
EMIL ZOLA

BO U GON -MACQUARTOWIE

HISTORIA  NATURALNA  I  SPOECZNA  RODZINY
ZA  DRUGIEGO  CESARSTWA

GERMINAL

TOM I

Przeoya
KRYSTYNA DOLATOWSKA

PASTWOWY INSTYTUT WYDAWNICZY

CZʌ PIERWSZA

Tytu oryginau
LES ROUGON MACQUART
Histoire naturelle et sociale d'une familie
sous le Second Empire
GERMINAL

Okadk projektowaa
EWA rRYSZTAK

Nag rwnin, w bezgwiezdn noc, czarn i gst
jak atrament, jaki czowiek szed samotnie drog
z Marchiennes do Montsou. Brukowany gociniec na
przestrzeni dziesiciu kilometrw przecina pola bu-
raczane. Wdrowiec nie widzia drogi przed sob;

ogrom przestrzeni wyczuwa jedynie w podmuchach
marcowego wiatru, ktry szerok, lodowat fal
wia znad mokrade i nagich pl. aden cie drze-
wa nie plami nieba. Prosty gociniec cign si
we mgle olepiajcych ciemnoci.

Czowiek w wyszed z Marchiennes okoo drugiej
w nocy. Szed wycignitym krokiem drc z zimna
w cienkiej bawenianej marynarce i welwetowych
spodniach. Pod pach ciska mae zawinitko zwi-
zane kraciast chustk. Zawadzao mu bardzo. Prze-
kada je ustawicznie i przyciska do siebie usiujc
wsun do kieszeni obydwie do krwi posiekane wi-
chrem donie. W pozbawionej jakichkolwiek myli
gowie tego robotnika bez pracy i bez domu ya
jedna jedyna nadzieja, e jak soce wzejdzie, zrobi
si cieplej. Szed tak przeszo godzin, gdy nagle, po
lewej stronie, dwa kilometry przed Montsou, ujrza
czerwone wiata trzech ognisk palcych si na wol-
nej przestrzeni, jakby zawieszonych w powietrzu.
Zrazu zawaha si, wylkniony, nie mg jednak
oprze si niepohamowanej chci ogrzania rk przez
chwil.

Wszed w gboki wwz. Wszystko zniko. Po
prawej rce mia parkan z grubych desek, chronicy
tor kolejowy. Po lewej wznosio si porose traw
wzgrze, spoza ktrego wyzieray paskie, jednako-
we dachy jakiego osiedla. Uszed moe ze dwa-
dziecia krokw. Nagle na zakrcie ukazay si zno-

wu wiata, a podrny i tym razem nie pojmowa,
jak mog pali si tak wysoko na martwym niebie,
podobne do dymicych ksiycw. Lecz u wyjcia
z wwozu inny widok zaj jego uwag. Ujrza
olbrzymi, bezksztatn mas zabudowa. Ponad ni-
mi stercza komin fabryczny. Przez brudne szyby
okien poyskiway rzadkie wiata, pi czy sze
smutnych latar chwiao si na poczerniaych bel-
kowaniach  potwornego  rusztowania.  Pogrona
w ciemnociach nocy i dymu masa wydawaa z sie-
bie jeden tylko gos: cikie i guche dyszenie nie-
widzialnej maszyny parowej.

Wdrowiec rozpozna wreszcie kopalni. I zn-w
przysza mu myl, e nie warto... I tutaj te na pew-
no nie znajdzie pracy. Zamiast zawrci w stron
budynkw skierowa si ku hadzie, gdzie w e-
laznych koszach arzyy si wgle, suce rwno-
czenie do owietlania placu i do ogrzewania robot-
nikw. Musieli widocznie pracowa do pnej nocy,
bo dotd jeszcze usuwano resztki niepotrzebnej zie-
mi. Posysza turkot i dostrzeg cienie ludzi zajtych
wywracaniem wozw, ktre pchali po torze.

 Dobry wieczr  rzek i zbliy si do jednego
z koszw.

Odwrcony plecami do ognia sta koniarz. By to
stary czowiek w fioletowym swetrze i krliczej
czapce na gowie. Obok niego sta rosy gniadosz.
Jak z kamienia wykuty, czeka na oprnienie
szeciu wozw, ktre wanie przycign. Wywrot-
niczy nie pieszy si. By to wysoki rudy chopak.
Leniwie naciska dwigni. Tu, na wzgrzu, dc1
wiatr jeszcze ostrzejszy. Lodowaty wiew ci jak
kos, w rwnomiernych odstpach.

 Dobry wieczr  odpar stary.
Zapanowao milczenie. Przybysz czujc, e patrz
na niego podejrzliwie, wymieni swoje nazwisko.

 Nazywam si Stefan Lantier, jestem maszy-
nist. Czy nie mgbym tu znale pracy?

Pomie ogniska owietla go teraz jasno. Mg

mie ze dwadziecia jeden lat, ciemnowosy, przy-
stojny, silnej, cho drobnej budowy.
Uspokojony, koniarz potrzsn gow.

 Pracy... tutaj,.. maszynista? Nie... Wczoraj do-
piero zgaszao si dwch. Nie ma pracy  odpar.

Gwatowny podmuch wiatru przerwa rozmow.
Po chwili Stefan zapyta wskazujc na ponur gru-
p zabudowa u stp hady:

 To kopalnia, prawda?

Tym razem stary nie mg mu odpowiedzie. Du-
si go silny atak kaszlu. Odplun wreszcie, a fleg-
ma pada czarn plam na zarowion od ognia
ziemi.

 Tak, kopalnia le Voreux.., Osiedle robotnicze
jest tu obok.

Wycignit rk wskaza w kierunku osiedla,
ktrego dachy dostrzeg Stefan ju przedtem. Tym-
czasem wozy zostay oprnione i stary uda si
na sztywnych od reumatyzmu nogach za grubym
gniadoszem, ktry bez bicza ruszy z miejsca i kro-
czy powoli midzy szynami, nie troszczc si o wiatr
jecy mu sier.

Kopalnia le Voreux zarysowaa si teraz wyra-
niej. Stefan grza pokrwawione donie u ogniska
i rozglda si dokoa. Rozrnia poszczeglne czci
kopalni; sortownie o cianach jakby posmarowa-
nych mazi, wie szybow, obszerny budynek,
w ktrym znajdowaa si maszyna wycigowa,
czworoktn wieyczk pompy. Ta ukryta w kotlinie
kopalnia, ze swymi przysadzistymi budowlami z ce-
gy i podobnym do gronie wzniesionego rogu ko-
minem, wydaa mu si arocznym potworem, czy-
hajcym na ycie ludzkie. Przypatrujc si jej my-
la o sobie, o swojej bezdomnoci i trwajcych JU
od tygodnia poszukiwaniach pracy. W mylach ujrza
si w warsztacie kolejowym w Lilie, skd usunito
go za pobicie szefa. Wyrzucony stamtd, wacdzie
zastawa drzwi zamknite. W sobot przyby do
Marchiennes, gdzie, jak mwiono, byy wolne miej-

sca w hucie. Tymczasem nie znalaz nic ani tam, ani

u Sonneville'a. Niedziel spdzi ukryty wrd be-
lek wielkiego skadu drewna kopalnianego, skd
o drugiej w nocy wygna go dozorca. Nie mia ani
grosza, ani okruszyny chleba. Czym skoczy si ta
tuaczka po nieznajomych drogach, na wietrze, przed
ktrym nie wiadomo gdzie si schroni? Tak  to
bya kopalnia. Nieliczne latarnie owietlay czworo-
bok budynkw fabrycznych. Nagle otworzyy si
jakie drzwi i dojrza paleniska kotw. Zrozumia
teraz ten regularny, gboki oddech, niby sapanie
dawicego si potwora: to dyszaa pompa.

Wywrotniczy, skulony przy ognisku, nie podnis
nawet oczu na przybysza. Stefan mia wanie schy-
li si po swe zawinitko, kiedy gony kaszel oznaj-
mi powrt koniarza. Powoli wyoni si on z ciem-
noci wraz z gniadoszem cigncym sze wieo
naadowanych wozw.

 Czy w Montsou s jakie fabryki?  spyta
Stefan.

Stary odplun ciemn lin i gosem rwcym si
na wietrze odpar:

 O, fabryk to tu nie brak. Trzeba tu byo by
przed trzema, czterema laty! Wszdzie huczay ma-
szyny, nie mona byo nastarczy robotnikw. A ile
zarabiali! Teraz znw trzeba zaciska pasa. Ndza
wszdzie, zwalniaj z pracy, fabryki staj jedna po
drugiej. Moe to i nie wina cesarza... Ale po co mu
byo miesza si do walk w Ameryce? A tu jeszcze
zwierzta i ludzie mr na choler.

I obaj zaczli ali si w krtkich, urywanych zda-
niach. Stefan opowiada dzieje swej tygodniowej da-
remnej wdrwki. Wic ma zdechn z godu? Drogi
roi si bd wkrtce od ebrakw.

 Tak  mwi stary.  To si le skoczy. Kto
to widzia, eby tylu chrzecijan wyrzuca na ulic.

 Nie co dzie maj teraz ludzie miso na obiad.

 eby chocia chleb mieli co dzie.

 Tak, tak. eby chocia chleb.

Gosy gubiy si w ponurym wicie wichru.

 To tam jest Montsou  zawoa koniarz zwra-
cajc si na poudnie.

Wycignit rk wskazywa w ciemnociach ja-
kie niewidzialne punkty i kolejno wymienia ich
nazwy. Tam, w Montsou, idzie jeszcze cukrownia
Fauvelle'a, natomiast cukrownia Hotona zwolnia
cz robotnikw. Tylko myn Dutiiieula i fabryka
powronicza Bleuze'a, dostarczajca lin do kopalni,
trzymaj si jeszcze jako tako. Nastpnie szerokim
gestem obj cz widnokrgu od pnocy: zakady
budowlane Sonneville nie otrzymay ani poowy
dawnych zamwie; z trzech wielkich piecw hutni-
czych w Marchiennes tylko dwa s czynne, a hucie
szka w Gagebois grozi strajk, gdy zapowiedziano
obnik pac.

 Wiem, wiem  powtarza Stefan przy kadej
nazwie.  Byem tam.

 U nas  doda koniarz  do tej pory wszystko
jest jeszcze bez zmian, chocia i tu kopalnie zmniej-
szaj ju wydobycie. Ot, na przykad tam naprzeciw-
ko, w Victoire, czynne s ju tylko dwie baterie

koksowe.

Splun i zaprzgnwszy sennego konika do pu-
stych wozw ruszy za nim.

Stefan zna ju teraz ca okolic. Rka starego
koniarza nadaa wymow otaczajcym ciemnociom,
napenia je udrk, ktr mody czowiek wyczuwa
wok siebie. Czy to nie krzyk godu nis ze sob
marcowy wicher dmc ponad nagimi polami? Podmu-
chy staway si coraz gwatowniejsze. Zdawao si,
e zamrze od nich praca i zapanuje ndza, ktra
zabije wielu ludzi. Stefan bdzi wzrokiem po rw-
ninie, jednoczenie lkajc si i pragnc j zobaczy.
Wszystko tono w obcych mrokach nocy i tylko
bardzo daleko dostrzega sylwetki wielkich piecw
i baterii koksowych. Te ostatnie tworzyy ukony
rzd czerwonych pomieni. Dwie wiee, nieco bar-
dziej na lewo, pony niebiesko jak olbrzymie po-

chodnie. By w tym smutek poaru, zdawao si, e
w krainie wgla i elaza nie ma na ponurym niebie
innych gwiazd, jak te nocne ognie.

 Wy moe z Belgii?

Koniarz wrci i podj przerwan rozmow.
Tym razem przywiz tylko trzy wozy. W kopalni
wydarzy si wypadek: pka jaka ruba w klatce
szybowej i robota stana na dobry kwadrans. U stp
hady zapanowaa cisza. Wozacy przestali toczy wo-
zy po szynach. Z gbi podziemia dochodziy tyl-
ko dalekie uderzenia mota bijcego w elazn bla-
ch.

 Nie, pochodz z poudnia  odpar Stefan.
Oprniwszy wozy wywrotniczy usiad na ziemi,
zadowolony z przerwy. W milczeniu podnis na sta-
rego przygase spojrzenie, jakby zdziwiony jego ga-
datliwoci. Koniarz nie nalea do ludzi rozmow-
nych. Moe spodobaa mu si twarz obcego przyby-
sza, a moe ogarna go ch zwierze, ktra spra-
wia, e starzy ludzie mwi czasami na gos sami do
siebie.

 A ja jestem z Montsou  odpar.  Nazywam
si Bonnemort '.

 Bonnemort?  zapyta Stefan zdziwiony.  To
chyba przezwisko?

Stary rozemia si z zadowoleniem i rzek wska-
zujc na kopalni:

 Tak, tak... Trzy razy wycigano mnie stamtd...
Raz z opalonymi wosami, drugi raz, jak mnie przy-
sypao, a trzeci raz, jak mnie woda zalaa... Brzuch
miaem wzdty jak ropucha. Jak si przekonali, e
n-ie chc umiera, przezwali mnie Bonnemort, dla
artu.

Powesela jeszcze bardziej. mia si chrypliwie.
Przypominao to zgrzyt le naoliwionych trybw i za-
koczyo si strasznym atakiem kaszlu. arzce si
w koszu wgle owietlay jego wielk gow o rzad-

l Dosownie: truposz. (Przyp. Bum.)

10

kich siwych wosach i pask twarz, bardzo blad,

pokryt sinawymi plamami. By maego wzrostu,
szyj mia grub, nogi powykrcane, rce sigojce
a do kolan, donie kwadratowe. Podobnie jak jego
ko stojcy nieruchomo i nieczuy na wiatr, wygl-
da jak wyciosany z kamienia. Zdawao si, e nie
czuje zimna ani ostrych podmuchw wichru. Gdy
si wykaszla, odchrzkn z gbi piersi i splun.
Na ziemi ukazaa si znw czarna plama.

Stefan przyjrza mu si, przyjrza si czarnej pla-
mie i zapyta:

 Dawno ju pracujecie w kopalni?
Bonnemort szeroko rozoy rce.

 Och, dawno... Nie miaem jeszcze omiu lat,
jak pierwszy raz zjechaem do le Voreux, a teraz
mam pidziesit osiem. Porachujcie. Robiem tam
na dole wszystko. Naprzd byem chopcem do po-
mocy, potem, jak ju byem silniejszy, adowaczem,
a potem przez osiemnacie lat rbaczem. Pniej
przez te przeklte nogi przeznaczyli mnie do kopania
ziemi, do podsadzki, do rozmaitych napraw, a wre-
szcie musieli mnie zatrudni na powierzchni, bo do-
ktor powiedzia, e im tam zdechn. No i od piciu
lat jestem koniarzem. adny kawa czasu, co? Pi-
dziesit lat w kopalni, z tego czterdzieci pi pod
ziemi!

Wypadajce od czasu do czasu z kosza rozarzone
wgle rzucay na jego twarz krwawe odblaski.

 Ka mi przerwa prac  cign.  Ale ja
nie chc. Nie gupim! Poczekam jeszcze te dwa lata
do szedziesitki, eby mie sto osiemdziesit fran-
kw emerytury. Jakbym si wynis dzisiaj, daliby
mi sto pidziesit. Chytre bestie! Zreszt trzymam
si jeszcze zupenie dobrze, tylko te nogi... To wszy-
stko przez wod. Za duo czowiek namk przy ro-
bocie i weszo mu pod skr. S takie dni, e nie
mog ruszy nog, eby nie krzycze.

Przerwa mu nowy atak kaszlu.

 Kaszlecie te od tej wody?  spyta Stefan.

11

Stary zaprzeczy gwatownie ruchem gowy. Gdy
odzyska gos, objani:

 Nie, nie od wody. Przezibiem si w zeszym
miesicu. Nigdy dotd nie kaszlaem, a teraz nie
mog si jako tego pozby... Wiecznie tylko pluj

i Pluj...

Odchrzkn i znowu splun czarno.

 Czy to krew?  omieli si wreszcie zapyta
Stefan.
Bonnemort powoli ociera usta wierzchem doni.

 Nie, to wgiel... Tyle mam tego w rodku, e do
koca ycia miabym czym pali w piecu. A prze-
cie od piciu lat nie byem pod ziemi. Czowiek
nawet nie wiedzia, e sobie taki zapas uzbiera! Ale
to nic, to zdrowo!

Zapanowao milczenie. Z kopalni dochodziy rw-
nomierne uderzenia mota; z gbin nocy wiatr przy-
nosi skargi godnych i zmczonych. Przy ogniu,
ktry przygas, stary cign dalej swoje wspomnie-
nia.

Tak, tak, i on, i jego rodzina nie od wczoraj znaj
si z kilofem. Pracuj w kopalni od chwili powsta-
nia Towarzystwa Wglowego w Montsou przed stu
szeciu laty. Jego dziad, Wilhelm Maheu, jako pit-
nastoletni chopak odkry pokady wgla w Requil-
lart. Bya to pierwsza kopalnia Towarzystwa, stara,
dzi ju opuszczona, niedaleko cukrowni Fauvelle'a.
Wszyscy o tym wiedz, a pierwszy szyb nazwano
szybem Wilhelma od imienia dziadka. Bonnemort go
nie zna, opowiadaj, e by silny i tgi. Umar
w szedziesitym roku ycia. Jego ojciec, Mikoaj
Maheu zwany Rudym, zgin w kopalni majc czter-
dzieci lat. Pogbiano wwczas le Voreux. Nastpi
zawa: ani ladu nie zostao po czowieku. Dwaj jego
wujowie i trzej bracia rwnie stracili tu ycie. Je-
go, Wincentego Maheu, ktry wyszed z kopalni pra-
wie cao, postradawszy tylko si w nogach, uwaali
wszyscy za szczciarza. Ale c robi, pracowa trze-
ba! Szli do kopalni jedni po drugich  najpierw

ojcowie, potem dzieci, mczy si tam teraz jego syn,
Toussaint Maheu, jego wnuki i reszta rodziny. Miesz-
kaj w osiedlu. Sto sze lat pracy u jednego chlebo-
dawcy! Najpierw dziadkowie, teraz prawnuki. Nie-
jeden mieszczuch nie potrafiby opowiedzie tak
dziejw swojej rodziny, co?

 Tak, tak, byleby byo co je  mrukn zno-
wu Stefan.

 Wanie do tego mwi  odpar stary.  Pki
jest chleb, mona y!

Bonnemort zamilk i zwrci oczy w stron kolo-
nii robotniczej. W oknach zaczy zapala si wia-
ta. Na wiey w Montsou zegar wybi czwart. Byo
coraz zimniej.

 Bogate jest to wasze Towarzystwo?  spyta
Stefan.

Stary podnis ramiona w gr, a pniej opuci
je, jak gdyby ugina si pod ciarem zota.

 Jeszcze jak!  odpar.  Moe nie takie boga-
te jak ssiednie Towarzystwo w Anzin, ale i tak ma
tyle milionw, e ani by porachowa. Dziewitna-
cie szybw, z czego trzynacie wydobywczych, le
Voreux, la Victoire, Crevecoeur, Mirou, Saint-Tho-
mas, Madeleine, Feutry-Cantel i inne jeszcze, a sze
odwadniajcych albo wentylacyjnych, jak Requil-
lart... Dziesi tysicy robotnikw, koncesje na ob-
szarach szedziesiciu gmin, dzienne wydobycie pi
tysicy ton, kolej czca wszystkie kopalnie, warsz-
taty, fabryki!... Ho! ho! Pienidzy im nie brak.

Zadudniy po szynach wozy. Gruby gniadosz na-
stawi uszu; Klatk szybow widocznie ju napra-
wiono, adowacze wzili si na nowo do roboty. Za-
przgajc konia koniarz zwrci si do agodnie:

 Nie przyzwyczajaj si do gadulstwa, leniu je-
den! Gdyby tak pan. Hennebeau dowiedzia si, co
robisz na postojach.

Stefan spoglda zamylony w ciemno..

 Wic kopalnia jest wasnoci pana Henne-
beau?  zapyta.

 Nie  wyjani stary.  Pan Hennebeau jest
naczelnym dyrektorem. Otrzymuje zapat jak i my.

Stefan wskaza ruchem rki otaczajcy ich bez-
miar mroku.

 Wic czyje to wszystko?

Ale Bonnemort dosta nagle tak silnego ataku ka-
szlu, e nie mg pochwyci tchu. Kiedy odplun
wreszcie i otar czarn pian z warg, odpar wrd
wzmagajcych si podmuchw wiatru:

 Czyje? Ano, nie wiadomo... Paskie!
I doni wskaza jaki punkt w ciemnoci, jakie od-
lege, niewidzialne miejsce, zamieszkane przez tych,
dla ktrych rodzina Maheu od stu lat wydobywaa
wgiel z gbi ziemi. W jego gosie zabrzmia zabo-
bonny lk, jak gdyby mwi o jakim niedostpnym
przybytku kryjcym w swym wntrzu syte bstwo,
ktre paso si ich krwi, a ktrego nigdy nie ogl-
dali.

 Tak, tak, byle mie chleba do syta  powtrzy
Stefan po raz trzeci, pozornie bez zwizku.

 Za pikne by to byo!

Ko ruszy, a starzec powlk si za nim pociga-
jc nogami jak inwalida. Skurczony obok wywrotu
wywrotniczy nie drgn nawet. Siedzia z brod
utkwion midzy kolanami, tpo zapatrzony w prze-
strze.

Stefan podnis z ziemi zawinitko, ale nie odcho-
dzi. Na plecach czu lodowate podmuchy wiatru,
a na piersiach ar bijcy od ognia. Moe powinien
jednak zwrci si do zarzdu kopalni o prac? Sta-
ry mg si nie orientowa tak dobrze. Zreszt zado-
woli si byle czym, przyjmie jakiekolwiek zajcie.
Dokd pj i co pocz w tej wygodzonej bezrobo-
ciem okolicy? Zdechn pod potem jak bezdomny
pies? A jednak waha si. Spowita gstym mrokiem
kopalnia le Voreux wzbudzaa w nim lk. Podmu-
chy wiatru byy coraz bardziej porywiste, jakby
wia od coraz rozleglejszych przestrzeni. Jedynym
wiadkiem rozjaniajcym martwe niebo by czer-


wony blask, jakim broczyy w ciemnociach wielkie
piece i piece koksownicze. Przyczajona w swej jamie
jak zy zwierz kopalnia dyszaa ciko, utrudzona
trawieniem oddanych na jej pastw cia ludzkich.

n

Pooona wrd pl, na ktrych uprawiano zboe

i buraki, osada robotnicza Dwiecie Czterdzieci spa-
a wrd ciemnej nocy. W mroku majaczyy kontury
czterech ogromnych kompleksw skadajcych si
z maych domkw, kompleksw przypominajcych
koszary lub szpital. Ustawione w rwnolege szeregi,
przedzielone byy szerokimi ulicami. Przed kadym
domkiem znajdowa si ogrdek. Przepywajcy nad
rwnin wiatr targa porwanymi siatkami ogrodze
i nis ze sob ich skarg.

W drugim bloku, pod numerem szesnastym, w mie-
szkaniu rodziny Maheu nikt si nie rusza. Jedyn
izb na pitrze zalegay gbokie ciemnoci, przygnia-
tajc swym ciarem pogronych we nie, miertel-
nie utrudzonych ludzi. Mimo zimna panujcego na
dworze w pokoju byo duszno i gorco: w powietrzu
unosiy si wyziewy ludzkich cia.

W izbie na parterze kukuka zegara odezwaa si
cztery razy. Ale nikt si nie poruszy. Rozlegay si
tylko wiszczce oddechy i dwa gone chrapania.
Pierwsza poderwaa si Katarzyna, z przyzwyczaje-
nia policzya przez sen cztery uderzenia zegara dola-
tujce z dou, nie miaa jednak siy rozbudzi si
zupenie. Wysuna spod kodry nogi, namacaa za-
paki i zapalia wiec. Ale nie wstaa z ka. Gowa
chwiaa jej si i ciya do tyu, jakby chciaa opa
z powrotem na poduszk.

Blask wiecy rozjani kwadratow izb o dwch
oknach. Stay w niej trzy ka, szafa, st, dwa
orzechowe krzesa; poczerniae od staroci,-ostro od-
cinay si od to malowanych cian. I to byo cae
umeblowanie. Na gwodziu wisiao troch achra-

nw, na pododze sta dzbanek i czerwona" miska su-
ca za miednic. W ku po lewej stronie spa naj-
starszy syn Zachariasz, chopak dwudziestoletni, ze
swym jedenastoletnim bratem Jankiem. W ku po
prawej stronie spao obejmujc si ramionami dwo-
je malcw: Lenora i Henryk. Dziewczynka miaa
sze lat, chopiec cztery. Trzecie ko dzielia Ka-
tarzyna z dziewicioletni Alzir; bya ona tak drob-
na i szczupa na swj wiek, e siostra nie odczuwa-
aby wcale jej obecnoci, gdyby nie garb maej kale-
ki, ktry ura'a j w bok. Przez otwarte oszkione
drzwi wida byo wsk sionk, rodzaj alkowy,
w ktrej stao czwarte ko, zajmowane przez rodzi-
cw, i koyska z najmodszym dzieckiem, trzymie-
siczn Estelk.

Katarzyna zdobya si na rozpaczliwy wysiek.
Przecigna si, zanurzya donie w rudych wosach
opadajcych na czoo i kark. Jak na pitnacie lat
bya jeszcze bardzo drobna. Spod wskiej koszuli
wida byo jedynie sine stopy, jakby wytatuowane
wglem, i delikatne ramiona, ktrych mleczna bia-
o odbijaa od ziemistego koloru twarzy, znisz-
czonej staym myciem prostym mydem. Ziewna
raz jeszcze, ukazujc wspaniae zby i blade ane-
miczne dzisa. Walczya ze snem. Jej szare oczy
zawiy z niewyspania, a ciao wydawao si na-
brzmiae znueniem.

Z komrki rodzicw dobieg pomruk. Maheu po-
stkiwa niewyranie:

 Psiakrew! Ju czas! Zapalia wiato, Kata-
rzyno?

 Tak, ojcze. Na dole wybia czwarta.

 No to rusza je si prdzej! Jakby wczoraj
mniej tacowaa przy niedzieli, zbudziaby nas dzi-
siaj wczeniej... A to prniacze ycie!  Burcza
co jeszcze pod nosem, ale sen zmorzy go na nowo
i sowa przeszy w chrapanie.

Dziewczyna wstaa i boso, w koszuli zacza krz-
ta si po izbie. Przechodzc obok ka Henryka

16

i Lenory, narzucia na nich zsunit kodr. Nie
zbudzili si, pogreni w gbokim dziecinnym nie.
Alzir nie spaa ju i bez sowa odwrcia si na
bok, zajmujc wygrzane miejsce starszej siostry.

 Zachariasz, Janek, czas wstawa!  woaa
Katarzyna stojc przy ku braci, ktrzy spali
z twarzami w poduszce.

Musiaa potrzsn starszego za rami. Kl pod
nosem, jej za przyszo do gowy cign z nich
kodr, eby zmusi do wstania. Widzc, jak wyma-
chuj goymi nogami, zacza si mia.

 Wyno si, co za gupie arty!  krzykn ze
zoci Zachariasz siadajc na ku.  Nie lubi
tego! Psiakrew... e te znowu trzeba wstawa.

Chudy, wyronity, o dugiej twarzy, na ktrej
ciemniay kpki rzadkiego zarostu, mia podobnie
jak caa rodzina jasne wosy i blad anemiczn
cer. Obciga koszul nie przez wstydliwo, ale
dlatego, e byo mu zimno.

 Ju czwarta  powtarzaa Katarzyna.  Dalej,
wstawajcie! Ojciec bdzie si gniewa!

JaneK zwin si w kbek, zamkn z powrotem
oczy-i rzek:

 Daj mi wity spokj, ja pi.

Zamiaa si dobrodusznie. By tak may, jego
czonki o zgrubiaych stawach tak drobne, e objw-
szy go ramionami podniosa bez trudu. Wyrywa
si. Jego mapia, ziemista twarz, o odstajcych
uszach i maych zielonych oczach, poblada ze zoci,
e jest taki saby. Nie powiedzia ani sowa, tylko
ugryz j w praw pier.

 Szkaradniku jaki!  szepna tumic okrzyk
blu i postawia go na ziemi.

Milczca Alzir podcigna kodr pod brod.'Nie
zasna. Mdrymi oczami kaleki wodzia za ubieraj-
cym si rodzestwem. Nowa ktnia wybucha przy
misce z wod. Chopcy odepchnli Katarzyn, bo za
dugo si mya. Koszule fruway w powietrzu, a oni;

zaspani jeszcze, zaatwiali si bez skrpowania ;jak

2  Germinal t. I

11

szczenita, ktre wychoway si razem. Katarzyna
pierwsza bya gotowa. Woya grnicze spodnie
i pcienny kaftan, wosy wsuna pod niebiesk
chustk. W tym czystym, mskim stroju wygldaa
jak chopak. Tylko lekkie koysanie si bioder zdra-
dzao, e jest kobiet.

 Poczekaj, jak stary wrci, bdzie si zoci, e
ko nie posane... Powiem mu, e to twoja wina 
rzuci zoliwie Zachariasz.

Starym nazywano dziadka Bonnemort, ktry pra-
cowa w nocy, a kad si ze witem, tak e ko nie
ostygao nigdy, zawsze kto w nim lea.

Katarzyna nie odpowiedziaa nic, tylko przykrya

je kodr.

Od kilku chwil z ssiedniego mieszkania dobiegay
odgosy krztania si. Domki robotnicze,, zbudowane
przez Towarzystwo jak najmniejszym kosztem, mia-
y ciany tak cienkie, e sycha byo kady szelest.
Rodziny trcay si niejako okciami i aden szczeg
osobistego ycia ssiadw nie pozostawa w ukry-
ciu, nawet dla dzieci. Na schodach rozlego si cikie
stpanie, a wkrtce potem kto opad na ko z wes-
tchnieniem ulgi.

 Aha  powiedziaa Katarzyna  Levaque po-
szed do roboty, a Bouteloup przyszed do Lewaczki.

Janek rozemia si zoliwie, nawet oczy maej
Alziry zabysy. Kadego ranka zabawiali si histori
tego trjkta maeskiego w ssiedztwie. Rbacz
Levaque przyj jako sublokatora kopacza i ona
miaa teraz dwch mw: jednego we dnie, drugie-
go w nocy.

 Filomena kaszle!  podja Katarzyna nasu-
chujc.

Mwia o najstarszej crce Levaque'w, wysokiej,
dziewitnastoletniej dziewczynie, kochance Zacharia-
sza, z ktrym miaa ju dwoje dzieci. Bya chora na
puca. Otrzymaa zajcie w sortowni, gdy nie nada-
waa si do pracy pod ziemi.

16

 Ta to ma wite ycie  mrukn Zacha-
riasz.  Wysypia si do szstej.

Wcign spodnie, podszed do okna i otworzy je.
Osiedle oywao, w oknach zapalay si wiata.
I znowu w izbie doszo do sprzeczki: Zachariasz wy-
chyli si, eby podpatrzy, jak z domu Pierrona,
mieszkajcego naprzeciwko, wyjdzie Dansaert, nad-
sztygar z le Voreux, ktrego posdzano, e sypia
z Pierronk. Tymczasem Katarzyna woaa, e Pier-
ron od wczoraj pracuje we dnie, wic Dansaert nie
mg tam spa tej nocy. Lodowate powietrze wdzie-
rao si do izby, a oni kcili si, kade upierao si
przy swoim. Nagle rozleg si krzyk. To Estelka,
ktrej zrobio si zimno, zacza paka.

Obudzio to Maheu. Co mu si stao, e tak, dzi
zaspa? Kl tak gono, e w przylegej izbie dzieci
nie miay ju pisn ani sowa. Janek i Zachariasz
powoli koczyli si my. Alzira przygldaa im si
w dalszym cigu szeroko otwartymi oczyma. Tylko
Lenora i Henryk spali dalej mimo zgieku.

 Katarzyna, podaj mi wiec!  zawoa Maheu.
Zapia kaftan i zaniosa ojcu wiec. Bracia mu-
sieli si ubiera przy skpym wietle wpadajcym
przez drzwi. Ojciec wstawa. Katarzyna w grubych
wenianych poczochach zesza po omacku do izby
na dole i zapalia drug wiec, eby przyrzdzi
kaw. Saboty caej rodziny stay pod kredensem.

 Przestaniesz ty si drze, bachorze jeden! 
wrzasn Maheu rozwcieczony krzykami Estelki.

Maego wzrostu jak stary Bonnemort, podobny by
do niego. Mia wielk gow, pask, ziemist twarz
i jasne, krtko przystrzyone wosy. Dziecko przera-
one widokiem wzniesionych nad sob muskularnych
ramion wrzeszczao jeszcze goniej.

 Daj jej spokj! Wiesz przecie, e to nic nie
pomoe  odezwaa si ona wycigajc si porod-
ku ka.

Obudzia si przed chwil i narzekaa teraz, e
nigdy nie dadz jej si wyspa. Czy nie mog wy-

2*

19

nie si po cichu? Spod nasunitej kodry wygldaa
tylko jej poduna twarz o grubych rysach; Ta trzy-
dziestodziewicioletnia kobieta zniszczona ju bya
yciem w niedostatku i siedmiokrotnym macierzy-
stwem. Z oczyma utkwionymi w sufit mwia powoli
do ubierajcego si ma. adne z nich nie zwracao

uwagi na ma, siniejc od krzyku.

 Nie mam ani grosza, syszysz, a dzi dopiero

poniedziaek. Do wypaty jeszcze sze dni. Tak nie
moe by duej. Wszyscy razem przynosicie dziewi
frankw. Jake to ma wystarczy? Jest nas w domu

dziesicioro.

 Jak to dziewi frankw?  zaprotestowa Ma-

heu.  Ja i Zachariasz przynosimy po trzy, to razem
sze, Katarzyna i ojciec po dwa, to razem cztery;

sze i cztery to dziesi, a jeszcze Janek franka, to

jedenacie!

 Tak, jedenacie, ale nie liczysz niedziel i dni

bez pracy. Nigdy nie dostaj wicej jak dziewi...

rozumiesz?

Nie odpowiedzia, zajty szukaniem na pododze

swego skrzanego paska. Po chwili wyprostowa si

 rzek:

 Nie narzekaj, stara, nie narzekaj, ja jeszcze

Mak dobrze si trzymam. S tacy, co maj po czter-
ieci dwa- lata jak ja, a przenosz ich do robt

przy naprawach.

 Moliwe, ale i co z tego... Co ja mam robi bez

pienidzy, powiedz? Nie masz nic?

 Mam dwa su.

 Schowaj je sobie na piwo. Mj Boe! Co ja

poczn? Jeszcze sze dni! Maigrat wyrzuci mnie
wczoraj za drzwi, winnimy mu ju szedziesit
frankw. Sprbuj pj do niego jeszcze raz, ale jak

mi odmwi?...

Lec nieruchomo Maheudka mwia dalej przy-
gnbionym gosem, od czasu do czasu przymykajc
powieki, gdy razio j wiato. Opowiadaa .o pustym
kredensie, o tym, e dzieci prosz o chleb z masem,

20

a tu nawet na kaw nie ma, o zej wodzie, od ktrej
dostaje si kucia w boku, o dugich dniach, kiedy
trzeba oszukiwa gd jedzc gotowane licie kapu-
sty. Musiaa podnie gos, gdy krzyk Estelki gu-
szy jej sowa. Krzyk ten stawa si nie do zniesie-
nia. Maheu porwa dziecko z koyski, rzuci je na
ko obok matki i wykrztusi z wciekoci:

 We j, bo j udusz' To czort nieznony! Nic
jej nie brak, ma co je, a drze si goniej od in-
nych.

Estelka zacza ssa. W cieple ka, pod kodr,
uspokoia si zaraz i sycha byo ju tylko mlaska-
nie warg chciwych pokarmu.

 Czy pastwo z Piolaine nie mwili ci nic, eby
do nich przysza? ' podj Maheu po chwili milcze-
nia.

Kobieta skrzywia si ze zniechceniem.

 Spotkaam ich. Rozdaj ubrania biednym dzie-
ciom... Zaprowadz dzi do nich Lenor i Henryka.
eby mi tak dali chocia z pi frankw!

Znowu zapanowao milczenie. Maheu by gotw.
Chwil sta bez ruchu, wreszcie zakoczy rozmow:

 C chcesz? Tak to ju jest. Pomyl lepiej,
z czego zrobi zup na wieczr. Gadanie nic nie po-
moe, wol ju by przy robocie.

 Pewnie  odpara ona.  Zga wiec, nie
potrzebuj przyglda si moim mylom.

Maheu dmuchn. Zachariasz i Janek schodzili ju
na d; poszed za nimi. Schody trzeszczay pod ich
cikimi krokami. Alkowa i izba pogryy si znw
w ciemnoci. Malcy spali, nawet Alzira przymkna
powieki. Tylko matka wpatrywaa si w ciemnoci,
podczas gdy Estelka ssaa jej zwid pier, mruczc
jak koci.

Na dole Katarzyna gotowaa niadanie. Pod pyt
elaznej kuchenki o dwch fajerkach tliy si bez
przerwy wgle na elaznym ruszcie. Towarzystwo
przydzielao co miesic kadej rodzinie osiemset kilo
przerostw. Nie chciay si rozpala, wic dziewczy-

21

na nie gasia ich wieczorem, zasuwaa tylko fajerki,
a rano rozniecaa tlcy si jeszcze ogie dorzucajc
par kawakw drobnego wgla. Postawiwszy na fa-
jerce sagan z wod, przykucna przed kredensem.

Izba, do obszerna, zajmowaa bowiem cay par-
ter, i bardzo czysta, miaa ciany pomalowane na
zielono, a podog posypan biaym piaskiem. Prcz
kredensu z lakierowanej jedliny umeblowanie ska-
dao si ze stou i kilku krzese z tego samego drze-
wa. Przylepione do cian jaskrawe obrazki, ofiaro-
wane przez Towarzystwo podobizny cesarza i cesa-
rzowej, zocone postacie onierzy i witych stano-
wiy jedyne kolorowe plamy na jasnym i gadkim
tle izby, ozdobionej poza tym rowym pudekiem
z kartonu, stojcym na kredensie, i barwnie malowa-
nym zegarem z kukuk, ktrego tykanie wypeniao
pust przestrze. Obok drzwi wiodcych na gr by-
o wejcie do piwnicy. Pomimo panujcej w izbie
czystoci unosi si w niej zastarzay zapach gotowa-
nej cebuli, zatruwajc powietrze i tak ju przesy-
cone ostrymi wyziewami z kopalni.

Katarzyna spogldaa z namysem do wntrza kre-
densu. Znajdowaa si w nim tylko resztka chleba,
odrobina masa i spory kawaek biaego sera. Miaa
z tego zrobi niadanie dla nich czworga. Wreszcie
zdecydowaa si, ukroia jedn kromk i pooya na
niej plasterek sera, potem ukroia drug, pocigna
j lekko masem i zlepia je razem. Bya to tak zwa-
na cegieka, podwjna kanapka, jak kady robotnik
bra ze sob rano do kopalni. Niebawem wszystkie
cztery cegieki leay na stole, przygotowane z suro-
w sprawiedliwoci  najwiksza dla ojca, a naj-
mniejsza dla Janka.

Mimo e Katarzyna wydawaa si pochonita go-
spodarstwem, nie zapomniaa widocznie historii
o nadsztygarze i Pierronce, ktr opowiada jej Za-
chariasz, gdy uchylia drzwi wejciowe i wyjrzaa
na dwr. Wiatr d wci jeszcze. Coraz liczniejsze
wiata byskay w oknach osiedla, skd dolatyway

22

odgosy porannego krztania. Jedne za drugimi
otwieray si drzwi domw i czarne szeregi grnikw
znikay w ciemnociach nocy. I po co tak stoi na
zimnie, kiedy zapychacz Pierron na pewno pi sobie
spokojnie i dopiero o szstej pjdzie do pracy! Mimo
to jednak trwaa na stanowisku i spogldaa na dom
po drugiej stronie ogrdkw. Ciekawo jej wzrosa
na widok otwierajcych si drzwi. Ale to tylko maa
Lidka, crka Pierronw, wychodzia do pracy.

Syszc bulgotanie, Katarzyna odwrcia si. Szyb-
ko zamkna drzwi i podbiega do kuchenki: woda
kipiaa i zalewaa ogie. Nie byo ju kawy, musiaa
wic po raz drugi zala wczorajsze fusy. Osodzia
pyn melas. Ojciec i bracia schodzili wanie z gry.

 Psiako!  zakl Zachariasz powchawszy
kaw.  A to dopiero lura!

Maheu wzruszy ramionami z rezygnacj.

 C chcesz, przynajmniej gorca. I to co
warte!

Janek pozgarnia okruchy chleba i wrzuci je do
kubka. Katarzyna zlaa reszt kawy do blaszanych
manierek. Przy migotliwym wietle kopccej wiecy
wszyscy czworo poykali szybko niadanie, stojc.

 No, jazda!  zawoa ojciec.  Grzebiemy si
jak janie pastwo.

Przez nie domknite drzwi dobieg ich gos matki:

 Wecie wszystek chleb ze sob, dla maych
mam jeszcze troch makaronu.

 Dobrze, dobrze!  zawoaa Katarzyna.
Zasuna fajerki i postawia na nich reszt wczo-
rajszej zupy dla dziadka, eby zjad gorc, gdy
wrci do domu o szstej. Kade z nich wycigno
spod kredensu swoje saboty, zarzucio sznurek od
manierki na rami i schowao cegiek na plecy,
midzy koszul a kaftan; wszyscy razem wyszli z do-
mu. Mczyni szli przodem, dziewczyna za nimi; ona
gasia wiec i przekrcaa klucz w zamku. Dom po-
gry si z powrotem w ciemnoci.

 I znw si spotykamy  powiedzia mczyzna,
23

ktry zamyka wanie drzwi ssiedniego mieszka-
nia.

By to Levaque z synem Bebertem, chopcem dwu-
nastoletnim, wielkim przyjacielem Janka. Katarzy-
na, zdziwiona, stumia miech i szepna Zacharia-
szowi do ucha:

 A to co?

Bouteloup nie czeka ju nawet na odejcie ma.

Jedne za drugimi gasy wiata w osiedlu. Jeszcze
jedno trzaniecie drzwiami i pogryo si z powro-
tem we nie. Kobiety i dzieci wycigay si teraz
swobodnie w przestronniejszych kach. Z pociem-
niaego miasteczka sun w podmuchach wiatru du-
gi rzd cieni w stron le Voreux. Grnicy szli z r-
kami skrzyowanymi na piersiach. Z tyu jak garb
sterczaa im wsadzona pod kaftan cegieka. Ubrani
w cienkie drelichy, dreli z zimna, lecz nie urzypie-
szali kroku, rozsypani bezadnie wzdu drogi, tupo-
czc jak stado byda.

ni

Stefan zdecydowa si wreszcie wej na teren ko-
palni. Ludzie, ktrych pyta o prac, krcili przecz-
co gowami, ale radzili, eby poczeka na przybycie
nadsztygara. Pozostawiono mu zupen swobod. B-
ka si midzy sabo owietlonymi budynkami, pe-
nymi mrocznych zakamarkw, wrd niepokojcego
labiryntu sal i piter. Wszed na jakie ciemne, wp-
przegnie schody, min wski chwiejcy si mostek,
a nastpnie sortowni pogron w takich ciemno-
ciach, e musia wycign rce, eby na co nie
wpa. Nagle zabysa przed nim para ogromnych,
tych oczu. Znajdowa si pod wie szybow
w nadszybiu, u samego wylotu szybu.

Sztygar Richcmme, tgi mczyzna o twarzy do-
brotliwego andarma, przecitej siwym wsem, zmie-
rza wanie do biura kontrolera.

24

 Czy nie potrzeba tu robotnika do jakiejkolwiek
pracy?  zapyta Stefan.

Richomme chcia powiedzie ,,nie", ale powstrzy-
ma si i odchodzc rzek jak inni'.

 Zaczekajcie na pana Dansaetra, nadsztygara.
U wylotu szybu stay cztery latarnie. Ich reflektory
jasno owietlay elazne porcze, dwigni sygnaw,
zawiesia i prowadniki, pomidzy ktrymi lizgay si
dwie klatki szybowe. Reszt olbrzymiej ciemnej sali,
podobnej do nawy kocioa, wypeniay ruchome cie-
nie. Tylko lampownia poyskiwaa w gbi. W biurze
kontrolera palia si maa lampka podobna do gasn-
cej gwiazdy. Przed chwil rozpoczto wydobycie.
elazne pyty pomostu ttniy nieustannym grzmo-
tem, bez przerwy toczyy si wozy z wglem, biegali
wozacy; ich pochylone plecy migay pord tych ha-
aliwych czarnych przedmiotw bdcych w cigym
ruchu.

Stefan sta przez chwil nieruchomo, oguszony,
olepy. Wiejce ze wszystkich stron prdy zimnego
powietrza przejmoway go lodowatym chodem. Zro-
bi kilka krokw, przycignity widokiem maszyny,
ktrej metalowe czony poyskiway przed jego oczy-
ma. Znajdowaa si ona o 'akie dwadziecia pi
metrw od szybu, w osobnej sali pooonej troch
wyej. Tak mocno osadzona bya na fundamencie
z cegie, e mimo i pracowaa z si czterystu koni,
wznoszenie si i opadanie jej olbrzymich toczysk nit
przyprawiao go nawet o najlejsze drgnienie. Ma-
szynista wycigowy sta z rk na dwigni, wsucha-
ny w dzwonki sygnaw, ze wzrokiem utkwionym
we wskanik gbokoci, na ktrym widnia przekrj
szybu. Pionowe rowki przedstawiay szyb, a przesu-
wajce si na sznurkach kawaki oowiu  krenie
klatek szybowych. Na dwie olbrzymie bobiny o pro-
mieniu piciu metrw nawijay si i rozwijay w od-
wrotnych kierunkach dwie stalowe liny z tak szyb-
koci, e wyglday jak smugi szarego pyu.

25

 Uwaga!  krzykno na Stefana trzech nad-
sztygarw dwigajcych olbrzymi drabin.

O mao go nie rozgnietli. Oczy jego oswajay si
powoli z pmrokiem. Przyglda si dugim, trzy-
dziestometrowym linom wznoszcym si w pdzie ku
grze wiey, gdzie przechodziy przez koa kierujce
i zanurzay si prostopadle w szybie; do ich kocw
przyczepiano tam klatki wycigowe. Koa kierujce
spoczyway na potnym rusztowaniu elaznym, po-
dobnym do wizania dzwonnicy. Pynnie jak ptak,
bez najmniejszego szumu, bez najmniejszego wstrz-
su mkna tam i z powrotem lina, ktra moga unie
do dwunastu tysicy kilogramw z szybkoci dzie-
siciu metrw na sekund.

 Uwaga, do wszystkich diabw!  krzyknli
znowu robotnicy przenoszc drabin, by sprawdzi
lewe koo kierujce.

Stefan zawrci wolno. Przelot potnych lin nad
gow oszaamia go. Drc z zimna spoglda na
znikajce i wynurzajce si klatki, uszy rozdziera
mu turkot popychanych wozw.

U wylotu szybu funkcjonowa sygna, ciki mot
osadzony na dwigni poruszanej lin z dou szybu.
Jedno uderzenie znaczyo: sta! Dwa: jazda w d!
Trzy: jazda do gry! Byy to jakby nieustanne ude-
rzenia maczug grujce nad rozgwarem. Wtroway
im dzwonki. Robotnik obsugujcy mot wykrzykiwa
przez tub rozkazy dla maszynisty. Pord tego
zgieku klatki ukazyway si i znikay, oprniay
i napeniay z tak szybkoci, e Stefan nie mg
zda sobie sprawy ze skomplikowanego mechanizmu
ich dziaania.

Jedno tylko byo dla niego widoczne: szyb poyka
po dwudziestu, trzydziestu ludzi naraz z tak atwo-
ci, jakby nie czu tej porcji. Po czwartej rano ro-
botnicy zaczli zjeda pod ziemi. Nadchodzili od
strony baraku, boso, z latarkami w rku, i w maych
grupkach czekali, a zbierze si ich dostateczna ilo.
Cicho jak zwierz nocny zjawiaa si czteropitrow

26

klatka, osiadaa na zawiasach, z kadego pitra wy-
pychano po dwa wozy napenione wglem, na ich
miejsce wtaczano prne lub naadowane klocami
drewna. Do prnych wozw wsiadali po piciu do
kadego, tak e jeeli wszystkie byy do dyspozycji,
mogo si ich pomieci czterdziestu. Z tuby dobywa
si guchy, niewyrany pomruk komendy, a cztero-
krotne uderzenie mota zapowiadao zjazd misa".
Drgnwszy lekko klatka znikaa cicho jak rzucony
w gb kamie. Jedynym ladem, jaki po niej pozo- 
stawa, byo drenie suncej w d liny.

. Ile metrw w gb?  spyta Stefan stojcego
obok grnika o zaspanym wygldzie.

 Piset pidziesit cztery!  odpar tamten.i
Ale s cztery poziomy, pierwszy na gbokoci trzy-
stu dwudziestu metrw.

Zamilkli obaj spogldajc na sunc teraz w gr

lin.

 A jakby si urwao?  podj Stefan.

 Ano, jakby si urwao...  zdanie to uzupeni
wymowny gest grnika.

Nadesza jego kolej. Niestrudzona klatka ukazaa
si znowu. Wszed do niej z towarzyszami; znikna,
by w niespena cztery minuty wrci po nowy adu-
nek.

Przez p godziny szyb poera ludzi mniej lub
bardziej arocznie, zalenie od tego, jak gboko
zjedali. Nie ustawa jednak ani na chwil, wci
godny  olbrzymie trzewia zdolne strawi cae ple-
mi ludzkie. Pord martwych ciemnoci klatka wy-
nurzaa si w milczeniu z nienasyconej gbi.

Stefan dozna znw tego samego niemiego uczucia,
jakie ogarno go na hadzie. Po co si upiera?
Nadsztygar odprawi go z niczym tak samo jak inni.
Niewytumaczalny lk kaza mu ruszy z miejsca;

Zatrzyma si dopiero na dworze, koo kotowni.
Przez otwarte drzwi ujrza siedem kotw, o dwch
paleniskach kady. W obokach biaej, syczcej pary
palacz podsyca ogie. Ju na progu czu byo ar

Vt

bijcy od paleniska. Uszczliwiony, e moe si
ogrza, Stefan skierowa si w tamt stron. Po dro-
dze napotka jeszcze jedn grupk grnikw zmie-
rzajcych do kopalni. Bya to rodzina Maheu i dwaj
Levaque'owie. agodny wyraz twarzy idcej na prze-
dzie Katarzyny, ktr wzi za chopca, natchn go
myl, eby jeszcze raz zaryzykowa to samo pyta-
nie  moe tym razem mu si poszczci?

 Suchajcie, kolego, nie potrzeba tutaj robotnika
do jakiejkolwiek pracy?

Dobywajcy si z ciemnoci gos przestraszy nieco
Katarzyn. Spojrzaa na Stefana zaskoczona. Ale
idcy za ni Maheu dosysza pytanie i wda si
w krtk rozmow. Nie, nie potrzebowano nikogo.
Ten bezdomny biedaczyna, zabkany na drodze, za-
interesowa go. Poegnawszy si z nim, rzek do
swoich:

 I pomyle, e czowieka te mgby spotka
taki los... Nie trzeba narzeka... Niejeden chciaby si
mordowa tak jak my.

Grupa skierowaa si do szatni, obszernej sali
z grubsza tylko otynkowanej, gdzie pod cianami
stay szafy zamknite na kdki. Porodku stercza
elazny piec bez drzwiczek, tak naadowany roza-
rzonym wglem, e kawaki jego z trzaskiem wypa-
day na ubit ziemi. Blask bijcy od ogniska stano-
wi jedyne owietlenie sali. Czerwone refleksy ta-
czyy po brudnych szafach i pokrytym wglowym
pyem suficie.

Wchodzc do sali Maheuowie usyszeli wybuchy
miechu. Okoo trzydziestu grnikw z luboci wy-
grzewao si przy ogniu. Zanim zjechali pod ziemi,
przychodzili tutaj nasyci si ciepem i zabra go
nieco ze sob do wilgotnej kopalni. Tego ranka pa-
nowaa tu wesoo goniejsza ni zwykle. Przed-
miotem artw bya Mouquette, osiemnastoletnia
robotnica z sortowni, poczciwa dziewczyna, ktrej
olbrzymie piersi i poladki rozpieray roboczy kom-
binezon. Mieszkaa w Requillart z ojcem, starym sta-

28

jennym Mouque, i bratem, wozakiem w nadszybiu.
Kade z nich rozpoczynao prac o innej porze
i dziewczyna udawaa si do kopalni sama. Po dro-
dze zabawiaa si z kochankami, ktrych zmieniaa
co tydzie. Latem chronili si w zbou, zim pod
cianami zabudowa. Mouquette przechodzia z rk
do rk, zawsze jednak wybieraa sobie grnikw.
Kiedy pewnego dnia wytknito jej jakiego gwo-
dziarza z Marchiennes, wybuchna gniewem i o-
wiadczya, e za bardzo si szanuje, aby zadawa
si z obcymi, i e da sobie rk odci, jeeli kto
jej udowodni, e widzia j kiedykolwiek z kim in-
nym ni z grnikiem.

 Wic to ju nie wielki Chaval?  zamia si
ktry z robotnikw.  Wzia sobie teraz tego
maego? Ale jemu by trzeba drabiny!... Widziaem
was za Requillart i mog przysic, e musia wle

na kamie...

 No to i co z tego?  odpara wesoo Mouquet-
te.  Co ci to obchodzi? Nikt ci nie prosi, eby

go-podsadza!

Ten prostoduszny art wzmg jeszcze wesoo
grnikw. Ich rozpraone ramiona trzsy si od
miechu. Mouquette miaa si rwnie, nieprzyzwoi-
ta i wyzywajca w opitym kombinezonie, podkre-
lajcym jeszcze nadmiern wypuko jej ksztatw.

Ale miech usta, kiedy Mouquette powiedziaa
ojcu Maheu, e Florka, wielka Florka, nie przyjdzie
wicej do pracy. Znaleziono j wczoraj nieyw na
ku. Jedni mwili, e jej si serce oberwao, a inni,
e za prdko wypia litr jaowewki. Maheu by
zrozpaczony. Znowu niepowodzenie! Traci adowacz-
k, a nie mia jej kim zastpi. Pracowali na akord:

on i 'jeszcze trzech rbaczy  Zachariasz, 'Levaque
i Chaval. Sama Katarzyna nie podoa teraz adowa-
niu i zarobek si zmniejszy.

 Ale! Tamten go przed kotowni szuka pra-
cy!wykrzykn nagle.  '      .   , .

Wanie przechodzi koo baraku Dansaert. Maheu

K

opowiedzia mu, co si stao, i poprosi o pozwolenie
przyjcia do roboty nieznajomego, dodajc, e Towa-
rzystwo samo dy do tego, aby adowaczki zastpi
mczyznami, tak jak w Anzin. Starszy sztygar
umiechn si, gdy projekt usunicia dziewczt
z pracy pod ziemi by dotychczas niechtnie przyj-
mowany przez grnikw, ktrym zaleao, aby ich
crki zarabiay w kopalni, bez wzgldu na kwesti
moralnoci i higieny. Po krtkim wahaniu da swoje
przyzwolenie, zastrzegajc jednak, e spraw za-
twierdzi musi inynier Negrel.

 Wszystko piknie, ale on ju pewnie jest dale-
ko, ten czowiek  zauway Zachariasz.

 Nie  odezwaa si Katarzyna.  Widziaam,
e zatrzyma si przy kotowni.

 Le mi zaraz po niego!  krzykn ojciec.

Dziewczyna wybiega, a tymczasem grnicy scho-
dzili do szybu, ustpujc innym miejsca przy ogniu.
Nie czekajc na ojca Janek wzi lamp i poszed
naprzd wraz z grubym Bebertem i wt dziesicio-
letni Lidk. Idca przed nimi Mouquette pokrzyki-
waa w ciemnociach schodw i grozia chopcom, e
jeeli nadal bd j szczypa, to oberw po buzi.

Stefan rzeczywicie sta w kotowni i rozmawia
z palaczem. Na sam myl, e znw ma zagbi si
w noc, przenika go chd. Mimo to zabiera si do
wyjcia, kiedy nagle uczu czyj do na ramieniu.
  Chodcie  powiedziaa Katarzyna.  Znalazo
si co dla was.

W pierwszej chwili nie zrozumia, a pniej ogar-
nity radoci ucisn mocno rce dziewczyny.

 Dzikuj wam, kolego... Porzdny z was chop,
daj sowo!

Rozemiaa si spogldajc na niego; z kotowni
pada na nich czerwony blask. Bawio j, e bra j
za chopca, wprowadzony w bd smukoci jej po-
staci i nakryciem gowy, ktre zasaniao wosy. Ste-
fan, uradowany, mia si rwnie i stali tak przez
chwil rozemiani i zarumienieni od gorca.

30

W baraku Maheu zdejmowa saboty i grube we-
niane poczochy siedzc koo swojej szafki. Gdy Ste-
fan przyszed, prdko doszli do porozumienia: dniw-
ka trzydzieci su, praca cika, ale atwo mona si
jej nauczy. Rbacz poradzi mu, aby nie zdejmowa
butw, i poyczy mu swj stary hem skrzany dla
ochrony gowy  przezorno, ktrej on ani dzieci
nigdy nie stosowali. Wyjto narzdzia ze skrzyni.
Bya pord nich opata Florki. Maheu, schowawszy
saboty, poczochy i zawinitko Stefana, rozgniewa
si nagle:

 A gdzie jest ten gagan Chaval? Znw gzi si
z jak dziewczyn! Mamy dzisiaj ju p godziny
spnienia!

Zachariasz i Levaque spokojnie grzali sobie plecy.
Wreszcie Zachariasz rzek:

 Czekasz na Chavala?... Przyszed jeszcze przed
nami i zaraz zjecha na d!

 Jak to? Wiesz o tym i nic nie mwisz? Dalej,
prdko schodmy!

Katarzyna, ktra grzaa sobie rce, posza za nimi.
Stefan puci j przed siebie. Znw znalaz si w la-
biryncie schodw i ciemnych korytarzy rozbrzmie-
wajcych plaskaniem bosych stp. Wreszcie zabysa
przed nimi lampownia, wielka, oszklona sala pena
drabinek, na ktrych jedne nad drugimi stay rzdy
lamp grniczych systemu Davy'ego, umytych i spraw-
dzonych poprzedniego wieczoru. Pony teraz niby
wiece przy katafalku. Kady grnik dostawa swoj,
opatrzon jego numerem, oglda j i zamyka, pod-
czas gdy siedzcy przy stole kontroler zapisywa
w rejestrze godzin zjazdu. Maheu wystara si
o lamp dla swego nowego adowacza. Jeszcze jeden
kontroler sprawdza, czy wszystkie lampy s naley-
cie zamknite.

 Brr! Jak tu zimno!  szepna Katarzyna drc
caa.

Stefan skin tylko gow. Uwaa si zawsze za
odwanego, a mimo to, gdy znaleli si w wielkiej

U

sali, po ktrej hula wiatr, uczu, e gardo ma ci-
nite: przetaczay si z oskotem wozy, gucho ude-
rza mot sygnaowy, z tuby dobyway si zduszone
poryki, tam i z powrotem przesuway si stalowe
liny, nawijane na szpule maszyny idcej pen par.
Klatka podjedaa do gry i znikaa mikkim ru-
chem drapienego zwierzcia. Czarna paszczka szy-
bu poykaa coraz to nowych ludzi. Wreszcie przysza
kolej na Stefana. Dra z zimna i milcza zdenerwo-
wany, Zachariasz i Levaque kpili sobie z niego. Obaj
byli niezadowoleni z przyjcia nieznajomego do pra-
cy, zwaszcza Levaque czu si dotknity, e stary
Maheu nie spyta go o zdanie. Katarzyna ucieszya
si syszc, jak ojciec objania Stefanowi:

 Widzicie? Tutaj jest apado, elazne pazury,
ktre, jak lina si urwie, wbij si w prowadniki.
Nie zawsze to co prawda dziaa, no, ale czasem...
Tak, szyb podzielony jest na trzy czci oszalowane
deskami oc1 ^ry do dou; rodkiem chodzi klatka,
na lewo jest przedzia drabinowy...Urwa i mruk-
n, nie miejc zbytnio podnosi gosu.  Co to za
porzdki, psiakrew! Jak mona trzyma ludzi na
takim zimnie!

Sztygar Richomme, ktry rwnie czeka na wind
i sta obok z lamp przymocowan do hemu, usy-
sza jego narzekanie.

 Uwaaj! ciany maj uszy!  szepn po oj-
cowsku (jako byy rbacz utrzymywa przyjacielskie
stosunki z dawnymi kolegami).  Zanim wozy pod-
jad, zawsze musi potrwa... O, masz, ju jest.

Klatka, obita blach i gst siatk, czekaa ju
na nich spoczywajc na zawiasach. Maheu, Zacha-
riasz, Levaque i Katarzyna wsunli si do jednego
z wzkw. Stefan wszed za nimi jako pity. Lepsze
miejsca byy ju zajte, musia wic wcisn si
w kt obok dziewczyny, ktrej okie gnit go
w brzuch. Zawadzaa mu lampa. Doradzali mu, by
zawiesi j u dziurki od. guzika przy kaftanie. Nie
dosysza i trzyma j nadal niezgrabnie w rku. Nad

32

i pod nimi ludzie wsiadali jeszcze. Dlaczego nie ru-
szaj? Stefan niecierpliwi si. Nagle uczu wstrzs
i wszystko zniko. Dozna zawrotu gowy. Trwao to
dopty, dopki mijajc dwa pierwsze pitra nadszy-
bia dostrzega miganie desek obudowy. Z chwil
jednak gdy zapada w ciemno szybu, oszoomiony,
straci mono kontrolowania swych wrae.

 Ruszylimy  powiedzia spokojnie Maheu.
Wszyscy zachowywali si swobodnie. On jeden
zadawa sobie chwilami pytanie, czy spada, czy te
wznosi si do gry. Gdy klatka nie dotykajc cian
pdzia w d, zdawao si, e wisi bez ruchu. Ale
chwilami przebiegao j gwatowne drenie przejmu-
jc go lkiem. Mimo e przyciska twarz do siatki,
nie dostrzega cian szybu. W nikym wietle lamp
majaczyy stoczone postaci ludzkie. Tylko otwarta
lampa sztygara w ssiednim wzku byszczaa jak
latarnia morska.                       '

 Ten szyb ma cztery metry rednicy  obja-
nia dalej Maheu.  Na dobr spraw naleaoby
obudowa go od nowa. Woda przecieka ze wszyst-
kich stron... Uwaga, dojedamy do poziomu, sy-
szycie?

Uszu Stefana dobieg jakby szum ulewy. Kilka
cikich kropli pado na dach windy, jak na po-
cztku rzsistego deszczu, ktry wzmaga si, prze-
mienia w prawdziwe oberwanie chmury. Dach klat-
ki musia by dziurawy, gdy Stefan poczu, e stru-
mie wody spywa mu po ramieniu, przemacza ubra-
nie. Przejo go lodowate zimno. Klatka zanurzaa
si w wilgotn ciemno, ktr na chwil tylko roz-
dar niby blask byskawicy; w wietle jej migna
jaka pieczara pena ludzi. I znw wszystko pogr-
yo si w nicoci.

 Pierwsze podszybie  powiedzia Maheu. 
Jestemy na gbokoci trzystu dwudziestu me-
trw... Spjrzcie, z jak szybkoci zjedamy.

Podnoszc lamp owietli jedn z prostopadych
belek dbowych, ktra umykaa im sprzed oczu jak

3  Gsrminal t. I

33

szyna spod k pdzcego pocigu; poza tym nic
nie byo wida. Trzy nastpne podszybia migny im
tylko jak nage byski. W ciemnoci woda bbnia
o dach windy.

 Ale to gboko  szepn Stefan.

Wydawao mu si, e zjedaj ju od paru go-
dzin. Niewygodnie mu byo w pozycji, jak przy-
bra, ale nie mia si ruszy. Doskwiera mu zwasz-
cza okie Katarzyny. Nie odzywaa si ani sowem,
ale czu bijce od niej ciepo. Kiedy klatka zatrzy-
maa si wreszcie na gbokoci piciuset pidzie-
siciu czterech metrw, dowiedzia si ze zdziwie-
niem, e zjazd trwa dokadnie minut. Chrzst za-
wiesi, uczucie, e nie osuwa si ju w prni, wpra-
wiy go w nag wesoo i zaartowa zwracajc
si poufale do Katarzyny:

 Ce ty taki gorcy? A twj okie to mam
ju w brzuchu!

Dziewczyna rozemiaa si rwnie. Ten guptas
bierze j wci jeszcze za chopca! lepy czy co?

 Nie w brzuchu masz mj okie, ale w oku! 
odpara wrd gonych miechw, ktrych zdzi-
wiony Stefan nie umia sobie wytumaczy.

Klatka oprniaa si, grnicy wchodzili do pod-
szybia wykutego w skale, o murowanym sklepieniu,
owietlonego trzema potnymi lampami. Po ela-
znych szynach wozacy pchali szybko pene wozy.
ciany ociekay wilgoci, ktrej zapach unosi si
w powietrzu. W piwniczny chd wdzieray si chwi-
lami ciepe podmuchy z pobliskiej stajni. W gbi
otwieray si cztery paszcze chodnikw.

 Tdy  powiedzia Maheu do Stefana. 
Mamy jeszcze dobre dwa kilometry.

Robotnicy rozdzielali si i grupkami znikali w czar-
nych czeluciach. Okoo pitnastu skrcio na lewo.
Stefan szed ostatni, za ojcem Maheu, ktrego wy-
przedzali Katarzyna, Zachariasz i Levaque. Zna-
leli si w adnej przecznicy transportowej wykutej
w tak twardej skale, e tylko tu i wdzie bya omu-

34

rowana. Szli w milczeniu, pojedynczo, owietlajc
drog lampami. Stefan potyka si co krok, zawa-
dza o szyny. Od pewnej chwili niepokoi go jaki
guchy odgos, jakby szum dalekiej burzy, docho-
dzcy z gbi ziemi i przybierajcy na sile. Czyby
za chwil miay osun si im na gowy grube po-
kady wgla, ktre dzieliy ich od powierzchni ziemi?
Stefan dojrza jaki bysk i poczu, e przecznica
zadraa. Idc w lady towarzyszy przylgn ple-
cami do ciany; tu obok ujrza duego siwego konia
cigncego sznur wozw. Na pierwszym siedzia
Bebert trzymajc lejce, a za ostatnim, uchwyciwszy
si jego krawdzi, bieg bosonogi Janek.

Ruszyli dalej, a doszli do miejsca, gdzie otwie-
ray si dwa nowe chodniki. Grupa podzielia si
znowu, grnicy kierowali si w stron swoich wy-
robisk. Puap chodnika podpieray tutaj dbowe su-
py. atwo amic si ska ujto w drewnian obu-
dow, poprzez ktr poyskiway pyki upku, iskrzy-
a si mika, przeziera chropowaty masyw piaskow-
ca. Z oskotem grzmotu mijay ich sznury penych
lub pustych wozw cignione przez upiory koni. Na
podwjnym torze mijanki spa dugi, czarny w
wozw. Zaprzony do nich ko parskn w pewnej
chwili, zdradzajc tym sw obecno. Zatopiony
w ciemnoci przypomina swym zarysem olbrzymi
zom wgla. Tamy wentylacyjne otwieray si i za-
mykay powoli. W miar jak posuwali si naprzd,
chodnik stawa si coraz wszy, coraz niszy, o nie-
rwnym puapie, tak e musieli pochyla si co
chwila.

Stefan ledzi kady ruch idcego przed nim ojca
Maheu, a mimo to uderzy si w gow tak silnie,
e gdyby nie skrzany hem, byby roztrzaska sobie
czaszk. aden z grnikw nie potyka si, widocz-
nie znali kady wystp skay, kady sk w drzewie.
Stefan lizga si na wilgotnym spgu. Chwilami
brodzi w kauach, ktre zdradza jedynie botnisty
chlupot. Ale co dziwio go najbardziej, to nage

s* 35

zmiany temperatury. W podszybiu byo zimno, gw-
n przecznic d lodowaty wiatr, gwatowny jak
huragan, im dalej natomiast zapuszczali si w bo-
czne chodniki, ktre tylko porednio otrzymyway
dopyw powietrza, tym sabszy stawa si powiew,
a wzmagao si gorco dawice, cikie jak ow.

Maheu nie odzywa si teraz ani sowem. W pe-
wnej chwili skrci na prawo i nie obracajc si
rzek do Stefana:

 Pokad Wilhelma.

Tutaj wanie pracowali, Zar^az na wstpie Stefan
obtar sobie okie i uderzy si w gow. Strop zwi-
sa tutaj tak nisko, e nieraz na przestrzeni dwu-
dziestu i wicej metrw musia i zgity wp.
Woda sigaa do kostek. Uszli w ten sposb ze
dwiecie metrw. Naraz Katarzyna, Zachariasz i Le-
vaque znikli mu z oczu w wskiej szczelinie, ktra
otwara si przed nim.

 Teraz jazda do gry!  powiedzia Maheu. 
Zahaczcie sobie lamp o dziurk od guzika i wacie
po drabinie.

I sam znikn rwnie. Stefan musia i za nim.
Ten lepy szybik wykuty w pokadzie czy ze sob
poszczeglne chodniki. Mia zaledwie szedziesit
centymetrw szerokoci. Na szczcie Stefan by
szczupy; niewprawny jeszcze, pi si z ogromnym
wysikiem, przeciskajc bary i biodra, kurczowo
chwytajc si szczebli drabiny. Pierwszy chodnik
znajdowa si o pitnacie metrw wyej, ale oni
musieli wdrapywa si dalej, gdy Maheu i jego to-
warzysze pracowali w przodku dopiero przy szstym
chodniku, ,,w piekle", jak mwili. Co pitnacie
metrw mijali nowy chodnik. Ich wdrwka przez
ten wski przesmyk, ktrego ciany ocieray im ple-
cy i piersi, zdawaa si nie mie koca. Stefan char-
cza, jakby zmiadony ciarem pokadw wgla.
Rce mia obolae, nogi pokaleczone, a przede wszyst-
kim brakowao mu powietrza. Czu, jak krew na-
pywa mu do gowy. W jednym z chodnikw dojrza

36

zarysy dwch postaci, maej i duej, ktre pchay
przed sob wozy: bya to Lidka i Mouquette, ju
przy pracy. A on musia si jeszcze wspina o dwie
kondygnacje wyej! Pot zalewa mu oczy. Straci
nadziej, e uda mu si docign zrcznie posuwa-
jcych si towarzyszy.

 Odwagi! Jestemy ju u celu!  zawoaa Ka-
tarzyna.

Gdy dosta si wreszcie na miejsce, usysza jaki
gos z gbi urobiska:

 Kpicie sobie czy co u licha? Mam dwa kilo-
metry do Montsou, a pierwszy przychodz do ro-
boty!

By to Chava, wysoki dwudziestopicioletni cho-
pak, kocisty, o grubych rysach. Rozgniewa si, e
musia czeka. Spostrzegszy Stefana, spyta z po-
gardliwym zdziwieniem:

 A to kto znowu?

Gdy Maheu objani go, mrukn przez zby:

 To mczyni odbieraj teraz chleb dziewczy-
nom?

Wymienili midzy sob spojrzenia pene instynk-
townej, nagle rozbysej nienawici. Stefan wyczu
obelg, cho jej nie zrozumia. Zapanowao milcze-
nie. Wszyscy wzili si do roboty. Pokady zapeni-
y si, przodki oywiy, na kadym pitrze wrzaa
praca. Kopalnia wchona ju dzienn porcj gr-
nikw, okoo siedmiuset ludzi, ktrzy krztali si
teraz po tym potnym mrowisku, dziurawic ska
we wszystkich kierunkach, podobnie jak robaki tocz
stare drzewo. Gdyby kto przyoy ucho do ciany
skalnej, usyszaby, jak ociae milczenie pokadw
wgla ttni ruchem wind i uderzeniami kilofw
wgryzajcych si w calizn.

Odwrciwszy si, Stefan znalaz si znw obok
Katarzyny. Przycinity do niej wyczu niemia
krgo jej piersi i zrozumia nagle ciepo, jakim
przejmowaa go jej blisko, kiedy zjedali pod
ziemi.

S7

 To ty jeste dziewczyna?  szepn ze zdu-
mieniem.

 Ale te gapa z ciebie! Dopiero teraz si do-
mylie?  odpara wesoo, nie zaczerwieniwszy si
nawet.

iv

Czterej rbacze zajli miejsca jeden nad drugim
na caej pochyoci przodku. Dzieliy ich od siebie
deski umocowane na hakach. Na te wanie deski
spada wyrbany wgiel. Kady z rbaczy pracowa
na przestrzeni mniej wicej czterech metrw. Gru-
bo pokadu dochodzia tutaj zaledwie do p me-
tra, tak e grnicy, cinici pomidzy stropem i sp-
giem, czogali si na okciach i kolanach, nie mogli
si obrci, eby nie uderzy si ramieniem o cia-
n. Musieli ka si na bok, przekrzywiali szyj
i uderzali kilofem z ukosa.

Na dole pracowa Zachariasz, nad nim Levaque
i Chaval, a na samej grze Maheu. Obrywano naj-
pierw warstewk upku, potem kady robi w czole
przodku dwa prostopade wrby i obrywa bry
wbijajc w grny otwr elazny klin. Wgiel by
kruchy. Spadajca brya rozsypywaa si, a jej od-
amki osuway si wzdu ciaa rbaczy i zatrzymy-
way na deskach. Kiedy nagromadzia si ich wiksza
ilo, grnicy znikali za nimi, jakby zamurowani.

Ojciec Maheu mia najgorsze miejsce. W grze
temperatura dochodzia do trzydziestu piciu stopni,
a wobec utrudnionego dopywu powietrza panowa
tam zabjczy zaduch. Zawieszona na gwodziu tu
nad gow lampa praya mu czaszk. Ale najbar-
dziej cierpia z powodu wilgoci. Skaa ponad nim
ociekaa wod. Nieustpliwe krople spaday jedna
za drug, wci w to samo miejsce. Na prno wy-
krca szyj, usuwa si. Paday mu na twarz, roz-
pryskiway si na niej, spyway bez przerwy. Po
pitnastu minutach pracy by przemoknity i spo-

38

cony, buchaa od niego para jak z kota z bielizn.
Tego ranka jaka uparta kropla spadaa mu co chwi-
la na oko. Kl, ale nie przerywa pracy i ku z roz-
machem, uwiziony midzy dwiema cianami, jak
owad, ktry dosta si pomidzy kartki ksiki
i w kadej chwili moe by zgnieciony.

Pracowano w milczeniu. Wszyscy kuli i sycha
byo tylko nieregularne, przytumione, jakby z od-
dali dochodzce odgosy uderze. W nieruchomym
powietrzu nabieray one dziwnej chropowatoci.
Ciemno gstniaa od gazu i pyu wglowego, ktry
ciy na powiekach. Knoty lamp w metalowych
siatkach arzyy si rowymi punktami. Niczego
nie mona byo rozrni. Ukonie biegnce czoo
przodka przypominao szeroki paski komin, poczer-
niay od nagromadzonej latami sadzy. Poruszay si
w nim jakie upiory. W sabym blasku lamp ukazy-
wao si czasem czyje biodro, ylaste rami lub
umazana twarz. Poyskiway osuwajce si bryy
wgla. Pniej wszystko znw zapadao w ciem-
no, kilofy uderzay gucho, a z piersi robotnikw
dobywao si dyszenie i utrudzony charkot.

Zachariasz osabiony niedzieln hulank przesta
ku pod pretekstem koniecznoci podbudowania stro-
pu i powistywa cicho ze wzrokiem utkwionym
w mrok, nic nie robic. Trzymetrowej szerokoci pas
stropu za rbaczami by nie zabudowany. aujc
czasu na t prac nie zwaali na groce im nie-
bezpieczestwo i nie stawiali budynku.

 Hej, ty, arystokrato!  krzykn Zachariasz
na Stefana.  Podaj no mi stojaki.

Stefan, ktrego Katarzyna uczya wada opat,
musia przerwa robot i podawa stojaki. Pewien
ich zapas lea naszykowany poprzedniego dnia. Za-
zwyczaj zwoono je na d rano, przycite odpowie-
dnio do gruboci pokadu.

 Ruszaje si, guzdrao  przynagla Zacha-
riasz widzc, jak nowy adowacz niezgrabnie prze-

39

dziera si przez stosy wgla, cignc cztery dbowe

stojaki.

Zachariasz kilofem wykuwa gniazdka w spgu
wyrobiska i umocowywa w nich koce stojakw,
ktre w ten sposb podpieray strop. Po poudniu
zmiana podsadzkowa wypeniaa wybran przestrze
przodku urobion przez rbaczy ska ponn, po-
zostawiajc ustawione tam stojaki dla obiegu wo-
zw.

Maheu przesta postkiwa. Upora si wreszcie
z bry, ktr podwaa, i ociera teraz rkawem
spotnia twarz. Zaniepokoi si, dlaczego Zacha-
riasz pozosta w tyle.

 Zostaw! Zajmiemy si tym po niadaniu... We
si do roboty, bo inaczej nie wyjdziemy na swoje.

 Kiedy tu si zarysowuje, spjrz  powiedzia
chopak.  Jeszcze si zawali.

Ale ojciec wzruszy ramionami. Zawali si!
A gdyby nawet, to i co! Nieraz si ju zawalao
i jako dawali sobie rad. Rozgniewa si w kocu
i odesa syna w gb przodku.

Pozostali rbacze rwnie przerwali prac. Leva-
que lea na plecach i klnc oglda otarty do krwi
kciuk lewej rki. Chaval z pasj ciga koszul,
aby si ochodzi. Czarni byli od pyu wglowego,
ktry pokrywa ich ciaa i zmieszany z potem spy-
wa cienkimi strugami. Maheu pierwszy powrci
do roboty. Woda kapaa mu teraz na czoo i mia
wraenie, e wierci mu dziur w czaszce.

 Nie zwracaj na nich uwagi  powiedziaa Ka-
tarzyna do Stefana.  Oni zawsze si kc.

I dalej usunie udzielaa mu wskazwek. Naa-
dowane wzki jad do gry. Kady z nich oznaczony
jest specjalnym znaczkiem, aby kontroler wiedzia,
kto go adowa. Trzeba wic adowa je starannie
i wybiera czysty wgiel, gdy inaczej kontroler
moe wozu nie przyj.

Stefan, oswojony z ciemnoci, przyglda si Ka-
tarzynie. Jej bezkrwista twarz bielaa w mroku nie

ubrudzona jeszcze wglem. Nie potrafi okreli jej
wieku. Bya tak drobna, e dawa jej najwyej dwa-
nacie'lat, domyla si jednak, e jest starsza. Kr-
powaa go troch jej chopica swoboda i naiwna
zuchwao. Nie podobaa mu si. Jej blada twarz
w grniczym hemie przypominaa mask pierrota.
Zdziwiony by si i zrcznoci tego dziecka. Kata-
rzyna napeniaa wz prdzej ni on, wrzucajc w-
giel szybkimi regularnymi ruchami. Pniej popy-
chaa go gadko a do pochylni, bez trudu przecho-
dzc pod niskim stropem, gdy tymczasem on poty-
ka si i kaleczy, a wz zeskakiwa co chwila
 szyn, co doprowadzao go do rozpaczy.

Droga nie bya atwa. Dugoci jakich szedzie-
siciu metrw, nie poszerzona jeszcze przez zmian
podsadzkow, wska jak kiszka, o nierwnym, guzo-
watym  puapie: w niektrych miejscach peny wz
ledwo mg si przecisn, a adowacz musia si
schyla, aby nie uderzy gow o ska. Dbowe
stojaki wyginay si i zaamyway. rodkiem ich
biegy biaawe pknicia jak w zbyt sabych kulach
inwalidy. Trzeba byo uwaa, aby nie zaczepi o te
zadry. Widzc, jak pod naporem stropu uginaj si
dbowe kloce gruboci uda ludzkiego, czogajcy si
adowacze doznawali uczucia guchego lku, czy za
chwil oni sami nie ulegn zmiadeniu.

 Znw!  zawoaa miejc si Katarzyna.
Wz Stefana wykolei si w najtrudniejszym miej-
scu. Nie potrafi on przesuwa wozw po szynach
powyginanych na nierwnym, podmokym gruncie.
Kl, unosi si gniewem, mocowa z koami, ale po-
mimo rozpaczliwych wysikw nie mg nasun
ich z powrotem na waciwe miejsce.

 Poczekaj  powiedziaa Katarzyna.  Jak si
bdziesz zoci, to nic z tego nie wyjdzie.

Zrcznym ruchem wlizna si pod wz, wypr-
ya, wysikiem mini dwigna go do gry i po-
stawia na szynach. Wz way okoo siedmiuset

kilogramw. Stefan, zdumiony i zawstydzony, jka
sowa podzikowania.

Musiaa pokaza mu, jak trzeba rozstawia- nogi,
przywiera stopami do stojakw obudowy po obu
stronach chodnika, aby mie silny punkt oparcia.
Cae ciao powinno by pochylone, rce sztywno
wycignite przed siebie, aby wykorzysta prac
wszystkich mini. Poszed raz za ni, gdy pchaa
wz, l patrzy, jak stpa zgita, z rkami optiszczo-
nymi tak nisko, e wygldaa jak posuwajcy si na
czworakach karze z cyrku. Oblewaa si potem, dy-
szaa, stawy jej trzeszczay, ale nie skarya si,
zobojtniaa i przywyka. Nie potrafi jej nalado-
wa. Zawadzay mu trzewiki, nie umia i z gow
tak nisko opuszczon. Po kilku minutach pozycja
taka stawaa si dla mk nie do wytrzymania i kl-
ka na chwil, eby wyprostowa si i odetchn.

Przy pochylni czekaa nowa trudno. Katarzyna
nauczya go, co naley robi, aby szybko nada wz.
Pochylni, z ktrej korzystay wszystkie chodniki
na jednym poziomie, obsugiwali kilkunastoletni
chopcy, obrzucajcy si nawzajem ohydnymi wy-
razami. Aby ich przywoa, trzeba byo krzycze
z caych si. Kiedy na dole czeka pusty wz, jeden
z chopcw dawa znak, adowaczka podsuwaa pe-
ny, ktry swoim ciarem podnosi tamten. Na dole
pene wozy sprzgano razem i konie dowoziy je do
szybu.

 Hej, smarkacze!  krzyczaa Katarzyna w stu-
metrow, cakowicie obudowan pochylni, a gos
jej rozchodzi si dononie jak przez tub.

Malcy odpoczywali zapewne, gdy aden z nich
si nie odezwa. Za to wszdzie naok ustao du-
dnienie wozw, a jaki cienki gosik dziewczcy za-
woa:

 Pewnie ktry z nich polaz na Mouquette!
adowaczki zaniosy si gonym miechem.

 Kto to si odezwa?  spyta Stefan Katarzy-
ny. -

42

Katarzyna wymienia imi Lidki, maej dziew-
czynki, ktra wiedziaa ju niejedno, a swymi ma-
lutkimi jak u lalki rczkami popychaa wzki rw-
nie dzielnie jak dorosa kobieta. Co do Mouquette,
to moga miao zabawia si z obu chopcami naraz.

Lecz nagle z dou rozleg si gos zapinacza. Wi-
docznie gdzie w pobliu przechodzi sztygar. Za-
turkotay wozy, chopcy powrcili na swoje miejsca
i pokrzykiwali miarowo, a adowaczki, od ktrych
buchaa para jak od przecionych klaczy, sapay za-
trzymujc si przy pochylni. Poprzez kopalni wiay
podmuchy zwierzcej dzy. Na widok bujnych
ksztatw dziewczt pochylonych przy pracy nieje-
dnym z grnikw targao nage podanie.

Za kadym nawrotem w gb dusznego chodnika
dobiegay Stefana guche uderzenia kilofw i g-
bokie westchnienia utrudzonych rbaczy. Wszyscy
czterej zdjli koszule i umazani byli czarnym bo-
tem a po daszki hemw. W pewnej chwili trzeba
byo przyj z pomoc ojcu Maheu, odsun deski,
aby przytaczajcy go wgiel mg wysypa si na
chodnik. Levaque i Zachariasz klli, e pokad staje
si coraz twardszy, robota idzie coraz wolniej, a przez
to zmniejsza si zarobek. Chaval odwrci si i lec
na grzbiecie wymyla Stefanowi, ktrego obecno
wyranie wyprowadzaa go z rwnowagi.

 Niezdaro jedna! Sabsze to ni dziewczyna,
a bierze si do roboty! Poczekaj, niech nam nie
przyjm choby jednego wozu, zaraz ci potrc dzie-
si su!

Stefan milcza. Szczliwy, e udao mu si do-
sta t prac galernika, przyjmowa bez sprzeciwu
ustalon brutaln hierarchi.

