuleni mkn w przedziale sypialnym pocigu, ktry ich unosi ku nieznanemu wybrzeu, a mijane noc stacje bij blaskiem o na wp otwarte okno. Tak, by pewny, e jad nad ocean, ku rozlegym plaom, ktre dopiero wit dobdzie, jednak blisko tych bezmiernych wd ju przeczuwa w rzewicym tchnieniu i odlegym szumie fal, ktre konay z sykiem w piaszczystym uku zatoki podobnej do areny.
  Obudzio ich dudnienie za cian, jkliwy brzk szyb.
  - Istvan...
  - To ju ocean - odpowiedzia na wp przytomnie, ale peen zadowolenia, e moe j uspokoi. - pij.
  Rozbudzi go miech. Poj, co j tak bawi: w okna walia ulewa, potne chlunicia ciekay po cianach, deptay pncza werandy, ziemia nie wchaniaa wody, ktra rozlewaa si szeroko, zielone wiata paliy si na zatopionym placu.
  - Monsun! - krzykna i skoczywszy do okna otwara je szeroko. Przez siatk drucian wion ku nim chodny podmuch, plusk sieczonych rozlewisk i wspaniaa wo obudzonej ziemi, ktra zaczynaa gasi pragnienie. Niebo i ziemia dygotay w chwiejnym wietle, wydao si, e sycha dalekie dudnienie bbna i poznaj byski zataczane ognistymi mieczami. Hindusi, skuleni, omotani pachtami, przebiegali ulic, szukajc schronienia. Chude, obnaone nogi mciy kaue pene blasku. Wygldali jak tuowie z okrutnych bani, biegajce po kach ognistych w poszukiwaniu odrbanych gw.
  - Nareszcie jest czym oddycha - powiedziaa klkajc nad nim. Ciao jej miao w sobie wieo przemytych przestworzy.
  - Chciaabym wybiec teraz w t pomienn ulew, pi chodne iskry, ktrymi sieje wiatr. Chciaabym dla ciebie taczy... Gdyby mg poj, jaki pikny jest wiat, kiedy si ciebie kocha. Wsta i chocia podejd do okna.
  Opasa j ramionami, spad na usta, zepchn w pociel.
  - Oddam cay wiat, byle ciebie mie - powiedzia jak przysig. - Oddam wszystko, wszystko... Margit.
  Przez otwarte okno wlewaa si powiata byskawic i dalekie gromy jak pogos salw armatnich. Wpada podmuchami mocny zapach pnczy, mokrego siana i murw, cwaowa po paskim dachu. Ogromne licie bananowca opotay jak na wp zwinite agle, nioso blask ty i zielony.
  - Jutrzejszy dzie jest nasz - ucieszya si - w tak pogod musz przerwa loty, nie bdzie adnej delegacji.
  Jak ona potrafi w takiej chwili o tym pamita - wizi ramionami Margit, ktra spostrzegszy, e niebo bieleje, a deszcz cichnie, ju wstawaa.
  - Id do mojej sypialni... Bd sprawdza, czy tam spaam. Moesz si mia, e to gupia chytro, bo i tak wiedz, e noc spdzilimy razem, jednak trzeba cho troch dba o pozory.
  Gaska jej plecy. Siedziaa niezdecydowanie na krawdzi tapczana.
  - Chyba mnie nie zostawisz samej? A moe ju chcesz spa? I jeste zadowolony, e si mnie nareszcie pozby? Cay tapczan dla siebie, prawda, jaka rozkosz? - dokuczaa mu odchodzc, a rzuci si w pocig. Bose stopy zaklaskay o kamienn posadzk. Kiedy j dopad i przygarn, nakazaa:
  - Wracaj i zamknij okno, zacina do pokoju... - Przytulia si ciasno i szepna do ucha: - A potem przyjd... Ale tylko na chwil.
  W gstym szumie powracajcej ulewy nasyceni usnli mocno.

VII.

  Krtki gwatowny deszcz, ktry siek rozbuchan ziele drzew i omota w szerokie chybotliwe licie bananowcw, nagle usta. Soce pono w niezliczonych kauach. Szpaki nurkoway w przygitych trawach, pogwizdujc obuzersko, napychay si obmokymi, niezdolnymi do ucieczki owadami. Z ziemi bi syty odr bujnego ycia plenicego si w fermentujcej warstwie rozkadu, sodkawa wo jak z wazonu, w ktrym dawno nie zmieniano wody.
  Istvan wzdrygn si, gdy skropiy go wiotkie gazki pnczy trcane gow. Nie mg w domu wytrzyma, gniewny niepokj popycha go midzy ludzi. Potrzebowa ich towarzystwa, cho wiedzia, e nie moe si przed nikim otworzy, nie spodziewa si znale ulgi, oswobodzi od drczcych myli. Przed chwil rzuci suchawk, bo agodny gos telefonistki odpowiedzia, e pani Ward wyjechaa z Agry. Ju trzy tygodnie nie widzia Margit, cilej - dwudziesty trzeci dzie unika go,czy nawet si przed nim ukrywa.
  Bezmylnie strzepywa doni grube krople z jasnej marynarki, wsikay ciemnymi plamami. Z ogrdka, od zdziczaego trawnika na placu bi zapach namokej rolinnoci, duszny i osiadajcy mgiek wilgoci.
  C prostszego, jak wzi auto i skoczy do Agry? Jeszcze raz? - szydzi z siebie. Przecie by i nie zasta jej, obija si po znajomych ktach z gorzkim poczuciem zabkania, jakby trafi pod mylny adres. W szpitalu stary profesor Szwed patrzy na niego jak na owada trzepoczcego na szpilce, chorzy szumieli monotonnie i zdawali si rozwiesza w parnym powietrzu jak brudne bandae smugi smrodliwego potu, ropy i kisncego mleka, ktrym ich krewni poili.
  - Miss Margit przeprowadza badania z doktorem Connolym gdzie w okolicznych wioskach - profesor zatoczy uk po horyzoncie - trudno okreli dokadniej, bo nage ulewy potrafi w par minut rozmy drog i zamieni j w czerwonawe bagnisko. Wz terenowy z trudem si przedostanie, nieraz cigali z wioski woy na pomoc, sali gazie pod koa... Pan ze swoim austinem nawet nie ma co prbowa. Jak doktor Ward wrci, powiem, e pan by. A moe zostawi pan list?
  Obserwowa twarz wsk, poykowan czerwono i mia ochot go uderzy, a przecie ten czowiek nic mu nie zawini. Spoglda wyblakymi oczami, mruga biaymi rzsami. Drani swoj niewiedz. Ale skd mg si domyla, e Istvan ma prawo o ni pyta, e nie jest zwyczajnym znajomym?
  Na dwa listy nie odpowiedziaa i na depesz. A jednak otrzymaa je, skoro nie wrciy. Teraz i on si zaci w mskiej pysze. Nie bdzie prosi, on nie z tych, co skoml, ale wiedzia, e postanawia wbrew sobie, i gotw byby na pierwszy znak biec, przeprasza, baga. Przecie jedno z nas musi by mdrzejsze, bezradnie szuka usprawiedliwienia dla swojej ulegoci.
  Ale co si stao? Dlaczego si tak zawzia, unika, stroni? Co ja takiego zrobiem - przetrzsa sumienie - czym uraziem? Przecie ona wygarnaby ca gorzk prawd prosto w oczy, zadaaby wyjanie. Moe jej co o mnie powiedziano tak nikczemnego, e... Ale powinna bya z tym przyj, czemu si zlka? Przeklte babskie komedie - zaciska pici wabienie i ucieczka, chce mnie podrczy, dowie przewagi... Jednak takie postpowanie byo niezgodne z charakterem dziewczyny, a przecie wydawao si, e j zna, bo i noce sprzyjay rozmowie rwnie szczerej, jak zblienie poufae cia ukrytych w mroku, pod stokiem bielejcej moskitiery.
  Nudny, cigliwy lament chorych stoczonych za siatkami okien zagapionych tpo, fale smrodu, rodkw dezynfekcyjnych i odchodw napdza wiatr, ogupiae muchy uciekay przed deszczem, obijajc si o twarze jak zesche nasiona, i ju grube bryzgi zaomotay w dach z karbowanej blachy. Profesor uskoczy przytrzymujc poy rozwiewanego fartucha. Istvan ukry si w swoim wozie, opuci szyb, chcia jeszcze pogada, jednak deszcz wali gsty, wic tylko pomachali sobie doni i rozstali si. Wycieraczki nie naday odmiata ciekajcej wody. Jecha pomau. Woy w zaprzgach stay zrezygnowane, chopi przykucnli nadzy, nawet bez przepasek, deszcz rozbija si na przygitych, kocistych grzbietach... A niebo byo jasne i rozwleczone, niepene uki potrojonej tczy tliy si wysoko.
  Wspominajc dug samotn jazd w tropikalnej ulewie, odwrci twarz w niewidoczne soce, podnis do przysaniajc oczy. Kaue na placu ju si ustay, wygadziy, bi z nich taki blask, e musia przymkn powieki.
  Kiedy wyprowadza austina z garau, pojawi si nagle czokidar i przytrzymujc niezdarnie dugi n, ktry mu si wysuwa zza pasa, i kbki wczki z wetknitymi drutami, pomaga manewrowa dajc znaki palcem.
  - Sab - wyzna, nachylajc si do otwartego okna, zasapany - ja bd si eni... ona Kriszana ma przyjacik. Moe sab mi podniesie pensj o par rupii?
  - Zobacz. A gdzie ona zamieszka?
  - Na barsati... Teraz ciepo. O, dzikuj panu, e pan mnie nagrodzi za wiern sub. Waruj na progu domu. Ja nie pi.
  - A jak bdzie teraz?
  - Tym bardziej nie zasn - umiechn si uszczliwiony, e sab przysta na jego proby i askawie artuje.
  Wzruszaa go ufno suby. Nie tylko ich ywi, odziewam, ale na mnie buduj ca swoj przyszo, klec pod moim bokiem gniazda, szukaj szczcia, wierz, e potrafi im je zapewni. A przecie wystarczy jeden list Bajcsyego, eby mnie odwoali, i wszystko runie... Nie bior tego w rachub jak my, Europejczycy, mierci. Oni wszyscy maj prawo do szczcia, tylko ja... A moe po prostu zadowalaj si mniejszym, bardziej dostpnym.
  W zapiekym alu zdawao mu si, e wolaby Margit umar, ni eby j mia odstpi drugiemu, czu si obrabowany, wydarto mu, co posiada najcenniejszego. Cho tyle razy mwia, e do niego naley, nie bya jego wasnoci, ona si tylko oddawaa. Teraz zmienia zdanie. Nie chce. Zbuntowaa si. Trzeba mie odwag to uzna. W bezsilnej wciekoci mamrota przysigajc, e si odegra, jednak gdyby przed nim stana, chwyciby j za ramiona, potrzsn wbijajc palce do blu - odpowiedz, dlaczego masz mnie do, co nas dzieli? A pniej caowa, caowa...
  Wyjecha poza cmentarz, gdzie w przykadnej zgodzie na wydzielonym placu spali obok siebie chrzecijanie, ydzi i mahometanie, chocia przywoono ich przez bramy oznaczone krzyem, gwiazd lub pksiycem. Asfalt pachnia smo, kaue pluskay pod koami wysychajc gwatownie, opar sta nad jezdni, biaawy dymek rozsnuty i chwiejny.
  A moe Margit po prostu kieruje si chimerycznymi nastrojami, potrzebowaa chopa i pucia si - myla mciwie - teraz jej wstyd do mnie wraca? A moe jej lepiej wygodzi... Pode cierwo, z jak uciech by j stuk, ile by znalaz ulgi, gdyby j mg upokorzy... Nie zrobi ju ani jednego kroku naprzeciw. Stawiasz cian, to i ja z mojej strony doo par cegieek - postanowi wpa wieczorem do Judyty. Ona nie jest do pogardzenia, znajdzie pocieszenie, troch zapomni o upokarzajcym milczeniu Margit.
  Margit, Margit, powtarza, jakby niecierpliw rk targa za dzwonek u zamknitej furty. Dlaczego tak mnie ukaraa?
  Dopiero teraz w peni odczuwa samotno, poj, jak bardzo zmieni swj tryb ycia, oddali si od kolegw, przesta pokazywa si w klubie. Wystarczaa Margit, bya moim wiatem. Zapomniaem o dniach niecierpliwego oczekiwania, gdy kada mi gow na ramieniu, wycigaa si obok na ku, strzsnwszy sandaki. Dla tych godzin darowanych y, tylko one si liczyy.
  - Musz j jednak zobaczy - rozgryza sowa zanurzajc si w parny cie alei - musz si z ni rozmwi, przecie nie oszalaem, chyba ma jakie logiczne powody, e tak postpuje. Jest za dobra, eby bez sowa odesza.
  Jednak powracao jak echo - ona jest kobiet...
  Mwia tyle razy, e kocha, upiera si ciskajc mocniej kierownic,i jeszcze ostatnim razem te to modlitewnie powtarzaa, gdy na poegnanie wpltawszy palce we wosy dwigaem jej gow, caowaem do blu.
  Jej szczero chwilami jest a okrutna, nie krya przeszoci, gdy zyma si: "mnie to nie obchodzi"
- odpowiadaa: "chc, eby o mnie wiedzia wszystko". Z nagym ciniciem w sercu przypomnia sobie, e kiedy zapyta, czy porwnuje go czasem z tamtymi innymi, potrzsna gow, a rozsypay si jej wosy na ramiona, uderzya go na pask doni w nag pier: "Jaki ty gupi - zamiaa si - przecie ich nie ma, nie pamitam nikogo, nic, nic... Mwiam ci, bo w moim yciu byli, ale oni nie maj znaczenia, zupenie, jakbym stara tablic. Jeste tylko ty, i jeden ty si liczysz..."
  A jeeli teraz z rwn atwoci pozbya si i jego? Stara tablic? Mam ju swoje trzydzieci sze lat, poowa drogi za mn i jeszcze wierz kobietom, a jednak karci si w myli: bd uczciwy, bo ona nie moe si broni, nie ma jej...
  Widzia w lusterku twarz pochmurn, spalon od soca. Przez okna wozu wpaday gzy i bzykajc aziy po przedniej szybie, zanim ich nie zdusi irch. Kobiety w pomaraczowych spdnicach trzymay w rku rozpity pas wieo zadrukowanej tkaniny, warsztat by pod drzewem, gdzie mczyzna odbija desenie z klockw pomazanych farb. Druk musia szybko wyschn, wic rozpinay go w rkach niby agiel wzdty pod soce, eby wzorw nie zamaza. Powietrze lgno do skry jak oliwa, od glinianych chaup nioso dymem mokrego drzewa, tlcymi si badylami i cikim oparem pralni, schncych szmat i ugu.
  Przecie prawdziwa mio nie moe si w tak gupi sposb zakoczy upewnia sam siebie.
  Tak, to byo wanie tutaj, cho rozwalon lepiank ju zaatano glin i mierzw, pozna wydeptany szlak w anie trzciny cukrowej i stary grobowiec, wityk o kopulastym dachu, szary kamie z liszajami porostw.
  Odjedali sprzed domu, kiedy przyplta si do nich Mihaly.
  - We mnie, wujku - prosi stulajc zabawnie wargi.
  - Niech jedzie, nie bdzie nam przeszkadza - popara Margit.
  Chopiec wlizn si do wozu.
  Kiedy gnali przez zaronity ciernistymi krzewami skraj przedmie, stykajcych si ze starymi cmentarzyskami i ruinami dawnych wity, Istvan spostrzeg szar bry ogromnego sonia. Sta oparty o na wp zburzony mur i czochra si karkiem, a spaday zmurszae cegy. Margit upara si, e go sfotografuje. Zatrzymali wz i wyszli we trjk. Ukryci za drzewami chopi co gardowo wykrzykiwali i potrzsali chudymi rkami, podobnymi do wyschych gazi, ale kto by na nich zwraca uwag. Mihaly znalaz na drodze na wp rozgniecion odyg trzciny cukrowej i podnis j dla "naszego sonia". Margit krya w pewnej odlegoci, so by zbyt duy, by go z bliska wkomponowa w lustrzance aparatu. Istvan stan obok niej. Mihaly ruszy miao niosc w wycignitej rce zaman trzcin zwisajc jak bat. Krzyki ustay. Zrobia si cisza przerywana tylko przenikliwymi wrzaskami papug. Chopiec instynktownie zwolni kroku, patrzcym wydawao si, e maleje, zbliajc si do postpujcego olbrzyma, ktry nieustannie tar karkiem o chropawy mur. Sycha byo chrobot grubej, pofadowanej skry i stukanie osypujcych si kamieni. Nagle so znieruchomia, szeroko rozpostar uszy, tylko ich brzeg przebiegao lekkie falowanie. Odwrci eb, oko, otoczone t obwdk, spojrzao ku podchodzcemu dziecku z gniewn udrk. So ruszy kilka krokw, chwasty si amay, wstawa kurz i dopiero Istvan dostrzeg, e zwierz przy kadym kroku zamiata ziemi grubym, zerwanym acuchem, ktry ma przykuty do tylnej nogi.
  - Mihaly, sta! - krzykn i rzuci si po dziecko.
  So z niepojt lekkoci zawrci w miejscu i pochrzkujc run galopem, tratowa krzewy. Gna prosto na przycupnite chatynki. Hindusi krzyczeli biegajc jak sposzone kury, chwytali nagie dzieci i prbowali si skry. Pod uderzeniem jego potnych ng pkay lepianki jak rozdeptane garnki, wyscha strzecha, wiechcie traw musiay opa na palenisko, bo niespodzianie buchn jasny pomie. So galopowa ciko torujc sobie drog w zarolach, syszeli jego porykiwania, trzask gazi, nim paczliwa wrzawa i dym poaru nie zmciy widzenia.
  Pochwyci chopca i bieg do auta.
  - Uciekaj - rozkaza Margit.
  Staa z aparatem przycinitym do piersi, blada, bez tchu.
  - Dlaczego on si mnie przestraszy? - pyta Mihaly.
  Zaroio si od pnagich postaci, ludzie wyazili z roww, zza grubych drzew, otaczali ich gromad.
  - To oszalay so, sab - tumaczy po angielsku wysoki chop w koszuli. - On ju zabi dwch ludzi... Mymy ostrzegali.
  - Czy w rozwalonych domach nie ma rannych? - zapyta.
  - Nie. Tylko due straty, spalone ka i sari... Dajcie par rupii, szlachetni pastwo - prosili wycigajc donie.
  Margit wytrzsna im na rce ca torebk, chwytali skwapliwie dziesiciorupiowe papierki. Chopi na czworaka nakrywali doni, wyawiali monety toczce si po drodze. Zbity kb cia szamota si w kurzu.
  - Ty chyba te oszalaa - skarci j, gdy uczepia si jego ramienia, wtedy spostrzeg oczy rozwarte z lku. - Czego si boisz... On pogna daleko - pociesza.
  - Moge ju nie y - wyszeptaa. - Mg ci zadepta. Przecie ja si o ciebie tak strasznie baam, kiedy pobiege. Istvan, co ty myla, na co liczye, e so si przelknie?
  - Nie wiem - powiedzia szczerze. - Chciaem zatrzyma dziecko. To by odruch.
  - Ale ono jest niewane, tylko ty! - krzykna oskarycielsko, jakby je skazywaa.
  - Chciaaby, ebym je zostawi?
  - Och nie, Istvan. Nie. Tego nie mylaam. Ja tak ci kocham, za to, co zrobie... Wanie, e to by odruch.
  - Kady by tak postpi. Przecie nic si nie stao - cofn wz i zawrci.
  - Zupenie nic - potwierdzi Mihaly. - Nikomu nie powiem o zburzonych domkach, bo tatu by mi da w skr.
  Odwiz chopca napchanego ciastkami, sennego do ambasady. Margit zostaa w domu, nie chciaa si pokazywa. Tej nocy, objwszy si mocno, dugie godziny nie mogli zasn.
  - Dostaam ci... Odda mi ciebie, a przecie mg zabra.
  - Kto? - pyta nie rozumiejc.
  - On - szepna powanie. - Wierzysz, e istnieje...
  Przypomnia sobie wtedy sonia zawracajcego z niebywa lekkoci, jego pynny galop, od ktrego ziemia stkaa.
  - Myl, e on si przelk zamanej trzciny w rku chopca, skojarzya mu si z batem - tumaczy.
  - Nie, na sonie nie uywa si bata, dobrze wiesz - upieraa si. - To by znak.
  Leeli chwil w milczeniu, pod jej doni stukao miarowo jego serce.
  - Bije... - szeptaa zamylona. - Bije dla mnie.
  - Stajesz si zabobonna jak Hinduska. Chyba ono nie wie, dla kogo bije. A jeli, to ju dla siebie, po to zostao uformowane w onie matki - prbowa agodzi jej napicie.
  Jednak nie podja sporu, caowaa go w usta, by nie powiedzia czego, co mogo bole.
  Nazajutrz szyfrant pokaza mu wzmiank w gazecie i dzikowa wylewnie, bo jednak chopiec si wygada. Radca przeczyta, e zanim oszalaego sonia zastrzelili onierze, narobi wiele szkd na targowisku i stratowa dwoje ludzi.
  Zatrzyma auto za wielkimi pniami drzew przydronych. Za kamiennym supem, wytyczajcym wity szlak krla Asioki, w ciernistych krzewach stay bure lepianki, ciany ju poatano, gliny i mierzwy byo dosy. Kobiety naciy sierpami suchych traw i poszyy nimi rzadk krat wiza dachowych. W rozbitej wityni krzyczay dzieci, biegajc pod rozwieszonymi na krzewach dugimi pasami wieo wypranych sari.
  Czego tu szukam? - zapytywa siebie, patrzc na opary wstajce nad zbit ciernist zieleni, wiedzia, e chcia przypomnie sobie oczy Margit szalone z lku - tak patrzy kobieta, ktra kocha.
  Okry nowoczesny, podobny do zamku z czerwonego kamienia, hotel Asioka, brzczaa muzyka, niby niebieskie i zielone meduzy pulsoway w powiewie plaowe parasole. Radosne krzyki, wrzawa gosw dziecicych to rosa, to przygasaa wok basenu, gdy brunatna sylwetka skoczka odbijaa si od trampoliny, by rozbysn w socu i znikn za murem. Nie mia ochoty si spotyka z obcymi ludmi, razi go nadmiar wiata i radoci. Wola rozlegy mroczny budynek Dinghana Club, gbokie skrzane fotele, zasobny bar. Zapach flitu, kurzu, cygar, powiew przecign rzew woni mierzwy koskiej z pobliskich stajen.
  Barman powita go jak syna marnotrawnego, a widzc dwa uniesione palce, nala podwjn whisky ze srebrnej miareczki i dorzuci lodu. Chwil koysa w ciemnej doni, badajc temperatur, nim poda z yczliwym umiechem.
  - Dzi jedzi paski przyjaciel, rada... Te go dawno nie byo.
  - Usprawiedliwiony. Moda ona.
  - I to nie pomogo, znowu uty - zatroska si stary barman, ukradkiem nala sobie odrobin whisky i raczej wcha ni pi.
  Jestem swj - pomyla Istvan - nie krpuj si mn, przy Angliku nigdy by si nie omieli wypi, nawet gdyby mu stawiali, zlewaby do kubeczka dzikujc grzecznie, zapewniajc, e yknie za ich zdrowie, ale dopiero po subie.
  Wysoko pod sufitem, ebrowanym jak w hangarze, te, rozproszone wiata zapstrzonych arwek. Wiatraki mey ospale powietrze, nie czu powiewu. Zabra szklank i dopiero gdy zapad midzy spkane, przyjemnie chodne poduchy fotela, dostrzeg w drugim kcie sali na pozr drzemicego, z odrzucon, wsk gow drapienego ptaka, majora Stowne'a. Spod opuszczonych bezrzsych powiek obserwowa wyjcie na ujedalni. Tereya pozdrowi powolnym uniesieniem otwartej doni. Ten gest i opadnicie wydatnej grdyki na chudej szyi oznaczao nie tylko powitanie, ale i zaproszenie do towarzystwa. Stowne nalea do starej kadry, jeden z Anglikw, ktrzy dobrze mog si czu tylko w Indiach, bo zmiany, jakie zaszy na wyspie, budz w nich obrzydzenie, czuli si tam niemal cudzoziemcami lub przybyszami zabkanymi z innej epoki, szanujcej spoeczn hierarchi. W Indiach okazywano mu jeszcze powaanie, bywa w najlepszym towarzystwie, pord ministrw i dyplomatw, radowie zapraszali go na polowania, a jego wychowankowie byskali sznurami generalskimi, mg zaszczyca, uwietnia przyjcia swoj osob, ocalajc powag byego stranika imperium.
  Niewiarygodna wydaa si Istvanowi historia, jak o nim opowiadano. Podobno durzy si w bogatej Hindusce, czy nawet by jej kochankiem. W pierwsze trudno byo uwierzy, wystarczyo spojrze na jego twardy profil jakby wystrugany z czerwonego drewna, drugie uniemoliwiaa surowo dawnego obyczaju. Wspominano hindusk pikno o wielkich oczach i smolistych wosach, zwinitym aglu nocy miosnych. Lew do krya w koronkowej rkawiczce, nigdy jej nie zdejmowaa, nawet suba, od ktrej wcibskie przyjaciki chciay wydosta prawd, nie widziaa odkrytej rki swej pani. Szeptano o znamieniu czy egzemie, jednak skaza urody nie musiaa by znaczna, skoro przez oka nicianej plecionki przebyskiwaa smaga skra.
  Hinduska musiaa mie fortun, jeli moga sobie pozwoli na amanie konwenansw towarzyskich i jawnie wystpowaa z przyjacielem Anglikiem. Potem niespodziewanie znika. Stowne, nawet podpity, nie odpowiada na pytania o zaginion. Odwraca si i wychodzi z pokoju, pali cygaro, kroczc w zamyleniu po parku tak dugo, pki nie mia pewnoci, e rozmowa toczy si ju na inny temat: rozwaaj ceny szmaragdw, walory koni, wierno i oddanie suby.
  Jednak ju wtedy rozeszy si niejasne pogoski, e Hinduska oszalaa, musiano j zamkn, oszoomion naparem zi wywieziono w okolice Simli, to znw, e wyrzeka si wiata i zostaa wtajemniczon jogini w jednej z grskich samotni.
  Major si nie oeni, mimo wielu zakusw posanych panien. Pozosta sam z legend.
  Kiedy Istvan podnis si ze swego skrzanego gniazda i fotel rozprostowa poduszki, sapic z czowiecz ulg, powolnym krokiem podszed do majora, niepewny, czy dobrze gest przyzwolenia odczyta. Stowne skin wskazujcym palcem, jakby strzsn popi z niewidocznego cygara, wic uspokojony przysiad obok, milczeli nadal, nawet nie patrzc na siebie.
  - Chce pan jeszcze? - odezwa si wreszcie major, pokazujc butelk i syfon przytulone do brunatnej cianki fotela. Sam pocign spory yk ze szklanki.
  - Chtnie.
  - To niech pan sobie naleje. - Kiedy ucich syk syfonu, jeszcze szepn: - Ciko teraz, co?
  Istvan kiwn gow.
  - Niedostpna - westchn major - niechtna...
  - Skd pan... - Terey odwrci si gwatownie.
  - To zbyt rzadkie, ebym nie dostrzeg - mruy gciutko pomarszczone powieki. - Teraz nie tylko trudno o prawdziwe uczucie, ale nie spotyka si i prawdziwych kobiet...
  - Ech.
  - Pan myli, e znam si tylko na robieniu lanc i koniach, stary, gupi, emerytowany Stowne - nieznana sia wyprostowaa go od rodka, wodniste i senne oczy nabray blasku. - Ona mnie moga zatrzyma, przecie bagaem, i nie zrobia tego, cho moga tak atwo - wyrwao mu si w alkoholowym zamroczeniu.
  - Nie do mocno kochaa - nie oszczdzi go Terey ranic i siebie.
  - Kochaa naprawd, gupi chopcze. Przytrzymaa moj warg zbami i draa przymknwszy oczy.
"Chc by z tob, rzuc sub, mundur i pjd, gdzie ty idziesz". "Nie", tak powiedziaa, "nie mog, zbyt ci kocham". A wystarczyo eby mocniej cisna zbami...
  Patrzy na Istvana z gry, jakby go chcia podzioba, czerwono ykowany, z okiem byszczcym od alkoholu spod zbielaej nastroszonej brwi.
  - Jedyna kobieta, ktra tak potrafia kocha. Rozumiesz? Dlatego mnie si wyrzeka. A moglimy jeszcze lata cae by szczliwi... Na to zawsze by czas, miaem rewolwer, nie bybym si waha, gdyby kazaa, odeszlibymy razem. Rozumiesz?
  Potrzsn gow przeczco.
  - Trd. Niaka prowadzaa dziewczyn do grot, eby zyskaa bogosawiestwo... Sadhu j zadrapa martwiejc rk.
  Istvan wpatrywa si w jego sine usta jak urzeczony, odkrya si przed nim tajemnica Stowne'a. Jeszcze nie pojmowa czemu zawdzicza wyznanie majora, gdy dobieg go szept:
  - Id na werand, ona tam jest... Przyjechaa z nim, ale wiem, e na ciebie czeka. No, id i bd nierozsdny. Ja ci to mwi, major Stowne, warto by nierozsdnym.
  Tak uporczywie przyzywa Margit, e ju j widzia z Connolym. Potrzsn such, kocist rk majora i odstawiajc szklank ruszy ku drzwiom. Kroki dudniy gucho po grubym kokosowym chodniku.
  W cieniu na jednym z rozstawionych leakw spowita w jedwabie spoczywaa Grace. Odwrcia gow niechtnie, porzucaa zot od soca rwnin, na ktrej bielay zagrody koni, supki i tyki, uwijali si jedcy, byskajc zmiennie jak gobie, w chmurze pyu, ktry wstawa spod kopyt. Spoza krzeww dobiegay radosne woania dzieci, dziewczynka zanosia si miechem, penym oszaamiajcego szczcia, gdy stajenny wybieg w blask, wodzc kusujcego kucyka.
  - Och, to ty - umiechna si agodnie. - Zgubiony, nie widziany lata cae, Istvan.
  Musiaa zauway jego zaskoczenie i cie rozczarowania, bo odwrcia gow i ucieka oczami na rozlege pastwiska i ujedalni, jakby chciaa si upewni, gdzie jest jej m, jakby tylko on si liczy. Dopiero, gdy Istvan nad ni stan, pochwycia go za rk kurczowo, nie byo ju wielkiej damy, tylko biedna zabkana kobieta.
  - Nie spodziewaem si, e tu bdziesz...
  - Dlatego przyszede? Omijasz mj dom i wszystkie miejsca, gdziemy bywali.
  - Chc zapomnie - uci.
  - Ju zapomniae, jestem garstk popiou. Ale inni pamitaj. Bez wiate Divali trafi do drzwi. We wtorek bya Margit ze swoim boyfriendem... Zabawny Amerykanin, wosy mu stercz jak wystrzyona grzywa rebaka.
  - Margit bya u ciebie - achn si bolenie. - Skd mogem wiedzie, e ju wrcilicie do Delhi?
  - Jest telefon. Tylko nie kam, e dzwonie. Kazaam subie notowa kade nazwisko. Twojego nie ma na tej licie, a przecie ci znaj.
  Pooya wsk do na jego rkach.
  - Sied. Widzisz, tam prbuje nowego konia mj m - wskazaa ruchem gowy.
  Biaawy jabkowity arab o pociemniaych nogach i grzywie koysa na grzbiecie tgaw sylwetk jedca, korkowy kask lni pod soce jak z mosidzu.
  - A ty nie jedzisz? Przecie lubia...
  Zsuna rk, jakby zamkna si w sobie, szczkny zote bransolety.
  - Ju nie mog. Lekarz zabroni.
  Patrzya nie na ma, tylko na dzieci podrygujce w kusie na kucach, wrzawa, miechy i renie koni dobiegay wyranie, stwarzajc pozr radosnego pikniku. Obie jej donie spoczyway teraz obronnym gestem na podoku. Nagym skurczem serca naszo go wspomnienie nocy weselnej i upu, jaki zagarn. Moe to moje? - przemkno trwoliwym cieniem upomnienie, dlaczego nie czeka, nie wyrzek si, by zyska inne, gbsze, upragnione uczucie kobiety, ktr utraci. Za Grace pac teraz...
  - Spodziewasz si dziecka?
  - Syna - odpowiedziaa z tak pewnoci, jakby to byo przesdzone. Rada chce syna. I ja te.
  Wpatrywaa si w Tereya wielkimi, penymi blasku oczami, pragnienie z nich bio, a moe chciaa drogie rysy utrwali, przekaza nienarodzonemu. Przecie nigdy jej nie kochaem - pomyla ze zgroz - tylko byem pod jej urokiem, prbowaem, jak pies ostrzyem sobie zby, zanim ruszyem nowym tropem. Czu niech, bya brzemienna, pena tamtego. Tak bardzo chcia, eby to nie byo jego dziecko, e z gry si go wyrzeka, przyznawa rady niewtpliwe ojcostwo. Margit, odzywao si jak skowyt psa drapicego zawarte na gucho drzwi, Margit, tylko Margit...
  Usyszeli bliski ttent, przykusowa rada. Ko biela w ostrym wietle, omiata zad smagniciami ciemniejszego ogona, rzuca bem, ujc znienawidzony munsztuk. Istvan widzia tylko buty z cholewami, iskr opuszczonej ostrogi i donie w rkawiczkach, ktre cigay zebrane wodze. Gow rady odcina falujcy w podmuchach niski dach opuszczonej markizy.
  - Hallo, Terey - gos rady przerywaa zadyszka po niedawnym galopie - dobrze, e ci spotkaem, ostatnio stronisz od nas. Wiem, e masz do mnie uraz... Ale przecie ja ci nie zabraniam patrze, jak to dawniej robie, na Grace, zwaszcza teraz - zadawi si triumfujcym miechem.
  - Dokuczasz mi - bronia si opdzajc przed podejrzeniami.
  - Ani myl ciebie pozbawia wielbicieli - sparowa, a ko pod nim zataczy i wykona pobrt, by pod nieznacznym naciniciem ydki wrci na miejsce zryte kopytami.
  Istvan gwatownie wynurzy si spod falban sucho opoczcej, bkitnej markizy i z podniesion wyzywajco gow zajrza rady w twarz, tustaw, spocon i przyjanie umiechnit. Odetchn, opar do o kark koski, dreszcz przebiega skr, pogadzi gadki wos.
  - Dobry ko - zachwala rada. - Chcesz si przejecha? Spjrz, wszystko, co mam, jest do twojej dyspozycji - rozwar szeroko wycignite rce, jakby go chcia do piersi po bratersku przycisn - a ty si boczysz...
  - Dziki. Zostan z Grace.
  - Tylko jej nie porywaj, czekajcie na mnie. Napijemy si coca-coli... No, nie krzyw si, mwi tak, eby Grace nie byo przykro, my dostaniemy co mocniejszego.
  Dopiero teraz spostrzeg, e na czerwonym fraczku klubowym rady nie ma krepy, ktra przekrelaa lew klap.
  - Poweselae, odkd zdje aob - stwierdzi ze zrozumieniem.
  - Zdjem, bo mj starszy brat yje - skrzywi si cierpko. - Umar, zosta spalony, popioy wrzucono do Gangesu, a teraz zmartwychwsta i grozi mi procesem. By ju u mnie jego adwokat, synny pan Czandra.
  - Przecie to twj wsplnik, chyba moesz si z nim dogada... Zmartwychwsta? - Terey wzruszy ramionami. - Obdna historia.
  - Zapominasz, e jestemy w Indiach - rada rozpltywa kosk grzyw, bawi si jak frdzelkami serwety na kopotliwym przyjciu. Wrzawa kusujcych dzieci niepokoia konia, strzyg uszami i unosi suchy eb. - Czandra nie jest moim partnerem, chocia poyczaem mu spore sumy pod zastaw, obawiam si, e i mnie chce z wdzicznoci oskuba...
  Nim poaskota bok klaczy ostrog, skoczya w pynny galop, kadc uszy, wyrzucajc pysk do przodu, jakby chciaa ksa.
  Rada siedzia dobrze, umia jedzi, musia mu to Istvan przyzna, cigajc wzrokiem szybki bieg konia i rytmiczne ruchy sprystych ng, pki nie znikli za cian ywopotu, nad ktrym bielay stajnie.
  - Co to za historia, Grace?
  Siedziaa z twarz usypiajcej madonny, skupiona, jakby nasuchiwaa, brzemienno jej nie szpecia, raczej przydaa powagi i cichej dojrzaoci, uroku, jaki ma sad przed owocobraniem.
  - Kopie - rozchylia usta w niemiaym umiechu, przyciskajc obie rce do ona - pierwsze ruchy czuam po lewej stronie, pod sercem. Bdzie chopiec.
  Spoglda na ni z uczuciem winy, zakopotaniem i odrobin zniecierpliwienia, jak patrzy si na psa, ktry nie pojmuje rozkazu, cho pry si w przyjaznej gotowoci aportowania.
  - Pytaem ci...
  - Ach, nie nud, jak on wrci, wszystko ci dokadnie opowie, bdzie zachwycony, e ma komu... Kiedy do nas przyjedziesz? - podniosa due, chonne renice. - Mylaam, e ju si od ciebie wyzwoliam, a wystarczy... I powraca jak pacz skrywany, ciska za gardo myl o tym, co mogo by, co bezwolna odtrciam. Kiedy ciebie zobacz? Czeka na askawy przypadek?
  - Po co si spotyka? Masz wasne ycie.
  - Ju niedugo bdzie i jego - pooya do z czuoci na wzniesieniu ona. - Zjawi si may go i trzeba go bdzie prowadzi po wiecie. Tamtej nocy spadao tyle gwiazd - mwia jakby tylko do siebie, sennie, pomau.
  Nie poznawa jej, bysny mu uki rakiet, osuway si zy wietliste, przenikn go dreszcz na wspomnienie obkanego zuchwalstwa, jakie popeni.
  - Jedna zapada we mnie. Jest, czuj, e wieci. Nikomu bym nie powiedziaa, tylko tobie, ty zrozumiesz...
  Siedzieli bez ruchu, nachyleni, jak si czasem w pnie zdarza, niezdolni do adnego gestu. W dali ucicha galopada kucykw i sycha byo przechwalajcych si maych jedcw, piskliwe gosiki i strofowanie matek, ktre siedziay w cieniu akacji na rozcielonych pledach, nie spuszczay oczu z rozfiglowanej dzieciarni. Skrzypny skrzane cholewy, cicho i srebrnie zadzwonia ostroga.
  - Budz was - szepn rada, pochylajc si nad zaduman par - do tego sam na sam. Wstawa i jazda, zabieraj si, Istvan, z nami.
  - Jestem wozem - opiera si jeszcze.
  - Pojedziesz pierwszy, chc mie pewno, e do nas trafisz - pooy mu rozgrzan do na ramieniu.
  Grace ju si podniosa i jakby nabraa ochoty do ycia, bo uja ich obu pod rce, pocigna ku drzwiom.
  Kiedy przechodzili rodkiem sali, nie odpowiadajc na korny ukon barmana, wydawao si Istvanowi, e drzemicy w rogu major Stowne unis do z porczy fotela, dajc sygna, e raduje go zgoda i udao mu si speni rol przeznaczenia, popychajc ku sobie zakochanych.
  Nim doszli do drzwi wyjciowych, poszarzao i sypn rzsisty deszcz, zatrzymaa ich wietlista kurtyna. Ulewa piewaa, wiergotaa strugami z dachu przepenionych rynien zarosych mod traw wysian wiatrem. Sucy na bosaka podbieg bezszelestnie i poda im wielki, czarny parasol. Rada puci okie ony. Terey niepewny, czy by to gest uprzejmoci, wyrnienia, czy po prostu tamten przeznacza go do czynnoci suebnych, uj parasol z blaszan mark londyskiej firmy i osoni kobiet. Przytulia si do niego, palce oploty jego do - nie, nie! - krzyczao w nim - tulimy si, bo parasol... Sprowadza j po ociekajcych stopniach do auta stojcego midzy drzewami, kierowca wyskoczy, by im drzwiczki otworzy, prbowa wyrwa parasol Istvanowi. Terey otrzsn si jak zmoczony pies, bo poprzez licie cieko strugami.
  - Dzikuj - szepna Grace, zgarniajc sari, zsuna sandaki i tupaa obryzganymi, bosymi stopami. Jaskrawo lniy jej winiowe paznokcie.
  Teraz Istvan pod parasolem przeprowadzi rad. Jestem pody - przemkno mu - mj niby - akt pokory i zadouczynienia, czyby ona tylko tyle bya dla mnie warta?... Margit, Margit - zakoatao blem jak aobny dzwon, z trudem powstrzymywa si, by nie uciec wozem w otcha ulewy. Zamkn parasol i z otwartych drzwiczek austina rzuci sucemu, ktry go zapa w locie.
  Patrzy przez chwil na bkitny dymek pykajcy spod zielonego, szerokiego wozu rady. Za tyln szyb majaczya ciemnowosa Grace powiewajc doni. Napomniany klaksonem ruszy wyprzedzajc limuzyn rady. Austin wtoczy si mikko na bia od bryzgw ulewy asfaltow szos.
  Aleja zmroczniaa, wielkie licie drzew, ugite pod nadmiarem chlustajcej wody, rozcapierzay si, chony parujc wilgo. Niemal sysza chciwe siorbanie rolinnoci, licie, trawy, ssc ciep ulew, zdaway si puchn. Nawet powietrze pozieleniao.
  ysiejcy starszy pan a podskakiwa na fotelu z niecierpliwoci. Korcio go, eby wyprzedzi za spokojny tok opowiadania, ale skarcony spojrzeniem rady cich, gniewnie ypa wypukymi oczami i gono popija kaw. Istvan zwszy znajom atmosfer domu, zapach wilgoci i zgaszonych cygar, korzennych przypraw i mdo, jak zagon kwitncych ziemniakw, pachncy pk narcyzw w szklanym wazonie na posadzce.
  - Po mierci starszego brata cay majtek przechodzi na mnie - tumaczy rada.
  - I przedtem miae dosy - wtrci te.
  - Tak, ale bodaj uprzejmo wymagaa, ebym swoje operacje finansowe bratu przedstawi do uznania... Wic gdy zmar, chyba niedoczynno serca, zawsze by wty, przypad mi cay majtek. Istniay spisy spadkowe, ale przecie klejnotw, dewiz, sejfw bankowych si nie wylicza, to sprawy wewntrz rodziny.
  - Dobre obyczaje - wtrci Terey - dyskrecja zapewnia zmniejszenie opat spadkowych...
  Vidajaveda skin gow, e si zgadza.
  - Ciao wyniesiono wieczorem nad rzek. Stos by okazay, my nie szczdzimy kamforowego drzewa naszym zmarym - zaznaczy rada. - Ciao spoczywao jakby w maym domku, oboone aromatycznymi szczapami. Wylano z dzbanw topione maso... Kiedy kapan przytkn do czterech rogw pochodni, cae niebo zaczo grzmie i spada ulewa. Stos dymi, jednak ogie chwyci. Lao, wic nie byo na co czeka, zleciem subie, eby dopilnowaa spalenia zwok, a sami schronilimy si do aut i pniej odjechalimy do zamku - pochyli gow w zamyleniu i dopiero po duszej chwili dorzuci: - Zameldowano mi nazajutrz, e zwoki zostay spalone, a popioy wrzucono do rzeki. A teraz on si zgosi... I upomina si o swoje prawa - uderzy z pasj piciami po rozchylonych, tgich udach.
  - Zaraz, powoli - ucisza go radca. - Wic poznae go? To naprawd twj brat?
  Rada odwrci gow w stron okna zmywanego zacinajc ulew, w oczach mia smutek:
  - Poznaem i nie poznaem. Jest tak straszliwie poparzony, wszdzie blizny pozrastane nierwno...
  - Jednak musi pamita bodaj par spraw, o ktrych tylko ty wiesz. Moesz go przyapa na jakich niecisociach, wspominajc wydarzenia z dziecistwa, star niak, psa, zabawki?
  - Wanie, e to nie takie proste... Niektre sprawy zna, innych zdaje si nie pamita, skary si na pomienie, ktre mu w gowie przeszo wyjady. Chyba cierpi... Wiesz, ja bym chcia, eby to by mj brat, ale boj si jakiego oszustwa.
  - Suba to ciemne chopy, s tak spragnieni cudownoci, e od razu go przyjli jak swego pana - zoci si stary Vidajaveda. - Wmawiaj w nas, e to prawdziwy rada, tak tego chc, e niedopakowi stale opowiadaj nowe szczegy, a on wywa si w swoj rol. Jeszcze miesic, dwa i poczuje si starszym bratem, zada udziau w interesach, szczegowych rozlicze... On si rni tym od zmarego, e wie, czego chce.
  - No dobrze, ale co mwi obsugujcy plac kremacji? - docieka Terey. - Czy jest jaki cie szansy, e mg ocale? Co stwierdza lekarz? Przecie chyba sprowadzalicie lekarza?
  - Wszystkich ju przesucha mecenas Czandra, wobec wyranego cudu przyznaj si, e stos niedopalony zagas w ulewie, zwoki wrzucili do Gangi, eby spyny z wod... A drewno sprzedali, przydao si na inne pogrzeby, bo przynoszono nowych zmarych. Przysigaj, e zwoki byy na wp zwglone, co potwierdzay straszliwe blizny i znieksztacenia. Nikt dobrowolnie, nawet eby zdoby taki majtek, nie daby si tak okaleczy. Powiada, e czu, jak pomienie szarpi, wygryzaj mu ciao, ale nie mg si ruszy ani zawoa o pomoc. Dopiero gdy rozrzucono dymicy stos i zepchnito ciao do wody, wrcia mu przytomno, bogini Durga nakazaa, by go wody niosy, lizay mu rany agodzc cierpienie - w gosie starego Vidajavedy pobrzmiewaa ironia, spoglda na crk szukajc poparcia, ale Grace milczaa. - Rano niby si ockn, agodnie zoony na piasku, zaczerpn wody, ugasi pragnienie. Zaopiekoway si nim kobiety, piorce nad rzek. Nie wiedzia, kim jest, ale stopniowo we snach niebieskie siy oddaway mu przeszo. - Rozumie pan? - kiwn na Tereya. - Wszystko jest to cudowne, niezwyke, wzruszajce, tylko e chodzi o pienidze, o grube pienidze... - podrygiwa, a mu ze szklanym brzkiem spada yeczka na kamienie posadzki.
  - Niesamowite - westchn Terey. - I jak tu wrci?
  - Przywiz go mecenas Czandra. Spotka w grocie nad rzek, otoczonego czci, hodami... Wieniacy go ywili, skadali mu ofiary, przecie by widomym dowodem, e mona umrze i powrci z aski bogw...
  - A skd si tam wzi Czandra? - dopytywa podejrzliwie Istvan. - Czy nie za wiele tych zbiegw okolicznoci?
  - Czandra jest pobonym Hindusem i przyszed obmy si z grzechw w witych wodach, usysza o nowym sadhu, wic uda si, by wyprosi bogosawiestwo... Zaczli rozmawia i Czandra podsun mu myl, eby opuci samotni i wrci do dawnego ycia, obieca, e wystpi przed sdem w jego sprawiedliwej obronie, zmusi mnie do oddania spadku, jaki nieprawnie przejem...
  Rada westchn, namyla si, jak przedstawi swoje kopoty.
  - Rozprawa si odbya, sd musia orzec, kim jest naprawd ten okaleczony czowiek, tylko sd mg prawnie przywrci go do ycia - tumaczy Tereyowi. - Zapyta mnie sdzia, czy chc uzna w nim brata? No, co by zrobi na moim miejscu? Jeli powiem, e nie, od razu maj dowd, e to wanie jest mj brat, bo broni swego stanu posiadania, nie chc mu zwrci tego, co przejem po nim w spadku, a nie s to sumy bagatelne. Miabym wszystkich przeciw sobie...
  - Jakich wszystkich? - przerwa Istvan.
  - Posugaczy cmentarnych, kobiety z wioski, ktre go odnalazy, nawet wasn on. Tak, nawet Grace, ktra si go po prostu boi, eby nie przekl jej dziecka... No, co miaem robi, uznaem go. Zosta w zamku, a ja zabraem Grace, eby si na t straszliw, jakby odart ze skry,twarz nie zapatrzya, i przyjechaem tutaj... Ukada si z Czandr. Tak, bo w kocu to on powoa do ycia to straszydo. I napomyka, e potrafiby go przekona, eby podpisa akt zrzeczenia, odszed do swojej samotni doskonali si wewntrznie... Pozornie umrze rada, a narodzi si wity sadhu.
  - A wic, u diaba, pytam ciebie, czy to jest twj brat, czy nie? - zyma si Terey.
  - Nie wiem, doprawdy nie wiem. Kiedy patrz w jego udrczone oczy spod napocztych ogniem zablinionych powiek, wydaje mi si, e go rozpoznaj, kiedy sucham gosu, myl: obcy.
  - Bo to oszust! - zerwa si te i biegajc po gabinecie kopa fady kaszmirskiego czerwonego dywanu. - Wrzucili nieboszczyka do rzeki wypyn sto mil dalej... Przynajmniej tam go znalazy praczki.
  - Och, nie mcz - odgradza si rada uniesionymi rkami - wol da, ni ebym si zapar brata. W tej sprawie jest tyle cudownoci, e jedne sto mil nikogo nie zadziwi. Wiesz dobrze, co sdziowie powiedzieli, e wida musia spyn na szczapach jak na tratwie. Przecie stos si nie dopali.
  - O jak sum chodzi ostatecznie Czandrze?
  Rada spode ba spojrza na tecia, wymienili gesty bezradnoci.
  - Jak ja nie dam, da mu brat, bo jest kuk w jego rku, ufa bezgranicznie... Gotw mu nawet odstpi poow majtku. I jest w prawie. Czandra go wprowadzi do zamku, da szaty, sub, majtek, dobre imi... Zrobi go moim bratem.
  - No, wic zdecyduj si: zrobi, czy jest? - przypiera Istvan. - Od tego zaley dalsze postpowanie.
  - Trzeba si broni przed tym niedopalonym truposzem! - wrzasn Vidajaveda. - To ju nie tylko twoja sprawa, ale i Grace, i tego nie narodzonego, dlaczego macie si da okrada! Czandra wszystkiemu winien, Czandra, demon niesyty zota i wpyww. Czy wy moecie poj? On si t ca spraw, w ktr s wmieszani i bogowie, wyranie bawi.
  - A twoja bratowa? - docieka Istvan. - Poznaa ma?
  - Poznaa, poznaa - rozoy bezradnie rce. - Zrozum, od kobiet nie mona wymaga rozsdku, ona si nad nim lituje.
  - Nawet go chwali - parskn te. - On wszed w prawa maonka i jest sprawniejszy ni twj nieboszczyk brat.
  - Wic jakie jest wyjcie?
  - Dogada si z Czandr - ugi kark rada. - Ty go znasz, wydaje mi si, e ci polubi... Porozmawiaj z nim, przebadaj. Moe puci farb. On ma jedn sabo: lubi si chwali. Od najlepszych cygar po zayo z ministrami.
  - Och, pyszny jest jak sam szatan - przytakn starszy pan, drepczc niecierpliwie po przektnej dywanu. - Ale jak chce zrobi pienidze, potrafi by - opuci do na wysoko kolan - taki malutki.
  - Jednak upokorze nie zapomina, mciwy jak raniony so - tumaczy si ze swej ustpliwoci rada.
- Nikomu nie yczybym mie w nim wroga. Zreszt jest wietnym znawc prawa, potrafi wykopa w dawnych aktach przykady rozstrzygni spornych spraw, ktre popieraj jego wnioski, wiesz, e u nas, jak w Anglii, precedensy prawne obowizuj. Sdzia musi je bra pod uwag. auj teraz, e z nim zaczem interesy, daem si skusi duym procentem i poczuciem bezkarnoci, ktre mi gwarantowa.
  - A ja ciebie przestrzegaem - nad si te. - Nie kryem, co o nim opowiadaj.
  - Co nie przeszkadzao, eby ojciec sam z jego usug skorzysta - odci si rada. - A kto zaatwia transfer via Cejlon do Australii na konto Warda?
  - Raz, duo, szybko i koniec - ci doni niewidzialne powizanie starszy pan. - Miaem tutaj utopi majtek, pozwoli, eby go roztrwonili na swoje planowe inwestycje? Mona ryzykowa, ale rozsdek nakazuje, eby zabezpieczy przyszo nie sobie, tylko wam i waszym dzieciom. Ja ju nic od ycia nie chc, musz myle o waszym szczciu - roztkliwia si, jednak rada pochwyci w faszywy pton, bo wsparszy obie donie na kolanach, pochylony do przodu, wpatrywa si w tecia z lekk drwin.
  - No, no... Dajmy temu pokj. Zabrnem, sam bd szuka wyjcia - zaspi si nagle, spogldajc ku drzwiom, gdzie powiew wzdyma portiery i jakby co niedobrego wsuno si do pokoju, ziejc im w twarze wilgotnym chodem, gnilnym odorem szalejcej zieleni.
  - Musisz pamita... - zacz powanie te.
  - Pamitam. Rwnie i o gociu, ktrego nie powinnimy nudzi - powiedzia rada dyskretnie zaznaczajc, e Terey zosta dopuszczony do sekretw rodzinnych, tych prawdziwych, bo dotyczcych operacji finansowych.
  Wytoczy si z przedwczesnej ciemnoci wzek. Sucy, klapic sandaami, przykucn koo foteli, zbiera oprnione filianki stojce na posadzce i dywanie, skada je z takim szczkiem, jakby zrobiono je z elaza, krceniem si troch niepotrzebnym i haasem zaznacza, e gorliwie pracuje. Mg zebra zastaw na tac i uprztn, wola jednak wysun stolik-wzek, by podkreli nowoczesno domu i swoj rang.
  Grace nie obchodziy te zabiegi, zmienia skropione deszczem sari na ciemnoniebieskie, siedziaa w cieniu, tylko po kolanach osonitych liskim jedwabiem przeleway si zmienne lnienia, byskao zocenie sandakw i rubin paznokci.
  - Istvan - podniosa gow jakby zmagajc si z ciarem kunsztownie namotanych wosw - dobrze jest na ciebie patrze. Myl, e potrafilibymy wrci do dawnej przyjani... Wiem, e staam si cika, zbrzydam, ale to minie, bdziemy znw jedzi konno... Ja wiem, e ci si teraz nie podobam...
  Milczc potrzsn gow. Widzia jej uniesion twarz, sarnie oczy otwarte szeroko, wargi rozchylone tsknym westchnieniem, pene i bezwolne, nie by pewny, czy za nim, czy za dziewczc swobod, radosnym wadaniem wolnym ciaem sprzed maestwa, a moe przeczuwaa ju bl i lkaa si o los tego, ktry w niej si rozpiera.
  - Co si odmienio, Istvan - mwia jak rozkapryszone dziecko. - I Margit nie ta sama. Kiedy wziam jej rk i przyoyam tak, e poczua, jak on si rusza, zapakaa nagle... Wycie si wszyscy mnie wyrzekli, nawet ojciec, cho syszae: wszystko robi dla mego dobra, a ja nawet nie chc myle, e i mnie powici interesom, one s jego jedyn prawdziw namitnoci: mie, posiada. Przecie nawet drobnej czstki z tego, co ma, nie potrafi zuy... Mj m jest taki sam. Nazywaj to trosk, rozumnym zabezpieczeniem przyszoci, ale to jest choroba i celem s miliony funtw, dziesitki milionw rupii, przeklte pienidze...
  - Ale bez nich, wiesz, jak jest. Znasz ycie - podnis si przecigajc rada. - Ty, moja mia, moesz sobie pozwoli na lekcewaenie pienidza, bo zamono jest dla nas czym tak oczywistym jak dla biedaka powietrze, ktrym oddycha. Nie wierz jej, Istvan, ona ci schlebia, marzy si jej jaka utopijna sprawiedliwo... No, zapytaj go, czym si zajmuj jego koledzy w czerwonym kramie ambasady, kady chce co wyuska, nikt nie powie, e ma do, eby podwyszono pensj koledze, dano awans... Pomnaanie pienidza to sama esencja ycia, wszystko za nie dostaniesz: i godnoci, i honory, sprawiedliwo i wadz, nie ma ludzi odpornych, wprawdzie mwi - nie, ale wystarczy si potargowa, ustali waciw cen, zmieni zdanie.
  Umiechna si wyrozumiale, jakby znaa inn prawd, chwycia Istvana za rk, odwrcia si w stron rady.
  - A co masz Tereyowi do zarzucenia? Zabiega o stosunki, wszy, chce zarobi? A moe jest odporny na wasz chorob.
  - Ja? Nic... - rozoy rce z askaw bezradnoci. - Zapominasz, e on jest poet. - Powiedzia to takim tonem, jakby mwi: niedog, upoledzonym, nawet kalek. - Istvan, strze si, przecie to prawie wyznanie miosne... Bd musia was rozdzieli, bo jeszcze wychowa mi syna na komunist. Nie krzyw si, przecie kad rewolucj od francuskiej poczwszy robi znudzeni synkowie arystokratw, bankierw i fabrykantw...
  - A lud? - zapyta przekornie Istvan.
  - To krew do przelania albo gosy potrzebne do legalizacji zagarnitej wadzy. Ja mog j mie pacc uczciwie zotem, nie faszyw monet sloganw i zudnymi nadziejami. Nie wmwisz we mnie, e macie rwno, a jeli udaje si j osign, to jak rwno czsto przystrzyganego ywopotu, zbuntowan, gotow do wystrzelenia dziczkami.
  - Prawo ludu jest usankcjonowanym bezprawiem - potwierdzi te. - On si urodzi rad, musi broni wasnych przywilejw i swoich dzieci. Prawdziwa rwno jest w rku bogw, oni decyduj, gdzie si kto rodzi. Moe wanie ktry z tych pogardzonych, cierpicych, godnych, oczyszczonych z win, po zgonie wcieli si w szlachetny rd, zaczerpnie dla swego wieo uformowanego serca naszej krwi...
  - Nie, ja nie chc! - krzykna Grace, kulc si i obronnie opasujc splecionymi rkami wezbrane ono.
- To nie jest nikt obcy, on pocz si z nas.
  - Tak, to nie jest obcy - potwierdzi ojciec. - To jest kto std, z Indii...
  - Nie wierz, Grace, yjemy tylko raz - pociesza j Istvan. - Pan jest bardzo Hindusem, panie Vidajaveda.
  - A kim, u licha, mam by?
  - Bardzo panu z tym wygodnie - skoczy Terey i podnis do Grace do ust, ceremonialnie, jakby przepraszajc za sowa, ktre musiay j dotkn. - Czas na mnie...
  - Kiedy si zobaczymy? - odprowadza go rada poklepujc przyjacielsko. - Nie musisz czeka na specjalne zaproszenie, wiesz, jak ci oboje lubimy.
  Auto stao w pmroku polniewajc od wilgoci, wczesny wieczr rozwleka wonie kwitncych drzew, pocia si rozszalaa ziele, pena szelestw, cykania grubych kropel, sykliwego ciekania struek deszczowych. wiato lamp, przywalonych rozrastajcymi si gaziami, zdawao si piewa namitnym gosem rozedrganych owadw. W ten jczcy z rozkoszy obok wpaday jak skrawki stonego mroku nietoperze, dziurawiy mc gstw taczcych ciem, polnych konikw, gzw, skrzydlatego plugastwa, ktre wyroio si spod obmokego listowia, z kau, wyprchniaych pni, parujcej mierzwy, szczelin w starych murach i lici misternie pozwijanych w tulejki.
  Wdycha narkotyczne wonie pomnaajcego si ycia rolinnego, nasuchiwa grania owadw, zuchwaego furkotu wielkich chrzszczy, ktre buczay mu wprost w ucho i jak kamyki staczay si po blachach wozu. Kiedy zapali reflektory, struga wiata dobya rozkrzyowanego czowieka w bieli, czokidar uwiesi si na kutej z elaza bramie, chcia otworzy oba skrzyda jednym szarpniciem ramion.
  Margit musi by chora, inaczej nie pokazaaby, e j co drczy...Dlaczego pakaa? Zazdro? - rozgryza jedno zdanie, ktre go drasno w usyszanych zwierzeniach. Zawstydzi si, e waciwie spotkanie z Grace tak go niewiele obeszo, czyby Margit miaa suszno, z okrutn szczeroci mwic o "cieraniu tablicy". Grace mu si tylko podobaa, budzia podanie. A teraz pogry si w ywio mioci, ktry go wyniesie albo zgubi.
  Nie mia si wraca do domu, sucha narzeka kucharza i jaowego raportu wartownika, ktry przedstawi swoj przyszo w sowach tak penych wdzicznoci, e bdzie trzeba wyoy pokan sum na urzdzenie wesela. I tak tego nie uniknie... Zamkn si w sypialni z ksik w rku, pali papierosy i dry, przetrzsa wydarzenia ostatnich tygodni? Dlaczego ona milczy tak uporczywie? Przecie bya w Delhi parokrotnie i przysigby, e nic nie zapowiadao rozstania. Jeszcze syszy jej szept ciepy, przy samym uchu, czuje askotania wosw na policzku - jestem z tob taka szczliwa. Jeszcze wsplnie odwiedzili wystaw Ram Kanvala, obrazy w ciemnej sali klubowej mimo zapalonych wiate traciy si, poszarzay. Opali Hindusi, Sikhowie w turbanach z brodami wieccymi od pomady, snuli si niemrawo, koszule wypuszczone na wierzch, pomarszczone biae spodnie sprawiay wraenie sennego rozmamania. Przystawali przed ptnami, wymieniali szeptem zoliwe uwagi i chichotali w pi, uywali wydrukowanego programu jak wachlarza. Profesorowie Akademii skupili si wok artysty z twarzami zatroskanymi jak na pogrzebie. Najwiksze zainteresowanie budziy karteczki z napisem: sprzedane i wymienion cen. Dopki radca nie przyszed z pann Ward i przywoani na wiadkw nie wsparli malarza, uwaano obwieszczenie za chytry chwyt reklamowy. Dyplomatw stawio si zaledwie paru, nie bya to odpowiednia pora, za gorco, kto mg, ucieka w gry. I Rosjanom wystawa nie przypada do gustu, cho u siebie mieli ju malarzy poszukujcych czego nowego. Jedynie Jugosowianie kupili dwa obrazy i jedno due ptno wzia za trzydzieci rupii Akademia do przyszego muzeum wspczesnej sztuki, na razie obiecano, e bdzie wisiao w korytarzu.
  Margit, pena radoci, gotowa wszystkich uszczliwi, namwia wtedy Connoly'ego, by pozowa Kanvalowi do portretu, dopilnowaa, eby wpaci zaliczk. Drobne na pozr sukcesy, ale skrztnie obserwowane przez konkurentw, podniosy autorytet malarza i po wernisau ukazay si w prasie pochlebne omwienia, oprcz skrajnie prawicowej gazetki, ktra go nazwaa wywrotowcem, wrogiem ojczystego pejzau i, co gorsza, urody hinduskich kobiet.
  Margit bya jeszcze dwukrotnie w stolicy i raz na sobotni noc wpad do Agry. Nic nie wskazywao, e nagle przestanie odpowiada na listy, e nie bdzie podejmowaa telefonu.
  Jecha ulicami Delhi, opustoszaymi po niedawnej ulewie. W wiatach to zamajaczy umykajcy szakal podobny do maego liska. Istvan dostrzeg dwa dalsze, jak z koci zrcznoci zeskakiway z pak penych miecia i popiou, usysza ich zawodzenie podobne do paczu zgubionych dzieci, a si serce ciskao.
  Kanval... Szczerze chcia mu pomc. Operujc samymi noycami mg nieco zmieni ton recenzji, ktre przesa do ministerstwa jako argumenty ponaglajce zaproszenie malarza. Bya szansa, e wykoacze stypendium, uatwi mu wyjazd do Wgier, a wic do Europy, gdzie powinni si pozna na jego sztuce, oceni indywidualno. Z rozmw, z tonu penego arliwej proby i nagych przypyww nadziei odgadywa, e ten wyjazd by nie tylko prb ostateczn, ale ucieczk, wydobyciem si na powierzchni, z mrwczego dreptania, walki o powszedni ry, o koszul na grzbiet, o askawe uznanie dla sztuki, ktra nie da si przeliczy na rupie.
  Koo ruin Dantar Mantar, ktrych ogromne wychylone w niebo kamienne uki krlewskiego astrolabium majaczyy nad wierzchokami palm, zamylony nie dostrzeg, e drog mu zajecha jasny citroen, zmuszajc, by stan koo krawnika.
  Z wntrza wyskoczy drobny czowiek i rzuci si rozkadajc rce powitalnie prosto w wiata reflektorw.
  - Marzyem, eby ci spotka - woa Nagar, obejmujc tak szybkim i gwatownym uciskiem, poklepujc i trzymajc ruchliwymi domi, jakby Istvan by pniem drzewa, na ktry chce si wdrapa. - Wielkie nowiny... Ja to przewidywaem. Ja to czuem! - triumfowa. - Nos mnie zawodzi.
  - A ja szukam...
  - Wszystko bdzie - nie dopuszcza do gosu, trzyma za rkaw wlokc za sob - i nowiny, bombowe - delektowa si wag tego sowa - i skromna, kawalerska kolacyjka; poczekaj, bo to nie mniej wane, aperitif: martini z cytrynk i kropl dinu, ale dosownie tylko na drugi posmak, moe by Dubonnet, filianka rosou z wia, may, jak trzeba, nie te wielkie paskie trupojady, ja wiem, ja wiem - z gry gasi zastrzeenia i wtpliwoci - potem kuropatwy i czerwone, cikie, ja wino mog wcha, ale tym mnie uradujesz i pomalutku, bez popiechu oprnisz buteleczk. Nie ma co dla suby zostawia, oni si na tym nie znaj. Anglicy to prostacy w sprawach kuchni, wystarczy im mierdzca whisky. Wic od kogo Hindusi mieli si nauczy?
  Mimo haasu, szybkich nieskadnych ruchw, wycign plastykow teczk, zamkn auto kluczykiem. Mokre gazie alejki ocieray im si o rce, otwarty dom bucha tym wiatem. Na progu siedzia aciaty legawiec, nie wybiega panu naprzeciw, tylko ziewn szeroko i od niechcenia pomerda ogonem.
  - Jak si masz, Trompette - tarmosi obwise ucho Nagar. - Stare psisko i jeszcze gupie, myli, e zapie szakala. Kiedy o zmroku zaczynaj biega koo domu, popakiwa i dobiera si do mietnika, suka dostaje szau, trca mnie nosem, skubie i prowadzi do stojaka ze strzelbami, ona mnie wprost namawia do morderstwa, a kiedy jej tumacz, e do szakali si nie strzela, spoglda z wyrzutem, a nawet okazuje pogard, bo odchodzc potrafi grzebn ze wstrtem tylnymi nogami, jakby zasypywaa...
  W niewielkim hallu penym wiata pachniao drewnem poncym na kominku. Nagar przykucn, wsun rce, przeczesa rozczapierzonymi palcami pomienie.
  - Nie znosz wilgoci. - Pokaza na ciany zawieszone skrami antylop i bawow, midzy pkami wczni z wiechciami czerwono barwionych koskich grzyw wystawa jak zamurowany po szyj rogaty, odraajcy eb indyjskiego nosoroca. - Kupiem go - przyzna uczciwie - prawda jaki adny? Czog natury. Ja bym nie strzela, zostao ich jeszcze mniej ni nas - pokiwa gow.
  Dwaj sucy o ruchach sennych i spojrzeniu lepkim, niemscy, wiadomie obnoszcy swoj urod, dobywali butelki z rzebionej skrzyni, wysuchawszy ze skupionym wyrazem twarzy rozkazw pana wypowiedzianych w hindi, nalewali kieliszki, cieniutko strugali aromatyczn skrk cytryny.
  Nagar sam dola odrobin dinu, odlicza krople z namysem aptekarza. Sprbowa wszc, prawie macza koniec nosa w kieliszku i uzupenia proporcje z prawdziwym znawstwem. Samo patrzenie na te obrzdy budzio nie pragnienie, a podanie.
  Kiedy trzymali pojemne kieliszki, pachnce lasem i zioami, z przechylonym ksiycem talarka cytryny, a czerwonawy grzebie pomykwdrga w gbi paleniska, syszc poprzez ciemny korytarz wierkanie dalekopisu, Istvan zapyta niemiao:
  - Miae mi powiedzie...
  - Zaraz, ty nienasycony. Mao ci? Jeszcze chcesz niepokoju ze wiata jako przyprawy? - przechyli gow jak ptak, ktry si zastanawia, z jakiej strony napocz skrk chleba. - Po dwudziestym zjedzie on dopiero zrozumia - szydzi zmieniajc gos na rzeczow relacj spikera radiowego. - "Pojem, e waga i skutki bdw s gorsze, ni sdziem... Szkody wyrzdzone naszej partii s znacznie wiksze, ni mogem przewidzie". Kto tak mwi? Co dla ciebie Istvan, specjalnie dla ciebie. Sam Rakosi Mtys. I pot mu zrasza yse ciemi. Bo wie, e to mowa pogrzebowa, ktr nad sob wygasza. A nie jest pewny, czy mu pozwol odej, czy nie zadaj rachunku za tamtych, ktrych pchn pod mur. I wszyscy na sali wiedz, e to tamci, pomordowani, byli prawdziwymi komunistami. Patrzy wkoo i widzi twarze podobne do zacinitych pici i cho zasiada jeszcze w prezydium, nie jest pewny, czy stra przy drzwiach, midzy oleandrami, bdzie go chroni, czy ju na niego czeka. Tak si mwi u was w Budapeszcie. Rakosi przepad, sekretarzem jest Ger, a jego zastpc byy oskarony wizie z przyzwolenia Stalina - Kadar. I powiedz, czego ja si ciesz? To ty si ciesz! U was w ambasadzie dowiedz si o tym dopiero jutro z gazet, a za trzy dni zniknie caa rado i dostaniecie urzdow szyfrwk, e s zmiany, i zobaczysz, jak si twj Bajcsy zacznie ustawia, zrcznie przeoy agle na nowy wiatr... Ale ty masz ode mnie nowiny jeszcze gorce, korzystaj, wiesz, jak karty rozdane. Czy cho rozumiesz, co si tam stao? To s inne Wgry, jeste przedstawicielem innego kraju ni ten, ktry ci tu posa. - Niewielka jego twarz kurczya si w gwatownych grymasach, przypomina mapk mocujc si z damsk torebk, ktrej rozkoszn zawarto przeczuwa, cho nie bdzie wiedziaa, jak j spoytkowa.
  A wic Bela trafnie sygnalizowa nastroje - uradowa si - id zmiany, wielkie zmiany...
  - No? No i co ty na to? - da zachwytw stary dziennikarz. - Jeszcze ci mao? To nie s karty z rkawa towarzysza numer jeden, a ywi ludzie, czuj, bo cierpieli, cudzy grzbiet nie boli, tylko wasny. - Stuka skulon apk w chud, zapadnit pier, jakby sam siedzia w wizieniach, by bity w ledztwie. - Zdrowy bl, bogosawiony, jednoczy z tymi w dole, o ktrych si zapomina, nie widzi poprzez wykazy produkowanej stali, aluminium, kukurydzy, znikali, bo ich oblazo czarne mrowie statystyk.
  - Wiedziaem, e jest zjazd, troch orientowaem si w nastrojach - prbowa zapa oddech radca.
  - I mylae, e to bdzie spotkanie starych aparatczykw, rzdek gipsowych popiersi na tle czterech profilw, z ktrych ten ostatni przysania tamte dawne, jak gwat tumi nadzieje filozofw... Oni i dzi, midzy najbardziej swymi, s oddzieleni potrjnym kordonem, niedostpni, askawie suchaj oklaskw i mierz czujnie ich natenie. Mnie o tym opowiadali, wiem, jakbym tam by... Oni mieli osobn palarni, osobn kaw, ktr bada lekarz i parzy trzscymi rkami sam pukownik. Zamiast rozmowy z narodem, o ktrym prbuj decydowa, ukady w lku przed nieuniknionym wypieraniem tego, nie przecz, bohaterskiego lamusa, przez modych, ostronych fachowcw, inynierw, ekonomistw, ktrzy maj odwag zapyta, ile to bdzie kosztowao, komu to ma naprawd suy... Jeli o przyszoci decydowa zaczn modzi, nie obcieni, bez urazw, a ze studiami i gorcy, tacy, ktrzy s nie do kupienia i nie patrz na przeciwnika, jak na tego, kogo trzeba kupi, a nie przekona, moecie pj naprzd.
  Wpatrywa si w ogie, siorbn ostronie koktajl i ze smakiem obliza wargi, pou chwil skrk cytryny, a gdy si zrobia za gorzka, wyplu resztki w gb kominka, a zaskwierczay.
  - Wycig z kapitalizmem. Czego ja si za ciebie ciesz? Co mnie na tym zaley? Ja nie chc si ciga, ja chc y - cmokn dwa razy - nie gorzej jak dzi, ale nikomu prawa do takiego ycia nie bd odmawia. Prosz bardzo, starajcie si jak Nagar, bdziecie mieli...
  Istvan dopiero teraz ogarn znaczenie ostatnich wiadomoci. Odejcie Rakosiego oznaczao pocztek lawiny, serce mu walio, zapowiadaa si wielka odmiana: w Moskwie - Chruszczow, w Warszawie - Gomuka, w Budapeszcie... Kto bdzie mia odwag stan naprzeciw huczcego tumu, powiedzie prawd i wzi na swoje barki trud kierowania, bez wzgardliwego poczucia wyszoci wobec robotnikw, nieporadnych, upartych chopw... To musi by kto, kto jest wolny od pychy wtajemniczonych, kto, kto zna wszystkie upokorzenia i ca zmienno skandujcych jego imi, dzi gotowych go dwign ponad gowy, piastowa pokornie, rwnie atwo, jak wczoraj deptali z mciwym pomrukiem zawiedzionego stada.
  Trompette rzucia si nagle ze skowytem w mrok ogrodu, ujadaa, buszujc pod krzewami. Usyszeli, jak w duym pokoju aparat szczkn, uderzajc w zastawk, urwaa si duga, pozwijana w spirale tama informacji.
  Jak mynarz, ktrego z drzemki budzi zgrzyt stawida, Nagar podnis si wawo, odstawi kieliszek i skulony pobieg korytarzykiem. Istvan widzia, jak przykucnity przesuwa w doniach szarfy z wiadomociami, zarzuca je na szyj niby fakir we.
  Teraz dostrzeg, e mody Hindus, w biaej koszuli z niebiesko nakrapian muszk, podaje tamy i noyce, ktre Nagar niecierpliwie odtrca, rwc palcami kruchy papier, jednym gwatownym maniciem klejc informacje - robi ju serwis nocny.
  Istvan chtnie by mu pomg, przycupn obok i przechwytujc gotowe zestawy nowin czyta chciwie przez rami. Jednak wypadao poczeka. Nagar cho zna obie strony rozdzielonego wiata, zmuszonego do wspycia, do zbienych prb ocalenia ludzkoci, jednak naley do tamtych.
  Powrci z tam papierow na szyi zwisajc mu do kolan, lekko spocony, z zadowolonym umiechem krawca, ktremu udaa si przymiarka, klient powinien by zadowolony...
  - Bezkrwawa rewolucja - drwi, sigajc po kieliszek. - Ger ju si chwali, e u nich na szczcie nie byo Poznania, cho niektre pisma na Zachodzie - stuka palcami w szko kieliszka, a dzwoni faszywie - nasze, nasze, prboway zajcia w klubie Petfiego przedstawi podobnie, nazywajc "maym Poznaniem"...
  - W Poznaniu musieli dziaa agenci zachodnich mocarstw - obruszy si Terey.
  - A w klubie Petfiego starzy towarzysze, jeszcze z Hiszpanii, z partyzantki, i to do nich krzyczaa wdowa po Rajku, eby mieli odwag upomnie si bodaj o przywrcenie honoru jej zamordowanemu mowi... - bd go palcem. - Tam te pewnie agenci imperialistyczni huczeli na sali: "Stalin nam nasa katw. Rakosiego pod sd!" "To ludzie Stalina siej midzy nami, towarzysze, podejrzenia o zdrad i nienawi, byle si utrzyma przy wadzy". "Walka o wolno to walka o socjalizm". Tak, to na pewno prowokacje agentw, sycha w nich szelest dolarw - szydzi. - Mj drogi, jedno wadzy z narodem, to nieatwa sprawa, a wiedzy o losie zbiorowym nie zastpi raporty... No, zapytaj ich, kiedy ostatni raz chodzili zwyczajnie ulicami Budapesztu, kiedy pili kieliszek wina w knajpie, nie na przyjciu, pod okiem tajniakw, kiedy sami co kupowali? Wy moecie pokpiwa z krlowej holenderskiej, e jedzi na rowerze, ale... No - zamia si szczerze - ze mnie te kawa demagoga, Holandia, wielki mi kraj... Wyobraziem sobie Chruszczowa na rowerze, to tak jakby go ju nie byo, on musi korzysta z odrzutowca, przeklestwo kontynentu, o ktrym przyszo decydowa.
  Dwaj sucy wchodzili kolejno, rozstawiajc na stole talerze i mae naczynka porcelanowe z pokrywkami. Zapachniao pieczeni, winem, dymem z kominka. W otwartych drzwiach szumia deszcz i suka wbiega otrzsajc si z odraz, zziajana i mokra.
  Wyposzone spod drzew ulew i zwabione wiatem wpaday my, kryy furkoczc wok lamp, leay na biaym obrusie jak kosmate pki uskubane rk dziecka.
  - Sprawiedliwo, Istvan, najlepiej zostawi Bogu, przynajmniej ja, stary yd czy, jak wolisz, Francuz, bo bardziej elegancko, wolabym zostawi... Tylko, e czasami On si te zniecierpliwi, On te moe mie do i powierza do zaatwienia ludziom. Umarym ycia nie wrci, poamanym w rodku nie podrutujesz serca jak garnka, musz wic winni zapaci. A jeli ich wszystkich osoni ci nowi, ktrym lud teraz powierza wadz, eby mie wreszcie t swoj sprawiedliwo, mog by kopoty, jeli za dugo przyjdzie czeka - mwi gwatownie, z pasj, pki nie dosza go lekka, askoczca w gardle, zmuszajca do przeykania liny wo rosou wiowego, wtedy zerwa si z taboretu stojcego przy kominku, potkn o psa, ktry spojrza na niego z wyrzutem, i dopad stou. Uchyli pokrywki na jednej z filianek bez ucha i odetchn z ulg. - Jest, a tak si ju zdenerwowaem, wydao mi si, e zapomnieli przyprszy po wierzchu drobno posiekan natk. Bez pietruszki to mde jak - zawaha si i wypali - jak odnowa bez sprawiedliwoci, mde, odesa z powrotem do kuchni, niech dalej pichc.
  Kiedy ju rozsiedli si za stoem, a suka pooya Nagarowi ciki eb na kolanach, zapyta z dziecinnie chytrym umiechem:
  - Czy ty wiesz, po co si sypie pietruszk do takiego rosou? eby przeszkadzaa si spieszy, eby nie chepta, tylko smakowa... Zgrzanemu koniowi te wtykasz wieche siana do wiadra, nim go napoisz po biegu, eby cedzi przez zby, zdrowiej, dusza przyjemno... Tylko po co ja ci to mwi? Ty jeste Wgrem, z pastuchw i koniokradw, niegupi nard, gdy mymy koowali na piechot po pustyni, wycie sobie jechali z Azji konno jak hrabiowie.
  Jednak nie mogli spokojnie dokoczy kolacji, bo zaczli wpada na rowerach gocy z delhijskich redakcji, okryci pelerynami, z ktrych ciekaa woda, i dopominali si o serwis, nie z Wgier, tylko z Jugosawii.
  Zaniepokojony Nagar rzuci si do pokoju z dalekopisami, wszy jak ogar, grzeba w zwojach zadrukowanych tam, przerzuca je za siebie, kl pomocnika Hindusa, Trompette potrzsaa pyskiem penym szeleszczcych wstg, powizani biaymi skrtami serpentyn wygldali jak wspczesna grupa Laokoona w szydliwym projekcie Salvadore Dali.
  - Jest. Mam nareszcie! - krzycza podrygujc, a suka prbowaa chwyci krcone koce tamy, uciekajce jej sprzed pyska. - Ona wie. Ona ju rozumie, e to bya wana wiadomo, a ty, senna kuko, przegapi wymyla urzdnikowi, ktry niewiele si tym przejmowa, patrzy rzewnie, usta mu si skaday jak do paczu, zbyt jawnego, eby by prawdziwy. Nagar ucich, gaska po ciemnej doni i na pocieszenie ucaowa w policzek. Istvan widzia, jak tamten za plecami szefa umiechn si zadowolony i zapali papierosa. - Wszystkiego musz sam doglda - ali si Nagar. - Popatrz... Wana depesza: deklaracja Tito,Nasera i Nehru na wyspie Brioni, oczywicie u nas kolejno nazwisk zmienimy, Nehru pjdzie pierwszy. Popieraj denia wyzwolecze Algieru. Teraz rozumiem, dlaczego si tu krci Sheriff, prawdziwy Rifen z Atlasu, szuka dojcia do korpusu dyplomatycznego. Przedstawiciel pastwa, ktre jest jeszcze prowincj francusk, i czonek rzdu, ktry nie pozwala si nawet fotografowa... Co za czasy! - zaciera donie. - Urodzaj na wydarzenia, dobrze by choby depeszowcem.
  Telefon nagli i Terey czujc, e przeszkadza, zacz si egna.
  - Gwat, cae ycie krzyk nade mn, e wiat si pali - cign go Nagar z powrotem do stou - ale jeszcze ten kieliszek burgunda musisz wypi. Dobry rocznik, od ambasadora Strovskiego dostaem, jego rodzina, jak i moja, te z Polski, ale to galicyjski hrabia ten nasz ambasador, cho zna tylko dwa sowa po polsku, oba paskudne... I wierz tu w sentymenty, w dziedzictwo krwi. No, jak kuropatwa? - dziobn widelcem, pomagajc sobie palcami oderwa pat misa z piersi, utapla w zotym sosie i u ze smakiem. - Nie musi dugo krusze, poley p dnia w serwatce i ju apie wiatr - z luboci posugiwa si myliwskimi terminami. - Jedz, Istvan, nie ogldaj si na mnie. Tego ci twj kucharz nie potrafi przyrzdzi.
  Chodzi po pokoju, obgryzione kostki ciska w ar kominka, palce da suce do oblizania, a potem wytar o tamy dalekopisu, ktre przywlk a do jadalni uczepione na bucie.
  - Ser? Kawa i koniak? Ach, barbarzyco, barbarzyco, tak jakby si ubra we frak, a zapomnia skarpetek do lakierkw. No, skoro musisz, to uciekaj - klepa go serdecznie. - Ja wiem, co ci pdzi. Rozumnie sprzedawaj parogodzinn przewag nad ca ambasad. I pamitaj, e tu masz czowieka; prawda, Trompette? - ale suka znowu ze skowytem wciekoci rzucia si midzy drzewa zlewane ukonie zacinajcym deszczem.
  Podminowany nie mg jeszcze myle o powrocie do domu.
  Dugie bryzgi deszczu wieciy w reflektorach, jak stary, zdarty film, przelatyway zarysy drzew, wille ukryte za zieleni wybuchajc gejzerami lici bananowcw. Kiedy dojecha pod mieszkanie Judyty, przez chwil nie wysiada, nie gasi motoru.
  Uchylia si zasona w oknie i te wiato rozlao si po masce austina. Sdzc, e jest rozpoznany, podnis do powitalnie i wysun si z wozu. Ale zamiast Judyty, drzwi otworzy Ferenz takim ruchem, jakby go oczekiwa.
  - Syszae ju? - zapyta poufnie. - Pewne, poda Londyn.
  - Jak to dobrze, e przyszed - pyna przez pokj Judyta, poprawiajc wosy, pozwalao to zadziwi mczyzn jdrnoci okazaego biustu. - Co z nim zrobi? Mylisz, e pozwol mu po cichu zej ze sceny? Nawet na emeryturze, nie pogodzony, zerany ambicj, moe stanowi punkt zapalny, jtrzy przeciw szczliwszym rywalom.
  - Pjdzie na boczny tor. Schowaj go - Terey namitnie skandowa zdania.
  - Tak sdziem, chyba to nie jest trzsienie ziemi tylko kosmetyka... - Ferenz patrzy mu w oczy. - Inni te byli u steru Stalina...
  - Ale uchowali czowieczestwo, skoro pr do zmian. Demokracja nie znaczy, e kadego mona aresztowa, skaza za nie popenione zbrodnie, wepchn na lata do obozu czy rozstrzela - gos Istvana dwicza pasj. - Kady rzd moe si znale w takim pooeniu, e musi si uciec do gwatu, zwaszcza rewolucyjny, rnica, ta zasadnicza, polega na tym, e gwat nie moe by jedyn form kontaktu z obywatelami... Podobnie jak kamstwo, bo przyznasz, e kady rzd musi kama lub przynajmniej przemilcza wiele spraw, ktre ludzi dotkliwie obchodz.
  - Istvan, nie podoba mi si twoja analiza - zaniepokoi si Ferenz. Na czyj stron ty si przemkn? Czy nie za blisko kapitalistw?
  - Ja? To wanie ty. Podle nam pac w ministerstwie, kady yje nadziej, e wyskoczy za granic i zapie troch dewiz, opierzy si, obsprawi, co nieco odoy. Moe nawet zrobi par drobnych interesw na boku... Nie myl o naduyciach, tylko bywaj okazje, na ktre przeoeni patrze musz przez palce.
  - Nie rozumiem do czego zmierzasz - odgrodzi si Ferenz.
  - Rozumiesz, doskonale rozumiesz - szepna przyzwalajco Judyta, mruc oczy.
  - Potwierdzam twoje obawy. Zmiany bd. Musi by demokratyzacja ustroju, ktry nazywa siebie najbardziej demokratycznym, ale ilemy zapacili, dopiero nam podadz za p wieku historycy. Ludzie tpi musz odej, to dopiero si zaczo, i lepiej ich nie stawia pod mur, bo bd si broni, opiera rozpaczliwie i jednoczy. Trzeba ich odsya na emerytur, na zasuony odpoczynek, bardzo si natrudzili, niech ju zabior si do pisania pamitnikw, w ktrych siebie wybiel, a wyjawi prawd o przyjacioach, dajmy im czas, eby si dogrzebali sumienia, a bodaj roztkliwili nad wasn niedol.
  - Mylisz, e to lawina?
  - Tak samo myl jak ty - popatrzy mu twardo w oczy. - Wiesz, e i Stary...
  - Nie spiesz si, Istvan, z potpieniem.
  - Masz nadziej, e przetrzymasz ambasadora - cedzi z grymasem niewiary Ferenz - a wic i mnie... Ach, ty poeto, poeto - szepta wzgardliwie.
  - Nie kcie si, stoicie nastroszeni jak dwa koguty - agodzia Judyta - a przecie jestemy w kocu jednego zdania.
  - Nie wszyscy - odwrci si niespodzianie Ferenz. - Nie przeszkadzam, sami uzgadniajcie.
  Ukoniwszy si, wyszed.
  - Ponioso ci, te sobie wybrae powiernika - wzruszya ramionami Judyta, usiada na tapczanie i patrzya z trosk. - Nie tylko moesz nawarzy sobie piwa takim gadaniem... Wiesz, jaki on jest.
  - Boi si - wzruszy ramionami - o swoj skr.
  - A ja o ciebie - powiedziaa ciepo. - Ty jeste prawdziwy narwany Wgier, nie zawsze milczenie musi by zdrad, a rozwaga poddaniem, ty chciaby i przebojem... Nim Koloman Bajcsy odejdzie, a ma powizania i wpywy w kraju, moe ci duo krwi zepsu. Nie wierz jego nieruchawoci, umie uderza. Nawet gdyby go odwoali, jeszcze dugo jego opinie bd miay swoj moc. Dawniej mwili, e czowiek skada si z duszy i ciaa, potem dodano paszport, dzi - ca kartotek z napisem: poufne. Ty wiesz, jak ludzie kochaj mwi le o drugich - przechyliwszy gow zwilya kocem jzyka wargi i umiechna si bezradnie. - Nawet ja.
  - Nie - potrzsn gow. - Zbyt dugo si znamy. Ty jeste dobra. Z sercem.
  - Nie licz na nic. Za duo przeszam, ebym nawet w imi przyjani moga ryzykowa. Mwi ci z ca szczeroci: ja chc y spokojnie. Do tych romantycznych gestw, jednodniowych koalicji, kapitulacji w przeddzie ustalonego ataku, szeptanych ostrzee, maych zdrad, ja chc spokoju, i chyba przyznasz, e mi si naley. Ja znam wszystko - wydymaa pene wargi z gorzk zarozumiaoci. - No, dlaczego nie pytasz?
  Siedziaa zgarbiona, obejmujc splecionymi palcami uniesione kolano,brunatne, ciepe renice spoglday na niego zachcajco.
  - Uciekam do Rosji przed Hitlerem. Chciaam by od niego jak najdalej. I byam, zawieziono mnie nad ujcie Obi. Co prawda rozumiem, e oni zbiegom ufa nie mogli. W strasznym wysiku walczy ten ogromny kraj z najazdem. Pamitam do dzi te brunatne osiedla z kd, te straszne pnie jak martwe kolumny, zatkane kominy, las obcity na wysokoci trzech metrw... Zachodziam w gow, kto zadawa sobie ten bezsensowny trud? A to po prostu napadao trzy metry niegu, drwale cinali stojc na nartach przy czterdziestostopniowym mrozie, od ktrego belki w chaupinach strzelay, jakby w nie wali obuchem...
  Drzew byo do, nie przerbiesz si przez cian spltanych pni, zdrowy cedr podtrzymuje strupiesza brzoz, ktra przy dotkniciu rozsypuje si jak stoczony grzyb... Nie wyrabiaam normy. Miaam wszy, liszaje, wrzody na twarzy od meszki, tych drobniutkich muszek, ktre tn, rany od kleszczy, ktre kapay z lici... Ale jeszcze budziam podanie. Zaatwiali te sprawy na naradach w ani, dostawaam pajd chleba. Nie gardzisz mn? Istvan, ja chciaam przey. Potem zabraam si do szycia... T sukienk, co mam na sobie, te sama skroiam. Wtedy przestali mnie uwaa za niemieckiego szpiega, dostaam wasny kt, odgrodzony ciank z desek, i panie oficerowe stay do mnie w kolejce, ubiegay si o moje wzgldy, daway pudeko konserwy rybnej, butelk samogonu, papierosy. Czasem mi si tundra ni. Budz si z waleniem serca. I oddycham, e to ju poza mn. Wrciam do Budapesztu, pracowaam w prokuraturze wojskowej. Nie patrz tak na mnie. I nie wymagaj zbyt wiele.
  Spoglda z ogromn litoci. Wydao mu si, e widzi j z wielkiego oddalenia, jak przez okular odwrconej lornetki. Przewidywaa gromy, jakie spadn mi na gow. Czy naprawd a tak jest ze mn le?
- oddycha niespokojnie.
  - Moja droga - zacz agodnie - przyszedem do ciebie, szukajc swoich, Wgrw... Kiedy w Budapeszcie dziej si wielkie wydarzenia, chyba powinnimy by razem. Przecie ambasada to jakby kawaeczek ojczyzny, przynajmniej powinna nim by. A wy... A ty... Judyto, wiedziaem, e jestem sam, jednak nie sdziem, e a tak bardzo - gwatownie zgasi papierosa. - Nie, nie lkaj si, nie sprawi ci kopotw.
  - Terey - zacza niemiao. - Istvan - poprawia - nie chciaam ci dotkn.
  - To ja przepraszam. No, ju dobrze. Nie ma o czym mwi. Do widzenia.
  Cikim krokiem przeszed pokj, w ktrym kady mebel wyda si jakby tylko chwilowo ustawiony, jak na scenie. Nawet kwiaty, ogromne fioletowe bukiety gladioli. Nic, ani jednego obrazka, kilimu, gliniaka z kraju. Z tego pokoju moga wyj z walizk i kto inny mg si wprowadzi, nic by si nie zmienio. Podnis jej do do warg. Nagle poczu, jak jej ciepe pene ramiona obejmuj mu gow. Ucaowaa go po macierzysku w czoo i odepchna lekko.
  - Id ju - szepna.
  Zatrzyma si na progu.
  - Nikt jeszcze nie widzia, jak pacz - powiedziaa z podniesionym czoem i nagle zobaczy, e jej oczy byszcz nienaturalnie, wezbrane wielkimi zami, ktre powoli, nie ocierane staczaj si po policzkach.
  - Do jutra - powiedzia ciepo, dotykajc klamki.
  Kiedy zatrzasn drzwiczki austina, wiato w oknie zgaso i jakby cay dom si odsun, przepad za cik zason ulewy, ktra czekaa tylko na t chwil. Wycieraczki monotonnie mruczc lizgay si po szybie. Zapomnia o paczcej kobiecie, ca uwag musia skupi na wypatrywanie drogi. Zwierciadlane byski zapalay si przed nim i na wp zatarty krajobraz majaczy jak w zym nie.
  Rankiem, penym radosnego trzepotu, wypukanych, a wietlistych lici, pokrzykiwa szpakw, ledwie zajecha przed ambasad, w przyjaznym chrupaniu wiru pod oponami, na spotkanie wyszed mu Ferenz i wita tak, jakby si dugo nie widzieli.
  - Wszystko si potwierdzio. Tytuy grube na trzy palce - oznajmi triumfalnie. - Ambasador ju jest - nachyli si - kto musia mu da zna, bo dzwoni i noc dopytywa si, co przekaza Budapeszt. Kaza szyfrantowi natychmiast dostarcza depesze.
  Patrzyli sobie w oczy.
  - Jest tylko komunikat. Mniej ni w gazetach.
  - Ju wiesz? - z przeksem zapyta Terey.
  - Szyfrant da mi kopi, nim spali - przyzna si wcale nie zakopotany, tak jakby tylko oni obaj z ambasadorem mieli prawo czytania szyfrwek.
  - Jak Stary?
  - Mocno kopnity, ale nie pokazuje tego, twarda sztuka.
  - Dobra szkoa - przyzna Terey. - Niby co ma pokazywa? Niezadowolenie? Caa zrczno teraz to doszlusowa do niedawnych przeciwnikw, tak jakby ich si od dawna wygldao. On potrafi.
  - Jeszcze nie wiadomo, czy to trwae zmiany - zawaha si, jakby nie wiedzia, czy wszystko mona Istvanowi powierzy. - Stary zmi depesz, rzuci na st i powiedzia do szyfranta: "Na razie zmienili kapelusz, ale gowa zostaa ta sama. Zabieraj te szpargay". Wic liczy, e jeszcze si wszystko moe odkrci.
  Wchodzili po schodach na pitro, kady do swego pokoju. Na biurku leay ju sterty delhijskich gazet. Istvan czyta wielkie nagwki, wdychajc znajomy zapach drukarskiej farby. Przed zmianami w Komitecie Centralnym na Wgrzech widniay dumne sowa o wolnoci dla afrykaskich narodw, deklaracja z wyspy Brioni na rzecz niepodlegoci Algieru. Nehru, Naser i Tito; porzdek nazwisk taki, jak zapowiada Nagar.
  Oczekiwa do poudnia, liczc, e ambasador ich wezwie i nawietli sytuacj na Wgrzech. Waciwie stawao si to ju spraw naglc, bo znajomi dziennikarze dzwonili proszc, wycznie dla siebie, jak zaznaczali uprzejmie, o komentarze. Brakowao szczegw, atmosfery zjazdu, informacji krajowej - wi si jak piskorz.
  Za oknem upa narasta, aparat chodzeniowy sczy lepkie powietrze podobne do wyzieww pralni. Ze ciany spoglda na niego Rakosi z drwicym umieszkiem.
  - Nie ja go wieszaem, niech go Ferenz zdejmuje - westchn ocierajc pot z twarzy.
  Wanie wony przynis kaw, kiedy kto do drzwi lekko zapuka.
  - Wej - powiedzia Terey po wgiersku, nie spodziewa si adnych odwiedzin "strony", jak urzdowo okrelano goci indyjskich z miasta. Jednak tamten nie wchodzi.
   Wtedy wony uchyli drzwi. Za nimi sta gruby dostawca towarw importowanych do Indii, obsugujcy ambasady. Stuli donie przed pier i skoni gow rozdt turbanem starannie uoonym w drobne pliski, twarz mu lnia tusto.
  - Witam pana, sir - zbliy si do biurka. - Mam drobn spraw...
  - Zbiera pan zamwienia, panie Gupta? Prosiem o p tuzina whisky.
  - Wanie przywiozem, czekaj na dole w aucie. Jak pan kae, sucy zaraz wniesie... A moe odstawi wprost do domu?
  Wony czeka, czy radca kae przynie jeszcze jedn kaw, Terey nie zwraca uwagi na jego pytajce spojrzenia.
  - A jak z paceniem? Czek czy gotwka?
  Kupiec wskaza wzrokiem na wonego, wyranie wiadek rozmowy mu przeszkadza.
  - No, wic, panie Gupta?
  - Jest gotwka - niechtnie wyjmowa z kieszeni szerokich spodni, wymitych szarawarw grub kopert. - Pan Ferenz nie lubi czekw.
  Prbowa dyskretnie poda radcy rozdt zwitkiem banknotw wytuszczon kopert.
  - Co to za pienidze? - zdziwi si.
  - Za whisky - wyd grube wargi pod przylizanymi wsami Sikh. - Teraz tak podnieli opaty celne, e moi ziomkowie bd tylko pili na przyjciach w ambasadzie...
  Nagle pojmujc, e radca nie odbiera podsuwanej koperty, cofn skwapliwie do i zacz si tumaczy, e sekretarza nie byo w pokoju, mimo e dzwoni z miasta i ustali spotkanie.
  W tej chwili drzwi si otwary i wsun si Ferenz, witajc Gupt.
  - Wyszedem na chwil, bo mnie wezwa ambasador. Przywieli ci wdk?
  - Tak, i nie mog si dowiedzie, ile teraz pac, podwyszono opaty celne.
  - Nie nam, Hindusom. Status dyplomatyczny. Prawda, panie Gupta?
  - Tak - potwierdzi gorliwie. - Dla mnie, biednego kupca, strata, dla panw zysk. Opiecztowali mi skad. Mog sprzeda tylko to, co sprowadziem po dawnej cenie...
  - No, ile pac? - dopomina si Terey.
  - Nic. To podarunek od przyjaciela - skrzywi nalan twarz Sikh.
  - Tak nie mona...
  - Ale mona, mona - uj kupca za rami Ferenz i popycha ku drzwiom.
  - Bierz, Istvan, jak daj. Pijc bdziesz mia czas si zastanowi, za co dostae.
  - Niech pan bierze, panie radco - szepn wony. - Moe i mnie pan odstpi buteleczk?
  - Zawsze za te darmowe whisky trzeba potem trzykrotnie paci - achn si radca. - Czego on ode mnie chce?
  - Czekam na nowe zamwienie - skoni si kupiec. - Mam tu nawet wypisane...
  - Chod pan do mnie, rozwaymy spokojnie - wygania go zniecierpliwiony Ferenz. - Jak tu gorco!
  Gdy wyszli, wony spojrza na radc z uznaniem.
  - Mog buteleczk? Niech i ja co uszczkn.
  - Wecie - machn doni - i uciekajcie.
  - Tak jest - wypry si po oniersku. - Mnie tu, panie radco, w ogle nie byo.
  Telefon zadzwoni ostro. Ambasador wzywa na odpraw. Istvan podnis si, przecign, poprawi rozluniony krawat i zamykajc drzwi raz jeszcze spojrza na portret, ys, stokowat gow czowieka, ktry przez lata trzs Wgrami.
  - Przeczytaem wam komunikat - ambasador opar si obu rkami o biurko i, odchyliwszy ciki tuw, spojrza spod przymknitych powiek no, to ju wiecie. Destalinizacja obja i nasz kraj. Proces jest zoony, wypadkowa bdw, wypacze i do skomplikowanej sytuacji w naszym obozie. Naley j powita z du rozwag, gdy ten sam proces majcy w sobie moliwoci pomylnych zmian, puszczony na ywio, moe doprowadzi do wewntrznego wrzenia i powanie osabi sprysto aparatu partyjnego, a na to czyhaj wrogowie.
  Stali gromad troch speszeni oszczdnymi sowami, brakiem uczuciowego stosunku do ostatnich wydarze.
  - Wyczekuje - szepn Istvan Judycie, ale ona tylko cisna mu koce palcw, by milcza.
  - Wracajcie do pracy. S jakie pytania?
  - Dobijaj si do nas dziennikarze, chc zna szczegy - zacz Terey.
  - Trzeba ich uspokaja, mwcie prawd, radio wgierskie do nas nie dociera, a komentarzy oficjalnych jeszcze nie otrzymalimy. Nie pchajcie si z adnymi owiadczeniami. Odsyajcie do mnie, a ja ich spawi... O ile mnie zdoaj przyapa, bo wanie na par dni zamierzam wyskoczy z Delhi - wyszczerzy w umiechu poke od nikotyny, zachodzce na siebie zby. - Nie trzeba si spieszy z robieniem gupstw. Na to jest zawsze czas. Prawda, towarzyszu Terey?
  Istvanowi wydao si, e dopiero teraz usyszy prawdziwy komentarz.
  - Bdzi ludzka rzecz - przyj wyzwanie.
  - Ale urzdnik, a zwaszcza z ambasady, powinien tego unika. Pamitajcie, Terey, e nie jestecie tu za poet, nie puszczajcie przed czasem wodzy fantazji.
  - Troch mnie dziwi to pouczenie.
  - Mnie te. Nie jestecie modym rebakiem, Terey, ebycie mi tu wierzgali. Pora byaby pomyle powanie o przyszoci.
  - Wanie to robi - odpowiedzia twardo.
  Odwrci si i wyszed, jednak czu, e ambasador nie spuszcza z niego wzroku i z trudem powstrzymuje si, by go nie przywoa.
  Nic si nie stao, on ma ju taki sposb bycia - uspokaja sam siebie, zapalajc papierosa w gabinecie - krzyczy na jednego, eby wydzieliwszy go z gromady zmusi do ulegoci, a przy okazji zastraszy reszt. Mwi rozsdnie, nie ma si do czego przyczepi, cho drani ton ekonoma...
  Wony wszed po cichu, przystawi krzeseko i zdj portret.
  - Tfu, poszo plugastwo - wzdrygn si. - Ja tylko do jaszczurek, ktre za fotografi mieszkay... Bardzo si gadw brzydz, od malekoci.
  Przyglda si z bliska Rakosiemu. Tak patrz z niegodn ciekawoci ssiedzi w twarz zmaremu.
  - Towarzysz sekretarz kaza portrety schowa w bibliotece, mwi, e za par dni moe przyjdzie je znowu powiesi - marudzi wycierajc smugi kurzu. - A pan radca to jest oko, nie da si pokn.
  Terey nie podj rozmowy. Gsty osad tumionego gniewu piek w trzewiach. Zy by na Ferenza za spraw z Gupt. Ja nie jestem prokuratorem - zagryza wargi - nic mnie nie obchodzi, na czym on zarabia, ale nie dam z siebie robi durnia. Czy on myli, e nie pamitam, o co prosi?
  Wzburzony wsta gwatownie, odpychajc krzeso. Chwil puka donie w strumieniu chodu bijcego z maszyny, nim zdecydowa si rozmwi z Ferenzem.
  Sekretarz tumaczy mu agodnie, eby usiad, zapali, a moe woli yk soku pomaraczowego z lodem?
  - O co chodzi, Istvan? e mam troch smykaki do interesw? Przecie forsa pchaa si sama. Chcesz, dam poow. Owiadczam ci, e tego Sikha pierwszy raz na oczy widz. Gupta Brothers, a to chyba najgupszy z nich. Bierz - podsuwa zwitek banknotw, jakby przewidujc, e Terey przyjdzie upomnie si o swoj cz, skoro podpisywa zamwienie. To,e mia ju odliczone piset rupii, najbardziej rozjuszyo Istvana.
  - Wiesz, gdzie sobie wsad t fors? - warkn. - We mnie nie bdziesz mia wsplnika.
  - Brzydzisz si? Tym lepiej. Tylko pamitaj, e na zamwieniach jest twj podpis, ani si nie wyprzesz, ani nie wytumaczysz... Wic uwaaj chodno przestrzega. - Jeli sprbujesz ksa, mam sposb. Bajcsy bdzie po mojej stronie. Czy nie lepiej rozej si teraz zgodnie i zapomnie o caej, bahej zreszt, sprawie...
  - Jeste kawa drania, rozumiesz? - krzykn Terey, a tamten umiechn si, jakby usysza komplement, mia wiadomo penej przewagi.
  - Chcesz ze mn wojny? - wydmuchn smug dymu. - Towarzyszu Terey, zastanwcie si, nie macie szans, przegracie. No, wycigam rk do zgody.
  Istvan wybieg z pokoju trzaskajc drzwiami.
  Wezwa wonego i powiedzia, e moe zabra pozostae pi butelek whisky.
  - Och, panie radco. To naprawd za duo. Prosiem o jedn, bo jak czowieka soce za dnia wysuszy, wieczorem by sobie goln.
  - Nie chcecie, oddajcie Gupcie, jak si tu pojawi - obruszy si radca.
  - E, taki znw gupi to ja nie jestem. Da, to da. Nie zmarnuj si u mnie. Bardzo dzikuj - w drzwiach si jeszcze kania. - I jakby si pan radca odmyli, to pki co, s u mnie jak w depozycie... Moe jedna na tydzie pknie.
  - Idcie ju.
  - Dzi wszyscy poirytowani. A przecie w kraju jakby si lej zrobio, a Rakosi to ani paski, ani mj krewny. Czego aowa?
  Kiedy zosta sam, zacz robi notatki, odpowiada na pisma urzdw delhijskich. Gniota go wiadomo bezsilnoci. Wpad, trzeba mie odwag do tego si przyzna. Za gupot musi paci. Sysza, jak Ferenz przeszed korytarzem, kroki zatrzymay si przed jego drzwiami, po chwili ruszy dalej. Znajomym basem zawarcza motor w wielkim wozie ambasadora. Przez okno zobaczy jedn posta rozpart na tylnym siedzeniu, wic nie pojechali razem - pomyla z ulg. Wystarczy podliczy, zrobi wycig z lekkomylnie podpisanych blankietw, aeby w raporcie do ministerstwa znalazy si dowody, jak radca spekuluje importowanymi wdkami, wykorzystujc dyplomatyczn legitymacj, ktra zwalnia od ce.
"Ten rodzaj poktnego zarobkowania jest niegodny dyplomaty i moe spowodowa interwencj indyjsk. Decyzj pozostawiamy..." Lub jeszcze prostsze oskarenie: "Radca Terey si rozpi, o czym wiadcz zaczone wykazy jego zamwie na alkohol, za ostatnie miesice kwoty odpowiadajce trzem czwartym jego pensji... sdzimy, e zanim dojdzie do jakiego skandalu, naleaoby..." Wtedy przypomn sobie, e jest poet i urzdnicy tylko pokiwaj gowami: to s skutki eksperymentowania nieodpowiedzialn kadr, z poety robi urzdnika, i usunie, spokojni w sumieniu, podsun ministrowi do podpisu odwoanie z placwki. Znowu naszo go rozpaczliwe pragnienie spotkania Margit. Lk, e mgby odjecha z Indii nie zobaczywszy si z ni, uwiadomi mu ca si tego skrywanego zwizku. Margit, Margit... Nie mia do niej adnych praw, prcz tych, ktre mu ona przyznaa w swej szczodroci. Nie mia szans, by w cigu dwu najbliszych tygodni raz jeszcze pojecha do Agry. By gotw upokorzy si, tumaczy, baga, byle go nie odpychaa. Przeyka lin, otwiera usta, jakby z trudem apa lepkie powietrze - odzyska Margit, nic, nic, tylko trzyma j w ramionach, oddycha zapachem jej wosw, poczu napr jej ud, brzucha,piersi, ciepy oddech na obnaonej szyi... Myl o utracie karmia go ci. Naprawd boli - woa w nim wielki gd czuoci.
  Patrzc przez zakurzone siatki w oknach na rozchwiane w socu strzpiaste wierzchoki palm, blask nieba spukanego ulewami, zapragn ruchu, przestrzeni - ucieka, ucieka z tego dusznego pokoiku, od woni nawilgych, pofadowanych pism, popiou z papierosw strzsanego na dywan i mdego odoru D$D$T.
  Jeszcze jeden list i zbieg do auta.
  Kosmata ziele pnczy falowaa, gmach ambasady zdawa si oddycha w upale poudnia.
  - Wujku, poczekaj - usysza peen tsknoty gos Mihalya. - Wujku, zabierz mnie ze sob...
  - Dokd chcesz jecha?
  - Wszystko jedno. Tam, gdzie ty - patrzy mu w oczy, odgarniajc grzywk powych wosw.
  Terey odgad marzenia chopca, oznajmi bez wahania:
  - Jad daleko... Powiem, ale mnie nie zdrad.
  - Nie zdradz. Sowo - zaklina si, mruc oczy w blasku.
  Radca nachyli si i szepn mu w ucho:
  - Na lody.
  Malec nie dowierza, umiecha si zakopotany.
  - Ty zawsze, wujku, artujesz.
  - Nie. Baem si, e nie bdziesz chcia.
  Chopiec zamiast odpowiedzi sadowi si w wozie.
  Jechali szos, na ktrej ciepe podmuchy wzbijay supy z zeschego, natrzsionego kwiecia. Mijay ich riksze motocyklowe, mae, natoczone wzki, pod baldachimami penymi frdzli powieway niebieskie i winiowe, lekkie jak mgieka, szale Hindusek. Szeroki umiech rozdyma puchate policzki kierowcw, trbili ciskajc wielkie gumowe gruszki z tak luboci, jakby to bya pena pier dziewczyny.
  - Wujku, wiesz - zwierza si Mihaly - ja mam znajomego ichneumona... On si mnie wcale nie boi. Przychodzi do rki. Daje si pogaska. Karmi go co wieczr.
  - Czym go karmisz?
  Zawaha si, potar doni nos i odwracajc gow wybka:
  - A rnie... Ale on najbardziej lubi surowe jajka.
  Otwara si przed nimi szeroka perspektywa alei Zwycistwa z ukiem Kamiennym, walia ku nim przestrze pena blasku.
  - A mama co na to?
  - Nic - wzruszy ramionkami. - Mama o tym nie wie.
  Pod drzewami o soczystym, zdziczaym listowiu staa dziwaczna budowla, przykryta falujcym niebieskim namiotem. Wygld jej przypomina ogromny ceber. Dobywao si stamtd podobne do ryku rozwcieczonego tygrysa granie motoru, szed na coraz wyszych obrotach, a skowycza. Jak lune belki mostu dygotay grube deski pod przelatujcym motocyklem.
  - Bye tu, wujku?
  - Nie.
  - A ja byem. On kaza mnie wpuszcza. Jego ona tam cay dzie siedzi i modli si do krla map, eby mu da powodzenie.
  - O kim ty mwisz?
  - O Kriszanie - powiedzia uraony. - On jest jedcem mierci. Jedzi cakiem tak - przekrci do na pask - a strach patrze... Jak przelatuje blisko, to kady przysiada za barierk, i boli w uszach.
  - Ryzykant.
  - Kriszan mwi, e tak lubi. Czasem ley na trawie i pali papierosa, a ja biegam do kasy dowiedzie si, ile sprzedali biletw, bo jak pidziesit, to ka mu robi pokaz.
  wiata i cienie przelatyway im po twarzach, mknli pod nawisymi konarami starych drzew.
  - Suchaj, Mihaly, a kim ty chcesz by?
  - Ja? - otworzy szeroko oczy. - Ja chc by prawdziwym Wgrem. Tak jak wujek.
  Przez ptno koszuli Istvan poczu ciep, ma rk, ktra o niego si wspara.
  Bo ja ciebie bardzo, bardzo kocham.
  - Za lody nie sztuka powiedzia hamujc na Connaught Place. - No, wyaduj si.
  Ale Mihaly siedzia i patrzy mu w oczy.
  - Id sam. Ja poczekam. eby wiedzia, e nie za lody...
  - Bdziesz aowa.
  - Pewnie... ale, jakby chcia, moesz przynie malutk porcj w waflu ama si z postanowieniem wytrwania.
  - Wya. Nie zawracaj gowy - udawa zniecierpliwienie radca. - Przecie wiesz, e i ja ciebie bardzo lubi i nie mgbym je lodw, wiedzc, e ty w aucie czekasz...
  - Och, wujku - odetchn chopiec, obejmujc go za szyj. Istvan czu kad elastyczn jego kosteczk, niespokojny trzepot serca.
  Suchymi wargami pocaowa malca, peen wyrzutw, e ju drugi tydzie nie odpisuje na listy synw. Trzymajc go za rk prowadzi podcieniami. Za nimi ruszy chudy chopiec, w przepasce na biodrach, grajc na flecie ubog, pen skargi melodyjk. Wyprzedzaa ich mapa ubrana po szkocku, w kraciastej spdnicy, kaftanie i berecie, zabiegaa im drog, uderzaa w tamburyno i ypaa wypukymi oczami, penymi czowieczego godu.

VIII.

