
EMIL ZOLA

BO U GON -MACQUARTOWIE

HISTORIA  NATURALNA  I  SPOECZNA  RODZINY
ZA  DRUGIEGO  CESARSTWA

GERMINAL

TOM II

Przeoya
KRYSTYNA DOLATOWSKA

PASTWOWY INSTYTUT WYDAWNICZY

CZʌ PITA

Tytu oryginau
LES ROUGON MACQUART
Histoire naturelle et sociale d'une familie
sous le Second Empire
GERMINAL

Okadk projektowaa
EWA rRYSZTAK

Ksiyc zaszed, o czwartej panowaa gboka noc.
Dom Deneulinw, stary budynek z cegie pooony
w gbi obszernego, zaniedbanego ogrodu, ktry
dzieli go od kopalni Jean-Bart, pogrony by we
nie, milczcy i ciemny. Przeciwlega jego fasada
wychodzia na opustosza drog do Vandame, spo-
rego miasteczka, oddalonego o jakie trzy kilometry
i ukrytego za lasem.

Deneulin, zmczony kilkugodzinnym pobytem w ko-
palni poprzedniego dnia, chrapa z twarz do cia-
ny; w pewnej chwili przynio mu si, e kto go
woa. Zbudzi si wreszcie i usyszawszy rzeczywicie
czyje woanie pobieg otworzy okno. W ogrodzie
sta jeden ze sztygarw.

 C tam takiego?  zapyta Deneulin.

 Bunt, panie dyrektorze! Poowa robotnikw po-
rzucia prac i nie pozwala reszcie zjecha w gb.

Zaspany, z cik gow, oszoomiony zimnym po-
wietrzem jak tuszem, nie rozumia z pocztku.

 To zmucie ich, eby zjechali, co u licha! 

wyjka.

 To ju trwa od godziny  podj sztygar. 
Wic pomylelimy sobie, e trzeba przyj po pana
dyrektora. Tylko pan jeden potrafi przemwi im
do rozsdku.

 Dobrze, zaraz id.

Ubra si prdko, zupenie ju przytomny i bar-
dzo zaniepokojony. Kucharka ani sucy nie drgnli
nawet, mona byo obrabowa cay dom. Lecz z dru-
giej strony korytarza dobiegay czyje strwoone
szepty, a kiedy wychodzi, drzwi od pokoju crek
otworzyy si i stany w nich obic^ w narzuconych
popiesznie biaych peniuarach.

 Co si stao, ojcze?

Starsza, ucja, wysoka brunetka o imponujcej
postawie, miaa ju lat dwadziecia dwa; modsza,
dziewitnastoletnia Janka, bya nisk, pen uroku
blondynk.

 Nic powanego  odpar, by je uspokoi. 
Podobno krzykacze robi troch haasu w kopalni.
Id wanie zobaczy, co si tam dzieje.

Zaprotestoway, nie chciay go puci, dopki nie
napije si czego gorcego. W przeciwnym razie na
pewno miaby jakie dolegliwoci odkowe, jak
zwykle. Wzbrania si, dawa sowo honoru, e nie
ma czasu.               

 Suchaj  powiedziaa wreszcie Janka wiesza-
jc mu si na szyi  wypijesz kieliszek rumu i zjesz
dwa biszkopty, inaczej ci nie puszcz i bdziesz
mnie musia zabra ze sob.

Ustpi przysigajc, e biszkopty stan mu w gar-
dle.

Crki zeszy przed nim, kada ze wiec w rku.
Na dole w jadalni obsugiway go skwapliwie: jedna
nalaa mu rumu, druga pobiega do kredensu po
paczk biszkoptw. Dziewczta straciy matk bar-
dzo modo i wychoway si same, niezbyt dobrze,
rozpieszczane przez ojca. Starsza marzya o karierze
piewaczki, modsza szalaa na punkcie malarstwa,
wykazujc przy tym niezwykle miae gusta. Lecz
gdy na skutek trudnoci finansowych przyszo ogra-
niczy wydatki, z tych dwch ekscentrycznych
dziewczt wyrosy nagle gosposie bardzo rozsdne
i przemylne, umiejce dojrze najdrobniejsze po-
myki w rachunkach. Nie zmieniajc swobodnego
sposobu bycia artystek, zajmoway si teraz domem,
oszczdzay, targoway si z dostawcami, przerabiay
stare sukienki i udao im si ukry wzrastajce
ubstwo domu.