. Ale nie mg si ju rusza. Stopy mia pokrwa-
wione, ramiona powykrcane straszliwymi skurczami,
cae ciao jakby cinite elazn obrcz. Na szcz-
cie bya ju dziesita, pora niadania.

Maheu mia zegarek, na ktry zreszt nie spoj-
rza. Pord otaczajcej go nocy bez gwiazd nigdy

43

nie myli si ani o minut. Rbacze woyli koszule
i kaftany, zeszli z przodu i przykucnli z opuszczo-
nymi rkami, w pozie tak waciwej grnikom, e
kiedy siadaj gdzie poza kopalni, czsto przybie-
raj j rwnie. Kady wycign swoj cegiek
i jad z powag, z rzadka tylko rzucajc jakie sowo
o rannej robocie. Katarzyna nie usiada. Podesza do
Stefana, ktry znalaz sobie prawie suche miejsce
i wycign si na szynach opierajc plecy o stojak.

 A ty nie jesz?  spytaa z penymi ustami,
trzymajc kromk w rku.

Nagle uwiadomia sobie, e Stefan, ktry przy-
bika si tu noc, jest moe bez grosza, bez ka-
waka chleba.

 Masz, we poow mojego.

A kiedy odmwi, zapewniajc drcym z po-
dliwoci gosem, e wcale nie jest godny, dorzucia
wesoo:                             *

 Brzydzisz si? Popatrz, z tej strony wcale nie
ruszaam, we!

Podzielia cegiek na dwie czci. Stefan musiast
powstrzymywa si ca si woli, aby nie woy
swego kawaka w caoci do ust. Opar rce na ko-
lanach, eby ukry ich drenie. Ona tymczasem.wy-
cigna si spokojnie obok niego na brzuchu, opara
brod na jednej rce, drug wsuwajc powoli chleb
do ust. Lampy stojce pomidzy nimi owiecay ich
oboje. Katarzyna przygldaa mu si przez chwil
w milczeniu. Musia jej si spodoba ze swymi de-
likatnymi rysami i czarnym wsikiem, gdy umiech-
na si lekko, z zadowoleniem.

 Wic jeste maszynist i zwolniono ci z kolei?
A dlaczego?

 Dlatego, e daem w twarz mojemu zwierzchni-
kowi.

Wdroona do biernego posuszestwa, majc we
krwi przekazywane z pokolenia na pokolenie po-
czucie subordynacji, spojrzaa na niego wstrznita
i zdumiona.

44

 Prawd mwic, byem pijany  cign Ste-
fan.  Jak si upij, wpadam w sza i sam nie
wiem, co robi... Wystarczy mi dwa kieliszki... A po-
tem choruj przez par dni.

 Nie powiniene pi  rzeka powanie.

 O, nie bj si, nie mam zamiaru!

Potrzsn gow. Czu nienawi do wdki, nie-
nawi ostatniego potomka rasy pijakw, ktry po-
nosi skutki pijastwa swych przodkw, do tego
stopnia uczulony na alkohol, e jedna kropla wdki
dziaaa na niego jak trucizna.

 al mi tylko matki  powiedzia przekn-
wszy ks chleba.  Cikie ma ycie. Dopki praco-
waem, posyaem jej od czasu do czasu pitaka.

 A gdzie jest twoja matka?

 W Paryu... Ma pralni przy ulicy Goutte-d'0r.
Zapanowao milczenie. Kiedy Stefan myla o tych
sprawach, w oczach jego pojawia si bysk niepo-
koju, wiadomo, e nosi w sobie skaz, ktra mimo
jego modzieczej tyzny rozwija si w nim i nie
wiadomo, jakie wyda owoce w przyszoci. Przez
chwil siedzia ze wzrokiem utkwionym w ciemnoci
kopalni. Odyy w nim wspomnienia z dziecistwa;

obraz matki, modej jeszcze i penej ycia, porzuco-
nej przez jego ojca, ktry wrci do niej, kiedy bya
ju on innego. Od tej pory ya pomidzy obu
tymi mczyznami, udrczona, i razem z nimi sta-
czaa si do rynsztoka. Przypomnia sobie ulic, gdzie
mieszkali, pewne szczegy: stosy brudnej bielizny
w matczynej pralni, pijackie sceny w domu, gone
policzki.

 Zarabiajc trzydzieci su dziennie  podj
wolno  nie bd mg jej pomaga... Umrze z n-
dzy...

Bezradnie wzruszy ramionami i znw ugryz ka-
waek chleba.

 Napijesz si?  spytaa Katarzyna odkorko-
wujc manierk.  Nie bj si, to kawa, nie za-
szkodzi ci... Czowieka zatyka, jak je samo suche.

45

Stefan podzikowa: wystarczy, e zjad poow
jej chleba. Ale Katarzyna nalegaa serdecznie,
wreszcie rzeka:

 No, dobrze, skoro taki uprzejmy, to napij
si pierwsza, ale potem nie moesz mi ju odmawia,
bo byoby nieadnie.

Podaa mu manierk. Uniosa si na kolanach,
widzia j tu przy sobie, w wietle dwu lamp. Jak
si to stao, e przedtem wydaa mu si brzydka?
Teraz, z twarz pokryt pyem wglowym, miaa
szczeglny urok. W troch zbyt szerokich ustach po-
yskiwaa biel zbw, oczy powikszyy si i bysz-
czay zielonkawo jak oczy kota. Spod hemu wymy-
kao si pasmo rudych wosw i askoczc j za
uchem pobudzao do miechu. Nie wygl('ha ju
teraz tak dziecinnie, mona jej byo da jakie czter-
nacie lat.

 Zby ci zrobi przyjemno  powiedzia, napi
si i odda jej manierk.

Podniosa j do ust i oddaa mu z powrotem, zmu-
szajc, eby znw si napi. Krca od jednego do
drugiego flaszka rozmieszaa ich. Nagle Stefan za-
da sobie pytanie, czy nie pochwyci dziewczyny
w ramiona i nie pocaowa. Jej pene, bladorowe
wargi wzbudzay w nim podanie. Czu si jednak
oniemielony; nie wiedzia, jak si ma wobec niej
zachowa. Dotychczas, w Lilie, styka si tylko z pro-
stytutkami, i to najniszego rzdu.

 Ile te ty masz lat? Ze czternacie?  spyta,
z powrotem zabierajc si do chleba.

 Ile? Czternacie?  zdziwia si, rozgniewaa
prawie.  Ale ja mam pitnacie skoczone!... To
prawda, e moe na tyle nie wygldam, ale u nas
dziewczta rosn powoli.

W dalszym cigu zadawa jej pytania, a ona od-
powiadaa. W jej odpowiedziach nie byo nic wyzy-
wajcego, ale te nie byo i zaenowania. Sprawy
mioci fizycznej nie stanowiy dla niej tajemnicy,
a mimo to wyczuwa jej dziewiczo, dziewiczo

dziecka opnionego w swym rozwoju przez cikie
warunki ycia. Kiedy chcc wprawi j w zakopo-
tanie zwrci rozmow na temat Mouquette, opo-
wiedziaa mu, ubawiona, niesychane historie o tej
dziewczynie. Ach, ta to si dopiero puszcza na
wszystkie strony! A kiedy zapyta, czy ona sama nie
ma jeszcze kochanka, odpara miejc si, e nie
chce robi przykroci matce, ale e prdzej czy p-
niej to nastpi. Draa z zimna w wilgotnym od potu
ubraniu i kulia si zrezygnowana i agodna, goto-
wa przyj bez protestu wszystko, co przyniesie jej
los i ludzie.

 O kochanka pewnie nietrudno, jak si tak yje
razem, co?

 Pewnie, e nietrudno.

 A zreszt, c to komu szkodzi... Ksidz o tym
wiedzie nie musi.

 E, co tam ksidz! Akurat bym si ksidza baa!...
Ale jest Czarny Rbacz.

 Co za Czarny Rbacz?

 Stary grnik, ktry chodzi po kopalni i ukrca
szyj rozpustnym dziewcztom.
-^ Spojrza na ni sdzc, e ^aT^gs^iJ^^pd )^-

cz^n^A^^y" w ^"'wentylacja musiaa usu-
n. Ukryci w "gbi swych kretowisk, przytoczeni
ciarem ziemi, pozbawieni tchu, rbacze kuli wci.

Nie patrzc na zegarek, ktry zostawi w kiesze-
ni kaftana, Maheu przerwa prac i powiedzia:

 Niedugo pierwsza... Jak tam, Zachariasz, go-
towe?

Chopak obudowywa strop. W pewnej chwili
przerwa jednak prac i wycignity na plecach,
ze wzrokiem zagubionym w ciemnoci, oddal si roz-
mylaniom o rozegranych poprzedniego dnia partiach.
gry w pik. Gos ojca wyrwa go z odrtwienia.




Stefan nnri-""1-

Juz od pewne] chwili Chaval stojc przyglda im

si z daleka. Teraz postpi kilka krokw, upewni
si, e Maheu nie moe go zobaczy, pochwyci sie-
dzc na ziemi dziewczyn za ramiona, przegi j
do tyu i zgnit je] usta brutalnym pocaunkiem uda-
jc, e nie zwraca uwagi na obecno Stefana. Po-
caunek ten wyraa wzicie w posiadanie, postano-
wienie dojrzae pod wpywem zazdroci.
Dziewczyna obruszya si jednak.

 Pu mnie! Syszysz?

Trzyma jej gow i patrzy w gb oczu. W czar-
nej twarzy, pod orlim nosem, pony rude wsy

i brdka. Puci j wreszcie i odszed bez sowa.

Stefanem wstrzsn zimny dreszcz. Gupi by,
e czeka. Teraz nie pocauje jej ju, bo pomyla-
aby, e naladuje tamtego. Uraony w swej dumie,

czu si naprawd nieszczliwy.

 Dlaczego skamaa?  spyta cicho.  To

twj kochanek.

 Ale nie, przysigam cii  krzykna.  Mi-
dzy nami nic nie mai On tylko tak czasem, dla
miechu... Ale on nawet nie jest std, p roku temu

-    ^prz^-upcha 7. T3'^-'-'f.-Calais.

       \               \ \   sa s1^ ^y10 wzla(!- np "




>\\\           '   'vi rl-

rzecz, ktra moga wszystko wysadzi w powietrze?
Dziewczyna miaa si i tumaczya, e musi go
by duo tego dnia, jeeli lampy pal si tak nie-
biesko.

 Kiedy przestaniecie gada, leniuchy jedne? 
krzykn ostro Maheu.

Zabrali si spiesznie do adowania wozw i pe-
znc prawie pod nierwnym stropem pchali je do
pochylni. Ju przy drugim wozie oblani byli potem,
a koci trzeszczay im od nowa.

Rbacze rwnie zabrali si do pracy. Czsto skra-
cali czas niadania, aby si nie przezibi. aro-
cznie zjadane cegieki ciyy im pniej w odku
jak ow. Wycignici na boku, rbali ze wzmoon
zaciekoci, opanowani jedn tylko myl, aby wy-
doby jak najwiksz ilo wozw. Wszystko niko
wobec nadziei zarobku okupionego tak mudn prac.
Nie czuli ciekajcej po nich wody, skurczw spo-
wodowanych nienaturaln pozycj ani mrocznego za-
duchu, od ktrego bledli jak roliny przeniesione do
piwnicy. W miar jak mijay godziny, powietrze za-
-^truwane kopceniem lamp, wyziewami cia ludzkich
, i gazem kado si na oczach coraz gecie jsz paj-
czyn, ktr dopio nocna wentylacja musiaa usu-
n. Ukryci w gbi swych kretowisk, przytoczeni
ciarem ziemi, pozbawieni tchu, rbacze kuli wci.

| Nie patrzc na zegarek, ktry zostawi w kiesze-
ni kaftana, Maheu przerwa prac i powiedzia:

 Niedugo pierwsza... Jak tam, Zachariasz, go-
cwe?

Chopak obudowywa strop. W pewnej chwili
rzerwa jednak prac i wycignity na plecach,

 wzrokiem zagubionym w ciemnoci, odda si roz-
ylaniom o rozegranych poprzedniego dnia partiach
y w pik. Gos ojca wyrwa go z odrtwienia.

Germinal t. I

49

 Tak  odpar.  Na dzi wystarczy, a jutro
jeszcze zobaczymy.

I wrci na swoje miejsce. Levaque i Chaval od-
oyli na chwil kilofy. Odpoczywano. Ocierali pot
z twarzy i spogldali na popkany strop. Jedynym
tematem ich rozmw bya praca.

 A to mielimy szczcie  mrukn Chaval 
eby dosta pokad z amicym si stropem!... Oczy-
wicie nie uwzgldnili tego w umowie.

 ajdaki!  sarkn Levaque.  Nacigaj nas,
jak mog.

Zachariasz rozemia si. Praca mao go obcho-
dzia, ale cieszy si, ile razy udao im si przyapa
Towarzystwo na jakim szachrajstwie. Maheu wy-
jani spokojnie, e zaleganie pokadu zmienia si
co kilkanacie metrw i e nie mona przewidzie,
jaki komu przypadnie. To trzeba sprawiedliwie przy-
zna. I kiedy tamci nie przestawali wygadywa na
szefw, niespokojnie rozejrza si wokoo.

 Cicho bdcie! Dosy ju tego!

 Masz racj  powiedzia Levaque, ktry rw-
nie zniy gos.  To niezdrowo tak gada.

Nawet tu, gboko pod ziemi, nie opuszczaa ich
trwoga przed donosicielami, jakby myleli, e nie
wydobyty jeszcze wgiel, ktry nalea do akcjo-
nariuszy, ma mono podsuchiwania ich rozmw.

 W kadym razie  dorzuci bardzo gono Cha-
val wyzywajcym tonem  jeeli ten bydlak, Dan-
saert, jeszcze raz odezwie si do mnie takim tonem
jak kiedy, to oberwie!... Co on si bdzie do mnie
wtrca? Czy ja mu przeszkadzam zabawia si
z dziewuszkami?

Teraz Zachariasz wybuchn gonym miechem.
Miostki nadsztygara z Pierronk byy niewyczer-
panym tematem artw caej kopalni. Nawet oparta
na opacie Katarzyna miaa si do rozpuku i w kil-
ku sowach objania Stefana, o co chodzi. Maheu
rozgniewa si ogarnity lkiem, ktrego ju nie
ukrywa.

50

 Przesta! Jak chcesz napyta sobie biedy, to
poczekaj, a bdziesz sam!

Nie skoczy jeszcze mwi, kiedy od strony chod-
nika pooonego wyej dobieg ich odgos krokw.
Prawie w tej samej chwili u wylotu chodnika uka-
za si inynier, may Negrel, jak go nazywali gr-
nicy, w towarzystwie nadsztygara Dansaerta.

 A co, nie mwiem?  szepn Maheu.  Za-
wsze wylez jak spod ziemi.

Pawe Negrel, siostrzeniec pana Hennebeau, by
mczyzn dwudziestoszecioletnim, smukym i przy-
stojnym, o ciemnych wsach i falujcej czuprynie.
Spiczasty nos i ywe oczy nadaway mu wygld a-
sicy. Ze strony grnikw nie znosi najmniejszego
sprzeciwu. Ubrany by jak oni i jak oni uwalany
wglem. eby zyska sobie ich szacunek, okazywa
brawurow odwag, wybiera najtrudniejsze przej-
cia, pierwszy zjawia si na miejscu katastrofy.

 To tutaj, prawda, Dansaert?  spyta.
Dansaert, Belg o grubych rysach twarzy i zmy-
sowym nosie, odpowiedzia z przesadn grzeczno-
ci:

 Tak jest, panie inynierze. Tu wanie pra-
cuje ten czowiek, ktrego przyjlimy dzi rano.

Obaj wysunli si do przodku. Zawoano Stefana.
Inynier podnis lamp i przyjrza mu si bez
sowa.

 No, dobrze  powiedzia wreszcie.  Ale na
drugi raz nie przyjmujcie nieznajomych, ktrzy wa-
saj si koo kopalni. Nie lubi tego.

Nie suchajc udzielanych mu wyjanie zacz
oglda strop. Rbacze podjli prac. Nagle zawoa:

 Czy wy sobie kpiny urzdzacie, czy co? Su-
chajcie no, Maheu, chcecie chyba, eby was tu wszy-
stkich przygnioto!

 Och, strop si jeszcze dobrze trzyma!  od-
par spokojnie grnik.

 Co, dobrze si trzyma? Ale skaa zaczyna ju
siada, a wy stawiacie stojaki co dwa metry, jakby

4*

51

wam szkoda byo drewna! Zawsze to samo! Wolicie,
eby was zmiadyo, ni przerwa na chwil ro-
bot i zabudowa stojaki jak naley. Natychmiast
zabra mi si do tego i stawia gciej, syszycie?

Wobec oporu grnikw, ktrzy ocigali si twier-
dzc, e sami najlepiej wiedz, czy grozi im niebez-
pieczestwo, czy nie, Negrel unis si gniewem.

 Co mi tu bdziecie opowiada. Jak wam go-
w zmiady, to kto bdzie ponosi konsekwencje?
Nie wy, tylko Towarzystwo, prawda? Towarzystwo
bdzie paci emerytur wam albo waszym onom!
Ju my was znamy: dalibycie si zabi, eby tylko
mie wieczorem o dwa wozy wicej!

Mimo wzbierajcego w nim gniewu Maheu od-
rzek spokojnie:

 Gdyby nam lepiej pacono, moglibymy lepiej
budowa.

Za ca odpowied inynier wzruszy tylko ra-
mionami. Znalazszy si przy kocu przodku do-
rzuci:

 Macie jeszcze godzin czasu. Zabierajcie si do
-stawiania budynku. Uprzedzam, e caa grupa ma
trzy franki kary.

Rbacze odpowiedzieli na te sowa guchym po-.
mrukiem. Tylko ulego wobec ustalonej hierarchii,
tej hierarchii wojskowej, ktra podporzdkowywaa
jednych drugim, powstrzymaa ich od wybuchu. Le-
vaque i Chaval zdobyli si jednak na odruch pro-
testu, ale Maheu uspokaja ich wzrokiem. Zacha-
riasz wzruszy tylko drwico ramionami. Najbardziej
poruszony by Stefan. Od chwili gdy znalaz si
w gbi tego pieka, wzrasta w nim guchy bunt.
Spojrza na Katarzyn pochylon nad wozem, zrezy-
gnowan. Czy to moliwe, eby ludzie zabijali si
tak cik prac, w tych miertelnych ciemnociach,
i nie zarobili nawet na chleb?

Negrel odszed z Dansaertem, ktry podczas roz-
mowy inyniera z grnikami ogranicza si do po-
takujcego kiwania gow. W chwil pniej dobie-

52

gy ich podniesione gosy. Zatrzymali si jeszcze raz
i sprawdzali obudow chodnika. Grnicy obowizani
byli mie go w swej pieczy na przestrzeni dziesi-
ciu metrw od miejsca, w ktrym pracowali.

 Powtarzam wam, e oni kpi sobie z ludzi! 
krzycza inynier.  A wam nie chce si dopilno-
wa, do stu diabw!

' Ale, pilnuj, panie inynierze  bka Dan-
saert.  Czowiek powtarza im wci to samo w k-
ko.

 Maheu! Maheu!  zawoa gniewnie Negrel.
Podeszli wszyscy.

 Jak to si trzyma?!  cign Negrel.  Co
to za robota?! Ten stojak ju si obluzowa, tak
niedbale go ustawilicie! Rozumiem teraz, dlaczego
tyle kosztuj nas naprawy! Kady robi, byle zby,
byle tylko nie zwalio si na gow, pki tu pracuje.
A pniej wszystko si rozlatuje i Towarzystwo musi
osobno paci robotnikom za napraw. Spjrzcie tylko
tutaj, co to za partactwo!

Chaval chcia co powiedzie, ale tamten gestem
nakaza mu milczenie.

 Wiem, ju wiem, co mi powiecie. eby wam
podwyszy pac, to bdziecie pracowa lepiej, co?
Ot uprzedzam was: zmusicie dyrekcj do tego, e
bdzie wam osobno paci za budowanie, ale za to
proporcjonalnie obniy opat od wozu. Zobaczymy,
czy dobrze na tym wyjdziecie... A tymczasem zabu-
dujecie mi tu zaraz na nowo! Jutro sprawdz.

I odszed zostawiajc grnikw przejtych jego
grob. Dansaert, tak pokorny wobec inyniera,
krzykn brutalnie do grnikw, kiedy tamten od-
dali si troch:

 Ju wy mnie popamitacie! ebym ja obry-
wa od inyniera za wasze niedbalstwo! Nie wy-
kpicie si trzema frankami kary.

Po jego odejciu Maheu wybuchn:

 Co niesprawiedliwe, to niesprawiedliwe, psia-
krew ! Nie lubi si awanturowa, bo wtedy nigdy

S3

si jeden z drugim nie dogada, ale z nimi to i naj-
spokojniejszego krew zalewa! Syszelicie? Za sta-
wianie budynku osobno, a od wozu mniej. Wszystko
po to, eby znw nam obci zapat!

Szuka kogo, na kim mgby wyadowa gniew.
Spostrzeg Katarzyn i Stefana stojcych bezczyn-
nie.

 Dalej, marsz po drewno! Co tu stoicie? Chce-
cie oberwa kopniaka?

Stefan ruszy po drewno nie majc staremu za ze
jego grubiastwa. Tak by oburzony na kierownic-
two, e uwaa zachowanie si grnikw a za na-
zbyt spokojne.

Levaque i Chaval dawali teraz 'upust swej zoci
klnc. Wszyscy, nawet Zachariasz, zabrali si z wcie-
koci do stawiania budynku. Przez p godziny
sycha byo tylko trzask podbijanych motami sto-
jakw i sapanie pracujcych. Nie mwili ani sowa,
rozjuszeni na osuwajcy si strop, ktry chtnie po-
dwignliby wasnymi ramionami, gdyby to byo
moliwe.

 No, dosy tego!  powiedzia wreszcie Maheu,
. zmczony i gniewny.  P do drugiej... adny
dzie, nie ma co gada! Nie zarobimy nawet pi-
dziesiciu su. Id do domu, niech to wszystko diabli
wezm.

I chocia do koca pracy byo jeszcze p godzi-
ny, ubra si, a inni poszli za jego przykadem.
Sam widok chodnika wyprowadza ich z rwnowagi.
Widzc, e Katarzyna bierze si do adowania wozu,
zawoali na ni zoszczc si, e jest taka pilna.
Niech sobie wgiel sam idzie, jak ma nogi! Wzili
narzdzia pod pach i ruszyli z powrotem t sam
drog, ktr przyszli rano.

Rbacze poszli przodem, a Katarzyna i Stefan
pozostali nieco w tyle. Spotkali Lidk. Zatrzymaa
si, eby ich przepuci i powiedzie im, e Mou-
quette gdzie znika. Dostaa przed godzin silnego
krwotoku z nosa, posza obmy twarz zimn wod

54

i do tej pory nie wrcia. Katarzyna i Stefan poszli
dalej, a biedne, zmczone dziecko podjo sw prac
popychajc wzek chudymi rczkami, podobne do
czarnej mrwki walczcej z brzemieniem zbyt dla
niej cikim. Modzi zsuwali si w gb wtulajc go-
w w ramiona, eby nie otrze skry na czole.
Zjedali z tak szybkoci po wylizganej przez
grnikw pochyoci, e od czasu do czasu musieli
chwyta si stojakw, eby im si poladki nie za-
paliy od tego pdu, jak mwili ze miechem.

Na dole znaleli si sami. Czerwone gwiazdy lamp
znikny w oddali za zakrtem. Wesoo ich zga-
sa nagle. Ruszyli przed siebie ociaym krokiem
ludzi zmczonych. Katarzyna sza przodem. Lampy
kopciy tak, e Stefan ledwie mg j dojrze. Myla
o tym, e jest dziewczyn, i czu si nieswojo. Uwa-
a, e powinien j pocaowa, ale wspomnienie
o Chavalu powstrzymywao go. Skamaa, to jasne:

Chaval na pewno by jej kochankiem. Po samym
koysaniu biodrami wida, e to zwyka dziwka.
Czu do niej nieuzasadniony al, jakby go oszukaa.
Ona tymczasem odwracaa si co chwila, uprzedzaa
go o przeszkodach po drodze, caym swym zacho-
waniem zdawaa si zachca do tego, eby by miy.
Byli zupenie sami  co za doskonaa okazja, aby
pomia si po przyjacielsku! Wreszcie doszli do
gwnego chodnika. Pooyo to kres wahaniom Ste-
fana i sprawio mu ulg. Katarzyna obejrzaa si na
niego po raz ostatni i rzucia mu spojrzenie, w kt-
rym by al o niewykorzystan chwil radoci.

Otoczy ich teraz ruch. Co chwila przechodzili tam
i z powrotem sztygarzy, kryy wozy, rozlega si
tupot kopyt koskich. Lampy poyskiway w ciem-
nociach jak gwiazdy. Musieli usuwa si pod cian,
aby zrobi miejsce cieniom ludzi i zwierzt, ktrych
oddech czuli na twarzach. Janek, biegncy boso za
wozami, krzykn im jak zoliw uwag, ktrej
nie dosyszeli w zgieku k. Szli wci naprzd.
Ona milczaa teraz, on nie poznawa zakrtw i cho-

55

dnikw, ktrymi szed rano. Zdawao mu si, e
dziewczyna prowadzi go coraz gbiej pod ziemi.
Najbardziej dokuczao mu zimno, coraz dotkliwsze,
w miar jak zbliali si do szybu. Wskim chodni-
kiem d wiatr. Stefan zwtpi ju, czy wyjdzie std
kiedykolwiek, gdy nagle znaleli si w podszybiu.

Chaval spojrza na nich podejrzliwie. Wszyscy r-
bacze z ich grupy stali ju tam, spoceni, drcy
w podmuchach zimnego powietrza, w milczeniu prze-
uwajc gniew. Przyszli za wczenie i nie chciano
wywie ich na powierzchni, tym bardziej e klatka
bya zajta, gdy miano spuszcza konia. Zapychacze
zapychali jeszcze wozy z oguszajcym oskotem e-
laza i klatki ulatyway do gry, znikay w czar-
nym otworze, z ktrego laa si strumieniami woda,
wpadajc do rzpia na dole  dziesiciometrowej
studni, skd unosiy si wilgotne wyziewy. Wok
szybu kryli bez przerwy jacy ludzie, cignli za
sznury sygnalizacyjne, naciskali drgi dwigni, prze-
moczeni rozpryskujcym si pyem wodnym. Czer-
wone wiata trzech ogromnych lamp rzucay wiel-
kie, ruchome cienie i nadaway podszybiu wygld
pieczary zbjcw ssiadujcej z wodospadem.

Maheu raz jeszcze sprbowa szczcia. Zbliy si
do Pierrona, ktry rozpocz sub o szstej.

 Wypue nas!

Ale Pierron; przystojny mczyzna o silnych ra-
mionach i agodnej twarzy, odmwi przelknionym
gestem.

 Nie mog. Popro sztygara... Wlepiliby mi kar.
Zdusili pomruk gniewu. Katarzyna pochylia si
i szepna Stefanowi do ucha:

 Chod, poka ci stajni! Tam jest ciepo.
Wsunli si ukradkiem, gdy do stajni nie wolno
byo wchodzi. Znajdowaa si przy kocu krtkie-
go chodnika na lewo. Miaa dwadziecia pi metrw
dugoci i cztery wysokoci. Wykuta w skale, o skle-
pieniu z cegie, moga pomieci dwadziecia koni.
Od cia koskich bio przyjemne ciepo, unosi si

56

zajach czystej ciki, jedyna lampa rzucaa spokoj-
ne wiato. Odpoczywajce konie odwracay ku nim
by o duych dziecicych oczach i bez popiechu po-
wracay do swego owsa  dobrze utrzymani, zdrowi
pracownicy, otoczeni ogln sympati.

Katarzyna odczytywaa gono imiona koni wypi-
sane na cynkowych tabliczkach nad obami. Naraz
wydaa lekki okrzyk widzc przed sob jak posta.
Bya to Mouquette. Sposzona, zerwaa si ze somy,
gdzie spaa. W kady poniedziaek, zmczona nie-
dzieln hulank, uderzaa si mocno w nos wywo-
ujc krwotok, udawaa, e idzie szuka wody, i kry-
a si w stajni, gdzie zagrzebywaa si w ciep so-
m pomidzy konie. Ojciec jej, bardzo pobaliwy
dla crki, pozwala na to, mimo lku przed kar.

Wanie zjawi si w stajni, may, ysy, zniszczo-
ny prac, ale tgi, co si rzadko spotyka u grnikw
po pidziesitce. Od czasu gdy zosta stajennym,
przyzwyczai si u tyto i robi to stale, a mu
krwawiy dzisa. Ujrzawszy dwoje obcych obok
crki, rozgniewa si.

 Co wy tu robicie, h? Wynocie mi si std za-
raz! Chopa sobie sprowadziy i g si na mojej
somie!

Rozbawiona Mouquette trzymaa si za boki ze
miechu. Stefan, zmieszany, wyszed natychmiast.
Katarzyna umiechna si do niego. Wracajc
w stron szybu spotkali po drodze Beberta i Janka
z wozami, ktre na chwil musiay si zatrzyma.
Korzystajc z tej przerwy Katarzyna zbliya si
do konia i pogaskaa go, opowiadajc jego dzieje Ste-
fanowi. By to Bataille, najstarszy ko w kopalni,
siwek, ktry od dziesiciu ju lat y pod ziemi.
Od dziesiciu lat zajmowa ten sam kt w stajni,
spenia t sam prac krc po ciemnych chodni-
kach i nie widywa nigdy soca. Wypasiony, o by-
szczcej sierci, agodny, zdawa si wie tutaj
ywot filozofa, z dala od burz ziemskich. Z biegiem
lat sta si bardzo mdry. Tak dobrze pozna cho-

57

dnik, w ktrym pracowa, e umia sam otwiera
gow tamy wentylacyjne, wiedzia, kiedy ma si
pochyli, eby nie zawadzi o niski strop.' Widocz-
nie umia rwnie policzy swe kursy, gdy ilekro
odby ich przepisow liczb, odmawia dalszej pracy
i musiano odprowadza go do stajni. Teraz zestarza
si i ju i jego kocie oczy przesaniaa chwilami me-
lancholia. Moe majaczy mu we wspomnieniach
myn koo Marchiennes, gdzie si urodzi, myn
nad brzegami Skarpy, otoczony zielonymi kami,
poruszany wiatrem. Na niebie ponad nim pona
jaka olbrzymia lampa. Bataille sta ze spuszczon
gow, na drcych ze staroci nogach, i na prno
usiowa przypomnie sobie soce.

Rozlego si czterokrotne uderzenie mota, znak,
e ko, ktrego miano spuszcza, zjeda na d.
Zjazd koni zawsze stanowi emocj, gdy zdarzao
si, e zwierz zdychao w klatce z przeraenia.
Zwizane, szarpao si najpierw rozpaczliwie, a p-
niej czujc, e ziemia usuwa mu si spod ng, nie-
ruchomiao ze zgrozy i znikao w gbi szybu jak
skamieniae, z szeroko rozwartymi oczami. Tym ra-
zem ko by za duy, aby mg zmieci si w klatce,
i musiano przywiza mu eb do boku. Zjazd trwa
blisko trzy minuty. Przez ostrono zwolniono bieg
klatki. Wzmogo to podniecenie oczekujcych. Co
si stao? Czy zatrzymano klatk ze zwierzciem
w poowie drogi? Wreszcie nadjecha, nieruchomy
jak posg, z oczami rozszerzonymi strachem. By to
trzyletni gniadosz imieniem Trompette.

 Uwaga!  krzykn Mouque, ktry przyjmo-
wa konia.  Dajcie go tu, nie rozwizujcie go je-
szcze.

Trompette zoono na ziemi jak bry. Nie rusza
si w dalszym cigu, jakby wci jeszcze ciy na
nim koszmar nie koczcego si zjazdu w ciemno-
ciach i jakby oguszy go rozgwar podszybia. Za-
czto go rozwizywa; Bataille, wyprzony przed
chwil, podszed do niego i wycign szyj, aby po-


wcha towarzysza, ktry zjawi si oto z powierz-
chni ziemi. Grnicy rozsunli si, artujc. C to
za zapach go zwabi? Ale Bataille oywi si, nie-
czuy na drwiny. Nowo przybyy przynis ze sob
wo pl, zapomnian wo traw nagrzanych socem.
I nagle stary ko zara dwicznie, z rozczuleniem
i smutkiem jednoczenie. Byo to jakby radosne przy-
pomnienie sobie rzeczy minionych, ktrych tchnie-
nie znw go owiao, i melancholijne powitanie no-
wego wspwinia, ktrego dopiero mier wyzwoli.

 Ach, ten Bataille!  woali robotnicy, rozba-
wieni zachowaniem si ulubieca.  Gada sobie
z koleg!

Mimo e go rozwizano, Trompette nie rusza si
jeszcze. Lea na boku, jakby czu nadal krpu-
jce go sznury, sptany strachem. Poderwao go do-
piero uderzenie biczem. Podnis si ogupiay i dr-
cy. Mouque odprowadzi oba konie, po bratersku
idce obok siebie.

 No, pucicie nas ju teraz?  zapyta Maheu.
Ale trzeba byo oprni klatk, a poza tym bra-
kowao jeszcze dziesiciu minut do godziny odja-
zdu. Przodki oprniay si powoli, zewszd scho-
dzili si grnicy. Byo ich ju okoo pidziesiciu,
wszyscy przemoknici i drcy z zimna. Pierron,
o agodnej twarzy, uderzy crk za to, e opucia
swoje miejsce przed kocem pracy. Zachariasz po-
szczypywa ukradkiem Mouquette  dla rozgrzewki.
Niezadowolenie wzrastao. Levaque i Chaval opo-
wiadali o pogrce inyniera: obnienie zapaty od
wozu, z osobn dopat za stawianie budynku. Wy-
krzyki oburzenia przywitay ten projekt. W tej cia-
snej przestrzeni na szeset metrw pod ziemi kie-
kowa bunt. Ubrudzeni wglem, przemarznici od
dugiego oczekiwania, ludzie oskarali Towarzystwo,
e cz robotnikw dobija w kopalni, a reszt morzy
godem. Stefan sucha przejty groz.

 Prdzej! Prdzej!  woa na zapychaczy szty-
gar Richomme.

Przypiesza odjazd. Nie chcia wystpowa prze-
ciw robotnikom i udawa, e nie syszy. Ale pomruki
stay si tak gone, e musia wreszcie na nie za-
reagowa. Za jego plecami ludzie wykrzykiwali, e
to nie bdzie tak trwao wiecznie, e pewnego pi-
knego poranku caa buda wyleci w powietrze.

 Naleysz do rozsdnych  zwrci si Richom-
me do Maheu  wic postaraj si ich uciszy. Jak
si nie jest silnym, naley by rozumnym.

Ale Maheu, sam zaniepokojony, nie musia ju
interweniowa. Grnicy zamilkli: u wylotu jednego
z chodnikw ukazali si Negrel i Dansaert, powra-
cajcy z inspekcji, spoceni. Nawykli do dyscypliny
ludzie rozstpili si, a inynier przeszed pomidzy
nimi bez sowa. Wsiad do prnego wozu, nadszty-
gar do drugiego, sygna uderzy pi razy zapowia-
dajc ,,grubego zwierza", jak okrelano przeoonych,
i klatka uniosa si do gry wrd ponurego milcze-
nia.

vi

Stoczony razem z innymi w klatce, Stefan po-
stanowi podj z powrotem godow wdrwk po
drogach. Lepiej zdechn od razu ni wraca w gb
tego pieka, gdzie nie mona zarobi nawet na chleb.
Katarzyna wsiada tym razem do wozu grnego
pitra i nie czu ju jej miego ciepa. Wola nie
myle o gupstwach i odej. Bardziej uwiado-
miony od tych ludzi, czu, e nie potrafiby zdoby
si na ich zwierzc rezygnacj i w kocu rzuciby
si na ktrego z przeoonych.

Nagle olepio go wiato. Mruga powiekami,
oszoomiony jasnoci, od ktrej zdy ju od-
wykn. Poczu z ulg, e klatka stana. Otwarto
drzwi, z wozw wysypa si tum grnikw.

 Suchaj no, Mouquet  szepn Zachariasz do
ucha wozaka  pjdziemy dzi wieczorem do ,,Wul-
kanu"?

Wulkan" bya to knajpa w Montsou. Mouquet
przymruy lewe oko i umiechn si w milczeniu.
May i gruby jak ojciec, mia min zawadiaki nie
troszczcego si o jutro. Ukazaa si wanie Mou-
quette, a on z braterskiej czuoci przyoy jej
potnego klapsa.

Stefan z trudem pozna hal nadszybia, ktra
w mdym wietle lamp grniczych wydaa mu si
rano niepokojcym miejscem. Teraz bya tylko naga
i brudna. Przez zakurzone okna napywao ziemiste
wiato. Jedynie maszyna wycigowa poyskiwaa
mosidzem; stalowe liny, posmarowane tuszczem,
suny jak wstgi zanuone w atramencie. Od na-
gromadzonego elastwa pada na hal szary cie.
Podoga trzsa si bez ustanku od turkotu k,
a z gbi szybu dobywa si drobny py wglowy
i osiada na ziemi, na cianach, nawet na belkach
stropu.

Tymczasem Chaval poszed rzuci okiem na re-
jestr w oszklonej budce kontrolera i wrci wcieky.
Nie zaliczono im dwch wozw; jednego, poniewa
by niepeny, drugiego, poniewa zawiera wgiel
zanieczyszczony.

 Tego tylko brakowao!  krzykn.  Jeszcze
o dwadziecia su mniej! Ale po co byo przyjmowa
do roboty wakoniw, co ruszaj rkami jak winia
ogonem.

I spojrza z ukosa na Stefana. Ten mia ochot
odpowiedzie mu pici, ale pomyla, e nie warto,
skoro i tak odchodzi. Ten incydent utwierdzi go
tylko w powzitym postanowieniu.

 Nie mona si wszystkiego nauczy pierwszego
dnia  powiedzia Maheu pojednawczo.  Jutro
pjdzie lepiej.

Mimo to wszyscy byli skwaszeni; wzrastaa ch
do ktni. W lampowni Levaque pokci si z lam-
piarzem, e le oczyci jego lamp. Uspokoili si
dopiero w szatni, gdzie wci jeszcze pali si ogie.
Piec rozarzony by do czerwonoci, po cianach

61

taczyy krwawe refleksy, tak e caa ta wielka
izba bez okien zdawaa si pon. Rozlegy si po-
mruki zadowolenia. Oddaleni nieco od pieca, grnicy
grzali sobie plecy. Dymio si z nich jak z talerza
zupy. Kiedy przypiekli si ju z tyu, odwracali si
przodem. Mouquette spokojnie opucia spodnie i su-
szya koszul. Chopcy kpili z niej; nagle wybuchn
miech, bo dziewczyna pokazaa im tyek, co byo
u niej wyrazem najgbszej pogardy.

 Id!  powiedzia Chaval zamknwszy narz-
dzia w skrzyni.

Nikt si nie ruszy, tylko Mouquette zerwaa si
i wymkna za nim pod pozorem, e oboje wracaj
do Montsou. artowano dalej, gdy wiedziano, e
on jej ju nie chce.

* Zamylona dotychczas Katarzyna poszeptaa z oj-
cem. Stary zdziwi si najpierw, pniej skin go-
w na znak zgody. Zawoa Stefana i oddajc mu
zawinitko powiedzia:

 Suchajcie no, jeeli nie macie ani grosza, to
do pitnastego zdycie zdechn z godu. Chcecie,
ebym si wam postara o kredyt?

Mody czowiek zmiesza si. Mia wanie zamiar
poprosi o wypat i odej. Ale obecno Katarzyny
krpowaa go. Dziewczyna patrzya na niego ba-
dawczo. Zawstydzi si: gotowa pomyle, e ucieka
od pracy.

 Oczywicie niczego wam nie obiecuj  cig-
n Maheu.  Bardzo moliwe, e skoczy si na
odmowie.

Wobec tego Stefan przysta. I tak przecie odm-
wi. A zreszt to go do niczego nie zobowizuje.
Przeksi co i pjdzie sobie, jeeli bdzie chcia. Ale
widzc rado Katarzyny, jej umiech, jej przyjazne
spojrzenie, poaowa, e nie odmwi. Po co to
wszystko?!

Woywszy saboty i zamknwszy skrzyni Ma-
heuowie opucili barak w lad za towarzyszami,
ktrzy wychodzili jeden za drugim, kiedy si ogrzali.

62

Stefan wyszed za nimi. Levaque z synem przy-
czyli si take. Gdy przechodzili przez sortowni,
zatrzymaa ich gwatowna scena.

Sortownia miecia si w wielkiej szopie o belkach
czarnych od pyu wglowego i oknach, przez ktre
d wiatr. Wozy z wglem zjeday tu wprost
z podszybia. Wywrotniczy wysypywali je do specjal-
nych koryt, a stojce na podwyszeniu po obu stro-
nach robotnice, uzbrojone w opaty i grabie, wybie-
ray kamienie i posuway dalej czysty wgiel, ktry
elaznymi rynnami spywa wprost do wagonw
kolejowych stojcych na torze pod szop.

Pracowaa tu Filomena Levaque, szczupa i blada
dziewczyna o gupim wyrazie twarzy, plujca krwi.
Gow miaa owinit strzpem niebieskiej chustki,
rce uczernione a po okcie. Staa poniej starej
czarownicy, matki Pierronki, zwanej la Brule, strasz-
nej ze swymi sowimi oczami i ustami zacinitymi
jak sakiewka skpca. Kobiety biy si. Filomena
oskaraa star, e zabiera jej kamienie i ona nie
moe napeni nawet jednego kosza w cigu dzie-
siciu minut. Pacono im od kosza i to byo powo-
dem bezustannych ktni. Wydzieray sobie wosy,
zostawiay czarne odciski rk na zaczerwienionych
twarzach.

 Przy no jej raz, a dobrze! krzykn z g-
ry Zachariasz do kochanki.

Robotnice parskny miechem, ale stara Brule
zaniosa si zaczepnym jazgotem:

 Ty mierdzielu, lepiej by zrobi uznajc za
swoje te dwa bkarty, ktre jej zmajstrowa. Sy-
sza to kto, eby taka osiemnastoletnia tyczka; co
ledwo na nogach stoi, ju miaa taki przychwek!

Maheu musia powstrzyma syna, ktry chcia
zej na d i poprzetrca gnaty temu kociotrupo-
wi, jak mwi. Nadbieg dozorca, grabie znw wzi-
y si do rozgarniania wgla i z gry wida ju byo
tylko pochylone grzbiety kobiet wychwytujcych
sobie kamienie.

63

Na dworze wiatr usta nagle, szare niebo ociekao
wilgotnym chodem. Grnicy skurczyli si, skrzyo-
wali rce na piersiach i szli szybko, koyszc si
w biodrach, a kady ruch uwydatnia ich grube
koci okryte cienkimi ubraniami. W wietle dzien-
nym wygldali jak gromada Murzynw umazanych
botem. Niektrzy nie zjedli swoich cegieek i ka-
waki chleba wsunite pod bluzy tworzyy im garb
na plecach.

 Patrzcie, Bouteloup!  zamia si drwico
Zachariasz.

Levaque nie zatrzymujc si zamieni par sw
ze swoim lokatorem, tgim, trzydziestopicioletnim
brunetem o spokojnym, uczciwym wyrazie twarzy.

 Czy zupa gotowa, Ludwiku?

 Tak, zdaje si, e gotowa.

 To znaczy, e stara w dobrym humorze, co?

 Tak, zdaje si, e w dobrym.

Nadchodzili robotnicy ze zmiany podsadzkowej,
nowe grupy, ktre znikay jedne za drugimi w ko-
palni. Bya to popoudniowa zmiana, nowy er dla
szybu. Mieli oni zaj miejsce rbaczy. Praca w ko-
palni nie ustawaa nigdy, we dnie i w nocy robaki
ludzkie dryy ska szeset metrw pod polami
buraczanymi.

Chopcy szli przodem. Janek zwierza Bebertowi
swj skomplikowany plan otrzymania na kredyt ty-
toniu za cztery su. Lidka trzymaa si z szacunkiem
w pewnej odlegoci za nimi. Dalej sza Katarzyna,
Zachariasz i Stefan. adne z nich nie odzywao si
ani sowem. Levaque i Maheu przyczyli si do
nich dopiero pod drzwiami szynku ,,Tu najtaniej".

 No, jestemy na miejscu  powiedzia Maheu
do Stefana.  Wejdziecie?

Rozchodzili si. Katarzyna staa przez chwil nie-
ruchomo i patrzya na modego czowieka swymi
wielkimi oczyma przejrzystymi jak woda rdlana
i poyskujcymi w ubrudzonej wglem twarzy.

64

i pod nimi ludzie wsiadali jeszcze. Dlaczego nie ru-
szaj? Stefan niecierpliwi si. Nagle uczu wstrzs
i wszystko zniko. Dozna zawrotu gowy. Trwao to
dopty, dopki mijajc dwa pierwsze pitra nadszy-
bia dostrzega miganie desek obudowy. Z chwil
jednak gdy zapada w ciemno szybu, oszoomiony,
straci mono kontrolowania swych wrae.

 Ruszylimy  powiedzia spokojnie Maheu.
Wszyscy zachowywali si swobodnie. On jeden
zadawa sobie chwilami pytanie, czy spada, czy te
wznosi si do gry. Gdy klatka nie dotykajc, cian
pdzia w d, zdawao si, e wisi bez ruchu. Ale
chwilami przebiegao j gwatowne drenie przejmu-
jc go lkiem. Mimo e przyciska twarz do siatki,
nie dostrzega cian szybu. W nikym wietle lamp
majaczyy stoczone postaci ludzkie. Tylko otwarta
lampa sztygara w ssiednim wzku byszczaa jak
latarnia morska.

 Ten szyb ma cztery metry rednicy  obja-
nia dalej Maheu.  Na dobr spraw naleaoby
obudowa go od nowa. Woda przecieka ze wszyst-
kich stron... Uwaga, dojedamy do poziomu, sy-
szycie?

Uszu Stefana dobieg Jakby szum ulewy. Kilka
cikich kropli pado na dach windy, jak na po-
cztku rzsistego deszczu, ktry wzmaga si, prze-
mienia w prawdziwe oberwanie chmury. Dach klat-
ki musia by dziurawy, gdy Stefan poczu, e stru-
mie wody spywa mu po ramieniu, przeinacza ubra-
nie. Przejo go lodowate zimno. Klatka zanurzaa
si w wilgotn ciemno, ktr na chwil tylko roz-
dar niby blask byskawicy; w wietle jej migna
jaka pieczara pena ludzi. I znw wszystko pogr-
yo si w nicoci.

 Pierwsze podszybie  powiedzia Maheu. 
Jestemy na gbokoci trzystu dwudziestu me-
trw... Spjrzcie, z jak szybkoci zjedamy.

Podnoszc lamp owietli jedn z prostopadych
belek dbowych, ktra umykaa im sprzed oczu jak

3  Gsrminal t. I

33

szyna spod k pdzcego pocigu; poza tym nic
nie byo wida. Trzy nastpne podszybia migny im
tylko jak nage byski. W ciemnoci woda bbnia
o dach windy.

 Ale to gboko  szepn Stefan.

Wydawao mu si, e zjedaj ju od paru go-
dzin. Niewygodnie mu byo w pozycji, jak przy-
bra, ale nie mia si ruszy. Doskwiera mu zwasz-
cza okie Katarzyny. Nie odzywaa si ani sowem,
ale czu bijce od niej ciepo. Kiedy klatka zatrzy-
maa si wreszcie na gbokoci piciuset pidzie-
siciu czterech metrw, dowiedzia si ze zdziwie-
niem, e zjazd trwa dokadnie minut. Chrzst za-
wiesi, uczucie, e nie osuwa si ju w prni, wpra-
wiy go w nag wesoo i zaartowa zwracajc
si poufale do Katarzyny:

 Ce ty taki gorcy? A twj okie to mam
ju w brzuchu!

Dziewczyna rozemiaa si rwnie. Ten guptas
bierze j wci jeszcze za chopca! lepy czy co?

 Nie w brzuchu masz mj okie, ale w oku! 
odpara wrd gonych miechw, ktrych zdzi-
wiony Stefan nie umia sobie wytumaczy.

Klatka oprniaa si, grnicy wchodzili do pod-
szybia wykutego w skale, o murowanym sklepieniu,
owietlonego trzema potnymi lampami. Po ela-
znych szynach wozacy pchali szybko pene wozy.
ciany ociekay wilgoci, ktrej zapach unosi si
w powietrzu. W piwniczny chd wdzieray si chwi-
lami ciepe podmuchy z pobliskiej stajni. W gbi
otwieray si cztery paszcze chodnikw.

 Tdy  powiedzia Maheu do Stefana. 
Mamy jeszcze dobre dwa kilometry.

Robotnicy rozdzielali si i grupkami znikali w czar-
nych czeluciach. Okoo pitnastu skrcio na lewo.
Stefan szed ostatni, za ojcem Maheu, ktrego wy-
przedzali Katarzyna, Zachariasz i Levaque. Zna-
leli si w adnej przecznicy transportowej wykutej
w tak twardej skale, e tylko tu i wdzie bya omu-

rowana. Szli w milczeniu, pojedynczo, owietlajc
drog lampami. Stefan potyka si co krok, zawa-
dza o szyny. Od pewnej chwili niepokoi go jaki
guchy odgos, jakby szum dalekiej burzy, docho-
dzcy z gbi ziemi i przybierajcy na sile. Czyby
za chwil miay osun si im na gowy grube po-
kady wgla, ktre dzieliy ich od powierzchni ziemi?
Stefan dojrza jaki bysk i poczu, e przecznica
zadraa. Idc w lady towarzyszy przylgn ple-
cami do ciany; tu obok ujrza duego siwego konia
cigncego sznur wozw. Na pierwszym siedzia
Bebert trzymajc lejce, a za ostatnim, uchwyciwszy
si jego krawdzi, bieg bosonogi Janek.

Ruszyli dalej, a doszli do miejsca, gdzie otwie-
ray si dwa nowe chodniki. Grupa podzielia si
znowu, grnicy kierowali si w stron swoich wy-
robisk. Puap chodnika podpieray tutaj dbowe su-
py. atwo amic si ska ujto w drewnian obu-
dow, poprzez ktr poyskiway pyki upku, iskrzy-
a si mika, przeziera chropowaty masyw piaskow-
ca. Z oskotem grzmotu mijay ich sznury penych
lub pustych wozw cignione przez upiory koni. Na
podwjnym torze mijanki spa dugi, czarny w
wozw. Zaprzony do nich ko parskn w pewnej
chwili, zdradzajc tym sw obecno. Zatopiony
w ciemnoci przypomina swym zarysem olbrzymi
zom wgla. Tamy wentylacyjne otwieray si i za-
mykay powoli. W miar jak posuwali si naprzd,
chodnik stawa si coraz wszy, coraz niszy, o nie-
rwnym puapie, tak e musieli pochyla si co
chwila.

Stefan ledzi kady ruch idcego przed nim ojca
Maheu, a mimo to uderzy si w gow tak silnie,
e gdyby nie skrzany hem, byby roztrzaska sobie
czaszk. aden z grnikw nie potyka si, widocz-
nie znali kady wystp skay, kady sk w drzewie.
Stefan lizga si na wilgotnym spgu. Chwilami
brodzi w kauach, ktre zdradza jedynie botnisty
chlupot. Ale co dziwio go najbardziej, to nage

zmiany temperatury. W podszybiu byo zimno, gw-
n przecznic d lodowaty wiatr, gwatowny jak
huragan, im dalej natomiast zapuszczali si w bo-
czne chodniki, ktre tylko porednio otrzymyway
dopyw powietrza, tym sabszy stawa si powiew,
a wzmagao si gorco dawice, cikie jak ow.

Maheu nie odzywa si teraz ani sowem. W pe-
wnej chwili skrci na prawo  i nie obracajc si
rzek do Stefana:

 Pokad Wilhelma.

Tutaj wanie pracowali. Zaraz na wstpie Stefan
obtar sobie okie i uderzy si w gow. Strop zwi-
sa tutaj tak nisko, e nieraz na przestrzeni dwu-
dziestu i wicej metrw musia i zgity wp.
Woda sigaa do kostek. Uszli w ten sposb ze
dwiecie metrw. Naraz Katarzyna, Zachariasz i Le-
vaque znikli mu z oczu w wskiej szczelinie, ktra

otwara si przed nim.

 Teraz jazda do gry!  powiedzia Maheu. 
Zahaczcie sobie lamp o dziurk od guzika i wacie

po drabinie.

I sam znikn rwnie. Stefan musia i za nim.
Ten lepy szybik wykuty w pokadzie czy ze sob
poszczeglne chodniki. Mia zaledwie szedziesit
centymetrw szerokoci. Na szczcie Stefan byt
szczupy; niewprawny jeszcze, pi si z ogromnym
wysikiem, przeciskajc bary i biodra, kurczowo
chwytajc si szczebli drabiny. Pierwszy chodnik
znajdowa si o pitnacie metrw wyej, ale oni
musieli wdrapywa si dalej, gdy Maheu i jego to-
warzysze pracowali w przodku dopiero przy szstym
chodniku, ,,w piekle", jak mwili. Co pitnacie
metrw mijali nowy chodnik. Ich wdrwka przez
ten wski przesmyk, ktrego ciany ocieray im ple-
cy i piersi, zdawaa si nie mie koca. Stefan char-
cza, jakby zmiadony ciarem pokadw wgla.
Rce mia obolae, nogi pokaleczone, a przede wszyst-
kim brakowao mu powietrza. Czu, jak krew na-
pywa mu do gowy. W jednym z chodnikw dojrza

36

zarysy dwch postaci, maej i duej, ktre pchay
przed sob wozy: bya to Lidka i Mouquette, ju
przy pracy. A on musia si jeszcze wspina o dwie
kondygnacje wyej! Pot zalewa mu oczy. Straci
nadziej, e uda mu si docign zrcznie posuwa-
jcych si towarzyszy.

 Odwagi! Jestemy ju u celu!  zawoaa Ka-
tarzyna.

Gdy dosta si wreszcie na miejsce, usysza jaki
gos z gbi urobiska:

 Kpicie sobie czy co u licha? Mam dwa kilo-
metry do Montsou, a pierwszy przychodz do ro-
boty!

By to Chaval, wysoki dwudziestopicioletni cho-
pak, kocisty, o grubych rysach. Rozgniewa si, e
musia czeka. Spostrzegszy Stefana, spyta z po-
gardliwym zdziwieniem:

 A to kto znowu?

Gdy Maheu objani go, mrukn przez zby:

 To mczyni odbieraj teraz chleb dziewczy-
nom?

Wymienili midzy sob spojrzenia pene instynk-
townej, nagle rozbysej nienawici. Stefan wyczu
obelg, cho jej nie zrozumia. Zapanowao milcze-
nie. Wszyscy wzili si do roboty. Pokady zapeni-
y si, przodki oywiy, na kadym pitrze wrzaa
praca. Kopalnia wchona ju dzienn porcj gr-
nikw, okoo siedmiuset ludzi, ktrzy krztali si
teraz po tym potnym mrowisku, dziurawic ska
we wszystkich kierunkach, podobnie jak robaki tocz
stare drzewo. Gdyby kto przyoy ucho do ciany
skalnej, usyszaby, jak ociae milczenie pokadw
wgla ttni ruchem wind i uderzeniami kilofw
wgryzajcych si w calizn.

Odwrciwszy si, Stefan znalaz si znw obok
Katarzyny. Przycinity do niej wyczu niemia
krgo jej piersi i zrozumia nagle ciepo, jakim
przejmowaa go jej blisko, kiedy zjedali pod
ziemi.

37

 To ty jeste dziewczyna?  szepn ze zdu-
mieniem.

 Ale te gapa z ciebie! Dopiero teraz si do-
mylie?  odpara wesoo, nie zaczerwieniwszy si

nawet.

rv

Czterej rbacze zajli miejsca jeden nad drugim
na caej pochyoci przodku. Dzieliy ich od siebie
deski umocowane na hakach. Na te wanie deski
spada wyrbany wgiel. Kady z rbaczy pracowa
na przestrzeni mniej wicej czterech metrw. Gru-
bo pokadu dochodzia tutaj zaledwie do p me-
tra, tak e grnicy, cinici pomidzy stropem i sp-
giem, czogali si na okciach i kolanach, nie mogli
si obrci, eby nie uderzy si ramieniem o cia-
n. Musieli ka si na bok, przekrzywiali szyj
i uderzali kilofem z ukosa.

Na dole pracowa Zachariasz, nad nim Levaque
i Chaval, a na samej grze Maheu. Obrywano naj-
pierw warstewk upku, potem kady robi w czole
przodku dwa prostopade wrby i obrywa bry
wbijajc w grny otwr elazny klin. Wgiel by
kruchy. Spadajca brya rozsypywaa si, a jej od-
amki osuway si wzdu ciaa rbaczy i zatrzymy-
way na deskach. Kiedy nagromadzia si ich wiksza
ilo, grnicy znikali za nimi, jakby zamurowani.

Ojciec Maheu mia najgorsze miejsce. W grze
temperatura dochodzia do trzydziestu piciu stopni,
a wobec utrudnionego dopywu powietrza panowa
tam zabjczy zaduch. Zawieszona na gwodziu tu
nad gow lampa praya mu czaszk. Ale najbar-
dziej cierpia z powodu wilgoci. Skaa ponad nim
ociekaa wod. Nieustpliwe krople spaday jedna
za drug, wci w to samo miejsce. Na prno wy-
krca szyj, usuwa si. Paday mu na twarz, roz-
pryskiway si na niej, spyway bez przerwy. Po
pitnastu minutach pracy by przemoknity i spo-

38

cony, buchaa od niego para jak z kota z bielizn.
Tego ranka jaka uparta kropla spadaa mu co chwi-
la na oko. Kl, ale nie przerywa pracy i ku z roz-
machem, uwiziony midzy dwiema cianami, jak
owad, ktry dosta si pomidzy kartki ksiki
i w kadej chwili moe by zgnieciony.

Pracowano w milczeniu. Wszyscy kuli i sycha
byo tylko nieregularne, przytumione, jakby z od-
dali dochodzce odgosy uderze. W nieruchomym
powietrzu nabieray one dziwnej chropowatoci.
Ciemno gstniaa od gazu i pyu wglowego, ktry
ciy na powiekach. Knoty lamp w metalowych
siatkach arzyy si rowymi punktami. Niczego
nie mona byo rozrni. Ukonie biegnce czoo
przodka przypominao szeroki paski komin, poczer-
niay od nagromadzonej latami sadzy. Poruszay si
w nim jakie upiory. W sabym blasku lamp ukazy-
wao si czasem czyje biodro, ylaste rami lub
umazana twarz. Poyskiway osuwajce si bryy
wgla. Pniej wszystko znw zapadao w ciem-
no, kilofy uderzay gucho, a z piersi robotnikw
dobywao si dyszenie i utrudzony charkot.

Zachariasz osabiony niedzieln hulank przesta
ku pod pretekstem koniecznoci podbudowania stro-
pu i powistywa cicho ze wzrokiem utkwionym
w mrok, nic nie robic. Trzymetrowej szerokoci pas
stropu za rbaczami by nie zabudowany. aujc
czasu na t prac nie zwaali na groce im nie-
bezpieczestwo i nie stawiali budynku.

 Hej, ty, arystokrato!  krzykn Zachariasz
na Stefana.  Podaj no mi stojaki.

Stefan, ktrego Katarzyna uczya wada opat,
musia przerwa robot i podawa stojaki. Pewien
ich zapas lea naszykowany poprzedniego dnia. Za-
zwyczaj zwoono je na d rano, przycite odpowie-
dnio do gruboci pokadu.

 Ruszaje si, guzdrao  przynagla Zacha-
riasz widzc, jak nowy adowacz niezgrabnie prze-

39

dziera si przez stosy wgla, cignc cztery dbowe

stojaki.

 Zachariasz kilofem wykuwa gniazdka w spgu
wyrobiska i umocowywa w nich koce stojakw,
ktre w ten sposb podpieray strop. Po poudniu
zmiana podsadzkowa wypeniaa wybran przestrze
przodku urobion przez rbaczy ska ponn, po-
zostawiajc ustawione tam stojaki dla obiegu wo-
zw.

Maheu przesta postkiwa. Upora si wreszcie
z bry, ktr podwaa, i ociera teraz rkawem
spotnia twarz. Zaniepokoi si, dlaczego Zacha-
riasz pozosta w tyle.

 Zostaw! Zajmiemy si tym po niadaniu... We
si do roboty, bo inaczej nie wyjdziemy na swoje.

 Kiedy tu si zarysowuje, spjrz  powiedzia
chopak.  Jeszcze si zawali.

Ale ojciec wzruszy ramionami. Zawali si!
A gdyby nawet, to i co! Nieraz si ju zawalao
i jako dawali sobie rad. Rozgniewa si w kocu
i odesa syna w gb przodku.

Pozostali rbacze rwnie przerwali prac. Leva-
que lea na plecach i klnc oglda otarty do krwi
"kciuk lewej rki. Chaval z pasj ciga koszul,
aby si ochodzi. Czarni byli od pyu wglowego,
ktry pokrywa ich ciaa i zmieszany z potem spy-
wa cienkimi strugami. Maheu pierwszy, powrci
do roboty. Woda kapaa mu teraz na czoo i mia
wraenie, e wierci mu dziur w czaszce.

 Nie zwracaj na nich uwagi  powiedziaa Ka-
tarzyna do Stefana.  Oni zawsze si kc.

I dalej usunie udzielaa mu wskazwek. Naa-
dowane wzki jad do gry. Kady z nich oznaczony
jest specjalnym znaczkiem, aby kontroler wiedzia,
kto go adowa. Trzeba wic adowa je starannie
i wybiera czysty wgiel, gdy inaczej kontroler
moe wozu nie przyj.

Stefan, oswojony z ciemnoci, przyglda si Ka-
tarzynie. Jej bezkrwista twarz bielaa w mroku nie

ubrudzona jeszcze wglem. Nie potrafi okreli jej
wieku. Bya tak drobna, e dawa jej najwyej dwa-
nacie lat, domyla si jednak, e jest starsza. Kr-
powaa go troch jej chopica swoboda i naiwna
zuchwao. Nie podobaa mu si. Jej blada twarz
w grniczym hemie przypominaa mask pierrota.
Zdziwiony by si i zrcznoci tego dziecka. Kata-
rzyna napeniaa wz prdzej ni on, wrzucajc w-
giel szybkimi regularnymi ruchami. Pniej popy-
chaa go gadko a do pochylni, bez trudu przecho-
dzc pod niskim stropem, gdy tymczasem on poty-
ka si i kaleczy, a wz zeskakiwa co chwila
z szyn, co doprowadzao go do rozpaczy.

Droga nie bya atwa. Dugoci jakich szedzie-
siciu metrw, nie poszerzona jeszcze przez zmian
podsadzkow, wska jak kiszka, o nierwnym, guzo-
watym puapie: w niektrych miejscach peny wz
ledwo mg si przecisn, a adowacz musia si
schyla, aby nie uderzy gow o ska. Dbowe
stojaki wyginay si i zaamyway. rodkiem ich
biegy biaawe pknicia jak w zbyt sabych kulach
inwalidy. Trzeba byo uwaa, aby nie zaczepi o te
zadry. Widzc, jak pod naporem stropu uginaj si
dbowe kloce gruboci uda ludzkiego, czogajcy si
adowacze doznawali uczucia guchego lku, czy za
chwil oni sami nie ulegn zmiadeniu.

 Znw!  zawoaa miejc si Katarzyna.
Wz Stefana wykolei si w najtrudniejszym miej-
scu. Nie potrafi on przesuwa wozw po szynach
powyginanych na nierwnym, podmokym gruncie.
Kl, unosi si gniewem, mocowa z koami, ale po-
mimo rozpaczliwych wysikw nie mg nasun
ich z powrotem na waciwe miejsce.

 Poczekaj  powiedziaa Katarzyna.  Jak si
bdziesz zoci, to nic z tego nie wyjdzie.

Zrcznym ruchem wlizna si pod wz, wypr-
ya, wysikiem mini dwigna go do gry i po-
stawia na szynach. Wz way okoo siedmiuset

kilogramw. Stefan, zdumiony i zawstydzony, jka
sowa podzikowania.

Musiaa pokaza mu, jak trzeba rozstawia nogi,
przywiera stopami do stojakw obudowy po obu
stronach chodnika, aby mie silny punkt oparcia.
Cae ciao powinno by pochylone, rce sztywno
wycignite przed siebie, aby wykorzysta prac
wszystkich mini. Poszed raz za ni, gdy pchaa
wz, i patrzy, jak stpa zgita, z rkami opuszczo-
nymi tak nisko, e wygldaa jak posuwajcy si na
czworakach karze z cyrku. Oblewaa si potem, dy-
szaa, stawy jej trzeszczay, ale nie skarya si,
zobojtniaa i przywyka. Nie potrafi jej nalado-
wa. Zawadzay mu trzewiki, nie umia i z gow
tak nisko opuszczon. Po kilku minutach pozycja
taka stawaa si dla mk nie do wytrzymania i kl-
ka na chwil, eby wyprostowa si i odetchn.

Przy pochylni czekaa nowa trudno. Katarzyna
nauczya go, co naley robi, aby szybko nada wz.
Pochylni, z ktrej korzystay wszystkie chodniki
na jednym poziomie, obsugiwali kilkunastoletni
chopcy, obrzucajcy si nawzajem ohydnymi wy-
razami. Aby ich przywoa, trzeba byo krzycze
z caych si. Kiedy na dole czeka pusty wz, jeden
z chopcw dawa znak, adowaczka podsuwaa pe-
ny, ktry swoim ciarem podnosi tamten. Na dole
pene wozy sprzgano razem i konie dowoziy je do
szybu.

 Hej, smarkacze!  krzyczaa Katarzyna w stu-
metrow, cakowicie obudowan pochylni, a gos
jej rozchodzi si dononie jak przez tub.

Malcy odpoczywali zapewne, gdy aden z nich
si nie odezwa. Za to wszdzie naok ustao du-
dnienie wozw, a jaki cienki gosik dziewczcy za-
woa:

 Pewnie ktry z nich polaz na Mouquette!
adowaczki zaniosy si gonym miechem.

 Kto to si odezwa?  spyta Stefan Katarzy-
ny.

42

Katarzyna wymienia imi Lidki, maej dziew-
czynki, ktra wiedziaa ju niejedno, a swymi ma-
lutkimi jak u lalki rczkami popychaa wzki rw-
nie dzielnie jak dorosa kobieta. Co do Mouquette,
to moga miao zabawia si z obu chopcami naraz.

Lecz nagle z dou rozleg si gos zapinacza. Wi-
docznie gdzie w pobliu przechodzi sztygar. Za-
turkotay wozy, chopcy powrcili na swoje miejsca
i pokrzykiwali miarowo, a adowaczki, od ktrych
buchaa para jak od przecionych klaczy, sapay za-
trzymujc si przy pochylni. Poprzez kopalni wiay
podmuchy zwierzcej dzy. Na widok bujnych
ksztatw dziewczt pochylonych przy pracy nieje-
dnym z grnikw targao nage podanie.

Za kadym nawrotem w gb dusznego chodnika
dobiegay Stefana guche uderzenia kilofw i g-
bokie westchnienia utrudzonych rbaczy. Wszyscy
czterej zdjli koszule i umazani byli czarnym bo-
tem a po daszki hemw. W pewnej chwili trzeba
byo przyj z pomoc ojcu Maheu, odsun deski,
aby przytaczajcy go wgiel mg wysypa si na
chodnik. Levaque i Zachariasz klli, e pokad staje
si coraz twardszy, robota idzie coraz wolniej, a przez
to zmniejsza si zarobek. Chaval odwrci si i lec
na grzbiecie wymyla Stefanowi, ktrego obecno
wyranie wyprowadzaa go z rwnowagi.

 Niezdaro jedna! Sabsze to ni dziewczyna,
a bierze si do roboty! Poczekaj, niech nam nie
przyjm choby jednego wozu, zaraz ci potrc dzie-
si su!

Stefan milcza. Szczliwy, e udao mu si do-
sta t prac galernika, przyjmowa bez sprzeciwu
ustalon brutaln hierarchi.

Ale nie mg si ju rusza. Stopy mia pokrwa-
wione, ramiona powykrcane straszliwymi skurczami,
cae ciao jakby cinite elazn obrcz. Na szcz-
cie bya ju dziesita, pora niadania.

Maheu mia zegarek, na ktry zreszt nie spoj-
rza. Pord otaczajcej go nocy bez gwiazd nigdy

43

nie myli si ani o minut. Rbacze woyli koszule
i kaftany, zeszli z przodu i przykucnli z opuszczo-
nymi rkami, w pozie tak waciwej grnikom, e
kiedy siadaj gdzie poza kopalni, czsto przybie-
ra]^ J4 rwnie. Kady wycign swoj cegiek
i jad z powag, z rzadka tylko rzucajc jakie sowo
o rannej robocie. Katarzyna nie usiada. Podesza do
Stefana, ktry znalaz sobie prawie suche miejsce
i wycign si na szynach opierajc plecy o stojak.

 A ty nie jesz?  spytaa z penymi ustami,
trzymajc kromk w rku.

Nagle uwiadomia sobie, e Stefan, ktry przy-
bka si tu noc, jest moe bez grosza, bez ka-
waka chleba.

 Masz, we poow mojego.

A kiedy odmwi, zapewniajc drcym z po-
dliwoci gosem, e wcale nie jest godny, dorzucia
wesoo:

 Brzydzisz si? Popatrz, z tej strony wcale nie
ruszaam, we!

Podzielia cegiek na dwie czci. Stefan musia
powstrzymywa si ca si woli, aby nie woy
swego kawaka w caoci do ust. Opar rce na ko-
lanach, eby ukry ich drenie. Ona tymczasem wy-
cigna si spokojnie obok niego na brzuchu, opara
brod na jednej rce, drug wsuwajc powoli chleb
do ust. Lampy stojce pomidzy nimi owiecay ich
oboje. Katarzyna przygldaa mu si przez chwil
w milczeniu. Musia jej si spodoba ze swymi de-
likatnymi rysami i czarnym wsikiem, gdy umiech-
na si lekko, z zadowoleniem.

 Wic jeste maszynist i zwolniono ci z kolei?
A dlaczego?

 Dlatego, e daem w twarz mojemu zwierzchni-
kowi.

Wdroona do biernego posuszestwa, majc we
krwi przekazywane z pokolenia na pokolenie po-
czucie subordynacji, spojrzaa na niego wstrznita
i zdumiona.

44

 Prawd mwic, byem pijany  cign Ste-
fan,  Jak si upij, wpadam w sza i sam nic
wiem, co robi... Wystarczy mi dwa kieliszki... A po-
tem choruj przez par dni.

 Nie powiniene pi  rzeka powanie.

 O, nie bj si, nie mam zamiaru!

Potrzsn gow. Czu nienawi do wdki, nie-
nawi ostatniego potomka rasy pijakw, ktry po-
nosi skutki pijastwa swych przodkw, do tego
stopnia uczulony na alkohol, e jedna kropla wdki
dziaaa na niego jak trucizna.

 al mi tylko matki  powiedzia przekn-
wszy ks chleba.  Cikie ma ycie. Dopki praco-
waem, posyaem jej od czasu do czasu pitaka.

 A gdzie jest twoja matka?

 W Paryu... Ma pralni przy ulicy Goutte-d'0r.
Zapanowao milczenie. Kiedy Stefan myla o tych
sprawach, w oczach jego pojawia si bysk niepo-
koju, wiadomo, e nosi w sobie skaz, ktra mimo
jego modzieczej tyzny rozwija si w nim i nie
wiadomo, jakie wyda owoce w przyszoci. Przez
chwil siedzia ze wzrokiem utkwionym w ciemnoci
kopalni. Odyy w nim wspomnienia z dziecistwa;

obraz matki, modej jeszcze i penej ycia, porzuco-
nej przez jego ojca, ktry wrci do niej, kiedy bya
ju on innego. Od tej pory ya pomidzy obu
tymi mczyznami, udrczona, i razem z nimi sta-
czaa si do rynsztoka. Przypomnia sobie ulic, gdzie
mieszkali, pewne szczegy: stosy brudnej bielizny
w matczynej pralni, pijackie sceny w domu, gone
policzki.

 Zarabiajc trzydzieci su dziennie  podj
wolno  nie bd mg jej pomaga... Umrze z n-
dzy...

Bezradnie wzruszy ramionami i znw ugryz ka-
waek chleba.

 Napijesz si?  spytaa Katarzyna odkorko-
wujc manierk.  Nie bj si, to -kawa, nie za-
szkodzi ci... Czowieka zatyka, jak je samo suche.

45

Stefan podzikowa: wystarczy, e zjad poow
jej chleba. Ale Katarzyna nalegaa serdecznie,
wreszcie rzeka:

 No, dobrze, skoro taki uprzejmy, to napij
si pierwsza, ale potem nie moesz mi ju odmawia,
bo byoby nieadnie.

Podaa mu manierk. Uniosa si na kolanach,
widzia j tu przy sobie, w wietle dwu lamp. Jak
si to stao, e przedtem wydaa mu si brzydka?
Teraz, z twarz pokryt pyem wglowym, miaa
szczeglny urok. W troch zbyt szerokich ustach po-
yskiwaa biel zbw, oczy powikszyy si i bysz-
czay zielonkawo jak oczy kota. Spod hemu wymy-
kao si pasmo rudych wosw i askoczc j za
uchem pobudzao do miechu. Nie wygldaa ju
teraz tak dziecinnie, mona jej byo da jakie czter-
nacie lat.

 eby ci zrobi przyjemno  powiedzia, napi
si i odda jej manierk.

Podniosa j do ust i oddaa mu z powrotem, zmu-
szajc, eby znw si napi. Krca od jednego do
drugiego flaszka rozmieszaa ich. Nagle Stefan za-
da sobie pytanie, czy nie pochwyci dziewczyny
w ramiona i nie pocaowa. Jej pene, bladorowe
wargi wzbudzay w nim podanie. Czu si jednak
oniemielony; nie wiedzia, jak si ma wobec niej
zachowa. Dotychczas, w Lilie, styka si tylko z pro-
stytutkami, i to najniszego rzdu.

 Ile te ty masz lat? Ze czternacie?  spyta,
z powrotem zabierajc si do chleba.

 Ile? Czternacie?  zdziwia si, rozgniewaa
prawie.  Ale ja mam pitnacie skoczone!... To
prawda, e moe na tyle nie wygldam, ale u nas
dziewczta rosn powoli.

W dalszym cigu zadawa jej pytania, a ona od-
powiadaa. W jej odpowiedziach nie byo nic wyzy-
wajcego, ale te nie byo i zaenowania. Sprawy
mioci fizycznej nie stanowiy dla niej tajemnicy,
a mimo to wyczuwa jej dziewiczo, dziewiczo

46

dziecka opnionego w swym rozwoju przez cikie
warunki ycia. Kiedy chcc wprawi j w zakopo-
tanie zwrci rozmow na temat Mouquette, opo-
wiedziaa mu, ubawiona, niesychane historie o tej
dziewczynie. Ach, ta to si dopiero puszcza na
wszystkie strony! A kiedy zapyta, czy ona sama nie
ma jeszcze kochanka, odpara miejc si, e nie
chce robi przykroci matce, ale e prdzej czy p-
niej to nastpi. Draa z zimna w wilgotnym od potu
ubraniu i kulia si zrezygnowana i agodna, goto-
wa przyj bez protestu wszystko, co przyniesie jej
los i ludzie.

 O kochanka pewnie nietrudno, jak si tak yje-
razem, co?

 Pewnie, e nietrudno.

 A zreszt, c to komu szkodzi... Ksidz o tym
wiedzie nie musi.

 E, co tam ksidz! Akurat bym si ksidza baa!...
Ale jest Czarny Rbacz.

 Co za Czarny Rbacz?

 Stary grnik, ktry chodzi po kopalni i ukrca
szyj rozpustnym dziewcztom.

Spojrza na ni sdzc, e kpi sobie z niego.

 I ty wierzysz w takie brednie? Nie chodzia
nigdy do szkoy?

 Chodziam! Umiem czyta i pisa, to si moe
przyda. Ale moi rodzice nie umiej. Wtedy nie
uczono.

Bya naprawd bardzo mia. Postanowi, e jak
dziewczyna skoczy je, wemie j w ramiona
i ucauje w te due, rowe usta. Niemiay z natury,
ha sam myl o tym czu skurcz w gardle. Ten m-
ski strj, te spodnie i kurtka okrywajce dziewczce
ciao wprawiay go w zakopotanie i podniecay je-
dnoczenie. Zjad ostatni ks chleba, pocign z ma-
nierki i odda j Katarzynie, aby wypia reszt. Na-
desza chwila dziaania i Stefan spoglda wanie
niespokojnie ku siedzcym w gbi grnikom, kiedy
jaki cie przesoni wejcie do chodnika.

47

Ju od pewnej chwili Chaval stojc przyglda im

si z daleka. Teraz postpi kilka krokw, upewni
si, e Maheu nie moe go zobaczy, pochwyci sie-
dzc na ziemi dziewczyn za ramiona, przegi j
do tyu i zgnit jej usta brutalnym pocaunkiem uda-
jc, e nie zwraca uwagi na obecno Stefana. Po-
caunek ten wyraa wzicie w posiadanie, postano-
wienie dojrzae pod wpywem zazdroci.
Dziewczyna obruszya si jednak.

 Pu mnie! Syszysz?

Trzyma jej gow i patrzy w gb oczu. W czar-
nej twarzy, pod orlim nosem, pony rude wsy
i brdka. Puci j wreszcie i odszed bez sowa.

Stefanem wstrzsn zimny dreszcz. Gupi by,
e czeka. Teraz nie pocauje jej ju, bo pomyla-
aby, e naladuje tamtego. Uraony w swej dumie,
czu si naprawd nieszczliwy.

 Dlaczego skamaa?  spyta cicho.  'To
twj kochanek.

 Ale nie, przysigam ci!  krzykna.  Mi-
dzy nami nic nie ma! On tylko tak czasem, dla
miechu... Ale on nawet nie jest std, p roku temu
przyjecha z Pas-de-Calais.

Wstali oboje, gdy trzeba si byo wzi na nowo
do pracy. Katarzyna posmutniaa widzc, e Stefan
odsun si od niej. Widocznie podoba si jej bar-
dziej ni tamten i wolaaby go moe. Chciaa okaza
mu jako sw yczliwo, pocieszy go. Widzc, e
ze zdziwieniem przyglda si swojej lampie palcej
si niebieskawym pomieniem, otoczonym szerok,
mglist aureol, powiedziaa przyjanie, pragnc ro-
zerwa go troch:

 Chod, poka ci co.

Zaprowadzia go w gb wyrobiska i pokazaa
szczelin w pokadzie wgla. Wydobywa si stam-
td jaki bulgot, jaki cichy dwik podobny do po-
gwizdywa ptasich.

 Przy rk, a poczujesz, jak cignie... To gaz.
Sta zdumiony. Wic to tylko tyle  ta straszna

4B

rzecz, ktra moga wszystko wysadzi w powietrze?
Dziewczyna miaa si i tumaczya, e  musi go
by duo tego dnia, jeeli lampy pal si tak nie-
biesko.

 Kiedy przestaniecie gada, leniuchy jedne? 

krzykn ostro Maheu.

Zabrali si spiesznie do adowania wozw i pe-
znc prawie pod nierwnym stropem pchali je do
pochylni. Ju przy drugim wozie oblani byli potem,
a koci trzeszczay im od nowa.

Rbacze rwnie zabrali si do pracy. Czsto skra-
cali czas niadania, aby si nie przezibi. aro-
cznie zjadane cegieki ciyy im pniej w odku
jak ow. Wycignici na boku, rbali ze wzmoon
zaciekoci, opanowani jedn tylko myl, aby wy-
doby jak najwiksz ilo wozw. Wszystko niko
wobec nadziei zarobku okupionego tak mudn prac.
Nie czuli ciekajcej po nich wody, skurczw spo-
wodowanych nienaturaln pozycj ani mrocznego za-
duchu, od ktrego bledli jak roliny przeniesione do
piwnicy^ W miar jak mijay godziny, powietrze za-
truwane kopceniem lamp, wyziewami cia ludzkich
i gazem kado si na oczach coraz gciejsz paj-
czyn, ktr dopicie nocna wentylacja musiaa usu-
n. Ukryci w gbi swych kretowisk, przytoczeni
ciarem ziemi, pozbawieni tchu, rbacze kuli wci.

Nie patrzc na zegarek, ktry zostawi w kiesze-
ni kaftana, Maheu przerwa prac i powiedzia:

 Niedugo pierwsza... Jak tam, Zachariasz, go-
towe?

Chopak obudowywa strop. W pewnej chwili
przerwa jednak prac i wycignity na plecach,
ze wzrokiem zagubionym w ciemnoci, odda si roz-
mylaniom o rozegranych poprzedniego dnia partiach.
gry w pik. Gos ojca wyrwa go z odrtwienia.

4  Germinal t. I

 Tak  odpar.  Na dzi wystarczy, a jutro
jeszcze zobaczymy.

I wrci na swoje miejsce. Levaque i Chaval od-
oyli na chwil kilofy. Odpoczywano. Ocierali pot
z twarzy i spogldali na popkany strop. Jedynym
tematem ich rozmw bya praca.

 A to mielimy szczcie  mrukn Chaval 
eby dosta pokad z amicym si stropem!... Oczy-
wicie nie uwzgldnili tego w umowie.

 ajdaki!  sarkn Levaque.  Nacigaj nas,
jak mog.

Zachariasz rozemia si. Praca mao go obcho-
dzia, ale cieszy si, ile razy udao im si przyapa
Towarzystwo na jakim szachrajstwie. Maheu wy-
jani spokojnie, e zaleganie pokadu zmienia si
co kilkanacie metrw i e nie mona przewidzie,
jaki komu przypadnie. To trzeba sprawiedliwie przy-
zna. I kiedy tamci nie przestawali wygadywa na
szefw, niespokojnie rozejrza si wokoo.

 Cicho bdcie! Dosy ju tego!

 Masz racj  powiedzia Levaque, ktry rw-
nie zniy gos.  To niezdrowo tak gada.

Nawet tu, gboko pod ziemi, nie opuszczaa ich
trwoga przed donosicielami, jakby myleli, e nie
wydobyty jeszcze wgiel, ktry nalea do akcjo-
nariuszy, ma mono podsuchiwania ich rozmw.

 W kadym razie  dorzuci bardzo gono Cha-
val wyzywajcym tonem  jeeli ten bydlak, Dan-
saert, jeszcze raz odezwie si do mnie takim tonem
jak kiedy, to oberwie!... Co on si bdzie do mnie
wtrca? Czy ja mu przeszkadzam zabawia si
z dziewuszkami?

Teraz Zachariasz wybuchn gonym miechem.
Miostki nadsztygara z Pierronk byy niewyczer-
panym tematem artw caej kopalni. Nawet oparta
na opacie Katarzyna miaa si do rozpuku i w kil-
ku sowach objania Stefana, o co chodzi. Maheu
rozgniewa si ogarnity lkiem, ktrego ju nie
ukrywa.

50

 Przesta! Jak chcesz napyta sobie biedy, to
poczekaj, a bdziesz sam!

Nie skoczy jeszcze mwi, kiedy od strony chod-
nika pooonego wyej dobieg ich odgos krokw.
Prawie w tej samej chwili u wylotu chodnika uka-
za si inynier, may Negrel, jak go'nazywali gr-
nicy, w towarzystwie nadsztygara Dansaerta.

 A co, nie mwiem?  szepn Maheu.  Za-
wsze wylez jak spod ziemi.

Pawe Negrel, siostrzeniec pana Hennebeau, by
mczyzn dwudziestoszecioletnim, smukym i przy-
stojnym, o ciemnych wsach i falujcej czuprynie.
Spiczasty nos i ywe oczy nadaway mu wygld a-
sicy. Ze strony grnikw nie znosi najmniejszego
sprzeciwu. Ubrany by jak oni i jak oni uwalany
wglem. eby zyska sobie ich szacunek, okazywa
brawurow odwag, wybiera najtrudniejsze przej-
cia, pierwszy zjawia si na miejscu katastrofy.

 To tutaj, prawda, Dansaert?  spyta.
Dansaert, Belg o grubych rysach twarzy i zmy-
sowym nosie, odpowiedzia z przesadn grzeczno-
ci:

 Tak jest, panie inynierze. Tu wanie pra-
cuje ten czowiek, ktrego przyjlimy dzi rano.

Obaj wysunli si do przodku. Zawoano Stefana.
Inynier podnis lamp i przyjrza mu si bez
sowa.

 No, dobrze  powiedzia wreszcie.  Ale na
drugi raz nie przyjmujcie nieznajomych, ktrzy wa-
saj si koo kopalni. Nie lubi tego.

Nie suchajc udzielanych mu wyjanie zacz
oglda strop. Rbacze podjli prac. Nagle zawoa:

 Czy wy sobie kpiny urzdzacie, czy co? Su-
chajcie no, Maheu, chcecie chyba, eby was tu wszy-
stkich przygnioto!

 Och, strop si jeszcze dobrze trzyma!  od-
par spokojnie grnik.