  Nabrzmiae krople z rzadka spadajce z drzew rysoway tczowo dranicia w powietrzu wymytym ulew, a zielonkawym od wiata walcego poprzez rozpostarte szerokie licie. Tybetanka, ktra rozoya swj kram na chodniku, przebadawszy niebo, zwijaa plastykow, t pacht osaniajc miski ze starymi monetami wytartymi wiekowym obiegiem, okrgymi i omioktnymi, z otworem do nanizania na rzemie, drewniane maski demonw szczerzce zby, drobne figurki z brzu zielone od niedzi, stare noe, puda pene pszlachetnych kamieni, nieforemnie oszlifowanych w ksztat paciorkw, guzy turkusowe, kulki z nefrytu i jakby pene zotych opikw - tygrysie oka. Tybetanka, o paskiej twarzy bez wieku, z mnstwem zaplecionych warkoczykw i srebrnymi relikwiarzykami w naszyjniku, wychlusna wod deszczow pen wiata z zagbie plastikowej osony, przykucnwszy w sutych niebieskich i rudych spdnicach wyrwnywaa szeregi figurek i wotywnych kadzielniczek.
  Istvan wyszed z dusznego biura, gdzie wiatrak beta dymy papierosw, z ulg oddycha woni mokrej ziemi i wieych lici. Cenzura, czy raczej jak tu dyskretnie nazwano - Biuro Oceny Filmw, komisja starych, ospaych, porozpinanych urzdnikw, daa mu zezwolenie na rozpowszechnienie kilku wgierskich krtkometrawek krajoznawczych i dwu zabawnych bajek ludowych, kazano jedynie wyci ujcie boiska z dziewcztami w kostiumach gimnastycznych, jako zbyt nieskromne. Z filmw trzebiono kady poufay gest obejmujcych si par, a pocaunki wywoyway pomruk oburzenia... "Wyrzuci, usun! To gorszce" - zia mu czosnkiem w ucho szef komisji, nachylajc si w ciemnej sali projekcyjnej, przecitej mtnym stokiem wiata. adne tumaczenia nie pomogy, szczkny noyce i jak przydeptana skolopedra z suchym trzaskiem zwijay si pod stoem montaowe wydarte kawaki tamy. Jednak Istvan by zadowolony, e do dziewiciu pudeek wydano mu po trzy metry tamy z urzdowym napisem: Na wywietlanie w Indiach i Kaszmirze zezwala Biuro Oceny Filmw. W teczce mia pismo specjalne, ktrego fotokopie musia wraz z kasetami wysya do Towarzystw Przyjani Indyjsko-Wgierskich. Chtniej przychodzono na odczyty, po ktrych afisz zapowiada film i weso kreskwk. Referaty wygaszane namaszczonym gosem, przy monotonnym furkocie wentylatorw borujcych gste jak ma powietrze, ju od pierwszego zdania usypiay notablw rozpartych w fotelach. Na filmie sala si oywiaa i wcale nie przeszkadzao, jeli pomylono puda i puszczano obrazy od rodka, rozbieno midzy komentarzem i akcj na ekranie budzia gone dyskusje, kady rozumia po swojemu. Jednak nawet to pozwalao na przyblienie jego kraju, wywoywao jakie skojarzenia, obrazy, gdy wyczytaj w gazecie - Republika Wgierska.
  Szed chodnikiem po mokrych pytach, przysypanych natrzsionym przez ulew liciastym i kwietnym mieciem. Osonity plastykiem kwadrat wieci such czerwon glin, tum poamanych figurek zaciekawia. Miski, puda, blaszane puszki zdaway si kry nieznane skarby, a Tybetanka umiechaa si szpareczkami oczu i przywoywaa gestami obu rk, a jej skakay po ramionach ciasno splecione warkoczyki.
  - Tanio, bardzo tanio, sab - pokrzykiwaa chrapliwym gosem papugi. Drogie kamienie, pikne kamienie, naszyjniki, kolczyki, bransolety, piercienie. I bogowie z brzu, kamienia, drzewa, gliny...
  Nachyli si, podnis przegit tanecznie bogini Lakszmi, plamy niedzi, przyschnite grudki bota wskazyway, e posek zosta wykopany z ziemi.
  - Bardzo stare, sab umie wyowi, co mam najcenniejszego - cmokaa z uznaniem - tylko pidziesit rupii.
  - Czego pan szuka, mister Terey? - cie pooy si na skupione stadko bogw. Istvan odwrci si jak przyapany na wstydliwej czynnoci. Za nim sta mecenas Czandra i pobaliwie si umiecha.
  Woli pan bogw od kamieni i srebra...
  - Nie mog si oprze pokusie - poda figurk adwokatowi i musz pogrzeba w tym mietniku... Zawsze mam troch nadziei, e wyowi prawdziwe dzieo sztuki.
  - Podoba si panu? - koysa bogini niedbale na otwartej doni, Tybetanka przygldaa mu si spode ba.
  - adne linie, duo wdziku... I chyba stara.
  - Niech pan powcha - Czandra podsun mu figurk pod nos. - Czu kwasem solnym, sztucznie patynowana... Moe nawet maj dawne formy, jednak odlew wiey, dla turystw... Pocieraj kwasem, eby zieleniao, paprz glin. I handlarka jest na tyle chytra, e kady wybrany przez pana drobiazg bdzie zachwala jako prawdziwy skarb. Prosz jej to odda, szkoda pienidzy.
  Istvan ostronie odstawi figurk.
  - Z pana rozsdny czowiek - pochwali Czandra. - Umie pan korzysta z dobrych rad, wic zostanie pan nagrodzony. Jeeli chce pan kupi, i to tanio, prawdziwe dzieo sztuki, sprzed paru wiekw... Niech pan wemie kamienn gow, ktrej ta handlarka uywa do przyciskania pachty. Ma poszczerbione ucho i ubity nos, moemy si potargowa, ale tylko ona jedna jest co warta. Niech pan nie patrzy tak podliwie... Ja j dla pana kupi.
  Czandra pyta o ciki, srebrny naszyjnik, targowa si chwil, potem jakby zniechcony sign po miedziany kaganek, te wyda mu si za drogi, prawie na odchodnym niedbale kocem buta wskaza na utrcon gow:
  - A ile za to?
  Tybetanka nie chciaa go zrazi zbyt wysok cen, baa si, e odejd i nic nie kupi, wic podniosa obie donie rozcapierzajc palce:
  - Tylko dziesitk.
  - Dobrze - powiedzia Czandra - masz tu pitk i ciesz si, ten mie i tyle niewart.
  Nawet nie raczy si schyli, czeka, a mu poda klczc. Krzywi si wodzc palcem po szczerbach w kamieniu.
  - Niech bdzie, sab - powiedziaa. - Moja strata. Prosz wzi na zacht... Dzi daj p darmo, jutro zarobi. To ze wityni, bardzo, bardzo stare.
  - W takim razie nie bior. Wiesz, e starych rzeb nie wolno wywozi? I jeszcze mwisz, e tracisz. A ja chciaem, eby cho cokolwiek sprzedaa. Nadaaby si jako przycisk do papierw, ale mog pooy kady kamie. Nie, nie wezm.
  - Sab kupi...
  - Nie, bo powinna wiedzie, kogo mona oszuka. Nie mnie. Zobacz, poszczerbiona, obita...
  - Sab, trzy rupie - podniosa w gr trzy palce lewej doni.
  - Nie. Rozmyliem si, chodmy - zwrci si do radcy.
  - Dwie rupie. Jedn - ebraa. - Pan wemie bez pienidzy jako podarek. Zrobi mi pan wielk ask.
  Zatrzymali si ju odchodzc. Czandra uj niedbale gow posgu.
  - Cikie - westchn zniechcony i poda j Tereyowi, sam za pogrzeba w kieszonce, doby dwie rupie i rzuci kaniajcej si handlarce.
  - Podarek za podarek - spojrza na ni niechtnie.
  - Jestem szczliwa - gia si przyciskajc po chisku pici do piersi.
  Odchodzili, Istvan zachwycony wpatrywa si w zdobyt gow, cikie, sennie umiechnite wargi, oczy spogldajce pobaliwie, nieskazitelnie zarysowane linie podwizanych wosw. Dranicia tylko przydaway uroku starej rzebie. Dotyka delikatnie kocami palcw, jakby okaleczenie mogo bole. Kropla z drzewa spada na kamie, spyna po wygadzonym policzku jak za, zostawiajc wilgotny lad. Pikna gowa. Poczu nag wdziczno dla Czandry, ktry mwi pgosem, piewnie:
  - W panu jest wiele z dziecka, umie si pan byle czym ucieszy... Przecie nie bdzie mi pan zwraca dwu rupii. Raczej ja powinienem si wstydzi, e taki drobiazg omielam si ofiarowa.
  - Pan wie, e zachwyt, jaki ten okruch posgu wywouje, jest bez ceny.
  - Ze witynnego fryzu jaki pastuch pewno uama - zamyli si Czandra. - Podway omem szczerbic ucho. Gowa opada i stoczya si z piter pagody, uderzaa o kamienie. Ubi si nos. Myl, e handlarka te za ni grosza nie zapacia, tylko j otrzymaa na dokadk. Robia ask zabierajc. Mnie by nawet przez myl nie przeszo, eby tak rzeb kupi. Po co? ebym potyka si wzrokiem o t gow, ktra narodzia si par wiekw przede mn i zostanie, gdy mnie ju nie bdzie, kiedy mj popi zmiesza si z muem Gangesu...
  - Przecie pan wierzy... Powinien w tym znajdowa pocieszenie - spojrza na niego zdziwiony Istvan.
  - Pocieszenie, e i pikno moe zniszcze, wystarczy troch gupoty i chciwoci? On nie myla, e to mona sprzeda, pas kozy i nudzi si, wlaz na cian wityni, eby si pomocowa z kamiennymi postaciami, nie wiedzia nawet, e utrca gowy bogom... - mwi w zadumie. - A czy ja wierz? W co? e jest we mnie cokolwiek niezniszczalnego, tchnienie niemiertelnoci, owa iskra, ktra tu bdzie powraca, obrasta nowym, coraz innym ciaem? Jeli to ju nie bd ja, Czandra, c mnie to moe obchodzi? Jeli utrac pami wasnych czynw, zasug i win, jake one mog wpywa na mj los? Powroty wciele - zamyli si - witanie wiata paczem i krzykiem, rozpacz niemowlcia, ktre utracio wiedz o sobie i bdzie musiao od pocztku tworzy swoj osobowo... Powiem panu, e nie wierz, a chwile lku, kiedy myl o wiecznym istnieniu nadchodzi, uwaam za sabo niegodn mczyzny. Trzeba mie odwag powiedzie sobie: jestem skazany i nie ma ocalenia. Kady dzie agodnie, ale nieustpliwie podprowadza mnie ku progom nocy, ku ciemnoci, ktra si nade mn zamknie ostatecznie. Przecie to jest naukowa prawda i u was tego w szkoach ucz. I pan sam...
  Kroczyli w supach soca przetryskujcych midzy konarami, w cielesnych woniach zieleni i parujcej ziemi, jakby owiewani oddechem nieczystym otwartej nad nimi paszczy. Istvan poczu lk. Widzia mdry umiech kamiennej gowy, ktr piastowa w doniach, i godne oczy Czandry.
  - Nie - zaprzeczy gwatownie - ja wierz.
  - Pewnie - pozwala mu si wymkn, podsuwa furteczk, wystarczao tylko milcze i cieszy si podarkiem. - Pan jest poet i wierzy w niemiertelno zgrabnie poukadanych sw.
  - Wierz w Boga - a zdziwi si powadze, z jak to wypowiedzia. Czandra przystan.
  - Ma pan suszno. Kady z nas moe by bogiem. Ale trzeba mie na to odwag. Ten wasz take by tylko czowiekiem. Widzi pan, ja jestem bogiem bez uczniw, bo jeli mi s powolni, nudz, mijam tych, ktrych pozyskaem, pocigaj mnie jedynie oporni. Poddaj ich prbom, speniam ich marzenia, prbuj sprawdzi, czy naprawd maj to, czego bym nie mg kupi albo wyprosi. I jake nimi gardz, kiedy mi ulegaj, oddajc si z ufnoci kurczt, ktre dziobi ziarno, zwabione do ng kucharza, cho nawet nie kryje noa.
  - A jednak pojecha pan do Benares szuka oczyszczenia.
  - Wic wygada si nasz przyjaciel rada. Pojechaem, bo opowiadano o witobliwym mu, ktry wrci zza progu - powiedzia znaczco. - Chciaem sprawdzi i rozpoznaem zmarego - zamia si cicho. - Przypomniaem mu jego przeszo i wyzwolony skwapliwie wrci do porzuconych dbr.
  - Wic to naprawd brat rady?
  - Jeeli pan nie ufa wyrokowi sdu, musi pan uwierzy bogu, przecie ja sam go wskrzesiem - szepta z naciskiem - ja, ja. Wywoaem go z ciemnoci i jeli zechc, z powrotem tam zepchn. Okruciestwo wskrzeszania, ten obdarowany yciem te jest skazany. On nie chce o tym pamita, ale ja znam dzie jego zgonu i to mnie bawi.
  - I jeszcze pan kae sobie zapaci.
  - A dlaczego by nie, skoro uwalniam ludzi od kopotw? Pienidzy nie potrzebuj dla siebie, tylko dla uszczliwiania innych. Bawi mnie, kiedy speniam ich proby, marzenia i patrz, jak stoj z upragnionymi podarkami losu zakopotani, bezradni, nie wiedzc, co z sob pocz, gdzie si obrci.
  - Pan jest bardzo nieszczliwy, panie Czandra - popatrzy na niego z litoci. - Czy pan jeszcze nie spotka nic, co byoby naprawd godne paskiej mioci? Wszystkimi pan gardzi?
  - Bo nic takiego nie istnieje, czego bym nie mg kupi, zdoby, posi, a skoro ju to mam, nie musi by znw tak wiele warte. I znowu czym trzeba si zaj. Zdecydowaem wic, e bd bogiem, od ktrego woli zale losy ludzi, jeli mi tylko zechc si powierzy. Su im, speniam proby szybciej ni Ten, do ktrego pan si chyba czasem zwraca. Przecie wy wszyscy chcecie Go mie na posugi, szukacie pomocy i protekcji. Nie wolno si panu nade mn litowa, pan chce by ode mnie bogatszy, lepszy - gadka, troch wychudzona twarz cigna mu si w nagej zoci. - Pan jest po prostu nierozwany, niemdry. Pan nigdy nie bdzie bogaty.
  Istvan przekadajc z rki do rki cik kul odrbanej gowy pomyla, e mecenas si obrazi. Ca t rozmow uwaa za popis oratorski, nie przyjmowa powanie. Czandra nie opuszcza go jednak, patrzy przed siebie, sucha dzwonkw rowerzystw, pobekiwania trbek motocyklowych riksz. Przeuwa co, zaciskajc wskie, fioletowe wargi.
  - Niepotrzebnie si rozzociem, a bogu tylko przystoi gniew. Wic pan a tak jest pewny siebie - spoglda z ukosa na Tereya. - Mgbym z atwoci zrobi mae trzsienie ziemi wok pana i przyglda si, jak pan wyciga rce i woa o pomoc. I co dziwniejsze, moe pan na mnie liczy, bo... Nie, nie, tylko modo i naiwno daj takie poczucie przewagi. I zdrowie - dorzuci po namyle, jakby znajdowa jeszcze jedn bram do szturmowania. - Pan chce by poet? Naprawd, jednym z tych, co si licz? Musi pan cierpie, duo cierpie.
  Przystanli w cieniu. O krok dalej powietrze buzowao arem i zielone papuki pezay na krtkich nkach po jezdni, rozgrzebujc suche gaki koskiego nawozu.
  - Teraz wiem, dlaczego lubi z panem mwi - spoglda szeroko otwartymi oczami, jakby go wiato nie mogo razi.
  - Pan strzee swej innoci, malutkich zudze. Przyjemnie mi byo pogawdzi z panem.
  - Wic nie rozstajemy si jak wrogowie - odetchn z ulg Istvan.
  - Przecie i we wrogoci jest nadzieja, e zostaniemy pozyskani, zjednani, przygarnici lub rzuceni na kolana. Czy naprawd pan sdzi, e mona by wrogiem boga? Nawet ci, ktrzy z nim walcz, wywiadczaj uprzejmo, nienawidzc zdaj si potwierdza jego istnienie... Wystarczy postpowa jak ja. Czu si bogiem. I ycie wikszoci ludzi do tego si sprowadza, cho nie zawsze maj odwag by konsekwentni.
  Poda such, kocist do, chodn mimo upau.
  - Moe pana podwie? - ofiarowa usugi radca, otwierajc austina.
  - Nie. Dzikuj. Mam auto, nawet za dobre. Wol riksze. Nie lubi zwraca uwagi.
  Istvan pooy kamienn gow na tylnym siedzeniu. Odkrca szyby, eby ar wntrza zagodnia. Czandra, mimo caej chytroci, przemylnych manipulacji finansowych, kruczkw prawnych, wyda mu si jeszcze jednym agodnym szalecem. On mnie chce otwiera ku wiatu cierpieniem jak pchniciami noa, a przecie mg by zauway smutek i rozdranienie, moj ran jest Margit.
  Strzepn szaracz, ktra z furkotem wleciaa przez okno i wczepia mu si we wosy. Prowadzi wz, skowyczc klaksonem i wciskajc si midzy grupy rowerzystw w biaych i pasiastych ptnach. Gdy gwatownie przyhamowa, z gonym stukniciem kamienna gowa stoczya si na dno auta i tam wybijaa swoje basowe rytmy, utykajc szczerbatym uchem.
  Nasza go gwatowna ch, by zawrci i wyowiwszy spord przechodniw szczup posta mecenasa prosi o pomoc w przywoaniu Margit. Jednak instynktownie wola sam doj prawdy, Czandra wyda mu si wtpliwym sojusznikiem, cho nie sdzi, by mg zaszkodzi.
  - Ambasador ci szuka - oznajmi ze zoliwym zadowoleniem Ferenz, bieg korytarzem z pismami w garci i wyrazem zagubienia, jakby w pocigu za waciwym rozwizaniem sprawy, ktra mu si wymyka.
  - Przecie wiedziae, gdzie jestem.
  - Tak, zawsze si znajdzie powd, eby z biura ucieka - kiwa gow pobaliwie. - Id stawi czoo. Stary grzmi. Co tu masz?
  - Stara rzeba - obrci j w doni.
  - Mao masz mieci w domu? Ile za to dae?
  - Ani ananasa. Podarunek.
  - Nie bj si, zapacisz. Oni tu daj, eby zyska, nie z sympatii.
  - Nie martw si.
  - Zapomniaem, masz do dyspozycji magazyn ambasady, jest tam dosy skorup.
  Terey dopilnowa, eby wony odnis puda z filmami do skadziku, na pk, pod klucz. Puci wentylator na pene obroty, a si najeyy kartki z notatkami, wic przycisn je kamienn gow. Spoczywaa bokiem, niepokoia otwartymi oczami, warg obrzk, syt rozkoszy. Tak czasem wsuchani w omotanie serca w ciemnoci, leymy, peni oczekiwania i lku.
  W telefonie zaturkotao.
  - Tu ja - odezwa si niski gos Kolomana Bajcsy. - Gdzie was nosi?
  Ledwie opowiedzia o filmach, ambasador przerwa:
  - Jak z waszym wozem? Sprawny? Zabierajcie si do domu, pakujcie manatki i skoczycie do Agry. Wygosicie za mnie pogadank dzi o smej. Musicie wczeniej wyjecha, bo mog by objazdy, pamitajcie, pora monsunw, raz jest droga, raz jej nie ma, tylko rwie rzeka. Nie wdawa si w szczegowe oceny sytuacji u nas. Na pytania odpowiada bez zabawy w proroka, adnych dalekich przewidywa. Licz - zawaha si - musz si zda na wasz rozsdek.
   - Moe by towarzysz Ferenz?
  - Jest potrzebny przy rozmowach handlowych. A ja lec na trzy dni do Bombaju, przyjeda wiceminister handlu, wrcimy razem podpisa umow. Sytuacja podbramkowa.
  - Rozumiem.
  - No, to dziaajcie.
  - Zaraz, panie ambasadorze, a na jaki temat zapowiedzia pan referat?
  - Bliej nie okrelony: Wgry dzisiejsze. Ale wy moecie wzi jakie zagadnienie, ktre znacie. Moe co z literatury? Mwcie swobodnie, zrbcie sobie przyjemno, krytykujcie kolegw, oni tu nie maj hungarystw, a cokolwiek powiecie i tak jest bez znaczenia. To midzy nami, trzeba ich z godzin nudzi, eby nie poczuli si zlekcewaeni.
  - Moe o malarstwie? Mam niezy kolorowy film.
  - Jeli czujecie si na siach. Nawet lepiej, pniej si zacznie, przygotowali party pod goym niebem, i film skrci dyskusj. Nie krytykujcie realizmu socjalistycznego, jedyne, co wam mog zaleci, bo nu si trafi kto z bratnich ambasad i zacznie protestowa, po co robi przedstawienie z ktni w naszym obozie? No, powodzenia! Zdacie mi sprawozdanie w sobot.
  Terey upchn listy i druki, zamkn na klucz szuflady biurka. Wyszuka w magazynie pudo z filmem, sprawdzi pod wiato par klatek, bo czsto Hindusi pakowali wypoyczane krtkometrawki do pude z innymi naklejkami, i uszczliwiony zbieg do auta.
  Nawet upa nie wydawa mu si tak gniotcy. Powietrze wpadajc przez otwarte okna austina grao wysok nut jak na sot i raz po raz widroway w uchu gosy piujcych cykad.
  Suba powitaa jego wyjazd z nieukrywanym zadowoleniem, tak jak on przyj nagy odlot ambasadora. Kucharz drapa si przez nadpruty rkaw koszuli pod pach i zapewnia, e wszystkiego dopilnuje, chcia nawet przyrzdzi jakie specjalne danie stosowne na upa.
  Jednak Istvan kaza mu tylko przyszy brakujcy guzik do koszuli, ktr zabiera oprcz kolorowych bluz. Mylami wybiega ku Margit. Nie, tym razem ju mu si nie wymknie, musi dowiedzie si prawdy.
  Na stacji, obsadzonej amarantowymi, misistymi jak kogucie grzebienie, kwiatami konopi, napeni bak. Nad odkrconym zbiornikiem szklane yki powietrza wskazyway, jak gwatownie benzyna paruje. Torsy robotnikw, poplamione smarem, byszczay strukami potu. Ruszali si nieznonie powoli, z otwartymi ustami, z wyrazem tpej udrki. Koszula mu przylgna do plecw, soce wsparte na udach pieko przez spodnie. Par maych oboczkw leciao szybko po niebie koloru umarego turkusa, a zazdro braa, e tam wysoko jest wiatr, gdy nad ziemi stoi parny zaduch. Wielka blaszana reklama benzyny, z to wymalowan muszl Shell, pod naporem soca wydawaa metaliczny jk.
  Wyskoczy na szos, ciarwki jadce przed nim wzbijay rudy kurz, musia zakrci okna, gdy je mija. Bosonodzy kierowcy w mokrych rcznikach na gowie prowadzili czubato wyadowane wozy jedn rka, na wp wywieszeni za okno, udzc si, e pd powietrza ich ochodzi. Nawet drzewa poczerwieniay zasypane pyem mikkim jak talk. Tylko trzciny cukrowe wezbrane od deszczw stay ciemnozielonym murem i stado map gospodarowao, amic i ujc odygi ociekajce lepk sodycz, stare samce podbiegszy do samej drogi obelywie wypinay liniejce zadki.
  Czy brytyjska ambasada moga jej zabroni spotykania si ze mn? - rozwaa. - W badaniach, ktre prowadzi, nie ma tajemnic. Podpisaa kontrakt, jest wolnym pracownikiem. Poza obowizkami lekarskimi zachowuje pen swobod. Nawet gdyby ze mnie zrobili szpiega i gronego wywrotowca, jeeli prawd jest to, co mwia, przyszaby zapyta wprost, zadaa wyjanie.
  Niewane, co szepcz kobiety - wyd wzgardliwie wargi - dotknicie rki przenikajce jak prd, usta ulege, ciao otwarte przyjanie mwi wicej od przysigi. Czy trzeba jeszcze innych zapewnie? Sowa nie miay znaczenia wobec wiadomych znakw tej mocnej radoci, jak sprawiao przebywanie ze sob, oddychanie tym samym powietrzem, ogldanie jednego krajobrazu. Sprzymierzenie cia, ktre nie maj tajemnic, smak skry, zapach potu i nagrzanych wosw, od ktrego budzia si dza. Zapewnienia mioci pod aglem moskitiery nie byy konieczne. Oczywicie, moga sobie powiedzie - do, nie, nie bd, nakaza milczenie, ale jej donie s puste, bdz we nie po zmitym przecieradle w poszukiwaniu jego ramion, pier pragnie by przywalona jego piersi, zgnieciona, obolaa, bez tchu, sodycz oczekiwania faluje we wntrznociach. ebym jej tylko dopad, mia przed sob, nie oprze si, musi wrci.
  Cienie drzew przelatyway po masce, chostay oczy do znuenia. Upa obezwadnia. W krzewach wypoczyway karawany tong, wonice wczogali si pod wozy i spali rozrzuciwszy obnaone nogi w spachetku cienia, grzbiety bawow bielay z czerwonymi naciekami kurzu. Tylko wielbdy niestrudzenie po krliczemu ruszay rozcit warg z nitkami zielonej liny i skubay drobne listki z ciernistych drzewek.
  Istvanowi przypominay gipsowe figurki w szopce, rozstawianej na garci siana po kocioach w czasie Boego Narodzenia. Ostrzegawczy sygna klaksonu nie budzi jednego drgnienia. Spoczywajcy kamienieli we nie, zastygli w ognistym powietrzu penym syka owadzich.
  Midzy glinianymi cianami chaup o paskich dachach sta swd spalenizny, kurzych odchodw i wysychajcego bota. Zbiorniki na wod deszczow wieciy jak nalane woskiem, nad powierzchni bijc blaskami,podobne do zatopionych pni wystaway rogate by bawow umazane muem.
  Stadko pawi wlokc dugie mienice si ogony, skarc si skrzypicymi gosami, przebiego drog.
  Czas jakby zgstnia i Terey nie wierzc wskazwkom przyciska zegarek do ucha, trybiki zgrzytay jak kornik toczcy stare, drewniane oe w alkierzu, w malowanym na niebiesko domu rodzicw. Minuty przeciekay niepostrzeenie.
  Drogi ubywao.
  Peen napicia skrci w bram parku, ktr obsiedli handlarze i sztukmistrze z koszami penymi wy, zajecha pod oszklone biura recepcji. Ponad ramieniem modego portiera dostrzeg, e klucz od pokoju Margit wisi na haczyku. Hindus umiechn si jak do dobrego znajomego pokoje bd wolne pniej, po sjecie par osb wyjeda, ale on by gotw wyda mu klucz od pokoju miss Ward. Nie ma jej znowu od paru dni. Pojechaa pod Dehra Dung. Duo tam lepych po wioskach. Pojechaa z sanitariuszami, nie wiadomo, kiedy wrci. Pewnie jak zorganizuje punkt.
  Istvana ju zaczo drani, e wiedzia tak wiele o Margit. Zabra klucz z tawej doni portiera i ruszy z troch sztuczn swobod, stukajc obcasami o ceglany chodnik pergoli. Z uczuciem, e popenia nikczemno, otworzy drzwi. Jak zodziej myszkowa oczami. Serce mu walio, jakby co czyni wbrew jej woli, i ba si, e go wiadkowie przydybi. Gardzc sob uchyli szufladk i pozna odwrcon rameczk z kutego srebra, leaa na dnie. Pochwyci chciwie, jeeliby nie spotka Margit, chcia wasn obecno w jej pokoju zaznaczy umieszczeniem fotografii, tak jak kiedy wspomniaa w licie. Jednak ramka bya pusta. Zacisn pici w przypywie nagego gniewu.
  Teraz ju musia wszy, zdoby pewno, kto jest jego nastpc. Zajrza do szafy, na pk i na stolik przy tapczanie pod lotnym grzybem podwizanej moskitiery. Trafi na rozcity list i odoy go, bo pozna znaczki australijskie. Depesza na samym wierzchu bya od niego. Z opacon odpowiedzi; tym j chcia dotkn. Maa zoliwo. Sta oparty kolanami o ko, zmieszany i niepewny, podobny do psa, ktry utraci trop swego pana. W azience kapaa coraz goniej woda, grube, oleiste krople rozbijay si na mokrych kamieniach.
  Przyklkn i wcisn twarz w wygadzon kap, bola go ledwie wyczuwalny zapach, a moe byo to tylko zudzenie, w pokoju pachniao flitem i stchlizn, po prostu pustk.
  Umacniao si w nim poczucie krzywdy, rozgoryczenia, jakie miewaj dzieci, kiedy doroli nie speni obietnicy. Ze cinitym gardem, rozalony i zy na siebie, e grzeba w jej pokoju, przecie milczenie miao wymow zakazu, przeszed do azienki, spojrza w lustro. Zocia go wasna zmcona niepewnoci twarz. Umy rce, jakby chcia zetrze lady wamania. Rcznik by wiey, zaprasowany, wida zmieniono go pod nieobecno lokatorki.
  Z pordzewiaego sitka prysznicu kapaa woda; obrzydliwie pomau wzbierajcymi kroplami. Lotu nie chwyta wzrokiem, tylko tczowy kurz, na ktry si rozbijay w socu zwilajc plam na liskim betonie, porosym kouchem pleni. Cmoknicia budziy dreszcz wstrtu.
  Wyszed poszc jaszczurki, ktre zygzakiem przemkny ze cian na sufit. Nic nie rozumiem - bka si - teraz doprawdy nic nie rozumiem.
  Powiadomi o swoim przyjedzie gospodarzy, wrczy im okrge puda z filmem. Spotkanie miao si odby w ogrodzie, pod obsypanymi owocem, podobnymi do starych grusz drzewami mangowymi, spodziewano si okoo stu osb.
  - Jest zgoda urzdu - wyranie si ucieszy stary Hindus w furaerce partii kongresowej - wystpienie moe by uwaane za cakiem prywatne i nikt mi si nie ma prawa wtrca, jednak zbierze si nie tylko rodzina, przyjd i gocie.
  Poniewa radca chwali te, czerwono nakrapiane owoce, dosta cay koszyczek do auta, by ssc gasi pragnienie.
  Szpital oftalmologiczny cuchn z daleka jodoformem i rop, jakby nage ulewy przyspieszay proces gnilny. Trzymajc w doni mango o ksztacie serca, wcha je na odtrutk. Chcia porozmawia z Connolym, wybada, co si stao z Margit. Jednak zasta tylko chudego, wysokiego Szweda, profesora.
  - Nie ma pan szczcia - zrobi grymas, ktry wypadao uzna za umiech. - Doktor Ward tkwi w samym ognisku epidemii, zdaje si, e znajdziemy jeszcze jedn przyczyn rozszerzania si choroby, klasyczn: py kwarcowy.
  - Czy to daleko?
  - Okoo stu kilometrw, mona dojecha w par godzin albo wcale, wszystko zaley od ulewy - podnis dugi kocisty palec i machn nim wzgardliwie. - Swoim wozem nawet niech pan nie prbuje, ugrznie na pierwszym rozmytym brodzie.
  - Bardzo bym chcia zobaczy, co ona tam robi.
  - Interesuje pana walka z trachom? - drapa si po karku. - Ma pan czas? Niech pan zabierze si ze mn, jad tam jutro rano naszym landroverem.
  - Wziby mnie pan profesor? - wyrwao si Istvanowi. - O ktrej mog si stawi?
  - O pitej rano. Jeli nie bdzie noc lao. Ale musi by pan przygotowany na dwa dni pobytu, bo jak rzeki wzbior... Zrobimy miss Margit niespodziank skadem inspekcji. Zatrzyma si pan w "Tad Mahalu"? Podjad do hotelu po pana.
  - Nie byem przygotowany na tak wycieczk - zastanowi si, spdzajc z twarzy wielkie muchy, askotanie wawych nek budzio w nim wstrt.
  - Mog wzi od nas materac i przecierada, a jedzeniem podzielimy si, jeli pan nie jest zbyt wybredny.
  - Byem onierzem, jem, co daj - ucieszy si radca. - Ale wtpi, ebym mia apetyt, jak pokaecie mi swoich chorych.
  - Jeli pan zechce napisa o naszej pracy - podchodzi go ostronie uczony - bdziemy tylko wdziczni. Moe was zainteresuj metody zwalczania jaglicy. Duo macie u siebie wypadkw?
  - Przed wojn trafiay si, nieliczne, po grskich wioskach wrd najwikszej biedoty. Teraz nawet studenci medycyny, jak si to mwi, "rzadko miewaj szczcie", by prawdziwy przypadek obejrze z bliska. Na Wgrzech nie ma jaglicy. Zmieniy si warunki - inne zarobki, inne mieszkania, lekarz na zawoanie. Ludzie suchaj radia, ogldaj owiatowe filmy, ju wiedz, e w oku nie wolno samemu papra, leczy babskimi rodkami, czeka, a samo przejdzie, od razu sun do lekarza.
  - Trafi pan w sedno - nastroszy si profesor. - Inne warunki. Ale eby zmiany przyszy, trzeba ich naprawd chcie, robi co, nie tylko czeka.
  Powiao na nich mokrym odorem szpitala i swdem tlcych si banday, kakw skrwawionej waty i papierw palonych na ognisku.
  - Piekielny klimat - zgodzi si Istvan. - Obezwadnia, usypia.
  - I te rne wierzenia...
  - Czy dla was moe mie znaczenie, jeli o zespole U$N$E$S$C$O ukae si artyku w wgierskiej prasie?
  - Niech mi pan przyle dwa egzemplarze. Publikacja liczy si nie tylko dla statystyki, jeszcze jeden jzyk, w ktrym o nas pisano. Pan jest w Indiach dostatecznie dugo, eby si niczemu nie dziwi. I dziki znajomoci z doktor Ward co nieco pan rozumie z wielkoci naszej roboty. A ja lubi sobie pogada, tylko niech pan notuje, bo gotw jestem w reportau wyj na nieuka i durnia, jeli poplcze pan terminy fachowe.
  - Dam pannie Ward tekst angielski do przejrzenia - ucisn do profesorowi, uradowany, e odkry jego prno, gd popularnoci. Na pewno wietny lekarz, ale jak zamknie si w swym gabinecie, z najwiksz rozkosz odwraca karty grubego albumu, do ktrego troskliwie wlepi wszystkie wzmianki o sobie, o swojej misji, o dziaalnoci w U$N$E$S$C$O, i to jest jego rozpusta.
  - Niech pan teraz umyje rce - poleci mu lekarz odkrcajc powieszony na cianie kranik emaliowanego zbiornika, z ktrego pocieka fioletowa struga wody z nadmanganianem.
  Kiedy w czasie jazdy na wieczorne spotkanie otar doni policzek, wydao mu si, e pochwyci nozdrzami znajomy, ledwie dostrzegalny zapach rk Margit.
  Nadzieja, e moe j nazajutrz zobaczy, zupenie go odmienia, nabra humoru, dowcipkowa. Pokaz si uda, mimo e na ekranie nierwno napitym pczniay twarze i pojawiay si raz po raz ruchliwe czarne plamy ciem leccych w biae oko projektora. Noc spada ciepa i parna, gocie nie chcieli odchodzi. Kwiaty we wosach kobiet pachniay odurzajco, szeleci jedwab, towarzystwo rozpado si na grupki, porozsiadao w trzcinowych fotelach, na skrzanych poduszkach lub pledach rozcielonych w trawie. Gdy rozmowa milka, znikali, zapadali si w ciemno i tylko z wierzchoka drzew mangowych sypay wysokim trylem cykady.
  Dom przestrzega tradycji, suba roznosia zamiast alkoholi szklaneczki z lemoniad, zaprawion syropem trzcinowym z paru listkami mity lub kwiatem jaminu.
  Tereya otoczyli dziedzice, rozlege obszary ziemi naleay do nich, wydzierawione chopom za poow plonu. W lepkim mroku bielay koszule, wziutkie spodnie marszczone w kroku i dhoti podobne do spdnic - wygldali jak widma bez rk i gw, czasem twarz pojawiaa si w rozjarzeniu papierosa, skrywanego stulon doni, eby zwabiona blaskiem ma nie zaskwierczaa w arze.
  - Jak to moliwe, ebycie nie wiedzieli, co na Wgrzech robia wasza suba bezpieczestwa? Dzi potpiacie naduycia, rehabilitujecie powieszonych. Czy by u was jaki aparat kontroli? Musia dawa sygnay, e dzieje si bezprawie? - pytali agodnym gosem. - Bdy, pomyki, zawsze mona popeni, jednak tu naruszono jak podstawow zasad; w "Hindustan Times" pisano o tysicach bezpodstawnie aresztowanych. Czy wszystko mona zrzuca na Stalina? A wic jak wyglda u was prawo gwarantujce wolno obywatela?
  - Wiedziano o naduyciach, musiano wiedzie - odpowiada ywo. - Jednak z t wiedz nieatwo byo y. Nikt nie chcia wierzy, krytyk uwaajc za gosy wrogw. odek produkuje kwasy trawienne, jeli nie dostanie pokarmu, sam si zera, tam byo podobnie, rozbudowany nadmiernie aparat suby ledczej, uprzywilejowanej, dobrze patnej musia wykaza sens swego istnienia, nie tylko owi wrogw, ale ich stwarza, by mie na kogo polowa.
  - A prawo? A sd, ktry wymierza sprawiedliwo? - przypierali go, kadc ciepe donie na kolana, zagldajc w niewidoczn twarz.
  - Zapominacie, e u nas dokonaa si rewolucja, to jest nieuniknionacena wielkich przeobrae.
  - Wanie, czy nie za dua? - odezwa si aksamitny gos. - Bo moe jest to bunt korzeni przeciw kwiatom i owocom. Wielkie trzebienie kultury i pikna, na ktre pracoway wieki.
  - Ogrodnik przycina drzewo, eby bujniej owocowao - broni si, znajc ich upodobanie do przenoni.
  - Przycina, ale nie tnie na olep po najmielszych pdach - parowa kto inny. - Od rozumnego przycinania s ustawy i kodeksy.
  - Cay wiat idzie w kierunku socjalizacji, pastwo przejmuje wielkie koncerny, ogranicza dochody. Powiecie, e na zachodzie Europy przemysowcy sami dziel si zyskiem z robotnikiem, dobrowolnie. Bo widz, e u nas robotnik ma i udzia we wadzy, w rzdzeniu pastwem. Musz ustpi, da, eby troch opni nieuniknione procesy dziejowe
- tumaczy arliwie. - Przypatrzcie si, jak jest u was, ile krzywdy niezawinionej, ktr dostalicie w spadku po Anglikach. Przed waszym pokoleniem stoj olbrzymie zadania. Przestpilicie dopiero prg: niepodlego.
  - Jestemy krajem technicznie opnionym - przyznawali. - Jeszcze nie rozpoznalimy wasnych bogactw naturalnych.
  - Trzeba ogromnych rodkw, a kto je da? Amerykanie czy Rosja? A jeli pomog, czym ka sobie zapaci? - gosy byy pene zwtpienia. My lkamy si zbyt gwatownych zmian.
  - Przywyklimy do tradycji, religii, dawnych obyczajw - dorzuci bas w mroku, jednak nie brzmiao to szyderstwem. - Lubimy spokj.
  - U nas ludzie s dobrzy, nie chc cudzego - zapiewa kobiecy alt, agodny i ciepy.
  - Jeeli pana atakujemy, to nie z wrogoci do reform - czstowano go papierosami - tylko eby wiedzie, co nas czeka.
  - Bo socjalizm do nas przyjdzie.
  - Chiczycy - sykn starczy gos.
  - Jeszcze, na szczcie, daleko. Nasi chopi s cierpliwi.
  - Jednak domagaj si ziemi - powiedzia Terey twardo.
  - Ziemia oznacza dla nich peny brzuch, samo ycie - popar go kto niespodziewanie.
  - I tak si wiele robi.
  - I ju si wiele zrobio.
  - Spokojnie, bez gwatu. Nie siejcie u nas niepokoju i nienawici, po co budzicie gody, ktrych nie mona zaspokoi? Nawet za cen krwi.
  Nagy blask lamp zapalonych na werandzie za biaymi filarami ganku sposzy zebranych, odwracali gowy, osaniali rozszerzone renice. wiato uznano za sygna do zakoczenia spotkania. Istvan zdziwi si widzc, ilu suchaczy wyroio si z parku, ciska wycignite donie i dzikowa za pen yczliwoci cierpliwo, z jak go zechcieli sucha. Dziewczta egnay go gbokim skinieniem gowy, skaday donie jak do modlitwy.
  - Bardzo jestemy wdziczni - potrzsa rk gospodarz, w bieli, jakby ju rozebrany do snu. - Udany wieczr.
  W gbi, jak do zbiorowej fotografii, zgrupowaa si liczna rodzina, stryjowie, ciotki, dzieci i wnuki, siwowosi rezydenci, wstydliwie upchani w rozlegych oficynach, a teraz spragnieni spotkania z wielkim wiatem.
  Kiedy znalaz si w pokoju hotelowym, opukany tuszem, i zacz upycha pod materac moskitier, sign po owoc mango, odetchn odmiennym zapachem, przyoy do policzka chodn gadzizn. Kolana Margit, zabolao go przypomnienie. Dugo nie mg usn. Komary lamentoway obijajc si o agodne krzywizny siatki.
  - Dwa miesice, ju dwa - skary si pgosem, jakby wasnym obliczeniom nie dowierza - owadna mn, wzia jak wasno, wrosem w ni i, oddarty, cierpi.
  Brzk komarw splata si w aosn muzyk. Lea na wp przysonity szorstkim przecieradem, pachncym wieoci i powietrzem. Nasza go lkliwa myl, chyba nie... Nie, ostatniej nocy, kiedy si ku niej nachyla, szepna: moesz, jestem przed...
  Mimo e cakowicie jej ufa, zosta w nim cie niepokoju. Jednak gdyby si co stao, daaby mu zna, przecie... I co wtedy? Byby w Delhi, tak samo jak ona, bezradny, wydany na ask Hindusw.
  Daleko przy basenie, nad ktrym owej nocy siedzieli, odezwaa si w mroku ropucha, jakby kto uporczywie potrzsa pust tykw z paru kamykami - drewniany, tpy gos.
  Gdybymy mieli dziecko - zamar bez oddechu - to oznaczaoby pocztek innego ycia. Waciwie nigdy tej moliwoci nie brali w rachub. Nie, nie... Nie mg zrzuca caej odpowiedzialnoci na ni, mwi: wiedziaa, co robi.
  Nie, na pewno nie to - odetchn uspokojony. - Musieli jej w ambasadzie zakaza spotykania si ze mn, Australijka jest pod opiek Anglikw, moe ich zaniepokoia nasza zayo, jestem w ich rejestrach napitnowany.
  Usypia, trzymajc przytulony do policzka wonny owoc, ktry si ju lekko nagrza od ciaa. Zawodzenia komarw zdaway si napina nici moskitiery.
  Cie zza rogu chaupy nagrzanej od soca wysuwa si powoli, Istvan od razu pozna sylwetk, czeka bez tchu, a Margit wyjdzie, czai si, by j chwyci w ramiona, zaskoczy pocaunkami. Jednak ona si nie poruszaa, jakby odgada zasadzk. Podnis oczy i dostrzeg z ogromnym zdziwieniem, e to na kiju zatknita wiecha traw, jakie si stawia w sieni, mietlica owinita szmat, ktra umaczana w beczce suy do wymiatania pieca chlebowego. Nie wiedziaem, e w Indiach maj take... Jak mogem si pomyli? Nagle zobaczy, e Margit w sari, przebrana za Hindusk, schodzi ku rzece, na brzegu dopalay si stosy i tusty dym sa si nisko. Chcia j ostrzec, wiedzia, e idzie si kpa - nie w tym miejscu, tu sypi popioy zmarych - prbowa woa, jednak niepojty lk ciska za gardo. Dopad j, gdy ju po kolana staa w wodzie, odwrcona plecami, nie zwracaa uwagi, mimo e dotkn jej ramienia, i wtedy z przeraeniem poj, e jej twarz nie odbija si w wodzie, i to dopiero uwiadomio mu, e Margit nie ma... Pograa si w wodzie, rozpuszczaa z wolna w burym nurcie, penym lejw i jakiego obrzydliwego ycia, bezpostaciowego jeszcze. Chwyci j za rk. Pi miaa zacinit. Prbowa rozchyli jej palce, jakby wszystko od tego zawiso, jakby to mogo ocali. Jednak donie mia sabe, jak to si czasem we nie zdarza, a gryz wargi z wciekoci. Ku jego rozpaczy zapadaa si, nika, nie mg poj, dlaczego jest tylko ona skazana, skoro i siebie ofiarowywa zym mocom, i niespodzianie do jej unis jak zerwany kwiat, wilgotn i chodn, przyciska do ust, szepta nieznane, nigdy nie wymwione sowa - kolebeczko moja. Pod wpywem ciepego tchnienia chd zacinitej pici jakby odtaja, palce otworzyy si jak patki i w rodku zobaczy czerwon kulk. Wytrzsn j na podstawion rk i zdumiony rozpozna rzebiony w koralu guz mandaryskiej czapki. Dokadnie taki, jaki widzia u Tybetanki w spkanej misce, midzy rzdami figurek, na chodniku przed hotelem Danpath. Wiedzia, e jest bezcenny, e zdoby go w zamian za Margit, paci blem utraty, ktry dawi gardo niewypakanymi zami, tumionym skowytem przeraenia. Wszystko przez Czandr, wreszcie znalaz winnego.Trzeba go zabi, zanim... I z tym postanowieniem si obudzi.
  Oddycha apic powietrze, powoli uwiadomi sobie, gdzie jest. Trzyma w bezwolnych doniach owoc mango. Po c ja mam go zabi - uaskawi Czandr - on nie jest moim wrogiem, rada ma z nim rozpraw. A moe Czandra zazdroci mu bogactwa? Tak, on lubi mie poczucie przewagi. Gupi sen - ociera przecieradem zwilgotnia twarz, a jednak pozostao jak mroczny osad przeczucie, e Margit jest chora i powinien jej natychmiast spieszy na ratunek. Przypomnia sobie star dojark, ktra wykadaa sny, szeptaa przysoniwszy usta domi prosto w ucho rozpomienionej dziewczyny, ktra a przymykaa powieki od grozy, jaka bia z proroctw niedobrych. Pamita znaki klucza sennego: kpiel w mulistej rzece - choroba, kwiaty zrywa - utrata, rozstanie ostateczne, mier. Ale co mia oznacza guz koralu, polerowany, pulsujcy wiatem, tego nie mg odgadn, a moe w senniku staruchy w ogle takich symboli nie byo, nie powinny si wic przyni.
  Zza okna przez zbit ziele pergoli przebija zmcony brzask. Wyszarpn moskitier poszc upione komary i zapali lampk. Byo par minut po czwartej. Od razu na wspomnienie wyprawy rozbudzi si ostatecznie, chwil lea mylc niespokojnie, jak go Margit przyjmie. Lea wyprostowany, nagi, z rkami splecionymi pod karkiem. Komary teraz obsiady klosz lampy, grzay si na szkle, tym jak dojrzay melon.
  Przecign si, czu ca si zdrowego, wysportowanego ciaa. Oddycha gboko.
  - Bezsensowny, niedobry sen - powiedzia do siebie pgosem.
  I w lku, e jeli uoy si wygodniej, gotw twardo zasn, wcign pod siatk koszyk z owocami i zacz je z coraz wikszym upodobaniem wysysa, jeden po drugim. Cierpki smak przywraca go jawie.
  Krople soku wyciera o nag pier i uda, eby nie splami przecierada, rce mia ju tak lepkie, e bos stop odchyli moskitier, i wielkie jak pi pestki, obrose zamszem nitkowatego miszu, tpo stukny wyrzucone na kamienn posadzk. Przez luk w zasonie przemkno kilka moskitw, ukszenia w kark pieky swdzcym ogniem, ju by pewny, e nie unie.
  okciem odginajc biaaw siatk wymkn si pod prysznic, woda ogrzana za dnia pachniaa stawem jak w dziecistwie, ta niezapomniana woda, zota i zielona, wonna od tataraku, zostawiajca na chudych ramionach chopca gadko oliwy.
  Za oknem staa rozedrgana szaro przedwitu, wielkie spnione gwiazdy, ktrym najtrudniej byo odlecie, jeszcze trzepotay si chwiejnie. Pakowa torb lotnicz, otworzy drzwi na czarn pergol o liciach jak secesyjne girlandy kute z elaza. Wyj z auta waliz, przesun palcem po zroszonych blachach, krelc wasny monogram. Krzta si, popija herbat z termosu, chodzc po pokoju, jakby ju niewiele czasu zostao, jakby teraz dopiero mia poj niezwyke znaczenie tego zaczynajcego si dnia, ktry odkryje przeczuwan tajemnic. Zaduma si z ciepym wieczkiem termosu w palcach, patrzy w rozbudzon ziele trawnika w prostokcie otwartych drzwi. Gwiazdy zanikay, wieci poczy wielkie krople na kocach lici wiotkich, czepliwych wsw poskrcanych w spirale. Czu, e oderwa si i pynie. Wydao mu si, e powinien wstrzyma oddech, zasucha si w strzeliste gosy szpakw, szelesty lici rozkoysanych pierwszym powiewem, jak w szmer szaty przechodzcego, ktry go miuje.
  Blask niepokojcej mocy, drzewa i trawy zdaway si krzycze niepokalan zieleni, czerwone, ogromne kielichy kann tryskay pomieniami na klombie. Pogwizdywania szpakw, tryle rzewne spaday rzsicie jak dzwonki potrzsane przejt, pen wanoci doni malca,ktry wie, czyje przyjcie zapowiada, i nakazuje zgina kolana, chyli kornie czoa.
  Zdawao mu si, e zjednoczony z hodem owej godziny odkryje prost prawd, ktr potwierdza ostatnia, wahajca si za u powiek konajcego.
  A wstrzsno nim, gdy na podwrze zajecha ze zoon jeszcze bud, wysoko podkasany, na szeciu grubych koach landrover i profesor w mikkim pciennym kapeluszu zacz przekada chude nogi przez przytroczone pakunki.
  Zerwa si jak przebudzony, wybieg naprzeciw.
  - Niech si pan profesor nie fatyguje - zawoa rzucajc torb na siedzenie. - Oddam klucz i moemy jecha.
  - Dzie dobry - przypomnia Szwed. - O, to lubi. Umwilimy si i pan jest gotw.
  - Dzie dobry, chopaki - radca ucisn rce obu Hindusom, wsatemu kierowcy w spowiaym mundurze wojskowym i sanitariuszowi, ktrego szka odblaskowe, jadowicie zielone i dropiaty turban przypominay wra lub maga z operetki. Obaj byli bardziej zakopotani ni uszczliwieni t poufaoci.
  Wz przypomina blaszane koryto z czterema siedzeniami, wcale pojemne, po bokach mia aweczki, wycielone materacem. Na cianach przytroczono opaty, siekiery i kawaki listew, powizane drutem jak gste sznurowe drabinki, do podkadania pod koa, gdyby ugrzli w rozmikym gruncie.
  Istvan zary si na tylnym siedzeniu obok profesora, pd auta muska mu wosy.
  - Oby tylko pogoda wytrzymaa - rozglda si Salminen po pustym, wymiecionym niebie - mamy dwie godziny jazdy szos, a pniej przez busz za ladem tong. Wtedy dopiero zacznie si zabawa... Wziem ze sob dubeltwk, postrzelam do turkawek. Lubi pan polowa?
  - Nie. Za duo si nastrzelaem - odpowiedzia Terey.
  - Wojna na szczcie nas omina - przyzna profesor. - Strzelam czasami, eby sprawdzi szybko odruchu. Dla zabawy.
  - Pieczony gob jest bardzo smaczny - wtrci szofer.
  Dokoa nich rozcigay si rwninne pola, uprawy soi i ziemnych orzeszkw. W ciemnozielonych czworobokach staa trzcina cukrowa z fioletowymi kitami. W kpie ogromnych drzew przytaia si studnia zasilana wod deszczow i biae woy z zawizanymi oczami obracay kierat, na drgu jak wrbel przycupn nagi chopiec w wielkim niebieskim turbanie i pokrzykiwa aonie dgajc je prtem. Z koa, do ktrego przyczepiono ykiem czerwonawe, gliniane garnki, zielonym wiatem przelewaa si woda do rowu zwilajcego okoliczne pola.
  - Wol polowa na takie obrazki - wskaza rk Istvan.
  - Ja te. Mam aparat filmowy - klepn skrzane pudo profesor - ale zbieram tylko dziwnoci... Ciekawe, e czowiek najbardziej wierzy oczom, ktre tyle razy go udz. Jak pisz do przyjaci w Malm, uwaaj mnie za blagiera, a starczy wywietli film i bd peni podziwu.
  - Posyam zdjcia synom.
  - Pan jest onaty? Nie widziaem obrczki.
  - Zdjem. Cinie.
  - Od ktrego roku maestwa zacza cisn?
  - Palce nabrzmiewaj z upau, wic zdjem. Sdzi pan, e wprowadzam kobiety w bd?
  - Nie, one lubi by zwodzone. Przynajmniej maj usprawiedliwienie, e si pomyliy. Niektrym i tego nie trzeba.
  Bysn porozumiewawczo wyblakymi oczami.
  Mijali wioski, szare gliniane bryy chaup, lepe ciany oblepione foremnie uklepanymi plackami krowiego ajna, ktre si w socu suszyo na opa, ulice opustoszae, chopi wyszli w pole okopywa grzdy patatw, przelewa wod w misterny system kanaw. Tylko przy studni dwie kobiety, w tym i jasnozielonym sari, na gowach dwigay kuliste gliniane naczynia.
  Z przydronych drzew zryway si chmary much i bkw, niesione pdem uderzay w twarze twardo jak kamyki.
  - Zwolnij - rozkaza profesor, widzc, e sparszywiae, obace z sierci kundle le rozwalone w kurzu i nawet nie dwign pyska, eby zobaczy, co nadlatuje w skowycie klaksonu. - I pchy nie zmusz ich do ruchu.
  Ledwie minli ostatnie chaupy, owion ich mdlcy smrd rozkadu. Na czce kbiy si brunatn stert spy, napieray na siebie, tuky rozpostartymi skrzydami.
  Profesor kaza stan i zbliy si celujc w erowisko obiektywem aparatu filmowego, rozstpoway si zaniepokojone, syczay ze strzpami fioletowych flakw dyndajcych z dziobw, dugie szyje, nagie, jakby wieo odarte z pir, wiy si niby ogromne robaki. Ptaszyska uskakiway podrygujc, machay skrzydami napdzajc ku nim fale odoru rozkadajcej si padliny.
  - Przypominaj graczy w rugby, jak formuj kop - pokrzykiwa uradowany profesor. - Musz zobaczy, co szarpay. Zdecha winia - triumfowa, przyklka najedajc kamer na rozpruty brzuch, ochapy skry z czarn zjeon szczecin. - Znakomita scenka dla moich goci.
  Zatoczy uk po awie czekajcych grabarzy. Ptaki przyglday si krcc gowami. Ledwie odstpi troch, ruszyy powolnym krokiem, nabieray rozpdu skaczc jak dzieci ze zwizanymi nogami, otwarszy szeroko skrzyda gnay, by zagrodzi innym dostp do eru.
  - Najpierw dobra kolacyjka, cygarko, koniak, a potem taki widoczek dla przypomnienia, na jakim wiecie yjemy - marszczy dug, such twarz w szyderczym umieszku. - Co pan tak zblad? I to ma by kombatant?
  Padlina cuchna.
  - Uciekajmy - prosi Istvan i, kiedy ruszyli, puka si w strudze wiatru, a pd powietrza wzdyma bluz jak balon. - Ohydne widowisko...
  - Ohydne - przysta profesor. - Dlatego zdejmowaem. Pan nie mgby z nami pracowa. Jest pan za mikki.
  - Nie, nie - przypomnia sobie pierwsz jesie po wojnie, tobrunatne pola z wygniecionym ladem czogw w badylach poamanej, miejscami wypalonej kukurydzy. Bela zaprosi go do ojca na kuropatwy. Stadko ostrzelane kryo jak na uwizi i w gonym turkocie skrzyde zapadao w zesche badyle. Trafi, wyskubnite rucin bure pirka wiroway nad szeleszczcymi prtami, puste odygi amay si z trzaskiem pod nogami. Brn przez ogoocone zagony kukurydzy. W gstwinie, jak pod dziurawym namiotem, lea zabity Niemiec w butach z cholewami. Podkwki i gwodzie rudziay w niskim socu, lea na bronie zbami zarytej w grudach gliny, w paszczu zielonkawym, cignitym czarnym pasem zuszczonym od sot. Istvan pochwyci go za rami, rozmike ciao wyczuwa przez szorstkie sukno, odwrci. Spod hemu szczerzya zby szarawa twarz bez rysw, rojca si mas czerwi, i buchn ku niemu ten sam zaduch, od ktrego pot wystpowa na czoo. Przez skone elaza brony widzia wieo rozgrzeban ziemi, biae lady ptasiego pomiotu, kuropatwy przychodziy tu erowa, wydziobyway kapice czerwie. Puci zabitego, a on uoy si jakby z ulg, zwieszajc rk w rzadkie trawy, tak jakby ich mikko chcia zapamita. I wtedy usysza opot skrzyde postrzelonej kuropatwy, tuka si, a chrobotao w kukurydzy. Odnalaz j i dobi, uderzajc gwk o kolb dubeltwki. Zawiadomili sotysa i polegego Niemca pochowano spisawszy nazwisko z napczniaej, pokarbowanej od wilgoci ksieczki wojskowej. W par dni pniej zjad ze smakiem upolowane kuropatwy.
  - Nie, ja si nie brzydz wasz prac. Nawet Margit...
  - Ach, miss Ward jest Australijk - sprostowa profesor. - To jakby inna rasa, zachowali jeszcze twardo pionierw. Godna podziwu, pracuje jak mczyzna, a przecie nie musi, zamona jedynaczka.
  - Myli si pan, ona musi - powiedzia gorco. - Nie byaby sob.
  - Kobieta z charakterem i niepokojc inteligencj. Nie atwo przyjdzie jej znale ma. Babym si jej na co dzie, zamknita, despotka.
  - O, doktor Ward najtrudniej dogodzi - potwierdzi sanitariusz przyciskajc doni turban, w ktry uderza pd powietrza. - Sama pracuje jak maszyna i drugim nie da odetchn. l128 2
  - Tak - dorzuci kierowca - ona jest jak mody oficer, nie znosi, kiedy ludzie siedz. l128 2
  - Zwaszcza ostatnio bya rozdraniona - nachyli si do Istvana profesor, niezadowolony, e tamci przysuchuj si rozmowie. - Nie ma si czemu dziwi, upay i wilgo s dla kobiet udrk, morderczy klimat rozkada fizycznie i psychicznie. Od razu byem przeciwny przysyaniu lekarki, tu nawet mczyni miewaj napady nagej wciekoci i trzeba ich wygasza miltownem. Albo zaczynaj pi. Jednak ona si jeszcze trzyma, nie najgorzej trafiem, twarda sztuka. l128 2
  Jake j mao znacie - rozradowa si wewntrznie - ile ma w sobie ukrytej czuoci i ciepa, tylko ja mog powiedzie, jest dobra i ulega... Ale ju cieniem si kado nage zerwanie, listy bez odpowiedzi, telefony: wiergot w suchawce jakby przestrze odmierzona drutami piewaa jkliwie zakoczone chrapliw angielszczyzn portiera: "Miss Ward wyjechaa". Prosi, eby zawiadomi o telefonie z New Delhi. Tamten notowa przeliterowane nazwisko i znowu dugie dni bez znaku. Nie, nie atwo Margit przenikn, miaa tajemnice, przeszo, ktra krep si kada na jej ycie. Ale dzi stanie przed ni twarz w twarz, zada wyjanie. Ale waciwie, jakie ma prawo czegokolwiek si od niej domaga? Co moe w zamian ofiarowa? Mwi - kocham, kocham - ale uczucie nie usprawiedliwia jego postpowania, z caym egoizmem chce j mie na wasno, posiada, pustoszy dz. l128 2
  Czy mona w mioci przeprowadza rozliczenia, ustala warunki handlu wymiennego? Czy nie jest to oddanie dobrowolne w niewol, ktrej si nie dostrzega? Odnalezienie radoci niedostpnej innym, niezrozumiaej, niepojtej w bezbronnym wydaniu na dobre i ze, bo z tej rki nawet zadawany bl jest tylko oszoomieniem, zdziwieniem, e a tak daleko zabrnlimy w ulegoci. l128 2
  Zagony poprzegradzane kpami krzakw rozcigay si a po horyzont zbielay srebrnymi, wietlistymi chmurkami. Czarne, chude sylwetki chopw zginay si i prostoway rytmicznie, nakryte byskiem szerokich motyk. Grzbiety o kolorze mosidzu lniy od potu. l128 2
  - Ciko pracuj - powiedzia Istvan. l128 2
  - Bardzo ciko i niewydajnie - uzupeni profesor. - Brak nawozu, traktorw i dobrego ziarna. Z trudem wydzieraj ziemi tyle, eby wyy. l128 2
  - Jak im pomc? Najprostsze maszyny sami sobie buduj, strugaj z drewna. S dumni ze swoich koowrotkw, zbitych koeczkami, bez jednego gwodzia, tak dumni, e ambraczark wynieli na sztandar, koowrotek jako symbol postpu. Praca jest tania, ycie jeszcze tasze, ustay pomory, pastwo prbuje ratowa ich przed klskami suszy i szaraczy,wic pleni si, rozmnaaj z bezmylnym rozradowaniem... l128 2
  - Planowanie rodziny? Tutaj - obruszy si profesor. - Kobiety suchaj, potakuj pene wdzicznoci, patrz dobrymi, krowimi oczami. I nic si nie zmienia. Nie maj czym wykarmi szeciorga, a ju ono wzbiera sidmym. Dokoa sucha, spieczona od soca glina, wyburzae trawy nie nadaj si nawet na pasz. Tylko spy przestpuj z nogi na nog na odartym z kory wierzchoku drzewa. Matka oddaje dziecku siebie, pd jest bezwzgldny, takie s prawa natury, rabuje jej ciao, odwapnia koci. Pokolenie cherlakw. Jeszcze te nakazy religijne, wegetarianizm... Nie mam nic przeciw temu, eby wyrzekli si misa, byle w ogle co jedli. To obd przebiera w pokarmach, gdy si stale przebywa na krawdzi omdlenia z godu. A przecie maj dosy krw, wcz si cae stada, niszcz upraw. Obkany szacunek dla ycia jako boego ywiou. Nie wolno ich zarn, ale wpdzi stado na odrutowany plac, eby z godu zdychao - dozwolone, sumienie wtedy spokojne. l128 2
  Wzburzony profesor unosi w soce due, kociste donie, dawi palcami pokymi od nikotyny, targa niewidzialne zasony.
  - Wiadomo, e adnych rodkw zapobiegawczych nie kupi, bo nie maj co do garnka woy - cign dalej. - Rozdanych za darmo nie zastosuj, bo im nie wierz, bo sprzeczne z religi, bo dzieci to bogosawiestwo bogw, pr do samowyniszczenia z bezmylnoci godn owadw. Dawano im paciorki na szyj, koralikami wyznaczano rytm krwi i dni niepodne. Myli pan, e co pomogo? Przesuway jak talizman, uszczliwione, spragnione posiewu ycia, ktry jest tylko poddaniem si mechanicznemu prawu selekcji, sabe osobniki musz gin i gin. Matki odnosz nad rzek obcignite wysch skr szkieleciki, przykrywaj drewkami, spopielaj. Popiech rodzenia dla mierci.
  - A moe trzeba si zwrci do mczyzn? - podsuwa Terey.
  - Le na kach przed domem na ramie niedbale zasnutej sznurkami, spowici w przecierada pal huk, chepcz dym w zadumie sodkiej i bezmylnej, pobierajc energi ze soca - szydzi - aeby nocn por wykona tych kilkanacie nieskomplikowanych ruchw i pocz nowe istnienie. Oni te ciesz si ojcostwem, a potem rozpaczaj, krzycz i pacz w chwili zgonu dziecka, ale nie kojarz przyczyn ze skutkami, tkwi w wiecie bani o przeznaczeniu zapisanym przed wiekami, o losie nie do odwrcenia. Wic co z nimi robi?
  - yczy im rewolucji - powiedzia twardo.
  - Za mao energii i mini, nie udwign broni - potrzsn gow z grymasem odrazy, przypomina ostrowosego foksteriera, ktry zdusi szczura i nie wie, co z nim zrobi, dokd odrzuci. - Potrafi si tylko jednoczy w decyzjach na "nie", siedzie i da si zatuc, bierny opr. Ich haso budzce szacunek - bez gwatu, w praktyce oznacza bez dziaania, co gorsza, nawet bez myli o nim.
  - A jednak pan z ca arliwoci ich leczy, szkoli, pracuje nad nimi. Nie mona za wiele wymaga od jednego pokolenia, profesorze.
  - Pracuj, bo lubi przeciwnika, jakim jest trachoma, mam tu naprawd ciekawe przypadki, prno by takich szuka w Europie. Wylecz, poucz i oni odchodz w te same mordercze warunki, by si znowu zakazi. Mam pen wiadomo, e niewiele pomog, ale pracujemy dla przyszoci, szukamy nowych, atwych do przyswojenia metod, prostych, na chopski rozum - stosowanych lekw. Kiedy i oni si przebudz, wtedy przydadz si im nasze dowiadczenia. Moe nawet postawi nam wityk i bd pali trociczki.
  - Nikt czowiekowi pomc nie moe, jeli sam tego nie zechce - zgodzi si Istvan. - Wolna wola to najtrudniejszy z darw.
  Gnali podskakujc na rozmytym asfalcie w rozpylonym blasku, od pl nawiewa miodny zapach kwitncych traw i zb.
  - Europejczykw uformowao chrzecijastwo, wpoio pojcie bliniego, czujemy wspodpowiedzialno za los drugiego czowieka - krzywi si Szwed, jakby u co gorzkiego. - Chcemy broni, jeli dzieje mu si krzywda. Marksizm zaj si tym praktycznie, bo nikt dobrowolnie ze swego nie lubi oddawa. Nawet z nadmiaru. Przystaj na to, e czasem trzeba odbiera, wymusza, da sprawiedliwego podziau chleba.
  - Trzeba jednak rozumie oburzenie ludzi dobrej woli na Zachodzie, ktrzy odpowiedzieli na apel o pomoc, ukazujcy ndz, gd, choroby i ciemnot... Oni szczodrze daj, ale przy tym zastanawiaj si, analizuj dociekliwie: Dlaczego my w Europie mamy odmawia sobie, ogranicza, gdy tamci w Azji sobie folguj, parz si, mno bez opamitania - dorzuci Istvan. - Dlaczego mamy paci wyrzeczeniami za ich niefrasobliw gupot, podniesion do godnoci witej zasady. To problem i Afryki, i Poudniowej Ameryki - potar czoo zmczonym ruchem - w kocu powraca zowroga myl, ktr syszaem od starego chopa: "Wojna musi by, bo si za duo ludzi namnoyo. Na muchy jest mrona, jesienna noc, na ludzi wojna".
  - Zabawnie sformuowane, tylko e teraz moemy znikn z caym postpem, rakietami, penicylin, Picassem i Brigitte Bardot, a mog przypadkiem ocale owi trawoerni, agodni jak owce, cisi, mnocy si jak zioa i bez skargi jak zioa padajcy pod kos... - Szaracza - poprawi - szaracza czekoksztatna, ktr rzdzi przewd pokarmowy i narzdy pciowe, gd i libido.
  Landrover zahamowa gwatownie.
  - Co si stao?
  - Chyba tu skrcimy - frasowa si kierowca. - Droga odchodzi na pnoc. Sab sprawdzi na mapie.
  Profesor rozoy zielonkawo poykowan kart na kolanach, wodzi palcem po czerwonych kreskach.
  - Tak, mona skrci.
  Auto przechylio si gwatownie, osunli si w rozjedony rw i wdrapali na poln drog. Trzso nimi i rzucao tak, e musieli kurczowo trzyma si uchwytw, pakunki zaczy powoln wdrwk napierajc na podkurczone nogi.
  - To dopiero pocztek, jeszcze nie jest le - pociesza Szwed.
  - Czy pan jest pewny, emy w dobrym miejscu skrcili?
  Profesor odchyli si gwatownie, eby nie stukn gow Tereya, i szepn z dziecic chytroci:
  - Na tej mapie prno szuka drg, poza szosami pierwszej klasy nic si nie zgadza. Przekonaem si, e oni maj wch jak szakale, instynktownie wiedz, gdzie skrca, czekaj tylko na moje zezwolenie, eby uchyli si od odpowiedzialnoci. W kocu i tak dojedziemy.
  Droga zanikaa, rozplataa si w wachlarz gbokich kolein wyrytych koami, jechali wic na przeaj, omijali doy pene wody, zarose wysok traw i kpy drzewek o paskich koronach podobnych do ogromnych grzybw. Kryli poszc stada papuek, ktre zawisy nad nimi z podkulonymi nkami, jak gar to-zielonych lici.
  I znowu trafiali na drog, motor skowycza wyrywajc koa z gbokich kolein, bryzgajc wod.
  Cierniste gazie drapay, zahaczay o sprzt przypity do zewntrznych cian, wytrzsay czerwone mrwki, ktre ciy dotkliwie. Wsate chrzszcze aziy Istvanowi po nogach i startoway furkoczc z kolan, budzc dreszcz obrzydzenia.
  Profesor poda mu piguk koyszc otwart doni.
  - Przeciw chorobie morskiej, zanadto trzsie.
  - Dzikuj, wytrzymam.
  Jednak chwil pniej poczu skurcze, kiedy sanitariusz zwisn przez porcz wozu i bluzga, ucinajc doni szkliste nitki liny. Odwrci twarz, t jak niedojrzaa cytryna, i przeprasza, toczc ogromnymi, czarnymi oczami.
  Wjechali w wwz o porytych fioletowych brzegach, doem szorowaa woda mielona koami, chlapic wysoko i ciekajc z osypiska.
  - Uwaaj, ebymy nie ugrzli - ostrzega profesor.
  - Widz koniec puapki - kierowca wyszczerzy biae zby spod ciemnego wsa - cisn gaz, eby nas nie zassao.
  Auto wylazo na brzeg, ociekajc rzadkim botem. Przed nimi by step porosy zbitymi krzakami. Bur strug uciekao stado owiec. Pastuch, zakryty od soca workiem, trzyma pod pach wczni, a w obu doniach piastowa zbiornik wodnej fajki, ktrej dym osnuwa go niebiesk chmurk.
  Kierowca, a potem sanitariusz zakrzyczeli do niego, jednak on ssa ustnik i patrzy nieufnie spod trjktnego kaptura.
  Minli go tak blisko, e wycign rk i dotkn zaboconych blach wozu, jakby oczom nie wierzy.
  - Ciemny chop - powiedzia ze wzgard kierowca. - Nie rozumie, co si do niego mwi.
  - Moe si nas ba? - podsun Istvan.
  - On? - zamia si szofer. - Nie ustpi ani na krok, taki, jak si rozzoci, moe nawet zabi. Rzuci wczni i ucieknie. Oni si boj tylko duchw. Gupie chopy.
        Samochd zacz rytmicznie drga, jechali jak po karbach tary, dygot im si udziela, a dzwonili zbami.
  - Co za piekielne bezdroe - ali si radca.
  - Zbliamy si do wioski albo do wodopoju, bawoy takie rowki wydeptuj - powiedzia profesor. - Zatrzymaj si - trci rami kierowcy. - Zga.
  Z nieoczekiwan w jego wieku zrcznoci zeskoczy z wozu unoszc dubeltwk. Pokaza palcem par kawowych ptakw.
  - Gobie.
  Kierowca przypasa rewolwer w parcianej pochwie i ruszy za nim, przepadli w krzewach midzy kpami trzcin i traw.
  Kiedy motor zgas, posyszeli gosy buszu, gwizdy ptakw, basowe gruchania gobi, brzk niezliczonych wierszczy.
  Istvan rwnie zeskoczy, eby wyprostowa nogi, i nagle stan jak wryty, z trawy, do kolan wysokiej, wystawa paski, pokryty usk eb, i bystre, wskie oczka wpatryway si w niego uparcie. Rozejrza si za jakim kijem, gotw do ucieczki. Nieznane stworzenie stao jak przedpotopowy gad na tylnych apach i ogonie, przednimi wsparte na sprystych trawach, spogldao na niego gniewnie.
  - To jaszczur, sab - usysza gos sanitariusza. - Botny jaszczur. Niejadowity.
  - Taki duy?
  - S jeszcze wiksze. One nie gryz. Skrka dobra na torebki i na buty.
  Wyrwa opat z uchwytw i poda Istvanowi.
  - Niech go pan oguszy!
  Jednak paz poj, co mu grozi, wykona dugi skok przyginajc wiechcie traw, pyn w nich, zapada si, nikn. Tylko po zygzakowatym koysaniu sitowia mona byo odgadn, gdzie si przedziera. Wysoka trawa ptaa nogi biegncych, coraz wysza, ju sigaa po pas, a grunt podpywa wod, gbczasty, grzski.
  - Uciek nam. Ostronie, bagno - chwyci si gazi sanitariusz. - Lepiej wracajmy.
  Usyszeli nike, zguszone nieustannym, dokuczliwym brzkaniem owadzim stuknicia wystrzaw. Liczyli: dwa, po chwili jeszcze dwa.
  - Cztery, a moe nawet pi gobi - wyd wargi sanitariusz, wpycha kosmyki wosw pod turban.
  Nie myli si. Brnc przez chlupoczc grzsk k zobaczyli profesora z dubeltwk na ramieniu i kierowc, ktry triumfalnie podnis pk ubitego ptactwa.
  - Winszuj - Terey potrzsn nad gow splecionymi domi.
  - Nie ma czego, one s tak ufne, e celuje si jak na strzelnicy. Rze, nie owy - broni si profesor. - Chciaem, ebymy mieli na wieczr. Jeeli si nie zamierdz, bo skwar nieznony.
  Wycierali chustkami spocone twarze, po ktrych aziy drobniutkie muszki, zrywali czepliwe nici pajczyn, prawie niewidoczne a spryste i lepkie, i rozmazywali ty py kwitncych traw.
  Zadowoleni opadli na rozpalone ceraty foteli, basowy warkot motoru witali z ulg, troch guszy nuce zgrzytanie cykad, psykanie konikw, ktre niepokoio, zmuszao zmiennymi gosami do nasuchiwania.
  Wz wyszarpn si z krzakw i traw, ktre wikay si na osiach, jechali stokiem agodnego pagra ku dwu czerwonym, krzywo narysowanym koleinom, przecinajcym trawiasty grzbiet - znowu trafili na drog.
  Sanitariusz rozciga skrzyda upolowanym gobiom i wyskubywa spomidzy pir wielkie jak groch ptasie kleszcze.
  Istvan patrzy, jak powiew wzdyma koszul na plecach zgarbionego profesora, to znw przylepia, a wystpuj ciemne plamy potu. Dzwonio w uszach. Przeyka gst lin. Marzy mu si termos mocnej herbaty z plastrami cytryny i kostkami na wp roztopionego lodu, zanim pierwszy yk spynie w gardo, eby ju poczu na twarzy chodne tchnienie z pojemnego wntrza.
  - Nie podobaj mi si te oboczki - pokaza profesor na niebo, mruc oczy w blasku. - Za duo ich si wysypao.
  - Aby przeskoczy na dawne koryto Damuny - nagli kierowca - dalej zaczynaj si piachy, tam deszcz niegrony.
  Oleiste powietrze duszcym zapachem k mazao si na twarzach. Dokoa jeszcze otwieray si rozlege polany soneczne, gdy z guchym szumem, w sieczeniu lici i gwacie w przestworzach przeszy pierwsze kliny ulewy.
  Hindusi rzucili si stawia bud, a profesor komenderowa:
  - Jecha! Chwilowy deszcz. Pchajmy si dalej.
  Jednak gdy nage chlunicia spady i na nich, od razu moczc koszule, oblepiajc spodnie, sam dwiga stalowe prty wspierajce brezentowy dach, umacnia zaczepy. Deszcz omota w rozpite ptno jak w bben.
  - No, i mamy przygod - krzywi si profesor - od razu mi si to dzisiejsze soce wydawao za jaskrawe. Susznie mwi przysowie: "W porze monsunw domu nie tra z oczu".
  Nie jechali, tylko nurkowali w wodzie leccej z upustw niebieskich, niezliczone muchy, bki, malutkie my wiedzione nieomylnym instynktem szukay wraz z nimi schronienia pod ruchomym dachem, uczepione przywieray do brezentu albo sposzone tupotem ulewy latay obijajc im si o czoa, lgnc skrzydekami do lepkiej skry.
  Landrover stacza si przechylony, jedn stron uwiz w gbokiej koleinie, pdzc przed sob rud fal zbetanej deszczwki. W dole pokazaa si wie, kilkanacie rozrzuconych chaup uklepanych z gliny, paskie dachy z wysokimi parapetami w rogach miay otwory i z powek rozupanego bambusa zrobiono rodzaj rynien. Z gonym pluskiem, penym, spienionym ukiem spaday z nich strugi wody. Nieliczne drzewa uginay si i otrzsay przywalone brzemieniem ulewy.
  - Jed dalej - szturcha profesor w plecy kierowc. - Moe jeszcze przedrzemy si na drugi brzeg.
  Wie bya wymara, tylko para czarnych bawow o ogromnych rogach z rozkosz nadstawiaa szerokie pyski w fale ulewy, ktra biczowaa im grzbiety.
  Po jednej stronie drogi chaty byy zamknite na gucho, a deski ju pociemniay od ciekajcych chlusta, po drugiej, w mrocznym wntrzu widzieli przycupnite postacie, kolorowe spdnice i stopy zabarwione rozmyt glin. Nad zaciekawionymi twarzami wysnuwa si dym i tuk nisko cierpk smug tlcego krowieca.
  Staczali si, zelizgiwali w pogarbionym potoku koloru krwi, ktry rwa korytem drogi. Jeszcze zanim osignli brzeg, wiedzieli, e jest za pno. Doem suna w gronym popiechu pena wirw i nierwnoci naginanych prdami wezbrana rzeka. Wody fioletowo-czerwone, muliste,gste, z ochapami pian, podobnymi do wyszarpnitego puca, pary nieprzerwanie.
  Nie wychylajc si spod przeciekajcego ju daszku, zaklnitego ciarem wody, mierzyli oczami pomrukujc w dole rzek, ktrej zowrogi napr zgadywali, i daleki brzeg, zatarty, rozmazany w przemieszanych nawaach leccych bryzgw. Nurt apczywie wbiega na niedawne ki, tarmosi wyprut dar, osadza zrowione piany. Z gry szed potop. Strumyki gwatoway na drodze, toczyy obsuwajce si grudy gliniaste, wydarte trawy nioso kakami, urwane gazie zdaway si peza z niemrawym uporem w stron rzeki, tak jakby bya ich przeznaczeniem.
  - Na dzi mona poegna si z przepraw - westchn kierowca, namoky turban klapn, z odwinitego koca kapaa woda.
  - Trzeba zanocowa - zdecydowa profesor. - Cho jestemy ju niedaleko.
  - Sdzi pan, e jutro? - zaniepokoi si Terey.
  - Jeeli nie bdzie lao - wzruszy ramionami Salminen. - Rzeka przybraa w cigu kwadransa, kiedy opadnie, zobaczymy. Trzeba znale pojemniejsz chaup. Zawracamy.
  atwiej byo powiedzie, ni wykona, wz buksowa, d wypeni si wod, ktr mey koa. Motor pia na wysokich obrotach; wzdrygajc si, przechylony, bokiem zacz landrover wyazi na pochyo drogi.
  Zajechali pod otwarte drzwi chaupy stojcej na uboczu, wioska rozoya si nad nimi osonita pagrkiem, zbit gstwin akacji o dugich na palec cierniach.
  Pachniao swojsko dymem, mokr som, mlekiem, a troch i mierzw. Zeskakiwali kolejno i wpadali w mroczne wntrze, wykrzykujc sowa pozdrowie. W meniu tlcego ognia Istvan dojrza gromad przykucnitych dzieci, kobiet, ktra zasaniaa twarz, tylko oczy byskay ku nim ciekawie, i starego chopa. Jego nagie, chude, wlaste uda i kolana pene blizn lniy jak brz posgu.
  Na ku, okryty pacht, lea jaki ksztat podobny do kokonu owada i wzdryga si pokasujc. Nie majc na czym si ukucnli. W przeciwiestwie do starego chopa, nieruchomego powag ludzi mocno utrudzonych, dzieci poszturchiway si, wymieniay krtkie piskliwe uwagi, parskay nagym miechem, przypominay ptaki przed snem na gazi.
  Za otwartymi drzwiami szum i odgosy lejcej si pienicie wody potgoway wraenie zacisza domowego schronienia. W drugiej poowie izby odgrodzone rowkiem ciekowym spoczyway dwie krowiny, przeuwajc spokojnie.
  - Zostaniemy tu? - rozejrza si bezradnie Terey.
  - Wszdzie jednako, troch za duo dzieci, ale noc przedrzemiemy... Zreszt oni si wynios, zobaczy pan, oni si nas po prostu boj, jestemy istotami z innego wiata, skd nie oczekuj niczego dobrego - zapewnia Salminen. - Kto tam ley? - pokaza na ko. - Zapytaj - rozkaza szoferowi. - Chora?
  Wymienili kilka zda i kierowca przeoy:
  - Nie chora, bardzo stara kobieta. Jego babka - pokaza na zaspionego chopa.
  Prbowali przeama wrog nieufno, Terey poczstowa mczyzn papierosami. Chop wzi powoli, obejrza, wcha i pooy na ziemi przy bosych stopach. Caa rodzina patrzya na niego z podziwem i uwag.
  Salminen otworzy blaszane pudeko z albertami, ciasteczka pachniay wanili i miay oprcz naku wytoczony zarys umiechnitej twarzy, podsuwa je dzieciom i kobiecie, bray i wayy w rku z oczami okrgymi z napicia, wic zacz chrupa, pokazujc na migi, co si z tym robi. Jedno skrobno zbami i parskno miechem, zawstydzone, inne trzymay krki i oglday z obu stron jak obrazki, wyranie byo im al je zje.
  - Mwiem, e si nas boj - odezwa si pgosem Szwed. - Na pewno pojechalimy z drog. Gdyby tdy przesza nasza ekipa, inaczej by si do nas odnosili. Zapytaj go - trci sanitariusza.
  - Nie. Nie widzieli adnego auta ani Anglikw, tak powiedzia - przeoy z dum sanitariusz. - Gupie chopy, on poza swoje pola nosa nie wystawia, nawet z pielgrzymk chodzi tylko do wityni za rzek.
  - Powiedz mu, kim jestemy.
  - Ju powiedziaem - umiechn si sanitariusz - ale tu sowo lekarz znaczy czarownik. On pyta, czy mymy przyszli z policjantami, ktrzy s w wiosce.
  - Powiedz mu, e nie.
  - Powiedziaem.
  - Po co przyszli policjanci?
  - On mwi, e nie wie. Sysza strzay przed deszczem.
  - Moe to pan strzela do gobi? - zapyta Istvan. - A jak to wite ptaki?
  - Nie - zaprzeczy kierowca i przysun si do starego, eby co wicej wydosta. - Chcieli zapa dakoit. Strzelali z karabinw - objania. - Dlatego chopi s tacy sposzeni. Dakoita to zbjca, rabu, on pochodzi z tej wsi, ale tutaj nikomu krzywdy nie wyrzdzi. Na rabunek wyprawia si bardzo daleko, nieraz przepada i na p roku. On go zna, bo to jego krewny. Dobrze, e go nie zapali.
  - Rozumie pan co z tego? - zapyta Szwed toczc na polepie w stron dzieci blaszane pudeko po ciasteczkach, maa dziewczynka miejc si odepchna je doni, profesor powtrzy manewr i ju turlali pudeko do siebie na przemian, pochonici zabaw nawet nie zauwayli, e deszcz usta, ciurkao tylko z dachu, jednak niebo si przetaro, rozwietlio i od razu ziemia zacza gwatownie parowa.
  Istvanowi wydao si, e ta gupia zabawa pudekiem przeamaa niech. Nastrj si zmieni i kobieta przyniosa gliniane naczynie z chodnym, kwanym mlekiem.
  - Bdzie pan pi? - zaniepokoi si Terey. - Nie boi si pan banga?
  - Daj, to wypijemy, a potem sulfaguanidina.
  yka ze smakiem chodny, grudkowaty pyn. Kierowca i Terey poszli za jego przykadem. Jeden sanitariusz zamacha uniesionymi domi, e nie, e dzikuje.
  - On ju wie, e istniej bakterie i wirusy - wspczu mu profesor. - A jeszcze nie pozna prostej prawdy, e najwaniejsze jest utrzymanie rwnowagi w organizmie, samozwalczanie, zbytnie wyjaowienie, nadmierna higiena odbiera nam odporno. A y w warunkach zakanych trzeba, trzeba oddycha, je, dotyka. Niech pan tak na mnie nie patrzy, gwarantuj, e jeli nie dostanie pan boleci z samego oczekiwania na chorob, nic panu nie bdzie. No, dzieciaki, jedzcie - zachca je gestami.
  I naraz wszystkie zaczy skroba zbami suche ciasteczka jak wiewirki, patrzc na niego pilnie.
  Profesor wyj z kieszeni niewielkie pudeko, odsun skrzan klapk i wodzi palcem, dopki w izbie nie zaskrzecza zdyszany rytm dezu, dzieci wpatryway si w niego jak urzeczone, nawet posta leca dwigna si na okciu i spod szarej pachty wyjrzaa lnica brzem gowa z paru siwymi kosmykami.
  - Japoski aparat na tranzystorach, maj lepsze od naszych, kupiem go w Hongkongu.
  W drzwiach pociemniao i, schylajc si weszli dwaj policjanci w szortach, koszulach z podwinitymi rkawami i czerwonych turbanach, stanli wyprostowani, jeden wspar si na karabinie, drugi w okularach przeciwsonecznych, z kciukami zatknitymi za parciany pas, zwinity pod ciarem duego kolta, prbowa rozpozna, z kim maj do czynienia, jak przyj postaw, potraktowa niezapowiedzianych przybyszw jak intruzw, surowo, z gry, czy - bo jednak to s biali cudzoziemcy - trzeba raczej by grzecznym. Profesor nadal bawi si z dziemi przetaczaniem pudeka. Policjanci nie wypowiedzieli sakramentalnych sw pozdrowienia, wic nikt ich nie powita.
  Oficer z namysem ukucn, a kiedy pudeko potoczyo mu si pod nogi, odepchn je zrcznie.
  - Kim panowie s - zacz. - Czego tu chcecie?
  - Jestem z misji U$N$E$S$C$O z Agry. Chcemy przeczeka deszcz.
  - Ale dlaczego tutaj?
  - Bo tak chciao przeznaczenie - umiechn si profesor, a policjanci skinli gow, e rozumiej.
  - Czy kto z panw jest lekarzem?
  - Ja.
  - Mamy dwch rannych. Czy nie zechciaby sab ich opatrzy?
  - Jestem od oczu, ale zrobi, co tylko si da. Gdzie ich macie?
  - Niedaleko std, ale autem nie dojedziemy. My jestemy konno.
  - Ju ja bardziej ufam wasnym nogom - podnis si profesor, kaza sanitariuszowi wzi torb z lekarstwami, wsun ku alowi obecnych grajce radio do kieszeni i wyszed przed chat.
  - Pjdzie pan ze mn? Bdzie si panu chciao po takim bocie? Pan nie musi - zaznaczy.
  - Jasne, e idziemy razem. To ciekawe.
  Schylajc si przekroczy prg, o ktry zatrzymao si pudeko z albertw. Szli owiani haaliw muzyk, ktra wywabiaa gapiw z chaup. Istvan ogarnia teraz zniszczenia spowodowane ulew, woda szorowaa pochyoci drogi, wesoa, koloru kawy, a pena byskw. Omijali przepenione rozlewiska, obramowane zjeonymi patykami, pkami wydartych traw i grubych lici jakby wycitych z linoleum. Oszaamiajce zapachy wstaway z ziemi parujcej gwatownie. Po niebie smuyy si oboki jak szybkie manicia kred, ledwie widoczny lad burzy, ktra przegnaa. Soce palio i z daleka dochodzi gniewny pomruk wezbranej rzeki.
  - Gdzie go ranio? - zapyta profesor.
  - Na drzewie - odpowiedzia z powag oficer.
  - Ale ja si pytam, gdzie dosta - pokaza otwart doni na pier.
  - W gow, jest nieprzytomny... Jednak cay czas mwi, wic chyba nie jest z nim tak le?
  - A drugi?
  - Chop, pchnicie noem. Niewane.
  Wyszli z wioski i zanurzyli si w wysokie, ociekajce trawy.
  Spod ng pryskay im kuropatwy z trzaskiem mokrych skrzyde.
  - Szkoda, e nie wziem dubeltwki. - Szwed odprowadza wzrokiem ptaki spywajce midzy krzewy.
  - Kiedy ich raniono? - dopytywa si Istvan.
  Sanitariusz tumaczy.
  - Wieczorem i noc.
  - A dlaczego jeszcze dzi rano strzelali?
  Policjant spojrza na radc ponuro, wzruszy ramionami.
        - Nie wiedzielimy, ilu ich jest. Lepiej by ostronym.
  - A by jeden?
  - Jeden.
  - Macie go?
  Policjant szed szybkim krokiem, mokre od traw spodenki klaskay nogawkami, cmokao boto na ciece.
  - Nie - wykrztusi wreszcie oficer. - Uciek nam.
  - Ma bro?
  - Tylko n. My go dostaniemy i odstawimy przed sd. Pjdzie na cikie roboty. To gorsze ni mier.
  Komary bzykajcymi supami stay nad mokradem zarosym trzcin i sitowiem.
  Zobaczyli kilka koni o sierci pociemniaej od niedawnej ulewy, z siodami osonitymi skrzcym si w socu przezroczystym plastykiem. Chaupa bura, z paskim dachem obramowanym grubym glinianym parapetem, wygldaa z daleka jak bunkier pord bananowcw o modych liciach z zielonego wiata. Dalej widnia mangowiec, rozoyste, wysokie drzewo z biaym pniem i sznurami korzeni ju wrastajcymi w ziemi.
  Przy koniach sta policjant z karabinem przewieszonym na ramieniu, luf w d. Pod cian siedzia mczyzna, tak jak sadza si lalki, z wyprostowanymi, rozrzuconymi, goymi nogami. Porodku piersi, przylepcem na krzy, mia umocowany opatrunek. Stara kobieta kucaa przy siedzcym, unoszc wysoko miedziane naczynie, laa strug wody na do i siorbaa, by za chwil parskn w twarz rannemu. Mokre wosy nawisy mu na czoo, powieki mia przymknite miertelnym znueniem.
  - Nawet nie krwawi - lekcewaco min go oficer, kierujc si do drzwi. Na podcielonej ceracie lea policjant, przy nim siedziao jeszcze dwch. Wcinita w kt, objwszy kolana ramionami, kulia si moda dziewczyna, oczy miaa pene ognia, ze, bujny wos pomierzwiony. Z rozdartego stanika wychylay si strome piersi, niewiele janiejsze od ramion, wida, e w polu pracowaa obnaona do pasa.
  Profesor schyli si nad lecym. Banda, ktrym grubo omotano mu gow, poczernia od zakrzepej krwi. Doktor podnis powiek, zajrza w oko, unis bezwadn rk, przytrzyma ttno i, jakby zniechcony, wypuci. Do klasna o polep.
  - Zaczyna sztywnie.
  Sanitariusz zabra si do zapinania klapy w ceratowej torbie ze znakiem czerwonego krzya.
  Wysunli si z wntrza pachncego wystygym paleniskiem i mokr glin. Przy drzwiach wisiay zjeone, wysche strki czerwonej papryki i lekko chrzciy trcane powiewem.
  - Ju umar? - nie dowierza oficer.
  - Od paru godzin.
  - To niemoliwe, jeszcze przed chwil by ciepy.
  - Jak go pooycie na stos, bdzie nawet gorcy. Ale to trup. Mona spali.
  Podszed teraz pod cian, gdzie siedzia pnagi chop ranny w pier. Wyj skrcone we fonendoskopu i nasuchiwa bicia serca.
  - Jak to byo? - zapyta star kobiet, ciskajc miedziane naczynie.
  - Jak to byo? - powtrzy sanitariusz. - Mw prawd.
  Zacza szybko, ledwie nady tumaczy, czasami zacina si w poszukiwaniu sowa, jednak ponaglony przez profesora machniciem rki brn dalej.
  - On by ju u nas dwa dni, jad i pi, mj syn przyjmowa go jak brata. To wszystko przez t diablic - pokazaa na mod kobiet, ktra teraz podpeza do progu, wspara na nim oba okcie, lniy przeguby pene obrczek ze srebrnego drutu, i jak pies wszya patrzc w dalekie krzewy. - Jemu zachciao si wdki, posa syna do wioski, nie do tej,tylko dalej, za rzek, da mu kilka bransolet do sprzedania, powiedzia, e zapaci... Syn musia i, bo on mia strzelb i n. Przechwala si, e zabi dwu policjantw i szpiegowi, ktry go tropi, obci nos. To straszny, gorszy od demona czowiek, a jej si spodoba. Ledwie syn wyszed, ona polaza do niego na dach, bo j zawoa. Wiem, co robili, bo nasuchiwaam, znam kady odgos, inaczej dzwonio, ona bia pitami w zad tego knura. Zawoaam, eby zesza, ale nie chciaa. Tylko krzykna: chod tu, matko - ebym widziaa, na pomiewisko, e go ju ma, przeklta.
  - Nieprawda - wrzasna dziewczyna zza progu. - Woaam ci na pomoc, on mnie gwaci.
  - A syn dowiedzia si u handlarza srebrem, e tego dakoity ju szukaj, policja jedzi po wioskach i, mog do nas wpa. Ba si, e go oskar. Jak spotka patrol, to im powiedzia, co ma za gocia.
  - Skusia go nagroda! - krzykna moda. - Sprzeda przyjaciela, cho mu zapaci za kad garstk ryu.
  Mczyzna siedzia nieruchomo, z gow opart o parujc cian, na ktrej Istvan widzia dziury wyupane kulami. Oczy mia na wp przymknite, jakby go ju wiat nie obchodzi, zdawa si rozwaa tylko to, co dziao si w jego wntrzu.
  - Policjanci cicho podeszli pod dom... - cigna stara.
  - Bo ich zdrajca prowadzi. Ale konie parskay i potykay si w ciemnoci - triumfowaa moda. - A mymy na dachu nie spali. Chodzilimy po gwiazdach.
  - Milcz, suko. Oni si turlali po caym dachu, ona go wabia i z nim igraa. Nie daa mu spocz, niesyta. Ja wszystko syszaam, gdybym miaa na dole jego strzelb, to bym strzelia, ale on zabra ze sob na wierzch, tchrz.
  - Bo jest chytry - odcia si moda.
  - Kiedy zaczli podchodzi, strzeli z dachu, to policjanci si zatrzymali i te zaczli strzela. Potem mj syn krzycza, ebymy uciekay, a tamtego policja zabije. Ale oni zeszli z dachu i zwizali mnie, zakneblowali usta. Ona mu pomagaa.
  - Skd wiesz, e to ja robiam? Byo ciemno.
  - Byo bardzo ciemno i jeden policjant wdrapa si na drzewo, bo stamtd wida cay dach, i strzela raz po raz, a tego zbja zrani w nog.
  - Nie zrani - uderzya pici w prg dziewczyna.
  - To czego krzycza? - wycigna chud, ylast szyj w stron drzwi.
  - Z uciechy. Trafi policjanta na drzewie i sysza, jak mu karabin wypad, a potem sam leci przez gazie.
  - Cieszy si dakoita.
  - Ich byo duo, a on jeden. Najdzielniejszy - odpowiedziaa.
  Policjanci patrzyli obojtnie raz na jedn, raz na drug kobiet, palili papierosy. Tylko chuda pier rannego drgaa krtkim oddechem.
  - Drugi policjant wszed na drzewo i strzela raz po raz, a oni musieli schowa si do rodka, wtedy inni podbiegli do domu i wydubali kijem dziury w cianie, bo glina kruszy si atwo, wsunli lufy i strzelali. A on pooy si z ni pod tym miejscem, gdzie wystaway lufy, i nic sobie ze strzelania nie robi.
  - Ciebie te przetoczy, bo nie chcia twojej mierci! - wrzasna. Ty, matko zdrajcy, ty niewdziczna!
  - A kiedy zaczli robi dziur z drugiej strony, ona zacza krzycze, eby nie strzelali, bo wychodzi.
  - Bo on si o mnie ba, nie chcia, eby mnie zabili - gniewnie poprawia moda.
  - I wtedy ona daa mu swoje spdnice i szal, leaa tak jak teraz i krzyczaa, wya przy progu jak pies:
"Nie strzelajcie, to ja, Lakszmi". A tamten, pody, wyskoczy. Mj syn, myla, e to ona, rzuci si naprzeciw, a tamten go pchn noem i uciek... Uciek, cho za nim strzelali. A policjanci czekali do rana, nim odwayli si wej. A ta im nie powiedziaa, e mog, tylko pakaa, pakaa. Ja nie mogam, miaam szmat w ustach i byam zwizana.
  - Nieprawda, nie pakaam, miaam si, dzikowaam Kali, e on ocala.
  - A mj syn nie bdzie y...
  - Bdzie y. Przetumacz - powiedzia profesor do sanitariusza. - Jeli nie ma uszkodzonej tchawicy. Puco przebite, ale serce cae. Powinien y.
  - Lepiej, eby umar - powiedziaa ze spokojnym okruciestwem moda kobieta. Bo i tak przyjdzie mj Mandhur i zabije go, eby ukara. Musi zabi za zdrad. Lepiej, eby umar.
  Tego matka nie moga wytrzyma, drapnwszy ziemi paznokciami poderwaa si, sypna garci bota w twarz dziewczynie i olepion uderzya z caej siy w gow. Kopaa lec.
  Istvan ruszy na pomoc, ale profesor go przytrzyma.
  - Niech si pan nie wtrca - wskaza na policjantw, ktrzy przygldali si caemu zajciu z wielkim spokojem. Dymy papierosw snuy si chwiejnie i mlaskay kopyta w rozmokej ziemi, konie sieky zady ogonami.
  - Pjd do rady starcw, oni ciebie ukarz! - krzyczaa teciowa, bijc na olep rkami, jakby pywaa z trudem utrzymujc si na powierzchni.
  - Matko - nagle odezwa si mczyzna.
  Oprzytomniaa na ten chrapliwy gos, przypada do niego, klczc gaskaa po wystrzyonej wysoko skroni, piecia ucho.
  Podnis do z uda, pokaza na drzwi i lekko wstrzsn gow, jakby chcia powiedzie: nie, nie.
  Wtem moda kobieta wyprysna z mrocznego wntrza i plaskajc bosymi stopami biega ku polu trzciny cukrowej, ktre stykao si z gstwin ciernistych krzeww. Policjanci rzucili si w pocig, ale ona, opanowana dz ucieczki, bya zwinniejsza. Jeden zdar plastyk z sioda i skoczy na konia. Dopadszy krzeww przekona si, e kolczastych zasiekw nie rozgarnie.
  - Stj! Stj, bo strzelam - woa unoszc si w strzemionach i celujc w gstwin, skd dobiega trzask gazi, musiaa peza doem jak jaszczurka.
  Jednak nie strzeli.
  Powrcili do oficera, ktry wydawa rozkazy, gdzie maj si rozstawi.
  - Zostawcie j. Wprowadzi nas na trop - powiedzia. - Na pewno si umwili, gdzie si maj spotka. Zgubia ma, teraz zgubi kochanka - tumaczy spokojnie. - Ona jest szalona z mioci.
  Szalona z mioci - zapado w Istvana - on te by szalony, wymykajc si od obowizkw i wbrew woli Margit prbujc j odnale. Mio... Czu, e ociera si o potny ywio, ktry z jednak atwoci tworzy i niszczy.
  Dobrze, e policjant nie strzeli. Terey wiedzia, e musiaby si rzuci na niego. Oddycha gboko, powoli wraca mu spokj. Czybym a tak bardzo by po stronie dziewczyny, ktra podeptaa wszystkie wizy? Posza za gosem, ktry znam. Ona jest dzika - rozwaa, ale miao to sens odmienny: prawdziwa, ma odwag by sob.
  - Co z nim zrobicie? - wskaza na rannego, ktrego podtrzymywaa matka. - Powinien pj do szpitala.
  - Transport konno, a tym bardziej tong tylko mu zaszkodzi, zreszt trzeba go spyta - nachyli si oficer. - Czy chcesz, ebymy ciebie zabrali?
  - Tak - odpowiedziaa arliwie matka. - Ratujcie go.
  - Nie - stkn ranny - zaczekam tu.
  - Chcesz na ni czeka? - krzykna oburzona stara. - Ona wrci, ale z tamtym, bo do niego ucieka... Syszysz, ona wrci, eby patrze, jak on ci zabija. Tego chcesz?
  - Tak - szepn, poruszy bezwadnymi palcami zarytymi w namokej ziemi.
  - Wic nie moemy go zabra - z ulg odetchn oficer. - Nie chce, to nie.
  - Jeeli trzeba, dam auto - powiedzia profesor.
  Istvana ogarn lk, e to moe by koniec wyprawy, wrc i on ju nigdy Margit nie zobaczy, gorco pragn, eby oficer zakoczy targ. Niech ranny zostanie.
  - Przecie on wcale nie krwawi - upiera si oficer.
  - Krew zbiera si w opucnej w rodku - koysa fonendoskopem profesor. - Mog by komplikacje.
  - Mog, ale nie musz - Istvan powiedzia tak arliwie, a si zawstydzi tonu wasnego gosu, ktry odpycha rannego. - Co by pan z nim zrobi w szpitalu?
  - Moe sprbowabym ucisku, eby osabi ruchy puca. Ale skrzep, jaki si tam formuje, sam zasklepi ran i nacinie - sign po torb sanitariusza, a Terey odetchn, zrozumiawszy, e pojad dalej. - Zostawi mu troch kodeiny - dogrzeba si buteleczki. - Powiedz jej, eby daa mu par kropel z wod, jakby zacz kaszle. Nie wolno go ka. Ma tak siedzie.
  Matka cisna w doni buteleczk i patrzya na nich nieprzytomnymi oczami, obejmowaa ramieniem syna, ktry zdawa si drzema z bezwadnie przechylon gow.
  - Czy mam panw odprowadzi? - zapyta oficer.
  Policjant trzyma dwa konie, ktre dreptay szarpic wodze, zaniepokojone odjazdem reszty patrolu.
  - Dzikuj. Sami trafimy.
  Chwil mocowa si z koniem ju jedn nog w strzemieniu, nim wskoczy, i niedbale zasalutowawszy odjecha kusem.
  Kiedy doszli do mokrych k, Istvan odwrci si, egnajc ostatnim spojrzeniem par skulon pod czerwonaw cian chaupy. Matka kucajca przy bezwadnym ciele syna przypomniaa mu, a szydercz w okruciestwie, gotyck piet.
  Profesor woy rk do kieszeni i odruchowo wczy radio, jednak wrzaskliwe gosy saksofonu w ogromie otwartego krajobrazu, wrd wysokich traw i drzew cierniowych, w przybierajcym chrze zgrzytw, dzwonienia i brzku milionw owadw, ktre osuszywszy pokrywy, ocalone z potopu chwaliy soce, brzmiay jak witokradztwo, wic wyczy aparat.
  - Sdzi pan, e ona wrci do ma? - zastanawia si Terey. - Na co on liczy?
  - e obudzi swoj ran, bezbronnoci instynkt opiekuczy, e ona w kocu pjdzie za tym, kto bardziej jej pomocy potrzebuje. Myli si w swoich wyrachowaniach, bo jest przy nim matka. To wystarczy, eby uspokoi sumienie. Posza za tamtym, bo jest bardziej samotny. Ma cay wiat przeciw sobie. Tym bardziej j musi ceni, tym cianiej do siebie bd noc przywiera. Oni s na siebie skazani. Pki bdzie y, zanim go nie zastrzel, adnego mczyzny nie bdzie miaa tak wycznie dla siebie.
  - A poza tym to jest mczyzna - zamia si Istvan. - Przynajmniej sdzc z tego, co opowiadaa stara. Nie taki w otpiay od roboty jak jej m.
  - Czy kochajcy, wierny m zawsze musi budzi politowanie? - zapali papierosa profesor. - Jako nie mog mu wspczu.
  - Zdradzi. I to z chciwoci. Cho mona by znale sto powodw usprawiedliwiajcych, ani pan, ani ja nie mamy dla niego sympatii, bo uznajemy uczciw walk i, jak cay wiat, nie lubimy zdrajcw. Skusia go nagroda za gow, bd co bd, przyjaciela z lat chopicych. Czasem trzeba korzysta z usug Judasza, wtedy mu si paci, ale nie podaje rki, nie siada z nim do stou...
  - Wic pan prbuje mi wmwi, e obaj jestemy po stronie tego rabusia? - achn si Szwed.
  - Nie. Tylko nie uznajemy zasady, e cel uwica rodki, cho w dziaaniu skuteczna, niszczy i tych, ktrzy j stosuj.
  - Lubi pan rycerskie gesty, wierzy pan w pojedynek midzy przestpc i szlachetnym policjantem, ktry powinien ryzykowa jak w powieciach Greene'a - drwi osnuty dymem papierosa. - A czy pan omieli si powiedzie: nigdy nie zdradziem? Nie mwi dla pienidzy, ale dla pozycji, dla uniknicia sporu, dla witego spokoju... Czy pan si nie zapar prawdy? Ja ju mam swoje lata i mog sobie pozwoli na szczero. Oczywicie w innym sensie, jednak nie jestem wiele lepszy od tego Hindusa, ktremu los natychmiast odpaci. On moe by szczliwy, e ma rachunek za sob, nasze winy jeszcze woaj o sprawiedliwo.
  - Nienawidz takich rozmw - obruszy si Istvan - bo rozgrzesz kad podo. Moe si wydam panu prostakiem, ale jestem po stronie tej kobiety, ma odwag by sob, kieruje si namitnoci, sercem.
  - Trzewia ni rzdz - Szwed odrzuci papierosa w trawy - myli podbrzuszem.
  - Jest kobiet.
  Szli w parujcych trawach nie mwic ju ani sowa. Spod ng wypryskiway im z trzeszczeniem psowych skrzydeek wielkie polne koniki, spaday niby zesche strki i wtopione w gstwin, niewidoczne, rozdzwaniay si triumfalnie.
  Nad drzewami porowiao i oboki, wiotkie tiule rozpite wysoko, zaczy przyjmowa coraz jaskrawsze kolory podwietlone zachodzcym socem.
  - Jestem godny - powiedzia wreszcie pojednawczo profesor. - Trzeba si zakrztn koo kuchni.
  - Mamy gobie - przypomnia sanitariusz.
  Kiedy zeszli na drog midzy chaupy, gdzie gromady pnagich dzieci budoway tam taplajc si w bocie, profesor wczy radio. Po muzyce rozleg si angielski komunikat z New Delhi. Suchali zaciekawieni, dzieci ich nie odstpoway, zabiegajc i patrzc natarczywie w twarze, zarwno muzyka, jak w gos z kieszeni profesora jednakie budziy zdumienie.
  Nagle przy kocu dziennika donoszcego o spotkaniu premiera Nehru z delegacj Sikhw, domagajc si autonomii, zwalczaniu plagi tygrysw w pnocnym Wietnamie, poarze na statku baweny w Kalkucie usysza wiadomo z Europy, zepchnit na koniec, streszczon do jednego zdania. Budapeszt: Rzd uchwali amnesti dla skazanych za przestpstwa natury politycznej, stwierdziwszy naduycia suby bezpieczestwa; jak przypuszczaj w koach miarodajnych, zostanie zwolnionych okoo czterech tysicy winiw. Istvan zacisn pici, chcia dowiedzie si czego wicej, usysze jaki komentarz, jednak dokoa bya Azja, jej sprawy zajmoway suchaczy, nie to, co dziao si na drugim kocu globu, w maym, dziewiciomilionowym narodzie wgierskim.
  - Sysza pan? Amnestia na Wgrzech.
  Zamylony profesor nie zwrci uwagi na t wiadomo.
  - Czekaem na komunikat o pogodzie - przyzna si. - Nawet nie suchaem dziennika. Czy to ma znaczenie?
  Jak mu wytumaczy?
  Kierowca meldowa, e wypoyczy ka, cign z auta pociel i rozwiesi moskitiery, chaup waciciele dobrowolnie oprnili, przenoszc si do ssiadw, jak przepowiedzia Salminen.
  Sanitariusz sign po gobie. Pira wyaziy mikko, rozdzieraa si skra, w gbczaste miso palce lgny jak w glin.
  - Wyrzu - rozkaza profesor. - Cuchn. We konserwy i przygotuj herbat. A my zejdziemy nad rzek zobaczy, czy woda opada.
  Ulica zaroia si, wiergotay piszczaki i stkn poklepywany bben. Wyjrzeli z chaupy. Niesiono owinite w przecierado ciao policjanta, by je spali na brzegu.
  Terey lea osonity moskitier, czujc pod plecami grube sznury plecionki rozpitej na ramie chopskiego ka. Przez otwarte drzwi raz po raz wpada chwiejny blask dalekich byskawic.
  - Murowana pogoda - uspokaja profesora kierowca, zanim bknwszy: dobranoc - nie zacz sapa i powistywa przez sen.
  Drzwi zostawili otwarte, stwarzajc zudzenie przewiewu. Odgosy nocy niepokoiy. Sysza gone stpania, co przeszo powolnym krokiem, zaskrobao o framug, a posypay si okruchy zeschej gliny. W zmiennych ogniach byskawic dostrzeg dugi, czarny ryj czochrajcej si wini. Postpia krok i laa dugo, pochrapujc z rozkoszy. Cykady odzyway si widrujcymi dzwonkami alarmowymi. Chop wyznaczony na wart chodzi wok auta, kaszla, pomrukiwa. Rzeka w dole szumiaa i komary na siatce pieway aosn pie o godzie, ebray o kropelk krwi.
  W pamici mu pozosta smug aobn biao spowity ksztat, ktry w piskliwej muzyce przesun si jak widmo. Wieczorem, kiedy zeszli nad wod, stos ju dogasa, czerwone, wietliste uski ognia poykaa czer gnajcej rzeki. Dwch skulonych chopw podgarniao drgiem nie dopalone gazie, gar iskier wzlatywaa w niskie niebo. Policjant. Wczoraj wyjecha na koniu, buczuczny, pewny swego wadztwa, z broni, z kolegami, a za chwil jego popi zabieli zmcony nurt. By i ju go nie ma. A ona jeszcze nie wie, e jest wdow, usypia dzieci, swarzy si z ssiadkami, a moe pachnidem namaszcza skraj uszu albo u wdrownego wrbity kupuje pomyln przyszo.
  Raniony chop siedzi przed chat, oparty o cian. Kaganek stojc na ziemi owietla mu tym chybotliwym blaskiem d twarzy i krzy z tam przylepca na chudej piersi. Zdaje si wyznacza cel dla kuli. Nie czuje komarw, tn go i syte skwiercz w pomieniu kaganka. Policjanci zjechali na noc do wsi. Ich konie r opodal, swojskie, znajome odgosy. "Czy pan wie - opowiada wieczorem kierowca, dawnego onierza cigno do zbrojnych - e ta suka uciekajc porwaa strzelb dakoity..." W gosie byo wicej podziwu ni potpienia.
  A ja wybiegam do Margit, oddycham, yj nadziej spotkania. Jeeli rzeka opadnie... Nie Ilon, dzieci
- przywouj rudowos dziewczyn. Kilka miesicy temu nie znaem jej, gdyby zostaa w Australii, niewiedziabym nawet o jej istnieniu. W Indiach te moglibymy si nie spotka. Ta myl przenika dotkliwym blem. Jake si stao, e jest mi najblisza ze wszystkich ludzi? Nie zna jej to tak, jakby od razu umara, czy jakby jej nigdy nie byo. - Czuje rozpacz w majaczeniu przedsennym, a potem umiecha si pojmujc: gdybym nie zna, nie mgbym tskni ani cierpie. I znowu wraca komunikat z Budapesztu, zwolnieni wyjmuj z workw wymite, przysypane szkliwem naftaliny ubrania, patrz na zakopotanych stranikw upartym, pytajcym wzrokiem: "No i kto z nas broni socjalizmu, my czy wy?", a w studni wiziennego podwrza z ostr woni eteru, wychodkw wpada oszaamiajcy zapach lata. Syk aut, zgrzyty tramwajw, nawoywania dzieci bij o mur podwyszony drutem kolczastym, w okna przysonite pordzewiaymi blaszanymi koszami, szczelin otwarte ku niebu, penemu wiergotu jeykw. Napywa oddech swobodnego ycia. Mona i przed siebie nie trzy kroki, a ile si zechce... Zgrzyt bramy i ju spojrzenie signie mostw Dunaju, zamku spalonego na wysokim brzegu Budy, niezliczonych wiate rozrzuconych szeroko, jak ramiona, ktre chc przygarn odzyskan stolic, wicej - ojczyzn. Kogo wypuszcz? Wszystkich? Wspomina aresztowanych dziennikarzy, pisarzy, ktrych zna. al mu, e nie bdzie dzieli ich radoci. Na pewno ktry zatelefonuje, a Ilona odpowie: "Istvan ju od roku jest na placwce w Indiach". Jutro zobacz Margit. Nie, nie ma sprawy waniejszej. Jestem zym mem - rozlewa si w nim poczucie winy, a sowa brzmi tak, jakby obok kto powiedzia: on jest zym Wgrem, jemu nie mona ufa. Z ulg poznaje peen usunej gotowoci gos Ferenza. Oddycha gboko i mimo urazy, alu wraca mu spokj, e to tylko sen.
  Ranek si zacz od powolnego przemarszu bawow, stkania stada ociekajcego rzadkim botem, chopcy wypdzali bydo z grzskich, rzecznych rozlewisk na ki.
  Istvan goli si przekrzywiajc gow, by dojrze skraj policzka w lusterku, z ktrego bi taki blask, jakby w nim pulsowao samo rdo sonecznej pogody. Nie odstpowa go tum dzieci. Chude dziewczynki piastoway brzuchate malestwa, okrakiem posadzone na biodrze, gwarzyy jak wrble, opdzay si od much, ktre waziy w rozchylone usta i szeroko otwarte oczy.
  Chopi przynieli im ser i mleko, nie przyjmowali pienidzy, peni godnoci.
  Rzeka znacznie opada, zostawiajc kilkunastometrowy, lnicy srebrem pas rzadkiego szlamu. Dwaj modziecy po kolana w wodzie tykami macali grunt przed sob, pokrzykiwaniem dodawali sobie otuchy. Posiekane zmcon fal odbicia porywa bystry nurt.
  Wtykajc osmyczone gazie z kitkami chybotliwych lici, wytyczali nowy brd. Powstawaa za nimi koysana prdem alejka. Naleao zjecha w koryto, skrci w gr rzeki prawie rodkiem po wieo naniesionej, twardo ubitej asze, aeby o sto metrw dalej trafi na prg z upku i po nim wydosta si na drugi brzeg. Kierowca rozpoznawa przepraw brodzc w zmconej wodzie.
  - Sprbuj przejecha.
  Jednak profesor wola czeka do poudnia i kaza przygotowa dwie pary wow na wypadek, gdyby motor zgas. Bagae chopi poprzenosili ju na drug stron, wyrywano je z rk, robic sobie z przeprowadzki zabaw. Terey powierzy maemu chopcu ubranie zwinite w tob, a sam popyn z nurtem, dwch modzikw pucio si za nim, mcili rkami powierzchni, jednak nie mogli go docign. Woda wiecia tawo, kpiel orzewiaa.
  lizgajc si w mule tustym jak smalec wylaz na brzeg z nogami wylakierowanymi czerwono. My si dugo, klnc, przysta wreszcie, by go szeciu Hindusw wynioso na traw. Tam chtnie zapalili papierosy, ktrymi ich poczstowa.
  Caa wie si zesza, by popatrze na przepraw, chralnymi krzykami dodawali kierowcy odwagi. Landrover toczy si powoli, odprowadzany przez gromad chopcw, ktrzy czepiali si bokw, w nadmiarze gorliwoci brnli przed sam mask, pokazujc, e dno jest rwne.
  Obeszo si bez przygd. Woy trzymane w pogotowiu okazay si zbdne.
  - Od dzi bd pana tytuowa kapitanem - powiedzia Istvan do profesora, wspinajc si na swoje miejsce w wozie. - Wspaniale pan wyglda w aucie na rodku rzeki, zupenie jak na mostku toncego okrtu.
  - Dzikuj, obejdzie si - mamrota Salminen. - Wie pan, brzydz si rzeki, stale mi si odbija przypomnienie cmentarza. A nie wszystkie zwoki obyczaj i skpstwo nakazuj pali.
  Na drugim brzegu jakby si odmienio, jechali bez kopotw. Po godzinie trafili na kolumn tong wyadowanych worami, koa zbite z grubych desek pieway aonie.
  - Co oni wioz? - zapyta sanitariusza.
  - Piasek. Oszuci, dobrze zarabiaj.
  Woy koyszc nisko zwieszonymi bami wzdychay ciko, wonice pokrzykiwali raczej z nawyku ni nadziei, e ich krok przyspiesz.
  - Piasek z dawnego koryta. W maych woreczkach spka pogrzebowa wysya nabonym emigrantom, eby mogli z nim zmiesza popioy swoich zmarych, nim wysypi je w obce afrykaskie rzeki. Jest par firm, ktre si zajmuj tym handlem - objania rzeczowo sanitariusz - ten piasek jest bielszy i adniejszy ni tamten z Gangesu. ywym bardziej si podoba, bardziej przypomina to, o czym marzyli, a umarli nie zgaszaj reklamacji, umarym jest wszystko jedno.
  W twarz do im upalne tchnienie pustyni. A po horyzont rozcigao si biae, skrzce, pofadowane w drobne skiby morze piaszczyste. Od wydm bio blaskiem, a bolay oczy. Drobiny piasku przdy si z wiatrem, szczyty wydm zdaway si leciutko dymi, przesypywa, pustynia mimo martwoty pena bya zowrogiego ruchu.
  Musieli czeka na swoj kolejk. Przed nimi w przeciwnym kierunku cigny tongi i pobekiwaa trbka zabkanej ciarwki pomalowanej w kwiatki i sonie.
  Istvan zobaczy, e koa wozw tocz si po czarnych pasach przyprszonych piaskiem, dwie kadki elazne, rzucone w samo serce pustyni.
  - W czasie wojny Anglicy zrobili elazn drog - objania kierowca. - Tamci zjad i poprujemy do wioski. Do naszej doktor Ward.
  - Zdaje mi si, e strasznie daleko odjechalimy od Delhi - zamyli si Terey - a zaledwie doba mina.
  - Jestemy okoo stu dwudziestu kilometrw od Agry - mierzy palcami profesor na rozpostartej mapie. - W normalnych warunkach po dobrej szosie dwie godziny jazdy.
  Nad wydmami krzyczcymi dotkliw biel dojrzeli tyk z wijcym si dugim strzpem pomaraczowej szmaty, wyaniay si niskie chaupy, duy zbiornik wody malowany na biao i wiatraczek, ktry migocc pod soce nieustannie pompowa wod. Przed wejciami chaup porozpinano maty, eby zyska cho troch cienia, kobiety owinite w czerwie i bkit szy z naczyniami po wod, zapachniao nagle dymem i mdlc woni ludzkich odchodw. Mieli ju wiosk, do ktrej chcieli dotrze.
  Istvan poczu, e mu si serce tucze z niepokoju, zwily wysuszone wargi. Nie wiedzia, jak zostanie przyjty. Co usyszy? Wyrok?
  - Widz ich! - krzykn nagle kierowca. - Pani doktor.
  Zacz skowycze klaksonem jak optany, zapominajc, e z tej odlegoci nikt go w wiosce nie usyszy.
  Podnieli si, ar zia im w twarze, zlizywa pot, ze zmruonymi oczami wpatrywali si w dwie mae postacie w bieli, jak przechodz midzy chaupami, rozmazuj si w wietle, byskaj w cieniu, nikn.
  - Jak dugo ona tu zostanie? - zapyta profesora.
  - Tydzie, dziesi dni, ale ja chciabym przejrze wyniki, obejrze kultury bakterii i wraca, ucieka, bo gdyby zaczo d, jestemy uwizieni.
  Jak czarne szkielety nieznanych bestii lub miae zarysy nowoczesnych rzeb sterczay na wp zasypane pnie z paru odrbanymi konarami, wyszlifowane piaskiem do hebanowego poysku.
  Zbliali si ku niskim lepiankom, do bud skleconych z poprutych blaszanych bbnw i uomkw pak. Domw byo kilkanacie, zbitych w gromad jak kurczta zbiege w popochu przed jastrzbiem. Poprzez plecione poty przecieka biay, szklisty piach.
  Kiedy auto podjechao i zatrzymali si opodal azika, osonitego przytroczon do kokw pacht z naciekami oliwy, Istvan zeskoczy zapadajc si po kostki w sypki grysik, ktry parzy przez buty jak popi nie wygaszonego ogniska. Doem szed powiew, ktry opota brezentem, dmuchajc im w twarze woni parujcej benzyny, smarw i rozpraonego elaza. Kierowcy ju si dogadali, rysujc palcem tras na piachu. Okazao si, e naleao skrci trzydzieci kilometrw dalej na poln drog, potem ku rzece, gdzie oprcz brodu by nawet i prom.
  - Profesor kaza - usprawiedliwia si przed koleg szofer - grunt, emy trafili na elazny trakt i szczliwie dojechali.
  Istvan ju widzia bia chorgiewk z czerwonym krzyem zatknit na jednej z bud. Szed pierwszy, potem jednak zwolni kroku, eby go profesor wyprzedzi. ar pustyni sun ku nim jednolit, palc fal. Widzia Hindusw lecych w gbi chaup, prawie nagich, z rozrzuconymi ramionami, mokrych od potu. Dwa psy o zszerszeniaej sierci grzebay w mietnisku, kurzc popioem. Kiedy podeszli, pozna trjktne pyszczki szakali, mkny jeden za drugim, depczc wasne cienie na olepiajco biaym stoku diuny.
  Z budy wysza dziewczynka, prowadzia j matka w sutej spdnicy i rozpitym kaftanie, dugie, wyssane piersi kobiety wyglday jak obumierajce narola. Mijajc pozdrowiy ich kornie. Dostrzeg obrzke, zaropiae powieki dziecka i wyjedzone na policzkach bruzdy od ez i ropy. Wielkie pustynne muchy siaday jej na twarzy, pasy si drepczc nkami kosmatymi jak u pajkw. Nawet nie prbowaa si opdza.
  - Hallo, miss Ward! - zawoa niecierpliwie profesor. - Dobrnlimy nareszcie do tego pieka.
  Zobaczy Margit. Wysza troch zgarbiona, ale zaraz si wyprostowaa jak stary wiarus na widok generaa.
  - Salve dux - podniosa do ze sztuczn wesooci. - Wic jednak mnie pan odgrzeba z piachu.
  Profesor korzystajc z praw swego wieku przygarn j i ucaowa w policzek.
  - Hallo, Margit - przypomnia si niemiao Terey.
  - Istvan - wycigna do niego radonie rk, tak jakby nie byo midzy nimi prawie dwu miesicy zowrogiego milczenia, ucisn jej rozpalone, troch lepkie palce, przenikno go wzruszenie.
  - Nie mogem si doczeka - szepn, chcia jej si przyjrze, podnis ciemne szka, ale soce chlusno, olepio go znienacka.
  - Przyjechalimy - oywi si Salminen. - Ale po jakich przygodach!Prawdziwy dakoita i pikne morderstwo, ze wieutkim trupem. Daj nam pi, to ci wszystko opowiemy.
  - Mam tylko herbat w termosie. Woda tu mierdzi. Nawet do mycia obrzydliwa.
  - Dawaj cho herbat. A marzyem o szklance whisky z lodem - wzdycha.
  - Skd tutaj ld? W piecu hutniczym? Tu nawet ja mam ochot nad sob i swoj gupot zapaka - artowaa smutno.
  Prowadzia ich midzy chaupy, pod rozpity namiot, przewietlony miodowym poblaskiem, ciany wzdymay si jak skrzela ryby wyrzuconej na brzeg.
  Sza przodem, wydawao mu si, e jeszcze bardziej wyrosa, zeszczuplaa, tylko wosy, ktre tak kocha, nakryte leciutkim pytkim hemem, uplecionym ze somki, zdaway si y bujniej, nabieray ognistych poyskw na bieli fartucha. Ona jest pikna w tym znueniu, nawet lune, wykrochmalone ptno nie moe ukry ksztatu jej ciaa. Zna je, oswaja, a teraz wydao si odlege, nieosigalne.
  - Jak pan profesor przewidywa - mwia nalewajc herbat do kubkw, ktre stay wetknite w piasek i przykryte serwetk - przebieg choroby jest tu odmienny, o wiele gwatowniejszy. Mechaniczne podranienia ziarnkami piasku przyspieszaj ropienie. Tu wszyscy s zakaeni.
  - Jak drog? - profesor rozejrza si, jednak widzc tylko jedno krzeso i skrzyni zastpujc st, posapujc, zrezygnowany, sadowi si na ziemi. - Jak zwykle wasne palce?
  - Palce, brzeg matczynej spdnicy, ktr ociera i swoje zawice oczy, i dziecka, no i dodatkowo due muchy. Myl, e szczep bakterii te moe mie aktywniejsz mutacj. Trzeba sprawdzi w szpitalu. Na razie ucz paru chtnych chopcw, jak agodzi objawy choroby, bo przecie nie mona tego nazwa leczeniem.
  - A pani jak si czuje? - przekrzywia gow, wachlujc si zgniecionym pciennym kapeluszem jak misistym liciem.
  - Dobrze - mrukna zdawkowo. - Teraz ju zupenie dobrze.
  - Ma pani preparaty?
  - Mam przygotowane, troch liczyam, e pan profesor przyjedzie.
  - Ja zaraz pani opowiem, co nas po drodze spotkao. Najpierw potna ulewa. Chyba tu padao?
  - Tak, ale deszcz, zanim zetkn si z ziemi, ju parowa.
  Nie znajd ani chwili na rozmow, jeli ona nie zechce mi pomc. Jak pozby si starego gaduy - myla bliski rozpaczy. Przyapa ukradkiem rzucane spojrzenia, prosi, baga j oczami.
  - Gdzie mam wnie rzeczy? - woa z drogi kierowca.
  - Tutaj. Bdziecie nocowa? - spytaa.
  - Zaley od pogody - poruszy si profesor, wsta, otrzepujc zapiaszczone donie, nastawi radio. - Musz pokaza im, bo durnie nios nie te skrzynki, na ktrych mi zaley.
  Wyszed na soce ocigajc si, dugo nasuwa oklapy kapelusz.
  Teraz, zanim muzyka zwabi gapiw - przemkno Istvanowi.
  - Musz z tob pomwi.
  - Dobrze. Pniej - powiedziaa prawie niechtnie.
  - Mam chyba prawo wiedzie.
  - Ale masz - umiechna si gorzko. - Jeeli ci na tym zaley.
  - Dlaczego mnie unikaa?
  Siedziaa wycignwszy nogi w sandaach, proste, ciemno opalane, gboko zaryte w biay piasek, lnicy jak drobno tuczone szko. Zwiesia gow, milczaa.
  - Telefonowaem, nigdy ci nie byo. Dostaa listy, depesze?
  - Dostaam.
  - O co ci chodzi? Co nas dzieli? Prosz ci, mw.
  Zmczonym ruchem uniosa ciemne szka i teraz dojrza jej oczy bardzo jasne, podkute gbokim cieniem.
  - Dziecko. Twoje - poprawia si pospiesznie - nasze.
  Zbliyy si gosy nioscych i gderanie profesora. Milcza oguszony.
  - Jak to si stao? Przecie sama mwia - szepn bezradnie. Muzyka, wiergot fletu i pojkiwania dwustronnych skrzypiec wypeniay namiot, odbite od ptna wdroway po osadzie. Kierowca wnis dug skrzynk, na szczcie wsuwa si tyem, bo twarz Tereya jak zwierciado odbijaa rozpaczliwe zaskoczenie.
  Profesor uklknwszy szuka kluczy do kdek.
  - Mam tu dla was niespodziank - zacz. Radio stojce obok zawodzio.
  Terey wsta nagle z ziemi i skierowa si do wyjcia, caym ciaem poczu uderzenie soca, jakby chlunicie wrztku. Przymknwszy oczy ruszy przed siebie.
  Chwyta krtkim oddechem zaduch otwartych chaup, dymy tlcych si ognisk. Mija sklepiki, w ktrych stay soje z kolorowymi cukierkami, wisiay pki zakurzonych strkw papryki. Dwie deski oparte na pustych blaszanych beczkach po benzynie i ju by stragan. Sklecili nad nim dziurawy daszek z badyli. Wiatr nis ziarna piachu. Staczay si z dachw, uderzay w twarz, wdrujc po skrze jak mrwki.
  Dostao mnie - wlk za sob bl, jak ranne zwierz uciekajc niesie wbit strza... Ogarniaa go rozpacz, gdy widzia j bezbronn w tym obnaajcym indyjskim socu - tu nic nie da si ukry, bdzie wydana, oni nie umiej milcze. Trzeba j std zabra, musi wyjecha bodaj do Bombaju czy Kalkuty. Ju si jej chcesz pozby - oskara siebie - a jeszcze jej nie odzyskae... Nie, nie - broni si, brnc w grzskim piasku, stopy go paliy, obrzke od upau. - Usun, pki mona - skomlio w nim tchrzliwie. Jednak pamita, e ustawy zakazuj. Lekarz, ktry na to si zgodzi, jest przestpc. Musz by przygotowani na wszystko, nawet na szanta. Nage przelk si tej myli, zobaczy niedezynfekowane yki, wzierniki przecierane chustk do nosa, turbany, kosmate twarze, niedomyte donie, zbyt pewnych siebie dyletantw, ktrzy kupili nie tylko praktyk, ale czsto i dyplomy. - Naraasz j na kalectwo, jeli nie mier. Nie wolno, nie masz prawa popycha jej ku temu. Mieje odwag towarzyszy. Przecie nie daa od ciebie niczego, a ty ju szukasz w niej winy, oskarasz. Mw teraz, bekocz swoje: kocham, kocham... - Wyprostowa si z twarz cignit gniewem, wydao mu si, e zosta spoliczkowany. - Nie. Nie! Mam odwag wobec caego wiata powtrzy to, co szeptaem wtuliwszy twarz w twoje wosy, spleciony z tob w ciemnoci, zjednoczony - Margit, kocham ci. Bdzie, jak zechcesz.
  Piasek skrzypia pod nogami, suchy, nieprzyjemny chrzst, caa rwnina przelewaa si powoli, zapylona, pena menia ziaren ulatujcych z wiatrem.
  - Ona musi odczu, e jestem przy niej - szepn. - Ale dlaczego nie powiedziaa. Dlaczego krya si przede mn?
  Kiedy wieczorem zdoa uprowadzi Margit midzy diuny, pod niebo pene ognia jak czelu olbrzymiego pieca, powtrzy pytanie. Zwrcia ku niemu twarz przysonit czarnymi szkami okularw.
  - A co by sobie o mnie myla? - powiedziaa z gorycz, troch wzgardliw. - Lekarka i nie wiedziaa? To byyby twoje pierwsze sowa. Jestem dorosa. Wiem, co robi. Musiaam sobie sama poradzi. Nie chciaam ciebie w to miesza - postpia par krokw, teraz sysza aosny szmer przesypujcego si piachu, jakby szklany piew pustyni. Szli obok siebie, a jednak oddaleni.
  - Nie wolno ci tak mwi, naprawd, nie zasuyem. Pytam ci uczciwie, co mam robi? Czego si po mnie spodziewasz? Ty przecie wiesz - gos mu si ama niemsko, jakby mia krzycze na ni i wygraa, i tylko z trudem si opanowywa.
  Przygarn j. Caowa usta, suche i sone, drogie, drogie, najdrosze.
  - Pu - prosia. - Widz nas.
  - Niech widz!
  - Pu. Jestem brudna, spocona. Tu nawet nie mona si porzdnie umy.
  Przycisn j do piersi i koysa jak mae dziecko.
  - To nic, to nic, nic mnie to nie obchodzi. Chc tylko wiedzie, czy mnie kochasz?
  Podniosa ku niemu twarz i rozchyliwszy usta jkna:
  - I bardzo mi z tym ciko, Istvan - caowaa go w szyj. - Przepraszam ci. Nie powinnam bya...
  Kiedy j trzyma uleg, odzyskan, powrcio mu tamto sowo pieszczotliwe ze snu:
  - Kolebko moja, kolebeczko - szepn jej we wosy - pamitaj, jestemy razem.
  - Widzisz, Istvan, jestem poda, nie powiedziaam ci od razu. Ale szede obok profesora w penym blasku, taki mocny, pewny siebie, szede po mnie jak po swoj rzecz. Musiaam z caym okruciestwem... Jestem poda, poda. Istvan - szeptaa z ustami na jego piersi, e ledwie natajc such chwyta sowa. - Przez blisko dwa miesice yam z tym, e bd miaa dziecko. Dopiero od trzech dni... Dygocz jeszcze na sam myl, e... Ja bym nie moga zabi twojego dziecka. To wiedziaam. Uciekam. Moge sdzi, e wanie dzieckiem chc ciebie zwiza, e ja wtedy naumylnie powiedziaam...
  - Ale co byo powodem?
  - Nie wiem, cho teraz mam ju tuzin wyjanie, a kade prawdopodobne: zmiana klimatu, inny typ pracy, peen napicia, ty, no wanie, ty. Zahamowanie psychiczne spowodowane lkiem, e czas mija, bo to dziaa, strach zatrzymuje... Dni przechodziy, a ja liczyam je ze zgroz. Mczyam si jak potpieniec. Kazaam zrobi prb Sondeka Asheina. Podaam inne nazwisko, Hinduski, w laboratorium nie dopilnowali, spaprali. Sze tygodni trzeba, eby mie pewno - mwia trzymajc go kurczowo za rk. - A ja musiaam wyjecha, nie znajc wyniku. Chciaam zachowa pozory, e nic si nie dzieje. Nic. Istvan, wybacz mi, tobie wystarczyo par godzin, a ja to przeywaam dwa miesice. Tyle nocy i dni. Teraz mnie lepiej rozumiesz.
  - To byo potrzebne - mwi patrzc w szalestwo kolorw na niebie, od ktrego zabarwiay si pofadowane piachy na winiowo i omdleway fioletem - to mi przypomniao, e powinnimy wiedzie, czego my naprawd chcemy... Nie jestemy Hindusami.
  Z daleka dobiego woanie profesora, a potem sygna klaksonu.
  - Idziemy! - odkrzykn Istvan. - Trzeba si ruszy... On jest wyranie o ciebie zazdrosny.
  - Nie artuj - miech zadwicza w jej gosie, a go ta przemiana wzruszya.
  Dwa szakale przemkny pord wydm zamiatajc puszystymi kitami piasek. W budach czerwono mrugay ognie i z daleka syszeli, jak radio profesora przelewa muzyk hindusk, pen skargi i poddania. Bben odzywa si, jakby na skr napit spaday oowiane krople odmierzajce czas.
  - Mylaem, ecie zabdzili - gdera profesor - e was zjady szakale, peno ich si tutaj krci.
  - Przecie stalimy na szczycie diun i pan nas cay czas widzia.
  - Tak, nie spuszczaem was z oka - przyzna si. - No, to bdzie mia pan o czym napisa.
  Istvan pochyli gow.
  - A my tymczasem musimy si adowa. Komunikat znowu grozi deszczem. Ruszymy przed noc po tych elaznych pasach, inn, obiecuj, e blisz, drog. Woaem pana, ebymy jednak co zjedli przed odjazdem. I moe wypili po jednym.
  - Nie zawadzi - bkn Terey.
  - Kiedy widz tych ludzi, ktrzy si tu mcz, nie mog poj, dlaczego si uparli mieszka na rodku rozpalonej patelni.
  - Oni tu zawsze byli - sprostowaa Margit. - Pustynia przysza do nich. To ona ich oblega.