 Jedz, ojczulku!  powtarzaa ucja.
Spostrzegszy jednak, e, ponury i milczcy, oka-
zywa guchy niepokj, przeraziy si.

 Wic to co powanego, e masz tak min?...
Suchaj, zostaniemy z tob. Obejdzie si bez nas na

tym niadaniu.

Mwiy o projektowanej przejadce. Pani Henne-
beau miaa pojecha powozem do Piolaine po Cecyl-
k, a potem wstpi po panny Deneulin i zawie je
razem do Marchiennes na niadanie, na ktre zapro-
sia je ona dyrektora huty. Bya to dobra sposobno
zwiedzenia warsztatw, wielkich piecw i baterii

koksowych.

 Oczywicie, zostaniemy  owiadczya z kolei

Janka.

Lecz on si rozgniewa.

 C to znowu za pomysy! Mwi wam prze-
cie, e to nic takiego... zrbcie mi t- przyjemno,
wracajcie do ek i bdcie gotowe na dziewit,

tak jak to byo umwione.

Ucaowa je i wyszed popiesznie. Z ogrodu do-
bieg odgos jego krokw: zmarznita ziemia dwi-
czaa, gdy po niej stpa.

Janka zakorkowaa starannie flaszk z rumem,
ucja schowaa biszkopty pod klucz. Pokj mia
chodn czysto jadal, w ktrych jada si skrom-
nie. Obie panny skorzystay z tego rannego wstania,
eby sprawdzi, czy suba nie zostawia czego
w nieadzie. Zauwayy nie sprztnity obrus 
sucy dostanie bur. Wreszcie wrciy do siebie.
Deneulin szed na przeaj wskimi ciekami ogro-
du warzywnego, aby skrci sobie drog, i rozmyla
o zachwianej fortunie, o denarze z Montsou, ktry
sprzeda w nadziei, e dziesiciokrotnie zwikszy
jego warto, a ktry tak bardzo by dzi zagro-
ony. C za nieprzerwany cig niepowodze: nie-
przewidziane remonty, ktre pocigny za sob
olbrzymie koszta, rujnujce warunki wydobycia,
a wreszcie kryzys wanie w chwili, kiedy kopalnia
zacza przynosi zyski. Jeli teraz wybuchnie u nie-
go strajk, bdzie pogrzebany. Otworzy furtk;

w mroku nocy zabudowania kopalni tworzyy pla-




my jeszcze intensywniejszej ciemnoci, rozgwiedo-
nej tu i wdzie wiatami latar.

Kopalnia Jean-Bart nie miaa tego znaczenia co
le Voreux, ale starannie przebudowana, bya cac-
kiem", jak j nazywali inynierowie. Nie tylko roz-
szerzono o ptora metra i pogbiono do siedmiuset
omiu metrw szyb wydobywczy, lecz zaopatrzono
go rwnie w nowe urzdzenia wycigowe, zainsta-
lowane zgodnie z najnowszymi osigniciami tech-
niki. W konstrukcji budynkw widoczne byo nawet
pewne staranie o elegancj: sortownia miaa ozdobny
daszek, na jednej z wie wmontowano zegar; hala,
w ktrej znajdowaa si maszyna wycigowa i ce-
chownia, mieciy si pod dachem zaokrglonym
jak sklepienie renesansowej kaplicy, a komin opa-
sywaa mozaikowa spirala z czerwonych i czarnych
cegie. Pompa umieszczona bya gdzie indziej, w szy-
bie starej kopalni Gaston-Marie, zachowanym jedy-
nie jako szyb odwadniajcy. Jean-Bart po obu stro-
nach przedziau wycigowego mia dwa inne, w jed-
nym byy drabiny, a w drugim wentylator parowy.

Chaval przyby do kopalni pierwszy, o trzeciej
nad ranem, podburza nadchodzcych kolegw i prze-
konywa ich, e powinni i w lady grnikw
z Montsou i zada podwyki o pi centymw od
wozu. Niebawem czterystu robotnikw wpado z sza-
tni do nadszybia gestykulujc i krzyczc. Ci, ktrzy
chcieli pracowa, byli boso, w rkach trzymali
lampy, kilofy i opaty; pozostali, w sabotach, z pasz-
czami narzuconymi na ramiona z powodu zimna,
zagradzali tamtym drog. Sztygarzy, ochrypli od na-
woywa, bagali zbuntowanych, aby zachowali roz-
sdek i nie przeszkadzali zjeda tym, ktrzy maj
po temu dobr wol.