 Co, dobrze si trzyma? Ale skaa zaczyna ju
siada, a wy stawiacie stojaki co dwa metry, jakby

<

51

wam szkoda byo drewna; Zawsze to samo! Wolicie,
eby was zmiadyo, ni przerwa na chwil ro-
bot i zabudowa stojaki jak naley. Natychmiast
zabra mi si do tego i stawia gciej, syszycie?

Wobec oporu grnikw, ktrzy ocigali si twier-
dzc, e sami najlepiej wiedz, czy grozi im niebez-
pieczestwo, czy nie, Negrel unis si gniewem.

 Co mi tu bdziecie opowiada. Jak wam go-
w zmiady, to kto bdzie ponosi konsekwencje?
Nie wy, tylko Towarzystwo, prawda? Towarzystwo
bdzie paci emerytur wam albo waszym onom!
Ju my was znamy: dalibycie si abie, eby tylko
mie wieczorem o dwa wozy wicej!

Mimo wzbierajcego w nim gniewu Maheu od-
rzek spokojnie:

 Gdyby nam lepiej pacono, moglibymy lepiej
budowa.

Za ca odpowied inynier wzruszy tylko ra-
mionami. Znalazszy si przy kocu przodku do-
rzuci:

 Macie jeszcze godzin czasu. Zabierajcie si do
stawiania budynku. Uprzedzam, e caa grupa ma
trzy franki kary.

Rbacze odpowiedzieli na te sowa guchym po-
mrukiem. Tylko ulego wobec ustalonej hierarchii,
tej hierarchii wojskowej, ktra podporzdkowywaa
jednych drugim, powstrzymaa ich od wybuchu. Le-
vaque i Chaval zdobyli si jednak na odruch pro-
testu, ale Maheu uspokaja ich wzrokiem. Zacha-
riasz wzruszy tylko drwico ramionami. Najbardziej
poruszony by Stefan. Od chwili gdy znalaz si
w gbi tego pieka, wzrasta w nim guchy bunt.
Spojrza na Katarzyn pochylon nad wozem, zrezy-
gnowan. Czy to moliwe, eby ludzie zabijali si
tak cik prac, w tych miertelnych ciemnociach,
i nie zarobili nawet na chleb?

Negrel odszed z Dansaertem, ktry podczas roz-
mowy inyniera z grnikami ogranicza si do po-
takujcego kiwania gow. W chwil pniej dobie-

gy ich podniesione gosy. Zatrzymali si jeszcze raz
i sprawdzali obudow chodnika. Grnicy obowizani
byli mie go w swej pieczy na przestrzeni dziesi-
ciu metrw od miejsca, w ktrym pracowali.

 Powtarzam wam, e oni kpi sobie z ludzi! 
krzycza inynier.  A wam nie chce si dopilno-
wa, do stu diabw!

.  Ale, pilnuj, panie inynierze  bka Dan-
saert.  Czowiek powtarza im wci to samo w k-
ko.

 Maheu! Maheu!  zawoa gniewnie Negrel.
Podeszli wszyscy.

 Jak to si trzyma?!  cign Negrel.  Co
to za robota?! Ten stojak ju si obluzowa, tak
niedbale go ustawilicie! Rozumiem teraz, dlaczego
tyle kosztuj nas naprawy! Kady robi, byle zby,
byle tylko nie zwalio si na gow, pki tu pracuje.
A pniej wszystko si rozlatuje i Towarzystwo musi
osobno paci robotnikom za napraw. Spjrzcie tylko
tutaj, co to za partactwo!

Chaval chcia co powiedzie, ale tamten gestem
nakaza mu milczenie.

 Wiem, ju wiem, co mi powiecie. Zby wam
podwyszy pac, to bdziecie pracowa lepiej, co?
Ot uprzedzam was: zmusicie dyrekcj do tego, e
bdzie wam osobno paci za budowanie, ale za to
proporcjonalnie obniy opat od wozu. Zobaczymy,
czy dobrze na tym wyjdziecie... A tymczasem zabu-
dujecie mi tu zaraz na nowo! Jutro sprawdz.

I odszed zostawiajc grnikw przejtych jego
grob. Dansaert, tak pokorny wobec inyniera,
krzykn brutalnie do grnikw, kiedy tamten od-
dali si troch:

 Ju wy mnie popamitacie! ebym ja obry-
wa od inyniera za wasze niedbalstwo! Nie wy-
kpicie si trzema frankami kary.

Po jego odejciu Maheu wybuchn:

 Co niesprawiedliwe, to niesprawiedliwe, psia-
krew! Nie lubi si awanturowa, bo wtedy nigdy

53

si jeden z drugim nie dogada, ale z nimi to i naj-
spokojniejszego krew zalewa! Syszelicie? Za sta-
wianie budynku osobno, a od wozu mniej. Wszystko
po to, eby znw nam obci zapat!    i

Szuka kogo, na kim mgby wyadowa gniew.
Spostrzeg Katarzyn i Stefana stojcych bezczyn-
nie.

 Dalej, marsz po drewno! Co tu stoicie? Chce-
cie oberwa kopniaka?

Stefan ruszy po drewno nie majc staremu za ze
jego grubiastwa. Tak by oburzony na kierownic-
two, e uwaa zachowanie si grnikw a za na-
zbyt spokojne.

Levaque i Chaval dawali teraz upust swej zoci
klnc. Wszyscy, nawet Zachariasz, zabrali si z wcie-
koci do stawiania budynku. Przez p godziny
sycha byo tylko trzask podbijanych motami sto-'
jakw i sapanie pracujcych. Nie mwili ani sowa,
rozjuszeni na osuwajcy si strop, ktry chtnie po-
dwignliby wasnymi ramionami, gdyby to byo
moliwe.

 No, dosy tego!  powiedzia wreszcie Maheu,
zmczony i gniewny.  P do drugiej... adny
dzie, nie ma co gada! Nie zarobimy nawet pi-
dziesiciu su. Id do domu, niech to wszystko diabli
wezm.

I chocia do koca pracy byo jeszcze p godzi-
ny, ubra si, a inni poszli za jego przykadem.
Sam widok chodnika wyprowadza ich z rwnowagi.
Widzc, e Katarzyna bierze si do adowania wozu,
zawoali na ni zoszczc si, e jest taka pilna.
Niech sobie wgiel sam idzie, jak ma nogi! Wzili
narzdzia pod pach i ruszyli z powrotem t sam
drog, ktr przyszli rano.

Rbacze poszli przodem, a Katarzyna i Stefan
pozostali nieco w tyle. Spotkali Lidk. Zatrzymaa
si, eby ich przepuci i powiedzie im, e Mou-
quette gdzie znika. Dostaa przed godzin silnego
krwotoku z nosa, posza obmy twarz zimn wod

54

i do tej pory nie wrcia. Katarzyna i Stefan poszli
dalej, a biedne, zmczone dziecko podjo sw prac
popychajc wzek chudymi rczkami, podobne do
czarnej mrwki walczcej z brzemieniem zbyt dla
niej cikim. Modzi zsuwali si w gb wtulajc go-
w w ramiona, eby nie otrze skry na czole.
Zjedali z tak szybkoci po wylizganej przez
grnikw pochyoci, e od czasu do czasu musieli
chwyta si stojakw, eby im si poladki nie za-
paliy od tego pdu, jak mwili ze miechem.

Na dole znaleli si sami. Czerwone gwiazdy lamp
znikny w oddali za zakrtem. Wesoo ich zga-
sa nagle. Ruszyli przed siebie ociaym krokiem
ludzi zmczonych. Katarzyna sza przodem. Lampy
kopciy tak, e Stefan ledwie mg j dojrze. Myla
o tym, e jest dziewczyn, i czu si nieswojo. Uwa-
a, e powinien j pocaowa, ale wspomnienie
o Chavalu powstrzymywao go. Skamaa, to jasne:

Chaval na pewno by jej kochankiem. Po samym
koysaniu biodrami wida, e ta zwyka dziwka.
Czu do niej nieuzasadniony al, jakby go oszukaa.
Ona tymczasem odwracaa si co chwila, uprzedzaa
go o przeszkodach po drodze, caym swym zacho-
waniem zdawaa si zachca do tego, eby by miy.
Byli zupenie sami  co za doskonaa okazja, aby
pomia si po przyjacielsku! Wreszcie doszli do
gwnego chodnika. Pooyo to kres wahaniom Ste-
fana i sprawio mu ulg. Katarzyna obejrzaa si na
niego po raz ostatni i rzucia mu spojrzenie, w kt-
rym by al o niewykorzystan chwil radoci.

Otoczy ich teraz ruch. Co chwila przechodzili tam
i z powrotem sztygarzy, kryy wozy, rozlega si
tupot kopyt koskich. Lampy poyskiway w ciem-
nociach jak gwiazdy. Musieli usuwa si pod cian,
aby zrobi miejsce cieniom ludzi i zwierzt, ktrych
oddech czuli na twarzach. Janek, biegncy boso za
wozami, krzykn im jak zoliw uwag, ktrej
nie dosyszeli w zgieku k. Szli wci naprzd.
Ona milczaa teraz, on nie poznawa zakrtw i cho-

55

dnikw, ktrymi szed rano. Zdawao mu si, e
dziewczyna prowadzi go coraz gbiej pod ziemi.
Najbardziej dokuczao mu zimno, coraz dotkliwsze,
w miar jak zbliali si do szybu. Wskim chodni-
kiem d wiatr. Stefan zwtpi ju, czy wyjdzie std
kiedykolwiek, gdy nagle znaleli si w podszybiu.

Chaval spojrza na nich podejrzliwie. Wszyscy r-
bacze z ich grupy stali ju tam, spoceni, drcy
w podmuchach zimnego powietrza, w milczeniu prze-
uwajc gniew. Przyszli za wczenie i nie chciano
wywie ich na powierzchni, tym bardziej e klatka
bya zajta, gdy miano spuszcza konia. Zapychacze
zapychali jeszcze wozy z oguszajcym oskotem e-
laza i klatki ulatyway do gry, znikay w czar-
nym otworze, z ktrego laa si strumieniami woda,
wpadajc do rzpia na dole  dziesiciometrowej
studni, skd unosiy si wilgotne wyziewy. Wok
szybu kryli bez przerwy jacy ludzie, cignli za
sznury sygnalizacyjne, naciskali drgi dwigni, prze-
moczeni rozpryskujcym si pyem wodnym. Czer-
wone wiata trzech ogromnych lamp rzucay wiel-
kie, ruchome cienie i nadaway podszybiu wygld
pieczary zbjcw ssiadujcej z wodospadem.

Maheu raz jeszcze sprbowa szczcia. Zbliy si
do Pierrona, ktry rozpocz sub o szstej.

 Wypue nas!

Ale Pierron, przystojny mczyzna o silnych ra-
mionach i agodnej twarzy, odmwi przelknionym
gestem.

 Nie mog. Popro sztygara... Wlepiliby mi kar.
Zdusili pomruk gniewu. Katarzyna pochylia si
i szepna Stefanowi do ucha:

 Chod, poka ci stajni! Tam jest ciepo.
Wsunli si ukradkiem, gdy do stajni nie wolno
byo wchodzi. Znajdowaa si przy kocu krtkie-
go chodnika na lewo. Miaa dwadziecia pi metrw
dugoci i cztery wysokoci. Wykuta w skale, o skle-
pieniu z cegie, moga pomieci dwadziecia koni.
Od cia koskich bio przyjemne ciepo, unosi si

36

zapach czystej ciki, jedyna lampa rzucaa spokoj-
ne wiato. Odpoczywajce konie odwracay ku nim
by o duych dziecicych oczach i bez popiechu po-
wracay do swego owsa  dobrze utrzymani, zdrowi
pracownicy, otoczeni ogln sympati.

Katarzyna odczytywaa gono imiona koni wypi-
sane na cynkowych tabliczkach nad obami. Naraz
wydaa lekki okrzyk widzc przed sob jak posta.
Bya to Mouquette. Sposzona, zerwaa si ze somy,
gdzie spaa. W kady poniedziaek, zmczona nie-
dzieln hulank, uderzaa si mocno w nos wywo-
ujc krwotok, udawaa, e idzie szuka wody, i kry-
a si w stajni, gdzie zagrzebywaa si w ciep so-
m pomidzy konie. Ojciec jej, bardzo pobaliwy
dla crki, pozwala na to, mimo lku przed kar.

Wanie zjawi si w stajni, may, y^y, zniszczo-
ny prac, ale tgi, co si rzadko spotyka u grnikw
po pidziesitce. Od czasu gdy zosta stajennym,
przyzwyczai si u tyto i robi to stale, a mu
krwawiy dzisa. Ujrzawszy dwoje obcych obok
crki, rozgniewa si.

 Co wy tu robicie, h? Wynocie mi si std za-
raz! Chopa sobie sprowadziy i g si na mojej
somie!

Rozbawiona Mouquette trzymaa si za boki ze
miechu. Stefan, zmieszany, wyszed natychmiast.
Katarzyna umiechna si do niego. Wracajc
w stron szybu spotkali po drodze Beberta i Janka
z wozami, ktre na chwil musiay si zatrzyma.
Korzystajc z tej przerwy Katarzyna zbliya si
do konia i pogaskaa go, opowiadajc jego dzieje Ste-
fanowi. By to Bataille, najstarszy ko w kopalni,
siwek, ktry od dziesiciu ju lat y pod ziemi.
Od dziesiciu lat zajmowa ten sam kt w stajni,
spenia t sam prac krc po ciemnych chodni-
kach i nie widywa nigdy soca. Wypasiony, o by-
szczcej sierci, agodny, zdawa si wie tutaj
ywot filozofa, z dala od burz ziemskich. Z biegiem
lat sta si bardzo mdry. Tak dobrze pozna cho-

57

dnik, w ktrym pracowa, e umia sam otwiera
gow tamy wentylacyjne, wiedzia, kiedy ma si
pochyli, eby nie zawadzi o niski strop. Widocz-
nie umia rwnie policzy swe kursy, gdy ilekro
odby ich przepisow liczb, odmawia dalszej pracy
i musiano odprowadza go do stajni. Teraz zestarza
si i ju i jego kocie oczy przesaniaa chwilami me-
lancholia. Moe majaczy mu we wspomnieniach
myn koo Marchiennes, gdzie si urodzi, myn
nad brzegami Skarpy, otoczony zielonymi kami,
poruszany wiatrem. Na niebie ponad nim pona
jaka olbrzymia lampa. Bataille sta ze spuszczon
gow, na drcych ze staroci nogach, i na prno
usiowa przypomnie sobie soce.

Rozlego si czterokrotne uderzenie mota, znak,
e ko, ktrego miano spuszcza, zjeda na d.
Zjazd koni zawsze stanowi emocj, gdy zdarzao
si, e zwierz zdychao w klatce z przeraenia.
Zwizane, szarpao si najpierw rozpaczliwie, a p-
niej czujc, e ziemia usuwa mu si spod ng, nie-
ruchomiao ze zgrozy i znikao w gbi szybu jak
skamieniae, z szeroko rozwartymi oczami. Tym ra-
zem ko by za duy, aby mg zmieci si w klatce,
i musiano przywiza mu eb do boku. Zjazd trwa
blisko trzy minuty. Przez ostrono zwolniono bieg
klatki. Wzmogo to podniecenie oczekujcych. Co
si stao? Czy zatrzymano klatk ze zwierzciem
w poowie drogi? Wreszcie nadjecha, nieruchomy
jak posg, z oczami rozszerzonymi strachem. By to
trzyletni gniadosz imieniem Trompette.

 Uwaga!  krzykn Mouque, ktry przyjmo-
wa konia.  Dajcie go tu, nie rozwizujcie go je-
szcze.

Trompette zoono na ziemi jak bry. Nie rusza
si w dalszym cigu, jakby wci jeszcze ciy na
nim koszmar nie koczcego si zjazdu w ciemno-
ciach i jakby oguszy go rozgwar podszybia. Za-
czto go rozwizywa; Bataille, wyprzony przed
chwil, podszed do niego i wycign szyj, aby po-

58

wcha towarzysza, ktry zjawi si oto z powierz-
chni ziemi. Grnicy rozsunli si, artujc. C to
za zapach go zwabi? Ale Bataille oywi si, nie-
czuy na drwiny. Nowo przybyy przynis ze sob
wo pl, zapomnian wo traw nagrzanych socem.
I nagle stary ko zara dwicznie, z rozczuleniem
i smutkiem jednoczenie. Byo to jakby radosne przy-
pomnienie sobie rzeczy minionych, ktrych tchnie-
nie znw go owiao, i melancholijne powitanie no-
wego wspwinia, ktrego dopiero mier wyzwoli.

 Ach, ten Bataille!  woali robotnicy, rozba-
wieni zachowaniem si ulubieca.  Gada sobie
z koleg!

Mimo e go rozwizano, Trompette nie rusza si
jeszcze. Lea na boku, jakby czu nadal krpu-
jce go sznury, sptany strachem. Poderwao go do-
piero uderzenie biczem. Podnis si ogupiay i dr-
cy. Mouque odprowadzi oba konie, po bratersku
idce obok siebie.

 No, pucicie nas ju teraz?  zapyta Maheu.
Ale trzeba byo oprni klatk, a poza tym bra-
kowao jeszcze dziesiciu minut do godziny odja-
zdu. Przodki oprniay si powoli, zewszd scho-
dzili si grnicy. Byo ich ju okoo pidziesiciu,
wszyscy przemoknici i drcy z zimna. Pierron,
o agodnej twarzy, uderzy crk za to, e .opucia
swoje miejsce przed kocem pracy. Zachariasz po-
szczypywa ukradkiem Mouquette  dla rozgrzewki.
Niezadowolenie wzrastao. Levaque i Chaval opo-
wiadali o pogrce inyniera: obnienie zapaty od
wozu, z osobn dopat za stawianie budynku. Wy-
krzyki oburzenia przywitay ten projekt. W tej cia-
snej przestrzeni na szeset metrw pod ziemi kie-
kowa bunt. Ubrudzeni wglem, przemarznici od
dugiego oczekiwania, ludzie oskarali Towarzystwo,
e cz robotnikw dobija w kopalni, a reszt morzy
godem. Stefan sucha przejty groz.

 Prdzej! Prdzej!  woa na zapychaczy szty-
gar Richomme.

58

Przypiesza odjazd. Nie chcia wystpowa prze-
ciw robotnikom i udawa, e nie syszy. Ale pomruki
stay si tak gone, e musia wreszcie na nie za-
reagowa. Za jego plecami ludzie wykrzykiwali, e
to nie bdzie tak trwao wiecznie, e pewnego pi-
knego poranku caa buda wyleci w powietrze.

 Naleysz do rozsdnych  zwrci si Richom-
me do Maheu  wic postaraj si ich uciszy. Jak
si nie jest silnym, naley by rozumnym.

Ale Maheu, sam zaniepokojony, nie musia ju
interweniowa. Grnicy zamilkli: u wylotu jednego
z chodnikw ukazali si Negrel i Dansaert, powra-
cajcy z inspekcji, spoceni. Nawykli do dyscypliny
ludzie rozstpili si, a inynier przeszed pomidzy
nimi bez sowa. Wsiad do prnego wozu, nadszty-
gar do drugiego, sygna uderzy pi razy zapowia-
dajc ,,grubego zwierza", jak okrelano przeoonych,
i klatka uniosa si do gry wrd ponurego milcze-
nia.

vi

Stoczony razem z innymi w klatce, Stefan po-
stanowi podj z powrotem godow wdrwk po
drogach. Lepiej zdechn od razu ni wraca w gb
tego pieka, gdzie nie mona zarobi nawet na chleb.
Katarzyna wsiada tym razem do wozu grnego
pitra i nie czu ju jej miego ciepa. Wola nie
myle o gupstwach i odej. Bardziej uwiado-
miony od tych ludzi, czu, e nie potrafiby zdoby
si na ich zwierzc rezygnacj i w kocu rzuciby
si na ktrego z przeoonych.

Nagle olepio go wiato. Mruga powiekami,
oszoomiony jasnoci, od ktrej zdy ju od-
wykn. Poczu z ulg, e klatka stana. Otwarto
drzwi, z wozw wysypa si tum grnikw.

 Suchaj no, Mouquet  szepn Zachariasz do
ucha wozaka  pjdziemy dzi wieczorem do Wul-
kanu"?

Wulkan" bya to knajpa w Montsou. Mouquet
przymruy lewe oko i umiechn si w milczeniu.
May i gruby jak ojciec, mia min zawadiaki nie
troszczcego si o jutro. Ukazaa si wanie Mou-
quette, a on z braterskiej czuoci przyoy jej
potnego klapsa.

Stefan z trudem pozna hal nadszybia, ktra
w mdym wietle lamp grniczych wydaa mu si
rano niepokojcym miejscem. Teraz bya tylko naga
i brudna. Przez zakurzone okna napywao ziemiste
wiato. Jedynie maszyna wycigowa poyskiwaa
mosidzem; stalowe liny, posmarowane tuszczem,
suny jak wstgi zanuone w atramencie. Od na-
gromadzonego elastwa pada na hal szary cie.
Podoga trzsa si bez ustanku od turkotu kot,
a z gbi szybu dobywa si drobny py wglowy
i osiada na ziemi, na cianach, nawet na belkach
stropu.

Tymczasem Chaval poszed rzuci okiem na re-
jestr w oszklonej budce kontrolera i wrci wcieky.
Nie zaliczono im dwch wozw; jednego, poniewa
by niepeny, drugiego, poniewa zawiera wgie
zanieczyszczony.

 Tego tylko brakowao!  krzykn.  Jeszcze
o dwadziecia su mniej! Ale po co byo przyjmowa
do roboty wakoniw, co ruszaj rkami jak winia
ogonem.

I spojrza z ukosa na Stefana. Ten mia ochot
odpowiedzie mu pici, ale pomyla, e nie warto,
skoro i tak odchodzi. Ten incydent utwierdzi go
tylko w powzitym postanowieniu.

 Nie mona si wszystkiego nauczy pierwszego
dnia  powiedzia Maheu pojednawczo.  Jutro
pjdzie lepiej.

Mimo to wszyscy byli skwaszeni; wzrastaa ch
do ktni. W lampowni Levaque pokci si z lam-
piarzem, e le oczyci jego lamp. Uspokoili si
dopiero w szatni, gdzie wci jeszcze pali si ogie.
Piec rozarzony by do czerwonoci, po cianach

61

taczyy krwawe refleksy, tak e caa ta wielka
izba bez okien zdawaa si pon. Rozlegy si po-
mruki zadowolenia. Oddaleni nieco od pieca, grnicy
grzali sobie plecy. Dymio si z nich jak z talerza
zupy. Kiedy przypiekli si ju z tyu, odwracali si
przodem. Mouquette spokojnie opucia spodnie i su-
szya koszul. Chopcy kpili z niej; nagle wybuchn
miech, bo dziewczyna pokazaa im tyek, co byo
u niej wyrazem najgbszej pogardy.

 Id!  powiedzia Chaval zamknwszy narz-
dzia w skrzyni.

Nikt si nie ruszy, tylko Mouquette zerwaa si
i wymkna za nim pod pozorem, e oboje wracaj
do Montsou. artowano dalej, gdy wiedziano, e
on jej ju nie chce.

Zamylona dotychczas Katarzyna poszeptaa z oj-
cem. Stary zdziwi si najpierw, pniej skin go-
w na znak zgody. Zawoa Stefana i oddajc mu
zawinitko powiedzia:

 Suchajcie no, jeeli nie macie ani grosza, to
do pitnastego zdycie zdechn z godu. Chcecie,
ebym si wam postara o kredyt?

Mody czowiek zmiesza si. Mia wanie zamiar
poprosi o wypat i odej. Ale obecno Katarzyny
krpowaa go. Dziewczyna patrzya na niego ba-
dawczo. Zawstydzi si: gotowa pomyle, e ucieka
od pracy.

 Oczywicie niczego wam nie obiecuj  cig-
n Maheu.  Bardzo moliwe, e skoczy si na
odmowie.

Wobec tego Stefan przysta. I tak przecie odm-
wi. A zreszt to go do niczego nie zobowizuje.
Przeksi co i pjdzie sobie, jeeli bdzie chcia. Ale
widzc rado Katarzyny, jej umiech, jej przyjazne
spojrzenie, poaowa, e nie odmwi. Po co to
wszystko?!

Woywszy saboty i zamknwszy skrzyni Ma-
heuowie opucili barak w lad za towarzyszami,
ktrzy wychodzili jeden za drugim, kiedy si ogrzali.

62

Stefan wyszed za nimi. Levaque z synem przy-
czyli si take. Gdy przechodzili przez sortowni,
zatrzymaa ich gwatowna scena.

Sortownia miecia si w wielkiej szopie o belkach
czarnych od pyu wglowego i oknach, przez ktre
d wiatr. Wozy z wglem zjeday tu wprost
z podszybia. Wywrotniczy wysypywali je do specjal-
nych koryt, a stojce na podwyszeniu po obu stro-
nach robotnice, uzbrojone w opaty i grabie, wybie-
ray kamienie i posuway dalej czysty wgiel, ktry
elaznymi rynnami spywa wprost do wagonw
kolejowych stojcych na torze pod szop.

Pracowaa tu Filomena Levaque, szczupa i blada
dziewczyna o gupim wyrazie twarzy, plujca krwi.
Gow miaa owinit strzpem niebieskiej chustki,
rce uczernione a po okcie. Staa poniej starej
czarownicy, matki Pierronki, zwanej la Brule, strasz-
nej ze swymi sowimi oczami i ustami zacinitymi
jak sakiewka skpca. Kobiety biy si. Filomena
oskaraa star, e zabiera jej kamienie i ona nie
moe napeni nawet jednego kosza w cigu dzie-
siciu minut. Pacono im od kosza i to byo powo-
dem bezustannych ktni. Wydzieray sobie wosy,
zostawiay czarne odciski rk na zaczerwienionych
twarzach.

 Przy no jej raz, a dobrze!  krzykn z g-
ry Zachariasz do kochanki.

Robotnice parskny miechem, ale stara Brule
zaniosa si zaczepnym jazgotem:

 Ty mierdzielu, lepiej by zrobi uznajc za
swoje te dwa bkarty, ktre jej zmajstrowa. Sy-
sza to kto, eby taka osiemnastoletnia tyczka, co
ledwo na nogach stoi, ju miaa taki przychwek!

Maheu musia powstrzyma syna, ktry chcia
zej na d i poprzetrca gnaty temu kociotrupo-
wi, jak mwi. Nadbieg dozorca, grabie znw wzi-
y si do rozgarniania wgla i z gry wida ju byo
tylko pochylone grzbiety kobiet wychwytujcych
sobie kamienie.

63

Na dworze wiatr usta nagle, szare niebo ociekao
wilgotnym chodem. Grnicy skurczyli si, skrzyo-
wali rce na piersiach i szli szybko, koyszc si
w biodrach, a kady ruch uwydatnia ich grube
koci okryte cienkimi ubraniami. W wietle dzien-
nym wygldali jak gromada Murzynw umazanych
botem. Niektrzy nie zjedli swoich cegieek i ka-
waki chleba wsunite pod bluzy tworzyy im garb
na plecach.

 Patrzcie, Bouteloup!  zamia si. drwico
Zachariasz.

Levaque nie zatrzymujc si zamieni par sw
ze swoim lokatorem, tgim, trzydziestopicioletnim
brunetem o spokojnym, uczciwym wyrazie twarzy.

 Czy zupa gotowa, Ludwiku?

 Tak, zdaje si, e gotowa.

 To znaczy, e stara w dobrym humorze, co?

 Tak, zdaje si, e w dobrym.

Nadchodzili robotnicy ze zmiany podsadzkowej,
nowe grupy, ktre znikay jedne za drugimi w ko-
palni. Bya to popoudniowa zmiana, nowy er dla
szybu. Mieli oni zaj miejsce rbaczy. Praca w ko-
palni nie ustawaa nigdy, we dnie i w nocy robaki
ludzkie dryy ska szeset metrw pod polami
buraczanymi.

Chopcy szli przodem. Janek zwierza Bebertowi
swj skomplikowany plan otrzymania na kredyt ty-
toniu za cztery su. Lidka trzymaa si z szacunkiem
w pewnej odlegoci za nimi. Dalej sza Katarzyna,
Zachariasz i Stefan. adne z nich nie odzywano si
ani sowem. Levaque i Maheu przyczyli si do
nich dopiero pod drzwiami szynku Tu najtaniej".

 No, jestemy na miejscu  powiedzia Maheu   l.
do Stefana.  Wejdziecie?                            '

Rozchodzili si. Katarzyna staa przez chwil nie-
ruchomo i patrzya na modego czowieka swymi
wielkimi oczyma przejrzystymi jak woda rdlana
i poyskujcymi w ubrudzonej wglem twarzy.

94

Umiechna si i znika wraz z innymi na drodze
wiodcej do osiedla.

Szynk znajdowa si na skrzyowaniu drg midzy
osiedlem a kopalni. By to dwupitrowy budynek
z cegy, pobielony od gry do dou, z oknami oto-
czonymi wesoym pasem bkitu. Na kwadratowym
szyldzie przybitym nad drzwiami widnia napis: Tu
najtaniej, restauracja z wyszynkiem, waciciel Ras-
seneur." Za domem mieci si plac do gry w krgle,
obsadzony ywopotem. Towarzystwo czynio da-
remne wysiki, by odkupi ten may skrawek grun-
tu, wciskajcy si klinem w jego posiadoci, i z nie-
chci patrzyo na szynk usadowiony pord pl,
u samych niemal wrt le Voreux.

 Wejdcie  powtrzy Maheu zwracajc si do
Stefana.

Maa salka wiecia nagoci biaych cian. Stay
tu trzy stoliki, tuzin krzese i may bufet z jodo-
wego drzewa. Na bufecie znajdowao si najwyej
dziesi kufli, trzy flaszki wdki, karafka z wod
i may cynowy rezerwuar na piwo. I nic wicej, ani
jednego obrazka na cianie, ani jednej pki, ani
jednej gry. W elaznym piecyku, lakierowanym
i lnicym, tli si ogie. Deski podogi posypane
byy biaym piaskiem, choncym wilgo tej na-
sikej wod okolicy.

 Jedno piwo!  rzuci Maheu wysokiej jasno-
wosej dziewczynie, crce ssiadki posugujcej tu
czasem. Rasseneur w domu?

 Gospodarz zaraz wrci.

Grnik wychyli powoli p kufla, aby spuka py
drapicy go w gardle. Nie poczstowa towarzysza.
Oprcz nich jedynym gociem by jaki grnik, prze-
moczony i brudny. Siedzia przy stoliku i popija
w milczeniu z wyrazem gbokiej zadumy na twarzy.
Wszed jeszcze jeden, gestem poprosi o piwo, za-
paci za nie, wypi i wyszed bez sowa.

Po chwili ukaza si gruby mczyzna lat trzy-
dziestu omiu, o penej, gadko wygolonej twarzy,

5  Germinal t. I

65

dobrotliwie umiechnitej. By to Rasseneur, dawny
rbacz, ktrego Towarzystwo zwolnio przed trzema
laty z pracy na skutek strajku. Bardzo dobry ro-
botnik, a przy tym wymowny, ujmowa si za po-
krzywdzonymi towarzyszami i zosta niebawem
przywdc niezadowolonych. ona jego, jak wiele
on grnikw, prowadzia nieduy szynk. Wyrzu-
cony na bruk, Rasseneur sam rwnie stan za
lad, zdoby troch grosza i wybudowa nowy szynk
naprzeciwko le Voreux, niby wyzwanie rzucone To-
warzystwu. Interes szed dobrze, sta si punktem
zbornym, a jego waciciel bogaci si na niezado-
woleniu, jakie umia obudzi wrd dawnych towa-
rzyszy.

 Tego chopca przyjem dzi rano do naszej
grupy  objani Maheu.  Czy masz wolny pokj
i czy mgby poczeka na zapat ze dwa tygodnie?

Pena twarz Rasseneura przybraa od razu wyraz 
nieufnoci. Obrzuci Stefana podejrzliwym spojrze-
niem i odpar nie starajc si nawet udawa, e jest

mu przykro:

 Oba pokoje s zajte, nie mog!

Stefan spodziewa si odmowy, a mimo to zabo-
laa go. Zdziwi si, e myl o oddaleniu si std
sprawia mu przykro. No, ale mniejsza z tym,
pjdzie sobie, niech tylko dostanie swoje trzydzieci
su. Grnik, ktry pi przy drugim stoliku, wyszed.
Nadchodzili inni, aby przepuka gardo, i wynosili
si zaraz koyszcym krokiem. Nie byo w tym ad-
nej radoci, nic, tylko milczce zaspokajanie na-
wyku.

 No i jak tam?  zwrci si Rasseneur szcze-
glnym tonem do Maheu, ktry powoli koczy piwo.

Maheu obejrza si dokoa i widzc, e prcz
Stefana nie ma nikogo, powiedzia:

 Znw bya awantura... O obudow.
Opowiedzia wydarzenie. Szynkarz zaczerwieni

si, wzburzenie pomieniem ogarno mu twarz

i oczy. Wreszcie wybuchn:

68

 No, jeeli zechc obniy pac, to ju po nich!
Obecno Stefana krpowaa go. Mimo to cign
dalej, spogldajc na tylko od czasu do czasu
z ukosa. Operowa niedomwieniami, domylnikami,
mwi o dyrektorze Hennebeau, o jego onie, o sio-
strzecu, maym Negrelu, nie wymieniajc jednak
nazwisk. Powtarza, e tak dalej by nie moe, e
prdzej czy pniej to le si skoczy. Ndza jest
zbyt wielka. Wymieni wieo zamknite fabryki,
wyrzuconych na bruk robotnikw. Ju od miesica
wydaje przeszo sze funtw chleba dziennie. Do-
wiedzia si wczoraj, e pan Deneulin, waciciel
jednej z pobliskich kopal, bliski jest bankructwa.
A przed paru dniami dosta z Lilie Ust peen nie-
pokojcych szczegw.

 To od tego gocia, wiesz  szepn  ktrego
widziae u mnie kiedy wieczorem.

Przerwano mu. Do sklepu wesza jego ona, wy-
soka kobieta, chuda i gwatowna, o dugim nosie
i sinawych policzkach. W polityce bya pogldw
znacznie bardziej radykalnych ni m.

 Od Plucharta  powiedziaa.  Ech, gdyby
tak on mia wadz w swoim rku, zaraz wszystko
wygldaoby inaczej!

Stefan przysuchiwa si rozmowie. Zaczyna ro-
zumie; myl o odwecie pasjonowaa go. Na dwik
tego nazwiska zadra.

 O, ja go znam, Plucharta  powiedzia gono.
Spojrzenia skieroway si w jego stron, musia
wic wyjani:

 By moim majstrem w Lilie, bo ja jestem ma-
szynista... To rozumny czowiek, nieraz z nim roz-
mawiaem.

Rasseneur powtrnie przyjrza si przybyszowi
i twarz jego przybraa wyraz nagej sympatii.

 Maheu przyprowadzi do nas tego pana  po-
wiedzia wreszcie do ony.  To jego nowy ado-
wacz i Maheu pyta, czy nie mamy wolnego pokoju

5*

67

na grze i czy nie moglibymy udzieli mu kredytu
na dwa tygodnie.

Spraw zaatwiono z miejsca. Wanie rano wy-
prowadzi si jeden lokator i pokj by wolny. Szyn-
karz, podniecony, wypowiada si teraz szczerzej,
zaznaczajc stale, e nie da od pracodawcw rze-
czy niemoliwych, tak jak to robi inni. Jego ona
wzruszaa ramionami; bya przeciwna jakimkolwiek

ustpstwom.

 No, to do widzenia  powiedzia Maheu. 
Tak czy inaczej, ludzie bd musieli zjeda na
d, a dopki bd zjeda, bd si i mordowa.
Popatrz tylko na siebie: od trzech lat nie bye pod
ziemi, to i wygldasz inaczej.

 Rzeczywicie, poprawiem si bardzo  przy-
wiadczy gospodarz.

Stefan odprowadzi Maheu do drzwi i podzikowa
mu, ale stary potrzsn tylko gow i wyszed bez
sowa. Stefan patrzy, jak ociaym krokiem szed
pod gr drog wiodc do osiedla. Pani Rasseneur,
zajta obsugiwaniem goci, poprosia, aby chwil
zaczeka, a zaraz zaprowadzi go do pokoju. Bdzie
si tam mg umy. Wic mia tu zosta? Na nowo
ogarno go wahanie. Poczu, e al mu jest swo-
body, wdrwek szerokim gocicem, soca i wia-
domoci, e jest panem samego siebie, ktra nawet
gd czynia znonym. Wydao mu si, e od chwili
jego przybycia do kopalni, od godzin spdzonych
w mrocznych chodnikach pod ziemi upyny ju
cae lata. Z odraz myla o tym, e miaby wrci
do tej pracy, zbyt cikiej dla czowieka. Jego god-
no ludzka buntowaa si przeciwko roli zwierzcia
roboczego, ktre lepnie z czasem, ktrym si po-
miata.

Bi si z mylami, a oczy jego bdziy po nie-
zmierzonej rwninie. Obraz ten dotar wreszcie do
jego wiadomoci. Stefan zdumia si. Nie tak sobie
wyobraa t okolic, kiedy stary Bonnemort wska-
zywa mu j w. ciemnociach ruchem rki. Przed

68

sob, w zagbieniu, dostrzeg le Voreux z jego
drewnianymi i murowanymi budynkami, sortownia-
mi krytymi pap, wie kryt upkiem, hal ma-
szyn i wysokim, bladorowym kominem. Dokoa
budynkw rozpocieraa si szeroka przestrze,
wiksza, ni sobie wyobraa, podobna do atramen-
towego jeziora: wezbrane fale wgla jeyy si
drewnianymi kozami bocznic, a w jednym rogu
leay stosy drewna kopalnianego  pokosie z-
tego lasu. Z prawej strony zamykaa horyzont hada,
ogromna jak barykada wzniesiona przez olbrzymw.
W czci poronita ju traw, z jednego koca tlia
si od roku nieustannie, zerana wewntrznym
ogniem, ktry zaznaczy na jej powierzchni dugie,
krwawe lady. Za kopalni, jak okiem sign, cig-
ny si pola, nagie o tej porze roku, podmoke te-
reny, na ktrych tu i wdzie rosy karowate wierz-
by, i ki poprzecinane wskimi szeregami topl.
Jeszcze dalej widniay mae, biae plamki miast:

Marchiennes na pnocy, Montsou na poudniu. Od
wschodu las Vandame obrzea horyzont fioletow
lini bezlistnych drzew. Pod oowianym niebem,
w zmroku zimowego popoudnia wydawao si, e
unoszcy si w powietrzu py wglowy z le Voreux
przyprszy ca rwnin, osiad na drzewach, po-
kry drogi i jak ziarno przenikn w gb ziemi.

Stefan sta we drzwiach i patrzy. Najbardziej
zdziwi go widok kanau, uregulowanej rzeki Skar-
py, ktrej nie dostrzeg noc. Kana cign si
w prostej linii z le Voreux do Marchiennes dwu-
milow wstg matowego srebra, ujt w dwa rzdy
wysokich drzew tworzcych alej o nie koczcej
si perspektywie zielonych brzegw. Na tle bladej
wody odcinay si cynobrowe rufy barek przewo-
cych wgiel. W pobliu kopalni znajdowaa si
przysta, do ktrej dostawiano wgiel i wprost
z wozw wysypywano do czekajcych na statkw.
Nieco dalej kana zakrca i przecina na ukos
bagniste tereny. Geometryczna linia rzeki zdawaa

si by dusz tej nagiej rwniny, gwn arteri,
ktr pyny wgiel i elazo.

Wzrok Stefana przenis si na pooone na wzg-
rzu osiedle robotnicze, z ktrego dostrzega jedynie
czerwone dachy, a nastpnie wrci znw ku le Vo~
reux i zatrzyma si na dwch olbrzymich stosach
cegie wypalanych na miejscu. Naleca do Towa-
rzystwa bocznica kolejowa obsugiwaa kopalni.
Ostatni robotnicy ze zmiany podsadzkowej zjechali
ju pewno w gb kopalni. I tylko jaki popychany
przez kilku ludzi wagon zgrzyta po szynach. To, na
co patrzy, przestao ju by dla Stefana otchani
ciemnoci, z ktrej dochodziy jakie niewytumaczo-
ne grzmoty i ktr rozjaniao migotanie nieznanych
gwiazd. Piece i baterie koksowe przygasy ze wi-
tem. Do jego uszu dolatywa tylko niestrudzony od-
dech pompy  sapanie nienasyconego potwora,
z ktrego paszczy buchay kby pary.

I nagle Stefan zdecydowa si. Moe zamajaczyy
mu jasne oczy Katarzyny. A moe raczej owia go
powiew buntu idcy od le Voreux. Nie wiedzia. Za-
pragn jednak pozosta tu, powrci do kopalni,
eby cierpie i walczy, i z nienawici myla
o ludziach, o ktrych mwi mu Bonnemort, o no-
wym sytym boku ywicym si krwi dziesiciu
tysicy wygodniaych robotnikw.

CZʌ DRUGA

Posiado Gregoire'w, Piolaine, pooona bya
o dwa kilometry na wschd od Montsou, przy dro-
dze do Joiselle. By to duy kwadratowy dom, bez
stylu, zbudowany z pocztkiem minionego stulecia.
Z obszernych gruntw, nalecych niegdy do Pio-
lain-e, pozostao zaledwie trzydzieci hektarw, oto-
czonych murem, atwych do uprawy. Sad i ogrd
warzywny syny w caej okolicy z najpikniejszych
owocw i nowalijek, natomiast brak byo parku. Za-
stpawa go may lasek. Stara aleja lipowa, zielone
sklepienie dugoci okoo trzystu metrw, wiodce
od bramy wjazdowej a do ganku, stanowio osobli-
wo tej nagiej rwniny, ktrej drzewa mona byo
policzy na palcach.

Gregoire'owie wstali tego ranka o smej. Zazwy-
czaj rozpoczynali dzie o godzin pniej, wysypiali
si z luboci, ale szalejca tej nocy wichura wy-
trcia ich z rwnowagi. Pan domu poszed natych-
miast sprawdzi, czy wiatr nie wyrzdzi jakich
szkd, a pani Gregoire w rannych pantoflach i we-
nianym peniuarze zesza do kuchni. Maa, pulchna,
dobiegajca ju szedziesitki, miaa zdziwion
twarz lalki i lnice biae wosy.

 Melanio  odezwaa si do kucharki  a mo-
e by tak Melania upieka malanych bueczek na
niadanie, skoro ciasto jest ju gotowe? Panien-
ka nie wstanie wczeniej jak za p godziny, zja-
daby sobie do czekolady. To by dopiero bya nie-
spodzianka!

Kucharka, stara, chuda kobieta, suca u nich od
lat trzydziestu, rozemiaa si.

 To prawda, niespodzianka byaby wspaniaa.
Piec jest gorcy, a Honorka pomoe mi troch.

71

Honorka, dziewczyna dwudziestoletnia, wzita ja-
ko dziecko i wychowana u Gregoire'w, bya teraz
pokojwk. Prcz nich obu do suby domowej za-
licza si jeszcze stary stangret Franciszek, do kt-
rego naleay rwnie cikie prace. Ogrodem zaj-
mowali si ogrodnik i ogrodniczka, odpowiedzialni
za owoce, kwiaty, warzywa i drb. Stosunki ze su-
b byy patriarchalne i cay ten may wiatek y
w przykadnej zgodzie.

Pani Gregoire, ktrej jeszcze w ku przyszed do
gowy pomys niespodzianki dla crki, zostaa teraz
w kuchni, aby przypilnowa wkadania bueczek do
pieca. Kuchnia bya olbrzymia, a jej nadzwyczajna
czysto i cay arsena znajdujcych si tam rondli,
garnkw, naczy i sprztw gospodarskich wskazy-
way na jej wan rol w yciu domowym. Wype-
niay j smakowite zapachy. Pki spiarni uginay
si od zapasw.

 Tylko eby byy adnie przyrumienione, do-
brze?  rzucia ostatnie polecenie pani Gregoire
przechodzc do jadalni.

Niezalenie od centralnego ogrzewania, na komin-
ku pali si wesoy ogie. Pokj urzdzony by
zreszt bez adnego zbytku: duy st, krzesa, ma-
honiowy kredens. I tylko dwa wygodne fotele
wiadczyy o zamiowaniu gospodarzy do wygd,
o bogich godzinach spdzanych na trawieniu. Po
skoczonym posiku rodzina nie przechodzia do sa-
lonu, lecz pozostawaa w jadalni.

Zjawi si pan Gregoire. Ubrany by w grub,
barchanow kurtk; rumiany pomimo szedziesitki,
twarz mia uczciw i dobr, okolon biel falujcej
czupryny. Widzia si ze stangretem i ogrodnikiem:

wicher nie uczyni adnej powaniejszej szkody, zbu-
rzy tylko jeden z kominw. Pan Gregoire lubi co-
dziennie rano rzuci okiem na swoj posiado,
ktra nie bya na tyle rozlega, aby sprawia mu
kopoty, a dawaa mu zazna wszystkich rozkoszy
waciciela majtku ziemskiego.

72

 A Cecylka?  spyta.  Czy nie myli wsta
dzisiaj z ka?

 Nie wiem doprawdy  odpara ona.  Zda-
wao mi si, e syszaam, jak chodzia po pokoju.

Nakryto do niadania: trzy filianki na biaym
obrusie. Honorka posza zobaczy, co si dzieje z pa-
nienk. Wrcia zaraz i wstrzymujc miech powie-
dziaa przyciszonym gosem, jak gdyby znajdowaa
si jeszcze w pokoju na grze:

 Och, gdyby te pastwo widzieli panienk! pi,
pi jak Jezusek! A przyjemnie na ni popatrze!

Rodzice zamienili rozczulone spojrzenia. Gregoire
umiechn si i powiedzia:

 Pjdziemy zobaczy?

 Biedne malestwo!  szepna matka. 
Chodmy.

I oboje udali si na gr. Pokj Cecylki by jedy-
nym zbytkownie urzdzonym pokojem w caym do-
mu. Obity niebieskim jedwabiem, mia biao lakie-
rowane mebelki, pokryte bia materi w niebieski
dese  kaprys rozpieszczonej jedynaczki. Firanki
byy uchylone i w pmroku rysowaa si posta
picej, z twarz przytulon do nagiego ramienia.
Nie bya adna: zbyt pena, tryskajca zdrowiem,
dojrzaa ju osiemnastolatka. Jej mlecznobiae ciao
tchno jednak upajajc wieoci. Wosy miaa
kasztanowate, twarzyczk okrg, nosek arogancko
zadarty do gry. Oddychaa tak lekko, e jej pene
ju piersi, widoczne spod zsunitej nieco kodry,
nie podnosiy si wcale.

 Ten przeklty wiatr nie da jej spa w nocy 
szepna matka.

Ojciec gestem nakaza jej milczenie. Oboje po-
chylili si nad pic i z zachwytem wpatrywali si
w dziecko, ktrego tak bardzo pragnli, a ktre
przyszo na wiat w wiele lat po lubie, kiedy prze-
stali si ju go spodziewa. W ich oczach Cecylka
bya doskonaoci; nigdy nie wydaa im si zbyt
pulchna, zawsze lkali si, e jest nie doywiona.

73

Dziewczyna spaa nie czujc ich bliskoci. Nagle
przez twarz jej przebiego lekkie drenie. Przera-
eni, e j obudz, na palcach wycofali si z pokoju.

 Cicho!  szepn ojciec we drzwiach.  Jeeli
nie moga spa w nocy, to niech si wypi teraz.

 Do ktrej tylko bdzie chciaa!  dorzucia
pani Gregoire.  Zaczekamy na ni ze niadaniem.

Zeszli na d i usiedli w fotelach, a suce, mie-
jc si z gbokiego snu panienki, bez szemrania
trzymay czekolad na kominie, aby nie wystyga.
Pan Gregoire wzi do rki gazet, ona zabraa si
do szydekowania wenianej chustki na nogi. W po-
koju byo bardzo ciepo, w caym domu panowaa
gboka cisza.

Majtek Gregoire'w, dajcy okoo czterystu ty-
sicy frankw rocznego dochodu, ulokowany by
cakowicie w akcjach kopalni Montsou. Lubili opo-
wiada o jego powstaniu zwizanym cile z utwo-
rzeniem Towarzystwa.

W pocztku ubiegego wieku wszystkich  na
przestrzeni od Lilie do Valenciennes  opanowaa
gorczka poszukiwania z wgla. Powadzenie kon-
cesjonariuszw, ktrzy pniej utworzyli Towarzy-
stwo d'Anzin, wywoao oglne podniecenie. W ka-
dej gminie przeprowadzano wiercenia poszuki-
wawcze, w cigu jednej nocy powstaway nowe
towarzystwa, nabywano koncesje. Najbardziej zago-
rzaym i najbardziej upartym spord wszystkich
poszukiwaczy by jednak niewtpliwie baron Desru-
meaux. Przez czterdzieci lat z niegasncym zapaem
boryka si z przeszkodami: pierwsze wiercenia
day rezultat ujemny, po dugich miesicach pracy
trzeba byo nieraz opuszcza wieo zaoone ko-
palnie, chodniki si zapaday, niespodziewane po-
wodzie zatapiay robotnikw, setki tysicy frankw
szy na marne. Pniej przysza kolej na kopoty
administracyjne, tumienie wybuchajcej od cz?su
do czasu wrd akcjonariuszy paniki, spory z waci-
cielami gruntw, ktrzy nie chcieli uzna krelew-

74

skich koncesji, o ile poprzednio nie zawarto z nimi

umowy. Wreszcie jednak powstao Towarzystwo
Desrumeaux, Fauquenois et C16, uprawnione do eks-
ploatowania terenw w Montsou. Kopalnia zacza
przynosi ju nawet nieznaczne zyski, lecz konku-
rencja ssiadujcych z ni kopal w Cougny
i w Joieelle o mao nie przywioda jej do ruiny. Na
szczcie dnia 24 sierpnia 1760 r. po dugich pertrak-
tacjaoh doszo do ugody i wszystkie trzy przedsi-
biorstwa poczyy si. W ten sposb powstao
istniejce do dzi dnia Towarzystwo kopal w Mont-
sou. Aby obliczy udzia poszczeglnych wsplni-
kw, cay majtek podzielono wedug wczesnej
stopy monetarnej na dwadziecia cztery su, kady
za su na dwanacie denarw, co dao w sumie
dwiecie osiemdziesit osiem denarw. Poniewa
denar przedstawia warto 10 000 frankw, oglny
kapita wynosi okoo trzech milionw frankw.
Desrumeaux, ju na ou miertelnym, wyszed
z walki zwycisko i otrzyma przy podziale sze su
i trzy denary.

W owych czasach baron by wacicielem Piolaine
liczcej trzysta hektarw ziemi. Zatrudnia u siebie
jako rzdc pewnego modzieca z Pikardii, Hono-
riusza Gregoire, pradziada Leona Gregroire, ojca
Cecylii. Kiedy zawarta zostaa umowa w Montsou,
Honeriusz uleg ze dreniem niezachwianej wierze
swego chlebodawcy, wycign z poczochy oszczd-
noci, powici 10 000 frankw i naby udzia w wy-
sokoci jednego denara, przeraony, e okrada w ten
sposb swoje dzieci.

Dywidendy, jakie przypady w udziale jego sy-
nowi, Eugeniuszowi,  byy rzeczywicie  bardzo
skromne, a poniewa y ponad stan i roztrwoni po-
zostae czterdzieci tysicy, wic na stare lata wio-
do mu si do kiepsko. Powoli jednak dywidendy
wzrastay i syn Eugeniusza, Felicjan, mg urzeczy-
wistni marzenie dziada, dawnego rzdcy: kupi
Piolaine. Majtek zdy znacznie uszczupli sw

75

powierzchni i ogoszony jako wasno narodowa
dosta si Felicjanowi za miesznie nisk cen. Na-
stpne lata nie byy pomylne: trzeba byo prze-
czeka katastrofy rewolucji, krwawy upadek Na-
poleona. Dopiero Leon Gregoire zacz zbiera wzra-
stajce w zadziwiajcym tempie plony ze skromnej
sumki z lkiem umieszczonej w przedsibiorstwie
przez pradziada. Ndzne dziesi tysicy frankw
rosy i pomnaay si wraz z rozwojem przedsi-
biorstwa. Od 1820 roku przynosiy sto procent zysku,
dziesi tysicy rocznie, w roku 1844 dwadziecia
tysicy, w 1850 czterdzieci tysicy. Przez dwa lata
z rzdu dywidendy wzrosy nawet do niesychanej
sumy pidziesiciu tysicy frankw. Kurs denara,
notowany na giedzie w Lilie, wynosi milion fran-
kw. W cigu stulecia jego warto zwikszya si
stokrotnie.

Gdy wysoko kursu osigna milion, doradzano
panu Gregoire sprzeda udziau, ale odmwi z po-
baliwym umiechem. W p roku pniej nastpi
przeom i warto denara spada do szeciuset ty-
sicy frankw. Ale pan Gregoire umiecha si nadal
i nie aowa niczego, gdy Gregoire'owie wierzyli
teraz niezachwianie w swoj kopalni. Kurs si po-
prawi, to pewniejsze ni Bg na niebie. Z religijn
niemal wiar czya si gboka wdziczno dla
tych akcji, dziki ktrym rodzina Gregoire'w od
stu lat moga prnowa. Kopalnia staa si dla
nich bstwem, ktre w swym egoizmie otaczali ro-
dzajem kultu, dobrodziejk ogniska domowego, z po-
kolenia na pokolenie koyszc ich w wielkim ou
lenistwa, tuczc smakowitymi posikami. Po C
drani los okazujc mu nieufno? Na dnie tej
wiary tkwi zabobonny lk, e denar zamieniony na
gotwk i schowany do szuflady mgby si rozpy-
n. Bardziej pewny wydawa im si on w ziemi,
skd grnicy  cae pokolenia wygodzonych lu-
dzi  wydobywali go dla nich po trochu, w miar
potrzeb.

76

Zreszt los zsya na ich dom same pomylnoci;

Pan Gregoire oeni si bardzo modo z crk apte-
karza z Marchiennes, pann brzydk, bez grosza,
ktr uwielbia i ktra odpacia mu za wszystko
obdarowujc go niezmconym szczciem. Nie wi-
dziaa wiata poza mem i we wszystkim posuszna
bya jego woli. Mieli te same upodobania, dla obojga
ideaem by dobrobyt. Od czterdziestu lat yli ze
sob w atmosferze wzajemnej serdecznoci i drob-
nych stara. Byo to ycie uregulowane, ciche spo-
ywanie czterdziestu tysicy rocznie, oszczdnoci
wydawane na Cecylk, ktrej pne urodzenie za-
chwiao przez chwil rwnowag budetu. Dzi
jeszcze zaspokajali kady jej kaprys, kupili jej dru-
giego konia, dwa powozy, sprowadzali jej suknie
z Parya. Byo to dla nich jeszcze jedno rdo
radoci  nic nie wydawao im si zbyt pikne dla
crki, chocia sami yli jak najskromniej i ubierali
si wedug mody, jaka panowaa za czasw ich mo-
doci. Kady wydatek, ktry nie przynosi korzyci,
wydawa im si bezsensowny.

Raptem drzwi si otworzyy i kto zawoa ra-
donie:

 A c to znowu? niadanie beze mnie?
Wpada Cecylka jeszcze zapuchnita od snu. Upi-
a tylko wosy i narzucia peniuar z biaej weny.

 Ale skde  rzeka matka.  Widzisz prze-
cie, e czekamy na ciebie. Pewnie wicher nie da ci
spa, biedactwo najmilsze?

Dziewczyna spojrzaa na matk ze zdziwieniem.

 Wicher?... Nic nie syszaam, spaam ca noc
doskonale.

Wydao im si to tak zabawne, e rozemieli si
wszyscy troje. miay si rwnie suce wnoszce
niadanie; sama myl, e panienka moga przespa
jednym tchem dwanacie godzin, rozweselia cay
dom. Widok rumianych bueczek do reszty rozrado-
wa twarze.

 Co? Ju upieczone?  zawoaa Cecylka. 

77

A to dopiero niespodzianka! Wyborne do czekolady,
jeszcze gorce!

Usiedli przy stole. Czekolada parowaa z filianek;

przez duszy czas rozmowa toczya si na temat
bueczek. Melania i Honorka zostay w pokoju i opo-
wiaday szczegy pieczenia przygldajc si, jak
tamci zajadaj. Owiadczyy, e to prawdziwa przy-
jemno upiec ciasto, kiedy si potem widzi, jak ono
pastwu smakuje.

Rozlego si zajade szczekanie psw. Przypuszczali,
e to nauczycielka muzyki, ktra przyjedaa z Mar-
chiennes w poniedziaki i pitki. Przyjeda rw-
nie profesor literatury. Cecylka uczya si w domu,
wzrastaa w szczliwej niewiadomoci, rozkapry-
szona jak dziecko. Kiedy przedmiot j nudzi, wy-
rzucaa ksik przez okno.

 Przyjecha pan Deneulin  oznajmia Honorka.
Wszed Deneulin, kuzyn Gregoire'a, gony, o y-
wych ruchach i sposobie bycia dawnego oficera ka-
walerii. Chocia przekroczy ju pidziesitk, jego
krtko strzyone wosy i gste wsy byy czarne jak
wgiel.

-  Tak, to ja, dzie dobry... Nie przeszkadzajcie
sobie.

Usiad przy wtrze okrzykw powitalnych. Po
chwili Gregoire'owie powrcili do czekolady.

 Masz mi co do powiedzenia?  spyta pan
domu.

 Nie, nic specjalnego  popieszy z odpowie-
dzi Deneulin.  Wyjechaem konno na spacer, eby
troch rozprostowa koci, a poniewa przejedaem
obok waszej bramy, wic wstpiem powiedzie wam
dzie dobry.

Cecylka zapytaa go o crki, Janin i ucj. Mie-
way si doskonale, pierwszej nie mona byo ode-
rwa od sztalug, a druga wypiewywaa od rana do
wieczora, akompaniujc sobie na fortepianie. Gos
Deneulina dra lekko. Pod mask haaliwej weso-
oci kry jakie strapienie.

78

 A co tam sycha w kopalni, wszystko w po-
rzdku?  zapyta pan Gregoire.

 Ten przeklty kryzys daje nam si porzdnie
we znaki! Pacimy teraz za lata pomylnoci. Po-
budowano za wiele fabryk, za wiele kolei, zamroo-
no kapitay w przewidywaniu olbrzymiej produkcji.
I dzisiaj kapita jest unieruchomiony, brak go, aby
produkcj utrzyma. Na szczcie nie ma nic stra-
conego, wybrn z tego jako...

Deneulin podobnie jak jego kuzyn odziedziczy
w spadku akcje Montsou. Ale przedsibiorczy iny-
nier, trawiony dz zrobienia fortuny, sprzeda
swj denar, kiedy osign warto miliona. Od
wielu miesicy dojrzewa w nim pewien plan. Jego
ona miaa po wuju ma koncesj w Vandame,
gdzie czynne byy tylko dwie kopalnie: Jean-Bart
i Gaston-Marie, tak zaniedbane, e dochd, jaki
przynosiy, ledwo pokrywa koszty eksploatacji. De-
neulin marzy, aby doprowadzi do porzdku i od-
nowi urzdzenia Jean-Bart, poszerzy szyb i zwik-
szy wydobycie, a Gaston-Marie zachowa jako szyb
odwadniajcy. Twierdzi, e Jean-Bart napeni mu
kieszenie zotem. Jego plan by dobry. Ale milion
stopnia, a w chwili kiedy kopalnia moga przynie
mu wielkie zyski, ktre potwierdziyby suszno
jego przewidywa, zacz si ten przeklty kryzys.
Zreszt zy by z niego administrator: robotnikom
okazywa szorstk dobro, od mierci ony pozwala
okrada si w straszny sposb. Crek rwnie nie
umia trzyma w cuglach. Starsza zamierzaa zosta
artystk teatraln, a modsza malark. Trzy razy
ju odrzucano w Salonie jej krajobrazy. Klska
groca ojcu w niczym nie psua im humoru i widmo
niedostatku wyzwalao utajone w nich talenty go-
spodarskie.

 Widzisz, Leonie  cign Denuelin z waha-
niem w gosie  le zrobie, e nie sprzedae swo-
jego udziau razem ze mn. Teraz wszystko spada
i moesz narazi si na straty... Gdyby, mi wtedy

19

powierzy swoje pienidze, przekonaby si, co by-
my zrobili z Vandame!

Pan Gregoire nie pieszc si skoczy pi czeko-
lad i odpowiedzia spokojnie:

 Za nic! Wiesz dobrze, e nie uznaj spekulacji.
yj spokojnie i c za sens miaoby ciga sobie
na gow kopoty? A co do Montsou, to akcje mog
spada dalej, bieda nie grozi nam i tak. Trzeba
umie powciga troch swoje apetyty! Zreszt to
nie ja, a ty bdziesz jeszcze kiedy aowa, bo akcje
Montsou pjd w gr i wnukom Cecylki na pewno
nie zabraknie biaego chleba.

Deneulin sucha umiechajc si z zakopotaniem.

 A wic gdybym ci zaproponowa, eby woy
w moje przedsibiorstwo sto tysicy, odmwiby?

Widzc zaniepokojone twarze Gregoire'w poa-
owa swego popiechu i postanowi zaczeka z pro-
b o poyczk. Wola zarezerwowa j sobie na
wypadek, gdyby znalaz si w sytuacji bez wyjcia.

 Och, tak le jeszcze ze mn nie jest! To by
tylko art... Mj Boe, moe masz i racj: cudza
praca najbardziej tuczy.

Rozmowa zesza na inne tematy. Cecylka wypyty-
waa znw o kuzynki, ktrych upodobania gorszyy
j i ciekawiy zarazem. Pani Gregoire przyrzeka, e
w pierwszy soneczny dzie odwiedzi z crk te ko-
chane dziewcztka. Pan Gregoire, z roztargnionym
wyrazem twarzy, nie bra udziau w rozmowie.
W pewnej chwili powiedzia gono:

 Gdybym by na twoim miejscu, nie upiera-
bym si duej i wszedbym w porozumienie z Mont-
sou... Oni maj na to wielk ochot, a ty odzyska-
by pienidze.

Mia na myli dawny spr pomidzy koncesjona-
riuszami kopal Montsou i Vandame. Mimo e ta
ostatnia nie miaa wielkiego znaczenia, potn jej
ssiadk doprowadzaa do wciekoci owa mila
kwadratowa wbita klinem pomidzy jej posiadoci.
Najpierw usiowaa j zmiady, a kiedy si to jej

80

nie udao, knua spisek, aby naby j po niskiej ce-
nie, kiedy tamta bliska bdzie katastrofy. Walka nie
ustawaa. Kady nowy chodnik zblia przeciwniczki
do siebie. By to pojedynek do ostatniej kropli krwi,
mimo e stosunki pomidzy dyrektorami i inynie-
rami obu kopal ukaday si poprawnie.
Oczy Deneulina rozgorzay.

 Nigdy!  wykrzykn.  Pki yj, Montsou
nie dostanie Vandame! Byem w czwartek na obie-
dzie u Hennebeau i doskonale zauwayem, e si
koo mnie krci. Ju zeszej jesieni, kiedy przyje-
chaytu te grube ryby z Zarzdu, prawili mi du-
sery. Tak, tak, znam ja ich dobrze, tych markizw
i ksit, tych generaw i ministrw! Rozbjnicy,
ktrzy radzi by cign z czowieka ostatni ko-
szul.

Kiedy zacz mwi na ten temat, nie mg sko-
czy. Pan Gregoire nie wystpowa zreszt w obro-
nie Zarzdu. Szeciu zarzdcw, wybranych przy
ugodzie zawartej w roku 1760, kierowao sprawami
Towarzystwa w sposb despotyczny. Kiedy jeden
z nich umiera, pozostali wybierali nastpc spord
bogatych i wpywowych akcjonariuszy. Pan Gre-
goire, czowiek umiarkowany i rozsdny, uwaa, e
w swej przesadnej mioci pienidza ci panowie po-
zwalali sobie czasem zbyt wiele.

Wesza Melania, eby sprztn ze stou. Znowu
rozlego si szczekanie psw i Honorka skierowaa
si ku drzwiom, kiedy Cecylka, ktrej po obfitym
posiku zrobio si zbyt gorco, podniosa si.

 Poczekaj, pjd sama. To pewnie do mnie na
lekcj.

Deneulin powsta rwnie. Spojrza na wychodzc
dziewczyn i spyta z umiechem:

 A jak tam maestwo z maym Negrelem?

 O, to jeszcze nic pewnego  odpara pani
Gregoire.  To tylko taki luny projekt... Musimy
si zastanowi.

 Niewtpliwie  cign Deneulin z szelmow-

(  Germinal t. I

81

skim umiechem.  Wydaje mi si, e siostrzeniec
i ciocia... Co mnie zdumiewa, to to, e wanie pani
Hennebeau tak si rzuca Cecylce na szyj.

Pan Gregoire oburzy si. Dama tak dystyngowana
i o czternacie lat starsza od Negrela! To potwor-
ne  taka myl! Nie lubi artw na takie tematy.
Deneulin, nie przestajc si mia, ucisn mu rk
i wyszed.

 Nie, to jeszcze nie na lekcj  powiedziaa
Cecylka wchodzc.  To ta kobieta z dwojgiem
dzieci, wiesz, mamo, ona grnika, ktr spotka-
ymy wtedy... Czy wprowadzi ich tutaj?

Nastpia chwila wahania.

Czy bardzo s brudni? Nie, nie bardzo; a saboty
zostawi na ganku. Pastwo Gregoire siedzieli ju;

wygodnie w gbokich fotelach, trawic. Lk przed
koniecznoci wyjcia na dwr przeway szal.

 Powiedz im, niech wejd, Honorciu.
Wesza Maheudka z dziemi. Zzibnici, zgodniali
i wystraszeni, stanli porodku pokoju, w ktrym
byo tak ciepo i pachniao malanymi bueczkami.

n

Poprzez spuszczone aluzje do zamknitego pokoju
wciska si powoli wit, cielc si wachlarzem sza-
rych smug na suficie. Powietrze stawao si coraz
cisze.

Wszyscy spali: Lenora i Henryk objci ramionami,
Alzira z gow odrzucon do tyu, wspart na gar-
bie. Dziadek Bonnemort, zajmujcy sam jeden ko
Zachariasza i Janka, chrapa z otwartymi ustami.
W alkowie, gdzie spaa Maheudka, lec na baku,
tak jak usna karmic Estelk, panowaa zupena
cisza. Dziecko opite mlekiem, rwnie zmczone,
spao w poprzek brzucha matki, duszc si pomiAzy
jej obwisymi piersiami.

Kukuka na dole oznajmia godzin szst. Roz-
leg si skrzyp otwieranych i zamykanych drzwi,

2

stpanie drewnianych sabotw po bruku. Robotnice
szy do sortowni. I znw zapado milczenie a do
godziny sidmej. O sidmej zastukay rozsuwane

okiennice, poprzez ciany dobiegy odgosy ziewania
i kaalu. Przez duszy czas zgrzyta jaki mynek
do kawy, ale w izbie nikt si nie rusza.

Nagle daleki odgos uderze i krzyki obudziy
Alzir. Uwiadomia sobie, ktra godzina, i pobiega
boso do ka matki.

 Mamo! Mamo! Ju pno, a ty miaa gdzie
i!... Uwaaj, bo zgnieciesz Estelk.
I wycigna ma na wp uduszon.

 Przeklty los  wymamrotaa Maheudka prze-
cierajc oczy.  Czowiek taki jest zmordowany, e
spaby cay dzie... Ubieraj Henryka i Lenor, we-
zm ich ze sob, a ty pobawisz Stelk. Nie chc jej
zabiara, bo si boj, eby nie zapaa czego w taki
psi czas.

Umya si popiesznie, woya star niebiesk
spdnic, najlepsz, jak miaa, i kaftan z szarej

weny, w ktrym poprzedniego wieczora zaataa
dwie dziury.

 A zupa... przeklty los!  zamruczaa znowu.
Podczas gdy matka schodzia na d potrcajc

wszystko, Alzira wrcia do izby, dokd przeniosa
rozkrzyczan Estelk. Przywyka ju do jej napa-
dw zoci i umiaa, majc lat osiem, uspokoi j
i zabawi czuymi wybiegami jak dorosa kobieta.
Ostronie uoya ma w swoim ku, ciepym
jeszcze, i upia dajc jej palec do ssania. Ledwie
jej si to udao, gdy od nowa rozlegy si krzyki
i musiaa uspokaja Henryka i Lenor, ktrzy obu-
dzili si wreszcie. Tych dwoje zgadzao si i obej-
mowao czule tylko we nie. Szecioletnia Lenora,
ledwo otworzya oczy, rzucaa si na swego o dwa
lata modszego brata. Chopiec przyjmowa kuksa-
ce nie oddajc ich. Oboje mieli gowy zbyt wielkie,
jakby rozdte, i jasne rozczochrane wosy. Alzira
musiaa odcign siostr za nogi, groc, e jej da



83

lanie. Kiedy je mya i wkadaa im ubranie, dzie-
ciaki tupay nogami. Nie podnoszono aluzji, aby
nie budzi dziadka Bonnemort, ktry chrapa dalej
w najlepsze wrd przeraliwych krzykw dzieci.

 niadanie gotowe, zejdcie zaraz  zawoaa
Maheudka.

W izbie na dole otworzya okiennice, rozdmuchaa
ogie, dooya wgla. Miaa nadziej, e stary zo-
stawi moe troch zupy, ale garnek by jak wyli-
zany. Ugotowaa wic gar makaronu, ktry cho-
waa od trzech dni. Zje si go na wodzie, bez masa.
Na pewno nic ju nie zostao z tej odrobinki, jaka
bya poprzedniego dnia. Zdumiaa si widzc, e
Katarzyna robic cegieki potrafia dokona tego
cudu i zostawi jeszcze kawaek masa wielkoci
orzecha. Lecz prcz tego nic wicej nie znalaza
w kredensie, ani skrki chleba, ani nawet koci do
ogryzienia. Co si z nimi stanie, jeeli Maigrat
uprze si, aby nie udziela im kredytu, a pastwo
z Piolaine odmwi jej piciu frankw? Kiedy m-
czyni i Katarzyna wrc z kopalni, musi im prze-
cie da je, bo na nieszczcie nie wynaleziono
dotd sposobu, eby y bez jedzenia.

 Schodzicie czy nie!  krzykna ze zoci. 
Ju dawno powinnam bya wyj!

Gdy Alzira zesza z dziemi, Maheudka podzielia
makaron na trzy mae porcje. Ona sama, powie-
dziaa, nie jest godna. Chocia Katarzyna wygoto-
waa ju wczorajsze fusy, zalaa je ponownie wrzt-
kiem i wypia dwa kubki kawy tak sabej, e wy-
gldaa jak rdzawa woda. To doda jej jednak troch

si.

 Pamitaj  powtarzaa Alzirze  nie bud
dziadka i uwaaj, eby Estelka nie rozbia sobie
gowy. Gdyby krzyczaa zanadto, to masz kawaek
cukru, rozpu i dawaj jej po yeczce. Wiem, e
jeste rozsdna i nie zjesz go sama.

 A szkoa, mamo?

84

 Szkoa? Do szkoy pjdziesz kiedy indziej. Dzi
musisz zosta w domu.

 A zupa? Czy mam ugotowa zup, gdyby ma-
musi dugo nie byo?

 Zup... zup... Nie, zaczekaj, a wrc.
Alzira, rozwinita przedwczenie jak wiele uom-
nych dzieci, umiaa doskonale ugotowa zup. Mu-
siaa domyli si wszystkiego, bo nie nalegaa.

Teraz cae ju osiedle byo na nogach. Gromadki
dzieci szy do szkoy, powczc sabotami. Wybia
godzina sma. Z mieszkania Levaque'w dochodzia
gona rozmowa. Kobiety stojc przy garnkach z ka-
w, wsparte pod boki, rozgadane, zaczynay swj
dzie. W jednym z okien pojawia si jaka ziemista
twarz o wydatnych wargach i rozpaszczonym nosie
i czyj gos zawoa:

 Chod no na chwil, powiem ci nowin!

 Nie, nie, potem  odpara Maheudka.  Te-
raz musz co zaatwi.

W obawie, e ulegnie pokusie i da si zaprosi na
szklank gorcej kawy, nakarmia Lenor i Henryka
i wysza z nimi. Na grze ojciec Bonnemort chrapa
rytmicznie, koyszc swym chrapaniem cay dom do
snu.

Maheudka spostrzega ze zdziwieniem, e wiatr
usta zupenie. Przysza gwatowna odwil. Niebo
miao kolor oowiu, mury domw ociekay zielonaw
wilgoci, ulice pene byy bota charakterystycznego
dla okrgw grniczych, czarnego jak rozpuszczona
sadza, gstego i lepkiego, w ktrym grzzy saboty.
Od razu musiaa da klapsa Lenorze, ktra zaba-
wiaa si nabierajc boto na czubek buta jak na
opat. Wydostawszy si z osiedla Maheudka skiero-
waa si wzdu hady, wesza na drog nad ka-
naem, a potem, dla skrcenia, zapucia si w grz-
skie cieki biegnce przez pola wrd parkanw
z przegniych desek. Jedne za drugimi cigny si
drewniane szopy, dugie zabudowania fabryczne,
wysokie kominy plujce sadz, zanieczyszczajce t

es

odart z wszelkiego uroku przemysow okolic.
Spoza grupy topl wychylaa si stara opuszczona
kopalnia Requillart z rozwalon wie szybow.
Skrciwszy na. prawo Maheudka znalaza si na
gocicu.

 Czekaj, czekaj, wintuchu jaki! Ju ja ci
naucz bawi si botem!  krzykna na Henryka,
ktry miesi w doni czarn kul.

Daieci, po otrzymaniu jednakowej porcji klapsw,
uspokoiy si i zerkny tylko za siebie na lady,
jakie zostawiay ich saboty. Brnli po bocie zmo-
czeni, z wysikiem wycigajc nogi.

Od strony Marchiennes brukowany na przestrzeni
dwch mil gociniec cign si brudn wstg po-
przez rudawe pola. Z przeciwnej strony opada ser-
pentyn przez Montsou zbudowane na rozlegej po-
chyoci. Drogi czce orodki przemysowe na
pnocy kraju wij si w agodnych skrtach, wzno-
sz i opadaj lekko, zabudowuj si po obu stronach
i powoli przemieniaj cay departament w jedno
wielkie, pracowite miasto.

Mae domki z cegie pomalowane na rne kolory,
aby oywi krajobraz, jedne te, inne niebieskie,
jeszcze inne od razu tynkowane na czarno, zbiegay
a do stp pagrka. Kilka dwupitrowych domw
zamieszkaych przez majstrw przerywao monoto-
ni stoczonych, wskich fasad. Koci rwnie zbu-
doway z cegy, z kwadratow dzwonnic przybru-
kan wglowym pyem, przypomina nowy model
wielkiego pieca.

Czego byo najwicej pord tych cukrowni, prz-
dzalni i mynw, to karczm, tancbud i szynkw, tak
licznych, e na tysic domw przypadao ich ponad
piset.

Kiedy dochodzili ju do warsztatw Towarzy-
stwa  by to obszerny kompleks magazynw i za-
budowa  Maheudka wzia Lenor i Henryka za
rk. Nieco dalej znajdowa si dom dyrektora, pana
Hennpbeau, obszern willa oddzielona od drogi e-

86

lazn siatk i otoczona ogrodem, w ktrym wegeto-
way ndzne drzewa. Przed bram zatrzyma si
wanie jaki pojazd  zapewne gocie z Parya,
gdy pani Hennebeau, ktra ukazaa si w pmroku
przedsionka, wydaa okrzyk zdumienia i radoci na
widok przybyego pana z rozetk Legii w klapie
i pani w futrze.

 Prdzej, prdzej, guzdray!  burkna Ma-
heudka pocigajc za sob grzznce w bocie dzieci.

Zbliaa si do sklepu Maigrata mocno podniecona.
Dom Maigrata ssiadowa z will dyrektora, oddzie-
lony od niej tylko murem. By to dugi budynek;

w gbi mieci si skad, a z frontu, od drogi, sklep.
Mona tam byo dosta wszystko: towary kolonialne,
wyroby masarskie, jarzyny, owoce, chleb, piwo,
garnki. Maigrat, dawny dozorca z le Voreux. zaczai:

od maego kramu. Pniej, dziki protekcji przeo-
onych, rozszerzy swj handel i zmiady c.er.i-
listw z Monts&u. Znaczna liczba klientw pozwa-
laa mu sprzedawa taniej i udziela wikszego
kredytu. Pozosta jednak nadal zaleny od Towa-
rzystwa, ktre wybudowao mu dom i skad na to-
wary.

 Przyszam jeszcze raz, panie Maigrat  ode-
zwaa si Maheudka pokornie, ujrzawszy go przed
drzwiami sklepu.

Spojrza na ni i nie odpowiedzia nic. By otyy,
uprzejmy i chodny. Jego punktem honoru byo nie
odstpowa nigdy od raz powzitej decyzji.

 Nie odprawi mnie pan chyba z niczym, jak
wczoraj. Musimy przecie co je do koca ty-
godnia... Ja wiem, ju od dwch lat jestemy panu
winni szedziesit frankw...

Tumaczya si z trudem, urywanymi zdaniami.
By to stary dug, zacignity w czasie ostatniego
strajku. Dziesitki razy obiecywali go wyrwna,
ale nigdy nie udao im si odoy dwu frankw
z wypaty. A jeszcze teraz spotkao j takie nie-
szczcie; musiaa przedwczoraj zapaci dwadziecia

87

frankw szewcowi, ktry im grozi sekwestrem. Dla-
tego s bez grosza. Inaczej docignliby do soboty
jak inni.

Maigrat, z wypitym brzuchem, ze skrzyowanymi
rkami, na wszystkie bagania odpowiada przecz-
cym ruchem gowy.

 Tylko dwa bochenki chleba, panie Maigrat, nie
prosz ju o kaw... Nic wicej, tylko dwa trzy-
funtowe bochenki chleba dziennie do soboty.

 Nie!  krzykn wreszcie na cae gardo.
Ze sklepu wyjrzaa pani Maigrat, chorowite stwo-
rzenie, spdzajce cae dnie nad ksikami handlo-
wymi, nie miejc podnie nawet gowy. Cofna
si zaraz, przeraona, e Maheudka do niej zwraca
bagalne spojrzenie. Opowiadano sobie, e ustpuje
maeskiego oa modym adowaczkom. Wszystkim
byo wiadome, e jeeli jaki grnik chcia uzyska
od Maigrata przeduenie kredytu, posya do niego
crk albo on, obojtne, adn czy brzydk, byle
tylko nie bya oporna.

Maheudka ebraa jeszcze wzrokiem, lecz nagle
zmieszaa si. Blade spojrzenie maych oczek Mai-
grata obnaao j. Zawrza w niej gniew. Mogaby
jeszcze zrozumie co podobnego dawniej, kiedy
bya moda. Ale teraz, matka siedmiorga dzieci...
Odwrcia si i pocigna gwatownie Lenor i Hen-
ryka, ktrzy zajci byli zbieraniem i ogldaniem
znalezionych w rynsztoku-upinek od orzechw.

 To panu nie przyniesie szczcia, panie Maigrat,
wspomni pan moje sowa.

Ostatni desk ratunku stali si teraz dla niej
pastwo z Piolaine. Jeeli nie dadz im ani grosza,
to przyjdzie pooy si i zdycha. Skrcia na lewo
w stron Joiselle. Na rogu znajdowa si gmach za-
rzdu, prawdziwy paac z cegie, gdzie janie pano-
wie z Parya, ksita, generaowie i czonkowie
rzdu, zjedali kadej jesieni i urzdzali wspaniae
przyjcia. Maheudka rozmylaa po drodze, co kupi
za te pi frankw, ktre miaa nadziej dosta:

88

przede wszystkim chleba; potem kawy, wier kilo
masa, miark ziemniakw na rann zup i wieczor-
n polewk, wreszcie moe odrobin salcesonu, bo
m musi mie czasem miso.

Ksidz Joire, proboszcz z Montsou, przechodzi
drog, wysoko unoszc sutann, ostronie jak tusty
kot, ktry boi si, aby nie zamoczy futerka. Byt
cichego usposobienia i trzyma si od wszystkiego
z daleka, aby nie narazi si ani robotnikom, ani
chlebodawcom.

 Dzie dobry, ksie proboszczu!

Nie zatrzyma si. Umiechn si do dzieci i prze-
szed mimo niej. Nie bya wierzca, ale przyszo jej
na myl, e ten ksidz mgby j poratowa.

Ruszya dalej po czarnym, lepkim bocie. Miaa
przed sob jeszcze dwa kilometry, dzieci wloky si
coraz wolniej, osowiae. Po obu stronach drogi cig-
ny si te same zmurszae poty, te same zabudo-
wania fabryczne zbrukane dymem, najeone komi-
nami. Dalej, a po fioletow lini lasu Vandame,
rozpocieraa si niezmierzona paszczyzna pl, po-
dobna do oceanu brunatnych skib ziemi, nieskao-
nego ani jednym masztem drzewa.

 Mamo, we mnie na rce!

Niosa dzieci jedno po drugim. Na gocicu stay
kaue wody, podniosa wic wysoko spdnic bojc
si, e przyjdzie za bardzo ubocona. Trzy razy o ma-
o nie upada, tak liska bya nawierzchnia. Kiedy
znaleli si wreszcie przed gankiem, dwa ogromne
psy rzuciy si na nich, ujadajc tak gwatownie, e
malcy zaczli krzycze ze strachu. Dopiero stangret
odpdzi je batem.

 Zostawcie w sieni saboty i wejdcie!  powie-
dziaa Honorka.

W jadalni matka i dzieci stany oniemiae, oszo-
omione nagym ciepem, zmieszane spojrzeniami
starszego pana i starszej pani wycignitych w fo-
telach.

89

 Spe swj obowizek, creczko  powiedziaa
ta ostatnia.

Rozdawanie jamuny powierzyli Gregoire'owie
crce. W ich pojciu wchodzio to w zakres waci-
wego sposobu wychowania. Naley by miosiernym.
Oni sami twierdzili, e ich dom jest domem miosier-
dzia. Trawieni nieustannym lkiem, eby si nie
omyli i nie wesprze wystpku, pochlebiali sobie,
e w swych miosiernych uczynkach kieruj si za-
wsze rozsdkiem. Dlatego te nigdy nie dawali pie-
nidzy. Nigdy! Ani dziesiciu su, ani nawet dwu,
gdy rzecz to wiadoma, e skoro tylko biedny dosta-
nie dwa su, przepija je. Jamun dawali zawsze
w naturze, zazwyczaj w postaci ciepego odzienia
rozdzielanego w zimie pomidzy dzieci biednych ro-
botnikw.

 Biedne malestwa!  wykrzykna Cecylka. 
A poblady z zimna! Honorciu, przynie paczk
z szafy.

Suce rwnie spoglday na dzieci z litoci
zabarwion lekkim niepokojem, waciw osobom,
ktre nie musz troszczy si o to, co wo do ust.
Pokojwka wysza, a kucharka, zapomniawszy o ro-
bocie, postawia reszt buek na stole i staa z opu-
szczonymi rkami.

 Mam jeszcze dwie weniane sukienki i dwie
chustk.i  cigna Cecylka.  Zobaczycie, bdzie
biedactwom ciepo.

Maheudka odzyskaa wreszcie mow i wybkaa:

 Dzikuj panience bardzo... Pastwo s tacy
dobrzy...

zy napyny jej do oczu. Bya pewna, e dosta-
nie oczekiwane pi frankw, zastanawiaa si tylko,
"w jaki sposb poprosi o nie, gdyby pastwo nie
domylili si sami. Pokojowa nie wracaa. Zapano-
waa chwila kopotliwego milczenia. Dzieci uczepione
spdnicy matki przyglday si bukom wielkimi
oczyma.

 Macie tylko tych dwoje dzieci?  spytaa pani
Gregoire, eby przerwa milczenie.

 O nie, wielmona pani, mam siedmioro!
Pan Gregoire, ktry wrci do czytania dziennika,
achn si.                                 /

 Siedmioro? Ale po co, miy Boe!

 To lekkomylno  mrukna starsza pani.
Maheudka uczynia niewyrany gest, jakby si tu-
maczc. C robi! To przychodzi samo. A pniej,
kiedy mae dorosn, przynosz do domu pienidze,
pomagaj. Oni te daliby sobie jako rad, gdyby
nie to, e maj w rodzinie zniedoniaego dziadka,
a tylko troje dzieci, crka i dwaj synowie, jest w tym
wieku, e moe ju pracowa w kopalni. A malcw,
z ktrych nie ma jeszcze adnego poytku, trzeba na-
karmi!

 Od dawna pracujecie ju w kopalni?  spyta-
a pani.

Milczcy umiech rozjani blad twarz Maheudki.

 O, tak... Ja do dwudziestu lat pracowaam na
dole. Potem, po drugim poogu, doktor powiedzia,
e zostan tam na zawsze, jeeli nie przestan. Zda-
je si, e co mi si popsuo w kociach od tej ro-
boty. Zreszt wtedy akuratnie wyszam za m i do
miaam zajcia w domu. Ale w rodzinie mojego ma
pracuj w kopalni ju od niepamitnych czasw. Od
prapradziada, od samego pocztku, jak tylko zaczli.
kopa w Requillart.