IX.

  Wysoki, kamieniem wyoony korytarz w ministerstwie podzwania brzkami bransolet. Drobnym, sptanym krokiem suny spowite w jedwabie smuke Hinduski. Trway przygotowania do zjazdu wiatowego Kongresu Kobiet. Istvan na polecenie Budapesztu mia rozpozna skad przyszego prezydium, charakter wystpie, obawiano si demonstracji skrajnie prawicowych elementw. Lepiej byoby nie posya delegatek, ograniczajc si do oglnikowych depesz z yczeniami owocnych obrad i sowami pozdrowie, ni by zmuszonym do wystpie protestacyjnych i opuszczenia sali. Jednak kilka pa, wraz z on wiceministra, uparo si zobaczy Indie, std ta ywa wymiana depesz z ambasad i danie szczegowych wyjanie.
  Zjazd zapowiadano na poow padziernika, czasu zostao niewiele, sze tygodni. Panie pytay, czy nie byoby wskazane, przynajmniej na otwarciu wystpi w wgierskich strojach ludowych.
  Panna Shankar, umiechajc si agodnie, tulc donie pene bransolet do piersi, uspokoia go, e pracuje w sekretariacie i nie zauwaya adnych usiowa do zmiany zjazdu w wiec, chyba e nastpi jakie niezwyke wydarzenia, wtedy naley przypuszcza, e ktra z delegacji Ameryki Poudniowej moe zgosi kopotliw rezolucj, ale i to da si wygasi, utopi sporami proceduralnymi, znudzi sal i zaatwienie ostateczne przekaza prezydium, na co zebrani skwapliwie przystan. Obrady dotyczyy rwnouprawnienia kobiet, podwyszenia im pacy. Przy rwnych kwalifikacjach nie powinny mniej zarabia od mczyzn.
  - Wic nie bdzie adnej sensacji?
  - Bd - podniosa migdaowe powieki, zatrzepotaa dugimi rzsami. Przygotowujemy wystpienia przeciwko handlowi kobietami.
  - Przecie one si same sprzedaj, jake im tego zabronicie - zamia si.
  - Mwi o niewolnicach, maych dziewczynkach porywanych u nas i w Pakistanie, a wywoonych do haremw w krajach arabskich. I do Afryki. Cae przestpcze organizacje pracuj na wp jawnie, trudno liczb modych niewolnic ustali, bo jeli sami rodzice je sprzedaj, na pewno si tym nie pochwal. O, rada Khaterpalia - pokazaa doni wiotk jak kwiat. - Wie pan, brat mu umar... Ten cudownie przywrcony do ycia.
  Rada ju ich spostrzeg, roek klapy mia znowu owinity krep. Przyj wyrazy wspczucia z penym godnoci zadowoleniem.
  - Co mu si stao? - zapyta Istvan.
  - Nic. Po prostu zasab jak poprzednio na serce i umar. Tym razem zostalimy do koca, pki popiow nie zsypano do Gangi... - twarz mia niezdrowo nalan z zielonkawymi cieniami wok byszczcych oczu. - Dopiero wtedy zrobio mi si go naprawd al. Ta straszna, pobliniona twarz przestaa straszy. Jednak to starszy brat.
  - Mylisz, e to naprawd by brat? Po rozmowie z tob i ja zaczem wtpi.
  - Nie, to by na pewno on. Teraz mgbym przysic. Mamy zupenie inne charaktery. On ulegy fantasta, dawa sob powodowa atwo, wiesz, taki... - szuka okrelenia - poeta.
  Panna Shankar parskna wieym, dziecicym miechem patrzc w oczy Istvanowi.
  - O, przepraszam - rada pooy mu rk na ramieniu - nie chciaem ci dotkn. Zreszt co z ciebie za poeta, jak tkwisz na placwce - zapdza si. - Jeste dobrym urzdnikiem ambasady, a to ju co znaczy.
  - Dzikuj za uznanie - skoni si Terey, a pikna panna znowu si zamiaa, osaniajc d twarzy pawim, mienicym si jedwabiem szala. - Przynajmniej ty jeden mnie doceniasz, bo w ambasadzie nadal mam opini poety.
  Rozmawiajc wyszli w soce na szerokie kamienne schody.
  - Nie wpadby do nas? - namawia rada. - Grace si na ciebie skarya.
  - Nie mog, mam troch roboty, musz by godny twoich pochwa, nie zapominaj, e jestem urzdnikiem. Czy kogo z was odwie?
  - Mam auto - agodnie podaa Tereyowi do. - Dzikuj.
  - Na mnie czeka szofer. Pamitaj o nas. Przyjd, choby jutro wieczorem. Bdzie par osb, sami znajomi z Klubu. Powiniene si pokaza. Ludzie zaczynaj mwi, e Indie ciebie odmieniy.
  - Tak - podchwyci Istvan. - Powiedz im, e uprawiam jog i mam godziny skupienia, wtedy milcz.
  - Naprawd? - zdziwia si dziewczyna, okrywajc nagie ramiona szalem, eby si nie opali jak chopka.
  - Tak. Czy tego nie wida po mnie? - popatrzy na rozlegy plac, po ktrym snuli si rowerzyci w kolorowych piamowych spodniach i wypuszczonych na wierzch koszulach, w przestrze drgajc sonecznymi ykami, odetchn woni nagrzanych kamieni, kurzu i lekkim zapachem perfum, ktrymi od dziewczyny powiao. Na mgnienie zapomnia o nich, jednoczc si z t godzin letniego popoudnia.
  - Naprawd pan si zmieni - szepna niemiao. - A mymy myleli, e pan si zakocha.
  - Nie - umiechn si triumfujco rada. - On zosta wierny Grace, musi jednak liczy na przysze wcielenia. No, egnajcie.
  Zbieg do zielonego duego auta, z ktrego wyskoczy kierowca w bieli, by mu usunie otworzy drzwiczki.
  W austinie z rkami na kierownicy z ogromnie wan min siedzia Mihaly. Trzej chopcy hinduscy zagldali przez opuszczone szyby. Na ich prob malec z powag naciska klakson. Hindi nauczy si w przedszkolu, od razu caych zwrotw, uciech mu sprawiao, gdy rozmawia w garau z Kriszanem, a ojciec zniecierpliwiony pyta: O czym wy tam gadacie?
  Podnis na radc due, zamylone oczy, zgarn z czoa grzywk rozchylon w zbek i powiedzia:
  - Wujku, oni nie wiedz, gdzie s Wgry. Oni myl, e nas jest tak mao, e o nas nie warto si uczy.
  - A co im powiedzia?
  Naburmuszony przyzna si szczerze:
  - e s gupi. Chcieli, ebym im zapali motor, ale nie miaem kluczyka, wic tylko obiecaem, e zatrbi, jak oni gono zawoaj: Wgrzy to najmdrzejszy nard na wiecie. Oni woali, a ja trbiem, a si duo ludzi zeszo.
  Jechali szerok alej, auta mijajce ich z prawej strony biy w oczy iskrzcym odblaskiem szka i niklu. Ponad ciemn ziele wieych lici drzewa dwigny pki czerwonego kwiecia "ognia dungli". Niebo leciutko przydymione biel wryo trwa pogod.
  - Wujku - skomli may. - Podjedmy na chwil do Kriszana, ju cztery dni go nie widziaem, bo zaraz dostaj bur, jak si gdzie dalej wypuszcz. Tatu jest teraz cigle zy, mwi, e mam si trzyma domu.
  - O co zy?
  - Bo ambasador nawet noc przyjeda i na ojca krzyczy, e jeszcze nie ma odpowiedzi na jego depesze. Tato teraz sypia w swoim pokoiku z elaznymi drzwiami, mama te jest za.
  Zajechali przed drewnian olbrzymi beczk, nakryt wzdymajcym si pasiastym dachem. Ju z dala dobieg ich zmienny, przybierajcy na sile ryk motoru i wrzawa gosw penych zachwytu, a troch i niepokoju.
  Pod ogrodzeniem z siatki sznurkowej, rozpitym na wbitych w dar stalowych prtach, staa gromada dzieci. Midzy opartymi o siebie rowerami, ktrych pilnowa brodaty Sikh, kucali sprzedawcy z paskimi koszami orzeszkw ziemnych, mango i drobnych, mdosodkich, pozbawionych pestek winogron, na ktrych si pasy roje much spdzane buczukiem z koskiego wosia.
  - Dla mnie nie trzeba biletu - ostrzega Mihaly. - Ja i tak przejd.
  Zagada do portiera w biaym mundurze, przepasanego szerok, zielon szarf, i smykn po schodach na galeryjk.
  - Co mu powiedziae? - zapyta radca, gdy ju oparli si o porcz i zajrzeli w czarny lej ze strzpicych si desek.
  - e Kriszan to mj wujek - zby niecierpliwie. - Patrz, idzie w gr. Zobaczy nas - podskakiwa malec klaszczc.
  - Kriszan! Kriszan!
  - Cicho bd - pooy mu rk na karku, cho wiedzia, e w grzmocie motoru tamten nie moe gosu pochwyci.
  Kriszan zaszyty w skr czarn, poyskliw, w srebrnym hemie i prostoktnych okularach zatacza koa na arenie wysnuwajc niebiesk, lotn smug spalin. Z ramion mu zwisay zielonkawe skrzane pasy na metr dugie, tworzc jakby ruchliw peleryn, ktr pd podnosi. Grzmot rs, koa, ktre zakrela motocykl, byy coraz szybsze, coraz szersze, sigay cian. Rs wibrujcy skowyt i motor wynis jedca na drewnian cembrowin beczki. Zadudniy basem grube deski, kiedy po nich przelatywa, u ramion wyrastay skrzyda, temu lotowi towarzyszy gwizd metaliczny, od ktrego mrowie chodzio po krzyu. Istvanowi zacisny si szczki, przypomniao mu si wycie leccych bomb.
  Kriszan mkn tak szybko, e czuli zawrt gowy cigajc go oczami. Lea bokiem, wbrew prawu przycigania, cigle jeszcze spiral wspinajc si ku brzegowi drewnianego krateru. By ju tak blisko, e a odskakiwali gowami, kiedy uderza w twarze podmuch spalin, wrzcej oliwy, niemal smagay ich wiszczce skrzane skrzyda.
  Taczy jak ziarno grochu w potrzsanej oburcz butelce. Zdawao si, e osignwszy krawd wystrzeli midzy sznurami w ruchliwe korony drzew, w blask, w niebo jak zbkana kometa.
  Mihaly piszcza przejty, udzielao mu si szalestwo lotu.
  Nagle Kriszan oderwa praw rk od kierownicy i unis j ku nim, jakby pozdrawiajc, potem oderwa i drug, teraz ju naprawd wzlatywa. Tum nachylony przez parapet wy z zachwytu, Istvana cisno w gardle: niepotrzebna brawura, przecie najmniejsze drgnienie, podskok k na belkach... i nie opanuje maszyny. A w tym pooeniu, przy takiej szybkoci pewna mier.
  Ale Kriszan opuci ju rce, pochwyci kierownic, jakby kiezna narowistego ogiera, i z ulg spostrzegli, e zaczyna zjeda w d. Sypny si oklaski, przechyleni krzyczeli w drewnian studni, ktra pomnaaa gosy, tukli z caych si domi, kiedy rozstawiwszy nogi zapar si na samym rodku areny i podnis ku nim gow, jakby ogarnia z niedowierzaniem wysokoci, na ktrych mkn przed chwil.
  - Kriszan! Kriszan! - skandowa na galerii wieniec nachylonych widzw, ogarnity szalestwem. Zdj czarn rkawic i smag doni, otwart, potrzsn w niebieskim dymie.
  - Chodmy - cign Istvana Mihaly. - On do nas wyjdzie.
  Zaczli si przepycha przez tum, w ktrym kryli sprzedawcy zrumienionych na zoto kartoflanych wirkw skrzcych krysztakami soli i ze skrzynek z lodem zawieszonych na brzuchu dobywali ciemne, smuke butelki coca-coli. Zrywane kapsle dzwonic staczay si po karbowanym podejciu.
  Chopiec prowadzi radc na tyy olbrzymiej drewnianej kadzi pod rozoyste drzewa. Rozpito tam rodzaj przewiewnego, kusego namiotu. Stao w nim indyjskie ko z paru paskimi poduszkami w czerwone i te kwiaty. Jaka skulona kobieta na wp klczaa, wpatrzona w wejcie.
  Gromada szalejcych z zachwytu chopakw pchaa motor przez wydeptany trawnik. Za nimi, wydajc komendy, sprystym krokiem w chrzcie skrzanego kostiumu stpa Kriszan. Dziewczyna podniosa si i od razu pozna siostr zmarej - ten sam leniwy, troch zwierzcy wdzik, te same szerokie usta, wycite w karo, wyzywajce i dziecice. Kriszan doglda ustawienia motoru, chwil jeszcze chopcy kbili si koo niego, podsuwajc do podpisu sprzedawane przed wejciem fotografie - wzlot z rozwianymi skrzydami na motorze. Zdjcie musiao by robione z dou, przy zwinitym dachu, bo sylwetka szalonego jedca widniaa na tle chmur.
  - Ach, to sab - wycign rk do radcy, nie byo w nim dawnej ulegoci - prosz siada.
  Jednym okrzykiem sposzy chopcw, wypdzi poza ogrodzenie, rozsun zamek byskawiczny, wyuskany z czarnego pancerza pokaza trykotow koszul, przybrudzon, z plamami oliwy. Pod ni wznosia si chuda pier. Pot z niego parowa.
  - Musz si na chwil wycign - przysiad na ku, skrzypna skra wskich spodni. - Mam jeszcze par wystpw.
  Istvan dopiero teraz spostrzeg, e na policzkach kierowcy w czerwonych rowkach odcinitych okularami zbieraj si spnione zy gste od potu.
  - Zapalisz? - podsuwa mu otwarte pudeko.
  - Nie - potrzsn gow - tam jest za wentylacja, naykam si spalin a do zawrotu gowy.
  Kobieta uklka przy nim, rcznikiem polanym wrztkiem z termosu otara mu twarz z ogromn czuoci, poddawa si temu, przymknwszy oczy, jak pieszczocie.
  Ona musi go bardzo kocha - pomyla Istvan.
  - Przyszed pan zobaczy?
  - Tak. Widz, e ci si dobrze powodzi.
  - Ambasador te tu by. Wiedziaem, czego mi yczy. Ale mam go gdzie.
  - Zanadto ryzykujesz. Nie powiniene puszcza kierownicy.
  - Za to dodatkowo pac - cierpki umieszek przewin mu si po zacinitych wargach. - W kocu wszyscy maj nadziej, e zobacz, jak skrcam kark. Co to byoby za widowisko. Mieliby o czym opowiada przez rok.
  ciana namiotu naginaa si pod tchnieniem powiewu, maszyna wierkna stygnc, przetoczy si nad nimi przybierajcy szum listowia.
  - Niedobrze, Kriszan, nerwy. Czsto o tym mylisz?
  - Ostatnio tak.
  - Boisz si?
  Unis si na okciu i popatrzy z tak wzgard, e radca spuci oczy.
  - Chciabym takiego zobaczy... A moe pan?
  Umiechajc si Istvan potrzsn przeczco gow.
  - To przychodzi potem, kiedy ju jestem na dole, zobacz, gdzie byem, jak wysoko mnie wynioso. Drtwy bl w udach, jakby cisn mnie kto obcgami. Mwi wtedy: do. Ostatni raz. Zgarnij fors i egnaj dyrekcj, tych starych zodziei. A motocykl przerb na riksz i te swoje zarobisz.
  - Zdrowa myl.
  Syszeli haaliw muzyk z megafonw i basowy gos portiera, ktry przez tub zachwala wystp:
  - Mrocy krew! Karkoomny!
  Dziewczyna siedziaa na pitach wpatrzona w Kriszana jak warujcy pies.
  - Kiedy zaczynam jedzi w kko, naprawd chc si jak najszybciej wydrapa na wierzch, z tego gniazda uwitego z dymu, bo mnie dusi.
  - Motor pali oliw?
  - Nie, specjalnie tak uregulowane dla efektu, dyrekcja tego wymaga.
  - Maszynie nie mona ufa, Kriszan. Kto o ni dba? Podnis si i spojrza na radc czujnie.
  - A ludziom? Ja sam robi przegld, nikomu bym jej nie da do rki. Ja wiem, jak jest.
  Mihaly siedzia na pitach, po hindusku, u wejcia namiotu, podwizane skrzydo falowao trcajc go w plecy, ale na nic nie zwaa, zapatrzony w swego bohatera.
  - Jak ja ich wszystkich nienawidz - lec z odrzucon gow uderza pici w ram ka.
  - Kogo?
  - Tych, co czekaj - zadar brod. - Tych z galerii. Ju setki razy mylaem sobie: chcecie widowiska przejmujcego groz, wystarczy, ebym rozla kanister benzyny i te wyschnite deski zapon jak papier. Wskie przejcia, oni by si zatratowali, gdyby im ogie zastpi drog, ja znam te gosy, wiem, jakby wyli... Niech pan spojrzy, impregnowane, wygrzane socem drewno, wspaniay, pogrzebowy stos.
  - Kriszan, musisz na jaki czas przerwa.
  - Nie. Jeszcze nie teraz. Oni czyhaj na wypadek, wic i ja mog sobie pomarzy dla wyrwnania rachunku.
  Muzyka, gongi gwatoway, poszum przelatywa po wierzchokach drzew, a czasami przez jakie okno otwarte w zieleni wpadao soce, a si ciany namiotu rozjarzyy jak w ogniu, i szybkie poblaski suny po wytartej trawie.
  - Ambasador byby najszczliwszy, gdybym nie y. Nawet daby dziesitk na drewka.
  Istvan obejrza si, Mihaly sucha z rozchylonymi ustami, zalkniony. Wydao mu si, e chopiec chonie ciemn wiedz o wiecie, e sowa Kriszana zapadaj mu w serce.
  - Kup nam cukierkw albo orzeszkw, tylko wybierz dobre - rzuci mu radca monet, ktr mae rce chwyciy w locie.
  Gdy chopiec wybieg, nachyli si do Kriszana, wiedzia, e tamten jest skory do zwierze.
  - Powiedz mi wreszcie, Kriszan, jak naprawd byo. Tylko mw szybko, zanim may wrci, jej chyba nie musisz si krpowa - skinieniem gowy wskaza na mod kobiet.
  - Nie. Ona poowy nie zrozumie - skrzywi wargi szofer. - I pan te bdzie milcza, bo tego wymaga honor waszej ambasady. Jechalimy do Utter Pradesz, na zaproszenie tamtejszego gubernatora stanowego. Nie wiem, dlaczego Stary si guzdra, czekaem dugo przed rezydencj, a potem gnalimy, eby nadrobi spnienie. Najpierw nas przytrzymali na mocie na Damunie. Potem na Gandze, mosty wskie, ruch jednostronny. Zobaczyem, e naprzeciw jad wojskowe tabory, wozy, tongi, a na czele idzie rozsypana piechota. "Wal pierwszy - krzyczy ambasador - mamy prawo, jad z proporczykiem, oficjalnie". A oni ju wchodz na most. Wiedziaem, e nie przepuszcz, bo czy si oni znaj? Czekalimy, a oni leli i leli. Czasami robiy si przerwy i mona byo przeskoczy, ale o mask opar si tykiem sierant z chorgiewk i nic sobie nie robi z trbienia, a jak Stary wyskoczy, to mu powiedzia, eby siedzia cicho, bo moe oberwa. Ja znam tych Gurkw, z nimi nie ma artw. Bo co zrobi onierzowi, jak pier ma pen medali... Zamkn za obraz? Wreszcie ostatnia tonga si przetoczya i pucili nas. Stary si zbiesi, odepchn mnie okciem, rycza jak baw, siad za kierownic. Jak tylko ruszy, od razu wiedziaem, e co bdzie. Cign ponad osiemdziesit mil. Nawet przez wioski nie zwalnia. "Ja ci poka, jak si jedzi" - sapa. I wtedy z krzakw wylaza krowa, wesza na rodek szosy i obejrzaa si w nasz stron, czua co niedobrego, wahaa si, czy nie zawrci. "Kobiet z przodu, a krow mijaj z tyu" - pamitam, tak do siebie mwi amabasador, nie wytracajc szybkoci, celowa w wski przesmyk midzy jej zadem a rowem, baem si, e zejdziemy koem na piach i e nas cignie. On musia to wzi w rachub, bo doda gazu, i wtedy wyskoczy ten chopak...
  - Chopak? - chrapliwie spyta radca, chd mu spyn po karku.
  - Chcia j przegna. Wymachiwa kijem, wpatrzony w nas. To by uamek sekundy. Podcilimy zadnie nogi krowy, sypno si szko, chopaka nawet nie poczuem, stukn mikko gow i odrzucio go do rowu jak kota. Jechalimy jeszcze ze sto metrw, moe wicej, nim zahamowa. Wyskoczylimy. Krowa dwigna si na przednie nogi, wloka przetrcony grzbiet. Kapao z niej rzadkie ajno. Otwieraa pysk, ale nie wydawaa adnego gosu.
  - A chopak? - spyta bez tchu.
  - Biegem do niego, ale od razu wiedziaem, e gotw. Lea skrcony, gow w d, w rowie. Stary te to zrozumia, bo zatrzyma si z daleka i wycign rce przed siebie, jakby to, co si stao, chcia odepchn. "Nie rusz - krzykn. - Do wozu!" Od pola biegli chopi z motykami i drgami, widzieli tylko krow, starczao, eby ogarn ich sza. Zatukliby nas, gdyby dopadli, rzucali kamieniami, ale mymy uciekli. Ambasador kaza mi prowadzi. Nawet si nie obejrza, tylko yka gono lin. Potem powiedzia: "Kriszan, ty prowadzie, ja ci obroni, wemiemy dobrego adwokata. Ja ci zapac". Wtedy baem si go i zgodziem si. Potem znowu sapa i co planowa, wreszcie pooy mi rk na ramieniu: "Nie bdzie sprawy. Tylko milcz i suchaj mnie. Nie poaujesz".
  - Dostaem cukierki z anykiem, wujku, sprbuj - wpad Mihaly. Po goych nogach chodziy mu wiateka soneczne, w oczach mia peni szczcia. Patrzy zaskoczony na mczyzn spospniaych i skulon kobiet, okciem wspart na skraju ka. Namiot oddycha pod fal szumu i dzwonicej muzyki cymbakw.
  - Dobrze, schrup. Nie przeszkadzaj teraz.
  Z rokiem skrconym z licia chopiec podszed do ka, na ktrym spoczywa szalony jedziec.
  - Nie, Mihaly - odegnywa si - mwiem ci o horoskopie, mam si strzec sodyczy... Daj jej, ona zje za mnie.
  - Dlaczego mi wczeniej o tym nie powiedzia, Kriszan? - powraca do przerwanych wyzna radca.
  - Chciaem, prbowaem. Ale sab powiedzia, e zna ca prawd, wic co miaem robi?
  - Dobrze, e teraz ju wiem - westchn gboko Terey. - Tylko co mona poradzi? Jemu uwierz, nie mnie.
  - To nie wszystko - powiedzia kierowca siadajc w kucki na ku. - Pojechalimy prosto do gubernatora i Stary zoy zaalenie, e na drodze chopi czatuj na przejedajce auta i obrzucaj kamieniami. Poda mnie za wiadka. Wyszlimy, eby gubernator obejrza rozbit latarni i pogity botnik. Bardzo przeprasza i wysa ciarwk z policj. Siadem obok kierowcy, miaem pokaza, gdzie to byo. Chopi jeszcze stali na drodze, niektrzy si modlili. Krowa leaa pod baldachimem uwieczonym kwiatami i peno lampek palio si dokoa. Jak nas zobaczyli, zaczli biec ku nam i krzycze, pewnie chcieli si skary. Ale kierowca szarowa na nich ciarwk, musieli si rozstpi. Ledwiemy ich przelecieli, kiedy zahamowa i ze rodka wyskoczyli policjanci z bambusami i zaczli bi. Syszaem tylko krzyki i trzask paek o grzbiety. Ludzie si rozbiegli. Zajrzaem do rowu ukradkiem, chopca ju nie byo. Pewnie rodzina zabraa zwoki - oddycha niespokojnie, przeywa opowiadanie, rcznikiem ociera czoo i kark. - Dopiero jak wygonili chopw, oficer wezwa wjta i spisa protok, tak na niego krzycza, e tamten tylko si kania i przeprasza. Mwi w kko o krowie, no, bo dla nich najwaniejsza wito - wyd pogardliwie wargi, tar palcem po szczoteczce wsw - a ja t wito jem.
  - Moe chopiec yje? - niemiao zapyta Terey.
  - Nie. Syszaem, co kobiety mwiy. Zapisaem jego imi i nazwisko ojca. To biedaki. Oni nawet nie wiedzieli, e mog si upomnie o jakie odszkodowanie. Cae ycie ryj w ziemi. Jak wrcilimy, powiedziaem o wszystkim - popatrzy na zasuchan twarz Mihalya, zmarszczone czoo. Wida byo, e may prbuje zrozumie, o czym toczya si rozmowa, wic nie wymieni ambasadora, porozumiawszy si wzrokiem z radc - a on tylko: "Nie dam ani grosza, najgorzej zacz, potem si nie odczepi". Przypomnia mi to, co i pan, e podpisaem zeznanie, e nie powinienem ju zmienia, bo tam stoi czarno na biaym, e to ja prowadziem wz. A potem, jakby straci do mnie zaufanie, poszczu Ferenza korzystajc z pierwszej okazji, eby wyrzuci.
  - Ale dlaczego to zrobi?
  - Bo jakbym odwoa zeznania, wygldaoby, e si chc zemci za to, e mnie zwolni z pracy. To przecie jasne.
  Radca siedzia zgarbiony. Znam prawd - myla gorzko - sam tego chciaem. A mogem y nie wiedzc o niczym. Spokj niewiadomych. Przecie nic nie zmieni! Nie mam dowodw. Tamtemu uwierz, nie mnie.
  I komu byoby na rk dzi, kiedy sprawa zamknita, wszczyna ledztwo od nowa... Milcze, eby nie mwiono le o nas, o ambasadzie. Milcze dla dobra Wgier? Zacisn splecione donie do blu. Przecie to nikczemne! Czy zawsze prawo na tym wiecie suy do obwarowania niesprawiedliwoci tych, ktrzy umiej si nim posuy? I nagle przyszed mu na myl Czandra, pokusa, by jemu ca spraw przedstawi. Czu, e ten by umia zapa winnego za gardo, jeli nie zmusi do proby o odwoanie, do ucieczki, to obdarby ze skry, oskuba do ostatniej rupii, zatru ycie.
  Wzdrygnli si, podciy ich ostre, naglce dzwonki.
  Wida naszo do widzw i pora bya na wystp. Kriszan dwign si niechtnie, ona podawaa mu kurtk, objwszy zasuna zamek byskawiczny. Sta, nagle jakby usztywniony pancerzem, poprawia hem, opuci na oczy okulary. Skrzane skrzyda, pasy ruchliwe, trzepotay sucho.
  Nim wyszed z namiotu, Istvan zobaczy, e moda kobieta przyklka i pochwyciwszy do ma przyciskaa do policzka, caujc z zamknitymi oczami.
  Kiedy siad za biurkiem i wzi si do przegldania prasy, drzwi uchyliy si i wszed Ferenz.
  - Nie przeszkadzam?
  - Od kiedy liczysz si z moim czasem? Nie ma chyba powodw do popiechu, raporty wysane. Stary czeka na Indonezyjczyka, rewizyta, wic spokj, moemy pogada. Siadaj, mw, co ci przynioso.
  Ferenz odwrci szczup twarz w stron okna, zmarszczy czoo, myla chwil, jakby zapomnia, z czym przyszed, potem zamiast na krzele, spychajc stert pism, przysiad na rogu biurka. W jego szkach odblaskowych, jak w krzywym zwierciadle, Istvan zobaczy siebie, z wielkimi rkami i ma jak u owada gow, odchylon w oczekiwaniu.
  - Czy ty nie czujesz, e jest swd? - zadrgay mu nozdrza, zajrza z bliska w oczy Tereyowi.
  - Tu, u nas? Czy mylisz o kraju?
  - Nie. mierdzi mi wojn na wiecie.
  - Wielka nowina - lekcewaco machn rk Istvan. - Tli si od lat, byaby pora przywykn.
  - Myl o czym gorszym.
  - O trzeciej?
  - I chyba ostatniej.
  - Ty musia le spa dzisiejszej nocy albo zjade co niewieego pokpiwa Terey. - I po c mnie takim odkryciem obdarowujesz? Id do Starego, wytrawny polityk, nakrzyczy na ciebie, da kieliszek liwowicy na podniesienie cinienia i ze przeczucia min, jak rk odj.
  - Przyszedem do ciebie jak do czowieka.
  - Awansujesz mnie.
  - Ja te mam chwile saboci - popatrzy z uraz na Tereya rozpartego w fotelu.
  - No, mwe. Cho cigle jeszcze nie wiem, czy przyszed z wasnej ochoty, czy ci Stary przysa, eby mi zajrza pod pokrywk - dotkn doni skroni.
  Ale Ferenz znowu odwrci si, patrzy w okno na cian magazynu nad garaami poszyt plecionk pnczy, przysonit limi, ktre jak wod wygadza i mci powiew.
  - Nie urodzie si dzisiaj - powiedzia wreszcie. - Umiesz czyta.
  - Nawet i pisa. Sowo daj, krytycy przyznawali, nie przechwalam si.
  - Przesta baznowa. Zestaw sobie par wiadomoci z ostatnich dni, nie musz by w gazetach na pierwszej stronie - mwi z namysem, cigle wpatrujc si w migoty i cienie na rolinnym kouchu.
  - Co tam widzisz? - zaniepokoi si Istvan.
  - Mur. Spjrz - pokaza rk na mrowice si listki. - Po wierzchu miciutkie trzepoty, adne dla oka, a od spodu mur. Opowiada mi jeden, co sta pod takim. "Gruby, ziarnisty tynk masz pod nosem, a widzisz doskonale cay porzdek rzeczy, cae swoje ycie. Wtedy ju wiesz, co z nim moge zrobi. A jest za pno". Powiedz co robi, eby ktrego dnia kto ci nagle caego ycia nie przekreli, eby si nie okazao, e te mae zabiegi, awans, zarobek albo zbytnia usuno przykryy zasadnicze sprawy, dla ktrych warto y? A co, mylisz, e tylko ty jeste Wgrem? Masz monopol na odruchy uczciwoci? Istvan, ja nie chc, eby mnie popychali luf w krzye i prowadzili, bo przysza pora paci za tych, co w por odskoczyli, zwinli chorgiewk.
  Istvan patrzy niepewny, czy sekretarz go nie zachca do jakich wyzna lub zwierze po to, by pniej publicznie oskary i napitnowa.
  - No, no... - ponagli Ferenza.
  - Wy, o te kilka lat starsi, mielicie wojn. Jestecie sprawdzeni. Przynajmniej dla siebie. Ju wiecie, do czego jestecie zdolni. Dzi drepczemy razem, ale wy w kadej chwili moecie si odwoa do tamtego dowiadczenia, a my... Ustpujemy krok po kroku, godzimy si na kompromisy, paskudzimy, grzniemy, ach, chocia zna dno wasnej maoci. Nie udawaj, e nie rozumiesz, bo mnie zocisz. Wiesz, o czym mwi.
  Zdj okulary, bawi si nimi jak dama mask balow, ale oczy mia pene troski i niepokoju.
  - Zapieraem si towarzyszy nie dla kariery, ja nie mog y bez partii - wyznanie brzmiao szczeroci.
- Byem mody, wierzyem lepo. A teraz mi wal na eb, e beriowszczyzna, e zbrodnicza klika wysyaa najlepszych synw "tam" - pokaza brod na mur ukryty pod limi, penymi niespokojnych blaskw.
  - Co ci dzi naszo? - radca splt donie pod odchylon gow, patrzy jak Ferenz przeczesuje palcami bujne, falujce wosy.
  - O czym ty mylisz, jak czytasz gazety? - pogrzeba w stosie na biurku.
  Rozkada szeroko strony, wodzi oczami po tytuach, jakby si chcia upewni, a potem zniechcony, niedbale przydusza rk.
  - Dzie po ogoszeniu, e Naser przejmuje Kana Sueski, przynis na giedzie londyskiej straty stu milionw funtw. A kryzys trwa. Akcje lec. Nacisk Francji i Anglii nie pomg. Czego dowodzi strajk obsugi luz i bunt pilotw? Posalimy naszych, kontraktowych, kana dziaa. Zachd nie ma powodw do lamentu, e transporty stan, e si zrobi korek. Wic prbuj od rodka. Wczoraj w Kairze aresztowano kilku Anglikw, wywiad, w radiu dzi syszaem, jak zatrzymali izraelski transportowiec, nim odprowadzili do portu, sam, bez widocznych przyczyn zaton. Co za adunek? Cement. Rozumiesz? Wrak z cementem do zablokowania kanau. Chcesz krwi? Starcia na granicy Izraela i Egiptu. Oczywicie zabici s Arabowie, natukli fellachw... Zwrcie uwag, e na Cyprze koncentracja floty angielskiej? Grecy protestowali, wic ich od razu w eb, zastraszy, uciszy, omiu Anglicy rozstrzelali. Dawno tam takich wyrokw nie byo.
  - Wic sdzisz...
  - A po co Elbieta powoaa dwa roczniki? Komandosw przerzucaj na Cypr. Patrz, dzisiejszy krciutki komunikacik: "Skady bomb na Malcie uzupenione".
  - Zaraz powiesz, e jest jesie, e po zbiorach, wic mona zaczyna wojn - zamia si nieszczerze Istvan. - Zupenie mi przypominasz naszych chopw, tych urodzonych politykw, zwaszcza jak ykn palinki. Pomijasz, wytrawny polityku, Zwizek Radziecki i Stany. Potgi nieskore, eby skoczy sobie do garda, wiedz, co druga strona kryje w zanadrzu... Cika waga. Zapanicy poklepuj minie, napinaj bicepsy, zbieraj oklaski widzw i suchaj podjudzajcych okrzykw, ale sami s ostroni.
  - Patrz - Ferenz trzepn doni po rozoonej gazecie - i myl jak polityk, nie jak poeta! Tamci licz na chwil naszej saboci, chc to wykorzysta. Jeli zapa Suez, zdusi Nasera, to tylko teraz, kiedy w naszym obozie kipi, kiedy jestemy zajci porzdkami, wymiataniem miecia... Oni Rosjan nie znaj, im si wydaje, e ca t skupion energi Chruszczow wygada, e rozoy motor na czci dla dokonania przegldu, wymiany rub i uszczelek, a nie wiedz, e to s ludzie, ktrych w mig mona skrzykn, na wypadek zagroenia nastpi samoscalenie partii i narodu. Wystarczy Zachodowi podsun pi pod nos, od razu oprzytomnieje i zrobi si ukadny.
  Ma racj - myla Terey. - O wiedz, spryt czy obrotno atwiej u nas ni o charakter. On dlatego mwi tak swobodnie, bo si ze mn nie musi liczy, ma poczucie przewagi i wie, e ja pisuj, ale tylko wiersze, nie notatki z prywatnych rozmw, nie poufne raporty.
  - Co powiesz o zapowiedzianych przez T$A$S$S prbnych eksplozjach? - dorzuci Ferenz.
  - No, zastrzegaj, e gotowi zaprzesta, jeli Stany ukad podpisz. Wielu Amerykanom jeszcze w gowie si nie moe pomieci, e kto inny trzyma atomowego smoka na uwizi, a czasem zmusza do pomruku, targajc za ogon. Przywykli, e wszystko naj-naj-naj zawsze byo u nich, a tu si pojawi konkurent, nie tylko idzie eb w eb, ale w technice rakietowej wyprzedza.
  - Eksplozje dowiadczalne ostrzegaj. Tak s zreszt odbierane w Pentagonie - Ferenz pomacha uniesion doni. - Masz racj, oni nie wierzyli sejsmografom, posali samolot, eby ze stratosfery pobra prbki powietrza, czy jest py? No i jest. Moe zaczn myle i liczy.
  - Do tego filozofowania - klasn doni w udo radca. - Nie zgaduj. Co ci przynioso? Bdziesz mia wykad do Hindusw? Robisz sobie przegld polityki midzynarodowej?
  Ferenz spojrza na niego koso, umieszek uznania przemkn mu po wargach.
  - Nie, nie, z ciebie nie taki znw poeta - westchn z uznaniem. - Chodzisz po ziemi. Jednak wolaby, ebymy ci mieli za poet, bo ci z tym wygodniej. Masz wtedy wikszy luz. Widzisz, Istvan, jest oficjalny komunikat o zdjciu ministra spraw wewntrznych. Posadzili Farkasa. Trzs Wgrami. K$C chodzio koo niego na paluszkach, wiem co o tym, bo... - zawaha si, spojrza znowu w okno i machn doni pytko, jakby niewczesne chci wyzna odgania.
  - Bo przeszede od nich do M$S$Z-u.
  - Skd wiesz?
  - Boisz si, czy ju mu zazdrocisz, e nareszcie, bodaj przed prokuratorem to, co mu dokucza, moe opowiedzie, wyrzyga, i czuje ulg.
  Ferenz drgn jak przyapany, nachyli si przez biurko i krzykn:
  - Nikt nie ma prawa mnie oskara! Ja wierzyem. Miaem rozkaz, wicej, wytumaczyli mi, e tak trzeba, e to konieczne dla dobra partii.
  - Wierz, suchaj, nie myl, a spotkamy si tam - Terey pokaza mur za oknem.
  - A c ty masz z tym wsplnego?
  - Dochodziy wiadomoci i nie wierzyem im. Nie chciaem wierzy. Prowadzeni na mier krzyczeli w nadziei, e tacy jak ja ich usysz. Syszaem, tajemnice przeciekaj. Ale mwiem: to niemoliwe,przynajmniej u nas, na Wgrzech. Mylaem, e Wgry znam.
  Ferenz przesta si bawi okularami, uderza nimi o zacinite usta, naoy je, jakby si zamaskowa. W zielonych szkach Terey widzia ju tylko wasn pokrzywion posta, jak odwok muchy cierwnicy, i jak gdyby ziejc ogniem gwiazd - odblask okna penego soca.
  - Wiesz, Terey, jestem zadowolony, e mnie wysali tutaj. W Budapeszcie wre, ja to czuj przez skr. Jakbym tam dziaa, na pewno chciabym pokaza si inny, lepszy, podskoczybym jak ten konik polny i byle kura by mnie zadziobaa. Mwi ci, lepiej, e tu przesiedzimy najgortszy czas...
  Radca prawie lea w fotelu z rkoma pod gow, patrzy z ogromnym skupieniem, jak pod bia pustyni sufitu obraca si powoli miga wentylatora.
  - Mwi ci, Ferenz, ani wiat, ani Bg nie lubi letnich. Boj si, e nie dostpimy aski oczyszczenia. I nie bdziesz mia sposobnoci przekona si, do czego jeste zdolny. Kim jeste naprawd.
  Siedzieli chwil w milczeniu, sekretarz si achn i ruszy ku drzwiom, z rk na klamce, wydymajc wargi, powiedzia z ironi:
  - Podobno uwaacie, e Bg nie zsya prb nad siy czowieka, wic po co si napiera, wyrywa na ochotnika?
  - Zarazie si Indiami - odci radca. - Wygodna filozofia, zwaszcza dla marksisty.
  Sekretarz nie podj zaczepki, cicho zamkn drzwi za sob.
  Szarpie si jak ryba na spiningu - westchn Istvan. - Sumienie... Pene lku przeczucie prawdy o sobie samym, ktr ukazuje Ten, co nas zna. Ferenz przyszed z nadziej, e wymienimy swoje tajemnice, tak jak niegdy wymieniano zakadnikw, by mie pewno, e warunki pokoju zostan dotrzymane. Zdawao mu si, e syszaem o nim wicej, ni chciaby mi wyzna. Nie wie, a ja mu nie powiem, e wlok swj ocie, e si szamocz. Nie, nie, to nawet nie sprawa tego przejechanego chopca. Jak odszuka rodzin, pomc jej, nie cigajc podejrze na ambasad? Kriszan po raz drugi nie zgodzi si wzi tego na siebie. Margit. Sprawa z Margit. Gdyby Ferenz o niej wiedzia, o ile byby spokojniejszy.
  Rabuj j, jestem may, pody - oskara si - wykorzystuj jej sabo do mnie, bezbronn ulego. Kiedy wydawao si, e jest ode mnie wyzwolona, pojechaem, rzuciem ambasad, kamaem, byle tylko mie pewno, e jeszcze jest moja. Przychodzi prosta i ufna, nie stawia warunkw, nie robi planw. Ale miaem ju ostrzeenie. Szepc: kocham, kocham, a to niczego nie usprawiedliwia. Ona chyba o tym wie. Lepiej, eby wiedziaa. Nie spytaa dotd: co bdzie z nami? Zdaje si na moj decyzj z takim spokojem, z jakim depozyt powierza si pancernym kasom banku. Na co liczy? Czy tylko na to, e j kocham? Czy a na to? e bdziemy razem, razem, dwoje zczeni w jedno, wsplne ycie... I rozdzieli nas moe tylko mier.
  Przecie nieraz noc szukaem jej senn doni. Chciaem, eby bya zawsze, zawsze. A ten pody strach, kiedy powiedziaa, e spodziewa si dziecka? Czy wtedy mniej kochaem? Nie. Wic czego si zatrwoyem, czybym si ba powiedzie wobec wiata, e t kobiet sobie wybraem, e to moja umiowana. Czyby to byo uczucie, ktre boi si blasku dnia i wiadkw? Unika "komplikacji"? Nawet ci ktrzy dawno nie yj ze swymi onami i maj kochanki, skwapliwie wystpi w roli oskarycieli, osdz mnie, potpi... No, to co? Nie wytrzymam cinienia? Minie rok i wiat zapomni. Mio, ktra nie ocaleje w cigu takiego czasu, niegodna jest tej nazwy.
  Gdyby naprawd miaa dziecko, rozwidbym si - myla, chcc uspokoi sumienie. Skoro tak, dziecko, jeli tylko naprawd chc, mog mie. Ma rdzawowos dziewczynk z czarnymi oczami, malutk Margit. Nie myla o synu, moe dlatego, e ich ju ma, tylko o crce... Ona by mnie kochaa, marzy ju czujc drobne rce na szyi, dotknicie chodnego noska i ciepe tchnienie na policzku. Nawet zdaje si, e syszy sowa pene zabawnej urazy: Daddy, jak ty kujesz... Przyapa si, e myla po angielsku. Jednak musiaaby zna jzyk ojca. Czyby dopuszcza, e wyronie z dala od Wgier? W Australii?
  Rozwd. atwo powiedzie. Std, z New Delhi, z Indii napisabym, uprzedzi Ilon, jako przygotowa. "Widzisz, zakochaem si" - to brzmi mao powanie. Lepiej przyjecha, pooy jej rce na ramiona, odsuwajc tak, eby oczy patrzyy w oczy, i przedstawi ca prawd: "Znalazem kobiet, z ktr..." "A to, co byo midzy nami? - zapyta Ilona. - A co ze mn, z chopcami?" "Pomyliem si" - powiem wtedy. I nagle wzdryga si, jakby usysza jej prosty, troch surowy gos: "Nie, Istvan, to ja si pomyliam, bo wychodziam za kogo innego".
  Nie bdzie paczu, scen. Ilona zamknie si, spospnieje, bdzie szukaa winy w sobie. Nie w nim. Ona ju taka jest, kiwa gow, jakby si troch nad sob litujc.
  W jej listach prawie nie ma pyta o jego prac, o niego samego. Pisanie wierszy, rodzaj przypadoci, ktra moe si zdarzy i w uczciwej rodzinie, ale lepiej tego nie celebrowa. Pisze, drukuje, o dziwo, nawet pac za to, i dobrze.
  Listy s pene drobiazgowych sprawozda, co robi chopcy, jak si ucz, co ich zajmuje, jaki maj apetyt i co zjedli. To wzrusza i troch nudzi. Jej serce naley do synw. Jestem w nim o tyle, e jestem ich ojcem. Czuje, e popenia niesprawiedliwo.
  atwo powiedzie: wezm rozwd. Niechby wiadomo o tym przedostaa si do ambasadora, kazaby go natychmiast odwoa. O Margit te pjdzie odpowiednia notatka, nigdy nie dostanie wizy wgierskiej, a jego nie wypuszcz za granic. Zostaliby odcici. Paszport... Wyjazd zagraniczny przez lata cae by dla wielu marzeniem. Jake tym nielicznym, ktrzy mwili o Paryu i Rzymie, zazdrocili mniej szczliwi rywale, czego nie szeptano przeciw wybracom? Czu nieomylnie, e Margit musi ukrywa, bo j utraci. Na sam myl dawio go w gardle, zaciskay si pici jak do obrony.
  Musz j mie, ta wewntrznie, chc j zachowa.
  eby otrzyma rozwd i zalegalizowa nowy zwizek, naleao wrci do Budapesztu, uzyska zgod Ilony. I wtedy maj mnie jak ptaka w klatce, mog zrobi, co zechc. Nie ma co liczy na yczliwo, bo i dlaczego? Zagranica ci zapachniaa, akurat Australijka, czy nasze kobiety gorsze? Upatrzye j sobie - powiedz - bo jedynaczka, a tata ma pieniki, chcecie si, towarzyszu Terey, przesi? My was ju dawno mamy na oku. Przeprocie si z krajem, przytrzymamy was na onie ojczyzny, bdziecie mieli czasu do nie tylko na pisanie poda, ale i na wiersze - wyobraa sobie prowadzcego ledztwo w sprawie zamierzonej ucieczki, a moe i zdrady tajemnic pastwowych, wiadomo, e na drug stron nie mona i z pustymi rkami, trzeba si wkupi... Oni te lubi pocign za jzyk. Twarz, ktra mu si jawi, jest zadziwiajco podobna do ambasadora, nalana, tawa, z grymasem yczliwej chytroci. Dobrze, e w por Grace wysza za m, bo ju i t znajomo mia mi Ferenz za ze. Z rnych rde wyciekaj informacje, ale jak mnie nie bd widzieli pord cudzoziemcw, trudniej podejrzewa i oskara.
  Zadzwoni telefon, Ram Kanval niemiao prbowa wybada, czy radca wystpi ju o stypendium wyjazdowe do Wgier. Wystawa w Budapeszcie, moe bodaj grzecznociowy zakup dla muzeum sztuki wspczesnej, i bdzie mg zobaczy Pary. Zabrzmiao to skrywanym arem, jakby powiedzia: zanurz si w sawie.
  Terey uspokoi go, e sprawie zosta nadany bieg, na przyjazn paraf ambasadora mona liczy, wic tylko jeszcze troch cierpliwoci, zanim nadejdzie decyzja z kraju i ustal najdogodniejsze terminy, bo trzeba przetransportowa kilkadziesit pcien, salon wystawowy musi by wolny, druk zaprosze i katalogu, wszystko to wymaga czasu i synchronizacji.
  Radca dosysza oddech ulgi, widzia malarza, jak spoglda w ziemi ze suchawk przy uchu, czubkiem sandaa rysuje kreski na zakurzonym dywanie kawiarni.
  - Ma pan nowe zmartwienie? - zapyta ostronie. - Moe pan wpadnie... Nie, nie dzi, za dwa dni bd mia wicej czasu.
  Ba si, e dojdzie go jak uderzenie w dzwon alarmowy rozpaczliwa proba - niech pan mnie ratuje, gwatownie mi trzeba pienidzy. Jednak, czy malarz krpowa si domaga poparcia, i zaciga poyczk, o ktrej dobrze obaj wiedzieli, e jest darowizn, czy moe sta kto przy nim, bo ograniczy si do cierpkiego zdania:
  - Zmartwienie? - miech by podobny do czkawki. - Nie wiksze ni zwykle. ona wymaga, ebym wzi si do jakiej pracy, zacz zarabia. Czy pan by nie zechcia spyta kolegw z innych ambasad, wydaj biuletyny, moe potrzebny im grafik, rysownik? Ja nie chc duo, nieco wicej ni sprztacz, a na pewno mniej ni kucharz - ironizowa.
  - Dowiem si, porozmawiam - obieca peen dobrej woli.
  Nie mia jednak duo nadziei, dyplomaci byli nieufni i kady troszczy si o grono wasnych "podrzutkw", ktrych naleao jako urzdzi, po prostu da im na ycie.
  Odoy suchawk i zadzwoni do Judyty, czy przez jej rce przeszo ju pismo w sprawie Rama. Napcha trzewia, mie na powszedni ry, podstawowy problem. A brzuchy nagl, dzieci krzycz, ona pacze, e wysza za niedog. Tu prawdziwy dramat, nie twoje rozterki sercowe...
  Judyta nie przypominaa sobie, eby pismo odeszo w ostatniej poczcie, wic sign do ambasadora.
  - Co u was sycha, radco? Unikacie mnie wyranie. Nic si w kulturze nie dzieje godnego, eby mi o tym powiedzie? adna ksika? Film, sztuka teatralna, koncert, adnych wybitnych zjawisk? A moe si kto ze znakomitych powiesi? Te nie? Wic z czym do mnie? Ten malarz? Dla mnie on aden malarz. Nie podpisaem. Czy wy, towarzyszu Terey, naprawd mylicie, e w Budapeszcie nic waniejszego nie maj na gowie, jak urzdza wystaw dla tego azika ze Starego Delhi?
  - Ludzka sprawa, czowiek nam yczliwy. Wybitny malarz.
  - Mam gdzie jego yczliwo - burcza. - Czowiek, wielka mi historia, jest ich czterysta milionw, jakbymy nad kadym zaczli si roztkliwia, nie mielibymy czasu nosa sobie utrze.
  - Robiem to, co wchodzi cile w zakres moich obowizkw. To dobry malarz. Zaczam wycinki z prasy.
  - Bylicie w redakcji. Nie wiecie, jak si taki stek banaw fabrykuje? Kawa i koniak wystarcz. Gazeta yje dzie, co mu aowa pochwa. Dobra, dobra, Terey, podpisz jeli mwicie, e wart tego, niech jedzie na wasz odpowiedzialno. Tylko nie lecie z tym zaraz do niego. Nie rbcie wiatru. Ten Kanval moe poczeka. Wiecie, co wam powiem? Wecie rcznik, zcie na czworo, namoczcie i na gwk.
  - Dzikuj, gowa w porzdku i niejedno pomieci.
  Bajcsy milcza chwil, nieprzywyky do oporu, wreszcie zupenie innym tonem powiedzia:
  - Pozwlcie do mnie na chwil, radco.
  Dosysza cikie stuknicie suchawki, na ktrej si wspara misista, porosa rzadkim, czarnym wosem do ambasadora.
  Musz by rozsdny, nie wolno mi go drani, bo wszystko moe si odbi na Margit, ma mnie w rku.
  - Siadajcie. - Koloman Bajcsy wyglda na pogronego w pracy, leay przed nim gazety otwarte na stronie sprawozda gospodarczych i cedu giedowych, niektre pozycje zakreli czerwonym owkiem. Tkwi w fotelu bez marynarki, z rozpitym konierzykiem i krzywo poluzowanym krawatem. Pali fajk i odruchowo wsuwa ustnik midzy guziki koszuli i drapa si po piersi z wyrazem ulgi. Swoim zwyczajem zostawia wezwanego wasnym niepokojom, jak spowiednik penitenta na chwil skupienia, by si rozezna w skrywanych winach.
  - Terey - zacz niedbale - w por ostrzeglicie mnie, e wchodzi w ycie ustawa o zakazie transferu rupii, zlekcewayem, liczyem na dyplomatyczne przywileje, niestety, zaspaem spraw. Mamy z ministrem handlu pojecha na Cejlon, chciabym czu si swobodnie, rozumiecie...
  Radca skin ze wspczuciem gow.
  - Bywacie wrd tych, co mog mie podobne kopoty, rada, ten jego te, zamoni czonkowie klubu... Czy nie znacie kogo, kto mgby przerzuci troch rupii do Colombo, wymieni na funty?
  Przyglda si spod oka, ssa pomlaskujc fajk.
  - Oczywicie za godziw opat - doda ostronie. - Czy moecie mi zrobi przysug i popyta, nie wymieniajc, o kogo i o jak kwot chodzi? A moe ju kogo takiego na podordziu macie?
  - Tak - odpowiedzia wbrew samemu sobie i z piekieln uciech, jakby wskazywa drog do puapki, wymieni nazwisko Czandry.
  - Nikt z moich znajomych si nie skary, cho korzystali z jego usug - doda.
  - Co on ma wsplnego z Cejlonem?
  - Nie wiem. Ale to czowiek dyskretny. Niedawno na koktajlu syszaem, jak pyta pracownikw ambasady amerykaskiej, czy kto z nich nie leci do Colombo, bo ma drobn przesyk, wygldao, e daby zarobi.
  Zauway, e Bajcsy unis gow i wydmuchn w gr dym jak wiotk zason.
  - Wic sdzicie, e ten Czandra mgby...
  - Nic nie sdz - powiedzia twardo Terey. - Powtarzam, co mi si o uszy obio. Dobrze wiecie, towarzyszu ambasadorze, e s to interesy, ktre si zaatwia w cztery oczy. Jeeliby o nich zbyt gono mwiono, to znaczy, e porednik jest niepowany albo mowa o drogach ju dawno zarzuconych, a wspomina si tylko dla przyjemnoci, jak udzia w historycznej bitwie, z ktrej si wyszo obronn rk.
  Jeli Czandra go dostanie w swoje obroty, wyrwna mu, odpaci za wszystko. Ja naprawd nie wiem, dlaczego mu o nim wspomniaem. Ale moe nie mie do niego zaufania, nie skorzysta z usug, wolna wola.
  - Dlaczego nie zapytacie Ferenza, ambasadorze, myl, e raczej on...
  - A skd wiecie, e go nie pytaem? - pochyli si nad biurkiem. Po chwili jednak dorzuci: - Nie, Terey, nie pytaem i nie zapytam, bo on jest za gadki, za atwo ustpuje. A ja wtedy mwi do siebie: uwaaj Koloman, eby ci nie wylizgali, ani si spostrzeesz, jak dziki tym usunym, co potakuj, strzelisz takiego byka, e trzeba bdzie zbiera manatki i na emerytur, na zom. Ja was nawet lubi, Terey, za wasz zadziorno, bo nie ma w tym waszego interesu, wic jeli si szarpiecie, to chyba w imi naszego - stukn si fajk w pier - pastwowego.
  Pastwo i on to jedno - przemkno Istvanowi - ale ju czuj, e dugo nie pocignie. Jest u szczytu kariery, ministrem nie zostanie,jeszcze go gdzie przesun, wyl, ale za par lat koniec. Stan spoczynku dla niego gorszy ni mier. Rodzi si niepokj, z czym w garci zostanie, jak go spawi, z czego bdzie y... Renta, nawet dla zasuonych, wobec potrzeb, rozmachu do jakiego przywyk, wydaje si niedostatkiem, i to stwarza prawdziwy klimaks moralny u niektrych naszych dziaaczy, kiedy przekraczaj pewien wiek, osigaj puap kariery, wtedy staj si podatni na pokus szybkich zarobkw; wyszarpn, urwa dla siebie, zawlec do kta, by niezalenym. Jeli to sobie obmyla, Czandra ju go ma.
  - Moe bywam czasem przykry, Terey - powiedzia zamylony wydymajc doln, grub warg - ale pamitajcie, e jestem tu na prawach kapitana statku, bo ambasada jest jak may statek na obcych, niebezpiecznych wodach, prawda?
  - Tylko, e jak si wysidzie, zapewniam was, ambasadorze, czowiek nie utonie - umiechn si radca. - atwo namaca grunt pod nogami.
  - Co powiedzielicie? - naburmuszy si, porwnanie nie wypado najtrafniej. - Uwaacie, e tu w kadej chwili mona wysi?
  Zabrzmiao dziwnie, Istvan spostrzeg si, e dla przekory i szermierki sownej niechccy powiedzia co, co mona byo uzna za zuchwae wyzwanie.
  Kiedy wyszed z gabinetu, niezadowolony z siebie, pochylona nad maszyn Judyta uniosa donie, jej nage milczenie i wzrok peen zachty nie zatrzymay Istvana, wic kiedy ju drzwi otworzy na korytarz, zapytaa pgosem:
  - Stao si co?
  - Nie, spokj.
  - Czego chcia?
  - Ach, takie tam bahe sprawy - zby j, a uraona zacza szybko uderza w klawisze, jakby zaznaczajc: nie, to nie, zobaczymy, kto bdzie aowa.
  Jak mulisty osad nis w sercu mciwe zadowolenie, wydao mu si, e wypenia jedynie nakazy odwiecznych praw, poredniczy w owym woaniu o sprawiedliwo - krew za krew, by narzdziem dokonujcym obrachunku. Przecie ja go nie omielam si sdzi, umywa rce, nie przywaszczam sobie przywilejw. mier tego maego Hindusa? Na swej drodze Bajcsy niejednego przejecha, zmiady bez auta, wykorzystujc znajomoci, stanowisko, swoj przeszo, nie mia waha, spycha, ama ludzi. Teraz zblia si godzina. Los obdarowywa go szczodrze, folgowa jego dzy wadzy, jakby zezwalajc na wywyszenie, karier niespodziewan, w przewidywaniu tym dotkliwszego upadku i ponienia. Jakby na szyderstwo - chcesz, masz, bierz - i przekonaj si, jak daleko odszede od arliwej dziaalnoci dla dobra tych, ktrzy ci zaufali, powierzyli kierownictwo. Tak, zdradza nawet nie zdajc sobie z tego w peni sprawy. Dzi po latach okrela owe manewry rozumem politycznym, dowiadczeniem, ktre wynika z uczestniczenia w stu zmowach, gimnastyka podnoszonych rk zwana gosowaniem, kiedy ju rozpozna, kto ma przewag, za kim wypada si opowiedzie lub przeciw komu milcze, milczeniem ciszym ni pyta grobowa, kiedy potpiano niewinnych. Nie jak lepkie nici pajczyn Istvan star myli - nie bd policjantem Pana Boga, pilnuj siebie, eby gorszych bdw nie popeni, pozwl, "niech kady si gubi gupstwem wasnym" - wrciy echem sowa pene gorzkiej mdroci. I mnie te to dosignie, uspokaja sumienie. I ja mam swoj czarn kartotek, do ktrej nawet nie chc zaglda.
  Zamkn biurko. Sign po ostatni yk wystygej kawy, ale w gstym szlamie na dnie filianki gmeray si dwie na wp utopione muchy.
  Zaczadziaem w tej ambasadzie, odetchn gboko niebiesk wietlistoci dnia. Licie palm koysay zielonymi frdzlami, gaskay radosny bkit. Prowadzc austina rozwaa jeszcze, czy rozmow z ambasadorem zaliczy do wydarze pomylnych, czy si niepokoi. Jednak ju mu si udziela nastrj sonecznego popoudnia, biy w oczy pki kwiatw wychylonych spoza niskich murkw ujmujcych ogrody, kicie drobnych ryczek, szkaraty i fiolety pierzastych krzeww bougainville. Przemywa oczy pene jeszcze mrowicego si druku, czarnych, nachodzcych na siebie kolumn informacji z gazet i tygodnikw, gwatu i niepokoju wiata rozjtrzonego gniewem, podaniem i nienawici. Czerwona ziemia, gorca ziele wezbranych drzew, brunatnoniebieska wstga spieczonego asfaltu, ciepe powietrze gaskao mu skronie, odzyskiwa spokj i rwnowag.
  Pikny czas, cieszy si chwil zjednoczenia z t obc ziemi, jak dobrze jest y... Prawie modlitwa, gboka wdziczno za dar niedoceniany. Jak dobrze jest kocha wiat, zachowa zdolno zachwytu urod sonecznej godziny.
  Kiedy zajecha przed dom i wprowadzi wz do garau, zdziwio go troch zachowanie kucharza, ktry siedzia w kucki jak gliniana, wypalona rzeba, zanurzony w niebieskim cieniu.
  - Obiad gotowy? Dlaczego masz tak zakopotan min?
  - Wszystko w porzdku, sab - wybka nie patrzc mu w oczy.
  - Wszystko w porzdku - potwierdzi czokidar w skautowskim, pciennym kapeluszu, uderzajc bambusow lag w kamienie chodnika. - Ja go pilnuj.
  Przechodzc jadalni spostrzeg nakrycie dla dwch osb, nadzieja podpyna wzruszeniem, wbieg do swego pokoju i prawie zderzy si z Margit. Od razu zrozumia niecodzienne zachowanie suby.
  Zarzucia mu ciepe, obnaone ramiona na szyj, caowaa sigajc ust.
  - Jak ja si za tob stskniam - oddychaa gboko. - Wpadam na tak krtko... I tyle czasu na ciebie czekam.
  - Trzeba byo zadzwoni.
  - Nie chciaam. Nawet nie wiesz, jak dobrze sobie siedzie w twoim pokoju i czeka. Kazaam subie, eby ci sowa nie powiedzieli, miaa by niespodzianka. Wytrzymali?
  - Tak, tylko drugie nakrycie na stole.
  - Gupi kucharz, musia mnie zdradzi - rozemiaa si szczliwym miechem psoccej dziewczynki.
  Stali objci w tkliwym zjednoczeniu. Rdzawe wosy nagrzane socem pachniay lekko. Przez cienkie ptna czu napr jej piersi, brzucha, ud, nieledwie pulsowanie krwi. Spad na jej usta, rozwiera je, przenika.
  - Powiem subie, eby sobie poszli.
  - Nie odchod, nie odchod - prosia szeptem, wbijajc mu palce w skr. Nawet nie spostrzeg, kiedy zdya odpi zamek spdnicy, zsuna si atwo. Margit przeskoczya j takim ruchem, jakim dzieci opuszczaj krg zarysowany na ziemi w zabawie "komrki do wynajcia".
  - Ju im kazaam, eby si wynieli - mruczaa rozpinajc mu koszul i przywierajc policzkiem do opalonej piersi.
  - Musz si umy, jestem cay mokry.
  - Gdyby wiedzia, jak lubi ci takim, gorcy, lepki, no, cigaje to... - szarpna rkaw koszuli.
  Dzikie, nieokieznane pragnienie, jakby mieli dla siebie jedn krtk chwil. I ju nigdy wicej... Kiedy gorcy oddech parzy mu szyj i wyprya si jczc z rozkoszy, poj, e wzajemne posiadanie jest podobne do zmaga, e j ramionami jak przeciwnika dawi do blu, do utraty tchu. Wolno, bardzo powoli wraca do niej. Oprzytomniaa czujc pod odrzucon doni, chd kamiennej posadzki. Stoczy si wreszcie jak ugodzony i lea na wznak z karkiem na jej rce, czujc pulsowanie przygniecionej ttnicy, niebieskiej smugi pod zotaw skr. Odpoczywali, palce ich trafiy na siebie, sploty si i tak zostay.
  Margit wydobya spod niego zdrtwiae rami, wsparta na rkach chylia si ku niemu, dwie fale wosw musny mu policzki, widzia prosty nos, gadkie czoo, zmienny bkit oczu, wargi lekko obrzmiae... Chcia wieczno ca mie j tak lecc nad sob. Smuga wiata padajc z niedosunitej zasony przewietlaa jej wosy jak ogniem, zapalaa drobniutkie kropelki potu nad grn warg, zgadywa wieo ust o zapachu papierosw, sony smak skry i nie spieszy si caowa, sprawdza. Pamita i nie pamita, wystarczyo przygi j ku sobie, i nie uczyni tego, byo mu dobrze, mieszka w nim syty spokj, jakby mrowienie si ctkw sonecznych na dnie bijcego rda. Uniesienie pene wdzicznoci - Margit, Margit - piewa spiesznie krca krew - z ciebie, w tobie moje wielkie, radosne uciszenie. Nigdy, nigdy si tob nie nasyc - i ta myl utwierdza w rozradowaniu.
  Wypltuje si z ulewy jej wosw. Siga po szklanki i butelk vermouthu, wrzuca ld. Koyszc coraz chodniejszym szkem wpatruje si w Margit nag, lec jeszcze na dywanie, ciao zotawe, ale opalenizna zrowiaa przechodzi na niewielkiej piersi i uku paskiego brzucha w biel fiokow, przypomina karnacj aktw Renoira, jak magnes cignie do, by obwie te leniwe wycignite ksztaty. Twarz o duych niebieskich oczach, ktrej widok przyspiesza ttno serca. Oczy otwarte szeroko wdruj po suficie, cigaj sennie obracajce si migi. Powiew niepokoi wosy rozsypane rdzawym krgiem. Jake to ciao modej kobiety harmonizuje z dywanem o lenych zieleniach, plamach niebieskawych i spltanym rudym motywie rolinnym. O takiej chwili marzy. Wydao mu si, e dla tego zestawienia linii i barw, wolnego od wszelkiej zmysowoci, dla czystego pikna naby ten rdzawozielony dywan, jakby podwiadomie oczekiwa, e j na nim bdzie chon. Jest pikna - woa w nim zachwyt - odmieniona, inna, jakby pierwszy raz ogldana, godna pokornego uwielbienia i podania.
  Margit uniosa szklank, pije maymi ykami, niewygodnie, ale jest za leniwa, nie chce dwign gowy przywalonej skbion grzyw kasztanowych wosw, przeszytych smug wiata.
  - Dlaczego nic nie mwisz? - niespokojnie odwraca si wsparta na okciu.
  - Widz ci - odpowiada tak zmienionym gosem, e Margit odbiera jego wewntrzne drenie, nieomylnie, jak wygaskane drewno skrzypiec potguje ton dobyty ze strun.
  - Co ci jest? Dlaczego ucieke tak daleko? - spycha cikie pukle wosw.
  - Zosta tak - prosi. I zamiast powiedzie zgodnie z pragnieniem, "chc ci tak ukry pod powiekami, utrwali w sobie, mozaik z plam wiata i kolorw, chwil nienazwan", wypowiada zbyt prosto w tym obcym jzyku, po angielsku - Chc ci tak zapamita.
  Dziewczyna patrzy zaniepokojona, ale widzc, e si agodnie do niej umiecha, opada z ulg na dywan koloru jesieni i z wolna podcignwszy kolana, z twarz przywalon kipiel miedzianych wosw, zdaje si usypia. I wtedy po raz pierwszy tego dnia Istvan chwyta dzwonienie cykad, do blu przejmujce uciekanie czasu, nie do zatrzymania, bezpowrotne. Szklanka, ktr podnosi do ust dygocc rk, uderza tpo o zby i przejmuje dreszczem przeczu.
  Kiedy ju przygadzia spdnic i rozgldaa si niespokojnie, utykajc w jednym sandale, Istvan, ktry pomaga w poszukiwaniach pod fotelem, parskn gonym miechem:
  - Spjrz - sanda zawieszony na klamce zasania dziurk od klucza przed oczami suby.
  - eby mnie zabi, nie pamitam, kiedy to zrobiam - tumaczya si zawstydzona.
  - Tym gorzej, jeli masz takie odruchy.
  - Nie dokuczaj - prosia aszc si, ocierajc czoem o jego policzek.
  Razem poszli do kuchni, przynieli na wp wystyge potrawy. Odkorkowa butelk wina. Jedli przekomarzajc si wesoo, pili wino i zagldali sobie w oczy jak para zakochanych studentw.
  - Dlaczego tak dziwnie na mnie patrzy?
  - Na tym dywanie odkryem ci na nowo, strasznie mi si podobaa.
  - E, pleciesz... Przecie mnie znasz do znudzenia; co tam nowego wypatrzye?
  - Wygldaa jak Ewa z flamandzkiego gobelinu.
  - Lubisz ten dywan.
  - Ciebie lubi.
  - Ciekawam, ile on kosztuje.
  - Nie przepaciem.
  - Nie mylaam o pienidzach - miaa oczy jasne, chon ich wiato - ale o dzieciach, ktre go tkay... Czy ty, znawco Indii, widzia, jak si robi dywany?
  Potrzsn przeczco gow. Nieustannie, jak pszczeli brzk, grao w nim rozradowanie - kocham jej szyj, usta, malekie ucho rowo przewietlone smug soneczn, dawi si bezmiarem czuoci.
  - A ja widziaam. To bya szopa z plecionki, dach gliniany tak rozpalony od soca, e nawet spy przestpoway z nogi na nog. Od poway do ziemi rozpili sie osnowy. Szecioro dzieci kucao na polepie i prdziutko porywao z motkw kolorowe weny, wic ciasne wzeki. Stary majster z wielkiej ksigi co wyczytywa, zajrzaam mu przez rami, sekretnymi znakami zapisano wzr dywanu, rolinne motywy. On umia t star ksig odcyfrowa i wypiewywa: czerwony, czerwony, ty, czarny, czarny, a dla rwnego tempa uderza prtem w bben. Nie masz pojcia, jak si te mae paluszki zwijay... Oczy dzieciom zachodziy zami, pieky, raz po raz tary zaognione powieki, ale staruch przyspiesza rytm. Wzeki musz przypada gsto, jednakowo zacignite, im wicej ich na centymetr, tym za dywan wicej dostan. Nie paci si maluchom, tylko rodzicom, a czasem praca tych dzieci jest po prostu zadatkiem na dzieraw pola albo procentem nie oddanego dugu. Dzieciaki maj chwil odpoczynku, kiedy si stary rozkaszle i pluje midzy zrogowaciae stopy. Musz si cieszy z jego starczej grulicy, to zreszt najczstsza choroba u tkaczy.
  - Gdzie to widziaa?
  - Byam w wiosce na badaniach, domowe tkalnie s jeszcze jednym rdem zakae jaglic. Ciekawam, ile oczu kosztuje pikno starego wzoru, rajskie, rozkwitajce drzewo na twoim dywanie?
  - Wydasz dekret przeciwko zatrudnianiu dzieci? Czy to co pomoe?
  - Nie. Jasne, e bd tkali poktnie, a w Europie i Stanach znajd si amatorzy, znawcy tradycyjnych wzorw. Zakaz napdziby tylko zysku porednikom, handlarzom.
  - Wic co? Nie kupowa? Wtedy spychamy ich na dno ndzy - powiedzia gorzko. - Margit, zapomnij na chwil, e jeste lekark, nie myl o cierpieniach tego godnego kraju, pozwl, niech przynajmniej ja si naciesz piknem, bo oni je tworz bezwiednie i nie potrafi nim si zachwyca.
  - Sprawiam ci przykro - wycigna rk, ktr nakry doni. - Ja wiem, sztuka rodzi si i z natchnienia, i z trudu, cierpienia przydaj dzieu wielkoci... Ale zrozum, tu jest udrka niezawiniona: ani dzieci, ani rodzice nie znaj ceny, jak im przyjdzie paci. Przy tkaniu w takich warunkach oczy piek i dzieci kaszl, tak byo zawsze i dugo jeszcze tak bdzie.
  - Oboje nie nadajemy si do tego kraju - gadzi jej do na pracowicie haftowanym obrusie. - Inaczej nas chowano, dla nas kocha, znaczy dziaa, wspiera, przemienia, a tutaj tylko towarzyszy w sennej zadumie, przyjmowa z poddaniem wyroki losu. Tu mona albo robi fortun, rk jest do i praca za psi grosz, albo robi rewolucj. Wszystko inne to gra na zwok, usypianie wasnego sumienia.
  - Connoly mwi, e Indie przerobi go na komunist. A ja, zanim nie pojedziam po wioskach, nie mylaam, e ludzie potrafi dla siebie by tak okrutni.
  - Warunki zmuszaj, y, znaczy dawi innych.
  - Istvan - powiedziaa - oni naprawd s dobrzy, agodni. I tak ciko pracuj.
  - Ta dobro jest ich saboci. Niedoywieni od pokole, sptani wiar, e w ktrym wcieleniu bdzie im lepiej, przywaleni upaem, czekaj, maj nadziej...
  - Tak chciaabym im pomc - splota donie. - Wiesz dlaczego? Bo jestem tu dziki tobie szczliwa. Prawie czuj si winna wobec nich. Jestem z zamonej rodziny, nie musz si liczy z pienidzmi, mam tylko te obowizki, jakie sobie sama wyznaczam. I mam ciebie... Paci dobrem za niezasuone dobro. Duo bym daa, eby tutaj cho jednemu czowiekowi pomc, ocali go, uszczliwi.
  Mwia tak arliwie, e obszed st i wikajc palce w jej rdzawe wosy przechyli gow, spad na usta.
  - Mnie uczynia szczliwym - szepta peen czuoci.
  - Tym bardziej musz pracowa, leczy ich; rozumiesz? Boj si o nas.
  Patrzy na ni z uwielbieniem.
  - Przecie robisz to, Margit - unis jej do, wodzi kocami palcw po wargach.
  - Za mao, wszystko za mao - powiedziaa z blem. Istvan, przecie ja nie jestem gupi dziewczyn, ktra ulega pierwszemu oczarowaniu... Wiem, co robi. Nie mwi z tob z tchrzostwa, po co ci niepokoi. Przecie masz on, synw, to przypadek, e jeste sam, pomylny dla mnie. Ale pamitam o nich. Ja jestem ta z zewntrz, obca.
  - Czemu si drczysz? Na razie nic nam nie grozi.
  - Na razie - westchna gorzko. - Nie daj ode mnie, ebym nie patrzya dalej jak na dwa miesice, musz myle, co bdzie z nami pniej. Im mocniej przywizuj si do ciebie, z tym wiksz trwog myl o naszej przyszoci.
  Wstydzi si, e z ni nie mwi dotd, jakich szuka drg ocalenia i czym ujawnienie mioci wobec wiata mogo zagrozi.
  - Margit, bez rozwodu nie mam prawa zacz tej rozmowy. Rozwd mog uzyska po powrocie do Budapesztu, chc sam z on o tym decydowa, bez porednikw, ma prawo oczekiwa, e si pierwsza ode mnie dowie. Mog mnie z kraju nie wypuci. Czy jeste gotowa przyjecha do mnie? Zosta, moe na lata cae...
  - Istvan - w tym okrzyku brzmiaa pena wdzicznoci gotowo. Po chwili dodaa: - Przecie bd z tob.
  - Pamitaj: obcy jzyk, odmienne obyczaje, inne warunki. Ja mam skromne zarobki. Bdziesz odcita od rodziny, skazana na mnie.
  - Ojciec mnie nie wydziedziczy. Mam zawd, umiem pracowa... Nie byoby nam le - splataa donie pena arliwej gotowoci. - Tylko, czy ona si zgodzi?
  - Nie mog za ni odpowiedzie. Jest dzielna. I kocha mnie... Tak, wanie dlatego nie powinna robi trudnoci. Jest inna sprawa, duo trudniejsza. - Zamilk patrzc jej w oczy. - Nigdy ci o tym nie wspomniaem. Milczaem, tak mi byo wygodniej. Orzeczenie sdu jest tylko formalnym rozwizaniem maestwa, ja jestem katolikiem, dla nas nie ma zwolnienia z przysigi, gdy na wiadka wezwalimy Boga.
  - To dla ciebie a takie wane? - w zdumieniu cofna do i wspara gow, plczc palce w miedzianych pasmach wosw. - Ja te jestem chrzecijank, jednak nie rozumiem twoich skrupuw...
  - Przysigaem "i nie opuszcz ci a do mierci". Tylko mier przecina maestwo.
  Patrzya jakby nie pojmujc, wreszcie umiechna si wyrozumiale.
  - To si tak mwi. Przecie nie kaesz mi czeka na jej mier. Nie chcesz chyba, ebym jej tego yczya? Musi by jakie wyjcie... A moe szukasz wymylnego sposobu, eby si ode mnie odgrodzi, nie kochasz do mocno. Moesz myle o przyszoci, o swoim yciu, kiedy nie bdziemy razem? Gdyby naprawd mnie kocha, nie byoby przeszkd, ktrych bymy razem nie przeamali. Istvan, Istvan, lepiej byo nie zaczyna tej rozmowy, nie robi planw, y, jak oni tutaj, tylko darami nieba i nadziej - przysonia twarz domi, wydao mu si, e pacze.
  Rzuci si ku niej, obj, caowa kark i wosy, szepta sowa zakl, ebra wybaczenia. Wiedzia, e sprawi jej bl.
  Opucia donie i bysna jasnymi oczami, rzsy miaa zlepione od ez, ale ju si umiechna.
  - A ja i tak ciebie nie puszcz - powiedziaa z uporem. - Na dugo was tu przysyaj?
  - Dwa, trzy lata. Jestem ju drugi rok.
  - No, to mamy przynajmniej rok przed sob. O co si martwi? My z Australii nie poddajemy si atwo. Jeeli tylko i ty zechcesz...
  - Ale ja chc, pragn ciebie - szepta jej prosto w rozchylone wargi.
  - Obiecaam profesorowi, e dzi wrc. Chcesz ze mn by duej, to odwie mnie na lotnisko.
  - Zosta na noc - prosi.
  - Nie mog. Musiaam ci zobaczy, dlatego wpadam dosownie na par godzin.
  Nieufnie, z odrobin nadziei spyta:
  - Masz bilet?
  - Mam, mam. Od tego zaczam. No, wic jedziesz, czy musz dzwoni do Excelsiora po takswk?
  Gowa jej rozjaniaa si w socu, ktre wlizno si do pokoju, oczy ju miaa wolne od smutku.
  - Chodmy - pocigna go za rk. - Nie lubi si spieszy.
  Kiedy wyrwali si za miasto, na asfalt wieccy faszywymi ogniami zachodu, przyspieszy, wyskoczyli na szczyt jaowego wzgrza porosego wielkimi ostami, jak wykutymi ze srebra. Przed nimi daleko, owietlony niskim socem, szed i upada jaki pnagi Hindus. Podnosi rce bagalnie i wali si na ziemi, by zaraz wsta, postpi trzy kroki i znw wycign ramiona, jakby w poszukiwaniu oparcia, i run na skraju drogi.
  - Co mu si stao? - zaniepokoia si. - Zwolnij, trzeba sprawdzi.
  Szczupy mczyzna w dhoti z przytroczonym dzbankiem z tykwy przewraca si i dwiga na nogi jak uszkodzona zabawka.
  Istvan wyprzedzi go, zahamowa.
  Wysiedli oboje, trzymajc si za rce, czekali, a si zbliy. Nie zwraca na nich uwagi, podnosi si i pada, jakby dugoci swego ciaa mierzy przebyt odlego. Czoo i pier mia siwe od wtartego popiou, twarz spokojn, skupion, oczy ciemne, byszczce, o spojrzeniu uwanym, ktre budzio niepokj.
  - Sadhu - powiedzia pgosem Terey. - wity pielgrzym.
  - Obkany? - spytaa. - Ruchy skadne, rytmiczne... Jest w tym co, co normalnego czowieka wytrca z rwnowagi. Po co on sobie tak marsz utrudnia? Jaki to ma sens? On musi by szalony.
  Mwia gono, pewna, e tamten nie rozumie po angielsku. Drgnli, kiedy wdrowiec odezwa si spokojnie, moe nawet ironi pobrzmiewa jego gos:
  - Nie, mister Terey, prosz wytumaczy swojej towarzyszce, e nie jestem bardziej szalony ni pan i ona.
  Radca podszed i zajrza mu w oczy, ale Hindus wanie pada z wycignitymi rkami. Nie mg przypomnie sobie tej twarzy wychudzonej, kosmatej, krople potu obiy droynki na zakurzonych policzkach. Czoo szare, natarte popioem, formowao z niej dziwn mask.
  - Pan mnie zna?
  - Tak, przychodzi pan do ministerstwa. Pan jest z wgierskiej ambasady. A ja... Urzdnik, do ktrego pan mia jeszcze niedawno interesy, umar, narodziem si ja.
  - Nie rozumiem.
  Trzymajc si za rce szli obok niego, ju troch si przyzwyczaili do wyrzucanych w gr ramion i nagych upadkw. Cienie ich dugie kady si na asfalt i czerwon lini pobocza.
  - Zostaem wezwany - mwi gosem agodnym, jakby tumaczy na jzyk dziecicy - wstpio we mnie wiato, zrozumiaem bezsens pracy w moim biurze, pojem, e trwoni ycie zamiast siebie doskonali. Wic zoyem teczki, zamknem ksigi i odszedem. Id, id naprzeciw rda wiatoci.
  - Ale dlaczego w tak dziwny sposb? Nie wystarcza piesza pielgrzymka?
  - Pokazuj mojemu ciau, e mi podlega, tak jak kapral uczy rekruta dyscypliny, jak pan wydaje rozkaz sudze opornemu... Za dugo sam byem sug ciaa, eby si ono nie prbowao buntowa. Udaje, e mu le, ciko, ziarna ska kuj, ebrze o pokarm i wod, a ja zmuszam je do dalszego marszu. Teraz ju ucicho, sucha potulnie, wrcio do tej roli, jak mie w moim yciu powinno.
  Wstawa i pada, dokd siga wycignitymi rkami, pozwala sobie postpi trzy drobne kroczki i znowu wznosi ramiona, by czstk drogi odmierzy.
  - Jednak to szalestwo, przecie pan siebie wyniszcza, robi krzywd sobie i rodzinie, jeli j pan ma.
  - Mam. ona i synowie pogodzili si z moj decyzj. Bo jej nie zmieni ani gniewem, ani paczem. Nie odwoaj mnie. Ja nikogo nie zmuszam, eby mnie naladowa. Jeeli komu szkodz, to tylko sobie. To jest moje ciao i mam prawo robi z nim, co zechc - mwi spokojnie, gos zrwnowaony razi przy ruchach mechanicznego pajaca, w rytmie stpa i upadkw. - Zostawcie mi cho odrobin wolnoci. Jeeli zgubi, to tylko siebie; a wy? W waszym wiecie nie ma miejsca nawet na moj wdrwk. A caa wasza technika, nauka do czego ludzko prowadzi, jeli nie do gwatu, strachu i zagady? Ja nikomu nie zrobi krzywdy. Uszanujcie moj wol.
  Nagle przypomnia si Istvanowi urzdnik siedzcy w rogu pokoju, za stoem z maym wentylatorem, czyciutki, zrwnowaony, umiechnity przyjanie. Ale tamten mia okulary.
  - Czy pan nosi szka?
  - Tak, ju mi niepotrzebne, nie szukam prawdy w ksikach, kieruj si na wiato, id na Wschd...
  - Pan jest Balvant Sudar! - krzykn Terey, chcia pochwyci za pokryt ziarnkami piasku zrogowacia do, ale tamten wykonywa swoje podrygi, nawet nie dostrzeg przyjaznego odruchu.
  - Sudar dawno umar, a narodziem si ja, akncy prawdy... Ja wiem, czego pragn, a pan nie wie, bka si, miota. Ja krocz wasn drog ku wiatu, a pan musi wraca do swego auta, gna dalej. Pan mnie minie, a jednak ja ju minem was, wyprzedzam, jestem iskr, ktra wiadomie wraca do ogniska, gdy inne pochania ciemno.
  - Chodmy, Istvan - szarpna go za rk. - Samolot nie czeka.
  Zawrcili i pucili si biegiem w stron wozu stojcego na skraju szosy. Soce zachodzio, niebo palio si olepiajc czerwieni.
  - Mylisz, e to, co on powiedzia o nas, mona uwaa za przepowiedni? - spytaa z zabobonnym lkiem.
  - Nie. Cho nie tarzamy si w pyle, my te, Margit, cigamy swoj prawd i mwi ci, e j dostaniemy.
  Przemknli obok chudej pnagiej postaci rozcignitej na ziemi.
  - I wszystko, co jest midzy nami, nie jest z woli ciaa?
  - Tego nie bybym taki pewny - umiechn si. - I chyba nie to jest ze.
  Aluminiowe, karbowane dachy hangarw byszczay midzy drzewami, powiewa biao-niebieski rkaw wskazujcy kierunek wiatru.

X.

  Istvan znowu spojrza na zegarek, wydao mu si, e wskazwki stoj jak zamurowane, jednak strzaka sekundnika drgaa obiegajc tarcz. Byo siedem po trzeciej. Urzdowanie koczyo si o czwartej, ale
"stron" przyjmowano tylko do trzeciej, wic waciwie byo ju po robocie. Jednak nie wypadao bez wyranego powodu odjecha przed ambasadorem. Stary tego nie lubi. "Pki jestem, wszyscy musz by na podordziu, tego sobie ycz, i to was, towarzysze - mwi na odprawie - obowizuje".
  Przetrzymywa wszystkich tym pogotowiem troch zoliwie, wola swj gabinet w ambasadzie ni nud rezydencji, nie najlepszy obiad, bo ona usiowaa prowadzi wgiersk kuchni, ktrej kucharz nie mg si nauczy. Judyta nieraz musiaa wysucha skarg ambasadora i ze skrywan uciech powtarzaa je Istvanowi. Ambasadorowa, tga kobieta, przywyka od dziecistwa do harowania, roztya si ostatnio, ubrana w zbyt obcise brokatowe suknie razia na przyjciach nalan twarz, wiecznym grymasem niezadowolenia, zwaszcza gdy staa obok wiotkich Hindusek, piknoci spowitych w sari. Jeeli nawet ktra z nich bya rwnie tga, wygldaa tylko majestatycznie, nigdy pospolicie. ony dyplomatw z krgu anglosaskiego nazyway j dla krzykliwego gosu, jakim z uporem zachwalaa przygotowane dania i zalety ma - przekupk. Istvan sam to sysza i byo mu troch wstyd, e nie powiedzia ani sowa w jej obronie.
  Suba udajc, e nie rozumie jej angielszczyzny, robia drobne zoliwoci. Wiedzieli, e si nie poskary, bo m i synowie j wymiej. Wytrcona z powszednich zaj, krya po domu z czoem oblepionym plasterkami cytryny, oczami zapuchnitymi od skrywanego paczu. Cierpiaa na chroniczne ble gowy. "Wyglda z tymi plasterkami jak sadhu szczeglnego obrzdku - drwi Koloman Bajcsy. - Indie jej szkodz, upay, jedzenie, nawet zapach floksw, ktre kazaa wykosi przed domem, a gowa j zawsze bolaa, odkd przyjechalimy do Budapesztu i musiaa mie suc. Odnajdywaa szczcie tylko w tych dniach, kiedy jedn wyrzucia, a jeszcze nie przyja nowej. Ona jest chora bez babskiej roboty. ali si na Indie i namawia mnie do powrotu. Tumacz, e za jej bl gowy pastwo dobrze paci, wic niech nie narzeka. Nie ufa lekarzom, szuka pomocy u znachorw. Wiara w tajemn wiedz jest rwna jej gupocie - wybucha basowym miechem. - Znowu musiaem wyrzuci jednego z dorodnych byczkw masaystw ze specjalnoci - gruczoy, znam takich wydrwigroszy i wiem, kto jej narai".
  Ambasador nie spieszy si do rezydencji, jak nazywano paacyk dzierawiony od rady, ktry popeni naduycia przy dostawach rzdowych i skazany zosta na banicj ze stolicy. Co Bajcsy robi w godzinach popoudniowych, trudno byo ustali. Ferenz przebkiwa o pracy naukowej z zakresu ekonomii, na co wskazywayby podkrelenia w gazetach, ktrych stosy wony raz na tydzie uprzta, i sowniki angielskie spitrzone na biurku. Judyta przypuszczaa, e raczej chodzi o krzywki. Przed samym wyjazdem ambasador zdradza niezwyk aktywno, wydawa rozporzdzenia, wzywa na rozmowy, poleca do wykonania sprawy, ktre mogy i tydzie jeszcze dojrzewa w kartotekach. Wydawao si, e chciaby pracownikw zatrudni i na ca noc, do rana, do godziny swego powrotu. Sdzi, zreszt nie bez susznoci, e z chwil, gdy przekracza prg ambasady, udajc si do domu, cay aparat ulega rozpreniu, waciwie przestaje istnie. Kiedy musia wyjeda z Delhi, obwarowywa ich uprawnienia i decyzje tylu zastrzeeniami, e waciwie wszystkie sprawy czekay na jego powrt. Suchajc raportw triumfowa:
"A widzicie, bez Starego robota utkna. Ja wiem, e na mnie za plecami narzekacie, ale samicie si przekonali, e beze mnie jest gorzej. Lepiej ju, jak ja wezm kierowanie na swoje barki i sumienie. Dajcie te papiery".
  Przeszo tydzie Istvan nie widzia Margit, musiaa wyjecha. Ostatnio widywali si czsto, bodaj na par godzin. Ju nie dziwi si, e przylatuje samolotem o drugiej, by odlecie do Agry o sidmej. Tydzie milczenia, nie zapowiedzianej przerwy, wrciy mu dawne niepokoje. Tote go zelektryzowa jej gos w telefonie, zwaszcza zapowied, e jeli wpadnie, a ma towarzyszy profesorowi, powinna by wolna koo p do czwartej. Chcia wyjecha na lotnisko, jednak wolaa, eby tego nie robi, i umwili si w Voldze. Mia czeka kwadrans. Jeli bdzie w New Delhi, nawet gdyby nie moga si stawi w por, da zna, gdzie ma po ni zajecha.
  Wyjrza przez okno na otwarte wrota garau, jednak szeroki mercedes ambasadora tkwi w nich nadal i soce rozjarzao czerwono szka lamp sygnaowych.
  Siedzi. Na co on jeszcze czeka - wzdycha. - Jeeli za pi minut nie wyjdzie, na nic si nie ogldam i pruj do miasta.
  Cho znalazby dziesi rnych powodw, eby wyj, wypadao powiadomi sekretariat i zadzwoni do ambasadora, czy przypadkiem nie ma jaki pilnych zlece. Tego chcia unikn. Zbyt dobrze wiedzia, e na pewno zostaby wezwany i musia wysucha garci nauk przeplatanych wspomnieniami dowiadcze partyjnych, niektre z tych budujcych przykadw sysza ju w paru wariantach. Raz byy przeyciami oddanych towarzyszy, z ktrymi siedzia za Horthy'ego, kiedy indziej przytacza je Bajcsy jako dowody wasnej odwagi lub chytroci.
  Dojrza z ulg przez okno przysadzist sylwetk ambasadora, obok niego drobi syn szyfranta, may Mihaly. Co opowiada i wymachiwa z przejciem rkami. Cienie ich kady si na bia cian garau wiecc spod festonw wistarii.
  Nagle ambasador przystan, jakby nareszcie doszy go sowa chopca, odwrci si ku niemu i o co zapyta. Istvan wpatrywa si w uniesion do maego, ktr zatacza koa. Sprzedaje mnie - przemkno mu - chwali si wizytami u Kriszana. Mihaly opowiada, w kocu wycign rce i gwatownym ruchem zetkn donie. Wygada si, may, gupi, niewiadomy swej roli judaszek - z gry mu wybacza. Intuicyjnie by prawie pewny, e stao si co, czego zowrogich skutkw nie jest w stanie przewidzie. Terey tkwi przejty lkiem, w poczuciu cakowitej bezsilnoci: ju niczego nie zatrzyma, nie uratuje, nie odwoa. Stao si. Tylko co? Sw nie sysza, opowie odczytywa z gestw.
  Koloman Bajcsy podnis gow i spojrza w okno ambasady. Nawet przez siatk drucian musi mnie widzie - zaciska wargi Terey. - Nie bd si chowa. Poprzez zasz kurzem gst plecionk widzia lnice od potu czoo ambasadora, krzaczaste brwi i oczy zmruone grymasem w dokuczliwym blasku soca. Chwil mierzyli si wzrokiem, a Bajcsy skin ku niemu rk przyzywajc na d.
  Zbieg pospiesznie. Ambasador sta pochylony do przodu w lekkim rozkroku. Oddycha gboko, jakby mu tchu brakowao.
  - Chodzicie, Terey, na rozmwki do Kriszana - spyta pospnie. - Kto wam to zleci?
  - Wycie te tam byli, ambasadorze, to jest cyrk.
  - Miejcie odwag powiedzie mi w oczy...
  - Co? - przyjrza mu si odzyskujc przewag: przecie nic nie moe zrobi, nic. Najwyej mog odwoa, przemkno mu jak gos obcej, chodno rozwaajcej osoby, i myl, e mgby utraci Margit podpyna fal gniewu.
  Tamten tylko sapa.
  - Wy mi nie prbujcie skaka na plecy, Terey - pogrozi unoszc poky od nikotyny palec. - Nie takich jak wy umiaem usadzi, a przeklinali godzin, w ktrej myl o wojowaniu ze mn w gowie im si zalga.
  - O co wam chodzi, towarzyszu ambasadorze? - powiedzia troch zbyt gono i w myli si za to skarci.
  - Nie bdcie policjantem Pana Boga, Terey. Nie macie adnych dowodw, nic. Niezdrowo za duo wiedzie. Ja was, Terey, nawet lubiem i mwiem jak rwny z rwnym, a widz, e wam si we bie przewraca. Dobrze pomylcie, nim co zrobicie, ebycie gorzko nie aowali.
  - Nie rozumiem - postpi krok naprzd. - Co ja zrobiem?
  Ambasador cofn si o krok, opar do o wygrzane blachy auta, potem zwrotem gowy wskaza na Mihaly'a, ktry sta midzy nimi, zaskoczony spiciem, podnosi ciemne oczy to na jednego, to na drugiego.
  - Jeeli was w por zatrzymaem, tym lepiej. Wiecie, to schowajcie dla siebie. Ja si nie boj, kiedy mwi: milczcie, mam na myli nie tylko wasze dobro.
  Patrzy z nateniem w opanowan, zbrzowia od soca twarz radcy.
  - Czy jestem wam potrzebny, ambasadorze?
  - Nie. Idcie do diaba! - rykn basem. - Nie znosz durni.
  Istvan odwrci si, odszed par krokw, otwiera kluczem drzwiczki austina, by ju spokojny, nawet zadowolony, e moe w por wyjecha na spotkanie. Nic mi nie zrobi, nie omieli si ruszy, moe lepiej, e ju wie. I tak miaem w nim wroga. Nagle doszed go prawie bagalny gos Bajcsyego:
  - Terey, o co wy mnie posdzacie? To by wypadek, naprawd, zwyczajny wypadek... Kademu moe si zdarzy.
  Odwrci si, ambasador sta wsparty o auto znuonym gestem, twarz utracia napastliwy wyraz, nalana niezdrowo, lekki powiew stroszy mu szpakowate wosy. Stary - przezwisko wydao mu si trafne. Tylko oczy uparte, czujne zdaway si ostrzega. Poza na utrudzonego, posiwiaego w bojach rewolucjonist, ktremu jedynie charakter nie pozwala zej z odpowiedzialnego posterunku, jednaa pobaliwo u towarzyszy, a take u modych kobiet, ktrych szczupe karki przygarnia cik doni, zabierajc si do nieco natarczywych karesw, jakie nazywa ojcowskimi. Mwiono o jego zasugach, wiernoci, wiele z anegdot o sobie puszcza sam w obieg, liczy na popiech i niecierpliwo dziaaczy partyjnych, bo kto w kocu mia czas i ochot dochodzi, jak naprawd byo za dyktatury admiraa, chyba wrogowie, a tych uspokaja, opowiadajc o chorobie serca, zwodzc nadziej rychego zawau, ktry spr ostatecznie zlikwiduje. Po co traci energi na zwalczanie go, skoro wystarczy troch zaczeka - rozchylone grube wargi, pytki oddech wskazyway, e niedugo. Umia u silniejszych od siebie wzbudza wspczucie, ow niejasn jeszcze yczliwo - "trzeba go wesprze, trzeba mu pj na rk, bo niedugo pocignie" - a sabszych spycha koneksjami, brutaln odmow, jawn grob. Wywalczywszy stanowisko ambasadora, w powanym kraju, w strefie funtowej, pracowa skrztnie nad umacnianiem swojej pozycji politycznej. Chcia zosta zaliczony midzy tych, ktrzy nie schodz niej, mog by jedynie przesunici na inn placwk, znaj swoje przywileje i wiedz, e prawdziw przyjemnoci jest reprezentowa komunizm, ojczyzn na dorobku, w kraju kapitalistycznym, zasobnym i ustabilizowanym. Poczucie przewagi wytwarzao w nim askaw wyszo z odrobin pogardy do toczcych si w autobusach i tramwajach, do stojcych w ogonkach, biegajcych po sklepach w poszukiwaniu towaru. "Trzeba si nam pomczy jeszcze, towarzysze" - mwi wyrozumiale, z ulg umykajc myl do swojej rezydencji, do auta wasnego, ale utrzymywanego na koszt pastwowy, do tumu potulnych sprztaczy, kucharza, stray i ogrodnikw. W tym "nam"  - tkwio rozgrzeszajce poczucie solidarnoci z trudzcymi si co dnia, wedug jego najszczerszego przekonania - za mao, by mg z rwn przyjemnoci wraca do Budapesztu jak do Parya, Rzymu czy Londynu, nie mwic ju o New Delhi.
  Bajcsy zdawa si od Tereya domaga litoci, odwoywa si do wspczucia wobec ludzi steranych i przedwczenie postarzaych, ze stygmatem choroby na przybladym czole, jednak oczy kryy niedobre byski, jak lepia drapienika wpdzonego do klatki, gotowego skoczy pogromcy do garda.
  - Przysigam, e jestem niewinny - dysza.
  Radca skin gow na znak, e usysza, e go doszy sowa usprawiedliwienia. Zatrzasn drzwiczki i zapali motor. Nim ruszy, ju otworzyy si drugie i Mihaly wskoczy do wntrza.
  - Ja z wujkiem pojad - prosi. - Bd pilnowa auta.
  Tyle w jego gosie byo niewinnego oddania, e Istvan opuci klamk ryglujc zamek i skrci ku bramie.
  W lusterku widzia zwiotcza sylwetk wspart ciko o mercedesa.
  - Dlaczego gada? - wstyd mu byo za gniewne brzmienie gosu. - Nie bd ci teraz zabiera ze sob, bo wszystko wypaplesz.
  - Wujek nie mwi, e to tajemnica - podnis przestraszony ramiona, skuli si z rczkami przycinitymi do piersi. - Ja tylko powiedziaem o sztukach Kriszana. Nic wicej...
  - A co pokazywa ambasadorowi? - oderwa rce od kierownicy i wycigajc przed siebie uderzy domi.
  Chopiec patrzy na niego oczami okrgymi ze zdumienia, nie mg sobie przypomnie, nagle uszczliwiony krzykn:
  - On lecia jak strzaa!
  - Nie mwie o wypadku z krow?
  - Z jak krow?
  Istvan zrozumia; chcc pokaza ambasadorowi, e go si nie lka, sam wystarczajco zaznaczy, e wie. Sam si wydaem, sam. Jeeli mam go trzyma w szachu, musz mie zeznanie Kriszana na pimie, uwierzytelnione. Trzeba go przekona, e nie powinien zbyt dugo wyzywa losu, do ryzykowania. Niech dokupi sobie riksz, motor ma, moe adnie zarobkowa. Jego on trzeba namwi, eby go o to mczya. Tylko, e nie bdzie si z jej zdaniem liczy, raczej mnie posucha - rozwaa prowadzc auto szerok alej.
  - Jedziemy do cyrku? - ucieszy si chopiec.
  - Mam interes do Kriszana.
  Beczka dudnia gromami przelatujcego motoru, wrzawa rozradowanych gosw huczaa pod falujc pacht dachu. Jedzi, igra z niebezpieczestwem - zmarszczy czoo w gniewnym podziwie - ryzyko miertelne stao si dla niego narkotykiem. Trzeba postraszy, eby usucha.
  Powiem, e przyszedem go ostrzec, e miaem sen. Motor atwo uszkodzi.
  Kupi dwa bilety. Chcia go jeszcze raz zobaczy, jak grzmi przelatujc po grubych belkach beczki. Chopca ju nie byo, wbieg pochylni na galeryjk, wkrci si midzy wychylonych przez balustrad.
  Motocyklista ju schodzi spiral w d, spywa w niebieskie smugi rozbetanego dymu. Widzowie szaleli, wyli, gwizdali na palcach wyraajc zachwyt, tupali, bili brawo.
  Jedziec w czarnej skrze osadzi motor na dnie drewnianego leja, zsun okulary na srebrny kask i unisszy rk pozdrawia publiczno. Istvan patrzy zaskoczony. Uniesiona twarz motocyklisty widniaa w wietle sonecznym wyranie - to nie by Kriszan.
  Szarpny go mae donie, Mihaly krzykn umiechnity, jakby spata figla:
  - To nie by Kriszan, wujku, chodmy.
  Zeszli, chopiec co krzykn w hindi za wybiegajcymi gromad rwienikami, odpowiedzieli gardowo, pokazywali rk amace.
  - Nie. Nie! - zawoa i chwyci si kurczowo Istvana.
  - Wujku, zapytaj w kasie - prosi z twarz skrzywion, jakby si zaraz mia rozpaka. - Tam musz wiedzie... Te Sikhi kami, kami...
  Gruby kasjer tylko podrapa si po piersi i przechyliwszy gow ypa duym, wybauszonym okiem.
  - Czy sab nie widzia afisza? Mamy nowego asa. Kriszan dwa dni temu si zabi.
  Chd przenikn Tereya. Za pno - bysno mu - wiadek koronny nie yje.
  - Jak to si stao?
  - Kt moe wiedzie? On by ubezpieczony, towarzystwo asekuracyjne zabrao motocykl do przegldu, obiecali, e i nam dadz kopi orzeczenia. Oni nie lubi wyrzuca pienidzy.
  - I ju nowy jedzi - gorzko stwierdzi Terey.
  - Mamy zawsze paru zuchw, ktrzy chc zarobi - tumaczy, rozkadajc pulchne donie. - Pacimy uczciwie. A wypadek zawsze ciga widzw, dawno nie mielimy takiego powodzenia.
  - To on...
  - Ju spalony, byy kopoty z on. Ile mam da? Jeden dorosy, dwa dziecinne?
  Sprzedawa bilety nie przerywajc rozmowy.
  - Ona si rzucia na stos, chciaa by spalona ywcem, sab wie, dzisiaj taka namitno naley do rzadkoci. Ludzie odcignli, gryza i kopaa. eby mie wtedy aparat filmowy, mona by zarobi. Sab rozumie: sati, to by poszo w dodatkach na cay wiat.
  Istvan mia ochot uderzy pici w rozlan twarz, ujt w tusto wiecc czarn brod.
  - Gdzie ona jest? W szpitalu?
  - W szpitalu? A kto by paci? Ju jej mino, ju spokojna. Posza do jakiej kobiety na Stare Delhi, jak sab chce, to si dowiem. Portier j zna... Sab jest z prasy? Czy z ambasady?
  - Kriszan by naszym kierowc - powiedzia. - Lubiem go.
  - My te. Zaraz.
  Spuci okienko i wygramoli si z ciasnej budki. Pokusowa trzsc grubymi poladkami w stron wejcia. Istvan dopiero teraz spostrzeg, e chopiec stoi z odwrcon twarz i po policzkach pyn mu zy, zbierajc si cikimi kroplami na dygoczcej brodzie.
  - Ja wiem, Mihaly, e ci al - przygarn chopca, gadzi po karku, ucisza. - Musimy j odnale, trzeba jej pomc.
  - To ona go zabraa - pociga nosem. - Ja te j widziaem.
  - Kto? - sposzony zatrzyma palce w jego powych wosach.
  - Pierwsza ona. Raz j widziaem, jak staa za nim, i on te wiedzia, e ona jest blisko, bo si oglda. On jej si ba. I siostra te.
  - Zdawao ci si. Nasuchae si bajek.
  Pokrci gow, przeczc.
  - Za kinem Corso trzeci dom po lewej stronie. Najlepiej przez Bram Admirsk, sab - meldowa gruby kasjer. - Tam wszyscy musz j zna, za gony wypadek.
  Podzikowa i ruszyli do auta.
  Spojrza na zegarek, byo pno. Jeeli Margit jest, zaczeka, jeli zadzwoni, mog si dugo szuka, strac godzin... Na tak krtko wpada do Delhi.
  - Pjdziemy na lody, chcesz?
  - Ju nie jedziemy do ony Kriszana?
  - Pojedziemy, pojedziemy, tylko nie teraz. Mam si spotka z doktor Ward. Z miss Margit.
  - To ja j znam.
  - Pewnie, e znasz. Chc j zabra z nami.
  - Moe si nam przyda - zgodzi si chopiec.
  W pmroku i przyjemnym chodzie kawiarni wentylatory pod sufitem nawijay niebieskawy dym papierosw. W wietle lamp mieniy si jedwabie, szafirowe i koloru czerwonego wina, lamowane zotym pasem, lnienia wdroway po kruczych wosach, zebranych w wielkie wzy i oplecionych wianuszkami pachncych odurzajco kwiatw. Gwar leniwych rozmw, krtki miech, podzwanianie bransolet na przegubach niadych rk i kostkach ng, ciszona muzyka agodziy napicie, prawie usypiay. Bdzili midzy stolikami, prowadzeni spojrzeniami plotkujcych piknoci. Margit nie byo.
  - Wujku, jest stolik - rzuci si Mihaly, w jego gosie pobrzmiewaa chrypka niedawnego paczu.
  Para modych Hindusw wstawaa wanie, zostawiajc za sob spodeczki, szklanki, butelki, popielniczk pen zmitych serwetek ze ladami czerwonej kredki jak porzucone opatrunki.
  Istvan zamwi kaw, dla chopca lody. Kady bysk sonecznego wiata w odchylonej kotarze niepokoi, wpatrywa si z niecierpliwoci w twarze wchodzcych. Midzy stolikami kry sucy i gociom podsuwa przed oczy tablic, na ktrej wypisano nazwiska wzywanych do telefonu. Nie. Nie, swojego nie dojrza.
  Mihaly z coraz wikszym skupieniem zlizywa lody z yeczki, wraca mu pogodny umiech, lepkie od ez rzsy obsychay szybko. Szczliwy wiek, w ktrym jednako bolenie odczuwa si utrat kochanej zabawki i mier przyjaciela, i rwnie atwo o nich zapomina. Tak, w tym wieku jeszcze kady z nas by niemiertelny, a serce pulsowao jak rdo o niespoytych zasobach czuoci. atwo przychodzio usprawiedliwia cudze zgony, staro, chorob, wypadek, mier sigaa po innych, ich dotyczya, nie nas, ktrych od przebudzenia po atwy mocny sen piastoway nieprzemierzone, przyjazne wody czasu - umiecha si agodnie Istvan, gdy malec ypie okiem przymruonym z rozkoszy i pochyla si nad srebrn czark omglon chodem.
  - Jak to dobrze, e jeste - woaa zmierzajc szybko do ich stolika. - Spniam si, ale mam dla ciebie nowin, Istvan. Moe si nawet ucieszysz... - robia miny jak maa dziewczynka, ktra w ogrodzie odnalaza przypadkiem miejsce, gdzie si kury nios, albo wypatrzya wiosn pierwsze fioki pachnce jeszcze chodem i triumfalnie niesie bliskim. - Daj mi troch kawy. Nie, nalej do twojej - podsuwaa filiank ku szklanej kolbie, zawieszonej na statywie. Tak w Voldze zaznaczano, e jest aromatyczna i mocna, przygotowana jak w pracowni alchemika.
  - Zamw jeszcze dla Mihaly'a porcj lodw, niech ma udzia w naszej radoci.
  - No, mw wreszcie, co si stao? - patrzy na ni peen serdecznego oddania.
  - Jeszcze nic pewnego - popijaa kaw - za par dni ostatecznie si rozstrzygnie. Profesor wyznaczy mnie jako wykadowc na kursie uniwersyteckim: jestem od epidemiologii, mam uczy modych lekarzy, jak zwalcza jaglic.
  - W Delhi?
  - Cay miesic, a moe i duej - triumfowaa. - Ty si nawet nie ucieszye... Dlaczego jestecie tacy zwarzeni?
  - Jestem bardzo szczliwy - szepn. - To wielka nowina. Pochyli si i opowiada o mierci kierowcy. Suchaa zaciekawiona, nie wyjani, dlaczego mu tak zaley na popiechu, przemilcza ca spraw wypadku samochodowego, jednak w lot chwycia, e powinni jecha, i ju wstaa gotowa do wyjcia.
  - Dzikuj ci - powiedzia z wdzicznoci, kadc pienidze na marmurze stolika.
  - Przyapaam was - usyszeli ciepy, niski gos - wiata poza sob nie widzicie... Kiwam, daj znaki, a oni jak zaklci. Och, Istvan, Istvan, ty jeste niepoprawny, uwodzisz mi przyjacik - mwia Grace pochylajc si nad stolikiem.
  Luno zwizane sari ukrywao jej stan, ale w ruchach miaa ociao jaboni o gaziach przygitych ciarem owocw.
  - Dlaczego nie podesza wczeniej? Podgldasz nas, chytra, a to przypadek, emy si spotkali - caowaa j Margit.
  - adny przypadek. Widziaam, jak ciebie wypatrywa - powiedziaa zaspiona. - No, siadajcie. Margit, ty masz co na sumieniu, bo mnie po prostu unikasz.
  Sposzeni, egnali si pospiesznie, Margit zerknwszy na Istvana tumaczya, e ma spotkanie z profesorem Salminenem w klinice i zaraz potem odlot do Agry, zapewniaa, e wpadnie do Grace przy najbliszej okazji. Ucaowaa w policzek spowania nagle Hindusk. Tyle byo jawnej radoci w ruchach Margit zatopionej ogniami sonecznymi zza odchylonej usunie przez Tereya cikiej zasony, e zacisna gniewnie wargi. Wydao jej si, e zostaa ogoocona, zeszpecona, e spotkaa j zniewaga. Zblada. Przy opuszczonym stoliku wodzia wzrokiem po nakryciach i nagle dostrzega na filiance rowy cie szminki. Pili z jednej filianki, zabolao j, miaa widomy dowd, e podejrzenia nie s zwidzeniem. Serce bio gwatownie, do, ktr uniosa, pooya na onie, gniewne podniecenie matki udzielao si dziecku.
  Austin toczy si powoli w gstym tumie przechodniw niemrawo snujcych si rodkiem jezdni. Sygna klaksonu nie przyspiesza ich krokw, przystawali, zwracali zdziwione twarze w stron auta, w ostatniej chwili trzepoczc dhoti, jak sposzone ptaki rzucali si do ucieczki.
  Istvan prowadzi spokojnie. Po bkitnym pmroku kawiarni soce ranio renice. Nie lubi szkie i rzadko ich uywa. Dosta kiedy ciemne okulary od Judyty, ale odwiedzajc indyjskie ministerstwo kultury zapomnia ich na szczcie i przepady.
  - Lepiej nie mw Grace o nas - prosi Margit. - Im mniej osb wie, tym lepiej.
  - Kto mg przypuci, e w tym stanie jeszcze si krci po kawiarniach. Chyba ju niedugo...
  - Tak. Byem pewny, e wyjechaa z Delhi, e jest u rady koo Benares.
  Za warown Bram Admirsk wjechali w gstw riksz, midzy wzki handlarzy. Ciepy, czosnkowy odr bi z ciby. Chopi dwigali na gowach paskie wiklinowe kosze ze stertami tawych kakw wielbdziej sierci. Istvan zjecha pod cian, ora tum rozstpujcych si opornie. Otoczyy ich zaciekawione twarze, taksoway pene niepokoju czarne oczy, ofiarowywali usugi, zgaszali si na przewodnikw i stra przyboczn w labiryncie zatoczonych uliczek. Trdowaty podtoczy si na piszczcym wzku, wyciga skorup kokosa w doniach pozbawionych palcw, wargi i jzyk ju mu wyjada straszliwa choroba. Niskie, bolesne porykiwania nie zwracay niczyjej uwagi. Przyjechali Europejczycy, oni byli wani, bo zwykli paci za przysugi, rodzia si nadzieja atwego zarobku.
  - Pani, pani, ja poka, gdzie szale z jedwabiu, ze zotem i srebrem - mamrota szczupy modzieniec o smolistych oczach i kunsztownie karbowanej fryzurze. - A moe klejnoty, kamienie szlachetne, rubiny, szmaragdy z Cejlonu...
  - Nie, nie dzi.
  - A moe witynia boga map - wciska wsat twarz drugi o wygldzie pomocnika Ali Baby, gdyby go nie zdradzay malane, pokorne oczy i rozlazy gos.
  - To tam - pokaza Margit wielkie, poszczerbione litery, wypenione czerwonymi arwkami: C$O$R$S$O, wyej, drutami przymocowano do cian i parapetw nigdy nie zamykanych okien olbrzymie postacie z tektury malowane jaskrawo, taczc dziewczyn, przez mulin pantalonw ujtych w kostkach brzkadami kuszco przewiecay pene uda i okazae poladki, obok dwch mczyzn przebijao si sztyletami i pmetrowe krople krwi cieky z balkonw.
  Przeszli przez jezdni, wcisnli si midzy kosze handlarzy, ktrzy drzemali wrd gwaru, odruchowo z przymknitymi oczami zachwalajc owoce.
  - Trzeci dom, chyba si zgadza - popycha Margit w przesmyk lepki od mydlin, stopy grzzy w kupach popiou i upin, ogryzionych kaczanw, podartych toreb zrobionych z lici. Od strony podwrza do kamienicy przytuliy si warsztaty kryte pordzewia blach, stay kulawe riksze rowerowe z pozdejmowanymi koami, nioso si poklepywanie motkiem, gwizdy, nawoywania i uporczywy pacz dziecka, ktre chce przywoa matk. Szpaki w klatce pokrzykiway i wydaway zdziwione kwilenia przeskakujc niezmordowanie z prta na prt.
  Pierwszy czowiek, do ktrego si zwrci, pnagi, zachlapany farb olejn, jakby pdzel wyciera o zapad, brunatn pier, nie zna angielskiego, ale zaraz znalaza si trjka dzieci i maa dziewczynka z wielkimi psowymi kokardami we wosach, przejta wanoci swej misji, liczn angielszczyzn wyjania, e wdowa po akrobacie motocyklowym mieszka w pokoju za pracowni krawieck. Kierowali si wic na miarowy szum i zgrzytanie noyc, szwacze siedzieli na ziemi w kucki i krcili korbami rcznych maszyn do szycia, ledwie podnoszc gow, by odprowadzi wchodzcych osupiaym spojrzeniem, przygina im grzbiety popiech, praca patna od sztuki.
  - To tu - dziewczynka dygajc odchylia atan zason, powiew toczy kbki odpadw nici, skrawki materii zwinne jak myszy.
  Izba bya malutka, ciemna, bo okna zasaniaa gowa tekturowej dziewczyny. ko stao na rodku, jedyny sprzt zastpujcy i krzesa, i st. Pod cian na blaszanym kufrze dojrzeli fotografi Kriszana na motocyklu, z rozwianymi skrzydami u ramion, lot w chmurach, pkolem inne obrazki, osadzone w nadupanych noem drewnianych szpulkach, zginay si lekko jak pomniejsi bogowie przed tym najwaniejszym. W miseczce z wod lea krtko uskubany kwiat georgini, poncy jak lampa wotywna w wskiej smudze sonecznego blasku.
  Stara Hinduska w spranym, wypowiaym sari, dawniej niebieskim, dzi koloru dymu z badyli, klczc pieka placuszki na wysokim miedzianym prymusie, ktry parska fioletem ogni i sycza zjadliwie. Ciki zapach wrzcego oleju kokosowego trwa w powietrzu.
  - Namaste di - skonia si stara i postawia kubek z rzadkim ciastem na pododze. - Ona nie pi. Ona go ciga. Durga, Durga - zaskrzeczaa rozcigajc samogoski jakby na pastwisku.
  Dziewczyna leaa z rkami zabandaowanymi po okie, drtwo zoonymi na piersi, spod krtkiego kaftanika widniaa gadka, brzowa skra obnaonego brzucha. Kilka rowych blizn przykrywaa gaza umoczona w tuszczu, po niej wawo spaceroway muchy. Kiedy nachyli si, zajrza w zmcone blem czarne oczy, poczu odraajcy, znany z lat wojny odr spalonych wosw, niewidocznych spod szala, ktrym otulia gow.
  - Durga, pastwo przyszli ci pomc. Przyjaciele Kriszana - dopiero to imi j poruszyo, spojrzaa przytomniej.
  - Ach, sab - powoli przetoczya gow - on pana lubi.
  - Powiedz, co mog dla ciebie zrobi?
  - Nic. Niczego nie potrzebuj.
  - Co poczniesz z sob? - patrzy na jej usta, grub uniesion grn warg, ktra modej kobiecie nadawaa wyraz rozkapryszonego dziecka, dostrzega biaawe pcherzyki oparze. Rzucia si na poncy stos, zarya rkami w ar, caowaa pomie, nim j posugacze odwlekli, zdawao si, e sycha skwierczenie ywego ciaa i skoki pomykw, wplecionych we wosy, czu dla niej ogromn lito.
  - Zostan - odpowiedziaa zrezygnowanym gosem. - Na wie nie wrc.
  - Ona zostanie tutaj - potwierdzia ze zrozumieniem starucha rozlewajc ciasto na szumic patelni. - Ona nie ma pienidzy, wszystko poszo na motor. Jeszcze s raty do spacenia.
  - Co z odszkodowaniem?
  - Nie wiem, czy ubezpieczenie byo wane, to obowizek Sikhw, ktrzy maj cyrk... A oni si nie spiesz wyrzuca pienidze. - Wida, e dobrze si orientowaa w sprawach Kriszana. - Durga nie ma z czym wrci na wie. Tu jeden dentelmen obieca j umieci w domu tancerek. Durga piewa jak kos.
  - A te oparzenia? - zapytaa Margit.
  - Zablini si, najwaniejsze, e twarz ma czyst jak u dziecitka roztkliwia si stara. - Ona bdzie miaa powodzenie, ludzie dugo bd wspomina Kriszana... Sati, sati - cmokaa z uznaniem - niewiele kobiet tak kocha, eby skaka za mem w ogie. Prawdziwa mio przyciga mczyzn.
  - Czy ja dobrze zrozumiaam? - przerazia si Margit, a gdy Istvan skin gow, szepna: - Potworne. Jak oni mog z takim spokojem o tym mwi, podprowadza j do... To gorsze od samobjstwa.
  - Jest wdow. Wedug starego obyczaju ona te umara. Przynajmniej jej serce - potwierdzi zowrogie rozpoznanie.
  - Durga - podszed do niej Mihaly - dlaczego Kriszan si zabi?
  - By zy jak zwykle przed wystpem. Krzycza na mnie, e le gotuj,a to prawda, rzuci we mnie ciapatami, ktre przyniosam. Chopcy ju stali gromad, pomagali mu, lubi, jak go odprowadzaj w radosnym krzyku. Przypomnia sobie, e mao benzyny, poszed po kanister. Wieczko zbiornika byo odkrcone. Chopcy zagldali do rodka. Mniejsi od ciebie. Lizali cukierki na patykach. miali si i ja si miaam. Jeden namawia drugiego, eby wetkn patyk i zmierzy, ile jest benzyny. Bawio go, e ten najmniejszy lepo sucha i bdzie liza cukierka o smaku benzyny. Potem Kriszan ich odsun, chocia on dzieci lubi, bardzo chcia je mie. Dola benzyny i powiedzia do mnie: "Trzeba z tym skoczy". Pooy mi rce na... tutaj - uniosa obandaowan do i wskazaa na ramiona. - Chopcy ju pchali motor, a pniej zamkna si kurtyna. Ja zawsze suchaam ryku motoru i rozumiem jego gos, wiedziaam, kiedy wspina si po cianach w gr i kiedy zaczyna zjeda. Czekaam bez oddechu, modliam si, eby wszystko byo w porzdku. I nagle motor zgas. Nie syszaam, jak run, tylko krzyki ludzi, inne, jak ryk bestii, ktra go poara. Byam taka saba, byam cakiem bez si, jakby wszystka krew ze mnie wsika w ziemi - opowiadaa powolnym, piewnym gosem.
  Recytuje jego mier jak ballad - pomyla Istvan i nagle si zawstydzi, e mg w takiej chwili pamita o sztuce.
  - Pierwsza odchylia kurtyn "ona", bya w biaym sari. Potem wywali si kb chopakw i ludzie, ktrzy go nieli. A ja wiedziaam, e nie yje, bo ona sza przed noszami.
  - Durga "j" widziaa cay czas - dorzucia stara, zdejmujc patelni, zagadaa co po swojemu, zrozumieli, e namawia do jedzenia... Chora przeczco pokiwaa zawinit doni i stara sama zabraa si do ucia cikiego, nie dopieczonego ciasta, ktre polaa syropem trzcinowym.
  - Durga "j" te widziaa - wyszepta zapatrzony Mihaly.
  - Kogo? - spytaa Margit.
  - Swoj umar siostr - odpowiedziaa stara, przekrzywiajc gow jak kot ogryzajcy eb rybi, cmokajc, lizaa koce palcw i wntrze doni, gdzie cieko par kropel lepkiej sodyczy - ona przysza go zabra.
  Istvan potpia siebie za okrutn ciekawo, jak ma i chirurg sondujcy ran, dziwn rado mu sprawiao suchanie tego dwugosu, muzyczny akompaniament zmiennego szumu maszyn do szycia w ssiednim pokoju i mot bijcy na podwrzu w blach, jak pknity dzwon, wiergoty rowerw w dole zmieszane z aosnym, bagalnym, a pozbawionym nadziei nawoywaniem sprzedawcw, kucajcych na skraju chodnika. Syci si tym cierpieniem, jak pokarmem, z ktrego pocznie si wiersz, strofy o indyjskiej wdowie. Wydao mu si, e zosta tu umylnie przyprowadzony, jakby wysza sia wiadoma kadego kroku kazaa odrzuci wszelkie wspczucie, a tylko chon, pamita, by utrwali los tego, ktry zgin, i odchodzc w mrowie Indii mod kobiet. Jeszcze par dni i rozpynie si ona w trzepocie jedwabnych sari, brzku patefonowej muzyki, klepaniu bbna, cho dzi broczy blem utraty.
  - Pooyli go, zdjli skrzane ubranie, szef je zaraz zwin pod pach i zabra. A ja tak bardzo chciaam go w tym ubraniu spali. Kriszan je lubi - wspominaa pgosem. - Motocykl zabrali policjanci, widziaam pogite blachy, czuam, jakby si we mnie amay koci. A Kriszan lea z gow na bok, spoglda ku mnie, prbowaam go poprawi i wtedy poczuam, e ma tutaj - wskazaa omotanymi bandaem palcami na ciemi - cakiem mikkie. I nagle par kropel krwi pocieko mu z jednej dziurki nosa - rozpamitywaa w blu. - Ludzi zbiegao si coraz wicej, trcali mnie w plecy kolanami. Ci z bliska milczeli, inni z tyu krzyczeli, eby ich przepuci. Ale jak tylko zobaczyli, od razu cichli, jak on i ja.
  Maszyny do szycia szumiay, mot bi, kosy dziwiy si gwizdami. Stara kobieta przestaa je i nareszcie moga si ku nim odwrci, przygldaa si Margit natarczywie, jej rudym wosom, biaej plastikowej torebce.
  - Czy Kriszan nie zostawi adnych papierw? - docieka Terey. - Nie mwi ci, jak si nazywa wioska, w ktrej mieli wypadek z krow?
  - Nie - Durga uniosa si zatroskana. - Tam za fotografi jest jego portfel, niech sab zobaczy.
  Stara poderwaa si i niosa mu zaklnity, pociemniay od potu - zachowa ksztat piersi, ktra ju rozsypaa si w popi. W przegrdkach tkwiy stare legitymacje, bilet loteryjny, par kwitw i jakie karteluszki zapisane wykami pisma hindi, zniechcony odoy je na ko. Moe tak lepiej, jestem wolny od pokus, cho gdybym tylko chcia, napisz do gubernatora, podadz. A jeli mam zosta w cieniu, mog pchn Czandr na trop.
  Otrzsn si z obrzydzeniem. Czego szukasz? Chcesz, majc informacj, poczu si bardziej bezpieczny, czy domagasz si sprawiedliwoci? Zostaw j Temu, ktry jednako dosiga bezbronnych, podlegych, maluczkich - nasuno mu si ewangeliczne okrelenie - i monych.
  Sign do kieszeni i wyj zwitek rupii, niewiele tego byo, ale wydao mu si, e powinien zaznaczy bodaj gotowo wsparcia. Margit te dorzucia.
  - Nie, mnie nie trzeba - bronia si Durga.
  - Podzikuj za dobro - upominaa j stara, wsuwajc banknoty w portfel i pooya za fotografi, na lnicym jak przecity ow blaszanym wieku kufra.
  - O jakie papiery ci chodzio? - zapytaa Margit, gdy ju zeszli na podwrze.
  - Nie teraz... Jak odwieziemy maego - spojrza w urzekajce czystoci wietlist due oczy, jakie miewaj angory. - Ale to tylko dla ciebie.
  - Jeeli nie ufasz mi - umiechna si agodnie - nie mw. Bdziesz spokojniejszy. A ja naprawd nie musz wiedzie. Siadaj, Mihaly, koo mnie. Zostawmy pana Tereya samego.
  Trbic nieustannie zjechali w tum rowerzystw, powoli przepychali si ku czerwono wieccej ceglanej bramie dawnego warownego miasta. Wida byo, e jednak Margit dotkno milczenie, bo skrzyowaa rce na oparciu przedniego fotela i zacza opowiada.
  - Byam troch starsza od Mihalya, kiedy u nas wybuchn poar na pastwisku. Nie tylko spony baraki z rzeczami pastuchw, ale i murowany magazyn z nastrzyon wen. Wczgw, ktrzy zaprszyli ogie, zaraz znaleziono, spali w krzakach pijani. Nasi ludzie oszaleli z wciekoci, przywlekli ich i wrzucili w popielisko, gbokie, pene utajonego aru, ywcem upiekli. U nas ludzie twardzi. Nie dziw si, harowali cay rok i zarobek przepad, bo w zebranej wenie kady mia udzia. Ja tego nie widziaam, tylko Stanley, i on kaza mi przysiga na swj n, e dotrzymam tajemnicy. Strasznie si baam, powiedzia, e mi jzyk utnie. To by diabe nie chopak... - uznanie brzmiao w jej gosie. - Mj ojciec nie wiedzia, a ja wiedziaam i dotrzymaam sowa. Dzi tobie pierwszemu o tym mwi.
  - Jak to? - oburzy si. - Nikt nie widzia spalonych cia? Nie byo dochodze?
  - Coroner prowadzi ledztwo, ale robotnicy zgodnie zeznali, e od szopy, gdzie na wenie spao dwch wczgw, zacz si poar. Zaprszyli ogie i sami si spalili, byli winni i sami si ukarali; czego tu szuka?
  - Twarda szkoa, dobrze ci tam wychowali - bysn oczami.
  Nie podjeda pod sam ambasad, na rogu alei wysadzi malca.
  - Mihaly, pamitaj - pooy znaczco palec na ustach.
  Chopiec skin gow ze zrozumieniem.
  - Bye ze mn na lodach.
  Chopiec podkurczy nog i drapn si po ydce.
  - U krawcw peno pche - narzeka z uraz. - Wujek myli, e uda nam si ledztwo, trafimy na trop?
  - Bd mdrym chopcem - gadzia go Margit po powej czuprynie.
  - Wujku, kto zabi Kriszana?
  - Jeszcze nie wiemy, co powie policja, wzili motor do przegldu. Ale wedug mnie to by wypadek, no, nieszczcie. Id ju, uciekaj do domu.
  Chopiec ruszy biegiem, podskakiwa jak kol, roznosia go energia. Nawet si nie obejrza, kiedy ruszyli.
  Wieczr amarantami barwi niebo, sprystymi pirami ogromnych lici lekko chybota powiew. Gdy zatrzymali si przed domem, Istvan dosysza spokojny chlupot wody lejcej si z odkrconego hydrantu, znowu nadchodzia pora sucha i trzeba byo napoi trawniki.
  - Wszystko w porzdku, sab - meldowa czokidar uderzajc bambusem w ziemi, spod oklapego ronda pciennego kapelusza wiecia dobrodusznie umiechnita mongolska twarz. - Sab, ja si eni - wyzna rozradowanym gosem. - Kucharz obieca mi pomc.
  - Uwaaj, eby ci zanadto nie pomaga. Kucharz jest chytry - ostrzega miejc si Terey.
  - Tak, chytry. Nie daj mu pienidzy do rki, razem chodzimy po zakupy na uczt weseln.
  Ledwie weszli w gb domu, w pmrok hallu, mocno obj Margit ramionami i zacz caowa.
  - Zrb wszystko, eby przyjechaa do Delhi. Jeste mi tak potrzebna.
  - Przecie ja te chc. - Tarmosia pieszczotliwie jego krtkie wosy szorstkie jak szczotka.
  - Nawet nie wiesz, co to za rado spotyka ciebie kadego dnia, sysze twj gos. Musisz by blisko.
  - Miej troch rozsdku - w gosie brzmiaa gobia nuta podniecenia.
  - Margit, jestem niespokojny, czuj instynktownie, e... Kucharzu! - krzykn widzc, jak z uchylonych drzwi dyskretnie wysuwa si czarna do odcita biaym mankietem koszuli i siga do kontaktu. Nim zdy go uprzedzi, rozbyso ostre wiato i po suficie przemkny jaszczurki szukajc cienia wielkiej migi nieruchomego wentylatora. Puci Margit troch rozbawiony jego zaskoczeniem.
  - Sucham, sab.
  - Podaj co do zjedzenia, tylko prdko.
  Pereira sta w uchylonych drzwiach, siwiejce wosy opaday kosmykami na czoo, oczy mia pene yczliwego pobaania.
  - Dobra ryba, sos z rodzynkami, saata... - wylicza na palcach, popielatych od wewntrz.
  - Nie gadaj, tylko przyno. Biegiem!
  Kucharz wypatrzy pogodny bysk w jego renicach, nie ba si podniesionego gosu. Ukonem, demonstracyjnie klapic w korytarzu spadajcymi butami, udawa popiech i posuszestwo.
  - Co ci drczy? - spytaa Margit wchodzc do azienki umy rce. - Nie moesz powiedzie?
  - Mog - machn niecierpliwie rk - tylko nie chciaem przy dziecku.
  Opisa jej wypadek z krow i mier chopca, opowiedzia o starciu z ambasadorem. Suchaa czujnie, odruchowo wycierajc donie rcznikiem, cho ju dawno byy suche.
  - Niedobrze - popatrzya zatroskana - jeli myli, e jeste dla niego zagroeniem, bdzie si chcia ciebie pozby z ambasady.
  - E, nie. Przecie Kriszan nie yje. Nie ma wiadka, kto wtedy prowadzi, a jest zeznanie spisane przez policj, e kierowc by Hindus. Sprawa zamknita i ja jej nie tkn. Komu to potrzebne? Nie ja go bd sdzi.
  - Istvan - poruszya kolicie gow w cikim hemie wosw - tak si o ciebie martwi. To nie tylko ciebie dotyczy, ale nas obojga.
  - Wiem - odpowiedzia po dugim milczeniu.
  - Musimy by ostroni, wiat nie jest po naszej stronie. Kto nam pomoe? Paru osobom daaby duo zadowolenia nasza przegrana.
  - O tak. Ale nie damy si rozdzieli - upiera si zarozumiale. - On nie omieli si mnie tkn, za duo wiem.
  - Jeste dziecko, budujesz sobie nieprawdziwy wiat, tak ci wygodniej, ale ten, na ktrym yjemy, jest inny, zawistny i okrutny. Nie bd poet - pooya mu do na ramieniu - przepraszam, bd, zosta sob, ale przeczuwam, e mog przyj trudne chwile.
  Szybkie, niespokojne uderzenia palcw w drzwi, kucharz dyskretnie dawa zna, e nakryte do stou.
  - Tak. I pamitaj o Grace.
  - Dlaczego? - zatrzymaa si, a potem, jakby przenikajc do dna jego milczenie, dobya prawd: - Ona ci kocha?
  - Nie - zaprzeczy gwatownie. - Ona nie kocha ma, bya tylko posuszna. Ona nie ma nikogo.
  - Bdzie miaa dziecko - jakby zazdro brzmiaa w jej gosie.
  Siedli za stoem. Istvan nala soku grejpfrutowego z kostkami lodu. Kucharz sta przy drzwiach skrzyowawszy rce na piersi, spoglda z zadowoleniem swata. Na karcce spojrzenie Tereya znikn w kuchni, zaznacza tam swoj obecno brzkiem patelni, ktr zrzuci na posadzk sprztaczowi do zmywania.
  - Mwia mi Grace, e si rozpakaa, jak ci o tym powiedziaa - zacz.
  - Co moga zrozumie? - skrzywia si. - Za duo si wtedy zbiego. List z Melbourne od ojca, macocha spodziewa si dziecka, jego rado a mnie zakua pod sercem. Uszczliwiona Grace, ktra kadzie rk na brzuchu, ebym sprawdzia, jak mae kopie, i moja sytuacja, no wiesz, jak wtedy byo.
  - Rozumiem.
  - Nic nie rozumiesz, to tylko znaj kobiety, ktre jak ja liczyy dni. aden mczyzna nie wie, co to znaczy tak nasuchiwa wasnego ciaa, prosi je.
  - Przecie moga przyj do mnie.
  - Od razu poczuby si w puapce, osaczony. Nie jestem z tych, co prosz i skoml o wspczucie. Nie zaprzeczaj. Czy mgby pomc? Trzymaby mnie za rk i patrzy, jak pacz? Mogam... niby wszystko mogam, nawet zerwa kontrakt, rzuci chorych i wyjecha do siebie, tam by mi to zaatwili, mam kolegw lekarzy. Zreszt mogam urodzi. Moe si jeszcze na to zdecyduj. No, nie patrz na mnie tak. Powiem ci, masz prawo wiedzie.
  Przyglda jej si czujnie, twarda, uparta rasa, ocenia zarysowane miao brwi, linie podbrdka, otwarte spojrzenie. Bya z rodu kobiet, ktre wiedz, czego chc, ktre staway przy boku swojego mczyzny, gdy wymusza ze strzelb w rku poszanowanie swojej wasnoci, broni swobd osadniczych. Rosa w nim ogromna wdziczno, e mu ulega, e go wybraa. Czu si z ni mocno zwizany. Nie zarys jej ust go wzrusza, dlatego e byy mu dostpne, ale ich zmienny wyraz, bysk wdrujcy po wosach, gdy niecierpliwie nimi potrzsa, bkit oczu czysty, ufny, w ktrym zdaje si kpa jak w grskim potoku.
  - Dlaczego mi wtedy nie zaufaa - szepn z wyrzutem.
  - Bo ciebie waciwie nie znam. Nie wiem, jaki jeste w godzinach prby. Nie wiem, gdzie koczy si moja wyobrania, a zaczynasz ty, prawdziwy, ze swoj przeszoci, ktra odepchnita, skazana na zapomnienie powraca i we snach. S cae obszary twego ycia, wane, skoro mwi o tobie - poeta, dla mnie nieprzeniknione, twoja twrczo, nie krzyw si, powiem skromniej: pisanie, wiersze... Jestem o to wszystko zazdrosna, nie mog ci w tym towarzyszy, pierwsza posucha, jak czytasz. Czy nie mgby pisa po angielsku, przecie mwisz swobodnie, poprawnie.
  - Susznie powiedziaa: poprawnie. Oczywicie, mgbym pisa po angielsku, jednak zawsze byoby to tumaczenie z wgierskiego. Jestem skazany na ten jzyk, w nim nazywaem traw pod stopami i gwiazdy nad gow, wiem, e to jzyk maego narodu, e mnie odgradza od wiata, ale jest mj, czuj kade drgnienie, wszystko w nim wyra i mam pewno, e nieomylnie nawet do ciebie przemawiam w chwilach najwikszego zjednoczenia.
  - Mylisz si - zmruya oczy kpico. - O ile zdoaam zapamita, szepczesz do mnie po angielsku... I to bardzo adne sowa.
  - Odruchowo tumaczyem - przyzna zawstydzony.
  - Tumaczye - zamylia si, dotykajc doni warg. - Jeli tego ani ja, ani ty nie zauwaye, przysigam, e i bariera jzyka moe by przekroczona, moe znikn. Tylko musisz naprawd chcie, nie zamyka si, nie kry przede mn. Och, Istvan, jak ja byabym szczliwa, gdybym zobaczya twoje wiersze wydrukowane choby w "Indian Ilustrated Weekly".
  Udzielia mu si jej rado.
  - Obiecuj, sprbuj sam przeoy, ale musisz mi pomc, przeczyta, spojrze niechtnym okiem redaktora.
  - Nawet nie wiesz, jaka to dla mnie bdzie wielka chwila - podniosa si uszczliwiona - krok bliej ciebie.
  Wrcili do gabinetu, rozsiedli si wygodnie w fotelach. wiato lampy padao na gow kamienn, wygadzony kamie zdawa si sennie umiecha. Istvan przypomnia sobie Czandr, niepokojc rozmow, grymas pychy na suchej, gadkiej twarzy, kiedy mu wrcza podarek - "trzeba zdoby si na odwag i powiedzie: ja jestem bogiem"... Ciekawe, co go dosignie. Jedyny naprawd zy czowiek, jakiego tu spotkaem. Czowiek, ktry - jak szyderstwo - stara si robi ludziom dobrze. On chce by zy, gdy inni wiedz, e bdz, szamocz si, cierpi i auj.
  Spojrza na Margit, wosy miaa prawie czarne w pmroku, tylko donie uoone zmczonym gestem wyglday jak z ciemnego zota. W niej nie ma waha, jest szczliwa, mimo e wiadomie podejmuje ryzyko. Liczy na mnie.
  - Wiesz, czego tu brakuje? - potoczya oczami po cianach. - Zegara. Duego zegara, ktry by gada, gdera. U nas w domu stoi w hallu stary zegar w ksztacie kobiety, pod drewnianym kapeluszem zamiast twarzy ma tarcz. Nie miej si, ja wiem, e to wyjtkowe paskudztwo, cho antyk, przez pradziadka zupiony z jakiego holenderskiego brygu, jednak dopiero suchajc jego niespiesznego tykania rozkoszujesz si cisz wieczoru. Zreszt posuchasz i sam si przekonasz.
  - Jeste pewna?
  Potwierdzia opuszczeniem powiek.
  - Dobrze mi - splota donie na karku, drobne jej piersi zanurzyy si w blask, nasuchiwaa dalekiego brzku cykad za oknem. - Nie chce mi si nigdzie odchodzi, adnej twarzy oglda. Wypoczywam, zapominam o chorych, zabiegach, sporach z Connoly'm, taki spokj.
  - Wanie o tym samym mylaem.
  - Za par dni przyjad na stae do Delhi, musimy si zastanowi, gdzie bd mieszkaa.
  - Moe by u mnie.
  - Bd rozsdny. Chc mie dla siebie pokj, chyba w hotelu Danpath, najwygodniej, niekrpujco... I tak tu bd, czemu jeste uraony? A gdybym chciaa spotka si z kim z Instytutu Oftalmologicznego albo przyjedzie profesor i gdzie ma mnie szuka? U ciebie? A Grace? I tak bdzie za, e u niej si nie zatrzymaam, bo ona mnie do Indii zwabia.
  - Wolabym... - zacz, uwanie zapalajc papierosa.
  - Ja te - przerwaa - zapamitam sobie dwudziesty trzeci padziernika, od dzi zaczynamy liczy nasze dni, bdziemy razem. Wyjedam na krtko, zabieram rzeczy i wracam.
  - Moe bym ci odwiz?
  - Nie. I tak za duo krcie si ze mn po Agrze. Co ty mylisz, e w Delhi o nas nie wiedz? Trzy godziny autem to nie s odlegoci dla plotek. Jake ja si ciesz na te wieczory, kiedy bdziemy siedzieli naprzeciw siebie. Moesz nawet czyta gazet. Bd przygotowywaa wykad, a co oczy podnios, zobacz, e jeste. Niewiele mi do szczcia potrzeba. A przed nami duga noc, i wcale nie bdziemy si spieszy, eby i spa.
  Smuke nogi, obnaone kolana, kiedy si przecigaa, budziy w nim bezmiar czuoci.
  Zastukay czyje palce przebiegajc po drzwiach.
  - Wej! - zawoa.
  Jednak nikt nie wchodzi, tylko przez drzwi dosyszeli gos kucharza:
  - Telefon, sab.
  Otworzy, nikogo w mroku nie byo, spojrza pytajco na Margit, niepewny, czy nie uleg zudzeniu.
  - Nie sysz dzwonka - potwierdzia.
  - Sab - odezwa si z korytarza kucharz - telefon dugo dzwoni, wic zdjem suchawk. Pan Nagar upiera si, e pilne.
  Jednym skokiem dopad telefonu.
  - Hallo, tu Terey.
  Od razu usysza pene podniecenia, spiesznie wyrzucane zdania:
  - Przyjedaj natychmiast! Id takie depesze, e mi parz palce! Ty ju powiniene by!
  - Powiedz w dwu sowach - krzykn peen niepokoju.
  - Powstanie w Budapeszcie. Nadaj wszystkie zachodnie agencje, nie adna bujda, tylko regularne powstanie. Nie wierzysz? Wcz radio, zaraz bdzie dziennik z Delhi, musz co poda... Ale u mnie z pierwszej rki. No, co? Terey, zamurowao ci?
  - Ju jad.
  Sta jak poraony bez tchu. Jeszcze trzyma w rku suchawk. Zaczo si, Wgry, stolica... Czu chd na twarzy jak miertelne tchnienie nieznanych jeszcze wydarze.
  Chopcy, Ilona... Co z nimi bdzie?
  Margit na wp leaa z dugimi nogami w zotawym blasku lampy, twarz nakrywa cie.
  Podszed do niej, zanurzy usta w lekko pachnce wosy, suchy, rudawy oprzd.
  - Musz zaraz jecha.
  Zwina si, pochwycia jego rk i przycisna do policzka. Tak samo ona egnaa Kriszana - przemkno mu.
  - Zaczekam, nie bd si kada. Poczytam - mwia spokojnie.
  - Mog wrci bardzo pno.
  Teraz dopiero uderzy j twardy ton gosu, uniosa oczy.
  - Co zego?
  - Rozruchy w Budapeszcie. Dzwoni szef "Agence France Presse".
  - Jad z tob. Zaczekam w aucie - zerwaa si, ale pooy jej donie na ramionach, osadzi w fotelu.
  - Nie. Zosta.
  Poczua nagle, e odgrodzi si, wyznaczy, dokd moe towarzyszy. Skulia si.
  - Bd czekaa - powiedziaa z uporem. - Nawet do rana. Jed ju.
  Wybieg z pokoju, nawet drzwi za sob nie zamkn. Posyszaa warkot, odblask wiate austina przesun si po cianach ssiedniej willi. Suchaa grania motoru, pki nie ucich. Podesza do biurka, wczya radio.
  Delhi nadawao jaki program w hindi, niezrozumiay potok sw, pomylaa, e byaby rwnie gucha wobec komunikatw wgierskich. Wdrujc po skali trafia na Kalkut. Angielski - odetchna z ulg.
  - "Rozruchy, ktre dzi w poudnie wybuchy w stolicy Wgier, przybieraj na sile. Zaczy si od wiecw akademickich, demonstracji robotnikw, a kocz samosdami, rozbrajaniem policji i zdobywaniem gmachw rzdowych. Doszo do wymiany strzaw z garnizonami sowieckimi, rozlokowanymi na podstawie Ukadu Warszawskiego. Dzi w Budapeszcie kolportowano ulotki z przemwieniem Gomuki na wiecu w Warszawie. Wgry znalazy si w centrum zainteresowania opinii wiatowej..." - Dalej spiker wylicza protesty w zwizku z porwaniem piciu czoowych osobistoci Frontu Wyzwolenia Algieru, ktrych pilot wyda Francuzom, ldujc na wojskowym lotnisku. Zostali odwoani z Parya ambasadorowie Maroka i Tunezji. Ostry list krla Jordanii i Nasera.
  To jej nie interesowao. Staa zgnbiona, z domi zanurzonymi w blask lampy, dopiero teraz poja wag komunikatu. Zacza gorczkowo owi wiadomoci, syszaa zmieszany gwar mnstwa jzykw i czsto powtarzao si sowo - Budapeszt - na ktrego dwik, jak od mrozu, tay jej policzki.
  Nie dam ciebie - wspara si z caej siy na krawdzi biurka - nie zabierzecie mi go.
  Wodzia wskazwk po skali dobywajc chrapliwe, popieszne zdania wykrzykiwane po arabsku, nosowe gosy azjatyckich stacji, jakby niecierpliwe struny przebiera, patetyczne kadencje portugalskie z Goa. Zdawao jej si, e ludzko ma torsje, cinita za trzewia obrcz trwogi, pojmuje rytm przyczyn i skutkw prowadzcych do...
  Jak rasowy ko przed biegiem czua napicie w miniach, wiedziaa, e czeka j prba, i nagle dostrzega swoj wielk, niepowtarzaln szans - bd go miaa, bd - przygryza wargi. Zbudzia si nadzieja, e caa przeszo Istvana zostanie przekrelona, nie bdzie mia gdzie i do kogo wrci, osidzie na tym brzegu, sam, rozbitek wydarty ywioom, ze straszliw wolnoci, jak daje nieposiadanie niczego. Zerw si wszystkie wizy z tym nieznanym miastem-rywalem. I wtedy moe wkroczy, wnoszc wraz z mioci niby posag - kontynent australijski, na ktrym bdzie y, jzyk, w ktrym zacznie tworzy, pienidze i stosunki, ktre go wyzwol od poczucia obcoci, aski, darowizny. Musi sta si obywatelem naszego wiata, od razu by kim, kto si liczy, musi poczu, e jest u siebie.
  Niebieskie smugi dymu wiy si w blasku lampy, kamienna gowa spogldaa lep usk szeroko otwartych oczu z cieniem umiechu, ktry zdawa si mwi o znikomoci tego, co czowiek pragnie posi, czym wada i co sobie stawia za cel podboju. Nasza j nienawi do tego utrconego kawaka posgu, bo wydao si, e drwi, wie, co j czeka, i ju si nad nimi lituje.
  Przed will Nagara stao kilka aut. Kiedy wysiada, jedno wanie ruszyo, pozna korespondenta Tanjuga, lubili si, Istvan by pewny, e tamten dostrzegszy go przystanie bodaj na chwil rozmowy, jednak Jugosowianin ograniczy si do pozdrowienia. Twarz mia bez umiechu, skupion.
  - Piekielny partyzant - zoci si Istvan, gdy auto skowyczc oponami zawracao na szosie.
  Min legaw, aciat suk, ktra na powitanie stukna par razy ogonem w podog i uraona, e jej nie pogaska, dwigna si, czapic za nim.
  - Jeste wreszcie - drobnymi kroczkami podbieg do niego Nagar, chwyci lew rk za rami i trzs, wykrzykujc z przejcia, w prawej ciska pozwijane tamy wydarte z dalekopisu. - Alecie tam nabroili, twoi Wgrzy powariowali, mog sobie strzela, ale po co zaraz pali muzeum, ja pamitam, jaki tam by wspaniay Bruegel z "Ukrzyowaniem", jakie Holendry! Diabli wiedz, co zostao... Do okien mona strzela, do ludzi, bo ich jest do, ale nie obrazy pali.
  - Mw, co si stao?
  - To si nie stao, to si dzieje - krzykn podniecony, drepta w miejscu jak dziecko, ktre przypiera potrzeba, a nie chce porzuci zabawy. Terey byby go zapa za kark, potrzsn jak krlikiem, byle wydoby prawd.
  Dla Nagara to byy tylko wiadomoci, pawi si w dziennikarskim ywiole, dowiadywa si w Delhi jeden z pierwszych, mg imponowa, zadziwia.
  - Dzi wielki wiec pod pomnikiem Bema. Kto to, u diaba? Dlaczego wanie tam?
  - Genera z powstania, Polak.
  - Z jakiego znw powstania?
  - W czterdziestym smym.
  - W czterdziestym smym byem na Wgrzech, nie syszaem o adnym powstaniu.
  - Zlituj si, w tysic osiemset czterdziestym smym. Przeszo sto lat temu.
  - Z kim on si bi?
  - Z Austriakami i z wojskiem przysanym przez cara - tumaczy w udrce, prbujc wysmykn mu tamy z depeszami, ktre tamten kry za siebie.
  - Z Rosjanami! - triumfowa tamten. - Nareszcie rozumiem. Po stu latach wy jeszcze o tym pamitacie.
  - Maurice, ja mam rodzin w Budapeszcie.
  - Dobrze, suchaj - spowania, ale tamy nie puszcza, chcia mie przyjemno opowiedzenia wszystkiego samemu - prbowali tum rozpdzi, policja strzelaa. Ger mia nieszczcie wystpi z mow, i wtedy zaczy si rozruchy.
  - Grozi? Co powiedzia?
  - Nawet rozsdne rzeczy, eby siedzieli spokojnie i nie haasowali, bo ich pozamyka. Ale jak nie moe tego zrobi, to po co gada? Zamyka i sza. A jak nie mona, to samemu trzeba siedzie cicho i nie drani ludzi. Jak oni zdobyli bro, uderzyli na radiostacj, wtedy ju woali nie na ulicy, ale na cay kraj. Opanowali komitet stoeczny partii, awosze si bronili, ale ich wybili do nogi. Tum, bestia rozarta, nie przebiera, krew uderza do gowy. Jest bezlitosny.
  - A wojsko?
  - onierze dali si rozbraja lub poszli z ulic. Ger straszy Rosjanami, on ich wezwa na pomoc.
  - Rzd opanowa sytuacj? - Istvan przejty zgarnia komunikaty, jakby nie wierzy Nagarowi.
  - Masz tu, czytaj hasa, jakie wypisuj na murach: farkasa x pod sd x wszystkich x winiw x politycznych x uwolni x usun rakosiego x z partii x zwoa x plenum x komitetu x centralnego x ujawni x umowy x handlowe x rozpatrzy x plan x inwestycji x. - Nawet skromne dania... - doda drwico.
  - Monsieur Nagar - wychyli si pomocnik Hindus - prosi pana do telefonu naczelny "Hindustan Standard".
  - Wszyscy si do mnie pchaj jak do rebego. Nagar powinien wiedzie i Nagar wie - wykrzykiwa podniecony. - Masz, czytaj, czytaj - wpycha mu reszt depesz zgarnitych ze stou. - Cay wiat nastawia ucha, co w Budapeszcie.
  Ogromny ciar kad mu si na ramiona, przeczuwa straszn grob, wiedzia, co nios wydarzenia. Jeli Zachd przechwyci okazj... Przez Austri mieliby blisko. Wojna domowa... Wstrzsn nim dygot, jakby od grzmotu przelewajcych si czogw. Wojna domowa. A moe wszystko potoczy si jak w Polsce? Ger i Rakosi musz ustpi. Oczyci si aparat, ukarze winnych naduy i bezprawia. Moe to wszystko obrci si jeszcze na dobre? Na ulicach Budapesztu strzelanina. Na ktrych? Dzieci, ona o dwie przecznice od komitetu miejskiego.
  - Tak - sycha piskliwy gos Nagara. - Tak, walki wybuchy prawie jednoczenie w Gyr i Miszkolcu, powstanie objo cae Wgry, tak, mam potwierdzenia.
  Do wciekoci doprowadzao go rozradowanie dziennikarza. On si cieszy, tam ludzie gin, leje si nasza krew.
  Siedzia trzymajc midzy rozchylonymi kolanami w zwieszonych rkach wstgi komunikatw, krtkie, osche zdania. Ju prawie zna je na pami. Trompette podesza ospale, stukajc pazurami, i pooya mu ciki eb na udzie. Patrzya uniesionym tawym okiem w oczekiwaniu, e j podrapie za uchem.
  - Odejd! - Dopiero na brzmienie wasnego gosu drgn, odezwa si do psa po wgiersku. Nie, nic si im nie stanie - zacisn pici - Geza i Sandor to rozsdni chopcy. Ilona ich nie puci w taki czas na ulic... Trudno ich bdzie utrzyma. Stukanie palby karabinowej to porywajca muzyka dla chopicych uszu, potrafi ich wywabi... Dzika, rca ciekawo: zobaczy, gdzie strzelaj. Serie z automatw. Mia w uszach gwizdy, kocie miauczenie pocisku odbitego od bruku, zanikajce w tumanie rozwleczonym znad Dunaju. A drzewa w parkach s pene czerwieni i ci. Pachnie ziemia przysypana limi, ostra, fermentujca wo zmieszana z kwanym odorem eksplozji i dawicym dymem dalekich poarw. Jake j zna stamtd, z frontu nad Dnieprem, a pniej z zimowych walk, gdy zaciska si piercie radzieckiej ofensywy wok odcitej stolicy. Oni nie usiedz w domu. - Sandor... Geza... - szepcze z gardem cinitym od lku, a suka spoglda aosnym okiem i nie przygarnita yczliw rk, westchnwszy po ludzku, pena urazy, odchodzi, by si ogrza przy wygasajcym kominku.
  - Ciko, Terey - syszy za sob gos, odwraca gow. W drzwiach stoi Trojanowski i tgi, ysiejcy blondyn z T$A$S$S'a.
  Podaj rce bez sowa, jest w mskim ucisku co ze wspczucia i pocieszenia, zapewniaj, e s z nim i dziel jego obawy.
  Istvan odwraca od nich twarz, lka si sondujcych spojrze. Przyklkn, dorzuci polano pachnce cierpko, rozgrzebywa popi. Kute z elaza szczypce zadzwoniy o kamienie, a si wzdrygn. Dmucha cierpliwie, jakby mu bardzo zaleao na wskrzeszeniu pierwszych pomykw.
  - Macie tam bliskich? - pochyla si nad nim Misza Kondratiuk.
  - Najbliszych.
  - Istvan, to musiao przyj. Sam wiesz, to burza, ktra oczyszcza - pociesza Trojanowski. - U nas przed paroma dniami te wygldao, e krew si poleje, byli tacy, co robotnikom wciskali bro do rki i szczuli na Rosjan, ale instynkt pastwowy zwyciy... Zobaczysz, wszystko si jeszcze uoy. Bd spokojny, twoim nic nie grozi, to nie jest wojna z dziemi i kobietami.
  - Ja was rozumiem, towarzyszu Terey - zaspi si Kondratiuk - za niesprawiedliwo, za zbrodnie wystarczyoby odda winnych pod sd. Stalin nie lubi wybitnych dziaaczy, wola profosw. Tych trzeba przegna, ale jeeli zaczniecie omota w wielki bben i ogasza wit wojn z socjalizmem...
  Istvan czujnie podnis oczy, prbowa go przenikn. Czyby co wicej wiedzia?
  - Na razie nic takiego nie ma - achn si Trojanowski - wicej wrb i biada ni przewidywa. Ale Zachd podniesie gwat, bo to okazja do wbijania klinw... Zobaczysz, jutro zaczn was poucza - zwrci si do Tereya. - My ju to mamy za sob, my to znamy.
  - Chtni do podszczuwania zawsze wylez - przyzna Misza - ale wszystko zaley od tego, jak zachowaj si Wgrzy, czy was nie pocignie polityczna awantura.
  - Wszystko zaley od postawy Rosjan - broni si przed odpowiedzialnoci Istvan.
  - A ja wam mwi, e najwaniejsze, co zrobi Zachd - zawoa Nagar, syszc koniec rozmowy. - Moe namci, stworzy tak sytuacj, e ktra strona zacznie si spieszy. I wtedy bdzie le... Gdyby to bya tylko walka o wadz... Cicho! - pomacha uspokajajc wzburzonego Tereya. - Ja wiem, sprawiedliwo, wolno, suwerenno, hasa na wynos, wane, kto bdzie rzdzi. Wy bycie poszumieli, postrzelali sobie, jednych zamkn, inni zwiej, jako tam by si dao zrobi porzdek. Nawet gdyby to by konflikt Rosjanie - Wgrzy, te znalazoby si wyjcie, bo to w kocu sprawa wewntrzna, jak wy to nazywacie - obz pokoju. Jak obz, musi by porzdek - zachichota. - Ale kiedy w gr wejd inne siy, z zewntrz... Na razie do Komitetu dobrali Nagya, tego filozofa Lukacsa i Kadara, premierem zosta Nagy. Jaki on jest? Da sobie rad?
  - Przez ostatnie lata by odsunity od wpyww - zastanawia si Istvan. - Rakosi wyrzuci go z partii.
  - Dlatego ulica go popiera. Jasne, licz, e jest inny od tamtych - rozwaa Trojanowski. - Wi z nim nadzieje.
  - Jest inny. Czowiek z sercem - dorzuci Terey.
  - Niedobrze - pokrci ptasi gwk Nagar. - Tam trzeba mzgu, zimnej kalkulacji, eby si nie da ponie nastrojom. W polityce trzeba myle gow i odkiem, a najmniej angaowa w ni serce, serce nie jest dobrym doradc.
  W drzwiach znowu pokaza si Hindus, z szyj owizan wenianym szalem, dla niego noc bya chodna, z drzwi otwartych na ogrd cigno agodnym spokojem jesieni.
  - Co nowego? - poderwa si Nagar.
  - Znowu pana prosz do telefonu.
  - Co za noc - zatar rce gestem mapki uskajcej ziarnka z kosa ryowego - cay wiat nie pi, nasuchuje, co w Budapeszcie. A tam strzelanina!
  - Spodziewa si pan nowych depesz? - zapyta Trojanowski Hindusa, grzejcego donie nad arwk, z ktrej zdj abaur, krew w nich przewiecaa rowo i rysowa si wyranie ciemny ukad kostek.
  - Bd czuwa, jednak nie spodziewam si niczego przed szst rano. Radio Delhi nadaje pierwszy dziennik o pitej trzydzieci, nie przybdzie informacji, ale ciekawi jestemy komentarza, zaczn si midzynarodowe naciski.
  - Tak - Misza patrzy ze smutkiem na Tereya - dla was wolno, sprawiedliwo, poryw patriotyczny, a dla innych karta w grze, ktr mona przechwyci, zacz now licytacj.
  Trompette zaniepokojona ruchem wstajcych opucia pysk na przednie apy i ziewna szeroko.
  - Nie ma na co czeka - egna si Trojanowski. - Idziemy, Terey, musisz si par godzin przespa.
  - Dochodzi dwunasta - podsun mu zegarek Misza. Jego "spokojnoj noczi" zabrzmiao jak mimowolna zoliwo.
  Wychodzili, suka odprowadzia ich tylko do progu i wszc z uniesionym pyskiem aromaty jesienne, zraona chodem rosy, zawrcia pod st.
  - Kady pyta, czy to prawda, e Wgrzy bij si z Rosjanami - Nagar nalewa whisky. - Jest w tym jaka paskudna ciekawo... Czy to moliwe? Przecie to byaby walka bez szans. Czy was kto podtrzyma, wesprze? Czy konflikt si nie poszerzy? Pij, Istvan, ty wiesz, e ja rzadko namawiam, ale dzi wdka dobrze ci zrobi. Pochodniao jako, a spa si jeszcze nie chce.
  Z ogrodu dolatywao aosne zawodzenie szakali, jakby zanosio si paczem podrzucone niemowl. Trompette ruszya bem udajc, e nie syszy, sapaa z pyskiem uoonym na przedniej apie.
  Istvan zatrzyma uniesion szklaneczk z bursztynowym pynem, pachncym drodow fermentacj.
  - Czy tam naprawd si bij?
  - Waciwie nie. Byo par star. Spalono czogi butelkami z benzyn, wic si oddziay cofny na przedmiecia, stoj w pogotowiu. Nowy premier Nagy obieca przeprowadzi rozmowy, eby cakiem opuciy stolic. Powstacy twierdz, e obecno Rosjan nie uspokaja, drani; przypomina si wojna.
  - Dawne czasy. Jedenacie lat temu, kto by o tym myla - pocign whisky Terey.
  - A gdzie ty by wtedy?
  - Broniem Budapesztu, byem ranny.
  - Razem z Niemcami?
  Istvan skin gow.
  - No widzisz. No, sam widzisz - zafrasowa si Nagar. - Takich jak ty s tysice. Pamitaj, to w nich tkwi. Dobrze, e jeste tutaj. Ju byby strzela.
  - Nie.
  - Tak si mwi - sapn z powtpiewaniem. - A mnie si zdaje, e by strzela. Wierz mi, atwiej strzela, ni myle.
  - Nie, nie.
  - Co nie?
  - Ja do Rosjan wicej nie bd strzela.
  Nagar sondowa, jakby prowadzi ledztwo.
  - Przecie oni si do was wpakowali.
  - Nie tak dawno mymy si wdarli do nich. Ja sam prawie dwa lata byem na froncie na Ukrainie. Pony wioski... Piekielna zima, mrz dochodzi do czterdziestu stopni. Spali chaup to wyrok mierci na chopki, ktre wypdzalimy w nieg. Widziaem w czasie odwrotu skulone, stae postacie w zaspach. Moi onierze rozstrzeliwali partyzantw, zreszt, kto wie, kim byli ci schwytani. Nie podawaem komendy - pal dlatego tylko, e miaem p litra liwowicy i wykupiem si. Z plutonem na egzekucj poszed kolega. Wiesz, za co mu paciem liwowic? Nie za adne sumienie, tylko za to, e nie mia ochoty na taki mrz wyazi z chaupy. Matka z pacierzem wpoia we mnie, e za win musi by kara, a jeli jej nie ma, dryj, bo co gorszego przyszo ci gotuje. Jak jeszcze nie ma kary, sam j sobie wymierz, pokutuj. Kocha Wgry... Czy mylisz, e to znaczy zamyka oczy na nasz przeszo? Ja jestem jednym z winnych, dlatego si lkam.
  Nagar gadzi obu rkami szklank, ktr wspar na kocistym kolanie.
  - To ju s mistycyzmy, podjeda mi to Indiami. No, wic przypumy, mj sprawiedliwy, ty by nie strzela. Ale do ciebie by strzelano. Niestety, historia nie szuka winnych i lubi odpowiedzialno zbiorow, a czasem wnuki pac za fantazj i pych dziadkw. Tak, tak to ju jest - zamruga bezrzsymi powiekami.
  - Mylisz, e jest nadzieja? - Terey wycign do niego rk bagalnie.
  - Cicho, zawsze jest nadzieja. To, co przed nami, jest tylko nadziej. Przepij si Istvan, jak ci radzi stary, mdry - tu zawaha si na moment i powiedzia umiechajc si przepraszajco duymi oczami, jakby zaczerwienionymi od paczu - Francuz. Nic ju nie wymylimy. Tam te jest noc. Trzeba czeka.
  Istvan jednym haustem wychyli szklank, w wietle goej arwki, ustawionej nisko, grube cienie wodziy si po cianach i suficie, rozrastay si rogi ustrzelonych antylop i podobny do pnia ogryzionego przez rzek wyamywa si z muru eb nosoroca.
  - Prosz ci - zacz, ale tamten zatrzepota uniesionymi rkami.
  - Ja wiem, co znaczy rodzina, cho zostaem sam na calutkim wiecie. Bd pamita. Zadzwoni. Dobre czy ze.
  Cikie kroki Istvana zastukay na pytach chodnika, ociekajce wilgoci krzewy tumiy echo.
  Wystygy austin dugo nie chcia zapali, wreszcie motor warkn. Zasza par szyba pakaa ciekajcymi powoli kroplami. Uruchomi wycieraczki. Prowadzi wz jak automat. Tkwio w nim rozpierajce blem, cigle jeszcze niepojte, pene lku zdumienie - jak to? Walki na ulicach Budapesztu, w Budapeszcie si pali?
  W blasku reflektorw zobaczy par nagich, chudych, obnaonych staruchw, z cienkimi prtami w rku. Z szeroko otwartymi oczami pchali si w wiato. Kiedy nacisn klakson, zatrzymali si i wycignli przed siebie bambusy jak czuki owada. Wtedy dopiero poj, e ma przed sob lepcw.
  Wielkie turbany rozdymay im gowy, dugie pasma materii pogrubiay okutane szyje, obnaone nogi jak nie dopalone patyki. Gdzie ich widziaem? Wyania mu si, jak ogldany we nie, obraz praczy dwigajcych na gowach toboy z brudn bielizn, malowany przez Kanvala, w aosny podarek dla Grace w wieczr weselny. lepcy... Id skro nocy, ktra dla nich trwa wiecznie. Zatrzyma si, a oni utracili czujn martwot owadw, dziurawili bia strug reflektora cieniami lasek, ruszyli przed siebie, namacali auto i ominli, niemal odczuwa,jak wodz domi po dygoczcych, mokrych od rosy blachach.
  Margit. Przez tyle godzin nawet o niej nie wspomnia. Nie byo jej. Przepada. Przecie j kocham, upewnia siebie, jednak mu nage odepchnicie dokuczao, sprawiao bl. Jak mogem o niej zapomnie. Dopiero ci lepcy...
  A jednak myl, e na niego czeka, e trzeba bdzie opowiada, powtarza, niecierpliwia, wola by sam.
  Zostawi wz przed furt. Nie chciao mu si podnosi aluzji w garau. Z dala widzia te wiato w oknie swego pokoju majaczce przez zason. Mia niejasne poczucie winy, e czuwanie Margit go niecierpliwi.
  Wchodzc w mroczn grot werandy potrci jakie ciao. Wzdrygn si, szuka po kieszeniach, wreszcie znalaz zapaki. W rowym pomyku zamajaczyy skulone postacie lece na matach. Po kapeluszu zacinitym w pici pozna czokidara, ktry przez sen opiekuczo przygarnia szczup jak dziecko dziewczyn, okrywaa ich splecione ciaa gruba, buraczkowa nepalska derka.
  Miosny gest brunatnej rki zdawa si oskara Istvana.
  Dojrza mroczne lnienie dugich spltanych wosw i ju zapaka czerwonym, zgitym prcikiem dopalaa si w doni.
  Po omacku brn ku drzwiom, odchyliwszy je troch, na ile pozwalay warujce na progu ciaa, wcisn si do wntrza. Szed na jasn kling wiata, widocznego pod drzwiami pokoju.
  Margit spaa jak dziecko, z obu stulonymi domi schowanymi pod policzek. Zsun buty, porusza si po rudym dywanie bezszelestnie. Zgasi zapalone radio, w ktrym pulsowao rozproszone, wabice si popiskiwanie krtkofalwek. Wzruszya go popielniczka pena poamanych, zgaszonych papierosw z czerwonymi ladami kredki. Mczya si niespokojna, czekaa.
  Sign po mikki pled, zoony na skraju tapczana, i przykry j, jakby spycha w jeszcze wikszy mrok. Dosysza lekkie westchnienie, ale si nie ockna, by jej prawdziwie wdziczny.
  Chcia zapali papierosa, jednak odoy pudeko, trzask zapaki mgby j obudzi. Siedzia w tpej zadumie, wstrzsany dreszczami znuenia.
  Chyba chopcy take usnli, moe nie ma wielkiego niebezpieczestwa? Czy wadza moe si wymkn z rk tak z godziny na godzin? Przecie s tam ludzie, ktrzy myl, nie pjd na adn awantur. Ju nie chodzi o ycie jednego czy nawet stu ludzi, ale o byt narodu, o cay dorobek przemian, ktre tyle nas kosztoway... Wyzwolenie - powracao w nim gorzko - wyzwolenie, ale jeszcze trzeba lat, eby zapomnie o tym, co przeszlimy. Jeszcze raz przyzywamy gromy na wasn gow... Trzeba dyskutowa, oskara, woa o stryczek, samemu wlec winnych za kark i pcha pod mur, byle w zamcie gniewnie wymierzanej sprawiedliwoci, podobnym do zemsty, skaonym lep nienawici, jtrzcym poczuciem doznanych krzywd nie zatraci nadrzdnego dobra narodu, nie doprowadzi do zagroenia samej republiki.
  Kto si odway stan naprzeciw ulicy, w ktrej hucz okrzyki pene witego oburzenia, i nakae milczenie, wyda rozkazy zdolne porwa za sob tych, ktrzy w szale gotowi zabija i niszczy, cho wierz, e wywaaj bramy dla wolnoci? Jak lepy ywio zamieni w rozumn si, ktra przez lata cae bdzie suya rozwojowi?
  W zamyleniu u ustnik niezapalonego papierosa. Jutro nadejd jakie depesze, przecie w takiej chwili ministerstwo nie zapomni o ambasadach. Moe si uda zdoby poczenie telefoniczne. Usysze gosy chopcw, nakaza, eby suchali matki. Grozi i obiecywa... Niech si nie ruszaj z domu, czy lepiej niech jad do babki, uciekaj z Budapesztu? Nawet nie wiem, co si dzieje w naszej dzielnicy. Gdzie doszo do walk? Co spono oprcz muzeum? W komunikatach nie wymienia si spalonych domw.
  Domy, zasobne wntrza, starzyzna mebli wiedeskiej secesji, portrety szpakowatych opoi, z zadzierzystym wsem, kredensy pene serwisw, ktre si par razy do roku uywa... Trzeszczy pod butami stara minieska porcelana, wiec zielone drzazgi rozbitych szyb, kaki wya z foteli poprutych odamkiem granatu, liskie, suche osypywanie si grubych kartonw fotografii z oprawnego w spowiay plusz albumu rodzinnego. Twarze dawno umarych trwalsze od tych, co wczoraj jeszcze yli, a dzi jednocz si z ziemi ich odczowieczone ksztaty wprasowane tonami stali, gsienic czogu w ceglane rumowisko. Zwoki dzieci, kobiet, obnaone bezwstydnie w zmitych resztkach odziey, strzpach, poskrcane jak puste strki, ona z naciekami laku, dobyte nadmiarem wiata walcym przez wielkie dziury w cianach wybite ogniem artylerii. Kto zacz bandaowa rany, ale porzuci opatrunki, bo zasypiali, bezwadnie przelewajc si przez podtrzymujce ich ramiona. Cega pod uchem lub tom Jokaya wystarczyy do ostatniego spoczynku. Trzciny z grudami tynku wisz z sufitu. Lustro nietknite, lepe jak kaua cita pierwszym lodem, odbija martw pustk rozbitego mieszkania.
  Czoga si z pancerfaustem na balkon, z ktrego podmuch eksplozji zepchn zmit krat balustrady, w dole przez smugi dymw wida liski od rosy bruk, drgaj zerwane tramwajowe druty sigajce ziemi. Syszy dalekie chrapliwe komendy niemieckie. Wypalone ruiny, wyjedzony ogniem rudy wrak auta, koa tkwi w czarnych kauach roztopionych opon. Daleko sycha wypruwane serie z automatw. Wntrze ulicy wypenia swd tlcych si szmat, wosw, cia w zawalonych kamienicach, niewidoczny dla oka, a dranicy jak pajczyna na twarzy, odr wojny.
  - Nie, nie - ebrze zasaniajc oczy rkami - oby tylko uchroni to miasto od zagady. O, jak ja nienawidz wojny. Jake nienawidz tych, ktrzy ku niej popychaj.
  Pod opuszczonymi powiekami czuje pulsowanie poaru, grzywiasty ogie wychyla si z okna kamienicy, huczy, wyera dom od rodka z niesyt gwatownoci.
  Przeklty czas suby cudzym podbojom tkwi w nim mocno, zepchnite w niepami obrazy korzystaj z pierwszej saboci, eby pojawi si zowrog wizj, straszy we snach. To byo, byo. Wojna w nim i milionach ludzi jak mroczny osad jeszcze po latach nasczaa pami jadami.
  Wcisn koce palcw w zamknite powieki do promienistego blu, jakby chcia zetrze napr zowrogich zwidze, pochyli gow i opar czoo na szerokiej porczy fotela. Oddycha gboko znajom woni, obficie nasiknit dymem z papierosw i sodkawym zapachem flitu.
  Tatulku - gos rozpaczliwy syna zabrzmia tak blisko, e poderwa si nasuchujc. Serce zaomotao. Cisz pokoju pogbia ledwie dosyszalny oddech picej kobiety. Powoli wracaa wiadomo, e gos dziecka by tylko senn zmor. W owym stanie zmcenia trwoyy przeczucia, e Sandorowi stao si co zego. W miar jak rozpoznawa, e zmienny blask ognia stwarzao race wiato spod abaura bliskiej lampy i dua Ema z basowym furkotem krya, rzucajc plamy cienia na cian, powoli zacz si uspokaja.
  Spojrza na zegarek. Pita dwadziecia. Instynktownie ockn si w por, by wysucha pierwszego dziennika. Wczy radio i zapali papierosa. Pochaniaa go jedyna myl.
  Zaraz po hymnie, ktry rozbrzmiewa za gono przybierajc fal modlitewnych indyjskich chrw, mody, wesoy gos zapowiedzia soneczn pogod, ochodzenie, wiatr z pnocnego wschodu. Nieznonie dugo trwao streszczenie mowy Kriszny Memona w O$N$Z-cie, gdzie broni prawa samostanowienia ludnoci algierskiej, przestrzega przed naciskiem na Egipt. Koncentracja floty francuskiej i angielskiej w rejonie Malty... Wszystko dla Hindusw waniejsze - zaciska pici - nawet pojawienie si szaraczy od wydarze w Europie.
  Margit ockna si i spogldaa szeroko otwartymi oczami.
  Przesiad si na tapczan, pooy do na jej stopach przykrytych pledem. Nie wymienili ani sowa, czekali, kiedy si zaczn wiadomoci ze wiata.
  Nagle pado - Wgry.
  Mimo wezwa do skadania broni, walki toczyy si dalej. Rzd nie panowa nad sytuacj. Ludno domagaa si ustpienia Ger. Robotnicy nie podjli pracy, na wiecach wybierali rady fabryczne, uzbrojone patrole stray obywatelskiej obsadziy gmachy pastwowe. Tum obali posg Stalina. Zrywano z gmachw rzdowych picioramienn gwiazd, znika ze sztandarw i czapek onierzy. Premier Nagy wzywa ca ludno do zachowania spokoju, przyjmuje delegacje modziey. owy na funkcjonariuszy milicji politycznej i samosdy trwaj nadal. W caym kraju sytuacja jest powana i napicie wzrasta. W miasteczku Magyarovar awosze strzelali w tum zebrany na rynku, ktry atakowa budynek i prbowa ich rozbroi, pady liczne ofiary. Zaobserwowano dalsze przesunicia radzieckich jednostek pancernych okrajcych Budapeszt.
  Skpe informacje bra za dobr wrb. Im mniej si dzieje, tym lepiej. Odetchn. Nie opowiadano o walkach na ulicach stolicy, o zniszczeniach i poarach. Wic noc przesza spokojnie.
  - Usnam - alia si Margit - nie dotrwaam do twego powrotu. Dlaczego mnie nie obudzie?
  Spojrza na ni bagalnie, gadzi doni jej stopy, ktrych ciepo przenikao przez pled.
  - Musiaem by sam.
  Za oknem pokrzykiway papugi i ruch si zaczyna w gbi domu.
  Ktry to raz Terey prbowa uzyska poczenie telefoniczne z Budapesztem w cigu tych dwu godzin na dob, kiedy kabel brytyjski obsugiwa Europ "po tamtej stronie".
  Odpowiedzi brzmiay uprzejm nadziej:
  - Z Budapesztem w dniu dzisiejszym nie ma cznoci. Prosz dzwoni jutro.
  Ubaga londysk telefonistk, eby si dowiedziaa, czy nie odpowiada numer, czy nie ma abonentki, a moe powstao jakie powaniejsze uszkodzenie linii? Usysza nawet niewyrany dwik rozmowy prowadzonej po wgiersku. Brzmiao to jak "tu wojskowa centrala", zacz woa, e mwi pracownik ambasady w New Delhi, e rozmowa ma charakter oficjalny, jednak dwiki zanikay, zmieniay si w spotgowany wzmacniaczami bezradny bekot i wreszcie miy gos z Londynu zawiadomi, e Budapeszt nie zezwala na adne rozmowy zagraniczne.
  Koledzy te prbowali nawiza czno z ministerstwem. Kiedy spotykali si z rana, widzia ich bezradnie opuszczone rce, dawia go wcieko i rozpacz. Przeczuwa najgorsze, jawiy mu si spalone mury i lepe okna mieszkania, widzia zwglone ciaa dzieci, pochowane w zbiorowym dole, na ktrym tkwi blaszana tabliczka z biaym napisem
- "Nieznani polegli w powstaniu".
  Trzeciego dnia rozruchw prasa indyjska zacza zamieszcza fotografie. W ambasadzie wyrywali sobie gazety z rk. Zdjcia byway bardziej okrutne ni komunikaty, widniay tam trupy awoszw powieszone na latarniach, straszliwie okaleczone, obdarte z mundurw. Kim byli ci ludzie? Moe najniewinniejszych, prostych onierzy wypadek wyda w mciwe rce?
  Twarze tumu, skamieniae maski nienawici i gniewu - wpatryway si w modych chopcw po cywilnemu, z broni, stojcych na czogu i powiewajcych trjkolorowym sztandarem, w ktrym wida byo dziur po wydartej gwiedzie. Z tp groz patrzy Istvan na gromad kobiet przyciskajcych chustki do nosa, dawicych krzyk blu i odrazy, a moe bronicych si przed odorem rozkadu, bo u ich stp leay rzdem zwoki skoszonych salw. Te kobiety przyszy rozpozna swoich bliskich, ojcw, mw i synw, ktrzy chcieli zawadn broni, zdoby koszary. Niej zdjcie pochwyconego komendanta A$V$H w rozpitym paszczu wojskowym. Siedzia z przedwczenie wyysia gow opuszczon na piersi, w bezmylnej zadumie, jakby zniecierpliwiony, e tak dugo czeka na rozstrzelanie. Za nim sta onierz wgierski, z kokard rewolucyjn na czapce, i osadza bben z nabojami w zamku pepeszy.
  - Patrz, patrz - Ferenz podsuwa ilustrowane pismo. - Tak to naprawd wyglda.
  Caostronicowe zdjcia: rozbity eksplozj czog radziecki i wyprostowane, na wp spalone zwoki onierza pod murem, osypane szkem z wytuczonych okien.
  Patrzy. Zna t postaw sprenia, kiedy mier podaje komend, ostatnie baczno. Byo mu al tego modego onierza, jasne wosy mierzwi wiatr. Byo mu straszliwie al Budapesztu.
  Odezwa rzdu Nagya, wzywajca do opanowania anarchii, brzmiaa rozpaczliwym baganiem. Ale jak uzbrojonemu, rozwcieczonemu tumowi przemawia do rozsdku? Za duo nazbierao si zapiekych krzywd, zbyt dugo kneblowano usta, by teraz umiay milcze. Wypuszczeni z wizie przypominali faszywe oskarenia, pokazywali blizny po torturach, wznosili ponad mrowiem zebranych na placach donie, z ktrych w ledztwie wydarto paznokcie. Nie pamita nikt o zasugach przywdcw, o zdobyczach ludu, o skoku cywilizacyjnym, pamitano sklepy specjalne, limuzyny, donosicieli. Tum da krwi, nie o sprawiedliwo szo, tylko o pomst. I bra j mordujc okrutnie, wystarczyo krzykn: to awosz, sprzedawczyk, sugus Moskwy, by pad pod razami, by go zdeptano na krwaw miazg - triumfalnie podaway zachodnie agencje.
  Zbierali si w pokoju Ferenza, analizujc korespondencj i reportae, patrzyli sobie z trosk w oczy, niemo pytali: co dalej?
  - Najbardziej mnie niepokoi granica austriacka - Ferenz pokazywa rysunek w "Times". - Tamtdy mog wepchn agentw i dywersantw.
  - Mylisz starymi schematami - krzykn ze zoci Terey - po diaba maj posya, skoro cay nard sucha Szabad Europy, bo my si boimy poda prawd.
  Ferenz patrzy spode ba, pasma karbowanych wosw zwisay mu na czoo, odrzuca je niecierpliwym ruchem gowy jak rebiec potrzsajcy grzyw. Milczeli ujc dawione jeszcze oskarenia, ale rosa midzy nimi nieufno.
  Judyta wodzia niespokojnie oczami po ich gniewnych twarzach.
  - A co na to wszystko ambasador? - zapyta Istvan. - Przecie, na mio bosk, trzeba zaj jak zdecydowan postaw! Noc dziennikarze dzwonili do mnie dajc komentarzy, mylaem, e oszalej, oni dosownie nic z tego, co si u nas dzieje nie rozumiej. Trzeba zwoa konferencj prasow, wyjani, poda jak ocen sytuacji.
  - A ty rozumiesz, co si u nas dzieje? - achn si Ferenz. - Bo ja bym si nie podj...
  - Czekasz, kto zwyciy?
  - Czekam na oficjalny komunikat z ministerstwa. Jestemy urzdnikami, nie wolno mi si bawi w jasnowidzenia i proroctwa.
  - Jestemy Wgrami - wycedzi Istvan. - A tam si toczy walka o nasz niepodlego.
  - O socjalizm - poprawi znaczco sekretarz.
  - Dla mnie to jedno, ale trzeba w ten socjalizm uwierzy, nie robi hasa dla naiwnych, nie wtajemniczonych, a samemu z gry przystawa na wasalstwo, na lokajsk usuno.
  - Licz si ze sowami - warkn Ferenz. - Odpowiesz za to!
  Judyta podniosa pene ramiona i westchna gboko.
  - Jest si o co kci? I tak nie moemy na nic wpyn. Musimy czeka. Bajcsy dzi chcia przewcha, jaka jest sytuacja, spotka si z ambasadorem radzieckim...
  Obaj podnieli gowy.
  - ... ale tamten powiedzia, e nie ma czasu.
  Ferenz skrzywiony tar czoo w zniecierpliwieniu.
  - Moe naprawd nie ma.
  Jednak Judyta jeszcze nie powiedziaa wszystkiego, mdrymi sowimi oczami spogldaa wyrozumiale, zdawaa si prosi: pozwlcie, e skocz.
  - Wtedy Stary zadzwoni do Chiczykw - cedzeniem sw podkrelaa wag wiadomoci - i ambasador dzi go przyjmie - spojrzaa na wski zoty zegareczek - za godzin.
  - Co o tym sdzisz? - pochyli si ku niej Istvan.
  - A moe Chiczycy nas popr? - rozejrzaa si bezradnie.
  - Przesta z tym "nas"! - krzykn sekretarz. - Jakich nas? Jest rzd, ktrego mamy sucha, i zbuntowany wrogi tum. Nie ma nas, tam gdzie Wgrzy do siebie strzelaj. Trzeba wybiera. Musimy by po jednej stronie, a po ktrej - wysun do ku Istvanowi - wida od razu. I z tego przyjdzie wycign konsekwencje. My nie moemy sobie pozwoli na anarchi, nawet w tym maym gronie. Nie wolno zapomina, jakie siy przyszo nam reprezentowa, a pracownika obowizuje posuszestwo wobec dyspozycji ministerstwa.
  - Zwaszcza gdy ich nie ma - Terey przedrzenia jego namaszczony ton.
  - Pki nie ma nowych instrukcji, obowizuj dawne. Inaczej i tu byoby rozprenie jak w Budapeszcie.
  - Ciekawam, czego Stary szuka u Chiczykw? - zamylia si Judyta. Co oni mog mu powiedzie?
  - Zo deklaracj przyjani z caym ceremoniaem parzenia jaminowej herbaty - zby Ferenz.
  - I to ma znaczenie. Stary nie bdzie si czu osamotniony - przyzna Terey.
  - Ja was bardzo prosz, nie kcie si - zmczonym gosem upominaa Judyta. - No, powiedzcie sami, czy jeszcze mao nam si na kark wali?
  - Po co do mnie przychodzisz i pytasz o zdanie? - sykn Istvan.
  - Bo to naley do moich obowizkw, jak do twoich odpowiada na moje pytania. Musz wiedzie, kogo mam pod bokiem.
  Terey zacisn pici, naga wcieko kazaa mu ci na olep:
  - Wiesz, co robi w Budapeszcie z takimi jak ty?
  - Na szczcie tu nie jest Budapeszt, a ty nie prowadzisz zbuntowanego motochu - Ferenz, wyprostowany, spokojnym krokiem opuci pokj.
  - No, i po co go niepotrzebnie dranisz? - wzruszya ramionami Judyta, jej smage, pene ciao miao co z macierzyskiego ciepa. - On ci zapamita. Widzia fotografie rozstrzeliwanych, czuje si zagroony.Po co ma ci zalicza do swoich wrogw?
  - Ponioso mnie - przyzna. - Trudno, ju powiedziaem.
  - Ty te masz swoj porcj zmartwie. Ja wiem. ona, dzieci... I nic, no nic nie mona pomc. Ja to znam. Tylko, e ja zostaam sama, a ty bdziesz mia najbliszych. Pamitaj, mimo wszystko trzeba y. Bdc tam, nad Kam, zazdrociam rodzinie, e sobie mieszkaj w Budapeszcie. I w maju czterdziestego czwartego Niemcy wywieli wszystkich do Auschwitz, wzili do gazu i spalili. A ja yj.
  - Tak, jednak musisz pamita, e zrobili to Niemcy. Mymy ich chronili i dopiero, jak wyszo na jaw, e gotowi jestemy kapitulowa przed kadym, byle nie przed Rosj, szilasowcy zrobili pucz...
  - Oni te byli Wgrami - powiedziaa gorzko - sama nie wiem, dlaczego uparam si by z wami, w Budapeszcie nie mam krewnych ani domu, ani nawet cmentarza. Ale z Izraelem te mnie nic nie czy. Cho wy mnie zaledwie tolerujecie, jestem Wgierk, bo chc ni by i nikt mi tego nie moe zabroni. Bd ostrony z licytacj, kto jest lepszym patriot...
  - Nic przeciw tobie nie mwiem. Ja ci naprawd lubi.
  - I co z tego, kiedy mnie nie rozumiesz? Masz pewno, e wycie musieli tak postpi, najpierw i z Hitlerem, a potem nas wyda.
  - Czego ode mnie chcesz? Byem w wojsku. Wszystkich zmobilizowali.
  - Suchaj, Istvan. Miaam przyjaciela, te by w tym wojsku, profesor konserwatorium, pianista. Nie dosta karabinu, tylko opat. Wydzielono ydw, uformowano bataliony saperskie. Karabiny mieli ci, co ich pilnowali. Ci lepsi Wgrzy. Tam dopiero poczu si ydem.
  - Ale przey, nie by na froncie. Nie poleg od rosyjskiej kuli - wykrzykn zrozpaczonym gosem.
  - Przey, tylko rce... On ju nigdy nie wemie akordu, ma rce robotnika od opaty. A setk jego towarzyszy tam pochowano. Rozwalano za byle co, do profesorw, doktorw, prawnikw strzela pusztaski czikos. W tych, co przeyli, zabi Wgra. Istvan, mwi ci o tym, bo ja te ciebie lubi. Nie daj, ebym nad tob pakaa, dlatego e w Budapeszcie masz rodzin. Ona przeyje. Bdziesz j mia. A mojej nie ma.
  Jakby dopiero teraz j pozna, odsoniy si przed nim obszary blu i samotnoci. Nie wiedzia, czy ma j obj, przygarn i prosi o przebaczenie, czy wyj jak Ferenz, demonstrujc uraz.
  Siedziaa patrzc mu w oczy twardo, dua, ciepa i godna najwikszego wspczucia, pochyli gow i szepn:
  - Przepraszam, Judyto.
  - Za co? Chciaam tylko, eby si zanadto ze swoimi rozterkami nie obnosi. Kady ma tu garb, cho nie zawsze go wida.
  Prawie ucieka do swego pokoju, upokorzony, w poczuciu winy. Szuka schronienia za biurkiem, skulony zagbi si w codzienn stert prasy, prbujc zebra wiadomoci. Ton komunikatw by przychylny dla powstaczych dziaa. Korespondenci podkrelali ich charakter antyradziecki, chwalono samosdy nad komunistami.
  Wszdzie wybite byy w tytuach wezwania Nagya, by wojska rosyjskie opuciy Wgry. Cytowano ostrzeenie tymczasowego Dowdztwa Si Lotniczych, e jeli nie ustanie marsz kolumn rosyjskich w stron stolicy, zostan zbombardowane.
  "Times" nie przewidywa wprawdzie zbrojnego konfliktu wgiersko-radzieckiego, komentator przyznawa, e rozmowy Nagya z Susowem i Mikojanem mog doprowadzi do znalezienia wyjcia z tej trudnej sytuacji, w jakiej znalazy si Wgry. Zastanawia si, kim jest naprawd Nagy, czy wykae do charakteru i rozumu politycznego.
  Nie wynikao, e Zachd jest skonny naruszy ustalone sfery wpyww i ukadw wojskowych, to, co nazywano - rwnowag zagroenia, a na Wschodzie zwyczajnie - pokojem.
  Z ulg chon te rozwaania, specjalnie je uwzgldnia w sprawozdaniu, ktre przygotowywa dla ministerstwa. Pochylony, oddycha nadziej, e konflikt wyganie, uda si unikn dalszego rozlewu krwi. Prawie nie sysza stukania.
  - Prosz wej - mrukn sdzc, e to wony, koledzy otwierali drzwi bez uprzedzenia.
  Zdziwi si, kiedy zobaczy przejt twarz Mihalya. Musiao si co wanego zdarzy, jeli wbrew zakazowi ojca omieli si zakra w gb budynku.
  - Czy mog, wujku?
  - Czego chcesz?
  - Zabraa j policja. Ona jest aresztowana - powiedzia tajemniczo.
  - Kto?
  - Nowa ona Kriszana. Kto nasypa cukru do baku i dlatego by wypadek. Myl, e to ona...
  - Niemoliwe!
  Chopiec patrzy z ogromn powag, oczy byszczay w napiciu.
  - Naprawd zabrali j dzi rano. Kierowca mi powiedzia.
  - Po co miaaby to robi? Idiotyczne oskarenie - uderzy pici w blat biurka, mwi nie do chopca, tylko na gos myla, protestujc przeciw niesprawiedliwoci - ona go tak kochaa.
  - Oni mwi, e z zemsty, bo zadrczy jej siostr. Cae srebro jej zabra i sprzeda, eby kupi motocykl - chopiec powtarza szeptem zarzuty.
  - Oni nic nie wiedz.
  - Ale Durga od razu si przyznaa - upiera si Mihaly. - "To moja wina", krzyczaa, "nie upilnowaam go, moecie mnie zabi, zasuyam na to...", wic oni j zabrali. Wujku, czy tak samo mylisz?
  - Nie - przygarn go Istvan - jestem pewny, e Durga jest niewinna.
  - Pojedziesz? Uratujesz j? - tyle byo nadziei i bagania w gosie chopca, e obieca interwencj.
  - Trzeba jej broni. A teraz uciekaj std, bo bdzie skra w robocie.
  Chopiec ju si rozglda po biurku i siga po dwukolorow kredk, przewleka spinacze w acuszek.
  - Mog wzi? To mi si bardzo przyda - marszczy czoo widoczne spod rozchylonej grzywki.
  - Bierz i zmykaj.
  Chopiec, dopadszy drzwi, odwrci si i jeszcze raz przypomnia:
  - Wujku, obiecae.
  - Bd spokojny. Porozmawiam z policj.
  Mihaly szurn nog i ukoni si energicznie, zanim wyszed z pokoju.
  Jakby j wybroni? Nachodzia go kocia, chytra twarz Kriszana z drobnymi zbami bielejcymi spod wsikw. Przecie on mia horoskop, e cukier mu szkodzi, przypomnia sobie ze zdziwieniem. Cae ycie nie jada sodyczy, sdzc, e ma saby odek, e nadkwasota... I nie ustrzeg si, cukier go zgubi, tylko, jak na szyderstwo, spalony w tokach. Horoskopy to brednie. Jeszcze jedna okazja, eby zrzuci odpowiedzialno za wasne ycie na los, powiedzie sobie: co ma si sta, stanie si, jak zapisano w gwiazdach. Jednak w tym, co Kriszana spotkao, tkwi okrutna drwina, przecie nie wzi do ust ani cukierka. Durga jest z pewnoci niewinna, chocia z rozpaczy gotowa siebie oskary, a policja skwapliwie to podchwyci... Nagle przypomnia sobie,co opowiadaa w wskim pokoiku, penym pomruku maszyn do szycia, o chopcach towarzyszcych swemu bohaterowi. Jak w olnieniu skojarzy - lizak na patyku. Malec, ktry na rozkaz kolegi zanurzy cukierka, benzyna musiaa go zmy, wycign goy patyk. Istvan by pewny, e tak wanie musiao si zdarzy, dziwi si, e na to nie wpad od razu. Wyjrza przez zakurzon siatk na podwrze, chcia przywoa Mihaly, chopiec pamita kade sowo. Ma oczy otwarte i chonny umys. Trzeba przy nim uwaa, bo wszystko powtrzy z bezwiedn, okrutn szczeroci.
  Na dole nowy kierowca, Hindus, polerowa irch mercedesa ambasadora. Stary musia wrci. Czym go uraczyli Chiczycy?
  Zadzwoni telefon, odezwa si podniecony gos Nagara.
  - Wcz radio, nadzwyczajna wiadomo. Masz tam chyba radio?
  - Mam. Ale mw, co w Budapeszcie - domaga si peen napicia.
  - Prawie spokj. Wgry niewane, mamy now bomb. Wojska pancerne Izraela uderzyy na Synaj, Egipcjanie wiej, ile si w wielbdach. Naser zapowiada, e bdzie si broni do ostatniego naboju, czyli niedugo. Wzywa pomocy Jugosawii i Moskwy. Ben Gurion kropn mow, e z t arabsk hoot nie ma ani chwili spokoju, wyliczy incydenty graniczne, bojkot towarw, aresztowania bankierw-ydw w Kairze, zapewnia oczywicie, e jego wyprawa ma charakter czysto porzdkowy i czogi ruszyy wycznie w celu umocnienia pokoju w rejonie kanau.
  - Mylisz, e im si uda?
  - Izrael? Najlepsza armia, nowoczesny sprzt, oni rozgoni Egipcjan. Jutro bd nad kanaem. Francja i Anglia wysay ultimatum do Egiptu i Izraela, eby obie strony natychmiast przerway ogie, wycofay si na dziesi mil od kanau. Zbyt wana arteria, eby j uszkodziy dziaania wojenne. Kana ma by zabezpieczony wojskami angielskimi i francuskimi; rozumiesz ca gr?
  - A co Ameryka?
  - Za jej plecami Eden i Mollet prbuj odzyska kana.
  - Mwie, e Izrael...
  - To trzeci udziaowiec, nie ma akcji w bankach, musi woy krew swoich onierzy, stwarza powd do interwencji. Paskudna, ale wcale zyskowna rola. Wcz radio, dowiesz si szczegw... I wpadnij do mnie, bo teraz dopiero si zagotuje i to wasze powstanie przestanie by prywatn afer Wgrw.
  - Zaczn si targi?
  - Diabli wiedz, jednak i to musisz bra w rachub, od dzi rana stajecie si przedmiotem wymiany. Milczce przyzwolenie Zachodu. Niech kady na swoim podwrku zaprowadza porzdek. A co to oznacza, wiesz, bye onierzem.
  - Dzwo do mnie, Maurice - prosi - wieczorem bd.
  - A co ja robi? Nie dzwoni?
  Ze suchawk w rku jakby liczc, e jeszcze co usyszy, tkwi przechylony nad biurkiem, wpatrujc si w stosy gazet i pospinane wycinki. Walka o zmiany zostaa zagroona wydarzeniami o zasigu wiatowym.
  Zapukano do drzwi, tym razem wony wsun gow i oznajmi, e towarzysz sekretarz mia zebra pracownikw u towarzysza ambasadora, tylko e telefon nie czy.
  Terey ze zoci pooy suchawk.
  Zasta ju wszystkich, jednak jego spnienie nie zwrcio niczyjej uwagi, bo skupili si wok radia, suchali o miadcej przewadze dywizji pancernych, ktre wdzieray si na pwysep Synaj. Ultimatum obu mocarstw spotkao si z potpieniem opinii arabskiej, komentator wyraa nadziej, e Zwizek Radziecki i Stany Zjednoczone potrafi powstrzyma napastnikw i nie dopuszcz do rozszerzenia konfliktu.
  Spiker z sympati mwi o Egipcie - decydujc si na walk Naser odwouje si do sumienia caego wiata. Wiadomo, e sam Izrael potrafiby go pokona, c dopiero dwa mocarstwa, takie jak Anglia i Francja, jednak nie wolno dopuci, by gwat decydowa w stosunkach midzynarodowych.
  W Budapeszcie uspokojenie, dania robotnikw przedoono w nieustannie obradujcym Komitecie Centralnym. Wrd wojsk rosyjskich kolportowano ulotki: onierze radzieccy, nie strzelajcie do wgierskich robotnikw i chopw! Nasza rewolucja wymiota Rakosiego i Ger, otwara bramy wizie...
  Istvan spostrzeg, e Bajcsy si achn, spojrza czujnie po twarzach pracownikw, jednak suchali z godnym pochway spokojem.
  - Towarzysze - zacz, i nabra gboko powietrza, wyprostowa si, jakby mu wrcio poczucie pewnoci siebie. - Rzd premiera Nagya zapowiedzia szereg reform, ktrych wymagao dobro ludu. W kraju panuje spokj. Nie wolno nam wierzy propagandzie imperialistycznej, ktra prbuje mci, pchn nie tylko do bratobjczych walk, ale uwika nas w konflikt z naszymi sojusznikami, po to, by odwrci uwag od agresji na Suez.
  Depesze, jakie otrzymaem z Budapesztu, mwi o cakowitym opanowaniu sytuacji, partia i rzd...
  Szyfrant, ktry ukradkiem manipulowa gak radia prbujc sprowadzi gos spikera do ledwie syszalnego szeptu, trcony w rami przez Ferenza, obrci si i z gonika dobiego ostre woanie:
  - Wojska rosyjskie, ktrych nieustannie przybywa, powouj si na Ukad Warszawski... "Jeli nie usun si dobrowolnie, jestemy gotowi wypowiedzie ten ukad i ogosi neutralno" - ostrzega premier wgierski.
  Wszyscy odwrcili si w stron radia, a Kereny skuli si jak winowajca.
  - Zga! - krzykn Ferenz, ruchy szyfranta wyday si zbyt wolne, wic wyrwa sznur z kontaktu.
  Koloman Bajcsy nagle si pochyli, przyblad, jakby uderzony pici pod serce. Przekn gono lin, mamla ustami, ktre si lepiy. Milczenie zalego gabinet, Judyta podsuna mu szklank z wod. Pi wielkimi haustami, przymknwszy opuchnite powieki.
  - Towarzysze - powiedzia cicho - sytuacja midzynarodowa moe nas wepchn... Moe jednak ten rzd... Prosz was, unikajcie niepotrzebnych zwierze, im dalej teraz od Amerykanw i Anglikw, tym lepiej.
  Od Francuzw - poprawi si po chwili - natomiast nakazuje wam spotyka si z dyplomatami naszego obozu, zwaszcza z radzieckiej ambasady. Ja sam zwrciem si... - przetar bezwoln doni obwisy, niestarannie wygolony podbrdek - zrozumcie, podug tamtych - sign po gazet i tarmosi j szeleszczc kartami - mog i w naszym postpowaniu dopatrywa si zdrady. Bdcie rozsdni, lepiej uda durnia, nawet stchrzy, ni swoim odezwaniem dostarczy dowodw, e u nas co pka. To, co mwi, jest poufne.
  Stali oczekujc cilejszych dyspozycji, jednak ambasador usiad ciko i gestem rki pokaza, e mog odej.
  Rbno go, cho prbuje jeszcze trzyma ster, udaje, e przewidywa wydarzenia. Czy nie przyszo mu na myl po tym komunikacie, e moe si nagle okaza - nie mam dokd wraca? Tam, rodz si nowe Wgry, czy znajdzie siy, eby jeszcze raz zmieni twarz, potpi wasne dawne postpowanie, przekreli, co dotd poczytywano mu jako zasug? A moe zostaje mu tylko droga, ktr odeszli tamci, egnani przeklestwami.Przegroda z bagnetw ocalia ich od postawienia pod sd.
  - Towarzyszu ambasadorze - nachyli si przez biurko - dzi wieczorem bd w Agence France Presse, eby nie byo midzy nami niedomwie... Ja chc wiedzie.
  - Was to nie dotyczy, Terey - sapa. - Ja te chc wiedzie ca prawd, mam ju dosy chodzenia po omacku.
  Wyda mu si godny litoci, bliski zaamania.
  Po poudniu mimo zmczenia Istvan nie podda si obezwadniajcej sennoci, kad si i zrywa szukajc w radiu komunikatw, telefonowa do Kondratiuka, ktry go zapewnia, e na Wgrzech porozumienie zawarte, ruchy wojsk s dowodem odmarszu dawnych garnizonw i jedynie mciciele mog w tym dopatrywa si manewrw osaczajcych Budapeszt, wspomnia o poufnych rozmowach Nagya z Mikojanem, ktry mia specjalne penomocnictwa i do dziennikarzy wyrazi zadowolenie z wyniku narad.
  - Nie martwcie si, towarzyszu Terey, mamy uspokajajce sygnay... Robotnicy nie oddadz fabryk, a chopi nie wypuszcz z rk ziemi, agitacja reakcji zawioda.
  Jednak w radio "Kalkuta" usysza e wojska radzieckie przejy lotniska i zakazano lotnikom wgierskim zblia si do samolotw.
  - Sab, Agra dzwoni - krzycza rozpaczliwie kucharz trzymajc suchawk w kocach palcw, jakby go parzya.
  - To ja - usysza z oddali gos Margit - jak si czujesz? Miae wiadomoci z domu?
  - Nie. Ale jestem spokojniejszy, sytuacja si wyjania.
  - Jestem ci potrzebna?
  - Tak - powiedzia arliwie. - Przecie wiesz.
  - Naprawd chcesz?
  - Czekam. Kiedy bdziesz?
  - Jutro. Przylec wieczornym samolotem. Moe po mnie wyjedziesz, bd sama.
  - Ju na stae? Zostajesz w Delhi?
  - Od ciebie bdzie zaleao. Wic do jutra.
  - Bd na lotnisku. Cauj.
  - Jeszcze chciaam ci prosi o przebaczenie - dobiego go z wielkiego oddalenia. Co ona moga zrobi? Tamtej nocy porzuci j, odepchn, wobec powstania, zagroenia rodziny, staa si zbdna, gorzej, nie byo jej, przestaa istnie.
  - Przeprosi, za co?
  - le o tobie mylaam.
  - Odetchnem... Przecie to nie ma znaczenia, gupstwa. Wida zasuyem.
  - Nie, to nie gupstwa. Pomylaam, e mnie nie kochasz.
  - Kocham. Jeszcze ci si to nie znudzio?
  - Nie mw tak.
  - pij dobrze. Pomyl, tylko jeden dzie...
  - Strasznie dugo, cay dzie.
  - Pomyl o tym, co powiedziaem.
  - Pamitam, ale mi wcale nie jest lej. Ju bym chciaa by z tob.
  - Jeste zawsze.
  Po chwili, jakby namysu, szept peen goryczy:
  - Jeste szczliwy, jeli w to wierzysz...
  - Do widzenia, moje soce.
  W drzwiach kuchni sta Pereira, blask arwki prszy midzy jego nastroszone, siwe wosy, nasuchiwa gotw do usug.
  - Miss Ward przyjedzie jutro? - upewnia si wycierajc salaterk, chuchajc na szko i pucujc do poysku.
  - Jutro wieczorem - potwierdzi radca.
  - Zrobi ciasto z ananasami - rozmarzy si - bardzo dobre. - Nagle spojrza bystro i rzuci: - Czy to prawda, sab, e Anglicy robi wojn z muzumanami, bo na bazarze mwili.
  - Nie. Oni ju nie maj dawnej potgi. Tylko strasz.
  - Anglicy to byli prawdziwi panowie. Zaszczytem byo suy u oficerw krlowej. Mg taki, jak si rozgniewa, rzuci we mnie butem, ale jak paci... No, i wtedy wszystko byo tasze, ry od ich wyjcia trzykrotnie podroa. Mnie si a w gowie nie mieci, e taka potga moga si da std wypdzi. Chyba jaki podstp, oni musz mie chytre zamiary.
  - Nie pamitasz, jak ry wywoono do Afryki, a tu chopi z godu tysicami padali? Jeszcze tsknisz do Anglikw?
  - Mnie nie brakowao niczego. A ryu i dzi dla wszystkich nie starcza. Jeden ma, drugi nie. Tak byo i bdzie. Czy s Anglicy, czy nie.
  - A kogo wolisz teraz: Rosjan czy Amerykanw? - poczstowa go papierosem.
  Kucharz nie omieli si przy nim zapali. Wsun papierosa za ucho i mruc oczy owiadczy:
  - Wgrw. Odkd Anglicy poszli, wzili mnie Wgrzy i ju do nich przywykem. Jeden odjeda, przekazuje mnie nowemu i da si y. Jakby sab musia, prosz mnie poleci...
  - Mylisz, e ja niedugo wyjad?
  - Kto moe wiedzie? Dla mnie taki przyjazd to jak narodziny, a odjazd jak mier. yj, bo sab pozwala mi y. Wszystko zaley od pana szczodrej rki. Ja pamitam, staram si ze wszystkich si.
  - Na razie nie myl o wyjedzie - wzruszy ramionami radca.
  - Na Wgrzech s zmiany, w radiu mwili.
  - Tylko na samej grze, w rzdzie.
  - Zaczyna si od gry, a koczy na dole, kamie ze szczytu ciga lawin. Kierowca ambasadora mi szepn, e sysza - pooy do na piersi i skoni gow z wyrazem gupawej pokory - maj by due zmiany. Ja sobie zaraz pomylaem...
  - On nie zrozumia - rozemia si lekcewaco radca.
  Chodzi tak niecierpliwym krokiem, e kucharz, by go uspokoi, zapewni:
  - Zaraz podaj.
  - Zjedzcie z czokidarem. Wyjedam.
  U Nagara zasta kilku korespondentw, gieda wiadomoci, gdzie may, krzykliwy Maurice pierwszy wywoywa, co ma do sprzedania. Na kominku pon ogie podsycany jeszcze bibukowymi kopiami i zmitymi tamami dalekopisw. Smugi niebieskawego dymu z papierosw wisiay pod lamp. Wszystkie fotele byy zajte, prcz jednego, na ktrym warczaa dropiata Trompette, a Francuz nie pozwala jej spdzi. Siedzia Misza Kondratiuk, Trojanowski, jeszcze drobniejszy ni Nagar przedstawiciel Sinhua, w niebieskim mundurku zapitym skromnie pod szyj, przypomina grzecznego ucznia, i rozwalony na kanapie Jimmy Bradley, z nogami na stosie makulatury.
  - Daj wam sowo, e atakuj bez naszej zgody, poza plecami, nie prosili o rad - zaklina si - to sprawka Francuzw. Chc si odegra za Wietnam i uratowa Algier dla metropolii. Izraelczycy si troch pospieszyli, wal starym mojeszowym szlakiem...
  - Chodzi nie tylko o Suez - powiedzia Kondratiuk. - Jeeli nie uda si Anglikom sprztn Nasera, to chc go przynajmniej nastraszy,sprowadzi do roli szefa chwilowego rzdu, ktry bd mieli w kieszeni. Nie podoba im si jako polityk jednoczcy Arabw.
  - Ja wam mwi, e Francuzi nam to zrobili na zo - upiera si Bradley, podsuwajc sucemu szklank do napenienia - wiedz, e spadek po nich i tak przejmiemy.
  - Siadaj, Istvan. No, znajd sobie miejsce - rozglda si bezradnie gocinny gospodarz. Chiczyk ju gotw by ustpi miejsca, ale jakby przypomniawszy sobie o potdze kraju, ktry reprezentuje, siedzia sztywno ze szklank nie tknit, opart na udzie.
  - Nie ruszaj psa, pogryzie - ostrzega Nagar - ona nawet na mnie zby szczerzy.
  Jednak Istvan klepn przyjanie suk, podrapa za uchem, a si podniosa ziewajc, i zeskoczya na dywan, merdaa askawie ogonem.
  - Ma pchy? - zapyta Trojanowski.
  - Tylu was bywa, e nie mog rczy - rozoy rce Nagar.
  - Jakie nowoci?
  - Zabitych mao, bo Arabowie si rozpierzchli, za to Izraelczycy wzili prawie dwa tysice jecw. Wymiana depesz midzy Kremlem a Biaym Domem. adna strona nie chce rozszerzenia konfliktu. Amerykanie pilnuj arabskiej nafty, a Rosjanie maj do kopotw z Polsk i Wgrami. Jednak za dyplomatycznymi posuniciami stoi sia. I s gotowi poredniczy, agodzi, ronie ich znaczenie w takich mediacjach - pospiesznie trzepa Nagar. - Stany s niezadowolone, e Francuzi robi hec na wasn rk. Jest okazja da im po nosie, przywoa take Edena do porzdku i nie pozwoli, eby jako jedyny obroca Arabw wystpi Chruszczow. Chyba, e nastpi targ, wy rbcie na Wgrzech, co chcecie, a my sobie obsadzimy kana...
  - Nie znasz polskich spraw, to nie mw - ucisza go Trojanowski, jego niebieskie oczy wieciy si po ptasiemu. - Natomiast z Wgrami naprawd bd kopoty.
  Skinli zgodnie gowami, a skonooki Misza westchn ciko:
  - Ja tam byem z Tobuchinem, Rumuni si poddali, Bugarzy przeskoczyli na nasz stron, a Wgrzy nie, bili si do ostatka. Budapeszt pad, a oni jeszcze twardo trzymali granice Austrii.
  - Dziwicie si? - wyd wargi Istvan. - U nas wtedy rzdy wzili szilasowcy. A wycie nie wygldali zbyt zachcajco... Przecie to nie byo wyzwolenie, tylko podbj. Przecie pamitasz?
  - Susznie - powiedzia po namyle Kondratiuk - wchodzilimy nareszcie na terytorium wroga. U nas byo duo Ukraicw, ktrzy przeszli przez spalon ziemi, syszeli, co opowiaday kobiety, jak wyglda wasz odwrt znad Dniestru.
  - Koledzy, nie kcie si, stare sprawy - ucisza ich Nagar - dla nas o tyle interesujce, jeli mog dzi jeszcze zaway na odruchach ogu.
  Chiczyk wodzi bystrymi oczami, skupiony i milczcy. Wydawao si, e kade wypowiedziane zdanie powtarza w myli.
  - Na szczcie na Wgrzech spokj - podj Kondratiuk. - Warto sprbowa wyjani sobie, skd si bior u was antyradzieckie nastroje? Przecie my nic przeciwko wam, towarzyszu Terey, nie mamy. Niemcy te si z nami bili, a maj grubo wicej na sumieniu, i my prbujemy si z nimi dogada, wychowa, pozyska, cho przez tyle lat si powtarzao: dobry Niemiec - martwy Niemiec. Za tydzie bdziemy razem witowa trzydziest dziewit rocznic rewolucji - przypomnia Misza. - Wszystko si ju uagodzi i popijemy tgo za przyja.
  Li-Ciuan spoglda na niego z uwag.
  - Ja wiem, co wam dopieko - zmruy oczy Kondratiuk - mymy was,Istvan, pobili, taka nieokazaa na oko armia, bure, obszarpane paszcze, wyplamione waciaki, ani to szyku nie trzyma, drobi jak kaczki, a idzie naprzd... By pokonanym przez takich smoluchw, upokorzenie, co?
  - Mymy si dobrze bili - odwrci si ku niemu Istvan.
  - Nawet bardzo dobrze - przyzna - tylko po co si tym chwali? Czegocie u nas szukali? Rumunom ni si spadek po Rzymianach, no, to jeszcze rozumiem, ale wy? Nawet nie mielimy wsplnej granicy.
  Twarz Tereya zagodniaa, zrozumia, e Rosjanin nie szydzi.
  - Po zlikwidowaniu kota pod Stalingradem... Jak wzilimy marszaka Paulusa...
  - Poczekaj! - wtrci si Nagar. - Teraz co dla duszy - podnis rce ze stulonymi palcami jak dyrygent, nawoujcy orkiestr do skupienia. - Jedzcie paszteciki, pki gorce.
  - To dla ciebie - poprawi go Trojanowski - dla duszy s sowa.
  - Oj, le ci, Marek, wychowali - pokrci nad nim gow ze wspczuciem. - To jest za mae i za dobre, eby si liczyo dla ciaa. To jest na jeden mlask, sama rozkosz. Czujesz czosnek? A ciasto lekkie jak puch? Oj, Trojanowski, Trojanowski, to ty nie wiesz, e cae narody karmi si tylko sowem, i jak one sobie to chwal, chocia nie tyj...
        - Zgasi ci, siadaj, dwja - machn na niego Istvan. - No, mw - prosi Kondratiuka.
  - Idziemy w tej nieycy... Pod Stalingradem. Porozbijane, okopcone czogi z wymalowanym krzyem, stalowe trumny, zabici le przykurzeni mron kasz, a twarze jak odlane z elaza, skrzynki po amunicji, postrzelane beczki po benzynie, w ktrych wiatr gwide, a mrz chodzi po plecach...
  - Masz racj, trzeba dola whisky. Maurice, co za haba, u ciebie pusto? - przeszkadza Bradley, zagldajc do kredensu pod bem nosoroca.
  - Purga miecie niegiem, a przed nami ciemnieje kolumna, id czwrkami w porzdku. Na pewno nie nasi, inne mundury. Jecy, bo bez broni. Podjedam bliej azikiem, a to Wgrzy. Oficer podszed do mnie, zasalutowa i spyta: "Czy idziemy w dobrym kierunku?" "A gdzie chcecie i?" "Na Sybir. Jak nas wzili do niewoli, powiedzieli, e pjdziemy na Sybir". Przyznam, e mnie zatkao, nie, to wcale nie byo do miechu, imponowali. Szli w szyku, suchali oficerw. Lepiej wygldali ni Niemcy. Pokazaem im kierunek ku przeprawie, bo za Wog by punkt zborny, sortowano jecw.
  - Nikt ich nie pilnowa? - zdziwi si Bradley. - Nie prbowali uciec?
  - Dokd? - zamia si Kondratiuk. - Front si przetoczy na zachd ze sto pidziesit kilometrw. Stamtd nie byo ucieczki. W gromadzie pierwszy patrol by ich zawrci, w pojedynk utukliby chopi. Dokd ucieka bez znajomoci jzyka, w mrz, co powieki zlepia, szczypie jak obcgami? Przegrali, musieli i do niewoli, gdzie kazano. Dobre wojsko. A al, e byli z Hitlerem.
  - Radziecka armia bya lepsza, kiedy Niemcw pobia - odezwa si Li Ciuan.
  - Brali mas - zaspi si Istvan - nie ogldali si na straty.
  - Nam byo spieszno nie tylko do zwycistwa, zaleao bardzo na miejscu, do ktrego dojdziemy w dniu zakoczenia wojny, bo wiedzielimy, e wy - zwrci si do Bradleya - prowadzicie swoj gr, chcecie usadowi si w Europie - Kondratiuk podparty na okciu wichrzy doni wosy. - Ale kiedy myl o wojnie, to mi si nieraz zdaje, e j wygray baby, nasze matki, ony i siostry, one toczyy bj bez chway, przez cae lata... I nie ma dla nich do godnego pomnika.
  - Kobieta na to jest, eby rodzia - powiedzia spokojnie Li-Ciuan. To wielkie szczcie odda ycie za ojczyzn. Jeli sprawa dla ludu wygrana, dla komunizmu straty nie maj znaczenia.
  - Jeli si niewiele ma, to i niewiele traci - skrzywi si Bradley. - Wtedy atwo gin. U nas ludzie nie kwapi si do umierania. miertelne ryzyko musi by stokrotnie opacone.
  Jak na wycigach samochodowych albo przy akrobacji, na przykad przejcie na linie ponad Niagar. Uda si, dolary i sawa, nie uda, to cho rodzina dostanie, bdzie tat wspomina jak witego Mikoaja.
  - Ale pchalicie si na Kore, do Syjamu, Wietnam Poudniowy uwaacie za swoj stref bezpieczestwa - obudzi si w Nagarze Francuz. - Wszdzie was peno.
  - My jestemy prawdziwi demokraci. Jeli nie moesz sam upilnowa, daj temu, kto ma na to ochot i do siy; prawda Misza? - przecign si na kanapie Bradley. - Nie ludzie, lecz technika teraz decyduje, atom, rakiety...
  - Ludzie zawsze bd najcenniejsi - powiedzia Chiczyk. - Bomb i rakiety te oni robi.
  - Nie lubi Niemcw, cho maj tyle zalet - przypomniao si Trojanowskiemu.
  - A was kto lubi? - zapyta drwico Nagar. - Pyszaki, krzykacze, obiecuj, a nie dotrzymuj, baaganiarze...
  - Kobiety lubi panw Polakw - powiedzia Misza. - Koo dam umiej drepta, napuszeni jak indyki. W oczy zaglda, tokuje, do rczki si schyli i ani si dziewczyna obejrzy, ju go ma pod kodr, uczy si tego od nich, uczy...
  Obkany wiat - zaspi si Terey - dobrzy chopcy, kady tej wojny po swojemu dowiadczy, kady ponis straty. Nagarowi spalili w Owicimiu ca rodzin, brat Jimmy'ego zastrzelony nad Dunkierk poszed do morza, Li-Ciuan bi si przeciw Japoczykom, dwa razy ranny, i trzy lata temu nowa wojna z Amerykanami na Korei, posany na ochotnika, o Rosjanach nie ma co mwi. Kondratiuk koo Balatonu zosta zaprasowany w okopie, kiedy jego dywizja prbowaa zatrzyma pancern armi. Niemcy szli na odsiecz Budapesztowi, nie przedarli si, ale za jak cen... Dzi znowu czogi orz piach pustyni, gin ludzie i czuje si swd w powietrzu, a oni kpi, bo tego wymaga fason wygw dziennikarskich, ktrych nie moe nic zadziwi ani przerazi.
  Kiedy si rozchodzili, wysczywszy Nagarowi jeszcze jedn butelk, siadali do swoich wozw, Trojanowski przytrzyma go i, troch podpity, ciska rk szepczc:
  - W Warszawie na ulicach stoj zwyczajne paki, a do nich przechodnie wrzucaj pienidze na lekarstwa i ywno dla Budapesztu. Ludzie mog nie wiedzie dokadnie, o co idzie, ale instynktownie czuj: wielka sprawa, miertelne ryzyko.
  - Dzikuj ci - potrzsn nim Terey. - Myl, e cay wiat rozumie...
  - Nie cay, nie cay - krci gow Polak - rozbieno interesw...
  Auta odjechay, stali w ciemnoci rozjanionej szeregiem lamp utopionych w zieleni drzew.
  - Mylisz, e wyjdziemy cao?
  - A ty sdzisz, e was zmagluj dla przykadu, na ostrzeenie innych? Nie te czasy, kochany - ci rk powietrze. - W Polsce mia Chruszczow potwierdzenie, e mona wszystko w zgodzie zaatwi.
  - Jestemy zdani tylko na siebie.
  - Przecie macie wiatych ludzi na czele. Naukowcw, pisarzy...
  - Ci, ktrzy wiata nie widzieli poza Stalinem, dzi najwicej krzycz o wolnoci, ju si znowu przepychaj na czoo pochodu...
  - Nie wierzysz, e w ludziach zachodz zmiany?
  - Wierz, wierz - powiedzia gorzko - zwaszcza w tych, co chc utrzyma swoje fotele. Ty przecie wiesz, nie moe by neutralnych Wgier. Odskoczymy z socjalistycznej jednoci, od razu popadniemy pod amerykask opiek, zrobi z Wgier przyczek... Trzeba to jasno widzie.
  - Wielu tak myli. Bd przytrzymywa szalonych. Zobaczysz, wszystko si uoy. Nie jestecie sami - agodzi Trojanowski. - W Warszawie robotnicy oddaj krew dla waszych rannych. eby tu kto bra, to i ja - wysuwa lew rk zaciskajc pi.
  Istvanowi chodem powiao po twarzy, zwary si szczki. Ten Polak nie mwi o braterstwie, tylko ofiarowuje krew. Ona si liczy.
  Szeptami skrzyde, furkotem przelatujcych ciem, zwabionych zapalonymi reflektorami austina, piewaa ciepa noc indyjska. W niej bka si on, Istvan Terey, drobina Wgier zagubiona na azjatyckim kontynencie.
  Podniecony gos spikera radiowego nazajutrz rano oznajmi, e lotnictwo angielskie zbombardowao Kair, Port Said i Aleksandri, francuski krownik zatopi fregat egipsk, ogniem dziaowym wgniatano w wod odzie z ocalaymi marynarzami. Nad zaatakowanymi miastami stoj dymy, s ogromne zniszczenia i liczne ofiary, gwnie pord najbiedniejszej ludnoci. Uciekajce tumy zostay ostrzelane z samolotw w locie koszcym. Sytuacja midzynarodowa ulega nagemu pogorszeniu - gos spikera brzmia ostrzegawczo - pokj wiata jest zagroony. O Budapeszcie jakby zapomniano. Istvan pomyla z ulg, e nie ma na Wgrzech adnych nowych wydarze.
  Dziki Bogu - odetchn - moe my jednak bdnie oceniamy sytuacj, szukajc powiza midzy powstaniem i napaci na Suez?
  Porcz, malowana mini, palc czerwieni przecinaa szerok paszczyzn trawiastego lotniska. W dali zachodzio soce, te, jakby wystyge, pira palm wyglday na jego tle jak wycinanki. Istvan siedzia przy maym stoliku, ciepy podmuch nawiewa wo suchych k, stygncego betonu, smarw i benzyny. Mae my wzbijay si z traw obokiem, wiroway chwil w wietle tym, rozproszonym, by roztopi si na niebie. Terey mi palcami somk, przez ktr wyssa brunatny pyn coca-coli. Ogromny hangar niepokojco milcza za plecami. Dwie kobiety w czerwieni siedziay skulone koo swoich tobokw, na pewno nie pasaerki, stopy miay bose, zrogowaciae, fioletowe od zaschej gliny. Pewnie przyszy odwiedzi krewnych pracujcych na lotnisku, a moe tylko pogapi si sennymi oczami na odlatujce samoloty.
  piew cykad zanika, by po chwili natarczywie powrci, spotgowany aluminiowym okapem dachu. W przestworzach by wielki spokj. Bez zapowiadania przez megafon, niepostrzeenie spyn na trawiast rwnin samolot, grzmia koujc po betonowej rozbieni, my nagle wyroiy si z traw jak siwy dym, prboway ucieczki i kbiy si wessane obrotami migie.
  Istvan czeka. Nie by to samolot z Agry, cho czas wyznaczony min przed kwadransem. W biurze nie umiano wyjani przyczyny.
  Gromadka podrnych zbliya si prowadzona przez stewardes, dziwnie niezgrabn w europejskim mundurku. Przeszed par krokw ku bramce, bez myli, e spotka kogo ze znajomych. Z wntrza samolotu jakby ze zoci wyrzucano walizki i skrpowane rzemieniami worki pocielowe.
  - Hallo! Panie Terey - zawoa tgi, peen godnoci mczyzna,machajc uniesionym parasolem.
  Istvan pozna doktora Kapura.
  - Skd ten samolot?
  - Z Bombaju. - Ciemna twarz wiecia brzem w zachodzie, wzdyma policzki porose czarnymi kakami. - Ale ja wracam znad Kairu, pali si, lotnisko nie przyjmuje... Hajfa take odmwia, kazali si wynosi, bo strzelaj, a nawet na morzu jakie okrty otwary do nas ogie, widziaem tylko byski pod nami i pereki sunce tak powoli w gr, e zdylimy uciec - gestykulowa ywo - dopiero Basra, stamtd do Karaczi i Bombaj... Widziaem wojn, widziaem prawdziw wojn.
  - Na szczcie z daleka.
  - Nie, cakiem z bliska, w Karaczi rozbito par sklepw ydowskich, wrd muzumanw wre, chyba ogosz wit wojn. Przez ten atak Anglii i Francji Naser zyska nagle zwolennikw, wyrs na wodza. O, wioz moje rzeczy. obuzy przygnietli kuframi - bieg, szarpic stert pciennych waliz, groc upadkiem - niech pan si cieszy wieczornym spokojem, kto wie, czy nie po raz ostatni.
  Megafon dudni, zapowiadano samolot z Agry.
  Margit wypatrzy z daleka, sza prosta, w ogniach rdzawych wosw. Wyprzedza j may czowieczek w zmitej bieli. Wyranie zatrzymywano reszt podrnych, by go moga powita gromada z girlandami w rku. Chylili mu si do stp, a on znudzony pozwala, by mu na szyj wkadano wiece, i natychmiast je strzsa na zgite jak hak rami sucego.
  - Prosz zaczeka - zagrodzi Tereyowi drog stranik. Przepuci ogromnego cadillaca, ktry mkn na przeaj podskakujc w trawach.
  - Jest, zdaje si, zakaz wjazdu na lotnisko - zdziwi si radca. - Brama zamknita.
  - On ma zote klucze, ktre wszystkie bramy otwieraj - urzdnik zrobi gest liczenia palcami. - To Nizam Haidarabadu, przez niego byo spnienie.
  - Wiem, ju si dowiedziaem, kto ci odprowadza - caowa usta Margit. - Miaem mu ochot nawymyla. Takie ma auta i nie moe zdy?
  - Drzema, a nikt nie omieli si go zbudzi. Sekretarz powiedzia: jak musicie, to lecie, ale dla mego pana podstawcie inny samolot. A poniewa nie byo innego, czekalimy - powiedziaa. - To zreszt miy czowieczek, cigle si do mnie odwraca i przysya przez sucego owoce.
  - A ty ju jeste oczarowana.
  - Tak - rozjaniy si jej oczy - bo ciebie widz.
  Odda bloczki bagaowe, suba je porwaa i za chwil przywloka walizki do auta. Istvan ujwszy do Margit patrzy na niebo opadajce pod ciarem purpury. Oszaamiajca rozrzutno zacigajcych si fioletw niepokoia i Nizama, zatrzyma auto, wychyli si nie wysiadajc, drzwiczki dwuskrzydowe otwarto szeroko, przytrzymywali je sucy w mundurach godnych feldmarszakw. Istvan poczu, e palce dziewczyny, ktre uj tkliwie, splataj si w mocnym ucisku.
  Odblask purpury pada na jej twarz, powleka wargi rozchylone w zachwycie.
  - Patrz, cho szalestwo niebios - szepta - ognie wrce wiatr na jutro, mocny i upalny... Wiesz, co si dzieje z Kairem? Tam te wstaj uny, ale wzniecone rk czowieka. Margit, patrz tam, niebo zdaje si sycze od aru.
  Odwrcia si ku niemu, niebo byo jej zbdne, dojrza w oczach ogromne oddanie.
  - Suchaj, gdyby wybucha wojna... Czy ty by musia wraca? A moe by was tu internowali - marzya. - Indie bd po naszej stronie. Wtedy by zosta ze mn.

XI.