Pan Gregoire spoglda w zamyleniu na kobiet
i te aosne dzieci o woskowych twarzach, bezbarw-
nych wosach, dziedzicznie obcione i skarowaciae,
zerane anemi, brzydkie brzydot ludzi przymiera-
jcych godem.

Zalego ponowne milczenie przerywane tylko trza-
skaniem ognia na kominku. W pokoju panowaa
atmosfera ociaego dobrobytu, senna szczliwo
mieszczaskiego wntrza.

 Co ona tam robi tak dugo?!  zawoaa Ce-
cylka ze zniecierpliwieniem.  Melanio, id na gr

91

i powiedz jej, e paczka ley w szafie na dole po

lewej stronie!

Tymczasem pan Gregoire zakoczy gono myli,
jakie mu nasun widok tych wygodniaych istot.

 Nieatwo jest y na tym wiecie, to prawda.
Ale trzeba przyzna, moja dobra kobieto, e robot-
nicy nie postpuj rozsdnie... Zamiast oszczdza,
jak nasi chopi, grnicy pij, zacigaj dugi i w ko-
cu nie maj z czego utrzyma rodziny.

 Wielmony pan ma suszno  odpara powo-
li Maheudka.  Wielu nie yje tak, jak powinno.
Zawsze to powtarzam rnym nicponiom, ile razy
si skar... Ja sama dobrze trafiam. Mj m nie
pije. Co najwyej w niedziel yknie sobie czasem
troch za wiele, ale to wszystko. To bardzo adnie
z jego strony, tym bardziej e przed lubem pi,
z przeproszeniem, jak ostatnia winia. Ale i co z te-
go, e jest rozsdny? I tak zdarzaj si dni, jak dzi
na przykad, e mona by wywrci do gry nogami
wszystkie szuflady w domu, a nawet zamany-grosz
z nich nie wypadnie.

Chciaa w ten sposb nasun im myl o piciu
frankach. Mwia dalej bezbarwnym gosem, wyja-
niaa, jak powsta w fatalny dug, niewielki zrazu,
a pniej coraz bardziej dotkliwy. Przez duszy czas
spacali regularnie co dwa tygodnie, ale raz zabrako
im pienidzy i od tej pory nie mog tego nadrobi
w aden sposb. Dziura zwiksza si coraz bardziej,
a mczyni trac ochot do pracy, przy ktrej nie
mona nawet tyle zarobi, eby wyy bez dugw.
Przepado! Ju do mierci nie wygrzebie si czowiek
z tej biedy! Trzeba to wyrozumie  grnik musi
spuka od czasu do czasu py z garda. Od tego si
zaczyna, a pniej, jak przyjd kopoty, adna sia
nie wycignie go ju z szynku. Nie eby si na kogo
skarya, ale moe jednak robotnicy zarabiaj troch
za mao?

 Sdziam  odezwaa si pani  e Towarzy-
stwo daje wam mieszkanie i opa?

92

Kobieta rzucia okiem na ogie w kominku.

 Tak, wgiel nam daj. Nadzwyczajny on nie
jest, ale zawsze jako si tam pali... Co si tyczy
czynszu, to pacimy sze frankw miesicznie. Wy-
daje si, e to nic, ale czsto czowiek dobrze to po-
czuje... I zdarza si... jak dzi, e choby mnie kto
pokraja na kawaki, nie wycignby ode mnie ani
grosza. Jak nie ma, to nie ma!

Pan i pani milczeli, wygodnie rozparci w fotelach,
troch znudzeni. Suchajc o tej ndzy, doznawali
niemiego uczucia. Maheudka przelka si, e urazi-
a ich moe, i dodaa spokojnym i rwnym gosem
kobiety praktycznej:

 Och, ja si nie skar. Tak ju jest i trzeba si
z tym pogodzi, tym bardziej e i tak nic si zmieni
nie da. Wic najlepiej, prawda? stara si uczciwie
spenia swe obowizki tam, gdzie nam Pan Bg
y przeznaczy.

Pan Gregoire popar j skwapliwie:

 O, niewtpliwie, dobra kobieto, majc takie za-
sady jest si zawsze ponad wszelkimi przeciwnocia-
mi losu.

Honorka i Melania przyniosy wreszcie paczk.
Cecylka rozwina j i wyja dwa ubranka. Do-
czya jeszcze chusteczki, a nawet poczochy i miten-
ki. Wszystko to bdzie w sam raz. pieszya si, ka-
zaa sucym zapakowa wybrane dary. Przed chwi-
l zjawia si nauczycielka muzyki i Cecylka popy-
chaa Maheudk z dziemi ku drzwiom.

 Jestemy w potrzebie  wybkaa Maheudka. 
Gdybymy mieli chocia z pi frankw...

Sowa grzzy jej w gardle. Maheuowie byli dumni
i nie ebrali nigdy. Cecylka spojrzaa z niepokojem
na ojca, ale on odmwi wprost, bez ogrdek, z min
czowieka speniajcego swj obowizek.

 Nie, to nie jest u nas w zwyczaju. Nie moemy.
Cecylka, poruszona rozpaczliwym wyrazem twarzy
kobiety, zapragna obdarowa chocia dzieci. W dal-

93

szym cigu wpatryway si one w bulki. Odkroia

dwa kawaki i daa im.

 Macie, to dla was.  A pniej odbierajc im
ciasto i proszc o kawaek starej gazety do zapako-
wania dodaa:  Zaczekajcie, podzielicie si z ro-
dzestwem.

I wypchna ich za drzwi. Rodzice spogldali na
ni z rozczuleniem. Biedne dzieci, ktre nie miay
chleba, odeszy trzymajc z szacunkiem bueczki
w rczkach zdrtwiaych z zimna.

Maheudka cigna je za sob nie widzc ani na-
gich pl, ani czarnego bota, ani oowianego nieba.
Znalazszy si w Montsou zdecydowanym krokiem
skierowaa si do sklepu Maigrata i prosia go tak-
natarczywie, e da jej wreszcie dwa chleby, kaw,
maso, a nawet pi frankw, bo trudni si te po-
yczaniem na lichwiarski procent.

To nie jej chcia Maigrat, to Katarzyny. Zrozumia-
a to, kiedy poleci jej, aby przysaa crk po za-
kupy. No, zobaczymy! Niech tylko sprbuje si do
niej zabiera, a na pewno oberwie.

ni

Na wiey kocika w kolonii Dwiecie Czterdzie-
ci, murowanej kaplicy, w ktrej ksidz Joire odpra-
wia co niedziela msz, wybia godzina jedenasta.
Z pobliskiej szkoy, mimo zamknitych z powodu
zimna okien, dolatyway gosy dzieci sylabizujcych
z trudem. Ogrdki przed czterema kompleksami
jednakowych domkw, puste i ogoocone przez zim,
roztaczay przed oczami przechodniw smutek glinia-
stej ziemi, na ktrej tu i wdzie ciemniay jeszcze
kpki jarzyn. W domach gotowano obiad, z kominw
unosi si dym. Od czasu do czasu w uliczce ukazy-
way si jakie kobiety i znikay w drzwiach wej-
ciowych. Chocia nie pada deszcz, z rynien skapy-
waa do beczek woda, tyle wilgoci kryo w sobie po-
szarzae niebo. Osiedle to, wyrose niespodziewanie

94

poradku obszernego paskowzgrza, objte aobn
wypustk czarnych drg, rozweselay jedynie kryte
czerwon dachwk dachy, bezustannie zmywane
ulew.

Maheudka wracajc nadoya drogi, aby kupi
ziemniakw u ony pewnego dozorcy, ktra miaa
ich jeszcze troch z wasnych zbiorw. Za zason

wychudych topl, jedynych drzew w tej okolicy,
znajdowao si wyodrbnione od innych skupisko do-
mw zbudowanych po cztery obok siebie i otoczo-
nych ogrdkami. Poniewa dyrekcja przeznaczya je
dla sztygarw, robotnicy nazwali ten zaktek Osie-
dlem Jedwabnych Poczoch, tak jak o swoim mwili
Osiedle Spacaj Dugi, z dobrotliw ironi wymie-
wajc wasn ndz.

 Uff, wreszcie jestemy w domu!  powiedziaa
obadowana pakunkami Maheudka, popychajc przed
sob Lenor i Henryka, oboconych i ledwie trzyma-
jcych si na nogach.

Przy kuchni staa Alzira koyszc na rkach roz-
krzyczan Estelk. Zabrako cukru i maa nie chciaa
si uspokoi. Alzira postanowia da jej swoj pier
na niby. Ten wybieg udawa si czasem. Ale tym
razem na prno rozpia stanik i przykadaa usta
maej do swej chudej piersi omioletniej kaleki.
Dziecko krzyczao jeszcze bardziej, rozzoszczone, e
nic nie moe wyssa.

 Daj mi j!  zawoaa matka pozbywszy si
paczek.  Inaczej nie da nam doj do sowa.

Wydobya z kaftana pier cik jak bukak. Dziec-
ko apczywie pochwycio sutk ustami i natychmiast
zamilko. Starsi mogli porozmawia. Wszystko byo

-w porzdku, maa gosposia przypilnowaa ognia, e-
by nie wygas, zamiota i uporzdkowaa izb. Z g-
ry dolatywao gone chrapanie dziadka, to samo
rytmiczne chrapanie, ktre nie milko ani na chwil.

 Ile tego  szepna Alzira umiechajc si do
zakupw.  Jeeli chcesz, mamo, to ugotuj zup.
Cay st zaoony by pakunkami. Leaa na nim.

95

paczka z ubraniami, dwa chleby, ziemniaki, maso,
kawa, cykoria i p funta salcesonu.

 Och, zup!  powiedziaa Maheudka znuonym
gosem.  Trzeba by dopiero narwa szczawiu i po-
rw... Nie, zup ugotuj pniej, dla ojca i tamtych,
a teraz nastaw ziemniaki, zjemy je z masem. I nie
zapomnij o kawie!     .

Nagle przypomniaa sobie o dwu kawakach buki.
Spojrzaa na prne rce Lenory i Henryka, ktrzy 
wypoczci ju i weseli  bili si ze sob na podo-
dze. Czy te akomczuchy nie zjady bueczek po kry-
jomu w czasie drogi? Wymierzya kademu policzek.
Alzira krztajca si przy kuchni staraa si j uspo-
koi.

 Daj spokj, mamo! Jeeli to miao by dla
mnie, to wiesz, e mnie na buce nie zaley, a oni na
pewno byli godni, taki kawa szli na piechot.

Wybia dwunasta. Zastukay saboty dzieci wraca-
jcych ze szkoy. Ziemniaki byy gotowe, kawa, do
ktrej dodano spor porcj cykorii, sczya si przez
sitko ze piewnym odgosem spadajcych kropli.
Oprniono rg stou, ale tylko matka przy nim
jada, dzieci opary talerze na kolanach. Chopiec,
wiecznie zgodniay, odwraca bez przerwy gow
w stron salcesonu. Przesiko tuszczem opakowanie
nie dawao mu spokoju.

Maheudka pia kaw maymi ykami, obejmujc
oburcz szklank, aby ogrza rce, kiedy zeszed na
d dziadek Bonnemort. Zazwyczaj wstawa pniej
i jedzenie czekao na niego na piecu. Tym razem, nie
widzc zupy, zacz mrucze. Gdy synowa powie-
dziaa mu, e nie zawsze mona mie to, co si chce,
w milczeniu zabra si do ziemniakw. Od czasu do
czasu wstawa i spluwa w popi, aby nie wala
podogi, a pniej wraca i skulony na krzele prze-
uwa jedzenie, z gow spuszczon na piersi i zga-
sym spojrzeniem.

 Ach, mamo, zapomniaam  powiedziaa Alzi-
ra.  Bya tu ssiadka.,.

08

 A ta czego znowu?  przerwaa jej matka.
Miaa guch uraz do Lewaczki, ktra skarya
jej si wczoraj na sw ndz, eby unikn proby
o poyczk. Tymczasem Maheudka wiedziaa, e tam-
ta ma w tej chwili pienidze, gdy lokator Bouteloup
zapaci jej z gry za dwa tygodnie. W kolonii nie-
chtnie poyczano sobie nawzajem.

 Ale, przypomniaa mi  podja Maheudka. 
Odsyp no troch kawy i zapakuj... Poyczyam przed-
wczoraj od Pierronki, teraz jej odnios.

Kiedy crka przygotowaa jej paczuszk, dodaa
jeszcze, e wrci za chwil nastawi zup dla ojca,

i   i wysza z Estelk na rku. Dziadek u powoli ziem-
niaki, a Lenora i Henryk bili si o spade upiny.

'     Zamiast obej naokoo Maheudka posza na prze-
aj przez ogrdki bojc si, eby Lewaczka jej nie
zawoaa. Ogrd ich graniczy z ogrodem Levaque'w.
W zniszczonej siatce, ktra je dzielia, znajdowaa si
dziura, przez ktr mona byo przej. Obok staa
studnia, z ktrej korzystay cztery rodziny. Nieco da-
lej, za wtym krzakiem bzu, miecia si niska szo-
pa, skad na narzdzia, w ktrym chowano krliki.
Raczono si nimi w dnie witeczne. Wybia godzina
pierwsza, pora picia kawy, i w drzwiach ani
w oknach nie byo wida ywej duszy. Tylko jaki
robotnik, korzystajc z wolnej chwili przed zjazdem
do kopalni, uprawia zagon pod jarzyny, nie podno-
szc gowy. Gdy Maheudka znalaza si przed do-
mem ssiadki, ujrzaa ze zdziwieniem jakiego pana
i dwie panie koo kocioa. Stana na chwil i po-
znaa: bya to pani Hennebeau, ktra pokazywaa
koloni swoim gociom, panu z rozetk i damie w fu-
trze.

 Och, i po c si byo tak pieszy!  zawoaa
Pierronka, gdy Maheudka oddaa jej kaw.  To
nic pilnego.

Miaa lat dwadziecia osiem i uchodzia za pikno
osiedla: brunetka, o niskim czole, wielkich oczach
i maych ustach. Zalotna przy tym, czysta jak kotka,

7  Germinal t. I

97

miaa pikny biust kobiety bezdzietnej- Jej matka,
stara Brule, wdowa po rbaczu, ktry zgin w ko-
palni, wysaa niegdy crk do fabryki i przysiga,
e nie pozwoli jej nigdy wyj za grnika. Od chwili
kiedy crka wysza za m za Pierrona, wdowca
z omioletni creczk, nie przestaa mie do niej
pretensji. Maestwo jednak yo ze sob bardzo
szczliwie mimo plotek o kochankach ony i poba- '
liwoci ma. Nie mieli dugw, jadali miso dwa
razy w tygodniu, a w domu panowa taki porzdek,
e w kadym rondlu mona si byo przejrze. Na
dodatek, dziki protekcji, Pierronka uzyskaa od dy-
rekcji Towarzystwa pozwolenie na sprzeda cukier-
kw i ciastek. Ustawiaa je w szklanych sojach za
szyb; sprzeda ta przynosia jej sze do siedmiu su
dziennie, a w niedziel nawet do dwunastu. Szczcie
mciy tylko wybuchy gniewu matki Brule, starej
rewolucjonistki, ktra nie przestawaa si odgraa,
e pomci na pracodawcach mier ma, i maa
Lidka, na ktrej skrupiay si zwykle niehumory
caej rodziny.

 Jak urosa!  powiedziaa Pierronka umiecha-
jc si do Estelki.

 Ach, nie mw mi o niej  odpara Maheudka. 
Twoje szczcie, e nie masz dzieci. Moesz przy-
najmniej utrzyma porzdek w domu.

Mimo e i u niej byo porzdnie, a podog mya
co sobot, obrzucia zazdrosnym spojrzeniem gospo-
dyni t jasn izb, nie pozbawion nawet pewnej
kokieterii: na kredensie stay zocone wazoniki, na
cianach wisiay trzy obrazki w ramach i lustro.

Pierronka pia sama kaw, gdy wszyscy domow-
nicy byli w kopalni.

 Napijesz si ze mn szklaneczk  zapropono-
waa.

 Nie, dzikuj, dopiero piam w domu.

 To nic nie szkodzi.

Rzeczywicie, to nic nie szkodzio. Zasiady obie
i piy powoli. Spojrzenia ich przelizny si pomi-

fi8

dzy sojami cukierkw i ciastek i zatrzymay na do-
mach naprzeciwko. Stopie czystoci firanek zawie-
szonych w oknach pozwala oceni zalety gospodyni.
Firanki u Levaque'w byy bardzo brudne. Prawdzi-
we cierki, ktrymi wyciera si spd garnkw.

 Nie pojmuj, jak mona y w takim brudzie!"
szepna Pierronka.

Ta uwaga rozwizaa jzyk Maheudce. Ach, co by
ona daa za takiego lokatora jak Bouteloup. Dopiero
by urzdzia sobie gospodarstwo! Sublokator to do-
skonay interes, kiedy czowiek umie si wzi do
rzeczy. Tylko nie trzeba zaraz z nim sypia. Poza
tym ten m Lewaczki to pijak, bije on, ugania si
za takimi, co piewaj po knajpach w Montsou.

Pierronka skrzywia si z obrzydzeniem. Och, od
takiej najatwiej si zarazi. W Joiselle bya jedna,
to zarazia ca kopalni.

 Nie rozumiem, e pozwalasz synowi zadawa si
z ich crk.

 Ach, sprbuj zabroni... Ich ogrd graniczy
z naszym. Latem Zachariasz przesiadywa stale z Fi-
lomen za krzakiem bzu. I nic sobie z niczego nie
robili. Ile razy czowiek poszed po wod, zawsze si
na nich natkn.

Byy to zwyke nastpstwa wsplnego ycia w ko-
lonii. Chopcy i dziewczta deprawowali si szybko.
Niski, spadzisty dach szopy by ulubionym miejscem
schadzek. Spotykali si tam z zapadniciem zmroku.
Wszystkie adowaczki przynosiy stamtd pierwsze
dziecko, o ile nie wolay przynie go ze starej ko-
palni w Requillart albo ze spaceru po polach. Nie
okrywao to adn hab. lub nastpowa pniej.
I tylko matki gnieway si, kiedy chopcy zaczynali
zbyt wczenie, gdy syn, ktry si eni, przestawa
by rdem dochodu dla rodziny.

 Na twoim miejscu wybiabym im to z gowy 
podja Pierronka rozsdnie.  Twj Zachariasz ju
dwa razy zrobi jej dziecko i na pewno nie poprze-

7*

99

stan na tym... Zejd si ze sob na dobre i potem

nie zobaczysz ani grosza z zarobkw Zachariasza.
Maheudka wycigna rce z wciekoci.

 Suchaj, przekln ich, jeeli si ze sob zejd...
Czy Zachariasz nie powinien szanowa rodzicw?
Kosztowa nas, nie? Wic teraz musi zwrci te pie-
nidze, zanim sobie wemie on na kark... Co by to
byo, powiedz sama, gdyby nasze dzieci od razu za-
czynay pracowa na innych? Chybaby przyszo czo-
wiekowi zdechn.  Po chwili uspokoia si jed-
nak.  Tak sobie mwi w oglnoci... a co do Za-
chariasza, to zobaczymy jeszcze... Mocna ta twoja
kawa; wida, e wsypujesz, ile trzeba.

Porozmawiaa jeszcze z kwadrans, po czym wy-
biega woajc, e musi ugotowa dla swoich zup.

Dzieci wracay z powrotem do szkoy, tu i wdzie
we drzwiach stay kobiety przygldajc si pani
Hennebeau, ktra sza z gomi chodnikiem i poka-
zywaa im osiedle; ta wizyta poruszya wszystkich.
Robotnik kopicy grzd podnis na chwil gow,
dwie sposzone kury umkny do ogrodu.

Wracajc do domu Maheudka natkna si na Le-
waczk, ktra wyskoczya na chwil, aby zapa do-
ktora Vanderhaghena, lekarza kolonii. By to niski,
wiecznie pieszcy si czowiek, przytoczony nad-
miarem pracy. Porad udziela w przelocie.

 Panie doktorze  mwia Lewaczka  nie mo-
g wcale sypia i wszystko mnie boli... Chciaam si
poradzi.

Doktor mwi wszystkim ty".

 Daj mi spokj! Pijesz za duo kawy  odpo-
wiedzia nie zatrzymujc si.

 A mj m, panie doktorze?  odezwaa si
z kolei Maheudka.  Te ble w nogach nie ustpiy
wcale. Moe pan doktor przyszedby popatrze.

 Daj mi spokj, nie bolayby go nogi, gdyby
ty nie bya taka nienasycona.

Odprawione z kwitkiem kobiety stay patrzc, jak
doktor oddala si spiesznie.

100

 Wejd na chwil  powiedziaa Lewaczka,
kiedy zamieniy rozpaczliwe wzruszenie ramion. 
Mam ci co powiedzie... Napijesz si ze mn kawy.
wieo naparzona.

Maheudka ulega pokusie. Ot, jeden yk, eby nie
urazi tamtej odmow. Wesza.

Izba bya czarna od brudu, podoga i ciany pokry-
te tustymi plamami, st i kredens lepkie i niechluj-
ne. Odr le utrzymanego mieszkania bi w nozdrza.
Niedaleko komina, oparty okciami o st, z nosem
w talerzu siedzia Bouteloup. Barczysty, o twarzy
spokojnej i tpej, wyglda modo jak na swoje trzy-
dzieci pi lat. Koczy je zup. Stojcy obok
trzyletni Achilles, starszy synek Filomeny, spoglda
na niego z milczcym baganiem akomego zwierzt-
ka. Lokator, bardzo dobrotliwy mimo swej gronej
czarnej brody, wtyka mu od czasu do czasu kawaek
misa do ust.

 Czekaj, zaraz osodz  powiedziaa Lewaczka
wlewajc melasy do czajnika.

O sze lat starsza od swego lokatora Lewaczka
wygldaa odraajco: wyniszczona, z obwisymi
piersiami i obwisym brzuchem, twarz miaa pask,
wosy siwiejce i zawsze rozczochrane. Bouteloup
wzi j nie przygldajc si, tak samo, jak nie przy-
glda si zupie, ktr jad co dzie i w ktrej znaj-
dowa czasem wosy, jak nie przyglda si pocieli
zmienianej raz na trzy miesice; paci za wszystko
razem. M jej lubi powtarza: Grunt to solidny
obrachunek."

 Chciaam ci powiedzie  cigna Lewaczka 
e wczoraj wieczorem widzieli Pierronk, jak krcia
si niedaleko Jedwabnych Poczoch. Za gospod
Rasseneura czeka na ni, wiesz kto, i poszli razem
wzdu kanau... adne rzeczy, co? Matka!

 C  odpara Maheudka.  Pierron, zanim
si oeni, zanosi sztygarowi krliki, a teraz poycza
mu ony. To taniej kosztuje.

Bouteloup wybuchn gonym miechem i wsun

101

Achillesowi do ust kawaek chleba umaczany w so-
sie. Obie kobiety zabawiay si dalej kosztem Pier-
ronki. To kokietka, nie adniejsza od innych, ale
wci zajta sob, nic, tylko by si mya i smarowaa
pomad. W kocu to rzecz ma, jeeli mu to wszy-
stko smakuje... Zdarzaj si tacy, co gotowi by pode-
trze szefowi tyek, eby tylko usysze od niego
dzikuj". Rozmow przerwao im dopiero wejcie
ssiadki, ktra przyniosa dziesiciomiesiczn Desi-
ree, modsze dziecko Filomeny. Filomena jadaa obia-
dy w sortowni i umwia si, e przynoszono jej
ma  karmia j przysiadajc na chwil na wglu.

 Ja mojej nie mog zostawi ani na minut, bo
od razu krzyczy  powiedziaa Maheudka spoglda-
jc na upion w jej ramionach Estelk.

Nie udao jej si jednak unikn poruszenia przez
Lewaczk draliwego tematu.

 Suchaj no, trzeba by to jednak w kocu za-
atwi.

Kiedy obydwie kobiety bez sw porozumiay si
co do tego, e Zachariasz i Filomena mog Jeszcze
poczeka ze lubem. Matka Zachariasza chciaa jak
najduej korzysta z zarobkw syna, a matk Filo-
meny ogarnia gniew na sam myl, e miaaby utra-
ci zarobek crki. Nic nie pilio i Lewaczka wolaa
nawet chowa maego, dopki by on jedynym dziec-
kiem. Ale kiedy Achilles podrs i zjada chleb, a na
wiat przyszo drugie dziecko, Lewaczka zrozumiaa,
e to si jej nie opaca, i zacza gwatownie nalega,
aby modzi si pobrali, poniewa nie miaa zamiaru
dokada do utrzymania maych.

 Zachariasz nie idzie do wojska  cigna. 
Nic ju nie stoi na przeszkodzie... Wic kiedy?

 Odmy to do lepszych czasw  odpara Ma-
heudka z zakopotaniem.  Z tymi rzeczami strasz-
ne urwanie gowy. Sowo daj, jakby nie mogli po-
czeka z dzieciakami, a bd po lubie. Ja tam za-
tukabym Katarzyn, gdybym si dowiedziaa, e jej
si co przytrafio.

102

Lewaczka wzruszya ramionami.

 Et, co tam opowiadasz. A bo to ona inna ni
wszystkie? I na ni przyjdzie kolej.

Bouteloup spokojnie przeszukiwa kredens jak
kto, kto jest u siebie. Szuka chleba. Na rogu stou
leay na wp obrane jarzyny na zup dla Leva-
que'a. Lewaczka po dziesi razy braa je do rk
i znw odkadaa, zajta plotkowaniem. Ju miaa
si do nich zabra na nowo, gdy nagle podesza do
okna.

 A to co? Popatrz, pani Hennebeau z jakim
pastwem! Wchodz do Pierronki.

I znowu wziy Pierronk w obroty. Oczywicie,
ile razy kto obcy zwiedza osiedle, zawsze prowa-
dzono go prosto do Pierronki, bo u niej byo czysto.
Ale pewno nie opowiadano historii z nadsztygarem.
To adna sztuka utrzyma dom w czystoci, jak si
ma kochankw, co zarabiaj trzy tysice frankw
rocznie prcz mieszkania, opau i podarkw, jakie
dostaj. Tak, tak, z wierzchu to tam jest czysto, ale
pod'spodem to nie. I przez cay czas, kiedy gocie
byli u Pierronki, kobiety rozprawiay na ten temat*

 O wychodz!  powiedziaa wreszcie Lewacz-
ka.  Skrcaj... Spjrz no, moja droga, zdaje si,
e id do ciebie.

Maheudka przestraszya si. Kto wie, czy Alzira
stara ze stou? I zupa niegotowa! Wybkaa do wi-
dzenia" i pobiega prosto do siebie.

Ale wszystko byszczao. Alzira, z min bardzo po-
wan, przepasana cierk, zabraa si do gotowania
zupy widzc, e matka nie wraca. Wyrwaa reszt
porw w ogrodzie, nazbieraa szczawin i czycia
wanie jarzyny. Na ogniu w wielkim kotle grzaa
si woda na kpiel dla tych, ktrzy mieli wrci
z pracy. Henryk i Lenora, zajci rozrywaniem stare-
go kalendarza, byli wyjtkowo grzeczni. Ojciec Bon-
nemort w milczeniu pali fajk.

Ledwo Maheudka odsapna, zapukaa pani Hen-
nebeau.

103

 Pozwolicie, zacna kobieto, nieprawda?
Wysoka, jasnowosa, nieco ociaa we wspaniaej
dojrzaoci swoich lat czterdziestu, wysilaa si na
przyjazny umiech, aby nie okaza obawy, e pobru-
dzi brzow jedwabn sukni i peleryn z czarnego
aksa.mitu.

 Prosz, niech pastwo wejd  zapraszaa
swoich goci.  Nie przeszkadzamy nikomu?... No
i c? Czysto? A ta zacna kobieta ma siedmioro
dzieci. Wszystkie mieszkania tak wygldaj... Wspo-
minaam ju pastwu, e Towarzystwo liczy im sze
frankw miesicznie za mieszkanie skadajce si
z wielkiego pokoju na dole, dwu pokojw na pitrze,
piwnicy i ogrodu.

Pan z rozetk i pani w futrze przybyli rannym
pocigiem z Parya. Spogldali teraz troch nieprzy-
tomnie, jak zwykle ludzie zaskoczeni sprawami zu-
penie dla nich obcymi.

 I ogrodu  powtrzya dama.  Ale to uro-
cze!         .

 Dajemy im wgla wicej, ni mog wypali 
cigna pani Hennebeau.  Dwa razy w tygodniu
przychodzi do nich lekarz, a na staro otrzymuj
emerytur, chocia nie potrcamy im nic z zarob-
kw.

 Raj! Istny raj!  szepn pan z rozetk, za-
chwycony.

Maheudka podsuna krzesa, ale panie podziko-
way. Pani Hennebeau zaczynaa ju nuy rola
oprowadzajcego po menaerii, chocia z pocztku
rada bya, e rozerwie si troch w ten sposb na
swym odludziu. Mdy zapach ndzy, mimo e wy-
braa domy utrzymane wyjtkowo czysto, budzi
w niej obrzydzenie. Powtarzaa zreszt tylko strzpki
zasyszanych frazesw, gdy sama nie interesowaa
si nigdy bliej losem robotnikw yjcych w skraj-
nym niedostatku tu obok niej.

 Jakie liczne dzieci  szepna dama, ktrej

104

wydaway si one okropne ze swymi wielkimi go-
wami i spltan gstw somianych wosw.

Maheudka musiaa powiedzie, w jakim s wieku.
Z grzecznoci pytano j rwnie i o Estelk. Ojciec
Bonnemort w dowd szacunku wyj fajk z ust.
By on jednak zjawiskiem troch niepokojcym: wy-
niszczony czterdziestoma latami pracy w kopalni,
pokrcony, nogi mia zesztywniae, twarz ziemist.
Dosta wanie gwatownego ataku kaszlu, wola wic
wyj, eby odplun na dworze, gdy nie chcia sw
czarn plwocin wzbudza wstrtu w przybyych.

Najbardziej zachwycano si Alzir. Co za liczna
maa gosposia ze ciereczk! Winszowano matce, e
ma crk tak nad wiek rozwinit. Nikt nie wspo-
mnia o garbie, ale spojrzenia pene litoci i zaeno-
wania wracay wci do biednej kaleki.

 Teraz  zakoczya pani Hennebeau  gdyby
zapyta kto pastwa w Paryu o nasze osiedla ro-
botnicze, bd pastwo wiedzieli, co odpowiedzie...
Spokj, obyczaje patriarchalne, wszyscy szczliwi,
zdrowi, jak pastwo widz. Zaktek, do ktrego po-
winni by pastwo przyjecha odpocz w ciszy, na
wieym powietrzu.

 To wspaniae, wspaniae!  wykrzykn pan
w porywie zachwytu.

Wyszli zadowoleni, jak si wychodzi z jarmarcz-
nego muzeum osobliwoci. Maheudka wyprowadzia
ich i stana na progu, a oni oddalali si powoli, roz-
mawiajc bardzo gono. Ulice si zaludniy. Mijali
grupy kobiet wylegych na wie o ich przybyciu,
podawan od domu do domu.

Lewaczka zatrzymaa przed drzwiami Pierronk,
ktra rwnie wybiega z ciekawoci. Obie udaway
zoliwe zdziwienie. A to co? Czy ci pastwo zamie-
rzaj nocowa u Maheuw? Nie byoby im tam zbyt
wesoo!

 Wiecznie bez grosza, chocia zarabiaj wcale
niele! C, jak kto lubi zajrze do kieliszka!

 Dowiedziaam si przed chwil, e posza dzi

105

rano na ebry do pastwa z Piolaine, a Maigrat,
ktry najpierw odmwi im chleba, da go w kocu...
Wiadomo, czym kae sobie paci Maigrat.

 Chyba nie na ni ma ochot! Na to trzeba by
byo odwagi... Na pewno liczy na Katarzyn.

 Posuchaj tylko, jaka ona bezczelna! Dopiero
co odgraaa si u mnie, e zatukaby Katarzyn,
gdyby co o niej usyszaa!... A Chaval to co? Moe
nie chodzili ze sob za szop?

 Cicho! Id ci pastwo.

Obie kobiety spokojnie, bez niegrzecznej cieka-
woci, zerkay ukradkiem na odchodzcych. Potem
ywo day znak i Maheudka z Estelk na rkach
przyczya si do nich. Wszystkie trzy stojc nie-
ruchomo spoglday teraz na oddalajce si piknie
odziane plecy pani Hennebeau i jej goci. Kiedy
tamci znaleli si o jakie trzydzieci krokw od
nich, jzyki rozwizay si ze zdwojon gwatow-
noci.

 Ale te one maj suknie! Wicej moe warte
od nich samych!

 Na pewno!... Tej drugiej nie znam, ale za t
nasz nie daabym zamanego grosza, cho taka tu-
sta. Opowiadaj o niej rozmaitoci.

 Jakie, rozmaitoci?

 No, e ma tam rnych!... Przede wszystkim
inyniera...

 Tego chudzink? Ale on za malutki! Zgubiaby
go w ku.

 A c to szkodzi, jak jej si taki podoba? Ja
tam nie dowierzam nigdy takim paniom, co si
wiecznie krzywi i zawsze s niezadowolone... Po-
patrz tylko, jak ona krci tym zadkiem, jakby nas
wszystkich miaa gdzie. Czy to tak przystoi?

Gocie szli dalej wolnym krokiem, rozmawiajc.
Nagle ukazaa si kareta i zatrzymaa na drodze,
przed kocioem. Wysiad z niej mczyzna lat okoo
czterdziestu omiu, smagy, z twarz pen urzdo-
wej powagi i uprzejmoci, ubrany w czarny surdut.

106

 Jej m!  szepna Lewaczka zniajc gos,
jak gdyby mg j usysze, przejta lkiem przed
wadz naczelnego dyrektora, lkiem, jaki wzbudza
on w dziesiciu tysicach swoich robotnikw. 
Ale te to i prawda, wida po nim, e jego kobieta
sypia z innymi.

Teraz ju cae osiedle wylego na ulic. Ciekawo
wzrastaa, grupki przybliay si do siebie, tworzyy
tum. Po chodnikach biegy gromady zasmarkanych
dzieci z otwartymi ustami.

Spoza parkanu okalajcego szko wyjrzaa nawet
na chwil blada twarz nauczyciela. Robotnik kopicy
grzd przerwa prac, opar nog o opat i szeroko
otworzy oczy. Szepty plotkujcych kobiet przybie-
ray na sile, podobne do szelestu potrcanych przez
wiatr zeschych lici.

Najwicej kobiet zebrao si przed drzwiami Le-
waczki. Najpierw podeszy tam dwie, potem dziesi,
wreszcie dwadziecia. Pierronka zamilka teraz prze-
zornie. Zbyt wiele uszu jej suchao. Maheudka, je-
dna z najrozsdniejszych, rwnie poprzestaa na
patrzeniu. eby uspokoi rozbudzon i krzyczc
Estelk, wyja sw pier dobrej karmicielki, obwi-
s, jakby wyduon od pokarmu, ktrego zawsze
bya pena.

Gdy pan Hennebeau wsadzi panie do powozu,
ktry ruszy w stron Marchiennes, wrd kobiet
podniosa si wrzawa. Wymachiway rkami i prze-
krzykiway si nawzajem. Przypominao to mrowi-
sko, w ktrym wybucha rewolucja.

Wybia godzina trzecia. Robotnicy ze zmiany pod-
sadzkowej, Bouteloup i inni, udali si do pracy. Na-
gle zza kocioa wynurzyli si pierwsi grnicy wra-
cajcy z kopalni, o twarzach czarnych, w przemo-
czonej odziey, zgarbieni, z rkami skrzyowanymi
na piersiach. Kobiety rozbiegy si na wszystkie
strony w poczuciu wasnej winy  nadmiar kawy
i plotek sprawi, e zaniedbay si w swych obowiz-

107

kach. Zewszd dobiegay okrzyki, kryjce w sobie
zarodek przyszej ktni:

 Ach, mj Boe! A moja zupa! Moja zupa je-
szcze niegotowa!

iv

Kiedy Maheu wrci do domu zostawiwszy Stefana
u Rasseneura, zasta Katarzyn, Zachariasza i Janka
przy stole. Koczyli zup. Wracajcy z kopalni byli
zazwyczaj tak zgodniali, e siadali do jedzenia
w przemoczonym ubraniu, jeszcze zanim si umyli.
Jeden nie czeka na drugiego. St by nakryty cay
dzie i zawsze siedzia przy nim kto, bo rne go-
dziny pracy kazay im spoywa posiki o rnych
porach.

Ju od drzwi Maheu zobaczy zakupy. Nie powie-
dzia nic, ale jego zatroskana twarz rozpogodzia
si. Przez cay ranek drczya go myl o pustym
kredensie, bez kawy i masa, wracaa bolesn wia-
domoci, podczas gdy rba wgiel w gbi dusznego
przodku. Co zrobi ona? Jak sobie poradzi? I co b-
dzie, jeeli wrci z pustymi rkami? A tymczasem
zastawa kredens peen. Pniej si dowie, jak si to
stao. Na razie mia si z zadowolenia.

Katarzyna i Janek wstali od stou i pili kaw.
Zachariasz, ktremu nie wystarczya zuna, ukroi
sobie grub kromk chleba i posmarowa j masem.
Widzia, e na talerzu ley salceson, ale nie rusza
go, gdy miso  jeeli starczao go tylko dla jed-
nej osoby  byo dla ojca. Kade z nich popio zup
"wod, poczciwym napojem, ktrym raczyli si zawsze
przed wypat.   -N

 Nie mam piwa  powiedziaa Maheudka, kiedy
m siad do stou.  Chciaam zostawi sobie tro-
ch pienidzy, ale jeli chcesz, to maa poleci po
kwaterk.

Spojrza na ni rozpromieniony. Jak to, wic i pie-
nidze ma take?

108

 Nie, nie  odpar.  Wypiem ju kufelek, to
wystarczy.

Zabra si do spoywania posiku. Jad powoli pi-
trzc si przed nim w misce gst mieszanin chle-
ba, kartofli, porw i szczawiu. Maheudka nie wy-
puszczajc z rk Estelki pomagaa Alzirze obsugiwa
ojca. Przysuwaa mu maso i salceson, stawiaa kaw
na ogniu, eby bya gorca.

Tymczasem koo pieca zaczynaa si kpiel w ob-
citej do poowy beczce sucej za wann. Pierwsza
kpaa si Katarzyna. Napenia beczk letni wod
i rozbieraa si spokojnie. Zdja czapk, bluz,
spodnie, wreszcie koszul. Przywyka do tego od
dziecistwa i nie widziaa w tym nic zego. Odwr-
cia si tylko przodem do ognia i mydlia si zwy-
kym mydem. Nikt na ni nie patrzy. Nawet Hen-
ryk i Lenora nie byli ju ciekawi, jak ona wyglda.
Po umyciu zupenie naga posza na gr, zostawiw-
szy przemoczone ubranie w kuchni. Teraz wybucha
kfrnia midzy dwoma brami. Pod pretekstem, e
Zachariasz jeszcze je, Janek wskoczy pierwszy do
wody, Zachariasz odpycha go, krzycza, e to jego
kolej, e jeeli ustpi pierwszestwa Katarzynie,
to nie zamierza bynajmniej kpa si w opuczkach
po nich obojgu, tym bardziej e wod po Janku
mona by napeni kaamarze szkolne. Skoczyo si
na tym, e zwrceni przodem do ognia kpali si
rwnoczenie, pomagali sobie nawet wzajemnie szo-
rujc plecy. Potem, podobnie jak siostra, poszli
nadzy na gr.

 Ale nachlapali  mrukna Maheudka podno-
szc z ziemi przemoczone ubrania, eby je wysu-
szy.  Alziro, zetrzyj podog.

Przerwa jej haas dolatujcy zza ciany: prze-
klestwa, pacz, tupot ng i guche odgosy uderze.

 Lewaczka dostaje za swoje  stwierdzi spo-
kojnie Maheu skrobic yk po dnie miski. 
A Bouteloup mwi, e zupa gotowa.

109

 Akurat, gotowa!  odpara Maheudka.  Wi-
dziaam jarzyny na stole jeszcze nawet nie obrane.

Krzyki wzmogy si, ciana zadraa, z tak si
pchnito na ni kogo, a pniej zapanowaa cisza.

Grnik pokn ostatni ks i zawyrokowa spokoj-
nie:

 Jeeli zupa niegotowa, to Levaque by w swo-
im prawie.

Wypi szklank wody i wzi si do salcesonu.
Kraja go w kostk, nabiera na ostrze noa i za-
gryza chlebem. Kiedy ojciec jad, wszyscy zachowy-
wali milczenie. On sam rwnie si nie odzywa.
Wydao mu si, e miso nie pochodzi ze sklepu Mai-
grata, ale nie zadawa onie adnych pyta. Spyta
tylko, czy stary pi jeszcze. Nie, dziadek wyszed
ju na sw codzienn przechadzk. I znw umilkli.

Zapach salcesonu zwabi Henryka i Lenor, kt-
rzy bawili si na pododze rysujc rzeki z rozlanej
wody. Podeszli do ojca i stanli tu obok niego. le-
dzili wzrokiem kady ks, z wyrazem nadziei, gdy
ojciec bra go z talerza, a rozczarowania, gdy kad
go do ust. W kocu spostrzeg ich podliwe spoj-
rzenia, buzie poblade z akomstwa i usta nabiege
lin.

 Czy dzieci jady miso?  spyta.
Maheudka zawahaa si.

 Wiesz  cign dalej  e nie lubi takich
niesprawiedliwoci. To mi odbiera apetyt, jak tak
stoj koo mnie i ebrz o kawaek.

 Ale jady, jady!  zawoaa z gniewem. 
No, jeeli bdziesz ich sucha, to moesz im odda
i swoj porcj, i innych! Takie to nigdy nienasyco-
ne! Pkyby, a jeszcze by jady! Prawda, Alziro, e
wszyscy mielimy miso?

 Ale tak, mamusiu  odpara garbuska, ktra
w takich okolicznociach kamaa ze spokojem osoby
dorosej.

Lenora i Henryk znieruchomieli z wraenia, obu-
rzeni, e matka, ktra ich bije, kiedy kami, sama

110

mwi nieprawd. Ich serduszka wezbray alem,
mieli ochot zaprotestowa, powiedzie, e ich nie
byo przy tym, kiedy inni jedli miso.

 Wynocie mi si std!  krzykna matka od-
pdzajc ich w drugi kt izby.  Wstydzilibycie si
tak zaglda ojcu do talerza. A niechby nawet on
sam tylko jad miso, to i co? Albo to nie pracuje?
A wy co, obuzy jedne, tylko pienidze kosztujecie,
a poytku z was adnego!

Maheu przywoa dzieci do siebie, posadzi Le-
nor na lewym kolanie, Henryka na prawym i po-
dzieli si z nimi resztk salcesonu. Kraja im drobne
kawaki, a malcy wcinali uradowani.

Skoczywszy odezwa si do ony:

 Nie, nie nalewaj mi teraz kawy. Najpierw
si umyj. Pom mi tylko wyla brudn wod.

Wzili ceber za ucha i wylali jego zawarto do
cieku przed domem. Tymczasem Janek zszed z gry.
Ubrany by w such odzie, mia na sobie weniane
spodnie i bluz brata, zbyt obszerne i speznite.
Widzc, e chce wymkn si ukradkiem, matka
zatrzymaa go we drzwiach.

 Gdzie?

 A, w jedno miejsce.

 Gdzie ,,w jedno miejsce"?... Suchaj, musisz mi
nazrywa mleczu na saat. Syszysz? Jak nie, to
dostaniesz!

 Dobrze, dobrze!

Odszed z rkami w kieszeniach, powczc sa-
botami i koyszc si w biodrach jak stary grnik.
Po nim zjawi si Zachariasz, ubrany bardziej sta-
rannie, w czarnym wenianym trykocie w niebieskie
paski. Ojciec krzykn na niego, eby nie wraca
pno. Skin gow bez sowa i oddali si z fajk
w zbach.

Beczk napeniono znw letni wod. Maheu po-
woli zdejmowa bluz. Na jego skinienie Alzira wy-
prowadzia Lenor i Henryka na dwr. Ojciec nie
lubi my si przy wszystkich, jak to czynio wielu

111

jego kolegw. Nie mia tego zreszt nikomu za ze,
mwi tylko, e chlapanie si razem w wodzie to
dobre dla dzieci.

 Co ty tam robisz?  zawoaa Maheudka pod-
chodzc dci schodw.

 Naprawiam sukienk, wczoraj mi si rozdar-
a  odpowiedziaa Katarzyna.

 Dobrze. Nie schod teraz, ojciec si myje.
Maheu zosta sam z on. Maheudka uoya Estel-
k na krzele, a maa, ktrej byo ciepo przy piecu,
nie pakaa tym razem, spogldaa na rodzicw po-
zbawionymi wyrazu oczami niemowlcia. Maheu, ro-
zebrany do naga, pochyli si najpierw nad cebrem
i zanurzy w nim gow. Uywane przez grnikw
zwyke mydo sprawiao, e wosy ich ky z cza-
sem i traciy waciw barw. Potem wszed do
wody, namydli piersi, brzuch, ramiona, ldwie i szo-
rowa je energicznie obu domi. ona staa obok
i spogldaa na niego.

 Suchaj  zacza.  Widziaam, jak miae
min, jak przyszede... Martwie si, co? I dopie-
ro ci si humor poprawi, jak zobaczye te zakupy...
Wyobra sobie, e w Piolaine nie dali mi ani grosza.
Och, byli bardzo grzeczni, dali ubrania dla dzieci
i wstyd mi byo prosi ich jeszcze o pienidze. Jako
mi to nigdy nie chce przej przez gardo.

Przerwaa na chwil i posza poprawi Estelk
bojc si, eby nie spada z krzesa. Zaciekawiony
Maheu my si, nie przypieszajc pytaniami dalsze-
go cigu jej opowiadania, i czeka cierpliwie, a wy-
jani si, o co onie chodzi.

 Musz ci jeszcze -powiedzie, e Maigrat odpra-
wi mnie z niczym, prawie e wypdzi jak psa...
Wyobraasz sobie, jakem si czua. Ciepe ubranie
pikna rzecz, ale tym si czowiek nie naje.

Maheu podnis gow, nadal w milczeniu. W Pio-
laine nic, u Maigrata nic  wic skd? Maheudka
podwina rkawy, eby zgodnie z codziennym zwy-
czajem wymy mu plecy i te miejsca, do ktrych

112

trudno mu byo sign samemu. Lubi, kiedy na-
cieraa go mydem z caych si. Stawa sztywno,
eby oprze si jej rkom.

 W kocu wziam i wrciam do Maigrata, i na-
gadaam mu, ile wlezie... e nie ma sumienia, e
go jeszcze kiedy los pokarze, jeeli jest sprawie-
dliwo na tym wiecie. Nie mg tego sucha, wy-
wraca oczami i najchtniej byby zwia...

Od plecw przesza do poladkw i szorowaa ma
z zapaem jak garnki przy sobotnim sprztaniu. Spo-
cia si przy tym i nie moga zapa tchu.

 Powiedzia mi wreszcie, e nie sposb si ode
mnie odczepi... Bdziemy mieli chleb do soboty i co
najwaniejsze, poyczy mi pi frankw. Wziam
u niego troch masa, kawy, cykorii, chciaam je-
szcze wzi misa i ziemniakw, ale zacz burcze...
Siedem su za salceson, osiemnacie za ziemniaki, zo-
stao jeszcze trzy franki siedemdziesit pi na miso
i ros... Nie zmarnowaam dzisiejszego ranka, co?

Wycieraa go teraz, a on, szczliwy, nie mylc
o nastpstwach tego nowego dugu, wybuchn go-
nym miechem i pochwyci j w ramiona.

 Daj spokj, jeste mokry i przemoczysz mi su-
kni... Boj si tylko, eby Maigrat...

Ju miaa powiedzie o Katarzynie, ale urwaa.
w poowie zdania. Po co niepokoi ma? Zaczyby
si awantury.

 eby co Maigrat?  zapyta.

 eby Maigrat nas nie oszuka. Katarzyna b-
dzie musiaa dobrze przejrze rachunki.

Obj j znw i tym razem ju nie puci. K-
piel zawsze koczya si w ten sposb. Krew ywiej
krya w yach, kiedy ona wytara go mocno
rcznikiem. Zreszt dla wszystkich grnikw bya to
godzina zbytkw, ktrej zawdziczao ycie niejedno
nieproszone dziecko. Noc cigaa im na kark ca
rodzin. Maheu przypar on do stou, dowcipkujc
jak czowiek, ktry cieszy si jedyn dobr chwil
w cigu dnia. Nazywa to swoim deserem'', i to de-

1  Germinal t. I

113

serem, ktry nic go nie kosztowa. Maheudka, oci-
aa i nieksztatna, bronia si troch dla artw.

 Daje spokj, czowieku, czy ty oszala!... Estel-
ka na nas patrzy. Poczekaj, odwrc jej gow.

 Id, niemdra! A bo to ona co rozumie?
Kiedy si podnis, woy na razie tylko kale-
sony. Lubi, kiedy si ju umy i pobaraszkowa
z on, zosta przez chwil bez koszuli, obnaony do
pasa. Na jego biaej skrze anemicznej dziewczyny
lady ran, zadrani, jakie wynis z kopalni, two-
rzyy osobliwy tatua, pismo", jak mwi gr-
nicy. Maheu pyszni si tym, wyciga mocne ra-
miona i wydyma szerok pier jakby wykut z po-
yskliwego marmuru o niebieskich ykach. W lecie
wszyscy grnicy wychodzili tak na progi domw.
Maheu wyszed i dzi na chwil mimo wilgoci i rzu-
ci poprzez ogrdki sony art koledze rozebranemu
tak jak on. Ukazywali si coraz to nowi, a bawice
si na chodniku dzieci podnosiy gowy i czyy
swj umiech z radoci tych utrudzonych cia wy-
poczywajcych na powietrzu.

Pijc kaw, cigle jeszcze nie ubrany, Maheu opo-
wiedzia onie o tym, jak inynier zoci si na nich
o obudow. Odprywszy si i wypoczwszy przy-
takiwa teraz mdrym radom Maheudki, ktra oka-
zywaa wiele zdrowego rozsdku w tych sprawach.
Powtarzaa mu zawsze, e buntowanie si przeciw
Towarzystwu do niczego nie doprowadzi. Potem
opowiedziaa mu o wizycie pani Hennebeau. Chocia
nie wyrazili tego na gos, oboje czuli si dumni.

 Mog ju zej?  pytaa z gry Katarzyna.

 Moesz, moesz, ojciec ju si umy.
Dziewczyna woya odwitn sukienk, star su-
kienk z szafirowej popeliny, speza ju i poprze-
cieran. Na gowie miaa skromny czapeczek z czar-
nego tiulu.

 A ce si tak wystroia? Gdzie idziesz?

 Do Montsou, kupi wstk do czepka... Od-
pruam star, bo si ju zbrudzia.

114

 To masz pienidze?

 Nie, ale Mouquette obiecaa mi poyczy dzie-
si su.

Matka pozwolia jej wyj, ale gdy ju bya we
drzwiach, przywoaa j jeszcze:

 Tylko nie id do Maigrata. Oszukaby ci, a poza
tym mgby pomyle, e mamy Bg wie ile pie-
nidzy.

Ojciec, ktry grza si koo ognia, doda:

 I nie wcz si po nocy.

Po powrocie z kopalni Maheu pracowa w c gro-
dzie. Posadzi ju tam ziemniaki, fasol, groch, a te-
raz zamierza posadzi kapust i saat. Ogrdek
dostarcza im warzyw, tylko ziemniakw mieli zawsze
za mao. Maheu doskonale zna si na ogrodnictwie,
hodowa nawet karczochy, co w oczach ssiadw
uchodzio za przesad. Podczas gdy przygotowywa
si do sadzenia, w ssiednim ogrdku zjawi si Le-
vaque, aby wypali fajk i zobaczy, czy przyja
si woska saata wysadzona rano przez Bouteloupa,
bez ktrego stara w ogrodzie nie rosoby nic prcz
pokrzyw. Zawizaa si rozmowa poprzez siatk.
Levaque, podekscytowany biciem ony, usiowa na-
mwi Maheu, eby poszed z nim do Rasseneura.
C to, boi si wstpi na szklank piwa? Zagraj
parti krgli, pogadaj chwil z kolegami i wrc na
kolacj. Tak robili zawsze po wyjciu z kopalni. Nie-
wtpliwie nie byo w tym nic zego, ale Maheu opie-
ra si i twierdzi, e jeeli nie posadzi zaraz saaty,
to do jutra mu zwidnie. W gruncie rzeczy odmawia
przez rozsdek. Nie chcia bra od ony ani grosza
z tych poyczonych piciu frankw.

Bya pita, kiedy Pierronka przysza dowiedzie
si, czy to nie z Jankiem wymkna si ich Lidka.
Levaque odpar, e na to wyglda, bo i Bebert
znikn take, a te urwisy trzymaj si zawsze razem.
Maheu uspokoi ich wyjanieniem, e Janek ma
przynie mleczw, i obaj z koleg zaczli zaczepia
mod kobiet rzucajc jej sprone arty. Gniewaa

*

115

si niby, ale nie odchodzia, poechtana ordynarny-
mi sowami, pokrzykujc z udanym oburzeniem.
Z pomoc przysza jej jaka chuda kobieta, ktre.)
gniewliwe jkanie przypominao gdakanie kury.
Stojc we drzwiach domw inne kobiety obruszay
si rwnie, cho nie wiedziay, o co chodzi.

W szkole lekcje ju si skoczyy i ulice nape-
ni tupot i rozgwar poszturchujcej si dzieciarni.

Ojcowie, o ile nie poszli do szynku, przysiadali
grupkami pod murami domw jak w gbi kopalni.
Palili fajki odzywajc si z rzadka. Pierronka ode-
sza zagniewana, kiedy Levaque prbowa przekona
si, czy ma jdrne udo, on za ruszy sam do Ras-
seneura, a Maheu dalej sadzi kapust.

Wieczr zapada szybko. Maheudka zapalia lamp,
za, e ani crka, ani synowie nie wrcili. eby
cho raz wszyscy zeszli si na ten jedyny posiek,
ktry mogli spoywa wsplnie! Czekaa te na
mlecze, ktre mia przynie Janek. Co on mg
zbiera o tej porze w tych ciemnociach? Smarkacz
nieznony! A saata tak by si przydaa na kola-
cj do potrawki z kartofli, porw i szczawiu kra-
szonych smaon cebul. Jej zapach  w charakte-
rystyczny dla domw ludzi biednych zapach zje-
czaego tuszczu, ktrym nasikay mury i ktry czu
byo z daleka  wypenia cae mieszkanie.

Z zapadniciem zmroku Maheu skoczy prac
w ogrodzie, wrci do domu i natychmiast usn
oparszy gow o cian. Wieczorem wystarczyo,
eby usiad, a zaraz zasypia.

Wybia godzina sidma. Henryk i Lenora uparli
si pomaga Alzirze w nakrywaniu do stou i stukli
talerz.

Pierwszy zjawi si na kolacj dziadek Bonne-
mort, ktremu spieszno byo do kopalni. Maheudka
zbudzia ma.

 Wstawaj, nie bdziemy ju duej czeka na
nich z kolacj... Do domu trafi i tak. Najgorsze
tylko z t saat!

11(1

v

Posiliwszy si Stefan poszed na gr do swej
ciasnej izdebki na poddaszu, z widokiem na le Vo-
reux, w ubraniu rzuci si na ko i  miertelnie
znuony  zaraz zasn. W cigu ostatnich dwch
nocy spa moe cztery godziny. Kiedy obudzi si
o zmroku, przez chwil nie potrafi zda sobie spra-
wy, gdzie si znajduje. Czu si rozbity, gowa mu
ciya. Z trudem wsta z ka i postanowi przej
si troch przed kolacj i nocnym spoczynkiem.

Na dworze ocieplio si. Pociemniae niebo nabra-
o miedzianego poysku. Unoszca si w powietrzu
wilgo zwiastowaa zblianie si jednego z owych
przewlekych deszczw pnocy. Noc zagarniaa rw-
nin szerok fal, zatapiajc j w mroku. Nawet
najlejszy powiew wiatru nie oywia nawisych
ponad rudaw ziemi ciemnoci, ponurych jak caun
miertelny.

Stefan szed przed siebie bez celu, chcc orzewi
si nieco. Mijajc le Voreux, nie owietlone jeszcze
adn latarni, przystan na chwil, aby przyj-
rze si robotnikom wychodzcym z kopalni. Wido-
cznie wybia ju szsta, gdy wozacy z nadszybia
i zapychacze wysypywali si gromadnie, a wraz
z nimi dziewczta z sortowni, ktrych miechy roz-
brzmieway w mroku.

Pierwsza wysza stara Brule ze swym ziciem Pier-
ronem. Kcia si z nim, e nie stan po jej stro-
nie w sprzeczce z kontrolerem, ktry policzy jej za
mao kamieni.

 Och, ty przeklty niedogo! Kto to widzia
tak si paszczy przed tymi ajdakami, co nas wy-
zyskuj!

Pierron szed za ni w milczeniu, a w kocu
rzek:

 Miaem si moe rzuci na niego, eby potem
mie nieprzyjemnoci?

 No to nastawiaj dalej tyek, jak ci to sprawia

117

przyjemno!  krzykna.  Ach, eby moja crka
bya mnie posuchaa... Wic to jeszcze mao, e mi
zabili ma, chciaby moe, ebym im za to dzi-
kowaa, co? Niedoczekanie twoje! Jeszcze ja si
kiedy dobior do ich skry!

Gosy przycichy. Stefan widzia jeszcze orli nos
starej Brule, jej biae rozwiane wosy i chude ra-
miona, ktrymi wymachiwaa z gniewem. Potem zni-
ka w ciemnoci.

Za sob usysza rozmow dwch modych ludzi
i nastawi uszu. Pozna Zachariasza, ktry czeka na
kogo. Podszed do niego jego przyjaciel Mouquet.

 Przyjdziesz?  zapyta.  Przegryziemy co
najpierw, a potem pjdziemy do Wulkanu".

 Za chwil. Musz najpierw co zaatwi.

 Co znowu?

Mouquet odwrci si i zobaczy Filomen wy-
chodzc z sortowni. Domyli si, o co chodzi.

 Aha!... no to ja pjd naprzd.

 Dobrze, dogoni ci.

Mouquet odszed i spotka ojca, starego Mouque'a,
ktry rwnie wychodzi z le Voreux. Pozdrowili
si tylko nawzajem i syn skierowa si na gociniec,
a ojciec poszed drog wzdu kanau.

W t sam stron pocign Zachariasz opieraj-
c si Filomen. Dziewczyna mwia, e jej si pie-
szy, e innym razem. Sprzeczali si ze sob jak stare
maestwo. Co to za przyjemno spotyka si
tylko gdzie na dworze, zwaszcza zim, jak wszdzie
mokro i nie ma ju zboa, eby si mona w nim
schroni.

 Ale nie, to nie o to idzie!  mrukn niecier-
pliwie Zachariasz.  Mam ci co do powiedzenia.

Trzyma j wp i agodnie prowadzi ze sob
w parw, a gdy zniknli w cieniu hady, zapyta,
czy ma pienidze.

 A bo co?  powiedziaa.

Zmiesza si, zacz opowiada o jakim dugu,
ktrego nie ma czym spaci.

n

 Co mi tam bdziesz gada! Widziaam, jak roz-
mawiae z Mouquetem. Znw chcecie i do Wul-
kanu", do tych obrzydliwych piewaczek.

Zapiera si, bi si w piersi, dawa sowo hono-
ru. Wreszcie widzc, e dziewczyna wzrusza na to
ramionami, rzek nagle:

 No to chod z nami, jeeli masz ochot. Wi-
dzisz sama, e mi nie zaley na piewaczkach i e
wcale mi nie bdziesz przeszkadza. Pjdziesz?

 A dziecko?  odpara.  Czy to czowiek
moe si ruszy gdziekolwiek, jak ma dziecko, co
wiecznie wrzeszczy?... Zostaw, musz i do domu.
Dam gow, e znw si tam r ze sob.

Ale on zatrzyma j i prosi. Obieca Mouqueto-
wi, e przyjdzie. Jak on by teraz wyglda, gdyby
nie poszed? Mczyzna nie moe przecie codzien-
nie chodzi spa razem z kurami. Przekona j wresz-
cie. Odwina po kaftana, paznokciem rozerwaa
nitk i wycigna spod podszewki par pfrank-
wek. Chowaa tam swoje zarobki za godziny nad-
liczbowe, bojc si, e matka zagarnaby i to rw-
nie.

 Mam wszystkiego pi sztuk  powiedziaa. 
Dam ci trzy, ale najpierw musisz mi przysic, e
nakonisz matk, aby zgodzia si na nasz lub. Do-
sy ju tego ycia w zawieszeniu! A jeszcze do tego
moja matka wymawia mi kady ks, ktry bior do
ust... No, przysignij! Przysignij najpierw!

Mwia bezbarwnym gosem kobiety chorowitej,
znuonej yciem, w ktrej nie ponie ju adna na-
mitno. Zachariasz zaklina si w gos, e to rzecz
przyrzeczona, wita. Potem, gdy dosta pienidze,
caowa dziewczyn, askota, pobudza do miechu
i byby moe posun si jeszcze dalej, gdyby nie
to, i powtrzya mu kilkakrotnie, e nie, e nie
sprawi jej to adnej przyjemnoci. Zawrcia w stro-
n osiedla sama, za Zachariasz poszed na przeaj
przez pola, eby dogoni koleg.

Stefan machinalnie szed, z daleka za tamtymi

119

dwojgiem, przekonany, e jest to zwyka schadzka
miosna. Dziewczta z kopalni szybko dojrzeway.
Przypomnia sobie robotnice z Lilie, na ktre czeka
za bram fabryki, te gromady czternastoletnich
dziewczt zdeprawowanych przez ndz. Ale inne
spotkanie zaciekawio go bardziej. Przystan.

U samych stp hady, w zagbieniu, do ktrego
stoczyo si kilka duych kamieni, siedzia Janek
i zoci si na Lidk i Beberta, przycupnitych po
obu jego stronach.

 Co takiego? Dam wam w zby, jeeli bdzie-
cie si jeszcze upomina! Czyj to by pomys, co?

Rzeczywicie, pomys by Janka. Przez godzin
wszyscy troje zbierali dzik saat na kach koo
kanau. Potem stwierdziwszy, e nazrywali bardzo
duo, Janek doszed do wniosku, e u niego w domu
i tak wszystkiego nie zjedz. Zamiast wic wrci
do osiedla, poszed do Montsou. Bebertowi kaza
trzyma stra, a Lidk wypchn naprzd, eby pu-
kaa do domw i sprzedawaa mlecze. Z dowiad-
czenia ju wiedzia, e dziewczynkom zawsze udaje
si postawi na swoim. W zapale sprzeday ani si
spostrzegli, jak z saaty nic nie zostao. Ale Lidka
zebraa za to a jedenacie su i teraz, pozbywszy si
towaru, dzielili zyski.

 To niesprawiedliwie  owiadczy Bebert. 
Trzeba podzieli na trzy... Jak ty wemiesz siedem
su, to dla nas zostanie tylko po dwa.

 Co znaczy niesprawiedliwie?  zawoa Ja-
nek z gniewem.  Po pierwsze ja nazbieraem naj-
wicej!

Zazwyczaj Bebert' podporzdkowywa si Janko-
wi, a lkliwy podziw i atwowierno czyniy ze
ofiar tamtego. Mimo e starszy i silniejszy, pozwa-
la si nawet bi po twarzy. Lecz tym razem dza
pienidzy podniecaa go do oporu.

 No powiedz, Lidka, czy on nas nie oszukuje?
Jeeli nie podzieli si po sprawiedliwoci, to poskar-
ymy jego matce.

120

Janek podsun mu pi pod nos.

 Powtrz to jeszcze raz! To ja poskar na was,
e sprzedalicie saat mojej matki... A zreszt jak
ja, u licha, mam podzieli na trzy czci te jedenacie
su? Sprbuj sam, jake taki mdry!... No, macie
tu swoje dwa su, a jak nie chcecie, to je schowam
z powrotem, i ju.

Poskromiony, Bebert wzi dwa su. Lidka, dr-
ca, nie odezwaa si przez cay czas ani sowem,
gdy czua dla Janka pewn tkliwo, a jednoczenie
baa si go, jak kobieta boi si mczyzny, ktry
j bije, a ktrego kocha. Kiedy podawa jej dwa su,
wycigna rk i umiechna si pokornie. Ale
Janek rozmyli si nagle.

 Nie, co by ty z nimi zrobia? Matka wziaby
ci je na pewno. Wic lepiej ja ci je przechowam. Jak
bdziesz potrzebowaa, to mi powiesz.

I dziewi su znikno w jego kieszeni. Zby za-
mkn jej usta, obj j miejc si i oboje osunli
si na stok hady. To bya jego oneczka. W ciem-
nych ktach prbowali bawi si ze sob w t mi-
o, z ktr stykali si w domu zerkajc przez szpary
w drzwiach i podsuchujc. Wiedzieli ju wszystko
i nieraz caymi godzinami baraszkowali jak psiaki.
Janek nazywa to zabaw w tat i mam". Ile-
kro zabiera j ze sob, dziewczynka biega w pod-
skokach drc wewntrznie w oczekiwaniu na co,
co nie przychodzio.

Beberta nie dopuszczano do tej zabawy i ile razy
chcia dotkn Lidki, dostawa szturchaca. Przy-
glda si wic tylko, zy i rozgorczkowany, igrasz-
kom tamtych dwojga, ktrzy bynajmniej nie krpo-
wali si jego obecnoci. Najwiksz przyjemno
sprawiao mu, kiedy mg ich przestraszy, przeszko-
dzi im woajc, e kto idzie.

 Nic z tego, jaki go na was patrzy!
Tym razem nie kama. By to Stefan, ktry zmie-
rza w t stron. Dzieci zerway si i ucieky, a on
min had i poszed dalej drog nad kanaem, roz-

121

bawiony, e napdzi stracha tym urwisom. Wcze-
nie zaczynali, to prawda, ale c?  tyle widzieli
naokoo siebie, tyle syszeli, e trzeba by ich chyba
przywizywa, aby nie robili tego samego. Ogarn
go smutek.

Kilkadziesit krokw dalej napotka inne pary.
Dochodzi do Requillart, gdzie w ruinach starej ko-
palni spotykay si ze swymi kochankami dziewcz-
ta z Montsou.

Zmurszae ogrodzenie starej kopalni dawao wol-
ny wstp na plac zarzucony gruzem rozwalonych za-
budowa, pord ktrych sterczay jeszcze szkielety
belkowania. Leay tu wozy niezdatne do uytku
i stosy przegniych pali. Bujna rolinno zagarna
z powrotem ten zaktek, tryskaa ku grze gstym
kobiercem traw i kpami modych drzewek. Kada
z dziewczt czua si tu jak w domu. Dla nikogo
nie brako ciemnych zakamarkw, pary ukaday
si na stosach belek, w wozach, niejednokrotnie tu
obok siebie, ale nikt nie zwraca uwagi na ssia-
dw. Wok tej wygasej kopalni i szybw znuo-
nych wypluwaniem wgla ycie, wolna mio, roz-
ptane instynkty bray swj odwet.

A jednak kto tu przecie mieszka: str, stary
Mouque, ktremu Towarzystwo zostawio dwie izdeb-
ki przylegajce do zniszczonej wiey wycigowej,
grocej zawaleniem. Mouque podpar cz zary-
sowanego sufitu i zamieszka tu z rodzin. On z sy-
nem w jednej izbie, crka w drugiej. Poniewa okna
nie miay ani jednej szyby, pozabija je deskami.
Ciemno byo teraz, ale za to ciepo. Zreszt Mouque
nie dozorowa niczego, doglda tylko swoich koni
w le Voreux, a o ruiny Requillart nie troszczy si
wcale. Zachowa si tytko szyb, ktry suy jako
otwr wentylacyjny dla ssiedniej kopalni.

I tak to stary Mouque koczy ycie pord par
kochankw. Majc zaledwie dziesi lat Mouquette
zacza odwiedza ciemne kty kopalni, nie jako
pochliwe, niedojrzae jeszcze stworzonko jak Lidka,

122

ale jako rozwinita ju i dorodna dziewczyna, dobra
dla dorosych mczyzn. Ojciec nie mia tu nic do
powiedzenia, zwaszcza e Mouquette okazywaa na-
leny mu szacunek i nie wprowadzaa nigdy do
domu swych przygodnych kochankw. Zreszt przy-
wyk do takiego stanu rzeczy. Ile razy szed do le
Voreux lub wraca stamtd, ilekro wychodzi ze
swojej nory, musia uwaa, by nie nadepn na
jaka par lec w trawie. Bywao jeszcze gorzej:

kiedy szed po drzewo lub po traw dla krlikw
na drugi koniec placu, jedna po drugiej podnosiy
si gowy dziewczt z Montsou, a on musia uwa-
a, eby nie potkn si o czyje nogi lece w po-
przek cieki. Z czasem obie strony nawyky do
tych spotka. Poczciwy staruszek uwaa tylko, eby
nie upa, i oddala si dyskretnie, a dziewczta nie
krpoway si jego osob. Z czasem pozna je wszyst-
kie, tak jak si zna sroki siadajce na gaziach
grusz w naszym ogrodzie. Ach, ci modzi, jacy oni
byli aroczni, jacy nienasyceni! Czasem kiwa go-
w z milczcym alem i odwraca si, gdy ktra
z dziewczt zbyt gono dyszaa w ciemnociach.
Jedno go tylko gniewao: jaka para obraa sobie
miejsce tu pod murem jego domu. Nie mcio mu
to co prawda snu, ale naraao na szwank i tak
sab cian.

Co wieczr przychodzi w odwiedziny do Mouque'a
jego przyjaciel, dziadek Bonnemort, ktry w tym
czasie odbywa swoj codzienn przechadzk przed
kolacj. Starcy mwili niewiele, przez p godziny
potrafili zamieni ze sob zaledwie par sw, ale
sprawiao im przyjemno, e mog posiedzie razem
i poduma wsplnie o minionych dziejach. Siadali
jeden obok drugiego na belce, od czasu do czasu
rzucali jakie sowo, a pniej popadali w zamyle-
nie. Wracali ku wasnej modoci. Wok nich sy-
cha byo odgosy pocaunkw i zduszone mie-
chy, a wiea wo traw mieszaa si z ciepym za-
pachem cia dziewczcych. Przed czterdziestoma

123

trzema laty tu wanie, za kopalni, ojciec Bonne-
mort po raz pierwszy posiad swoj on, dziew-
czyn tak drobn, e kiedy chcia j wycaowa,
podsadza j na wz. Ach, pikne to byy czasy!
Kiwajc gowami starcy rozstawali si wreszcie,
czsto nawet bez poegnania.

Tego wieczoru jednak, w chwili gdy zjawi si
Stefan, ojciec Bonnemort wstajc z belki powiedzia
do swego przyjaciela:

 Dobranoc, stary!... Suchaj no, a znae Ru-
dask?

Mouque milcza przez chwil, potem wzruszy
ramionami i zawracajc w stron domu mrukn:

 Dobranoc, dobranoc.

Teraz Stefan usiad na belce. Posmutnia jeszcze
bardziej, sam nie wiedzc dlaczego. Posta odda-
lajcego si starca przypominaa mu dzisiejszy ra-
nek i potok sw, ktry wyrwa si temu milczcemu
zazwyczaj czowiekowi. Ile ndzy! I wszystkie te
dziewczta, upadajce przez cay dzie pod ciarem
nadmiernego wysiku, s jeszcze na tyle gupie, e
wieczorem podz dzieci, er dla cierpienia i pracy'
Czy nie powinny raczej zaciska ng, aby nie dopu-
ci do narodzin nowych godomorw? Moe dlatego
przeuwa teraz te ponure myli, e by sam, gdy
inni spdzali ten wieczr we dwoje i samotno
ciya mu. Byo ciepo, rzadkie krople deszczu cho-
dziy jego ponce donie. Tak, to jest silniejsze
ni rozsdek  myla  i adna z nich nie potrafi
si temu oprze."

Kiedy tak siedzia w mroku, bez ruchu, jaka
para nadesza od strony Montsou, mina go nie
zauwaywszy i zapucia si w gb terenu Requillart.
Dziewczyna, zapewne jeszcze niewinna, wyrywaa
si, stawiaa opr, szepczc co bagalnie, gdy tym-
czasem mczyzna popycha j w milczeniu w stron
szopy, pod ktr lea stos zbutwiaych lin. Byli to
Katarzyna i Chaval. Ale Stefan nie pozna ich, kiedy
go mijali, i teraz ledzi ich wzrokiem, ciekaw, jak

124

si to skoczy, ogarnity nagle zmysowym podnie-
ceniem. Po co miaby interweniowa? Kiedy dziew-
czta mwi nie", to znaczy, e maj ochot, aby
wzito je si.

Katarzyna wyszedszy z domu posza gocicem
do Montsou. Od dziesitego roku ycia, to jest od
chwili, kiedy zacza pracowa w kopalni, chodzia
wszdzie sama. Grnicy zostawiali dzieciom cako-
wit swobod. Jeeli aden mczyzna nie wzi jej
dotychczas, to dlatego e wci jeszcze bya dziec-
kiem, a nie dojrza fizycznie dziewczyn. Doszed-
szy do warsztatw Towarzystwa przesza na drug
stron i wstpia do znajomej praczki, pewna, e
zastanie u niej Mouquette, od rana do wieczora byo
tam bowiem peno kobiet, ktre popijay kaw. Ale
spotkao j rozczarowanie. Mouquette wydaa wa-
nie pienidze na poczstunek i nie moga jej po-
yczy obiecanych dziesiciu su. Aby j pocieszy,
zaproponowano jej szklank gorcej kawy. Kata-
rzyna nie zgodzia si, eby Mouquette zapoyczaa
si dla niej u jakiej innej kobiety. Ogarn j za-
bobonny lk, e gdyby kupia teraz t wstk, przy-
niosaby jej ona nieszczcie.

Wysza wic szybko i zawrcia w stron osie-
dla. Gdy mijaa ostatnie domy Montsou, jaki m-
czyzna stojcy w drzwiach szynku Piquette'a za-
woa j:

 Dokd tak pdzisz, Katarzyna?

By to Chaval. Poczua niezadowolenie, nie dla-
tego e si jej nie podoba, ale dlatego e nie miaa
ochoty do artw.

 Wejd no na chwil, napijesz si czego... Kie-
liszeczek sodkiej, chcesz?

Odmwia grzecznie. ciemnia si, czekaj na ni
w domu. Podszed do niej i zacz namawia j
szeptem. Od dawna ju chcia skoni j, aby przy-
sza do niego. Zajmowa u Piquette'a pikny pokj
na pierwszym pitrze, z wielkim kiem w sam
raz na dwoje. Wic si go boi, e zawsze odma-

125

wia? Katarzyna miaa si dobrodusznie, mwic, e
przyjdzie do niego w taki dzie, kiedy si z tego nie
bior dzieci. Od sowa do sowa powiedziaa mu
wreszcie o niebieskiej wstce, ktrej nie udao jej
si kupi.

 Ale ja ci j kupi!  zawoa.-

Zarumienia si czujc, e powinna odmwi, ale
jednoczenie nie potrafia oprze si chci posiada-
nia wstki. Znw przyszo jej na myl, e mogaby
tylko poyczy, i pod tym warunkiem przystaa. Za-
czli artowa na nowo: umwili si, e o ile si
z nim nie przepi, to zwrci mu poyczone pie-
nidze. Ale kiedy zaproponowa jej, aby poszli do
Maigrata, zaprotestowaa.

 Nie, nie do Maigrata, mama mi zabronia.

 Daje spokj, kto by tam opowiada mamie,
gdzie idzie. Maigrat ma najadniejsze wstki w ca-
ym Montsou.

Gdy Maigrat zobaczy Katarzyn i Chavala wcho-
dzcych do sklepu jak dwoje kochankw kupuj-
cych podarek weselny, poczerwienia mocno i poka-
za im niebieskie wstki z wciekoci czowieka,
z ktrego zadrwiono. Potem, gdy wyszli ze sklepu,
stan w drzwiach i spoglda za nimi, dopki nie
zniknli w zmroku. onie, ktra zapytaa go o co
niemiaym gosem, odkrzykn z gniewem, e on
jeszcze kiedy pokae tym wszystkim niewdziczni-
kom, ktrzy powinni caowa go po rkach, a oka-
zuj si bezczelni!

Chaval szed obok Katarzyny z rkami spuszczo-
nymi, popychajc j tylko lekko biodrem i w ten
sposb niepostrzeenie nadajc kierunek jej kro-
kom. Dopiero po pewnym czasie spostrzega, e ze-
szli z gocica i znaleli si na wskiej ciece
wiodcej do Requillart. Ale nim zdya si roz-
gniewa, Chaval obj j wp i zasypa czuymi
swkami. Jaka ona niemdra, e si go boi. Czy
mgby zrobi co zego takiemu kurcztku, ga-
dziutkiemu jak jedwab, sodziutkiemu, e miaby

126

ochot je zje? Czua jego oddech na szyi, prze-
chodzi j dreszcz. Gardo miaa cinite i nie znaj-
dowaa ani sowa odpowiedzi. Rzeczywicie ju od
dawna wydawa si w niej zakochany. W sobot, zga-
siwszy wiece, mylaa nawet o tym, co by to byo,
gdyby j tak wzi? Usypiajc ju wyobrazia sobie,
e przestaa si opiera, i ogarno j rozkoszne
znuenie. Dlaczeg wic dzisiaj na myl o tym
samym odczuwaa wstrt i jakby al? I kiedy Cha-
val pochyla si nad ni, a jego wsy askotay j
w szyj tak pieszczotliwie, e a przymykaa oczy,
w ciemnoci opuszczonych powiek przesun si przed
ni cie innego mczyzny, chopca, ktrego spotkaa
rano.

Raptem rozejrzaa si dokoa. Chaval zaprowa-
dzi j do Requillart. Cofna si wzdrygajc na wi-
dok pogronej w ciemnoci na p rozwalonej szopy.

 Och, nie!  szepna.  Prosz ci, pu mnie!
Ogarn j strach przed samcem, strach, ktry
napina minie dziewczt w instynkcie samoobrony
nawet wwczas, gdy pragn mczyzny i czuj jego
zwycisk blisko. Dziewiczo jej, wszystkiego ju
wiadoma, trwoya si jednak jak przed grob
ciosu, przed blem, ktrego nie znaa jeszcze.

 Nie, nie chc! Mwi ci, e jestem jeszcze za
moda... Naprawd, pniej, jak ju bd chocia
miaa swj czas.

 Gupia, tym lepiej, nie musisz si przynaj-
mniej ba dzieciaka, wic co ci szkodzi  rzuci
zduszonym gosem.

Pniej zamilk.

Chwyci j mocno i rzuci pod szop. Upada
na wznak na liny i przestaa si opiera, oddajc
si mczynie, zanim dosza do lat, z t dziedziczn
ulegoci dziewczt z jej rodowiska, sprawiajc;

e jeszcze niemal w dziecistwie trac one cnot. Jej
przeraony szept zagas i sycha byo tylko przy-
pieszony oddech mczyzny.

Stefan sucha nieporuszony. Jeszcze jedna wi-

127

cej... Potem podnis si ogarnity niemiym uczu-
ciem jakiego zazdrosnego podniecenia graniczcego
z gniewem. Nie usiowa ju ukry swojej obecnoci,
gono przechodzi przez belki. Tamci dwoje zbyt
byli w tej chwili zajci sob, eby zwraca na to
uwag. Zdziwi si wic, kiedy uszedszy kilkadzie-
sit krokw obejrza si i zobaczy, e 'ju wstali
i tak samo jak on kieruj si w stron osiedla. M-
czyzna obejmowa ramieniem dziewczyn, tuli j do
siebie z wdzicznoci, szepczc jej co do ucha, ona
za przypieszaa kroku, jakby niezadowolona, e
o tak pnej porze nie jest jeszcze w domu.

Stefana ogarna nagle ch zobaczy ich twarze.
Czu, e to niemdre, i naumylnie szed szybciej,
eby nie ulec pokusie. Ale nogi zwalniay same;

przy pierwszej latarni skry si w cieniu. Z osupie-
niem pozna w tych dwojgu Katarzyn i Chavala.
W pierwszej chwili sam nie by pewien, czy to na-
prawd ona, ta dziewczyna w szafirowej sukience
i tiulowym czepeczku? Czy to ten sam wyrostek,
ktrego widzia w spodniach i w pciennej czapce?
Teraz nie dziwi si ju, e mg otrze si o ni
i nie wyczu jej kobiecoci. Wtpliwoci jego rozpro-
szyy si, gdy ujrza jej oczy, te same oczy zielonka-
we i przejrzyste jak woda rdlana. Dziwka! Od-
czuwa gwatowne pragnienie zemszczenia si na
niej, niczym nie umotywowane, pynce z pogar-
dy. Zreszt wcale nie byo jej do twarzy w tym
dziewczcym stroju: wygldaa okropnie.

Katarzyna i Chaval minli go powoli. Nie wie-
dzieli, e kto na nich patrzy. On przyciga j do
siebie, eby pocaowa w szyj, ona zwalniaa kroku
rozbawiona jego pieszczotami. Wyprzedzili Stefana
i zmuszony by teraz i za nimi, zy, e zagradzaj
mu drog i ka by wiadkiem rzeczy, ktre dopro-
wadzay go do wciekoci. Wic to bya prawda,   ,
co powiedziaa mu dzi rano: nie naleaa jeszcze do
nikogo. A on jej nie uwierzy, wyrzek si jej, po-
zwoli j sobie sprztn sprzed nosa, zabawia si

128

gupio podgldaniem ich! Myl o tym doprowadzaa
go do szau. Zaciska pici, ostatecznie wyprowadzo-
ny z rwnowagi.

Przechadzka trwaa p godziny. Dochodzc do
le Voreux Chaval i Katarzyna jeszcze bardziej zwol-
nili kroku. Dwukrotnie zatrzymali si nad kanaem,
a trzy razy koo hady, bardzo weseli teraz i czule
sob zajci. Z obawy, aby go nie zauwayli, Stefan
robi te same przystanki co oni. Usiowa zaguszy
w sobie wszystkie inne uczucia prcz brutalnego
alu: na przyszo nie bdzie si ju bawi w de-
likatno i oszczdza dziewczt! Kiedy minli le
Voreux i mg ju swobodnie pj do Rasseneura
na kolacj, nie zrobi tego. Poszed dalej za tamtymi
dwojgiem, odprowadzi ich a do osiedla, zatrzyma
si i sta przez kwadrans czekajc, a Chaval puci
Katarzyn do domu. I dopiero, kiedy upewni si, e
nie s ju razem, poszed w kierunku Marchiennes.
Szed dugo, nie mylc o niczym, zbyt przygnbio-
ny i smutny, eby zamkn si w czterech cianach
swej izby.

Dopiero o godzin pniej, okoo dziewitej, za-
wrci tumaczc sobie, e musi co zje i prze-
spa si, jeeli chce wsta jutro do pracy o czwartej
rano. Osiedle pogrone ju byo we nie i w mroku.
Ani jeden promie wiata nie przedziera si przez
szpary opuszczonych aluzji. Fasady domw, cigny
si szeregiem jak koszary zmorzone sennoci. Jaki
kot przemkn przez opustoszae ogrdki. Dzie si
skoczy. Grnicy, zmordowani prac i ociali po
wieczornym posiku, ledwo wstali od stou, kadli si
do ek.

U Rasseneura jeden mechanik i dwch robotni-
kw dniwkowych popijao w owietlonej sali. Za-
nim tam wszed, Stefan zatrzyma si i raz jeszcze
ogarn wzrokiem ciemnoci. Przed nim rozpociera
si ten sam czarny bezmiar, ktry ujrza rano, kiedy
tu przyby. Przyczajone w mroku jak za bestia le
Voreux jarzyo si tu i wdzie wiatami latarni.

9  Germinal t. I

129

Trzy stosy wglowe na hadzie pony jak krwawe
ksiyce, a na ich tle rysoway si czasem powi-
kszone do nadnaturalnych rozmiarw sylwetki ojca
Bonnemort i jego gniadosza. Dalej wszystko tono
w ciemnoci: Montsou, Marchiennes, las Vandame,
morze burakw i zboa, na ktrym janiay jedynie,
niby odlege latarnie morskie, czerwone wiata ba-
terii koksowych i niebieskie wiata wielkich pie-
cw. My drobny deszcz napeniajc monotonnym
szmerem t pustk, w ktrej tylko jeden gos da-
wa si jeszcze sysze: powolny, ciki oddech pom-
py dyszcej dniem i noc.

CZʌ TRZECIA

Nazajutrz i w dni nastpne Stefan podj sw prac
w kopalni. Przyzwyczai si do niej, dostosowa do
nowego trybu ycia, ktry wydawa mu si tak ciki
na pocztku.                                 ;

Monotoni pierwszych dwch tygodni przerwaa
mu tylko choroba, chwilowa gorczka, ktra zatrzy-
maa go przez dwa dni w ku. Czu si rozbity,
gowa mu paaa, majaczy, e pcha wz chodnikiem
zbyt ciasnym, eby mg si w nim zmieci. Byo
to po prostu przemczenie i prdko przyszed do
siebie.