  Gdyby Margit nie chciaa pj na przyjcie i par koni by jej nie zawlekli, oparaby si namowom i zostaa ze mn. Skoro jednak przyjechaa do Delhi na duej, a dziekan zaprasza, wypada pokrci si midzy profesorami - tumaczy sobie Istvan wychodzc z domu samotnie. Wieczorem bdzie ju tylko dla mnie... Jak dugo takie party moe trwa? Pierwsza nie moe si wymkn, zaraz by mwili, e stroni od nich. No, ptorej, najwyej dwie godziny.
  Moe wpa do Nagara? Pewnie jest u Rosjan, dosta zaproszenie. Nie szkodzi, zaczekam, lubi, jak szczkaj dalekopisy. Przejrz ostatnie komunikaty. Moe akurat czego si dowiem? Nagar opowie, jak byo w ambasadzie, bo Rosjan te bd korespondenci przyciska - co z Wgrami?
  Szstego listopada. Trzydziesta dziewita rocznica. Wieczr chodnawy, powietrze o smaku lekkiego wina zostawia na jzyku cierpki ferment. Rozlege trawniki, zasypane limi baseny ze picymi fontannami syc oczy smutkiem jesieni. Niebo tawozielone, z niezdrowymi ykami czerwieni. Sycha rzadkie pacnicia cikich kropel rosy. Muzyka owadw wygasa. Czasem z daleka nadbiega niby marne jej naladownictwo, krtkie, natarczywe brzkanie dzwonkw rowerowych i pobekiwanie riksz terkoczcych motorem.
  Idzie skrajem szosy. Zostawi auto, nigdzie mu si nie spieszy.
  Przedwczorajsze martwe przyjcie... Bajcsy w swojej rezydencji urzdzi niespodziewanie pokaz filmowy. O dowiadczalnych uprawach ryu w rozlewiskach naddunajskich. Pozory wielkiej strategii. Wiadomoci z kraju brzmiay uspokajajco, wic chcia cign czonkw korpusu, troch goci, uda, e ju wszystko w porzdku, skoro zajmujemy si sprawami agrarnymi. Przy okazji wysucha opinii, przewcha, czego zachodnie placwki spodziewaj si po nowym rzdzie Nagya. "Przyjcie odbyo si w miej atmosferze" tak powinno wyglda sprawozdanie dla M$S$Z-etu. Diabli nadali to przyjcie. Istvan wzrusza ramionami, dwie cienkie bruzdy niedobrego umiechu rysuj mu si w kocach ust. Ambasador kccy si z on drepcze w miejscu, czekaj na schodach, a goci nie ma. Na stoach butelki z coca-col, wod mineraln, nalane kieliszki ze liwowic i winem, tace pene zaksek, park iluminowany sznurami kolorowych arwek. Dugie rzdy pustych ogrodowych krzeseek i biaa struga wiata bijca w rozpity caun ekranu. Sze osb, ktre zechciay przyj, rozmawia szeptem jak w domu aoby. Fatalny dzie! Pokaz wyglda na szyderstwo, gocie snuj si jak widma. Od szstej rano znowu armaty graj wok Budapesztu. Istvan widzi czerwone drzazgi dalekich wystrzaw koyszcych tumanami listopadowej mgy, przetacza si grom za gromem, szklanym szlochem rozbryzguj si na pytach chodnikw wytuczone szyby, osypuj zrudziae, namoke licie w parkach. Apel pisarzy, woanie Wgierskiego Czerwonego Krzya, by oszczdzono stolic... "Czy pan pozwoli kieliszek palinki - zachca Ferenz przechylajc gow - chodny dzi wieczr..." i nieliczni, sposzeni gocie bior, co im podsuwa usunie. Jest Trojanowski i radca do spraw kultury. Polacy nie zawiedli, przyszli Jugosawianie. Jest prezes Towarzystwa Przyjani Indyjsko-Wgierskiej, wysoki, pomarszczony, z brunatn kaszmirsk chustk narzucon na ramiona i gow, jak to zwyky robi wiejskie kobieciny, i przedstawiciel ministerstwa, ale maej rangi urzdniczek, bez znaczenia. Francuzi, Anglicy nie przyszli, maj Suez na gowie, a nie przyjcia. Walki nad kanaem trwaj. Amerykanie bojkotuj ambasad komunistyczn, bo Kadar wezwa Rosjan. Od dzi rana komunikaty T$A$S$S'a nazywaj wydarzenia w Budapeszcie kontrrewolucj. Jeeli ambasada urzdza bahy pokaz filmowy, aprobuje interwencj. Rosjanie, Chiczycy nie przyszli, bo nie wiedz, co si za pokazem kryje; moe jaka demonstracja? Za par dni bdzie wiadomo, kim s pracownicy ambasady wgierskiej w Delhi, po czyjej stronie si opowiedz... Lepiej przeczeka, Istvan umiecha si gorzko. Ile razy w cigu ostatniego tygodnia ambasador przyzywa wonego i pyta natarczywie, czy nie nadeszy zaproszenia na przyjcie do Rosjan. Jednak duych kopert ze zoconym nadrukiem nie byo. "Moe zapomnieli" - prbowa pociesza Ferenz, ale obaj wiedzieli, e takie pominicie ma swoj wymow. Kontrrewolucja. Wskie, strome uliczki Budy zdobywane w grzmotach przewalajcych si czogw. Nie chcieli nas widzie - kiwa gow - woleli, eby nasze aobne twarze nie mciy wita. Nie ma jeszcze instrukcji, jak si maj do nas odnosi... Bez wskazwek z ministerstwa nawet przyja ulega chwilowemu zawieszeniu. Nagy oszala, wypowiedzia Ukad Warszawski, ogosi neutralno. Rosjanie dobrze wiedz, co oznacza taka neutralno. Wszystkie pisma zachodnie triumfuj zdjciami pomordowanych komunistw. Mindszenty jawnie wezwa nard do walki. Neutralno... Neutralno wobec czego? Socjalizmu? Kapitalizmu? Wywalczy powstaniem neutralno? Miecz w rku szalonego. Zachwianie "rwnowagi wojskowej" adnej stronie nie jest w tej chwili na rk. Rosjanie mwi jasno: kto nie jest z nami, ten przeciw nam. Nagyemu wadza wymkna si z rk, fala go poniosa, decydowaa ulica. A w niej lepa sia zbrojnego tumu buchna zapiek nienawici i dawnymi urazami. Ten przeklty major Stowne, gdy go spotkaem, wsadzi pejcz pod pach i ciska mi rk: "Gratuluj. Nareszcie zdecydowalicie si wyrwa z czerwonego wora, ktry wam na eb zarzucono..." Jeeli on tak myli, a polityk si nie zajmuje c dopiero Rosjanie... Dlaczego maj nam ufa? Dlaczego Kadar w przeddzie uderzenia znikn z czterema ministrami? Zachd mwi: poamany w wizieniu czowiek stchrzy, wypad z gry... Znikn z Budapesztu, ju jest poza piercieniem radzieckich wojsk, w Szolnok. Oskara Nagya, formuuje nowy rzd. On chyba dopiero zaczyna walk, o najwysz stawk, o Wgry? Czy o siebie? Po czyjej stronie jest suszno? Czas pokae... Czas.
  Mimo woli przyspiesza kroku, poza nim zostaje ciki kamienny uk Triumfalny, symbol wyzwolenia, na jakie ich sta. Kanciaste kolana unosiy si wysoko w paradnym kroku, byskajc spod kraciastych spdniczek, ponaglany gwizdem piszczaek odszed ostatni oddzia Szkotw.
  Spojrzeniem mknie szerok perspektyw alei ku dalekiemu gmachowi parlamentu, mrocznej bryle pokej od powiaty z niebieskiego sklepienia. Na trawnikach pas si wite krowy z pomazanymi mini garbami i swojsko koacze miedziane brzkado, wyznaczajce stpania zwierzcia.
  Wielki spokj, wiejska senno pynie z najbardziej okazaej arterii miasta. Daleko, jak niskie gwiazdy, mrugaj wiata nadlatujcego auta. Ich blask roziskrza szklany koral zatknity na krowim rogu pobon rk. Istvan z dreniem myli: ja tu chodz, a moi chopcy... Od razu - jakby magi przeniesiony - widzi omioletniego Gez, dziecko wystawia gow ponad parapet rozbitego okna, z zachwytem oglda niezliczone koraliki zielone i pomaraczowe przecinajce niebo nad parkiem, strzelaj karabiny maszynowe wietln amunicj.
  - Odsu si - mwi pgosem, jakby syn mg go usysze. Zamroczony rozglda si po niebie ciemniejcym nad ogromnymi drzewami, patrzy na dugie rzdy jarzcych si latar, mgby przysiga, e przed chwil by w Budapeszcie... Jeszcze ma zawrt gowy, przystaje bez tchu, jakby strcony z ogromnych wysokoci. W uszach szum niedawnego lotu.
  Przechodz dwie kobiety z opatulonymi dziemi. Pobrzk bransolet na nogach i rkach, ciche piewne gosy. Wyszy z mroku, rozbysy czerwieni sari i zapady si w ciemno pod drzewami.
  Podnosi gow ku bardzo odlegemu niebu, na ktrym ledwie par gwiazd si sania, i z gbi serca zanosi prob: Zostaw mi ich. Ukryj. Oso. Tak rzadko Ci o co bagam...
  Gwiazdy przebiega leciutkie drenie. Rozmazuj si w oku zmconym z wzruszenia.
  Przecie chciae by wolny - sumienie zdaje si przypomina niejasne marzenia - gdyby nie Ilona, mgby... Mwie: ja te mam prawo jeszcze by szczliwy.
  Nie za tak cen, wstrzsa si.
  Rozpaczliwie szuka dowodw, e nie jest najgorszy, wart tylko potpienia i rozdeptania. Garstka jakich zasug, dobrych poczyna niesiona w zanadrzu, ale ju napywa ogrom winy. Nie miae dla mnie czasu - oskara gos - dasz, ebym ja zajmowa si tob...
  Przed nim olbrzymia i mroczna kad pachnca terem, kad, w ktrej zabi si Kriszan. Dotd nie pojecha na policj upomnie si o aresztowan kobiet. A Mihaly tak prosi, ufnie zaglda w oczy...
  Jutro, obiecuje sobie, jutro, z samego rana.
  Mimo wczesnej godziny ulice s opustoszae. Rzewy chd wymit Hindusw. Tylko sprzedawca orzeszkw ziemnych drzemie, kucnwszy nad piecykiem penym aru, z gow nakryt rozprutym papierowym workiem. Poprzez wycignite donie czerwono my rozdmuchiwane popielisko.
  - Sab - skomli - sab, wiee, bardzo smaczne mapie orzeszki.
  I Terey kupuje, jakby spenia nakaz dobroci, ktrej sam chce dostpi. Torebka z licia grzeje palce.
  Jeli moje owiadczenie nie wystarczy, poprosz Czandr o pomoc. Biedna kobieta. A moe lepiej, eby Durg zamknli, pamita chciwe oczy jej opiekunki i tych yczliwych, kryjcych twarze w cieniu. Obiecywali suknie i byskotki, a popychali na zniszczenie. Stracia ukochanego, jej ciao stao si niepotrzebnym, dokuczliwym ciarem... Moe je roztrwoni. Nie ma Kriszana, wic nie ma wiata. Skokiem w ogie pochaniajcy widomy ksztat ukochanego ju dokonaa wyboru, umara.
  Mijaj auta, w zielonawym wietle latar dostrzega czerwone kurtki i zote sznury oficerw gwardii prezydenckiej. A moe sam Khaterpalia przemkn... Za nim ogromna, czarna limuzyna z drobn bia skulon postaci, tak, to Nehru ze swoj pospn i pikn crk. Spojrza na zegarek. sma dziesi. Wanie zaczyna si wielkie przyjcie w ambasadzie.
  Jak ma wabiona wiatem kieruje si ku parkowi rozjarzonemu unami reflektorw. Wielka budowla, fronton wsparty na kolumnach przypomina antyczn wityni. Dwaj policjanci w biaych rkawiczkach poganiaj zajedajce auta. Drzewa podszyte wiatem, pitra gazi oprszy blask zawieszonych arwek. Czerwono paliy si rabaty pene szawii. Z daleka sycha brzk skocznej muzyki i przybierajcy gwar ucztujcych goci. Istvan przystan w mroku. Na chodniku przykucna gromadka gapiw, pookrywali si przecieradami, dygocz z chodu, chon niezwyke widowisko.
  Jedne auta wjedaj przez bram, dygnitarzy pastwowych podwoono po skrzypicym wirze ku schodom nakrytym dywanem, inni wysiadali z takswek i z godnoci stpali, schlapani reflektorami stoczonych aut. Kobiety w zotem przetykanych sari zdaway si pyn w smugach perfum i sodkiej woni kwiatw. Niektre miay na ramionach futrzane etole opuszczone nisko, odsaniajce szyj, ujte w zote obroe skrzce od klejnotw.
  Na trawiastej wysepce naprzeciw bramy zwarta grupka mczyzn w bieli wykrzykiwaa rytmicznie jakie haso. Nikt im nie przeszkadza. Istvan sdzi, e to zwolennicy nowego adu demonstruj na cze rewolucji. Hindusw stao ze dwudziestu. Nagle przestraszy go bl dotkliwy, usysza, poj.
  - Hands off Hungary! Hands off Hungary!
  Do szeroko otwartej bramy podszed pracownik ambasady, rosy, tgi, z grzyw blond wosw. Granatowe ubranie jakby nieco za obszerne, spodnie marszczce si na tych butach. Zamieni par sw z policjantami, przywoali oficera, pokazywali sobie grupk demonstrujcych, oficer bezradnie rozoy rce. Woania przybray na sile, gocie wysiadajcy z aut zatrzymywali si na moment, nasuchiwali i szybko ruszali w park peen ogni, udekorowany odwitnie.
  Nie chc sobie psu zabawy - zacisn pici - co ich obchodzi Budapeszt!
  Pracownik ambasady wrci z trzema Hindusami, nieli, jak nieznan bro, czarn tub i ptle pozwijanych kabli, ustawili przy samej bramie wycelowan w mrok ulicy. Z megafonu bluzna potna pie, przewalaa si akordami chrw. Demonstrujcy otwierali usta, ale gosu nie mg dosysze. Stali jeszcze chwil, naradzajc si, zbici w gromadk, wreszcie bezradnie zaczli odchodzi, rozprasza si w mroku alei.
  Ruszy za nimi. Chcia wiedzie, kim s, skd si wzili. Kiedy ich dogoni i zapyta, otoczyli go yczliwie, ciskali rce zzibnitymi palcami, wykrzykiwali jeden przez drugiego:
  - Jestemy z uniwersytetu!
  - Mymy dzi wygwizdali samego Nehru, jak zacz tumaczy, e uderzenie na Wgry jest suszne...
  - Zapomnia, za co siedzia u Anglikw - dyszeli mu w twarz zapachem korzennych potraw i lichych papierosw.
  - Krtacz!
  - Kapitulant!
  Szczupy chopczyna uwiesi si mu na ramieniu, splt palce po kobiecemu z jego doni, ociera si o policzek lepkimi kdziorami dugich wosw, szepta prawie w ucho:
  - Kriszna Menon w O$N$Z-cie powiedzia, e nie moe si zgodzi na dziaania wojsk z zewntrz, wezwa Rosjan do opuszczenia Wgier.
  - Nehru jeszcze par dni temu mwi to samo - potwierdzi inny, oskarajc gniewnie. - Nehru stchrzy.
  - My wprawdzie nie jestemy militarn potg, ale nasz si jest prawda. Musimy by sumieniem ludzkoci.
  - Jak si Nehru tumaczy? - dopytywa si Terey. - Przecie musia wam co odpowiedzie.
  - e sprawa jest zbyt zoona, nie na nasze gowy, e kierujemy si odruchami serca, a nie rozumem politycznym... ebymy si uczyli, a polityk zostawili starszym - jeden przez drugiego woali, peni oburzenia.
  Klaskajc sandaami o wilgotny asfalt szli w pmroku alei ranym krokiem, eby si rozgrza, bo noc bya na pogod chodna.
  - Musielimy go zaatakowa, e zmienia zdanie jak chorgiewka.Wtedy wyzna, e dopiero dzi dosta pene raporty, i mwi: wanie jest aktem odwagi, e zmienia ocen sytuacji teraz, kiedy wie znacznie wicej, e ma nauczk, by si nie spieszy z sdami o sprawach, ktrych nie przemyla gboko.
  - Wtedy zaczlimy gwizda.
  - Nazwa nas band durniw.
  - On ju wystyg.
  - Boi si Rosjan i Chiczykw!
  - Siedzi u Rosjan w kieszeni - parskali nag zoci. - Sprzeda si za te huty, co nam buduj.
  - Mymy si sami zmwili, e pjdziemy pokrzycze pod ambasad. Chcieli nam da po pi rupii, ebymy si wynieli...
  - A ten facet, ktry chcia wicej zapaci, ebymy krzyczeli?
  - Ale mia pikny wz...
  - Amerykanin.
  - Od niego te nikt z nas nie wzi ani rupii... My jestemy niezaleni.
  - Jestemy modzi, sta nas, eby broni prawdy dla samej prawdy.
  Odprowadzili go pod will Nagara. Umwili si, e odwiedz nazajutrz w ambasadzie, prosili o broszury informacyjne, chcieli si zapisa do Towarzystwa Przyjani. Ten, ktry cay czas trzyma go czule pod rami, szepn:
  - A ja chciabym dosta troch wgierskich znaczkw, bo zbieram...
  Istvan poczu wzruszenie, byli bardzo dziecinni w swoich odruchach, ale szczerzy i arliwi.
  - My jestemy za socjalizmem - zapewniali, chwytajc jego rk w ciemnoci - ale gardzimy gwatem.
  Ledwie zatrzasn furtk, Trompette wyskoczya z radosnym naszczekiwaniem, znudzona samotnoci, prbowaa wspi si mu na piersi i poliza po twarzy.
  - Przesta o mnie wyciera zabocone apy - przytrzymywa j za kark pieszczotliwie, cho dygotaa z nadmiaru czuoci, a rowy jzyk podobny do patka szynki wi si gotw do psich pocaunkw.
  - Pana Nagara nie ma - wychyli si z biura Hindus o kobiecych ruchach, agodnym gestem zaprasza radc, by zechcia spocz.
  - Co w Budapeszcie?
  - Sytuacja opanowana.
  - Syszaem to i tydzie temu.
  - Jest nowy rzd. W cigu szeciu godzin wymieciono ulice, czogami rozrzucono barykady.
  - A co z poprzednim?
  - Protestowali, odwoywali si do sumienia Europy. Ale nim si ono zbudzio - szydzi melancholijnie - czogi si przedary pod parlament i premier szuka azylu w jugosowiaskiej ambasadzie.
  - A Mindszenty? - Terey poj, e sekretarz nawet nie wie, o kogo chodzi. - No, kardyna? Wypuszczony z wizienia.
  - Macie dziwne nazwiska, ani wymwi, ani spamita. On schowa si u Amerykanw. W Budapeszcie godzina policyjna, zakaz zebra, rozbrojono wojsko - rozkada donie wspczujc. - Po gromkich wezwaniach Zachd nie da adnej pomocy. Nawet protesty dyplomatyczne byy po aptekarsku odwaane. Ju si przestaje prasa zajmowa Wgrami, panie Terey. Ju s niewane - podkreli z przekonaniem.
  - A co jest wane?
  - Suez. Nadeszy komunikaty, e zatrzymano marsz jednostek angielskich i francuskich. Izrael te jest gotowy wycofa wojska. Zmikli, stracili rozpd do podboju. Chruszczow wygra - Hindus zdawa si namyla, przypomina nasuchy. - Liczyli, e si uwika w rozgrywki na Wgrzech, tymczasem on zaatwi jednym uderzeniem pici. I od razu popar Egipt. Zagrozi, e pole bro i ochotnikw, a to znaczy - wojna, trzecia wojna wiatowa. Wic co Amerykanom zostao? Poprze Arabw, bo inaczej Rosjanie zgarn ca sympati. Anglicy i Francuzi zostali sami na placu boju. Kot skoczy na mysz i znalaz si nos w nos naprzeciwko warczcego psa, wic ju rozglda si, na ktre drzewo uciec, eby si poczu bezpiecznie.
  Trzepota dugimi rzsami, krzta si po hallu przygotowujc szklaneczk dla radcy. Przypomina kobiet, ktra pod nieobecno ma zabawia gocia, troch zakopotana powtarza zasyszane sdy, przerastajce jej horyzonty umysowe, grozi i rani, nawet nie wiedzc, co powiedziaa.
  Istvan zapad si midzy poduszki fotela, przygnbiony wpatrywa si w porastajce grzebykami pomieni dwie szczapy na kominku i nagle wszystko zaczo go drani. Czarny eb nosoroca, ktrego Nagar nie ustrzeli, tylko odkupi. Mylistwo uprawiane na pokaz, rasowy legawiec nie uoony do polowania, francuska kuchnia dla zapomnienia o latach godu, maski, za ktrymi kry si samotny, cigany czowiek, tsknicy za dobrobytem i spokojem. Czowiek, ktry urodzi si na styku trzech mocarstw: kajzerowskich Niemiec, cesarskiej Austrii i carskiej Rosji, odci si od swego narodu i religii dziecistwa, od pamici o wymordowanej rodzinie, a tak niewiele zyska w zamian... Moe nawet jego homoseksualizm by take pozorem, nag, ktry mu uatwia wejcie w krg wyrafinowanych snobw, midzy zdziwaczaych, nudzcych si artystw. Czego tu szukam? - zatrwoy si. - Nie, fakty zostaj faktami, tylko komentarze potrafi zamieni je na p i wier prawdy, nadzia sodkim kamstwem... Przyszedem tu wycznie po komunikaty. Nagar ma je najszybciej. I lubi mnie... Wic nie ukrywa tego, co przez kilka godzin jest tylko jego wasnoci. Jutro usysz to samo z radia New Delhi, przeczytam w gazetach, fakty si starzej przeraliwie szybko, chwil trwa ich znaczenie, owa godzina, w ktrej zadziwiaj, olniewaj niezwykoci powice, poraaj groz. Nazajutrz, skoro si z nimi oswoimy, ju tylko s, staj si prawie bezuyteczn wiedz o yciu, o tym, co za nami, co mino, przeszo.
  Nie sposb ogarn si przeciwstawnych, nard dwunastomilionowy i on sam jest sztonem w grze. ycie czowiecze, dobro najwysze, dziesiciu, stu tysicy nie ma adnego znaczenia... Co mona zrobi? Jak swoim pomc? Po czyjej stronie stan?
  Nie - potrzsa gow, jakby odpowiada na czyje nage pytanie - ja nie bd strzela do Rosjan. Wtedy mnie zmobilizowali, byem w mundurze, lufa wskazywaa przeciwnika. Nie miaem wyboru. Okazao si, e jest z busol, jeli nie patrzysz w sumienie, nie uznajesz cudzych praw do chleba i wolnoci. Przecie chcielimy ocali nasz kraj... A wyszlimy z wojny okrojeni, wpisani w rejestr wrogw, obok tych, ktrych ludzko uznaa za zbrodniarzy. Zrobiono z nas... Nie, trzeba mie odwag powiedzie sobie: mymy stali si, kosztem ogromnych ofiar, ruiny kraju, ich wsplnikami.
  Teraz, po tym nieszczsnym powstaniu, co z nami bdzie?
  Fakty mwi, e wystpilimy przeciw tym, ktrzy, eby nas wyzwoli, musieli podbi. A mielimy szans w rku... Czy mamy j nadal? Kto si odway raz jeszcze mwi o przyjani ponad wieo rozlan krwi? Przyja, przecie o niej trbili Rakosi i Ger, a budowali wizienia, siali nienawi... Kto stanie przed narodem i powie po tym, co zaszo: zaufajcie mi, jestem komunist... Kadar tworzy rzd? A kime on sam jest? W imi czego wezwa rosyjskie czogi przeciw Wgrom, on, ktry take jest Wgrem? Co chcia ratowa? Dzi ma przeciw sobie wszystkich, prcz garci, ktrzy podobnie jak on myl, e ocal Wgry, to, co jeszcze zostao z szalestwa i pogromu. Czy nard moe mu wierzy, skoro armaty za nim agitoway...? Rosjanie nie mog ufa, wyszed z wizienia, otar si o mier, faszywie oskarony, torturowany, z tego wizienia, ktre zbudowali jego towarzysze. Wyszed z yciem, ale czy ocali w sobie wiar w socjalizm? Czy potrafi zapomnie o doznanej niesprawiedliwoci? A moe przywoa Rosjan, eby nareszcie mie okazj wyrwnania rachunkw z dawnymi oprawcami, teraz bdzie si mci... Czy ma dosy w sobie wielkoci, by nie jtrzy, nie potpia, ale scala, podwign, wesprze, co jeszcze nie zostao obalone? Jake Rosjanie mog mu wierzy, skoro nard wyzwoli go z celi, a wic jest przede wszystkim Wgrem?
  Istvan podpiera gow rkami, wpatruje si w migotliwe tace pomykw, drewno przepalone pka i garstka iskier pomyka w mroczny lej komina. Pies wzdycha ciko, jakby dzieli jego udrk.
  Jeeli zrobi ostatnie posunicia, eby zdoby wadz dla osobistych porachunkw i za sto lat tum wywlecze jego koci z mogiy i utopi w Dunaju... Jeli naprawd chce ratowa Wgry, biorc na siebie straszliwy ciar odpowiedzialnoci, podejrze i nienawici, nard mu nie tylko wybaczy, ale zaliczy midzy bohaterw, ktrych imiona wymawia bd pokolenia ze czci i wdzicznoci.
  Najblisze lata poka. Czas kaleczy, czas leczy.
  To niejedno z przesile w rzdzie. Zosta sam na placu. On i bacznie obserwujcy go Rosjanie. Gdyby mona wiedzie, czego on naprawd chce?
  Jedno pewne: o nas si trzecia wojna wiatowa nie zacznie.
  W drzwiach pokaza si Hindus i przechylajc kdzierzaw gow oznajmi:
  - Mam ostatnie wiadomoci. Mimo obsadzenia granicy austriackiej przez wojska radzieckie, opucio Wgry, jak obliczaj tymczasowo, okoo dwustu tysicy... Stany Zjednoczone powoay specjaln komisj, ktra rozmieci ich w obozach i uatwi emigracj z Europy.
  No, i mam odpowied - Terey zacisn pici - zaczyna si exodus... Kadar przegra. Mymy wszyscy przegrali.
  Wpatrywa si w mrugajce pomyki czerwonawo podwietlonej czeluci kominka. Wydao si, e z ogromnej dali rozpoznaje poncy Budapeszt. Wpatrywa si do blu, z tpym nateniem. Wreszcie otrzsn zmor i powiedzia pgosem:
  - Nie. Nie chc.
  Suka zwrcia ku niemu plamisty eb, oczekiwaa rozkazw. Hindus, o ktrym zapomnia, sta wsparty o framug drzwi.
  - Nie bd duej czeka. Zadzwoni z domu. Do widzenia.
  - Pan Nagar bdzie niepocieszony, e pana wypuciem - poda mu bezwoln, wsk do.
  Istvanem targn lk. Podj z ziemi poskrcane tamy. Wiadomoci, ktre si mey w dalekopisach, ju dotyczyy innych krajw. Z umilkniciem dzia w Budapeszcie wiat jakby straci zainteresowanie Wgrami, wydao mu si, e sprawa powstania opada w gb wielkiego milczenia, ktre z wolna zatapia w niepamici ich porywy, szamotania, krew i pospiesznie uklepane groby.
  Wola unikn spotkania z Nagarem, jego irytujcej ywotnoci. Tak niefrasobliw rado zdradza czasem i chirurg woajc: "Co za pikny guz, jak licznie nars", t zdolno miewaj i malarze, gdy chon wyschnit twarz ebraka i jego kolorowe achmany w potopie wiata tropikalnego jako linie godne utrwalenia i zestawienia barwnych plam.
  Nawet nie spostrzeg, kiedy znowu znalaz si przed rozjarzonymi ogrodami radzieckiej ambasady. Przyjcie si koczyo, gocie zaczynali wycieka. Megafon przerywa muzyk i wywoywano auta, ktre potulnie w chrzcie wiru toczyy si ku schodom.
  Nie byo to jeszcze oficjalne zamknicie, bo ambasador nie egna odchodzcych i muzyka graa pod namiotem parku. Gapiw kucao niewielu, sennie spogldajcych na zielonkawe ognie klejnotw, wowe byski zotych acuszkw i dziwaczne stroje europejskich dyplomatw.
  Stan po drugiej stronie ulicy, pod rozoystym drzewem, w mroku tak chodnym jak zamarznity atrament.
  Auta wyjeday tnc snopami wiate. Na mgnienie wyuskiway z ciemnoci garstk Hindusw, biae rkawiczki policjantw i pnie drzew. Przezornie mruy oczy, nim go blask zatopi. Sta olepiony, kiedy poczu, e chodne palce ujmuj go nad okciem i znajomy gos pozdrawia:
  - Liczyem, e pana spotkam. Ale od was nikt nie przyszed. Niesuszna demonstracja. Skoro ju si stao...
  - Jak pan mnie wypatrzy?
  Mecenas Czandra pachnia yardleyem, smoking zaciera jego azjatyck obco.
  - adna sztuka. Chciaem pana zobaczy i ukaza mi si pan w wietle reflektora jak na scenie. Czeka pan na kogo? Czy moemy si przej? Troch wypiem, oni maj dobr wdk, jednak chd przenika, kiedy si stoi.
  - Chodmy. Sam nie wiem, co mnie tu przygnao - szczerze przyzna Terey.
  - To ja - zatar rce adwokat - cay czas o panu mylaem.
  Szli w ciemnoci, raczej si syszc ni widzc. Z rzadka przenikali w wiato lamp, bryzgajce przez zdziczae gazie. Wtedy Terey mg dostrzec zacinicie ust i lnienie gadko ulizanych wosw Hindusa.
  - Co pana, radco, czy z on Khaterpalii?
  - Nic. No, znam j - zdziwi si Istvan.
  - Nic, czy ju nic, bo to rnica? - pyta dociekliwie.
  - Znam jej ma z klubu, lubimy si, bywam u nich, jak pan wie, od czasu do czasu...
  - Nienawidzi pana - powiedzia z przekonaniem. - Musiao si co wydarzy... Niech pan dobrze poszuka w pamici.
  - Nie. Uwaam oboje za yczliwych mi ludzi.
  - Dzi rano umwiem si z waszym ambasadorem. Mia pan racj, to czowiek z gow, zna si na interesach i chyba dojdziemy do porozumienia. Ona bya przede mn...
  - Pani Khaterpalia?
  - Koczyli rozmow. Nie czua skrpowania, bo zalicza mnie do wsplnikw ma, powierza mi trudne sprawy i ona wie, e potrafi je ukry na dnie serca jak w studni. Nie jest pan ciekaw, o czym mwili?
  - Ciekaw? Tak - przystan, zwracajc si w stron Czandry. Grzli w ciemnoci, gorzkawym zapachu widncych lici.
  - Chyba ostrzegaa ambasadora, e pan chce zosta po tej stronie, e pan nie wrciby... Czy to prawda? Mnie pan moe miao powiedzie, ja jeden mog panu pomc.
  - Ja? - parskn oburzony. - Brednie! Chyba si pan przesysza.
  - Tak mylaem. A szkoda. Pan by sobie da rad. Ona co mwia o paskich planach maeskich, zayoci z Anglikami...
  - Wymienia jakie nazwisko?
  - No, jednak si pan zaniepokoi - Istvanowi wydao si, e adwokat rozchyla wargi w bezgonym, drwicym umieszku. - Przy mnie tylko majora Stowne...
  Odetchn, stenie w szczkach tajao.
  - Bez znaczenia. Emeryt. Oczywicie, e go znam.
  - By oficerem Intelligence Service. Suba nigdy si nie koczy, to niemal powoanie... - dyskretnie zaznaczy.
  - Nie wiedziaem - odci si Istvan. - Stowne jest milczkiem, cho lubi wypi.
  - Nie naley zbyt ufa pozorom - uprzejmie sprostowa - stpamy pewnie, bo nie wiemy, jakie puapki kryj si wok nas.
  - Czy ona mwia co o... - zacz Terey i nagle zamkn si w sobie. Nie! Czandra o Margit nie moe wiedzie.
  - No, miao...
  Istvan ruszy spokojnie jak kto, kto po dniu pracy pragnie uy ruchu, przepuka puca chodnym powietrzem nocy. Krokami liczy przydugie milczenie, jakie midzy nimi tao. Czandra czeka, wreszcie - jak dla zachty - zacz:
  - Nie wiem, co mwia przed moim przyjciem, ale ma pan w niej wroga. Niebezpiecznego. To nie jest ulega Hinduska. Angielska krew. Dziaa z wyrachowaniem. No, powie mi pan? Nie?
  Dwanacie, trzynacie, czternacie - odmierza. Obok przelatyway auta pene rozbawionych goci. wiato zmywao blaskiem trawniki mokre od ros.
  - Pani Khaterpalia nie powinna opuszcza domu, czeka na maego gocia - cign Czandra. - Ale moe dla niej waniejsze, eby szkodzi? Co pan jej zawini?
  Wzruszy ramionami. Chcia zapomnie w epizod z nocy weselnej, spycha, pomniejsza, a wyda mu si bez znaczenia, jednak tkwi jak jtrzca zadra.
  - Opowiadaem panu o cudownym ocaleniu zmarego brata naszego wsplnego przyjaciela, rady... Chyba pana doszo, e sprawa jest pomylnie zakoczona. Dla wszystkich. Dla zmarego te. Poy par miesicy yciem, jakiego nie zna, ktrego nie dali, i nie dadz mu bogowie... Szkoda, e pan nie sysza tego targu. Te i rodzony brat domagali si ode mnie pewnoci, e on nigdy nie powrci, bo ju nawet by gotw odej do swojej samotni. Pan rozumie, co w ich pojciu byo pewnoci, co ich mogo uspokoi raz na zawsze ? Rozkoszny targ - zamia si cicho - a wszystko dla dobra tego nie narodzonego jeszcze dziecicia. I jak tu nie wierzy w przeznaczenie? Przyjdzie na wiat obcione win, bo Grace wysuchaa wszystkiego bez sowa protestu. Kocha to mae, woli, eby nie musiao z nikim dzieli bogactwa.
  - I pan z ca swobod o tym mwi? - achn si. - Pan im to zaatwi?
  - Niemoliwe sprawy s moj specjalnoci. Zaatwiem i zarobiem. Przecie rada i rani wiedzieli, czego chc, honorarium, ktre wypacili, w peni im uwiadomio, e domagaj si ode mnie amania praw boskich, i co trudniejsze, ludzkich. I wasza wita ksiga wspomina o Kainie. Nic nowego! Waciwie czy ludzko zna inne zabjstwa? Ludzie powinni by brami, a wystarczy tylko ubra ich odmiennie i wetkn im patyk z rnokolorow szmatk i gotowi si wzajemnie mordowa... Co si dzieje w paskiej ojczynie? Zanim was rozjechali czogami, Wgrzy patroszyli Wgrw powieszonych za nogi na latarni. Jak pan to nazwie? Sprawiedliwy wyrok - szydzi - ktry z walczcego o wolno czyni oprawc... Gdyby pan tam by, ciekawym, gdzie by si pan znalaz, czy midzy rozdeptywanymi na bruku, czy pord tych, co wieszaj, bo si komu gba nie spodobaa i legitymacja z gwiazd? A jakie pan ma prawo sdzi mnie i potpia? - tumaczy ze zowrog agodnoci, ale Istvan czu, e Czandra jest wzburzony.
- Czy dlatego, e ja z panem jestem szczery, a pascy przyjaciele nie? Chocia to ludzie bliscy, krg yczliwy: rada, jego te, urocza, pena oczekiwania, wsuchana w swe ono rani Grace. Lepiej niech pan poszuka w pamici, czym pan j urazi... Wtedy sprbuj znale ratunek.
  Istvan apa oddech, wydao mu si, e zosta obity po twarzy. A nie wolno odda, bo gada si nie bije, tylko zabija. Albo trzeba omin, obej z daleka...
  Szli w ciemnoci pod niebem podobnym do sieci, byskajcym wzami gwiazd. Stpali w jednym rytmie, w nog. Zgadywa, e Czandra powiedzia mu o tamtej sprawie, by go zachci do wyzna, wymieni swoje winy, poczu mroczne wsplnictwo. Spowied bez odpuszczenia? Rado potpionych, e jest ich tak wielu, zwarty, szczepiony jak kleszczami rozpacz tum. Uwaaj, to jest ledztwo. On chce ci mie - ostrzega go wewntrzny gos.
  Wbrew sobie, powoli skada wyrazy, omijajc sedno niepokoju.
  - Czy rani Grace powiedziaa, dokd chc uciec?
  - Tak - spado uderzenie. - Trudno nam byo uwierzy, dziwne miejsce panu wybraa, jakby zapomniaa o Paryu i Londynie. Pan chce uciec do Australii?
  Skuli si, stpa jak automat.
  Chciae wiedzie, to si i dowiedzia. No, ju znasz prawd, jeste zdradzany... Tylko ebra miosierdzia.
  - O, Boe - tchn ledwie, jednak tamten z pochylon gow ju pochwyci.
  - A jednak pan zapamita - ucieszy si. - No, nie musi pan bra tak dosownie. Wystarczy, jak pan powie do mnie z przekonaniem: ratuj, a zrobi wszystko, co pan zechce... Lub prawie wszystko - poprawi si jednak na pewno pomog. Nazywaj mnie przecie dobroczyc. Nie ma sytuacji bez wyjcia, tylko trzeba si raz zdecydowa. Trzeba wiedzie, czego si chce. Dla siebie. O sobie, wycznie o sobie powinien pan myle. Bo nas nikt nie kocha prcz nas samych. Nikt, moe pan by pewien, e nikt...
  Weszli w gorzk wo rozsnutych dymw, z obu stron cieki pojawiy si niezliczone ogniska, par ostrych, czerwonych jzykw lizao noc, inne ledwie rowiay spod przygasych popiow. Dostrzegali teraz szarawe kokony cia spowitych w przecierada, lecych z podkurczonymi kolanami w pozie embriona.
  - Dokd mymy si zapdzili? - Terey ockn si, miasto wyznaczone wiatami lamp zostao daleko za nimi. - Czy tu te pal umarych?
  - Nie. Ale i tak mona o nich myle, cho jeszcze yj. Chodna noc. pi przy ogniskach. Bezdomni. Ubodzy, umiowani przez Boga - haridan. Tak ich nazwa Ghandi - szydzi Czandra.
  Stali chwil, patrzc na ogromne obozowisko. Nasuchiwali dalekiego paczu niemowlcia i chrapania picych, pomyki zdaway si szepta zaklcia, gryzy pospiesznie cierniste gazki i badyle, ktre rozsypyway si na siwy popi.
  - Zimna noc - otrzsn si Czandra.
  Istvan spojrza na niego, w nikym poblasku ognia biay gors koszuli, smoking i rkawiczki, ktre uparcie naciga, sprawiay wraenie, e jest przebrany za kuglarza, za chwil zacznie si wystp na estradzie, tani, niewart ceny biletw, nawet oklaskw.
  - Wracamy - zgodzi si i nie zwaajc na towarzysza zacz i krokiem coraz szybszym, jakby ucieka.
  W hotelu Danpath portier wskaza mu klucz wiszcy na tablicy z numerami pokoi.
  - Miss Ward wrcia tylko na chwil i od razu wysza.
  Niespokojny zapa takswk i kaza si wie do domu.
  Wntrze wozu pene zaduchu, potu i mdych pachnide budzio obrzydzenie. Opasy kierowca w wystrzpionych swetrach bezwstydnie przygarnia lew rk modego chopca, ktry przymilnie chichota. Stary ford trzs si i zgrzyta, przepuszcza swd spalonej oliwy. Istvanowi wydao si, e tamci, zajci sob, zapomnieli, dokd maj go zawie.
  Wysiadajc z ulg dostrzeg rozmazane, te wiato u siebie w pokoju. Na wp zbudzony czokidar pry si przy wejciu na werand. Na kocu w kcie kulia si po psiemu przytajona dziewczyna.
  Nie mg trafi kluczem do zamka, cho spieszy si, nie chcc kochankw krpowa. Rce mu dray.
  Margit podesza do drzwi, przypadli do siebie z tak rozpaczliw gwatownoci, jakby si mieli rozsta na zawsze. Milczeli objci, jej czoo wsparte na szorstkim ju policzku, a pod jego ustami sucha fala wosw pociemniaych w pmroku. Ciar najdroszego ciaa, ktre jest przy nim, bliskie, podlege. Czu wasne serce. Poprzez chropaw wen kostiumu poznawa jej ciepe ciao, gadzi, przygarnia z ogromn czuoci. Cay wiat utraci znaczenie, byli tylko we dwoje, sobie przeznaczeni.
  - Dlaczego si nie pooya? Zostaniesz u mnie.
  - Depesza, Istvan - szeptaa dotykajc policzka ustami.
  Nie wypuszcza jej z ramion.
  - Co tam jest?
  - Nie wiem.
  - Trzeba byo otworzy, nie mam przed tob tajemnic.
  - Otworzyam, ale to po wgiersku - tchna, trzymajc go kurczowo.
  Drgn. Uwolni si z oplotu jej rk, podszed do biurka, wsun pozginany arkusik w ostry blask lampy.
  "Jestemy zdrowi stop nie martw si kochany stop ju spokj stop Ilona".
  Rozchyli usta jak w modlitwie penej wdzicznoci.
  yj. Omino ich. Spojrza na dat, nadane przedwczoraj. Podnis gow i zabolao go zrozpaczone spojrzenie Margit. Znowu od niej odszed, zostawi j za nieprzekraczalnym progiem.
  - Wszystko w porzdku - umiechn si zakopotany. - yj.
  Wydao mu si, jakby oczekiwaa innej wiadomoci, oczy miaa pene udrki.
  - No, to jeste spokojny.
  Obj j, ale czu, e drewnieje w ramionach. Ju nie byo midzy nimi tego zespolenia a do zachynicia uwielbieniem, cakowitym oddaniem.
  - Zostaniesz? - nie nakazywa, ale pyta.
  Dotkliwie odczua rnic, pochwycia ttnem krwi, nie uchem.
  - Jak chcesz - odpowiedziaa sennie, podesza do fotela, rozpia tweedow kurteczk, zacza si rozbiera.
  - Zga wiato - skina rk - zdawao mi si, e kto stoi pod oknem.
  - Czokidar. Chcia si upewni, czy moe ju si pooy, czy nadal ma udawa czuwanie.
  - Odwieziesz mnie pniej - szepna, sprawdzajc doni, e ju jest nagi. Przygarn j. Drgn, dotknwszy twardych, chodnych piersi, lekkiej wypukoci ona, tajao rozdzielenie.
  - Nie... Nie... Chc, eby bya przy mnie, jak si obudz, zanim otworz oczy, musz wiedzie, e jeste tu. Margit...
  Przez mgnienie zapragn zwierzy si jej z niepokojw, opowiedzie o rozmowie z Czandr i przeczuwanym zagroeniu, jednak pochaniaa go jej blisko, przeczesa palcami gste wosy niby wiosenn traw, sun doni po plecach jak po nagrzanym kamieniu nad brzegiem potoku, oddech jej szumia przy uchu. Wydao mu si, e to las, ktrego wierzchokami powiew koysze, bya mu znw caym wiatem.
  Jakie to szczcie, zachysn si peen wdzicznoci, e mog tak mocno kocha.
  W ambasadzie depesza od ony wywoaa poruszenie. Uznano j za dowd, e nastpio cakowite uspokojenie, a zniszczenia nie musz by due, skoro poczta sprawnie dziaa.
  - Jeeli u ciebie w domu nic si nie stao, zreszt byem tego pewny, zachodnia prasa specjalnie wyolbrzymia rozruchy - wpatrywa si w depesz Ferenz - to i u mnie wszystko w porzdku. Rodzice mieszkaj o par domw za rogiem przy Lenin Kerut.
  Zebrali si w trjk z Judyt. Istvan prbowa przenikn cig twarz Ferenza, upart, o pociemniaych z niewyspania powiekach. Gryzie si, myli, pierwszy raz okaza niepokj o rodzicw. Nigdy o nich nie mwi, tak jakby si sam narodzi i sobie wszystko zawdzicza.
  - Stary nareszcie oddycha, w nocy przysza deklaracja Kadara, wyczyta z niej, co chcia, i chodzi dumny, e si nie zapdzi w pochway Nagya... Powtarza mi trzy razy to samo zdanie: kto da wycofania wojsk radzieckich, ten wiadomie czy niewiadomie opowiada si po stronie kontrrewolucji i prze do utraty niepodlegoci. Ja to przewidywaem... Mnie od pocztku powstanie mierdziao kontr.
  - Znaczy, e nic nie zrozumia - popatrzy Ferenzowi w oczy Istvan. - Nie doszo go albo nie chce wiedzie, dlaczego zaczy si rozruchy, musiaby uderzy si we wasne piersi.
  - Mylisz, e ta krew nie zostaa przelana na darmo? - zawaha si Ferenz. - Pewnie, bdy byy, ale znw nie takie, eby rozbija cay aparat, rozwizywa parti... Na kim si Kadar teraz oprze? Na tych, ktrzy si w por schowali i tum ich nie wydusi? Czy na powstacach, ktrzy strzelali do Rosjan? Jedno wiem, e to za mao, eby rzdzi.
  - Twardo mwisz - pokrcia gow Judyta - musiao ci mocno co dopiec w tym tekcie.
  - Mnie? - skrzywi si Ferenz. - Przeczuwam zapowied porachunkw, a jak one wygldaj, moesz zobaczy w kadej amerykaskiej gazecie z reportaami z Budapesztu. Wystarczy kogo na par minut powiesi, a potem ju dugo mona mu wspczu, emy si pomylili. - Przesun palcem wetknitym za konierzyk, jakby go uwierao nakrochmalone ptno.
  - Nie denerwuj si, jestemy w Indiach. W kraju tymczasem wszystko si uoy. Byle tylko obce rce nie mciy - pocieszaa Judyta.
  - "Szabad Europa" rzucia haso: "Niszcz fabryki, uszkadzaj maszyny, eby Rosja nie miaa poytku z twego warsztatu pracy". Mie, co? - dobi ich sekretarz. - Sam suchaem.
  - No i kto im uwierzy? Przecie to sobie robiliby szkod - wzruszy ramionami Istvan.
  - Jak raz zaczli strzela - zaspia si Judyta - a mieli o co... Nie ma nic bardziej tragicznego ni uczciwe porywy uytkowane przez wrogw, obracajce si nam na zgub. Od tumu nie wymagaj rozwagi, to ywio. Rwnie atwo wynosi, dwiga, jak niszczy.
  - Dajcie mi t deklaracj do przeczytania - prosi Istvan - spieram si, a nie widziaem czarno na biaym.
  - Stary jej si pewnie uczy na pami, ale id do szyfranta, da ci kopi - powiedzia Ferenz. - Wida z niej, e bylimy na skraju przepaci. Zachd planowa, ebymy si porwali na Rosjan, podszczuwa,obiecywa pomoc, a tymczasem chcia sobie zaatwi Suez. Std wida sens wydarze. Zaczynam rozumie popiech Chruszczowa, musia mie spokj w Budapeszcie, wyrwa atuty z rk przeciwnikw, ktrzy prbowali narzuci tempo gry. Nie da Wgier i nie dopuci do odebrania Suezu Naserowi.
  Siedzieli w korytarzu na pitrze, blask pada na bujne wosy Judyty, pen niepokoju twarz. Za oknem w arze indyjskiej jesieni egloway nitki pajcze, ogrodnik wygrabia twarde licie. Nad czerwieni szawii ulatyway te motyle.
  - Co oznacza wedug ciebie "nie da Wgier"? - nastroszy si Terey. - Wgry nie s yk, ktr mona wetkn za cholew. Nie da, bo mymy si nie dali uprowadzi Zachodowi, bo ludzie nie chc fabrykantw w hutach Csepelu ani dziedzicw na rozparcelowanej ziemi. Socjalizm, jaki by by, jest nasz wasn spraw, nie do oddzielenia od niepodlegoci.
  Ferenz lekko przechyliwszy gow przyglda mu si z umieszkiem.
  - Z ciebie jest gracz - wyd doln warg - wic idziesz na now koniunktur...
  - Gracz? Wspczuj wam, jeeli w tym, co si u nas dzieje, moecie widzie ju tylko gr, a w politykach pionki na szachownicy. Czy wy, u diaba, nie jestecie Wgrami?
  - Moe zaczniesz jeszcze opowiada, ile ksiek wydawano przed wojn, a ile si teraz wydaje, o zespoach amatorskich i muzeach otwartych dla ludu, to ci powiem: pisz notatnik agitatora, nie wiersze. Pisz, pisz, a zostaniesz naczelnym Szabad Nep - rozzoci si Ferenz.
  - Suchaj, Istvan - prbowaa odwrci uwag Judyta - dzwoni do mnie twj protegowany malarz, chcia si upewni, czy ma szans dostania stypendium.
  - Nie jest to najpilniejsza sprawa - drwi Ferenz - kiedy cae Wgry zatrzsy si...
  - Dla Ram Kanvala wana. Chyba pismo poszo? Grunt, eby mia nadziej, oni s nauczeni cierpliwie czeka.
  Judyta spojrzaa na Tereya prawie z litoci, chciaa co wyjani, ale wzruszya ramionami i westchna:
  - Poczeka do przyszego wcielenia. Ty jeste dobry chopak, Istvan - zabrzmiao, jakby powiedziaa: naiwny, a moe nawet gupi.
  - Chciaem ci oznajmi, e za to twj drugi protegowany - zacz zoliwie Ferenz - no wiesz, zbieg z Cejlonu, literat...
  - Ja go wcale nie popieraem.
  - Ale nachodzi ambasad, dawae mu podarki, poyczae pienidze...
  - Wydrukowa dla nas dwa artykuy. Sam go, towarzyszu sekretarzu, podsune.
  - Artykuy zern z naszych broszurek. Tyle jeszcze potrafi. Nie robi ci, Istvan, wyrzutw, jednak lepiej, eby wiedzia, kim si opiekujesz. On za par dni wyjeda do Bundesrepubliki. Bdzie pisa stamtd pochwalne reportae.
  - A mwie, e nie umie pisa - odci si Terey.
  - Napisz za niego, napisz, wystarczy, e podpisze - dobi go Ferenz. - Ty jeste poet, szukasz prawdziwej sztuki, a gardzisz zwyczajn tub, bo to jest tuba do wynajcia, i tak trzeba Daj Motala traktowa. Kupili go Niemcy. Uprzedzili nas.
  - Nie bd mieli wielkiego poytku.
  - Caa nasza pociecha - przyznaa Judyta i chcc zakoczy spory, dorzucia: - Czy kto z was by w kinie? - Widzc ich zaskoczenie wyjaniaa: - Film niewany, tylko kronika, wczoraj w Splendid Palace widziaam barykady na ulicach Budapesztu i zabitych powstacw. Mwi wam, dla tych paru minut musicie pj. Serce si ciska, rdmiecie pokiereszowane, stercz wypalone domy.
  - Pjdziemy, Istvan? - zachca Ferenz, mac palcem po szybie.
  - Co tam rysujesz? Szubienic?
  - Nie. Twj monogram - odci si Ferenz - due T, cho to nawet podobne...
  - Idcie na sm - prosia Judyta. - Czy wy musicie si wiecznie kci?
  - Nie wiem, czy bd mia czas - wykrca si, chcc zabra Margit.
  - Co masz pilniejszego do roboty? - zainteresowa si Ferenz. - Stronisz od nas, prawda, Judyto?
  - Tak. Dawniej by inny - przyznaa bezradnie. - Odmienie si, Istvan.
  - Zawracanie gowy!
  - Wpadae na kaw, zawsze mielimy o czym pomwi - robia wyrzuty.
  - Pan radca straci do nas zaufanie - przygwodzi Ferenz. - Znalaz sobie wida innych powiernikw.
  - Sam wiesz, e to nieprawda - odwrci si Istvan i chcc przerwa rozmow odszed do swego pokoju. Pisa list w sprawie Ram Kanvala, gorco zachwalajc jego malarstwo. Kiedy milky uderzenia w klawisze maszyny, sysza gosy z korytarza, rozmawiali jeszcze. Zgadywa, e mwi o nim. Lewe ucho go pieko. Stara ciotka zawsze ostrzegaa: lewe ucho ci pali, mwi o tobie le, prawe - dobre wiadomoci. Powraca natarczywy lk, co Bajcsy wie o Margit, czy da wiar i jak ostrzeenia zechce wykorzysta? Nie mg usiedzie na miejscu. Sign po telefon, a kiedy odezwaa si centralka, zada poczenia z prokuratur. Hinduska dugo poszukiwaa prowadzcego ledztwo w sprawie wypadku motocyklisty Kriszana, wreszcie trafi na waciwego urzdnika, ten wysucha go cierpliwie, poprosi o nazwisko, litera po literze. Gdy Istvan skoczy, niespodziewanie owiadczy, e interwencja jest zbdna, mimo e uwagi radcy ambasady s dla nich cenne, ale zatrzymana poprzedniego dnia zostaa zwolniona. Stwierdzono niezbicie, e nie miaa adnego interesu, by pozbywa si ma, a jej samooskarenie byo wynikiem szoku, jakiego doznaa.
  Istvan z uczuciem ulgi, a troch i zawodu, odoy suchawk.
  - Spniem si - powiedzia pgosem.
  Zastukano do drzwi, ale zanim zamylony powiedzia: prosz - wsun si ysawy wony.
  - Ja w sprawie papierzyskw - potoczy rk po biurku, na ktrym pitrzyy si biuletyny i gazety - przecie pan radca nie ma ju gdzie si ruszy... Mona uprztn? Co odoone, wezm do archiwum, co zbdne do pieca, i bdzie mona oddycha.
  - Dobrze. Bierzcie sterty z podogi, waciwie i z biurka. Co potrzebne powycinaem i mam w teczkach.
  - Ja wiem, urzdnik potrzebuje papierzyskw, ale pan radca dawniejszy wojskowy, po co jak mysz w starych gazetach szeleci. Wynios, przyjd nowe - pomacha rkami, jakby chcia wzlecie nad szczelnie zapchane pki. - Ja te, aby przejciowo tutaj...
  Spojrza na gwd po zdjtym portrecie Rakosiego i mrugn porozumiewawczo do Tereya.
  - Mylaem, e bd w Indiach aby dwa lata i znw w nasze strony, a tymczasem przetrzymaem tych wielkich... Oni pospadali ze swoich wysokich stokw, a ja siedz, swoje robi i nie musz si niczego wstydzi.
  Umiechn si chytrze. Obejrza swoje donie, jakby sprawdza czynie brudne.
  - Zbieram mieci...
  - Czy wycie sobie troszk nie yknli?
  - Tak - przyzna - panu mog powiedzie... Wszyscy tu maj gby pene wielkich sw: walcz o socjalizm, ale delikatnie, z wygodami, za cik fors. A ja t rk - stukn lew otwart do prawej - zabiem czterech faszystw, tyle co wiem na pewno.
  - Kiedy?
  - Jak z Salomines poszedem do czerwonych, do Hiszpanii. Robiem w kopalni z Wochami, Polakami, Algierczykami, z ca choot. Nie mielimy nic do sprzedania prcz siebie.
  - A tam?
  - Nad Ebro? Tych, co zabiem? Jeden by Hiszpan, paniczyk, bardzo przystojny go, jak mu zawizywaem oczy naplu na mnie. To rozumiem, prawdziwy wrg. I trzech Maurw... Ci umieli dga noami.
  - Co was tak naszo na wspominki?
  - A bo ja z angielskim nie bardzo, nie czytam gazet... Czasem szyfrant powie, jak jest, ale si trzy razy dookoa obejrzy. Maleter rozstrzelany. Ja go znaem...
  - Wolelibycie, eby sobie sam w eb strzeli?
  Wony patrzy zaskoczony.
  - Myli pan, e nie byo wyjcia?
  - Czowieku, nie wiem, wszystko jest domysem. Ja te si mcz... Mylicie, e mi lekko? - poderwa si Terey. - A jeeli ta mier ratowaa tysice innych? Patrzcie na to jak na straty w walce.
  Pochyli gow, spoglda na Tereya spode ba, gorzki grymas wykrzywi mu wargi.
  - Nie, panie radco, nie mog. To byoby za dobrze. Wy, jak ju si stanie, zawsze potraficie wykoowa czowieka, e trzeba, e s rne racje, a ja swoje wiem.
  Popatrzy znowu na wasne rce surowym, taksujcym spojrzeniem, jakim ojciec patrzy na synw, kiedy wracaj z pola do roboty.
  - Ja, cho zabijaem, mam czyste rce - wyprostowa si. - Chodz sobie po ambasadzie i przygldam si towarzyszom. Oni czuj zmiany i kady myli, jak si ustawi.
  - Przecie to ludzkie.
  - A ja si tam nie martwi, czy mnie zwolni z roboty, bo mog przyj lepsi. Dam sobie zawsze rad. Tylko chciabym do koca mie pewno, e co robi, nie jest dla penej miski, e si suy narodowi. Ja bym i dzi krwi nie odmierza na kropelki, jak trzeba, to trzeba. Co mog wicej da prcz ycia?
  Terey podszed do niego, ucisn mu mocno rk, szerok, ktra nawet po latach zachowaa guzowate stwardnienia.
  - Ja te tak myl. I takich s tysice.
  - Dlaczego im si tak trudno zmwi i wygnie te wszy, co nas oblazy? Cae ycie mylaem, e jedna partia... Ech, widzielimy, jak jest. - Nagle poderwa zaczepnie brod. - Niech pan powie, e to zaley od takich jak ja. Lepiej pjd do magazynku i kropn jednego. Bo co tam ja, pan, ambasador, Wgry s wane! Wgier trzeba pilnowa. I tak ju nas obernli, e nie mona swobodnie splun, bo leci za granic i dobrzy ssiedzi si obraaj.
  Podszed do drzwi i na wp artobliwie si skoni.
  - Przepraszam, panie radco, za miao. Ja nieuczony jestem, moe czym uraziem.
  Terey uwanie sucha krokw w dugim korytarzu. eby si tylko nie natkn na Ferenza, ten by mu da szko!
  Zacz kry niespokojnie, przemierza gabinet jak cel, po przektnej od drzwi do okna. Spoglda przez nie na lep cian garaw, okryt gstw przykurzonych lici.
  Ile razy pokpiwali z wonego, nazywano go pijaczyn z zasugami. A przecie to jeden z tych, na ktrych mona liczy, kiedy trzeba ofiary. Przemkno mu: Nie towarzysze, a gwodzie, jest czym zbi, wiza, umocowa ciany domu. Wejd w mikkie drewno i bd trzyma. Nawet sobie tego nie poczytaj za zasug. Po prostu uwaaj, e wanie po to istniej. A my? A kime ja jestem? - wyrzuca sobie. - Jakie mam prawo go poucza.
  I nagle wydao mu si, e jeszcze nie doszed do swego rozdroa, a prba jest przed nim, prba, o ktrej stara si nawet nie myle.
  W lustrze odbijaa si twarz postarzaa, cinita jak pi. "Wychude, Istvan, gryziesz si, a ja nie mog ci pomc, uly, cho wiem, co ci drczy" - powraca peen wielkiej yczliwoci gos Margit, czu, jak wodzi palcami po zwartych szczkach, sinych od wygolonego zarostu. Na myl o niej przymyka oczy jak kot w smudze soca, napicie agodniao.
  Powinienem si opanowa, bo z lada powodu nastpi takie spicie, e bd aowa. Trzeba bez przerwy pamita, e nie wolno narazi Margit, o ni te, o kady dzie z ni dzielony musz mdrze walczy.
  Budapeszt kad si czadem na sny, dawi niejasnymi obrazami, w ktrych do blu pojmowa wasn bezsilno. Budzi si nagle, jakby go kto targa za rami. Przeraony nasuchiwa, czy nie dzwoni telefon. Serce kurczyo si gwatownie. I z ogromn ulg odnajdywa Margit obok siebie, czu ciar jej uda, najdroszy zapach skry i wosw przy skroni. Wiedzia, e ona nie pi, tylko udaje sen, by cho chwil odpocz, zapomnia. Ley przyczajona, w szeroko otwarte oczy sypie si ciemno. Z wdzicznoci odkrywa, e czuwa nad jego nerwowym snem, nagym jak przycinicie kontaktu wyczeniem wiadomoci, a przecie chcia jak najduej syci si jej obecnoci, wsuchiwa w oddech, ktrego rytm z wolna si uspokaja, cho jeszcze przebiegay w nim westchnienia jak fadki po wodzie trconej powiewem, zachynicia, jakby tumia pacz nieukojony. I nagle gowa zapadaa si gbiej w poduszk. Zasn, a we nie j traci, cho przyrzeka sobie, e bdzie czuwa, przyjmowa t darowan godzin nocnego zjednoczenia jak utwierdzenie w mioci. Wysoko w rogu okna zielonawo rozmazywa si szczerbaty jesienny ksiyc.
  - pij - prosia agodnie, wodzc doni po jego szerokiej piersi musisz stara si odpocz... Ja wiem, e jest ci bardzo ciko, ale sprbuj usn.
  Peen wdzicznoci i zawstydzenia, e j porzuca, caowa leniwymi wargami i nie wypowiedziawszy ani odrobiny z czuoci, jaka go zatapiaa, usypia niepostrzeenie.
  Budzi si roztaczajc przed sob pewno dugich nocy, kiedy bd ju naprawd razem, jak m z on, karmi serce, ucisza gd ciaa nigdy nie zaspokojony, a jedynie tumiony na krtko pieszczot, ulegoci, kiedy si Margit przed nim otwieraa jak ksiga ciepych tajemnic. Marzc o dugich nocach nie dranitych miedzianymi trbkami kogutw, o nie i przebudzeniach, ktre s tylko po to, by si upewni, e jest, e tak mocno jest przy nim, omija, przesadzi jednym skokiem ow przeszkod, jakby dawno staa si niewana, zmalaa, zmienia si w suchy kos zamany w poprzek cieki, niewart dostrzeenia w stpaniu popiesznym, w rytmie podwojonych krokw. W tych snach zagubi Ilon, zepchnit w przeszo, midzy dawno przeyte sprawy, podobne do wyblakych, starych fotografii. Przypominaj, emy pod tymi drzewami obozowali, piewali przy ognisku, ale to ju mino, niewane, odlege. A jawio si ogromne zdziwienie, jak wtedy mogo mu si zdawa, e by szczliwy, skoro dopiero dzi naprawd wie, czym moe by mio. Cae dotychczasowe ycie byo jednym wielkim oczekiwaniem, sposobieniem si jeszcze niewiadomym na spotkanie Margit. Z dwch kracw globu nieomylnie los wid ich ku sobie i od owego weselnego wieczoru zaczynaj si liczy najszczliwsze dni. Grace nie byo. Nie byo, to przypadek, pomyka. Musiaem by lepy, przecie ju tamtego wieczoru spotkaem Margit, a jeszcze nie przeczuwaem, kim si dla mnie stanie.
  Grace... Zdolno do intryg, plotek, ktrymi zatruwaj sobie ycie indyjskie damy, i chodne angielskie wyrachowanie. Nie jest kobiet, ktr mona by odgrodzi w eskiej czci domu, skaza na ycie midzy kuchni i oem. Ma swoje sekretne plany i sama potrafi je przeprowadzi. Nawet stan nazywany bogosawionym nie uczyni jej agodniejsz. Potworna narada w sprawie wygrzebanego z aobnego stosu pretendenta do spadku... Bya wtedy. Wiedziaa, milczaa, a wic uznaa racj, ktre ojcem i mem kieroway. Jak trafia do Bajcsyego? Zna go z przyj oficjalnych, jednak nie tylko z samej mciwoci z nim si spotkaa... A moe jej ojciec zrobi uprzejmo Staremu i dokona przelewu ze swego zagranicznego konta? Co w zamian zyska? A gdyby tak poprosi o rozmow z Bajcsym, apel Kadara stwarza wietny pretekst, lepiej wychodzi niebezpieczestwu naprzeciw... Co Ferenz w tej deklaracji wyczyta, e gotw ksa na olep? Kadar, jeszcze jeden m opatrznociowy. Jeli si oprze na starym aparacie, oni wszyscy na razie bd za nim, uszczliwieni e nie zada rozliczenia. Bol mnie Wgry. Mj nard. Wezwa tamtych na pomoc... Komu na pomoc? Chcia ocali rewolucj. Ju ma spokj w Budapeszcie - gorycz podpywaa pod gardo. Rewolucja jest obosiecznym mieczem, niech nikt si nie udzi. Ludzie nie tylko dostaj swj naleny chleb, ale i ucz si myle.
  Czas pokae... przyapuje si na tym, e mwi sam do siebie, zapatrzony w cian garay, przywalon chluniciami zieleni. Oby nas to nie kosztowao za duo. Wydaje si, e wasny nard ma podcite yy i krew spywa nie powstrzymywana. I co wtedy? Odwoywa si do sprawiedliwego sdziego, czeka na wyrok za p wieku?
  Zdecydowanym krokiem ruszy do pokoju szyfranta, zastuka w pancerne drzwi.
  We wntrzu sta aparat radiowy, pkata kasa i wski st z lamp krelarsk - zupenie kabina telegrafisty na statku, nie brakowao i wskiej podnoszonej pryczy przypitej do ciany.
  Kereny zwrci ku niemu blad, nalan twarz, z gonika radioaparatu dobiegay wgierskie gosy, ktre szyfrant prawie odruchowo stumi.
  - apiecie Budapeszt?
  - Czasem, jak noc i penia, bywaj czyste odbicia, mona przypadkiem chwyci - tumaczy krelc linie palcem w powietrzu.
  Wicej nie docieka. Byo jasne, e szyfrant sucha "Szabad Europa".
  - Co nowego?
  - Szepiow owiadczy, e wojska radzieckie opuszcz Wgry w kadej chwili. Wystarczy, eby Kadar zada. Nie ma z nim adnych kwestii spornych...
  - I on tego nie zada - potrzsn gow Terey.
  - Bo jutro by go nie byo.
  Kereny przyglda mu si z twarz senn, niemal obojtn.
  - Podawali wanie - obaj wiedzieli kto, cho nie wymieniali stacji - e powanie uszkodzono kopalni uranu. Byli zadowoleni, e nie uda jej si uruchomi przed upywem p roku.
  - Wic Wgrzy dali si nabra - uderzy pici w st - udaa si emigrantom prowokacja... Nawoywali, eby niszczy fabryki, bo co ich obchodz Wgry? Caa ta patna psiarnia szczeka, jak im ka, a nasi lepo wierz wszystkiemu.
  - "Szabad Europa" ma tak szybko wiadomoci, a to dziwi czowieka zamyli si szyfrant - musz mie wtyczki wysoko.
  - Teraz nie sztuka. Dwa tygodnie mieli otwarte granice, jedzili tam i nazad. A ludzie ju sami nie wiedz, kto chce dobra Wgier, kto ma racj: Nagy, ktry da nura do Jugosowian, Mindszenty, ktry zwia do Amerykanw, Kadar, ktry wczoraj wyszed z wizienia Rakosiego, a dzi sprowadza czogi... W gowie si mci. Obd! Ja do was przyszedem po deklaracj, bo z rozmw z towarzyszami widz, e kady z niej co innego wyczyta... Szukali tego, co chcieliby w niej znale.
  - Dwie stroniczki podali, zapisaem - wycign z szuflady teczk z bibukowymi kopiami - ale tego nie wolno mi z rk wypuci, niech pan tu czyta...
  Istvan podszed do zakratowanego okna, odwrci si plecami i szybko przerzuci komunikat. Kadar wyjania, e na decyzj jego wpyny akty dzikiego terroru, samosdy, ktre nie zmierzay do karania winnych bezprawia, ale godziy w komunistw, jak i on dopiero co zwolnionych z wizie Rakosiego i Ger. Tum zamordowa sekretarza Komitetu Budapesztaskiego Imre Meze, dyrektora Muzeum Wojskowego w Csepel Sandora Siklaya, oddanego sprawie Wgier towarzysza Karamar... Wadza wylizna si z rk Nagyemu, jego rzd by bezsilny. Wkroczenie Rosjan stao si koniecznoci historyczn, jeli Wgry nie miay sta si drug Kore. Jednak tajna policja zostaje rozwizana i dawne metody stalinowskie ju nie wrc, winni zostan pocignici do odpowiedzialnoci...
  Terey pokiwa gow. Ten punkt musia zaniepokoi Ferenza, bo zasugi, ktre otworzyy mu drog do dyplomacji, mogy si okaza przewin, zalenie od tego, kim bd ludzie rozpatrujcy jego przeszo.
  Podnis gow i napotka uparte, czujne spojrzenie szyfranta.
  - No, i co pan na to?
  Radca wzruszy ramionami.
  - Diabli wiedz, co si kryje za takim owiadczeniem. Kereny pochyli si nad szuflad i wycign w skupieniu paczk papierosw, czstujc kossuthami Tereya, poda mu ogie i rzuci mimochodem:
  - A wier miliona poszo na wygnanie, przynajmniej tak mwi - jakby chcia go jeszcze dobi. - Nie tylko zbuntowani studenci, ale caa nasza druyna, mistrz wiata w pice nonej, stracona.
  Powiedzia z takim rozgoryczeniem, e radca musia si umiechn.
  - Mona przebole...
  - Tam s chopcy na wag zota, kady ich wemie i zapaci, ile zechc. Nie bd ju grali w naszych barwach. Gorzej ni klska, pan wie, jakie to wraenie wywoa na wiecie? W opinii milionw kibicw leymy. Koniec z Wgrami! - Wydmuchn z oburzeniem smug dymu. - Nic mnie nie obchodzi, jeli cae ambasady zwiej, urzdnikw byle kim si zastpi, ale bramkarza albo skrzydowych... gdzie znale takie talenty?
  Terey, chocia nie umia dzieli jego rozpaczy, rozumia wzburzenie.
  - Wolna Europa mwia o dezerterach z placwek?
  - Tak. Wyliczali z Nowego Jorku, Parya, Londynu... Atakowali ambasad w Wiedniu, bo nasi si zabarykadowali i nie wpucili emigrantw, to wany punkt, na szlaku... Duga lista. Ciekawym, czy i u nas kto nie wyskoczy? Ale kto chciaby zosta w Indiach?
  Terey rzuci:
  - Nie musz tu zostawa, mog jecha, gdzie chc. Tylko dla takich Kadar nie jest Wgrem, a kraj uwaaj za stracony... Uczuciowe szczury. Ciekawym, ilu spord tych, co zbiegli za granic, wymachujc narodowymi chorgwiami, dugi czas siedziao wysoko za biurkiem, w cenzurze, w sdach, w bezpieczestwie? Bya okazja, to unikajc sdu spynli, przezornie pomazawszy sobie twarze krwi polegych. Zrobili si wielkimi powstacami. Jutro ich posyszymy przez radio, jak bd oskarali parti, wydadz szczegy ciemnych historii, a dobrze wiedz, bo sami...
  - Gdybym was nie zna, towarzyszu - szyfrant obraca z namysem papierosa - pomylabym: dymna zasona. Rozmawialicie z wonym?
  Istvan kiwn gow.
  - Wypi troch i tak sobie zacz naszych po kolei bra pod wiato... Kady dzi miaby jakie powody, eby powiedzie w pewnej chwili: cze. Nawet Stary, bo ju wyej nie pjdzie, a co odoy, przekaza do Szwajcarii, tego mu i Kadar nie odbierze.
  - A wy? - zahaczy go radca. - Macie na miejscu on, dziecko, dobry zawd - pokaza na pancern szaf - byoby na wymian, C$I$C przyjoby was z otwartymi rkami.
  - Pewnie... Tylko trzeba, ebym ja chcia, a mnie si nie spieszy... Ja si nie obraam na socjalizm.
  - A cocie o mnie mwili?
  Szyfrant zawaha si, jednak zdusiwszy papierosa wyrba:
  - ona i dzieci w kraju, ale i to niepewna kotwica. Ilu wanie byo zadowolonych, e si mog urwa od rodziny. Wy zostaniecie, ale moecie sami si spali, towarzyszu, mwi szczerze, bo wy zaraz skaczecie do oczu. Nie patrzycie komu...
  - Nie martwcie si o mnie.
  - Ju adne par lat jed po zagranicy i powiem wam, radco, e jest odmiana. Dawniej bymy tak nie rozmawiali. Jeden by si drugiego ba. Dobrze ju, e mona do czowieka gb otworzy... Cho te jeszcze trzeba wiedzie do kogo. I u nas nie brak szkolonych, co by drugiemu chtnie na eb wleli, byle ich tylko wadza moga lepiej sobie upodoba, pozoci. Ale ja wiem, jaki kto jest. Powiedz tak, zrobi, powiedz - nie, te piknie. Jednak blachy ju mi na oczy nie zao. Byo raz i do.
  - A c was do mnie przekonao?
  - Towarzyszu radco - Istvan pojmowa, e ten zwrot mia dla szyfranta szczeglne znaczenie - wycie mi dziecko uratowali.
  - Ja?
  - Mihaly wszystko opowiedzia, nawet w gazetach byo: oszalay so.
  - Ech, takie gadanie - bagatelizowa Terey - on sam zawrci.
  - Ale mg nie zawrci - wpatrywa si w niego szyfrant - wtedy miazga. Mihaly nie zmyla.
  - Chyba, e mu si czasem duchy zwiduj - umiechn si radca.
  - Jak Mihaly mwi, znaczy, e co tam widzia - broni dziecka Kereny. - Hindi te si nauczy szybciej jak stary, sam nie wiem kiedy.
  Nagle Terey zobaczy, e oywiona twarz Kereny'ego chmurnieje, nabiera obrzdowej powagi, odwrci si, w drzwiach, ktre otwary si bezszelestnie, sta ambasador.
  - O czym wy sobie tak na boczku? No, mnie si nie musicie krpowa - zachca wysuwajc bia do.
  - Mwilimy wanie o duchach - zacz niefrasobliwie Terey. - Czas taki, e lepiej o duchach ni o polityce.
  - O czym? - nastroszy grube brwi ambasador.
  - Przecie mwi, o zwidzeniach Mihalya.
  - Tak - podchwyci szyfrant - on widzia zmar on Kriszana... Jeszcze przed wypadkiem.
  - Gupstwami si zajmujecie - rozgniewa si nagle na przypomnienie wydalonego kierowcy. - Dajcie ju raz spokj nieboszczykom, towarzyszu Terey. Sami nic nie robicie, nie nachodcie drugich. Przeszkadzacie w pracy.
  Opar grube, kosmate donie o st przy aparacie radiowym.
  - Jest co nowego? - spyta. Szyfrant pokrci przeczco gow. - Nie? Co w ministerstwie sobie myl? Powinni da cynk nam pierwszym, wtedy mona mie wpyw na pras, podsun nawietlenia politykom, robi co, a nie dowiadywa si dopiero od wrogw, nadstawia tyka i czeka, kto pierwszy przyoi.
  Wycign z kieszeni zmit, pokrelon notatk i pooy na stole, jak gracz kadzie atutow kart.
  - Nadajcie zaraz. A wy, towarzyszu Terey, nie uciekajcie, chc z wami pomwi.
  Przypar Istvana do futryny, pooy rk na ramieniu, dmucha mu w twarz kwanym odorem fajki. Chwil patrzyli sobie w oczy.
  - Lepiej zajdmy do was, bdziemy swobodniejsi - popycha radc przed siebie poufale, zaznaczajc swoj przewag.
  I teraz kolej na spraw Margit - przygotowywa si do obrony, niespokojnie czekajc, z ktrej strony Bajcsy go bdzie prbowa zaskoczy.
  Ambasador rozsiad si w foteliku radcy, wyj fajk i skrzany kapciuch, dugo nabija tyto, przygldajc si Tereyowi z ukosa.
  - Do kogo dzwonilicie dzi z rana, Terey?
  - Ja? - zdziwi si. - Ach, tak, do prokuratury. Pan ambasador ju wie? Dobry wywiad.
  - Linia bya za dugo zajta, telefonistka si tumaczya - mamrota trzymajc fajk w misistych wargach i spogldajc pospnie. - Co to za konszachty?
  - Dzwoniem w sprawie drugiej ony Kriszana. Zatrzymali j niesusznie - mwi jak o wydarzeniu bez znaczenia - oskarali, e wsypaa cukier do baku...
  - A wy moecie ju przysiga, e to nie ona? - przetoczy zwalisty tors, a fotelik zaskrzypia, opar si okciami na biurku. - Co was u diaba to obchodzi?
  - Rozmawiaem z ni.
  - Po co? - rykn nagle. - Ja mam tego do! Skoczcie z tym, Terey.
  Radca milcza, przygldajc si, jak wzburzony sapie, jak mu chodzi wzdte podgardle.
  - Powiedzcie, co si z wami dzieje? - zacz niespodzianie tonem penym yczliwoci. - Przyjrzyjcie si sobie w lustrze.
  - Widuj si co rano przy goleniu - mrukn Terey.
  - S zmiany, co? Po prostu nie ten czowiek. Oczy podkute, twarz - jakbycie z baby nie zazili, i ta pobudliwo, z kadym szukacie zwady...
  - Ja?
  - Martwicie si o swoich? Przecie dostalicie od ony depesz. Licz, e teraz j tu cigniemy. Zaczniecie dobrze sypia. Nerwy, Terey, trzeba trzyma w garci. Tropik zera. Wiecie, co ja bym wam zaproponowa? Mnie was szczerze al - skrzywi si wspczujco - jak si troch uspokoi, wecie sobie dwa, trzy tygodnie odpoczynku, dobrze wam zrobi wyjazd.
  Mimo yczliwego brzmienia gosu, pochwyci baczne spojrzenie spod przymknitych powiek z dwiema tymi plamkami, jakby grudkami odoonego oju. Instynktownie zgadywa, e ambasador ma jakie wyrachowanie, eby si go pozby.
  - Dzikuj, panie ambasadorze, ale czy kolegom nie bdzie przykro...
  - Ferenz was z powodzeniem zastpi. Nie mwi, ebycie jutro jechali. Towarzyszu Terey, ja wam pjd na rk, nie powinnicie si na mnie boczy. Pora, trzeba odpocz.
  Pogmera rk w pliku wycinkw.
  - Szkaluj porzdnych towarzyszy, psy na nich wieszaj. Jedyna ich wina, e chcieli socjalizmu, a nard nie nada. Po czyjej stronie wy jestecie, Terey? - wycelowa w niego cybuszkiem fajki, z ktrego mgli si siny dymek.
  - Pan ambasador wie, nie ma o czym mwi.
  - Kadar przej wszystkie hasa powstacw, eby si utrzyma, ale od deklaracji do wykonania jest na szczcie sporo czasu, ludziska obmacuj guzy, podlicz szkody i zaraz im przejdzie, ostygn w zapaach. Wielkie mi zmiany, tak jakby czapk przewdzia, a gowa zostaa ta sama, gowa ktra wie, czego chce. Wy to moecie uwaa za oportunizm, kiedy widzicie, jak lini palec i badam, z ktrej strony wiatr wieje, a ja wam mwi, Terey, e tego mnie nauczyo ycie. Trzymajmy si zotego rodka. - Widzc, e radca nieskory jest do podejmowania dyskusji, pykn fajk i zapyta: - Jak oceniacie nasz pokaz filmowy..? Nieudany, co? Jeszcze jeden dowd, e trzeba przeczeka, a oburzenie przycichnie. I wtedy kapa po kropli, artykulik do prasy, wysa Hindusa do nas na reporta, umieci par fotografii z winobrania, adne dziewczyny, eby si kady obliza. Ale na to trzeba czasu. Jak wrcicie wypoczci, obmylimy kampani.
  Trzeba go podrani, eby puci farb - nachyli si ku Bajcsyemu.
  - Czy udao si panu ambasadorowi zaatwi ten przelew? Przyda si na co mecenas Czandra?
  Bajcsy obrci si jak uderzony znienacka, ale twarz radcy pena bya skupionej gotowoci podlegego, oddanego szefowi urzdnika.
  - Czandra - gwizdn cicho z uznaniem - ministerialna gowa, nawet nie przypuszczaem, e macie takie znajomoci. Wyraa si o was z uznaniem. Ja sobie jednak bez niego poradziem. Moecie zapomnie o tamtej rozmowie.
  Podnis si, tgim zadem odsuwajc krzeso. Wypuka fajk o rg biurka, szurniciem nogi rozcierajc popi.
  - Ustalcie z Ferenzem, kiedy wyjedziecie. Moe w grudniu, eby mie wolne wita?
  Stojc ju w drzwiach zapyta:
  - A gdzie bycie pojechali?
  - Nad morze, na poudnie... ni mi si ocean.
  - Prawdziwy Wgier - wymamrota na wp drwico ambasador. - Bombaj, Kalkuta?
  - Jeszcze dalej. Koczin. May port.
  - May, ale wany. Zawadzaj o niego wszystkie linie z Anglii i Woch, na Malaje i dalej do Australii.
  Odwrci si i wyszed zostawiajc drzwi na ocie otwarte. Terey patrzy na jego barczyst sylwetk, pochye plecy, nie by pewny, czy ta Australia nie bya sygnaem ostrzegawczym, na ktry czeka.
  - Pojad - szepn - bybym gupi, gdybym nie skorzysta.
  Puci wentylator, wielkie migi rozpdziy dym fajki, ktry niebieskim woalem sta pod sufitem.
  Zacz pracowa z tak pasj, e a si wzdrygn, gdy zadzwoni telefon. Posyszawszy nazwisko zagodnia.
  - Ach, to pan, Ram Kanval... Wanie dzi o pask spraw pytaem.
  - Tu Kanval, ale brat, ja jestem tumaczem, miaem zaszczyt pana pozna - sprostowa cienki gos z koguci zadzierystoci. - Nie wiedziaem, czy pana radc jeszcze w pracy zastan. Dzwoniem do domu.
  Istvan spojrza na zegarek, dochodzia czwarta.
  - Rzeczywicie pno.
  - Czy nie zechciaby pan odwiedzi mego brata? Dzi jeszcze.
  - A co si stao?
  - Mwi ze sklepu... Moe pan podjedzie do nas.
  - Takie pilne?
  - Chyba tak.
  - Ale mog zje obiad? - zaartowa. - Niedugo potrwa. Bd o pitej.
  - Pamita pan radca drog? Na wszelki wypadek wyjd na rg alei, przed nowymi blokami.
  Gos mimo jasnego brzmienia by peen troski, wic spyta:
  - Co si stao z Ramem?
  - Tak, ale ju lepiej. Jest przytomny, pan radca okazywa mu tyle yczliwoci...
  - Dobrze, bd...
  Co si tam mogo sta? Dlaczego Ram nie dzwoni? Pewnie si im na zo zagodzi. Moe chce kilkadziesit rupii poyczki? Nie, do, jeden jego obraz mi wystarczy. Wicej nie kupi. Nie mam cian, eby je wiesza. W Budapeszcie? Ilona powiedziaaby: nasi chopcy maluj lepiej. A Margit? Czy jej si naprawd podobay, moe kupia wiedziona litoci lub eby mi zrobi przyjemno? Nie, ona jest bardzo wspczesna. - Wydao mu si, e obrazy Kanvala wietnie by pasoway do wntrza maego domku o szerokich oknach ze skrzynkami kipicymi poarem nasturcji, przypominayby obojgu lato indyjskie, w rok, kiedy si poznali. Ju wida szaroniebiesk cian i pen aru paszczyzn z malowanymi - niby-postaciami. Na kominku stoi czarny dzban i pk rdzawych gazi, obok kamienna gowa, ktr dosta od Czandry. - Nasz dom, Margit i mj. Przez szerokie okno pola kukurydzy, niebo koloru farbki i jeden obok, na nim uraw studzienny...
  Nagle si umiechn, pejza australijski, ktry za oknem umieci, jawi si przypomnieniem stron rodzinnych, kraju chopicej szczliwoci.
  Zamyka szuflady na klucz, zbieg pogwizdujc po schodach. Wony drzema w hallu, z gonym stukniciem, by go zbudzi, pooy klucz na stoliku.
  Wony otworzy jedno oko, ledwie skinwszy gow na poegnanie, schowa klucz do kieszeni i zapad w drzemk, ruszajc zabawnie wsami, po ktrych aziy muchy. Musia sobie dobrze ykn. Milczaa pusta ambasada, pracownicy dawno wyszli.
  Caujc Margit opowiedzia jej pospiesznie o telefonie, nawet myjc rce przytrzymywa drzwi nog, eby jej nie traci z oczu. By szczliwy mogc wodzi za ni oczami, wydao mu si, e w jego obecnoci nie stpa, tylko zdaje si taczy.
  - Moesz mnie zabra? - spytaa ostronie i na wszelki wypadek przygotowaa torb z lekarstwami, kazaa wygotowa strzykawki. Obiad skoczyli szybko ku zadowoleniu suby.
  Prowadzc austina zdy odczyta duy napis: Gabinet Figur Woskowych, film grozy.
  - Zapomniaem ci powiedzie - dotkn jej uda - e dzi idziesz ze mn do kina. Musz zobaczy dodatek, s zdjcia z powstania, pokazuj Budapeszt.
  - Na ktr idziemy?
  - Na szst, jak bdziemy wraca od Kanvala, o tej porze nie spotkamy nikogo ze znajomych. Bd sami Hindusi, bo to taszy seans.
  Przecili dzielnic willow, powietrze pachniao po wiejsku obor i sianem, wiezionym na skrzypicych tongach. Ju z daleka zobaczy znajom sylwetk, granatowa marynarka z metalowymi guzikami, jakie nosz w angielskich internatach, biae, szerokie, nakrochmalone spodnie.
  - Co si stao?
  Drobna twarz, w ktrej tylko oczy byszczay, pene wyrzutu, i ws dugo nie przystrzygany, obwisy, kosmykami wchodzi do ust.
  Kanval koysa gow, szczliwy, e si spotkali, e ju ich ma i prowadzi do brata.
  - On wypi jak trucizn. Teraz lepiej. Nie mogem mwi przez telefon, bo tam wszyscy nadstawiaj ucha, a w sklepie znaj nasz rodzin. Nie chce powiedzie, czym si otru... ona jest przy nim.
  - Samobjstwo?
  - My nawet nie chcemy o tym myle - odegnywa si zawstydzony. - Jednak tak to wyglda. Ostatnio bardzo mu szwagier dokucza i te mu podburza on... Oni sdz, e jemu si nie chce pracowa. Malowanie wedug nich nie jest prac, a innej nie dosta, cho sam widziaem, ile si nachodzi... Marzy, e std ucieknie, e na par miesicy zapomni o Indiach. Pan radca obieca stypendium. Bardzo liczy na wyjazd do Wgier - nagle zawoa piskliwym gosem: - W lewo teraz, przez rw... Skoczyli z wodocigiem, rozkopuj, eby pooy kable.
  Czerwony kurz dymi spod k, ktre kruszyy grudy spieczonej gliny.
  Przed domem gromadka dzieci bawia si szklanymi kulkami, gon wrzaw witay celne uderzenia. Szczupa dziewczynka w kwiaciastych spodniach kucaa na rodku jezdni, potrzsajc triumfalnie woreczkiem ze zdobytym upem.
  Po stromych schodach, z czerwonymi plamami wyplutego betelu, wspili si szybko do mieszkania rodziny Ram Kanvala. Posmutniaa ciba krewnych czekaa na radc, wymienili szybkie uciski rk i z szacunkiem patrzyli na Margit, bo may tumacz zdy oznajmi, e jest lekark.
  W ciemnawym pokoju lea chory owinity kocami, ksztat wychudzonego ciaa ledwie rysowa si w fadach materii. Obok ka staa gliniana misa z biaym pynem.
  Istvan odsun zason z okna i wiato zachodu dobyo tozielon, lnic od potu twarz Rama. Usta rozchylone chciwie chwytay powietrze, lea bezwadnie, tylko oczy mu biegay pene wasnego nie kontrolowanego ycia.
  - ona mu daa duo zsiadego mleka - tumaczy brat. - Jednak wszystko zwraca.
  - Bardzo dobrze - pochwalia Margit. - Mleko jest odtrutk.
  Badaa suchawk prac serca, liczya ttno. Wyuskaa strzykawk i nacigna z ampuki tawy oleisty pyn.
  - Dam mu na wzmocnienie. Czym on si tru?
  - Naparzy jakie zioa - bezradnie rozkada rce siwy, tgawy ojciec. - Gdybymy wiedzieli, e to tak bdzie, nikt by mu jednego sowa nie powiedzia.
  - Spokj, przede wszystkim spokj - nakazaa Margit. - Nie wchodzi, nie rozpacza nad nim... Bdzie spa. Drgawki ustaj. Czy by ju lekarz? Gdzie ona?
  Przy drzwiach opara si drobna kobieta w chopskim, bawenianym sari. Gow miaa tak nisko zwieszon, e Istvan widzia wyranie ukarminowany przedziaek i aobne skrzyda rozplatajcych si wosw. Ciasne rkawy biaej bluzki wrzynay si jej w ramiona.
  Ram Kanval pozna Tereya, umiech na kurczowo zacinitych wargach przypomina twarze konajcych na tec.
  Radca pochyli si nad prycz, uj do zimn i spocon, ciya mu bezwadnie.
  - Jeszcze nic straconego, panie Ram, jeszcze pan pojedzie. Obiecuj panu.
  - Nie - sapn. - Oni panu kami... Powiedzieli dzi, e nie chc mnie ani moich obrazw.
  Mwi przerywanym szeptem, logicznie, tylko oczy to uciekay na sufit, to robiy zeza.
  - Zatrucie jakim alkaloidem? - troskaa si Margit. - Na pukanie odka za pno... Co mia, odda z mlekiem. Dawka nie bya miertelna, ale ju zna skutki poraenia. Niewiele mona pomc. Licz, e przetrzyma.
  - Bdzie y? - brat domaga si prawdy, wygrzebujc zgitym palcem kaki wsw spomidzy warg.
  - Jeeli bdzie chcia, jeli bdzie walczy... - odpowiedziaa zwijajc gumowe rurki suchawek. - Od was zaley, czy bdzie mia po co.
  - Suchaj, Ram - potrzsn jego rk Terey - przysigam, e jeli nie do nas, pojedziesz do Czech, do Rumunii, wszyscy attachs to moi koledzy.
  - Powiedzieli, e moje obrazy s przeciw socjalizmowi, zdegenerowana sztuka - cedzi szeptem - e nie na to stumiono u was rozruchy, eby ludzi zatruwa tak wystaw.
  - Ferenz - zyma si radca.
  - Nie. To sam ambasador. Ju przepado...
  - Nic nie przepado - krzykn wzburzony Istvan. - Pojedziesz do Parya, porusz niebo i ziemi.
  Ram Kanval krzywi wargi w grymasie umiechu, renice zataczay koa, zbiegay si w ktach oczu, nie panowa nad ich ruchami, musiao go to mczy, pot gciutki jak piana wystpi na czoo.
  - Musisz y, syszysz? yj, to pojedziesz!
  - Nie krzyczcie, ja was sysz na czerwono - szepta.
  Naraz zacz si dawi, zginay go skurcze, a na wargach pokazao si troch biaawych grudek serwatki. ona uklka przy ku i ocieraa mokrym rcznikiem twarz.
  - On nie yje - skomlia - zostawi mnie...
  Margit szorstko odsuna jej rce.
  - Nie, usn. Dajcie mu spokj. Nie mczcie pytaniami. Zaso okno, wiato go razi. Haas widzi kolorami... Ja bym go wolaa odesa do szpitala - zwrcia si do starszego pana w wielbdziej kamizelce, ktrego obnaone kolano, widoczne spod zmitej dhoti, dygotao nerwowo.
  - Po co? Tu wszyscy przy nim czuwamy, ma dobr opiek. Lepiej go nie mczy. Szpital kosztuje. I tak ju caa kamienica huczy, e go zabilimy - szarpn za rami skulon przy ku synow i rozkaza:
- Po mu w nogach butelki z gorc wod... Jak go pilnowaa? To twj m.
  - Wycie go zadrczyli, wy nic si nie znacie - skoczya do tecia, wymachiwaa przed twarz rkami otwartymi jak szpony. - Przed chwil by na barsati kupiec i chcia, ebym sprzedaa jego obrazy, dawa za kady po dziesi rupii.
  - I sprzedaa? - zaniepokoi si brat. - Taka okazja.
  - Nie jestem gupia... dawa po dziesi, da i po dwadziecia.
  Istvan dojrza, jak powieki malarza uniosy si nieco, renica pywaa niespokojnie, na wargach formowa si ju nie grymas, a cie umiechu.
  - Same farby wicej kosztuj, nie sprzedawajcie - prosi szeptem.
  Tum dzieci zaglda do sieni, gdzie siwa kobieta opowiadaa o wypadku. Gdy przepchali si na schody, may chopiec wyszarpn dziewczynce z kokardami woreczek, kulki rozsypay si kaskad i spaday stukajc twardo po stopniach. Dzieci z wrzaskiem rzuciy si, by je apa.
  - Dzikuj panu - skoni si tumacz, koce wsw mia lepkie od liny. - Pan mu da nadziej.
  - Nie, nie ja, ten handlarz. Mnie ju nie wierzy.
  Wyjechali na szos i wtedy zwrci si do Margit.
  - Jeszcze jedna ofiara Budapesztu. Ja wcale nie kpi, gdyby nie powstanie, byby naszym stypendyst.
  Spojrzawszy na zegarek zamilk, pochyli si skupiony nad kierownic, dochodzia szsta.
  - Zaparkuj wz, a ty biegnij do kasy po bilety. Hindusw mijaj miao, nikt nie zaprotestuje... Kolonialne nawyki, czasem wydaje mi si, e lubi czu si poniani.
  Dostali si bez trudu, weszli na balkon w chwili, gdy wygaszano wiata. Usiedli na pierwszych wolnych miejscach. Po barwnej reklamwce ukazujcej pulchnego modzieca cierpicego na bl gowy, ktremu dobry duch ofiarowuje cudowne piguki Aspro, zacz si dziennik nowoci. Siedzieli przytuleni. Rka Margit odnalaza do Istvana, pogadzia, a potem spocza agodnym uciskiem, jakby dajc znak - nie drcz si, jestem z tob, to, co bdziesz oglda, ju si stao, jest przeszoci.
  Budowa tamy w Bakra Nangal, nowoczesne miasto Czandigar, przeciwsoneczne amacze wiata przypominaj w oknach puste plastry miodu lub cienko krajany ser szwajcarski, paac sprawiedliwoci o gigantycznych kolumnach jak asyryjska witynia, jakie woy brn w rzadkim bocie i limaczym ruchem wlok drewnian bron, na ktrej stoi kilkoro dzieci, eby koki gbiej drapay rozbetan brej...
  I nagle Istvan drgn. Na ekran spada trjka myliwcw, szy stromo ku ziemi, ukazao si miasto jak z biaych klockw przywalone kouchem dymu, tum, z tej wysokoci podobny do wylewajcego si pynu, ucieka w ogrody i gaje palmowe. Odetchn gboko: to nie Budapeszt ani adne z naszych miast. - Atak lotnictwa izraelskiego na Port Said - dobieg go gos spikera. Z samolotw strzelali i tum rozpada si na pojedyncze, ruchliwe figurki, ktre biegy przed siebie zygzakiem, nim upady, zdaway si udawa mier owadzim sposobem. Ale Istvan wiedzia - bya prawdziwa. Na ekranie wygldao to nawet estetycznie, ludzie si przewracali jak krgle, szmerek uznania przebieg po sali oswojonej z takimi scenami z amerykaskich batalistycznych filmw.
  Budapeszt pokazano od pomnika stojcego nad Dunajem. Bem w kapeluszu z zakrconym kogucim pirem, tum z uniesionymi gowami sucha mwcy, ktry si wdrapa na kamienie cokou.
  Nie byo w tym ujciu nic niezwykego, a jednak Margit czua, jak pod jej doni zwary si na porczy fotela palce Istvana, zmieni mu si oddech, unis gow, zdawa si wybiega naprzeciw obrazom. Pospolite twarze, obnaone gowy tumu piewajcego przyjmowa najgbszym wzruszeniem, bo to Wgrzy, jego rodacy, czu z nimi niepojt dla niej czno, wsplnot, ktra nie bdzie jej udziaem. Podpatrywaa go ukradkiem, jego reagowaniem odbieraa znaczenie obrazw zmiennych jak oboki pdzone wichur.
  Zblienie na wp oderwanej tablicy z napisem Stalin Kerut i wygldajca spod niej dawna nazwa Andraszi ut. Kamera pokazuje ulice, ktrymi przewala si tum, z gmachw zwisaj dugie, trjkolorowe flagi z wydartymi w rodku dziurami... Wyszarpano gwiazd. Bateria armat w parku strzela midzy domy, onierze w mundurach podobnych do rosyjskich, z kokardami na czapkach, piastuj w rkach dugie pociski. Przy komendzie wymyka im si z ust oboczek pary... Nie ma dwiku, tylko podkad muzyczny, obraz drga, wida zdjcia robione z rki przez przypadkowego wiadka. Tum na placyku, gowy zadarte, nagle z okna na czwartym pitrze wylatuje czowiek, uderza ciko jak worek mki o bruk lnicy wilgoci. Innych w mundurach wyprowadzaj, kopniakami pdz pod mur, jaki mody mczyzna w kapeluszu z kitk i dubeltwk w rku uderza mycem w plecy opierajcego si oficera, a kolba pka... Wcieky bije luf jak drgiem, odamana kolba z dugim rzemieniem podryguje na bruku. Ci w mundurach stojc pod murem wycigaj rce, tumacz co, bagaj. Nagy skurcz krzywi ich twarze, wygldaj jak dzieci kulce si z przeraenia, woajce w ciemnoci: mamo... A to ju jest w nich. Padaj tpo, twarz nie osonit ramieniem uderzaj o pyty chodnika, inni opieraj si o mur, szoruj po nim plecami, znaczc czarny naciek, bo krew na ekranie jest czarna i woanie o lito jest czarn plam otwartych ust - zapowied nocy, ktra ich nakryje.
  - Nie. Nie - dociera z widowni gos napity odraz. Istvan odwraca gow, jakby chcia pozna, kto krzycza.
  Ponce domy, czogi, duga kolumna zdjta ukradkiem zza rolety, wieloczonowa, pezajca gsienica skrca pomau niknc za naronikiem.
  - Niedaleko std mieszkam - szepcze jej w ucho i znowu chonie wntrze pokoju na ekranie: ostra, fanatyczna twarz, kardyna udziela wywiadu w ambasadzie amerykaskiej.
  Tu ju jest dwik i po pierwszych sowach wgierskich przejmuje tumaczenie spiker. Margit zadowolona, e nareszcie rozumie, potakuje ruchami gowy. Ale dochodzi j szept Istvana:
  - Wezwa do walki, a sam uciek... I on jest winien tej krwi.
  Przejcie przez granic, tum wlokcy walizki i toboki. Deszcz leje, chd, oboki pary z ust dymi, oskarenia, pacz. onierze skadaj bro przed oficerem stray granicznej. Austriak sprawnym ruchem obmacuje uda zbiega, przetrzsa wewntrzne kieszenie paszcza, pytajc twardym niemieckim dialektem: Nie masz granatw? Caa bro zdana?
  Kobiety w biaych czepkach z krzyem na opasce nios z polowej kuchni posiek dzieciom. Cay ekran wypenia zblienie umiechnitej twarzyczki ze zami na policzku, ujte poprzez menak, z ktrej dymi para.
  Margit czuje zy pod powiekami, pociga nosem. On mg tam by - ciska rk Istvana - mogli go zabi, pochowa midzy drzewami, ktrych konary gro, odarte z lici. A gdyby udao mu si uj za granic... Byby wrd tych, ktrym Zachd spieszy z pomoc. I rozjarza si w niej rado, e przecie on jest tu, w Delhi, za granic, bardzo daleko od Wgier, ju tam nie wrci, bo ona go zatrzyma, zastpi mu drog.
  - Widziaa, jak byo?
  - Straszliwe - czuje jego drgnienie, wic si poprawia - wielkie.
  - Nie moesz nas zrozumie - zacz i umilk. Z ekranu powiaa ku nim doni dziewczyna, mkna na wodnych nartach, znaczc dwa pieniste lady. - Chod ju - uj Margit troch za mocno - wyjdziemy.
  Wstaa posusznie. I wtedy zapaliy si wiata, obnaajc puste krzesa i stoczonych po brzegach spnionych widzw, ktrzy ruszyli fal w poszukiwaniu swoich miejsc. Zmierzajc ku wyjciu Istvandostrzeg zmienion, przyblad twarz Ferenza, ktry te go zobaczy i odprowadza oczami. Puci rami Margit, szepn:
  - Id szybciej.
  Kiedy wsiedli do wozu, dugo nie zapala motoru.
  - Co ci jest? - nachylia si zaniepokojona. - Pozwl, ja poprowadz.
  - Dobrze - zgodzi si atwo. Zmienili miejsca i Margit podaa mu zapalonego papierosa.
  - Istvan, po czyjej ty jeste stronie?
  Zacign si i odpowiedzia cichym gosem:
  - Jak rozmawiam z Ferenzem, wiem, e powstacy maj suszno, to samo z ambasadorem, jak z Judyt, innymi, myl, co robi, eby ratowa Wgry przed rozdarciem. Samo istnienie pastwa. Moemy przesta istnie, rozdziel nas, znikniemy z map. Tak si dziao nawet z wikszymi narodami.
  - Moe by a tak le? - nie dowierzaa marszczc czoo. - Nie odpowiedziae... Za kim ty si opowiesz?
  - Nie wiem, nie wiem, mwi ci z ca szczeroci. I to mnie mczy, doprowadza do wciekoci... Po prostu jeszcze za mao wiem o tym, co zaszo...
  Czokidar z bambusem przyoonym do ramienia wita ich po wojskowemu.
  Siedzc w fotelu z pochylon gow dugo zapala papierosa.
  - auj, e na to musia patrze.
  - Nie... Musz wiedzie. Dopiero teraz ogarniam rozmiary klski.
  - Gdyby nawet by w Budapeszcie, te by widzia fragment wydarze. Nie pograj si w rozpaczy, tylko myl, co mona ocali, jak si wydosta z tej matni. Ci, ktrzy przekroczyli granic, nie przestali by Wgrami. Mog dla waszej sprawy wicej zrobi ni tamci z kneblem w ustach.
  Popatrzy na ni mruc oczy.
  - Tak. Na to by wygldao. Na razie wiat jest poruszony tragedi Budapesztu, ale jutro bdzie ich mia do, stan si tylko uciliwymi cudzoziemcami. eby zosta w Kanadzie, w Brazylii, ktre ofiaroway zbiegom gocin, trzeba pracowa, sta si podobnym do innych, przesta obnosi swoje stygmaty. Krtko mwic, rok po roku zaciera wasne pochodzenie, sprowadzi je do ukrytych w szufladzie pamitek, przyjdzie im wyrzec si tego, o co podjli walk.
  - Wic uwaasz, e powinni byli naprawd zosta? - Zaspia si. - A ty? Co ty by zrobi? Wrciby na niepewne do tego Kadara?
  - A co mnie on obchodzi? Wracabym do ojczyzny. Zrozum, wycie jeszcze nigdy nie byli naprawd zagroeni. Twoja Australia to nie pastwo, a kontynent. Tylko czowiek, ktry si dusi, wie, czym jest otwarte okno. Kadar musia przej hasa powstania, bo zmian domaga si nard. Jeeli uczciwie bdzie je chcia speni, trzeba mu pomc. Ze wszystkich si. Jeeli skama, nic go nie uratuje. Ale to jest przyszo, dopiero czas pokae.
  - Wolisz tutaj poczeka - rozchylia usta wstrzymujc oddech.
  - To nie ode mnie zaley. Moja sprawa jest inna. Margit, ja ci kocham. Pamitaj o tym.
  Umiechna si w udrczeniu, opucia niebieskawe powieki, spostrzeg, jak bardzo jest znuona, podniecona, mia dla niej czuo i wdziczno. Po swojemu, odmiennie, ale dzieli z nim niepokj.
  Podnis si i przysiad na porczy fotela, opara mu gow na piersi i objci trwali w dobrym milczeniu.
  - Powiedz mi - szepn, gadzc rude, sypkie wosy - jak ci idzie na uniwersytecie? Przystojne chopaki ci studenci? Masz trem przed wykadem?
  Po sidmej zacz kry niespokojnie. Nagle owiadczy, e ma piln spraw do zaatwienia, o ktrej zapomnia, i mimo e kucharz nakrywa do stou, sign po kluczyk do auta.
  - Wrc za p godziny. Bardzo przepraszam. Skina gow, e rozumie, zaczeka.
  - Czy pani bdzie jada, bo wszystko gotowe? - zatrwoy si Pereira. - Czy zaczekamy na saba?
  - Nie jestem godna - powiedziaa spokojnie, ale rce jej dray, kiedy nalewaa whisky i szumia nacinity syfon.
  Gdy wrci, jak zapowiedzia, nie miaa odwagi o nic zapyta. Dopiero, gdy leeli przy sobie i pieci sennie jej gadkie kolano na swoim udzie, wyzna pgosem:
  - Skamaem ci, Margit. Ale wstydziem si. Jeszcze raz pojechaem do kina obejrze ten dodatek. Wszedem bez biletu, daem rupi portierowi. Staem w ciemnoci i patrzyem. Wydawao mi si, e za pierwszym razem przeoczyem jakie wane dla mnie szczegy... Wpatrywaem si w twarze, czy nie poznam kogo ze znajomych.
  Suchaa skulona, jakby zzibnita. Tamto zawsze bdzie mu blisze - pomylaa z rozpacz. - On mnie gaszcze odruchowo, jak psa.
  Inaczej odczyta jej spokj, nage odrtwienie.
  - Jeste mdra, Margit, bardzo mdra... O tym, co si tam stao, lepiej milcze.
  - Nie - zakoysaa gow na poduszce - powinnimy ze sob mwi. Kiedy milczysz, nie jestem pewna, czy si czegokolwiek nauczy. Czy zrozumiae, e to bya daremna ofiara? Przeraa mnie myl, e jutro moe ci skusi odruch samobjczy... Cudze dowiadczenia dla was jakby nie istniay. Czy kady musi nadstawia grzbiet po swoj porcj razw?
  - To nie jest tak - obruszy si caujc jej wosy. - Widzisz, e nie robi gupstw.
  - Chc, prosz ci, eby tam nie wraca - powiedziaa twardo. - Chc ci ratowa. Ja wierz w twj talent. Czy mylisz, e oni pozwol ci szczerze pisa? Tak, jak by pragn?
  - W tej chwili na pewno nie.
  - No, wic mieje odwag powiedzie: nie wracam do klatki.
  Pierwszy raz mwia tak brutalnie. Rzeka uchodcw dodaa jej odwagi, jeli tylu ich przedaro si za granic, czemu ten jeden, wybrany, jeszcze si waha...
  - Nie wracam - szepn dotykajc wargami jej skroni - nie wracam, i jeszcze nic mnie do tego nie nagli.
  - Chciaam ci przypomnie, e nie odnowiam kontraktu na przyszy rok. Od stycznia jestem wolna.
  - Co bdziesz robia? - wspar si na okciu.
  - Czekaa. Na ciebie. Bd cierpliwie przecinaa nici, ktrymi jeszcze jeste zwizany z przegran spraw... Najmocniejsza wi zostaa przepalona powstaniem. Sam widziae, e ci, co chc walczy, prawdziwi patrioci, opucili Wgry. Oni bd mcili spokj sytym, nie pozwol zasn wolnym narodom, bd przypomina. Na ciebie czeka Australia, cay kontynent, ktry moesz poruszy, obudzi sympati do wasnego kraju.
  Istvan sucha ze zdawionym sercem.
  - Przecie nie ka ci decydowa za godzin ani jutro. Wiem, e ci bdzie ciko, ale wtedy ja bd z tob. Nie pozwol, eby ci zniszczyli, ty masz pisa, tworzy... Czy w waszej literaturze nie ma takich poetw, ktrzy poszli na wygnanie, a wracali w sawie, ksiki ich podawano z rk do rk jak pochodnie?
  - Oczywicie, byli.
  - No widzisz, no sam widzisz - triumfowaa.
  Leeli w ciemnoci. Przejedajce auta rzucay ruchome plamy wiate na ciany. Wydao mu si, e kto prbuje zajrze do wntrza, przywiecajc sobie latark. Przenikno go uczucie odrazy. Nie byy to wspomnienia z Indii, snuy si szepty, ukradkowe spojrzenia, ktrymi sprawdza odlego od nieproszonych uszu. Jedni koledzy ostrzegali przed drugimi, paday sowa jak kamienie: agent, szpicel, donosiciel. Wtedy powtarza si dowcip o tym, e chcc zosta czonkiem zwizku pisarzy trzeba wyda dwie ksiki i trzech kolegw. Nagrody, przychylne gosy w prasie, lansowanie nazwisk i tytuw, choby niegodnych zauwaenia, i znikanie innych, wyciszanie ku zdziwieniu czytelnikw odbywao si za naciniciem guzika, na wyrane zlecenie ludzi majcych niewiele wsplnego z kultur. Pamita o tym, a jednak budzi si w nim opr, Margit daa, by dzieli jej niech do Wgier. To jego ojczyzna. Jak o matce, nie wolno mwi le.
  - Mylisz, e ja jestem gupia, e nie wiem, co si u was dziao - mwia szeptem, czu ciepy oddech na szyi - chciaam ci lepiej zrozumie, przeczytaam wszystko, co wyszo po angielsku o krajach za elazn kurtyn...
  Wzruszyo go to wyznanie i troch rozbawio, musiaa to odczu, bo dodaa gorco:
  - To wcale nie jest mieszne. Powiesz: wszystko propaganda i oszczerstwa, a ja pamitam, co mwi Chruszczow, nic nie trzeba dodawa...
  Przygarn j ramieniem, koysa na piersi, prbowa wzburzenie ukoi. Cisza rozrastaa si w caym domu. Nawet wielkie migi wentylatora pod sufitem stay nieruchome, tylko w byskach reflektorw z rzadka przemykajcych si aut cienie obracay si i wyduay bezgonie.
  - Wielka Brytania te kryje mroczne sprawy, tylko jest ta rnica, e jeszcze aden premier nie omieli si o nich tak jawnie mwi... - wyrzuca z siebie z gorzkim wzburzeniem, jakby oskara. - Niech ci Hindusi opowiedz o tkaczach, ktrym obcinano palce, o wymordowaniu rodziny ostatniego Mogoa, tu w Czerwonym Forcie major lansjerw krlowej wystrzela nawet mae dzieci i za to zosta parem Anglii... A podsycanie wani midzy Arabami, bo ropa naftowa jest cenniejsza od krwi? A genera Templer, ktry sprowadza Dajakw do walki z partyzantk malajsk i bardzo ich zachwala, bo cinali jecom gowy... No, a Suez, widziaa przecie jawn zbrodni, ale biedota si nie liczy, z wiosek mona bezkarnie robi cel, jak na poligonie.
  Taa mu w ramionach, czu jej obco. Bolao go to, a jednak musia broni wiata, w ktrym y, z ktrym czya go wsplnota walki i tworzenia.
  - Gdybym ci nie rozumia, moja bardzo kochana, gdybym nie wiedzia, e mwia pena niepokoju i rozterki, e chcesz mego dobra i wydaje ci si, e mnie ratujesz, po tym, co usyszaem, trudno byoby nam rozmawia...
  Odwaa sowa z namysem, trzymajc j w ramionach, nieatwo przychodzio wypowiedzie ca gorycz.
  - Ty jeste dla mnie dobra, bardzo dobra, nie dlatego e jeste ulega, ale naprawd mylisz o mnie, o Istvanie Tereyu, ktry ma jedno ycie. Nawet nie wiesz, czy to, co pisz, ma jak warto, a jednak wierzysz w moje zdolnoci, w moim zachowaniu, w sowach do ciebie zwrconych i gestach tkliwych znajdujesz pewno, e si nie mylisz.Mio daje ci instynktowne poznanie, wydaje mi si nieraz, e wiesz o mnie wicej ni ja sam o sobie. Przeczuwasz poet Istvana Tereya, ktry mgby dopiero si narodzi, gdyby by z tob, znasz potg mioci. Znasz swoj si, arliw gotowo oddania... Czasami w nocy si budz, bo mi si nia, i szukam ciebie. Gardo mam cinite, smak krwi w ustach. Jestem gotw krzycze, e ciebie przy mnie nie ma, bo nasza mnie myl, e ci utraciem albo e si mnie wyrzeka. Margit, ja mam pewno, e nikt mnie tak nie kocha jak ty i nikt mnie ju tak kocha nie bdzie, e mam w rku dar bezcenny, jedyny. Gdyby ci powiedzieli: jeeli Terey ma y, ty musisz umrze, nie byoby cienia wahania u ciebie. Powiedziaaby - bierzcie mnie. A czy moe by wiksza ofiara od ycia?
  Tajaa pomau, tulia twarz do jego ramienia, kiedy cich, lekkim dotkniciem warg zdawaa si prosi, eby mwi dalej, w jzyku, ktry nie by jego ojczystym, pamitaa o tym i drczya j myl, e te sowa po wgiersku miayby inne, moe pikniejsze brzmienie, a wiodyby bliej tego, co chciaa poj, zgbi, przenikn.
  - Gdyby mi si tylko oddawaa, bybym ci wdziczny, pragnbym ci, bo dla mnie jeste najpikniejsza, ale nie byoby to tak wiele. Dar ceniony, ale nie taki znw niezwyky. Margit, niewiele jest w wiecie prawdziwej mioci, cho tyle si o tym mwi, jeszcze wicej pisze. Ci, co jej nie zaznali, gotowi przysiga, e jej nie ma. Jeste dojrza, rozumn kobiet, masz swj zawd, dowiadczenie yciowe. Powiedz, ile razy kochaa tak jak teraz? Sama mwia, e w kocu licz si te dwie mioci. Sprzed lat... Stanley, pena najwikszej arliwoci, po dziewczcemu naiwna. Nie speniona, nie sprawdzona, raczej przeczucie ywiou: z szumu we wntrzu muszli, ktr przykadaa do ucha, wyobraaa sobie ocean. Byli w twoim yciu mczyni, wykrelia ich imiona, bo si, jak mwisz, nie liczyli, a wreszcie jestem ja. Przywiany z drugiego kraca wiata, z obcego ci narodu, z trudem zamykajcy myli w twoim jzyku. Nie znasz tysicy spraw, ktre mnie pochaniaj, a jednak bez wahania powiesz - to jest ten. Na ciebie czekaam, tylko do ciebie chc nalee, wicej, chc pomc, by sta si tym, kim by powiniene.
  Udo jej zsuno si po jego kolanie, wspara gow domi, ledwie dostrzega wilgotne lnienie szeroko otwartych oczu.
  - Mw - prosia - mw.
  - Ostatniego wieczoru w Agrze powiedziaa siadajc przy mnie, bo wanie si zbudziem... Widziaem w twojej twarzy odcha dobroci i oddania: "Chciaabym, eby by trdowaty..." achnem si, miaem w oczach ogryzione, bez stp i doni kadubki na wzkach, bekoczcych ndzarzy, ktrym si rzuca jamun. "Czy ty oszalaa?" - krzyknem, zy na ciebie. Wtedy pogadzia mnie tkliwie i powiedziaa:
"Przecie wtedy by si ciebie cay wiat wypar. A ja bym ci nie odstpia, wtedy nareszcie miaby pewno, e ci kocham". Wydao mi si to dziwaczn metafor, dzi wiem, e byo w tym co z prawdy, jeste do tego zdolna. Do najgbszej, a bolesnej radoci, mogc si powica ponad ludzk wytrzymao, oddawa rozrzutnie, bez wyrachowa...
  - Mw - szepna, kiedy zamilk.
  - Dobrze, Margit - pooy do na jej doni ciepej, przychylnej bdzie bolao, ostrzegam.
  - Mw - tchna, sunc ustami po jego piersi.
  - Pamitaa o moich chopcach, wiedziaa, e ich mam. Dla Gezy i Sandora kupia rzebione zwierztka, sonie, bawoy, tygrysy... Wybieraa starannie. Zapamitaem wszystko, twj przekorny umiech, bo to miaa by dla mnie niespodzianka, i bya, zawstydzia mnie, to ty o nich pomylaa, nie ja, ojciec. Pamitam kady gest, marszczya zabawnie nos, sprawdzajc, czy to naprawd sandaowe drewno... Pudeko zabawek od ciebie, ale ty zostawaa w cieniu, wic s ode mnie, i cieszya si, e uzupeniasz mnie, czynisz lepszym. A teraz dasz, ebym wyjecha z tob, bez wahania zabierasz im ojca. Margit, kocham ci, ale ja nie chc straci dla ciebie...
  Szarpna si jak ryba, gdy nagle poczuje wbity hak.
  - Nie, Istvan - krzykna rozpaczliwie, uderzajc piciami w poduszki - ty przecie mnie znasz! Nie myl o mnie le. Miaam jedno pragnienie, ratowa ci przed losem tamtych, ja cay czas w kinie draam, e mgby by jednym z zastrzelonych, zmiadonych albo wygnanych i bezdomnych, ktrzy odchodz na tuaczk z gorzk wiadomoci, e przegrali, albo e nie rozumieli i doprowadzili do zniszcze w stolicy, ktr tak kochaj. Ty chcesz by wolny. Twrca musi by wolny, i ja tylko w tym chciaam ci pomc. Jestem gupia, gupia. Wybacz mi, Istvan. Nigdy nie miaabym da, eby wyrzek si dzieci.
  Uderzya czoem o jego do, ciepe zy spyway mu po skrze. Gadzi jej kark litujc si nad ni i nad sob. Szczki zacisny si do blu.
  - Przecie ja nie chc, eby cierpiaa.
  - Dobrze zrobie, powiniene mnie bi, jeli widzisz, e jestem bezmylna, poda. Chciaam jak najlepiej, a teraz dopiero widz, e ci nie do mocno kochaam. Nie pamitaj mi tego. Prosz ci...
  - Ja jestem jak trdowaty, Margit, co najmniej dla jednej trzeciej ludzkoci, bo jestem stamtd, od czerwonych, wolaaby, ebym wyrzek si kraju, a on jest tam, ebym rzuci rodzin, a ona jest tam, ebym zapomnia jzyka, ktrym tam mwi... Chcesz, ebym dostpi przez zdrad oczyszczenia. Zastanw si, przecie by mn gardzia, nie mogaby mi ju nigdy zaufa. Skoro zdradzi tyle, jak mog mie pewno, e nie wyrzeknie si i mnie.
  - Nie drcz - jczaa - wiem, e mwiam podle, ale naprawd tak nie mylaam.
  By z ni, czua jego obecno skrajem ciaa, ktre go dotykao, miaa jego do otwart pod czoem, a jednak wydao jej si, e odszed daleko i spoglda wzgardliwie, smakuje gorzko pomyk.
  - Jestem winien, Margit - powiedzia cierpic jak ona - nie powinienem by ci kocha. Wychodzi ci naprzeciw, kadym gestem, kadym pocaunkiem przysiga wierno. Nie mogem, nie umiaem si ciebie wyrzec. I dzi tego nie potrafi. Jestem taki szczliwy, e ci znalazem, e ci mam. Nie ka mi przyspiesza tej godziny, ktra musi przyj. To ja ciebie powinienem baga o wyrozumiao, bo mwic: zosta ze mn, nie mwi o dniu ostatnim, o godzinie mierci. A tak powinno by... Tylko odpycham jak tchrz ow niedalek dat, rok, dwa lata, prg, ktrego nie przekroczymy razem. Zdaje mi si, e ci dobrze poznaem, i wiem, ile jeste warta. Modl si czasem: Boe, daj, eby ona bya szczliwa. A przecie to przywoywanie miecza, ktry nas rozdzieli, modlitwa przeciwko tobie i mnie. Bo skoro ja nie mog odepchn, pogrzeba przeszoci, powiedzie: umar Istvan, umar ojciec, umar Wgier, a narodzi si kto, kto prcz blu, wstrtu do siebie samego nic nie ma do ofiarowania. Przecie ten, kogo by zabraa ze sob, to nie bybym ja, zrozum, ja te gardzibym sob... Czy mogaby by ze mn szczliwa?
  - Istvan, nie powinnam bya tego powiedzie - szlochaa.
  - Powinna. Za dugo unikalimy tej rozmowy. Ty mylaa: decyzja naley do niego, nie chc, by wygldao, e go owi. Nie bd ponaglaa, samo si stanie. A ja omijaem pytania, ktre musiay pa,bo tego wymaga uczciwo, musimy oboje z ca dobr wol, wzajemnie si wspierajc na nie odpowiedzie. I ty mi musisz w tym pomc, i ja tobie.
  - Teraz mwisz tak, jak zawsze o tej chwili mylaam - zachysna si ocierajc zy. - Jeszcze nic nie jest przesdzone. Jeszcze wszystko moe si odmieni - w gosie jej brzmiaa wielka nadzieja - przecie nie po to mi ci dawa, by jeszcze bardziej pognbi... Widz, jaka mog by szczliwa. Pragn wielkiego spokoju, jaki znajduj w tobie, i to ma by mi odebrane? Na szyderstwo? On nie moe tak okrutnie si nami bawi...
  Oddychaa urywanie, sowa amay si w dreniu, jakie zostao po niedawnym paczu.
  Wiedzia, e to ju nie do niego przemawia, nie z nim, a o niego si targuje z Tym, kogo oboje, cho wiedzieli, e jest, chcieli pomin w rachubach.
  Istvan gadzi jej gow, ktra jak odrbana ciko stoczya mu si na pier. Nie byo w tej pieszczocie nic ze zmysowoci, sama czuo, sama nadzieja ukojenia odchodzcego jak burza, gnana wichur kania targajcego wntrznociami.
  Leeli obok siebie, oddechy si przenikay, wosy pachnce lekko mia podcielone pod skro. Ciemno rosa nad nimi, gniota, a trudno byo oddycha. Zdawao mu si, e syszy szelest leccych patkw niewidocznej sadzy, a moe tylko jej rzsy ocieray si o jego pier. Wydawao mu si, e s jak para wieo wyklutych pisklt, ktrych nie przyja kwoka, woonych do garnka penego szarych pirek i puchu, przeraonych nieznanym losem, tulcych si ku sobie, we wasnym cieple szukajcych otuchy.
  Sysza pospieszne szczkanie zegarka pooonego na stole, metalowa tacka oddawaa niky dwik, jakby szczki chciwego owada ciy niestrudzenie podpywajcy mrok. Oddech Margit wyrwnywa si, musiaa zamkn oczy, bo jedna spniona za, wycinita spod powieki, spyna mu po ebrach, askoczc.
  Ramiona drtwiay, ale unika najmniejszego poruszenia, eby jej nie zbudzi. Myla, e ju pi, kiedy powiedziaa szeptem, zaskakujc gosem przytomnym, chodnym:
  - Nie mwmy ju, Istvan, dosy zadalimy sobie ran.
  - Tak.
  - Chc, eby spa. Te ostatnie dwa tygodnie zna po tobie, musisz odpocz. Musisz spa.
  - Nie mog...
  Przesuna doni po czole, jakby cierajc powracajce ze myli.
  - Myl o chopcach, kochaj ci, cho moe nawet o tym nie wiedz, maj ci, cho tego nie ceni... Myl o nich. yj, potrzebuj ciebie.
  - Myl o tobie.
  - Na to bdziesz mia jeszcze duo czasu - powiedziaa - do koca ycia. Kiedy ju nie bd przy tobie.
  Umilkli, wsuchani w przyspieszone uderzenia serc, przeraeni sowami, ktre wypowiedziaa, bezsenne noce samotnych, oddzielonych, kiedy pami broczy obrazami, torturuje i nawracaj uporczywe pytania: dlaczego, czy nie mona byo inaczej?
  Caowa j serdecznie jak dziecko, okrywa starannie kocami i lec na wznak nasuchiwa jej oddechu w ciemnociach, ktra si mrowi, ulatuje i opada czarnym makiem. Zdawao mu si, e zgrzytajcy owad w zegarku przyspieszy sw prac, dry, tnie czas niestrudzenie. Jego malutkie szczki dogryzy si Istvanowi do serca.
  - Ty musisz wyjecha - Margit podsuna filiank porannej kawy.
  - To samo zaleci mi ambasador. Ale teraz nie mog. Nie wiem, czy tam ju naprawd ucicho.
  - Co mu powiedziae? Jak ci puszcza, to uciekaj.
  - Powiedziaem, e pojad do Koczinu.
  - Gdzie to jest?
  - Na poudniu, na samym kracu Indii.
  - Ale dlaczego tam?
  - Z przekory, eby go zaskoczy. Zaraz po przyjedzie do Indii ogldaem kolorowy film, morze, palmy, biae plae. Mae domki, ocean i na horyzoncie agle podobne do latawcw. Powiedziaem sobie: musz tam pojecha. Zim jest dobra pora, nie za gorco.
  - No, to pojedziesz.
  - Jeszcze nie wiem.
  - Ja bd wolna pitnastego grudnia - zastanawiaa si - kontraktu nie przeduyam.
  - Pojechaaby?
  - Tak. Cho wiem, e to nie ma sensu, bd si wloka za tob do koca.
  - Nie mw tak.
  - Koczin, Koczin - szeptaa. - Chyba dostatecznie daleko od ambasady. Czy oni ci bardzo mn dokuczaj?
  - Niewiele o nas wiedz, na szczcie. Przestaem bywa w klubie.  - To wanie wyglda dziwnie. Coraz trudniej bdzie ci mnie ukry. Musisz si pokazywa midzy ludmi. Nie moesz tak unika. Trzeba, eby ci widzieli, tego wymaga rozsdek. Obiecujesz?
  - Kiedy ja wol czeka na ciebie. Myl... Nie brakuje mi towarzystwa.
  - Marzysz - powiedziaa smutno.
  - Czy i tego mi zabraniasz?
  - Kiedy marzysz, zajmujesz si t, ktr stwarzasz. Ja, ywa, jestem ci mniej potrzebna. Istvan, o ile ty jeste szczliwszy ode mnie. Moesz caemu wiatu mwi pisaniem, e cierpisz. A ja... mam tylko ciebie i jeszcze si waham, nim sowo wypowiem. - Przygarna jego do, pooya na piersi. - Pojedziemy razem do Koczinu. Jeli zechcesz.
  - Wymkniemy si, znikniemy wszystkim z oczu. Bdziemy tylko dla siebie.
  - Nawet nie wiesz, co mwisz - bronia si przed obrazami tej radujcej samotnoci na bezludnych plaach poudnia. - To straszne.
  - Bdziemy szczliwi.
  - eby potem odepchn si wzajemnie na dno rozpaczy?
  Caowa jej wosy szepczc bagalnie:
  - Nie mw tak, prosz ci, nie mw.
  Ucicha, trzymaa go tylko kurczowo, jakby przyszo miaa j oderwa, znie daleko, skd ju nie bdzie powrotu.
  - Suchaj - powiedziaa nakazujco - w sobot przyjeda Salminen, w niedziel ma odczyt, prosi, ebym mu zestawia materiay, zrobia wycigi liczbowe. Bd zajta.
  - Cae dwa dni? - unis si dotknity, e obcy staruch zabiera mu wasno.
  - Przyjeda autem. Musz na niego czeka w hotelu. Nie powiem przecie, e jestem u ciebie. W niedziel wypada mu towarzyszy, co ty sobie wyobraasz? Byby bardzo dotknity, gdyby mnie na sali brako. W sobot moesz przyj kolegw. W niedziel id do klubu, chyba nie chcesz, eby si nami zajli?
  - Nie chc nikogo oglda. Nie mam siy z nikim rozmawia.
  - Ja ciebie nie pytam, czy chcesz. Musisz - powiedziaa z naciskiem - dla naszego dobra. Naprawd pragn z tob pojecha do Koczinu. Cae wita we dwoje.
  - Dobrze - przysta.
  - A niedziela?
  - Od paru dni mczy mnie Nagar, ebym si wybra z nim na kaczki. Ale to nie jest polowanie, piknik klubowy.
  - Tym lepiej, znowu ci wszyscy zobacz.
  Westchn tylko gboko.
  - Nie musisz mordowa kaczek, niech sobie yj - szeptaa. - A wieczorem przyjd do ciebie i wszystko opowiesz. Pamitaj, e to musi by wesoa opowie. Syszysz?
  - Tak.
  - A teraz pocauj mnie - mruczaa udajc, e jest dzielna, e o nocnych rozmowach ju zapomniaa, e myli tylko o dniach najbliszych, ukada starannie plany, wierzy e takich dni bdzie wiele, cae mnstwo, a zaczn oboje o nich mwi: lata.
  W rozlegej dolinie leniwie pyna Damuna, nurt znaczy si iskrzc usk. achy pozarastay wiklin, kpami trzcin trzymetrowych o przegitych jak kogucie pira kitach fioletowych nasion. Drzemay podmoke ki z oknami mulistych staww, oblegane murem sitowia, poprzegradzane grzskimi strugami, ledwie widocznymi spod kotuna spltanych traw. Brzegi ich ostre zaczepiay o ubranie, jak brzytw ciy do, ktra nieopatrznie za nie chwycia, nawet na cholewach myliwskich butw zostawiay biae zadrapania. W tej gstwinie lgy si kaczki. Jedynym ich wrogiem bywa szakal, ktry zwabiony sennym popiskiwaniem mg wybra mode z gniazda. Ale gdy ju stara wyprowadzia je na wod, w cieniste korytarze strumieni, przykrytych grzyw szalejcych traw, byy bezpieczne, a yzny mu zapewnia obfite erowisko.
  Ptactwo nie ostrzelane rwao si do lotu opornie, lubio zapa w sitowiu, przeczeka myliwych, wdrujcych wzdu koryta, zapuszczajcych si w labirynt kp, w wielkie trzciny, skd bi zaduch butwiejcego zielska, mdo ciepy, odurzajcy rozkadem.
  Pod wysokim niebem zaszym melancholijn mgiek jesieni dubeltwki postukiway niegronie, bez echa, jakby dla artu strzeli z papierowej torby.
  - Trzymaj psa. Nie puszczajcie go! - krzycza piskliwym gosem Nagar, a dwaj sucy wlekli aciat Trompette, ktra po kadym strzale wyrywaa si, ujadajc rozpaczliwie. lepia miaa nabiege krwi, kapaa pyskiem, z ktrego cieka lina. - Ona jest podobna do ony, ktra nie widzi ustrzelonych kaczek, tylko wymyla za kade pudo - zagadywa Nagar bliniaczki, panny Partige.
  Fanny, energiczna, piegowata, brzydka, ale pena temperamentu dziennikarka pisywaa w magazynach kobiecych, duo podrowaa. Specjalnoci jej byy reportae obyczajowe, krtko mwic, praktyki erotyczne Papuasw i Polinezyjczykw, drewniane futeray bogato rzebione zakadane na czonek przez plemiona na Borneo, sprawy z pogranicza magii, medycyny pierwotnej i trucicielstwa, o ktrych bardzo moralne, zasuszone Angielki czytyway z wypiekami na twarzach. Druga z sistr jedzia z ni na przyczepk, posuszna brzydula, o wiecznie zdziwionych niebieskich oczach, kdzierzawych wosach koloru somy, na imi miaa Anna, jednak wszyscy przezywali j Muflonem, nawet siostra, na co pogodnie przystawaa. Pomagaa sawnej bliniaczce, troch fotografowaa. Uwielbiaa Fanny i uwaaa j za niedocigy idea. Obie nie strzelay, tylko uczestniczyy w polowaniu. Fanny czujnie stpaa wikajc si w wysokiej trawie, Anna czekaa jej rozkazw z aparatem gotowym do zdj.
  Nagar w lekkim pciennym kapeluszu, z torb, lornetk na piersi i pasem lnicym miedzi zatknitych nabojw wydawa im si najwdziczniejszym obiektem, zwaszcza e ca drog opowiada o polowaniu na tygrysy. Wymieniay midzy sob porozumiewawcze spojrzenia, Muflon sygnalizowa siostrze: to jest "story" dla ciebie, a Fanny odpowiadaa: ju zapaam, ale i ty zapamitaj, bo si moe przyda.
  Bliniaczki nigdy si nie rozstaway, odkd ich rodzice zginli w bombardowaniu Londynu. O tej parze kryy plotki, nazywano je - pastwo Partrige i zapraszano zawsze obie, kpiny przyjmoway yczliwie i czsto nawet same o sobie opowiaday pikantne anegdoty, jednajc ogln sympati.
  Powietrze odrtwiae znaczyy smugi z wolna snujcych si dymw, rozwleczonych jak siwe pajczyny. Kucharze otoczeni gromad chopcw wiejskich przykucnli, podsycajc ogniska ciernistymi gazkami i snopami badyli. Na ysych wierzchokach starych drzew czuwao kilka spw, po wystrzaach, jakby w uznaniu dla mierci zadawanej ptactwu, klepay si po bokach twardymi skrzydami.
  Istvan nie wzi kucharza, liczc, e Nagar i tak go zmusi do wsplnego obiadu. Przyjecha z pann Shankar, odmienion strojem myliwskim. Zamiast sari - w kraciastej flanelowej koszuli z kieszeniami, pod ktrymi rysoway si drobne piersi, cignita pasem, w butach do jazdy konnej budzia powszechny zachwyt. W rku miaa lekk jednorurk, ptaszniczk. Podniecona opowiadaa cay czas o swoim domu, o rodzinie tak, e nie musia si wysila, by j bawi rozmow. Kierowca, pospny Sikh, raz po raz spoglda w lusterko, sprawdzajc, co si dzieje z Tereyem, skoro tak milczy, a dziewczyna wybucha wabicym miechem. Ogromne oczy miay aksamitn czer; winiowe usta, doeczek na smagym policzku wabiy dziewczc, nie rozbudzon wieoci.
  A jednak z ulg podrzuci j pannom Partrige, ktre bezceremonialnie, zachwycone jej urod, zmusiy, by z podniesion jednorurk pozowaa im do zdjcia.
  - Zamawiam fotos - podnosi dwa palce przysonity po pas trawami amerykaski dziennikarz - wol to ni kaczki.
  - Nie dam ci, Bradley - zastrzega si Fanny. - Bdziesz kolegom imponowa, e to twoja narzeczona...
  Panna Shankar suchaa z wypiekami na twarzy, z luf wycelowan w niebo, sparaliowana oczekiwaniem na syk migawki.
  - Ju? - pytaa jak dzieci w zabawie w chowanego. - Mog si nareszcie ruszy? Przecie ja bym te chciaa cho raz wystrzeli... Pan Nagar grzmi jak karabin maszynowy, wyposzy kaczki w promieniu paru mil.
  Terey pomyka ukradkiem midzy kpy krzeww o przywidym liciu, pachnce tytoniowym fermentem. Brn w chrzszczcych trawach, zkych od letniej suszy, kierowa si ku staremu korytu, gdzie przez bure snopy bystrzyna wiecia jak wieo ostrzony sierp.
  Pod trampkami elastycznie uginao si grzzawisko, cmokaa podpywajc woda, jednak pltanina ogromnych traw nakadzionych warstwami pozwalaa stpa bezpiecznie. Przez drelich spodni cignitych w kostce czu szorstkie haczyki traw, jak drapanie niezliczonych pazurkw. Czasami w sitowiu co zaszelecio, chwyta uchem trzepoty i znowu szmery cichy, tylko wierszcze sykay w dwu tonach, nakazujc czujno.
  Zdziczaem - wyrzuca sobie - odwykem od ludzi, dobrze, e jeszcze nie spostrzegli, jak bardzo mnie ostatnie miesice zmieniy. Przecie od wszystkich uciekam! Nie kaczek szukam, tylko samotnoci.
  Za nim szed mody Hindus, w turbanie z przybrudzonej szmaty, zawizanym niedbale, koniec spada a na kark, osaniajc przed dokuczliwymi muchami. Trzyma si w odlegoci kilkunastu krokw, oddala, to przyblia, byle nie straci myliwego z oczu. Jednak nie przeszkadza, nawet jego stpanie nie mcio uwagi.
  - Sab - przyoy donie do ust, ale ostrzega szeptem - tam. Dwie tuste kaczki.
  W cieniu nawisych gazi, ledwie marszczc oliwkow wod, pyna ciasno para cyranek. Istvan przeczco potrzsn gow. Zamacha domi, potem zdj strzelb uwieszon na szyi i zoy si w powietrze. Tamten skin, e zrozumia, bo da nura w krzewy. Rozmacha si i rzuci kawa zbutwiaego korzenia, a plusno w zarolach. Kaczki biy w wod, ktra zdawaa si klei do skrzyde, nim wyprysny ponad zarola, Istvan pozwoli im wzlecie, lkajc si, e odbit rucin moe drasn chopca. Ciko pracoway wznoszc si ponad kity trzcin. Wystrza smagn powietrze, jedna spada jak kamie, tpo omotnwszy o ziemi, druga leciaa jeszcze, kwaczc w miertelnym przeraeniu, zostaway za ni w powietrzu biaawe puchy wyskubane ziarnami oowiu.
  Nagle, jakby stukna dziobem w szyb, zawirowaa i mcc skrzydami zarya si w sie gstych traw.
  - Pikny strza - usysza za sob ochrypy gos. W trzcinie, nieruchomo sta major Stowne, w spranych drelichach, z ciemn luf dubeltwki przypomina czapl.
  - Przepraszam - bka zawstydzony Terey. - Nie widziaem pana... Nie bybym si tu wpakowa.
  - O to wanie chodzi, eby mnie nie byo wida. Pan przejdzie, a ja zostan. Wy dokoa straszycie ptactwo, a ono cignie tu, gdzie spokojnie, prosto pod luf. Prosz spojrze - odchyli butem grzyw nawisych traw i pokaza kilka ubitych ptakw - nie skar si... Uwaga, lec. Niech pan strzela.
  Od strony obozowiska, gdzie nie ustawaa pukanina wystrzaw, nadlatywao stadko kaczek, pi, siedem - liczy Terey, wodzc luf, ju nie mia wyrzutw, biorc przedni trjk na muszk. Po strzale jedna zacza opada i zderzya si z kncymi krzewami, a si posypay licie. Stowne nawet nie schyli si po swoj, tylko gwizdn wzywajc chopca. Hindus, przytrzymujc zbami podkasan koszul, ubocony do p uda, w zamoczonej przepasce na biodrach, potrzsn zdobycz.
  Sta w socu i dygota z zimna, a moe z przejcia, bo szczerzy zby w umiechu.
  Strzelanina nad rzek nie ustawaa, jakby kto ciska kamieniami w dno beczki.
  - Monsieur Nagar szaleje - marszczy czerwonaw twarz Stowne. - Pan by onierzem, wic pan go instynktownie unika... Kiedy poszedem z nim na kuropatwy i musiaem peza, bo strzela jak czog na wszystkie strony. Na adnym froncie nie byem w takim ogniu.
  - Chce zosta krlem polowania - drwi Terey.
  - I zobaczy pan, e zostanie. Ja go znam. Prawdziwy lis, zapowiedzia chopcom, ktrzy aportuj nasze kaczki, e za kad, ktr mu odnios, dostan p rupii... No, nie mwiem? A gdzie pan ma swoje?
  Istvan obejrza si po krzewach. Hindus znikn. Wiechy trzcin chwiay si ledwo dostrzegalnie. Podnis ptaka, ktrego ostatnio strci, lea z szeroko rozoonymi skrzydami, byskajc niebieskim lusterkiem i mienic si szyj. Przytroczy rzemykiem u pasa.
  - No, co? Zgadem? - triumfowa siwy major. - Moe pan zosta, jeeli pan kaczkom nie przeszkadza, to tym bardziej mnie. Dobre miejsce, starczy dla nas obu.
  Ale Istvan podnis tylko do do kapelusza i rozgarn spltane trawy, oddalajc si bez sowa.
  Kluczy dugo, mocujc si z zarolami, ktre jak wnyki chwytay go za nog. Kilka razy sysza przelot kaczek i kwakanie, ale krzewy i snopy trzcin dwakro od niego wysze zasaniay pole widzenia. Trafi na bagniste zaklnicie, gdzie pod warstwami uwidych traw ciek strumyk, musia go omin, nie mia ochoty zamoczy si i uboci. Daleko odszed, bo nie dochodziy go strzay. Czu zmczenie, niewidoczne soce przypiekao. Postanowi wraca, dotrze do wysokiego brzegu i polami zatoczywszy koo zaj od drogi, ktr przyjechali.
  Jestem na polowaniu, jak Margit przykazywaa, a jednak byaby niezadowolona, bo jestem sam. Przecie chciaa, ebym si rozerwa, uwolni od samotnoci.
  Dochodzc do suchych k, ustrzeli jeszcze jednego ptaka, ktry samobjczo lecia prosto na luf. Nieczysty strza, za due skupienie rucin poszarpao brzuch. Kiedy podnis kaczk, do ciepo spyna krwi. Mimo e wyciera o trawy, lepia si do kolby.
  Chmary muszek wiroway mu wok twarzy, obsiaday otwarte dzioby ptakw przytroczonych do pasa.
  - Hallo, mister Terey - usysza za sob rozradowany gos. Od strony ogooconych, skamieniaych pl i zagonw kukurydzy obranych z ziarnistych kolb, spord badyli zbielaych od soca wynurzy si Bradley. Przypomina wyronitego chopca pucoowat twarz i zmierzwionym blond jeem.
  - Niech pan patrzy, co upolowaem... To nie byle gupia kaczka.
  Istvan dojrza pawia. Ponad pi Amerykanina wystawa w grzebieniu granatowych, stroszcych si pirek may ebek, a dugi, mienicy si ogniami wieche ogona zamiata kurz.
  - Niech go pan natychmiast ukryje! - rozkaza.
  - Dlaczego? To smaczny ptak.
  - Ale wity.
  - Ani mi si ni...
  - Bd przykroci. Moemy wszyscy oberwa kamieniami, a oni wcale nie s tacy potulni...
  Bradley upuci pawia i sta nad nim niezdecydowany.
  - Niech pan wyrwie ogon, utnie skrzyda i nki, a reszt owinie w cokolwiek i od razu do auta...
  - Diabli nadali, na tym ogonie najbardziej mi zaleao - trci ptaka butem - przeklty kraj. Sami nie zjedz i drugim nie dadz.
  Terey ju nie czeka, ruszy przed siebie szybkimi krokami. Bradley dogoni go.
  - Mia pan stracha, co?
  - Nie, tylko ju jestem godny.
  - A mnie w gardle pali, och, wypibym ze trzy puszki piwa, byle z lodu... Chyba maj.
  - Na pewno maj. Jeli chodzi o Nagara, rcz.
  - Za piwo z lodu odpuszcz mu Suez. Ale im poszo po nosie, cho bez strat, klska gorsza w skutkach od Dien Bien Fu, wszystkich Arabw maj przeciw sobie... Dostali kopniaka.
  - Dajcie mi spokj z polityk - warkn Terey. Szli obok siebie ciek, cienie kady si na zetla traw, z ktrej jak koci wystaway biaawe kamienie, wygadzone przez rzek. Grzay si na nich jaszczurki, ruchliwe szkieleciki obcignite zielonaw skr.
  - Wie pan, e Fanny nie jest taka za - zacz Bradley - ale ta druga... Do Fanny zabiera si kiedy facet, zaprosia go do domu, wypili, pooyli si do ka, a jak chop skoczy, Fanny woa: "Chod tu, Muflon, chod, siostrzyczko, poka ci prawdziwego mczyzn... To dzi rzadko". No i co mia chop robi, ratowa honor, przygarn t bidul w pikowanym szlafroczku w niezapominajki, a Fanny kucna obok na tapczanie i dopilnowaa, eby wszystko odbyo si, jak naley - wybuchn gonym miechem.
  - Sam to panu mwi?
  - Nie - przyzna skrzywiony. - Fanny si raz pochwalia, wesoa dziewczyna.
  - To tylko publicity...
  - Chyba tak, lubi j wszyscy, ale jako koleg, nie kobiet, pewno opowiadaa na wabia. Za to panna Shankar mogaby i na reklam coca-coli... O, jak rozkosznie pachnie pieczeni - zatar due donie. - Istvan - klepn go cik rk w plecy - wypijemy sobie.
  - Nacigniemy Nagara, jestem gotw i moje kaczki mu dorzuci, byle wydoby whisky. Krl polowania musi stawia.
  - Lubi ci, Terey, trzeba ponosi ofiary dla przyszoci. Zwaszcza, gdy tak pachnie.
  Witaa ich radosna wrzawa, pytay dziewczce gosy, ile ustrzelili. Istvan potrzsn mizern par zwisajc u pasa, a Bradley rykn:
  - Ustrzeliem ogromne ptaszysko, ale poleciao za rzek...
  - Chyba samolot Air India - podsuwa Nagar. - I na pewno go nie trafie... Ja mam czternacie kaczek.
  - Niech yje krl! - woa wielkim gosem Bradley. - Hej, napenijcie puchary! Tylko czy towarzysz Terey moe wypi taki toast? - pyta scenicznym szeptem. - Moe ja bym za niego...
  Gocie leeli na pledach w cieniu drzew, wypoczywali. Nagar rozoy strzelb i chcia im zaimponowa trbieniem na lufie, jednak dwik by zgoa odmienny i bawio to Bradleya tak, e pokada si ze miechu. Wesoo udzielia si i Fanny Partrige, ktra owiadczya si Amerykaninowi, zapowiadajc, e bdzie to maestwo z dodatkiem, tu pokazaa zaponion siostr.
  Nawet Hindusi umiechali si powcigliwie.
  - Najpierw musz zje - zastrzega si Bradley, usiad w kucki, umieci midzy kolanami menak i jad yk ry obficie polany korzennym sosem. - Bdziecie cigny somki, dopiero kiedy zjem... - oblizywa yk, mruc porozumiewawczo oczy - ktra z was, jak si poo, bdzie miaa zaszczyt opdza ze mnie muchy...
  Major Stowne nachyli si do Tereya i szepn:
  - Dentelmen tak nie postpuje - kiwa gow z ubolewaniem. - Rne rzeczy mona mwi, ale nie przy subie.
  Pod drzewami gromad stali aportujcy chopcy, dostali kady na liciu chochl ryu, jedli palcami, wodzc po twarzach rozbawionego towarzystwa oczami penymi zdumienia i krowiej agodnoci.
  - Zaraz, sab - uspokaja Tereya kucharz - przygrzej miso. - Kuca mruc oczy i dmucha w popi wygasego ogniska. Biae patki wyarzonych badyli ulatyway, wirujc. - Ry jest na pewno ciepy, owinem garnki grubo w stare gazety.
  Spy omoczc skrzydami zeskakiway na ziemi, szy kiwajc dugimi szyjami. Szukay koci, resztek wygarnitych z menaek, wypukiwanych o pnie. Wydzieray sobie z dziobw strzpy zatuszczonych papierw.
  - Waciwie, dlaczego by do nich nie strzeli - zyma si Bradley. - mierdz mi przy jedzeniu...
  - Tego si nie robi - skarci go Stowne, twarz mu poczerwieniaa od alkoholu - one s wstrtne, ale poyteczne, w odrnieniu od dziennikarzy. Od razu was peno, gdziekolwiek strzelaj... Tylko, e one naprawd czyszcz wiat.
  Soce wiecio agodnie, mgieki stay nad szerokim, penym piaszczystych ach korytem rzeki, kaczki nadlatyway, siaday, mikko zelizgujc si na wod, trzsy kuprami, kwakay, jakby uradowane, e ju usta pogrom.
  - Trompette - zaniepokoi si Nagar - gdzie jest Trompette?
  Biega dugimi susami, niosc w pysku cyrank. Posza do pana i patrzya mu dugo w oczy, nawet nie zamerdawszy ogonem.
  - Jeszcze jedna, ktr postrzeliem i nie moglimy odnale. Pitnasta - triumfowa. - Tu j po, tu, panu do nogi - dzioba palcem powietrze.
  Pies wahajc si postpi krok.
  - To ta jedyna - poprawi szeptem Stowne - ktra mu si daa postrzeli.
  Istvan lec na boku sign po garnek z ryem otulony gazetami, wyj go z opakowania. Spod pokrywki mglia si para. Naoy sobie i czeka, a przestygnie.
  Nagle wzrok jego pad na pomazany zaciekami tuszczu tytu niewielkiego komunikatu: mier wgierskiego dziennikarza. Sign po gazet.
  "U$P$I. Wczoraj zosta postrzelony znany dziennikarz wgierski Bela Sabo, gdy usiowa przekroczy granic austriack. Mimo udzielenia mu pomocy, zmar. Bela Sabo by wybitnym reportayst, jego ksika o ruchach wolnociowych w Afryce zatytuowana <Tam, gdzie diabe jest biay> bya tumaczona na wiele jzykw. Tragiczna mier Sabo wywoaa poruszenie w wiecie dziennikarskim..."
  Wpatrywa si w brudn od sadzy, pomit gazet z odcinitym krgiem dna. Odruchowo gadzi rk szukajc tytuowej strony.
  Bela nie yje. Zabity.
  Osupiay wpatrywa si w przestworza niebieskie, dymne, w migotanie nurtu na skrtach pezajcej rzeki, migotanie, od ktrego bi blask szczypicy w oczy.
  - Tutaj, Trompette, kochana psinko... - namawia Nagar, sigajc rk do obroy, by przytrzyma oporn suk.
  Bela zabity. Pies kadzie kaczk u ng Nagara. Nie ma go, nie ma. I ju nigdy. Kaczka otwiera skrzyda, odbija si jak spryna, skacze Nagarowi na pier, omocze go po twarzy i z ramienia wzlatuje w powietrze. Bela zabity. Co to za ryk miechu? Wszyscy tarzaj si, wyj i klaszcz. Nagar ociera doni zabocone policzki. Suka patrzy z wyrzutem nabiegych krwi lepi, pysk ma peen pir. Skd te pira? Dlaczego si miej? Bela nie yje.
  - Ona chciaa uratowa honor naszego krla myliwych - wrzeszczy Bradley. - Chwycia mu yw kaczk.
  Bela, Bela, dlaczego ja nic nie przeczuem - zasania twarz rkami.
  - Trudno to nazwa polowaniem - syszy tu obok szept majora Stowne, czuje zapach curry i whisky - ale musz przyzna, zabawa pierwszorzdna... Nawet ten smutny Wgier dawi si ze miechu.
  Zataczajc si Istvan odchodzi. Chopcy hinduscy rozstpuj si na widok jego pobladej twarzy. Idzie na olep, trafia na pie drzewa. Chciaby rani si, odczu bl cielesny, gdy ten w sercu rozpiera tak, e stoi z otwartymi ustami, bez oddechu.
  Po gadkiej, jakby bielonej korze, biegnie drka rudych mrwek. Dotarszy do jego wczepionej doni gromadz si, naradzaj, a potem obchodz, zagldajc, badaj rkami szpary midzy rozwartymi palcami. Beli nie ma. Do kogo mwi, do kogo mwi, kto to zrozumie? Przysigali, e zawsze razem
  Wraca na dawne miejsce, nie wierzy, musi sprawdzi, moe si pomyli, moe tam byo inne nazwisko albo inne imi... Tylko kb spw,chrzszcz dzioby pene nadartego papieru, toczy si garnek, po ktrym depcz, wytrzsaj resztki ryu.
  Chce ptaszyska kopn, pochwyci za nagie, wijce si szyje i zdusi. Dokoa oskot skrzyde, zaduch padliny.
  Stoi nad strzpami gazety, przewrconym garnkiem. Syszy pogodny miech Bradleya:
  - Wyary mu. Ju nic nie zostao.