Dnie mijay za dniami, upyway tygodnie, mie-
sice. Teraz, tak jak i inni koledzy, wstawa o trze-
ciej, wypija kaw, bra przygotowan poprzedniego
dnia przez pani Rasseneur cegiek. Codziennie rano
idc do pracy spotyka Bonnemorta, ktry szed do
domu, a wracajc po poudniu Bouteloupa udaj-
cego si do kopalni. Nosi hem, spodnie i kaftan
pcienny, dygota z zimna i grza plecy w baraku
przy piecu. Potem wystawa boso w przecigu na
nadszybiu w oczekiwaniu zjazdu. Przesta ju zwra-
ca uwag na stalowe czony maszyny wycigowej
poyskujce w grze, na czarne skrzyda lin po-
mykajcych bezszelestnym lotem nocnych ptakw,
na klatki pojawiajce si i znikajce wrd zgieku
sygnaw, nawoywa i zgrzytu wozw.      , , .

Jego lampa le si palia, ten przeklty lampiarz
nie oczyci jej wida. Z odrtwienia budzi si Stefan
dopiero wtedy, gdy mody Mouquet wpycha ich do
klatki, artobliwie klepic dziewczta po polad-
kach. Klatka spadaa jak kamie w gb szybu, a on
nie podnosi nawet gowy, eby zobaczy niknce
w grze wiato dzienne. Nie myla o moliwoci

131

katastrofy; im gbiej zjeda, tym bardziej czu
si u siebie. Gdy Pierron wypuszcza ich na dole,
wylgali na chodnik tupoczc i rozchodzili si gru-
pami, kady do swego miejsca pracy.

Stefan zna teraz wszystkie przejcia lepiej ni
uliczki w Montsou, wiedzia, gdzie trzeba skrci,
a gdzie si pochyli lub omin kau. Tak oswoi
si z dwukilometrow tras, ktr przebywa co
dzie, e mgby i tamtdy bez lampy, z rkami
w kieszeniach. Spotyka zawsze te same postacie:

sztygar przechodzc owieca twarze grnikw, ojciec
Mouque wid konia, Bebert prowadzi parskajcego
Bataille'a, Janek bieg za wozami, eby pozamyka
tamy wentylacyjne, tusta Mouquette lub chuda
Lrdka popychay wozy z wglem.

Z czasem coraz mniej odczuwa wilgo i zaduch
wyrobisk. lepy szybik wydawa mu si obecnie
wygodnym przejciem, jak gdyby on sam zmala
i mg si teraz przedosta przez szczeliny, do kt-
rych przedtem nie odwayby si wsun rki. Wi-
dzia w ciemnoci, przywyk do pyu, ktry wdycha,
i do tego, e od rana do wieczora odzie jego mokra
bya od potu. Nie marnowa ju teraz niepotrzebnie
si, doszed do wprawy tak szybko, e koledzy dziwili
si temu. Po trzech tygodniach zalicza :si do do-
brych adowaczy. Wkrtce nikt nie przetacza tak
szybko wozu do pochylni i nie adowa tak dobrze
jak on. Drobnej budowy, wszdzie si przecisn,
a jego mae, jakby kobiece rce byy przy pracy jak
ze stali. Zapewne przez wrodzon dum nie skary
si nigdy, nawet kiedy upada ze zmczenia. Zarzu-
cano mu tylko, e nie zna si na artach i o byle
co si obraa. Wszyscy uwaali go ju teraz za praw-
dziwego grnika  zosta przyjty do ich grona,
a przytaczajca sia przyzwyczaje zamieniaa go
powoli w maszyn.

Najwiksz sympati darzy Stefana Maheu, ktry
szanowa ludzi umiejcych dobrze pracowa. Tak
samo jak inni czu zreszt, e Stefan gruje nad

132

nim wyksztaceniem. Widzia niejednokrotnie, e
tamten czyta, pisze, robi jakie wykresy, sysza, jak
mwi o rzeczach jemu samemu zupenie nie zna-
nych. Nie dziwio go to; by zdania, e grnicy maj
gowy twardsze od maszynistw. Zdumiewaa go
tylko odwaga tego chopca, stanowczo, z jak za-
bra si do pracy w kopalni, eby nie zgin z godu.
Z przyjtych przypadkowo robotnikw on pierwszy
zaaklimatyzowa si tak szybko. Gdy wic pieszyo
si im z robot i Maheu nie chcia odrywa od niej
adnego z rbaczy, a trzeba byo podbudowa strop,
powierza t prac Stefanowi, pewien, e tamten
wykona j, jak naley. Przeoeni nie dawali im
spokoju z t przeklt obudow i Maheu ba si
stale, e lada chwila moe nadej inynier Negrel
w towarzystwie Dansaerta i zaczn si krzyki i na-
pominania. Zauway, e kiedy Stefan podbuduje
strop, tamci panowie, mimo e z zasady mieli zawsze
miny niezadowolone i odgraali si, e Towarzy-
stwo pooy kiedy radykalnie kres wszelkim nie-
porzdkom, w gruncie rzeczy s jednak kontenci.
Pretensje do Towarzystwa wzrastay, w kopalni po-
wstawa ferment, nawet Maheu, czowiek spokojny,
zaciska pici.

Midzy Stefanem a Zachariaszem istniaa z po-
cztku rywalizacja. Ktrego dnia o mao nic doszo
do bjki. Lecz Zachariasz, dobroduszny ,z natury,
dbay jedynie o wasn przyjemno, natychmiast da
si uagodzi zaproszeniem na piwo, a po pewnym
czasie sam uzna wyszo kolegi. Rwnie i Leva-
que odnosi si teraz do Stefana przyjanie i roz-
mawia z nim o polityce, w ktrej, jak twierdzi,
adowacz mia swoje zdanie. I tylko ze strony Cha-
vala odczuwa Stefan jeszcze skryt niech, cho ze-
wntrznie nawizali stosunki koleeskie. Kiedy je-
dnak pord artw spojrzenia ich spotykay si,
jarzy si w nich gniew.

Katarzyna, zmczona i zrezygnowana, pchaa wz-
ki wytajc wszystkie siy, w dalszym cigu mia

133

dla swego wsptowarzysza, ktry pomaga jej nie-
raz, rwnoczenie jednak ulega wobec kochanka,
ktremu pozwalaa pieci si przy wszystkich. Ich
stosunek nie by dla nikogo tajemnic i nie wywo-
ywa niczyjego sprzeciwu, nawet rodzina Kata-
rzyny przymykaa na to oczy. Co dzie wieczorem
Chaval szed z dziewczyn za had, a potem odpro-
wadza j do samych drzwi i caowa na poegnanie
na oczach caego osiedla. Stefan, ktremu zdawao
si, e pogodzi si z tym stanem rzeczy, artowa
z tych spacerw uywajc dosadnych sw, jakie
padaj w rozmowach pomidzy dziewcztami i chop-
cami pracujcymi razem w kopalni. Katarzyna od-
powiadaa mu w ten sam sposb, przechwalaa si
tym, co robi z ni kochanek, lecz kiedy oczy jej
spotykay si z oczami Stefana, spuszczaa powieki,
zmieszana i poblada. Oboje odwracali gowy i nie
odzywali si do siebie przez duszy czas, jakby za-
gniewani z powodu czego, co lego pomidzy nimi,
a co pokrywali milczeniem.

Nadesza wiosna. Pewnego dnia wychodzc z ko<-
palni Stefan wcign w piersi ciep fal kwietnio-
wego powietrza przesiknitego zapachem wieej
ziemi i kiekujcych pdw. I z kadym dniem
wiosna pachniaa coraz pikniej i grzaa go coraz
mocniej po dziesiciogodzinnej pracy w wiecznym
zimnie kopalni, wrd wilgotnych ciemnoci, gdzie

nie istniao lato.

Dnie staway si coraz dusze i w maju Stefan
rozpoczyna prac o wschodzie soca, kiedy niebo
obsypywao le Voreux zotym pyem jutrzenki i r-
owio kby pary. Objci pyncym z dalekiej rw-
niny ciepym oddechem, grnicy przestali dygota
z zimna. Wysoko na niebie pieway skowronki.

O trzeciej, kiedy wychodzili, widnokrg pon, rzu-
cajc czerwony odblask na pokryte wglowym py-
em mury. W czerwcu zboa byy ju wysokie, a ich
modra ziele odcinaa si od ciemnej zieleni lici
buraczanych. Razem tworzyy bezbrzeny ocean fa-

194

lujcy za lada podmuchem i coraz to wzbierajcy
zielonoci. Topole nad kanaem okryy si limi,
hada porosa traw, na kach zakwity kwiaty.
Ziemia tryskaa yciem, a on tymczasem mczy si
w jej gbi.

Kiedy wychodzi teraz wieczorem na spacer, ju
nie za had spotyka pary kochankw. Siady ich
stp biegy pord zb, a ich gniazda niby gniazda
tokujcych ptakw wskazywao koysanie si doj-
rzewajcych kosw i wielkich czerwonych makw.
Zachariasz i Filomena przychodzili tam z przyzwy-
czajenia, jak stare maestwo. Matka Brule, stale
szukajca Lidki, za kadym razem odnajdywaa j
z Jankiem. Dzieci zaszyway si tak gboko, e
trzeba byo niemal nastpi na nie, by zdecydoway
si uciec. Co do Mouquette, to wszdzie jej byo
peno i nie sposb byo przej przez pole, eby nie
dojrze jej gowy zanurzajcej si w zbou i wy-
chylajcych si stamtd za chwil goych ng.

Stefan nie widzia w tym wszystkim nic zego
i gorszy si jedynie wtedy, gdy spotyka Katarzyn
z Chavalem. Dwa razy widzia, jak za jego zbli-
eniem zniknli w zbou, kosy zastygy nierucho-
mo nad miejscem, gdzie si skryli. Innym razem idc
wsk cieyn wrd pl ujrza ponad anem jasne
oczy Katarzyny, ktre nagle zniky. Wwczas ogrom-
na rwnina wydaa mu si zbyt maa. Spdzi wie-
czr u Rasseneura.

 Pani Rasseneur, jedno ciemne, poprosz... Nie,
nie wyjd dzi nigdzie, jestem zmczony.  I zwr-
ci si do kolegi, ktry siadywa zazwyczaj przy
stole w gbi, z gow opart o cian:  A ty, Su-
warin, nie napijesz si?

 Dzikuj, nie pij.

Stefan pozna Suwarina stykajc si z nim u Ras-
seneura. Suwarin by maszynist w le Voreux i zaj-
mowa umeblowany pokj obok Stefana. Mg mie
lat -trzydzieci, szczupy, blondyn o bujnej czupry-
nie i nikym zarocie, rysy mia delikatne, a biae

135

zby, may nos, drobne usta i rowo cery nada-
way jego twarzy wyraz dziewczcy, wyraz agodne-
go uporu zaostrzony jedynie stalowym byskiem sza-
rych oczu. W jego ubogim pokoju staa tylko paka
z papierami i ksikami. By Rosjaninem, nie opo-
wiada nigdy o sobie i nie troszczy si o to, co
ludzie o nim mwi. Grnicy, nieufni w stosunku
do cudzoziemcw, sdzili, widzc jego mae donie
buruja, e naley do obcej im klasy, i wymylili
z pocztku histori jakiej zbrodni i kary, przed
ktr rzekomo uciek. Okaza si jednak taki bra-
terski, bez cienia pychy, rozdawa smarkaczom
z osiedla wszystkie drobne, jakie posiada, e kole-
dzy przyjli go do swego grona, uspokojeni krc
o nim gadk, e jest zbiegiem politycznym. To
sowo, niezupenie dla nich jasne, byo w ich oczach
usprawiedliwieniem nawet dla popenionej zbrodni
i rkojmi braterstwa w cierpieniu.

' Z pocztku wyda si Stefanowi bardzo nieprzy-
stpny i dopiero pniej pozna jego dzieje. Suwa-
rin by najmodszym dzieckiem pewnej szlacheckiej
rodziny z guberni tulskiej. W Petersburgu, gdzie stu-
diowa medycyn, zetkn si z prdami socjalisty-
cznymi, ktre nurtoway wwczas ca modzie ro-
syjsk, przej si nimi, postanowi nauczy si rze-
miosa i wej pomidzy lud, eby pozna go i nie
mu pomoc. Zosta mechanikiem i w ten sposb za-
rabia na ycie. Po nieudanym zamachu na cara (cay
miesic spdzi Suwarin w piwnicy pewnego han-
dlarza owocami szykujc podkop i przygotowujc
bomby, w kadej chwili naraony na to, e razem
z kamienic wyleci w powietrze) musia ucieka
z Rosji. Rodzina si go wyrzeka, pienidzy nie mia,
jako obcokrajowiec nie mg otrzyma pracy w a-
dnym warsztacie francuskim, gdy tutejsze wadze
widziay w nim szpiega, przymiera wic godem,
kiedy Towarzystwo w Montsou zdecydowao si
wreszcie przyj go nie majc innego fachowca
pod rk. Pracowa ju od roku, w jednym tygo-

136

dniu we dnie, w nastpnym noc. Wstrzemiliwy,
milczcy i dokadny zyska sobie opini dobrego ro-
botnika i stawiany by przez przeoonych za przy-
kad.

 Wic tobie nigdy nie chce si pi?  spyta
ze miechem Stefan.

 Chce mi si pi przy jedzeniu  odpar tam-
ten agodnie i prawie bez obcego akcentu.

Stefan zacz artowa z niego, zaklinajc si, e
widzia go kiedy w zbou niedaleko Jedwabnych
Poczoch z jedn adowaczk. Tamten wzruszy obo-
jtnie ramionami. Z adowaczk? Kobiet uwaa
za koleg, za przyjaciela, o ile bya odwana i lo-
jalna jak mczyzna. W przeciwnym razie, po co
dopuszcza do siebie moliwo brzydkich postp-
kw? Nie chcia wiza si z nikim, chcia pozosta
wolny.

Kadego wieczora, kiedy szynk si oprnia, Ste-
fan zostawa na dole, eby porozmawia z Suwa-
rinem. Popija piwo drobnymi ykami, a mechanik
nie wyjmowa z ust papierosa  palce poke
mia od tytoniu. Poprzez mgy wasnych marze
spoglda na smugi dymu nieprzytomnym wzrokiem
mistyka, lew rk szukajc czego nerwowo w pr-
ni. Zazwyczaj bra na kolana wielk, zawsze niemal
ciarn krlic, ktra chowaa si na swobodzie
i biegaa po domu. Zwierz tak przywizao si do
niego, e gdy tylko si ukaza, biego, obwchiwao
mu spodnie, stawao na tylnych apkach i poty skro-
bao pazurami, pki nie wzi je na kolana jak dziec-
ko. Przytulone do niego kado wtedy uszy po sobie
i zamykao oczy, a Suwarin ruchem bezwiednej
pieszczoty gadzi jedwabist szar sier. agodne
ciepo ywego stworzenia dziaao na kojco.

 Wiecie  powiedzia pewnego wieczoru Ste-
fan  dostaem list od Plucharta.

Oprcz nich dwch i Rasseneura w izbie nie byo
nikogo. Ostatni klient uda si ju w drog po-
wrotn do osiedla, ktre ukadao si do snu.

137

 Ach!  zawoa szynkarz.  I c on pisze?
Od dwch miesicy Stefan prowadzi oywion
korespondencj z mechanikiem z Lilie. Powiado-
mi go o swojej pracy w Montsou i Pluchart udzie-
la mu teraz wskazwek pragnc, aby Stefan wy-
korzysta sposobno propagandy w orodku grni-
czym.             .

 Pisze, e stowarzyszenie rozwija si bardzo
dobrze i e przystpuj do niego coraz liczniej.

 I c ty na to?  spyta Rasseneur Suwarina.
Ten ostatni drapic z czuoci eb krlicy wy-
puci kb dymu i szepn z waciwym mu spoko-
jem:

 Zawracanie gowy!

Lecz Stefan zapali si. Wrodzony mu duch buntu
popycha go do walki, jak praca wypowiedziaa ka-
pitaowi. Zwizek, o ktrym mwi, byo to Mi-
dzynarodowe Stowarzyszenie Robotnikw, owa syn-
na Midzynarodwka utworzona niedawno w Lon-
dynie.

Czy to nie by wspaniay wysiek, bj, w ktrym
wreszcie zatriumfuje sprawiedliwo? adnych gra-
nic! Robotnicy caego wiata powstan i pocz
swe siy, aby zapewni sobie chleb powszedni. I jaka
organizacja prosta a potna! Sekcje reprezentujce
gminy, okrgi skupiajce sekcje z jednego terenu,
wreszcie cay nard, a na samym szczycie ludzko,
ktrej uosobieniem jest Rada Generalna. Kady na-
rd ma tam swego przedstawiciela w osobie sekre-
tarza-korespondenta. Nie upynie i p roku, jak
Midzynarodwka ogarnie ca kul ziemsk i zmusi
do posuchu opornych pracodawcw.

 Zawracanie gowy  powtrzy Suwarin. 
Wasz Karol Marks chce pozostawi wszystko natu-
ralnemu biegowi rzeczy. Precz z polityk, precz
z konspiracj, prawda? Wszystko czyni jawnie, a za
jedyny cel uzna podwyk pac... Dajcie wy mi
spokj z wasz ewolucj! Podpalcie miasta z czterech
stron, zgadcie z powierzchni ziemi narody, znisz-

139

czcie wszystko, a gdy nic ju nie zostanie z tego
zgniego wiata, moe na jego gruzach wyronie
inny, lepszy!

Stefan rozemia si. Nie zawsze rozumia sowa
przyjaciela. Jego teori zniszczenia bra za poz.
Rasseneur, jeszcze praktyczniejszy od niego i roz-
sdny jak czowiek, ktry ma byt zapewniony, nie
raczy si nawet obruszy. Chcia jedynie poinformo-
wa si dokadniej.

 No, wic jak? Bdziesz zakada sekcj w Mont-
sou?

Tego wanie chcia Pluchart, ktry by sekreta-
rzem okrgu Pnoc. Ze szczeglnym naciskiem wy-
kazywa korzyci, jakie przyniosoby grnikom
naleenie do stowarzyszenia, gdyby pewnego dnia
doszo u nich do strajku. A zdaniem Stefana strajk
mg wybuchn lada chwila: sprawa obudowy
przybraa zy obrt. Wystarczy nowe jakie danie
ze strony Towarzystwa, a grnicy zbuntuj si.

 Najgorsze to skadki  owiadczy Rasseneur
rzeczowo.  Pidziesit centymw rocznie na fun-
dusz oglny i dwa franki dla sekcji. To nie jest
bagatelka i zao si, e wielu odmwi zapaty.

 Tym bardziej  doda Stefan  e naley
stworzy tu najpierw kas zapomogow, ktra umo-
liwiaby nam potem stawianie oporu... Czas ju po-
myle o tych sprawach. Ja jestem gotw do dziaa-
nia, jeeli tylko inni te s gotowi.

Zapanowao milczenie. Na kontuarze kopcia lampa
naftowa. Przez otwarte drzwi dobiega zgrzyt opaty
palacza w le Voreux sypicego wgiel do paleniska.

 Wszystko takie drogie  odezwaa si pani
Rasseneur, ktra wesza przed chwil i przysuchi-
waa si rozmowie z ponur twarz, jakby jeszcze
wysza w swojej niemiertelnej czarnej sukni. 
Czy uwierzycie, e dzi za jaja paciam po dwa-
dziecia dwa su? Tak dalej by nie moe!

Tym razem wszyscy trzej mczyni byli tego sa-
mego zdania. Zaczy si utyskiwania. Los robotnika

139

jest coraz ciszy. Rewolucja pogbia jedynie jego
ndz. To tylko mieszczanie obroli w pirka po
89 roku, z tak apczywoci rzucajc si na wszyst-
ko, e dla innych nawet i talerze do wylizania nie
zostay. Niech tylko kto powie, czy robotnicy od-
czuli w czymkolwiek w niesychany wzrost dobro-
bytu i bogactwa w ostatnim stuleciu? Zadrwiono
sobie z nich ogaszajc, e s wolni: wolni, bo wolno
im zdycha z godu, czego te sobie nie odmawiaj.
Czowiek nie naje si tym, e ma prawo wybra
posa, ktry potem opywa we wszystko i tyle si
troszczy o swoich wyborcw co o zeszoroczny nieg.
Nie, w ten czy w inny sposb trzeba z tym skoczy:

albo po dobroci, ustanawiajc nowe prawa, zawie-
rajc ukady, albo te jak dzicy palc wszystko
i rnc si nawzajem. Jeeli starsi tego nie docze-
kaj, to dzieci doczekaj na pewno, bo to niemoli-
we, aby jeszcze przed kocem tego wieku nie wy-
bucha nowa rewolucja robotnicza, przewrt, ktry
wstrzsnby caym spoeczestwem i odbudowa je
na nowo lepiej i sprawiedliwiej.

 Tak dalej by nie moe!  powtrzya ener-
gicznie pani Rasseneur.

 Tak, tak!  zawoali wszyscy trzej.  To si
musi skoczy!

Suwarin podrapa za uszami krlic, ktra a
zmarszczya nos z zadowolenia. Zapatrzony w prze-
strze, powiedzia pgosem jakby do samego siebie:

 Czy mona podnie pace? elazne prawo
ustala je na takim poziomie, e wystarcz zaledwie
na suchy chleb i podzenie dzieci... Gdyby spady
niej, robotnik zdechby z godu i popyt na now
si robocz znw by je podnis. Gdyby za wzrosy,
nadmierna poda tej siy natychmiast spowodowaaby
ich obnik. Jest to rwnowaga pustych brzuchw,
wyrok skazujcy na wieczn ndz.

Ilekro Suwarin zagalopowa si w swych rozwa-
aniach czowieka wyksztaconego i obznajmionego
z naukowym podoem socjalizmu, Stefana i Rasse-

140

neura ogarnia niepokj. Twierdzenia wygaszane
przez tamtego przygnbiay ich i nie potrafili zna-
le na nie odpowiedzi.

 Widzicie sami  doda spogldajc na nich
z wrodzonym mu spokojem  e trzeba najpierw
zniszczy wszystko, bo inaczej godu nigdy nie da
si wypleni. Tak, tylko anarchia, ziemia obmyta
krwi, oczyszczona ogniem!... A co bdzie potem 
zobaczymy.

 Pan. ma zupen racj  owiadczya pani Ras-
seneur, osoba w swych rewolucyjnych uniesieniach
niezmiernie uprzejma.

Stefan, zawstydzony wasn niewiedz, nie chcia
przedua dyskusji.

Podnis si mwic:

 Chodmy spa. Tak czy inaczej, jutro rano mu-
sz wsta o trzeciej.

Suwarin wyplu przyklejony do wargi niedopaek
i delikatnie zdj z kolan krlic. Rasseneur za-
mkn drzwi wejciowe. Rozstali si w milczeniu.
W uszach im szumiao, z paajc gow rozwaali
cikie problemy, jakie zostay poruszone.

I co wieczr toczyy si teraz podobne rozmowy
w pustej izbie, nad jednym kuflem, ktry starcza
Stefanowi na godzin. Drzemice w nim niejasne
myli przychodziy obecnie do gosu, zataczay coraz
szersze krgi. Trawiony dz wiedzy, po dugich
wahaniach zwrci si do ssiada z prob o poy-
czenie ksiek. Na nieszczcie Suwarin mia prawie
same tylko dziea niemieckie i rosyjskie. Ostatecznie
jednak Stefan poyczy od niego francusk rozpraw
o stowarzyszeniach spdzielczych  ,,take bzdu-
ry", mwi Suwarin. Poza tym czytywa regularnie
abonowan przez ssiada Walk", czasopismo anar-
chistyczne wychodzce w Genewie. Mimo e stykali
si teraz co dzie, Stefan w dalszym cigu uwaa
Suwarina za odludka, czowieka nie zwizanego z y-
ciem ani uczuciem, ani te jakiegokolwiek rodzaju
interesami.

141

W pierwszych dniach lipca W pooeniu Stefana
 zasza zmiana na lepsze. Zdarzyo si co, co prze-
rwao codzienn monotoni ycia grnikw: rbacze
z pokadu Wilhelma natrafili na pewne zaburzenia,
ktre zapowiaday zblianie si uskoku. I rzeczy-
wicie napotkali go wkrtce, cho mimo dokadnej
znajomoci terenu, inynierowie z Towarzystwa nie
wiedzieli o nim dotd. Caa kopalnia zawrzaa. Nie
mwiono o niczym innym jak o tym pokadzie, ktry
znikn przesunity prawdopodobnie w gb po dru-
giej stronie uskoku. Starzy grnicy wietrzyli ju
now zdobycz, jak dobre psy myliwskie. Rbacze
z pokadu Wilhelma nie mogli jednak czeka z za-
oonymi rkami i Towarzystwo ogosio przetarg
na wykonywanie prac w innych partiach kopalni.

Pewnego dnia Maheu zaproponowa Stefanowi,
eby przystpi do jego grupy jako rbacz na miej-
sce Levaque'a, ktry przeszed gdzie indziej. Nad-
sztygar i inynier, bardzo zadowoleni ze Stefana,
wyrazili ju na to zgod. Tak wic Stefanowi, roz-
radowanemu uznaniem ze strony Maheu, nie pozo-
stao nic innego jak przyj ten szybki awans.

Jeszcze tego samego wieczora wrcili do kopalni,
eby przeczyta ogoszenie. Przetarg obejmowa po-
kad Filonniere pooony w pnocnej czci le Vo-
reux. Teren ten wydawa si mao korzystny. Stefan
czyta gono warunki, a stary potrzsa gow su-
chajc go. Kiedy nazajutrz wybrali si obejrze
nowe miejsce pracy, zwrci Stefanowi uwag na
oddalenie chodnikw od szybu wycigowego, na
krucho stropu grocego zawaleniem, na to, e
wgiel tu jest twardy, a pokady maej gruboci.

Ale skoro chcieli je, musieli pracowa. Nastpnej
niedzieli zgosili si wic do przetargu. Odbywa si
on w baraku, pod przewodnictwem inyniera, kt-
remu asystowa nadsztygar. Przed ustawionym w k-
cie niewielkim podium zgromadzio si piciuset do
szeciuset grnikw. Jedne cyfry paday za drugimi,
sycha byo jedynie guchy pomruk gosw.

142

W pewnej chwili Maheu przestraszy si, w nie
uda mu si otrzyma ani jednego z czterdziestu
ofiarowanych przez Towarzystwo miejsc. Przedsta-
wiciele poszczeglnych ekip, zaniepokojeni pogoska-
mi o kryzysie, przeraeni widmem bezrobocia, zni-
ali ceny. Inynier Negrel nie pieszy si wic
z zamykaniem przetargu, czekajc, a spadn one
do minimum. Dansaert za obudnie wychwala no-
we pokady. By dosta swoje pidziesit metrw
pola, Maheu musia stoczy zacit walk z koleg.
To jeden, to drugi z nich opuszcza po centymie
z wzka. Maheu zwyciy, ale za cen takiej obniki
pac, i stojcy za nim sztygar Richomme szturcha
go okciem i mrucza ze zoci, e przy takiej za-
pacie nigdy nie wyjdzie na swoje.

Kiedy opucili barak, Stefan zacz kl. Gniew
jego wzmg si jeszcze, kiedy zobaczy Chavala
wracajcego z Katarzyn od strony pl, przechadza-
jcego si wwczas, gdy jego te kopota si o chleb

dla wszystkich.

 Psiakrew!  krzykn.  To dopiero dra-
stwo! Zmuszaj robotnikw, eby poerali si na-
wzajem!

Chaval wybuchn. On nigdy nie byby opuci!
Zachariasz, ktry podszed do nich przez ciekawo,
owiadczy, e to oburzajce. Lecz Stefan przerwa
mu gestem tumionej wciekoci:

 To si skoczy! Przyjdzie dzie, kiedy my b-
dziemy gospodarzami!

Maheu, ktry od chwili zakoczenia przetargu nie
odezwa si ani sowem, ockn si jakby i powt-
rzy:

 Gospodarzami... No, czas ju na to najwyszy!

ii

Bya ostatnia niedziela lipca, doroczny kiermasz
w Montsou. Ju w sobot wieczorem dobre gospody-
nie szoroway mieszkania, robic istny potop, caymi

143

wiadrami wylewajc wod na podog i posypujc
j potem biaym piaskiem. Dzie zapowiada si
upalny. Ponad nagimi rwninami pnocnej Francji
ciko zawiso niebo zwiastujce burz.

W domu Maheuw niedziela zakcaa normalny
bieg ycia. Sam Maheu ju od godziny pitej krci
si na ku i wreszcie wstawa, gdy tymczasem
dzieci wylegiway si do dziewitej.

Tego dnia Maheu wyszed z fajk do ogrodu, po-
tem, nie mogc doczeka si niadania, sam zjad
kromk chleba. Ranek upyn mu nie wiadomo na
czym: naprawi ciekncy cebrzyk, pod zegarem z ku-
kuk powiesi portret nastpcy tronu, ktrym po-
przedniego dnia bawili si malcy. Tymczasem jeden
po drugim zaczli schodzi si domownicy; dziadek
Bonnemort znis krzeso i usiad przed domem na
socu. Matka z Alzir zabray si do gotowania.
Nadesza Katarzyna popychajc przed sob Lenor
i Henryka. Bia jedenasta, zapach krlika gotowa-
nego z ziemniakami rozchodzi si ju po caym
domu, kiedy zjawili si wreszcie Zachariasz i Janek,
zaspani jeszcze i poziewajcy.

W kolonii wrzao. Podnieceni witem, wszyscy
szykowali si spiesznie, aby jak najprdzej wybra
si do Montsou. Dzieci biegay gromadkami, m-
czyni, bez marynarek, leniwie czapali sabotami.
Szeroko otwarte na przyjcie piknego dnia drzwi
i okna ukazyway wntrza izb penych ruchu i gwa-
ru. Zewszd dolatywaa wo gotowanego krlika,
wo waciwa kuchniom ludzi zamonych, ktra
tego dnia guszya zastarzay zapach smaonej cebuli.

Maheuowie zasiedli do obiadu punkt o dwunastej.
W porwnaniu z haasem naok, cigymi nawoy-
waniami, ssiedzkimi probami o poyczenie garnka,
pokrzykiwaniem na dzieci i odgosem klapsw,
u nich panowa wzgldny spokj. Stosunki z Le-
vaque'ami ulegy od trzech tygodni znacznemu ocho-
dzeniu z powodu projektowanego maestwa Za-
chariasza z Filomen. Mczyni widywali si, ale

144

za to kobiety udaway, e si nie znaj. Ta sprzeczka
przyczynia si do zacienienia przyjani z Pierron-
k. Lecz tego dnia Pierronka, zostawiwszy pod opie-
k matki ma i Lidk, wybraa si do Marchiennes,
do kuzynki. artowano sobie, bo wszyscy znali t
kuzynk: miaa wsy i bya nadsztygarem w le Vo-
reux. Maheudka owiadczya, e to nie przystoi tak
zostawia rodzin w dniu kiermaszu.

Oprcz krlika z ziemniakami, od miesica tu-
czonego w szopie, na obiad by ros i woowina 
wypata przypada akurat na dzie poprzedni. Od
niepamitnych czasw nie urzdzali podobnej uczty.
Nawet na wit Barbar, owo wito grnikw,
kiedy przez trzy dni wolno im nic nie robi, krlik
nie by taki tusty i kruchy. Tote dziesi par
szczk, od Estelki, ktrej wczenie wyrzynay si
zby, poczwszy, a na ojcu Bonnemort, ktry za-
czyna je traci, skoczywszy, z takim zapaem wzi-
o si do pracy, e wkrtce znikny nawet koci.
To dobra rzecz miso, ae jadali je zbyt rzadko
i dlatego trudno im byo je strawi. Na wieczr
zosta tylko kawaek gotowanej woowiny. Jeeli
bd godni, zjedz j z chlebem.

Pierwszy wymkn si Janek. Bebert czeka na
niego za szko. Dugo musieli kry, zanim udao
im si zwabi Lidk. Stara Brule, majc zamiar nie
wychodzi z domu, chciaa zatrzyma j przy sobie.
Kiedy spostrzega jej zniknicie, zacza krzycze i wy-
machiwa chudymi rkami. Zniecierpliwiony tym ha-
asem Pierron spokojnie wybra si na przechadzk,
jak m, ktry z czystym sumieniem idzie si zaba-
wi wiedzc, e i ona rwnie ma swoj rozrywk.

Nastpnie wyszed dziadek Bonnemort, a w lad
za nim Maheu, spytawszy najpierw ony, czy spotka-
j si potem w Montsou. Nie, skde; nie daaby
sobie rady z maymi. A zreszt  moe i przyjdzie,
zastanowi si jeszcze, jako si tam odnajd. Wy-
szedszy, Maheu zawaha si chwil, a potem wst-
pi do ssiadw zobaczy, czy Levaque jest ju go-

10  Germinal t. I

145

tw. Zasta Zachariasza czekajcego na Filomen.
Lewaczka zaraz zacza rozmow na odwieczny te-
mat ich maestwa, krzyczc, e to s kpiny, &
musi rozmwi si ostatecznie z Maheudk. Co to
jest za ycie dla niej wychowywa dzieci crki, kie-
dy ta ugania si po polach z kochankiem? Filomena
spokojnie woya czepek i Zachariasz zabra j ze
sob powtarzajc, e on chtnie si oeni, jeeli
matka mu pozwoli. Poniewa Levaque ju wyszed,
Maheu odesa ssiadk do ony, a sam wymkn
si popiesznie. Bouteloup, oparty okciami o st,
koczy kawaek sera i stanowczo odmwi wstpie-
nia razem na piwo. Jako przykadny m zostawa

w domu.

Osiedle pustoszao z wolna; ojcowie rodzin opusz-
czali je jeden za drugim, a czatujce w drzwiach
dziewczta ruszay w przeciwnym kierunku, uwie-
szone u ramienia kochankw. Widzc, e Maheu
znika za kocioem, Katarzyna, ktra akurat do-
strzega Chavala, podbiega do niego i razem udali.
si w stron Montsou. Maheudk zostaa sama z roz-
dokazywanymi dzieciakami. Nie miaa siy wsta
z krzesa. Nalaa sobie drug szklank wrzcej kawy
i pia j maymi ykami. W caej kolonii pozostay
tylko kobiety. Zapraszay si wzajemnie i wysuszay
do dna dzbanki z kaw, siedzc wok stow cie-
pych jeszcze i tustych od obiadu.

Maheu przypuszcza, e zastanie Levaque'a u Ras-
seneura. Uda si tam bez popiechu i rzeczywicie
za domem, w wskim ogrdku otoczonym ywo-
potem, Levaque gra w krgle z kolegami. Dziadek
Bonnemort i stary Mouque przygldali si grze tak
zaabsorbowani, e zapomnieli nawet trca si ok-
ciami. Soce prayo i tylko pod cian szynku
znaczya si wska smuga cienia. Stefan popija
piwo przy stoliku, zy, e Suwarin zostawi go sa-
mego i poszed do siebie na gr. Prawie w kad
niedziel mechanik zamyka si w swoim pokoju
i pisa lub czyta.

148

 Zagrasz?  spyta' Levaque Maheua.
Ale ten odmwi. Byo zbyt gorco i chciao mu
si pi.                        ; .

 Rasseneur!  zawoa Stefan.  Przynie no
kufel!

I zwrciwszy si do Maheua doda:

 Dzisiaj ja stawiam.

Mwili sobie teraz po imieniu. Rasseneur nie pie-
szy si wcale, trzeba go byo trzy razy woa, a
wreszcie pani Rasseneur przyniosa kufel letniego
piwa. Stefan zniy gos i szeptem ali si na gospo-
darzy. To porzdni ludzie, pochwala ich zapatrywa-
nia, ale piwo daj nic niewarte, a zupy okropne.
Ju dawno byby si przenis, gdyby nie to, e nie
chcia oddala si od Montsou. Ale prdzej czy p-
niej skoczy si na tym, e przeprowadzi si do
jakiej rodziny w osiedlu.

 Pewnie  powtarza wolno Maheu  pewnie,
e przy rodzinie byoby ci lepiej.

Przerwa im krzyk: Levaque przewrci wszystkie
krgle za jednym rzutem. Wrd oglnego gwaru
tylko Bonnemort i Mouque wyraali swoje gbokie
uznanie milczeniem. Wesoo znalaza ujcie w go-
nych artach, zwaszcza gdy nad ywopotem uka-
zaa si rozradowana twarz Mouquette. Od godziny
krya ju wokoo gospody i wreszcie omielia si
podej bliej, zwabiona miechem.

 Jak to, sama?  zawoa Levaque.  A gdzie
twoi kawalerowie?

 Odstawiam ich  odpara niefrasobliwie 
i teraz szukam nowego.

Kady z obecnych zaofiarowa swoje usugi, pro-
wokowali j tustymi dowcipami. Krcia przeczco
gow i miaa si coraz goniej, zalotna. Ojciec jej,
obecny przy tej scenie, nie raczy nawet podnie
oczu od przewrconych krgli.
/  Ho! ho!  cign Levaque rzuciwszy okiem
na Stefana.  Ju my wiemy, na kogo miaaby
chrapk! Ale tego bdziesz musiaa wzi si. -

10

147

Rozweselio to Stefana. Rzeczywicie Mouquette
krcia si koo niego. Odmawia rozbawiony. Nie
mia na ni najmniejszej ochoty. Przez chwil jeszcze
staa koo ywopotu spogldajc na niego uparcie
swoimi wielkimi oczami, pniej spowaniaa naglz
i odesza powoli, jakby przytoczona ciarem soca.

Stefan powrci do prowadzonej pgosem roz-
mowy z Maheu. Tumaczy mu dugo konieczno za-
oenia kasy zapomogowej dla grnikw w Montsou.

 Poniewa Towarzystwo owiadcza, e zostawia
nam woln rk, to czeg mamy si ba? Moemy
liczy tylko na emerytur, ktr, poniewa nie po-
trcaj nic z zarobkw, wypacaj nam, jak im si
podoba. Byoby wic bardzo rozsdnie stworzy kas
wzajemnej pomocy, na ktr moglibymy liczy
w nagej potrzebie.

Wyjania szczegy, omawia sposoby zorganizo-
wania takiej kasy, obiecywa, e sam zajmie si
wszystkim.

 Zgoda  powiedzia wreszcie Maheu  ja nie
mam nic przeciw temu, ale reszta? Postaraj si
przekona reszt.

Levaque wygra i wszyscy porzucajc krgle we-
szli do sali, eby si napi. Ale Maheu odmwi
wypicia drugiego kufla: soce jeszcze wysoko, po-
wolutku! Przypomnia sobie o Pierronie. Gdzie on
mg si podziewa, ten Pierron? Pewnie siedzi
u Lenfanta. Namwi Levaque'a i Stefana i wszyscy
trzej udali si do Montsou, ustpujc miejsca nowym
graczom.

Po drodze wypadao wstpi do szynku Kazimie-
rza", potem do knajpy Postp". Koledzy woali ich
przez otwarte drzwi: nie sposb byo odmwi. Za
kadym razem wypijali po jednym kuflu albo po
dwa, jeeli chcieli si zrewanowa. Siedzieli par mi-
nut, zamieniali pi sw i szli dalej. Znali to piwo
i wiedzieli, e nic im od niego nie grozi. Najwyej
bd musieli troch czciej przystawa koo potw.

U Lenfanta zastali Pierrona przy drugim kuflu.

148

Dla towarzystwa wypi jeszcze trzeci razem z nimi.
Byo ich teraz czterech i wybrali si do Tisona, eby
zobaczy, czy nie ma tam Zachariasza. Sala bya
pusta. Poprosili o piwo i usiedli na chwil. Pniej
zajrzeli do szynku Pod witym Eligiuszem", gdzie
sztygar Richomme postawi im jedn kolejk. Wasa-
li si teraz od knajpy do knajpy, nie szukajc ju a-
dnych pretekstw, po prostu, eby si przewietrzy.

 Musimy i do Wulkanu"  powiedzia nagle
Levaque podochocony.

Koledzy odpowiedzieli mu miechem, ale po chwili s
wahania poszli za nim przeciskajc si przez coraz
to wzrastajc cib.

W wskiej i dugiej salce Wulkanu" pi pie-
waczek  wybierki z domw publicznych w Lilie 
wystpowao na estradzie skleconej z desek. Ich
gesty i gbokie dekolty byy ohydne. Kiedy jakie-
mu gociowi przysza ochota na ktr z nich, paci
dziesi su i szed z ni za estrad. Najczciej za-
gldali tam modsi chopcy z kopalni, adowacze
i wozacy, niejednokrotnie wyrostki po lat czter-
nacie. Caa ta modzie wolaa jaowcwk od piwa.
Czasem zjawi si jaki stary grnik, jeden z tych
rozpustnikw, ktrych rodziny staczay si w ndz.

Ledwie usiedli przy maym stoliku, Stefan zacz
wykada Levaque'owi swj projekt utworzenia ka-
sy samopomocy. Mwi z zapaem neofity, ktry
wierzy, e ma do spenienia wan misj.

 Kady czonek kasy  powtarza  wpacaby
co miesic dwadziecia su. Zebrane razem dayby po
czterech, piciu latach powan sum. A pienidz
to sia w kadej sytuacji, prawda? No wic, c ty
na to?

 Nie mwi: nie  odpar Levaque z roztargnie-
niem.  Pogadamy o tym pniej.

Zapali si do jakiej obfitych ksztatw blondyn-
ki i chocia Maheu i Pierron chcieli ju wyj, upar
si, e zostanie posucha nastpnej piosenki.

Na dworze Stefan znw natkn si na Mouquette,

140

ktra przysza tu widocznie za nim. Patrzya na me-
go swymi wielkimi oczyma i miaa si dobr<y-
dusznie, jakby pytajc tym miechem: chcesz? Stefan
rzuci jaki art, wzruszy ramionami. Zrobia gniew-
ny gest i znikna w tumie.

 A gdzie jest Chaval?  spyta Pierron.

 Na pewno u Piquette'a  powiedzia Maheu. 
Chodmy do Piquette'a.

Kiedy zbliali si we trjk do szynku Piquette'a,
odgos bjki zatrzyma ich na progu. Wewntrz Za-
chariasz wygraa pici jakiemu barczystemu wa-
loskiemu robotnikowi z fabryki gwodzi, ktrego
to bynajmniej nie wytrcao z rwnowagi. Chaval
przyglda im si z rkami w kieszeniach.

 O, jest Chaval  rzek spokojnie Maheu. 
Stoi tam z Katarzyn.

Od piciu godzin adowaczka i jej kawaler prze-
chadzali si wrd tumu drog prowadzc do
Montsou, szerok i obrzeon niskimi, jaskrawo ma-
lowanymi domkami. Pyna ni rzeka ludzi podobna
do pochodu mrwek wdrujcych nag rwnin.
Boto wyscho i w powietrzu unosi si czarny py
jak chmura zwiastujca burz. Szynki po obu stro-
nach drogi po brzegi wypenione byy cib: stoy
wystawiono a na chodnik, gdzie podwjnym sze-
regiem cigny si kramy. Byy na nich chustki
i lusterka dla dziewczt, koziki i czapki dla chop-
cw, nie liczc sodyczy, cukierkw i ciastek. Przed
kocioem strzelano z uku. Naprzeciw magazynw
Towarzystwa grano w krgle. Na rogu ulicy wio-
dcej do Joiselle, niedaleko zarzdu, ludzie toczyli
si wok zagrody z desek, w ktrej walczyy ze
sob koguty, dwa due czerwone koguty, uzbrojone
w elazne ostrogi i ociekajce krwi. Nieco dalej,
u Maigrata, mona byo gra w bilard i wygra
fartuszek lub spodnie. Chwilami rozmowy cichy,
tum pi i syci si w milczeniu. Ciki odr piwa
i smaonych na powietrzu ziemniakw wzmaga
jeszcze panujcy upa.

150

Chaval kupi Katarzynie lusterko za dziewitna-
cie su i chustk za trzy franki. Kilkakrotnie spotka-
li Mouque'a i Bonnemorta, ktrzy przechadzali si
si w zamyleniu, z trudem wlokc ociae nogi.

Nagle modzi zauwayli z oburzeniem, e Janek
namawia Beberta i Lidk, eby cignli par fla-
szek jaowcwki z przygodnego szynku zaimprowi-
zowanego na uboczu. Katarzyna wymierzya bratu
policzek, ale maa zdya ju umkn z butelk
wdki. Te urwisy skocz kiedy w kryminale!

Kiedy znaleli si przed szynkiem Pod Trupi
Gwk", Chaval postanowi wej tam z Katarzyn,
aby przyjrze si zawodom zib, ogaszanym ju od
tygodnia na drzwiach szynku. Do zawodw przyst-
pio pitnastu robotnikw z fabryki gwodzi w Mar-
chiennes, a kady przynis ze sob tuzin klatek.
Powieszono je rzdem na podwrzu szynku, a olepe
ptaki tkwiy w nich nieruchomo. Chodzio o to, ktra
z zib powtrzy najwicej razy w cigu godziny swj
trel. Kady z robotnikw sta obok swych klatek
z tabliczk, zaznaczajc na niej cyfry, pilnujc s-
siadw, sam rwnie przez nich pilnowany. Ziby,
niemiae zrazu, niebawem zaniosy si piewem,
podniecajc si nawzajem, przypieszajc rytm, do
tego stopnia ogarnite gorczk wspzawodnictwa,
e niektre z nich paday nieywe. Robotnicy do-
pingowali je pokrzykujc po walosku, eby pi-.
way jeszcze i jeszcze, i jeszcze troszk, a widzowie,,
okoo stu osb, z zapartym oddechem czekali na
wynik, wrd oguszajcego wrzasku stu osiem-
dziesiciu ptakw powtarzajcych wci jedno w k-
ko. Wreszcie jedna z zib zwyciya, a jej waci-
ciel otrzyma metalowy dzbanek do kawy.

Katarzyna i Chaval byli tam ju, kiedy nadszed
Zachariasz z Filomen. Przywitali si i stanli ra-
zem. Nagle Zachariasz wybuchn gniewem widzc,
e jeden z przygldajcych si zawodom robotnikw
szczypie Katarzyn'.

Dziewczyna, caa w psach, staraa si go .uspo-

151

koi drc na myl, e mogoby doj do bjki, e
wszyscy ci robotnicy mogliby rzuci si na Chavala,
gdyby ten wystpi. Wolaa znosi zaczepki w mil-
czeniu. Na szczcie jej kawaler rozemia si tylko
drwico i wszyscy czworo wyszli. Wydawao si, e
sprawa jest zakoczona. Ledwo jednak znaleli si
u Piquette'a, zjawi si ten sam robotnik, najwy-
raniej kpic sobie z nich i prowokujc ich swym
zachowaniem. Zachariasz, dotknity w swoich uczu-
ciach rodzinnych, rzuci si na zuchwalca.

 Ty winio! To moja siostra!... Ju ja ci naucz
szacunku dla niej!

Rozdzielono ich, a Chaval powtarza z niewzru-
szonym spokojem:

 Daje spokj, to moja rzecz... Mwi ci, e
gwid na niego!

Nadszed Maheu z kompanami i uspokoi Filome-
n i Katarzyn, ktre zdyy si popaka. Robot-
nik znik, wrd zebranych rozlegy si teraz mie-
chy. eby zatuszowa ca spraw, Chaval, stay
bywalec Piquette'a, postawi piwo. Stefan musia
trci si z Katarzyn, wszyscy pili razem, ojciec,
crka i jej kaweler, syn i jego kochanka.

 Za zdrowie caego towarzystwa!  przepijali
do siebie uprzejmie.

Potem Pierron upar si, e teraz' on stawia,
i wszystko odbywao si w najlepszej zgodzie, kiedy
nagle Zachariasz widzc, e przyszed jego kolega,
Mouquet, przypomnia sobie o swym gniewie. Za-
woa Mouqueta i owiadczy, e pjd zrobi po-
rzdek z tamtym.

 Spior go na kwane jabko! Suchaj no, Cha-
val, pilnuj Filomeny i Katarzyny, ja zaraz wrc.

Z kolei Maheu kaza poda piwa. Ostatecznie,
jeeli ten may chce uj si za siostr, to dlaczego
nie? Da nawet dobry przykad.

Ale Filomena ujrzawszy Mouqueta pokiwaa go-
w uspokojona. Bya pewna, e* obaj modzi wy-
mknli si do Wulkanu".

152

Kiermasze koczyy si zazwyczaj zabaw w tanc-
budzie ,,Bon-Joyeux". Lokal ten by wasnoci wdo-
wy Desir, zaywnej jejmoci lat pidziesiciu, okr-
gej jak beczka i tak jeszcze krzepkiej, e miaa
szeciu kochankw, po jednym na kady dzie ty-
godnia, jak mwia, a wszystkich szeciu na nie-
dziel. Grnikw nazywaa swoimi dziemi, roz-
czulona myl o rzece piwa, jak wlewaa w nich
od lat trzydziestu; chwalia si rwnie, e adna
adowaczka nie zasza w ci nie rozruszawszy si
najpierw na zabawie u niej. Lokal ,,Bon-Joyeux"
skada si z dwch sal: szynku, gdzie sta bufet
i stoy, oraz sali do taca, obszernej i tylko w rodku
wyoonej deskami, a po bokach brukowanej ceg.
Zdobiy j girlandy papierowych kwiatw sczepione
porodku wiankiem z takich samych kwiatw. Na
cianach wisiay rzdem pozacane tarcze z imiona-
mi witych: witego Eliasza, patrona metalowcw,
witego Kryspina, patrona szewcw, witej Bar-
bary, patronki grnikw  cay kalendarz cechw.
Sufit by tak niski, e siedzcy na nie wikszym od
ambony podium trzej muzykanci trcali we go-
wami. Owietlenie stanowiy cztery lampy naftowe
zawieszone w czterech rogach sali.

Tej niedzieli tace zaczy si o pitej, ale dopiero
koo sidmej zapeniy si sale. Na zewntrz silny
wiatr podnosi tumany czarnego pyu, ktry olepia
ludzi i skwiercza padajc na ustawione na ulicach
elazne piecyki.

Maheu, Stefan i Pierron zastali w .,Bon-Joyeux"
Chavala taczcego z Katarzyn i Filomen, ktra
przygldaa im si stojc samotnie. Levaque ani
Zachariasz nie przyszli. Poniewa na sali nie byo
awek, wic Katarzyna po kadym tacu odpoczy-
waa przy stoliku ojca. Woali Filomen, ale wolaa
sta. Zapada wieczr. Muzyka rna od ucha
i w jej takt poruszay si biodra, piersi i ramiona.
Haaliwie powitano wniesienie lamp. W ich wietle
ukazay si rozognione twarze, wosy przylepione

153

do skroni i powiewajce w powietrzu spdnice. Ma-
heu pokaza Stefanowi Mouquette, tust i okrg
jak baryeczka, wirujc zaciekle w objciach wy-
sokiego, chudego wozaka. Widocznie pocieszya si
jednak i znalaza sobie kogo.

Wreszcie okoo smej zjawia si Maheudka z Es-
telk u piersi, prowadzc za sob ca dzieciarni:

Alzir, Henryka i Lenor. Przysza tu wprost, pew-
na, e zastanie ma. Kolacj zjedz pniej  opici
kaw i piwem nie czuli godu. Nadchodziy inne
kobiety. Na widok Lewaczki wchodzcej z Boute-
loupem, ktry prowadzi za rk Achillesa i Desiree,
dzieci Filomeny, rozlegy si szepty. Maheudka i Le-
waczka wydaway si by w jak najlepszej zgodzie.
Po drodze do Montsou rozmwiy si ostatecznie
i Maheudka, rada nierada, przystaa na maestwo
Zachariasza. al jej byo zarobkw syna, ale argu-
ment, e zatrzymywa go duej w domu byoby
niesprawiedliwoci, trafi jej do przekonania. Nad-
rabiaa min, w gbi duszy zaniepokojona, jak zwi-
e teraz koniec z kocem.

 Sidcie tu, ssiadko  powiedziaa wskazujc
st obok tego, przy ktrym siedzia Maheu ze Ste-
fanem i z Pierronem.

 A mojego ma z wami nie ma?  spytaa
Lewaczka.

Mczyni odparli, e na pewno przyjdzie nie-
dugo. Robio si coraz cianiej. Stoliki zsunito ze
sob tak, e wyglday jak jeden. Zadano piwa.
Ujrzawszy matk i dzieci Filomena zdecydowaa si
podej. Usiada i wydawaa si zadowolona, e
wreszcie wydaj j za m. Zapytana o Zachariasza
odpowiedziaa swym bezbarwnym gosem:

 Czekam na niego. Jest gdzie tutaj.
Maheu wymieni spojrzenie z on. A wic zgo-
dzia si? Spowania i pali w milczeniu. I jego
rwnie ogarn niepokj o jutro. Rozmyla nad
niewdzicznoci dzieci, ktre eni si zostawiajc
rodzicw w ndzy.

154

Taczono dalej. Kadryl napenia sal tumanami
rudawego pyu. Deski podogi trzeszczay, klarnet
piszcza cienko, z tancerzy buchaa para.

 Pamitasz  spytaa Lewaczka pochylajc si
do ucha Maheudki  jak to raz mwia, e za-
mordowaaby Katarzyn, gdyby si pucia?

Chaval odprowadzi wanie dziewczyn do stou
rodzicw. Przystanli oboje za plecami Maheua
i pili piwo.

 Och  szepna Maheudka z rezygnacj  to
si tak mwi... jedyna pociecha, e nie moe mie
jeszcze dzieci, co do tego mog by spokojna! Wy-
obraasz sobie tylko, co by to byo, gdyby mi uro-
dzia dziecko i musiaabym wyda j za m? Cie-
kawa jestem, co bymy wtedy jedli!

Klarnet zagwizda polk; przy wzmagajcym si
tupocie i haasie Maheu zwierzy si onie ze swego
planu. Dlaczego nie mieliby wzi lokatora? Na
przykad Stefana, ktry chciaby zamieszka przy
jakiej rodzinie? Miejsca bdzie dosy, jak Zacha-
riasz odejdzie. A przynajmniej wyrwnaj sobie cho-
cia w czci utrat zarobkw Zachariasza. Twarz
Maheudki pojaniaa: to wietny pomys, trzeba tak
zrobi! Wydao jej si, e zostali uratowani od
mierci godowej, i od razu odzyskaa humor, za-
mwia nawet now kolejk piwa.

Stefan usiowa tymczasem przekona Pierrona
o potrzebie utworzenia kasy zapomogowej i uzyska
ju od niego obietnic przystpienia, gdy nieostro-
nie odsoni waciwy cel takiej kasy.

 A gdyby tak wybuch strajk, rozumiesz, jakie
by nam oddaa usugi? Moglibymy gwizda na To-
warzystwo, bo mielibymy fundusze, eby mu si
oprze... No i co ty o tym mylisz?

Pierron spuci oczy i poblad. Wreszcie wykrztu-
si:

 Zastanowi si jeszcze... Kiedy czowiek robi
wszystko, co do niego naley, to to jest najlepsza
kasa zapomogowa.

15P

Maheu przysun si do Stefana i otwarcie zapro-
ponowa mu, eby u nich zamieszka. Mody czowiek
zgodzi si od razu, rad, e bdzie mg przenie
si do osiedla i dziki temu bardziej zbliy z kole-
gami. W kilku sowach sprawa zostaa zaatwiona.
Maheudka owiadczya, e z przenosinami trzeba
bdzie poczeka do lubu Zachariasza.

Nadszed on wanie z Levakiem i Mouquetem.
Wnieli ze sob zapach ,,Wulkanu"  odr jaow-
cwki i kwan wo nie domytych cia kobiecych.
Wszyscy trzej byli pijani, trcali si okciami i chi-
chotali zadowoleni z siebie. Kiedy Zachariasz do-
wiedzia si, e wreszcie go eni, zanis si go-
nym miechem. Filomena owiadczya spokojnie, e
woli, gdy si mieje, ni gdyby mia paka. Po-
niewa nie byo wolnego krzesa, wic Bouteloup
odstpi poow swego Levaque'owi. Tamten roz-
czuli si nagle widzc, e zebrali si wszyscy razem
jak w rodzinie, i postawi jeszcze jedn kolejk
piwa.

 Co u diaba, nie co dzie si czowiek bawi!
krzycza.

Pozostali tam do dziesitej. Nadchodziy coraz to
inne kobiety, aby zabra mw do domu, a za nimi
cigny grupki dzieci. Matki nie krpoway si,
wyjmoway piersi obwise i jasne jak worki z owsem
i mleko tryskao na pyzate buzie niemowlt. Dzieci
umiejce ju chodzi, opite piwem, krciy si na
czworakach pod stoami, wyprniajc si bez wsty-
du. Piwo pyno szerok fal z beczek pani Desir,
wzdymao brzuchy i sczyo si z nosw, oczu
i skdind. Napczniali, zduszeni w cisku, potrcali
si okciami, kolanami, rozbawieni, zachwyceni wza-
jemn bliskoci. Usta bezustannie rozwarte byy
miechem. Panowa taki upa, e rozpinali koszule
obnaajc ciao pociemniae w dymie. Jedyn nie-
wygod bya konieczno wychodzenia od czasu do
czasu. Dziewczta szy w gb ogrodu pod pomp,
podkasyway spdnice i wracay za chwil. Pod

156

girlandami z kolorowego papieru taczcy nie wi-
dzieli si ju nawzajem, pot mg przesania im
oczy. Omielao to niektrych i przewracali swe
partnerki na podog. Piskliwe dwiki klarnetu
guszyy odgos upadku, nogi taczcych odpychay
lec par na bok i zabawa toczya si dalej ponad
ni.

Kto przechodzc powiadomi Pierrona, e jego
crka Lidka ley przy wejciu w poprzek chodnika
i pi. Wypia porcj skradzionej jaowcwki i upia
si tak, e musia wzi j na rce. Janek i Bebert,
bardziej wytrzymali, szli za nimi w pewnej od-
legoci, miejc si do rozpuku.

Stao si to hasem do rozejcia. Maheuowie i Le-
vaque'owie wyszli razem z innymi z ,,Bon-Joyeux"
i skierowali si w stron osiedla. Take dziadek
Bonnemort i stary Mouque opuszczali Montsou; szli
krokiem lunatykw, zawzici w milczcym wspomi-
naniu rzeczy minionych. Wszyscy razem przechodzili
po raz ostatni przez teren kiermaszu, mijali piecyki,
na ktrych zastyga tuszcz, i szynki, z ktrych wy-
lewano resztki piwa a na rodek ulicy.

Burza wci jeszcze wisiaa w powietrzu, a z ciem-
noci rozpocierajcych si za Montsou dolatyway
miechy. Od dojrzaych zb cign gorcy powiew.
niejedno dziecko zostao poczte tej nocy. Do osiedli
wrcili maymi grupkami. Nikomu nie chciao si
je. Maheuowie dokoczyli resztek z obiadu na p
przez sen.

Stefan zacign jeszcze Chavala do Rasseneura.

 Zgoda!  wykrzykn Chaval, kiedy tamten
wyjani mu spraw kasy zapomogowej.  Przybij
no, jeste porzdny chop!

Oczy Stefana poyskiway pijackim blaskiem.

 Dobrze, idmy rka w rk!  zawoa.Za
dobr spraw oddam wszystko, piwo i dziewczta!
Jedna tylko myl mnie raduje: e kiedy zmieciemy
burujw!

157

III

Okoo poowy sierpnia Stefan sprowadzi si do
Maheuw, kiedy Zachariasz po lubie otrzyma od
Towarzystwa mieszkanie w osiedlu dla siebie i Filo-
meny z dziemi.

Z pocztku mody czowiek czu si skrpowany
obecnoci Katarzyny, nieuniknionym zblieniem
w codziennym wspyciu. Zaj miejsce starszego
brata, sypia z Jankiem w jednym ku, tu obok
Katarzyny. Wstajc rano i kadc si wieczorem
musia ubiera i rozbiera si przy niej i widzia,
jak ona rozbiera si i ubiera. Wychylaa si spod
bielizny biaa przejrzyst biel anemicznych blon-
dynek. Patrzc na jej ciao jakby skpane w mleku,
Stefan odczuwa podniecenie. Rce i twarz miaa
ju zniszczone, a opalenizna tworzya na jej szyi
bursztynowy naszyjnik. Udawa, e si odwraca, ale
powoli pozna j ca: stopy najpierw, ktre napo-
tyka wzrokiem, gdy spuci oczy, kolana, drobne,
twarde piersi. Katarzyna nie patrzya na niego, al&
pieszya si teraz przy rozbieraniu i natychmiast
wsuwaa si pod kodr zrcznie jak mija. Nim
zdy zdj buty, ona znikaa w ku, odwracaa
si plecami i widzia tylko ciki wze jej wosw.

Nigdy zreszt Stefan nie dawa Katarzynie po-
wodu do gniewu. Chocia mimo woli ledzi j wzro-
kiem, gdy ukadaa si do snu, unika jednak artw
i nigdy nie pozwala sobie na dotknicia. Rodzice
spali obok, a przy tym Stefan ywi dla dziewczyny
jednoczenie przyja i uraz, co hamowao jego
podanie i nie pozwalao mu na poufao, mimo
e wci byli razem: w domu, przy jedzeniu, pod-
czas pracy. Niczego nie mogli ukry, nawet zaatwia-
nia najkonieczniejszej potrzeby. Caa wstydliwoc
ograniczaa si do tego, e teraz Katarzyna mya
si osobno na grze, a mczyni na dole jeden po
drugim.

Nim upyn miesic, przestali na siebie zwaa.

158

Wieczorem, przed zgaszeniem wiata, chodzili ro-
zebrani po pokoju, Katarzyna nie pieszya si ju
i jak dawniej splataa wosy siedzc na krawdzi
ka, w koszuli podcignitej wysoko, a na uda,
a Stefan, bez spodni, pomaga jej czasem, szuka
szpilek, ktre upady na podog. Przyzwyczajenie
zabijao wstyd, nie robili nic zego, wasna nago
wydawaa im si naturalna. Nie byo to zreszt ich
win, e musieli toczy si w jednej izbie. A jednak
czasem niepokj powraca niespodziewanie, w chwi-
lach kiedy nie myleli o niczym grzesznym. Stefan
dostrzega nagle z powrotem biel ciaa Katarzyny,
ow biel, ktra budzia w nim dreszcz. Odwraca
si wwczas w obawie, e nie oprze si pokusie.
Rwnie i Katarzyn ogarniao czasem, bez widocz-
nej przyczyny, wstydliwe podniecenie. Uciekaa
wtedy, krya si pod kodr, jak gdyby czua dotyk
rk modego czowieka. Kiedy zgaszono wiec, le-
eli z otwartymi oczyma, mylc o sobie nawzajem
i czujc, e mimo zmczenia nie zasn. Nastpnego
dnia boczyli si, zmieszani. Woleli owe spokojne
-wieczory, kiedy obcowali ze sob bez skrpowania
jak dwoje kolegw.

Stefan narzeka jedynie na Janka, ktrego budzi
najdrobniejszy szelest. Alzira oddychaa lekko,
a Henryk i Lenora spali objci ramionami. Pogr-
ony w ciemnociach dom rozbrzmiewa jedynie
chrapaniem obojga Maheuw, sapicych jak mie-
chy. W sumie Stefanowi byo tu lepiej ni u Rasse-
neura. ko mia wygodne, a pociel zmieniano raz
na miesic. Zupy te byy lepsze, dokucza mu tylko
brak misa. Ale caa rodzina jadaa je tak samo
rzadko. Za czterdzieci pi frankw miesicznie nie
mg wymaga codziennie krlika na obiad. Te czter-
dzieci pi frankw pomogo Maheuom zwiza ko-
niec z kocem. Okazywali za to wdziczno swemu
lokatorowi, bielizn mia upran i wyreperowan,
guziki poprzyszywane, wszystko utrzymane w po-
rzdku; czu troskliw rk kobiec.

159

W tym okresie Stefan zrozumia pewne rzeczy,
ktre do tej pory tkwiy w nim, ale ktrych nie
uwiadamia sobie jasno. Pord utajonego fermentu
towarzyszy on sam buntowa si tylko instynktow-
nie. Nasuway mu si rozmaite pytania: dlaczego
jedni s ubodzy, a drudzy bogaci? Dlaczego jedni
gnbieni s przez drugich i nie mog wydosta si
spod ich buta? Pierwszym krokiem byo to, e uwia-
domi sobie swoj ignorancj. Gnbi go od tej pory
tajony wstyd i al. Nie wiedzia nic, nie mia roz-
mawia o tym, co poruszao go do gbi: o rwnoci
wszystkich ludzi, o sprawiedliwoci, ktra wymagaa
uczciwego rozdziau dbr.

Opanowaa go dza wiedzy poczona z waci-
wym samoukom brakiem metody. Prowadzi teraz
regularn korespondencj z Pluchartem, bardziej
wyksztaconym od niego i doskonale obznajmionym
z ruchem socjalistycznym. Sprowadza ksiki, a ich
le przetrawiona tre potgowaa jeszcze jego
egzaltacj. Przej si zwaszcza pewn ksik le-
karsk Higiena grnika, w ktrej jaki doktor bel-
gijski wylicza przyczyny duej miertelnoci wrd
grnikw. Czytywa rwnie rozprawy z dziedziny
ekonomii politycznej, niezrozumiae, suche w swej
fachowej terminologii; broszury anarchistyczne, kt-
re siay w nim zamt, i stare gazety, z ktrych czer-
pa nieodparte argumenty do ewentualnych dyskusji.
Poycza take ksiki od Suwarina. Dzieo o sto-
warzyszeniach spdzielczych nasuno mu myl
utworzenia wiatowej organizacji produkcyjno-kon-
sumpcyjnej, wyrugowania pienidza i oparcia ca-
ego ycia spoecznego na pracy. Jego wstyd, e nic
nie wie, topnia. Rodzia si duma z samodzielnego
mylenia.

W tym okresie Stefan przeywa uniesienia neofi-
ty, peen szlachetnego oburzenia na ciemizcw i na-
dziei, e triumf ciemionych jest bliski. Zagubiony
w lekturze, nie potrafi wybudowa jeszcze adnego
systemu. Praktyczne dania Rasseneura stapiay si

160

w jedno z destruktywnymi wystpieniami Suwarina
i opuszczajc szynk Tu najtaniej", gdzie codziennie
piorunowa wraz z nimi na Towarzystwo, Stefan
szed jak we nie. W mylach by wiadkiem cako-.
witego odrodzenia narodw, ktre nie kosztowao
ani kropli przelanej krwi, ani jednej rozbitej szyby;,
Nie zastanawia si zreszt, na jakiej dokona si ono
drodze, wola wierzy, e wszystko uoy si samo,
bo z chwil gdy usiowa sformuowa jaki program,
dziaania, traci gow. Okaza si peen umiarko-
wania i niekonsekwencji. Powtarza czasem, e z za-
gadnie spoecznych naley 'wykluczy polityk. Zda-
nie to przeczyta gdzie i wydawao mu si, e trafi
ono do przekonania flegmatycznym grnikom, po-
rd ktrych y.

U Maheuw kadziono si teraz troch pniej 
p godziny przed spaniem przeznaczone byo na
pogawdk. Stefan powraca stale do tego samego
tematu. Im subtelniejsza stawaa si jego natura,
tym bardziej raziy go warunki ycia w kolonii.
Jakim prawem stoczono ich jak bydlta, tak e nie
mogli zmieni koszuli, aby nie pokaza tyka s-
siadom? Jaki fatalny wpyw wywiera ten natok
na ich zdrowie i moralno!

 Jakby czowiek mia wicej pienidzy  odpo-
wiada Maheu  to by si tak nie cisn... Pewno,
e nikomu nie wychodzi na dobre taka ciasnota:

siedzi jedno na drugim i koniec taki, e mczyni
s wiecznie pijani, a dziewczta chodz z brzuchem."

Caa rodzina braa udzia w dyskusji, kady mia
co do powiedzenia, a lampa naftowa do reszty za-
truwaa powietrze przesycone zapachem smaonej
cebuli.    .      '

To prawda, ycie nie byo wesoe! Czowiek haro-
wa jak w, . ciej ni kiedy galernicy, co krok
naraony by na mier, a nie mia nawet ha ka-
waek misa. do obiadu. Dobrze, e w ogle jest co
do gby woy, ale tyle akurat, eby nie zdechn
z .godu. Dugw peno i -tylko wieczny strach. A. czy;

11  Germinal t. I

to si komu co ukrado? Jak przyjdzie niedziela
Czowiek wali si na ko ze zmczenia, caa jeg(
przyjemno, jak si moe upi albo zmajstrowa
onie dzieciaka. Nie, takie ycie to nie jest ycie

 Najgorsze, to jak czowiek sobie ju powie, d
nic si nie da zmieni  wtrcaa Maheudka. s
Za modu kady wierzy, e bdzie szczliwy, spo-t
dziewa si rnoci. Ale pniej ndza tak go przy-S
cinie, e wszystkiego mu si odechciewa... Ja tam
nie ycz nikomu nic zego, ale tak sobie czaserrt
myl, gdzie tu jest sprawiedliwo, i a mnie ciska'

Zapadao milczenie. Wydawao im si, e s w ja-
kiej matni, i czuli si przytoczeni. I tylko dziadek
Bonnemort, o ile by z nimi, otwiera oczy ze zdzi-
wieniem. Za jego czasw ludzie nie gadali w ten
sposb: rodzili si pord wgla, pracowali w wglu
i nie dali nic wicej. A tymczasem teraz grnicy
zaczynaj podnosi gowy.

 Nie trzeba plu na nic  mrucza.  Dobry
kufelek te co wart... Patron czsto bywa draniem,
ale przecie bez patrona i tak by nie moe, no nie?
Wic co si tam nad tym zastanawia!

Stefan oywia si natychmiast. Jak to, robotnik
nie miaby prawa zastanawia si nad swym losem?
Wanie dlatego, e robotnik zacz myle, wszystko
zmieni si niedugo. Za czasw dziadka grnicy yli
w kopalni jak zwierzta, pracowali jak maszyny do
wydobywania wgla, zawsze pod ziemi, lepi i gusi
na wszystko. Dlatego te bogaczom, ktrzy rzdz,
nietrudno byo si porozumie, sprzedawa ich, ku-
powa, aby syci si ich krwi: tamci nie spostrze-
gali tego nawet. Ale dzisiaj grnik budzi si. W g-
bi ziemi kiekuje ziarno, ktre wytrynie kiedy na
powierzchni. Wzrasta armia ludzi, ktrzy wywalcz
sprawiedliwo. Ozy od czasw rewolucji wszyscy
obywatele nie s sobie rwni? Dlaczego robotnik
miaby pozosta niewolnikiem pracodawcy, ktry
mu paci, jeeli obaj tak samo bior udzia w wy-
borach? Wielkie Towarzystwa ze swymi maszynami

t<>

'^i nad wszystkim, a robotnik nie moe nawet
broni si przeciwko nim tak jak niegdy, kiedy
^tniay cechy, ktre umoliwiay pracownikom sta-
pianie oporu. Dlatego wanie i dla wielu innych
.irzyczyn ten stan rzeczy nie potrwa dugo! Owiata
:robi swoje! Wystarczy wzi na przykad choby
ylko nasze osiedle: dziadowie nie umieli si pod-
pisa, ojcowie podpisuj si ju, a synowie pisz
- czytaj jak profesorowie. Kiekuje ju, kiekuje
i dojrzewa w socu przysze niwo! Skoro robotnik
nie jest przywizany na cae ycie do jednego miej-
sca i wolno mu mie ambicj zajcia miejsca ssia-
da, dlaczego nie naty wszystkich si i nie sign
po zwycistwo?

Maheu, gboko poruszony, peen by jednak za-
strzee.

 Niech si tylko czowiek sprbuje ruszy, to
zaraz zwracaj mu ksieczk. Dziadek ma racj,
grnik zawsze si bdzie mczy i nawet na kawaek
misa nie zarobi.

Milczca od pewnego czasu Maheudka ockna si
jakby:

 eby to cho bya prawda, co mwi ksia,
e ci, co cierpi bied na tym wiecie, na tamtym
bd bogaci!

Przerwa jej wybuch miechu. Nawet dzieci wzru-
szay ramionami. Wszyscy oni przestali wierzy
i chocia zachowali tajony lk przed upiorami, po-
kpiwali sobie jednak z nieba, ktre stao si dla
nich puste.

 A jake, ksia!  zawoa Maheu.  Jakby
sami wierzyli w to, co mwi, mniej by jedli, a wi-
cej pracowali, eby zapewni sobie dobre miejsce na
tamtym wiecie... Nie, nie, jak ju czowiek umiera,
to umiera!

 Oj, Boe, Boe!westchna ciko Maheudka,
a pniej, opuciwszy rce na kolana gestem bez-
miernego znuenia, dodaa:  Wic rzeczywicie nie
ma dla nas adnego ratunku?

3

Popatrzyli jedni na drugich. Dziadek Bonnemort
spluwa w chustk do nosa, a Maheu siedzia z za-
gas fajk w ustach. Malcy spali wsparci o rg
stou, a siedzca midzy nimi Alzira suchaa. Kata-
rzyna z twarz opart na doni wpatrywaa si
w Stefana wielkimi jasnymi oczyma, gdy ten gosi
swoje credo, odsania przed nimi czarown przy-
szo, ktr dla nich wymarzy. Wok nich osiedle
ukadao si do snu. Cisz przerywao czasem kwi-
lenie dziecka lub krzyki zapnionego pijaka. Zegar
z kukuk tyka miarowo, a z posypanej piaskiem

podogi unosi si wilgotny chd,

 A c to znowu za pomysy!  rzek Stefan.

Czy koniecznie potrzebny wam jest Bg i niebo, e-
bycie mogli by szczliwi? Czy nie potraficie stwo-
rzy sobie sami szczcia na ziemi?

Z zapaem w gosie mwi dalej, otwiera przed

nimi nowe horyzonty, rzuca snop wiata w ich
mroczne ycie biedakw. Wieczysta ndza, zwierzcy
wysiek, los bydlt wyzyskiwanych, mordowanytSiTi,
wszystko to zniko jakby wymiecione promieniami
soca; sprawiedliwo zstpowaa z nieba. Ponie-
wa Bg nie Istnia, ona miaa zapewni szczcie
ludziom, wprowadzi rzdy rwnoci, braterstwa. Jat
we snach wyrastao nagle nowe spoeczestwo 
niezmierzone miasto, pikne niby w bajce, w kt-
rym kady obywatel y ze swej pracy i bra udzia
we wsplnych radociach. Stary, zgniy wiat roz-
pad si w gruzy, a moda ludzko, oczyszczona
z dawnych zbrodni, tworzya jedyn wielk rzesze,
pracownikw, ktrym przywiecaa dewiza: ,,Kady
wedug swoich zdolnoci, kademu wedug jego pra-
cy." Marzenie zataczao coraz szersze krgi, tym

pikniejsze i bardziej kuszce, im trudniej osigalne.

Z pocztku przejta lkiem Maheudka nie chciaa
tego sucha. Nie, nie, to zbyt pikne, nie mona
myle o takich rzeczach, bo pniej czowiekowi
odechciewa si y i potargaby wszystko, eby tylko
osign to szczcie. Kiedy widziaa, e oczy ma

byszcz, e ulega, budzi si w niej niepokj, wo-
aa przerywajc Stefanowi:

 Nie suchaj go! Sam widzisz, e opowiada bajki!
Gdzieby kiedy bogacze chcieli pracowa tak jak
my?

Powoli jednak i ona ulegaa urokowi. Jej wy-
obrania budzia si i z umiechem wkraczaa Ma-
heudka do cudownego wiata. Tak dobrze byo mc
zapomnie na jedn godzin o smutnej rzeczywisto-
ci! Kiedy si yje jak zwierz, z nosem przy ziemi,
trzeba mie swj kcik kamstwa, w ktrym mona
nasyci si tym wszystkim, czego nigdy nie posidzie
si naprawd. Tym, co j pasjonowao, co sprawiao,
e zgadzaa si ze Stefanem, bya idea sprawiedli-
woci.

 Co do tego, to masz suszno!  woaa. 
Ja, jak widz, e co jest sprawiedliwe, to daabym
si za to porba w kawaki... A to jest sprawiedli-
we, ebymy teraz my byli gr!

Wwczas i Maheu dawa unie si zapaowi:

 Do pioruna, nie jestem bogaty, ale dabym
chtnie pi frankw, eby doy tych czasw! To
si dopiero wszystko wywrci do gry nogami! Jak
mylisz, prdko to bdzie? I jak si do tego wezm?

Stefan z powrotem zabiera gos. ,,Stare spoe-
czestwo trzeszczy ju w swych posadach, nie prze-
trwa duej ni par miesicy"  owiadcza zu-
chwale. Ale gdy przyszo mwi o sposobach doko-
nania przemiany, stawa si mniej konkretny,
.powoywa si na przeczytane ksiki, omielony
.ignorancj suchajcych, zapuszcza si w rozwaa-
nia, w ktrych sam si gubi. Nie byo systemu,
o ktrym by nie wspomnia, a wszystkie miay
w jego ustach t dobr stron, e gwarantoway
atwe zwycistwo. Walka klas zakoczy si brater-
skim pocaunkiem; co najwyej zajdzie potrzeba
przywoania do rozsdku kilku upartych praco-
dawcw i burujw. Maheuowie robili takie miny,
jakby rozumieli jego wywody, potakiwali, przyjmo-

165

wali cudowne rozwizania ze lep wiar neofitw,
podobni do pierwszych chrzecijan wygldajcych
narodzin nowej, doskonaej ery na gruzach wiata
antycznego. Maa Alzira owia poszczeglne sowa
i szczcie wyobraaa sobie pod postaci cieplutkie-
go domu, w ktrym dzieci mog je i bawi si do
woli. Katarzyna, z twarz opart na doniach, nie-
ruchoma, suchaa z oczyma utkwionymi w Stefana,
a kiedy przestawa mwi, draa lekko, poblada
jak z zimna.

Ale Maheudka spogldaa na zegar.

 Ju po dziesitej, sysza to kto co podobnego?
Jutro nikt nie bdzie mi chcia wsta!

Podnosili si od stou ze cinitym sercem, przy-
gnbieni. Zdawao im si, e przed chwil byli bo-
gaczami, a teraz z powrotem popadaj w ndz.
Dziadek Bonnemort, ktry wychodzi do kopairi,
mrucza, e caa ta gadanina psu na bud si nie
zda; reszta domownikw udawaa si na gr uwia-
damiajc sobie nagle, i ciany s wilgotne, a w do-
mu panuje zaduch. Katarzyna kada si do ka
ostatnia i gasia wiec. Stefan sysza, jak prze-
wraca si niespokojnie, zanim unie.

Czsto w rozmowach brali udzia ssiedzi. Le-
vaque'a podniecaa myl o podziale dbr; Pierron
by na tyle ostrony, e szed spa, ilekro zaczyna-
no atakowa Towarzystwo. Od czasu do czasu wpa-
da na chwil Zachariasz, ale polityka nudzia go.
Wola i do Rasseneura na piwo. Chaval przeciga
Stefana w swych daniach, domaga si krwi. Pra-
wie co wieczr spdza teraz jak godzin u Ma-
heuw. Tkwia w tym utajona zazdro, lk, eby
mu nie skradziono Katarzyny. Ta dziewczyna, ktr
zdy si ju znuy, na powrt staa mu si droga,
od kiedy inny mczyzna sypia obok niej i mg
posi j noc.

Wpyw Stefana rs z kadym dniem. Zrewolucjo-
nizowa powoli cae osiedle, a jego podziemna propa-
ganda bya tym skuteczniejsza, e jednoczenie zyski-

166

wa coraz wikszy szacunek wrd mieszkacw.
Mimo wrodzonej nieufnoci przezornej gospodyni,
Maheudka odnosia si do niego z uznaniem, gdy
Stefan paci regularnie, nie pi, nie gra, stale zajty
lektur. Wyrobia mu pord ssiadek opini wy-
ksztaconego i teraz przychodziy do niego proszc,
eby pisa im listy. Sta si niejako doradc praw-
nym, ktry zaatwia korespondencj i rozstrzyga
draliwe kwestie. Wreszcie we wrzeniu zaoy kas
zapomogow, wprawdzie bardzo jeszcze wt, licz-
c jako czonkw tylko mieszkacw osiedla, ale
mia nadziej, e przystpi do niej grnicy ze wszy-
stkich kopal, zwaszcza jeeli Towarzystwo w dal-
szym cigu pozostanie bierne i nie bdzie mu sta-
wiao przeszkd. Zosta wybrany sekretarzem sto-
warzyszenia i za zwizan z tym prac pobiera
nawet niewielkie wynagrodzenie; uczynio go to
niemal bogatym. O ile grnikowi obarczonemu ro-
dzin nie udaje si zwiza koca z kocem, o tyle
kawaler, wolny od obowizkw i wstrzemiliwy,
moe nawet odoy co ze swych zarobkw.

W Stefanie dokonaa si powolna przemiana.
Ockna si w nim przytumiona ndz dbao
o wygld zewntrzny, zamiowanie do dobrobytu.
Sprawi sobie sukienne ubranie, cienkie trzewiki
i wyrs nagle na przywdc. Cae osiedle skupio si
wok niego. Poechtao to rozkosznie jego mio
wasn i pozwolio syci si popularnoci. To, e on,
taki mody, wczoraj jeszcze zwyky pomocnik rba-
cza, teraz stoi na czele innych, napeniao go dum
i zwikszao rozpito jego marze o rewolucji,
w ktrej spodziewa si odegra jak rol. Twarz
jego nabraa nowego wyrazu, spowania, z luboci
przysuchiwa si wasnym sowom. Rodzca si am-
bicja dodawaa aru jego teoriom i popychaa go do
myli o walce.

Tymczasem jesie miaa si ku kocowi. Padzier-
nikowe chody pokryy rdz ogrdki w osiedlu. Za
oson wtych bzw chopcy z kopalni nie przewro-
ty

cali ju adowczek na dach szopy. Na dziakach
pozostay tylko zimowe jarzyny, gwki kapusty
operlone szronem i pory. Ulewa bbnia znowu po
czerwonych dachwkach, strugi wody spyway z o-
skotem do ustawionych pod rynnami beczek. Roza-
rzone piecyki napeniay zaduchem zamknite izby.
Znowu rozpoczyna si dla grnikw okres wielkiej
ndzy.

W padzierniku, podczas jednej z pierwszych mro-
nych nocy, Stefan rozgorczkowany niedawno wy-
goszonym przemwieniem nie mg zasn. Wieczo-
rem przyglda si, jak Katarzyna znika pod kodr
i gasi wiec. Ona rwnie robia wraenie ogromnie
podnieconej, trawionej wstydem, ktry kaza jej si^
popiesznie wlizgiwa do ka, przy czym robia to
tak niezgrabnie, e odkrywaa si jeszcze bardziej.
Leaa teraz w ciemnociach jak martwa, ale Stefan
sysza, e nie pi. Czu, e myli o nim, tak jak
on o niej; nigdy dotd ta milczca wymiana myli
nie napeniaa go takim niepokojem. Mijay minuty,
a adne z nich si nie poruszyo i tylko nierwny
oddech zdradza ich podniecenie. Dwukrotnie ju
Stefan gotw by wsta i i do dziewczyny. Dlaczego
mieliby nie ulec pokusie? Po co duej opiera si
dzy? Dzieci spay, pewien by, e zgodzi si zaraz,
e czeka na niego i bez sowa obejmie go ramionami.
Mina blisko godzina. Nie wsta i nie poszed do
niej, a ona nie odwrcia si z obawy, e go zawoa.
Im duej yli obok siebie, tym bardziej rozdziela
ich mur uczu, z ktrych sami nie zdawali sobie
jasno sprawy; bya tam i wstydliwo, i niech,
i przyjacielska delikatno.

iv

 Suchaj no  powiedziaa do ma Maheudka 
poniewa idziesz do Montsou po wypat, przynie
roi paczk kawy i kilo cukru.

Maheu ata wanie trzewik, eby oszczdzi wy-
datku na szewca.

 Dobrze  mrukn nie przerywajc roboty.

 A moe by tak wstpi te do rzenika, co?
Kupiby kawaek cielciny. Tak dawno nie mieli-
my ju tego w ustach.

Tym razem podnis gow.

 C ty sobie wyobraasz, e ja dostan setki
i tysice? Cigle przerywaj robot i potem wypa-
caj czowiekowi grosze.

Oboje umilkli. Byo to po niadaniu w ktr so-
bot pod koniec padziernika. Towarzystwo pod po-
zorem wypaty zatrzymao tego dnia wydobywanie
wgla we wszystkich kopalniach. Ogarnite panik
przed coraz to pogbiajcym si kryzysem gospodar-
czym, nie chcc zwiksza swych i tak ju olbrzy-
mich zapasw, korzystao z najmniejszej sposobnoci,
eby zmusi dziesi tysicy grnikw do przymuso-
wego prnowania.

 Stefan czeka na ciebie u Rasseneura  podja
Maheudka.  We go ze sob, on lepiej da sobie
rad, gdyby chcieli was oszuka na godzinach.

Maheu skin gow.