XII.

  W obu listach Ilony prno byo doszukiwa si obrazu, a nawet klimatu wydarze. Odnis wraenie, e pisaa ostronie, wiadoma niejednych oczu, ktre bd czyta jej listy, zanim dotr w rce adresata. Najwaniejsze, e caa rodzina yje. Tylko Sandor chorowa na gryp, przezibi si, bo trudno byo uprosi szklarza, wszdzie byy wybite szyby. ywnoci nie brakowao, chleb dostarczano sprawnie, pokazao si te miso, kopotw dotkliwych nie odczua, bo rodzice przysali ze wsi du paczk z prawdziw salami, paprykowan sonin, baranin, blaszane pudo jaj, ktre doszy cao, zagrzebane w trocinach.
  Umiechn si czytajc drobiazgow relacj, lubi dokadno Ilony, zdawao mu si, e dolecia go cierpki zapach bukowych trocin, jakby przywary do doni. Widzia st pod oknem wychodzcym na wskie podwrze z gankami kuchennych schodw, ktre dudni pod tabunem rozbrykanej dzieciarni.
  List, w ktrym prosi o szczegy mierci przyjaciela, musia si min z jej listami, bo nie wspomniaa o Beli ani sowem. A moe nie wiedziaa, co si z nim stao? Cho moga zatelefonowa do redakcji. Tylko czy w redakcji zosta kto z dawnych pracownikw, z kim si obaj przyjanili?
  Pamita lata, kiedy na podobne pytania padaa wymijajca odpowied, nijaka, dobierano sowa jak przy ciko chorym, by go nie drani, i wreszcie koczya si rozmowa niemal obrzdowym zwrotem: powiem ci, jak si spotkamy, rozmowa nie na telefon. Po diaba w takim razie byy telefony? eby da znak ycia? Czy dla ucha nadzorujcego?
  Z listw wyczuwa ulg, e ju si zmagania przesiliy, e jest nareszcie spokj i jaki ad. Wpatrywa si w krtkie zdanie: ostatnie dni byy bardzo cikie. I zaraz jakby dla zatarcia ladw, czujc, e ju za wiele powiedziaa, szczegowo o szklarzach i szybach, ktrych brako w caym miecie.
  Na pozr urzdowali normalnie, a jednak mona byo zauway, e inne ambasady od nich stroni, na przyjciach gasy rozmowy, grupki rozpyway si w tumie goci, gdy podchodzi ambasador lub Ferenz. Zdawao si, e otoczenie czeka niecierpliwie wystpie, demonstracji, e urzdnicza podlego kademu rzdowi pozbawia ich godnoci reprezentowania prawdziwych interesw Wgier. To nie tylko dranio, ale i upokarzao.
  Terey by na nieco innych prawach, po prostu lubili go w klubie i korpusie, jednak tolerancja, yczliwo, jak napotyka, stajc si niepojtym przywilejem, budzia podejrzenia u swoich.
  Prawdziwe poruszenie wywoa jego wiersz w bombajskim "Indian Illustrated Weekly". Przeoy go sam, od dawna chcia Margit pokaza, jak brzmi jego strofy. Doradzia kilka poprawek, pomoga dobra zwroty waciwe angielskiemu jzykowi. Wiersz by o Budapeszcie, o tsknocie za urod miasta.
  Kiedy zosta wezwany do ambasadora i przechodzi spiesznie przez pokj Judyty, poniewa drzwi gabinetu zasta otwarte i ju od progu widzia naburmuszon min Starego, ktry ssa wygas fajk, moga mu tylko przesa spojrzenie pene lku i wspczucia. Tak patrz ssiedzi na znajomego, z ktrym co dnia si stykali, i nagle okaza si morderc ony, podpalaczem, a co najmniej zboczecem.
  Jeszcze drzwi nie zamkn, a ju Koloman Bajcsy uderzy wierzchem doni w rozoone stronice grubego tygodnika i warkn:
  - Co to ma znaczy, Terey?
  - Wiersz. Prosili to posaem.
  - Z kim uzgadnialicie?
  - Przecie towarzysz ambasador sam zaleca, e trzeba si znowu przypomnie w prasie.
  - Wiersz o Budapeszcie; wiecie, jak dzi to odczytaj?
  - Czy dlatego, e byo powstanie, ma znikn nazwa stolicy? Ja to napisaem dawno.
  Bajcsy wpatrywa si w niego kamiennymi oczami.
  - A co to znaczy: licie z plamami krwi, acuchem skute brzegi. - Podkrela znaczenie sw, obracajc cybuszkiem fajki. - Wy ze mnie nie rbcie durnia.
  - Metafory. Na jesieni licie si czerwieni, a most zawieszony na acuchach spina oba brzegi Dunaju
- tumaczy z obelyw dokadnoci. - Towarzysz ambasador pamita wiszcy most?
  - Ale kto o tym wie? - rykn. - Wy si, Terey, doigracie. Kto mi zwrci uwag na wasze wybryki? Ambasador, z ktrym si przyjani. Mnie - dga si fajk w pier jak noem - mnie gratulowa, e mam takich urzdnikw, co wiersze potrafi pisa. Ja dobrze rozumiem, co on chcia powiedzie. Ja sobie wypraszam, ebycie ze mnie robili pomiewisko.
  - A moe on si zna na poezji? - omieli si zauway radca z rozbrajajc naiwnoci.
  - On? Skd? Tu trzeba by czujnym, nie ma czasu na zabaw. Wicej wam powiem, Terey, nie wolno niczego opublikowa bez mojej zgody. Moecie by sobie wielkim poet, ale w kraju, nie tu, gdzie kade sowo trzeba trzy razy wzi pod wiato, nim si je wydrukuje. Jestecie na subie, moim urzdnikiem. Nie bdziecie na wasn rk prowadzi gierek politycznych. Od tego mnie tu postawili.
  Gdyby mg, kazaby mnie wychosta - przemkno Tereyowi. Przyglda si wielkim rkom, porosym czarnym, kdzierzawym wosem, jak zaciskaj si w pici i otwieraj w bezsilnej wciekoci.
  - No, c si tak na mnie patrzycie? Zrozumielicie, czego dam?
  - Tak. Chciaem tylko uprzedzi, e jeszcze jeden wiersz si ukae w bengalskim miesiczniku literackim z moim yciorysem i bibliografi.
  Bajcsy chwyta oddech.
  - I znowu tam bdzie o krwawych liciach i kajdanach? Macie mi w tej chwili ten wiersz wycofa.
  - Boj si, e to zrobi jeszcze gorsze wraenie, bd musia jako umotywowa i napisz, e ambasador sobie yczy.
  - Piszcie wycznie we wasnym imieniu.
  - Nie mog. Jestem za tym, eby wiersz si ukaza. Pierwsze okruchy poezji wgierskiej w Indiach.
  Bajcsy wbi w niego renice, oddycha jak po biegu.
  - A o czym jest ten drugi wiersz? - zapyta spokojniej.
  - O mioci.
  Zagrao mu w gardle, skin gow z powtpiewaniem.
  - O mioci? Zaley, co tam wetknlicie. O mioci do kobiety? - pyta podejrzliwie.
  - Tak.
  - I tam znowu bd metafory?
  - Politycy te si posuguj metaforami, nie tylko poeci. Bdzie w tumaczeniu na bengali.
  - To ju lepiej - odetchn. - Niech si drukuje, ale to wy poniesiecie konsekwencje. Na przyszo zaczniecie jednak od tego biurka, ja chc obejrze kady papierek, ktry posyacie do indyjskich redakcji.
  Siedzia gniotc doni misiste policzki, wreszcie zmczonym gosem spyta:
  - Terey, dlaczego wy mnie z takim upodobaniem dranicie? Raz koln i z ca wasz saw jak balonik pkniecie.
  - Moecie na mnie nakrzycze, poza tym nic. I odesa do kraju. A tam w ministerstwie te byy zmiany. Mylicie, e was tak kochaj, ambasadorze, powiecie sowo, a wszyscy zaraz na kolana... Nie te czasy. Dobrze wiecie, e ja si napeniam wasnym gazem, jeli ju uyj waszego porwnania z balonikiem... i poszybuj. A moe wasi chopcy bd si o mnie w szkole uczy? No tak, oni powinni mie matur. I wy o tym wiecie rwnie dobrze, jak ja. Mnie nie musi nikt nadmuchiwa. Ja i poza ambasad mam jak warto.
  Zmita twarz Bajcsego wiecia od potu, nagle zachrypia:
  - Wyjdcie.
  - Czy wasze wtpliwoci dostatecznie wyjaniem towarzyszu ambasadorze? - Terey podnosi si, gotw poegna zwierzchnika.
  - Wynocie si! - rykn ambasador. - Zejdcie mi z oczu, bo bdzie nieszczcie... Ja ju was nie trawi, Terey.
  Zerwa si, stan odwrcony plecami przy oknie. Nie obejrza si nawet, gdy radca zamyka drzwi gabinetu.
  - W piekielnym humorku, co? - nachylia si przez biurko Judyta. - Chcia ci pore?
  - Tak, ale w por spostrzeg, e mnie nie strawi - zmruy oczy Istvan. - Wiesz, co go tak wzburzyo? Homeopatyczna dawka poezji, wystarczy jeden mj wiersz w "Indian Illustrated".
  - Rozsdny to ty nie jeste.
  - Jakbym by tylko rozsdny, nie zostabym nigdy poet - przyzna smutno. - Stary te sam nie wie, czego chce. Najpierw mnie woa, a potem owiadcza, e nie chce na mnie patrze, przecie ja mu si nie narzucam.
  - W dobrym humorze jeste - zdziwia si. - Miae wiadomoci z domu?
  - yj, maj co je, cay dach nad gow i okna oszklone; czego chcesz wicej?
  Chwil milczaa skupiona z palcem przy ustach, wreszcie szepna:
  - Ferenz ma jaki twj list. Lepiej, eby go odebra, tylko nie wspominaj, e ci mwiam.
  Wzburzony ruszy prosto do pokoju sekretarza, ale prno szarpa klamk, drzwi byy zamknite na klucz. Ferenz wyszed.
  U siebie na biurku obok pozwijanych gazet w opaskach z grubego papieru, codziennej porcji przynoszonej przez wonego, spostrzeg wsk kopert z wgierskim nadrukiem - "poczta lotnicza". Uwanie obejrza, czy bya odklejona. Na odwrocie brako adresu nadawcy, jednak wydao mu si, e pismo poznaje.
  Postukawszy kopert o blat biurka, ostronie odci noyczkami brzeg. Wycign arkusiki zapisane niespokojnym pismem.
  Spojrza na podpis ostatniej ze zoonych kartek, nagy al w nim zaskowycza - list by od Beli.
  "Nie ma dnia, ebym o Tobie nie myla. Strasznie mi Ciebie brakuje. Przyapaem si na dialogu, ktry prowadziem z Tob, idc przez Hsk tere. Ogromny zwalony posg lea na bruku, posta nadludzk twarz zwrcona ku niebu, z ciemieniem pobielonym przez ptactwo, jakby niewidoczn dotd dla nas siwizn. Pki sta, nie podlega czasowi, nie starza si, rs w sawie. Jaki czowiek wali w jego gow motem na dugim trzonku, a skorupa z brzu jczaa, jednak twarz bya odporna. Tamten si rozgrza, zrzuci kurtk, bia koszul przekrelay szelki, unosi mot z rozmachem i tuk furiacko. Dokoa pusto, gromadki przechodniw czaiy si przed uchylonymi bramami domw, midzy metalicznymi odgosami kucia sycha wysoki gwizd zabkanych pociskw, strzelano za parkiem zoo, w kierunku przedmie.
  Szedem przez plac, prawie pozbawiony wiate, odblask na mokrym bruku i szynach tramwajowych. Miaem uczucie, e ni. May, zawiedziony czowieczek mci si, wali motem,jak dziecko bije pistk rg stou, o ktry nabio sobie guza. Chciaem mu si przyjrze z bliska, przyznaj, bya w tym jaka dziennikarska ciekawo, pomnik na bruku, pier w mundurze z brzu jczca pod obuchem mota. Za co ten czowiek prbujcy go rozkruszy mci si? Straci kogo z bliskich? Czy bya to tylko nienawi zawiedzionego w swoich wyobraeniach o wielkoci, o nieomylnym, o bstwie? A moe kara go za wasn lep ufno, za przywizanie i mio, moe to jeden z tych, ktrzy skandowali w marszu jego imi, niepomni na sygnay krzywd, bo tylko on mia za nich myle i ustala prawa. Ten furiacki trud czowieka z motem wcale mnie nie radowa... atwiej byo ten pomnik rozkruszy razami, po ktrych nawet nie zostawa lad, poza dzwonieniem spiu, ni zmieni przekonania ludzkie, wyprostowa przygite karki, wbi w gow, e gwat, ktrym si on posugiwa, wanie dziki podniesieniu do norm prawnych, po trzykro jest zbrodni. Jego zabraa mier, a wsppracownicy odarli z zasug, pokazali,jakim by naprawd. Jednak zostay dawne jady i pogarda dla zwyczajnego czowieka, ktry powinien tylko sucha i wielbi. Nienawidz dawnego boyszcza, przed ktrym si paszczyli, ale w gbi ducha i dzi pobaaliby <mokrej robocie>, bo przecie bywaj sytuacje, w ktrych najprociej sign po tamte, jednak skuteczne metody, i razdwa sprawy zaatwi.
  Tak mwiem do Ciebie i dzi Ci wszystko opisuj. Podszedem do kamiennego cokou, kiedy z alei wyjecha czog i ostrzela plac z karabinw maszynowych. Mwi Ci, to byo jak w zym nie... Nawet si nie baem, tak jakby mnie wydarzenia nie dotyczyy. Wyjrzaem zza granitowego cokou, nade mn sterczay olbrzymie buty z cholewami, z ktrych wystaway na szyderstwo wetknite wiechcie somy. Na pustym placu lea tylko posg, martw wsat twarz zwrcony ku niskiemu niebu, w chybotliwym blasku rakiet z nad Dunaju zdawa si drwi... Czog si wtoczy na plac, dziurawi kulami porzucony tramwaj a sypay si resztki szka z rozbitych okien. Obawiali si zasadzki. Koyszc tonami stali podpyn w stron parku. Na asfalcie zostay odcinite prgi po gsienicach. Byskao si za mostem kolejowym i raz po raz pruy serie broni maszynowej. Byem sam obok lecego posgu na mrocznym placu. I nagle zobaczyem, e z jego pustego wntrza wypeza, wlokc kurtk, ten pogromca, mciciel, ktry tam si ukry. Splun w donie i uderzy motem w gow, jkna jak pknity dzwon. Te odgosy kucia wywabiy gapiw przed bramy, znowu zacz si ruch, przemykanie pod cianami.
  Zapisuj to dla Ciebie. Nie udao mi si listu skoczy. Pisz teraz po dwudniowej przerwie. Widziaem dzi zastrzelonych pod murem cmentarza. Leeli jeden przy drugim,jakby szukali w sobie ciepa. Powiedziano mi, e to donosiciele, agenci. Kto ich niby rozpozna, wezwa ludzi z ulicy, ktrzy ich doprowadzili, wydali w rce stray robotniczej. Rozwalono bez ledztwa. Id z ludem stolicy, niesie mnie ten mocny prd, ale s chwile, kiedy rozgrzeszajc odruchy nienawici, pospiesznie tumaczc sobie - tak musi by, to cena, ktr trzeba zapaci - czuj chd na czole, dokd nas ten burzliwy nurt powlecze. Istvan, tum jest straszny. Dobrze, e tego nie musia widzie... Stalin mwi: raczej dziesiciu niewinnych, ni eby jeden wrg si wymkn - to bya zbrodnia, ale dzi z rwnym popiechem karze si niesprawiedliwie, ju mwili mi o powieszonych niesusznie, jest w ulicy jaki straszliwy pd, wyrwnuj rachunki, jakby nie wierzyli, e przyjdzie prawo i trybunay jawnie wymierz sprawiedliwo. Tum jej pragnie, zaraz, ju, krew za krew, za doznane upokorzenie bij oficerw ledczych, dawnych panw ycia i mierci, pluj w twarz i tamci nawet nie omiel si zetrze liny ciekajcej im z czoa... Patrz martwym okiem, ju wiedz, co ich czeka. Co robi, Istvan? Wybacza? Jutro ochon ze strachu i wielkoduszno poczytaj jako nasz sabo, albo co gorsza - gupot. Skrzykn si, im nie chodzi ani o nard, ani o socjalizm. Oni chc wadzy, pawi si w poczuciu bezkarnorci. Gardz tymi, w imi ktrych wystpuj, uwaajc za mierzw ludzk. No, powiedz sam, co zrobisz z tymi sdziami, ktrzy skazywali niewinnych, zaczynali rozpraw z wyrokiem w teczce, zgodnie z telefonicznym zaleceniem, z tymi specjalistami od przesucha, ktrzy wyrywali paznokcie, maltretowali fizycznie i moralnie, zmuszali torturami do podpisywania zezna, przyznania si do nie popenionych win? Co robi z lekarzami, ktrzy cynicznie owiadczali, skazujc winia politycznego na bunkier mniejszy od trumny, na piwnic z wod po kolana: <to czowiek nie ko, wytrzyma. A jakby kipn, napiszemy wiadectwo zgonu: grypa, serduszko. Trumn si zaplombuje i gotowe>. Dasz im si wymkn? Czy nie lepiej wydusi, gdy mamy ich w garci? Kiedy si palce robotnikw wczepiy w wygolone, podpynite tuszczem podgardla, a dobywa si z nich skrzek przeraenia? Dzi bdziemy si bawi w ledztwo, sd, wyrok prawomocny. A jutro im zrobi amnesti. To oni niszczyli nie tylko ludzi, ale i socjalizm, amali charaktery, straszyli i przekupywali mode pokolenie. Dokoa mnie wre, miotam si na olep, nie wiem komu wierzy, tyle sprzecznych informacji, a wszystkie od naocznych wiadkw, wykrzyczane gniewnie, potwierdzone przysig, ludzie widz to, co chc widzie, Istvan, moesz by szczliwy, e jeste od tego z daleka, przyjedziesz, wrcisz na gotowe. Rozpacz kae rba na olep. Sysz, jak po Kerucie grzmi patrole czogw, hucz motory. Oby pozwolili nam si oczyci, powinnimy to zrobi wasnymi rkami. Bez niczyjej pomocy. Polacy si staraj... Ile si o nich mwi, stawia za przykad, ale oni nie maj pojcia, co u nas byo przez tamte wszystkie lata. Nigdy z Niemcami nie szli. Nie byli zatruwani. Istvan, Komitet obraduje bez przerwy, dzie i noc pal wiata i spieraj si gniewne gosy, wchodz uzbrojone delegacje, karabiny wieszaj w szatni zamiast paszczy. Czuje si, e wgierska ziemia dry. Wielkie godziny. Pod oknami przeciga pochd, modzi woaj: <Nie wierzy Nagyowi... On tylko gada>.
<Wadza w rce komitetw rewolucyjnych!> Id ulic. Id w tum. To rzeka burzliwa. Jej si powierzam. Ja chc dobra tego narodu, ja chc dobra Wgier.

ciskam Ci Twj Bela".

  P$S "Miny znw dwa dni. Jest spokj, a wic moemy by zadowoleni. Nie wierz w poczt, jeszcze niesprawnie dziaa, daj ten list korespondentowi z Wiednia, ktry dzi odjeda, bo u nas nie dzieje si nic niezwykego. Chwaa Bogu. Tylko o takich komunikatach marz.

  3 listopada 1956, Budapeszt.

  P$S Jeszcze sowo: Wierz mi, wyjdziemy cao z tego zamtu, to niemoliwe, eby w naszym obozie dwa kraje socjalistyczne, dwie armie zwizane ukadem obronnym obrciy przeciw sobie lufy.

Twj czerwony Bela".

  Zamroczony spoglda tpo na map Indii, trjktny zarys ldu podobny do zeschego sera. Za oknem niebo janieje i pobekuje klakson. Pewnie znowu w otwartym wozie za kierownic rozsiad si Mihaly.