 I pomw z tymi panami o dziadku. Lekarz
trzyma z dyrekcj... Prawda, dziadku, e lekarz si
myli, e moecie jeszcze pracowa?

Od dziesiciu dni dziadek Bonnemort siedzia przy-
kuty do krzesa. Nogi mu drtwiay, jak mwi. Ma-
heudka musiaa powtrzy pytanie.

 Pewnie, e mog  mrukn.  Czowiek nie
koczy si dlatego tylko, e go nogi bol. Wymylili
te wszystkie historie, eby mi nie wypaci stu
osiemdziesiciu frankw renty.

Maheudka pomylaa o czterdziestu su, ktrych
dziadek nie przyniesie ju moe nigdy wicej, i wy-
krzykna z przeraeniem:

 Boe miosierny, przecie my pomrzemy z go-
,du, jak tak dalej pjdzie!




 Umaremu nie chce si ju je  odpar Ma-
heu.

Wbi jeszcze par gwodzi w podeszw, wsta
i wyszed. Kolonia Dwiecie Czterdzieci miaa otrzy-
ma wypat dopiero okoo czwartej. Grnicy nie
pieszyli si wic, przystawali, a ony szy za nimi
upominajc, eby zaraz po wypacie wracali do do-
mu. Niektre daway im zlecenia, aby nie mogli
zasiedzie si w szynku.

U Rasseneura Stefan dowiedzia si nowin. Cho-
dziy niepokojce suchy, e dyrekcja, coraz bardziej
niezadowolona z obudowy wyrobisk, gnbi grnikw
karami. Konflikt wydawa si nieunikniony. Obudo-
wa bya zreszt tylko pretekstem, za ktrym kryy
si sprawy skomplikowane, nie domwione i wakie.

Kiedy Stefan wszed, jeden z rbaczy wracajcy
z wypaty opowiada przy piwie, e nad kas wisi
jakie ogoszenie, ale nie wiedzia dokadnie, czego
dotyczyo. Nadeszli inni grnicy i kady z nich przy-
nosi inne wieci. Jedno wydawao si pewne, e To-
warzystwo powzio jak decyzj.

 A ty co na to mwisz?  spyta Stefan siada-
jc obok Suwarina przy stole, na ktrym leaa
jedynie paczka tytoniu.

Mechanik nie pieszy si. Skrci papierosa.

 To byo do przewidzenia. Chc doprowadzi
was do ostatecznoci.

On jeden by na tyle inteligentny, eby waciwie
oceni sytuacj. Objania spokojnie: Towarzystwo
dotknite kryzysem musi obniy koszty produkcji,
eby nie zbankrutowa. Naturalnie odbije si to na
robotnikach. Bd musieli zacisn pasa: dyrekcja
pod jakimkolwiek pretekstem obniy im pace. Od
dwch miesicy gromadz si zapasy wgla, prawie
wszystkie fabryki stoj. Bojc si, eby kopalnie nie
musiay stan rwnie, Towarzystwo chciaoby zna--
le jaki zoty rodek, na przykad spowodowa
strajk, z ktrego robotnicy wyszliby pognbieni, go-
towi przyj obnik pac. Wreszcie, Towarzystwo

170

zaniepokojone jest zapewne powstaniem kasy zapo-
mogowej, ktra stanowi dla niego grob na przy-
szo, i pragnie pozby si jej. Strajk oprniby j,
zanim zdy przybra na siach.

Rasseneur usiad obok Stefana i obaj suchali stra-.
pieni. Mogli mwi gono, oprcz pani Rasseneur,
siedzcej za lad, nie byo nikogo.

 Co za pomys!  szepn szynkarz.  Strajk
nie przynisby adnej korzyci ani Towarzystwu,
ani robotnikom. Jedyne wyjcie to porozumie si.

Rasseneur by zawsze zwolennikiem rozsdku i nie
uznawa roszcze wykraczajcych poza jego granice.
Od czasu kiedy jego dawny lokator zyska sobie po-
pularno wrd grnikw, jeszcze goniej powta-
rza, e nie da si niczego osign domagajc si
wszystkiego naraz. Jego dobroduszno utuczonego
piwem grubasa coraz mocniej barwia si tajon
zazdroci, tym gbsz, im mniej robotnikw z le
Voreux przychodzio do szynku napi si i posucha
jego wywodw. Zdarzao si nawet, e broni Towa-
rzystwa zapominajc o swych urazach grnika zwol-
nionego z pracy.

 Wic jeste przeciwnikiem strajku?!  zawoa-
a pani Rasseneur nie ruszajc si od lady.

A kiedy odpowiedzia, ze tak, przerwaa mu ener-
gicznie:

 Cicho bd i pozwl mwi tym panom, jak sam
tchrzysz!

Stefan zamyli si, z oczyma utkwionymi w stoj-
cy przed nim kufel piwa. Wreszcie podnis gow.

 To, co mwi towarzysz, jest zupenie prawdo-
podobne i bdziemy musieli zdecydowa si na ten
strajk, jeeli nas do niego zmusz... Pluchart pisze
mi wanie bardzo suszne uwagi na ten temat. On
rwnie jest przeciwko strajkom, gdy robotnik tra-
ci na nich tyle co pracodawca, a nie zyskuje nic
decydujcego. Ale, zdaniem Plucharta, strajk stano-
wi doskona okazj, aby pozyska nowych czon-

171

kw dla jego stowarzyszenia... Zreszt tu jest jego
list.

W istocie Pluchart, zmartwiony nieufnym stosun-
kiem robotnikw z Montsou do Midzynarodwki,
mia nadziej, e przystpi oni do niej masowo, gdy
przyjdzie im walczy z Towarzystwem. Stefan mimo
wysikw nie zwerbowa jeszcze ani jednego czon-
ka. Zreszt z o wiele wikszym zapaem propagowa
swoj kas wzajemnej pomocy, ktra cieszya si
znacznie wiksz popularnoci. Lecz kasie tej, bar-
dzo jeszcze ubogiej, grozio w razie strajku szybkie
wyczerpanie, jak to ju powiedzia Suwarin. I ww-
czas strajkujcy niechybnie przystpiliby do Stowa-
rzyszenia Robotnikw, szukajc pomocy u swych
braci z innych krajw.

 Ile macie gotwki?  zapyta Rasseneur.

 Zaledwie trzy tysice frankw  odpar Ste-
fan.  A wiecie chyba, e dyrekcja wezwaa mnie
przedwczoraj. Och! Oni s bardzo uprzejmi. Powt-
rzyli mi par razy, e nie zamierzaj przeszkadza
robotnikom w tworzeniu funduszu rezerwowego, ale
zrozumiaem doskonale, e chcieliby roztoczy nad
nim kontrol... Tak czy tak, o to rwnie bdziemy
musieli walczy.

Szynkarz chodzi tam i z powrotem po izbie po-
gwizdujc pogardliwie. Trzy tysice frankw, c to
jest! Nie starczy nawet na chleb przez tydzie. A li-
czy na pomoc zagranicy, to lepiej od razu si po-
wiesi! Nie, to nie ma najmniejszego sensu, ten
strajk!              

Po raz pierwszy doszo do ostrej wymiany zda
midzy tymi dwoma ludmi, ktrzy zwykle docho-
dzili do porozumienia, zczeni wspln nienawici
do kapitau.

 A ty co na to powiesz?  powtrzy Stefan
zwracajc si do Suwarina.

 Strajk? Zawracanie gowy!  odpar tamten
ze zwyk pogard, a po chwili, wrd gniewnego
milczenia, doda agodniej:  Ostatecznie nie m-

172

wie nie, jeeli wam tak zaley na tym strajku: jed-
nych to rujnuje, innych zabija, sowem, na co si
przydaje... Ale gdybymy chcieli osign w ten
sposb przebudow wiata, musielibymy czeka ty-
sice lat. Lepiej od razu wysadzi w powietrze to
wasze miejsce kani!

I szczup rk wskaza na widoczne przez uchy-
lone drzwi zabudowania le Voreux. Przerwao mu
niespodziewane zajcie: do izby wpada krlica Ras-
seneurw uciekajc przed band chopakw, ktrzy
ciskali w ni kamieniami. Przeraona, z opuszczo-
nymi uszami, ze sterczcym do gry ogonem, przy-
pada do ng Suwarina i zacza go drapa proszc
w ten sposb, eby wzi j na kolana. Podj j
z ziemi, otuli domi i zapad w rodzaj sennej zadu-
my, w jak pograo go zawsze pieszczotliwe do-
tknicie tego futerka jedwabistego i ciepego.

W chwil potem wszed Maheu. Nie chcia si ni-
czego napi mimo uprzejmych nalega pani Rasse-
neur, ktra sprzedawaa piwo tak, jakby je ofiaro-
wywaa za darmo. Stefan wsta i obaj udali si do
Montsou.                           .

W dni wypaty Montsou przybierao wygld od-
witny jak podczas kiermaszu. Ze wszystkich osiedli
schodziy si gromady grnikw. Poniewa biuro
kasjera byo bardzo mae, woleli wic czeka na
zewntrz i tumnie zalegali chodniki. Korzystali z te-
go uliczni handlarze i rozstawiali swe przenone kra-
my, na ktrych niczego, nie brakowao poczwszy od
wdlin a do naczy kuchennych. Najlepszy jednak
interes robiy szynki. Grnicy czekali tam najpierw,
a przyjdzie ich kolej,  potem oblewali wypat.
Dobrze, jeeli ni przepijali, jej do reszty w Wul-
kanie".       , ,. : .  ,   ,   .    '..'     .     .

W'-miar jak Maheu-i Stefan zagbiali si pomi-
dzy czekajcych, czuli wzbierajcy wok nich gu-
chy gniew. Ani ladu zwykej beztroski waciwej
.dniom wypaty, kiedy kady zastanawia si, -w.kt-

'-t73

rej knajpie przepuci cz zarobku. Pici si za-
ciskay, sowa pene zajadoci paday z ust do ust.

 Wic to prawda?  zapyta Maheu Chavala,
ktrego spotkali przed drzwiami Piquette'a.  Zro-
bili to ajdactwo?

Ale Chaval mrukn tylko co z wciekoci
i krzywym spojrzeniem obrzuci Stefana. Pracowa
teraz w innej grupie, drony zawici do kolegi,
tego przybdy, ktry udawa przywdc i ktremu,
jak mwi, caa kolonia lizaa buty. Uczucie to kom-
plikowaa jeszcze zazdro kochanka. Ile razy szed
teraz z Katarzyn do Requillart lub za had,
w ohydnych sowach wyrzuca jej, e sypia z lokato-
rem matki, a pniej dusi w uciskach, opanowany
dzik dz.

 Czy to ju kolej na le Voreux?  zapyta go
ponownie Maheu.

Chaval skin gow i odwrci si do nich pleca-
mi. Stefan i Maheu weszli do biura.

Kasa miecia si w niewielkim, prostoktnym
pokoiku przedzielonym krat na dwie czci. Na aw-
kach wzdu cian czekao piciu czy szeciu grni-
kw, a sidmy sta przy okienku z czapk w rku.
Nad awk z lewej strony widnia ty afisz odbi- >
jajcy od szaroci okopconej ciany. Od rana zatrzy-
mywali si przed nim grnicy. Przychodzili po dwch,
po trzech i postawszy chwil odchodzili bez sowa,
wstrzsajc ramionami, jakby przetrcono im krzy.

Wanie stali przed ogoszeniem dwaj grnicy: je-
den mody, o kwadratowej twarzy brutala, i drugi,
bardzo chudy, zidiociay ze staroci. aden z nich nie
umia czyta. Modszy sylabizowa mozolnie, poru-
szajc ustami, a stary wpatrywa si tpo w afisz.
Wielu wchodzio tak jak on, eby tylko zobaczy
ogoszenie, cho nie rozumieli jego treci.

 Przeczytaj nam to  powiedzia do swego to-
warzysza Maheu, sam rwnie niezbyt biegy w czy-
taniu.

Stefan zacz czyta gono. Byo to zarzdzenie

174

Towarzystwa skierowane do grnikw ze wszystkich
kopal. Dyrekcja oznajmiaa, e  wobec niezado-
walajcego stanu obudowy i bezcelowoci nakada-
nych za to kar  postanawia wprowadzi nowy sy-
stem pac. Od tej pory za obudow paci si bdzie
osobno, od metra szeciennego drewna uytego na
ten cel, za podstaw oblicze przyjmujc ilo drew-
na potrzebn do wykonania tej pracy w sposb na-
leyty. Opata od wozu zostanie naturalnie obniona,
mniej wicej w proporcji z pidziesiciu centymw
na czterdzieci, oczywicie w zalenoci od warunkw
w przodku i oddalenia chodnikw od szybu. Nast-
poway zawie obliczenia, ktre miay wykaza, e
t dziesiciocentymow obnik wyrwnaj cako-
wicie opaty za obudow. Dyrekcja dodawaa zresz-
t, e chcc, aby kady mia czas zastanowi si nad
dobrymi stronami nowego systemu, wprowadzi go
dopiero od poniedziaku, pierwszego grudnia.

 Moe bycie tak czytali troch ciszej!  krzyk-
n kasjer.  Czowiek nie syszy wasnych sw.

Nie zwracajc uwagi na jego protest Stefan doczy-
ta afisz do koca. Gos mu dra, a kiedy skoczy,
wszyscy wpatrywali si nadal w ogoszenie. Mody
i stary grnik zdawali si wsuchiwa nadal w jego
sowa, a pniej wyszli, pochyleni ku ziemi.

 Psiakrew!  sykn Maheu.

Usiedli ze Stefanem na awce. Opuciwszy gowy
pogryli si w rachubach, a tymczasem przed tym
afiszem defilowali coraz to nowi robotnicy. Czy to
byy drwiny? Nigdy opaty za obudow nie wyrw-
naj im dziesiciu centymw utraconych na kadym
wozie. Najwyej uda im si wyrobi osiem, czyli
Towarzystwo kradnie dla siebie dwa. A ile czasu
strac przy tym na obudow? Wic to o to idzie!
Dyrekcja chce robi oszczdnoci z kieszeni grni-
kw!

 Psiakrew! Psiakrew!  powtrzy Maheu pod-
noszc gow.  Bylibymy ostatnimi gupcami,
gdybymy si zgodzili na co podobnego,

175

Widzc, e nikt nie stoi przy okienku, podszed

po wypat.

Do kasy zgaszali si tylko rbacze-przodownicy,
a otrzymane pienidze dzielili pomidzy swoich lu-
dzi. W ten sposb zyskiwao si na czasie.

 Grupa Maheu!  zawoa pomocnik kasjera. 
Pokad Filonniere, przodek numer siedem.

Przejrza listy sporzdzone na podstawie ksie-
czek, w ktrych sztygarzy zapisywali codziennie ilo
dostarczonych wozw.

 Grupa Maheu, pokad Filonniere, przodek nu-
mer siedem  powtrzy.  Sto trzydzieci pi
frankw.

Kasjer wypaci naleno.

 Przepraszam pana  wykrztusi rbacz przera-
ony  czy pan si przypadkiem nie omyli?

Spoglda na t garsteczk pienidzy, nie bra jej
do rk. Nagy chd dreszczem spyn mu do serca.
By przygotowany na niski zarobek, ale tak mao
nie mg on przecie wynosi. A moe le policzy?
Jak wypaci to, co naley si Zachariaszowi, Stefa-
nowi i trzeciemu koledze, zastpujcemu Chavala,
to dla niego, dziadka, Katarzyny i Janka zostanie
.najwyej pidziesit frankw.

 Nie, nie omyliem si  odpar urzdnik. 
Odpadaj dwie niedziele i cztery dni bez pracy, zo-
' staje wic dziewi dni roboczych.

Maheu liczy po cichu: dziewi dni, to znaczy
okoo trzydziestu frankw, dla niego, osiemnacie dla
Katarzyny, dziewi dla Janka. Dziadek Bonnemort
pracowa trzy dni. Ale i tak w sumie wypada na
pewno wicej, liczc dziewidziesit frankw dla
Zachariasza i dwch kolegw.

 Prosz nie zapomina o karach  dokoczy
urzdnik. .' Dwadziecia frankw. kary; za z obu-
dow.

; Maheu zrobi gest rozpaczy. Dwadziecia, frankw
,kr.y, .cztery dni bezrobocia! No tak, w ten sposb
rachunek si zgadza, I pomyle, e czasem^ przynosi

-1T6

do domu po sto pidziesit frankw, kiedy jeszcze
dziadek Bonnemort pracowa, a Zachariasz nie by
onaty.

 Bierzecie wreszcie czy nie?  krzykn znie-
cierpliwiony kasjer.  Widzicie przecie, e inni
czekaj! Jak nie chcecie, to mwcie od razu!

Maheu wycign drc rk.

 Czekajcie no  zatrzyma go urzdnik.  Mam
tu zanotowane wasze nazwisko. Toussaint Maheu,
tak? Pan sekretarz generalny chce z wami mwi.
Wejdcie, jest sam.

Maheu, oszoomiony, znalaz si w gabinecie,
w ktrym stay mahoniowe meble, a ciany obite
byy zielonym rypsem, i przez pi minut sucha
sekretarza generalnego, wysokiego bladego mczyz-
ny, ktry mwi do niego spoza biurka, nie podno-
szc si z miejsca. Szum w uszach przesania mu je-
go sowa. Uwiadomi sobie niejasno, e chodzi o jego
ojca, ktrego sprawa miaa by rozpatrzona: po
czterdziestu latach pracy, w pidziesitym roku y-
cia przysuguje mu sto pidziesit frankw renty
rocznie. Nagle wydao mu si, e gos sekretarza
generalnego sta si bardziej twardy. Gromi go, e
zajmuje si polityk, robi aluzje do osoby jego lo-
katora i do kasy zapomogowej. Wreszcie poradzi
mu, eby nie kompromitowa si takimi rzeczami, on,
jeden z najlepszych robotnikw kopalni. Maheu
chcia zaprotestowa, ale wybka tylko par sw
bez zwizku, zmi czapk w drcych palcach i wy-
cofa si jkajc:

 Oczywicie, panie sekretarzu... Zapewniam pa-
na sekretarza...                     .

Gdy zobaczy Stefana, ktry czeka na niego, wy-
buchn:

 Jestem dure, powinienem bySfe, odpowiedzie...
Czowiek nie ma chleba, a tu mu jeszcze gadaj
bzdury! Tak, to o ciebie im chodzi. Powiedzia mi,
e cae osiedle jest zatrute... I co robi? Ukoni si,'

U  Germinal t I

177

cholera, i powiedzie: dzikuj! Ma racj, to najroz-
sdniejsze!

Umilk peen gniewu i obawy. Stefan zaduma si
ponuro. Mijali grupy robotnikw stojcych na ulicy.
Rozjtrzenie roso, rozjtrzenie ludzi spokojnych, po-
mruk nadchodzcej burzy. Ci, co umieli rachowa,
wyliczyli, ile zarobi Towarzystwo na osobnych wy-
patach za obudow; owe dwa centymy oburzay na-
wet najspokojniejszych. Ale przede wszystkim ogar-
na wszystkich wcieko na t katastrofaln wy-
pat, bunt ludzi godnych przeciwko bezrobociu
i karom. Ju dzisiaj nie maj co do gby woy,
a co bdzie, jak jeszcze obni im pac? W szynkach
wrzao. Gniew tak wysusza garda, e ta garstka
pienidzy, jak dostali, zostawaa na ladzie.

W drodze z Montsou do osiedla Maheu i Stefan
nie zamienili ani sowa. Gdy weszli do domu, Ma-
heudka spostrzega zaraz/e m wraca z prnymi
rkami.

 A to adnie!  zawoaa.  Gdzie moja kawa,
cukier i miso? Nie zbankrutowaby, jakby kupi
kawaek cielciny.

Nie odrzek nic dawic al. Jego twarda, mska
twarz grnika nabrzmiewaa powoli rozpacz i wresz-
cie zy trysny mu z oczu, ciepym deszczem spy-
wajc po policzkach. Opad ciko na krzeso i pa-
ka jak dziecko, rzuciwszy na st pidziesit fran-
kw.                              '

 Masz!  wyjka.  Tyle przyniosem... cay
nasz zarobek!

Maheudk spojrzaa na Stefana, a widzc, e stoi
milczcy i przygnbiony, take wybuchna paczem.
W jaki sposb wyywi dziewi osb majc pidzie-
sit frankw na dwa tygodnie? Najstarszy syn po-
szed na swoje, dziadek nie moe ani nog ruszy:

czeka ich mier! Syszc pacz matki Alzira rzucia
si'jej na szyj, wstrznita, "Estelka krzyczaa,'Hen-
ryk i Le-nora szlochali.      '            !:    '   .,,',
" W caym' osiedlu podnis si niebawem'-ten- sam

r'78            ,'......, n

r

krzyk rozpaczy. Mowie wrcili i kada rodzina
przeywaa klsk wypaty. Drzwi domw otwieray
si i kobiety wybiegay lamentujc gono, jak gdy-
by ich skargi nie mogy pomieci si w czterech
cianach izb. My drobny deszczyk, lecz one go nie
czuy, nawoyway si wzajemnie, pokazyway sobie
otrzyman wypat: miecia si we wgbieniu doni.

 Patrzcie, ile mojemu dali! Czy to nie kpiny
z czowieka?

 Nie bd nawet miaa czym zapaci za chleb!

 A ja? Policz no tylko! Przyjdzie chyba sprzeda
koszule!

Maheudk wysza przed dom jak i inne. Wok
Lewaczki, ktra krzyczaa najgoniej, utworzyo si
zbiegowisko. Jej m, pijanica, nie wrci dotych-
czas. Przeczuwaa, e wypata, dua czy maa, stop-
nieje w ,,Wulkanie". Filomena pilnowaa Maheua,
eby Zachariasz nie dosta swoich pienidzy do rk.
Tylko Pierronka zachowywaa si spokojnie. Ten
krtacz Pierron zawsze potrafi tak jako urzdzi,
eby mie zapisane wicej godzin ni inni.

Stara Brule uwaaa to za podo i oburzaa si
razem z innymi. Staa wyprostowana, chuda, z pi-
ci wycignit w stron Montsou.

 I pomyle tylko  zawoaa nie wymieniajc
nazwiska pastwa Hennebeau  e Widziaam dzi
rano ich kuchark, jak jechaa karet po ryby do
Marchiennes!         '.              .    ::.;

Powsta zgiek, krzyki rozlegy si na nowo. Ta
suca w biaym fartuszku, jadca po zakupy 'kare-
t, wywoaa oburzenie. Kiedy robotnicy przymiera-
j godem, tamtym zachciewa si ryb? Skocz si
kiedy te czasy. Przyjdzie kolej i na biedakw. Posia-
ne przez'Stefana ziarnb wzroso, trysno ku grze
tym okrzykiem buntu. Byo w nim niecierpliwe po-
danie obiecanej ery pomylnoci i szczcia wykra-
czajcego poza otaczajcy ich horyzont ndzy. Prze-
penia si czara niesprawiedliwoci! Teraz, kiedy
'odejmuj im chleb od ust, wystpi do walki';o swe

12

prawa! Szczeglnie kobiety gotowe byy zdobywa
szturmem, natychmiast, t idealn krain postpu,
w ktrej nie bdzie ndzarzy. Nadcigaa noc, deszcz
si wzmaga, a one napeniay cae osiedle swym
zawodzeniem.

Tego wieczora u Rasseneura zapada decyzja roz-
poczcia strajku. Szynkarz ju mu si nie sprzeci-
wia, a Suwarin przyjmowa go jako pierwszy krok.
Stefan streci sytuacj w jednym zdaniu: poniewa
Towarzystwo chce strajku  bdzie go mie!

v

Min tydzie. Pracowano w pospnym oczekiwa-
niu konfliktu.

U Maheuw nastpna wypata zapowiadaa si je-
szcze gorzej ni poprzednia. Mimo swej rozwagi
i rozsdku Maheudka popadaa w coraz wiksze roz-
goryczenie. A tu jeszcze Katarzynie przyszo pewne-
go dnia do gowy nie wrci na noc do domu. Zja-
wia si dopiero rano, tak zmczona i rozbita, e nie
moga i do kopalni. Pakaa i zaklinaa si, e to
nie jej wina, e Chaval j zatrzyma i grozi, e j
pobije, gdyby prbowaa uciec. Szala z zazdroci
i nie chcia dopuci, eby wracaa do ka Stefana,
z ktrym  jak twierdzi  rodzina kae jej sypia.
Maheudka, rozjtrzona, zabronia crce zadawa si
z takim bydlciem i owiadczya, e pjdzie do
Montsou i da mu nauczk. Ale nie zmienio to faktu,
e dniwka bya stracona, a poza tym dziewczyna
jak ju miaa tego kochanka, to pewno wolaa go
nie zmienia.

W dwa dni potem znw wydarzyo si co nowego.
W poniedziaek i wtorek Janek zamiast i do roboty
wymkn si na bagna i do lasu Vandame z Beber-
tem i Lidk. Namwi ich do tego i nikt nie wiedzia,
co tam wyprawiali we trjk. Dosta za to od matki
lanie na ulicy, w obecnoci wystraszonej dzieciarni
z caego osiedla. Widzia to kto co podobnego? Dzie-

180 '

ciak, ktry tyle kosztowa i powinien teraz przynosi
pienidze!

Znalazo w tym okrzyku swj wyraz wspomnienie
jej wasnej, cikiej modoci, dziedziczna ndza,
ktra sprawia, e w oczach rodzicw kade dziecko
jest rdem przyszych zarobkw.

Tego ranka, gdy mczyni i Katarzyna wychodzi-
li do pracy, Maheudka podniosa si na ku
i krzykna do Janka:

 A pamitaj, gaganie jeden, .e jak mi jeszcze
raz zrobisz co takiego, to zedr ci skr z tyka!

W nowym przodku Maheua praca bya cika. Po-
kad zwa si tutaj do tego stopnia, e rbacze
wcinici midzy strop i spg ranili sobie przy pracy
okcie. Przy tym byo tam coraz wilgotniej i obawia-
no si, e lada chwila trysn moe woda, jeden
z tych strumieni, ktre przebijaj ska i unosz ze
sob ludzi.

Pewnego dnia, kiedy Stefan wydoby wbity w w-
giel kilof, woda prysna mu na twarz. Byo to jed-
nak tylko ostrzeenie; pokad sta si po prostu bar-
dziej wilgotny i niezdrowy. Stefan zobojtnia zresz-
t na niebezpieczestwo, tak samo jak koledzy nie
myla o nim. Nie czuli, jak gaz ciy im na powie-
kach i pajczyn przysania oczy. Czasem, gdy lam-
py przygasay i paliy si bardziej niebiesko ni zwy-
kle, ktry z grnikw przykada ucho do skay,
aby posucha lekkiego szmeru baniek gazu wydoby-
wajcych si z kadej szczeliny. Stale grozio im te
zasypanie: woda drya pokad, a obudowa, robiona
w popiechu, nigdy nie bya wystarczajca.

Maheu trzy razy poprawia tego dnia obudow.
Byo wp do trzeciej, mieli ju jecha na gr, Ste-
fan lec na boku wyrbywa blok wgla, gdy nagle
jaki daleki grzmot wstrzsn ca kopalni.

 A to co?!  krzykn wypuszczajc kilof z rki.
Zdawao mu si, e chodnik za jego plecami za-
wali si. Lecz Maheu zelizgiwa si ju ku wyjciu

woajc:

181

 Tpno... Prdzej! Prdzej!

Pobiegli za nim ogarnici braterskim lkiem o to-
warzyszy. Zapanowaa miertelna cisza. Lampy ta-
czyy w ich rkach. Biegli chodnikami pochyleni
i nie zwalniajc biegu zadawali pytania, rzucali
krtkie odpowiedzi.

 Gdzie to? W ktrym przodku? Nie, chyba ni-
ej, koo podszybia!

Dobiegszy do lepego szybiku zniknli w nim,
wpadali jeden za drugim nie zwaajc, e si ka-
lecz.

Janek mia jeszcze na skrze lady wczorajszych
cigw i tego dnia nie uciek z kopalni. Depta boso
za wozami, zamyka jedn za drug tamy wenty-
lacyjne i czasem tylko, gdy w pobliu nie byo szty-
gara, wskakiwa na ostatni wz, czego mu zabrania-
no z obawy, eby tam nie zasn. Najwiksz jego
przyjemnoci byo podej po cichu do Beberta,
kiedy si mijali, i uszczypn go do krwi. Wymyla
jakie mapie arty  sam podobny do zwierzcia,
o bezbarwnych wosach, odstajcych uszach i chudym
pyszczku, w ktrym pony mae zielone oczka.
Przedwczenie rozbudzony, zwinny, lecz tpy, przy-
pomina larw ludzk, blisk wtrnego zezwierz-
cenia.

Tego popoudnia Mouque przyprowadzi chopcom
Bataille'a. Zapowiadaa si wic cika praca. Kiedy
ko zatrzyma si przed jakim przejciem, niespo-
kojnie rozdymajc chrapy, Janek podbieg do Beber-
ta i zapyta:

 Co si dzisiaj dzieje z t star szkap, e cigle
staje? Jeszcze sobie przez ni nogi poami.

Bebert nie odpowiedzia. Odpycha Bataille'a, kt-
ry wyrywa si widzc zbliajcy si drugi sznur
wozw. Z daleka poczu swego towarzysza Trompet-
te'a, do ktrego przywiza si bardzo, od chwili gdy
by wiadkiem jego przybycia do kopalni. Mona by
powiedzie, e bya to pena wspczucia przyja
starego filozofa, ktry stara si nie ulg modemu

182

koledze, uczc go rezygnacji i cierpliwoci. Trompet-
te nie przystosowa si dotychczas do ycia w kopal-
ni. Cign wozy z opuszczon gow, olepiony ciem-
noci, stskniony za socem. Ilekro si spotykali,
Bataille wyciga szyj, parska i pieszczotliwie liza
towarzysza, aby doda mu odwagi.

 Psiakrew!  zakl Bebert.  Znw si li!
A pniej odpowiedzia przyjacielowi:  On jest
sprytny, ten stary!... Jak si tak zatrzymuje, to zna-
czy, e co jest. nie w porzdku, wietrzy jaki kamie
albo dziur... Dba o siebie, nie chce sobie ng poa-
ma. Ale dzisiaj to nie wiem, co mu si stao. Otwie-
ra tam, a pniej staje... Czy czue co specjalnego?

 Nie  odpowiedzia Janek.  Tylko woda a
po kolana.

Wozy ruszyy. W drodze powrotnej Bataille, uchy-
liwszy tamy gow, zatrzyma si powtrnie. Ra
i trzs si cay. Wreszcie zdecydowa si i przekro-
czy j szybko.

Janek zamkn tam i na chwil pozosta w tyle.
Pochyli si, spojrza na kau, w ktrej brodzi,
potem podnis lamp i dostrzeg, e stojaki wygiy
si pod naporem sczcej si wody. W tej chwili
nadszed rbacz Berloque, przezwany Piekiem. pie-
szy si do domu, gdzie ona leaa w poogu. On
rwnie zatrzyma si i obejrza stojaki. I nagle,
kiedy may mia ju pobiec za wozami, rozleg si
straszliwy huk i osuwajcy si strop pochon m-
czyzn i dziecko.

Zapanowaa gboka cisza. Chodniki wypeni gsty
py. Dawic si nim nadbiegali grnicy ze wszyst-
kich stron, nawet z najbardziej odlegych przodkw.
Taczce lampy owietlay mglicie te czarne syl-
wetki mknce krecimi chodnikami. Pierwsi, ktrzy
nadbiegali na miejsce wypadku, zaczli krzycze
i przyzywa towarzyszy. Druga grupa, przybya z po-
kadw pooonych w gbi, znalaza si po dru-
giej stronie zawaliska, ktre przegradzao chodnik.
Stwierdzono natychmiast, e strop obsun si na

183

przestrzeni najwyej dziesiciu metrw. Uszkodzenie
nie byo powane, lecz serca cisny si, gdy spod
bry wgla doleciao miertelne charczenie czo-
wieka.

Bebert zostawi wozy i przybieg woajc:

 Zasypao Janka! Zasypao Janka!
W tej chwili Maheu wynurzy si z szybiku ze

Stefanem i Zachariaszem. Ogarna go taka rozpacz,

e kl tylko:

 Psiakrew! Psiakrew! Psiakrew!

Katarzyna, Mouquette i Lidka nadbiegy rwnie
i zaczy szlocha i krzycze z przeraenia. Ciemno-
ci zwikszay jeszcze zamieszanie. Grnicy starali
si uciszy dziewczta, lecz one pakay coraz go-
niej, wybuchay kaniem za kadym razem, gdy po-
syszay rzenie przysypanego.

Przybieg sztygar Richomme zrozpaczony, e ani
inyniera Negrela, ani Dansaerta nie ma w kopalni.
Przyoy ucho do ciany, nasuchiwa i owiadczy
wreszcie, e to nie dziecko jczy. Musi tam by do-
rosy czowiek. Maheu na prno przyzywa Janka.
Widocznie chopiec zosta zmiadony. Rzenie nie
ustawao. Przemawiano do umierajcego, pytano go
o nazwisko. Charkot by jedyn odpowiedzi.

 Prdzej!  powtarza Richomme, ktry zorga-
nizowa ju ratunek.  Gada bdziemy potem.

Grnicy uzbrojeni w kilofy i opaty odrzucali ska
z obu stron. Chaval pracowa w milczeniu obok Maheu
i Stefana, Zachariasz kierowa odwoeniem. Nadszed
czas wyjazdu, nikt jeszcze nie jad. Ale nikt nie od-
chodzi, dopki towarzysze znajdowali si w niebez-
pieczestwie. Pomylano jednak o tym, e w osiedlu
zaczn si niepokoi, gdy nikt nie wrci, i zapropo-
nowano wysa dziewczta. Ale ani Katarzyna, ani
Mouquette, ani nawet Lidka nie chciay odej, przy-
kute dz poznania prawdy, pomagajc przy usuwa-
niu skay. Wreszcie Levaque zgodzi si jecha na
powierzchni, eby powiadomi o wypadku: nieznacz-
ne uszkodzenie, ktre naprawiaj. Dochodzia godzi-

184

na czwarta. Przez niespena godzin robotnicy wyko-
nali prac wymagajc caego dnia i poowa zawali-
ska byaby ju usunita, gdyby nie to, e osuway
si wci nowe bryy. Maheu pracowa zaarcie,
rozpaczliwym ruchem odpychajc kadego, kto zbli-
a si chcc zluzowa go cho na chwil.

 Ostronie  powiedzia wreszcie Richomme. 
Dochodzimy... Uwaajcie, eby ich nie dobi!

Rzeczywicie rzenie stawao si coraz wyraniej-
sze. Kierowali si jego odgosem. Wreszcie nadesza
chwila, e zdawao si dobywa spod samych opat.
I nagle ucicho.

Spojrzeli na siebie w milczeniu, drc pod wie-
wem mierci, ktry musn ich w ciemnoci. Kopali
dalej, zlani potem, majc minie napite do osta-
tecznoci. Wreszcie ukazaa si noga. Teraz usuwano
ska rkoma i powoli odsonite cae ciao. Gowa
nie bya uszkodzona. Owietlono j i przezwisko
Pieniek" przebiego z ust do ust. By jeszcze ciepy.
Kawaek skay strzaska mu stos pacierzowy.

 Owicie go pacht i pocie w wozie  roz-
kaza sztygar.  A teraz szukajmy chopca, prdko!

Maheu uderzy jeszcze raz kilofem robic otwr,
przez ktry mona si byo porozumie z robotnika-
mi kujcymi z drugiej strony. Krzyczeli, e znaleli
wanie Janka zemdlonego, z poamanymi nogami,
ale oddychajcego jeszcze. Ojciec wzi go na rce
i nis z zacinitymi zbami, miotajc tylko od cza-
su do czasu przeklestwa, aby wyrazi sw bole.
Katarzyna i inne kobiety ponownie zaniosy si pa-
czem.

Szybko utworzy si pochd. Bebert przyprowadzi
Bataille'a. Zaprzgnito go do dwch wozw: na
pierwszym leay zwoki Pieka podtrzymywane
przez Stefana, do drugiego wsiad Maheu. Na kola-
nach trzyma Janka nieprzytomnego, owinitego ka-
wakiem wenianej materii oderwanym od tamy.
Ruszyli krok za krokiem. Na kadym wozie lampa
poyskiwaa czerwon gwiazd. Z tyu szli grnicy,

185

a pidziesit cieni przesuwao si za nimi po cianie.
Dopiero teraz odczuwali zmczenie, ociaym kro-
kiem wlekli si po bocie jak trzoda byda dotknita
zaraz. P godziny mino, nim deszli do podszybia.
aobny korowd cigncy si w gbokich ciemno-
ciach, wzdu krzyujcych i rozwidlajcych si chod-
nikw, zdawa si nie mie koca.

Na podszybiu Richomme, ktry szed na przedzie,
zarzdzi, aby zarezerwowano pust klatk. Pierron
wepchn do niej obydwa wozy. W jednym siedzia
Maheu z rannym synem na kolanach, w drugim Ste-
fan trzyma w objciach ciao Pieka, eby si nie
zsuwao. Reszta grnikw wesza na pozostae pitra
i klatka ruszya. Jechali dwie minuty. Ze cian szybu
kapay zimne krople. Spogldali ku grze, z nie-
cierpliwoci oczekujc chwili, kiedy ujrz wiato
dzienne.

Szczciem, chopiec wysany po doktora Vander-
haghena znalaz go i przyprowadzi. Janka i zmare-
go wniesiono do izby sztygarw, gdzie jak rok dugi
pali si ogie. Przysunito wiadra z ciep wod
naszykowan do mycia ng. Pooono dwa materace,
a na nich mczyzn i dziecko. Do izby weszli tylko
Maheu i Stefan. Zgromadzeni pode drzwiami grni-
cy, adowacze i adowaczki rozmawiali szeptem.

Rzuciwszy okiem na Pieka doktor szepn:

 Ju po nim... Moecie umy ciao.
Dwaj dozorcy rozebrali zmarego, a pniej ob-
myli gbk zwoki czarne od wgla i brudne od potu.

 Gowa caa  podj doktor klczc na mate-
racu obok Janka.  Klatka piersiowa te. Och, to
nogom si dostao!

Sam rozbiera chopca, ze zrcznoci piastunki
zdejmowa hem, kaftan, spodnie i koszul. Ukazao
si teraz biedne, wychude ciako, powalane czarnym
pyem, glin i krwi. eby mc stwierdzi obraenia,
trzeba byo chopca umy. Obmywany gbk, zdawa
si chudn jeszcze bardziej, tak blady i przezroczy-
sty, e koci przewityway mu przez skr. al byo

186

patrze na tego potomka zdegenerowanej rasy ndza-
rzy, cierpice stworzonko na p zmiadone przez
ska. Kiedy go umyto, na udach ukazay si dwie
czerwone plamy.

Oprzytomniawszy Janek jkn. Stojcy z opusz-
czonymi rkami obok materaca Maheu patrzy na
niego; z oczu popyny mu wielkie zy.

i1- To ty jeste ojcem?  zapyta doktor podno-
szc gow.  Nie pacz, widzisz przecie, e yje...
Pom mi lepiej.

Stwierdzi dwa proste zamania. Ale prawa noga
niepokoia go. Prawdopodobnie trzeba j bdzie am-
putowa.

W tej chwili inynier Negrel i Dansaert, zawiado-
mieni o wypadku, weszli do izby z Richomme'em.
Negrel sucha raportu sztygara z widoczn wcie-
koci. Zawsze ta przeklta obudowa!"  wybuch-
n. Czy nie powtarza sto razy, e moe przyj
do ofiar w ludziach? Ale jak ich zmusza, eby bu-
dowali porzdniej, to te ajdaki od razu gro straj-
kiem. Najgorsze, e Towarzystwo bdzie teraz mu-
siao paci za potuczone czerepy. Dopiero si pan
Hennebeau ucieszy!

 Ktry to?  spyta Dansaerta, w milczeniu
stojcego nad ciaem.

 Pieniek, jeden z naszych dobrych robotnikw 
odpowiedzia nadsztygar.  Ma troje dzieci... Biedny
chop!                                        

Doktor Vanderhaghen kaza natychmiast prze-
wie Janka do domu. Bia szsta, zapada zmierzch,
wskazane byo przewie take i zwoki. Inynier
wyda polecenie, aby zaprzgnito do wozu i przy-
niesiono nosze. Chopca pooono na noszach, mate-
rac ze zmarym wsunito na wz.

Na dworze stali jeszcze rbacze i adowaczki i r-'
mawiali, czekajc. Kiedy otwarto drzwi od izby
sztygarw, zapanowaa cisza. I znw utworzy si
pochd. Przodem jecha wz, za nim niesiono nosze,
z tylu postpowali ludzie. Minli plac i wolnym kro-

187

kiem skierowali si na drog wiodc do osiedla.
Pierwsze listopadowe przymrozki ogoociy ogromn
rwnin, noc obejmowaa j powoli, jak caun spy-
wajcy z mrocznego nieba.

Stefan poradzi szeptem Maheuowi, eby wysa
Katarzyn, aby uprzedzia matk i przygotowaa j
na przyjcie ciosu. Postpujcy za noszami ojciec,
zamany, skin potakujco gow i dziewczyna ru-
szya biegiem, gdy dochodzili ju do. osiedla. Wie
o zblianiu si furgonu, tego tak dobrze znanego po-
nurego wozu, zdya ju do niej dotrze. Kobiety
wychodziy w popochu na chodniki, trzy czy cztery
biegy wystraszone naprzeciw idcym. Wkrtce byo
ich trzydzieci, potem pidziesit, wszystkie zdjte
tym samym przeraeniem. Wic s ofiary? Kto zgi-
n? To, co opowiedzia im Levaque, uspokoio je
najpierw, lecz teraz same wyolbrzymiay rozmiary
katastrofy: to nie jeden, to dziesiciu ludzi zgino,
furgon przywiezie ich jednego po drugim.

Katarzyna zastaa matk pen zych przeczu. Le-
dwo zdya wyjka par sw, tamta krzykna:

 Ojciec zgin!

Na prno dziewczyna zaprzeczaa, mwia o Jan-
ku. Nie suchajc duej Maheudka wybiega i zoba-
czywszy wz, ktry skrca koo kocioa, zachwiaa
si i poblada. Stojce w drzwiach domw, oniemiae
ze zgrozy kobiety wycigay szyje. Inne szy za wo-
zem, z dreniem mylc o tym, przed czyim domem
si zatrzyma.

Furgon min dom Maheuw i Maheudka zobaczy-
a nosze, a obok nich ma. Kiedy postawiono je
przed drzwiami i gdy ujrzaa Janka ywego, lecz
z poamanymi nogami, nastpia u niej tak silna
reakcja, e w nagym porywie gniewu wyjkaa bez
ez:

 To tak! To teraz z dzieci robi kaleki! Obie
nogi, mj Boe! I c ja z nim poczn?

- Zamilcze, kobieto  powiedzia doktor Van-

188

derhaghen, ktry przyszed take, aby opatrzy Jan-
ka.  Wolaaby, eby tam zosta?

Ale Maheudka krzyczaa coraz goniej przy wt-
rze szlochw Alziry, Lenory i Henryka. Pomagajc
wnosi chorego, podajc lekarzowi potrzebne rzeczy,
przeklinaa los i pytaa, skd wemie teraz pieni-
dzy, aby ywi dwie kaleki. Mao jeszcze byo dziad-
ka? Musia i chopak nogi straci?! Nie przestawaa
wyrzeka, a z ssiedniego domu odpowiada jej roz-
dzierajcy lament: to ona i dzieci Pieka pakay
nad ciaem. Noc ju bya ciemna, gdy miertelnie
znueni grnicy zasiedli wreszcie do posiku. W osie-
dlu panowaa pospna cisza, przerywana jedynie
okrzykami rozpaczy.

Mino trzy tygodnie. Janek nie utraci nogi, am-
putacji udao si unikn, ale kula. Po zbadaniu
wypadku Towarzystwo wypacio Maheuom pidzie-
sit frankw zapomogi i obiecao przyj maego
kalek do pracy na powierzchni, jak tylko wrci do
zdrowia. Mimo to ndza u Maheuw wzrosa, gdy
Maheu, wstrznity wypadkiem, dosta wysokiej
gorczki.

Od czwartku Maheu powrci do pracy. Nadesza
niedziela. Wieczorem Stefan przypomnia o zbliaj-
cym si pierwszym grudnia i zastanawia si, czy To-
warzystwo speni sw grob. A do dziesitej cze-
kali na Katarzyn, ktra wysza z Chavalem. Lecz
nie wrcia. Nie mwic ani sowa Maheudka z wcie-
koci zamkna drzwi na zasuw. Stefan dugo nie
mg zasn; stojce obok puste ko, w ktrym
Alzira zajmowaa tak mao miejsca, nie dawao mu
spokoju.

Katarzyna nie wrcia rwnie i nazajutrz. Dopie-
ro po powrocie z kopalni dowiedzieli si Maheuo-
wie, e Chaval zatrzyma j u siebie. Robi jej tak
ohydne sceny, e w kocu zdecydowaa si z nim
zamieszka. eby unikn wyjanie, Chaval porzu-
ci le Voreux. Zosta przyjty do pracy w Jean-Bart,
kopalni pana Deneulina, i Katarzyna posza z nim

189

jako adowaczka. Nowe stado zamieszkiwao zreszt
nadal w Montsou, u Piquette'a.

Maheu owiadczy w pierwszej chwili, e obije
Chavala, a crk przyprowadzi za kark do domu.
Ale pniej wzruszy ramionami z rezygnacj: i po
co? Zawsze si tak koczy; nie zatrzymasz dziewu-
chy si. Lepiej spokojnie czeka, a si pobior. Ale
Maheudka nie pogodzia si z tym tak atwo.

 Czy ja j biam, jak si zesza z tym Chava-
lem?!  krzyczaa do Stefana, ktry sucha jej
w milczeniu, bardzo blady.  No, powiedzcie tylko
sami... Moga robi, co chciaa, nie? Mj Boe. na
kad przychodzi kolej! Ja te chodziam z brzu-
chem, jak si mj stary ze mn eni. Ale nie ucie-
kaam od rodzicw. Nigdy nie zrobiabym tego wi-
stwa, eby oddawa zarobek chopu, ktry tego nie
potrzebuje... Kto to widzia takie rzeczy! Dojdzie do
tego, e czowiek w ogle nie bdzie chcia mie
dzieci.

Stefan potakiwa jej ruchem gowy, a ona cigna
dalej:

 Dziewczyna, ktra kadego wieczoru sza sobie,
gdzie chciaa! Co j te ugryzo? Nie moga to za-
czeka, a sama j wydam, jak nam troch pomoe
wygrzeba si z dugw? Po to si chyba ma dzieci,
eby pracoway, nie? Za dobrzy bylimy dla niej, ot
co! Nie trzeba jej byo pozwala zadawa si z cho-
pem. Jak im tylko troch pofolgowa, to one zaraz
by chciay Bg wie co!         '     '

Alzira kiwaa gow; Lehora' i" Henryk, przestra-
szeni tym nagym wybuchem, pakali cichutko, a ma-
tka wyliczaa teraz wszystkie nieszczcia: najpierw
Zachariasz, ktrego trzeba byo oeni, potem dzia-
dek Bonnemort, ktremu odjo wadz w -nogach,
wreszcie Janek; ktry jeszcze z dziesi dni bdzie
musia siedzie w domu, bo mu si koci le zrastaj.
A tu jeszcze ta dziwka, Katarzyna, ucieka z chopem.
Caa rodzina si rozleciaa. Tylko jeden ojciec jesz-
cze pracuje:- W jaki 'sposb wyywi siedem osb,

ifw

nie liczc ju Estelki, z trzech frankw? Czy nie
lepiej od razu rzuci si do kanau?

 Co ci z tego przyjdzie, e si bdziesz trapi-
a?  rzek gucho Maheu.  Moe damy jako so-
bie rad.

Stefan, ktry dotychczas sta ze wzrokiem wbitym
w podog, teraz podnis gow i szepn wpatrzony
w wizj przyszoci:

 O, ju czas! Ju czas!

CZʌ CZWARTA

Tego wanie poniedziaku pastwo Hennebeau
przyjmowali u siebie na niadaniu Gregoire'w z cr-
k ich Cecyli. Uoono projekt wycieczki: po nia-
daniu Pawe Negrel mia pokaza paniom wieo
odnowion kopalni Saint-Thomas. By to jednak tyl-
ko miy pretekst; proponujc wycieczk pani Henne-
beau chciaa przypieszy maestwo Cecylii z Pa-
wem.

I nagle tego poniedziaku o godzinie czwartej ra-
no wybuch strajk. Gdy dyrekcja z dniem pierwszego
grudnia wprowadzia nowy system pac, grnicy nie
okazali sprzeciwu. Na pitnastego, w dzie wypaty,
nikt nie protestowa. Cay personel  od dyrektora
poczwszy, a na dozorcach skoczywszy  uwaa,
e nowy system zosta przyjty. Tote nage wypo-
wiedzenie wojny wywoao wielkie zdziwienie. Tak-
tyka dziaania i caoksztat posuni wskazyway
na energiczne kierownictwo.

O pitej rano Dansaert zbudzi pana Hennebeau
wiadomoci, e w le Voreux nie stawi si do pracy
ani jeden czowiek. Osiedle Dwiecie Czterdzieci,
kiedy przez nie przechodzi, spao gbokim snem.
Okna i drzwi domw byy zamknite. Ledwie za-
spany dyrektor wyskoczy z ka, posypay si
przykroci. Co kwadrans przybiegali gocy, depesz,e
spaday na biurko jak grad. Z pocztku mia na-
dziej, e strajk ograniczy si do e Voreux, ale
z kad chwil nadchodziy wieci coraz bardziej
niepokojce: w Mirou, Crevecoeur i Madeleine sta-
wili si do pracy tylko stajenni; w la Victoire i Feu-
try-Cantel, dwch kopalniach, ktrych personel by
najbardziej zdyscyplinowany, zjechaa na d jedna
trzecia grnikw. Tylko -w jednym Saint-Thomas

192

robotnicy stawili si w komplecie i zdawali si nie
bra udziau w strajku.

Do dziewitej pan Hennebeau dyktowa depesze,
telegrafowa na wszystkie strony: do prefekta w Lil-
ie, do Rady Naczelnej Towarzystwa, uprzedzajc
wadze, proszc o wytyczne. Negrela wysa do s-
siednich kopal po dokadniejsze informacje.

Nagle przypomnia sobie o niadaniu. Ju mia
posa stangreta, aby zawiadomi Gregoire'w, e
wycieczka zostaa odoona, kiedy niepewno czy
te brak woli kazay mu si zatrzyma, jemu, ktry
przed chwil w paru krtkich, onierskich zdaniach
przygotowa plan bitwy. Poszed na gr do ony,
ktr pokojwka koczya czesa przed gotowal-
ni.

 Strajkuj? rzeka spokojnie, gdy przedsta-
wi jej stan rzeczy.  No to co? Z tego powodu
nie przestaniemy chyba jada, prawda?

Na prno tumaczy jej, e niadanie nie bdzie
mogo odby si w miym nastroju, a do kopalni
i tak nie pojad. Pani Hennebeau upara si. Na
wszystko znajdowaa odpowied. Po co zmarnowa
niadanie ju przygotowane? A ze zwiedzania ko-
palni mona zrezygnowa, jeeliby to mia by krok
naprawd nieopatrzny.

 Zreszt  cigna, gdy pokojwka opucia
pokj  wiesz, dlaczego zaley mi na tym, aby
przyj tych pastwa. To maestwo powinno ob-
chodzi ci bardziej ni wybryki robotnikw... Zre-
szt chc tego i prosz, nie sprzeciwiaj mi si.

Spojrza na ni i zadra lekko, a na jego twar-
dej twarzy czowieka, ktry umie panowa nad sob,
pojawi si wyraz tajonego blu.

Siedziaa z odkrytymi ramionami, nieco ju przej-
rzaa, lecz wspaniaa jeszcze i pontna, o postawie
Cerery ozoconej jesieni. Przez chwil mia bru-
taln ch pochwyci j w ramiona i wtuli gow
midzy obnaone piersi. W pokoju panowao agodne
ciepo. W powietrzu unosia si dranica wo pima.

13  Germinal t. I

193

Opanowa si jednak. Od dziesiciu lat pastwo Hen-
nebeau nie yli ze sob.

 Dobrze  odpar wychodzc.  Nie odwouj-
my niczego.

Pan Hennebeau urodzi si w Ardenach. Cikie
byy pocztki ubogiego chopca, sieroty, wyrzuconego
na bruk paryski. W niedostatku studiowa w aka-
demii grniczej i w wieku lat dwudziestu czterech
wyjecha jako inynier do kopalni witej Barbary
w Grand'-Combe. Trzy lata pniej zosta kierowni-
kiem ruchu w kopalni Mare w Pas-de-Calais. Tutaj
oeni si z crk bogatego waciciela tkalni z Arras.
Przez pitnacie lat mieszka z on w maym mia-
steczku prowincjonalnym i nic nie przerywao mono-
tonii ich ycia. Dzieci nie mieli. Wzrastajca nie-
ch odsuwaa pani Hennebeau od ma. Wycho-
wana w szacunku dla pienidzy, gardzia czowie-
kiem, ktry za sw cik prac dostawa zupenie
przecitne wynagrodzenie i nie mg zaspokoi jej
ambitnych marze. On, nieskazitelnie uczciwy, nie
uznawa adnych spekulacji i sta na posterunku jak
onierz. Dysharmonia wzrastaa, zaostrzona przez
jedno z owych dziwacznych nieporozumie ciele-
snych, ktre ka ochon nawet najbardziej na-
mitnym. Pan Hennebeau ubstwia on, zmysow
blondyn, a mimo to niedugo po lubie zaczli
sypia osobno, zraeni. Od tej pory pani miaa ko-
chanka, o czym pan nie wiedzia. Wreszcie opucili
Pas-de-Calais i wyjechali do Parya, gdzie Henne-
beau postara si o posad biurow, w nadziei, e
ona bdzie mu za to wdziczna. Ale wanie Pary
doprowadzi do ostatecznego rozamu, ten Pary,
o ktrym marzya od dziecistwa. W cigu tygodnia
zmya z siebie wszelki lad prowincji i zanurzya
si w przepychu stolicy. Dziesi lat tam spdzo-
nych wypenia jej wielka namitno, wszystkim
wiadomy romans z pewnym, panem, ktrego odejcia
o mao nie przypacia yciem. Tym razem m nie
.mg pozosta w niewiadomoci. Po ohydnych sce-

194

nach, bezradny wobec zupenej amoralnoci ony,
ktra z cakowitym spokojem uywaa szczcia,
gdziekolwiek je znajdowaa, pogodzi si z losem.
Widzc j chor z rozpaczy po zerwaniu, przyj po-
sad dyrektora kopal w Montsou. Mia nadziej,
e moe tam, na tej czarnej pustyni, uda mu si
j odmieni.

Od chwili kiedy pastwo Hennebeau zamieszka-
li w Montsou, wrcia nuda i rozdranienie pierw-
szych lat maestwa. Z pocztku wielki spokj bez-
miernej rwniny zdawa si przynosi pani Henne-
beau ukojenie. Zagrzebaa si w tym pustkowiu jak
kobieta, ktrej nic ju w yciu nie czeka. Wmawiaa
w siebie, e jej serce przestao uderza, odwrcia
si od wiata, nie bolaa nawet nad tym, e tyje.
Pnej pod t pozorn obojtnoci ockn si osta-
tni gorczkowy poryw, pragnienie ycia. Przez p
roku oszukiwaa je, meblujc wedug swego gustu
paacyk dyrekcji. Twierdzia, e jest okropny, i przy-
ozdabiaa go dywanami, bibelotami, mnstwem arty-
stycznych drobiazgw. Opowiadano o tym a w Lil-
ie. Krajobraz mczy j teraz  te nie koczce si
pola, te czarne drogi bez drzew, pene ohydnych
ludzi, ktrzy budzili w niej wstrt i obaw. Zaczy
si skargi na wygnanie. Wyrzucaa mowi, e po-
wici j dla ndznych czterdziestu tysicy fran-
kw, ledwie wystarczajcych na utrzymanie. Czy
nie powinien postpowa tak jak inni, domaga si
udziaw, akcji, do czego wreszcie w yciu doj?
Nalegaa z okruciestwem tej, ktra wniosa ma-
jtek. On, zawsze poprawny, okry si pancerzem
chodu, pod ktrym gorza namitnoci, pno roz-
budzonym podaniem, coraz gwatowniejszym z bie-
giem lat. Nigdy jeszcze nie oddaa mu si jak ko-
chankowi. Przeladowaa go pewna wizja, nieustajce
pragnienie, aby mie j kiedy tak, jak mia jq
tamten. Kadego ranka marzy, e posidzie j wie-
czorem, ale pniej, kiedy napotyka jej zimny
wzrok i czu, e wszystko w niej wzdryga si pned

13*

195

nim, nie omiela si nawet dotkn jej rki. Byo
to cierpienie bez ratunku, ukryte pod pozorami
sztywnej grzecznoci, cierpienie czowieka o czuym
usposobieniu, ktrego omino szczcie rodzinne.
Po upywie p roku, kiedy paacyk kompletnie
urzdzony przesta zajmowa pani Hennebeau, po-
pada w otpienie jak wygnanka, ktr wygnanie
zabija i ktra z utsknieniem wyczekuje mierci.

Wanie wtedy przyby do Montsou Pawe Ne-
grel. Matka jego, wdowa po kapitanie z Prowansji,
ya w Awinionie ze szczupej renty. Musiaa si za-
dowoli chlebem i wod, aby wysa syna do Woj-
skowej Szkoy Inynieryjnej. Skoczy j w niskiej
randze i wuj jego, pan Hennebeau, skoni go do
zoenia dymisji, ofiarowujc mu stanowisko iny-
niera w le Voreux. Traktowany jak rodzony syn, za-
mieszka u pastwa Hennebeau i jada u nich, co
pozwalao mu posya matce co miesic poow
pensji. Aby upozorowa czym sw dobroczynno,
pan Hennebeau twierdzi, e prowadzenie wasne-
go gospodarstwa jest dla modych ludzi spraw ogro-
mnie kopotliw. Pani Hennebeau od razu wesza
w rol czuej ciotki. Mwia siostrzecowi po imie-
niu i czuwaa nad nim. Zwaszcza w pierwszych mie-
sicach okazywaa mu matczyn troskliwo i udzie-
laa rad w najdrobniejszych szczegach. Nie prze-
staa jednak by kobiet; wkrtce doszo do zwierze.
Ten chopak, taki mody i taki wyrobiony yciowo,
inteligentny i bez skrupuw, rozprawiajcy o mi-
oci jak filozof, bawi j swym pesymizmem, ktry
zaostrza jeszcze rysy jego wskiej twarzy o spicza-
stym nosie. Oczywicie pewnego wieczora znalaz si
w jej objciach. Oddaa mu si jakby z dobroci,
powtarzajc, e jej serce ju wystygo i e chce
by jedynie jego przyjacik. I rzeczywicie nie
bya zazdrosna, dokuczaa mu adowaczkami, od kt-
rych odwraca si ze wstrtem, i gniewaa si pra-
wie, e nie ma przygd miosnych i nie moe jej
o nich opowiada. Pniej zapalia si do myli,

196

aby go oeni. Marzya o tym, e si powici, e
sama znajdzie mu bogat on. Stosunek ich trwa
nadal; rozrywka w wolnych chwilach, w ktr pani
Hennebeau wkadaa ostatnie porywy uczucia sta-,
rzejcej si w bezczynnoci kobiety.

Miny dwa lata. Pewnej nocy pan Hennebeau,
syszc stpanie bosych stp pod swoimi drzwiami,
powzi pewne podejrzenie. Ten nowy romans ony
w jego wasnypi domu z mczyzn, ktrego moga
by matk, przej go oburzeniem. Lecz nastpnego
dnia pani Hennebeau owiadczya mu, e wybraa
Cecylk Gregoire na on dla ich siostrzeca. Zaja
si tym maestwem z takim zapaem, i wyrzuca
sobie swoje ohydne przypuszczenie, a dla modego
czowieka czu wdziczno, e swoim przybyciem
rozweseli troch ich dom.

Wychodzc od ony pan Hennebeau spotka Pa-
wa w przedpokoju. Mody inynier wydawa si
ubawiony strajkiem.

 No i co?  zapyta go wuj.

 Obszedem wszystkie osiedla. Siedz cicho...
Mam tylko wraenie, e przyl do ciebie delega-
cj.

W tej chwili z pierwszego pitra dobieg gos
pani Hennebeau:

 To ty, Pawle?... Chod na gr, opowiesz mi,
co sycha. Co im przyszo do gowy, tym ludziom?
Przecie im jest bardzo dobrze!

Poniewa ona woaa do siebie zwiastuna tej nie-
fortunnej wiadomoci, dyrektor musia zrezygno-
wa z dalszych informacji. Powrci do gabinetu
i usiad przy biurku, na ktrym pitrzy si nowy
stos depesz.

Kiedy o godzinie jedenastej przybyli pastwo Gre-
goire, zdziwili si, e lokaj Hipolit, stojcy przed
domem na stray, popiesznie wepchn ich do wn-
trza. Rozglda si przy tym lkliwie na prawo
i lewo. Firanki w salonie byy zasunite i goci
wprowadzono prosto do gabinetu pana Hennebeau,'

197

ktry przeprosi ich za to przyjcie; okna salonu wy-
chodz na ulic, po c wic niepotrzebnie drani
ludno?

 Jak to, nie wiedz pastwo o niczym? - podj
widzc ich zdumienie.

Na wiadomo o wybuchu strajku pan Gregoire
wzruszy ramionami z niezmconym spokojem. Och,
to nic powanego, tutejsi ludzie s poczciwi. Pani
Gregoire ruchem gowy przytakna, jego zaufaniu
do wiekowej ulegoci grnikw, a ecylka, bardzo
wesoa tego dnia, kwitnca zdrowiem, w sukni ko-
loru nasturcji, umiechaa si syszc sowo ,,strajk",
ktre nasuwao jej na myl dobroczynne odwiedzi-
ny w osiedlu i rozdawanie jamuny.

Ukazaa si pani Hennebeau, caa na czarno, a za
ni Negrel.

 Co za nieznoni ludzie, prawda?  zawoaa
od progu.Jakby nie mogli byli troch poczeka!...
Wyobracie sobie, pastwo, e Pawe nie chce za-
wie nas do Saint-Thomas.

 Z przyjemnoci zostaniemy tutaj  odpar
uprzejmie pan Gregoire.

Pawe skoni si z daleka Cecylce i jej matce.
Niezadowolona z tego chodnego przywitania, ciotka
wskazaa mu wzrokiem dziewczyn. Kiedy w chwil
potem usyszaa, e si miej, ogarna ich macie-
rzyskim spojrzeniem.

Tymczasem pan Hennebeau skoczy przeglda-
nie depesz i napisa kilka. odpowiedzi. Pani Henne-
beau wyjania gociom, e to nie ona urzdzaa ga-
binet. Zachoway si tu stare, wyblake tapety nie-
gdy koloru czerwonego, cikie, mahoniowe meble
i zniszczone segregatory.

Po trzech kwadransach, kiedy cae towarzystwo
miao przej do jadalni, lokaj zaanonsowa pana De-
neulin. Wszed podekscytowany i skoni si pani
Hennebeau.

 A, wy te tutaj  powiedzia ujrzawszy Gre-
goire'w. Pniej zwrci si ywo do dyrektora: 

18

Wic mamy strajk? Dowiedziaem si o tym przed
chwil od mojego inyniera... U mnie wszyscy ludzie
zjechali dzi rano do pracy, ale strajk moe si roz-
szerzy. Jestem troch zaniepokojony. A co sycha
u pana?

Przyjecha konno. Podniesiony gos i szorstkie ru-
chy, ktre upodobniay go do emerytowanego oficera
kawalerii, zdradzay niepokj,

Pan Hennebeau zacz szczegowo objania sy-
tuacj, gdy Hipolit otworzy drzwi do jadalni. Prze-
rwa zatem i rzek:

 Prosz, niech pan zje obiad razem z nami.
Reszt opowiem panu przy deserze.

 Dobrze, niech i tak bdzie  odpar Deneulin,
tak zajty swoimi mylami, e zapomnia o formach
towarzyskich.

Zaraz jednak uwiadomi sobie swj nietakt i prze-
prosi za pani domu. Pani Hennebeau bya zre-
szt czarujca tego dnia. Kiedy dodano sidme na-
krycie, wskazaa gociom miejsca: pani Gregoire
i ecylka koo jej ma, pan Gregoire koo niej
z prawej, a Deneulin z lewej strony i wreszcie Pawe
midzy pann a jej ojcem. Gdy zabrali si do przy-
stawek, rzeka z umiechem:

 Musicie mi pastwo wybaczy. Chciaam poda
dzi ostrygi  w poniedziaki przywo je z Ostendy
do Marchiennes  i miaam posa po nie kuchar-
k powozem, ale baa si, e obrzuc j kamienia-
mi...

Przerwa jej oglny wybuch miechu. To, co po-
wiedziaa, wydao si caemu towarzystwu bardzo
zabawne.                                   

 Pst!  szepn pan Hennebeau, z niezadowo-
leniem spogldajc na okna, przez ktre wida byo
drog.  Po co ludzie maj wiedzie, e przyjmu-
jemy dzisiaj goci?

 I e jemy kiebas, ktrej oni nie dostan 
dorzuci pan Gregoire.
Znw rozleg si miech, ale ju cichszy. Gocie

199

poddawali si urokowi tej sali przyozdobionej fla-
mandzkimi gobelinami, w ktrej stay stare, dbowe
skrzynie. Poprzez szklane tafle kredensu poyski-
way srebra, a nad stoem zwisaa lampa. W jej po-
lerowanych wypukociach odbijaa si palma i aspi-
distra wytryskujce zieleni z majolikowych waz.
Na dworze wia mrony, pnocny wiatr, ale ani
jeden jego podmuch nie dociera do wntrza domu.
Cieplarnian atmosfer jadalni przesyca delikatny
zapach pokrajanego w plastry ananasa lecego
w krysztaowej misie;

 A moe by tak zacign firanki?  Zapro-
ponowa Negrel ubawiony myl, e przerazi Gre-
goire'w.

Pomagajca lokajowi pokojwka wzia jego so-
wa za polecenie i zasonia okna. Dao to haso do
nieustannych artw: kad szklank i kady wi-
delec kadziono ostronie, kad potraw witano jak
zdobycz ocala od grabiey w podbitym miecie.
Ale na dnie tej sztucznej wesooci lea guchy nie-
pokj. Wyraa si on w spojrzeniach rzucanych
ukradkiem w stron okien, jak gdyby w obawie, ze
zaglda przez nie tum zgodniaych.

Po jajecznicy z truflami podano pstrgi. Rozmo-
wa zesza na temat kryzysu przemysowego, ktry
od ptora roku stale si pogbia.

 To byo nieuniknione  owiadczy Deneulin. 
Nadmierny wzrost dobrobytu w ostatnich latach
musia do tego doprowadzi... Prosz pomyle tylko
o olbrzymim kapitale zamroonym w kolejach, por-
tach i kanaach, o milionach woonych w najbar-
dziej szalecze spekulacje. Na naszym terenie na
przykad zaoono tyle cukrowni, jakby zbiory bu-
rakw miay odbywa si trzy razy do roku. A teraz
o gotwk jest trudno, trzeba czeka, a woone
miliony zaczn procentowa. Std zupeny zastj
w interesach.

Pan Hennebeau zwalcza t teori i twierdzi, e
lata pomylnoci zepsuy robotnika.

200

 Kiedy pomyl  zawoa  e robotnicy
w naszych kopalniach zarabiali po sze frankw
dziennie, to znaczy dwa razy tyle, co zarabiaj dzi-
siaj! yli dostatnio, przyzwyczaili si do dobroby-
tu, nic dziwnego, e teraz trudno im powrci do
dawnego skromnego ycia.

 Panie Gregoire  przerwaa pani domu 
moe pozwoli pan jeszcze kawaek pstrga? S wcale
nieze, prawda?

 Czy to nasza wina?  cign dyrektor. 
My rwnie odczuwamy obecny stan rzeczy bardzo
dotkliwie. Odkd fabryki staj jedna po drugiej,
sami nie wiemy, jak pozby si zapasw. Wobec
stae zmniejszajcego si zapotrzebowania, zmuszeni
jestemy obnia koszty wasne... Tego wanie ro-
botnicy nie chc zrozumie.

Zapanowao milczenie. Lokaj obnosi pieczone ku-
ropatwy, pokojwka nalewaa chambertina.

 W Indiach grasowaa klska godu  powie-
dzia Deneulin pgosem, jakby do siebie.  Ame-
ryka cofajc zamwienia na stal i lane elazo zadaa
cios naszym hutom. Wszystko si wie, jeden daleki
kataklizm potrafi wstrzsn caym wiatem... A ce-
sarstwo tak byo dumne z tego nagego rozkwitu
przemysu!  Zabra si do kuropatwy, a po chwili
podj ju goniej:  Najgorsze jest to, e chcc
obniy koszty wasne naleaoby, logicznie rozumu-
jc, produkowa wicej. W przeciwnym razie cay
ciar tej obniki spada na robotnikw, ktrym obci-
namy pace. Maj wic racj twierdzc, e to z ich
kieszeni pokrywamy nasze straty.

Ta uwaga, ktra wymkna mu si w chwili szcze-
roci, wywoaa dyskusj. Panie nudziy si. Kady
zreszt najbardziej by zajty wasnym talerzem.
Sucy wrci z kuchni i zdawao si, e chce co
powiedzie, ale si waha.

 C tam takiego?  spyta pan Hennebeau. 
Jeeli s jakie depesze, to prosz mi je da... Cze-
kam na nie.

201

 Nie, panie dyrektorze. To tylko pan Dansaert
przyszed, ale czeka w przedpokoju, bo nie chce
przeszkadza.

Dyrektor przeprosi goci i kaza wezwa nad-
sztygara. Dansaert zatrzyma si kilka krokw od
stou. Wszyscy zwrcili si w jego stron. Sta "il-
brzymi, zadyszany, podniecony wiadomociami, .iak-ie
przynosi. W osiedlu nadal panuje spokj, ale uchwa-
lono wysa delegacj. Moe za par minut ju tu
bdzie.

 Dobrze, dzikuj  odpar dyrektor.  Prosz
o raporty rano i wieczr.

Ledwie Dansaert wyszed, gocie wrcili do ar-
tw. Rzucano si na saatk owiadczajc, e jeeli
chc j skoczy w spokoju, to nie mog traci
ani chwili. Ale wesoo dosza do zenitu, gdy Negrel
poprosi pokojwk o chleb, a dziewczyna powie-
dziaa: su panu", gosem tak cichym i przera-
onym, jak gdyby za nim staa horda gotowa do
mordw i gwatu.

 Moesz mwi gono  powiedziaa pani Hen-
nebeau dobrotliwie.  Jeszcze ich tu nie ma.

Dyrektorowi przyniesiono paczk depesz i listw.
Jeden z nich przeczyta gono. By od Pierrona,
ktry w penych szacunku wyrazach donosi, e zmu-
szony jest przyczy si do strajku, gdy w prze-
ciwnym wypadku towarzysze mogliby go poturbo-
wa. Dodawa, e nie mg nawet odmwi wzicia
udziau w delegacji, chocia przeciwny jest temu
wystpieniu.

 Oto wolno pracy!  wykrzykn pan Henne-
beau.

Powrcono do kwestii strajku, pytano go, co
o tym myli.

 Och  odpar  to nie pierwszy strajk, z ja-
kim mamy do czynienia... Poprnuj tydzie albo
dwa jak zeszym razem, powcz si po knajpach,
a jak ich gd przycinie, wrc do kopalni.

Deneulin potrzsn gow.

20C2

 Nie jestem tego taki pewien... Tym razem wy-
daj si lepiej zorganizowani. Czy nie maj kasy
zapomogowej?

 I owszem, trzy tysice frankw! Daleko z tym
nie zajad!... Podejrzewam niejakiego Stefana Lan-
tier, e jest ich przywdc. To dobry robotnik
i szkoda byoby, gdybym musia zwrci mu ksi-
eczk jak niegdy sawetnemu Rasseneurowi, ktry
w dalszym cigu zatruwa le Voreux swymi ideami
i swym piwem... W kadym razie nim upynie ty-
dzie, poowa ludzi zjedzie do kopalni, a po dwch 
bdzie tam ju cae dziesi tysicy.

By o tym przekonany. Niepokoi si tylko, czy
nie popadnie w nieask w Radzie Nadzorczej, jeeli
obarcz go odpowiedzialnoci za wybuch strajku.
Od niejakiego czasu odczuwa pewn ozibo ze
strony wadz. Tote nie koczc saatki zabra si
do odczytywania po raz drugi depesz z Parya, sta-
rajc si przenikn ukryty sens kadego sowa.
Gocie wybaczyli mu ten nietakt; obiad przemieni
si w wojskowy posiek spoywany na polu bitwy,
zanim padn pierwsze strzay.

Panie wmieszay si teraz do rozmowy. Pani Gre-
goire aowaa biedakw, ktrzy cierpie bd gd,
a Cecylka proponowaa wydawanie bloczkw na
chleb i miso. Pani Hennebeau zdumiewaa si sy-
szc o -ndzy grnikw z Montsou. Jak to, wic
jeszcze jest im le? Ludziom, ktrzy maj za darmo
mieszkanie, opa i opiek lekarsk? W swej obo-
jtnoci dla tej trzody wiedziaa o niej to tylko,
co opowiadaa przybywajcym z Parya gociom
i w co sama w kocu uwierzya. Oburzaa si wic
teraz na niewdziczno ludu.

Pawe nie przestawa tymczasem straszy pana
Gregoire. Cecylka podobaa mu si dosy 'i godzi
si na to maestwo, eby sprawi przyjemno
ciotce. Ale nie wnosi do tej transakcji adnej go-
rczki miosnej, jak przystao na dowiadczonego mo-

203

dzieca, ktry, jak mwi, nie daje si ju ponosi

uczuciu.

Twierdzi, e jest republikaninem, co jednak by-
najmniej mu nie przeszkadzao postpowa z robot-
nikami w sposb ogromnie surowy i drwi sobie
z nich w towarzystwie dam.

 ,Ja rwnie nie podzielam optymizmu wuja 
mwi.  Obawiam si, e moemy mie rozruchy...
Dlatego te radzibym panu, panie Gregoire, dobrze
zaryglowa Piolaine. Strajkujcy mogliby pana obra-
bowa.

Przed chwil wanie pan Gregoire, z ktrego do-
brotliwej twarzy nie znika umiech, stara si prze-
cign on w wyraaniu ojcowskich uczu w sto-
sunku do grnikw.

 Obrabowa? Mnie?wykrzykn zdumiony. 
Ale dlaczego mieliby mnie obrabowa?

 Czy nie jest pan akcjonariuszem Montsou? Nie
pracuje pan, yje pan z pracy innych. Jednym so-
wem jest pan przedstawicielem znienawidzonego ka-
pitau. To wystarczy. Moe pan by pewien, e gdyby
rewolucja odniosa zwycistwo, kazano by panu od-
da posiadany majtek, jako skradzione dobro ogu.

Gregoire utraci nagle swj dziecicy spokj i po-
god pync z niewiadomoci, w jakiej y.

 Mj majtek skradzionym dobrem ogu? 
wyjka.  Czy mj pradziad swego czasu nie pra-
cowa, i to ciko, aby zdoby pienidze, za ktre
naby udzia? Czy nie ponosilimy penego ryzyka
tego przedsiwzicia? Czy ja dzisiaj trwoni moj
rent na zbytki?

Widzc, e pani i panna Gregoire poblady rw-
nie, zaniepokojona pani Hennebeau wtrcia si
do rozmowy:

 Pawe artowa tylko, drogi panie.

Ale pan' Gregoire by zupenie wyprowadzony
z rwnowagi. Lokaj poda mu pmisek rakw. Ma-
chinalnie wzi par i zacz wysysa.

 I owszem, zgadzam si, e s pord akcjona-

204

riuszy ludzie, ktrzy dopuszczaj si naduy. Opo-
wiadano mi na przykad, e pewni ministrowie otrzy-
mali udziay jako apwk za usugi oddane Towa-
rzystwu. Albo wemy tego arystokrat, nazwiska nie
wymieni, ksicia, jednego z najznaczniejszych akcjo-
nariuszy, ktrego ycie jest jednym wielkim skanda-
lem  miliony wyrzuca na kobiety, hulanki i nie-
potrzebny zbytek... Ale my, ludzie skromni, yjcy
cicho na uboczu, my, ludzie uczciwi, nie wdajcy
si w spekulacje, zadowalajcy si tym, co mamy,
oddajcy cz dochodu biednym... Daje pan spo-
kj, wasi robotnicy musieliby by prawdziwymi roz-
bjnikami, gdyby mieli ukra nam cho szpilk!

Negrel, ubawiony jego gniewem, sam go teraz
uspokaja. Obnoszono jeszcze raki, sycha byo de-
likatny chrzst skorupek. Rozmowa zesza na poli-
tyk. Drcy z podniecenia pan Gregoire oznajmi,
e jest liberaem i e auje Ludwika Filipa. Co do
Deneulina, to by on zwolennikiem rzdw silnej
rki i owiadczy, e cesarz wszed na lisk drog
niebezpiecznych ustpstw.

 Przypomnijcie sobie pastwo rok 89  powie-
dzia.  To arystokracja umoliwia wybuch rewo-
lucji lubujc si w nowinkach filozoficznych. Dzi
mieszczastwo ze swoim zajadym liberalizmem, pa-
sj niszczenia i schlebianiem posplstwu bawi si
w t sam idiotyczn gr... Tak, tak. Ostrzycie zby
potwora, eby nas poar. I pore, bdcie pewni.

Panie przerway mu i chcc zmieni temat ro-
zmowy zapytay go o crki. ucja jest w Marchien-
nes, piewa z przyjacik, a Janka maluje gow
starego ebraka. Mwi to z roztargnieniem, nie od-
rywajc oczu od dyrektora pogronego w odczy-
tywaniu depesz. Za tymi cienkimi kartkami De-
neulin czu Pary, rozkazy Rady Nadzorczej, ktre
miay rozstrzygn o losach strajku. Nie mg si
powstrzyma, aby nie wrci do absorbujcej go
kwestii.

 C pan zamierza?  spyta nagle.

205

Hennebeau drgn, a po chwili odpar wymija-
jco:

 Zobaczymy.

 Pewnie, wy macie pen kiesze, moecie cze-
ka  rozmyla gono Deneulin  ale ja zgin,
jeli strajk obejmie Vandame. C z tego, e odre-
staurowaem Jean-Bart... Dam sobie rad jedynie
pod warunkiem, e ani na chwil nie przerw wy-
dobycia... Tak, tak, ja nie mam powodw do radoci,
to pewne.

To mimowolne wyznanie zainteresowao pana Hen-
nebeau. Sucha i ukada w mylach pewien plan:

gdyby strajk wzi zy obrt, dlaczego nie wyzy-
ska go, dopuci do ruiny ssiada, a potem od-
kupi tanio jego koncesj? To najpewniejszy sposb
odzyskania aski Zarzdu, ktry od lat marzy o tym,
eby naby Vandame.

 Jeeli Jean-Bart sprawia panu tyle kopotu 
rzek miejc si  to dlaczego nam go pan nie
odstpi?

Deneulin poaowa swoich skarg i zawoa:

 Nigdy w yciu!

Jego gwatowny okrzyk wzbudzi wesoo, gocie
zapomnieli wreszcie o strajku. Podano deser. Szar-
lotka wywoaa oglny zachwyt. Panie wday si
w dyskusj nad sposobami przyrzdzania ananasw.
Winogrona i gruszki zakoczyy ten obfity posiek.
Wszyscy mwili naraz, przyjemnie podnieceni, a su-
cy napenia kieliszki winem reskim zamiast szam-
panem, ktry uznan-o za zbyt pospolity.

Dziki tej miej atmosferze plan maestwa Ce-
cylki i Pawa przybiera coraz konkretniejsze kszta-
ty. Ciotka rzucaa siostrzecowi tak wymowne spoj-
rzenia, e mody czowiek stara si teraz by jak
najuprzejmiejszy. Jego ujmujcy sposb bycia zje-
dna mu na nowo wzgldy pastwa Gregoire, kt-
rych przerazi przedtem grob rabunku. To ciche
porozumienie pomidzy ciotk a siostrzecem obudzi-
o na chwil w panu Hennebeau dawne potworne

206

podejrzenie. Spojrzenia, jakie wymieniali, zdaway
si mie w sobie co intymnego. Ale myl o proje-
ktowanym maestwie uspokoia go.

Hipolit podawa kaw, gdy wbiega przeraona
pokojwka.

 Prosz pana! Prosz pana! Przyszli!!
Byli to delegaci. Gdzie w gbi domu trzasny
drzwi. Przez mieszkanie przeszed powiew grozy.

 Prosz wprowadzi ich do salonu  powiedzia
pan Hennebeau.

Siedzcy przy stole biesiadnicy spojrzeli na siebie
z niepokojem. Zapanowao milczenie. Po chwili pr-
bowano powrci do artw: kto udawa, e wsadza
resztki cukru do kieszeni, kto inny proponowa,
eby ukry zastaw. Lecz dyrektor zachowa powag,
a miechy umilky i gosy zniyy si do szeptu, gdy
w salonie obok rozlegy si cikie kroki stpaj-
cych po dywanie delegatw.

 Mam nadziej, e wypijesz najpierw kaw 
powiedziaa pgosem pani Hennebeau do ma.

 Oczywicie  odpar.  Niech czekaj!
By podenerwowany i nie odrywajc oczu od fili-
anki nasuchiwa dobiegajcych z salonu odgo-
sw.

Pawe skoni Cecylk, aby wstaa i zajrzaa przez
dziurk od klucza. Tumili miech i rozmawiali
szeptem:

 Widzi ich pani?

 Tak... Widz jednego grubego i dwch mniej-
szych za nim.

 Okropni, prawda?

 Ale nie, bardzo sympatyczni.

Pan Hennebeau podnis si nagle mwic, e
kawa jest za gorca i e wypije j pniej. Wycho-
dzc z pokoju pooy palec na ustach zalecajc
ostrono. Wszyscy usiedli z powrotem i w milcze-
niu, bez ruchu, wsuchiwali si w grube gosy m-
skie, ktre budziy w nich niepokj.

207.

II

Poprzedniego dnia na zebraniu u Rasseneura Ste-
fan i kilku towarzyszy wybrali delegatw, ktrzy
mieli uda si nazajutrz do dyrekcji. Dowiedziawszy
si wieczorem; e jej m wszed w skad delegacji,
Maheudka zacza lamentowa i zapytaa, czy chce,
aby wyrzucili ich na ulic. Sam Maheu przyj wy-
br nie bez wzdragania. Mimo poczucia dziejcej
si im krzywdy oboje, gdy przychodzio do czynu,
poddawali si wiekowej rezygnacji i drc przed
jutrem woleli ugi karku. Maheu, ktry w spra-
wach yciowych polega zazwyczaj na zdaniu ony,
teraz rozgniewa si, gdy w gbi duszy podziela
jej obawy.

 Daj mi spokj!  powiedzia kadc si do
ka i odwracajc plecami.  Miaem moe zo-
stawi kolegw, co?... Speniam swj obowizek.

Maheudka pooya si rwnie. Milczeli oboje,
a wreszcie po dugiej chwili kobieta odpara:

 Masz racj, id! Ale teraz to ju po nas,
mj stary.

Bia dwunasta, kiedy zasiedli do posiku. O pierw-
szej delegaci mieli spotka si u Rasseneura, a stam-
td i do pana Hennebeau. Na obiad byy ziem-
niaki. Zosta may kawaek masa, ktrego nikt nie
tkn. Bdzie wieczorem do chleba.

 Pamitaj, liczymy na ciebie, e przemwisz 
powiedzia nagle Stefan do Maheua.

Tamten tak si zdumia, e a zabrako mu gosu.

 O nie, tego ju za wiele!  krzykna Maheu-
dka.  Zgadzam si, eby poszed, ale zabraniam
mu robi z siebie przywdc... Dlaczego wanie on,
a nie kto inny?

Stefan tumaczy im z zapaem: Maheu jest naj-
lepszym robotnikiem w kopalni, najbardziej lubia-
nym, najbardziej szanowanym, najrozsdniejszym.
Dlatego te dania grnikw wypowiedziane jego
ustami nabior decydujcej wagi. Z pocztku istnia

208

projekt, aby przemawia on, Stefan, ale jest on
w Montsou zbyt krtko. Wiksze znaczenie bd
miay' sowa kogo, kto tkwi tu od dziada pradziada.
Wreszcie towarzysze powierzaj obron swoich inte-
resw najgodniejszemu. Nie moe odmwi, to byoby
tchrzostwo.

Maheudka rozpaczliwie machna rfc.

 Id, id, mj stary, zdechniesz za innych! Ja
si zgadzam, co mam robi!

 Ale ja nie potrafi mwi  wyjka Ma-
heu.  Bd plt gupstwa.

Stefan uszczliwiony, e udao mu si go" na-
koni, poklepa go po ramieniu.

 Powiesz; co czujesz, i bdzie bardzo dobrze.
Dziadek Bonnemort z ustami penymi jedzenia
sucha potrzsajc gow. Zapanowao milczenie.
Kiedy na obiad byy ziemniaki, dzieci zapychay so-
bie nimi buzie i siedziay cicho. Wreszcie, prze-
knwszy, stary mrukn wolno:

 Powiesz, co zechcesz, a bdzie, jakby nic nie
powiedzia... Oj, widziaem, widziaem ju takie rze-
czy! Przed czterdziestu laty wygnali nas, z dyrekcji
szablami. Dzisiaj przyjm was moe, ale odpowie-
dz tyle co ta ciana... Co wy im tam moecie zrobi,
jak oni maj pienidze!

Znowu zapado milczenie. Maheu i Stefan wstali
i wyszli zostawiajc przygnbion rodzin nad pu-
stymi talerzami. Po drodze zabrali ze sob Pierrona
i Levaque'a i wszyscy czterej udali si do Rasse-
neura, dokd schodzili si grupkami delegaci z ssie-
dnich kolonii. Kiedy zebrali si ju wszyscy, uoyli
postulaty, ktre mieli przeciwstawi postulatom To-
warzystwa, i wyruszyli do Montsou. Ostry, pnoc-
ny wiatr zamiata chodniki. Bia druga, gdy przy-
byli na miejsce.

Najpierw lokaj k'aza im czeka i ztamkn drzwi.
Kiedy powrci, wprowadzi ich do salonu i odsu-
n zasony w oknach. Przez gipiurowe firanki wpa-
do do wntrza blade, przymione wiato. Zostawszy

14  Germinal t. I            2'Q9

sami, grnicy nie mieli usi. Ubrani byli szcze-
glnie starannie i czysto, wieo wygoleni. Mili
czapki w rkach i przygldali si spod oka urzdze-
niu pokoju. Stay w nim meble w na .[rnorodnie j-
szym stylu, mieszanina, jak wprowadzio w mod
zamiowanie do antykw: fotele w stylu Henryka II,
krzesa w stylu Ludwika XV, garnitur woskich me-
bli z XVII wieku, hiszpaski sekretarzyk z XV,
antependium sprzed otarza jako lambrekin nad ko-
minkiem, hafty ze starych ornatw jako aplikacja
na portierach. Stare zoto, stare brokaty o pastelo-
wych barwach, cay ten kocielny przepych napeni
ich szacunkiem i lkiem. Stopy grzzy w puszystej
wenie wschodnich kobiercw. Nagrzane powietrze
palio twarze wychostane lodowatym wiatrem. Mi-
no pi minut. Otoczeni zacisznym zbytkiem tego
bogatego salonu czuli si coraz bardziej zmieszani.

Wreszcie ukaza si pan Hennebeau zapity na
ostatni guzik, z wsteczk orderu w butonierce.

Przemwi pierwszy:

 A, przyszlicie! Buntujecie si podobno...
Przerwa i dorzuci ze sztywn uprzejmoci:

 Siadajcie, chtnie z wami porozmawiam.
Grnicy obejrzeli si, szukajc wzrokiem, gdzie
by usi. Kilku usiado na krzesach, inni, widzc
haftowane obicia foteli, woleli sta.

Zapanowao milczenie. Pan Hennebeau przysu-
n swj fotel do kominka i szybko zliczy przy-
byych, starajc si przypomnie sobie ich twarze.
Pozna Pierrona schowanego w ostatnim rzdzie,
a pniej zatrzyma wzrok na Stefanie, ktry sie-
dzia naprzeciw niego.

 No i c macie mi do powiedzenia?
Oczekiwa, e Stefan zabierze gos, i tak si zdzi-
wi widzc wystpujcego naprzd Maheua, e nie
mg si powstrzyma, aby nie dorzuci:

 Jak to? Wy, dobry robotnik, czowiek tak za-
wsze rozsdny, czowiek, ktrego rodzina pracuje
w kopalni od samego pocztku... O, to niedobrze, to

210

mnie martwi, e wy stajecie na czele niezadowolo-
nych!

Maheu sucha ze spuszczonymi oczyma, a p-
niej zacz gosem z pocztku niezdecydowanym
i guchym:

 Panie dyrektorze! Wanie dlatego, e jestem
czowiekiem spokojnym, ktremu nic zarzuci nie
mona, wybrali mnie koledzy. To powinno przeko-
na pana dyrektora, e nie idzie tu o bunt krzyka-
czw ani ch wywoania zamtu. Chcemy tylko spra-
wiedliwoci, dosy mamy zdychania z godu i wyda-
je nam si, e przyszed ju czas, ebymy si jako
mogli ugodzi, tak abymy mieli przynajmniej na
chleb powszedni.

Gos jego sta si pewniejszy. Podnis gow i pa-
trzc w oczy dyrektorowi cign dalej:

 Pan wie dobrze, e nie moemy przyj nowe-
go systemu pac... Zarzucaj nam, e le budujemy.
To prawda, nie powicamy obudowie tyle czasu,
ile by naleao, bo gdybymy chcieli stawia budy-
nek tak, jak trzeba, nasze zarobki zmniejszyyby si
jeszcze, a ju teraz nie wystarczaj nam na ycie.
Pacie nam lepiej, a bdziemy lepiej budowa, po-
wicimy na to wicej czasu zamiast mozoli si,
aby wydoby jak najwicej, bo tylko to przynosi nam
jaki zysk. Innego wyjcia nie ma. eby robota bya
wykonana, trzeba za ni zapaci... A co dyrekcja
obmylia zamiast tego? Co, czego ani rusz nie mo-
emy poj. Zniacie, panowie, pac od wozu i twier-
dzicie, e t znik wyrwna osobna zapata za obu-
dow. Gdyby to byo prawd, e dostajemy jakie
wyrwnanie, to i tak bylibymy poszkodowani, bo
obudowa zabiera wicej czasu. Ale oburza nas, e
nawet i to nie jest prawd: Towarzystwo nie wy-
rwnuje nam niczego, po prostu chowa do kiesze-
ni po dwa centymy od kadego wozu.

 Tak, tak, dobrze mwi  zamruczeli inni de-
legaci widzc, e pan Hennebeau zrobi gwatowny
ruch, jakby chcia przerwa.

14

211

Maheu nie dopuci go zreszt do gosu. Sowa
pyny mu teraz same. Chwilami sucha ich ze zdu-
mieniem, jakby to kto obcy mwi za niego. Wy-
rzuca ze siebie rzeczy, ktre nagromadziy si w nim
od dawna, cho sam nie wiedzia o tym nawet. Mwi
o ndzy ich wszystkich, o cikiej pracy, o zwierz-
cym yciu, o kobietach i dzieciach paczcych z go-
du. Mwi o ostatnich wypatach, aosnych i mie-
sznych po strceniu kar i odliczeniu dni przymuso-
wego bezrobocia. Czy dyrekcja postanowia wyda

ich na zagad?

 Wic te, panie dyrektorze, przyszlimy tu-
taj  zakoczy  powiedzie panu, e jeeli ju
mamy zdechn, to wolimy zdechn nic nie robic.
Przynajmniej si czowiek nie namczy... Przerwa-
limy prac i nie wrcimy do kopalni, dopki To-
warzystwo nie przyjmie naszych warunkw. Towa-
rzystwo chce obniy stawk od wozu i paci oso-
bno za obudow, my za chcemy, eby zostao przy
dawnym, z tym jednak, eby nam podniesiono pac
o pi centymw od wzka... Teraz si, panowie, za-
stanwcie, czy jestecie za sprawiedliwoci i czy
chcecie, ebymy pracowali.

Pord grnikw podniosy si gosy:

 Tak, tak!... Powiedzia to, co mylimy. Prosi-
my tylko o to, co nam si naley.

Inni w milczeniu kiwali potakujco gowami. Znik
.im sprzed oczu zbytkownie umeblowany salon ze
swymi haftami i zotem; nie oniemiela ich ju
dywan, ktry miadyli cikimi butami.

 Pozwlcie mi odpowiedzie!  zawoa wresz-
cie rozgniewany dyrektor.  Przede wszystkim to
nieprawda, e Towarzystwo zyskuje dwa centymy
na wozie... Spjrzmy na cyfry.

Potoczya si chaotyczna dyskusja. Dyrektor, chcc
wywoa rozam wrd grnikw, zwrci si do
Pierrona, ktry ukry si za plecami innych, j-
kajc co w odpowiedzi. Za to Levaque wysun
si na czoo i gmatwa sprawy podajc fakty, ktrych

212

nie zna. Mikkie obicia i nagrzane powietrze salonu
wchaniay w siebie szmer gosw.

 Jeeli bdziecie mwi wszyscy naraz  pod-
j pan Hennebeau  nigdy nie dojdziemy do poro-
zumienia.

Odzyska ju spokj i uprzejm nieustpliwo
urzdnika, ktry otrzyma zarzdzenia i wie, w jaki
sposb je narzuci. Od pierwszych sw nie spuszcza
z oczu Stefana i stara si wszelkimi sposobami
nakoni go do wystpienia. Tote porzucajc spr
o dwa centymy rozszerzy nagle zakres dyskusji.

 Przyznajcie si lepiej od razu, e suchacie ohy-
dnych podszeptw. Jaki podmuch zarazy' powia te-
raz wrd robotnikw i zatru nawet najlepszych...
Och, nie musicie mi si zwierza, i tak wiem, e
was odmieniono, was, tak spokojnych niegdy. Obie-
cano wam, e bdziecie je maso z chlebem, a nie
chleb z masem i e teraz wy bdziecie panami wia-
ta, nieprawda?... Jednym sowem, werbuj was do
owej sawetnej Midzynarodwki! Do tej armii roz-
bjnikw, ktrych marzeniem jest obali istniejcy
ustrj spoeczny..,

Wwczas Stefan przerwa mu:

 Myli si pan, panie dyrektorze. Ani jeden gr-
nik z Montsou nie wstpi jeszcze do Midzynaro-
dwki. Jeeli jednak bdzie si ich ku temu popy-
cha, zapisz si wszyscy.

Od tej chwili walka toczya si ju tylko midzy
panem Hennebeau a Stefanem. Reszta nie braa
w niej udziau.

 Towarzystwo jest dla swoich pracownikw
opatrznoci i nie macie racji wystpujc przeciwko
niemu. W tym roku wydano przeszo trzysta tysi-
cy frankw na budow osiedli, a kwota ta nie przy'-
nosi ani dwu procent dochodu. Nie mwi ju o wy-
pacanych emeryturach, o wglu ani o pomocy le-
karskiej... Wydajecie si inteligentnym czowiekiem,
wy, ktrzy potrafilicie w przecigu paru miesicy
sta si jednym z najsprawniejszych robotnikw ko-

213

palni. Czy nie powinnicie raczej o tym wanie
poucza swych towarzyszy zamiast rujnowa sw
przyszo, zadajc si z ludmi o zej reputacji? Mam
na myli Rasseneura, z ktrym musielimy si po-
egna, by ratowa kopalnie od zgnilizny socjalisty-
cznej. Przesiadujecie wci u niego i on to na pe-
wno namwi was do zaoenia owej kasy zapomo-
gowej, co do ktrej nie zgaszalibymy najmniej-
szego sprzeciwu, gdyby bya zwyczajn kas oszcz-
dnoci, a nie broni przeciwko nam, kapitaem rezer-
wowym na pokrycie kosztw wojennych. Przy spo-
sobnoci musz doda, e Towarzystwo yczy sobie
mie kontrol nad t kas.

Stefan nie przerywa ani sowem. Patrzy dyrek-
tprowi prosto w oczy i tylko kty ust drgay mu
nerwowo. Przy ostatnich sowach umiechn si
i odpar:

 A wic jest to nowe danie, gdy do tej pory
pan dyrektor nie domaga si tej kontroli. Niestety,
naszym yczeniem jest, aby Towarzystwo zechciao
mniej zajmowa si naszymi sprawami i zamiast gra
rol opatrznoci, dao nam po prostu to, co si nam
naley: nasz zarobek, ktrego cz zabiera dla siebie.
Czy to uczciwie, aby przy kadym kryzysie wydawa
na mier godow robotnikw chcc ratowa dy-
widendy akcjonariuszy?... Wbrew temu, co pan mwi,
panie dyrektorze, nowy system pac jest ukryt
obnik, i to nas wanie oburza, bo jeli Towa-
rzystwo musi robi oszczdnoci, to czyni bardzo le
oszczdzajc jedynie na robotnikach.

 O, wreszcie!  wykrzykn pan Hennebeau. 
Czekaem na to oskarenie, e godzimy robotnika
i yjemy jego kosztem! Jak moecie mwi podo-
bne gupstwa, wy, ktrzy powinnicie wiedzie, na
jakie szalone ryzyko wystawiony jest kapita w prze-
myle, w grnictwie na przykad! Urzdzenie ko-
palni kosztuje dzisiaj od ptora do dwch milionw
frankw, a ile trzeba woy wysiku, zanim ta
olbrzymia suma zacznie procentowa! I jaki skromny

214

jest przy tym ten procent! Blisko poowa towarzystw
wglowych we Francji bankrutuje... Zreszt to nie
ma najmniejszego sensu zarzuca okruciestwo tym,
ktre si jeszcze utrzymuj na powierzchni. Jeeli
ich robotnicy cierpi, one same cierpi rwnie. Czy
mylicie, e obecny kryzys nie jest rwnie niebez-
pieczny dla Towarzystwa jak dla was? To nie od
Towarzystwa zaley wysoko waszych pac, ale od
konkurencji, ktra w kadej chwili grozi mu ruin.
Obwiniajcie ten stan rzeczy, ale nie Towarzystwo...
Ale wy nie chcecie niczego wysucha, nie chcecie
niczego zrozumie!

 I owszem  odpar Stefan  rozumiemy bar-
dzo dobrze, e dopki ten stan rzeczy bdzie trwa,
nie ma dla nas adnej moliwoci poprawy bytu
i dlatego wanie postaramy si, aby uleg on zmia-
nie.

Te sowa, powcigliwe w formie, wypowiedzia-
ne zostay pgosem, ale tonem tak gbokiego prze-
konania, e zabrzmiay jak groba. Zapado mil-
czenie. W zaciszn atmosfer salonu wtargn po-
wiew trwogi. Pozostali delegaci, chocia nie wszyst-
ko rozumieli, czuli jednak, e pord otaczajcego
ich zbytku Stefan upomnia si o ich prawa. I znw
zaczli lustrowa spod oka mikkie obicia, wygodne
fotele, wszystkie te drobiazgi, z ktrych najmniej-
szy po sprzedaniu pozwoliby im utrzyma si przez
cay miesic.

Pan Hennebeau, zamylony, podnis si wreszcie.
Oznaczao to koniec posuchania. Wszyscy poszli za
jego przykadem. Stefan trci lekko okciem Ma-
heua; grnik odezwa si znw, ale z trudem i nie-
zgrabnie:

 A wic to caa pana odpowied, panie dyrek-
torze? Mamy powiedzie towarzyszom, e pan od-
rzuca nasze warunki?

 Ja?!  wykrzykn dyrektor.  Ale ja ni-
czego nie odrzucam!... Jestem takim samym patnym
pracownikiem jak wy i moje zdanie nie znaczy tu

215

wicej ni zdanie jakiego wozaka. Dostaj polece-
nia i moja rola ogranicza si do tego, aby czuwa
nad ich wykonaniem. Powiedziaem wam to, co uwa-
aem za swj obowizek wam powiedzie, ale de-
cyzja naley nie do mnie... Przedstawilicie mi wasze
dania, ja przedo je Zarzdowi i zakomunikuj
wam pniej jego odpowied.

Przywdzia znw mask oficjalnej poprawnoci wy-
sokiego urzdnika, ktry zachowuje dystans wobec
poruszanych zagadnie, oschej uprzejmoci zwyke-
go narzdzia wadzy. Grnicy spogldali na teraz
nieufnie, zadajc sobie pytanie, kim jest ten czo-
wiek i dlaczego kamie, jakie korzyci przynosi
mu to, e staje pomidzy nimi a rzeczywistym kie-
rownictwem? Moe to jaki intrygant? Mwi, e
pac mu jak robotnikom, a yje tak dostatnio!

Stefan omieli si raz jeszcze zabra gos:

- To wielka szkoda, panie dyrektorze, e nie
moemy porozumie si z Zarzdem bezporednio.
Moglibymy wyjani wiele rzeczy, przytoczy argu-
menty, ktre rzecz jasna, panu nie przychodz na
myl... Gdybymy tylko wiedzieli, do kogo mamy
si zwrci!

Pan Hennebeau nie rozgniewa si wcale. Umiech-
n si nawet.

 Wasz brak zaufania do mnie komplikuje spra-
w... Musicie wic uda si tam...

Wycign rk ku oknu, a spojrzenia delegatw
pobiegy w l,ad za jego gestem. Co oznaczao owo:

tam? Pary, niechybnie. Ale nie byli tego pewni.
To miejsce odsuwao si w ich wyobrani w jak
przeraajc dal, w krain niedostpn i wit,
w ktrej panuje nieznane bstwo. Nie ujrz go
nigdy, lecz wyczuwaj jego obecno jako si, ktra
z daleka ciy nad dziesicioma tysicami grnikw
z Montsou. I kiedy dyrektor przemawia do nich, to
ona wanie stoi za nim i ona wydaje wyrok.

Ogarno ich przygnbienie, nawet Stefan, wzru-

216

szy ramionami, jakby chcia powiedzie, e najle-
piej bdzie, jeeli sobie std pjd. Tymczasem pan
Hennebeau poklepa Maheua przyjanie po ramie-
niu i zapyta go, jak si miewa Janek.

 Straszna to bya nauczka... A mimo to wanie-
wy, Maheu, bronicie zej obudowy! Zastanwcie si,
moi przyjaciele, a sami zrozumiecie, e strajk byby
nieszczciem dla wszystkich. Nim minie tydzie 
zaczniecie przymiera godem, i co bdzie dalej?...
Licz zreszt na wasz rozsdek i jestem przekona-
ny, e najpniej w poniedziaek zjedziecie do ko-
palni.

Wychodzili zgarbieni, ani sowem nie odpowie-
dziawszy na wyraon przez dyrektora nadziej, e
pozostan ulegli. Pan Hennebeau uzna za stosowne
zreasumowa ich rozmow: a wic z jednej strony
Towarzystwo z projektem nowego systemu pac,
a z drugiej robotnicy z daniem podwyki o pi
centymw od wozu. Nie chcc zostawi im jakich-
kolwiek zudze uprzedzi ich, e zarzd na pewno
odrzuci ten postulat.

 Zastanwcie si dobrze, zanim powemiecie
jak decyzj. Bdcie rozsdni  powtarza zanie-
pokojony ich milczeniem.

W przedpokoju Pierron skoni si dyrektorowi bar-
dzo nisko, a Levaque ostentacyjnie woy czapk.
Maheu szuka sw poegnania, ale Stefan znowu
trci go okciem. Wyszli w gronym milczeniu
i tylko drzwi za nimi zamkny si z oskotem.

Wrciwszy do jadalni pan Hennebeau zasta goci
siedzcych nieruchomo nad kieliszkami z likierem.
W kilku sowach zda relacj Deneulinowi, ktrego
twarz zaspia si jeszcze bardziej. Dyrektor popija
teraz zimn kaw, a towarzystwo starao si skie-
rowa rozmow na inne tematy. Ale sami Gregoi-
re'owie wrcili do sprawy strajku, zdziwieni, i nie
ma ustawy zabraniajcej robotnikom porzucania pra-
cy. Pawe uspokaja Cecylk, e niedugo zjawi si
andarmeria.

217

Pani Hennebeau zawoaa lokaja.
 Hipolicie, zanim przejdziemy do salonu, prosz
otworzy tam okna i wywietrzy.

ni

Mino dwa tygodnie; w poniedziaek trzeciego ty-
godnia nadesane do dyrekcji listy obecnoci wyka-
zay, e liczba grnikw, ktrzy zjechali do kopalni,
zmniejszya si jeszcze. Liczono, e tego wanie
dnia podejm oni prac. Lecz upr, z jakim Towa-
rzystwo odmawiao przyjcia ich da, podsyca je-
szcze oburzenie robotnikw. Strajkoway ju nie
tylko le Voreux, Crevecoeur, Mirou i Madeleine;

w Victoire i Feutry-Cantel stawia si do pracy
zaledwie czwarta cz grnikw. Nawet kopalnia
Saint-Thomas zostaa objta strajkiem, ktry powoli
stawa si powszechny.

Nad le Voreux zaciyo milczenie. Kopalnia bya
pusta, wyludniona, znieruchomiaa. Na tle szarego
grudniowego nieba trzy czy cztery porzucone wozy
miay w sobie niemy smutek martwych przedmio-
tw. W dole, pomidzy nogami drewnianych kozw,
zapas wgla topnia z dnia na dzie odsaniajc
ziemi nag i czarn. Stosy kopalniakw gniy na
deszczu. W przystani nad kanaem jaka do poowy
zaadowana wglem barka zdawaa si drzema
w mtnej wodzie. Na opustoszaej hadzie wznosi
melancholijnie ku grze swe ramiona rczny wzek.
Lecz w najwikszym odrtwieniu pogrone byy bu-
dynki, sortownie o zapuszczonych aluzjach, zamilky
szyb wydobywczy, wystyga kotownia i olbrzymi
komin, zbyt szeroki dla nikych smug dymu. Urz-
dzenia wycigowe czynne byy tylko rano, od go-
dziny dziewitej posugiwano si drabinami. Sta-
jenni dostarczali ywnoci koniom, chodnikami snuli
si sztygarzy pracujcy z powrotem jak zwykli ro-
botnicy, pilnujc, aby pozostawione bez nadzoru
wyrobiska nie doznay uszkodze. Ponad zamar

213

pustk budynkw spowitych czarnym pyem roz-
legao si tylko cikie sapanie pompy  resztka
ycia kopalni, ktr zalaaby woda, gdyby ten oddech
usta.

Po przeciwlegej stronie, na paskowzgrzu, osiedle
Dwiecie Czterdzieci rwnie wydawao si zamar-
e. Przyjecha prefekt z Lilie, zjawili si andarmi.
ale wobec spokojnej postawy strajkujcych i pre-
fekt, i andarmi wycofali si. Nigdy jeszcze osiedle
nie zachowywao si rwnie przykadnie. eby nie
chodzi do szynku, mczyni spali po caych dniach,
kobiety ograniczyy picie kawy i stay si rozwa-
niejsze, mniej zajade w plotkowaniu i ktniach.
Nawet dzieci zdaway si rozumie sytuacj i biy si
bez haasu. Zachowa spokj  to byo haso dnia
podawane z ust do ust.

U Maheuw drzwi si nie zamykay; Stefan, jako
sekretarz kasy, rozdziela trzy tysice frankw po-
midzy najbardziej potrzebujcych. Nastpnie z roz-
maitych stron napyno jeszcze kilkaset frankw
dobrowolnych datkw i skadek. Lecz obecnie wszy-
stkie zasoby wyczerpay si, grnicy nie mieli ju
pienidzy, stana przed nimi groba godu. Maigrat,
ktry obieca udzieli im kredytu do dwch tygodni,
po tygodniu zmieni nagle decyzj. Zazwyczaj pod-
porzdkowywa si rozkazom Towarzystwa. Wido-
cznie tym razem postanowio ono przerwa strajk jak
najszybciej, biorc osiedle godem. Maigrat postpo-
wa zreszt jak kapryny tyran, dawa chleb lub od-
mawia, zalenie od tego, czy podobaa mu si dziew-
czyna wysana przez rodzicw po ywno. Szcze-
glnie nieubagany by dla Maheuw, uraony, e
wymkna mu si Katarzyna. Na domiar nieszcz
przyszy silne mrozy. Kobiety spoglday na topnie-
jce zapasy wgla i mylay z niepokojem, e nie
odnowi si one, dopki mczyni nie pjd do
pracy. Nie do, e przymierali godem  mieli
jeszcze gin z zimna.

U Maheuw brakowao ju wszystkiego. Leva-

219

que'owie jadali jeszcze, Bouteloup poyczy im dwa-
dziecia frankw. Pierronowie jak zawsze mieli
pienidze, ale bojc si, e inni zechc od nich po-
ycza, i pragnc nada sobie pozory niedostatku,
brali na kredyt u Maigrata, ktry gotw by wsy-
pa Pierronce do fartucha wszystkie swoje zapasy,
gdyby tylko zechciaa go nadstawi. W sobot wiele
rodzin poszo spa bez kolacji. W obliczu rozpoczy-
najcych si straszliwych dni nie rozlega si ani
jedna skarga. Ze spokojn odwag wszyscy wierni
byli powzitemu postanowieniu. Bya w nich nie-
ograniczona ufno i lepa wiara w nadejcie obie-
canej ery sprawiedliwoci. Godzili si cierpie, byle
tylko kiedy wszyscy ludzie na wiecie byli szczli-
wi. Wygodzeni, atwo poddawali si egzaltacji i ni-
gdy przed oczyma tych ndzarzy nie otwieray si
horyzonty rwnie rozlege.

Majaczya im owa idealna kraina, w ktrej wszy-
scy bd brami zczonymi wspln prac i wspl-
nym odpoczynkiem. Nic nie mogo zachwia ich
wiary, e niedugo i oni si w niej znajd. Fundusze
kasy wyczerpay si. Towarzystwo nie zamierzao
ustpi, kady dzie pogarsza sytuacj, a oni nie
tracili nadziei, umiechem pogardy odpierajc rze-
czywisto. Gdyby nawet ziemia miaa rozstpi si
pod ich nogami, oni wyjd cao. Ta wiara zastpo-
waa im chleb, dawaa si wycieczonym ciaom.
Strawiwszy szybko chud wodziank popadali w stan
pzamroczenia, w ekstaz, ktra niegdy rzucaa
mczennikw na up dzikim zwierztom.

Stefan sta si teraz niezaprzeczonym przywdc.
Cae noce spdza na czytaniu i w wieczornych roz-
mowach rozstrzyga poruszane problemy, wydawa
orzeczenia. Otrzymywa obecnie wicej listw, za-
abonowa nawet ,,Mciciela", socjalistyczn gazet
belgijsk, i dziennik ten, pierwszy, jaki zjawi si
w osiedlu, zjedna mu pord kolegw niezwyky
szacunek. Wzrastajca z kadym dniem popularno
podniecaa go coraz bardziej. Fakt, e utrzymuje

220

rozleg korespondencj, rozprawia o losie robotni-
kw, udziela rad grnikom z le Voreux, a przede
wszystkim, e jest osi, dokoa ktrej krci si wiat,
napenia go dum, jego, dawnego maszynist, r-
bacza o rkach powalanych wglem. Jedno go tylko
drczyo: wiadomo braku wyksztacenia, ktra
sprawiaa, e w obliczu panw w surdutach stawa
si zaenowany i niemiay. W dalszym cigu po-
era ksiki, nie majc jednak adnej metody
naukowej przyswaja sobie wiadomoci bardzo Wol-
no i w sposb tak chaotyczny, e ostatecznie wie-
dzia wiele rzeczy, ale ich nie rozumia. W chwilach
kiedy zdrowy rozsdek bra w nim gr, odczuwa
niepewno i lk, czy jest waciwym czowiekiem
na waciwym miejscu. A moe potrzebny by tu
by jaki adwokat, kto uczony, kto potrafiby m-
wi i dziaa nie naraajc w niczym towarzyszy?
Ale zaraz budzi si w nim sprzeciw, ktry przy-
wraca mu pewno siebie. Nie, nie aden adwokat!
Wszyscy oni to szubrawcy, ktrzy wykorzystuj
swoj wiedz, aby obrasta w pirka kosztem ludu.
Jak si to skoczy, tak si skoczy, ale robotnicy
sami powinni zaatwia swoje sprawy. I znw od-
dawa si marzeniom o karierze przywdcy: Mont-
sou u jego stp, w dali, we mgle  Pary, a pniej,
kto wie?  moe fotel poselski, przemowy w parla-
mencie, gdzie po raz pierwszy robotnik piorunowa
bdzie na burujw.

Od kilku dni Stefan by w rozterce. Pluchart pisa
do niego list za listem, gotw przyjecha do Mont-
sou, podsyca zapa strajkujcych. Chodzio o to, aby
zorganizowa zebranie, ktremu przewodniczyby
Pluchart. Ukrytym celem tego zebrania byo pozy-
skanie nieufnych do tej pory grnikw dla Midzy-
narodwki. Stefan obawia si zbytniego rozgosu
wok tej sprawy, ale byby ostatecznie przysta na
przyjazd Plucharta, gdyby nie zdecydowany sprze-
ciw Rasseneura. Mimo swej popularnoci Stefan mu-
sia liczy si z szynkarzem, ktrego wpywy sigay

ai

czasw dawniejszych i ktry zachowa wielu zwo-
lennikw wrd swoich klientw. Dlatego te waha
si jeszcze i nie wiedzia, co ma odpisa Pluchar-

towi.

Wanie w poniedziaek koo czwartej po poudniu,

kiedy Stefan siedzia sam z Maheudk w izbie na
dole, przyszed nowy list z Lilie. Maheu, rozdranio-
ny bezczynnoci, poszed owi ryby: jeli uda mu
si zowi jak adn sztuk poniej luzy, to sprze-
da j i kupi chleba. Dziadek Bonnemort i may
Janek  rekonwalescenci, wymknli si z domu
wyprbowa swe siy. Dzieci wyszy z Alzir, ktra
caymi godzinami zbieraa mia na hadzie. Siedzc
przy dogasajcym ogniu, ktrego nie miaa pod-
trzymywa, Maheudk w rozpitym staniku,' z pier-
si zwisajc nisko, karmia Estelk.

Gdy Stefan skoczy czyta list, spytaa:

 S jakie dobre wiadomoci? Przyl nam pie-
nidze?
Zaprzeczy ruchem gowy^ a Maheudk cigna

dalej:

 Nie wiem, jak my przetrwamy ten tydzie...

No, ale jako przecie przetrwamy. Jak czowiek ma
suszno po swojej stronie, to mu to dodaje odwagi,
no nie? W kocu i tak my bdziemy gr.

Maheudk opowiadaa si teraz za strajkiem.
Oczywicie, najlepiej byoby, gdyby mona zmusi
Towarzystwo do ustpstw nie porzucajc pracy, ale
skoro si j ju porzucio, to nie naley jej podej-
mowa, zanim nie uzyska si sprawiedliwoci. Bro-
nia swego stanowiska z niezomn energi. Raczej
umrze z godu ni ustpi, jakby si nie miao

racji!

 Ach!  wykrzykn Stefan:  Gdyby tak wy-
bucha porzdna cholera i uwolnia nas od tych
wyzyskiwaczy z Towarzystwa!

 Nie, nie  odpara Maheudk  nie trzeba
nikomu yczy mierci. Zreszt na nic by si to nie
zdao, na ich miejsce znaleliby si inni. Ja tam chc

222

tylko, eby ci, -co s, pomiarkowali, e le robi,
i wierz, e pomiarkuj, bo przecie wszdzie znajd
si porzdni ludzie... Wiecie, e nie podoba mi si
wasza polityka.

. Rzeczywicie nie pochwalaa gwatownych wyst-
pie Stefana, uwaaa je za zbyt wojownicze. Ze
domagali si sprawiedliwej zapaty za sw prac,
to suszne, ale po co zajmowa si przy okazji mn-
stwem innych rzeczy, burujami, rzdem, po co
wtrca si do cudzych spraw, kiedy przy tym
mona tylko co oberwa? Szanowaa zreszt mo-
dego czowieka, poniewa nie pi i regularnie wpa-
ca jej czterdzieci pi frankw za utrzymanie. Jak
mczyzna prowadzi si przyzwoicie, to reszt mona
mu wybaczy.

Stefan zacz mwi o republice, ktra wszystkim
zapewniaby chleb. Ale Maheudk potrzsna go-
w. Pamitaa rok 48, ciki rok. Bya wtedy wieo
po lubie. Ze wzrokiem utkwionym w przestrze
oddaa si rozpamitywaniom, bezbarwnym gosem
opowiadajc kopoty tamtych dni, a Estelka, nie
wypuszczajc z ust piersi matczynej, usna jej na
kolanach. Stefan, pochonity wasnymi mylami,
wpatrywa si w t olbrzymi pier, ktrej mikka
biel odcinaa si ostro od barwy twarzy, pokej
i zniszczonej.

 Ani grosza przy duszy  szeptaa Maheudk 
nic do jedzenia, a tu kopalnie staj jedna po dru-
giej. Ndza i pomr na biednych ludzi, zupenie jak
d.zi!

W tej chwili otworzyy si drzwi, oboje zaniem-'
wili ze zdziwienia na widok wchodzcej Katarzyny.
Od czasu kiedy ucieka z Chavalem, nie pokazywaa
si w osiedlu. Tak bya zmieszana, e nie zamkna
drzwi za sob. Liczya, e zastanie matk sam,
i gdy zobaczya Stefana, sowa uwizy jej w gardle.

 A ty tu po co?  krzykna Maheudk nie
wstajc ze stoka.  Wyno mi si w tej chwili, nie
chc ci zna!

223

 Mamo, tu Jest kawa i cukier  wyjkaa
wreszcie Katarzyna.  Dla dzieci... Wziam nad-
godziny, bo pomylaam sobie o nich...

Wyja z kieszeni funt kawy i funt cukru i zdo-
bywszy si na odwag pooya je na stole. Ona
sama pracowaa nadal w Jean-Bart, lecz strajk
w le Voreux nie dawa jej spokoju. Pod pretekstem,
e przynosi co dla dzieci, chciaa przyj z pomoce
rodzicom. Ale dobro jej serca nie rozbroia matki.

 Zamiast przynosi nam akocie  odpara -
lepiej byo zosta z nami i zarabia na chleb.

N.a gow dziewczyny posypay si wyrzuty. Ma-
heudka ciskaa jej w twarz to wszystko, co wyga-
dywaa na ni od miesica. I do chopa, jak si
ma szesnacie lat i rodzin w potrzebie! Tylko wy-
rodna crka zrobi moe co podobnego. Rne
gupstwa mona wybaczy, ale tego adna matka
by nie wybaczya. I to jeszcze gdyby jej nie zo-
stawiali swobody w domu, ale gdzie tam! Wolna
bya jak ptak, byle tylko wracaa na noc do domu.

 Co za diabe ci opta, dziewczyno? W twoim
wieku!

Katarzyna staa nieruchomo przy stole i suchaa
z opuszczon gow. Dreszcz wstrzsn jej drobnym,
dziewczcym ciaem. Urywanymi zdaniami usiowaa
odpowiada matce.

 Och, gdyby to tylko ode mnie zaleao... Gdyby
to dla mojej przyjemnoci... Ale to on. A jak on tak
chce, to ja te musz, bo on jest silniejszy... Kto wie,
co by byo... A zreszt, co si stao, to si ju nie
odstanie. Trudno. Co to za rnica, czy ten, czy
inny. A teraz si ze mn musi oeni.

Bronia si bez buntu, z biern ulegoci dziew-
czt, nad ktrymi zbyt wczenie zaciya rka m-
czyzny. Czy to, co j spotkao, nie byo oglnym
prawem? Czy moga oczekiwa czego innego ni
zgwacenia gdzie za had, dziecka, gdy bdzie
mie lat szesnacie, a pniej biedy na wasnym
gospodarstwie, jeeli kochanek zgodzi si z ni oe-

324

ni? Jeeli czerwienia si ze wstydu i draa, to
tylko dlatego e matka ajaa j przy tym chopcu,
ktrego obecno doprowadzaa j do rozpaczy.

Stefan wsta tymczasem i udawa, e poprawia
Ogie, aby nie krpowa kobiet swoj osob. Lecz
wzrok jego spotka si ze wzrokiem dziewczyny.
Spostrzeg, e jest blada i wymczona, ale tak samo
adna, tak samo jasnooka jak dawniej; dozna dziw-
nego uczucia; uraza pierzchna, pragn teraz je-
dynie, aby bya szczliwa z tym czowiekiem, kt-
rego wolaa od niego, pragn przyj jej z pomoc,
zmusi tamtego, aby by dla niej dobry. Ale Kata-
rzyna wyczytaa w jego wspczujcym spojrzeniu
tylko lito. Widocznie pogardza ni, skoro tak na
ni patrzy. Serce jej si cisno i nie moga wy-
doby z siebie ani sowa.

 Lepiej, e zamilka  cigna nieubaganie
Maheudka.  Jak chcesz z nami zosta, to wejd,
a jak nie, to wyno mi si zaraz i dzikuj Bogu, e
trzymam Estelk na kolanach, bo ju bym ci dawno
daa takiego kopniaka, e prosz!

I nagle pogrka ta znalaza swe urzeczywistnie-
nie: Katarzyna otrzymaa z tyu uderzenie tak bru-
talne, e zatoczya si a z blu i zdumienia. To
Chaval, ktry jednym skokiem wpad do izby, wy-
mierzy jej ten cios rozjuszonego zwierza. Od paru
'cihwil ledzi j spoza drzwi.

 Ty dziwko!  krzykn.  Szedem za tob!
Wiedziaem, e przyjdziesz tutaj, eby sobie dogo-
dzi! To ty pacisz, co? Kpiesz go w kawie za moje
.pienidze!

Maheudka i Stefan znieruchomieli ze zdumienia.
Chaval gwatownie pchn Katarzyn ku drzwiom.

 Wychodzisz std czy nie!

A gdy schronia si w kt izby, zwrci si do
matki:

 adne zajcie sta na stray, eby crka moga
-zabawia si na grze!

Chwyci Katarzyn za rk, potrzsn ni i cig-

1S  Germinal t. I           225:

n ku drzwiom. W progu zwrci si raz jeszcze do
Maheudki przygwodonej do krzesa. Z wraenia
zapomniaa schowa pier. Estelka usna z twarz
w spdnicy matki i pier zwisaa ogromna i naga
jak wymi.

 A jak crki nie ma, to matka j zastpuje! 
krzykn.  Pokazuj mu, pokazuj... On. to lubi, ten
twj lokator!

Stefan poderwa si i chcia spoliczkowa koleg.
Lk przed wywoaniem zbiegowiska powstrzyma go
od wystpienia w obronie Katarzyny, lecz teraz
gniew wzi gr i obaj mczyni z oczyma na-
biegymi krwi znaleli si twarz w twarz. Bya
to dawna nienawi, zazdro dugo tajona, ktra
wybuchna. Jeden z nich musia teraz pa ofiar.

 Uwaaj  wykrztusi Stefan przez zacinite
zby.  Ju ja si dobior do twojej skry.

 Sprbuj tylko  odpar Chaval.

Spogldali na siebie przez kilka sekund z tak
bliska, e czuli nawzajem swe gorce oddechy na
twarzy. Lecz Katarzyna z baganiem w oczach uja
kochanka za rk i pocigna ku drzwiom. Ucieka
nie ogldajc si nawet za siebie.

 A to bydlak  mrukn Stefan, zamykajc
gwatownie drzwi. Taki by wzburzony, e musia
usi.

Siedzca naprzeciw niego Maheudka nie drgna
przez cay czas. Teraz machna tylko rk. Zapado
milczenie przygnbiajce i cikie od sw, ktrych
nie wypowiadali. Wbrew jego woli wzrok Stefana
powraca do odkrytej piersi, ktrej widok krpowa
go teraz. Pewnie, Maheudka miaa ju swoje czter-
dzieci lat i czste porody znieksztaciy jej posta,
ale niejednemu podobaa si jeszcze: silnie zbudo-
wana, krzepka, o podunej twarzy, na ktrej mona
si byo dopatrzy ladw dawnej urody. Powoli,
spokojnie uja pier w obie rce i schowaa j.
Palcem wsuna row sutk i zapia stanik, po-
ciemniaa nagle i niewiea w swym starym kaftanie.

226

T

 winia  powiedziaa wreszcie.  Tylko wini
mog przyj do gowy takie obrzydlistwa... Ale co
mnie to tam. Nie warto byo odpowiada...  A p-
niej nie spuszczajc wzroku z modego czowieka
dodaa szczerze:  Wiem, e mam swoje wady, ale
tej nie mam... Tylko z dwoma chopami spaam
w swoim yciu, z jednym adowaczem, dawniej, jak
miaam pitnacie lat, i z Maheuem. Gdyby Maheu
rzuci mnie tak jak tamten, to nie wiem, jak by tam
potem byo... Nie chwal si, e od lubu z nim
ustatkowaam si, bo czowiek nieraz nie robi nic
zego tylko dlatego, e mu brak sposobnoci. Ale
mwi, jak jest, a znam ssiadki, ktre nie mogyby
tego powiedzie o sobie, no nie?

 Tak, to prawda  odpar Stefan wstajc.
Wyszed, a Maheudka, uoywszy pic Estelk
na dwch zestawionych krzesach, wzia si do roz-
niecania ognia. Jeeli ojciec zapie jak ryb i sprze-
da, to moe przecie ugotuje dzi zup.

Na dworze zapada noc. Stefan szed z opuszczon
gow, pogrony w smutku. Nie czu ju gniewu do
Chavala ani litoci dla biednej poniewieranej dziew-
czyny. Brutalna scena zacieraa si w jego pamici,
myl biega ku cierpieniom wszystkich, obejmowaa
ca ohyd ndzy. Widzia przed sob osiedle pozba-
wione chleba, kobiety i dzieci, ktre poo si tego
wieczora spa bez jedzenia, cay ten lud walczcy
o pustym odku. Zwtpienie, ktre muskao go
niekiedy, teraz w straszliwej melancholii zapadaj-
cego zmroku ogarno go tortur tak siln, jakiej
nie zazna nigdy dotd. Jak straszn odpowiedzial-
no wzi na siebie! Czy teraz, kiedy zabrako pie-
nidzy i urwa si kredyt, ma w dalszym cigu za-
chca ich do oporu? Czym si to skoczy, jeli
znikd nie przyjdzie pomoc, jeli gd przeamie
mstwo? I nagle zamajaczyo przed nim widmo
klski: umierajce dzieci, zapakane matki i wy-
ndzniali mczyni podejmujcy prac. Szed po-
tykajc si o kamienie, a myl, e Towarzystwo

15

227

zwyciy, e on bdzie winien nieszczciu towa-
rzyszy, napeniaa go nieznonym lkiem.

Kiedy podnis gow, ujrza przed sob le Voreux.
W gstniejcych ciemnociach czarny masyw bu-
dynkw wydawa si jeszcze bardziej ociay. Sa-
motny porodku pustego placu, na ktrym kady
si wielkie, nieruchome cienie, przypomina jak
opuszczon twierdz. Z chwil zatrzymania si ma-
szyny wycigowej dusza opucia te mury i teraz,
pord nocy, nic nie oywiao ich martwoty, ani
jeden gos, ani jeden bysk wiata. Nawet oddech
pompy zdawa si tylko odlegym charkotem dobie-
gajcym nie wiadomo skd.

Stefan patrzy i krew napywaa mu do serca.
Jeli nawet robotnicy cierpieli gd, to Towarzystwo
tracio miliony. Dlaczego miaoby okaza si silniej-
sze w tej walce pracy przeciwko kapitaowi? W ka-
dym razie zwycistwo kosztowaoby je drogo. Wasne
ofiary bdzie jeszcze czas liczy pniej. Na nowo
ogarna go dza walki, szarpice pragnienie poo-
enia kresu ndzy, choby za cen ycia. Czy nie
lepiej, aby zginli od razu, niby mieli nadal kona
powoli, cierpic gd i niesprawiedliwo? Przy-
pomniay mu si przeczytane gdzie opowieci
o mieszkacach podpalajcych wasne miasta, aby
zatrzyma nieprzyjaciela, o matkach, ktre rozbi-
jay swym dzieciom gwki o bruk, aby uratowa
je przed niewol, o mczyznach skazujcych si na
mier godow, byle tylko nie tkn chleba tyrana.
To go podniecio. Czarny smutek przemieni si
w jaskraw wesoo, ktra odpdzia zwtpienie
i kazaa wstydzi si wasnej saboci. Wraz z ockni-
ciem si wiary powracay opary dumy, rado, e
jest przywdc, e go suchaj, e zatriumfuje. Wy-
obraa ju sobie scen wielk w swojej prostocie:

wasn odmow przyjcia wadzy i zoenie jej
w rce ludu.

Drgn. Zbudzi go gos Maheua, 'Grnik opowia-
da mu o swoim powodzeniu: gowi wspaniaego

pstrga i sprzeda go za trzy franki. Bdzie zupa.
Stefan wyprawi go samego do osiedla mwic, e
zaraz wrci, i poszed do Rasseneura. Usiad przy
stole i poczeka, a zostanie sam z szynkarzem, aby
oznajmi mu, e napisze do Plucharta, eby przy-
jeda natychmiast. Decyzja zapada. Postanowi
zorganizowa zebranie, gdy wierzy, e przyst-
pienie grnikw z Montsou do Midzynarodwki za-
pewni im zwycistwo.

nr

Zebranie miao odby si w Bon-Joyeux" u wdo-
wy Desir, we czwartek o drugiej po poudniu. Wdo-
wa oburzona krzywd, jaka dziaa si jej dzieciom,
grnikom, nie przestawaa zorzeczy, zwaszcza od
kiedy jej szynk opustosza. Nigdy jeszcze strajk nie
mia przebiegu tak trzewego, naogowi pijacy nie
wychodzili z domu, aby nie ulec pokusie i nie sprze-
niewierzy si hasu zachowania spokoju. Droga
biegnca do Montsou, tak gwarna i ludna w dnie
kiermaszw, opustoszaa. cieki wyschy, piwo prze-
stao nimi pyn. Na chodniku przed gospodami
stay tylko blade szynkarki wypatrujc goci. W sa-
mym Montsou rwnie nie spotykao si w piwiar-
niach ani ywej duszy i tylko w szynku Pod wi-
tym Eligi-uszem", do ktrego wstpowali sztygarzy,
by jeszcze jaki taki ruch. Wyludni si nawet Wul-
kan", tamtejsze damy cierpiay bezrobocie, chocia
opuciy z dziesiciu na pi su ze wzgldu na ci-
kie czasy. Nad ca okolic rozpostara si prawdzi-
wa aoba.

 Psiakrew!  wykrzykna wdowa Desir klepic
si. po udach.  To wina andarmw! Niech mnie
wsadz do ciupy, jeli chc, ju ja im poka przed-
tem, co potrafi.

Dla wdowy Desir wszystkie wadze, wszyscy pra-
codawcy to byli andarmi. T wspln, pogardliw
nazw obejmowaa wrogw ludu. Prob Stefana

229

przyja entuzjastycznie: cay jej dom naley do
grnikw, bezpatnie uyczy im sali, w ktrej za-
zwyczaj odbywaj si tace, i sama podpisze zawia-
domienia, skoro ustawa tego wymaga. A gdyby na-
wet miao si co dzia wbrew ustawie, to jeszcze
lepiej! Ju ona bdzie wiedziaa, co odpowiedzie!
Nastpnego dnia Stefan przynis jej do podpisania
pidziesit zawiadomie wypisanych przez ssia-
dw z osiedla. Wysano je do kopal delegatom
i ludziom, ktrzy byli pewni. Oficjalny program
obejmowa dyskusj nad dalszym prowadzeniem
strajku. W rzeczywistoci oczekiwano przyjazdu Plu-
charta, liczono, e wygosi przemwienie, ktre
zwerbuje grnikw do szeregw Midzynarodwki.

We czwartek rano Stefana ogarn niepokj; jego
dawny zwierzchnik nie zjawi si, chocia depesz
zapowiedzia swj przyjazd na rod wieczr. Co si
stao? Martwi si, e nie bdzie mg porozmawia
z nim przed zebraniem. O dziewitej poszed do
Montsou w mniemaniu, e Pluchart uda si tam
wprost, nie wstpujc do le Voreux.

 Nie, nie widziaem waszego przyjaciela  od-
parta wdowa Desir  ale wszystko ju gotowe,
chodcie zobaczy!

Zaprowadzia go do sali. Dekoracje nie ulegy
zmianie: te same girlandy sczepione na rodku pod
sufitem rnokolorowym wiecem z papierowych
kwiatw i te same tarcze ze zoconego kartonu
z imionami witych. I tylko na miejscu estrady
dla muzykantw, w rogu, sta st i trzy krzesa,
a wntrze sali wypeniay ustawione na ukos awki.

 Doskonale  owiadczy Stefan.

 Pamitajcie  podja wdowa  e jestecie
u siebie. Pyskujcie, ile wam si tylko spodoba...
andarmi wejd tu chyba po moim trupie.

Mimo gnbicego go niepokoju Stefan nie mg
powstrzyma si od umiechu. Lecz w tej chwili
ujrza Rasseneura i Suwarina. Zdziwi si, e przy-
byli tak wczenie.

230

Gdy wdowa zostawia ich samych w wielkiej

pustej sali, wykrzykn:

 Co, juecie przyszli!

.Suwarin, ktry pracowa ca noc w le Voreux,
gdy maszynici nie strajkowali, przyszed jedynie
przez ciekawo. Co do Rasseneura, to od dwch
dni wydawa si jaki nieswj, z jego pulchnej twa-
rzy znik zwyky dobrotliwy umiech.

 Pluchart nie przyjecha, jestem bardzo niespo-
kojny  doda Stefan.

Szynkarz odwrci oczy i rzuci przez zby:

 Dla mnie to nie jest niespodzianka. Nie ocze-
kuj go.

 Jak to?

Tamten zdecydowa si nagle; spojrza Stefanowi
prosto w twarz i powiedzia z zaczepn min:

 No tak, bo i ja te do niego pisaem, jeeli
chcesz wiedzie. I bagaem go, eby nie przyjeda...
Uwaam, e nasze sprawy powinnimy zaatwia
sami, nie zwracajc si o pomoc do obcych.

 Zrobie to? Zrobie to?  powtarza Stefan
w pasji, nie spuszczajc oczu z kolegi.

 I owszem, zrobiem to, chocia sam wiesz naj-
lepiej, e mam zaufanie do Plucharta! To porzdny
chop i ma gow na karku... Ale widzisz, ja tam
nie jestem wcale za waszymi teoriami. Polityka,
rzd, to wszystko nic mnie nie obchodzi. Poprawa
bytu grnika  oto czego chc. Przez lat dwadzie-
cia pracowaem w gbi, namczyem si i nabiedo-
waem tyle, em sobie poprzysig pomc jako
i uly tym, ktrzy tam jeszcze zostali, a czuj do-
skonale, e tymi waszymi historiami do niczego nie
doprowadzicie, najwyej moecie jeszcze zaszkodzi...
Kiedy gd zmusi ludzi do podjcia pracy, Towa-
rzystwo przysoli im dopiero jak psom, ktre zapdza
si do budy!... I do tego wanie nie chc dopuci,
rozumiesz?

Podnis gos, caym ciaem podany ku przodowi,
zaparty mocno na grubych nogach. W tych sowach

231

jasnych, pyncych obficie, bez trudu, wyraaa si
jego natura czowieka rozsdnego i cierpliwego. Czy
to nie gupota wierzy, e tak ni std, ni zowd
uda si odmieni wiat, robotnikowi da miejsce
pracodawcw i podzieli kapita tak, jak si dzieli
jabko? Potrzeba tysicy, tysicy lat, aby si to kie-
dy mogo zici, jeeli w ogle si zici. Wic co
sobie zawraca gow cudami? Jak kto nie chce
niepotrzebnie rozbi sobie nosa, a ma troch rozu-
mu, to niech idzie prosto przed siebie i stara si
polepszy dol robotnikw, ale w granicach moli-
woci. Gdyby on si tym zaj, to rczy, e potrafi-
by nakoni Towarzystwo do ustpstw. Ale jak bd
obstawa przy swoim, to tylko pozdychaj z godu,
i nic wicej.

Stefan nie przerywa, gdy oburzenie odebrao mu
mow. Wreszcie wykrzykn:

 Czowieku, ty nie masz chyba krwi w yach!
Jeszcze chwila, a byby go spoliczkowa. Aby nie
ulec tej pokusie, zacz biega po sali wielkimi kro-
kami. Wyadowywa swj gniew na awkach, ktre
roztrca przechodzc.

 Zamknijcie przynajmniej drzwi  ^zauway
Suwarin.  Po co ludzie maj tego sucha?

Zamkn je sam i usiad spokojnie na jednym
z krzese prezydialnych. Skrci papierosa i przygl-
da si tamtym dwm z agodn ironi, umiechajc
si nieznacznie.

 I c z tego, e si bdziesz zoci  podj
Rasseneur rozsdnie.  Z pocztku, jak zalecae
towarzyszom, eby zachowali spokj, eby siedzieli
w domu, eby nie urzdzali awantur, mylaem, e
jeste rozumnym czowiekiem. Ale teraz widz, e
chcesz ich wpakowa w kaba!

Za kadym razem, gdy powraca z gbi sali, Ste-
fan przyskakiwa do szynkarza, chwyta go za ra-
miona i krzycza mu swe odpowiedzi prosto w twarz:

 Ale, do pioruna, ja w dalszym cigu jestem
za utrzymaniem spokoju! I owszem, narzuciem im

m

pewn dyscyplin! I owszem, radz im, eby siedzieli
cicho! Ale ostatecznie nie mona przecie dopuci,
eby tamci kpili sobie z nas... Szczliwy jeste, e
potrafisz zachowa zimn krew. Mnie chwilami mci
si ju w gowie.

Byo to z jego strony wyznanie. Wymiewa si
teraz ze swych zudze neofity, z marze o krainie,
w ktrej rycho zapanuje sprawiedliwo i brater-
stwo. No c, jeeli kto chce, eby ludzie do ko-ca
wiata poerali si jak wilki, to rzeczywicie naj-
lepiej zaoy rce i czeka. Ale jeli nie, to powi-
nien dziaa, bo w przeciwnym razie niesprawiedli-
wo bdzie trwa wiecznie i wiecznie bogacze pi
bd krew ndzarzy. Nie mg sobie darowa, i
niegdy twierdzi, e z kwestii spoecznych wyklu-
czy naley polityk. Wwczas nie orientowa si
jeszcze w niczym, ale od tej pory wiele przeczyta
i wiele si nauczy i pogldy jego dojrzay. Chwali
si, e posiada pewien system. Nie bardzo co prawda
potrafi go okreli, a jego chaotyczne sformuowa-
nia nosiy lady wszystkich po kolei teoria jakie
przyjmowa, a nastpnie odrzuca. Ich niewzruszon
podstaw byo twierdzenie Karola Marksa, e kapi-.
ta jest rezultatem rabunku, e praca ma obowizek
i prawo odebra skradzione bogactwo. W praktyce
uleg najpierw czarowi proudhonowskiej utopii wza-
jemnych kredytw, wielkiego banku wymiany, ktry
wykluczaby porednikw. Pniej zapali si do
towarzystw spdzielczych Lassalle'a, wyposaonych
przez pastwo, ktre miay powoli przeksztaci
wiat w jedno wielkie miasto przemysowe. Znie-
chciy go do tego systemu trudnoci sprawowania
kontroli, jakie nasuwa. Od niedawna przej si
teori uspoecznienia rodkw produkcji, ale nie zda-
wa sobie jeszcze jasno sprawy, jaka droga prowadzi
do realizacji tego nowego marzenia. Na razie twier-
dzi po prostu, e idzie o to, aby uj rzdy w swoje
rce. Reszt pokae przyszo.

 Ale co tobie si stao? Dlaczego przechodzisz

233

na stron burujw?  cign podniesionym gosem
stajc przed szynkarzem.  Sam mwie przecie:

Tak duej by nie moe!"
Rasseneur zarumieni si z lekka.

 Owszem, mwiem. I gdy nadejdzie waciwa
chwila, przekonasz si, e nie jestem gorszy od in-
nych... Ale nie chc by z tymi, ktrzy stwarzaj
zamt, by wyowi w nim co dla siebie.

Teraz z kolei Stefan si zarumieni. Przeniknici
chodem rywalizacji przestali krzycze; sowa ich
stay si ostre i ze. Wanie ta ukryta rywalizacja
bya przyczyn nadmiernej ostronoci jednego,
a przesadnej rewolucyjnoci drugiego; ona wanie
narzucaa im stanowiska i role, ktre przyjmowali
wbrew samym sobie. Na dziewczcej twarzy przy-
suchujcego si ich rozmowie Suwarina pojawi si
wyraz milczcej pogardy, druzgoccej pogardy czo-
wieka, ktry gotw by w kadej chwili odda was-
ne ycie bez rozgosu, nie po to, aby zyska chwa
mczennika.

 Och, to do mnie pite?  spyta Stefan. 
Jeste zazdrosny?

 Zazdrosny? O co?  odpar Rasseneur.  Ja
nie pozuj na wielkiego czowieka i nie zaley mi
na tym, aby zaoy sekcj w Montsou i zosta jej
sekretarzem.

Stefan chcia mu przerwa, ale tamten dorzuci:

 Przyznaj si szczerze, to nie o Midzynaro-
dwk ci chodzi, ale o to, eby zdoby wadz, eby
sta si wielkim panem, ktry utrzymuje czno
z Rad Okrgu Pnoc.

Zapanowao milczenie. Po chwili Stefan podj,
drc z podniecenia:

 Och tak!... Zdawao mi si, e nie mam sobie
nic do wyrzucenia w stosunku do ciebie. Zawsze
pytaem ci o rad, bo wiedziaem, e walczye tu
ju na dugo przede mn. Ale wobec tego, e nie
moesz znie nikogo obok siebie, zaczn teraz dzia-
a na wasn rk... Przede wszystkim przyjmij do

234

wiadomoci, e zebranie odbdzie si, choby nawet
Pluchart nie przyjecha, i e towarzysze przystpi
do Midzynarodwki, chocia ty tego nie chcesz.

 Och, to jeszcze nie wiadomo  szepn Rasse-
neur.  Trzeba ich najpierw bdzie nakoni do
zapacenia skadek.

 Wcale nie. Rada Generalna udziela zwoki
strajkujcym, natomiast sama od razu przychodzi
im z pomoc.

 No wic zobaczymy!  wybuchn szynkarz. 
Bd na tym twoim zebraniu i przemwi. Nie po-
zwol oszukiwa moich przyjaci, wyjani im, co
ley w ich wasnym interesie. Zobaczymy, za kim
si wypowiedz, czy za mn, ktrego znaj od trzy-
dziestu lat, czy te za tob, ktry w cigu niespena
roku przewrcie u nas wszystko do gry nogami...
Nie! Nie! Daj mi spokj! Teraz nie ma ju dla nas
monoci porozumienia.

Wyszed trzaskajc drzwiami. Papierowe girlandy
pod sufitem zadray, zocone tarcze uderzyy o cia-
n; w wielkiej sali zapanowa z powrotem ociay
spokj.

Suwarin siedzia przy stole i pali papierosa. Ste-
fan spacerowa przez chwil w milczeniu, a potem
da upust nurtujcym go uczuciom. Czy to on jest
winien, e ludzie opuszczaj tego spasionego leniucha
i przechodz na jego stron? Broni si przed za-
rzutem zabiegania o popularno, sam nie wiedzia
nawet, jak si to stao, e zyska sobie przyja
caego osiedla, zaufanie grnikw, wadz nad nimi.
Oburza si, i kto moe mu zarzuca, e chce wy-
woa zamt, aby zaspokoi wasne ambicje, bijc
si w piersi zapewnia o swych braterskich uczu-
ciach.

W pewnej chwili zatrzyma si przed Suwarinem

i zawoa:

 Gdybym wiedzia, e przeze mnie zostanie prze-
lana choby kropla krwi ktrego z przyjaci, na-
tychmiast wynisbym si std do Ameryki!

235

Maszynista -wstussyt ramionami, i cign wargi
w umiechu.

 Och, c to takiego krew  szepn.  Ziemia
potrzebuje krwi.

Stefan uspokoi si, wzi krzeso i usiad naprze-
ciw niego opierajc si o st. Ta jasna twarz, te
zadumane oczy, w ktrych pojawiay si chwilami
krwawe byski, niepokoiy go, wywieray na jego
wol jaki dziwny wpyw. I teraz rwnie, chocia
tamten nie odezwa si ani sowem, Stefan czu, e
zaczyna mu ulega.

 Powiedz  zapyta  co by ty zrobi na moim
miejscu? Czy nie mam racji, e chc dziaa? Naj-
lepiej bdzie, jeeli przystpimy do Stowarzyszenia,
prawda?

Suwarin wypuci powoli kb dymu i odpowie-
dz-la ulubionym:

 Zawracanie gowy!  Pniej jednak doda: --
Pewno, e na razie dobre i to... Zreszt ta ich Mi-
dzynarodwka niedugo rozwinie si jak naley. On
ju si tym zaj.

 Kto taki?

 On!

Wymwi to sowo pgosem, z religijn czci,
zwracajc oczy ku wschodowi. Myla o mistrzu,
o Bakuninie Niszczycielu.

 On jeden zdolny jest wymierzy cios  cign
dalej.  Twoi uczeni to zwykli tchrze z ca ich
teori ewolucji... Nie minie trzy lata, a Midzynaro-
dwka pod jego przewodem zmiady stary wiat.

Stefan wyty such; gorco pragn nauczy si
czego nowego, poj ten kult niszczenia, o ktrym
Suwarin wspomina tak rzadko, jak gdyby ca jego
tajemnic pragn zachowa dla siebie.

 Wytumacze mi wreszcie  co jest waszym
celem?

 Zniszczy wszystko... Narody, rzdy, waanoae,
Boga, religi...
: Rozumiem. Ale do czego to was zaprowadzi?

236

 Do wsplnoty pierwotnej, bezksztatnej jeszcze,
do wiata, ktry powstanie od nowa.

 W jaki sposb zamierzacie urzeczywistni wa-
sze zamierzenia? Jakimi rodkami?

 Ogniem, trucizn, sztyletem! Zabjca to praw-
dziwy bohater, mciciel ludowy, rewolucjonista czy-
nu, a nie sowa. Trzeba, aby szereg wstrzsajcych
zamachw przerazi tych, ktrzy dzier' wadz,
i obudzi lud.

Ogarnity uniesieniem Suwarn wsta z krzesa.
By straszny. W jego jasnych oczach gorza mistycz-
ny pomie, a donie ciskay kurczowo krawd
stou. Stefan patrzy na niego z lkiem; przypomnia-
y mu si mgliste zwierzenia tamtego o minach
podkadanych pod paac cara, o naczelnikach policji
zarzynanych noem jak wieprze, o mierci jedynej
kobiety, ktr kocha, powieszonej w Moskwie pew-
nego deszczowego ranka  ukryty w tumie caowa
j oczyma po raz ostatni.

 Nie, nie  szepn Stefan ruchem rki odsu-
wajc od siebie te straszne obrazy.  Do tegomy
jeszcze u nas nie doszli. Zabija? Pali? Nigdy! To
ohydne! To niesprawiedliwe! Wszyscy towarzysze
powstaliby, aby ukara winnego.

Instynktownie buntowa si przeciwko tym ponu-
rym wizjom zagady, przeciwko marzeniom o sko-
szeniu wiata jak anu yta, tu przy ziemi. Cigle
jeszcze nie mg ich poj. A co bdzie pniej?
W jaki sposb odrodzi si ycie, wyrosn nowe na-
rody? Domaga si odpowiedzi.

 Powiedz mi, jaki jest wasz program. Chcieli-
bymy wiedzie, do czego zmierzamy.

Suwarin zapatrzony w przestrze zakonkludowa
spokojnie:

 Jakiekolwiek rozwaania na temat przyszoci
s zbrodnicze, gdy przeszkadzaj dzieu doskona-
ego zniszczenia i wstrzymuj pochd rewolucji.

Stefan rozemia si, chocia odpowied ta prze-
ja go dreszczem. Przyznawa zreszt, e pogldy

ast

kolegi maj swoje dobre strony; ich straszliwa pro-
stota pocigaa go, ale opowiadajc podobne historie
towarzyszom uatwiby zadanie Rasseneurowi. Na-
leao wskaza im jakie praktyczne wyjcie z sy-
tuacji.

Pani Desir zaproponowaa im przeksk. Przeszli
do bufetu w dnie powszednie oddzielonego od sali
do taca ruchomym przepierzeniem. Kiedy zjedli
omlet i ser, Suwarin podnis si, aby wyj, a za-
trzymujcemu go Stefanowi rzek:

 I po co miabym zostawa? Zby sucha, jak
bdziecie mwili gupstwa? Dosy si ju ich na-
suchaem. Do widzenia.

I odszed z papierosem w ustach, spokojny i uparty
jak zawsze.

Niepokj Stefana wzrasta. Bya godzina pierwsza,
a Pluchart si nie zjawia. Okoo wp do drugiej
zaczli schodzi si delegaci. Przyjmowa ich sam,
gdy chcia wiedzie, kto przychodzi; ba si, eby
Towarzystwo nie przysao swoich szpiegw. Kontro-
lowa kade zaproszenie, przyglda si twarzom.
Wielu grnikw zjawio si zreszt bez zawiadomie.
Wystarczyo, e Stefan ich zna, aby otwarto im
drzwi. O drugiej nadszed Rasseneur. Zbliy si do
bufetu i rozmawiajc ze znajomymi bez popiechu
koczy pali fajk. Ten drwicy spokj do reszty
wyprowadzi Stefana z rwnowagi, tym bardziej
e jednoczenie zjawia si grupa artownisiw, kt-
rzy przyszli pomia si troch  Zachariasz, Mou-
quet i paru innych. Tych strajk niewiele obchodzi,
radzi byli, e nic nie robi, i teraz siedzc przy stole
wydawali ostatnie grosze na piwo i podrwiwali
z kolegw.

Min kwadrans. Zebrani zaczynali si niecierpli-
wi. Stefan, zrozpaczony, postanowi rozpocz ze-
branie, gdy wdowa Desir, ktra wygldaa oknem,
zawoaa:

 Jest, jest, przyjecha paski przyjaciel!
Istotnie, by to Pluchart. Przyjecha bryczk za-

238

przon w dychawicznego konia. Wyskoczy na
chodnik, szczupy, o zbyt wielkiej, kwadratowej go-
wie, ubrany w czarny sukienny surdut, odwitnie,
troch fircykowato. Od piciu lat nie bra do rki
narzdzi, dba o strj i fryzur, dumny niezmiernie
ze swych sukcesw mwcy. Czonki jego zachoway
jednak pewn sztywno, a zniszczone paznokcie nie
chciay odrosn. Bardzo czynny i bardzo ambitny,
bez ustanku jedzi po okolicy agitujc.

 Nie miejcie do mnie pretensji!  powiedzia
uprzedzajc pytania i wyrzuty.  Wczoraj rano prze-
mwienie w Preuilly, wieczorem zebranie w Va-
lencay, dzisiaj spotkanie z Sauvagnatem w Mar-
chiennes... Ledwo udao mi si zapa jak bryczk.
Jestem wykoczony, syszycie, jak mam chrypk.
Ale to nic, przemwi i tak mimo wszystko.

By ju na progu, gdy nagle co sobie przy-
pomnia.

 Psiako, a legitymacje? adnie bymy wygl-
dali!

Zawrci do bryczki, wyj z walizki czarne drew-
niane pudeko i woy je pod pach.

Stefan trzyma si w jego pobliu, promieniejc,
gdy tymczasem skonsternowany Rasseneur nie mia
si z nim przywita. Tamten jednak pierwszy do
niego podszed, ucisn mu do, a o licie wspom-
nia tylko mimochodem: co za pomys? Dlaczego nie
urzdza zebrania? To nigdy nie zaszkodzi.

Wdowa Desir zaproponowaa, eby si czego na-
pi, ale odmwi. Nie pija, kiedy ma przemawia.
I tylko bardzo mu si pieszy, bo chciaby jeszcze
dzi wieczorem by w Joiselle, gdzie ma si spotka
z Legoujeux. Ca paczk wkroczyli na sal. Maheu
i Levaque, ktrzy si spnili, weszli za nimi. Aby
czu si bardziej u siebie, zamknito drzwi na klucz,
co dao artownisiom powd do miechu. Zachariasz
zawoa do Mouqueta, e pewno im tu zrobi dziecko.

Na awkach siedziao okoo stu grnikw czekajc
w dusznej sali, gdzie unosiy si jeszcze w powietrzu

239

zapachy z ostatniej zabawy. Wszystkie gowy zwr-
ciy si ku przybyym, ktrzy zajmowali wolne
miejsca. Przebieg szmer. Spogldali na gocia z Lil-
ie. Jego czarny surdut wywoa zdziwienie i zae-
nowanie.

Na wniosek Stefana natychmiast wybrane zostao
prezydium. Rzuca on nazwiska, a zebrani wyraali
sw zgod podniesieniem rki. Jako przewodniczcy
zasiad w prezydium Pluchart, obok niego Maheu
i Stefan. Szurano krzesami, zajmowano miejsca.
Przewodniczcy znikn na chwil za stoem  wsu-
n pode pudeko, z ktrym si nie rozstawa. Kie-
dy wynurzy si z powrotem, uderzy lekko pici,
aby poprosi o cisz, po czym rozpocz ochrypym
gosem:

 Obywatele...

Przerwa, otworzyy si boczne drzwi i ukazaa si
w nich wdowa Desir z szecioma kuflami na tacy.

 Niech pan mwi dalej  szepna.  Przynio-
sam tylko coi do picia.

Maheu wzi tac z jej rk i Pluchart mg mwi
dalej. Owiadczy, e jest bardzo wzruszony serdecz-
nym przyjciem ze strony robotnikw z Montsou,
przeprosi za swoje spnienie tumaczc je zmcze-
niem i blem garda. Nastpnie odda gos obywa-
telowi Rasseneurowi, ktry o to prosi.

Rasseneur stan przy stole, obok kufli z piwem.
Krzeso, odwrcone porcz do przodu, posuyo mu
za trybun. Wydawa si bardzo poruszony; od-
kaszln i rzuci gromkim gosem:

 Towarzysze...

Wpyw na grnikw zawdzicza atwoci sowa:

potrafi mwi godzinami bez zmczenia, zawsze
jednakowo dobroduszny. Nie gestykulowa; ociay
i umiechnity zalewa ich potokiem wymowy, a
wreszcie wszyscy woali: Tak, tak, to prawda, masz
racj." Tego dnia jednak od razu po pierwszych so-
wach poczu, e trafia na niemy opr. Tote mia si
na ostronoci. Zacz od omawiania strajku i nie

240

zamierza atakowa Midzynarodwki, dopki nie
usyszy pierwszych oklaskw. Zapewne, e nonor
nie pozwala ustpi Towarzystwu, ale    arugiej
strony  jaka ndza, jakie straszliwe dni czekaj
ich, gdyby wypado zbyt dugo obstawa przy rwo-
im. Nie namawiajc otwarcie do kapitulacji stara
si1 osabi ich mstwo, roztacza przed nimi obraz
osiedli przymierajcych godem, pyta, skd zamie-
rzaj wzi pienidze zwolennic-" dalszego oporu?
Trzech czy czterech przyjaci usiowao mu potaki-
wa, co jeszcze bardziej podkrelio chodne milcze-
nie reszty, niezadowolenie, z jakim przyjmowano
jego sowa. Straci nadziej, e uda mu si odzyska
ich zaufanie, i unis si gniewem; przepowiada im
nieszczcia, jakie ich czekaj, jeli pozwol zawra-
ca sobie gow obcym prowokatorom. Dwie trzecie
zebranych powstao z aw krzyczeli, chcieli mu
przerwa, oburzeni, e traktuje ich jak dzieci, ktre
nie potrafi same sob kierowa. On jednak, podno-
szc co chwila kufel do ust, mwi dalej wrd
zgieku, odgraa si, e jeszcze si taki zuch nie
urodzi, ktry by przeszkodzi mu speni obowizek.

Pluchart podnis si. Poniewa nie mia dzwonka,
uderza pici w st i powtarza ochryple:

 Obywatele... Obywatele...

Wreszcie udao mu si przywrci wzgldny spo-
kj. Rasseneurowi odebrano gos. Delegaci, ktrzy
reprezentowali poszczeglne kopalnie na konferencji
u dyrektora, teraz przewodzili innym; gd torowa
drog nowym ideom. Wynik gosowania z gry mona
byo przewidzie.

 Ty si tam nie musisz przejmowa, bo mas2
co je  krzykn Levaque wycigajc pi
w stron Rasseneura.

Stefan przechyli si za plecami przewodniczcego,
aby uspokoi Maheua wyprowadzonego z rwnowagi
obudn przemow szynkarza.

 obywatele  powiedzia I3ucharl  pozffi-
ci, ie teraz ja zabior gos.

16  Oerminal t. I

241

Zapanowao gbokie milczenie. Pluchart zacz
mwi ochryple, z trudem  by jednak do tego
przyzwyczajony; wiecznie w rozjazdach obwozi
swoje zapalenie krtani razem z programem prze-
mwie. Powoli gos jego nabiera mocy, rozbrzmie-
wa patosem. Mwca rozpostar szeroko rce i ru-
chem ramion podkrela rytm zda. Jego przem-
wienia miay w sobie co z kaza; jak kaznodzieja
znia gos przy kocu okresw, ktrych monotonny
szmer przekonywa w kocu suchaczy o jego susz-
noci.

Jak zawsze w miejscowociach, gdzie przemawia
po raz pierwszy, zacz od wysawiania potgi i do-
brodziejstw Midzynarodwki. Objania jej cele,
mwi o wyzwoleniu proletariatu, zapoznawa ze
struktur Stowarzyszenia, poprzez gminy, prowincje
i narody obejmujcego ca ludzko. Jego ramiona
poruszay si wolno, wznosiy przed oczyma zebra-
nych olbrzymi wityni przyszoci. Pniej przy-
sza kolej na sprawy administracyjne: odczyta sta-
tuty, mwi o kongresach, o rozszerzaniu zakresu
dziaania. Zaczwszy od stara o podwyk pac.
Midzynarodwka walczy teraz o zmian ustroju
spoecznego, o zniesienie najemnictwa, o to. aby
robotnicy caego wiata, zczeni wsplnym pragnie-
niem sprawiedliwoci, pooyli kres buruazyjnej
zgnilinie i stworzyli nowe spoeczestwo, w kt-
rym ten, kto nie bdzie pracowa, nie bdzie te
i zbiera plonw. Gos jego podnis si teraz a
do krzyku, oddech porusza papierowe kwiaty pod
sufitem.

Gowy zebranych zafaloway, kilka osb. krzy-
kno:

 Tak, tak, racja!

Pluchart mwi dalej. Nim upynie trzy lata,
wiat bdzie ich. Wylicza narody pozyskane dla
Stowarzyszenia. Ze wszystkich stron napyway zgo-
szenia. adna rodzca si idea nie miaa tylu zwo-
lennikw. Pniej, kiedy zwyci꿹, to oni podyktuj

242                     

prawa dawnym pracodawcom, oni postawi im nog
na gardle.

 Tak, tak!... Niech teraz tamci zjedaj na d!
Ruchem rki poprosi o cisz. Przystpi do kwestii
strajkw. W zasadzie nie pochwala ich: s rodkiem
dziaajcym zbyt powoli i naraajcym robotnika na
dodatkowe cierpienia. Na razie jednak nie da si ich
unikn i trzeba je przyj, gdy maj t dobr
stron, e dezorganizuj kapita. Przedstawi im
Midzynarodwk jako opatrzno dla strajkujcych.
Cytowa przykady: w Paryu podczas strajku br-
zownikw pracodawcy na sam wie o tym, e nad-
sya ona pomoc, ustpili od razu; w Londynie Mi-
dzynarodwka uratowaa grnikw pewnej kopalni
odsyajc na swj koszt sprowadzonych przez waci-
ciela robotnikw belgijskich. Wystarczy przystpi
do niej, aby Towarzystwa zadray, przeraone, wy-
starczy sta si czonkiem potnej armii robotni-
kw, gotowych raczej umrze jedni za drugich ni
pozosta niewolnikami w spoeczestwie kapitali-
stycznym!

Przerway mu okrzyki uznania. Otar czoo chust-
k i odsun kufel, ktry mu podawa Maheu. Chcia
mwi dalej,, ale oklaski nie pozwoliy mu doj do
sowa.

 W porzdku!  rzuci do Stefana.  Prdko
legitymacje!

Schyli si pod st i wynurzy stamtd po chwili
z maym drewnianym pudekiem w rku.

 Obywatele!  zawoa.  Oto karty czonkow-
skie! Niechaj podejd tu delegaci, to im je wydam,
a oni rozdziel je nastpnie pomidzy swoich ludzi...
Reszt spraw uregulujemy pniej.

Rasseneur poderwa si protestujc, Stefan krci
,i niespokojnie, gdy pragn wygosi swoje prze-
mwienie. Powstao zamieszanie. Levaque wycign
pici, jakby mia ochot si bi. Maheu stojc m-
wi co, ale nie mona byo dosysze ani sowa.
Z oodogi wzbija si py, lotny py minionych za-

i>

243

baw, unoszc ze sob ostr wo adowaczek i wo-
zakw.

Nagle otworzyy si boczne drzwi; wdowa Dsir
wypenia je swoim brzuchem i biustem, krzyczc
gromko:

 Ciszej, na Boga'... andarmi!

By to komisarz okrgu, ktry w asycie czterech
andarmw przyby, aby spisa protok i rozwiza
zebranie. Od piciu minut wdowa Desir trzymaa ich
pod drzwiami odpowiadajc, e jest tu u siebie i e
tn chyba prawo przyjmowa przyjaci. Ale ode-
pchnito j na bok, przybiega wic ostrzec swoje
dzieci.

 Tdy, tdy!  woaa.  Na podwrzu stoi
andarm, musicie ucieka przez drwalk. Wychodzi
prosto na uliczk. Prdzej!

Komisarz dobija si ju piciami do drzwi, grozi,
e je wyway, jeli nie otworz. Poinformowany
widocznie przez ktrego szpicla krzycza, e zebra-
nie jest nielegalne, gdy wielu robotnikw znajduje
si tu bez zawiadomie imiennych.

Na sali wzrastao zamieszanie. Nie mona byo
rozwiza zebrania w ten sposb  nie gosowano
jeszcze ani nad przystpieniem do Midzynarodwki,
ani nad kontynuowaniem strajku. Wszyscy mwili
naraz. Wreszcie przewodniczcemu przyszo na myl,
aby oba wnioski postawi do przyjcia przez akla-
macj. Rce podniosy si w gr. Delegaci owiad-
czyli, e zgaszaj przystpienie w imieniu nie-
obecnych. I tak oto dziesi tysicy grnikw z Mont-
sou zostao czonkami Midzynarodwki.

Sala zacza si gwatownie oprnia. Wdowa
Desir, odsaniajc odwrt, stana przy drzwiach
wejciowych wstrzsanych uderzeniami kolb. Gr-
nicy przeskakiwali awki i jeden za drugim uciekali
przez kuchni i drwalk. Rasseneur znikn jeden
z pierwszych, a za nim wymkn si Levaque zapo-
minajc o obelgach, jakie ciska niedawno na szyn-
karza; mia nadziej, e tamten zaprosi go naoe na

144

kufelek piwa dla uspokojenia. Stefan zaopiekowa
si pudekiem Plucharta i razem z nim, i z Maheu
czeka, a sala si oprni. Wszyscy trzej uwaali
za punkt honoru wyj ostatni. W chwili kiedy
opuszczali sal, drzwi wejciowe ustpiy, lecz ko-
misarz natrafi na now przeszkod w postaci buj-
nych ksztatw wdowy Desir.

 No i po co byo wywaa drzwi? -- 'zapytaa. 
Widzicie przecie, e nie ma nikogo.

Komisarz, czowiek flegmatyczny, ktry nie lubi
dramatycznych scen, pogrozi tylko wdowie, e wsa-
dzi ] do wizienia, i wycofa si wraz z czterema
andarmami, aby spisa protok. Rozmieszyo to
Zachariasza i Mouqueta, zachwyconych, e kolegom
udao si wywie wadz w pole.

Stefan bieg uliczk piastujc pudeko Plucharta.
Nagle przyszed mu na myl Pierron; zapyta o nie-
go Maheua. Ten, zatrzymujc si, odpar, e Pierron
jest chory: wygodna choroba, lk przed kompromi-
tacj. Chcieli zatrzyma Plucharta, ale nie zwalnia-
jc biegu owiadczy im, e musi natychmiast jecha
do Joiselle, gdzie Legoujeux czeka na dyrektywy.
Krzyknli mu wic: Szczliwej drogi", i pobiegli
dalej. Zdyszani, zamieniali ze sob urywane zdania.
Stefan i Maheu mieli si radonie, pewni ju teraz
zwycistwa: Midzynarodwka przyle im pomoc
i wtedy Towarzystwo samo bdzie ich baga, eby
wrcili do pracy.

W nagym porywie nadziei tych ludzi, w gonym
stukocie butw po bruku krya si zapowied burzy,
ktra miaa niebawem ogarn pomieniem wszyst-
kie osiedla.

I znw upyno dwa tygodnie. Nadszed stycze;

zimne mgy przysoniy olbrzymi rwnin. Z kad
godzin wzrastaa ndza i gd. Cztery tysice fran-
kw nadesanych z Londynu przez Midzynarodwk

845

wystarczyy zaledwie na par dni. Oczekiwana dalsza
pomoc nie nadesza. Zachwiao to mstwem strajku-
jcych. Na kog liczy teraz, skoro nawet bracia
ich opuszczaj? Czuli si zgubieni pord cikiej
zimy, odcici od wiata.

We wtorek wyczerpay si ostatnie zasoby osiedla
Dwiecie Czterdzieci. Stefan i delegaci robili, co
mogli: ogaszali nowe subskrypcje w ssiednich mia-
stach, a nawet w Paryu, urzdzali zbirki, organi-
zowali konferencje. Wysiki te nie na wiele si
zday. Opinia publiczna, zrazu poruszona, obojtnia-
a, w miar jak strajk si przedua, zwaszcza e
przebiega bardzo spokojnie, bez dramatycznych wy-
darze. Skpe datki wystarczay zaledwie na pomoc
dla najbiedniejszych. Reszta zastawiaa ndzne odzie-
nie, wyprzedawaa sprzty domowe. Wszystko: wo-
sie z materacw, naczynia kuchenne, meble nawet 
dostawao si w rce handlarzy starzyzn. Na krtki
okres czasu nastpio odprenie, gdy drobni kupcy
z Montsou, ktrych zabijaa konkurencja Maigrata,
postanowili skorzysta z okazji, aby odzyska daw-
nych klientw, otwierajc im teraz kredyt. Przez
tydzie sklep spoywczy Verdoncka i dwie piekarnie,
Carouble'a i Smeltena, stay dla grnikw otworem.
Ale zapasy wyczerpay si prdko i wszyscy trzej
sklepikarze musieli si wycofa. Skorzystali na tym
lichwiarze. Robotnicy zacigali poyczki, ktre przez
dugi czas miay potem na nich ciy. Nie byo ju
ani kredytu, ani choby starego garnka do sprzeda-
nia  nic, tylko pooy si gdzie pod potem i zdy-
cha jak parszywe psy.

Stefan byby chtnie sprzeda samego siebie, byle
tylko mc przyj kolegom z pomoc. Zrzek si
wynagrodzenia, ktre pobiera jako sekretarz, po-
szed do Marchiennes i zastawi swoje odwitne
ubranie, szczliwy, e dziki temu Maheuowie bd
mieli przez jaki czas co je. Zostawi sobie tylko
buty, aby pewnie sta na nogach, jak mwi. Naj-
bardziej bolao go to, i strajk wybuch za wczenie,

248

kiedy ich kasa zapomogowa bya jeszcze prawie
pusta. Widzia w tym jedyn przyczyn niepowodze-
nia, pewien by bowiem, e grnicy zwyciyliby,
gdyby znaleli w kasie dostateczny zasb pienidzy.
Przypominay mu si sowa Suwarina, ktry oskar-
a Towarzystwo, e dy do wywoania strajku,
aby unicestwi zaoon kas.

Widok osiedla, ludzi zzibnitych i godnych, by
dla niego nie do zniesienia. Ucieka stamtd i cho-
dzi na dalekie spacery. Pewnego wieczoru wra-
cajc koo Requillart zobaczy przy drodze zemdlon
star kobiet. Widocznie omdlaa z wycieczenia.
Podnis j i widzc, e po drugiej stronie ogrodze-
nia stoi jaka dziewczyna, zawoa, aby podesza.

 A to ty  rzek poznawszy Mouquette.  Po-
m no mi, trzeba by da jej co do wypicia.

Mouquette zawrcia szybko do domu, do walcej
si rudery, ktr zamieszkiwa jej ojciec, i przy-
biega za chwil z butelk jaowcwki i kawakiem
chleba. Wdka przywrcia staruszce przytomno;

nie powiedziawszy ani sowa kobieta arocznie rzu-
cia si na chleb. Bya to matka pewnego grnika,
mieszkaa niedaleko Cougny. Wracajc z Joiselle,
gdzie na prno usiowaa poyczy od siostry dzie-
si su, upada przy drodze. Skoczywszy je pod-
niosa si, oszoomiona, i odesza.

Stefan zosta. Krzaki jeyn zasaniay walce si
zabudowania kopalni.

 No co, moe wstpisz do mnie na kielisze-
czek?  wesoo zaproponowaa Mouquette, a widzc,
e Stefan si waha, dorzucia:  Boisz si mnie
wci jeszcze?

Poszed za ni, zjednany jej miechem. Przy-
pomnia sobie, jak chtnie podzielia si przed
chwil chlebem, i wzruszyo go to. Mouquette nie
chciaa przyjmowa go w izbie ojca. Zaprowadzia
gocia do siebie i od razu napenia dwa kieliszki.
W pokoju byo bardzo czysto; Stefan wyrazi jej
uznanie.