  A nazajutrz o wicie... powraca zowrogim przypomnieniem. Jak moge im zaufa, Bela? Nard to nie tum, ktry depcze portrety i huczy na placach wygraajc broni, wydart onierzom. Tak, dzi atwo ostrzega. I z kadym dniem, im dalej od pamitnej daty, atwiej bdzie rozpoznawa znaki nienawici, szalestwa, prowokacji i jawnej kontrrewolucji. Ale oni nie chcieli widzie, jak przedtem wywoeni samolotem towarzysze z kierownictwa nie chcieli sysze gosw protestu, narzeka i woa o sprawiedliwo. Bela nie yje. Nawet nie mona powiedzie - poleg. Tylko tyle podaa U$P$I: raniony przy prbie przekraczania granicy austriackiej. A wic dae si porwa tumowi, wyciekajcej ludzkiej rzece, nierozumnym siom, ulege zaczadzeniu, opucie Wgry.
  Czy ten list, ktry wiotczeje w palcach, ma by wezwaniem, testamentem? Skoro jednak dotar, moe jest ju tylko ostrzeeniem... A jeli to znak, ebym nie wraca? Jeli nie ma ojczyzny, do czego wrc? Czy wolno tak myle nawet w najczarniejszej godzinie?
  Jeeli o mierci Beli poday wiadomo zachodnie gazety, musieli go pochowa w Austrii, nawet nie na wgierskiej ziemi. Zreszt, czy to ma jakie znaczenie? Magiczne przywizanie. Ziemia jest wszdzie jednaka. Nie. Nie. Ta, na ktrej stawialimy pierwsze nieporadne kroki... W jej trawach kryem twarz, ocieraem zy pierwszych upokorze. Biem j gniewnie bezsiln pici, targaem, eby mi si nie wymkna, bo tak wirowaa po szalonej gonitwie, a dzwonio w uszach. Ta, ktr nazywaem w najpikniejszym z jzykw, bo moim wasnym, wgierskim. Czeka na mnie, wiem. Niewielkie miejsce na moj miar.
  Ze mierci Beli i ja si zapadem, rozwiaem, nie ma ju wiadkw chopicych zabaw, pawienia koni, koczowania na wyspie zarosej rokit na Dunaju, kiedy niepostrzeenie nagy przybr mao nas nie zatopi picych w szaasie. Beli jednemu powiedziaem, e kocham Ilon, jeszcze wtedy przed matur. Chciaem go zatuc, kiedy mi porwa jej fotografi i wymiewa si skaczc po awkach i podnoszc wysoko, a potem, jak go zapaem, rzuci chopakom, zwrcili oszpecon dorysowanymi wsami i brod. yczyem mu wtedy mierci. I ma j. A przecie go kochaem, bo mnie zna, dzieli niepokoje, tyle nocy przegadanych do brzasku. Nazywalimy to gorzko - zabawy w zbawienie ojczyzny. Oddany przyjaciel. wietny kolega, peen radoci ycia. Gotw zawsze do wypraw i szalonych pomysw. Niemoliwe, eby si nad nim powietrze zamkno jak woda, bez ladu.
  Sowa o utraconym przyjacielu dziecistwa.... O umieraniu mnie samego w odchodzcych bliskich. - Zawstydzi si. Czy kade wzruszenie jest gotw wymieni na sowa z podwiadomym wyrachowaniem, e jutro wydrukuje, rzuci jak ziarno ptactwu.
  Pogry si w pocigu za dalekimi obrazami, zwidyway si naddunajskie ki, kwilenie aosne sposzonych czajek, wikliny, due kotki porose zotawym wiosennym puchem, wiatr gazkami koysa, trcajc tygrysie trzmiele, ktre narzekay basowym graniem, woda przeraliwie niebieska, rwaa strumykami i w kadym ladzie koskiego kopyta powoli zbieraa si rt... Nagle posysza cikie stpanie na korytarzu i dostrzeg, jak drgna nacinita klamka.
  - Wej! - zawoa prostujc si czujnie.
  - Ja nie chc przeszkadza, dlatego suchaem, czy maszyna nie stuka - mamrota wony.
  - Czego chcecie?
  - Nic. Ja tylko chciaem zapyta, czy pan radca odebra swj list.
  Istvan cisn cieniutkie kartki, zoone w harmonijk i pokaza wonemu kopert.
  - Dzikuj. Mam.
  - Nie, nie ten. W starych gazetach, ktre std uprztnem, znalazem list pana rk pisany. Tom go nis tutaj, ale spotka mnie sekretarz i powiedzia, e sam odda, i posa mnie do magazynu.
  - A dlaczego mylicie, e mg nie odda? - przechyli gow radca.
  - Widziaem, jak czyta, a potem gdzie ponis. Ja tam nic nie wiem... Jednak widzi mi si, e pan to pisa i przyoy gazet, a potem co wypado i pan radca zapomnia. A to taki list, co lepiej, eby do akt nie trafi.
  - Wycie go czytali?
  Krci si zakopotany, przestpowa z nogi na nog.
  - Ja sabo z angielskim. Koperta bya osobno, czytaem, panie radco, adny list - pooy do na piersi.
- Towarzysz Ferenz jest u siebie. Mona zaraz...
  Istvan ruszy ku drzwiom.
  - Czekajcie tu.
  Wszed do gabinetu sekretarza, ktry rozjania na jego widok.
  - Oddaj list - warkn.
  - Zaraz. Siadaj, gdzie ci si spieszy? Chciaem ci zwrci osobicie.
  Pogrzeba w szufladzie i wycign nie zaklejon kopert. Od razu spostrzeg: Miss Margaret Ward. Agra. Nie mia zajrze do rodka, sprawdzi, ktry to z jego listw i jakie wyznanie zawiera. War spyn mu wzdu krgosupa. Dawia wcieko na siebie samego, tyle zabiegw i ukrywania po to, by si tak gupio rozoy, pokaza do dna.
  cisn kopert w kieszeni marynarki. Duo by da, eby ju mc zajrze, co si w rodku kryje.
  - Sied - zachca Ferenz - gdzie lecisz? Chyba nie na poczt, bo data sprzed dwch miesicy, moe poczeka. Kiedy jedziesz na odpoczynek?
  - Przed witami.
  - Na dugo?
  - Ile si da, jak najduej! - westchn arliwie.
  - Takemy ci dokuczyli? - ali si Ferenz. - No, c... Wyj portfel i uwanie odliczy dziesi banknotw. - Masz tutaj tysiczek. Bierz, nie zawracaj gowy. Uczciwie zarobione. Twoja prowizja od firmy za skrzynki whisky sprowadzone na twoje zamwienie. Tylko bez komedii. Bierz, jak ci daj.
  Istvan nie patrzy na podsuwane pienidze, tylko w yczliwie umiechnit twarz sekretarza, prbowa przenikn, jaki podstp si w tym kryje.
  - Na pienidze nie masz si co obraa. Na mnie moesz. Chyba nie mylisz, e jestem Judaszem a tak rzetelnym, e dziel si srebrnikiem ze swoj ofiar? Nie pokazaem tego listu nikomu. Twoja prywatna sprawa. Mog mie rne do ciebie zastrzeenia... - spojrza na kiesze, w ktrej Istvan mia odebrany list, jakby go chcia dotkniciem przenikn - jednak zapamitaj to sobie - nie kopi pod tob dokw.
  - Dzikuj - wybka po namyle Terey. - Nic nie zyskam, jak tych pienidzy nie wezm. Skoro moje konto obciye zamwieniem, chyba mi si nale. Pierwszy interes, ktry mimo woli dziki tobie zrobiem.
  - eby ty nie by taki narwany - westchn Ferenz - moglibymy si rozejrze za nastpnymi. Mona by zarobi, ale na ciebie trudno liczy.
  - I raczej nie licz - zgarn banknoty. - Ja nie jestem czowiekiem interesu.
  Ju we drzwiach dobieg go szept:
  - A ja nie jestem twoim wrogiem. Chtnie bym ci pomg, jakby zdecydowa si na to...
  - Na co? - odwrci si gwatownie.
  Ale sekretarz machn rk.
  - Na nic. Ty i tak mi nie ufasz, nie ma o czym mwi.
  - Odda? - niepokoi si wony.
  - W porzdku - wycign zmity list i gdy si drzwi zamkny, wstrzymujc oddech, przebieg kilkanacie linijek. Czyta okiem nieprzyjaznym, podejrzliwie, doszukujc si ukrytych zwizkw midzy prostymi sowami a swoim postpowaniem, planami, decyzjami, jakie w ich mniemaniu mgby podj.
"Wiesz, Margit, nie mam przed tob tajemnic. Mwi ci wszystko, tak jak jest". Te sowa zdaj si godzi w sekrety subowe ambasady, prawdziwe i urojone. "Bdzie, jak zechcesz. Wystarczy, eby mnie wezwaa i jad... Jeste caym moim wiatem". Tak, ten zwrot mg zastanowi Ferenza, obudzi podejrzenie, czy przypadkiem nie wpady mu w rce wyznania skonnego do zdrady dezertera, ktry ju dojrza, eby wybra wolno. Dogadzaaby im moja ucieczka. Wobec zbiega, zreszt dawno go o to posdzalimy, nasz kolektyw - jake w tym wypadku sowo nabiera blasku - wykaza prawdziwe oddanie sprawie socjalizmu i wam, towarzyszu... Tu zostawi naley na razie wolne miejsce do wpisania waciwego nazwiska, bo nie wiadomo, czy Kadar si miesic utrzyma...
  - Niedoczekanie wasze - przygryza wargi w bezsilnym gniewie. I ju rozlewao si gorycz zwtpienie. A dlaczego by ich nie posucha? Oni boj si samodzielnoci, wisz na posadach. Jednak dwiecie tysicy wycieko z kraju. Bela, za ktrego prawo rczybym gow, pad przedzierajc si do Austrii. Czy mi wolno sdzi, e jestem mdrzejszy od tamtych? Jak mog wtpi w patriotyzm Beli? Dlatego, e go zabili?
  List opowiada o wydarzeniach zaledwie sprzed miesica. Strasznie dawno. Odlega przeszo. List, jak gazka odcinita w wglu, niewiele powie o szumie pradawnego boru. Przepada epoka, moe po latach do pogrzebanych wspomnie dobior si potomni... Trzeba i dalej. Od patrzenia za siebie odwagi mi nie przybdzie. Grb Beli na austriackim cmentarzu nie doda nadziei, ostrzega. adna kula mnie tu nie dosignie. Granice kraju dawno poza mn.
  Jednak pocierajc kocami palcw powieki czuje, e granica jest w nim, nie przekroczona.
  Wyjecha, zerwa obro...
  Ju dosy ambasady, tych samych twarzy, rozmw i pretensji, ktre drani jak swd spalonego pierza.
  Ciko wspar gow na doni, odgrodzi si od wiata. Przecie los kryje w zanadrzu nieznane wydarzenia, a mier nie jest najgorsz z niespodzianek. Jestem gotw, dojrzaem do spotkania ostatecznego. Jednak podsuwajc siebie wyrokom, dopuszcza i odmienne rozwizanie, bo gdyby Ilona... Wszyscy bymy ocaleli, zyskali, nawet Ty. Nie musiabym rozbija Twoich Kamiennych Tablic. Mona potrzaska dziesicioro przykaza w bezsile gniewu. Jednak nie ma od nich uwolnienia. Towarzysz wyryte w sumieniu, wa kady czyn, kadc znak aprobaty lub potpienia, by w ostatniej godzinie przywali i oskary na wieczno.
  Dlaczego nie miabym si otrzsn, uwolni od przeszoci, zacz nowego ycia? Odci od wszystkiego, co byo, od siebie te. Niech si na brzegu australijskim narodzi nowy poeta Istvan Terey, piszcy po angielsku. Przecie potrafi pisa w tym jzyku. Mam dowody, e mog si przestawi. Drukuj mnie.
  Moe po latach kto si doszuka, e pochodziem z Wgier, wyda mu si to odkryciem. I to wszystko. Ludzie atwo wybaczaj zdrady i zapominaj, e mowa ich miaa by: tak - tak, nie - nie, jako supy graniczne midzy dobrem i zem. I dla siebie pragn wyrozumiaoci, chc, abymy dla siebie nawzajem byli pobaliwi, nie zauwayli win, bo jestemy wsplnikami.
  Skoro adna z kul wystrzelonych w Budapeszcie nie przyniosa mi swobody, mam on... Obowizki... Ohydne to, co mi si snuje. Ile razy przelizgiwaem si po drobnych tytuach notatek: zabi on, pchn noem on, i wzruszaem ramionami: czy dwoje rozsdnych, kulturalnych ludzi nie moe znale prostszego wyjcia, rozej si nie tracc dla siebie szacunku, zostajc przyjacimi, odej bez przeklestw i zniewag? Czy naprawd mier jest atwiejsz drog? A moe zasdzony morderca by uczciwszy? Zabi, bo chcia by wolny. Zagradzaa mu drog, wic pchn noem. A ja uporczywie myl, e ktra z kul wystrzelonych na olep moga mi przynie wyzwolenie. Jestem morderc, cho mam czyste rce, zanadto si w tych teoretycznych rozwaaniach lubuj, zbyt skwapliwie na tak moliwo przystaj... Zanadto j podsuwam Temu, kogo wol nazywa dyskretnie losem, zbiegiem okolicznoci lub przypadkiem.
  Ilonie mam za ze, e jej istnienie przypomina mi mnie samego sprzed lat, czuego i gupio zakochanego. Gdyby o tym mona byo nie pamita! Powiedzie: nie wiedziaem jeszcze, przygarniaem j w czadzie jaminw, nic jeszcze z ycia nie rozumiejc, lepe szczeni.
  Czandra by mnie rozgrzeszy prostym tumaczeniem, z lekk drwin - ten, co wtedy przysiga i naprawd pragn obietnic dotrzyma, to nie jeste ty. Komrki obumieraj w ciele i zostaj zastpione innymi, co ile tam lat nastpuje pena wymiana, paska ona do pana przywyka, nie zauwaya, e obok niej yje obcy, wcale nie ten, z kim braa lub, inny czowiek. Jake pan, yjcy, moe ponosi odpowiedzialno za kogo, kogo dawno nie ma, dlatego wycznie, e pan nie zmieni nazwiska i nadal si oglda, kiedy zawoaj - Istvan Terey? Ale jeszcze kim zupenie innym moe pan zosta, stworzy sam siebie. Tylko trzeba mie odwag powiedzie: mog, wic bd. Jedynie pierwszy krok jest trudny, potem przekona si pan, e zakazy sam pan sobie stwarza. Nie ma nieprzekraczalnych granic. Nie ma adnych. Jeeli On jest, nieche pana sprbuje zatrzyma. Przecie pan Go sobie stworzy z dziesitk nakazw i nosi jak garb. Zamiast yczy mierci onie, niech pan Go zabije, a to niewielka sztuka. Wystarczy powiedzie: nie ma, i ja sam bd pracodawc. I od razu wszystko staje si proste.
  Ucieka... Uciec tam, gdzie bdziemy szczliwi. Wzi Margit za rk i poprowadzi j. Powrci do kraju.
  Niech mwi, co chc. Nic mnie nie obchodzi cay wiat. Nie istnieje poza nami. Dopiero nasze spojrzenia budz go do ycia, a sowa mog utrwali doskonalszy, nie zdeptany niczyj stop.
  Trzeba mie odwag powiedzie sobie - ja decyduj. Moje szczcie jest prawem. Ja. Ja i Margit. Bo chc j posiada. Bo mi potrzebne jej uwielbienie, oddanie, upragnione przez ni sam.
  Jednak z dna wstawao baganie: pom mi, ja nie chc... A jednak a do blu chcia, pragn, poda. Byo w tym dreniu podstpne wyrachowanie, prbowa Go zmusi, szantaowa - jeli mi nie znajdziesz, nie podsuniesz zgodnej z Twymi prawami moliwoci posiadania tej kobiety, nie dziw si, e musiaem je ama, i to ju nie bdzie moja wina... Ja zabiegaem, szukaem wyjcia.
  Opdza si od tych naprzykrzajcych myli, skomlenia penego przewrotnej logiki, jakby wywodw z poktnej kancelarii adwokackiej, gdzie zawsze podejm si czarne wybiela. Czandra mi si kania. Czandra ofiarowuje swoje usugi - myla z odraz.
  Telefon zadzwoni.
  Unis suchawk zy, e mu przeszkadzaj.
  - Istvan? Ty mnie na dzisiaj zaprasza... Nic si nie zmienio? - dosysza cierpk tonacj w gosie Trojanowskiego.
  - Tak, ciesz si, e troch pogadamy.
  - ona zdrowa? Dzieci dobrze si ucz? W Budapeszcie wstawiono szyby i zaczynaj odnawia fasady ospowatych kamienic? Jeste ju w lepszym nastroju?
  - W domu wszystko w porzdku.
  - A u ciebie?
  - Nic, jestem zmczony. Mam obiecany urlop.
  - Skoczysz do Wgier?
  - Nie. Jad nad morze. Urlop w kraju urzdowania - przytoczy obrzdowy zwrot.
  - Ty si urodzi pod szczliw gwiazd. Zazdroszcz ci. Do wieczora. Zamawiam "drewniany talerz" i czerwone wytrawne.
  - O ktrej bdziesz?
  - Jak nadam telegramy. Jeszcze jedno... A moe ju wiesz? Pani Khaterpalia poronia.
  - Co? - krzykn, jakby tamten go oskara.
  - Mwi Nagar, a Nagar wie wszystko. Po wizycie lekarza czua jaki niepokj i nastpi niespodziewany przedwczesny pord. Dziecko martwe.
  - Co si stao? Taka dorodna kobieta.
  - Diabli wiedz. Moe dawne grzeszki rady? Skd wiesz, e on jest zdrw? I pienidze czasem nie wystarczaj. Zaskoczyem ci t nowin?
  - Straszne. Ona tak si cieszya - wyszepta.
  - Jak kada matka. Trudno. Przeznaczenie.
  - Nie wiesz, gdzie ona jest? W szpitalu?
  - Zadzwo do Nagara albo do rady. Nie wiem. Do wieczora.
  - Do widzenia.
  Odoy suchawk. Biedna Grace. Dosigo j nieszczcie ze straszliw celnoci. Tyle przemylnych zabiegw, byle zapewni nie narodzonemu cay spadek. Przekrelone plany i wyrachowania. Wszystko na nic. Przypomnia sobie werand klubow i Grace, jak kadzie, przyciska jego do do ona, by wyczu ruchy. A jeli to byo moje? Otrzsn si ze zgroz. - Nie, nie!
  Nerwowo kry po pokoju. Zadzwoni do rady.
  Sucy odebra telefon, obieca powiadomi pana. Gos by peen spokoju i usunoci, jakby si w domu nic nie zdarzyo.
  - Ju wiesz? - posysza Khaterpali. - Dzikuj ci. Grace nikogo nie chce widzie. Nawet mnie. Nie przychod.
  - Bardzo wam wspczuj.
  - Wiem, ty j lubisz - westchn, a po dugim milczeniu wyjka ochrypym gosem: - Najbardziej boli i zoci, e to si stao w dwie godziny po wizycie Kapura, powiedzia, e wszystko jest o kay, za dwa tygodnie urodzi... Mog by lekkie ble, bo ju oysko si obnia, ale wszystko w porzdku. Dlatego zlekcewayem jej niepokj. Bo Grace nagle si zalka, e ono si nie rusza... Uspokajaem, e pewno pi. A ona si upieraa, e nie, e jeszcze nigdy tak dugo nie byo spokojne. Lekarz te si nie spieszy. A potem azi po niej suchawk, coraz bardziej zaniepokojony. "Nie mog pochwyci ttna. Nie sysz". I zaraz zacz si pord. Udusio si ppowin dwa razy okrcon wok szyjki. Jakby je kto naumylnie zdawi.
  Istvan wiedzia, e rada cierpi, uwaa to, co go spotkao, za straszn niesprawiedliwo, szyderstwo losu. Rka, w ktrej trzyma suchawk, zrobia si liska od potu. Jeli ja to tak odczuem, c dopiero on?
  - Mog w czym pomc?
  - Nie. Mia czub mokrych czarnych wosw, twarzyczk skrzywion jak do paczu. Mwili, e by do mnie podobny, a nie do Grace; straciem syna.
  - Jak to lekarz tumaczy?
  - Czy to nie wszystko jedno? ycia nie wrci. Kapur mwi, e pd by nieduy, jak zwykle pierwsze dziecko. Pod wpywem jakiego wzruszenia matki, a bodce si udzielaj, wykona obrt i zaplta si. Ale Grace nie miaa adnych zmartwie, taka bya szczliwa.
  - To okropne. Przeka jej moje...
  - Dobrze - przerwa. - Jak tylko si uspokoi, dam ci zna. Trzeba jej stworzy pogodne otoczenie, zebra przyjaci, nie dopuszcza myli o... Ona tego dziecka nawet nie widziaa. Niech cay wypadek bdzie jak zy sen. Kazaem usun wszystko, co by je przypominao, wzek sprowadzony z Londynu, wyprawk, eczko. Ona ju z tym wzkiem chodzia po hallu, eby sprbowa jak to bdzie. Nie ma. Nie byo. Nie mielimy w ogle dziecka. Byy tylko marzenia. Dzikuj ci, Istvan. Wiedziaem, e ty... Bdziesz pierwszym, kogo bym chcia przy niej widzie. Tylko ostrzegam, mw o czymkolwiek, nawet e si w niej podkochujesz, byleby nie wraca do tamtej sprawy. Rozumiesz?
  - Tak.
  - Teraz kilka dni spokoju. Pki si nie oswoi. Dam ci zna. Pamitaj, dziecko jest przed ni, dopiero przyjdzie za rok, za ptora. Tamtego nie byo.
  Istvan milcza oguszony. Magiczne mylenie, on wierzy, e uda mu si bl wyprze z pamici, utopi jak to mae skulone ciako, ktre pochona woda Damuny.
  Za oknem wiecio jaskrawe soce i wiatr nis tumany czerwonego pyu, miesi gstw lici na oplecionej pnczami cianie garau.
  Automatycznie zaatwia ostatnie pisma. Z ulg opuci gmach ambasady. Mihaly w dokejce z zadartym daszkiem huta si na skrzydle otwartej bramy, ktra aonie skrzypiaa.
  - Wujku, zabierz mnie... Przejad si z wujkiem.
  - Nie jad do domu - odpowiedzia przez opuszczon szyb austina.
  - Ju mnie nie lubisz jak dawniej. Nie mamy sekretw.
  - Siadaj, szantaysto - uchyli drzwiczki - ale nieprdko ci odwioz.
  Za omsza, szturmowan przez ciernie wityk o dachu szczerbatym, podobnym do nadgryzionego jabka, zaczynay si plantacje miejskie, dugie zagony rudych lwich paszczy i zielonawej rezedy, paliy si pola szawii tak radosn czerwieni, a migotao w oczach. Jesie nie przeszkadzaa bujnemu rozwojowi rolinnoci, jeli tylko gumowe we zraszay ziemi.
  Kupi narcze ogromnych, fioletowych gladioli, kwiaty otwieray misiste kielichy. Przymykajc oczy w socu, Mihaly piastowa je ostronie.
  - Pachn mokr ziemi - skrzywi si rozczarowany.
  Istvan doczy kopert ze zdaniem, ktre nie byo prawd: "Dziel Twj bl, Grace". Czu lk, niejasne przeczucie e do sprawiedliwa, ktr przyzywa, moe i jego dosign. Jeli chcesz, ebym ja rozstrzyga, dobrze, stanie si - powracao jak zowrbna muzyczna fraza dalekich chrw. Grace stracia upragnione dziecko. Cios najdotkliwszy. Wiedzia, co odebra... A czego mnie pozbawi? - wzdryga si. Jak czarna wstka rozwija si daleki piew i gucho pokasyway bbny pod paskimi uderzeniami wychudych doni. Czy nie jestem godzien, by siga po to, co masz najcenniejszego, skoro nazywasz mnie panem swoim?
  Zatrzymawszy auto przed bram parku, posa Mihalya, eby dorczy bukiet i list; nie byo czokidara, ktry jak pies na acuchu zawsze si krci, strzegc wejcia. Drzwi paacu stay otwarte i mroczne, okiennice na pitrze zamknite na gucho.
  Chopiec bieg ju z powrotem, byskay jego kolana.
  - Nie byo w hallu nikogo, wic pooyem kwiaty na stole - dysza uszczliwiony - ale bd zdziwieni!
  Kiedy auto ruszyo, zwrci do Istvana zarumienion twarz i niemiao prosi:
  - Jak ju tutaj jestemy, czy nie moglibymy zje lodw? Tak okropnie gorco.
  - Nieadnie, Mihaly, naciga wujka - obruszy si, jednak nie umia odmwi. - Jade ju obiad? Nie chc mie awantury z twoj mam.
  - Lody to nie jedzenie - tumaczy chopiec. - Zreszt ja nie bd si chwali... Jeeli wujek chce, to bdzie dzisiaj nasza tajemnica.
  Pod arkadami Connaught Place handlarze amerykaskich i angielskich ilustrowanych pism rozoyli swj towar na chodniku barwnym dywanem. Terey zatrzyma si, ksiki zawsze go przycigay. Chudy, z zapadnit piersi Hindus, z siwiejcym wsem, oderwa si od kolumny i tchn czosnkiem:
  - Mam zakazany towar: "Sekrety Czarnej Pagody" i "Noce Indyjskie", mam i fotosy, trzydzieci klasycznych pozycji.
  Wzruszy ramionami. Hindus zaglda mu w oczy zawo.
  - Sab, a moe adres piknych dziewczt?
  Z przyzwyczajenia, eby nie zabija nadziei w oczach byszczcych godem, zby go:
  - Nie, nie dzisiaj. Innym razem.
  Handlarz zgi si w pokonie. Wygldao, e pod ciarem ogromnego turbana zamie mu si chuda, ylasta szyja.
  W cukierni zdjto zasony, soce wpadajc przez okna przewietlao awice niebieskawych dymw papierosowych. Wentylatory nie szumiay, wic gwar gosw rozpada si wyranie na angielski i hindi. Ciche miechy kobiet, brzk yeczek i klanicie w donie, ktre miao przywoa kelnera, zwracay uwag ssiednich stolikw. Plisowane misternie turbany Sikhw tkwiy gsto w zacisznych loach, byskay tust czerni ciasno pozwijane brody. Nieatwo byo o miejsce.
  Terey rozglda si bezradnie.
  - Wezm na waflu, do rki - ratowa sytuacj Mihaly.
  Ruszyli w stron bufetu spowitego w obok pary syczcego zjadliwie ekspresu.
  Istvanowi zdawao si, e w ciasnym przejciu o co zaczepi, ale zaraz poczu, e przytrzymaa go rka.
  - Niech si pan do nas przysidzie - usysza gos mecenasa Czandry. - Kapura pan zna. Doktorze, prosz zrobi troch miejsca... Co dla chopca? Pan, mocn kaw, wiem.
  - Lody - odpowiedzia odruchowo, siadajc z ulg. Ucisn chodn, kocist do adwokata i ciep, mocn lekarza.
  - Dziecko musi je powoli - doradza Kapur, wydymajc pene policzki. - atwo o przezibienie... Pan ju wie? A ja przepowiadaem, za duo szczcia naraz - przewraca wyupiastymi oczami - bogactwo, modo, zdrowie.
  - I mio, mio - podpowiada szyderczo Czandra.
  - Ona ma wypisane na doni, urodzi jeszcze dwoje.
  - A jeli bd crki? - zapyta mecenas.
  - Trzeba prbowa do skutku - rozoy bezradnie donie lekarz. - Przecie oboje s modzi. Jeszcze nic straconego. Ona moe rodzi.
  Kelner przynis srebrny pucharek peen lodw z wetknitymi kokosowymi ciasteczkami. Nalewa kaw z retorty, ktr postawi nad spirytusowym palnikiem, niebieski pomyk wieci w pmroku aobnie.
  - Doktorze - wspar si na okciu Czandra - paci pan rachunek, a w zamian dam panu okazj do powanego zarobku. Wielka okazja, niech pan si szybko decyduje.
  Kapur umiechn si nieufnie i skin, jakby mwic: niech strac.
  - Myl, e jednak nie obejdzie si bez mojej pomocy - zacz szeptem mecenas.
  - Trzeba od tego byo zacz - obruszy si lekarz. - Ju wiem, co mnie czeka. Moje ryzyko, a paski zysk, nie ma gupich, nie zgadzam si. Rachunek i tak pac - uspokaja.
  - Jeszcze nie powiedziaem ostatniego sowa. Rada straci syna. Przecie o syna najbardziej chodzio. Czekay go wielkie pienidze, fortuna. Nie podzielona.
  - No, i nie musz si spieszy, czeka nadal; nie dostaniemy legatu ani pan, ani ja - wyd grube wargi Kapur.
  - Spokojnie... Ja panu mwi, e ju jest za pno. I my obaj moemy sporo zyska, jeli bdziemy dziaa w porozumieniu.
  Nagle Kapur spowania. Przechylony nad stolikiem zajrza gboko w spokojne, kryjce koci senno renice adwokata. Misisty nos wszy interes. Nagle odwrci gow, jakby przypomnia sobie o zbdnym wiadku.
  - Moe pniej? - rozklei si z mlaniciem wargi.
  - Mister Terey nam nie przeszkadza. Im wicej osb o tym wie, tym lepiej - cedzi Czandra z naciskiem. - Wdowa po starszym bracie rady spodziewa si dziecka.
  - Niemoliwe - achn si doktor. - By odraajcy, straszliwe oparzenia, blizny... Ja go widziaem.
  - Kiedy si kocha, chce si mie dziecko. I ona je pocza. Jej ono byo potrzebne. Nie bdzie jaow wdow, ale matk modego rady. Starszego dziedzica.
  - Przecie tamten umar.
  - I zosta spalony. Ale zdy posia nastpc. e to by brat rady, mam na pimie dowody: orzeczenie sdu i protok podpisany przez wszystkich zainteresowanych czonkw rodziny z teciem Vidajaved wcznie. Sprawa nie do podwaenia, cho mog prbowa. Moja w tym gowa.
  - Ktry miesic? - akomie nachyli si doktor.
  - Mwi, e dwa razy ju nie krwawia.
  Istvan brod wskaza na chopca, ktry spuciwszy powieki by pochonity skrobaniem lodowej gry.
  - Jeszcze nic pewnego - zafrasowa si Kapur. - Jeszcze mona opaci sucych, poda zioa, ona moe straci.
  - Dlatego spiszemy z ni umow i pan j wemie pod szczegln opiek, doktorze - stukn kocist pistk w st.
  - Rada nam nie daruje... Pan mu pomaga - waha si Kapur, jednak ju dostrzeg moliwo zyskania nieograniczonych wpyww i zdobycia zaufania wdowy.
  - W kadym wypadku musi pan by przy niej - szepn Czandra. - To paski obowizek, doktorze. Moja rzecz, eby okaza si dobrze patny. Po krlewsku. Gra o fortun. Khaterpalia i jego te dobrzy kupcy, nie bd si targowali.
  Istvan patrzy na ich twarze rozjaniajce si umiechem penym skupienia - doszli do adu, rozumiej si.
  - Pan jest gronym czowiekiem, mister Czandra - powiedzia cicho radca - po tym, co pan mi wtedy noc opowiada...
  - Ja? Ach, tak - machn niedbale such doni, mcc smug dymu. - Chce pan przez to powiedzie, e ze mn interesy nieatwo zakoczy? No, tak. Ale przecie zna pan moj specjalno: dobroczyca. Czy nie powinienem si zaj sprawami biednej, oczekujcej dziecka kobiety, ktra dwukrotnie utracia ma? Zwaszcza e widz groce jej niebezpieczestwo.
  - Niezwyka sprawa - krci gow Kapur, wydyma kosmate policzki, dmucha w nos.
  - Tylko niezwyke mnie interesuj.
  - Rada ju o tym wie? - zapyta Istvan.
  - Im pniej si dowie, tym dla wszystkich lepiej. Ma do jednego zmartwienia. Nie prosz pana o tajemnic. Myl, e rozsdek nakazuje jaki czas jej dochowa. Po co mu stwarza sytuacje przymusowe? Prawda?
  Istvanowi wydao si, e wie, o czym adwokat myli.
  - Tak bdzie bezpieczniej - potwierdzi doktor. - Dzi jeszcze pjd do wdowy, zbadam, chc mie pewno.
  - Z kobietami rnie bywa. Ale skoro ona chce dziecka - namyla si gono - to zawsze moe je mie.
  - Czas od mierci ma - przypomnia Kapur. - Dziecko nie moe si urodzi za pno, bo zakwestionuj. I wygraj.
  - A w sidmym miesicu?
  - Wczeniaka atwo rozpozna - ostrzeg lekarz.
  - Rozwaania teoretyczne jeszcze - przeci Czandra - na wypadek... Na razie ona si spodziewa dziecka. Normalna cia. Trzeci miesic. Chc to mie od pana na pimie.
  Istvan sucha z odraz. A przecie nie musieli si przed nikim kry. Mwili o pomocy i opiece, o sprawach, ktre nie kolidoway z prawem.
  - Lubi pan, mecenasie, wystpowa w roli losu - zajrza mu w zmcone, ciemne renice.
  - Los? A c to waciwie jest, jeli nie mj zamys? - dwign twarz zarozumiale. - Wiara, bogowie... Nie jestem narzdziem przeznaczenia, ale nim kieruj, drogi panie. Ja si i bogami potrafi posugiwa.
  - A jednak lubi pan pienidze i w kocu one s celem - upiera si radca.
  - Pan mnie obraa. Dla mnie s tylko rodkiem. Gardz nimi, wic pchaj mi si w rce. Odbierajc je karz jednych, dajc nagradzam drugich. Uwielbiam niespodzianki, ktre sam przygotowaem. Mylaem, e ju pan moj bezinteresowno pozna. Gdyby pan znalaz si w tarapatach...
  Chopiec nagle odoy z brzkiem yeczk.
  - Wujku, chodmy.
  - Moe chcesz jeszcze jedn porcj? - prbowa go pogaska Czandra, ale Mihaly odsun si, unikajc dotknicia kocistej doni, ktra, podobna do gada, wykonaa pkolisty ruch w niebieskim od dymu powietrzu.
  - Nie, nie... Ja ju chc wraca.
  - Czsto o panu myl, mister Czandra - szepn Istvan.
  - To dobrze, ja te mam wraenie, e pan mnie przyzywa - przerwa mu.
  - Myl, e jest pan bardzo nieszczliwy.
  - Ja? Gupstwa - achn si. - Czego mi brakuje?
  - Pan by chcia, eby pana kochano, uwielbiano. Wszystko, co pan posiada, jest zapacone, kupuje pan przyja, kobiety, nawet bogosawiestwo ebraka.
  - Nieprawda! - podnis gos. - Musz mi by wdziczni. Speniam ich pragnienia.
  - Wujku, ja poczekam w aucie - cofa si jakby przestraszony Mihaly.
  - Zaraz idziemy. Do widzenia, doktorze. Do widzenia.
  Czandra cisn mu do z nieoczekiwan si.
  - Ju niedugo, i to pan bdzie tym najnieszczliwszym, ja to panu przepowiadam. Zawsze we mnie znajdzie pan powiernika.
  Patrzy w oczy Tereyowi prawie bagalnie.
  - Swoje sprawy zaatwiam sam.
  Odwrci si i ruszy wzburzony ku drzwiom, Mihaly bieg pierwszy wlokc go za rk.
  - Wujku, to niedobry czowiek - szepta - bdzie ci szkodzi.
  - Niewiele moe. Gorsze s krzywdy, ktre sami sobie wyrzdzamy.
  - Jadem lody - mamrota, kulc si na siedzeniu austina - i nagle zaczem si ba. Jego oczy wszystko zjadaj, twj umiech, smak moich lodw, z pocztku byy bardzo dobre, a potem czuem tylko yeczk, zjada mi bicie serca, nawet plam soca ze stolika. Od niego idzie zimno jak od umarych.
  - Sonia si nie bae, a przed starszym panem, ktry chce ci ciastko zafundowa, nagle uciekasz? Mihaly, co si stao? - uspokaja chopca, wpatrzony w ulic pen rowerzystw i riksz motocyklowych, skowytem klaksona poszy tum.
  - Wujek sysza o dziewczynce, ktrej wiedma podarowaa jabko, ona ugryza i zasna, jakby umara, albo daa grzebie, ona go wpia we wosy i zapomniaa, kim jest, albo ukua w palec ten najmniejszy i wycisna kropelk krwi. A potem wiedma wzia ten paluszek do ust i wypia z niej wszystk krew... I nie byo ladu rany. Albo wzia jej koszulk i skrcaa tak dugo, a j udusia, cho to bya sama koszulka i dziewczynka siedziaa midzy rodzicami, ktrzy nic nie mogli pomc. Albo zaprowadzia j przed wielkie lustro i kiedy dziewczynka patrzya na siebie, pchna j i lustro zamkno si za ni, zostao nieme,nikomu nie zdradzio, gdzie ona jest...
  Terey sucha z niepokojem, tak czasem dzieci majacz w wysokiej gorczce. Chopiec mwi pgosem do siebie. Dotkn czoa. Byo chodne.
  - Przecie wiesz, e to bajki - agodzi jego podniecenie.
  - Ja wiem, e on by to potrafi naprawd i jeszcze inne gorsze rzeczy - upiera si - dlatego nic bym od niego nie przyj.
  - Nie, to nieszczliwy czowiek. On ma duo pienidzy, pomaga ludziom.
  - Jego pienidze s z nim w zmowie - szepta z przeraeniem w oczach - one zabieraj inne z cudzych kieszeni i do niego wracaj, nim wybije pnoc. A jakby je chcia zatrzyma, to zamieni si w zesche licie albo w muszelki...
  Istvan pomyla nagle ze wzruszeniem, e chopiec ma dar, ktrego prno by si doszukiwa u wasnych synw: fantazj, zdolno tworzenia... Wraliwa wyobrania. Moe Indie zapadn w niego i po latach, kiedy ju bdzie dorosy, wspomni dzisiejsze spotkanie i najdzie go uczucie grozy, mecenas Czandra uronie na sug ciemnoci. A jeli chopiec instynktownie przeczu? Przecie on sam te mia chwile nieodpartego wstrtu do uczynnego adwokata.
  Niebo pozieleniao i wystygo. Ogromnymi limi papajw koysa powiew. Modzi Sikhowie z kokami jak u dziewczt puszczali czerwonego latawca w ksztacie spa. Para aciatych szczenit skubaa si za ogony. Przyjazny chd wstawa od ziemi, nadciga krtki zmierzch i pierwsze, jakby wymyte, gwiazdy jawiy si nad stygncym horyzontem.
  Chciabym, eby serce tego chopca mnie zachowao. Nagle wydao mu si, e nie w synach, a wanie w nim pozostanie nie poprzez krew, geny, lecz przez poufnie wypowiedziane sowo, wtajemniczenie, chopiec mg dziedziczy jego cechy, pragnienia i nadzieje. Wydao mu si, e jest jak kukuka, ktra w chonny umys dziecka podrzuca wasne niepokoje, budzi stulone skrzyda. Mihaly przecie kiedy powiedzia, wyrwao mu si westchnienie: ja chc by taki jak ty, wujku. Przecie on mnie nie zna - umiechn si oczami, stwarza sobie, wyobraa o wiele lepszego, czystszego, swj idea.
  Czyby nieustannie tskni za synami? Spojrza ukradkiem. Mihaly rozpogodzony ciga oczami latawce, dwa, trzy, jak rybki lizgay si, schodzc z rozwietlonych przestworzy ku ziemi na mroczne dno.
  - Wujku, moemy na chwileczk stan i popatrze? O, ten duy leci, eby je zje. On je podziurawi.
  Wysiedli z wozu. Przygarn chopca i z zadartymi gowami patrzyli na tace pomaraczowych i tych latawcw, wlokcych za sob ogony podobne do girland. Nitek nie mona ju byo dostrzec, wic ruchy latawcw, nurzajcych si w ostatnim poblasku zachodu, zdaway si swobodnym igraniem zbiegych, penych swoistego ycia, zabawek dziecicych. Poprzez cienk tkanin czu ciepo ufnego ciaa. Sucha okrzykw zachwytu, gdy strcony papierowy sp zapad midzy drzewa, a tamte dwa mae zdaway si w agodnym powiewie wspina wyej i wyej, ponad pierwsz promienist gwiazd, ktra migotaa zielono, chwiejna, jakby niepewna miejsca wybranego na t noc.
  Kiedy odwiz chopca i zawrci do domu, na schodach werandy dostrzeg dwie przytulone postacie, czokidara i jego dziewczyn. Wartownik zerwa si subicie, zapali wiato pord lici. Narzeczona czmychna w mrok jak jaszczurka. Mijajc wypronego onierza, ktry rusza podkrconymi wsami, jakby chcia co powiedzie, widzia ma skulon w gstwie pnczy, tylko sarnie oczy byskay w cieniu gazek.
  - Kiedy wesele?
  - Za tydzie, sab. Najlepszy dzie, ju s sprawdzone horoskopy, gwiazdy nam sprzyjaj.
  Terey wzruszy ramionami kadc rk na klamce. Kucharz ju nadbiega i zapala wiata w hallu, przez pomyk wczy wentylatory, ktre wiroway pod sufitem. Gwiazdy? A c one maj z tym wsplnego? Jak to dobrze, e mog zrzuca na nie odpowiedzialno za wasne ycie, modli si do nich lub wygraa, a one wisz nad nami, wiruj w mronych wysokociach, kamienne, obojtne.
  - Pani nie ma - oznajmi czochrajc siwiejc szcze Pereira. - Pani nie bdzie dzi na noc.
  Pokiwa gow na znak, e wie, cho chwil udzi si, e zastanie Margit przyczajon w fotelu, troch senn, e go pochwyci, zaczepi kocami palcw, zanim zdy nacisn kontakt, i bdzie j caowa dugo, dugo, wspierajc czoo o jej skro.
  Kucharz snu si w ciemnoci boso, bezszelestnie. Zapali lamp na biurku. Maski umiechny si ze cian wyszczerzonymi zbami.
  - Jest list, sab - wymachiwa paskowan po brzegach lotnicz kopert.
  Istvan pozna okrge litery, pismo Ilony. Koperta otworzya si atwo, ledwie ostrzem noa podway, jakby bya do tego przyzwyczajona.
  Wewntrz tkwi arkusik i fotografie. Ilona. Wysokie, troch dziecinne czoo ujte w skrzyda czarnych wosw. Mocne brwi, oczy patrzce uczciwie, prosto. Oczy, ktre nie maj nic do ukrywania. Usta pene, skore do miechu. adna, bardzo adna, liczna - stwierdzi - chyba nawet adniejsza od Margit. Wpatrywa si w t twarz, jakby chcia przypomnie sobie, dlaczego j spord tylu innych wyrni, pokocha. Ona jest podobna do Hinduski, zdziwi si i ju rysowa punkt midzy brwiami, przyciemnia powieki, wiesza gruby naszyjnik ze srebra... Odoy zdjcie poza krg wiata i zabra si do czytania listu. Powszednie, znane z innych, opowieci o postpach synw, o gardle Sandora, o marzeniach Gezy, e ojciec przywiezie mapk, choby najmniejsz. Nagle trafi na zdanie: "Czy Ty masz czas o nas kiedy pomyle jak o domu? Chciaabym, eby tu ju by z nami". Nie woanie tsknoty ani wyznanie mioci tylko przypomnienie, e do nich naley. Nie lubia jawnych gestw ani wiata, gdy spoczywaa naga, ani nawet lustra, kiedy j, odchodzc do redakcji, w przedpokoju caowa. apa jej kose spojrzenie, rzucane na tego niemego zbdnego wiadka.
  Odszedem. Staem si obcy. Przegldam wasn przeszo jak ksik o cudzym yciu, beznamitnie.
  Raz jeszcze uj w do fotografi i podziwiajc urod modej kobiety odczu zadowolenie, spokojnie myla: jeszcze moe zacz nowe ycie, nie zaamie si, znajdzie atwo mczyzn, ktry j pocieszy.
  Co ona o mnie myli? Waciwie to obojtne. - I nagle litujc si nad samym sob, nad wasn udrk, uwierzy, e kiedy znajomi, dowiedziawszy si o ucieczce, zaczn potpia i pitnowa zdrad, Ilona bdzie go bronia. Ju sysza jej spokojny gos: moe tak jest dla niego lepiej, moe uwierzy, e bdzie pisa inaczej, kt wie, co go zmusio? Jemu te nie jest lekko.
  Oczy Ilony due, ciemne, omroczone rzsami, spoglday bez zmruenia. Gniewao go to. Natarczywe, dociekajce spojrzenie.
  - Tak jak jej kaza ten dure fotograf - achn si upuszczajc kartonik na biurko, bo usysza na werandzie kroki i gos czokidara, ktry zapewnia, e sab ju od godziny powrci. Tak, to musia by Trojanowski.
  - Hallo, c tak siedzisz o suchym pysku? - woa od progu. - Sezamie, otwrz si - pocign oburcz za uchwyty rzebionej skrzyni i z uznaniem wita wynurzajce si spod wieka szyjki pkatych butelek.
  - Nie witasz si? - spyta Istvan.
  - Lubisz chiski ceremonia? "Hallo" ci nie wystarczy? No, to pozwl - zoy donie jak do modlitwy i skoni si gboko - namaste di. Bd pochwalony, o szlachetny!
  Umoci si w fotelu, skrzyowa wycignite nogi. Zapali papierosa.
  - Czokidar umila ci samotno sprowadzajc dziewczynki? - zerkn czujnie spod opuszczonych powiek, czy trafi. - Wanie jedn ukry przede mn.
  - Nie, to jego narzeczona. Maj si za tydzie pobra.
  - No, no... Teraz rozumiem. Grale z Nepalu maj odmienne obyczaje, Hindusowi przed lubem nie dano by dziewczyny nawet obejrze, eby jej nie pokala spojrzeniem. Od taksowania towaru s rodzice i swat. Fotografia wystarczy. A u nas zaraz by chcieli wyjeda na wsplny biwak, z namiotem i kajakiem. Poprbowa, przebada dokadnie. I rozchodz si prawie bez alu. Ot, jeszcze jedno dowiadczenie.
  Kucharz wsun gow i upewniwszy si, e kieliszki s nalane, wnis tack z gorcymi, pieprznymi kuleczkami zjeonymi od zatknitych wykaaczek.
  - Niewesoo u was - zacz gryzc zaksk. - Dzi tum robotnikw zebra si pod parlamentem, domagali si, eby skoczy z represjami... dali powrotu Nagya. Spnili si. Kadar do nich przemwi, obieca, e wywiezieni wrc. I ludzie wierz, e tego dopilnuje, ale ma trudny pocztek.
  Pi zotaw liwowic.
  - A co ci z domu pisz?
  - Waciwie nic ciekawego - rozoy rce Terey - wszystko w porzdku. yj, ona pracuje, dzieci si ucz.
  - To znaczy, e jest ciko.
  - Po diaba ich wzywa - achn si Istvan. - Czy nie mona byo tak jak u was?
  - Nie bd dzieckiem. Po pierwsze, oni ju u was byli, po drugie, to Kadara wezwano. Musz przyzna, e mi imponuje odwag. Wzi na siebie odpowiedzialno za los Wgier. Przecie czuje otaczajc go niech - mwi zamylony - ale on ma przed sob cel, wielk spraw, to pozwala wytrzyma cinienie. Wie, co uratowa. Walka o nard, o przyszo tym trudniejsza, bo jeszcze samotna. No, ma, ma ludzi... Jednak wielu przyczyo si mylc, e tego wymaga taktyka, podejrzewaj e chce wadzy, e si odegra za wizienie. Motywy ich dziaania niewane, tylko skutki. Grunt, eby mia rok, dwa lata czasu. Potem zaczn go szanowa.
  Rozejrza si po pokoju, jakby dopiero teraz zaniepokoia go cisza.
  - Pu troch jakiej muzyki. Smutno tu.
  Otworzy radio. Przybierajc na sile wlaa si melodia z jakiego amerykaskiego filmu o biaej emigracji: Anastazja. Koysa stop rytmicznie, podobaa mu si tskna piosenka piewana niskim troch ochrypym kobiecym gosem.
  - Wic mylisz, e Chruszczow si z Nagym pospieszy? - zapyta Istvan przyciszajc radio.
  - Chcia uatwi Kadarowi - skrzywi wargi - uprztn mu plac. Nie liczy si ze skutkami. Ma dzisiaj strajki na Wgrzech. Ale i to minie, eby je, trzeba pracowa.
  - Nie lubi takiego zaatwiania spraw.
  - A kto lubi? - umiechn si drwico Trojanowski. - Umowy. Gwarancje... Jestemy doroli ludzie. Umowy dotrzymuje si, jeli nie zmieniy si warunki, w ktrych byy podpisywane, no i gdy silniejszy chce dotrzyma. Tumaczc to na jzyk dorosych - ma nadal w tym interes. Tak robi wszyscy, prcz nas, Polakw. Bilimy Turkw pod Wiedniem, eby uratowa przyszego okupanta, zostalimy do koca przy Napoleonie, cho wszyscy go odstpili i mona byo od cara co najmniej p Polski wytargowa... Wierno do koca. Do ostatniego wystrzau. Za to nas wiat musi podziwia i ma za durniw. Szaleni Polacy! E... - machn gniewnie doni - nasi komunici to te romantycy - a potem dorzuci jakby do siebie - tylko e potrafi chodzi po ziemi...
  Sczy w zamyleniu liwowic.
  - Gdyby nimi nie byli, nie byoby dzisiejszej, tej Ludowej - doda odstawiajc kieliszek.
  - I ty jeste taki sam - podrwiwa Istvan. - Nieodrodny...
  - Co robi? Urodziem si dziedzicznie obciony - westchn, drwic nieszczerze. - A nawet czasem jestem z tego dumny.
  - Pewnie by ci odpowiada Mindszenty? Kardyna, dobrowolny wizie w ambasadzie amerykaskiej, nie opuci Wgier - wylicza Terey.
  Trojanowski wspar si na okciu, potarmosi blond czupryn dobrze przerzedzon. Niebieskie oczy wieciy zaczepnie.
  - Nie ufam takim patetycznym gestom. Czy to test dla mnie na inteligencj? Sprostujmy jedno: opuci Wgry, opuci, bo jest na amerykaskim terytorium, cho cigle jeszcze u was. Nic nie zrozumia z sytuacji, w ktrej si znalaz po wyjciu z wizienia. Wydao mu si, e wraca to, co byo, poczu si nagle przywdc nie duchowym, a politycznym, wzywa do walki. A potem da nura - rozejrza si szukajc papierosw, ktre mu Istvan podsun w miedzianym indyjskim pudle. - Nie ma kossuthw? Wol mocne... Ale Koci ma dowiadczenie, to mdra instytucja. Nie uznaje dezercji.
  - Od nikogo nie moesz da, eby pcha si na mczestwo - zaprotestowa Istvan. - Przecie by go rozstrzelali. To stary czowiek.
  - No, wanie... Byoby godne zamknicie ywota. Koci uznaje dwa wyjcia dla swoich dostojnikw: trwanie z wiernymi do koca, a po mur, pod ktrym si staje, docenia posiew krwi. Ona nie idzie na marne. Zreszt to samo myl komunici. Idea, za ktr nie warto gin, to idea, dla ktrej nie ma po co y.
  - Drugie wyjcie?
  - Trudniejsze, bo wymaga nie tylko arliwoci i serca, ale i rozumu. To roztropne, mdre paktowanie ze zwycizcami, bo w kocu do tego musi doj... i Koci to ceni, moe nawet wicej. Ale do tego trzeba bardziej ni siebie kocha swoj owczarni.
  - Ty jeste katolikiem? - spyta Istvan.
  - Jakby ci to powiedzie - zakopota si - tak z ca szczeroci: byem. Mona wyrzeka si, a to za nami si wlecze, tradycja, przyzwyczajenia, niemal magiczne gesty... Ale zachowaem nadziej, e sam problem istnieje - wydmucha dym w sufit. - Przydaoby si, eby jednak by. Odpycha si te myli, nie ma na nie czasu. Robimy wszystko, eby natarczywy gos zaguszy.
  - A wic dopiero po mierci? - szepn czujnie Istvan.
  - Jestemy z ni oswojeni, wiemy, e ycie jest mierteln chorob. Ale komu si chce o tym pamita na co dzie? Powiem ci, nie wyobraam sobie, ebym mg inaczej lee na cmentarzu jak pod krzyem. Nie mcz czowieka... Chyba nie po to mnie zaprosie?
  - Chciaem ci prosi o poparcie - zacz, a Trojanowski odwrci si ku niemu zaskoczony. - Mam tu malarza.
  - Hindus?
  - Znasz go, tym atwiejsza rozmowa. Ram Kanval. Mia do nas jecha. Ale wiesz, jak to durnie nazywaj: sztuka zdegenerowana.
  - Oj, co mi si brzydkiego przypomina, jak sysz ten naukowy termin- przecign si dziennikarz. - No, mw dalej.
  - Bajcsy utrci mu stypendium. U was jest najwiksza swoboda, wecie go. Szkoda czowieka. Chcia si z rozpaczy otru, wspominam o tym tylko dla twojej wiadomoci. No, rusz gow. Pomoesz?
  Trojanowski milcza z przymknitymi oczami.
  - Suchaj, ja wyjedam, kad ci spraw na sercu - upiera si. - Sprbuj raz zaatwi nie po polsku, bo wy si roztkliwiacie, obiecujecie, a na drugi dzie zapa mija i zapominacie na amen.
  - Dobrze. Pomwi z naszym radc od kultury - zgodzi si wreszcie. Licz na mnie, cho za skutki nie rcz.
  - Tylko o to mi chodzio. Dzikuj. Ja wiem, e on si u was spodoba. A teraz do. Chodmy na kolacj. Co wolisz? Wino, liwowic?
  - Zostamy ju przy tym samym - Trojanowski zagarn butelk i nie wypuszczajc z rki kieliszka ruszy do jadalni. - Ale pachnie. Cay czas mi czego brakowao, a ja po prostu jestem godny - klepa przyjanie Istvana w rami.
  Wyowi w prasie wzmiank, e w Kalkucie i Bombaju wystpili dwaj znani dziennikarze, zbiegowie z Wgier. Jednak ich nazwiska nie kojarzyy si pracownikom ambasady z adnymi publikacjami ani gazet, w ktrej mieli pracowa.
  Istvan chtnie by z nimi porozmawia, wysucha opowieci o powstaniu w wersji jednej strony, tej przegranej, nawet choby go to miao obcia w oczach ambasadora, jednak trasa emisariuszy emigracyjnych omijaa New Delhi.
  Na pierwszych stronach tustym drukiem "Hindustan Times" i "Hindustan Standard" alarmoway o starciach patroli na granicy Kaszmiru i rozruchach w Tybecie. Oskarali Chiczykw, e naruszaj odwieczne indyjskie terytorium, cho tylko na dwch gwnych szlakach karawanowych forty z nieliczn zaog wyznaczay stref zainteresowania wyynnymi postaciami, jaowymi dolinami, w ktrych swobodnie koczoway gromady pasterzy wypasajcych jaki i owce, lub przechodzili z biciem w gongi i ptasim gwizdem piszczaek pielgrzymi zmierzajc do Lhassy czy klasztorw buddyjskich w Kulu. Wymiana strzaw waciwie bez znaczenia echem odbia si w prasie, suc do wzmocnienia rzdu, ktremu na rk byy interpelacje posw dajcych nowych kredytw na zbrojenia.
  Wgry znikny z pierwszych stron, wyparte przez bliskie tybetaskie wydarzenia. W sprawozdaniach z obrad O$N$Z wyowi notatk, e jeszcze robiono proceduralne zoliwoci przedstawicielom Kadara na wniosek Argentyny czy Chin Czang Kai-szeka, jednak ju wida byo, e komunici wygrali i zmusili Zachd do uznania nowego rzdu.
  Istvan kry po ambasadzie, zaczyna rozmowy, podpatrywa kolegw, by nagle zerwa si, uciec, zaszy w swoim gabinecie. Wydawao mu si, e oni wiedz wicej, maj dostp do poufnych informacji, nale do wtajemniczonych, gdy on zosta poza krgiem.
  - Nie szalej, przesta si zadrcza - Ferenz kad mu rce na ramiona - przysigam ci, e nic si nie dzieje. Powiedziabym ci zaraz. Ty sam jeste rdem niepokoju. We si w gar, bo si nerwowo wykoczysz. Wyjed, odpocznij. Stary da zgod na twj urlop.
  - Nie wyganiajcie mnie tak, sam wyjad - opdza si peen podejrze.
  - Kiedy?
  - Za par dni. Zrozum, e ja cigle czekam, wydaje mi si, e jak tylko wyjad z Delhi, zaraz si co takiego wydarzy, co pokrzyuje moje plany.
  - Najlepszy dowd nerwowego wyczerpania - triumfowa. - Nic si nie zdarzy, zapewniam ci. Po prostu jeste przewraliwiony. Inaczej nie byby poet, tylko buchalterem.
  - Chyba masz racj.
  Kiedy wraca do domu, ogarniay go nowe wtpliwoci, przeczucie, e grozi co zego. Jednak dni mijay monotonnie, podobne, bez niespodzianek. A oskara si o histeryczne nastroje, pisa listy do Ilony, z caym okruciestwem wyjaniajc, e kocha inn, chce zacz nowe ycie, proszc, by go zrozumiaa, jeli nawet nie moe wybaczy, a potem dar je z odraz, wiedzc, e kamie wbrew najlepszej woli, a bl, ktry by sprawi, niczego nie przecina ani nie koczy. Siada naprzeciw Margit ze szklank w rce i szuka w jej oczach pewnoci, pi sporo, chocia alkohol nie dawa upragnionego oszoomienia.
  Garn si do niej, zasypiajc czu na swoim udzie ciar kolana, ktre doni senn obejmowa, aeby po krtkim nie zbudzi si od razu przytomny i w nagej trwodze nasuchiwa rwnego oddechu picej i paczu szakali buszujcych w ogrodach.
  Margit nie ponaglaa, cho zdawao jej si, e im dalej uciekn od New Delhi i ambasady, tym atwiej odci go, wyrwa z krgw wgierskich niepokojw.
  - Skoczyam wykady - powiedziaa spokojnie w przeddzie wita Divali.
  - No, to co? - obruszy si, jakby go oskaraa.
  - Nic. Jestem wolna.
  Oczy miaa ufne i czyste, a zawstydzi si gniewnego odruchu.
  - Chcesz jecha?
  - Chc by z tob - tumaczya agodnie. - Mam wicej czasu dla ciebie. Mylaam, e si ucieszysz.
  - Dobrze - odwrci gow, jakby postanowienie na nim wymoga. - Likwidujemy hotel, pakuj si, zostawisz u mnie walizki. Pora wyjecha.
  - Czy nie lepiej wzi wszystko ze sob? - rozwaaa ostronie.
  - Mylisz, e nie wrcimy do Delhi? - napastliwie zajrza jej w oczy.
  - Moe byoby lepiej - szepna - ale zrobi jak zechcesz.
  Pod jego wrogim spojrzeniem pochylia gow, jak przygarbiona nadmiernym brzemieniem, rudawe wosy osuny si fal zasaniajc twarz. Nie odgarna ich zwykym ruchem, pozwalaa, by spaday bezwoln kaskad.
  - Wszystko, po co by tu wraca, mona kupi - powiedziaa wreszcie. - Zostawmy cz bagay. Rozumiem, chcesz stworzy pozr, e wyjedamy tylko na wita. Czy uspokajasz samego siebie, e jeszcze czas na ostateczn decyzj?
  - A ty mylisz...
  - Nic nie myl. Wiem. Ja tylko chciaabym ci pomc. Ale ty musisz sam. Inaczej by mnie znienawidzi.
  W gbokiej ciszy syszeli pokrzykiwanie kucharza, brzk modzierza, w ktrym ubija korzenie. Obok w zakurzone siatki druciane w oknach skrobay gazki pnczy, szarpane wieczornym wiatrem.
  - Dobrze, jedmy jutro - powiedzia nagle.
  Oywia si, odsuna pasmo wosw na ucho, bysna rozpogodzonymi oczami.
  - Jutro. O wicie - par ju teraz zdecydowany - uciekamy na biae plae, o ktrych marzyem. Chyba woda spucze moje zmartwienia, zagrzebiemy je w piachu... Margit, pom mi - nachyli si nad ni.
  Obja go, przygarna mocno.
  - Przecie ja tylko tego pragn.
  Pogry twarz we wzburzonych wosach, znajomym zapachu, ktry chon a do szumu krwi.
  - Jeste dobra dla mnie - caowa jej szyj.
  Kiedy chopcy hotelowi znosili jej spakowane walizki do auta, ju zapada zmierzch. Na balkonach i kamiennych parapetach tarasw prowadzcych do ogrodu drgay migoczc setki zapalonych wiateek. Zotawe jzyczki lizay ciemno. Domy ju owietlono na uroczyste powitanie wita Divali. Na dachach, w oknach, nawet przy stopniach domw pulsoway wiateka. Przed budami ndzarzy pony knoty w blaszanych pudekach z olejem. Kady chcia zwabi bogini szczcia do swojego domu, wytycza jej drog, rozjarza wejcie. Istvanowi zrobio si przykro. Mia kupi paskie wiece i glinianych stranikw z kagankami, ale w nawale zaj przed wyjazdem zgubio mu si indyjskie wito.
  Cae miasto pachniao wieczkami, taniec wiateek, ciepy, ywy pomie odmienia budowle, przydawa uroku. Ponad konarami drzew dygotay ognie gwiazd, ogromnych, szklistych, jakby niebo opucio si midzy domy, strzsno byszczce okruchy na progi, mury i cieki. Bogini Lakszmi z lamp w obu doniach prowadzia szczliwy los ku oczekujcym, bagajcym w mroku.
  - Ciekawy jestem, czy nasz dom bdzie mia wiata, nie daem pienidzy kucharzowi, zapomniaem na mier - uprzedza Istvan.
  Kiedy jednak wjechali na trawiasty plac z ulg spostrzeg chwiejny grzebyk pomyczkw na niskim murze, mroczna grota werandy kosmatej od pnczy rozbysa to lampkami. Czokidar sta w rozkroku, wsparty na grubym bambusie, u jego stp trzy rzdy wiateek migotay przyginane niedostrzegalnym powiewem, tylko nogi jak wykute z brzu rozjaniaa trawa ognista. Ogromny cie pada na cian, czynic go czuwajcym wysannikiem doskonaych.
  - Zapali - odetchn z ulg - zasuyli na nagrod... I do naszego domu szczcie ma owietlon drog.
  Czekaa przed furtk pki nie wprowadzi austina do garau. Kucharz z triumfujc min wita ich, przykuca, patyczkiem poprawiajc przechylone knoty.
  - Nie jest gorzej jak u innych, prawda, sab? - dopomina si pochway.
  - Nawet adniej - poklepa go po ramieniu Terey - nie poskpie wiec.
  - Dla Lakszmi trzeba by szczodrym, jeli ma nas nawiedzi - odpowiedzia przymilnie i nieznacznie poda mu rachunek ze sklepu za lampki wotywne.
  - Dobrze, masz tutaj.
  - To za duo, sab - przekrzywi gow na chudej szyi jak sroka, ktra nie moe w dziobie udwign koci.
  - We wszystko. Za to, e pomylae.
  - Och, sab, twoje szczcie jest naszym szczciem, ty wiesz. Czokidar si eni, bo ma dobr prac, moja caa rodzina ciebie, panie, bogosawi. I sprztacza rodzina. I ogrodnika. Ty, panie, jeste jak mocne drzewo, a my jak ptaki, co uwiy gniazda w twoich gaziach. Ty masz do otwart i nie wydzielasz miarki ryu jak w innych domach. Sab - skandowa niby zaklcie unoszc donie ku liciastym frdzlom pnczy niechaj bogini Lakszmi wejdzie w ten dom i tobie, i pani przyniesie dary.
  Dugie cienie paday na ciany, pachniao jak w wityni poncym olejem i wiecami. Zgromadzona suba oddaa im pokon.
  - I my wam yczymy wszelkiej pomylnoci - odpowiedzia. - Zostawiam dom waszej opiece, gospodarzcie w naszym domu rozumnie. Jutro jad na poudnie kraju.
  - Czy na dugo, sab?
  - Na kilka tygodni.
  Kiedy si znalaz w pokoju, zdziwiony i niespokojny podszed do Margit. Siedziaa zgarbiona, ukrywszy twarz w doniach.
  - Co si stao? - rozchyla jej rce odsaniajc twarz mokr od ez.
  - Nic - oczy jej spod zlepionych rzs wieciy penym blaskiem - ty pierwszy raz powiedzia: w naszym domu...
  Chyli si nad ni zaskoczony, powoli zaczyna rozumie, rosa lito, e tak niewiele trzeba, by moga wznie na jednym odruchowym sowie ca budowl przyszoci. Ona mnie kocha - powracao jak oskarenie - kocha.
  - Chciaabym to zawsze sysze, do ostatniego dnia - szeptaa przywierajc do niego mokrym, rozpalonym policzkiem.
  Poprzez siatki w oknach mrowiy si rozmazane wiateka na murach ssiednich willi, zacigao dotkliwym smutkiem, jakby krep powia nad kwaterami wiejskiego cmentarza w dzie, kiedy si pomykiem wiecy wspomina zmarych.
  - Jutro jedziemy - odpycha ze myli. Przegia si ku niemu, ocieraa policzkiem mruczc z zadowolenia, jak maa dziewczynka, ktrej brako sw, by wyrazi rozradowanie i wdziczno za nieoczekiwany dar.
  Leeli na biaym, drobnym piasku tak blisko, e mogli si dotkn wycignit rk, kilka metrw od ich stp zmtniae fale gasy na wygaskanym, ubitym skraju jakby ogromnej misy uwieczonej zwaami ostro pachncego zielska. Ocean wzdyma si agodnie, przechyla, spychajc wody ku wybrzeom. Na horyzoncie prawie nieruchomo, te i czerwonawe, jak trjkty ostrzem wsparte o szaraw wod, tkwiy agle manewrujcych odzi. Nawet trudno byo tak nazwa te kilka luno zwizanych w dziobie belek, otwartych jak rozpruty wachlarz, eby swobodnie moga si przelewa morska woda zmydlona od pian. odzi nie byo wida, tylko powoli obracajce si ciemniae pod soce trjkty poatanych agli bkay si skrajem nieba jak zerwane latawce.
  Odwrciwszy gow chon surowy profil Margit, przysonity rozwianymi wosami, niebieskawa ziele zmruonych oczu migotaa szczciem. Usta lekko si rozchylay w gbokim oddechu, drobne piersi, ledwie osonite, wyzyway spod namoknitego kostiumu kpielowego.
  Rozpyny si, przepady zatoczone zauki Starego Delhi, tum prcy lepo, nawaa cia, o ktre musieli si ociera, by przej ulic, dawicy odr rynsztokw, uryny, trociczek, fermentujcych upin z owocw, pachnide, swd poncego masa w wotywnych kagankach i kuchenny olej palmowy, ktry wera si we wosy, tkwi w odzieniu.
  Tutaj, na rozlegej play, byli sami, zdani na siebie, radonie zagubieni, niepotrzebni caemu wiatu wypoczywali nawet nie syszc postkiwania fal, ktre z uporem rozleway si, zgarniajc wir i rowe muszelki. Przeciga nad nimi wilgotny powiew, agodzi skwar poudnia. Powietrze nad obszarem piasku nie zdeptanego niczyj stop ykoway zielone migoty i licie powyginanych palm unosiy si w opasym locie wstrzsajc skrzanymi frdzlami.
  - Nie pij - drasna kocami palcw jego bok oblepiony piachem gadkim i sypkim.
  - Nie pi, myl - odpowiada przecigajc si. - Wiesz, e za dwa dni Gwiazdka?
  - Liczysz dni? Wiesz dokadnie, ile ich upyno?
  - Po co? I tak bdziemy za krtko. Wiem o gwiazdce, bo z zarzdu hotelu dostaem list z pytaniem, co chcemy na uroczysty dinner.
  - Nie wierz, e Daniel powtrzy wiernie, a to sprytny chopak -chwalia sucego, ktrego im przydzielono wraz z domkiem.
  - Wypisano cae menu, wystarczy podkreli.
  - Dlaczego to zrobie beze mnie? Powinnimy si byli naradzi.
  - Bdziesz miaa niespodziank.
  - Na pewno zamwie jakie okropnoci, jak wtedy w chiskiej restauracji. Kiedy mi szef kuchni wytumaczy, z czego to jest, czuam, e si we mnie wszystko buntuje.
  - Ale ci smakowao. Pki nie wiedziaa, jada z apetytem. Zamwiem dla nas dary morza.
  - A gdzie indyk z kasztanami i daktylami?
  - Jeszcze yje, ale wystarczy zamwi sze porcji. Skrztnie wyliczyli: kurcz dwie porcje, kaczka cztery, indyk dwanacie... Oprcz nas s tylko dwie starsze Angielki. A dziwne, e takie pustki. Spodziewaem si, e bdzie najazd.
  - Tsknisz za innymi kobietami? Ju ci nie wystarczam?
  Zaczerpna garstk biaego piasku i patrzya, jak przez palce wycieka.
  - Nie ple.
  - Ciesz si, e troch odpocze, samotno dobrze nam zrobia.
  - Na razie mao tu ludzi, bo Suez jeszcze zakorkowany, ale na Nowy Rok przyjad, bdzie peno na play.
  - Wcale mi nie s potrzebni - obruszya si - tak mi dobrze - bawia si usypywaniem z piasku kopczyka na jego piersi. - Lubi morze. Jest w nim tyle spokoju.
  - Cho zmordowaem si prowadzeniem austina, pierwszej nocy nie mogem usn, syszaem je - wyszepta - ma rne gosy, gada i wabi, pomrukujc niecierpliwie. Zdawao mi si, e korzystajc z ciemnoci wpeza na brzeg, szoruje po wydmach, zatapia plae i chytrze nas obchodzi. W ciemnoci szum wody potnieje.
  - Wstawae, syszaam jak wychodzie na werand. Ale nie chciao mi si oczu otworzy.
  - Patrzyem, jak ono wieci, ld by czarny, a fale fosforyzoway, jakby pene utopionych gwiazd. Baem si jak may chopiec, e i nas przypyw zmyje razem z domkiem.
  - Ja si nie boj morza - wyda zarozumiale usta. - Lubi, jak mnie niesie.
  - Za daleko wypywasz. Woam na ciebie, a ty udajesz, e nie syszysz.
  - Pyniesz obok - zajrzaa mu w ciemne oczy - i myl, e pynby do koca. Ciko si zdecydowa na powrt. W morze pynie si lej, a do brzegu o wiele trudniej.
  - Ogldaem map w kapitanacie portu, zatoka ma prdy przybrzene, lepiej o tym pamita... Moe nas wynie daleko.
  - Przecie by mnie nie zostawi - pooya mu do na pociemniaej piersi - nie baabym si odej z tob.
  - Niedobre myli - otrzsn si - gupie!
  Morze gadao goniej, przewalao si zmywajc grubymi jzorami wygadzony piasek nadbrzea.
  - A jednak nocami bywaj jakie niepokoje - mwia, pochonita zabaw w piasku czystym jak cukier.
- Przedwczoraj syszaam krzyki i jakby pocig, dzi w nocy strzay.
  - Pytaem Daniela, mwi, e policja robi zasadzki na przemytnikw... Pomyl o tych pustych domkach, wcale bym si nie zdziwi, gdyby w nich przechowywano zoto albo opium. Woda od razu gboka, mona kutrem podpyn pod sam brzeg. Zreszt te ich odzie-tratwy mog szorowa po dnie.
  - Masz fantazj - powiedziaa z uznaniem - ju jeste gotw wymyli ca histori. Wystarczy, e kto przebieg wzdu wybrzea, jedna wystrzelona rakieta; a moe to s wiczenia?
  - Oni take szmugluj ludzi, uciekinierw z Pakistanu, mwi mi Daniel, jak jeszcze spaa.
   - Uciekaj... Od siebie nie uciekn. Wolno jest w nas. Trzeba z caym uporem i odwag wyama si z tej obrczy, ktr nam gwatem narzucono - zwrcia si ku niemu, czu jej do oblepion piaskiem wspart na udzie.
  - Nie narzucono, chyba e gwatem nazwiesz miejsce urodzenia, jzyk i los, ktry powinna dzieli z innymi. Reszt obowizkw podjlimy dobrowolnie i wiesz dobrze, e to czstka nas samych.
  - Prymitywne wizy krwi - opucia gow niechtnie.
  - Nie. Mwi o najgbszej wsplnocie ze wiatem zastanym przy urodzeniu, ktry powinnimy przetwarza, zmienia.
  Dobiega z daleka chwiejny tryl wygrywany na piszczace. U stp osypiska, midzy przechylonymi palmami kokosowymi, ciemnia tors kuglarza grajcego swoj piosenk. Wyglda jak bez gowy, bo jego biaawy turban zlewa si z jasnym piaskiem, ktry si me spod ochapw darni spalonej od soca.
  - atwiej zmienia wiat ni siebie - szepna z alem. - wiat, wiat! A c to jest, jeli nie zabawa w piasku? Widziae ju, ile z tego zostaje. Moge si przekona.
  - A ty? Jak mi rol wyznaczasz? - podnis si na okciu, zaglda jej w oczy, koce podwinitych rzs pojaniay od soca.
  - Bd nareszcie sob, wolny. Pisz tak, jak zechcesz. Nie licz si z nikim.
  - Nawet z tob?
  - Nawet ze mn - upieraa si. - Pisz o swoich Wgrach, ale wyzwl si z obroy, ktra ci dawi, ze swego czasu, z jego doranych ukadw. Nie musisz by urzdnikiem, dla ktrego szefowie s wyroczni. Myl o tym, co jest twoje, wasne, niepowtarzalne... Co chcesz ludziom powiedzie? Ludziom, nie tylko Wgrom.
  - Dla mnie szefowie nie s wyroczni - umiechn si - za czsto si zmieniaj, a to, co chciabym powiedzie do Wgrw, powinno trafi do kadego czowieka, ktry myli i czuje odpowiedzialno za los zbiorowy.
  - Czas... Twj, nasz, musimy mu podlega. Nie pozwl si ugniata, wplta w zmowy na rok, na dwa. Jeste nadziany cudzymi sowami, wycigasz donie i same skadaj si do oklaskw. To nawet nie jest cyrk, bo gwat nie wymaga zrcznoci.
  - Przesta - prosi - nie drcz mnie.
  - Ja? - udawaa zdziwienie. - Dlatego ci to dotyka, bo mylisz tak samo.
  Znowu dobiego ich z dali ptasie popiskiwanie ebraka, pochania je szum przelewajcych si wd.
  - Na co on liczy? - wpatrywa si w nagi tors ciemniejcy pord guzowatych, na wp obnaonych korzeni palmowych. Jak kogucie ogony zwisay nieruchomo licie w niebie penym drgajcego wiata.
  - Jest podobny do mnie - zamylia si. - Chce zwrci na siebie uwag.
  - Dlaczego siad tak daleko?
  - Nie chce by natarczywy.
  - Mylisz, e czeka na nas?
  - ebrak, cho nie tak bezwstydny jak ja, ale na pewno ebrak. My si od razu poznajemy - rysowaa palcem uki na piasku i patrzya tpo, jak powiew sunc pla spycha ziarnko po ziarnku.
  Odwrci si gwatownie, przyciga ku sobie.
  - Nie mw tak, lepiej uderz, mniej by bolao - dysza jej w usta caujc. - Wszystko, co mam, jest twoje.
  - Prcz ciebie samego - koysaa gow. - Jestem biedniejsza od tego ebraka, bo on nie wie, co moe mie, a ja wiem, czego mi odmawiasz, co mi wydzierasz.
  - Ja?
  - Ty... To ty mnie nie chcesz.
  Caowa jej niebieskawe powieki, wygadza wargami brwi. Na ramionach odkrywa szorstki osad morskiej soli. Prbowa czuoci stumi, rozproszy jej smutek. Jednak przemawia tylko do ciaa wygrzanego w socu, leniwie przyzwalajcego na pieszczoty jak oswojone zwierz.
  - Zostaw - prosia, kiedy wyuska jej biaaw pier, miady chciwymi ustami - ten Hindus...
  - Daleko - ukada j w ciepym wgbieniu, w biaej kolebce.
  Rozrzucia szeroko ramiona, a on wspar si jak rozkrzyowany na jej doniach, splatajc palce do blu, syszeli dalekie nuty, ptasie woania i gbokie, oporne stkania morza zakoczone mokrym chrzstem zmywanego piachu, syczeniem wsikajcych pian.
  Spoczywali obok siebie ociali, senni, przywaleni blaskiem niewidzialnego soca. Dotknicie doni, pewno, e s tu, zwizani przychylnymi ciaami, pulsowaa we krwi gbok, spokojn radoci.
  - Idziesz do wody? - przecigna si leniwie.
  - Trzeba - poderwa si, chwyci mocno za donie, dwign z piasku.
  Trzymajc si biegli po uklepanym, wylizanym do czysta skraju play. Ocean wieci, a bolao w oczach, srebrny i niebieski. Cofa si wabic, by nagle podj ich wysok fal, ktra spychaa ziemi w gb, spitrzona zmywaa chodem rozpalone torsy, podawaa nastpnej. Brzeg odchodzi niepostrzeenie, jakby z ich woli, oddala si, domki przycupny na palach niby na nkach, przyczajone do ucieczki, palmy zmieniay swoje miejsca. Zdawao im si, e stoj w miejscu podrzucani midzy tymi samymi wodnymi pagrkami, a brzeg wdruje agodnie, uwolniony od ich obecnoci i czujnych spojrze. Istvan poznawa lekki napr prdu.
  Dokoa sysza jakby podjudzajce oklaski mokrych doni i akome cmoknicia fal. Obudzia si w nim uwaga. Zielony czepek Margit wyskakiwa wysoko i zsuwa si w gbokie bruzdy. Pyna spokojnie i miao, wyprzedzaa go o kilka jardw. Odwracaa gow, krzywic si, gorzka woda szczypaa oczy. Wiedzia, e Margit go cignie za sob, wystawia na prb, igra z niebezpieczestwem.
  Ju posyszeli basowe postkiwania boi tuczonej fal, zatapianej i wypywajcej z guchym pojkiwaniem ulgi.
  - Margit! - krzykn. - Dosy... Wracamy.
  Gos ugrzz w lepkich szelestach rozkolebanych wd. Nie by pewny, czy go usyszaa.
  Podpyn do boi, uchwyci si piercienia szorstkiego od pcherzykw rdzy, fala wloka go, prbowaa ukrci, porwa. Musia uwaa, eby nim nie otara o blachy porose ostrymi muszlami.
  - Margit! - krzykn z gniewem, dosyszaa, ciao zmieniao pooenie, zawiso nad gbin, uniosa do, ktra zawiecia jak patek cynfolii na znak, e rozumie. Z ulg zobaczy, e zawraca.
  Parskajc, marszczc zabawnie nos z obrzydzeniem uczepia si przechylonej boi, prd nimi szarpa, ciaa obijay o siebie.
  - Masz do?
  - Przynajmniej jedno z nas musi mie rozsdek - achn si obejmujc zuszczony stoek blaszanego pywaka.
  - Stchrzye - triumfowaa po dziecinnemu. - Mogabym tak pyn i pyn... Woda niesie, piastuje - klepaa przechylon, pomykajc gadzizn narastajcej fali.
  - Pamitam, ile mamy do brzegu - szamota si z boj, ktra, pena niezwykego ycia, prbowaa go strzsn jak narowisty ko.
  Rzewa morka otrzepywaa ziarna piasku, smagaa barki. Palmy zaczynay si ku sobie nachyla i cikie ich skrzyda udaway lot.
  Syszc skrzypienie uklepanej warstwy piachu, szybkie stpanie Margit, a zagryza wargi: wariatka, nie mgbym jej uratowa. Chodem przenikn al, e mogliby oboje... Ja te. Zostabym z ni. I jako atwiej o tym pomyle, gdy woda ciepym jzorem lie stopy, ni: odpyn z ni do Australii.
  - Kawa drogi do hotelu - Margit ze zdziwieniem odezwaa si za nim. Ale nas znioso... Mgby poczeka. Niewiele ci obchodz.
  - Sama chciaa. Jestem godny - przyspiesza kroku, widzc, jak jej cie go wyprzedza.
  - A ja jestem szczliwa - maszerowaa przy nim, odciskajc gbokie lady, ktre tu za nimi morze zacierao, uklepujc, jakby przypominao, e istnieje tylko chwila, wic powinni si ni nacieszy.
  Czu ssc a do blu rado, e s razem, razem, tylko dwoje, id wsk drog, ktr morze i soce powleka zmiennym srebrem, zwierciadlanym, i byskami. Sami jak w dniu stworzenia. Mogliby tak wdrowa wieczno ca, fala gada po swojemu i stpnicia zdaj si piewa.
  Patrzy na migocce krabiki nie wiksze od ziarnka grochu, kiedy wyciga po nie rk, kuliy nki i pozwalay, by je uciekajca woda zabraa ze sob, ukrya w zmconej gbi.
  Nachyli si uparcie prbujc je pochwyci, ale nawet przykryte doni zakopyway si w piasek szybciutko, a woda w zmowie z nimi zacieraa lad.
  Zbiera wic paskie muszelki podobne do rowych patkw skamieniaego kwiecia.
  - Dla Mihalya? - podaa mu gumowy czepek.
  Napeni go jak chroboczc sakiewk okruchami zwapniaych gbek i gazek koralu, wyszlifowanymi, penymi marmurowych yek kamykami, ktrych kolory gasy natychmiast po wyschniciu, a zwila je w fali, niepewny, czy nie uleg zudzeniu, a morze z uchylonej doni nagym chluniciem wyuskiwao zdobycz.
  Dla kogo zbieram? Cikim osadem napywaa myl o rozliczeniu z tej szczliwej godziny; nie, nie dla Mihalya. Odruchowo zbiera dla chopcw, a raczej za nich, ich oczami szukajc skarbw, skoro nie byli razem, nie brodzili w zwierciadlanej wodzie, penej zmiennych ogni. Bezsensowny odruch. Przecie im tego miecia nie wyl. Fala podbiega syczc, szuraa po pycinie, odwrci si i w uchodzc, pen wydartych kosmatych wiechci, wytrzsn upy i doczekawszy usunego chlunicia, opuka czepek, a zalni turkusem.
  - Dlaczego tak zrobie? - powiedziaa ze szczerym alem.
- Jaki ty jeste przekorny.
  Spojrza na owal jej twarzy ujty w mied pozlepianych wosw, w oczy, przelewaa si caa wietlista ziele morza, zrobio mu si bezgranicznie smutno, jakby oszukiwa, a ona z ca ufnoci na to przystawaa. Ucaowa j na pocieszenie, jak si cauje dziecko, szepczc - pij spokojnie.
  Przed nimi byszczaa szeroka droga na skraju wd i biaawej play wygadzona gasncymi falami. Z daleka dostrzegli skrcony, czarny ksztat podobny do pnia z korzeniami, ktre ocean przywleka, jakby wyzbywajc si wszystkiego, co moe kazi jego wntrze. Bury warkocz uschych chwastw, morszczynu, nadgniych desek z plamami smoy wydziela ostr wo. Dwie wrony rbay dziobami wielk jak miednica meduz wyapujc ochapy zmtniaej galarety.
  - Popatrz - zatrzymaa si z wycignit rk.
  Na wp zaryty w uklepanym piachu lea poczerniay, spkany topielec. Wosy, brwi i rzsy porosy rdzawymi grudami soli, oczy mia wpadnite, jakby go soce razio, wbiegajca woda opywaa zwoki, przyrzucajc je plecionk cieniutkich traw. Kilka much wisiao niziutko, w monotonnym brzku wibrujc mik skrzydeek, jednak nie siaday. Piana bryzgaa wysoko.
  - Nie dotykaj - powstrzymaa Istvana. - Woda go nie zabierze. Trzeba da zna do hotelu.
  - Wyglda jak kawa zbutwiaego drewna. Wcale nie budzi odrazy - spojrza na Margit sposzon i niechtn. - Nie ma nogi. Zupenie jak modna rzeba.
  - Przesta.
  - Ile dni niosy go fale? I ju nie razi, jednoczy si z ziemi, po ktrej chodzimy. Zadziwiajco szybko si odczowieczy.
  W podmuchach wiatru nioso si pojkiwanie gongu jak podzwonne, z hotelu wzywano na lunch.
  Ruszya szybkim krokiem, prawie uciekaa, cho ksztat na wp zatarty przyciga, wydao jej si, e zwoki zmieniy pooenie i topielec prbuje wsta, i za nimi, ale zbity, mokry piach ju go do poowy wessa, uwizi i nie puszcza.
  - Nie dowiemy si nigdy, co go spotkao. Nie mog o nim myle tylko jak o materii w rozkadzie, wraca napomnienie, eby nim si zaj, grzeba umarych - przypomniaa pgosem.
  - Spali - poprawi. - W ostatnim tygodniu nie byo burzy. Musia uton albo zwyczajnie umar i wyrzucono go za burt.
  - Ale wtedy owijaj w caun, przywizuj kamie.
  - Trzeba przecierado mie - wzruszy ramionami. - By nagi, nawet bez opaski.
  Znowu na piachu szklia si ogromna rozdziobana meduza, dalej leao ich kilka, kilkanacie, cmentarzysko kopulastych, nietrwaych odleww, ktre soce rozpuszcza w cuchnc kleist ciecz.
  Skrcili przez pla buchajc arem na przeaj, grzznc po kostki w biaym piachu jak w popiele niedawno wygasego ogniska. Odmienio si widzenie morza, zatoki penej pokruszonych zwierciade. Brnli sennie w stron pawilonu, gdzie na cienistej werandzie suba hotelowa nakrya stoliki. W szparze sonecznej migay biae serwety uoone misternie.
  Prowadzia ich melodyjka wygrywana przez Hindusa usadowionego midzy korzeniami palm. Miny go kobiety w spowiaych sari z paskimi koszami na gowie, odday pokon i dzwonic srebrnymi bransoletami suny drobnym krokiem w stron morza.
  Kiedy dochodzili do swego domku, wybieg im naprzeciw szczupy, chopicy sucy, umiechn si szeroko i poda paszcze kpielowe.
  Margit pierwsza wsuna si pod prysznic, nagrzana od soca woda rozpuszczaa sl, ktra skleia rzsy.
  - Chod prdzej, zdaje si, e znowu braknie wody - woaa. - Korzystaj.
  Kiedy ubrany w pcienne spodnie i jasn koszul wyszed na werand, Margit rozmawiaa z Danielem. Prosta zielona sukienka oblamowana bia wypustk czynia j bardziej dziewczc, rude wosy zwizane bia wstk spyway na prawe rami, opalenizna rowia skr.
  - Przemytnicy ludzi dla jednego zmarego nie bd zawraca, zwaszcza e to obcy - opowiada z niezrozumiaym uradowaniem. - Rozbior, eby nie mona byo pozna, i rzucaj w morze.
  - Kto si zajmie zwokami - Istvan pokaza na migocce pkole zatoki, pene przelewajcego si srebra.
  - Zadzwoni z hotelu, przyjdzie policjant i nakae starszym z wioski, eby spalili ciao. Sam go nie dotknie, bo nie wiadomo, na co tamten umar, moe duma, a on ju jest uczony i wie, co to bakterie - szczerzy biae zby w przymilnym umiechu.
  ar rozpalonego piasku parzy przez sanday, smali jej ydki. Dochodzc do centralnego pawilonu Istvan widzia, jak Daniel wiesza na porczy wypukane kostiumy. Powietrze drgao wzlatujc, melodyjka fletw splataa si z sykaniem konikw piaskowych, bzykaniem migajcych much i trzepotem lici palmowego gaju w dosta symfoni wakacyjnego odpoczynku. Gdy weszli w rozkoszny cie hotelowej werandy, wydao mu si, e to penia lata ociekajca jak plaster miodu, gdy powiew zaszeleci kartami duego kalendarza i podwin dat 23 grudnia.
  - Prosz wybaczy moj miao, ale pastwo s bardzo lekkomylni - nachyli si ku nim maitre d'hotel, ubrany w biae nakrochmalone ptno. - Obserwowaem przez lornetk. Pastwo wypywacie za daleko.
  - Myli pan o rekinach? - zlekceway ostrzeenie Terey. - Ju przywyklimy do waszej tablicy: "Niebezpieczestwo rekina!" No, i co z tego? Przecie przyjechalimy si kpa.
  - Trudno wraca do brzegu - nachyla si zatroskany. - Prd spycha. Ja nawet nie mylaem o rekinach, jeszcze nie byo wypadku, eby atakoway biaego.
  - Jeli nie do brzegu, na pewno dopynlibymy do odzi rybackich, oni by nas wycignli.
  - Niestety nie - zafrasowa si, przyzywajc kelnerw, eby ju podali. - Jeli morzu odbiera si ofiar, ktrej pragnie, signie po kogo z rodziny ratujcego. Zawsze po utoniciu czowieka s lepsze poowy, wdziczno morza. Rybacy nie ratowaliby, oni chc by w zgodzie z ywioem, z ktrego czerpi zyski. Oni w to wierz. Chc go sobie zjedna.
  - Wszystko inaczej, ni sobie wyobraamy - westchna Margit, ale ju jej uwag przycign podsuwany pmisek i piwo nalewane z puszek osiadajce mgiek na wysokich szklankach. - Moe i ten sadhu, co gra na piszczace z tykwy, te nie jest ebrakiem.
  - Pozwol sobie zaznaczy, e byoby swego rodzaju nietaktem rzuca mu jamun - zaniepokoi si.
  - Miaem ochot, ale byem w slipach.
  - Cae szczcie. To bardzo bogaty babu, do niego naley i ten hotel, i mnstwo odzi rybackich, ma skady kopry i domy w porcie.
  - A przesiaduje nad morzem i gra jak biedak, ktry czeka na miedziaki.
  - To jego modlitwa, jest czcicielem morza. Widzi w nim bstwo - wyjania jak dzieciom, nie pojmujcym niczego z wiedzy dorosych.
  Kiedy zostali sami, Margit wymienia ukony z dwiema starymi Angielkami w drugim rogu werandy i zapytaa, czy im si tutaj podoba. Wodzc obojtnymi oczami po wielkiej niebieskiej przestrzeni odpowiedziay, e jak wszystko inne w folderach miejscowo jest przechwalona. Wprawdzie pogoda adna, ale pusto, smutno i zaraz po witach odlec do Kolombo.
  - Po co je zaczepiasz? - gasi przyjazne zapdy Istvan. - Nie opdzimy si od nich. Jedz.
  - Chyba nie s szczliwe.
  - Maj konto, podruj, robi co chc.
  - Za pno, wszystko przyszo za pno: bogactwo, poznawanie wiata, nawet przyjemnoci stou. One ju le trawi, syszaam, jak prosiy o kleik ryowy. Ale maj nadziej, e znajd szczelin, by si wymkn ze swego wieku, drczy je staro, ktrej nie chc si podda. aosne.
  - I mieszne w tych dziewczcych sukienkach z jaskrawo pomalowanymi ustami. Pery na indyczych szyjach. Wodz spojrzeniem za kadym Hindusem. Czy one siebie nie widz w lustrze?
  Szli w stron niebieskiego domku.
  - S strasznie biedne - powiedziaa z przekonaniem. - Nie wierz w mio, nawet jeli j kiedy przeyy. One ju ufaj tylko pienidzom.
  - I to jest wstrtne - kopn pogardliwie skorup kokosa, ktra potoczya si podobna do mapiego czerepu. - One ich kupuj.
  Milczaa stpajc lekko po ubitej ciece, zadtej smugami piasku penego skrze, potrzsna gow z wyrzutem i szepna prawie do siebie:
  - Kady jako kupuje sobie mio... Ja te.
  Odwrci si gwatownie, uj za ramiona, zajrza w gb jasnych oczu, w ktrych lni odblask pogodnego nieba.
  - Czy jest ci ze mn a tak le?
  - Nie. Sam dobrze wiesz - odpowiedziaa powanie. - Jednego pragn, ebymy ju szli po australijskim brzegu, eby wreszcie skoczya si ta hutawka...
  Stali w penym socu, ciepy wiatr wzdyma spdnic Margit, ponad rudymi wosami koysay si przygite pira palm. Czu ttno jej krwi, zapach skry i powolny, budzcy nienawi swoim spokojem, szum i oskot oceanu.
  - Margit, przecie ty jeste mdra.
  Wpatrywaa si udrczona w jego ciemne oczy, spogldajce uczciwie i bezbronnie, mocn lini brwi, spalone czoo i wosy, ktre rozdmuchiwa powiew.
  - Mdra? - zastanowia si. - Czy to u ciebie znaczy, e nic nie czuj? Jak kto tonie, woa o pomoc, miota si, nawet idc pod wod, wida jego rk, jak szarpie powietrze. Wiem, rzuciby si, Istvan, na ratunek. Kademu. Ale mnie nie dostrzegasz... Jem, pij, opalam si na play, pi z tob, ale ja ton, zrozum to, Istvan, ton.
  Milcza. Pochyli gow, cienie ich poczone tworzyy u samych stp jedn plam na biaym piasku.
  - Rozumiem.
  - Nie. Przynajmniej tego mi oszczd. Gdyby rozumia, nie zostawiaby mnie w niepewnoci. Przecie to ja ciebie na sam kraniec Indii przywlokam. Dalej nie mam siy. Jedmy do Kolombo. Zdecyduj si na jeden krok.
  Patrzy na ni z ogromn tkliwoci.
  - Po to zaczepiaa Angielki, one tam lec... - pogadzi j i szepn: - Nie drcz si, jad z tob.
  Mimo sonecznego dnia renice jej kryy zmcenie smutkiem.
  - Nie wolno ci tak mwi. Wiesz, e to nieprawda. Przecie kupuj ci sob. Masz moje ciao, zapominasz o mnie. Mwisz: jeste dobra, mdra, kochasz mnie, a potem si to przeciw mnie obraca. Chcesz, ebym ja si ciebie wyrzeka, bo tobie brak odwagi. W imi tych swoich wymylonych racji, za ktrymi ja wiem, co si kryje: Ilona, chopcy... W tej chwili ci j przysaniam, bo jestem blisko.
  - Zrozum...
  - Rozumiem wicej od ciebie - zsuna jego donie - i dlatego mi tak ciko.
  - Ale jestem z tob - krzykn, zaciskajc pici w poczuciu bezsiy.
  - Mylisz, e dla skazanego odwlekanie wyroku jest takim wielkim szczciem? - mwia pgosem, odwracajc gow w stron morza, ktre niestrudzenie suno ku biaym plaom.
  Przygarn oporn i zdrtwia, caowa skro, powoli nakaniaa si ku niemu, nim odtajaa, i nachylona daa si prowadzi. Czu drenie, jakie j przebiega, wargi miaa gorce i suche, soce - pomyla - za duo leelimy na socu, wydao mu si, e Margit ma podniesion temperatur.
  Zbliali si do niebieskiego domku w milczeniu, pojednani, wsparci o siebie. Z otwartego wntrza dobiegao powolne stukanie maszyny do pisania. Zatrzymali si, umiechajc porozumiewawczo. Krcc gow, skupiony i przejty, sucy uderza dwoma palcami w klawisze. Powiew lekko koysa biaym grzybem podwizanej moskitiery. Daniel by czujny, obejrza si i sposzony odskoczy od maszyny.
  - Bardzo przepraszam - kuli si jak pies, ktry nabroi i czeka na cigi.
  - Co piszesz? - zajrza mu przez rami Istvan, ale chopiec szybciej wycign kartk.
  - Nic. Naprawd nic.
  - Poka.
  Bya to jakby pie spisana po angielsku, jeszcze nieporadna, ale wiea i pena wzruszenia. O gwiedzie betlejemskiej, ktra wieci w oku wou i srebrzy kark oli, oddechy ciepe przenikaj grzejc nagie, nieporadne nki niemowlcia. Zwierzta mu wspczuj, bo znaj wiat, kamieniste drogi, dugie wdrwki w kurzu i spiekocie, razy spadajce na grzbiet, smagnicia biczem i ciar nad siy, przeczuwaj zgon, kiedy warg spkanych nie zwily nawet wilgotna gbka. Para bydlt lituje si nad nowo narodzonym, ktry pragnie wiat podbi mioci.
  - No, a co dalej? - spyta zaskoczony.
  - Ju tylko yczenia. Radosnych wit - zawstydzi si. - Chciaem list pooy na stole, razem z prezentem dla memsahib. To miaa by niespodzianka.
  Wycign zza koszuli dugi sznur drobniutkich, opalizujcych muszelek, starannie dobranych i oszlifowanych. Przesypa je na wycignit do Margit. Naszyjnik zachowa jeszcze ciepo jego skry.
  - Kto ci nauczy tej pieni?
  - Nikt, sab, uoyem j sam. Przepraszam, e ruszaem maszyn, mylaem, e tak jest bardziej elegancko.
  agodne jego oczy wyraay pokor, dugie ciemne palce splatay si bagalnie.
  - Chciaem przygotowa podarek, bo przecie ja te co od pastwa dostan - tumaczy z dziecic szczeroci.
  Terey zawstydzi si, e o tym nie pomyla.
  - A co by wola? Podarek, czy pienidze, za ktre moesz sobie kupi, co zechcesz...
  Daniel podnis ksztatn gow, spoglda zakopotany. Margit potrzsna doni pen nawleczonych muszelek, chrzciy, podzwaniay lekko. Za oknem szumiao morze, zbielae pasma pian suny ku brzegom, gasy na niewidocznej play. Wydmy zamiecione mork migotay niespokojnie. Suchy, jakby pru cerat, trzask lici palmowych chwilami wpada do pokoju.
  - Oczywicie Daniel ma ochot na jedno i drugie - wybawia chopca z kopotu. - Dasz mu krawat, ten koloru mango. I troch rupii, jak mwie.
  - Pastwo pjd do kocioa? O pnocy jest msza, na pamitk narodzin. Przyjdzie duo rybakw. I bdzie szopka, w ktrej wszystko si rusza, chopcy nad ni pracowali cay rok.
  - Pjdziemy, dobrze? - prosia Margit. - Tu i tak nie ma co robi... A ty chyba masz do tej samotnoci we dwoje.
  - Zobaczymy jeszcze - broni si osaczony. Zapomnia, cakiem zapomnia. Czyby to byo niemiae zaproszenie od Tego, kogo usuwa z myli, wypdza ze sonecznej play, skazujc na zamknicie w kaplicy, jak kopotliwy baga zostawia si w przechowalni? - A gdzie to jest? - zapyta nieprzyjanie.
  - Niedaleko std, za wiosk, w gaju palmowym. I ksidz jest z Europy, prawdziwy zakonnik, z brod.
  - Jakiej narodowoci?
  Daniel zatrzepota bezradnie dugimi rzsami i rozoy rce.
  - Nie wiem. Biay.
  Margit zachcaa:
  - Pjdziemy i zobaczymy.
  Za oknem pojawiy si postacie z paskimi koszami na gowach, zagaday gardowym gosem. Daniel im odpowiedzia i zadowolony, z umiechem, ktry mu ukada twarz w mie doeczki, oznajmi:
  - Przynieli gwiazd. Ja zamwiem dla saba gwiazd morsk u rybakw, kazaem, by zowili du. Potrafi j zasuszy, eby nie stracia koloru. Sab j przyczepi na masce auta, tak robi Anglicy, kiedy std wyjedaj.
  Z werandy, przechyleni przez porcz, mogli zajrze do wntrza koszw. Przyrzucone morszczynem gmeray odnami zwizane ykiem pmetrowe kraby, wzdymay si jak ywe sakiewki tawe mtwy, mrowiy si ich ramiona zwierzce a na wp rolinne, podobne do lici agawy. Czasem spod zielska bysno oko wybauszone, bez powieki, budzce wstrt.
  - Prosz, eby sab kupi langusty. W kuchni hotelowej mog przyrzdzi. wieo zowione, ywe. - Bra je ostronie w do, podnosi do gry, aeby pokaza, jak trzepocz opancerzonym ogonem. - Niedrogo, sab, bardzo smaczne danie.
  Kobiety stay nieruchomo, nawet nie mogy ku nim unie twarzy. Zdaway si na porednika. Blask soneczny pada na paskie koszyki, zapalay si krople tczowymi iskrami na uskach ryb i skorupach krabw, bysnwszy spaday na obnaone piersi, wyssane, puste wory zwisajce spod niedbale narzuconych sari.
  - Nie bdziesz mnie chyba zmusza, ebym jada te okropnoci - odsuna si Margit. - Zwaszcza po tym, comy widzieli na wybrzeu.
  Unieli gowy, popatrzyli ku rozlegym plaom. Spomidzy wydm wstawaa smuga dymu, palono ju zwoki.
  Owinity w biel wysoki mczyzna sta tam strzegc niewidocznego ognia.
  Dobiego ich aosne pogwizdywanie piszczaki.
  - Sadhu przeprasza morze - powiedzia sennie Daniel i zacz bez obrzydzenia grzeba doni w zielsku, wybiera langusty i trzyma cay pk za dugie wsy.
  W ciszy syszeli chrzst pancerzy, trzepot gniewny ogonw. Morze szumiao sabiej, jakby oddalio si od ldu.
  ciskajc tkliwie donie Margit, szepta:
  - Oby na przysze wita bya ju w Australii.
  - Wczeniej, wczeniej - dopowiedziaa niecierpliwie. - I razem... No, prosz ci, powtrz, bo to strasznie wane.
  W biaej sukni gboko wycitej z naszyjnikiem nieforemnych turkusw na szyi, ktre harmonizoway z kolorem jej oczu, wydaa mu si urzekajco pikna, wosy przewietlone miedzianym poblaskiem w ywych zmiennych pomykach wiec rzucay cienie na czoo. Szal lekki, przetykany zotymi nimi osuwa si z ramion.
  - Wiesz, e tego samego pragn - szepta zapatrzony w jej chodne oczy, teraz pene iskier radoci.
  - Ale powtrz - upieraa si nachylajc ku niemu, jakby przycigana nieodpart si.
  - Z tob. Z tob.
  Na srebrnej tacy sta pmisek z resztkami skorup i czerwonym pancerzem langusty, ktrej wsy rzucay ruchomy cie na biel obrusa, a troskliwie uoone apy jak z koralu grzzy w liciach jarmuu. Pat piersi indyczej i nadzienie pachnce gak muszkatoow, sodkie i piekce, z saatk z ananasa zjedli popijajc chodnym winem.
  Po morzu, ktre pokryo si zmienn wietlistoci, bardzo daleko sun rzd zotych punktw, zmierza na poudnie pasaerski statek. Pyn tam, dokd ona chciaa wyruszy. W milczeniu odprowadzili go oczami, pki nie roztopi si w mroku.
  - Wszystko bym da, eby bya szczliwa.
  - To bd. Dobrze wiesz, e to od ciebie zaley.
  Pod skrzydami palmy rozochocone Angielki podnosiy kieliszki i zapominajc na chwil o troskliwie nachylonych z chodn gotowoci Hindusach, w biaych smokingach, zawoay do Margit:
  - Merry Christmas!
  Unieli kieliszki. W ciemnoci za oknami otwartymi ku zatoce jasnym, pospiesznym rytmem rozdzwonia si sygnaturka. Jakby ni przywoany, ukaza si na schodach tarasu Daniel. Margit z zadowoleniem dostrzega, e zaoy nowy krawat, podarunek Istvana.
  - Naprawd, chcesz? - opiera si jeszcze. - Czy nie lepiej pj pla przed siebie, nad samym morzem...
  - Nie, nie - otrzsna si z odraz. - Zobaczmy kaplic, jak oni si modl.
  Kiedy zeszli z rozjarzonej werandy hotelu, noc jakby zagodniaa, piasek wieci i bio od wydm ciepe tchnienie. Nad kpami suchych traw ulatyway wietliki. Dzwonek nagli, koaczc za gajem palmowym.
  - Uprzedziem ksidza, e pastwo przyjd - chwali si Daniel. - Bardzo by ucieszony. Prosz tdy, trzeba uwaa na korzenie. cieka krci.
  Midzy pochylonymi agodnie pniami palm kokosowych mrowio si od gwiazd, duych, roziskrzonych niespokojnie, i takich, ktre ledwie drasny mrok.
  Teraz zobaczyli wiernych, kobiety i dzieci, sylwetki przesuway si bezszelestnie midzy drzewami, tylko maa lampka zawieszona u przegubu bardzo czarnej rki rozjarzaa kolorow plam odwitnego sari. wiateek przybywao, zbiegay si, czc w agodny blask, ktry bi z otwartych wrt.
  - Nie wierzyem, e pastwo przyjd - odezwa si przyjazny gos, wysoka posta oderwaa si od ciany. Istvan poczu chropawy i ciepy ucisk, rka spracowana, nawyka do trzonka siekiery i opaty. - Tu mao kto z goci zaglda, wol morze.
  Stali przed bram kaplicy, w ciepych migotach wiec dostrzegali siw, nie ugadzon brod, natarczywe spojrzenie spod krzaczastych brwi. Zakonnik by w pciennym pomaraczowym habicie, kolorze bonzw buddyjskich, w sandaach na bosych nogach.
  - Pastwo z Anglii?
  - Nie. Pani jest z Australii, a ja z Wgier.
  Zakonnik trzyma jego do, jakby si ba, e Terey j wyrwie i ucieknie.
  - Mj Boe, to niespodzianka! - zachysn si i nagle zacz pospiesznie po wgiersku: - Ja te jestem Wgrem, z Koloszwaru. Salezjanin. Tkwi tu od tysic dziewiset dwunastego roku...
  - Wtedy jeszcze Wgrzy nie byli wolni.
  - Wgrzy s zawsze wolni. Tylko krlestwo... Pan jest emigrantem?
  - Nie. Jestem z kraju.
  Zaglda mu zachannie w twarz.
  - I moe pan tam wrci?
  - A ojciec nie moe?
  - Zale od woli przeoonych. Przywykli, e tu jestem, i ja si z tym pogodziem. Nie mylaem, e Bg mi sprawi tak rado na wita. Mog mwi w ojczystym jzyku. Ja tu nawet paru chopcw nauczyem, chwytaj sowa jak tama magnetofonu, ale to nie s Wgrzy. Jakbym papug uczy.
  - Czy my ojca nie zatrzymujemy?
  - Nie. Ojciec Tomasz Maria de Ribeira, Hindus z Goa, odprawia msz. Ja pniej, dla rybakw, kiedy wrc z poowu.
  - Po jakiemu wy mwicie? - Przysuna si Margit, o ktrej prawie zapomnieli. - Ksidz jest Wgrem?
  - Tak.
  - No, to si cieszysz.
  - Tak, nie bd zazdrosna. Czy ojciec mia kontakt z nasz ambasad?
  - Nie. Kiedy przysali pismo, ebym si zarejestrowa, ale odoyem i tak ley.
  - A paszport?
  - Tu mnie wszyscy znaj. Nikt o dokumenty nie pyta. Ja te nigdzie nie zamierzam wyrusza. A na t ostatni drog to i paszport niepotrzebny. Boe, jakie to szczcie mwi po wgiersku. Pastwo s maestwem?
  - Nie.
  - Ale pan jest katolikiem, skoro pan tu przyszed - zaniepokoi si, zgarnia brod rk.
  - Tak.
  - Moe pastwo chc przystpi do...
  - Jestemy prosto od stou. To niemoliwe. Moe innym razem.
  Stali chwil w milczeniu, zakonnik jakby zawstydzony wasn natarczywoci.
  - Przepraszam. Tak bardzo chciabym wysucha spowiedzi w naszym jzyku. Jakie to dla mnie szczcie obdzieli ask rodaka. Tu, w Indiach. To nie przypadek sprowadzi pana do mnie.
  Margit staa oparta o futryn, zagldaa w gb kocioa. Ciepy odblask pada na jej zarowione policzki, igra na wosach. Z wntrza biy piewne gosy odmawiajcych litani i zapach korzenny rozgrzanej ciby.
  Kobiety wchodzc, wiadome spnienia, przepraszay, chyliy si agodnie, dotykay czoem wydeptanego progu, caoway koce palcw, ktrymi si wspary o posadzk. Narzucay na wosy koronkowe chusteczki, spojrzawszy na Margit jak na osob le wychowan, wsuway si do wntrza.
  - Wic pan moe zobaczy nasz Budapeszt?
  Nic nie odpowiedzia.
  - Ojciec nic nie wie o listopadowych wydarzeniach, o Kadarze?
  - A kto to jest?
  - Ani o powstaniu, o walkach w Budapeszcie?
  - Nie. Radia nie mam. Gazet nie czytam. Ale niech pan mwi, co si tam zdarzyo?
  Od czego tu zacz, jak w paru zdaniach opowiedzie? Istvana ogarno nagle zniechcenie. Trzeba by zacz od... Ca histori ostatnich czterdziestu lat...
  - No, ju jest spokj - powiedzia gorzko.
  - A tak si zdenerwowaem. Chwaa Bogu. Lepiej nie czyta gazet, dziennikarze takie teraz pisz sensacyjne tytuy, czowiek zaczyna myle, e chyba ju jutro wojna... A tymczasem nic si takiego strasznego nie dzieje. Nic. I dobrze.
  W gbi kaplicy zawiergota dzwonek. Starzec odwrci si, opad ciko na kolana. Karcco machn doni, ucinajc rozmow, nagli do skupienia.
  Istvan ponad klczcym tumem dojrza w ciemnych palcach ksidza zoty pomie kielicha i kruchy biay krek.
  Kobiety podpezay na klczkach, prostoway si nagle, a potem opaday czoem do ziemi, skulone bez tchu. Tum postaci spowitych w biel par do otarza. Mczyni szurali bosymi stopami, w kroku koysa im si wielki guz podwizanego dhoti, lun spdnic opada niej kolan.
  Czy oni zdaj sobie spraw, co si tu dokonuje? Pojmuj tajemnic? Ja wierz. Ja wiem, ale nie korzystam ze rda. W owej chwili porazio go wyczenie ze wsplnoty, postawienie w stan oskarenia. Sam sobie by prokuratorem i sdzi. - Dopki zostan z Margit, nie ma uaskawienia. Pan nie nawiedzi sugi, nie wypowie sowa, ktre ocala na wieczno.
  Przysoni twarz doni, aby skry grymas gniewu i dotkliwego alu do samego siebie. Przecie o tym wszystkim wiedziaem, przynajmniej powinienem by wiedzie, jeli czuj tak wyszo nad wspwyznawcami z keralskiej wioski, gromad rybakw, zbieraczy kopry, wkna kokosowego, chopek brodzcych na polach ryowych, dziewczt, przygitych pod ciarem piastowanego rodzestwa. Kade z nich mogo tu podej ufnie po bogosawiony chleb, Tylko ja jeden nie, dopki... Skazuje si z wasnej woli na odczenie, porzuca ich, jeszcze jedna zdrada pod pozorem zdobycia wolnoci.
  Margit przelizgna si ku Istvanowi, agodnie wspara na ramieniu, dotknicie przenikao przez cienki materia, potgowao bl.
  - To byo pikne - szepna, askoczc mu szyj wosami.
  Ona nic nie pojmuje? Oglda otarz i modlcy si tum jak widowisko pene kolorw i wiata. I ja jej nic nie bd prbowa tumaczy, musiabym mwi przeciw sobie. On istnieje, z tym gotowi jestemy si nawet pogodzi, jednak powinien nam suy jak laska, eby si mona byo wesprze, i potem, chcc mie obie rce wolne na chwytanie wiata, odstawi do kta. Odwiedzany w kociele jak w muzeum. Podziwiamy rzeby, witrae, poczte z zachwytu kornego uwielbienia. Wybuchy wspomnieniem obrazy wycieczek oprowadzanych po wityniach, z zadart gow wpatrzonych we fresk na sklepieniu, puszczajcych mimo uszu wylizgane recytacje przewodnika, ktry zachwala taneczne gesty barokowych witych albo okrutne sprenie ciemnej postaci w chwili konania.
  Przygarn Margit, jakby si lka, e j odepchnie. Zwrcia si z ufnoci, dobr, czu.
  - Pastwo tu na dugo? - odezwa si misjonarz po angielsku. wiato padajc z otwartych wrt mazao si ci na skraju jego wystrzpionej sutanny i bosych nogach w zdeptanych sandaach.
  - Ze dwa tygodnie... Chtnie przyjdziemy ksidza odwiedzi - wycigna rk. - Tu jest taki spokj. Istvanowi te bdzie mio porozmawia w ojczystym jzyku.
  - Czy pan przyjdzie? - zwrci si zakonnik wprost do Istvana, zaniepokojony jego milczeniem.
  - Nie - powiedzia pgosem i nie zwaajc na Margit odwrci si,brnc w gbokim mroku midzy palmami, gdzie wrd szeptw i lekkiego brzku bransolet znikay wyduone postacie keralskich rybaczek; powoli rozpyway si ciepe wiata koysanych latarek.
  - Co si z tob stao? - w gosie dziewczyny brzmia niepokj.
  - Po co mnie tu cigna? - wybuchn niesprawiedliwym gniewem. - Ja przeczuwaem.
  - Mylaam, e ci sprawi przyjemno. Co on powiedzia? Czego od ciebie chcia?
  - Ach, nic... Sam sobie stwarzam trudnoci - uchwyci jej do, podnis do ust. - Przepraszam.
  - Ale o co wam poszo?
  Odwrci si tak niespodziewanie, e prawie na niego wpada.
  - Naprawd, chcesz wiedzie?
  Ton gosu ostrzega.
  - Jeli co przykrego - zawahaa si. - To moe nie dzi... Ale jestem z tob, moesz na mnie te zrzuci ciar, nie ugn si.
  - Kiedy i tak musi doj do tej rozmowy - ciszy gos, za nimi w niewielkiej odlegoci szed sucy, zna te cieki, wic zgasi latark, jednak bawi si naciskaniem guziczka, ostre plamy wiata wyuskiway kostropate pnie palm biegnce ku niebu, pki suchych traw i zakurzone, prawie czarne gazie krzeww.
  - Przecie jest zawsze wyjcie - zmczenie i senny smutek miaa w gosie - jednak nie wymagaj tego ode mnie, zostawmy to losowi jak Hindusi.
  - O czym ty mwisz?
  - Gdybym nie ya...
  Zacisn palce na jej ramieniu, potrzsn z rozpacz.
  - Nie wolno ci nawet o tym pomyle!
  Caowa jej czoo i oczy, gnit wargami powieki, mierzwi brwi, policzki miaa rozpalone i sonawe, usta mimo kredki od spodu spieczone.
  - ycie moje - dysza koyszc j przytulon do siebie.
  - A Ilona? - szepna. - Istvan, prosz ci, przynajmniej przed sob nie kam. Tyle razy mwilimy o przyszoci, nie liczc si, tak jakby ju umara. No, wic miej odwag, pomyl e ja odejd, uwolni ci.
  - Nie chc. Nie mog.
  Draa, jakby przejta chodem, od morza cigno sonawym powiewem, zapachami butwiejcych zwaw rolinnych i wilgotnego piasku, nadlatywa niechtny oskot bijcych fal.
  Przycisna jego do do ust i policzka, na ktrym poczu zy.
  - Tu jest cieka, sab - biae wiato chlusno midzy zjeone, suche trawy.
  - Id pierwszy, Danielu - rozkaza puszczajc Margit.
  - Pastwo nie widzieli szopki, trzech krli, soni, one koysz trbami - zachwala pgosem. - Po mszy chopcy krc korbk i wszystkie figury chodz dookoa obka. Gwiazda wieci. wity Jzef pali huk jak zwyczajny Hindus.
  - Pani si le czuje.
  - Mam troch gorczki - przyznaa oblizujc suche wargi.
  - Za duo memsab leaa na socu - mrucza oskarycielsko sucy. Za dugo w morzu. I soce, i woda wypijaj siy. Sab nie powinien pozwala.
  Wstpowali midzy wydmy. Grzli w gbokim piasku, ktry popiskiwa pod stopami. W ciemnej dali mrugaa biaym okiem latarnia morska i grzbiety dugich zwaw wodnych myy jak prchno rozdmuchiwane powiewem.
  Daniel zgasi lampk, ciemno nie bya dotkliwa, bo i piasek wymyty do poysku pozwala dojrze na wp zagaskane lady.
  Kierowali si, nie spieszc, na pomaraczowe okna hotelowej restauracji. Chrapliwe gosy zatoki gasiy ledwie syszalny brzk muzyki z pawilonu. Wrzaski saksofonu, urywany rytm perkusji chwytali jak zagubione sygnay.
  Sucy stpa pewnie i jakby przyspieszy kroku, zzu sanday, trzyma w rku. Margit posza za jego przykadem. Piasek w gbi jeszcze nie wystyg, rozstpujc si pod naciskiem grza stopy.
  Istvanowi wydao si, e ju tak kiedy byo, jakby zna zatarty ciemnoci krajobraz przysypany szklistym pyem gwiazd, sylwetk przewodnika wyznaczon ciepym wiatem dalekich lamp, a moe we nie czeka, by go przyjazna do wywioda z lkw, wskazaa azyl.
  Uj rk Margit, dziewczyna draa.
  - Chodno ci?
  - Smutna jestem - odpowiedziaa z namysem - przepraszam ci, niemiy ze mnie towarzysz.
  Byli ju blisko domkw kempingowych, wspartych tyln cian o stromy brzeg, a przodem dwignity na supach, ku ktrym podpyway nieruchomo fale siwego piasku. W oknach jak w czarnych zwierciadach wirowa deszcz gwiazd. Ostre gosy cykad odprowadzay ich niby alarmujce dzwonki. Wierciy w uchu, dokuczay.
  - Co to, sab? - sposzy si nagle Daniel.
  Latarka, ktr zawieci, tylko przeszkadzaa, oczy ju przywyky do ciemnoci. Jakie due zwierz wyskoczyo spomidzy wydm i biego zygzakiem, a przepado w mroku. Cykady gray jak oszalae.
  - To by czowiek - sucy owietli rozpynity lad.
  Wok tropu widniay koliste, mae zaklnicia, ziarna piasku zlepiaa wilgo, poczu j Istvan palcami, sprawdzajc, czy to nie krew.
  - On wyszed z wody.
  - Zostaw - pochwycia go Margit za rkaw - uciek i mamy spokj, co on ci obchodzi. Prosz, wrmy ju do domu.
  Jednak wyrany trop wabi, Daniel odsania go bia smug wiata.
  - Bieg na czworakach jak pies. On tu gdzie musi by - zachca do poszukiwa.
  - Nie bj si, Margit, wracamy.
  Przyspieszyli kroku, nasuchiwali czujnie. Sapanie morza przycicho, trbka haasowaa, cykady sygnalizoway sobie ich przejcie dugimi seriami zgrzytw.
  Wgbienia w piasku niky, weszli na spieczony, wirowaty grunt porosy such, rzadk traw, kujc jak oci rybie.
  - Zaczekaj - prosia Margit wkadajc sanday.
  Istvan przystan, widzia, jak plama wietlna otara si o ich domek, lizna okno, opada na schodach werandy, wpeza midzy pale wspierajce podog.
  - Sab, mamy go! Tu si schowa - usysza triumfalne woanie Daniela.
  Zostawi dziewczyn, podbieg i przykucn obok sucego, opierajc obie donie na ziarnistej ziemi. W krgu racego wiata wcinity midzy pale i stok pagrka kuli si Hindus w mokrych szmatach oblepionych piaskiem. Spod nikego wsa jak u warczcego psa szczerzyy si zby. Nie zasania oczu. ciskajc w rku kamie, krzycza co gardowo.
  - Rozumiesz, co on mwi? - zapyta Istvan sucego.
  - Tak, prosi, bymy go nie zabijali - odpowiedzia ze zdumieniem.
  - Powiedz mu, kim jestemy. Zapytaj, skd si tu wzi?
  Daniel powtrzy przejtym gosem i od tej chwili suy jako tumacz. Margit przysiada obok i wpatrywaa si w Hindusa, odwraca gow, przygwodony stokiem blasku.
  - Zga - rozkaza Istvan.
  - Nie trzeba - powstrzymaa Daniela. - On jest lepy.
  - Kaza mi przysiga na Durg, e mu nie zrobimy krzywdy, e go nie wydamy - tumaczy sucy rozdygotanym z podniecenia gosem. - Uciek z barki, pyn kierujc si na szum wybrzea. Myla, e go cigamy. Pani doktor miaa racj. On jest lepy. Zaklina, eby go nie zabija, bo nic nie widzia. Mwi, e ma brata bardzo bogatego, e brat nam si odwdziczy, jak go ukryjemy.
  Dugo trway namowy, by wszed z nimi do domu. Margit posaa sucego do kuchni hotelowej po misk ryu. Zasze bielmem oczy daway chudej, spalonej twarzy wyraz tpego osupienia. Wypezn wreszcie, przyznajc, e jest godny. Na jedzenie si nie rzuci, poprosi o wod, umy donie i usta przepuka wypluwajc za prg, ktry namaca chwytnymi jak u mapy palcami stp. Siad skrzyowawszy nogi, podsunit misk z ryem osadzi midzy udami i jad powoli nasuchujc pogosw morza i orkiestry z hotelu.
  Daniel kuca przed nim jak pies nad jeem, niepewny: atakowa czy uznawa za domownika...
  - Zapytaj, dlaczego brat si nim nie zaj, jeli jest taki zamony?
  - Sab, on jest piewakiem, ukada wiersze, a starodawne mwi z pamici. U nas takich szanuj. On chcia si dosta na Cejlon, do wityni Buddy... Jego wszdzie nakarmi i przenocuj. To prawdziwy sadhu - wyjania z dum. - On by w Benares. Brat go nie zatrzyma, on ma wasn drog. Prosi, eby jutro nada depesz do Bombaju i brat na pewno przyjedzie.
  - Czy moe odzyska wzrok? - Istvan nachyli si ku Margit. - Chciaa bodaj jednemu czowiekowi w Indiach pomc naprawd. Masz okazj, jeeli jego brat tu si zjawi, moesz mu poradzi, jak go leczy.
  - Trzeba operowa, troch bdzie widzia. Nie jestem wrk, tylko lekarzem, musiaabym go dokadnie zbada.
  - On prosi o kilka butelek, garnek z wod i dwa zwyczajne widelce - oznajmi Daniel - zapiewa nam.
  - Skd ja tu wezm butelki po nocy - wzruszy ramionami Istvan.
  - Poszukam, sab, przynios z kuchni hotelowej. Znajd - Daniel wymkn si w noc.
  Przed lepym piewakiem wnet stano siedem butelek po winie. Z zadziwiajc zrcznoci napenia je wod do rnego poziomu, uderza trzymanym na pask widelcem i bacznie nasuchujc tonu zestawia szklan gam. Kiedy widelcem po szkle przecign, ledwie trcajc, butelki zapieway jak ksylofon. Sprawdzi domi rozstawienie, postukiwa, jakby upewniajc si, czy trafi. Wreszcie uspokojony powiedzia co do Daniela rozkazujc.
  - Zapiewa, a ja mam tumaczy. Prosi, eby o nic nie pyta, bo sam jeszcze nie wie, czy potrafi. Bdzie gosem umarych.
  - Chcesz tego sucha? - zapyta Margit, ale ona tylko narzucia szal i skina gow. Siedziaa oparta o niego ciasno, nagle zadraa.
  - Co ci jest?
  - Nic - pooya palec na usta.
  - U nas si mwi: mier mnie przeskoczya - szepta, bo ju ostre tryle zadzwoniy pod mocnymi uderzeniami i piewak, odchyliwszy gow, zacz monotonn recytacj. Daniel powtarza gosem bezbarwnym, chwilami waha si, szukajc angielskiego sowa, chcia nady za strofami lepca. Grube cienie jawiy si na cianach, midzy jasny ton szka wpaday postkiwania morza i pstre haasy orkiestry, jednak pomau cay wiat zacz odpywa, zostaway sowa podobne do zawodze paczki.
  - Krlestwo Lanka, szmer nie wysychajcych strumieni, drzewa pachn mokrymi mango, deszcz oywczy siecze ogromne licie bananowcw, cae snopy owocw gadkich jak skra dziewczca czekaj doni godnego, na palmach stukaj kokosy jak bodce si kolta, w yznym bocie kosy ryowe askocz do niby wsy kocie. Powietrze pene ptactwa, a morze dzwoni usk rybi... Krlestwo Lanka to ziemia, po ktrej stpali bogowie, to wyspa przeznaczona dla sprawiedliwych, oddana agodnym i pracowitym... Kraina sytoci.
  Ci, co uciekli spod noa muzumanw, ci, ktrzy kr midzy rozpalonymi domami, szukajc pracy. Ci, ktrych oczy wypakay wszystkie zy i puste s jak do ebraka. Ojcowie udajc nadziej odchodz co ranka, aby nie sysze paczu godnych dzieci, niemiao pytajcych, czy dzi bd jady, odchodz, odchodz jak najdalej, przysiadaj w cieniu i osabli drzemi, a wtedy w uszach szumi im gaje palmowe, do rozczesuje pki ryowych kosw, o warg spkan i such wspiera si owoc mango, i marz o krlestwie Lanka, o kraju sytych, za morzem...
  I przyszed noc obcy, i szeptali dugo, naradzali si, dzieci usny. Krya wie, e jest taka barka, ktra si przemknie morzem, w krlestwo Lanka.
  Tylko ci znajd ocalenie, co mog paci. Dugo i z trosk liczyli, kryy z rki do rki zdjte z kobiet ozdoby, srebrne druciane keczka, zoty pienidz z acuszkiem, o pier wytarty jak listek, lejszy od skrzyda motyla... Mao, za mao jest zota, by drog opaci do raju.
  Dotykali gw upionego potomstwa, wybierali ofiary. Sprzedawali crki w niewol do domw, co nie maj drzwi, tylko zasony z chrzszczcych prtw bambusa, domw, w ktrych kobieta nie zanie. Synw sprzedawali chopom, ktrzy ich ramiona obmacywali, palcem sprawdzajc zby, jak u wou... Pienidze, skarby swoje, a moge je zamkn w garci, oddawali nocnemu gociowi. Wystawia kwity, ktrych nie umieli odczyta, ale ufali, wierzyli. Nie pierwszy by to adunek i nie ostatni pielgrzymw tsknicych za rajem, za wysp Lanka.
  Ja chciaem z nimi popyn. Stpa ladami Sindharty, ksicia, co mierci si nie ba. Ode mnie nie chcieli zapaty, znali mnie, pieni paciem, suchaem ich szybkich oddechw, trafiaem w serca. Noc nas prowadzono, trawy chwytay za stopy, gazie czepiay si rk, jakby woajc - nie odchod! Ale ja byem w gromadzie, kobiety niosy przede mn swoje malutkie dzieci, mczyni kroczyli za mn z tobokiem odziey i ryem, weszlimy w wod, przelewaa si wolno, trzymaem rk przyjazn takiego jak ja wdrowca ku ziemi sytych, krlestwu Lanka.
  - Nie bj si - ujli za rami - tu pytko i bark ju wida. Nie baem si, wczeniej syszaem, jak fala dudni o burt. Wcignity w drewniane koryto, upchany ciasno jak w gniedzie, ciepe czuem ich ciaa, ktre ju morzy sen. A agiel wzdty od morki skrzypia na maszcie. Sternik wzi mnie w opiek. Kaza mi piewa o walce, jak Hanuman stoczy z par olbrzymw. Pakaa reja, pachniao smo i przyjaznym morzem, a kiedy milkem, poili mlekiem z modych kokosw, karmili ryem w liciu zwinitym jak bawoli rg. Byli dla mnie dobrzy, prosili tylko, by im jeszcze piewa o ziemi Lanka. Pynlimy dwa dni, bo czuem soca oddech, a trzeciej nocy, gdy witajc wit mewy kwiliy jak zbudzone dzieci, sternik kaza wysiada. Sprawdzali erdzi, woda wok pytka, ld niedaleko. Odchodzili cicho. Spuszczali si w fale bez brzku bransolet, bogosawic szeptem tych, co przemyci ich mieli do raju, krlestwa Lanka.
  Szklany dwik butelek uderzanych metalem przenika do dreszczu mod kobiet, gos chrapliwy, woanie o kraju, do ktrego tsknili wszyscy godni, szarpao niepokojem. piewak jakby zapomnia o suchaczach, pomnaa nieomylnie uderzenia, z uniesion twarz i biaym okiem posgu zawodzi skarg niebu i dalekiemu morzu.
  Daniel si skuli, tumaczy szeptem, nie przeszkadza, tylko poddawa odnaleziony sens woania, ktre rozbrzmiewao w nich obojgu, jakby je sobie przypominali, mow tajemn. Palce Margit, gorce i suche, wcisny si pod do Istvana. Tak dziecko chowa si u matki, byle nie widzie zagroenia. Muzyka w sali restauracyjnej ustaa, wcale tego nie zauwayli, jedynie gosy morza przybliay si, jakby przyzwane zostay na wiadka.
  - Chciaem zej w wod, ale mnie wstrzymali, kazali milcze. Byli przecie dobrzy, wierzyem, e mnie do brzegu podwioz, barka bez ludzi odpywaa lekko. I wtedy pierwszy jk dobieg znad fali, odkryto zdrad, e dalej gbina, a brzeg odlegy, brzeg, a moe dym. Syszaem pacze, wycie i bagania. I ju rekiny tn fal nadbieg. Biy jak wiosem, parskay jak woy, i jako wieprze mlaskay w korycie, tak to wsplnicy zacierali lady, topic woanie gasnce pod niebem krlestwa Lanka.
  Nagle wiato lampy zapulsowao i zaczo gwatownie wycieka z arwki, zosta tylko czerwony drucik, wreszcie i on zgas. Istvan chcia ruszy po wiec, ale go Margit przytrzymaa, obejmujc za szyj, wtedy poj, e piewakowi ciemno nie przeszkadza.
  Uderzenia w butelki dzwoniy jak garcie wiru rzucane w szyb. Trafia bez wahania, akordy pieway w mroku. Nagle naszo ich straszne podejrzenie, e opowie, ktrej suchaj, mwi o prawdziwych wydarzeniach. Noc napieraa na ciany domku pomrukiem i szumem, pord dalekich gwiazd latarnia wymachiwaa na olep swoim tym mieczem jak osaczony olbrzym.
  - Zanim ostatni gos zgasia fala, sternik czuwa i kry, oni musieli patrze na to widowisko, ja dzikowaem bogom za lepot. Syszaem, jak si tr stada rekinw, czuem mier blisk. I nie jej si baem, tylko wiartowania ciaa, ktre yje, ttni krwi. Strwoone, nagie i bezbronne. Tamci, ju poarci, spacili winy. Kwilc z niewiedzy, wolni od przeszoci, znw si narodz w piknym kraju Lanka. Czekaem mierci, a sternik zada, eby im piewa. Barka dygotaa w pomylnym wietrze i skrzypiay liny. Oni mnie ryb karmili, wody pachncej rdz nikt nie odmwi. A noc wysuchaem targu o m gow. Sternik przysiga, e lepy nie zdradzi. Kiedy przybili tutaj i rzucili kamie zamiast kotwicy, a brzeg posyszaem w oskocie fali, doczekaem nocy. Woda mnie zniosa na ubity piasek, ale si morze nagle rozmylio, niesyte ofiar, i wloko ku sobie... Lecz si wydarem i biegem przez wydmy w trwodze, e ciga. I to wycie pierwsi, ktrym mwi o tej ucieczce do ziemskiego raju, o ludziach, co si nigdy ywym nie poskar, bo si narodz niewiadomi losu, jaki ich spotka u samych bram Lanka.
  Uderzy w jeden jasny, wibrujcy ton i dwakro klasn doni w deski podogi, a zadudniy gucho gosem bbna.
  A potem wielkie milczenie odmierzay ju tylko westchnienia pezajcego morza.
  piewak zwiesi gow w bezmiernym wyczerpaniu. Daniel dygota z przejcia, jakby dopiero z ostatnim sowem tumaczenia ogarn zowrog opowie.
  - Zapytaj go, czy jutro zezna wszystko przed policj. Wezm go autem, nikt si nie dowie.
  - Nie, sab. Mwi, e bdzie milcza. Policja nie uwierzy.
  - Ale czy to moliwe? - zacisna kurczowo do, czu, jak siwpijaj jej palce. - Czy on mwi prawd? To nie jest poemat?
  - Taka jest prawda ziemskich ucieczek do raju - odpowiedzia przejty Daniel.
  - Gdzie ta wyspa szczliwoci? - pytaa wzburzona.
  - Cejlon - rzuci Istvan pospiesznie. - Przecie nie mona go tak zostawi. Musimy...
  lepiec z uporem czego si domaga od Daniela.
  - On prosi, ebymy go skryli do przyjazdu brata. Dwa, trzy dni. Jest pewny, e brat rzuci wszystko i przyjedzie. Upiera si, e bogowie odsonili mu t tajemnic, by piewa o pochonitych przez ocean, poartych przez rekiny.
  - Do diaba, ale tamtych ju nic nie uratuje. Trzeba wyapa piratw i powiesi! - burzy si Istvan.
  - On mwi: sprawiedliwo zostawmy bogom. Piraci s tylko wykonawcami woli tego, kto da im barki i zezwoli na przemyt. Sab - doda od siebie po chwili - u nas nie ma kary mierci. Nawet Gandhi nie pozwoli straci swego mordercy.
  - Mam tego dosy: on mwi, on chce, on nie chce, ja tutaj decyduj; syszysz?
  Hindusi rozmawiali midzy sob pospiesznie, wreszcie Daniel wsta i owiadczy skupiony:
  - Ja nic nie syszaem, sab. lepy dobrze radzi. Zanim dojdzie do prawdziwego ledztwa, oni i mnie, i jego otruj, lepiej milcze.
  - Kto?
  - Piraci, przemytnicy ludzi.
  - Rozumiesz co z tego? - zwrci si Istvan do Margit w bezradnej wciekoci. - Jake im pomaga, kiedy sami tego nie chc.
  - Noc nie jest dobrym doradc. Nie powinien tu zosta. Na pewno go bd szukali.
  - Gdzie go ukry - niepokoi si Istvan.
  - Ja bym go teraz w ciemnoci przeprowadzi do misji, niech si ojcowie nim zajm - doradza Daniel.
- Moe sab pjdzie ze mn, bo ja si boj.
  - To i ja - uniosa si Margit, jednak zaraz zrezygnowaa. - Idcie, zaczekam. Jestem strasznie zmczona. Id sam.
  Usiada w ciemnoci pod bielejcym kbem podwizanej moskitiery, skulona, bez si.
  - Po si.
  - Dobrze - zgodzia si atwo.
  Dotkn czoa zatrwoony, bio od niej gorco, wosy na skroni lepi pot. Przej go lk, e jest chora, bardzo chora.
  - Nic mi nie jest. Troch gorczki - upieraa si - amie mnie w stawach. Wezm aspiryn, spadnie.
  - I ten piekielny brak wiata. Znajdziesz proszki?
  Daniel wydoby spod dhoti latark, struga biaego wiata porazia oczy.
  - Zga - prosia szeptem. - S w szufladzie. No, idcie ju. Musz by teraz sama. Zrozum, im wczeniej wyjdziesz, tym szybciej wrcisz.
  Niewidomy wsta trcajc butelki, ktre dwikny krtko. Nasuchiwali, wydao im si, e w odgosach morza rozrniaj zdawione haasy, liczne stpania. Cisza bya taka, e syszeli jak ziarna piasku przylepione do mokrych szmat Hindusa teraz osypyway si na podog. Pulsowanie krwi bolao w uszach. lepy zagada szeptem. Daniel tumaczy:
  - On mwi, e mona i. To tylko morze si dsa.
  - We, bd spokojniejsza - tchna mu w ucho. Poczu, e wciska dugi, zimny przedmiot, ktry szklan wilgoci bysn w mroku. - Uwaaj, lancet.
  Wzruszy ramionami. Co ona sobie wyobraa, jestemy na play nalecej do hotelu, tu obok pi suba. A brzegiem nawet chodz patrole. Bekot lepego fantasty przej lkiem Margit, noc, gorczka sprzyjay zwidzeniom. A przecie nic nam nie grozi.
  Z odraz uj oblepione piaskiem nagie rami lepca, pomaga mu zej ze stopni. Dotknicie chodnej skry, szorstkiej od przywartych ziaren, przypomniao mu tamten martwy ksztat osadzony przez fale.
  Odwrci si i z ulg zobaczy, e Margit znika pod namiotem rozplecionej moskitiery.
  ciskajc lancet brn przez pla jak w wystygym popiele, czu tusty i morski zapach rozwichrzonych wosw lepca. W co ja si wpltaem? Przecie nie bd si z nikim bi - dyplomata z noem, noc, na wydmach, przemyca zbiega z barki pirackiej... Obkana historia. Najchtniej rzuciby lancet, jednak ba si, e go pniej nie odnajdzie. Szum morza szturmujcego pla ucisza niepokj swoim powolnym rytmem.
  Kiedy mijali ostatni, zamknity na gucho, kempingowy domek, Istvan pooy lancet na stopniu. Pod niebem cikim od gwiazd caa opowie wydaa si gorczkowym majaczeniem. - Jutro za dnia bd si mia ze swojej atwowiernoci.
  Odczeka, ukryty wrd palm, w mroku gstym jak sadza, a Daniel odda lepca pod opiek misji.
  Nasuchiwa suchego trzasku ogromnych, strzpiastych lici, sennego postkiwania wysokich pni. Lka si o Margit. Ju chcia wraca, kiedy sucy wychyn z mroku bezszelestnie.
  - Powiedziaem ojcom, e z paskiego polecenia, wic od razu go wzili - zacz szeptem. - Jego brat zapaci.
  - Jeeli on ma brata - mrukn niedowierzajco.
  - Ja mu wierz, on nie kamie. - Po chwili wahania doda: - Zbiegowie z Pakistanu przychodzili, odchodzili, nikt si ich znikniciem nie martwi. Koczowali w porcie, ebrali, teraz poszli. Nie ma, tym lepiej, po kopocie... Cejlon si broni przed ludmi z Indii, ale s szczeliny, przeciekaj.
  - I nikt o tym nie wiedzia?
  - Moe i co si o uszy obio, ale kto by uwierzy. Uwierzy, znaczy zabi nadziej, sab. A to przyzwolenie na mier, powoln, z godu.
  Stpali w mroku penym gwiazd, piasek skrzypia. Morze postkiwao jak niemowa, prbowao niezdarnie co wypowiedzie jkami i mlaskaniem. Cae wybrzee wygaso, tylko jedna latarnia kiwaa ku nim przyzywajco smug blasku.
  - Ja myl, e oni wszyscy ginli, sab - podj szeptem - dlatego nikt nie oskara piratw.
  - Jednak brakowao potwierdzenia, e kto dopyn cao. Tu zostawali ich synowie, crki.
  - Nie chcieli pisa, eby nie zdradzi. A moe nie umieli? I dokd pisa? Czekali znaku stamtd, a potem zapominali. Rodzice, wydajc dzieci w niewol, te przeznaczyli je na zatrat.
  - I ty moesz o tym wszystkim tak spokojnie?
  - Takie to ju ycie czowieka, sab. Wszyscy si udzimy, e tam, gdzie nas nie ma, na pewno jest lepiej.
  Istvana ogarna wcieko, byby go najchtniej zapa za ramiona i trzs: ty durniu, ty przeklty durniu, czemu si nie buntujesz? Cae rozwaanie Hindusa wydao mu si pozbawione sensu, a jednak dopuszcza moliwo takiego tumaczenia zbrodni, o jak si otarli.
  - Zastanw si, Daniel, warto zabija dla garci srebra, paru obrczek i naszyjnikw?
  - Oni tego nie robi dla upu, musz pobiera opat, inaczej nikt by im nie wierzy, e dowioz - szepta przytrzymujc Istvana. - Oni tych ludzi ofiarowuj morzu.
  Istvan kroczy z zacinitymi szczkami - obdne kamstwo, jeden sobie wymyli, a drugi tpo wierzy!
  - Morze daje ryby, morze nas ywi, trzeba zapewni sobie jego przychylno. Inaczej bdzie si gniewa i samo signie po ofiary. Rybacy od pokole... Od morza zaley los, czy to dziwne, sab, e je sobie chc zjedna?
  - I ty jeste katolikiem? - szarpn go za rami z wciekoci. - Nie rozumiesz, e to zbrodnia i te otry gotowe zwabi nowe ofiary?
  - Zbiegowie i tak by poumierali z godu. A tak... Ja ich w wod nie spychaem. Sami chcieli. Lepiej si nie wtrca. Jestem katolikiem. Ja te chc y wiecznie. Niech kady si ratuje, jak potrafi. Wszystko, co si dzieje, jest z przyzwolenia Boego. Jeliby nie chcia, nie dopuciby do ich mierci.
  Daniel nic nie rozumie, a na pewno myli, e ja te... Kasty i los. Dla niego nie ma blinich. Potrafi upi po hindusku mio do Boga. Upi wspprac z Nim, wsptworzenie siebie i zastanej ziemi, ktra po mojej mierci moe by lepsza, pikniejsza o lad mego istnienia.
  Od rozlegych pla zmywanych falami nis si mokry odr, jakby psa zgonionego w deszczu.
  - Ja bym si w to nie miesza, zostawi pomst Bogu, ona ich znajdzie, gdy dopeni si pora - tumaczy pgosem Daniel. Dochodzili ju do linii domkw na palach, cichych i mrocznych jak zimujce ule.
  - Z samego rana nadasz telegram, moe jego brat okae wicej rozsdku i potrafi go przekona, eby zoy zeznania.
  - Dobrze, sab.
  - Do jutra, Danielu. Daj mi swoj latark.
  Wbieg po stopniach przysaniajc palcami strug wiata, rozsun moskitier. Pochyli si nad pic. Margit leaa z piciami u na wp otwartych ust, lniy strki potu i nitki liny. W jej zdawionym oddechu brzmia niedawny pacz.
  Pod stop chrupno co jak ziarnko piachu, odsoni latark, na deskach bielay rozsypane pastylki. Naszed go miertelny lk, e moga si otru, nieumylnie, w gorczce po ciemku sign do innej torebki. Podnis jedn i z ulg rozpozna wytoczony znak "Bayer". Jak echo wracay sowa - gdybym umara, wszystko byoby prostsze. Skoro sam nie moesz si zdecydowa, dokona ostatecznego wyboru, zostawiasz losowi, przyzywasz rozjemc...
  Nie, nie. Zaufaj, daj mi jeszcze troch czasu. Ja sam swoje sprawy rozwi.
  Z rkami zoonymi na udach, bezradnie, patrzy jak si gwiazdy mrowi w prostokcie otwartych drzwi.
  Jakby odgada przez sen, e jest przy niej, przetoczya si na bok, szukaa go doni, wzruszao lepe, ufne denie ciaa, podsun rk, ktr uja bezwadnymi palcami, byy gorce i lepkie. Niech si zoci, a ja i tak z rana przywioz lekarza, to moe by co powanego. Margit nie zna tropikalnych chorb. - Przypomnia sobie, e w termosie jest woda z lodem, wystarczy wcisn par cytryn. Zdawao si, e oprcz monotonnych gosw z zatoki syszy guche, natone uderzenia jej serca. Spoglda na ciemn plam jej wosw, niejasny zarys ciaa okrytego przecieradem. Komary ciy go po kostkach. Ukszenia pieky jak iskry. Drapa si podeszw sandaa w nog. Ostatni holownik zajcza dugnut, przywoujc obraz zmierzchu nad Dunajem. Chyli si nad jej posaniem zapadajc w krtk drzemk, nie traci poczucia, e ona przy nim jest, e ma jej suy. Dawno nie przeywa takiego jednoczenia si w mioci, nie podlegajcej woaniu cia, gbszej, uciszonej. I wtedy dojrza na progu lancet, o ktrym zapomnia, jak srebrzyst rybk wyrzucon na brzeg, ale to byo w innym domku, nie tutaj, trzeba go bdzie z rana przynie, bo dzieci znajd i zabior.
  Zbudzi si z poczuciem, e co strasznego si stao. wiato lampy myo pod sufitem, zbdne w jasnoci wstajcego dnia. Margit leaa obok, oczy otwarte patrzyy na niego, jakby si miaa zaraz rozpaka. Biae niebo bez jednej chmurki zwisao nad uciszonym morzem. Tylko mewy pokrzykiway gosami penymi zdziwienia, caym stadem kolebic si na fali.
  - Dawno nie pisz? - zapyta.
  Poruszya gow, e nie, wyszeptaa:
  - Merry Christmas. Zepsuam ci wita.
  - Nie mw tak - dotkn jej czoa, gorczka nie opada. - Chcesz pi?
  - Daj mi inn koszul, ta caa mokra. I odsu si, jestem wstrtna.
  - Trzeba wezwa lekarza - pocaowa jej suche, chropowate wargi.
  - Nie cauj - prosia - nie wiemy, co mi jest, a jakby i ty zachorowa...
  - Leelibymy razem - prbowa artowa, wycigajc z szafy bielizn lisk i przejrzyst jak woda. Pomg jej zmieni koszul, przez mgnienie widzia drobne piersi, nagie i bezbronne.
  - Co mi lekarz powie? Nic mnie nie boli, nie ma adnej wysypki. Trzeba poczeka. Choroba musi si ujawni.
  Mwili pgosem. Patrzya w drzwi otwarte ku morzu.
  - Taki pikny dzie. Id popywa przed niadaniem.
  Przymkna powieki, miaa wyraz zmczonego dziecka, razio j wiato sonecznego dnia. Wyja z kta ust termometr i sprbowaa go natychmiast strzsn, jednak zdoa odczyta: 39,2. Staraa si umiechn, e to nic, bez znaczenia.
  - Wyjd - przymilnie namawiaa - za par minut wrcisz.
  - Jeste saba, pomog ci.
  - Do azienki sama dojd. - Opucia wskie stopy, wstaa oparta o ko. Smagy zarys ciaa przewieca przez leciutk tkanin, gbokie wycicie obnaao ramiona wyzocone upaem. Musz tak zapamita, zdan na mnie, uleg, bezbronn. Podtrzyma j, przyja to z ulg, daa si prowadzi.
  - Zostaw - wyszeptaa.
  Caowa jej skro, chcc doda odwagi, zapewni, e z ni jest.
  Rozebra si pospiesznie, rzucajc spodnie na krzeso. Zgasi zbdn ju lamp. Kiedy zszed na chodnawy piasek, wstrzsn nim dreszcz, powietrze miao w sobie co z wody, witowe zamcenie, rozproszon wietlisto i zib. Bieg oddychajc gboko zapachem morza, radujc si sprawnoci mini, posuszestwem ciaa. Przy ostatnim domku zatrzyma si, a go zdziwio, e lancet nie lea na stopniu, tam, gdzie go zostawi. ladw stp nie dostrzeg, zatar je wiatr poranny.
  Przyklkn badajc, czy nie spad w piasek. Pomidzy palami wspierajcymi podog, wyszlifowanymi smaganiem wiatru, przytai si brunatny szczur i przyglda si bez lku lepkami w tych obwdkach.
  Ruszy biegiem, bryzgajc w wod agodnie poprzechylan niewidoczn fal, rozstpowaa si oporna, senna jeszcze, stado mew spywao, jakby od niechcenia porzucajc bezludny brzeg.
  Tu przed oczami widzia na gadzinie wody drobne pyy naniesione z ldu, lekkie kruszynki sadzy z holownikw; obok zamajaczy fioletowym abaurem kolisty ksztat wielkiej meduzy, ktra nieuchronnie zbliaa si ku play, ciemnawej smugi pasku, na ktrej j soce zabije.
  Ci wod brunatnymi ramionami, nie pyn, ale si pawi, tarza, zapada w gb i bi rkoma wynurzajc si po pas jak ptak, ktry si zrywa do lotu. Rado z nowego dnia, z mioci do kobiety, spenianej i wikszej nad podanie, uskrzydlajcej. Czuo i ogromna wdziczno, e ona chce z nim by, dzieli ten dzie. W dali jak dzieci miay si gosy mew unoszonych powoln fal i statek w porcie pohukiwa basem.
  Wezwany lekarz w starannie zaplisowanym turbanie, mimo suchawek zawieszonych na szyi, azi po plecach Margit kosmatym uchem, przywiera policzkiem, a ona gia si pod ciarem jego wielkiej gowy. Poniewa gorczka nie spadaa - a by ju trzeci dzie - przypuszcza, e to rodzaj paratyfusu, dosy na wybrzeu pospolitego, ale organizm memsab z nim si wkrtce upora. Chcc zaznaczy, e uznaje modne lekarstwa, zaproponowa penicylin, bo wanie otrzyma wie, jednak Margit wzruszya tylko ramionami. Osaba, wosy straciy miedziany poysk. Prbowaa je rozczesywa, ale jej rce omdleway, siadaa jakby wyjedzona gorczk, spocona, z oczami byszczcymi niezdrowym ogniem.
  - Okropnie zbrzydam - skarya si odkadajc lusterko. - Chyba kochasz naprawd, jeli moesz na mnie patrze bez wstrtu.
  Tkwi w trzcinowym fotelu i czyta na gos zabawn nowel z grubego numeru "Indian Illustrated Weekly" w nieznanym poczuciu spokoju i wewntrznego adu, wydawao mu si, e s od dawna maestwem, a wic, to co ich czy, zostao uznane przez otoczenie, porczone i wsparte dowiadczeniem. Spojrza na ni ukradkiem, zbrzyda - ale przecie kocham j nie tylko za urod i wdzik. Darzy mnie spokojem. Rozumiemy si i ufamy sobie.
  - Sab - stan we drzwiach werandy Daniel w biaym pciennym ubraniu, przy ktrym twarz i rce staway si jeszcze ciemniejsze. - Sab, przyjecha ten bogaty brat.
  - Tylko nie rb gupstw - prosia.
  - Porozmawiam z nim na werandzie, drzwi otwarte, wszystko usyszysz, moesz mnie w kadej chwili odwoa.
  W socu przed domkiem sta mczyzna ubrany po europejsku, w biaej koszuli i krawacie, twarz mia oliwkow, oczy patrzce czujnie spod gstych brwi, w rku trzyma lekki somkowy kapelusz.
  - Czy nie przeszkadzam? Ja tylko na chwil. Ju widziaem si z bratem, opowiedzia mi wszystko, musiaem przyj podzikowa.
  - Prosz, niech pan siada.
  Skoni si, ucisn mocno do Istvana. Wszed lekko po stopniach i siad z kocim wdzikiem.
  Daniel nis tac z coca-col, ld w szerokim termosie, przecite na p cytryny i metalowy wyciskacz podobny do dziadka do orzechw.
  - Napije si pan whisky?
  - Z przyjemnoci. Przepraszam, ale kto tam jest? - wskaza na drzwi pokoju.
  - Moja... - zawaha si, jakby zeznawa w ledztwie - ona. Niestety chora.
  - Ach, wiem... Lekarka. Pytaem, bo rozmawiamy o sprawach poufnych. Nie lubi, kiedy jest za wiele uszu. Na szczcie wida dokoa.
  - Chyba, e kto jest pod nami.
  - Nikogo nie ma, sprawdzaem - umiechn si zadowolony, e o tym zawczasu pomyla. - Chciaem prosi, eby pan tamt spraw zostawi mnie.
  - Zawiadomi pan policj?
  - Nie. Mister Terey, nie trzeba zapomina, e jest pan z czerwonej ambasady, ja za z partii kongresowej. Tu w Kerali rzdz na razie komunici, koalicja wsparta gosami "dzikich posw" czy, jak pan woli, "niezalenych". Komunici maj pewn popularno, bo chc rozsdnych reform. Ale to by znaczyo, e kto musi odda, straci, eby inni zyskali. A ci, co maj, wcale si do rozdawania nie kwapi. Ten rzd si nie utrzyma, Delhi go zdejmie. Jeliby teraz wysza na jaw sprawa przemytu na Cejlon, bdzie tylko kart w grze, przynajmniej tak j opozycja potraktuje. Powiedz, e komunistom zaley na oburzeniu wyborcw, nie na sprawiedliwoci. Ci potopieni zbiegowie z Pakistanu, z innego pastwa, s ludmi znikd.
  - Czy mam rozumie, e pan jest przeciw komunistom, a jednak nie rezygnuje pan z dochodzenia sprawiedliwoci? - potrzsn szklank Terey, soce oparo mu si o bose stopy w sandaach, asio jak kot.
  - Susznie pan to uj. Jeeli pan zoy zeznania, a mj brat ich nie potwierdzi, pan przecie nie zna malajalan...
  - Ale Daniel...
  - Paski sucy tumaczy klasyczny poemat. Prawda, mj chopcze? - zwrci si do Daniela kucajcego w cieniu pod domem, zapatrzonego tsknie w pofadowany przestwr morza.
  - Tak, sab.
  - Kiedy si ma pienidze, duo mona zaatwi. Jestem tutaj dob i wiem prawie wszystko. Nawet gdyby ich aresztowano, wymkn si ostatecznej karze. Niech pan ma do mnie troch zaufania.
  - Kiedy mnie nie wolno milcze - powiedzia twardo.
  - Milcza pan ju trzy dni, ja wiem, pan czeka na mnie. Znajd si inne jeszcze usprawiedliwienia. Nie o wszystkim, co si wie, trzeba zaraz bbni kademu. Milczenie nie jest kamstwem, tylko rozwag. Jak pan zoy zeznanie, potraktuj je jako element gry politycznej, pan jest od komunistw. Prosz mi zaufa, ja to zaatwi.
  - Jak mam gwarancj, e dzisiaj w nocy nie zaaduj nowego transportu zbiegw, by ich zostawi rekinom na poarcie?
  - adnej, prcz mego sowa.
  - Ja nawet nie wiem, jak si pan nazywa.
  - A po co to panu? - ciemne oczy wpatryway si surowo, wargi pod przystrzyonym wsem zwziy si w niedobrym umiechu. - Oni chcieli zabi mego brata. Ocala, bo jest sadhu, piewak bogw. To bogowie pozwolili zobaczy lepemu prawd, pan jest tylko jednym ogniwem, pan go przyj, nakarmi, zaprowadzi do kryjwki. I mnie wezwa. Reszta do mnie naley. ycie mego brata jest wicej warte ni barka, pena ebrakw. Teraz ja przyleciaem, ja jestem inny. On ma wiksze bogactwa, dla mnie niedostpne, ale ja mam dosy rupii, eby znale rce, ktre pomog sprawiedliwoci. Wierzy mi pan?
  Nachylony wpatrywa si w twarz Tereya, na palcach obu rk grube, zote piercienie z rubinami.
  - Tak, wierz. Musz.
  - Ile panu zapaci za pomoc? Niech si pan nie krpuje. Mam dosy, a cokolwiek pan zrobi dla mego szalonego, witego brata, nie ma dla mnie ceny.
  Terey zobaczy, e sucy podnis gow, wpatruje si z napiciem, mlasn lepkimi wargami, jakby chcia krzycze.
  - Nic. Naprawd nic dla niego nie zrobiem.
  - Przepraszam - szepta - e powiedziaem przy nich - wskaza na Daniela i otwarte drzwi sypialni. - Tu jest notes, niech pan napisze. Pan jest z dyplomacji, boi si pan jakich kopotw, przysigam, nikt nie bdzie wiedzia.
  - Nie. Ja bym tak przyj kadego, kto szuka pomocy.
  W ciszy aliy si mewy i stado siwych wron wrzeszczao, apic dziobami zmtnia soczewk meduzy, szklcej si w socu.
  - Jeeli nie pienidze, to czym si mog odwdziczy?
  I wtedy rozlego si ciche woanie, jakby przysza jej naga myl, jest jednak sposb.
  - Istvan, chod tu na chwil.
  Zerwa si mao nie rozdeptawszy kapelusza, ktry wiatr niepostrzeenie strci z parapetu.
  - Co chciaa, kochanie?
  Siedziaa z gow lekko przechylon jak nasuchujcy ptak, wosy miaa zebrane grzebykami za uszy, przylepione ciasno, niebieskie oczy promieniay odkryciem. Kiwaa, eby si na chyli.
  - Powiedz mu, niech wemie brata do dobrego okulisty, ja mu dam adres. Katarakt mona operowa. Wrci mu wzrok.
  Pocaowa j w czoo, teraz nieco chodniejsze. Powtrzy propozycj Margit. Hindus pali papierosa, cienie mew latajcych ku mietnikom za hotelem, oswojonych jak gobie, przemykay mu po kolanach i twarzy zanurzonej w blask.
  - Mwilimy o tym nie raz, przecie nie jestem wioskowym chopem, ktremu wiat przysaniaj bawole zady. Nie, drogi panie, ani brat, ani ja si na to nie zgadzamy. Czy pan jest pewny, e to, co mgbym mu ofiarowa, jest lepsze od tego, co tworzy? A e jest pikne i wielkie, wiem, nieraz czuem zy, suchajc jego pieni. To jest poeta. I cae Indie s jego. I to wszystko, co nas zachwyca, razem z nim przepadnie. Jego pie jest jak ga kwitnca.
  - Niech pan spisze i wyda.
  - Prbowaem, odpadnie dwik i gest, osypie si to, co niepowtarzalne, jak patki z rozkwitej gazi.
  - Zostaje magnetofon, tama utrwali wiernie.
  - A gdzie pan znajdzie wiato owej godziny, ar bijcy z glinianych cian, py mikki jak dywan i krzyk spragnionego jastrzbia, twarze zasuchanych chopw, ktrzy porzucili swoje niesyte ciaa, uprowadzi ich, wmiesza w losy walczcych bogw... Nie, to nie jest mj brat -powiedzia z oddaniem - was nic nie obchodzi, wasza dobro jest bezmylna. Dla was jeszcze jeden lepy, a przecie to wy jestecie kalekami, syszycie jego pieni, a nie rozumiecie, bo nie znacie mowy malajalan - wybuchn drapic rkami powietrze. - Ja chodziem do misyjnej szkoy. Wiem, kim by Homer... Chc, by pan zrozumia. Czy omieliby si pan proponowa Homerowi, e mu sprbuje przywrci wzrok? Czy pan rozumie aosn mieszno tego pomysu? Co mu pan moe da wicej nad to, co ju posiada, co z wasnego wntrza dobywa?
  Brat musia by jego mioci i dum. Istvanowi wydao si, e Hindus mgby jak tygrysica w obronie maego rozszarpa, gdyby posdzi, e bratu grozi krzywda. Oni s szaleni. Z nimi nie mona si porozumie. Maj nad nami przewag, nie spiesz si, wierz, e bd yli niezliczon ilo razy, porwani w wiry przemian.
  - Wic pan nic nie chce - w gosie zabrzmiaa uraza - a ja nie lubi by dunikiem.
  - Niech pan wesprze misj. Tam go ukrywali.
  - To nie s nasi przyjaciele. Ucz, e tylko raz yjemy, szczepi obcy nam popiech. Nie mog da ani paysa na misj.
  Schyli si po kapelusz, ale Daniel stojc w dole na piasku ju go podawa.
  - Raz jeszcze, dziki - schwyci do Tereya drapienie, cisn do blu. Musia uprawia yog - pomyla - silny, a wyglda tak niepozornie.
  Hindus skin na sucego, ktry skwapliwie pobieg za nim, kornie sucha rozkazw. Czarna, kdzierzawa gowa chylia si w gorliwym potakiwaniu, jak u ptaka dziobicego ziarno.
  Morze z poprzechylanych zwierciade bio srebrnym ogniem. Od play wracay obie Angielki pod parasolkami, jasnymi jak na obrazach Renoira, towarzyszy im mody chopak spalony na brz, wymachiwa kolorowymi kostiumami, wykrca z nich tczowe iskry.
  - Nieszczliwy pomys - przepraszaa Margit pokornym umiechem, wycigajc rce - my si tych Indii nigdy nie nauczymy.
  Usiad przy niej. Podj tygodnik nagrzany od soca, pachncy farb drukarsk, jednak nie czyta. Chon dziewczyn spalon od gorczki, z pociemniaymi powiekami, zmit, biedn i upragnion.
  - Chod - szepna i przygarna jego gow do ramienia, uoya przy sobie jak dziecko. - Zosta tak chwil. Nie, nie cauj, jestem lepka, oprzyj si, chc si twoj obecnoci nacieszy. Ty nigdy tego godu nie zrozumiesz.
  - Rozumiem - mrukn i wydao mu si, e j naprawd rozumia. Dotyka rzsami jej nagiej szyi, z nabrzmiaymi zielonawymi ykami pod zot skr, dostrzega drobniutkie zmarszczki, a raczej ich dalek zapowied, tak to bdzie wyglda, kiedy przyjdzie na nie czas, jednak tylko lotny py i pot je zarysowa, py wysiany z przesypujcych si biaych wydm, w ciepym i porywistym wietrze, ktry koysa kokosowymi palmami, trzeszcza w liciach jak bliski poar.
  - Jest mi lepiej. Sprbuj jutro wsta. Istvan, nie myl o lepym piewaku, zostaw Hindusom, niech sami dochodz sprawiedliwoci.
  - To chciaa mi powiedzie?
  - Nie - zamilka na chwil, syszeli pogos przypywu, wrzaski sposzonych mew i ostrone zgrzytanie pazurkw wodnego szczura, ktry si wspina po supie podpierajcym podog. - Mylaam o naszym starym domu, o caej rodzinie, gdyby ich zna, od razu wiedziaby, dlaczego jestem taka... Dziadek trzyma pienidze w garci do koca, ojciec u niego praktykowa jako prokurent. Dziadek nie szczdzi mu upokorze, przy urzdnikach go beszta. Na gwiazdk zamiast podarkw dawa nam koperty z czekami... Podarek, ktry nie wymaga mylenia o nas. Musiaby wybada, o czym marzymy, jedzi po sklepach i kupowa, prociej wypeni czek. Pamitam Boe Narodzenie na jachcie, nocleg w zatoce, ogromnego wia pieczonego we wasnej skorupie, nadziewanego bananami. Pki ya mamusia, przestrzegalimy tradycji: uroczysty dinner, panowie w smokingach, ja w biaej dugiej sukni z koronkami, mylaam, e w takiej wezm lub... Ale ju mi przeszo, nie martw si - pogadzia go artobliwie pocieszajc. - Straszne, jak nam czas wyjada przeszo. Kiedy grzebaam w szafie i natrafiam na mamy chusteczk, zapach perfum tak mi j przywrci, e pakaam jak smarkula. Nasz kuzyn Donald...
  Spostrzeg, e ma zy na kocach rzs, ale ju si umiecha. Samym spojrzeniem zachca, by dalej opowiadaa.
  - Mwiam ci o starym zegarze w hallu.
  - Co ma ksztat kobiety wspartej pod bok i tarcz zamiast twarzy - szepn, wiedzia, e si ucieszya.
  - Tak. Donald dosta pistolet pneumatyczny i strzela do wahada. Dziadek go przyapa, strasznie si rozzoci. Nie dlatego, e to pamitkowy zegar, tylko e cel za duy, wielkoci spodka, i on nie trafia... Dziadek zabra pistolet, zaoy bolec i take chybi. "Z tego nie mona strzela, psujesz sobie oko" - krzykn i wyrzuci pistolet na ulic. Nim Donald zbieg po schodach, ju mu go obuziaki porwali. Ja ci opowiadam takie gupstwa, ale to by mj dom, ten prawdziwy, bo inne s tylko miejscami do nocowania. A do domu si wraca. Tam chciaabym urodzi naszego syna czy creczk. A najlepiej jedno i drugie. Zobaczysz, e go polubisz. Bdzie nasz. Ojciec woli bardziej nowoczesny, a ja ten stary. Zreszt ojciec myli teraz tylko o swoim nowym dziecku. Zepchnita w kt, drani, potyka si o mnie jak o przeszo. Nie umiem si cieszy tym maym braciszkiem. Chyba dlatego, e go nie widziaam. Zanadto przyzwyczaiam si, e jestem jedynaczk, a moe ty mi wszystko przysaniasz?
  Drasno go dotkliwie przypomnienie rozoystego domu bielonego wapnem z rozpuszczon niebiesk farbk. Prg wysoki i wyszczerbiony. Jake trudno byo mu przez niego przele. Lata cae rbano na nim drewka na podpak. Ostre drzazgi wbijay si w goy poladek. Widzi sie z zapachem suchej gliny, wyoon paskimi kamieniami. Ma w uszach przelewajcy si pisk mrowia tych, brunatno na grzbiecie prgowanych pisklt, ktre gnaj na szczknicie klamki kutej z elaza, podobnej do baraniego rogu. wiata niewiele, okna zastawione mirtem i donicami z balsamink. Na kach spitrzone poduchy, lekki zapach wieoci i wilgoci, bo pociel wynoszono w sad, eby wiatr j przewiewa i nagrzao soce. W takim ku si urodzi... I mgby zasypia na zawsze, wsuchany w spokojn pogwark ssiadw i renie koni, dalekie naszczekiwanie psw, skrzypienie studziennych urawi.
  Jednak w tym domu nie mgby ju y. W Budapeszcie, gdzie chopcy, Ilona... To byo tylko mieszkanie. Mgby je zmieni, bez alu przenie si na inn ulic. Choby do Budy, pod zamek. Jeli dom straci na znaczeniu, zamieni si w miejsce tymczasowego postoju, moe i kraj? Czy nie wystarczy, e jestem czowiekiem? Wolnym, bez korzeni.
  - Suchaj - zaniepokoia si Margit - posae yczenia do swoich?
  - Do chopcw? Dawno, dwa tygodnie temu...
  - Mylaam o kolegach z Delhi, o ambasadorze.
  Wzruszy ramionami.
  - Oni te o mnie zapomnieli.
  - Jednak ty powiniene pamita... Napisz karty noworoczne. Zawstydzisz ich - prosia.
  - Jeste dobra dziewczyna - podnis si, bo usysza stpanie po schodach werandy.
  - Sab - zawoa pgosem Daniel. - On mnie specjalnie wzi ze sob. Mam odda podarek. Oni ju wyjechali.
  - Powiedziaem, e nie chc adnych podarkw.
  - On by pewny, e pan przyjmie ten drobiazg - skrzywi twarz w blasku niskiego soca, podnosi w obu rkach gadk, zielon kul modego orzecha kokosowego. - Moe pani napije si wieego mleczka, bardzo zdrowe... Mam naci? - gotw by do usug i ju siga po n.
  Istvan oglda niezdecydowanie wielk, jak pika nona, zielon, pen gadkich lnie kul kokosa. Zna byo na niej kilka rys, lady odrbywania tasakiem. Podnis do ucha i potrzsn, we wntrzu zachlupotao.
  - Trzeba u nasady, gdzie jeszcze mikka skorupa, trzykrotnie wbi ostrze, wyj odcity kawaek jak trjktny korek - pokazywa sucy, wknista tkanka chrzcia pod zagbiajcym si ostrzem.
  Przynis wysok szklank i Terey przela zmcony, chodny pyn. Nagle z wntrza kokosu wysun si zoty acuszek zakoczony wisiorkiem w ksztacie listka podobnego do doni.
  - Margit - zawoa zdziwiony. - Jak to chytrze wpuszczone do rodka?
  - Niespodzianka, sab - zgina si Daniel klepic po udach z rozradowania. - On mdry, wiedzia, e kokos pan przyjmie. Wbilimy dwa noe i rozchylili misz. acuszek wlizn si jak do skarbonki, a orzech zwar prawie bez ladu. Sab, medalik z rk Buddy przynosi szczcie.
  - Pjdziesz i oddasz im zaraz - wyowi noem naszyjnik. Z blaszki ciekay krople.
  - Mwiem, e ich ju nie ma. A moe memsab naszyjnik si spodoba? - doradza mruc oczy z przyjaznym porozumieniem.
  - Chcesz go na pamitk? - trzyma acuch w kocach palcw, zota do o rysunku kwiatu lotosu byskaa czerwono zanurzona w smug soca.
  - Pikna robota - podtrzymywaa doni wosy, prbujc zapi na karku zameczek.
  - Dubi, poleruj, bo maj czas, ksztat uwicony od wiekw. Podoba ci si?
  Skina gow, przycigna Istvana ku sobie, caowaa w policzek.
  Przysiad na krawdzi ka, trzyma j opart o pier. Syszeli suche drapanie mioty z lici palmowych, ktr Daniel wymiata werand, gniewny brzk much pijanych kroplami lepkiej coca-coli i lament jednej uwizionej we wntrzu pustej butelki, wibrujcy krzyk owadziego przeraenia. Morze jakby utrudzone posapywao sennie. Trzyma dziewczyn mocno, pod ustami mia jej rdzawe, spltane wosy, na ktrych przewiecay blaski zachodu. Mucha graa wysok wibrujc nut.
  Margit te j musiaa usysze, bo szepna:
  - Id, wypu j. Albo zabij.
  Nie spieszy si, oddycha spokojem.
  - I przynie mleczko kokosowe.
  Wsta niechtnie, przewrci butelk na tacy szyjk ku zachodzcemu socu i mucha znalaza drog do wyjcia. Rozpaczliwe bzykanie ustao. Niosc szklank prbowa ukradkiem sonawego, rzewego pynu. Margit pia duymi haustami. Widzia drgnienia napitej szyi.
  - Smakiem przypomina zy - szepna.
  Dosign go przejrzysty bkit jej oczu, mao nie jcza.

  Jeszcze przez trzy dni nie pozwala jej lee na play. Mimo powiewu od morza, ktry agodzi upa, niewidoczne soce odbierao siy. Sam te rzuca si w fale na krtko, wypywa niedaleko, wiedzc, e go ledzi pena niepokoju, na wp ukryta w cieniu, wsparszy gow o nagrzan cian werandy.
  Bieg ku domkowi w suchych tchnieniach aru bijcego od biaego piasku. Przynosi jej muszl row, wielk jak dwie donie, skorup kraba lub zielony okruch szka z butelki, wyszlifowany fal z szorstkoci, matowy, jakby ju oskrobany ze ladw cywilizacji i mechanicznej produkcji, szklany kamyk, przez ktry wiat inaczej zupenie wyglda. Skorupa kraba, najeona po brzegach kolcami, suya im za popielniczk, muszla leaa na parapecie okiennym, szkieko jak zakadka tono w ksice czytanej opornie.
  Zdobyte skarby niepostrzeenie Daniel wymiata, usuwa z pola widzenia i zapominali o nich jak dzieci, ktre porzucaj opatk i wiaderko, odwoane do innej zabawy.
  W sylwestra nazjedao si aut, od zmierzchu midzy domkami biegali tdzy mczyni w bazeskich czapeczkach, z balonikiem przyczepionym z tyu do spodni, trbic piskliw nut na papierowych rokach. Starsze panie o farbowanych wosach osypanych pozotk podsuway obnaone ramiona modym chopcom, unosiy skraj dugich sukien, jakby w brd przechodziy potok, wloky kochankw, chichoczc i podrygujc jak mae dziewczynki. Sala restauracyjna buchaa tymi wiatami, rytmem pospiesznym, dranicym i gwarem gonych rozmw. W krzewach cykady prboway przekrzycze muzyk, pieniy si brzkiem.
  Noc siedzia na werandzie z Margit, nie cigno ich w tum wrzeszczcy na przekr muzyce. Gdy dostrzegli w biaawym odblasku morza wdrujce pary, sylwetki wczepione w siebie jak w miertelnym zmaganiu, umiechali si porozumiewawczo. Istvan znajdowa do Margit, gadzi lekko, nasycony spokojem. Siedzieli do pna, wpatrujc si w wiateka przepywajcych statkw, tak odlege e mieszay si z ogromnymi gwiazdami, rozmawiali niespiesznie, dugie chwile ciszy odmierzao pulsowanie wd. Dopiero komary zwabione ogniami restauracji zapdzay ich pod moskitier.
  Ale nastpnego ranka byo po dawnemu pusto i cicho. Gocie zaadowali si niepostrzeenie do aut i wymykali ku miastu, jakby zawstydzeni nocnymi wybrykami. Na brzegu zostay pootwierane domki, dudniy uderzenia trzcin po wywleczonych materacach, z opustoszaych wntrz niosy si piewne zawodzenia suby, przywracajcej ad.
  Zrczny jak cyrkowiec Daniel przynis na gowi tac ze niadaniem. Margit sadowia si na leaku opierajc bose nogi na porczy werandy. Sukienka kretonowa w geometryczne zielone i fioletowe ryby, rozpita od gry do dou, odsaniaa jej ciao jakby z czerwonawego zota zanurzone w ar soneczny. Kostium kpielowy barwy turkusa opina je ciasno.
  Rozmawiali o przyszoci, tej, w jak chcia uwierzy.
  - Bdziesz pisa o swoich Wgrach, nikt ci tego nie zabroni. Zapominasz, e nie musisz mnie utrzymywa - tumaczya jak upartemu dziecku. - Nareszcie moesz by sob, nie ogldajc si na aw przysigych, ktra uwaa si za uprawnion do wyrokowania, jak i co powiniene pisa.
  - Mwia, e Wgry zabieram ze sob - rozwaa pgosem. - To prawda. Ucity film... Wstecz mog oglda wszystko, komentowa przywoane obrazy, wzrusza si, e tam byem, uczestniczyem w wydarzeniach. A po dat wyjazdu. A potem zaczn gromadzi, wyawia z gazet drobne komunikaty, notatki, lady wydarze, by mie wyobraenie o tym, co w kraju si dzieje, reszt bd domysy. A jeli przewidywania zawiod i moi Wgrzy oka si inni, ni ich sobie wymarzyem, nie potrafi ich postpowania zrozumie i moe zaczn ich nienawidzi lub gardzi nimi?
  W miar jak soce na dobre sadowio si na jej kolanach grzejc nieznonie, zsuwaa ramiczka, na wp odsonia drobne piersi, zagbienie midzy nimi iskrzyo si kropelkami potu.
  Nawet wosy podgarna i przerzucia nad oparciem leaka, bo przeszkadzay, lepic si do karku. Zostaa chwil w tym gecie z rkami ponad gow, oddychaa gboko z na wp przymknitymi powiekami.
  - Niewielu z uciekajcych zdaje sobie spraw, e przestaje dzieli los narodu, odrywa si od wsplnoty. Nawet jelibym lepiej z oddalenia widzia, co moe Wgrom zagraa, i swobodniej mg przemawia, zostaje jedno wielkie niedopowiedziane zastrzeenie: "Ale ty z nami nie bdziesz dzieli przyszoci, nie nadstawisz grzbietu, ty ju wysiad, powiedziae swoje - nie - no i do, moemy nawet rozumie tak decyzj, ale przynajmniej oszczd nam poucze". Mimo sentymentw przywiza, okazywanych od wita, z kadym rokiem coraz bardziej stawabym si obcy. I to jest prawda. Wszystko, co napisz tam o Wgrach, bdzie pisaniem o przeszoci...
  Uja jego rk, pooya sobie na sercu, gaszczc.
  - A czy musisz j wlec za sob? Znajdziesz sto tematw, inny kraj, nowi ludzie... Bdziesz mg odkry na nowo Australi nawet nam, Australijczykom, bo bdziesz oglda po raz pierwszy innymi oczami. Jeste zatruty polityk. Czy musisz by psem przy pdzonym w stadzie, zabiega drog, obszczekiwa, nawraca?
  Odebra jej swoj rk.
  - Wiesz, czyim psem mog by nie tracc godnoci.
  - Moim? - szepna gadzc mu wosy.
  - Nie, i nie twoim.
  - Strasznie trudno si z tob porozumie. Robisz si nudny. Zawsze moesz pisa o sobie, przecie mwicie: czowiek jest jak wszechwiat. Artycie nigdy si nie sprzykrzy opowiada o sobie. Id, popywaj, ostud gow, mj ty wielki pisarzu na piciolatk, samobjco. No, co tak na mnie patrzysz? Przecie wstydzisz si nawet przed samym sob przyzna, e zabijasz wasny talent. Wierzysz, e spynie anio i pochwyci ci za rk jak Abrahama, gdy godzi we wasnego syna. Ale wy, katolicy, nie lubicie zaglda do Biblii - drwia okrutnie. - A moe troch liczysz na mnie? Ja wezm na swoje sumienie, uwolni z wizw i uprowadz dostatecznie daleko, eby mg si rozgrzeszy. Ja, syszysz, ja - uderzya doni, a klasno - chcesz, ebym si staa gosem przeznaczenia, to nim bd. I, przysigam ci, ocal w tobie poet. - Wargi stay grymasem blu i gniewnej niecierpliwoci. - Tylko nie ka mi si za dugo prosi, bo to upokarza.. A teraz id.
  Zwina si, podoya pod czoo zgit rk, wydao mu si, e pacze. Sta nad ni chwil, gotw przyklkn i obj, szepczc sowa pocieszenia, jednak roso poczucie zniewagi, drewnia uraony. Zszed na pla. Zsun paszcz kpielowy, soce dotykao jego ramion jak trener badajcy minie zawodnika, nagle zacz biec, rzuci si w wod i crawlem pru stumetrwk. Nie oglda si, czu potrzeb zmagania, nawet ryzyka. Kiedy wyrwna oddech i popyn abk, powierzchnia nachylonych fal byszczaa jak z miki, kua w oczy. Woda koloru farbki gorycz osiadaa na wargach. Pyn uparcie, oddala si od brzegu, cho wiedzia, e Margit ju wysuna si z cienia i przechylona nad porcz wypatruje jego gowy, ktra raz po raz niknie w zaklniciach niebieskich skib. Przyzywa go gestami uniesionej rki, eby zawraca. Wanie dlatego si nie oglda. Pamita, e przyjdzie mu stoczy uporczyw walk, by dotrze do play. Prd spycha niepostrzeenie, Istvan, wynoszony z fali na fal, jakby nie pian apa doni, ale grzyw pawicego si konia.
  Nagle co mu powiedziao - do. Opuci nogi w gbin, koysao jak spawikiem wdki. Obejrza si. Brzeg uciek daleko. Weranda bya pusta. Przeliczy domki. Nie myli si, Margit odesza, wcale za nim nie patrzya. Pozwalajc si znosi spokojnie, skosem spywa wzdu play. Godzin pniej wyszed na brzeg potykajc si, run na gorcy piasek, dysza z otwartymi ustami, w ktrych brako liny.
  Nie ustaliem daty wyjazdu, wic myli, e nie do mocno j kocham. Smaga jak konia, ebym wzi przeszkod. Biedna, czemu si drczy, mao ma dowodw?
  Niebo jak z cynkowej blachy, nie zabieli si lotny obok ani skrzyda mewy.
  Wraca powoli skrajem wody. Chlunicia fal zabiegay przejcie, przydeptane osiaday pian na stopach. Wypatrywa muszli albo gazki ukruszonego korala, eby j zanie na przebaganie.
  W palmowy gaj wjeday pierwsze takswki, wysypyway si cae rodziny hinduskie, matki i dzieci, po sze, osiem osb, a dziwnie mu byo, e taka gromada wepchaa si do ciasnego wntrza. Kobiety w dugich sari pod stra swoich mczyzn, osonite parasolkami, brodziy w wodzie, z piskiem uskakiway, gdy szo ciepe chlunicie zdradliwej fali. Braminki z zamonych rodzin bay si soca, chroniy jasn skr przed opalenizn, ktra by je upodobnia do pogardzanych plemion drawidyjskich.
  Trzy dziewczyny omotane w rowe tiule weszy po pas do wody, kucay plaszczc domi o powierzchni, bryzgajc iskrami kpay si jak stare wgierskie chopki, w koszulach spitych w kroku agrafk. Sta chwil, gotw skoczy z pomoc, wiedzia, e nie potrafi pywa, ale one wyszy z wody, ktra cigna, ssaa ich przejrzyste suknie. Namoky tiul lepi si do patykowatych ud. Mczyzna w bkitnej koszuli wyrzucanej na wziutkie spodnie pali papierosa i nie czuwa nad kpicymi si, tylko zaglda wrogo w twarz Tereyowi, jakby go odpycha. Wzruszy ramionami i pobieg mokrym pasem play. Zwa wyrzuconych rolin pachnia ryb i jodem, jak cekiny wieciy na zaschych porostach zdrapane uski.
  Znalaz wreszcie rosochat gazk koralu, bia jak z soli, odtajao w nim, po dziecinnemu cieszy si, e j podaruje Margit.
  Pod przechylonym pniem palmy siedzia stary Hindus i gra na piszczace wieczorne pozdrowienie morzu i zachodzcemu socu.
  Min go z daleka, nawet dugi cie nie musn stp skulonego starca. Pamita, e i cie niewiernego moe plami, obraa, czyni niegodnym zespolenia z bstwem.
  Pokj wyda mu si pusty. Margit leaa milczca za opuszczon moskitier. Rozchyli siatki i od razu napotka oczy natarczywe, niespokojnie pytajce.
  - Przepraszam - wycigna rk. - Byam nieznona.
  Uj jej do, odwrci i pooy gazk koralu, rowiaa w niskim blasku, z otwartych drzwi buchao amarantem.
  - le si czujesz?
  - Nie. Tylko nie miaam siy patrze, jak pyniesz w morze. Gdyby mnie kocha... Wiem, e robie mi na zo. Cho uciekam z werandy, cay czas ciebie widziaam, tu, na moskitierze.
  - Nie sdziem, e masz tak wyobrani.
  - Wyobrani - westchna - mam po prostu serce. Nie chc ci utraci. Nie chc, Istvan.
  - Czego si boisz? Jaka ty jeste niecierpliwa.
  - Mona i tak to nazwa - szeptaa wodzc palcami po grudkowatych narolach gazki koralowej - ale ju teraz bd spokojna, nie sprawi ci wicej kopotu, przysigam sobie.
  Poczu nagle zazdro o ten kawaek koralu, ktry piecia kocami palcw. Zna tkliwe stulenie warg, zgodniae zaklnicie policzkw. Na niebie czerwony sok wieczoru, sysza szum morza o roztopionej miedzi, judzce krzyki mew, ktre sadowiy si do snu.
  - Przecie jestem z tob - caowa j, otwiera wargi, ktre do niego chciwie przywary, odnajdywa gorzkawy od nikotyny smak jzyka.
  Wtulia si nie wypuszczajc z doni kolczastej gazki koralu, ktra kua w rami.
  Nag piersi przygnit j, dawi. Nie zwaali na drzwi otwarte, przez ktre widzia fioletowy piasek i czerwone, na wp zakrzepe wody zatoki, leniwie koyszce mae jak pomaracza soce. Bra j z gniewn niecierpliwoci, si si wdziera. Jeszcze prbowaa si opiera, a ju wbrew sobie wybiegaa naprzeciw.
  Kiedy odrzucia gow i jczaa piewnie, dwigna go fala ogromnej rozkoszy, doby z niej ten gos jakby napinajc strun do ostatka, a po granic, ktra grozi pknieciem, wielkim milczeniem.
  Spoczywali znueni, gadzi jej piersi, kocem jzyka prbowa smaku ramienia tak sonawego, jakby wysza z morza.
  - Mylisz, e wystarczy pogaska mnie, ucaowa, pieci i zapomn o wszystkich niepokojach - szeptaa z sennym rozaleniem. - I nie mylisz si. Zapominam, ale tylko na chwil, kiedy jestem ciebie pena, kiedy ci chon. A pniej tamten niepokj powraca tym ostrzej, e wiem, co mog straci. Istvan, Istvan, chciaabym przy tobie usypia, nawet choby to mia by sen ostatni, bez przebudzenia.
  Uciszony gadzi j z uczuciem ogromnej pustki, ani jednego sowa nie znajdowa na pocieszenie, ktre nie zabrzmiaoby faszywie. Osaczaa go rozpacz.
  Soce do poowy zapado w morzu, roztapiao si podpalajc horyzont.
  Przytuleni, odchyliwszy brzegi moskitiery zrowione odblaskiem, ledzili ostatni rbek, zanurzy si i od razu nasta wczesny wieczr. renice mieli pene tczowych cekinw, rozpoznawali si w nagym mroku lekkimi dotkniciami jak niewidomi.
  - Dobrze mi z tob - podoya mu rami pod kark, koysaa lekko - bardzo dobrze.
  Wej w ttno jego krwi, umocni si w jego pamici. Musz by dla niego bardzo czua. Jelibym kiedykolwiek miaa go utraci, zostan w nim. Bdzie wiedzia, e go kochaam. Mona mie on, bra kobiety i nie zetkn si z mioci, nie zazna tego ogromnego poczucia oddania, zjednoczenia. Przecie i ja budziam si obok innych mczyzn - mylaa z niepokojc jasnoci - i byo mi z nimi dobrze, a aden nie da tego, co on. Jeeliby siga po inn kobiet, bdzie musia do mnie si odwoa, ze mn j porwna, pamita, pamita. Jednak nie powiedziaa ani sowa, lkajc si, e go urazi, e j le pojmie, czua bezradno i tylko asia si, ocieraa policzkiem o jego pier. A on przywoany, obudzony z zamylenia, caowa jej oczy, jakby dopiero w tej chwili wrcia z dalekiej wdrwki, jakby j odnalaz stskniony po bardzo dugiej nieobecnoci.
  - Sab. Sab - klaska Daniel stojc przy stopniach werandy. - Przyszed czarpasi z poczty.
  Skd on wie, e nie powinien wchodzi - pomyla z uznaniem Terey - intuicja czy delikatno? A moe tylko dobra angielska tresura.
  Uwolni si z jej ramion, ktre powoli opady, spoczyway jak zdarte pncze pozbawione nie tylko podpory, ale sensu istnienia.
  Szuka monet w spodniach wiszcych w szafie, narzuci szlafrok i boso wyszed na werand.
  - Daj tu.
  Chopiec wszed po schodkach i ukoniwszy si gboko pooy depesz na porczy. Z kasty najniszej, wierzy, e nawet Europejczyka moe pokala jego dotknicie - pomyla Istvan.
  Otworzy szorstki druczek i odwracajc si plecami do umierajcego nieba przeczyta z trudem: "Istvan Terey. Coshin. Hotel Florida. Przyjazd do Delhi konieczny stop wana sprawa osobista stop Ferenz".
  Wrci do Margit, zapali ma lampk i poda depesz. Czyta przez rami, rozwaa, co mogo si wydarzy.
  - Pojedziesz? - zapytaa, jakby oczekujc, e zaprzeczy.
  - Musz. Jeszcze jestem urzdnikiem ambasady.
  - Jeste ze mn, na samym kracu Indii, mgby teraz powiedzie: zostan, pojad za dwa tygodnie, eby zlikwidowa swoje sprawy. Powiedzie im: egnam, oczywicie, jeli na t uprzejmo zasuguj.
  - Zapominasz, e to tylko urlop, wypada mi wrci.
  - Mam tu na ciebie czeka?
  Milcza, opuci gow.
  - I jak dugo kaesz mi si samej mczy? - dodaa szeptem. - A moe wolaby, ebym pojechaa z tob?
  - Tak - oywi si - jasne, jedziemy razem.
  - Mam ci odprowadzi do koca - uderzy go obcy, niechtny gos.
  - O co ci chodzi?
  - A jeeli chc ci odesa na Wgry?
  Niepokj ci mu twarz jak lodem.
  - Nie. Oni by mi z radoci to oznajmili - zaciska usta. - Nie aowaliby przyjacielskiego kopniaka.
  - Na wszelki wypadek zadzwo. daj wyjanie.
  Ubra si pospiesznie. Nim wyprowadzi wz, ju staa przy nim opanowana, gotowa suy pomoc i rad.
  Kiedy wydostali si na asfaltow szos, przyhamowa gwatownie, z gaju palmowego wypad dugi, czarny samochd, kierowca spostrzegszy niebezpieczestwo zwolni troch za pno, w ostrym wietle reflektorw, ktre wlao si do wntrza tamtego wozu, dojrzeli starego Hindusa, sadhu grywajcego morzu na piszczace, twarz kosmata ze zmruonymi oczami przypominaa grymasem rozwcieczonego kota, i ju auto pomkno, jedynie czerwone wiateka rozjarzay si i gasy.
  - Poznaa go? Chopskie dhoti wyglda jak przebranie. A ja nie wierzyem Danielowi.
  - Jed - splota donie. - Na poczcie ka nam czeka.
  Wielkie my zapalay si w strudze wiata, chrzszcze uderzay twardo o mask jak kasztany wystrzelone z proc. Na szybie zostaway bryzgnicia.
  Miasto witao ich z daleka dymami, swdem spalonego oleju i odorem kisncych rynsztokw, zagciy si wiata w sklepikach, zanim wjechali midzy murowane domy.
  Niski budynek poczty sta mroczny i pusty, tylko jedno okienko wiecio matow szyb. Zastuka raz i drugi, kto zapyta gardowo, jednak nie ruszy usuy.
  Nagle gwatownie unis si ten lepy ekran i wyjrzaa wsata twarz urzdnika.
  - O, bardzo przepraszam - przywdzia odwitny umiech - nie wiedziaem...
  Poda formularz do wypenienia: kto, do jakiego stanu i miasta, ile minut.
  - Delhi - przeczyta krcc gow - daleko. Trzeba bdzie poczeka.
  Usiedli w dusznym wntrzu na wytuszczonej awie. Rozmawiali szeptem.A tamten opuci okienko i zdawao si, e powrci do drzemki, kiedy niespodziewanie zadwicza telefon.
  - Sab wejdzie do kabiny, czy bdzie mwi z mojego aparatu, bo lepszy. Tam, jak te dzikusy gadaj, musz co robi z apami i skubi sznur, jak dhoti, dubi w suchawce jak w uchu... W kabinie przerywa.
  Wlepi oczy, ciekaw rozmowy ze stolic. Mimo zapewnie urzdnika, e to dobry aparat, ledwie potrafi wyowi znieksztacony gos.
  - Halo! Halo! - wykrzykiwa. - Tu Istvan. Istvan Terey. Syszysz mnie? Co si stao? Po co mam jecha do Delhi? Co wanego?
  Wreszcie poprzez szum i trzaski porozumieli si i Ferenz odgad z kim rozmawia.
  Margit znieruchomiaa na awce, zacisna donie i wspara si na nich brod. Suchaa z napiciem, prbujc z wykrzyczanych sw domyli si odpowiedzi tamtego dalekiego gosu, ktry mg by wyrokiem.
  - Nie rozumiem. Jutro ruszam. W czwartek bd u was. Ale czego Stary chce ode mnie?
  Urzdnik mia tak min, jakby wyciska sok z cytryny, tak bardzo pragn, eby sowa nie uciekay, eby dotary do suchawki na kocu drutu.
  - Ale powiedz cho, czy to dobra czy za wiadomo? Pozdrw Judyt. Bd na pewno w czwartek.
  Trzyma jeszcze suchawk, jakby si udzc, e najwaniejsze dopiero teraz usyszy, e Ferenz si rozmyli i wyrbie ca prawd. A moe rozwieje podejrzenie, wybuchajc miechem?
  Wtedy napotka udrczone spojrzenie dziewczyny i zapomnia o przyczajonej gowie Hindusa. Pooy suchawk niedbale wsuwajc rk w gb okienka jak w paszcz chciwego zwierzcia, ktre jednak nie moe jej zamkn.
  - Czego si dowiedzia?
  - Nic, waciwie nic. Mwi, e niespodzianka. ebym przyjecha nie zwlekajc. Ambasador tak mu zaleci. Syszaa, o co pytaem. Powiedzia, e to dla mnie wana wiadomo, e nie bd ju sam. Rozumiesz co z tego?
  Zapaci niecierpliwie, mimo e urzdnik jeszcze co sprawdza w rachunku, ktry mu si wyda zawrotny. Telefon kosztowa jedn czwart jego pocztowej pensji, wic oczekiwa takich wiadomoci, ktre by potwierdzay jego wyobraenia o zarobkach cudzoziemcw ze stolicy i wielkich interesach.
  Kiedy ju wsiedli do auta, Margit pena zych przeczu pooya mu do na ramieniu.
  - A moe przyjechaa twoja rodzina? ona czeka w Delhi?
  - Puciby farb. Nie robiby tajemnicy.
  - Naprowadza ci, powiedzia, e nie bdziesz samotny.
  - Wiesz, to moliwe - uczepi si jej tumaczenia. - Mog mie idiotyczne pomysy z "niespodziank".
  Pru w ciemnoci szos nad morzem, ktre przypominao zaorane pole. Biae my nioso ukonie jak pierwsze patki niegu.
  - Powiedz, jaka ona jest?
  - Kto?
  - Twoja ona.
  Pochwyci jej twardy profil, uparty rysunek brody, ciemne wosy faloway, jakby nurkowaa w wodzie, nie w ciemnoci.
  - Jest inna - zacz ostronie.
  - Wiem, jest przede wszystkim matk twoich chopcw - powiedziaa zawistnie. - Ale wystarczy, eby zechcia, to i ja... Czy bdziesz mia odwag powiedzie jej: wracasz sama do Budapesztu?
  - Bd spokojna, potrafi.
  - Jeszcze si wahasz? Chyba nie dasz, ebym ja si z ni rozmwia?
  - Zostaw to mnie.
  - Pamitaj, jestem z tob - powiedziaa, jak kolega, ktry innemu dodaje otuchy przed spotkaniem z silniejszym przeciwnikiem. - Koniec naszych wakacji. Kiedy ruszamy?
  - Rano. Jak najwczeniej.
  Wjechali w biay piach wok hotelu, wieci nieprzyjanie jak naftalina rozsypana pod wiekiem kufra. W reflektorach zjawi si Daniel i pokaza, gdzie ustawi auto, eby miao jak najduej cie. Nie wiedzia, e to ju byo zbdne.
  - Zga wiato, cigniesz moskity.
  - Dzi nie zasn, posuchajmy morza - prosia. - Nasza ostatnia noc.
  - Jest o czym myle - wynis pled, rozcieli na schodkach domku, okry jej nogi. - Masz papierosy?
  Szczkna zamkiem torebki, podsuna mu paczk szeleszczc celofanem. Na mgnienie zobaczy jej pochylon twarz w tym pomyku zapalniczki.
  Daleko przed nimi bielao morze, mokre szuranie i szelesty, jakby pracowicie przesypywao wir i lepki piasek, z ktrego wycieka strugami woda. Wzdychao i mamrotao jak czowiek, ktry odwala cik robot.
  Obj dziewczyn ramieniem, mimo dymu z papierosa chwyci zapach jej wosw, wyrany, poruszajcy krew, bardzo wasny.
  Oczy bkay si po awicach gwiazd, ktre odmieniajc swe blaski ulatyway, niky i jawiy si od nowa kbkami wietlistych puchw.
  Pomidzy palami, na ktrych domek si wspiera, przebiegay szczury wodne, piasek si osypywa, szeleciy papiery wleczone na wycik do nor w porytym brzegu pagra.
  Mam j - zastyga wstrzymujc oddech - mam naprawd. Mam, bo ona chce do mnie nalee. W niej znajduj potwierdzenie tego: mam. Jeeli Ilona przyjechaa... Trzeba jej powiedzie uczciwie - ju wybraem. To proste, trzeba tylko jawnie stan obok Margit, wobec wszystkich, niech widz.
  Kiedy siedzieli przytuleni na drewnianych schodach w przyjaznej ciemnoci, wydao mu si to atwe, cho czu, e bdzie cierpia i zadawa bl.
  Palia w milczeniu, nagle prztykniciem palcw odrzucia papierosa, a sykn w piachu iskrami. Jarzy si czerwonym punktem, rozdmuchiwany niedostrzegalnym powiewem, jakby go kto podj i koczy chciwie.
  - O czym mylisz? - budzi dotykajc karku.
  - e jeszcze jestem z tob. e te dni tak szybko przemkny, czuj si jakby oszukana. Wracamy jutro, a ja jeszcze... Co ja chciaam tu odnale? Co mi si wymkno... - szeptaa bezwolnie.
  - Chciaa przeci nici, ktre mnie wi z krajem.
  - I nie udao mi si.
  - Udao, zastpia im drog. Ale starczyo jednej rozmowy, eby wizy znowu si zacisny.
  - Z tym twoim Wgrem - mwia powoli, rozwaajc - i ja nawet nie pomylaam...
  Spoza grzyw czarnych palm wysun si brzeek ksiyca, zbielao p nieba. Pyn wprost na latarni morsk, jakby jej migoty cigny nieodparcie. Milczeli.
  - Mylisz, e ja przegraam?
  - Nie - zaprzeczy gorco. - Masz mnie.
  - eby to bya prawda... Kochasz, ale jestem na ktrym tam miejscu, nawet siebie stawiasz przede mn: ty masz honor, gbokie poczucie uczciwoci, obowizki, ktre wzie, szanujesz prawo... Moe i za to ci kocham. Cho nie chc si do tego przyzna, wyrok zapad.
  - Mylisz o Delhi?
  - Tak. Przecie zwlekae. Nie chciae sam. Wolae, eby decyzja przysza spoza nas obojga. Przyzywae... i teraz masz.
  - eby mi stu ambasadorw wygraao i tak sam w kocu postanowi - obruszy si apic oddech. - Tamto tylko przyspieszy nasz wyjazd.
  - Wic ju wiesz, co zrobisz? - patrzya przed siebie, w biay wiatrak latarni morskiej.
  - Wiedziaem od pocztku.
  Oczekiwa, e zapyta jeszcze, bdzie dociekaa prawdy, jednak ona wspierajc si na jego ramieniu przypominaa:
  - Jutro cay dzie za kierownic. Musisz odpocz przed drog.
  Pod doni mia jej proste plecy, wid j w gb pokoju, nie zapalali wiata. owi uchem znajome szelesty, stpnicia bos nog, nim wychylia si z mroku bezbronna i naga. Staa z opuszczonymi rkami, jakby przejta nagym chodem, klcza przed ni o p kroku, nie uczynia jednego ruchu, eby si znale przy nim, by opar policzek o jej paskie ono, opasujc biodra ramionami.
  - Margit - szepta - pomyku mj.
  Kiedy jej dotkn, drgna, przywara, napieraa na jego usta.
  - Chon ciebie, jakby to byy ostatnie chwile mego ycia. Jakbym tyle tylko moga zabra na wieczno ca.
  - Nie mw tak - prosi. Donie jego gadziy biodra, splatay si w ciasn obrcz.
  Pooya mu rce na ramionach, opadaa, twarde szczyty jej piersi suny po nim, chodnawa skra zelizgiwaa si mikko, a w chmurze wosw skro jej spocza na jego ramieniu, czoem wsparta o szyj, pulsujca, syszaa mot dudnicy od wewntrz, czua drenie. Klczeli chwil zasuchani w siebie jak konie na pastwisku, ktre stoj gowa przy gowie, wpatrzone w zachodzce soce, i tylko dreszcz przebiega po sierci penej czerwonawych lnie.
  Ranek wsta wymyty krtkim, rzsistym deszczem, licie palm lniy jak wieo polakierowane. Morze koysao srebrem i zieleni.
  - Jest zmienne jak twoje oczy - powiedzia, kiedy wyszli z wody, a lekki powiew suszy ciaa.
  - Nasza ostatnia kpiel - przystana, by jeszcze chwil syci si spokojem zatoki.
  - Przesta - prosi - ciesz si, e wsta pikny dzie, jakby nam niebo sprzyjao.
  - Bdzie skwar. Poprowadzimy na zmian, dobrze? - nachylona otrzepywaa piasek ze stp. - Polubiam t zatok, czuam si szczliwa.
  - Moe tu jeszcze wrcimy.
  Spojrzaa ogromnymi oczami, zdaway si mwi: i ty w to wierzysz? Sygnaturka wiergotaa jkliwie, kto targa jak w gniewie i nagle urwa z faszywym brzkiem.
  Pord smukych pni palmowych, u stp podrytego pagrka sta dip, policjanci w krtkich spodenkach i czerwonych turbanach tkwili nieruchomo, wysoki brzeg roi si od pnagich, spowitych w biel rybakw.
  Niewiele musieli nadoy drogi, eby zobaczy, co ten tum zwabio. Chopi w skupieniu ledzili zabiegi policjantw badajcych niewyrane lady podpynite sypkim piaskiem.
  Midzy nimi skulony, niby w pokonie, lea stary sadhu, czoem wsparty o ziemi, obie rce przyciska do piersi, jakby chcia przytrzyma co bardzo cennego, co mu si wymkno. Par krokw dalej potoczya si tykwa, z czarnymi otworkami, zdobna w szkieka, i ugnieciony staniol przylepiony ywic, pospolita piszczaka, jakich uywali poskramiacze ww, handlarze ziemnych orzeszkw i ebracy.
  - Prosz si nie zblia - zatrzyma ich policjant - czekamy na fotografa.
  - Co mu si stao?
  - Nie yje. To by bogacz, trzs okolic, bd kopoty.
  - Zwaszcza dla rodziny - oficer bysn spod podkrconego wsa biaymi zbami - eby ustali wysoko spadku.
  - Wypadek? Samobjstwo? - zapyta Istvan. Wiatr porusza siwe kosmyki na spalonym karku zmarego.
  - Trzyma obie rce na trzonku noa, jednak mg to by tylko odruch, kto go pchn, a on jeszcze chcia wycign i tak upad. My bymy wszyscy woleli, eby to byo samobjstwo. Prowadzi rozlege interesy, nie zawsze jasne... Jednak wierzcy Hindus nie popenia samobjstwa, nawet ndzarz zniesie gd, trud nad siy, czeka na swj koniec, chce oczyszczony cierpieniami uzyska szczliwsze ycie, narodzi si w zamonej rodzinie - tumaczy z cierpk pogod.
  Rybacy stali nad samym osypiskiem, ktre obnaao sploty brunatnych korzeni palmowych, kbili si i popychali, eby lepiej widzie.
  Nagle brzeg z guchym stkniniem zjecha, prua si dar, a ciemne, chude postacie zeskakiway w piach.
  Oficer opar gwizdek o sin warg, ale ju policjanci pogrozili pakami i rybacy rozbiegli si z krzykiem, unikajc bambusa. Ci, ktrzy wleli na brzeg, schowani za pniami palm, parskali miechem jak chopcy w czasie gonitwy.
  - Poczekaj - przytrzymywaa Istvana - jest fotograf.
  Umocowa statyw, robi rne ujcia zwok, przyklka, kad si na piasku, wydawao si, e bije pokony przed zmarym. Wreszcie odwrcono trupa, nogi rozprostoway si jakby z ulg, opady rce i spod eber wyjrza czarny, zdobny miedzi trzonek noa.
  - Moemy i - odetchna Margit. - Ty widzia, jak oni na mnie patrzyli? Jakby nie widzieli kobiety. aowaam cay czas, e nie mam paszcza kpielowego.
  - Na co czekaa? - brnli przez sypki piach. - Moe to on wysya zbiegw do raju?
  - Czciciel morza. Ja od razu o tym pomylaam. Chcesz wiedzie, po co zostaam? Musiaam zobaczy n. Ty w nocy wychodzi, przez sen czuam chd twojej skry, kiedy wrcie. I nie oddae mi lancetu.
  - Wydao ci si, e mgbym?
  - Wierzysz, e jeste powoany, by przyspiesza wyroki sprawiedliwoci - powiedziaa z naciskiem. - Gdyby mia pewno, e stary jest winien mierci tych bezbronnych, a moe si wymkn, bo jest sadhu, bo jest bogaty i policja woli z nim nie zadziera... Ty by nie oszczdza ani siebie, ani najbliszych. Znam ci.
  Wpatrywa si w jej zacinite usta, stpaa szybko, a ruda grzywa dobyta spod turkusowego czepka pywackiego omiataa jej plecy, piasek rozstpowa si pod wskimi stopami.
  Zanim pod tuszem spukali morsk gorycz, pochwyci j w ramiona, odwrci ku sobie. Stali tak, oddychajc szybko, oczy miaa z chodnego ognia.
  - Czego chcesz? - spytaa. - Przecie zabijae, sam mwie.
  - Wtedy bya wojna.
  Przechylia gow i nagle zrozumia, e jest do niego podobna, tak samo twarda. Jak ona umiaaby nienawidzi. Przyjechaa do Indii. Chciaa pomaga ndzarzom. Przyjechaa po swoj szans, wyzywajc los. No i mago... Pogrya si w mio, w nieogarniony ywio, ale ju wie, e jest od niej silniejszy.
  - eby zabi nie trzeba noa - powiedziaa znaczco. - A teraz mnie pu.
  Wesza pod tusz, zsuna ramiczka kostiumu. W piersi janiejsze od ramion bi grad kropel, zanurzya twarz w pieniste srebro, zamkna oczy, pikna i odlega.
  - Sab! - woa z werandy Daniel. - Morderstwo na play! To nie by dobry czowiek. Sab, kanistry napeniem. On zostawi mnstwo pienidzy. Sandwicze s w koszyku i gra pomaraczy. Chyba aresztuj jego bratankw, bo oni powinni dosta spadek.
  Na masce austina widniaa wysuszona czerwona rozgwiazda.
  Deszcze, ulewy monsunowe nie zniszczyy drg, koryta grskich rzek powysychay, pytka, roziskrzona woda mea si pod koami auta. Zdawao im si, e opony z ulg zanurzay si w bystrzyn prkujc ty, denny piasek. Przebijali si midzy grami o cianach brunatnoczerwonych jak zakrzepa krew. Zbite cierniste krzewy porastay stok. Ziemia wypalona susz, stratowana wiatrami, wydrapana, odmieciona wiecia po spkan calizn. Niebo nad nimi uciekao wysoko, puste, z rzadka poznaczone czarnym krzyykiem jastrzbia, ktry obraca si powoli i odprowadza ich nie raczc poruszy skrzydami.
  W kotlinach d suchy wiatr, nis niewidoczny py, ktrego jaowy smak czuli w ustach, z kroplami potu cieka barwic koszul na czerwono. Przez opuszczone szyby wpadao tchnienie jak z pieca, wzdymao lekk sukienk Margit. Posuszna namowom, mocujc si, zdejmowaa kolejno bielizn. Dyszc pokadaa si na rozparzonych oparciach, odchylaa rozpit sukienk. Wosy sztywne od kurzu spowijay czoo zmatowiaym oprzdem.
  Zatrzymali si nad rzeczuk, zrzucili sanday, woda migotaa wesoo. Stada drobnych rybek przewieway jak cienie. Istvan podnis mask auta, dola wody do chodnicy. Stroma ciana wwozu nie rzucaa cienia, biegay po niej wyschnite jaszczurki, jakby je czerwona glina parzya, ziajay z otwartymi pyszczkami w osupieniu.
  Margit patykiem wydubywaa zapieczone osy i polne koniki wbite pdem powietrza w pory chodnicy, zamylona obracaa w palcach mienice si skrzydo motyla. Istvan nalewa benzyn do baku, parowaa w upale drgajc mgiek.
  Rozmawiali ze sob niewiele, siedzieli odurzeni arem poudnia, trzymajc bose stopy w pomykajcej wawo strudze, palili papierosy, gorzkie, nie dajce adnej przyjemnoci, tpo spogldali na chmar rybek, ktre nadpyny, a zakipiaa woda, dreszczem elektrycznym trzepotay si obijajc o nogi.
  - Trzeba cign dalej - rzuci ogarek w wod - jeeli mamy nocowa w porzdnym hotelu, dotrze do Haidarabadu.
  - Dobrze, tylko pozwl mi si wykpa.
  Zrzucia sukienk, przyklka i rwaa blask, ochlapywaa si migotami, ciao jej szczupe nabierao lnienia pnego zota, agodnie osuna si z gbokim westchnieniem ukadajc si na piaszczystym dnie pytkiej rzeczki. Woda dokoa niej porowiaa od zmytego kurzu.
  - Margit! - krzykn, otwieraa niechtnie oczy, soce dokuczao. - Siadaj.
  Poda jej rk i dwign, lgna ku niemu ociaa i chodna.
  - Spjrz! - pokaza. - Tam koo biaego kamienia. Wyglda jak korze, na ktrym prd si amie szklicie, jednak wida, e ma wasny ruch i spron gotowo.
  - W - sposzya si, kulc nogi. Wilgo na piersiach, nagim, janiejszym brzuchu i brunatnych udach w gorcym tchnieniu przecigajcym od czerwonych ska zanikaa, jakby skr natara oliw.
  Istvan sign po kamie, w jakby odgadujc jego zamiary przepad pod wod. ykowana prdem powierzchnia razia oczy srebrem i czerwieni odbitych cian.
  - Wsik - powiedzia bez zoci, ciskajc na pask kamykiem, odbija si krzeszc skry.
  - Mylisz, e jadowity? - Margit gwatownie nacigna sukienk, ktra przywara arem do wilgotnych plecw.
  - Mam go poszuka i sprawdzi?
  - Jedmy ju - prosia - zepsue mi ca przyjemno.
  Istvan umoczy koszul w wodzie, wykrci i narzuci na ramiona. Z przeciwnej strony zjeday jaskrawo pomalowane, przeadowane ciarwki, zatrzymyway si w rodku koryta jak woy u wodopoju. Rozmamani kierowcy zazili w wod, ze stulonych doni pili, parskajc, pukali usta i nos. Cay wwz rozbrzmiewa ich krzykami. Przygldali si z zaciekawieniem, czy wyprowadzi austina na osypisko, ale motor odpocz i wynis ich bez wysiku. Kierowcy zaczli bryzga na siebie wod jak rozbrykane dzieci, ju zapomnieli o cudzoziemcach.
  Od rozpraonych margli bia wo rdzy i zeschych traw. Cykady na poczerwieniaych od kurzu przydronych drzewach dygotay widrujcymi dzwonkami. Szosa si wia, przepadajc midzy wzgrzami, wznoszc, to opuszczajc si w rozlege doliny, zmuszaa do czujnoci. Skupiony naciska klakson, trudno byo przewidzie, czy za kp drzew nie trafi na szarujce kopiasto wyadowane ciarwki.
  Zwolni. Strom ciek zstpoway ku szosie kobiety z kulistymi naczyniami na gowach. Byy w samych spdnicach. Wyssane piersi zwisay niby suszce si skarpety na zwglonych socem torsach byskay potrjne srebrne naszyjniki. Wytykay palcami miedziane wosy Margit, mwiy co pospiesznie, osaniay oczy doni, topic twarz w grubym cieniu.
  uk drogi ponis ich za rzadki zagajnik.
  - Chciaaby je sfotografowa - zwrci si do Margit. - Miay adne ozdoby, takich si u zotnikw nie dostanie, mona je spotka jeszcze po wioskach, z dala od miast.
  - Nie - zajrzaa mu sennie w oczy - nic nie kupi, nie potrzebuj pocieszenia.
  - Miay brzydkie piersi - doda chwil pniej, jakby dopiero teraz sobie przypomnia.
  - Zdye zauway?
  - O tobie mylaem. - Prowadzi ze swobod, trzymajc kierownic jedn rk. Drug dotyka jej uda i doni pooonej bezwadnie. Przeschnita koszula nadymaa si furkoczc w arze, cofn palce, ba si, e ich lepki ciar parzy i dokucza.
  W Bangalur wbili si w cib aut i tumy rowerzystw. Ogrody drzemay, kurz przygasi lakierowane licie, tylko biae ciany willowych dzielnic krzyczay w socu. Nie chciao im si je, wypili kaw mocn i sodk, gotowan z mlekiem. Sprzedawca j studzi przelewajc z wysoka wziutk strug, jakby onglujc miedzianymi naczyniami, rozciga kleiste nici. Na nocleg byo jeszcze za wczenie, sprawdzali tras na mapie, gwar miasta mczy, nawieway kisnce odory mietnikw, smaonych tuszczw, sodkaw wo odchodw, zdecydowali, e trzeba jecha dalej, kierunek Haidarabad. Wiedzia, e noc ich zapie w grach, sdzi, e stan w ktrym z wioskowych zajazdw.
  Kiedy podjecha zatankowa benzyn i napeni zapasowe kanistry, Margit, chcc rozprostowa nogi, przesza si ciasn uliczk, otoczona tumem ciemnoskrych postaci w biaych i niebieskich koszulach, wypuszczonych na niedbale zawizane dhoti. Modzi mczyni z agodnym uporem ofiarowywali usugi, gotowi towarzyszy, doradza, a przynajmniej przyglda si, komentujc kady gest, odzienie, kolor wosw. Wskie sklepiki ziony mocnym, korzennym zapachem, w powietrzu wisia kurz i smugi dymu z kopccych piecykw, cierpki swd palonego krowiego ajna.
  Trafia w kiosku na miejscowe gazety w jzyku angielskim i zagraniczne stare tygodniki ilustrowane. Kupia papierosy, zapaki, niezdecydowana rozoya taw stronic pisma i napotkaa tytu: "Demonstracje w Budapeszcie nie ustaj". Sprawdzia dat, wiadomo bya sprzed dziesiciu dni, korespondent donosi, e tum robotnikw zebrany przed parlamentem da, by zwolniono aresztowanych. Ucieszya si opini komentatora, e wiece protestacyjne nadal trwaj, i Kadar bdzie mia wiele trudnoci, zanim pozyska zaufanie spoeczestwa rozgoryczonego i wzburzonego niedawnymi wypadkami.
  Zacza grzeba w plikach dziennikw, przegldajc stron za stron, szukaa wiadomoci z Wgier. Kupia kilka gazet i zwina ciasno upychajc w torbie podrnej.
  Dugo jechali rodkiem spragnionej doliny, soce poczerwieniao, wystarczyo, eby je na chwil spucili z oczu i ju usuno si midzy grzbiety porose dungl spowia od suszy.
  Pord chaup, glinianych gniazd przylepionych do ska, szukali wody. Pnagi stary chop o twarzy z hebanu zaprowadzi ich do studni, a raczej gbokiego skalnego zbiornika. Wod czerpano skrzan sakw, lina nawijaa si skrzypic, grube bryzgi ciekay w kamienne gardo, piewajc i dzwonic, od tych gosw szczodrze rozlewanej wody jeszcze bardziej chciao si pi, niecierpliwie napierali ramionami na szprychy koowrotu.
  - Nie pij - zagrodzia mu drog Margit - zobacz, to nie woda, tylko zupa z utopionych chrzszczy...
  - Nic mi nie bdzie - upiera si czujc nareszcie rozkoszny chd przeciekajcy przez nadstawione donie.
  Ale i starzec grozi uniesionym palcem ostrzegawczo. Wyciga sakiewk na szerokie obmurowanie zbiornika i dobywa z wntrza prawie czarne kule kawonw. N z chrzstem zagbia si wycinajc rowe, soczyste pksiyce. Rzewicy sok ciek po brodzie i piersi, Istvan wgryza si apczywie, siorba i mlaska. Nad nim wiroway chmarami rude muszki, pchajce si na olep w oczy i usta.
  - Najlepsze, co jadem w Indiach - powiedzia z gbokim przekonaniem, myjc donie w strudze wody, wyciekajcej z dziurawego skrzanego wora.
  Starzec nie przyj zapaty, dooy im jeszcze dwa kawony na drog. Kiedy jednak w godzin pniej znueni jazd napoczli now kul, ju im tak nie smakowaa. Kawon mdo ciepy, nadgotowany zsiadajcym si skwarem, budzi obrzydzenie, nawet sok podkis, czuli jakby smak wytokw i fermentu.
  Niebo przypado do ziemi, zorze gasy, fiolety ociae jak mieczem przeszy daleki blask zachodu. Ziemia ziaa jeszcze arem dnia. Jecha nie zapalajc reflektorw. Na horyzoncie dopalao si soce i cho tryskao dugimi pkami promieni, podobnymi do rozpaczliwego woania o pomoc, wytoczy si bliski ksiyc i niebieskaw powiat zatopi doliny.
  - Jed teraz ostronie - prosia. - A moe ja ci zastpi?
  - Nie, przesza mi senno.
  Wspierajc si na dugim kosturze skrajem drogi kutyka zgarbiony staruch. W wiatach wozu podnis rk, jednak zaraz opuci, rozpoznawszy, e to nie ciarwka. Istvan powoli wytraca szybko. Minli go, stajc za kp drzew, ktrych pnie wieciy jak pomazane wapnem.
  - Wemiemy starego?
  - Tyle syszaam o dakoitach - zacza. Przez tyln szyb wypatrywaa, jak wlecze nog owinit niby tob.
  - Dakoici nie tykaj Europejczykw, zdaje mi si, e nami gardz - zacz. - Jestemy poza witym ukadem kast, gorsi od najgorszych... Albo uwaaj nas za ywioowe klski, ktre tylko mona przeczeka.
  Kulawy stan, nie wierzy oczom. Nie rozumia, co do niego mwili, zna wycznie wasne narzecze, bo i kilka sw w hindi, jakie Terey wypowiedzia, te go nie zachcao do wsiadania. Wreszcie poj. Odda kij i przycupn skulony przy samych drzwiczkach, jakby w kadej chwili gotw by wyskoczy. Dysza starczym pytkim oddechem. W leniwym powietrzu dusznej nocy z nogi cuchno rop.
  - Co mu jest? - zastanawiaa si Margit. - Moe trd?
  - Nie - umiecha si okrutnie - nie rozpoznaa jeszcze? To miertelna choroba, nazywa si: ycie. Ma rny przebieg, ale zawsze koczy si zgonem. On dobiega kresu.
  Jechali w rozpylonym wietle ksiyca, gry poyskiway jak w niegu, moe nawet na wysokich stokach rozgwiedone niebo strzsno ros. Blask reflektorw wycina z drogi czerwony klin ubitej koami gliny, zapieczonej w upale.
  Nagle zamajaczyo przed nimi stado baranw, stoczone wzbijao rudawy obok kurzawy. Mczyni spdzali karowate krowy w rw, zmuszajc do kozich skokw. Buchny wonie obory: mleka i ajna. Kobiety przystany, wysokie, w szalach zarzuconych na gowy. Psy przebiegay w wietle reflektorw, byskay czarne ich wargi i biae ky.
  Siwa smuga dymu drzewnego wisiaa w powietrzu tu nad grzbietami sposzonych owiec. Kobiety niosy miedziane naczynia zawieszone na oskach, ar spa w popiele, wieczny ogie, Istvan apa nozdrzami znajomy zapach domu.
  Wtedy kulawy staruch zacz krzycze, a do auta podbiegli mczyni z dugimi wczniami, jeden mia strzelb na ramieniu.
  - On chce do swoich, on chce wysi - domylia si Margit. Gdy tylko nacisna klamk, kulawy wysun si na drog, wyszarpn kij, dopad pasterzy, opowiada wymachujc domi.
  Lewa strona szosy ju bya wolna, Istvan wtoczy si midzy szare grzbiety spychajc stado.
  Kiedy wtopili si w niebieskawy chd nocy, zapyta:
  - Nic ci nie uderzyo w wdrwce nomadw?
  Milczaa.
  - Oni szli cicho, jakby pdzili skradzione stada, owce nie miay brzkade, a krowy koatek, nawet psy nie szczekay... Roztopili si w mroku.
  - Tylko zapach tlcego si drewna zosta i odr ropiejcej rany, tak jakby on jeszcze siedzia za nami - skulia si z gniewem. - Nawet nie jestem pewna, czy nie myla; emy go chcieli porwa? Pasterze nie wygldali na uszczliwionych jego powrotem.
  - Porzucili go, jest dla nich ciarem. Szukaj nowych pastwisk, wody. Nie mog straci byda dla jednego kulawego, starego czowieka. Stado ich ywi, wic musz przede wszystkim o nie dba. Nie wypalone susz ki to mleko od krw i owiec, bo misa nie tkn, wol skona z godu... Mleko to ycie. Musieli starego zostawi, chcieli y.
  - A mymy go znowu im podwieli - szepna.
  - Pewnie go ju zostawili - mwi nie odwracajc gowy, wpatrzony w czerwonawy ochap drogi odarty z ciemnoci. - yj zgodnie z bezlitosnymi prawami przyrody.
  Przed jedenast zatrzymali si w duej wsi, chopi palc fajki leeli przed chaupami na kach jak mumie poowijane w biae przecierada. Ogniska tliy si czerwono, gdy je rozdmucha powiew. Dym chroni woalem przed moskitami, ktre si lgy w na wp wysuszonych zbiornikach.
  Otoczyli auto, paru modych mwio po angielsku. Wysoki mczyzna z ochot poprowadzi ich do zajazdu. Skierowa auto ciek dla pieszych. Istvan musia zawrci, bo austin nie zdoa przecisn si midzy glinianymi murami, na ktrych suszono krowie placki.
  - Za wsko - powiedzia mody chop z tak dum, jakby zrobi wielkie odkrycie.
  Nad powierzchni srebrnej wody wystaway rogate by bawow, oczy w wietle reflektorw zapalay si jak klejnoty. Stopnie wityni, szczerbate, rozsadzone kpami ostrych traw, prowadziy nad uciszone zwierciado. Ksiyc ogromny i bardzo bliski czai si za mangrowcami, rozczapierzone konary wrastay w ziemi sznurami napowietrznych korzeni, tworzc pieczary pene rozproszonego wiata.
  Zawrcili ostronie, od wody zalatywaa ostra wo gnijcego zielska, szlamu i mierzwy. Brzeg zastyg w srebrze i czerni, dziobaty od ladw niezliczonych racic.
  Objechali wie, minli kuni, skd bi sypicy iskrami blask i podzwania wesoo mot, w chodzie nocy kowale wykaczali robot. Wzdu gstej trzciny cukrowej zajechali pod murowany omioktny dom, z oknami wskimi jak strzelnice. W drzwiach zamknitych ram z drucian siatk majaczyo agodne wiato naftowej lampy.
  - Tutaj, sab, mona zanocowa - ucieszy si - w dawnej kaplicy metodystw.
  Gasncy pomruk motoru przywoa starucha okutanego w poatany koc. Za budynkiem przysiada szopa, gdzie krya si kuchnia zajazdu i kurnik. Otwarte palenisko rzucao ruchliwy blask na sufit, z belek zwisay frdzle pajczyn kosmatych od sadzy. Wyrostek, kucnwszy przy ogniu ci noycami star rynn w rzymskie pitki i odgina ostre koce ku grze. U stp leaa wychudzona suka z obwisymi sutkami. Na jej grzbiet chopiec prbowa dopasowa czony pancerza zjeonego grzebieniem kolcw. Wybija gwodziem na pniaku otwory i przewleka wizania z drutu. Suka na kade wezwanie wstawaa potulnie i wzdychaa ciko.
  - Woda wnet zakipi - dorzuca patykw dozorca - pastwo pewnie maj wasn herbat, to poprosz, u nas tylko miejscowa, wysuszona w dymie. Kurczaki szybko sprawi.
  Podszed do erdek, gdzie spa drb z ebkami wetknitymi pod skrzyda, pogmera badajc rkami wag. Ptaki przebudzone kwiliy. Wybra dwa, nis je opoczce skrzydami i krzyczce rozpaczliwie, wyj chopcu z rk noyce i zatrzyma si w drzwiach ochlapany jak wapnem powiat ksiyca.
  Kurczaki chrypiay przeczuwajc mier, ktra je strachem paraliowaa, zwisay jak martwe. Jednym szczkniciem noyc odci ebki, puszcza ptaki na wydeptan traw. Rzucay si do ucieczki, tryskajc czarn krwi w ksiycu, skakay wlokc skrzyda, zataczay krgi jak pijane, zanim wyprone zaryy si w kpach chwastw.
  Suka wysza w dziwacznym pancerzu ze sterczcymi kolcami niby zwierz z bani, zlizywaa krew z wyschnitej murawy, jakby z musu, przeamujc wstrt.
  - Po co j tak ubralicie? - zapyta Terey.
  - Ju dwa psy zabraa synowi pantera - rozgada si stary. - Psina ma szczenita, za mae, eby wyyy, syn chce je uzbroi. Ona rozumie, e to dla jej dobra.
  Kurczt nie skuba, tylko zdziera skr razem z pierzem, ktre mu si lepio do palcw ciemnych od krwi. Suka capna wyrwane wntrznoci, pokna jednym kapniciem wychudego pyska.
  - Nie bd jada - szepna Margit. - Chc si umy, herbaty i spa.
  - Dopilnuj, eby nie skpi przypraw.
  - Woda jest w beczce pod sufitem, ale chodna. Wystarczy za sznur pocign i bdzie si laa. Druga beczka pod cian, obok czerpak, do umycia po... Ustp jest tutaj, ale kto by tam z ma potrzeb wychodzi na dwr, tylko prosz spuka. Ju pi jeden go z ministerstwa, niewany, Hindus. ebym wiedzia, e pastwo przyjad, bybym kupi wicej jarzyn, jakie konserwy i zarezerwowa najlepsz cz hotelu - powiedzia z dum.
  Ksiyc si rozjarzy, zaglda w twarze, niepokoi, naszo ich zmczenie, a chd grskiej nocy przejmowa dreszczem. Drgajce wiato zielenio ciany szopy, lnio na wypatroszonych kurczakach. Suka zwszya odcite ebki i schrupaa, dawic si dziobami.
  Chopiec wyszed z kuchni, eby pomc Istvanowi rozoy toboy z pociel przytroczone na dachu auta, ale uderzony zielonym krgiem peni, sta dugo z zadart gow jak urzeczony.
  Margit wlizna si do szopy, usiada na pniaku za plecami stranika zajtego paleniskiem. Grzeba rkami w arze, jakby si go ogie si nie ima, skwierczay pira, ktre do palcw przywary, przykry swd rozszed si po izbie.
  Dlaczego zabicie tych kogutw odczuam jak osobist krzywd? Nic si nie stao, reszta kurczt znowu zapada w sen, nie zauwa jutro, e jest ich mniej. Czy i nas tak porywa bezwzgldna do, w imi jakich tylko dla niej oczywistych racji? Niedobre zwidzenia, jakbym para na olep ku czemu, czego jeszcze nie ogarniam, ale co mnie dosignie. Czy w krzyku zarzynanych ptakw mona posysze wasny gos przedmiertnej trwogi? - Wciskaa palce midzy rozchylone zby, przygryzaa do blu, ktry sprawia ulg. Ten porzucony, kulejcy pasterz, podwielimy go, eby jeszcze raz poczu si odepchnity, przey rozpacz osamotnienia. Zostawi go na drodze, zdradz. Bdzie si stara ich dogoni w gorczce, wlokc chor nog. Wyprzedzi go dugi cie, a popdza bdzie skowyt, podliwy szloch hieny, stpajcej jakby z przetrconym grzbietem, przemykajcej si od wykrotu do wykrotu, pod krzakami, w mroku, wabionej rozkadem ciaa... Ona te nie chce krzywdy czowieka, chce tylko padliny, gnijcego cierwa. Jej szczki kapi, zdolne zmiady najgrubsz ko. I tamten kulawy wiedzia, e tak wyglda jego mier. Jeeli nie tej nocy, to jutro. Pojutrze. Czy nie powinnam bya zosta przy nim, rozerwa szmaty, choby si broni, ci, opatrzy? Czy zrobiam wszystko, co moliwe? Ulga, e go podrzucili, oddali wasnemu plemieniu, moe i rodzinie, oskara. Leczenie tutaj powinno by gwatem. Kobiety koyszce naczynia z zarzewiem jak przed wiekami, mczyni strzeg wdrujcego stada z wczniami w rku... Moe nawet s szczliwi, wystarczy tylko uzna, e takie wanie ycie jest jedynie dostpne, nieuniknione jak los. Czy nie wszystko jedno, jak si umiera? Przejdzie si czarn furt, samotnie, wymykajc z ramion, ktre by chciay zatrzyma. Czy warto si tu wiza, czepia kurczowo, szamota? Moe ten czowiek, ktry przysiad na skraju drogi, odrzuci kij, bo ju wie, e si nie obroni, e jest skazany, bo umar dla swoich bliskich, ktrzy odstpili i ju si pogodzi. Czuje odr hieny, skomlcej w dzy szarpania, poerania tego jeszcze ciepego ciaa.
  Modlia si, krya twarz w doniach, modlia si, podpowiadajc ratunek kulawemu, przecie nadjedzie jaka ciarwka, moe krzykn, zatrzyma, obudzi si w nim wola walki. Jednak ma gorzk pewno, e chory czowiek nie zawoa, sposzona wiatami i rykiem motoru hiena powrci.
  W psennym paczu oskaraa siebie, ebrzc o miosierdzie dla tamtego, ktrego i najblisi si wyparli. I zostan niewinni, czyci. Bo nie wiedz. Bogosawiona niewiedza.
  - Zaraz bd kurczta - stary odwraca brunatn, poryt twarz w ruchliwym odblasku pomieni.
  Drzwi si otworzyy. Istvan powiedzia, e posanie gotowe, nie mg poj, dlaczego Margit wstaje i obejmuje go tak rozpaczliwie.
  - pice dziecko? - gadzi jej plecy, przygarnia. - Zaraz ci uo, nakarmi.
  - Czy mylisz - szeptem domagaa si odpowiedzi, pena napicia - e oni tamtego zabrali ze sob?
  - Kogo?
  - Tego starucha z chor nog - gniewajc si, e od razu nie pojmowa, tumaczya. - Widziaam, jak si za nim skradaa hiena.
  - Oczywicie, e go zabrali. Drzemaa, zmora ci mczya. A ty ju pewnie chciaa mnie za niego wymieni i powici mu ycie? - wymiewa j przyjanie. - Znasz uwicon zasad non violence, nic nie zmieniaj si... Niech si zo samo zniszczy, a my doskonalmy siebie. Niech nam wiat w tym nie przeszkadza. Ani adna hiena - doda.
  - Chyba nie mwisz tego powanie? - przerazia si.
  - Oczywicie, e nie. Chciaem ci przypomnie prawa kraju, w ktrym jestemy tylko gomi. Oni musz sami si z tym upora. Nie w pojedynk, jako narody, jako pastwo.
  - Mother India - westchna.
  - Wanie, przypomnij sobie matki, ktre pod cianami lepianki rozcigaj uniesione pasma wosw swoich crek pod soce, iskaj, wyczesuj wszy i puszczaj tu obok w trawy; nie wolno zabija, bo ycie jest wite... Daj spokj, daj sobie spokj z wyrzutami, c znaczy jeden kulawy - powtrzy - ycie powraca...
  Zajty rumienicymi si kurcztami, ktre przypieka na drucianej siatce w arze drzewnych wgli, stary dozorca zdawa si nie zauwaa, e gocie czekaj. Suka poskrobaa ap, odepchna skrzypic przegrod i posza w mroczny kt. Usyszeli cienki, aosny skowyt szczenicia.
  Margit rzucia si na pomoc. Suka lega przy modych, nadziewajc jedno na ostrze pancerza. Nie pozwalaa skomlcego malca wydoby. Istvan przywieci latark. Warczaa na Margit, gotowa ksa, drgay podkurczone wargi obnaajc ky. aosny pancerz obciska jej grzbiet, niepotrzebny w domowym wntrzu. Lizaa rozcity brzuch kluchowatego szczenicia, przewracaa apami inne, zmierzajce nieomylnie ku jej sutkom. W sierci podobnej do puchu roio si od tych przezroczystych pche.
  - Przesta zajmowa si caym wiatem - twardo pocign j ku sobie - chod je.
  Dwigna si posusznie. Pieczone kurczta pachniay. Chrupice po wierzchu soczyste miso zachowao ostry aromat przypraw. Ledwie sprbowaa, zacza ogryza nk apczywie.
  Suka zostawia skomlcego malca i podesza czekajc w napiciu, a jej rzuc kostki. Na blaszanych kolcach igra blask odsonitego paleniska. Pegay pomyki, ulatyway zygzakiem czerwone iskry. Kurczta popiskiway przez sen, chwilami wycigay szyje i przekrzywiwszy ebki spoglday okiem jak z rubinu, penym zdziwienia, by go zaraz wsun podskrzydo. Moe im si co zwidywao, moe syszay jeszcze tamten krzyk.
  Weszli do wntrza subowej kwatery, pchnita rama drzwi z siatk drucian zaczepiaa o kamienie posadzki, przykro skrzypic. Za przepierzeniem z desek oblepionych tapet mio jeszcze wiato, ponad przegrod snu si dym, nieznajomy pali papierosa. Pociel, podrne materace rozoone na pryczach, osaniay stare wojskowe moskitiery, malowane w plamy zielone i te.
  - Ktry wybierasz? - spytaa ziewajc.
  - Czy nie wszystko jedno? pi z tob.
  - Nie - zaprzeczya ruchem gowy, wskazaa kciukiem na ciank chwiejn jak parawan, nike promyki przetryskiway otworami wydubanymi w tapecie.
  Pokaza jej na kocu korytarza hak wbity w belk z przywizanym sznurem, objani mechanizm. Z beczki po benzynie woda kapaa gono. W otworze spywu, przykrytym oliz krat, co chrobotao. cigna sukienk, poprosia, eby jej wody napuci, mya si przeamujc niech, medalion w ksztacie rki Buddy polniewa, rzucajc zote znami na piersi.
  Gdy woda zacza spywa przez sito, jak z konewki, w otworze pod posadzk zachrobotao, szczur ucieka piszczc.
  W ciemnoci niewidoczne komary ulatyway nad nimi, przdc rozedrgane godem bzykanie, pieky ukucia jak iskry z ogniska.
  Porozumiewali si szeptem, bo echo pomnaao gosy pod beczkowatym stropem dawnej kaplicy. Gdy wracali, odchylia si zasona u ssiada, ukaza si szczupy, ysiejcy mczyzna w paskowanej pidamie.
  - Niech si pastwo nie krpuj moj obecnoci - skoni gow - skoro jestemy skazani na wsplny nocleg... Prosz postpowa tak, jakby mnie nie byo. Pokazaem si na dowd, e nie pi.
  - Jeszcze pan pracuje?
  - Penia nie daje zasn. Cignie mnie na dwr, do ksiyca. Syszy pani, jak szakale zawodz? One te czuj niepokj.
  Wyranie czeka na podjcie rozmowy, jednak skonili si i przeszli do swojej czci.
  Rozbieraa si w pmroku, rzeczy nie byo gdzie powiesi, wic zoya sukienk w nogach ka pod moskitier. Istvan siedzia zamylony, czu w pulsowaniu krwi znuenie dug jazd, wymagajc skupienia i uwagi. Gdy przymkn powieki, majaczyy pomaraczowe urwiska w ostrym socu, niebieskie cienie i popielate cierniste chaszcze na stokach gr, prawie czarne kawony, z ktrych woda spywa, jakby skrk powleczono woskiem, piersi Margit jasne, ledwie munite opalenizn w migotach pytkiej strugi.
  - Mylisz o tym, co nas czeka w Delhi? - szepna niewidoczna pod dropiat siatk, jakby ukryta w koronie drzewa.
  - Nie. Jestem spokojny.
  - A Budapeszt?
  - Duo bym da, eby wiedzie, co si tam dzieje naprawd. Cisza jak na cmentarzu. Wszyscy chc zapomnie o tym, co byo.
  - Znowu demonstracje pod Komitetem Centralnym, robotnicy szli pochodem z zapalonymi gazetami.
  - Skd wiesz? - podnis czujnie gow.
  - Kupiam pisma. Jeszcze dugo si tam nie uspokoi.
  - Dlaczego mi od razu nie powiedziaa?
  - Nie chciaam ci denerwowa.
  - Gdzie masz gazety?
  - Zostay w aucie. Przecie nie bdziesz czyta przy latarce.
  Usyszaa tylko skrzypienie utykajcej ramy z drucian siatk. Zachwil poczapa i ssiad. Leaa z domi pod gow na wp usypiajc. Szczur z trzaskiem wyamywa drzazgi z drewnianej kraty cieku. Z piskiem ulgi przecisn si i smyrgn pod cian, nie widziaa go, przytajona za moskitier. W gstym mroku pazurki skrobay o kamienie, z gniewn zaciekoci zabra si do szarpania jakich papierw. Z trosk pomylaa o Istvanie, na pewno siedzi w aucie i przy latarce po raz ktry wczytuje si w krtk notatk. Niepostrzeenie usypiaa.
  W blasku peni Istvan mg czyta, oddycha uspokojony. Jeeli robotnicy mog robi wiece i maszerowa ulicami, palc partyjn gazet, a salwa nie rozproszya tumu, to znaczy, e nowy rzd czuje si pewnie. Nie jest tak le - oddycha z ulg.
  Dokoa wiat pobiela niesta powiat. Lepianki spay w dole podobne do porzuconych klockw, stoek niewielkiej pagody obsiady mapy i zdawao si, e mog z atwoci skoczy na ogromn, za blisk tarcz ksiyca. Sadzawka jeya si dwugowymi potworami, by przeuwajcych bawow odbijay si w wodzie cikiej jak rt.
  Daleko acuchy grskie skrzyy si od gwiazd. Powietrze drgao pene niebieskich pyw, poyskliwych, niepokojcych. Koguty ochrypymi gosami obwoay pnoc, rozlega cisza kada si na serce. Nie mcio jej bliskie kanie szakali, pomykay parami zaniepokojone niezwyk jasnoci peni.
  Na dziedzicu, w kauy ruchliwego srebra, wlokc dugi, pokraczny cie, krya milczkiem suka w dziwacznym pancerzu, podobna do przedpotopowego zwierza. Wsparty o cian zajazdu, po chopsku przykucn urzdnik, Hindus, okrywszy si kocem, yse ciemi lnio w ulewie ksiyca.
  - Pilno panu utraci siebie, zagubi si we nie? - przytrzymywa Tereya. - Niech pan usidzie na kamieniu. Porozmawiamy chwil. Co za wspaniaa noc. Pani ju usna na pewno.
  Przed Istvanem nagle odsonio si urzekajce pikno nocnej godziny. Przenikno go wzruszenie, jakby ostrzegawczy al: sy si, cho peni nad Indiami, moe ju ostatni raz ogldasz tak noc w grach Ghatu... Wzruszenie dawio jak w chwili poegnania. Jake bardzo pragn wywoa Margit, niech z nim dzieli milczenie w zmiennym blasku peni.
  - Przyjechaem tu, eby zwalcza najwiksz plag kraju - szka okularw Hindusa lniy jak z lodu. - Ludzie nawet o tym nie wiedz, a s przecie poerani...
  - Pan jest owc tygrysw? - zdziwi si Terey.
  - Nie. Mam na myli krowy.
  - wite?
  - Wszystkie s wite, te uwieczone w miastach i te stada zdziczae, ktre wcz si nocami i wypasaj uprawy, niszcz pola, przepada jedna pita plonw... Niech pan pomyli: krowa na kadych dwu mieszkacw czterystamilionowego rojowiska narodw, krowa, ktra daje odrobin mleka, ywi si tratujc zagony, nie wolno jej zabi, a miso zjedz psy i szakale. Skr mog cign jedynie niedotykalni, dopiero gdy padnie ze staroci, a wic wtedy, gdy i skra jest niewiele warta. Te miliony krw s nasz klsk, niszczc pola godz ludzi, zabierajc im pokarm pozbawiaj ycia. Te stada wdrujce niepostrzeenie poeraj ludzi.
  Chude jego rce w wietle ksiyca jak z zaniedziaego brzu wycigay si ku wiosce upionej w dolinie, gos mia fanatyczne brzmienie. Dugie cienie kady si na zbiela cian dawnej kaplicy.
  - Chopi to rozumiej? Nie boi si pan, e mog pana ukamienowa?
  - Gdybym tumaczy, e wytpienie, selekcja skarowaciaego byda jest konieczna dla ich dobra, na pewno by mnie zatukli - w gosie brzmiaa gorycz i szyderstwo - ale mwi, e to potrzebne dla dobrakrw. Mwi o ich godzie, o mczeskiej mierci, kiedy je spy szarpi za ycia... I chopi pacz bardziej ni nad wasnymi zagodzonymi dziemi. Przecie widzieli krowy chore, z grulic, zakaone bangiem, ktrym zwisa na wp zgniy pd... Dobrze wiedz, o czym mwi, i przyznaj mi racj. Bardziej chc pomc krowom ni sobie.
  - I ma pan jakie wyniki tej agitacji?
  - Tak. Musz wydzieli pastwiska, wybrukowa wodopoje, oddzieli sztuki zdrowe, nie miem powiedzie: hodowlane - a usun chore, na razie na leczenie. Pomocnikami weterynarza musz by mahometanie, im religia pozwala, nie maj waha, mog bez grzechu zabija. A wszystko odbywa si z zachowaniem ostronoci, bezbolenie, trzeba si z krowami cacka, eby nas nie roznis sfanatyzowany tum, zbrojny w kije, kamienie i sierpy. Wiem, e to, co czyni, jest wbrew woli tych ludzi, kady z zachwytem powiciby wasne ycie, by ratowa na wp zdychajc krow. Gdyby moje zamiary przejrzeli, bybym dla nich demonem niszczcym rda ich uwicenia. Krowa, matka dobroci, ywicielka... Ta, ktra daje oczyszczenie z win... Wystarczy przyj, pokn - panczgawia - pi wydzielanych przez ni skadnikw magicznego leku: mleka sodkiego i kwanego, masa, ajna i uryny.
  - Pan jest niewierzcy? - nachyli si ku niemu zaskoczony.
  Pokaza wit ni w rozchyleniu koszuli, ktra przepasywaa mu pier. By wic braminem, moe zbuntowanym, ale pozostawa w najwyszej kacie.
  - Chc pomc ludziom, chroni ich ycie - powiedzia zamylony.
  Nagle Istvan spostrzeg, e Hindus pali papierosa w doni zwinitej w trbk, tak eby nie dotkn go ustami, i umiechn si lekko. Nawet i ten witokradca lka si, e papieros mg by zrobiony przez maszyn, ktr obsugiwa nieczysty albo przez niego pakowany, wola unika skaenia.
  Przed nimi ksiyc toczy si grzznc w wierzchokach drzew wykutych ze starego srebra. Tarcza jego rozjarzaa si, to zdawaa przygasa, pulsowaa blaskiem, y. Szakale skomliy i zanosiy si spazmatycznym szlochem. Tak, ten czowiek po angielskich szkoach, miay, uparty, kocha ycie ludzi ponad ycie byda, ale tych, ktrych pragn ocali od godu, wola zachowa w starych podziaach kastowych, na miejscu, ktre im wyznaczyo urodzenie, los, bogowie.
  Widzia chud pistk Hindusa, ktra rowia si ogiekiem skrywanego papierosa, gdy j do ust przyciska. Suka w pancerzu siedziaa na rodku podwrza, zadarszy eb wtrowaa szakalom zawodzc nut. Potem jakby przeraona t martw, ulatujc twarz ksiyca, w trosce o szczenita drapaa do drzwi. Uchyliy si pod naporem ap i faszywym brzkiem zaczepiay o blaszane kolce.
  Naszo go przemone widzenie tego wiata jako caoci, kocha i urzdnika, wroga krw, ktry obok przycupn, i suk, co wdzieraa si do upionej szopy, i starucha, cho zarzyna kurczta, i te kurczta, popiskujce przez sen w oczekiwaniu na swoj kolej. Kocha nawet gosy szakali, jakby ich skarga dobyta z godnych trzewi bya czstk i jego baga... Wszystkie poczynania czowiecze wyday mu si ogromnie cenne, cho wiedzia, e s jakby pisane patykiem na ciece, ktr stopy i racice zadepcz, wiatr zasypie kurzaw, a jednak by pewien, e trzeba ten trud przemieniania wiata podejmowa, do ostatniego uderzenia serca, do ostatniego tchu. Czu, e jest blisko urzekajco prostej i wielkiej tajemnicy, ktr ta noc zaraz przed nim odsoni, a bdzie dra zdumiony, e dawno jej nie odgad... Jeszcze kilka minut... Srebrna maska o zatartych rysach zdawaa si chrzci w wierzchokach drzew na przeczy, ama konary. Nigdy nie by tak blisko prawdy, pragn jej i lka si, e go przemieni.
  I wtedy koguty w wiosce zaczy pia ochryple jak na trwog, zawtroway im w szopie modziki niewprawnymi gosami. Z gbi budynku dobiego woanie Margit, pene sennej trwogi.
  Wszed do rodka.
  Gdy rozchyli moskitier, pochwycia go za rk, przycisna kurczowo do rozgrzanej piersi. Serce omotao pod doni.
  - Przelka si? Przecie jestem - szepta, a ona wiotczaa, z ulg opadaa na posanie.
  - Co tu azio blisko. Pewnie szczur - sama sobie tumaczya. - Zawoaam, a ty przepad. Zrobio mi si straszno, za siatk w drzwiach widziaam ten wstrtny ksiyc i kto tam siedzia skulony, czai si, eby mi powiedzie co bardzo niedobrego... - mamrotaa, nie wypuszczajc jego doni.
  - To nasz ssiad - rozemia si lekko. - Jest penia. Niezwykle pikna noc. Rozmawiaem chwil, posiedzielimy na progu.
  I nagle spostrzeg po wyrwnanym oddechu, e ona ju go nie syszy, cho odruchowo przytrzymuje, ju odesza daleko w mocny sen.
  Wszed na swoje ko i rozbiera si powoli pod moskitier. Komary nadlatyway i tuky si o siatk. Ssiad przyczapa, dugo chrzka i spluwa. Istvan usypia, a jeszcze sysza lekkie chlapnicia, a nagle przypomnia sobie z ulg, e woda kapie ze zbiornika, po kilka kropel na raz. Zamyka i uchyla cikie powieki, a wiato wci si tlio w otworkach wywierconych w tapecie.
  Przerazio go, e zatopiony blaskiem ksiyca jednoczy si z caym wiatem, a pomin, wypar si tej, ktr kocha naprawd. Nasuchiwa jej spokojnego oddechu. Przeszkadza mu chrobot stpa szczurzych, zgrzyty i szelesty. Prawda. Czym jest dla niego? Czy przysigajc wierno Ilonie kochaem mniej? Moe inaczej, i sam byem inny - szuka usprawiedliwienia. Zobaczy rzek bia, pen wasnego blasku, i kto go ostrzega, e to jest wanie prawda. Na przekr sobie, z gniewn miaoci zmierza ku niej, zanurzy stop i ze zgroz poj, e to rozpalony do biaoci metal toczcy si jak z niewidocznego pieca ognistego, by zastygn w nieznanych formach... Widzia taki spust stali w Csepel, w Budapeszcie. Nie czu blu, tylko noga, na ktrej stpa tak pewnie, ktrej ufa, e nie zawiedzie, czstka jego samego, rozpucia si, a on straciwszy rwnowag lecia ku zatracie w olepiajce wiato.
  Zbudzi si, odruchowo sprawdzajc doni, czy ma nog. Stopa pieka go, musia j wysun poza moskitier, wepchn pod materac piwora. Drapa si dugo, z zadowoleniem, e ma nog, drzema i znowu dar paznokciami lady naku. Moskity musiay wcisn si pod siatk, bo zdawao mu si, e trbi wprost w ucho, muskaj, askocz skrzydami, ale nie walczy, tylko zasaniajc si doni usypia.
  Rankiem wypili mocn herbat, sam esencj i w zachwycajcej pogodzie ruszyli na Haidarabad. Ssiad Hindus ju wsta o wicie, by uprawia ablucje na stopniach wityni nad zbiornikiem wygadzonym, nalanym niebem po brzegi. Mimo le przespanej nocy nie czuli zmczenia. Mode soce tryskajc przez przydrone drzewa dyszao im w twarze.
  W poudnie Margit siada za kierownic, a jego naszo jakby odurzenie, senno, gowa mu zwisa, wiedzia, e jad przez rwniny porose rzadkimi kpami drzew, obrazy niepostrzeenie przenikay w zwidzenia, usypia wdychajc zapach suchych lici, wygaszonych ognisk i leciutki, ledwie do pochwycenia, perfum towarzyszcej dziewczyny.
  Obudzi si zawstydzony, ledzi j chwil spod przymknitych powiek, chwyta jej troskliwe spojrzenia, sprawdzaa, czy mu nage wstrzsy nie dokuczaj, serdeczny umiech jak blask jawi si na jej twarzy, przewiewa, zanika, czu mocne, wewntrzne zwizki ze stanem spokojnego szczcia, jaki przeywa, i jej nie narzucajc si obecnoci, po prostu bya przy nim, zastpowaa, gotowa dzieli z nim godzin, dzie mczcej podry, czy nawet los.
  Rozmowy, ktre prowadzili, dotyczyy spraw prostych, odpoczynku, jedzenia, miejsc wybranych na biwaki, stanu wozu i zapasw benzyny. Noc przypadali do siebie na krtko, wymieniajc pieszczoty bez sowa, i zasypiali nagle, a ksiyc azjatycki, z wieczora pomaraczowy, noc straszy jak twarz natarta kred. Biae wiato, rozmazane na moskitierze, zawodzenia szakali budziy ich na chwil, nasuchiwali i uspokojeni garnli si ku sobie, agodnie osuwajc si w ruchliw ciemno.
  Dwa dni pniej, w samo poudnie wjecha czerwono zakurzony austin na przedmiecia Delhi. Szos przecina tor i jak na zo stranik w koszuli, spod ktrej wystaway dugie chude nogi, przywoawszy gromadk dzieci zasun elazne wrota i zamkn na wielk kdk. Mimo e pocig mia nadej dopiero za dwadziecia minut, nie byo siy, ktra by go zmusia do przepuszczenia auta. Zarzdzenia obliczono na powolne tongi zaprzone w woy.
  Stao ich kilka, z tpo zwieszonymi bami, gzy ciy im podbrzusza. Sycha byo lepkie chlanicia ugnojonych ogonw. Wonice przykucnli nad rowem i oddawali mocz pogadujc sennie. Marabut ze starcz gow i wolem u dzioba sta na jednej nodze nad oskrobanymi do biaoci gnatami padej krowy. Nikt nie wypatrywa dymu na skrzcych si szynach, nikomu si nie spieszyo. Wiaterek si zrywa, gna kby kurzu, buszowa po skamieniaych polach.
  Daleko przed nimi pitrzyy si bryy domw o paskich dachach, w spowiaym niebie migotay jak strznite ulotki stada krcych gobi.
  - Najpierw odwieziesz mnie do hotelu - postanowia Margit - potem dowiedz si, co za niespodziank przygotowali ci w ambasadzie, i dasz zna, bd czekaa.
  - Nie lepiej od razu do mnie?
  - Nie.
  - Bd dobrej myli.
  Milczaa z domi splecionymi na uniesionych kolanach. W oczach miaa smutek.
  Wysiad, przeciera irch przedni szyb, na ktrej krwawymi gwiazdami porozbijay si bki. Nadlatywa basowy, jak akord organw, gwizd lokomotywy, maszynista ostrzega z daleka. Rwa pocig, zaledwie kilka prawie pustych wagonw, w tym dwa z chodzeniem - dla Europejczykw i bogaczy.
  Pocig dawno przeszed, plamka ledwie widoczna na horyzoncie, powiewa dymem jak miotek z koskiego wosia, ktr si wonice oganiali od much, nim drnik raczy otworzy kdk i rozchyli elazne wrota.
  Istvan skowyczc klaksonem wymija tongi, pierwszy przeskoczy tory, zanim rzd wozw we wrzaskach i skrzypieniu ogromnych k zacz si toczy ku miastu.
  Kiedy wysadzi j przed soneczn fasad hotelu w cienistej alei, gdzie tybetanki pod drzewami porozkaday na matach swj zabytkowy mietnik, uomki posgw, faszywe brzy i drewniane maski, sysza, jak chopcy z recepcji radonie woaj:
  - Kumarii Ward. Doktor Ward.
  Obijali walizki o ruchome drzwi, kolanem pchajc blachy byszczce wypucowan miedzi. Poczu, e wrci do domu. Zaczo mu si nagle spieszy. Wdycha miejskie zapachy asfaltu, rozpraonych pyt chodnika i kurzu, wo spalin i trociczek.
  Wyskoczy na miao, z rozmachem zaplanowan perspektyw alei, uk Triumfalny - Brama Indii rowiaa na tle spowiaego nieba. W gbi kpa wysokich drzew i namioty cyrkowe, oddychajce na wietrze. Tam szuka Kriszana... Dalej droga do ambasady, do Judyty, do miejsca, ktre tu nazywa - domem.
  Zaskoczyo go, e czokidar nie sta przed furtk, wejcie do ogrdka byo otwarte. Koza z wymionami sterczcymi na boki, obijajcymi si o kosmate nogi popatrzya na niego tym, niechtnym okiem i dalej skubaa nadwidnite dawno nie podlewane kwiaty.
  Musieli przecie usysze pomruk motoru, jednak nikt nie wychodzi go wita. Na werandzie potkn si o barg i koc, stao gliniane palenisko pene siwego popiou, garnczek, w ktrym roiy si muchy. Peno zeschych lici pozwijanych susz trzeszczao pod nogami.
  Odesza go caa rado powrotu w stare kty. Dom si rozprzga, ju by pewny, e nie czeka Ilona ani chopcy. Drzwi do hallu nie zamknito na klucz, wszed do dusznego wntrza kierujc si gwarem gosw, peen wzbierajcego gniewu na niedbalstwo. Z daleka poznawa starcze gderanie kucharza i rozlazy gos sprztacza, jakie obce kobiece pochlipywania.
  Zaskoczy ich stanwszy na progu. Oprcz domownikw spostrzeg i sucych z ssiedztwa, ukucnli krgiem, obradowali sigajc doni do wielkiej patelni penej ryu i jarzyn. W kuchni dawi swd spalenizny, potu i dymu z papierosw.
  - Sab - przerazi si sprztacz. - Namaste di.
  Stary Pereira wytar umazane palce o poatan, rozpit koszul i zoy donie, skadajc niski ukon, a mu si zatrzsa nastroszona siwa czupryna.
  - Co za zbiegowisko? Co si tu dzieje? Dlaczego dom zapuszczony, brudny? Otwiera okna, sprztacz
- krzycza. - Za godzin ma tu by porzdek.
  Obcy wymykali si przygici, na czworakach chykiem, dopiero w arze dziedzica prostowali grzbiety, dudniy ich bose stopy o kamienie.
  - Nam powiedziano, e sab ju nie wrci - ypa spakanymi oczami kucharz. - Mymy nie dostali zapaty za nowy miesic.
  - Kto wam powiedzia? - wzburzenie podeszo mu do garda, omotao w skroniach.
  - Mister Ferenz. By tu i zabra ca poczt - tumaczy si przestraszony.
  - Jak, u diaba, poczt?
  - Listy, co do pana przyszy... Ambasador kaza.
  - Kto wam pozwoli? Co wy tu beze mnie wyprawiacie? Ju ja was pogoni!
  Ruszy twardym krokiem do hallu, gdzie sprztacz otworzy na ocie okna, kurz zoci si w smugach sonecznych. Dostrzeg czokidara przed domem, a drobna, pochylona dziewczyna, ktrej opadajce wosy przysaniay twarz zwijaa pospiesznie legowisko, jak pies kopie jam w ziemi, by zagrzeba ko.
  wiato wlewajce si przez okna obnayo warstwy pyu, ktry osiad na blacie stou. I nagle Istvanowi wydao si, e jest intruzem, powoduje zamieszanie, jakby zmary, ktrego ju wyprowadzono i pochowano, nagle upomnia si o swoje miejsce wrd ywych.
  Pereira zaamawszy rce sta przed nim peen troski.
  - Sab, co z nami bdzie? Czy nas ten nowy wemie na sub?
  - Jaki nowy?
  - Jeszcze go nie ma, dopiero przyleci.
  Sta oszoomiony, teraz zrozumia.
  - Skd wiecie? - zapyta cicho.
  - Od sucych ambasadora. Omieliem si zapyta pana sekretarza, jak tu przyszed, chodzio przecie o nas, z czego bdziemy yli... I on to potwierdzi. - Spoglda z postarza twarz, szuka jeli nie ratunku, to nadziei.
  Istvanowi zrobio si gorzko, al jak szklana drzazga ku we wntrznociach. Zaatwili mnie, obsmarowali, poszy szyfrwki naglce, eby mnie odwoa. A dla niepoznaki wypchnli z Delhi... Jak gupi, naiwny szczeniak uwierzyem w ich yczliwo. Pojechaem z dziewczyn, sam wetknem dowody do rki. Tylko jedno w ich wyrachowaniach zawiodo - wrciem. Zrobiem im ten kopot.
  Patrzy na sprztacza, chude, ciemne ramiona miotay si, mokr cierk przeciera zakurzone siatki druciane w oknach, przypominay mu si nakrcane zabawki, w ktrych pka spryna, jeszcze par ruchw, drga i staj, jakby w wielkim zdumieniu, e ju koniec, martwiej. Sweeper te jeszcze wykrca cierk, czerwonawy py zabarwi wod, ze szmaty na parapet kapaa krew. Zrobio mu si suby bardzo al. By ich jedynym rdem utrzymania, nie tylko ich, ale i rodzin, ktrych nigdy nawet nie pozna, caej gromady on, teciw, dalekich krewnych, mieli zapewnion trzy razy dziennie gar ryu wyniesion ukradkiem, by, jak mwi czoobitnie Pereira, ich ojcem i matk, by ich szczliwym losem, nawet nie zdajc sobie z tego sprawy. Co z nimi teraz bdzie? Na razie maj drobne oszczdnoci, mog je wydziela, dozowa, zjada przeszo... A potem? W czysto wypranych, nakrochmalonych koszulach, bd obchodzi pracownikw ambasad, wciska apwki w rce takich jak oni ndzarzy, przymila si, pokornie prosi, bo kucharze bywaj wszechmocni, ich protekcja moe znowu wprowadzi do kuchni, gdzie rozkosznie pachnie gotowana strawa, gdzie si nie odwaa ryu przed wsypaniem do garnka, ani mki na ciapaty nie odlicza si na kopiaste yki... y, uwiesi si znowu przy jakim cudzoziemcu. Pliki wytuszczonych wiadectw nie wystarcz, trzeba obieca sta danin z kadej pensji tym, ktrzy ich mog poleci. Bd paci za sam obietnic pracy, za nadziej, ktra ich bdzie trzymaa przy yciu.
  - Zanim wyjad, sprbuj was gdzie umieci - rzuci Pereirze, ktry powtrzy, przetumaczy jego sowa i jakby blask pad na twarze, kaniali si, podnoszc zoone modlitewnie donie do czoa, dzikowali, bogosawili.
  Telefon. Margit chciaa wiedzie, czy w domu wszystko bez zmian.
  - Zostaem odwoany - powiedzia bezradnie.
  - Bardzo dobrze - usysza jej gos jasny, nawet peen zaczepnej energii - spodziewaam si tego. Chyba si nie martwisz? Tak, Istvan, pora zakoczy spraw. - Po chwili namysu dodaa: - Co mylisz robi? Niczego nie postanawiaj, zanim do ciebie nie przyjad.
  - Musz si widzie z ambasadorem. A tu dopiero zaczynaj sprzta... Margit, dam ci zna, jak wrc - prawie prosi.
  - Bd spokojny. Opanuj gniew, syszysz? Pamitaj, e jestem z tob. Czekam. Pomyl, oni s ju dla ciebie bez znaczenia, niepotrzebni, jeste wolny, rozumiesz, masz nareszcie t przewag, moesz by sob!. Gdy oni boj si mwi, co myl, boj si wasnego cienia... Czym si przejmujesz? Jeeli jeste wzburzony, zabraniam ci tam i w tej chwili. Chcesz im sprawi przyjemno, pokaza, e ci dosigli, e boli? Istvan, nimi nawet nie warto gardzi, mona tylko wspczu.
  Milcza wsparty rk o jasnoniebiesk cian. Ju powraca spokj,rosa zimna zawzito, pragnienie obrachunku.
  - Syszysz mnie? - woa zaniepokojona. - Istvan, przecie zrobili ci przysug. Nawet powiniene by im wdziczny. Zdecydowali za ciebie. Masz to za sob. Syszysz?
  - Tak.
  - Oni nas nie mog rozdzieli.
  - Tak.
  - Wic nic si nie stao. Rozumiesz?
  - Tak. Jestem spokojny. Jad do ambasady zrobi im niespodziank. Myleli, e tu nie wrc.
  - No, widzisz... Myleli rozsdnie. Zadzwo najpierw, zanim pojedziesz. Trzymaj si, kochany.
  - Dobrze. Naprawd jestem spokojny.
  - Wierz ci, jed.
  Nie kadc suchawki, rozczy, naciskajc wideki. By ju opanowany. Wykrci numer ambasady. Odebraa Judyta.
  - To ty, Istvan? - zdumiaa si, nim w zakopotaniu spytaa: - Ju wiesz?
  - Dowiedziaem si od suby. Chciabym rozmawia ze Starym.
  - P godziny temu pojecha na lunch do rezydencji, ma u siebie nowego ambasadora, Japoczyka. Ferenz na miecie. Pustki, nie ma nikogo.
  - A co jest - zapyta drwico - poza odwoaniem mnie?
  - Musz z tob pomwi. Nie masz prawa oskara mnie. Ty nic nie wiesz. Istvan, czy ty wracasz? Przepraszam, e ci tak pytam, ale od tego zaley, jak si zachowasz... Nie pal za sob mostw. Przyjed, jest tu twoja pensja, szkoda eby przepada, przyda ci si. Rupie wymienisz na funty. Dla gupiego gestu nie daj si oskuba, bierz, co ci si naley.
  - Na to mam zawsze czas. Jad do Starego.
  - Bd ostrony. On ciebie nie znosi - szepna, a potem dodaa pospiesznie: - on si ciebie boi.
  Nie obchodzio go, co powie dalej, pooy suchawk. Teraz gotowa suy dobrymi radami, a na pewno milczaa, kiedy go niszczono. Jestem spokojny - powtarza, jestem zupenie spokojny. Na cianie ciemniao odbicie jego spoconej doni.
  Telefon jeszcze raz zadzwoni, jednak nie podj, pewny, e to Judyta chce si usprawiedliwia. Ona nie jest za. A Ferenz? A szyfrant? Kady z osobna nie jest zy, ale jak si zbior razem... Jedno drugie popycha, pilnuje, eby si nie zawahali. Oni nie s li, ale i nie s dobrzy. Nie tylko dla mnie, ale i dla siebie, dla siebie te.
  Przeszed do hallu, odprowadzay go czujne spojrzenia sucych.
  - Jest pierwsza - popatrzy na zegarek - lunchu ju nie zdysz - zrb wczesny dinner na pit, dobry, postaraj si - zaleca - na dwie osoby. Tu masz pienidze - pooy banknot, uprzedzajc zabiegi kucharza.
- Jutro wam zapac.
  - Za cay miesic?
  - Nawet jeeli wyjad.
  Tego nie trzeba byo tumaczy. Wyszed do auta, ktre stao jeszcze nie umyte ze ladami dugiej drogi, czokidar usunie otworzy drzwiczki i tupnwszy stan na baczno. Na placyku trawiastym jego ona gazi popdzaa koz, ktra wspinaa si na murek ogrodu zasmakowawszy w drobnym kwieciu. Napicie mino, odprenie przyszo nagle, czyby sprawy nabrawszy waciwej proporcji, przestay drani?
  Margit ma racj. Nic si nie stao, nic, i niespodzianie umiechn si do swego odbicia w zakurzonym lusterku. Wiedzia jednak, e zapomnia o maym sowie - jeszcze.
  Ulicami Delhi zmierza nie spieszc si w stron rezydencji. Mija riksze motocyklowe z daszkami o ksztacie baldachimw, pucoowaci, kosmaci Sikhowie wsparci na kierownicach mitosili gruszki trbek z rozmarzonym umiechem.
  Postawi wz daleko od bramy. Biae kolumny rezydencji oplataa passiflora. Dokoa klombu szala na rowerze modszy syn Bajcsyego. Pod koami trzeszczay pozwijane licie, wpaday midzy szprychy dzwonic piewnie. Chopiec mao na radc nie najecha.
  - Uwaaj! - krzykn uskakujc.
  - To ty uwaaj - odpowiedzia may zuchwalec. - Ja jestem u siebie.
  I pomkn dalej alejkami, szorujc opuszczon stop przy gwatownych skrtach.
  Za paacykiem skryty w cieniu sta wz z bia chorgiewk i czerwonym kkiem w rodku. Lunch z Japoczykiem jeszcze si nie zakoczy.
  Czokidar, niski, na krzywych ylastych nogach, zabiega mu drog. Soce skrzyo si na rkojeci noa zatknitego za pas.
  - Sab do kogo? - widzc, e miao zmierza ku schodom, speszy si. Pan ambasador zajty.
  Istvan poczu si jak intruz, nie zna stranika, nowy, wieo przyjty. Zakuo go: czyby naprawd znalaz si poza gromad, wydzielony, napitnowany? Chopiec na rowerze lecia wprost na nich, rozstpili si.
  - Wpu go! - wrzasn. - To swj.
  Wszed po schodkach do obszernego hallu, usiad w wygodnym fotelu, postanowi zaczeka, a go odjedzie. Chcia sam na sam rozmawia z ambasadorem. Z otwartych drzwi do jadalni dobiega go basowy miech i pene namaszczenia strzpy zda. Chyba tu ostatni raz jestem - myla z ulg. Ile razy sta na schodach i wita podjedajcych goci, ciska donie, park migota kolorowymi wiatekami, orkiestra graa stare walce, chrzci wir pod koami samochodw, zapach spalin miesza si z perfumami kobiet zaszytych w liskie jedwabie. Mia to ju za sob, i ten nieszczsny pokaz filmowy w czasie walk w Budapeszcie, rzdy pustych krzese. Musno wspomnienie wstydu, jaki przeyli. Ale inne przyjcia byy udane, liwowica i tokaj potrafiy rozrusza nawet powolnych Hindusw, taczyli, piewali. Nie chciao im si odjeda. Gdy wreszcie zostawali sami, ambasador jednym szarpniciem zrywa gotow muszk - nigdy nie nauczy si jej wiza jak czowiek z towarzystwa - rozpina zmik od potu koszul smokinga i nalewa sobie wina; no, yknijcie, pozwala askawie, no, Ferenz, jazda Terey! Ju spucilimy wod, poszo. Mona w swoim gronie odetchn.
  Na cianach wisiay obrazy przedstawiajce hutnikw w czerwonym blasku pieca, murarzy na rusztowaniach, winiark betajc karm toczcym si do koryta prosiakom, obrazy podobne do kolorowanych fotografii, nagradzane i kupione, a e nie sposb byo ich wystawi, posyano na placwki, wypoyczano, jednak nikt si o zwrot nie upomni, z ulg je spisz na straty. Fotele, czerwony dywan pochodziy z Indii, wielki wazon ze wieo citymi gaziami fioletowych niby kwiatw, wydaway si postawione przypadkowo, osobno, ten dom nie by domem, tylko miejscem krtkiego postoju.
  Pali papierosa rozparty, a waciwie odchodzi, egna siebie samego, urzdnika suby dyplomatycznej. Margit ma racj - nic si nie stao. Naprawd nic.
  - Wic jednak pan przyjecha? - podesza do niego ambasadorowa. Nie sysza krokw na grubym dywanie, wida znudzia j rozmowa w jzyku, ktrym sabo wadaa.
  Podaa mu rk cikaw, jak do podtrzymania, bez ucisku powitalnego.
  - Prosz siedzie... Zaraz skocz - pokazaa ruchem gowy jadalni Nie ma pan alu do ma? Chciaabym, eby pan go zrozumia, on musia - prbowaa przenikn zamknit twarz. Oczy due, orzechowe, nawet adne, spoglday na Tereya zawo. - Przysza instrukcja, eby po cichu oczyci placwk z niepewnego elementu. Nie on pana wyznaczy, kolektyw zadecydowa. M mwi, e panu nie zrobi krzywdy. Przecie musia by ostrony. Czy pan rozumie?
  - Tak. Za duo rozumiem.
  - Nikt nie wierzy, e pan wrci. Gdyby pan nie wyjeda wszystko potoczyoby si inaczej. Ale opinia jeszcze nie posza. Niech pan z mem porozmawia, tylko prosz go oszczdza. Ma teraz tyle zmartwie - zwierzaa si zwiedziona jego spokojem, prawie uwaajc go za sprzymierzeca - le sypia, serce go dusi - nachylia si do radcy, pooya obie rce na podoku, domi do gry jak plotkujca chopka, rysy miaa proste, uczciwe. - Wielkie zmiany w rzdzie, doszli do wadzy inni towarzysze, nie wszyscy mu yczliwi. Dokd mia parti za sob, wiedzia, do kogo trafi i jak przemwi, zawsze swoje przeprowadzi. Ja si nie raz baam, bo tak si stawia, tyle da, on mnie ma za gupi. I chyba susznie, bo wszystko dosta, a mi czasem straszno. Jakby si odwrcio, nie przetrzyma. Niech pan bdzie dla niego wyrozumiay - prosia.
  Z daleka dobiegay gosy poegnania, lunch si koczy, i ona wiedziaa, e powinna pojawi si przy gociu.
  - Pan moe wrci do kraju. Do Budapesztu. Czy pan mi wierzy, e ja zazdroszcz?
  - Wierz.
  - Tutaj nie ma ludzi. U nas bywaj wycznie dyplomaci - westchna ciko - eby nie wiem jak ostronie, eby piastowa jak zepsute jajko, i tak obgadaj, wymiej. A trzeba ich przyj. Jak pan bdzie wyjeda, niech pan o onie pamita, ja wiem, gdzie mona dosta adne jedwabie na Starym Delhi, skrki z jaszczurek na sandaki i torebki. Chtnie z panem pojad, jak ambasadora nie bdzie.
  Bajcsy odprowadza drobnego Japoczyka, sam wielki, ciki, zdawa si wypycha go kadym oddechem. Spostrzegszy Tereya achn si, skin mu gow, e zaraz wraca. Krtki jak mgnienie wyraz zakopotania przynis Istvanowi ulg. Ambasadorowa spyna naprzeciw gocia, ktry sta z pochylon gow, gadko przyczesane wosy wieciy, jakby mia ciemi pocignite lakierem.
  Motor zawarcza i szum cich na wirze. Wita te odgosy jak bokser dwik gongu wzywajcego na rodek ringu.
  - No, zjawilicie si nareszcie, Terey - nie podawa rki, tylko cikim krokiem obchodzi, jakby obwchujc. - Jest dla was niespodzianka. Przyszo odwoanie.
  - Tak jak chcielicie, ambasadorze.
  Naspi si, cign brwi.
  - Tak, jak tego chciaem - przyzna, mia odwag wzi decyzj na siebie. - No i co, wracacie?
  - A jak wy dostaniecie odwoanie, ambasadorze, wrcicie?
  - Nie igrajcie, Terey - mwi wolno - ja was w por ostrzegaem, prosiem po dobremu - obejrza si, spostrzegszy, e ona jeszcze stoi, machn rk. - Odejd. Zostaw nas samych. Ja mam co do powiedzenia panu radcy.
  Odczeka, a znika w jadalni, i zwrci si do Tereya. Spoglda chwil nieprzyjanie oblizujc obwise wargi.
  - Zachciao wam si ledztwa na wasn rk i nie ma wiadkw - rozoy donie.
  - Nie ma - przyzna spokojnie i wyjmowa papierosa szeleszczc celofanowym opakowaniem.
  - Chcielicie mnie wykoczy - przypiera Bajcsy.
  - Nie, po co?
  - Dzi tak mwicie - luzowa krawat i odpina konierzyk, jakby mu brako tchu - dzi dopiero. A ja mam was w rku - podsun zacinit pi. - S dowody, czarno na biaym - odczeka chwil i rzuci: - Wiem, z kim bylicie nad morzem...
  - No i co z tego? - nie spuszcza renic Terey. - Co was to obchodzi? Dwa lata obiecujecie przysa on i nie ma jej dotd.
  Czu wstrt do siebie za to powiedzenie, jednak argument si liczy. Ambasador wyda mu si wiejskim kowalem, starym cyganem, ktrego przebrano w jasnoniebieski, czesuczowy garnitur, ale zapomniano przedtem wykpa, jego palce smoliy, zostawiay lady kopcia na biaym konierzyku, rozmieszyo go porwnanie, cho wiedzia, e to sadza z fajki, ktr odruchowo ubija palcami.
  - Ja wam przytr rogw, Terey, do krwi przytr - grozi - ja jeszcze nie napisaem opinii, starczy, e przypn protok z naszego zebrania, co towarzysze mwili, a maj was bardziej na oku, ni sdzicie, jak z procy wylecicie z ministerstwa.
  - Ja tam wcale nie mam ochoty zosta, mylne rozpoznanie - uci wsparty niedbale o porcz fotela.
  - Zgniot was, Terey - powiedzia z luboci, mruc oczy - bdziecie jeszcze piszcze. Nie takich jak wy robiem maymi.
  - Na waszym miejscu bybym ostroniejszy, ambasadorze, po co zapowiada... Sprbujcie - byo mu wstyd, e szaruje, tamten mia nad nim przewag, mg zaszkodzi, oskara, a tumaczenie si byo poow winy. - S towarzysze, ktrzy pamitaj wasze zasugi.
  - Ja siedziaem, wy mi tego nie odbierzecie - omotn pici w pier, a zadudnio.
  - Ani myl - sprostowa ochoczo. - Tylko, e tych zasug nieco przyroso. Wycie lubili twardy kurs. Przez takich jak wy by Budapeszt.
  Bajcsy si nie zachwia, dobry gracz, przyjmowa ciosy. Czyby ten poecina, to mae piszce drastwo, ten parszywy inteligencik mia swoje krecie korytarze, siga wysoko, czyby co wiedzia, czego on jeszcze nie zna, dosta jaki sygna?
  - Chcecie wiedzie, co wam zarzucali towarzysze? - zacz wylicza, ujmujc ca doni grube zmike palce. - Pierwsze: mao pracujecie, jestecie le, a to kraj do podboju - zaraz si poprawi - do pozyskania. Wam tylko baby w gowie, wycieczki, zabawy. Nikt prcz was nie naley do klubu, jestecie snobem. Krg waszych znajomych: bywacie, zapraszaj was, popadacie w zayo z kapitalistami, bo kim jest rada Khaterpalia? A jego te? A ten krtacz Czandra? A major Stowne, ktry pracuje dla wywiadu i wszyscy prcz was o tym wiedz. A co tu robi ta Australijka, ktra si do was przyczepia? Wycie sobie adny krg dobrali - skandowa - to ju nie s podejrzenia, ja mam w rku dowody, bya ostatnia pora, eby was odwoa albo - way sowa - odepchn, odci si od was.
  - Goosowne zarzuty - udawa obojtno.
  - Goosowne? Mnie podsuwalicie mierdzce kontakty, mnie osobicie - dga si palcem w pier. - A wasza podejrzana ciekawo? Przyapaem was w pokoju szyfranta, dokd nie wolno wchodzi.
  - Chciaem przeczyta deklaracj nowego rzdu.
  - Trzeba si byo do mnie zwrci, ja bym wam udostpni. A te dziwne wymwki, opukiwanie ludzi, szukanie w nich sabych miejsc; kto rozpija mi personel? Dalicie wonemu whisky? Sze butelek. Co za to od niego chcielicie wydosta?
  Tylko panowa nad sob - gasi papierosa Istvan - na pewno zaraz wyskoczy z certyfikatami, ktre dawaem Ferenzowi, podoyem si...
  - Wszystko ju? - spyta, sam si dziwic, e gos brzmi spokojnie.
  - A wam nie wystarczy? Co bycie zrobili na moim miejscu? Ja tylko poprosiem, eby was odwoano - nachyli si ku Tereyowi, twarz mu jakby obwisa w dobrotliwej trosce - nie chciaem was niszczy. Napisaem, e na wasze danie, e macie dosy rozki z rodzin.
  Istvan nie by pewny, czy Bajcsy z niego szydzi, czy przywaliwszy winami, upokorzywszy, chce podnie z klczek jak syna marnotrawnego, gestem na pozr wybaczajcym, miosiernym, podnie i przycisn do piersi tak mocno, eby udusi.
  - Susznie - przyzna ukadnie - myl, e wam tego, ambasadorze, nie policz jako chwile saboci.
  - Czowieku - niemal gadzi ojcowskim gosem pieszczotliwie - na co ci byo za mn chodzi... Czego wszy i kopa?
  - Lubi wiedzie - skrzywi si, jakby grymaszc, Istvan.
  - Ale po co?
  - Szukaem prawdy - wyznanie brzmiao jak wymylne kamstwo, a sam si zawstydzi.
  - Na czyje zlecenie? - widzc, e z niesmakiem milczy, tumaczy, jak upartemu dziecku; - Ja tu zostan. Mnie nie mona ruszy, bo nawet ju nie wypada. Jakby Bajcsyego tknli, zaraz zaczn pyta: a dlaczego nie reszt? Ju wynioso mnie za wysoko. Krytykowa mnie, to podwaa parti. Tylko ci, co nic nie robi, s bez skazy. Rozumiesz? Ja nie mam ochoty ustpi miejsca byle durniowi! Jak trzeba byo odwali brudn robot, mnie j powierzali. I byem wtedy dobry. A teraz patrz na mnie jak na zbrodniarza. A przecie za takimi jak ja co zostao, stoi, jest; czy to si ju nie liczy? Czy ja kiedy mwiem, e jestem niewinny baranek? - dysza z rozchylonymi ustami, odruchowo, gniewnie upycha tyto do fajki, ale nie zapala, wiedzia, e dym by go dusi. - Chc by wiceministrem, to bd... Zechc odpocz, to pojad do maego, wygodnego kraju, do takiej Holandii, i przeczekam. Mnie niej nie zepchn... Moe nie bd, jak wy, w szkolnych wypisach, ale histori republiki robili i tacy jak ja - obwise podgardle drgao poruszone pytkim oddechem. - Na emerytur mnie nie spawi. Nie dam si ywcem pogrzeba. Zostan tam, gdzie mnie partia postawi - jednak brzmiao to, jakby on partii rozkazywa.
  Istvanowi przypomniay si obawy ambasadorowej, instynktowny lk, eby przeciona struna nie pka. Bajka o zotej rybce, Stary zna zaklcia, wiedzia, w jakie ucho je szepn. I speniao si, ale partia nie jest zot rybk. I na jego rkach ciastowatych, mokrych od niezdrowego potu, trudno byoby dzi domaca si odciskw, ladu cikiej pracy, bo to sprawy dawne, uty, szczelnie wypenia szerokim zadem coraz wygodniejsze fotele, straci odporno, cho jeszcze myli, e j ma, pierwsze niepowodzenie go zamie, oklapnie, bdzie jak flak. Nie czu do niego nienawici, prawie by wdziczny, e moe wspczu.
  - Wam si zachciao prawdy? A po co? Bdzie wam lej, jak poznacie? Napieracie si, a sami nie wiecie czego... Prawda zera jak kwas. To cena wadzy. Niektrzy z tych, co rzdz, znaj prawd. I musz j w sobie kry, gdyby j narodowi wykrzycze, ludzie zatkaliby sobie uszy i uciekli. A trzeba usta otwiera, eby co dnia wydawa rozkazy, kierowa, rzdzi. Jake ja wam, Terey, zazdroszcz tej waszej chopicej niewiedzy!
  Rce mu si trzsy, spostrzeg i opar je twardo na rozchylonych kolanach.
  - Ja was nie chc topi - szepta z wciekoci - tylko zejdcie mi z oczu. Jedcie do kraju, do Australii, czy do diaba. Bylebym was tu nie oglda. Tych waszych pytajcych, dobrych, gupich oczu.
  Istvan wiedzia, e Bajcsy by zbyt wzburzony, eby gra. Miady, zna swoj przewag. Sysza jego sapanie. Przed oczami mia podgardle oskrobane nierwno, siwe i czarne niedogolone wosy, rysy na skrze workowatej podeszy potem. Rozmowa musiaa go wiele kosztowa. Nie, ja nie bd go atakowa, nie zadam ciosu. Nie chc. Nie chc. - I nagle wydao mu si, e widzi ambasadora w Budapeszcie, idcego starczym, suwajcym krokiem, przystaje wsparty o drzewko, nie zwaajc na przechodniw, ktrzy si za nim ogldaj, dyszy z rozchylonymi fioletowymi wargami. Powietrze lekkie, przemyte ulew wiosenn, lnienia na mokrym chodniku, na liciach, kutych z elaza kratach ogrodw, bezmiar powietrza, a jemu brak tchu. Suwa nogami po ziemi, ktra od dawna przestaa by placem boju, a staa si mimo pyt chodnika grzska, mikka. Usuwa si, a jeli jeszcze czuje j pod podeszwami, to nieprzyjanie, staa si natarczywa, przypomina o sobie, czeka.
  Sucy przynis na tacy dwie malutkie, kruche filianeczki kawy.
  - Napijcie si - powiedzia Stary rozkazujco.
  Jak przebudzony patrzy na zmit twarz Bajcsyego, ktry sign po jedn i nis do warg rozchylonych. Rka draa siejc brunatne krople na dywan.
  - Mam nie wraca do pracy?
  - Tak bdzie lepiej.
  Stojc w drzwiach odwrci si, zobaczy cik zgarbion posta w podcignitej za wysoko marynarce, wtoczon midzy oparcia fotela.
  - A moje listy?
  - Ja kazaem - bra wszystko na siebie, pewny, e udwignie - s w kasie pancernej. Powiedzcie szyfrantowi, niech wam wyda. Nie s mi ju potrzebne, chyba si dogadalimy.
  Wyszed z przymionego wntrza midzy filary wspierajce ganek. Odetchn gboko, pi czyste, aromatyczne powietrze, jakby wydosta si z pyu, lekkiej zawiesiny, zdmuchnitego popiou z fajki, ktra dawia ambasadora. Czokidar uchyli cik bram, ogrd zdawa si spa w zimowym socu. Nawracay strzpy zda, rozwaa gesty, intonacj gosu, znajdowa odpowiedzi bardziej trafne, cite, a si dziwi, e mu dopiero teraz przychodz na myl, z grymasem niezadowolenia wzrusza ramionami, jakby ten, co mia podpowiada, spni si, a ocena zostaa wpisana. Jednak Ferenz nie zepchn na mnie interesu z whisky, kupion na dyplomatyczne certyfikaty, a mg, nie umiabym si wytumaczy. Jemu by uwierzyli. W kocu wola, eby w ogle o tym nie byo mowy, broni i wasnej skry. Podwiadomie pragn kolegw widzie w lepszym wietle, godny yczliwoci i dobroci.
  Od cian ambasady echo nioso podwojony zgrzyt jego krokw po pytach chodnika.
  Pora urzdowania mina. Midzy palmami w zielono pomalowanych cebrach sta wony i pilnowa indyjskich sprztaczy, eby odpili chodnik i wytrzepali, a nie, jak to zwykli robi, pogaskali po wierzchu szczotk.
  - To pan jest, towarzyszu radco? - rzuci si z tak szczer radoci, e Istvan nie mg odepchn wycignitej rki. - A mwiem: dam sobie gow uci, e wrci.
  - Alecie naskaryli o butelkach.
  - Jak mogem milcze, kiedy oni na pana naskakiwali? Powiedziaem, bo mi nikt marnej butelczyny nie podarowa. Mwiem, jaki pan jest, a oni zaraz na odwyrtk i z tego wyszed zarzut. Ja chciaem broni. Trzeba si w jzyk ugry, nim si powie sowo. Ja przecie... Chyba mi pan wierzy - zaklina si, ciskajc mu do.
  - Teraz wierz, ale mnie zabolao.
  - Przecie ja bym dla was, towarzyszu radco... Ale jak ambasador mwi, e wie z pewnego rda, e pan nawia, to zamilkem, wziem ogon pod siebie.
  - I podpisalicie - gorzko wypomnia Istvan.
  - Podpisaem. Nie ja jeden. Tak wypadao, nie byo si co upiera.
  - Dobra, stary, nie ma o czym mwi. Najwaniejsze, ecie si na mnie nie zawiedli.
  - Wyszo tak, jakby nam kto w pysk da.
  - Szyfrant jest jeszcze?
  - Jest, jest u siebie. I pani sekretarka te.
  Przeskoczy zwinity kb chodnika w poowie schodw jak zbyt wysoki prg. Ledwie otworzy drzwi, Judyta wstaa zza biurka i rzucia mu si na szyj jak uratowanemu. Caowaa. Nie obj jej, sta z opuszczonymi rkami. Ciepe, due, yczliwe ciao garno si do niego, widzia tu przed sob ykowane niebiesko powieki, agodne orzechowe oczy.
  - Gniewasz si? Nie wybaczysz? Istvan, zrozum, Bajcsy mia informacj od jakiej kobiety, absolutnie pewn, e z t Australijk odpyne z Koczinu. Suchaj, ja dzwoniam do ciebie nad morze.  W hotelu powiedzieli, e nie ma takiego. Oni zawsze naplcz, inaczej wymawiaj nasze nazwiska. Powiedzieli, chocia si upieraam, e byo jakie maestwo i ju wyjechao. Pewno, eby si mnie pozby. Telefon z Delhi ich porazi. A potem zebranie, ambasador mwi z takim przekonaniem, e ju zna fakty, e nam oznajmia... Ta kobieta...
  Grace - bysno mu - na pewno Grace.
  - Stao si - pooy Judycie do na ramieniu.
  - Istvan, czy ty j kochasz? - zapytaa trwoliwie. - Co z wami bdzie?
  Sta bez sowa, jak uderzony motem, dopiero teraz go dosigo pod samo serce.
  Odwrci si z niechci, po brzegi wypeniony gorzkoci, pochwyci jej spojrzenie, lito i dobro, jakby ona znaa, miaa za sob tak prb i dotykajc wasnych blizn, pragna go podtrzyma, szepn - widzisz: jem, ubieram si, pracuj, chyba yj.
  Gdy zabbni piciami w pancerne drzwi, czu dotkliwy skurcz w brzuchu, jaki miewa w czasie wojny przed natarciem. Dostao mnie - powraca w nim refren aobny - ale mnie dostao.
  Drzwi uchyliy si pomau, bi zza nich dym, jakby si wewntrz palio, ale zobaczywszy na stole blaszane pudeko pene pogniecionych papierosw, smugi zawieszone w powietrzu, niebieskie ponachylane paszczyzny, ktre tamten przejciem zmci, zrozumia, e stao si co wanego.
  - Przyszedem po swoje listy.
  Szyfrant spojrza czujnie, o nic nie spyta, jak zwykle mrukliwy, troch senny i myl daleko, otworzy pancern kas, poda grub kopert z numerem na wierzchu.
  - Odwoano mnie dyscyplinarnie?
  - Nie. Na wasn prob. Data odlotu do uznania kierownictwa placwki. Rozmawia pan z ambasadorem?
  Istvan rozchyli kopert, wytrzsn na st kilka listw. Pozna od razu pismo Ilony. Ogarna go wcieko wszystkie byy otwierane. Na niektrych widnia w rogu znaczek wypisany czerwon kredk - litera F.
  - Jakie dostaem, takie zwracam - uprzedzi jego gniew.
  - Co to znaczy? - pokaza palcem.
  - eby sfotografowa. Chce pan pewnie filmy i zdjcia? Mam osobno. Prosz tylko pokwitowa odbir. U mnie musi by porzdek.
  On nie jest winien, dosta tylko polecenie, wykona. Z trudem si opanowujc, kad podpisy na otwartej ksidze. Chwyci drce zmruenie oczu i nagle zawitao mu, e szyfrant umylnie nie zapyta, z czyjego upowanienia odbiera papiery i fotografie, po prostu idzie mu na rk. Moe si nawet naraa.
  - Czy pan te czyta te listy?
  - Siedz, czekam godzinami, nudz si... Czytaem. Niech pan zerknie na te zaznaczone. Przesyka czekaa na kurierw. W por pan wycofuje.
  Istvan rozchyli kartk. Na grze widnia napis A$F$P, pisa Nagar.

  "Drogi.
  Dosza mnie wiadomo, e poegnae ambasad. Podobno si enisz, mimo dowiadcze z pierwsz. Masz jecha do Melbourne? Bdzie mi Ciebie brakowao, wiesz jak Ci lubi. Jeeli mgbym Ci w czym pomc, pamitaj, moesz liczy na mnie. Nie wracasz do Wgier, zdrowy rozsdek zwyciy, pochwalam decyzj. Bierz ze mnie przykad, straciem ojczyzn, zyskaem cay wiat. ciskam. Maurice".

  Drugi list by od Czandry, proponowa w imieniu spki, do ktrej weszli rada Khaterpalia i jego te oraz sam Czandra, objcie nadzoru inwestycji na terenie Australii, budowy nowoczesnej tkalni i przdzalni baweny, ktr powierzyli dawnemu wsplnikowi panu Arturowi Ward.
  "Znajc zainteresowanie pana jego crk, sdz, e moja, a raczej nasza oferta, bo jest ona wynikiem powanych rozwaa i dowodem zaufania, moe panu odpowiada. Warunki pozostaj do uzgodnienia".
  Wic dlaczego si waham? Tylu osobom sprawibym rado, jake wygodnie byoby powiedzie: mymy przewidywali, od dawna si na ucieczk zanosio... jest winny, nareszcie mamy winnego! Placwka zostaa oczyszczona z niepewnego elementu. Ambasador nie oszukiwa mwic - mam dowody. To byy wystarczajce dowody. Takich listw si nie pisze, jeli za nimi nie kryj si zwierzenia, plany niedalekiej przyszoci. Bajcsy wiedzia, co robi, wielkodusznie zwraca listy, ale zachowywa fotokopie. List Czandry uspokaja zadranion ambicj, przywraca mu niezaleno finansow, nie bdzie si czu jak ksi maonek... Byo z czym zacz. Mia ochot plun w otwarty sejf, zanim pogna do Margit, przygarnie, ukoysze w objciu, szepczc: uciekajmy std, jedmy, jedmy ju!

  Szyfrant przyglda mu si spod oka, wydmuchujc niebieski dym, skbiony w wietle krelarskiej lampy zapalonej mimo dnia.
  Rka, w ktrej trzyma list Czandry, opadaa jakby karta bya z oowiu.
  - Ncca oferta, co? Przyjmie pan?
  Milcza.
  - Kiedy pan jedzie?
  - Nie wiem.
  Szyfrant umiechn si, jakby usysza wietny dowcip.
  - Moe polecicie razem z ambasadorem - nachyli si i triumfowa - godzin temu przysza szyfrwka, zosta odwoany.
  - Wie o tym?
  - Nie. Na razie my dwaj. Zabawne, prawda?
  Twarz miaa co z wyrazu kota, ktry mysz przytrzymuje pazurkami, rys zaskakujcego okruciestwa, jest pewny, e i ja mam do powodw do nienawici, szuka na t godzin wsplnika.
  - Kiedy go zawiadomicie?
  - Noc. Lepsze wraenie. Moecie mi wierzy, nie sprawdzi, o ktrej przysza depesza, bdzie mia o czym myle do samego rana. On mnie tyle razy tu trzyma jak psa na uwizi, bo mu si wydawao, e co nadejdzie. Cae noce kaza warowa. Maszyn si lepiej traktuje. Teraz ja mu t noc zabior, wyrw poduszk spod gowy, nasypi gorcych wgli. On ju dzisiaj nie zanie.
  W potulnym, nieskorym do rozmowy czowieku, skazanym na samotno przez sam charakter jego pracy, odkrywaa si stona wcieko.
  Zamyli si.
  Jeli Kadar wymienia ludzi, zmiana kursu nie bdzie tylko manewrem, wybiegiem, ale sensem ycia, nadziej Wgier.
  - Jak go od cycka odstawi, zobaczy pan, e zacznie plu na Wgry i socjalizm mu zaraz obrzydnie. Niech pan z nim leci i za kark go dostawi, eby mu gb wytarli w tym, co narobi. Ale ja si boj, e gdy zwszy sytuacj, wnet zrobi si chory, wyprosi leczenie w Szwajcarii, gdzie lokowa pieniki. I przy nich zdrowie odzyska. On zniknie, zapomn go szybciutko, ale opinie, ktre wystawi, bd nadal wayy na losie takich jak my. Dlatego panu daem fotokopie i klisze, cho pan nawet o nich nie wiedzia. On si do paskiej skry nie dobierze, bdzie musia broni wasnej - mwi gosem zapiekym z dugo dawionego gniewu, nagle cich, posyszeli stukanie do drzwi. Szyfrant pooy palec na ustach. Nasuchiwa, poznawszy gos Judyty odsun rygle.
  - Chod, odbierzesz pensj za stycze - powiedziaa - bdzie ci potrzebna.
  Ucisn rk szyfranta i poszed z Judyt do kasy. Podpisa jedyne wolne okienko na licie, ktr wypenili szczelnie pracownicy ambasady.
  - Czy mogabym ci w czym pomc? - zapytaa niemiao.
  - Tak - powiedzia arliwie - i widzc jej twarz skupion, oczy pene napicia, umiechn si lekko.
  - Nic trudnego, chciaem ci prosi, eby zatrzymaa moich sucych dla tego nowego, ktry przyjdzie na moje miejsce.
  - Dobrze, to gupstwo. Dopilnuj.
  - Wiem. Dlatego si z tym do ciebie zwracam.
  Zwin pachnce swoicie, liskie od wieoci banknoty i skoniwszy si jej, zbieg po obnaonych kamiennych schodach, z ktrych zdjto czerwony kokosowy chodnik.
  Obok auta sta Mihaly i chustk od nosa przeciera botnik, odstpowa o krok i przyglda si z uznaniem wykonanej robocie. Wyczyszczona blacha razia jak plama.
  - Jak to dobrze, wujku, e wrcie - umiechn si szeroko, a pojania cay - bez ciebie tak nudno. Nikt nie ma czasu... Wszyscy mnie odpdzaj, kademu zawadzam, ptam si pod nogami - naladowa zabawne gosy wonego i Ferenza.
  - A pani Judyta?
  - Daje mi cukierki jak maluchowi.
  - Wcale nie jeste may - pooy mu rk na ramieniu.
                                           - Pewnie, bo jak trzeba co kupi na rynku, mama mnie posya, wtedy ju jestem duy, a jak chc sam pj do kina, to na mnie krzycz, ebym si daleko sam nie wypuszcza. May, may - przedrzenia. - Hindusi tacy jak ja ju maj ony. Naprawd, mwi mi Sikh, z ktrym gram w badmingtona, e go ju oenili, a ma dopiero osiem lat.
  Istvan przygarn go z serdecznym wspczuciem, chopiec pozbawiony rwienikw odczuwa osamotnienie.
  - Jestemy bardzo zajci.
  - A dlaczego ty moesz ze mn czasem porozmawia? Dlaczego dla ciebie nie jestem gupi, gupi - wykrzywia si jakby do tych, ktrzy go si wpychaj w niemowlctwo, z ktrego wyrs.
  - Bo lubi z tob rozmawia.
  - Nie - zaprzeczy gorco - ty mnie lubisz. Czy to prawda, e uciekniesz?
  - Co ci si pomylio.
  - Wujku, zabierz mnie ze sob - podnis ufnie, bystre lepka, szuka porozumienia.
  - Wiesz, e to niemoliwe. Ojciec ci nie puci.
  - Tak, a mama by pucia. Czy ta pani pojedzie z tob? - spyta z niewiadom chytroci, grzebic w kieszeni spodni. - Wujku, ja chciabym ci co podarowa.
  Istvan jakby zapomnia o nim, o caym wiecie. Pytanie wracao jak pogos echa w opustoszaych komnatach, przelewao si. Brzmiao napomnieniem, oskarao.
  - Wujku - szarpa go za rk - nie pij. Przy do ucha, tylko nie otwieraj, bo ucieknie.
  Wciska mu tekturowe pudeeczko, ktre wydar z kieszeni. Wieczko byo pokute szpilk.
  Patrzy na chopca, na jego wycignit do z podarkiem, jakby nie pojmowa o co chodzi. Wreszcie si zmusi do umiechu.
  - Znowu masz ptaszka - przypomnia sobie zabawy z polnymi konikami.
  - A nie, mam cykad. Zapaem na lusterko... Ustawiem midzy listkami, byszczao jak kawaek soneczka i ona przyleciaa. Chodzia po liciu i dzwonia, a potem si przygldaa, dlaczego ta druga nie odpowiada. Wujek j wemie? Ona najbardziej lubi rodek z saaty i sok z pomaraczy. Bierze rczkami listek i miesznie spija. I ypie oczkiem, czy jej nie odbior.
  Zawiza pudeeczko i pooy na siedzeniu austina.
  - Wujku - powiedzia zamylony - dlaczego ja nie jestem twoim synem?
  - Bo masz swego ojca - uj do chopca, ucisn po koleesku. - Dzikuj ci.
  - On nie jest mj, on jest ambasady. Syszysz, jak dzwoni? Ona si ze mn egna - kiwa odjedajcemu rk, by ju uszczliwiony.
  Jeszcze przez chwil widzia w lusterku maego, z grzywk stroszc si nad czoem, samotnie stojcego w socu na czerwonej drodze.
  Gdy wydosta si w alej, musia zwolni, ca szerokoci jezdni szed tum krzyczcych oberwacw, spod bosych ng wstawa kurz. Nad skbion burzliw cib zwisa na dwch drgach czerwony transparent z biaymi, wijcymi si sowami w hindi. Zagldali do auta, mazali palcami wzdu karoserii, jeden rzuci mu bibulast ulotk. "Sprztacze prywatni New Delhi. dajcie wypacania caej pensji, nie tylko zaliczek". Wic jednak co si ruszyo, za prac domagali si umwionej zapaty od swoich panw, nie wystarczao samo wyywienie.
  Pereira chrzszczc nakrochmalonym ubraniem, na ktrym zna byo paszczyzny odcinite elazkiem, drepta koo stou, czeka sygnau, eby podawa. Na rodku obrusa sta w miedzianym naczyniu pk mdo pachncej rezedy.
  - Nareszcie jeste. Co ci powiedzia ambasador? Chc ci odesa?
  - Tak - powiedzia nieswoim gosem. By jakby rozdwojony, sysza nakaz: patrz, no patrz, bo masz j, moesz z ni zrobi co zechcesz. I drugi: to ju byo, przecie wybrae dawno, miej odwag!
  - Chc ebym wraca. Jak najszybciej. Polec.
  Cho wyraz jego twarzy nie zapowiada nic dobrego, nie przestawaa si agodnie umiecha, jakby to ona krya przyjemn niespodziank.
  - Susznie. Trzeba uczciwie rozmwi si z twoj on. Jad z tob.
  - Nie - wyama kamie, nie sowo. - Nie moesz.
  - Dawno o tym mylaam. Mog - machna niecierpliwie doni - przecie mnie tam nie zjedz.
  Nagle jakby po raz pierwszy zobaczya jego twarz poszarza, pen blu i zawzitoci.
  - Chyba, e nie chcesz - wyszeptaa.
  - Nie chc.
  - Wic gdzie mam czeka?! - krzykna w lku.
  - Nie czekaj - to nie byy sowa, tylko gazy przetaczane z trudem.
  Jeszcze nie pojmowaa, wpatrywaa si z bezmiernym zdumieniem, jakby dopiero teraz si przed ni odkry, szpetny, budzcy odraz. Wpatrywaa si tak, jakby nie moga rozpozna znajomych rysw, jakby kto si pod nie podszy - ale przecie on jest, jej Istvan, ktry kocha, ktremu wierzy, oddajc nie tylko siebie, ale ca przyszo, ycie, ycie.
  - Zrozum, Margit, ja...
  Potrzsna gow, cofaa si wyprostowana.
  - Do. Nie dotykaj mnie. Ty kamco, ty may pody kamco - staa chodna, wyniosa. - Zawoaj auto - rozkazaa szeptem, ktry by gorszy od krzyku. - Syszae? Powinnam bya to przewidzie.
  Milcza, nie prbowa si broni, tylko patrzy na ni z rozpacz, jak oddycha nierwno, zamknwszy powieki. Staa oparta o uchylone drzwi.
  - Ja ci nie kami.
  - Nie, ty nie kamiesz - odmierzaa ciosy z okrutnym spokojem - ty tylko wierzysz w to, co mwisz. Co ci wygodne.
  Zastukano w ram okienn.
  - Jest taxi - woa usunie Pereira. - Zatrzymaem, co mam powiedzie?
  Stali naprzeciw siebie, nie omieli si postpi kroku. W sobie czu bl, jaki jej zada.
  - Ty mnie nigdy nie kochae? - przechylia si, jakby miaa upa, chwycia rk za framug drzwi, wspara si. Chwiaa gow, jakby cigle jeszcze nie pojmowaa swojej lepoty czy ogromu jego podych zabiegw. Dlaczego mnie nie zabi? Przecie mogam si tam utopi, taka szczliwa - jczaa. Nagle zwina si i wypada na werand.
  Rzuci si za ni, ale ju drzwiczki starej takswki zatrzasn kucharz i z pochylon siw gow sta po kolana w niebieskim dymie spalin. Strzelajc, warczc auto ruszyo i znikno za zakrtem.
  Soce rozlane za poprutymi limi razio w oczy. Wodzc doni po cianie wrci do swego pokoju, osun si, zary skulony w fotelu. Nala whisky i natychmiast nietknit odstawi. Przeyka, jakby co utkwio mu w krtani. Sysza gos krztajcego si kucharza z ogromnego oddalenia.
  - Sab, czy co si stao? Czy zrobiem le, e zawoaem takswk?
  Potrzsn gow, e nie, bo to naprawd ju nie miao znaczenia. Jak przebudzony odgania uprzykrzon gadanin.
  - Nie. Nie podawaj. Zjedzcie sami. I pniej te nie. Dzi ju nie. Idcie. Chc by sam.
  Ze zdumieniem pamita, e twarz mia spokojn, widzia si w lustrze. Potrafi wypaci im pensj, wysucha podzikowa, zapewni, e zostan nadal zatrudnieni, e nic si nie stanie, nic.
  Jak ona moga powiedzie, e ja nie, czyme jest wic morze blu, w ktrym si pogram, jeli nie mioci. yj ni, ale wyszarpnem z siebie. Najstraszniejsze, e to ja sam, majc j tak ufn, uleg, sam wasnymi rkami... Rozpaczliwie szuka pierwszego kroku, kiedy zobaczy, kiedy go odwioda pewno, e on ma prawo, e on jest inny, moe nie liczy si. Stwarzam prawa, wic mog je ama. I poamaem nas oboje. Mona we wciekym buncie potrzaska Kamienne Tablice, podepta w furii, z poczuciem radosnego wyzwolenia. Oswobodzi si od nich. A jednak znw drog zastpi, bd grozi, wypal swoje znaki... "I nie opuszcz ci a..." syszy swj gos, bo umilky fletnie organw, Geza i Sandor skanduj - bo z naddunajskiej braem si ziemi i jej zostan synem, a potem gupimi wargami wyszeptane tysice razy: wierz, wierz, wierz. Miliony powtarzay sowa przyrzecze i nawet nie wiedz, dlaczego je dotrzymuj. Dwiecie tysicy wyszo z granic, moe poowa jeszcze wrci. Inni wierz tak, jakby oddychali, bezwiednie, szczliwi jak w i osio nad obem, wysuchano ich prb, nie wodzono na pokuszenie, by stali si prawodawcami, by sdzili, i zapomnieli, e osdzeni bd. Byby z ni szczliwy. Bybym, bybym, wiem. Za cen potrjnej zdrady. Zrozumiaem ostatni krg, w noc, klczaem na piasku, przed wrotami kaplicy o polepie z gliny i krowiego nawozu jak w hinduskich aszramach, suchaem piewnego rytmu nieznanego jzyka, a przecie wiedziaem dobrze, co mwi - ja, przyszy brat odczony. To ja, to ja nie chc za t cen. Powiedziaa, e nigdy nie kochaem... A przecie zrobiem to dla mioci, ktra i j obejmuje, wchonie. Ma mnie za obkanego. Wolabym, eby to bya prawda. Chc, chc wierzy. Jak jej wytumaczy, czy mona wytumaczy przebitemu noem dlaczego tak trzeba? Czemu go pchna kochajca rka? Ja jej nie kamaem mwic, e jest moim yciem. Tylko moim, wycznie moim, moim i jej; odwrceni plecami do caego wiata moglimy si syci.
  Garbi si, wciskajc palce w powieki do promienistego blu, do czerwonych skaz, mamrocze.
  - Musiaem, musiaem, musiaem.
  Teje w trwodze o ni, przelicza stopnie, po ktrych wstpowali, pamita o tamtym, wisia ze sptanymi rkami w rozgrzebywanym arze, skwierczay wosy w ogniu, ale to robili wrogowie, a dzi on sam, ten umiowany... Po stokro gorzej. A jeeli ona w tej godzinie, pchnita na sam krawd rozpaczy, widzi tylko ciemno jako ukojenie?
  Podnosi gow opornie, wstaje. Do telefonu biegnie obijajc si o wysunite krzeso. Nakrca numer hotelu. Jest u siebie - oddycha, syszc po terkocie sygnau szczk podniesionej suchawki.
  - Margit - szepcze w to odpychajce milczenie - Margit - musi ebra. - Czy mog ci zobaczy?
  - Po co - syszy gos, w ktrym nie ma ju nadziei.
  - Chc ci powiedzie...
  - Ju wszystko usyszaam.
  I szczk, jak noyc. Odoya.
  Wraca na fotel. Mimo e sobie tumaczy, wyjania, podsuwa jej sowa, gesty, decyzje, nie przestawa si trwoy. Ona jest bardziej od niego osaczona. Wydana na gstniejcy napr ciemnoci. adnej nadziei. Rozumia. Przestaa czeka.
  Z przeraeniem pojmowa, e nie byo w jej sowach przesady, gdy szeptaa - lepiej, gdyby mnie zabi.
  Nie mona, nie mona wytumaczy. C z tego, e i on dosiga dna rozpaczy? Cierpienie nie jednoczy. Odpycha, budzi niech nawet u najbliszych. Wstydliwa sprawa, nie do obnoszenia, jak choroba.
  Brzydzi si sob, e moe tak spokojnie myle i dziaa, nawet poprawia krawat wprawnym ruchem, pamita o zamkniciu drzwi na klucz. Sposzony czokidar poderwa si ze stopni werandy stajc na baczno, lewa do mya poblaskiem skrywanego papierosa. Dziewczyna, jak mode zwierztko przytulia si do balustrady, wtopia w kipice pncze, eby jej nie zauway. Tak przynajmniej udawa, ale wiedzia dobrze, e siedzieli objci. Nie zazdroci, pobaa ich szczciu, ktre znowu dziki jego zabiegom zyskao przyszo.
  Wyprowadzi wz. Jecha jak w odrtwieniu, prowadzc odruchowo, jakby drzema za kierownic. Wszed do hallu. W recepcji go znali. Tak, panna Ward poprosia o rachunek, wyjeda. Przynieli bilet lotniczy z "Air India". Kazaa si zbudzi o pitej, przed szst ma samolot do Bombaju. Teraz jest na grze. Przed chwil prosia, eby nie czy telefonw z miasta. Wszystko wiedzieli. Wicej od niego. Zawaha si uspokojony tylu zaleceniami, ktre wskazyway... Jednak to moe przyj niespodzianie, nagle wszystkie zabiegi, przygotowania ucieczki oka si zbdne. Nie omieli si wej na gr. Spojrzenia suby dociekliwe, widywali ich tyle razy. Nie mg wytrzyma w jaskrawo owietlonym hallu. Duy bben z przezroczami: czerwone mury obronne Fathepur Sikri, biae marmurowe tulipany grobowca Tad Mahal, niebieskie morze i poprzechylane agodne palmy, jak dugie ptasie szyje przypominay miejsca, w ktrych bywa z Margit, odwraca oczy i widzia dokadnie nawet pod zamknit powiek. Uciek do auta, wtuli si w kt. Zdawao mu si, e jest blisko niej. Waruje, jest o krok.
  ledzi okna, jedne zapalay si to i rowo, inne gasy. Wpatrywa si, a spostrzeg, e szuka okien jej dawnego pokoju, a teraz przecie ma inny, ktrego nie zna. Powinna wiedzie, e jestem tutaj. A moe teraz dzwoni do niego raz po raz, a on jest blisko, guchy, w blaszanej skorupie auta, przywalony cieniami drzew. W zmiennym wietle latar dostrzeg gromadki przechodzcych mczyzn. Za par Anglikw krok w krok szed Hindus w ogromnym turbanie i bekota zaklcia, e dzi wyjtkowo pomylny dzie na wrby, gwiazdy odkryj los, ale tamci wiedzieli, co ich czeka, wystarczyo im, co mogli sami sobie zapewni. Straciwszy nadziej zawrci do podjazdu hotelowego, zajrza do Istvana i zawoa cicho:
  - Sab - ale widzc, e siedzi z przymknitymi oczami, nie omieli si budzi, odszed powoli, zawiedziony.
  Wydarzenia maj swj nieomylny bieg, odkrywaj logik powiza. Nawet Grace... Ona tylko przyspieszya.
  Czy wanie dla Margit przyjecha do Indii? Utwierdza si w przekonaniu, e dla tej prby si narodzi, przez lata dojrzewa. Biegli ku sobie z dwu kracw globu, prowadzeni nieomylnie, by... Tak si musiao sta. Kady inny wybr byby zaprzeczeniem prawdy. Czy od pocztku wiedzia, jak musi postpi, chocia nie chcia si sam przed sob przyzna, zwleka, odsuwa od siebie godzin konania? Przecie nie w chwili, gdy wykrztusi - nie, nie chc, ale wczeniej, znacznie wczeniej skaza j i siebie. Do tej decyzji dochodzi w mce, opornie, popychany krok za krokiem.
  Wtedy nad morzem, o pnocy, kiedy ju czu, e od wyroku nie ma odwoania, a ona spaa z twarz wcinit w zgite rami, i chwyta w jej oddechu ciche zachynicia jak tumione echo niedawnego paczu, musia by sam. Sam. Odczeka, a jej si oddech wyrwna, uagodzi. Wymota si spod moskitiery. Skrzypny stopnie werandy. Pod palcami ziarnisty, wystygy piach rozlegej, zamarej play. Niebo z wzami gwiazd zwisao jak sie rozpita nierwno. Morze przewalao si na pochyoci brzegu, ciekay wody trc milionami muszelek. Wa wyrzuconego morszczynu, czarny za dnia, zwglony socem mrowi si obcym yciem wiecc jak prchno.
  Stpa bezwolnie obsuwajc si po stokach wydm, szed na wiato latarni morskiej, najniszej z gwiazd, zapalonej ludzk rk.
  Morze byo o krok. Czu caym ciaem bezmiar wzdymajcych si i opadajcych wd, nioso sol i rolinnym rozkadem. Powiew rozdmuchiwa mu wosy na piersi, opywa uda, przenika ostrzegawczym dreszczem.
  Zatrzyma si na twardym zlizywanym skraju, piana gasa u stp z sykiem podobnym do tumionego westchnienia.
  wiat.
  Zwidzenie wiata: kbowisko cierpicych, zmordowanych bydlcym trudem, przeraonych. Czyme jest jego rozpacz wobec tej otchani blu i ndzy?
  Zdawao mu si, e syszy odlegy przybierajcy na sile skowyt, ale to zwoyway si dalekie holowniki.
  Tylu kona w tej godzinie. Nie doczekaj witu. Serdeczna za krystalicznego alu. Ju nie przybdzie czynw. W ostatnim oddechu poraa pewno, e wicej mogli dokona, boli ogrom poniechanego dobra.
  Stoj w ciemnoci nagi wobec morza, jaowej ziemi i gwiazd, sam, jak w chwili mierci. Obym si mg wyliczy z dni, ktre mi jeszcze zostay, i zdawi myl o sobie, o radoci ciaa, uznaniu jak piana nietrwaym.
  Jakby czujc ich wok siebie, zjednoczony z tymi, ktrzy tej nocy egnaj wiat, omieli si unie czoo, wielkie gwiazdy wisiay jak dwignite ostrza.
  Wesprzyjcie mnie, bym dokona bodaj w czstce, cocie napoczli, od czegocie si uchylili, bym krokw par dalej postpi na drodze przez was opuszczonej. Zabierz mi oczy - jeli widz tylko powierzchni rzeczy - buchao ofiarnym pomieniem. - Zamie jzyk w wgiel, jeli uywa sw na igranie. Niechaj zostanie we mnie jedna myl, jedno pragnienie: oddawa siebie bez wyrachowa, bez jednego sowa wdzicznoci, nawet bez nadziei, do ostatniego skurczu serca, do dna, do zaparcia si samego siebie w imi twoje, ktry jest mioci. Tobie chc suy przez wydanie si najbiedniejszym, nigdy niesytym, zawistnym, okrutnie spragnionym mioci i w ni ju nie wierzcym. Czekaj na mnie, cho nic o mnie nie wiedz. Oni - najblisi, z mego narodu i z kontynentw odlegych, widz t twarz zbiorow, usta otwarte chrapliwym oddechem, czoo ociekajce potem... Twarz utrudzona, bolejca, czowiecza... Twoja.
  Oswojony z ciemnoci dostrzeg na polniewajcej gadzinie tysice, setki tysicy krabikw nie wikszych od ziarenek grochu, jak tocz z muu jeszcze mniejsze kuleczki. I ju sza nowa fala. I jeli nie miaa ich zmy i zabra ze sob, pochon bya ostatnia pora zary si, ukry, przeczeka, a spyn wody potopu. Wydostaway si z uklepanego piachu i zaczynay od nowa... Pokolenia i czas, ludzkie mozolne budowanie, tworzenie wbrew zagadzie. Cay brzeg mrowi si fosforyzujc od nieustpliwego, spiesznego dziaania.
  Cho woanie, ktre rzuci w ciemno, zostao bez odpowiedzi, w powolnym falowaniu wd zbielaych grzebieniami pian i uporczywym mrowieniu si krabw, ktre nie ustaway w pracy, znajdowa pokrzepienie.
  I wtedy wrci do Margit, ktra drgna przez sen czujc chd jego ciaa. Lea z otwartymi oczami stay z blu.
  - Po co przyjecha? - szept Margit, wydawao mu si, e jeszcze ma zwidzenia.
  - Musiaem by przy tobie.
  Gorzkie skrzywienie warg, cie, wspomnienie umiechu.
  - Bae si, e...
  - Tak.
  - Przyjechae z troski o mnie czy o siebie?
  W pmroku alei wosy pod wiato latarni zalniy jak mied, twarz bya niewidoczna. Otworzy drzwiczki, zawahaa si, a potem zgarbiona usiada, nie spojrzawszy na niego. Oczami uchodzia w gb alei, ku dugiej linii drzew przetykanych zielonawymi pomieniami lamp.
  - To byoby najprostsze - powiedziaa wreszcie. - Bo co mam z sob pocz... Zabrae mi wszystko. - Umilka miertelnie znuona.
  Nagle uniosa gow i oczy ich spotkay si w lusterku.
  - Jake ty mao o mnie wiesz. Nie bj si - powiedziaa twardo - nie zrobi tego. Ju by si ode mnie nie uwolni. Ju by mnie dwiga przez wszystkie noce, ktre nie bdziemy razem. To straszne, Istvan, ale nawet po tym, co zrobie, nie mog ci nienawidzi. Nie mog.
  - Musiaem - omieli si szepn, przeszyty blem.
  - Musiae, musiae - pochylia czoo. - Jake Go nienawidz. Przeklty idol, bez twarzy, nie do obalenia, bo nie, jak my, z materii blunia kurczowo zaciskajc rce. - Dla Niego powicasz nas oboje.
  Sucha, kade sowo palio, spopielao. Dosiga go straszliwie. Gbiej nie moga rani.
  - Ja si nie zabij, syszysz. Nie drcz si, id, odpocznij... Id spa - szepna kadc mu rk na pochylonym karku wybaczajcym gestem.
  Zagryz wargi, dygota pod jej dotkniciem. Nagle wydar si z niego szloch, zy mczyzny poamanego blem. Litoci jest ich nie widzie.
  - Czy ty mi kiedy wybaczysz? - jcza. - To mnie, to mnie powinna oskara.
  Zaprzeczya powolnym ruchem gowy.
  Nadjedajce auto pchno j ostrym blaskiem, oczy miaa szeroko otwarte, jak lepa. Martwiaa, widzc przed sob dni puste, pustyni nie do przebrnicia, czas, gdy sama bdzie jak kamie pord kamieni.
  - Id ju - prosia szeptem - skocz to czuwanie przy umarej.
  - Pozwl mi zosta... Pozwl, ebym ci odwiz, chc by do ostatka.
  - Jak portier zadzwoni, e ten pan czeka, krzyknam: ktry? Ten, co zawsze - rozgryzaa gorycz nazwania. - Zeszam, eby sprawdzi. Mylaam, e nie bdziesz mia odwagi. A jednak to bye ty. I wszystko wrcio. Jeste.
  Niemiao odkrywa w ciemnoci zarys jej twarzy, prosty nos, zwone wargi, z ktrych krew ucieka, a pamita nabrzmiae, rozchylone, oczekujce.
  - Kiedy wrcisz - zacza, a brzmiao to tak, jak czasem szepcz zmczeni chorob konajcy: kiedy ju mnie pochowacie - chciaabym, eby...
  Czeka drc, w ogromnej gotowoci, przysigajc sobie, e speni wszystko, czego zada.
  - Nie daj si ugniata, bro si... Bd rwnie twardy, okrutnie twardy, jak jeste dla mnie.
  Do ostatka mylaa tylko o nim - on, jego pisanie byo wane. Wierzya, e jest twrc. Moe powoywa sowem do ycia, wskrzesza i zatrzymywa czas.
  Stary handlarz orzeszkw koysa na bambusowej listwie swj kopccy piecyk, pi czerwonych pomykw nagina niedostrzegalny powiew. Jakby nie mogc znie, e ktokolwiek tej nocy odejdzie zawiedziony, wzia z jego rki stoek skrcony z gazety, pachncej naft. Nie otworzya, lea midzy nimi.
  Stary zapa pienidz, odszed par krokw i, jakby tknity uczciwoci, zawrci i poda jeszcze jedn torebk.
  - Przeczuwaam, e tak si skoczy - otwieraa kurczowo donie, jakby prbowaa chwyci wymykajce si nici. - A nie chciaam si pogodzi, nie mogam uwierzy.
  - Wszystkiego aujesz? Wolaaby, ebymy wcale...
  - Nie - po raz pierwszy spojrzaa na niego - bez ciebie nie wiedziaabym, jak mona by najszczliwsz kobiet na wiecie. Mam ci dzikowa? Czy to chcesz ze mnie wymusi? Obdarowae, eby odebra ca rado, poama.
  Sowa smagay, kuli si, przyjmowa razy.
  Z ciemnoci wyszli ebracy, dzieci i kobiety, popiskiwali jak godne ptactwo, zagldali do wntrza, stali dugo, cierpliwie z wycignitymi rozczapierzonymi domi.
  Wygrzebywaa z kieszeni ostatnie monety. Toczyli si, krzyczc i popychajc, w wietle przejedajcych aut widzia ich chude nogi, postrzpione achmany. Nie mogli si pozby skomlcej gromady, ebracy wtykali twarze w okienko, stukali palcami w blach. Wielkie, byszczce oczy wpatryway si spod skudlonych wosw oczekujc rki, ktra sypnie miedziakami.
  - Daj im - prosia.
  - Ju nas nie opuszcz.
  Gdy rzucia ca gar na chodnik, zapali reflektory, zaskowycza klaksonem i odjechali, uciekli.
  - Jestem od nich biedniejsza - szepna - ja nie mam nic.
  Jechali nad Damun. W dole dogasay stosy aobne, rzeka rozmywaa odblask podobny do rudych skw. Wiz j przez Stare Delhi. Na chodnikach jak kokony bezgowe leeli omotani w brudne przecierada bezdomni, wieciy jak na urgowisko girlandy kolorowych arwek, koysay si uwizane na sznurach olbrzymie sylwetki bohaterw filmowych. Bylimy tu - myla gorzko, z kadym miejscem wizao si jakie wspomnienie - odwiedzalimy w pokoiku, za warsztatem krawieckim on Kriszana, kupowalimy sandaki, pierwszy spacer, kiedy j jak w gbok wod pchnem w dymy suszonego krowiego ajna, swd palonych cia, przany zapach pieczonych na blasze placuszkw, pograa si w prawdziwe Indie.
  - Dokd mnie wieziesz? - spytaa sennie.
  - Nigdzie - przelkniony zaraz si poprawi: - Bliej witu... A ty moe chcesz wraca?
  - Nie mam dokd.
  Zrobio si chodno, trawa przygita, zdeptana, wiecia od przedrannej rosy. Niebo zbielao i noc pkaa poza kpami ogromnych drzew ognist szczelin.
  Podjechali pod hotel. Czeka, e pozwoli mu pj za sob, ale nakazaa doni, by zosta. Dwch zaspanych boyw, ziewajc i drapic si pod pachami, ruszyo po walizki. Wysiad z auta, otworzy wieko baganika.
  - Powinna co zje - przypomnia, ale spojrzaa tak, e umilk.
  Nic nie mia w ustach ca dob, nie czu godu, tylko gorycz, mulisty osad ci. Mijajc podmiejskie ogrody, zatrzyma wz. Mimo jej protestw wywoa starego Hindusa z szaasu obstawionego konewkami i kaza naci r.
  - Ile? - zapyta trc doni trzeszczcy zarost, ziewajc, a byskay te ky w bezzbnych ustach.
  - Duo - krzykn niecierpliwie. - Wszystkie.
  Przynis snop prawie czarnych pkw, o sztywnych liciach, pachncych wieoci nocy, mokrym nasieczonym zielskiem.
  - Po co? - zapatrzya si w misiste patki z kroplami rosy. Trzymaa je martwo na kolanach.
  Drog pezajc agodnymi skrtami jechali przez jaowe wzgrza. Tutaj spotkali sadhu, ktry rzuci wszystko, by pj za swoj prawd.
  I ju ukazao si lotnisko. Bielay aluminiowe, karbowane dachy hangarw. Otoczyli ich podrni, kobiety z dziemi, z tobokami, do ktrych przytroczono garnczki. Megafon bekota w obcym jzyku, gos zmusza do skupienia i nuy, bo nic nie mogli zrozumie. Pili kaw z ekspresu, ktr podawaa im pikna dziewczyna z ogromnymi kolczykami. Pili kaw, niemo patrzyli na siebie.
  Wsaty urzdnik poprosi miss Ward na wag, zanotowa na bilecie. Istvan poczu, e jego ramiona pamitaj, nosiy, piastoway dziewczyn. Sycha byo narastajce porykiwanie zapuszczanych motorw, jak gosy skrzydlatych bestii wyrywajcych si w przestworza.
  Nagle wywoano basem:
  - Lot do Nagpuru, tam przesiadka na Bombaj i Madras.
  Smukouda stewardesa w mienicym si niebieskim sari uniosa obnaone ramiona i wabia ich dugimi palcami.
  Opucili dudnicy jak beczka hall aeroportu, zeszli na rozlege trawiaste rwniny lotniska, odkry si pikny, pogodny dzie.
  Samolot biela w blasku, podtoczono schodki.
  Margit przycisna kolcy pk r, ktre dopiero teraz nabieray czerwieni. Nie podaa mu rki i on nie mia po ni sign. Widzia jej twarz mizern, postarza, powieki ykowane niebiesko, oczy, w ktrych bya sama rozpacz.
  - Nie wolno tak, Istvan - szeptaa pobladymi wargami - nawet psa tak nie wolno.
  Odwrcia si i prawie biega w stron samolotu, eby nie dojrza, jak dygocze z paczu. Stewardesa uja j pod rami i jak chor wprowadzaa do wntrza.
  Zanim odtoczono strome schodki, Hinduska ukazaa si raz jeszcze i zoya na platformie re Margit. Przypomnia sobie zakaz wywoenia rolin i owocw. Lk przed zaraz.
  Rykn najpierw lewy motor, potem prawy, samolot obrci si w miejscu, ostry podmuch szarpa biaymi spdnicami bosonogich posugaczy, ktrzy przygici pchali schodki.
  Wpatrywa si w okrge okienka, soce w nich jarzyo si jak w zwierciadach. Samolot powoli sun podskakujc, swd spalin uderzy w piersi, wzdyma koszul, tarmosi po psiemu nogawki spodni, kurz nioso kbami i ostre ziarna wbijay si w czoo. Przysoni oczy, a gdy donie opuci, samolot by plamk, ktra si rozpyna w wietlistym bkicie. To si zamkna.
  Kiedy ju siedzia w aucie, niezdolny rk pooy na kierownicy, cykada Mihayla zacza w pudeku dzwoni jak szalona. Rozwiza nitk, unis wieczko i wytrzsn j na traw, widzia, jak szklicie zalniy jej skrzyda, wzleciaa kierujc si ku wierzchokom drzew, skd dobiegao zgrzytanie metalicznych trybw, koncert nadchodzcego upau.
  Torebka z pokej gazety, roek skrcony ciasno, w ktrym chrzciy orzeszki, ona trzymaa w rku. Trwa bez oddechu, rs w gardle skowyt, chcia odwrci gow, bi ni w elastwo, brako tej doni zotawej, oczu promiennych jak niebo po pierwszym niegu, oczu patrzcych ufnie spod fali miedzianych wosw. Nie ma ju Margit. Nie ma. I to ja sam, ja sam.
  Bl si rozrasta tpy, osadza na dnie serca czarnego od jadw, wdrowa ttnicami, miady. Rozchyli usta apic powietrze. Przymyka oczy, widzia kadce si w ciepym podmuchu zeschnite trawy, czerwone kamieniste wzgrza, nadmiar soca, sieko miotami pomieni.

26 lutego 1965