247

Mouque'owie nie cierpieli zreszt biedy: stary
w dalszym cigu pracowa Jako stajenny w le Vo-
r -'ux, a Mouquette, eby nie siedzie z zaoonymi
rkami, braa bielizn do prania, co przynosio jej
trzydzieci su dziennie. Mona lubi chopcw, ale
to nie znaczy wcale, eby czowiek mia by leniu-
chem.

 Suchaj  szepna nagle, obejmujc go wp 
dlaczego ty mnie nie lubisz?

Nie mg powstrzyma si od miechu, tak to
powiedziaa przymilnie.

 Ale lubi ci przecie  odpowiedzia.

 Nie, nie, mnie nie o to chodzi... Ty wiesz, e
czekam i e tak bym chciaa... suchaj.

Rzeczywicie, prosia go o to od p roku. Patrzy
na ni teraz, jak przytula si do niego i obejmuje
go drcymi ramionami. Twarz zwrcon miaa ku
niemu z wyrazem tak arliwego bagania, e poru-
szyo go to do gbi. Poka i zniszczona prac
w kopalni nie miaa w sobie nic pocigajcego, ale
ogarniajca j fala namitnoci zapalaa blaski w jej
oczach, przywracaa urod i modo. Nie mia
oprze si tak pokornej ofierze.

 Och, zgadzasz si!  wyjkaa zachwycona. 
Zgadzasz si!

Oddaa mu si z tak dziewicz niezrcznoci
i uniesieniem, jak gdyby po raz pierwszy znalaza
si w ramionach mczyzny. Gdy odchodzi, obsy-
paa go wyrazami wdzicznoci i caowaa po rkach.

Stefan czu si troch zawstydzony t przygod.
To nie by powd do dumy  posi Mouquette.
Odchodzc przyrzek sobie, e nie wrci. Ale za-
chowa dla niej yczliwo; dobra -z niej bya dziew-
czyna.

W osiedlu czekay na niego "reszt tak wane wia-
domoci, e natychmiast za.oomnia!' o swej przygo-
dzie. Rozesza si pogoska, e Towarzystwo zgodzi-
oby si moe na pewne ustpstwa, gdyby delegaci

248

raz jeszcze udali si do dyrektora. Tak przynajmniej
twierdzili sztygarzy.

W rzeczywistoci sytuacja przedstawiaa si tak,
e w walce, jaka si wywizaa, Towarzystwo pono-
sio wiksze jeszcze straty ni grnicy. Zajady upr
przeciwnikw po obu stronach gromadzi ruiny:

praca przymieraa godem, a kapita topnia. Kady
dzie strajku kosztowa setki tysicy frankw, gdy
kada stojca bezczynnie maszyna stanowi martw
pozycj. Urzdzenia niszczay, unieruchomiony pie-
nidz znika jak woda wsysana przez piasek. Z chwi-
l gdy zapas wgla zacz si wyczerpywa, odbior-
cy coraz czciej wspominali, e bd musieli zwr-
ci si do kopalni belgijskich, co stanowio grob
na przyszo. Najbardziej jednak przeraay dy-
rekcj  cho ukrywaa to starannie  wzrastajce
uszkodzenia chodnikw i przodkw. Sztygarzy nie
mogli podoa obudowie, stojaki amay si, stropy
zawalay. Zniszczenia przybray wkrtce takie roz-
miary, e aby mc podj wydobycie, potrzebne
byy dugie miesice prac naprawczych. Kryy
suchy, e w Crevecoeur chodnik zawali si na
przestrzeni trzystu metrw, zamykajc dostp do
pokadu Cinq-Paumes, a w Madeleine woda zale-
waa pokad Maugretout. Dyrekcja usiowaa zatai
ten stan rzeczy, gdy nagle dwa wypadki, jeden po
drugim, zmusiy j do przyznania si: pewnego
ranka niedaleko Piolaine obsuna si ziemia nad
pnocnym chodnikiem w Miron, ktry zawali si
poprzedniego dnia, a nazajutrz obsunicie si ska
w le Voreux wywoao taki wstrzs w czci przed-
miecia, e o mao nie zapady si dwa domy.

Nie znajc zamiarw Towarzystwa, Stefan i pozo-
stali delegaci wahali si, czy maj wystpi po-
nownie. Usiowali dowiedzie si czego od Da-
saerta, ale ten odpowiedzia wymijajco: tak, oczy-
wiAcae, dyrekcja ubolewa nad wynikym nieporozu^
mieniem i gotowa jest je zaagodzi; nie sprecyzowa
ijedteask, w jaki sposb- Ostatecznie grnicy pastano-

349

wili uda si raz jeszcze do pana Hennebeau, aby
nikt nie mg im pniej zarzuci, e nie dali Towa-
rzystwu okazji do naprawienia bdw. Poprzysigli
tylko, e ani na krok nie ustpi od swych susznych
da.

Spotkanie odbyo si we wtorek rano, w dniu,
kiedy osiedle popado w ostateczn ndz. Tym ra-
zem pan Hennebeau przyj delegatw nie tak ycz-
liwie jak poprzednio. Znw przemwi Maheu; wy-
jani, e koledzy przysali ich z zapytaniem, czy
dyrekcja nie ma im nic do zakomunikowania. Pan
Hennebeau uda najpierw zdziwienie: nie otrzyma
adnych nowych zarzdze i nic nie moe si zmie-
ni, dopki robotnicy upiera si bd przy swoich
warunkach. Ten jego ton, urzdowy i sztywny, wy-
war jak najgorszy skutek. Gdyby nawet delegaci
przyszli gotowi do ustpstw, sposb, w jaki ich przy-
jto, mg tylko nakoni ich do dalszego oporu. P-
niej, co prawda, dyrektor usiowa stworzy platfor-
m wzajemnego porozumienia: niech robotnicy zgodz
si na nowy system pac, a Towarzystwo podniesie
im opat od wozu o te dwa centymy, ktre, ich
zdaniem, chowa do wasnej kieszeni. Doda zreszt,
e ta propozycja wychodzi od niego samego, pochle-
bia sobie jednak, e udaoby mu si zaatwi t
spraw w Paryu. Lecz delegaci odmwili i powt-
rzyli swe dania: utrzymanie dawnego systemu pac
i podwyka o pi centymw od wozu. Wwczas pan
Hennebeau przyzna, e Zarzd upowani go do
pertraktacji i e  o ile nie bd upiera si przy
swoim  od razu mogliby zawrze porozumienie.
Nakania ich do tego przypominajc o onach i dzie-
ciach przymierajcych godem. Ze wzrokiem wbitym
w ziemi odparli: nie i raz jeszcze nie", ponuro
wstrzsajc gowami. Rozstanie byo brutalne, pan
Hennebeau trzasn drzwiami, a Stefan, Maheu i inni
wyszli, ciko tupoczc po bruku, peni milczcej
wciekoci ludzi, ktrzy ponieli klsk.

Okoo drugiej po poudniu kobiety ze swej strony

250

wybray si do Maigrata. Nie miay innego wyjcia,
jak nakoni tego czowieka do przywrcenia im kre-
dytu. Pomys ten przyszed do gowy Maheudce,
ktra zbytnio liczya na dobro ludzk.

Namwia star Brule i Lewaczk, aby jej towa-
rzyszyy. Pierronka wymwia si twierdzc, e me
moe zostawi ma, ktrego choroba nie chciaa
jako min. Przyczyy si do nich inne mieszkan-
ki osiedla, tak e zebrao si ich ze dwadziecia. Wi-
dzc je, gdy aosne i ponure szy zajmujc ca
szeroko ulicy, mieszczanie z Montsou krcili go-
wami z niepokojem. Drzwi od mieszka zamykay
si jedne za drugimi; jaka dama prdko schowaa
srebra. To pojawienie si kobiet uznano za zy znak:

ilekro gromadnie wylgay na ulic, nie wryo to
nic dobrego.

U Maigrata rozegraa si gwatowna scena. Wpu-
ci je do sklepu miejc si drwico, niby to prze-
konany, i przyszy spaci mu dugi: to doprawdy
piknie z ich strony, e porozumiay si, aby zrobi
to jednoczenie. Ledwo Maheudka zacza mwi,
uda, e wpada w gniew. Czy one kpi sobie z niego,
czy co? Przeduy im kredyt? Wic chc chyba, eby
poszed z torbami! Nie, skoczone, ani jednego ziem-
niaka, ani kawaka chleba wicej! Skoro zaopatruj
si teraz u Verdoncka, Carouble'a i Smeltena, to
niech id do nich. Kobiety suchay, wystraszone
i pokorne, tumaczyy si, szukay jego wzroku chcc
w nim wyczyta, e da si ubaga. A on znw zacz
artowa. Ofiarowywa cay swj sklep starej Brule,
o ile wemie go za kochanka. Lk przed odmow ka-
za im przyj miechem te arciki. Lewaczka posu-
na si nawet dalej, owiadczajc, e ona chtnie
wyrczy star Brule. Lecz Maigrat brutalnie wy-
pchn je za drzwi, a gdy w dalszym cigu nie prze-
staway go baga, uderzy jedn. Wwczas zaczy
mu zorzeczy krzyczc, e zaprzeda si Towarzy-
stwu, a Maheudka, wznisszy rce w porywie mci-

251

wego oburzenia, yczya mu mierci i woaa, e taki
czowiek niewart jest chodzi po ziemi.

Powrt do osiedla by ponury. Na widok kobiet
wracajcych z pustymi rkami mczyni opucili
gowy. adnej nadziei, dzie skoczy si bez yki
strawy, a dni, ktre przyjd po nim, bd podobne.
Sami tego chcieli, aden z nich nie wspomnia o pod-
daniu si. Jak cigane zwierzta, ktre wol zdech-
n z godu ni opuci kryjwk, tak i oni zacili
si w uporze. Ktry omieliby si pierwszy zapro-
ponowa pjcie na ustpstwa? Przyrzekli sobie soli-
darno i dotrzymuj jej jak w kopami, kiedy jedne-
go z nich spotykao nieszczcie. Inaczej by nie
mogo  wszyscy mieli za sob dobr szko rezyg-
nacji i wytrwaoci; gdy kto od dziecka cierpia
ndz, to potrafi zacisn pasa, skoro potrzeba.
I dumni byli ze swego powicenia, jak ludzie, kt-
rych codzienne obcowanie ze mierci nauczyo che-
pi si wasn ofiarnoci.

U Maheuw wieczr ten by straszny. W milczeniu
skupili si wszyscy wok dogasajcego ognia. Dwa
dni przedtem sprzedano za trzy franki zegar z ku-
kuk i teraz, gdy umilko jego tykanie, izba zdawaa
si wymara i pusta. Zostao jeszcze tylko pudeko
z rowego kartonu na kredensie, skarb Maheudki,
dawny podarek od ma. Jedyne dwa dobre krzesa
poszy do handlarza starzyzn; dziadek Bonnemort
i dzieci toczyli si na starej, obrosej mchem awce,
ktr przyniesiono z ogrodu. Ponury zmierzch wzma-
ga jeszcze zimno.

 Co robi?  powtarzaa skulona koo pieca
Maheudka.

Stefan patrzy na portrety cesarza i cesarzowej
wiszce na cianie. Dawno ju byby je zdar, gdyby
nie to, e caa rodzina uwaaa je za ozdob. Sykn
wic tylko przez zby:

-=- I pomyle, e za te dwie mordy, ktre gapi
si na nasz ndz, nikt nie dalby nawet zamanego
grosza.1

252

 A gdybym tak zaniosa pudeko?  podja BQ
chwili wahania Maheudka.

Maheu, siedzcy na brzegu stou ze zwieszonymi
nogami i gow opuszczon na piersi, wyprostowa
si.

 Nie, nie chc!

Maheudka wstaa z trudem i ooeszia izb. Czy to'
moliwe, aby doszli do takiej ndzy? Ani okruszyny
chleba, adnego sposobu, aby zdoby co do jedzenia!
A tu jeszcze ogie za chwil zganie! Rozgniewaa
si na Alzir, ktr wysaa tego ranka na had po
mia, a ktra wrcia z prnymi rkoma mwic, e
dyrekcja zabronia zbiera. No to co, e zabronia?
Czy oni okradaj kogo, jak wezm tych par kawa-
kw wgla? Maa odpowiedziaa z rozpacz, e jaki
czowiek grozi jej pobiciem, a pniej przyrzeka,
i jutro znw pjdzie na had i choby j pobili,
przyniesie wgla.

 A gdzie jest ten gagan Janek?  zawoaa
matka.  Mia przynie saaty. Bylibymy si przy-
najmniej tyle poywili, co te bydlta. Zobaczycie, e
znowu nie wrci do domu na noc jak wczoraj. Nie
wiem, jak on sobie radzi, ten nicpo, ale wyglda,
jakby mia zawsze peny brzuch.

 Moe chodzi na ebry  odpar Stefan.
Oburzona podniosa w gr pici.

 Na ebry? Gdybym wiedziaa, e moje dzieci
maj ebra, wolaabym je pozabija, a potem zabi
sam siebie.

Maheu zwiesi bezwadnie gow. Lenora i Hen-
ryk, zdziwieni brakiem wieczerzy, zaczli popaki-
wa, a stary Bonnemort w milczeniu obraca jzy-
kiem w ustach, aby oszuka gd. Przytoczeni z dnia;

na dzie ciszym brzemieniem biedy nie odzywali
si ju ani sowem. Dziadek kaszla i plu czarno,
drczony reumatyzmem, do ktrego powoli doczaa
si. wodna puchlina, ojciec cierpia na astm, a ma-
tka i dzieci miay odziedziczone po wielu pokoleniach
sskro^uJty i anemi. No c, to byty choroby zawodo-
wa

we i nikt si nie skary, dopki nie brakowao je-
dzenia. Lecz teraz ludzie zaczynali ju pada z godu
jak muchy.

Trzeba byo jednak zdoby co na kolacj. Ale do-
kd i, co robi, mj Boe!

Po chwili wahania Stefan odezwa si ze cini-
tym sercem:

 Poczekajcie. Wstpi w jedno miejsce i moe
co przynios.

Wyszed. Przypomnia sobie o Mouquette. Na pew-
no ma chleb i chtnie si z nim podzieli. Myl, e
ma j odwiedzi, nie bya mu mia: dziewczyna znw
bdzie go caowa po rkach z wyrazem zakochanej
suebnicy. Ale nie moe opuci przyjaci w po-
trzebie i pjdzie do niej, skoro nie ma innego wyj-
cia.

 I ja take sprbuj co dosta  powiedziaa
Maheudka.  Nie moemy tak zdycha z godu.

Gwatownie zamkna za sob drzwi i pozostawia
tamtych siedzcych nieruchomo przy nikym wietle
ogarka. Znalazszy si na dworze, zastanawiaa si
chwil, a pniej wesza do Levaque'w.

 Suchaj no  powiedziaa  pamitasz, kiedy
poyczyam ci chleba. Moe by mi go dzi oddaa?

Przerwaa jednak, gdy to, co ujrzaa, nie byo za-
chcajce. Ndza panowaa tu jeszcze wiksza ni
u nich.

Lewaczka patrzya tpo na wygase palenisko,
a m jej, spojony przez robotnikw z fabryki gwo-
dzi, .spa z gow na stole. Bouteloup, oparty o cia-
n, bezmylnie ociera si o ni plecami z ogupia
min poczciwca, ktry nie rozumie, dlaczego musi
godowa.

 Odda ci chleb?  odpara Lewaczka.  Ale,
moja droga, wanie znw chciaam od ciebie poy-
czy!

Levaque jkn przez sen; przygniota mu twarz do
stou.

 Cicho bd, ty pijaku! A niech ci wypali

254

wntrznoci, dobrze ci tak!... Zamiast naciga kole-
gw na wdk moge poyczy od nich z par gro-
szy!

Wyadowywaa swj gniew w przeklestwach.
W izbie, nie sprztanej od dawna, panowa niezno-
ny smrd. A niech wszystko diabli wezm! Co j
to obchodzi! Ten ajdak Bebert od rana nie pokaza
si w domu. Najlepiej byoby, gdyby ju w ogle nie
wrci. A pniej owiadczya nagle, e idzie spa.
Przynajmniej ogrzeje si troch.

Popchna Bouteloupa.

 Idziemy na gr, syszysz?... Ogie zagas,
a wieczki nie ma co zapala, eby oglda puste
garnki... No, ruszasz si czy nie? Mwi ci, e idzie-
my spa. Tyle jeszcze naszego. A ten pijak niech
sobie tu sam zdycha z zimna!

Maheudka wysza i zdecydowanym krokiem skie-
rowaa si na przeaj do Pierronw. Spoza drzwi
dolatywa miech. Zapukaa. miech ucich natych-
miast. Upyna duga chwila, zanim je otworzono.

 Ach, to ty!  zawoaa Pierronka udajc zdzi-
wienie.  Mylaam, e to doktor.

Nie dajc jej przyj do sowa, cigna wskazujc
na ma siedzcego przy sutym ogniu:

 Cigle jako nie moe przyj do zdrowia. Na
twarzy niby dobrze wyglda, ale w sobie wci go
ssie. Potrzebuje ciepa, wic palimy wszystko, co tyl-
ko pod rk wpadnie.

Rzeczywicie Pierron wyglda doskonale, rumiany
i tusty. Na prno sapa, aby uda chorego. Wcho-
dzc do izby Maheudka poczua siln wo pieczone-
go krlika: na pewno schowano pmisek, gdy zapu-
kaa. Na stole leay okruchy chleba, a na samym
rodku zobaczya zapomnian butelk wina.

 Matka posza do .Montsou postara si o co do
jedzenia  podja Pierronka.  Nie moemy do-
czeka si jej powrotu.

Ale sowa uwizy jej w gardle, gdy idc za spoj-
rzeniem ssiadki zauwaya butelk. Zaraz jednak

255

odzyskaa pewno siebie: tak, to wino. Pastwo
z Piolaine przynieli je dla ma, ktremu lekarz za-
leci bordeaux. Rozpywaa si w sowach podziki
Jacy oni dobrzy! A szczeglnie panienka! Wcale nie
jest dumna, sama roznosi datki, wchodzi do domw.

 Wiem  powiedziaa Maheudka.  Znam ich.
Serce cisno si jej na myl, e dary dochodz
zawsze do rk ludzi, ktrzy najmniej ich potrzebuj.
Tak to ju jest. Ci pastwo z Piolaine lej wod do
rzeki. Ale jak to si stao, e nie zobaczya ich
w osiedlu? Moe jednak byoby jej si udao co od
nich wycign.

 Przyszam tu  wyznaa wreszcie  eby zo-
baczy, czy u was te taka bieda jak u nas... N.ie
masz przypadkiem chocia troch makaronu? Zwr-
c ci.

Pierronka wybuchna gonym lamentem.

 Nie ma nic, ale to nic, moja droga... Jeeli ma-
ma nie wrci dzi wieczorem, to znaczy, e nie udao
jej si nic dosta, i pjdziemy spa o godzie.

W tej chwili z piwnicy dobieg pacz; Pierronka
rozgniewaa si i uderzya pici w drzwi. To ta
smarkata Lidka. Zamkna j za kar, bo jak rano
wysza z domu, tak wrcia dopiero o pitej. Nie
tnona sobie da rady z t dziewczyn, wiecznie.

gdzie znika.

Maheudka wci jeszcze .nie moga zdecydowa
si wyj. Ciepo bijce od pieca przejmowao j,
Uczuciem jednoczenie bogim i bolesnym, a myl, ze
ci ludzie maj co je, podsycaa jej wasny gd.
Oczywicie, wysali star i zamknli Lidk, eby
z nikim nie dzieli si krlikiem. Ach, niech sobie
ludzie mwi, co chc, ale rozpustnicom lej jest,
w yciu ni porzdnym kobietom.

 Dobranoc!  powiedziaa nagle.

.Zapada ju noc. Ksiyc spoza chmur o&wieeal'
ziemi mdym wiatem. Zamiast i przez ogrody
Maheudka wybraa dusz drog. Nie miaa wraca
do swoich. Lecz zamknite drzwi domw tchny

SS6

godem i ndz. I po co byo puka? Znikn nawet
zapach smaonej cebuli, ostra wo, ktr szerokim
krgiem opasywaa osiedle.

Od wymarych domostw wiao piwniczn stchliz-
n. Rozlegay si jakie nieokrelone odgosy, cichn-
ce kania i przeklestwa. W milczeniu, ktre zalega-
o powoli, coraz cisze, nadchodzi sen, niosc ze
sob wyczerpanym godem ciaom koszmary i zmory.

Mijajc koci Maheudka dojrzaa przemykajcy
szybko cie. Poznaa ksidza Joire, proboszcza z Mont-
sou, ktry w kad niedziel przychodzi do osiedla
odprawi msz w kaplicy, i nadzieja kazaa jej
przypieszy kroku. Wychodzi zapewne z zakrystii,
gdzie musia mie co do zaatwienia. Jeeli przy-
szed tu noc, to dlatego e jako czowiek spokojny
i pragncy y ze wszystkimi w zgodzie nie chcia
kompromitowa si ani w oczach grnikw, ani
w oczach dyrekcji. Opowiadano zreszt, e niedawno
otrzyma awans. Widziano go ju nawet z jego na-
stpc, chudym ksidzem o pomiennym wzroku.

 Ksie proboszczu, ksie proboszczu  wyj-
kaa Maheudka.

 Jak si macie, moja dobra kobieto  odpar
nie zatrzymujc si.

Maheudka znalaza si przed drzwiami swego do-
mu. Nogi odmawiay jej posuszestwa; wesza.

Wszyscy siedzieli tak jak przedtem. Maheu oparty
o skraj stou, przygnbiony, dziadek Bonnemort
i dzieci przytuleni do siebie na awce, eby ogrza
si nawzajem. Przez cay czas nikt nie odezwa si
ani sowem, wieczka dopalaa si z wolna. Na skrzyp
drzwi dzieci odwrciy gowy, ale widzc, e matka
powraca z niczym, opuciy je z powrotem i stumiy
kanie, aby nie narazi si na gniew rodzicw. Ma-
heudka opada na swoje miejsce przy dogasajcym
ogniu. Nie pytano jej o nic; wszyscy zrozumieli
i uwaali za bezcelowe mczy si mwieniem. Cze-
kali jeszcze tylko na powrt Stefana, ale bez nadziei

17  Gcrminal t. I

257

ju i bez siy. Minuty upyway. Zwtpili, czy przyj-
dzie.                              "

Przyszed niosc ze sob w szmatce kilkanacie
gotowanych kartofli, ju zdbiaych.

 To wszystko, co znalazem  powiedzia.
Mouquette rwnie nie miaa chleba; oddaa mu
wasn wieczerz i caujc prosia, aby j przyj.

 Dzikuj  rzek do Maheudki, ktra podsu-
waa mu jego porcj.  Ju jadem.

Kama, mrocznym spojrzeniem ogarniajc przy
tym dzieci, ktre rzuciy si na ziemniaki. Ojciec
i matka rwnie powstrzymywali si od jedzenia,
aby dla nich zostao wicej, i tylko dziadek zagar-
nia wszystko apczywie. Musieli odebra mu jeden
kartofel dla Alziry.

Wwczas Stefan powiedzia, e przynis take
i nowiny. Dyrekcja, rozgniewana uporem grnikw,
zamierza podobno zwrci ksieczki najbardziej
skompromitowanym. Otwarcie dy do wojny a 
co gorsze, chlubi si, e udao jej si nakoni znacz-
n ilo robotnikw do podjcia pracy: pojutrze maj
oni zjecha na d. Victoire i Feutry-Cantel stawi
si podobno w komplecie, a w Madeleine i w Mirou
ma by jedna trzecia ludzi. Wiadomoci te doprowa-
dziy Maheuw do rozpaczy.

 Psiakrew!  zawoa Maheu.  Jeeli s po-
midzy nami zdrajcy, to trzeba si z nimi poracho-
wa!  Zeskoczy ze stou i w bolesnym uniesieniu
wykrzykn:  Jutro wieczorem w lesie!... Poniewa
nie pozwalaj nam zbiera si w Bon-Joyeux",

wic zejdziemy si tam.

Okrzyk ten obudzi dziadka Bonnemort, ktry po
kolacji zapad w drzemk. By to dawny okrzyk
zborny grnikw, W tym samym lesie gromadzili si
oni niegdy spiskujc przeciwko krlewskim oda-
kom.

 Tak, tak, do Vandame! I ja te pjd razem

z wami!

Maheudka potrzsna energicznie rk.,

258

 Pjdziemy wszyscy! Do ju niesprawiedliwo-
ci i zdrady!

Stefan zdecydowa, e zebranie odbdzie si na-
stpnego dnia wieczorem i e wezm w nim udzia
wszystkie osiedla.

Ogie wygas jak u Levaque'w. wieczka dopa-
lia si do koca. Nie mieli ani wgla, ani nafty.
Kadli si spa po omacku, zzibnici. Dzieci pakay.

vi

Janek wyzdrowia i mg ju chodzi, ale utyka
na obydwie nogi; trzeba go byo zobaczy, gdy bie-
ga koyszc si jak kaczka, z t sam co niegdy
zwinnoci zego zwierztka.

Tego wieczora o zmierzchu czatowa przy drodze
do Requillart w towarzystwie nieodcznych Beberta
i Lidki. Ukryli si za potem, naprzeciw brudnego
sklepiku wtulonego w kt maej uliczki. Stara ko-
bieta, na p lepa, wystawia tam na sprzeda trzy
czy cztery worki soczewicy i fasoli czarnej od kurzu.
Ale nie ku nim biegy spojrzenia Janka; nie spusz-
cza on wzroku z wiszcego na drzwiach suszonego
sztokfisza popstrzonego przez muchy. Ju dwa razy
posya Beberta, aby go zdj, ale za kadym razem
kto ukazywa si na zakrcie. Wiecznie czowiekowi
przeszkadzaj, nie moe nawet w spokoju zaatwi
swoich spraw!

Na drodze pojawi si jedziec. Dzieci skuliy si
pod potem, poznajc pana Hennebeau. Od chwili
wybuchu strajku czsto widywano go objedajcego
konno zbuntowane osiedla, aby przekona si same-
mu, czy panuje w nich spokj. Nigdy kamie nie
zawista mu koo ucha, spotyka milczcych m-
czyzn, ktrzy kaniali si bez popiechu, lub jeszcze
czciej pary zakochanych, ktrzy drwic sobie z po-
lityki wykorzystywali wolne chwile w zacisznych
ktkach. Przejeda mimo, nie odwracajc gowy,
aby nie krepowa nikogo, a serce wzbierao mu nie-

17*

259

nasyconym podaniem na widok tych ludzi apczy-
wie syccych si mioci.

Zauway malcw przytulonych do siebie. Wic
nawet i dzieci zabawiay si ju w ten sposb. Oczy
zaszy mu zami. Znikn sztywno wyprostowany na
siodle, po wojskowemu zapity na wszystkie guziki.

 Psiakrew!  sykn Janek.  Czy to si dzi
nie skoczy? Skocz no, Bebert, i cignij go na d

za ogon.

Ale znw pojawio si dwch mczyzn, Janek
zdusi przeklestwo syszc gos swego brata. Za-
chariasz szed z Mouquetem i opowiada, w jaki spo-
sb udao mu si znale czterdzieci u zaszyte
przez on w spdnicy. Obaj miali si uradowani
i poklepywali nawzajem po plecach. Mouquet wpad
na pomys, aby nastpnego dnia po poudniu wybra
si w stron Montoire i pogra w pik. Zachariasz
zgodzi si. Po co mieliby zawraca sobie gow straj-
kiem? Lepiej korzysta z wolnego czasu! Znikali ju
za zakrtem, gdy Stefan, ktry nadszed od strony
kanau, zatrzyma ich, wszcz rozmow.

 Czy oni zamierzaj tu nocowa?  rzuci Ja-
nek z rozpacz.  Ciemno si robi, stara chowa ju

worki.

Nadszed jeszcze jeden grnik i obaj ze Stefanem
skierowali si w stron Requillart. Kiedy przecho-
dzili koo potu, dzieci usyszay, e mwi o lesie.
Zebranie trzeba byo odoy na nastpny dzie,
gdy zachodzia obawa, e w cigu jednego dnia nie
zd zawiadomi wszystkich osiedli.

 Syszycie?  szepn Janek do towarzyszy. 
Zapowiada si wielka awantura na jutro. Musimy
tam by, co? Ruszamy zaraz po poudniu.

Droga bya wreszcie wolna; wypchn Beberta.

 miao! Pocignij za ogon!... Ale uwaaj, stara
ma miot!

Na szczcie zmrok by ju zupeny. Bebert jed-
nym susem dopad sztokfisza i uwiesi si u niego;

sznurek pk. Chopak porwa sw zdobycz i uciek

260

wywijajc ni jak latawcem. Lidka i Janek pobiegli
za nim. Sprzedawczyni, zdziwiona, wysza z budki
nie rozumiejc, co si stao, i nie wiedzc, kto to
znika w ciemnociach.

Ta maa banda staa si postrachem okolicy, ktr
powoli zagarna w posiadanie. Najpierw wystarcza
im teren kopalni le Voreux. Fikali kozioki pord
zwaw wydobytego wgla, skd wychodzili podobni
do Murzynw, bawili si w chowanego midzy sto-
sami kopalniakw, bkajc si tam jak w dziewiczej
puszczy. Pniej wzili szturmem had i zsuwali
si po stoku gorcym jeszcze od trawicego jej wn-
trze ognia lub przemykali wrd krzakw jeyn po-
rastajcych jej czci ju wygase, bawic si jak
psotne myszy. Dokonywali coraz dalszych podbojw:

bili si do krwi midzy zwaami cegie, biegali po
kach zbierajc wszelkiego rodzaju jadalne roliny,
ktre poykali bez chleba, owili ryby w kanale i zja-
da4i je na surowo, zapuszczali si a do lasu Vanda-
me i uywali sobie na poziomkach wiosn, a na
orzechach i borwkach latem. W niedugim czasie
caa olbrzymia rwnina naleaa do nich.

Wzrastajcy pocig do kradziey kaza im ugania
si bez przerwy po drogach midzy Montsou a Mar-
chiennes, jak modym wilcztom. Wyprawami kiero-
wa Janek: wskazywa towarzyszom up, pustoszy
z nimi pola cebuli, sady, stragany. Okoliczni miesz-
kacy posdzali o to strajkujcych grnikw, mwili
o zorganizowanej bandzie.

Pewnego dnia Janek wymg na Lidce, aby okrad-
a matk i przyniosa mu dwie garci karmelkw,
ktre Pierronka trzymaa w soju na oknie. Mimo
razw nie zdradzia go pniej, tak mia nad ni
wadz i taki wzbudza w niej lk. Zawsze zagarnia
dla siebie lwi cz upu. Bebert rwnie musia
oddawa mu sw zdobycz, i rad by, jeeli herszt
nie zbi go jeszcze przy okazji i nie odebra mu
wszystkiego.

Od jakiego czasu Janek przebiera miar. Bi

261

Lidk, tak jak mczyni bij ony, a korzystajc
z atwowiernoci Beberta wpltywa go w rne nie-
mie historie, ubawiony, e udaje mu si wystrych-
n na dudka tego silnego chopaka, ktry mgby
go zabi jednym uderzeniem pici. Gardzi nimi
obojgiem i traktowa ich jak niewolnikw. Opowia-
da im, e ma kochank, ksiniczk, ktrej nie s
godni zobaczy. I rzeczywicie od paru dni znika im
nagle na rogu ulicy lub zakrcie cieki, rozkazawszy
przedtem ze srog min, aby natychmiast wracali
do osiedla. Wpierw jednak odbiera im zdobycz.
Tak te byo i tego wieczora.

 Dawaj  powiedzia wyrywajc sztokfisza z rk
kolegi, kiedy zatrzymali si na zakrcie drogi koo

Requillart.

 Ja te chc kawaek, syszysz?  zaprotestowa

Bebert.  To ja go zerwaem.

 Co takiego?!  krzykn Janek.  Jak bd
chcia, to ci dam, a jak nie, to nie. W kadym ra-
zie nie dzisiaj: jutro, jeeli co zostanie.

Pchn Lidk i ustawi ich obok siebie, w rwnej
linii jak onierzy. Sam .cofn si za nich i powie-
dzia:

 Macie tak sta przez pi minut i nie oglda
si, bo jak nie, to was pore takie jedno zwierz,
ktre tu jest niedaleko. I macie wrci prosto do
domu. Jeeli Bebert dotknie Lidki, to was jutro
obij, bo ja o wszystkim bd wiedzia.

Znikn w ciemnociach; nie sycha byo nawet
stpania jego bosych ng. Przez pi minut dzieci
stay bez ruchu, nie ogldajc si za siebie, w oba-
wie, e niewidzialna rka wymierzy im policzek.
Groza, ktra ciya nad nimi stale, zbliya ich do
siebie po pewnym czasie. Bebert bez ustanku myla
o tym, aby wzi dziewczynk w ramiona i przytuli
mocno, tak jak widzia, e robi to inni. I ona rw-
nie pragna tego, gdy czua, e ta agodna piesz-
czota odmieniaby j. Ale musieli sucha Janka.
Kiedy ruszyli w stron osiedla, chocia noc bya bar-

262

dzo ciemna, nie omielili si nawet pocaowa. Szli
obok siebie, ogarnici wzruszeniem i rozpacz, pew-
ni, e gdyby dotknli si tylko, herszt zaraz wymie-
rzyby im kar.

W tym samym czasie Stefan znalaz si w Requil-
lart. Mouquette bagaa go poprzedniego dnia, aby
wrci jeszcze, i oto wraca ogarnity wstydem.
a jednoczenie  chocia nie chcia si do tego przed
sob przyzna  coraz bardziej ujty uwielbieniem,
jakie mu okazywaa ta dziewczyna. Przyszed jed-
nak, aby zerwa. Zobaczy si z ni, wytumaczy jej,
e nie powinna przeladowa go swoj mioci. Cho-
dzi o towarzyszy: nie pora na zabawy teraz, kiedy
inni gin z godu. Poniewa nie zasta jej w domu,
postanowi zaczeka i przyglda si mijajcym go
cieniom.

U stp zrujnowanej wiey otwierao si wejcie
do dawnego szybu. Ponad czarnym lejem sterczaa
pionowo jaka belka z przyczepionym do niej ka-
wakiem dachu; z profilu przypominao to szubieni-
c. Z popkanej obudowy szybu niby z gbi ziemi
wyrastay dwa drzewa: jarzbina i platan. By to
zaktek dziki i opuszczony, gardziel przepaci zaro-
sa zielskiem, otoczona krzewami dzikiej liwy i go-
gu, w ktrych piege wiy gniazda na wiosn. Aby
unikn wysokich kosztw utrzymania, Towarzystwo
od dziesiciu lat nosio si z zamiarem zasypania tej
wymarej kopalni. Najpierw jednak trzeba byo za-
instalowa w le Voreux osobny szyb wentylacyjny,
gdy do tej pory obie ssiadujce ze sob kopalnie
miay wsplny. Zadowolono si wic na razie wzmoc-
nieniem obudowy w gbi dawnego szybu zjazdowego
rozporami, chodniki pozostawiono ich wasnemu lo-
sowi i utrzymywano tylko t cz kopalni, w ktrej
pon diabelski ogie, wytwarzajc pd powietrza
tak silny, e d z jednego kraca ssiedniej kopalni
w drugi. Dla ostronoci, aby mona si jeszcze byo
dosta w gb Requillart, dyrekcja zalecia dba
o prowadzce w d drabiny. Nikt si jednak nimi

263

nie zajmowa i gniy od wilgoci. U gry gogi za-
rastay wejcie, a poniewa pierwszej drabinie bra-
kowao kilku szczebli, trzeba si byo uwiesi na
korzeniu jarzbiny, aby si do niej dosta.

Stefan czeka cierpliwie ukryty za krzakiem, gdy
nagle usysza szelest wrd gazi. Myla, e to
ucieka sposzony w, i zdziwi go bysk zapaki,
w ktrej wietle ujrza ze zdumieniem Janka zapa-
lajcego wieczk, a pniej znikajcego pod ziemi.
Ogarna go tak ywa ciekawo, e zbliy si do
otworu: chopca nie byo ju wida i tylko w gbi
szybu migotao nike wiateko. Zawaha si przez
chwil, a potem uchwyci korzeni jarzbiny i zawis
nad przepaci. Myla ju, e za chwil znajdzie si
na dnie kopalni, o piset dwadziecia cztery metry
niej, kiedy dotkn nog szczebla. Powoli ruszy
w d. Janek nie dosysza widocznie niczego. Stefan
widzia, jak wiato pod nim byska coraz niej; cie
maego, olbrzymi i niepokojcy, taczy po cianach.
Chopak posuwa si ze zrcznoci mapy, czepiajc
si drabiny rkami, nogami, brod, gdy zabrako
szczebli. Co siedem metrw rozpoczynaa si nowa
drabina. Niektre byy jeszcze mocne, inne trzeszcza-
y i chwiay si. Wskie pomosty -pomidzy nimi,
pozieleniae i zmurszae, uginay si pod stopami
jak mech. Im gbiej, tym byo gorcej. Od szybu
wentylacyjnego bi ar, ktry zapiera oddech. Na
szczcie od chwili wybuchu strajku palenisko przy-
gaso. W czasie normalnej pracy, kiedy poerao ono
pi tysicy kilogramw wgla dziennie, nie mona
byoby zej tdy nie naraajc si na usmaenie.

 Psiakrew!  zakl Stefan.  Dokd ten smar-
kacz lezie?

Dwukrotnie o mao nie spad. Nogi lizgay mu
si po wilgotnym drzewie. Gdyby przynajmniej mia
wieczk, jak ten may! Uderza si co chwila, po-
suwajc na olep za nikym wiatekiem, ktre zni-
kao w gbi szybu. By ju na dwudziestej drabinie,
a ono si nie zatrzymao. Zacz liczy: dwudziesta

264

pierwsza, dwudziesta druga, dwudziesta trzecia. Go-
rco wzmagao si, pomieniem obejmujc mu go-
w. Mia wraenie, e wsuwa si do pieca. Wreszcie,
gdy dotar do jakiego podszybia, zauway, e wia-
to znika w ktrym z chodnikw. Znajdowali si
mniej wicej na gbokoci dwustu dziesiciu me-
trw.

Dugo on mnie tak bdzie wodzi?  pomyla
Stefan.  Na pewno chce si schowa w stajni."

Lecz chodnik, ktry wid do stajni, na lewo, by
zasypany. Rozpocza si wdrwka jeszcze bardziej
uciliwa i niebezpieczna. Sposzone nietoperze odry-
way si od cian i przypaday do sklepienia podszy-
bia. Stefan musia si pieszy, by nie straci z oczu
wiata. Zagbi si w ten sam chodnik, ale tam,
gdzie chopak zwinny jak w przelizgiwa si swo-
bodnie, on kaleczy si o skay. Jak wszystkie stare
chodniki, tak i ten zwa si nieustannie pod napo-
rem mas skalnych, przechodzc miejscami w wski
przesmyk, ktry mia kiedy zupenie zagin. Idc
tdy mona byo nadzia si na ostre jak sztylety
czci popkanych stojakw. Stefan posuwa si
ostronie na kolanach lub na brzuchu, wycigajc
przed siebie rce. W pewnej chwili przemkno po
nim stado uciekajcych szczurw.

 Czy my wreszcie dojdziemy kiedy, czy nie,
u pioruna!  zakl zdyszany i obolay.

Byli na miejscu. W odlegoci kilometra od pod-
szybia chodnik rozszerza si, doskonale tutaj zacho-
wany. Stefan zatrzyma si; z daleka widzia Janka,
ktry z wyrazem ulgi na twarzy, jak czowiek ura-
dowany, e wreszcie dotar do domu, zatkn wiec
midzy dwa kamienie. Cakowite urzdzenie miesz-
kalne zamieniao t cz chodnika w wygodn izb.
Nagromadzone w kcie siano tworzyo mikkie po-
sanie; na deskach uoonych na ksztat stou nie
brakowao niczego: by tam chleb, jabka, butelki
z napoczt jaowcwk. Cao przypominaa jaski-
ni zodziejsk. Chopak od tygodni gromadzi w niej

265

upy, nawet bezuyteczne jak mydo czy pasta do
butw, skradzione dla samej przyjemnoci kradziey,
i rozkoszowa si ich widokiem jak rozbjnik egoi-
sta.

 Powiedz no, co ty sobie waciwie mylisz,
smarkaczu?!  zawoa Stefan zaczerpnwszy po-
wietrza.  Urzdzasz tutaj uczty, kiedy my zdycha-
my z godu tam na grze!

Janek zadra przeraony. Lecz poznawszy modego
czowieka, uspokoi si prdko.

 Zjesz ze mn?  spyta wreszcie.  Kawaek
pieczonego sztokfisza, chcesz... Zobaczysz, jaki b-
dzie dobry!

Zabra si do oczyszczania ryby piknym, nowym
noem, z rodzaju sztylecikw o kocianej rkojeci,
na ktrej ryje si napisy. Na tym wyryte byo po
prostu: Mio".

 adny masz n  zauway Stefan.

 To prezent od Lidki  odpowiedzia Janek nie
dodajc jednak, e dziewczynka ukrada go na jego
rozkaz ulicznemu sprzedawcy z Montsou.  Po chwi-
li dorzuci z dum, nie przestajc skroba ryby: 
Prawda, e przyjemnie tu u mnie?... Cieplej ni tam
na grze i adniej pachnie!

Stefan usiad. Mia ochot porozmawia z chop-
cem. Ochon ju z gniewu: ten smarkacz, sprytny
i przebiegy, obudzi w nim zainteresowanie. Rzeczy-
wicie przyjemnie byo w tym kcie: gorco nie da-
wao si zbytnio we znaki, niezalenie od pory roku
temperatura bya jednakowa i agodna, gdy tymcza-
sem na ziemi grudniowe mrozy smagay ludzi jak
biczem. Z biegiem czasu chodniki oczyciy si ze
szkodliwych gazw i teraz unosi si tu jedynie
zapach prchniejcego drewna, subtelny zapach ete-
ru, jakby pomieszany z woni korzennych przypraw.
Stojaki, wyblake, poke tak, e przypominay
marmur, obrzeone byy pierzast koronk nienych
krysztaw saletry, niby draperi z jedwabiu i pere.
Inne jeyy si narolami grzybw. Pod sklepieniem

266

fruway biae motyle, niene muchy i pajki, cay
wiat bezbarwnych istot, ktre nigdy nie zaznay
soca.

 Nie boisz si tu?  zapyta Stefan.
Janek popatrzy si na niego zdziwiony;

 Czego? Przecie jestem tutaj sam.

Wreszcie upora si ze sztokfiszem. Roznieci nie-
wielki ogie, ustawi ruszt i upiek ryb. Pniej
rozdzieli chleb na dwie czci. Sztokfisz by strasz-
liwie sony, ale i tak wyda im si wymienity. ,

Stefan przyj swoj cz.

 Nie dziwi si teraz, e tyjesz, chocia my
wszyscy chudniemy. Czy wiesz, e to wistwo z two-
jej strony tak si objada teraz?... A inni... o nich
nie pomylisz?

 To moja wina, e s tacy gupi?

 Masz racj, e si chowasz, bo jakby tak ojciec
dowiedzia si, e kradniesz, to by dopiero wygl-
da!

 A buruje nie okradaj nas moe? Sam zawsze
to mwisz! Ten chleb, co go buchnem Maigratowi,
te na pewno powinien by nasz.

Stefan zamilk zmieszany i spoglda na to zdege-
nerowane dziecko o wskim pyszczku, zielonych
oczach L duych uszach, bardziej zblione do zwierz-
cia ni do czowie-ka. Kopalnia, ktrej by tworem,
dopenia swego dziea druzgocc mu nogi.

 Przyprowadzasz tu czasem Lidk?  zapyta
znw Stefan.
Janek rozemia si pogardliwie.

 Te pomys!... Kobiety maj za dugie jzyki!
mia si dalej, peen bezmiernej wzgardy dla
Lidki i Beberta. Czy widzia kto kiedy takie gupta-
sy? Myl, e brali za dobr monet wszystkie jego
bajki i e odchodzili z pustymi rkoma, a on zajada
si pniej sztokfiszem na gorco, askotaa go mile.
Wreszcie zawyrokowa z powag maego filozofa:

 Najlepiej y samemu, przynajmniej ma czo-
wiek wity spokj.

267

Stefan zjad chleb i wypi yk jaowcwki. Zasta-
nawia si przez chwil, czy nie odpaci Jankowi za
jego gocinno w ten sposb, e wycignie go na
gr za ucho i zabroni mu dalszych kradziey gro-
b, i powie o wszystkim ojcu. Ale przygldajc si
tej gbokiej kryjwce nie mg oprze si myli, e
pewnego dnia przyda si ona moe jemu lub towa-
rzyszom, gdyby sprawy tam na grze wziy zy
obrt. Kaza wic tylko przysic maemu, e nie zo-
stanie tu nigdy na noc, tak jak mu si to ju nieraz
zdarzao, i wziwszy kawaek wieczki wyszed
pierwszy pozostawiajc Janka zajtego gospodar-
stwem.

Mouquette czekaa na niego z niecierpliwoci,
siedzc mimo mrozu ha jakiej belce. Ujrzawszy go
rzucia mu si na szyj i uczua niby pchnicie no-
em, gdy owiadczy, e wicej ju do niej nie przyj-
dzie. Mj Boe! Dlaczego! Czy za mao go kocha?
Bojc si, e ulegnie pokusie i wejdzie do niej do
domu, pocign j w stron drogi i tumaczy naj-
agodniej, jak tylko potrafi, e kompromituje go
w oczach towarzyszy i szkodzi przez to sprawie,
o ktr on walczy. Zdziwia si. Jaki zwizek moe
mie jej osoba z tym wszystkim? Wreszcie przyszo
jej na myl, e Stefan wstydzi si pewnie znajomoci
z ni; uznaa to za zupenie naturalne i nie poczua
si dotknita. Zaproponowaa mu, eby da jej
w twarz przy wszystkich, aby myleli, e z ni zry-
wa. Ale pniej przyjdzie jeszcze do niej, chocia
na chwileczk, od czasu do czasu. Bagaa, przysi-
gaa, e nie bdzie go zatrzymywa, e nikt si
o tym nie dowie. Wzruszony, odmawia jednak.
Trudno, tak by musi. Przed rozstaniem chcia j
przynajmniej pocaowa; objci uciskiem doszli do
pierwszych domw Montsou. Ksiyc wisia nad ni-
mi okrgy i duy. Nagle mina ich jaka kobieta
i na ich widok zachwiaa si, jakby zawadzia o ka-
mie.

 Kto to?  zapyta Stefan z niepokojem.

268

 Katarzyna  odpara Mouquette.  Wraca
z Jean-Bart.

Kobieta oddalaa si ze zwieszon gow, jak gdy-
by ogarno j ogromne znuenie. Mody czowiek
patrzy na ni zrozpaczony, e go widziaa. Serce
ciska mu nieuzasadniony al do siebie samego.
Czy nie ya z innym mczyzn? Czy nie cierpia
przez ni tak samo, gdy spotka j z nim wwczas,
na drodze do Requillart? Lecz mimo wszystko bola,
e odpaca jej t sam monet.

 Wiesz  szepna Mouquette ze zami  ja ci
powiem: ty dlatego mnie nie chcesz, e jest inna,
ktr wolisz.

Nastpnego dnia pogoda bya wspaniaa. Nad
stwardnia ziemi, ktra dzwonia pod nogami jak
kryszta, rozpocierao si niebo mrone i jasne. Ja-
nek wymkn si z domu okoo pierwszej, ale musia
poczeka za kocioem na Beberta. Lidka spnia si
i o mao nie poszli tym razem bez niej. Matka znw
zamkna j w piwnicy, a wypuszczajc daa jej do
rki koszyk i zapowiedziaa, e jeeli nie napeni go
mleczem, ca noc spdzi razem ze szczurami. Wy-
straszona dziewczynka chciaa natychmiast wzi si
do zbierania, ale Janek odwid j od tego zamiaru:

ma czas! Od dawna ju braa go chtka na tust
krlic Rasseneura. Gdy mijali szynk Tu najtaniej",
zwierz wybiego akurat na drog. Janek da susa,
chwyci je za uszy i wsadzi do koszyka Lidki, po
czym wszyscy troje oddalili si biegiem. Puszcz j
troch dalej i bd goni jak psa a do samego la
su  to dopiero bdzie zabawa.

Przystanli na chwil, aby przyjrze si Zacha-
riaszowi, Mouquetowi i dwm jeszcze ich kolegom,
ktrzy rozpoczynali gr w kul. Zwycizca mia
otrzyma now czapk i czerwony fular na szyj;

nagrody zoono na razie u Rasseneura.

Gracze, podzieleni na dwie partie, wyznaczyli
pierwszy odcinek gry od le Voreux do fermy Paillot,
blisko trzy kilometry, i zaczli licytowa ilo ko-

269

niecznych uderze; Zachariasz wzi gr, gdy za-
da tylko siedmiu, Mouquet za omiu. Postawili
na ziemi, szpicem do gry, may drewniany pocisk
z drzewa bukszpanowego, ksztatem przypominajcy
jajko. W rku trzymali moty o skonych, elaznych
obuchach i dugich rkojeciach owinitych cile
przylegajcym sznurkiem. Wybia druga, kiedy roz-
poczli gr. Pierwszy mistrzowski ruch Zachariasza,
zoony z trzech pchni, przenis kul o dobre czte-
rysta metrw poprzez pole burakw; w osiedlach
i na drogach nie wolno byo gra, gdy kosztowao
to ju ofiary w ludziach. Mouquet, rwnie krzepki,
odrzuci kul z tak si, e jedno jedyne uderzenie
cofno j o piset metrw. I tak grali dalej 
jedna partia prowadzia kul do przodu, druga od-
rzucaa j do tyu  wci w biegu, kaleczc stopy
o zlodowaciae skiby zaoranej ziemi.

Janek, Bebert i Lidka biegli najpierw za grajcy-
mi, zachwyceni dugoci rzutw, lecz pniej przy-
pomnieli sobie o krlicy i porzucajc zawodnikw
wyjli j z koszyka, ciekawi, czy prdko potrafi biec.
Rzucia si do ucieczki, a oni pomknli za ni i roz-
poczo si godzinne polowanie. Chcc j wystraszy
krzyczeli gono, wymachiwali rkami. Gdyby nie to,
e znw bya kotna, nigdy nie udaoby im si jej
zapa.

Zadyszani, posyszeli nagle przeklestwa; obejrzeli
si. Okazao si, e weszli w drog graczom i Za-
chariasz o mao nie rozbi przed chwil gowy bratu.
Grajcy przemierzali czwarty odcinek: od fermy
Paillot popdzili do Quatre-Chemins, z Ouatre-Che-
mins do Montoire, a teraz szecioma rzutami mieli
dotrze z Montoire de Pre-des-Vaches. W cigu go-
dziny zrobili dwie i p mili, a i to wstpowali je-
szcze na piwo do szynku Vincenta i do Trzech
Mdrcw". Tym razem prowadzi Mouquet. Pozosta-
wao mu jeszcze dwa pchnicia, pewien by zwyci-
stwa, gdy tymczasem Zachariasz rozemia si szy-
derczo i korzystajc ze swego prawa odrzuci kul

'270

tak zrcznie, e potoczya si do gbokiego rowu.
Partner Mouqueta nie mg jej stamtd wydoby,
bya to prawdziwa klska. Wszyscy trzej krzyczeli,
dodao to ognia caej grze  wynik by remisowy
i musieli zacz od nowa. Z Pre-des-Vaches do Her-
bes-Rousses nie byo wicej ni dwa kilometry:

w piciu rzutach. A potem orzewi si u Lerenarda.

Janek wpad na pomys, aby uwiza krlicy sznu-
rek u tylnej nogi. Biega teraz przed nim pocigajc
ap i koyszc si tak aonie, e zanosili si od
miechu. Pniej uwizali j za szyj, a kiedy si
zmczya, cignli za sob jak wzeczek, to na brzu-
chu, to na' grzbiecie. Trwao to przeszo godzin
i zwierz charczao ju, gdy szybko wsadzili je z po-
wrotem do koszyka syszc okrzyki graczy, z ktry-
mi znw zeszy si ich drogi. '

Zachariasz, Mouquet i dwaj pozostali mieli ju za
sob dugie kilometry biegu, odpoczywali jedynie
w szynkach, do ktrych wpadali na chwil, aby wy-
pi kufel piwa... Z Herbes-Rousses pomknli do Bu-
chy, stamtd do Croix-de-Pierre, a stamtd do Cham-
blay. Ziemia dzwonia pod ich stopami, pika podska-
kiwaa na lodzie. Pogoda sprzyjaa zawodnikom, nie
grzli w bocie, naraali si co najwyej na to, e
poami nogi. W suchym powietrzu uderzenia za-
krzywionych kijw, ktrymi podbijali pik, rozlega-
y si podobne do wystrzaw. Muskularne rce ci-
skay rkojeci owinite sznurkiem, prne ciaa
rzucay si do przodu jakby z zamiarem zadania
miertelnego ciosu  biegli tak od wielu ju godzin
na przeaj przez olbrzymi rwnin, poprzez rowy,
poty i niskie ogrodzenia. Gra ta wymagaa mocnych
puc i cigien ze stali. Grnicy oddawali si jej
z pasj, gdy dawaa im mono rozprostowania
koci po pracy. Zdarzao si, e dwudziestoparoletni
zapalecy robili po dziesi mil. Starsi nie grywali
ju w kul. Po czterdziestce czowiek staje si zbyt
ociay.                     '

Wybia pita, zapada ..zmierzch. Ostatni etap z me-

271

t w lesie Vandame mia zadecydowa, kto otrzyma
czapk i szalik. Zachariasz podrwiwa ze zwyk
sobie obojtnoci dla polityki: to dopiero bdzie
zabawa, jak wpadn tam nagle pomidzy kolegw!
Co do Janka, to od chwili kiedy wydosta si z osie-
dla, uparcie zmierza w stron lasu, mimo pozornie
bezadnego koowania po polach. Z oburzeniem po-
grozi Lidce, ktra ogarnita lkiem i wyrzutami
sumienia chciaa wrci do le Voreux zbiera mle-
cze: wic mieliby opuci zebranie. Ani mu si ni.
Chce usysze, co starsi bd mwili. Popycha Be-
berta i zaproponowa, eby urozmaici ten kawaek
drogi, ktry im pozosta, wypuszczajc krlic i rzu-
cajc w ni kamieniami. Trawia go utajona ch
zabicia zwierzcia, aby zabra je potem i zje w swej
kryjwce, w Requillart. Krlica ruszya przed siebie
ze zmarszczonym nosem i opuszczonymi uszami; je-
den kamie zdar jej skr z grzbietu, inny zrani
w ogon. Mimo zapadajcego zmroku byliby j za-
tukli, gdyby nie to, e nagle zauwayli Stefana
i Maheua stojcych porodku polanki. Przeraeni,
rzucili si na zwierz i schowali je do koszyka. W tej
samej chwili Zachariasz, Mouquet i dwaj inni ostat-
nim uderzeniem podbili kul, ktra upada o kilka
metrw od polany. Byli na miejscu.

Z zapadniciem zmroku wszystkimi drogami i cie-
kami zaczy pyn ku liliowawej smudze lasu mil-
czce cienie, bd to grupami, bd pojedynczo.
Osiedla opustoszay. Wyszy nawet kobiety i dzieci,
jakby na przechadzk pod rozlegym jasnym niebem.
Kiedy: ciemno okrya ziemi, ten tum zdajcy
do jednego celu znikn i tylko pord zaroli i y-
wopotw sycha byo szmer i tupot, niejasne od-
gosy nocy.

Pan Hennebeau, ktry wraca akurat o tej porze
z objazdu, przysuchiwa si im. Napotka po drodze
pary kochankw objtych uciskiem, wdrujcych
wolno w ten pikny zimowy wieczr. Czy nie byy
to ich zwyke schadzki, jedyna dostpna im przy-

272

jemno, ktra nic nie kosztowaa? I ci gupcy skar-
 si jeszcze na los, kiedy mog czerpa pen
garci szczcie kochania! Jake chtnie zdychaby
z godu tak jak oni, gdyby mg od nowa rozpocz
ycie majc o boku kobiet gotow odda mu si
w kadej chwili, choby i na kamieniach! Na jego
bole nie byo pociechy; zazdroci tym ndzarzom.
Jecha stpa z opuszczon gow, przytoczony wsu-
chiwaniem si w szmery nadpywajce z ciemnoci,
z ktrych kady wydawa mu si odgosem poca-
unku.

VII

Zebrali si w Plan-des-Dames, na obszernej, wie-
o wyrbanej polanie. Spywaa agodnie zboczem
niewielkiej wyniosoci, obrzeona z jednej strony
wspaniaymi bukami, ktrych proste pnie o jedno-
litym ksztacie tworzyy bia kolumnad pozie-
lenia tu i wdzie od mchw, a z drugiej strony
stosami citych drzew poukadanych w regularne
szeciany. Mrz wzmaga si, oszroniony mech trza-
ska pod stopami. Nad ziemi rozpostara si czarna
noc, a w grze, na bladym niebie, rysoway si ga-
zie; wschodzcy ksiyc mia niebawem pogasi
gwiazdy.

Blisko trzy tysice grnikw przyszo na umwio-
ne miejsce. Ruchliwy tum mczyzn, kobiet i dzieci
wypenia powoli ca polan, wsuwa si pomidzy
drzewa i przylege zarola; wci jeszcze napywali
spnieni; morze gw cigno si w mroku a do
ssiednich wyrbw. Dochodzi stamtd pomruk, jak-
by zakrzepym w bezruchu lasem targa wiatr zwia-
stujcy burz.

Na szczycie wyniosoci sta Stefan z Maheuem
i Rasseneurem. Sprzeczali si. Do zebranych docho-
dziy ich podniesione gosy. Stojcy obok przysu-
chwiali si ktni: Levaque zaciska pici, Pierron
odwraca si plecami, zmartwiony, e nie mg ju

18  Germinal t. I

273

duej udawa chorego. Nieco dalej na wywrconym
pniu siedzieli dziadek Bonnemort i stary Mouque,
gboko zamyleni. Za nim umiecili si Zachariasz,
Mouquet i ci wszyscy, ktrzy przyszli, aby si po-
mia. Kobiety, powane i skupione jak w kociele,
trzymay si grupkami. Maheudka w milczeniu po-
trzsaa gow syszc przeklestwa Lewaczki. Fi-
lomena, ktrej bronchit odezwa si znw z nadej-
ciem zimy, kaszlaa. I tylko Mouquette miaa si
pokazujc adne zby, rozbawiona wyzwiskami, jaki-
mi stara Brule obrzucaa crk, ktra wysyaa j
z domu, aby obera si pieczonym krlikiem, i tu-
czya si podoci swego ma, sprzedawczyka. Ja-
nek wdrapa si na sag drzewa pocigajc za sob
Lidk i zmuszajc Beberta, aby wszed za nimi;

wszyscy troje growali teraz nad zebranymi.

Spr rozpocz Rasseneur, ktry domaga si nor-
malnego wyboru prezydium. Poraka, jak ponis
w Bon-Joyeux", doprowadzia go do wciekoci;

poprzysig sobie wzi za ni. odwet i liczy, e
kiedy znajdzie si twarz w twarz nie z delegatami,
lecz z caym tumem grnikw, odzyska dawne
wpywy. Stefan uwaa, e pomys wybierania pre-
zydium na zebraniu zwoanym w lesie jest bezsen-
sowny. Trudno, eby zachowywali si jak ludzie
cywilizowani, skoro tropi ich jak dzikie zwierzta;

Widzc, e spr przedua si w nieskoczono,
wskoczy nagle na jaki pieniek i zawoa:

 Towarzysze! Towarzysze!
Gwar umilk, a Maheu tumi protesty Rasse-
neura.

 Towarzysze!  cign Stefan gromkim go-
sem.  Poniewa zabraniaj nam wypowiada si
swobodnie, poniewa nasyaj na nas andarmw,
jakbymy byli zoczycami, zebralimy si tutaj.
Tutaj jestemy wolni, jestemy u siebie i nikt nie
moe zmusi nas do milczenia, tak jak nie zmusi do
milczenia ptakw ani zwierzt lenych!

Odpowiedzia mu huragan okrzykw.

274

 Tak, tak, las naley do nas, moemy rozma-
wia w nim swobodnie!... Mw!

Stefan sta przez chwil nieruchomo na pniu. Ksi-
yc, wci jeszcze zbyt nisko na horyzoncie, owie-
tla jedynie grne gazie drzew; zatopiony w ciem-
noci tum uspokaja si powoli, milkn. Posta
Stefana na szczycie wzgrza rysowaa si czarn
kresk. Powolnym ruchem unis rk i zacz m-
wi  lecz teraz nie grzmia ju, przemawia rze-
czowym tonem mandatariusza ludu, ktry skada
sprawozdanie. Wygasza mow przygotowan na ze-
branie w Bon-Joyeux". Rozpocz od zawartej
w paru zdaniach historii strajku; chcc nada swej
wypowiedzi charakter naukowy, ograniczy si do po-
dania samych faktw: grnicy nie chcieli strajku, to
dyrekcja zmusia ich do niego swoim nowym syste-
mem pac. Przypomnia nastpnie pierwsz rozmow
delegatw z dyrektorem, z wol Zarzdu, a pniej,
w czasie drugiej rozmowy, jego spnione ustpstwo,
zwrot dwch centymw, ktre usiowali sobie przy-
waszczy. Wreszcie odmalowa sytuacj w chwili
biecej. Cyframi zilustrowa pustk w kasie, zre-
ferowa, w jaki sposb zuytkowano nadesane za-
siki, w kilku sowach usprawiedliwi Midzynaro-
dwk i Plucharta, e nie mogli okaza im wicej
pomocy. Tak wic sprawy z dniem kadym przy-
bieraj obrt coraz bardziej niepokojcy. Towarzy-
stwo zwraca niektrym ksieczki i grozi sprowa-
dzeniem grnikw z Belgii. Ponadto dyrekcji udao
si zastraszy sabszych i skoni cz robotnikw
do podjcia pracy. Monotoni tonu stara si uwy-
pukli jeszcze te ze nowiny, mwi o godzie, o wy-
gasych nadziejach, o rozpaczliwym mstwie wal-
czcych. I nagle zakoczy nie podnoszc gosu:

 W tych wanie okolicznociach, towarzysze,
musicie powzi dzisiaj jak decyzj. Czy chcecie
nadal strajkowa? A jeeli tak, to co zamierzacie
zrobi, aby odnie zwycistwo nad Towarzystwem?

Z rozgwiedonego nieba spywaa gboka cisza.

18 275

Niewidoczny w ciemnoci tum milcza, przybity,
i sycha byo tylko jego ciki oddech.

Lecz Stefan cign ju dalej tonem zupenie od-
-miennym. To nie sekretarz zwizku przemawia te-
raz, lecz przywdca ludzi, ktrzy podnieli bunt,
aposto goszcy prawd. Czy znajd si pomidzy
nimi tchrze, ktrzy sprzeniewierzyliby si danemu
sowu? Jak to, wic cierpienia, jakie znosz od mie-
sica, miayby i na marne? Wic mieliby wrci
do kopalni z pokornie opuszczon gow i znw
dwiga jarzmo odwiecznej ndzy? Czy nie lepiej
umrze od razu albo stara si przeama cic nad
robotnikiem tyrani kapitau? Stale ulega prze-
mocy godu, a dopki najbardziej nawet spokojnych
nie zmusi on do buntu, czy to nie jest zabawa bez
sensu, ktrej naleaoby pooy kres? Przedstawia
im, jak wyzyskiwani s grnicy, na ktrych spada
cay ciar kryzysw, ktrzy wasnym godem opa-
caj kad obnik kosztw produkcji, konieczn ze
wzgldu na wymogi konkurencji. Nie! Nowy system
pac jest nie do przyjcia. To tylko ukryta oszcz-
dno dla Towarzystwa, ktre chce ukra grnikowi
godzin pracy dziennie. Ale tym razem przebraa
si miara! Nadszed czas, kiedy ucinieni sami upo-
mn si o sprawiedliwo!

Zamilk z ramionami wzniesionymi w gr. Sowo
sprawiedliwo"" wstrzsno tumem; niby szmer
zeschych lici zadwiczay oklaski. Rozlegy si
okrzyki:

 Sprawiedliwoci!... Chcemy sprawiedliwoci!

Powoli Stefan rozgrzewa si. Nie mia on tej
atwoci mwienia co Rasseneur. Czsto brakowao
mu okrele, mczy si, pomaga sobie gestem. Ta
ciga walka ze sowem nasuwaa mu jednak obrazy
pene ycia i siy, ktre poryway zebranych, a jego
sylwetka grnika przy pracy  rce przycinite do
ciaa, a pniej wyrzucane gwatownie ku przodowi,
szczki wysunite, jakby chcia ksa  rwnie
robia na suchaczach olbrzymie wraenie. Wszyscy

276

przyznawali, e chocia niepozornej postaci, potrafi
jednak przyku uwag audytorium.

 System pracy najemnej  podj wibruj-
cym gosem  jest now form niewolnictwa. Kopal-
nia powinna nalee do grnika, tak jak morze na-
ley do rybaka, jak ziemia naley do rolnika... Ko-
palnia jest wasza, syszycie! Was wszystkich, ktrzy
dawno ju zapacilicie za ni krwi i cierpieniem!

Odwanie przeszed do zawiych kwestii praw-
nych, do wyliczania specjalnych ustaw dotyczcych
kopal. Wntrze ziemi, tak jak ziemia sama, jest wa-
snoci narodu i tylko ohydny przywilej wyda je
cakowicie w rce Towarzystw. Jeeli chodzi o Mont-
sou, to rzekom legalno koncesji podwaaj ukady
zawarte niegdy z wacicielami dbr lennych we-
dug pradawnego zwyczaju obowizujcego w Hai-
naut. Lud grniczy ma wic tylko wycign rce
po swoj wasno  gestem wskaza cignc si
za lasem rwnin. W tej chwili wznoszcy si na
widnokrgu ksiyc owietli mwc. Kiedy tum
ujrza go tak spowitego jasnoci, otwartymi ramio-
nami rozdajcego im dobra, ponownie zahucza okla-
skami.

 Tak, tak, susznie mwi, brawo!

Stefan dosiad teraz ulubionego konika: uspoecz-
nienia rodkw produkcji. On sam okres przemian
i dojrzewania mia ju poza sob. Poprzez sentymen-
taln ide powszechnego braterstwa i teori konie-
cznoci wprowadzenia pewnych zmian do systemu
pracy najemnej doszed do koncepcji cakowitego
zniesienia najemnictwa. Od czasu zebrania w Bon-
-Joyeux" jego nie sprecyzowany jeszcze kolektywizm
humanitarny okrzep w skomplikowany program po-
lityczny, ktry uzasadnia naukowo punkt po punk-
cie. Wychodzi on z zaoenia, e jedyn drog do
wolnoci jest obalenie pastwa. Pniej, kiedy lud
ujmie rzdy w swe rce, rozpoczn si zmiany: po-
wrt do pierwotnej gminy, zastpienie form wsp-
ycia rodzinnego, penego faszu i ucisku, instytu-

277

cj rodziny, w ktrej obowizywa bdzie rwno
i wolno, zagwarantowanie ludziom cakowitej rw-
noci prawnej, politycznej i ekonomicznej, zapew-
nienie im niezalenoci osobistej dziki uspoecznie-
niu rodkw produkcji, a wreszcie wprowadzenie
bezpatnego nauczania zawodowego opacanego przez
kolektyw. Reformy te spowoduj gruntown przebu-
dow starego, zgniego ustroju spoecznego. Stefan
atakowa instytucj maestwa i prawo dziedzicze-
nia, ustala nowe prawa majtkowe, szerokim ge-
stem niwiarza koszcego dojrzay an zboa obala
opart na wyzysku budowl wiekw minionych,
a drug rk wznosi gmach przyszego wiata,
przybytek prawdy i sprawiedliwoci, ktry zwiasto-
waa jutrzenka dwudziestego wieku. W tym stanie
napicia, w jakim si znajdowa, rozum jego do-
znawa zamienia, pozostawaa tylko idee fixe sek-
ciarza. Skrupuy serca i rozsdku prysy  nic oto
atwiejszego ni urzeczywistnienie nowego wiata:

wszystko przewidzia, mwi o nim jak o maszynie,
ktr potrafiby zmontowa w dwie godziny, i ani
ogie, ani krew nie miay dla znaczenia.

 Teraz nasza kolej  krzykn w ostatnim po-
rywie.  W nasze rce przejdzie teraz wadza i bo-
gactwo!

Z gbi lasu popyny ku niemu oklaski. Ksi-
yc owietla ju ca polan i rozkoysane morze
gw, sigajce a po odlege zarola, i wysokie sza-
rawe pnie drzew, rysujce si ostrymi konturami.
W mronym powietrzu wida byo rozgorzae twarze,
otwarte usta, byszczce oczy mczyzn, kobiet,
dzieci, caego ludu apczywie wycigajcego donie
po zrabowane mu niegdy dobra. Nie czuli ju zim-
na, te pomienne sowa rozgrzay ich. Religijna egzal-
tacja, niecierpliwa nadzieja pierwszych chrzecijan,
oczekujcych rychego nadejcia krlestwa sprawie-
dliwoci, unosia ich ponad ziemi. Wiele zawiych
zda nie dotaro do ich wiadomoci, nieduo zrozu-
mieli' z tych abstrakcyjnych wywodw, ale wanie

278

niejasno i abstrakcyjno obietnic rozszerzaa ich
krg i olniewaa zebranych. Co za marzenie 
przesta cierpie, uj w swe rce wadz, nasyci
si wreszcie yciem!

 Racja, nasza kolej!... mier wyzyskiwaczom?
Kobiety szalay. Maheudka trawiona godem stra-
cia zwyky spokj. Lewaczka wydawaa chrapliwe
okrzyki, stara Brule wymachiwaa rkami. Filome-
na dawia si w nowym ataku kaszlu, a rozpromie-
niona Mouquette wykrzykiwaa pod adresem mw-
cy czue sowa. Pord mczyzn Maheu zawoa co
gniewnie, majc z jednej strony drcego Pierrona,
z drugiej rozgadanego Levaque'a, a za sob arto-
wnisiw, Zachariasza i Mouqueta, ktrzy i teraz pr-
bowali drwi, nieswoi jednak i zdziwieni, e kolega
potrafi mwi tak dugo nie yknwszy przedtem ani
kieliszka. Lecz najwicej haasu robi Janek na sgu
drzewa; podjudza Beberta i Lidk, wymachiwa ko-
szykiem, w ktrym dogorywaa krlica.

Okrzyki rozlegy si na nowo. Stefan upaja si
swoj popularnoci. Te trzy tysice serc bijcych
rytmem, ktry on im narzuci, byy ywym symbo-
lem jego wadzy. Suwarin, gdyby raczy tu przyj,
przyklasnby sowom ucznia, zadowolony, e po-
gldy jego coraz bardziej zbliaj si ku anarchiz-
mowi, pochwalajc jego program oprcz punktu o na-
uczaniu powszechnym, ktre uwaa za sentymental-
n gupot, gdy ludzko winna si skpa w wi-
tej i zbawiennej wodzie niewiedzy. Co do Rasse-
neura, to wzrusza ramionami z pogard i zoci.

 Pu no teraz mnie!  krzykn do Stefana.
Ten zeskoczy z pnia.

 Mw, zobaczymy, czy bd ci sucha!
Rasseneur wskoczy na jego miejsce i ruchem rki
poprosi o cisz. Gwar nie milkn. Od pierwszych
szeregw, ktre go poznay, nazwisko mwcy do-
taro a do ostatnich pod bukami i ludzie nie chcieli
go sucha. By strconym boyszczem, sam jego wi-
dok wprowadza w gniew dawnych wyznawcw. a-

,279

two wymowy, gadkie swka, ktrymi tak dugo
ujmowa ludzi, wyday si teraz letnimi zikami,
ktre miay upi tchrzliwych. Na prno mwi
pord zgieku, usiujc jak zawsze przekona kole-
gw o niemonoci przebudowy wiata z dnia na
dzie na mocy nowych praw, o tym, e ewolucja
socjalna wymaga czasu. Odpowiedziay mu gwizdy
i miechy. Klska, jak ponis w ,,Bon-Joyeux",
pogbia si jeszcze, staa, si nieodwoalna. Z r-
nych stron posypay si w niego garcie zmarzego
mchu, jaka kobieta krzykna przenikliwym go-
sem:

 Precz ze zdrajc!

On tymczasem tumaczy im dalej, e kopalnia nie
moe by wasnoci grnika, tak jak warsztat tkac-
ki jest wasnoci tkacza, i twierdzi, e lepiej by-
oby, aby robotnik mia tylko udzia w zyskach,
sta si czonkiem rodziny pracodawcy.

 Precz ze zdrajc!  powtrzyo tysice go-
sw, a kamienie zaczy wista w powietrzu.

Rasseneur zblad, oczy napeniy mu si zami.
Cae jego ycie, dwadziecia lat koleeskiego wsp-
ycia z grnikami i tajonych ambicji, walio si
teraz w gruzy pod niewdzicznoci tumu. Zeszed
z pnia dotknity do ywego. Nie mia siy mwi
dalej.

 miejesz si  wyjka zwracajc si do Ste-
fana, ktry triumfowa.  Dobrze, ycz ci, aby
i ciebie spotkao co takiego, a spotka ci, zoba-
czysz!

I jakby chcc zrzuci z siebie wszelk odpowie-
dzialno za nieszczcia, ktre przewidywa, mach-
n rk i oddali si, sam, polem milczcym i bia-
ym.

Rozlegy si szydercze okrzyki. Nagle tum zauwa-
y ze zdziwieniem, e na pie wszed dziadek Bon-
nemort i przemawia wrd zgieku. Dotychczas Mou-
que i on siedzieli zadumani, zagubieni jak gdyby
w rzeczach minionych. Widocznie stary grnik uleg

280

jednemu z tych nagych napadw gadatliwoci, ktre
zdarzay mu si czasem; przeszo budzia si w nim,
wspomnienia wydobyway si na powierzchni i so-
wa godzinami pyny z jego ust. Zalego gbokie
milczenie. Ludzie suchali starca, bladego w wie-
tle ksiyca jak widmo, a e to, co mwi, nie miao
bezporedniego zwizku z dyskusj i e nikt nie ro-
zumia tych dugich historii, wraenie byo tym
wiksze. Dziadek Bonnemort opowiada o swojej mo-
doci, o mierci dwch wujw zmiadonych w le
Voreux, o zapaleniu puc, na ktre umara jego ona.
Lecz myl przewodnia jego sw pozostawaa jedna:

nigdy nie dziao si im dobrze i nigdy nie bdzie
si dobrze dziao. Kiedy zebrao si ich piciuset
w lesie, bo krl nie chcia skrci im dnia pracy.
Starzec urwa i zacz mwi o innym znw strajku:

tyle ich ju widzia! Wszystkie koczyy si tu, pod
tymi drzewami, w Plan-des-Dames albo w Charbon-
nerie, troch dalej w stron Saut-du-Loup. Czasem
by mrz, a czasem byo ciepo. Pewnego razu la
taki deszcz, e musieli si rozej. Zjawili si o-
nierze krlewscy i strzelali.

 Podnosilimy rk do gry, o tak, i przysi-
galimy, e nie zjedziemy na d... Ach, przysi-
gaem! Przysigaem!

Tum sucha z otwartymi ustami, gdy nagle Ste-
fan, ktry ledzi ca scen, wskoczy na pie obok
starca. Dostrzeg w tumie Chavala stojcego wrd
przyjaci w pierwszym szeregu. Na myl, e i Ka-
tarzyna musi tu by, ogarn go pomie, zapragn
popisa si przed ni sw popularnoci.

 Towarzysze, syszelicie, co mwi jeden z naj-
starszych spord nas! Te same cierpienia, jakie
on znosi, znosi bd nasze dzieci, jeeli nie sko-
czymy z ciemiycielami, ktrzy nas okradaj.

By straszny; nigdy jeszcze nie przemawia tak
gwatownie. Jednym ramieniem podtrzymywa sta-
rego Bonnemorta, jak sztandar ndzy i aoby wo-
ajcy o pomst. W krtkich zdaniach opowiedzia

281

histori rodu Maheuw, zartych stuletni prac
w kopalni, zagodzonych, wyzyskiwanych, i przeciw-
stawia im spasionych bonzw z Zarzdu, 'ocieka-
jcych zotem, ca t band akcjonariuszy pogr-
onych w lenistwie, rozkoszujcych si yciem, od
stu lat utrzymywanych jak nierzdnice. Czy to nie
potworne? Pokolenia grnikw gin pod ziemi po
to, aby byo z czego dawa apwki ministrom, aby
arystokraci i buruje mogli wyprawia przyjcia
i obrasta w tuszcz siedzc przy kominku! Prze-
sun przed oczyma zebranych korowd chorb gr-
niczych, ktre przestudiowa dokadnie: anemia, skro-
fuy, czarny bronchit, astma, reumatyzm. Ndzarzy
rzuca si na pastw maszyn, stacza jak bydo w osie-
dlach robotniczych, wielkie Towarzystwa wchaniaj
ich powoli, wprowadzaj usankcjonowane prawem
niewolnictwo, d do tego, aby skupi w swym
rku wszystkich robotnikw i prac ich wzbogaci
gar nierobw. Ale grnik nie jest ju tym nie-
uwiadomionym bydlciem miadonym we wntrzu
ziemi. W gbi kopal wzrosa nowa armia, kie-
kuj ziarna, ktre pewnego sonecznego dnia roz-
sadz skorup ziemi. I zobaczymy wwczas, czy
ktokolwiek omieli si da sto pidziesit frankw
rocznej pensji starcowi, ktry przepracowa czter-
dzieci pi lat, pluje wglem i cierpi na puchlin
wodn. Tak, praca policzy si z kapitaem, tym bez-
osobowym boyszczem nie znanym robotnikowi,
ukrytym gdzie w swej wityni i ywicym si
krwi biedakw. Dotr do niego kiedy, w wietle
poarw zajrz mu w oczy, zatopi go we krwi,
tego plugawego wieprza, tego potwornego boka
obartego misem ludzkim.

Zamilk, lecz gest jego wycignitej rki, obej-
mujcej horyzont od jednego kraca po drugi, wska-
zywa nieprzyjaciela. Tym razem huragan okrzy-
kw, ktry si zerwa, by tak potny, e dotart
a do mieszczan w Montsou; z niepokojem spojrzeli
w stron Vandame mylc, e to; obsuwaj si skay.

282

Nad lasem po rozlegym jasnym niebie kryy nocne
ptaki.

Stefan chcia, aby natychmiast powzi jak de-
cyzj.

 A zatem co postanawiacie, towarzysze? Czy
gosujecie za dalszym prowadzeniem strajku?

 Tak! Tak!  zahuczeli.

 A jaki proponujecie plan dziaania?... Jeeli
jutro tchrze powrc do pracy, poniesiemy niechy-
bn klsk.                    . ,

 mier zdrajcom!  zagrzmiay znw gosy.

- Postanawiacie wic nakoni ' ich, aby wype-
nili swj obowizek, dotrzymali danego sowa?... Oto
co moglibymy zrobi: uda si do kopal, powstrzy-
ma zdrajcw nasz obecnoci, pokaza Towarzy-
stwu, e jedno panuje wrd nas i e umrzemy
raczej, ni mielibymy si podda.

 Tak, tak, do kopal!

Przemawiajc Stefan szuka oczami Katarzyny po-
rd bladych, wzburzonych twarzy. Nie byo jej.
Widzia natomiast Chavala, ktry wzrusza ramio-
nami i umiecha si drwico. Poerany zazdroci,
gotw by sprzeda si nawet, aby zdoby cho
czstk tej popularnoci, jak cieszy si Stefan.

 A jeeli s pord nas szpiedzy  cign
Stefan  niech si maj na bacznoci, znamy ich...
Tak, widz tu grnikw z Vandame, ktrzy nie prze-
rwali pracy...

 Czy to do mnie pite?  spyta Chaval wy-
zywajco.

 Do ciebie czy nie do ciebie, to wszystko je-
dno... Ale poniewa si odezwae, to znaczy, ro-
zumiesz, e syci nie maj co robi midzy godny-
mi. Pracujesz w Jean-Bart...

 Iii... tam, pracuje!  przerwa mu jaki drwi-
cy gos.  Ma kobiet, co pracuje na niego.
Chaval zakl, purpurowy ze zoci.

 A c, do cholery! To nie wolno pracowa"?

 Nie wolno!  krzykn Stefan.  Kiedy to-

283

warzysze cierpi ndz dla dobra wszystkich, nie
wolno by egoist i stawa jak amistrajk po stronie
pracodawcw. Gdyby strajk by powszechny, dawno
ju odnielibymy zwycistwo... Czy ktrykolwiek
grnik z Vandame ma prawo pracowa, skoro Mont-
sou ogosio strajk? Prawdziwy cios moglibymy za-
da dopiero wwczas, gdyby stany kopalnie w ca-
ym zagbiu, tak samo u pana Deneulin, jak i u nas...
Tylko zdrajcy pracuj w kopalni w Jean-Bart, wszy-
scy jestecie zdrajcami, rozumiesz?

Tum wok Chavala przybra gron postaw,
wzniosy si pici i rozlegy okrzyki: Skoczy
z nim! Skoczy z nim!" Chaval zblad. Lecz za-
arte pragnienie zatriumfowania nad Stefanem pod-
suno mu pewn myl.

 Posuchajcie mnie! Przyjdcie jutro do Jean-
-Bart, to przekonacie si sami, czy pracuj... Jeste-
my z wami, koledzy przysali mnie, abym wam to
powiedzia. Niech zagasn piece, niech maszynici
stan do strajku razem z nami! Niech zatrzymaj
si pompy, woda zaleje kopalnie i bdzie po wszyst-
kim.

Burza oklaskw przyja jego sowa. Mwcy zmie-
niali si teraz jeden po drugim, gestykulowali po-
rd gwaru, rzucali drapiene sowa.

Ludzi ogarn sza, niecierpliwo wyznawcw,
ktrzy zbyt dugo oczekiwali cudu i teraz doprowa-
dzeni do ostatecznoci postanowili dokona go sami.
Trawieni godem, nie potrafili ju rozumowa spo-
kojnie, marzyli o krwi i poarze, z ktrych wyro-
nie powszechne szczcie.

Spokojny ksiyc owietla wzburzone morze gw,
gboki las opasywa milczeniem okrzyki mordu.
Zmarze mchy trzeszczay pod stopami, a wyniose
buki, ktrych gazie rysoway si czarn arabesk
na pobladym niebie, nie dostrzegay ani nie sy-
szay ndzarzy miotajcych si u ich stp.

W pewnej chwili Maheudka znalaza si obok
ma. Ogarnici pomieniem rozpaczy, ktry tli si

284

r

w nich ju od miesicy, przyklaskiwali Levaque'owi
dajcemu mierci inynierw. Pierron znikn.
Bonnemort i Mouque dawili si jakimi sowami,
ktrych nikt nie rozumia. Zachariasz, dla artu, do-
maga si zburzenia kociow, a Mouquet, aby zwi-
kszy zgiek, tuk kijem w ziemi. Kobiety ogarn
sza: Lewaczka wziwszy si pod boki wymylaa
Filomenie oskarajc j, e miaa si przed chwil.
Mouquette proponowaa, aby unieszkodliwi andar-
mw kopniakami w pewne miejsce: stara Brule naj-
pierw spoliczkowaa Lidk zobaczywszy j bez ko-
szyka i bez saaty, a pniej rozdawaa ciosy w pr-
ni, przeznaczone dla pracodawcw, ktrych chciaa
dosta w tej chwili w swoje rce. Janek przerazi
si usyszawszy od Beberta, ktremu powiedzia to
jaki chopak, e pani Rasseneur widziaa, jak ukra-
dli krlic. Postanowi jednak, e podrzuci j ci-
chaczem pod drzwi Tu najtaniej", i uspokojony
zacz wymachiwa swoim nowym noem, z dum
przygldajc si byskom stalowego ostrza.

' Towarzysze! Towarzysze!  powtarza Stefan,
wyczerpany i ochrypy, chcc uzyska chwil mil-
czenia, aby porozumie si ostatecznie. Wreszcie uda-
o mu si to.

 Towarzysze! jutro rano w Jean-Bart, zgoda?

 Tak, tak, w Jean-Bart! mier zdrajcom!
Huragan trzech tysicy gosw wzbi si w niebo
i zagas w jasnoci ksiyca.

p     Cz pierwsza

l

Cz druga.

l     Cz trzecia

',     Cz czwarta

SPIS TRECI

P r In te d In Poland
Pastwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970 r.

Wydanie sidme

Nakad 60 000 + 269. Ark. wyd. 13,7. Ark. druk. 18.
Papier druk. snt. kl. V, 65 g, MY.IU.
Oddano do sktadania 2Z.IX.l969 r.
Podpisano do druku 24. III. 1970 r.
Druk ukoczono w lipcu 1970 r,
dzka Drukarnia Dziejowa
Nr arn. 10SS/A/69. K-41
Cena t. VII zl 20.