Ujrzawszy Katarzyn w spodniach, kurtce i nie-
bieskiej chusteczce, Chaval wybuchn gniewem;

wstajc rano przykaza jej brutalnie, eby zostaa
w ku. Ona jednak, zrozpaczona t przerw w pra-
cy, posza za nim, gdy Chaval nigdy nie dawa jej

pienidzy, a czsto musiaa nawet paci za nich
oboje; c by si wic z ni stao, gdyby przestaa
pracowa? Drczy j nieustanny lk, lk przed
domem publicznym w Marchiennes, 'w ktrym ko-
czyy adowaczki pozbawione chleba i dachu nad

gow.

 Psiakrew!  zakl Chaval.  A ty tu czego?
Wyjkaa, e nie ma renty, wic chce pracowa.

 Wic zwracasz si przeciwko mnie, ty dziwko?!
W tej chwili wyno si do domu, bo jak nie, to ci
dam takiego kopniaka, e zaraz std wylecisz!

Cofna si strwoona, lecz nie odesza chcc si
dowiedzie, jaki obrt przybierze sprawa.

Na schodacn od sortowni ukaza si Deneulin. y-
wym spojrzeniem ogarn ca scen, tum zatopiony
w pmroku rozwietlonym jedynie migotem lamp.
Zna ich tu wszystkich, rbaczy, adowaczy, woza-
kw, chopcw do pomocy. W hali, odnowionej i czy-
stej, robota staa: maszyna wycigowa pod par po-
wistywaa lekko, windy zawisy nieruchomo, porzu-
cone wzki leay na elaznych pytach. Zabrano
ledwo osiemdziesit lamp, reszta palia si w lam-
powni. Ale wystarczy pewnie jedno sowo, aby praca
ruszya od nowa.

 C to si stao, moje dzieci?  zapyta dono-
nym gosem.  O co wam idzie? Wytumaczcie mi,
to dojdziemy do porozumienia.

Wymagajcy, jeeli chodzio o prac, Deneulin
odnosi si jednak zazwyczaj do swych ludzi po
ojcowsku. Wybuchowy i wadczy, stara si najpierw
zdoby ich sympati dobrodusznoci, ktra miaa
w sobie co spiowego. Wielu robotnikw lubio go;

szanowali w nim przede wszystkim odwag  stale
W kopalni, razem z nimi, by zawsze pierwszy, gdy
grozio niebezpieczestwo. Dwa razy po wybuchu
gazw spuszczano go w gb na linie, przed czym
cofali si nawet najodwaniejsi.

 Nie kaecie mi chyba aowa  podj  e
przyjem za was odpowiedzialno. Wiecie, e nie

zgodziem si, aby przysano tu andarmeri.-Mwcie

wic miao, sucham.

Wszyscy zamilkli teraz, skrpowani, i jeden po

drugim zaczli si od niego odsuwa; wreszcie Cha-

val przemwi:

 Panie dyrektorze, nie moemy pracowa dalej

na dotychczasowych warunkach. damy podwyki

po pi centymw od wzka.

Deneulin wydawa si zaskoczony.

 Co? Po pi centymw? Z jakiego powodu to

danie?! Przecie ja nie narzekam na wasz obu-
dow i nie narzucam wam nowego systemu pac, jak

dyrekcja Montsou.

 To prawda  odpar Chaval  ale dania

towarzyszy z Montsou s suszne. Nie zgadzaj si
na nowy system pac i domagaj si podwyki o pi
centymw, bo nie sposb jest pracowa uczciwie na
takich warunkach jak dotd... Chcemy podwyki

o pi centymw, prawda, koledzy?

Par osb potakno, haas wzbiera od nowa,
ludzie wymachiwali gwatownie rkami. Krg wok

Deneulina zacz si powoli zacienia.

Jemu oczy zabysy. Zwolennik rzdw silnej rki,

zaciska pici bojc si, e ulegnie pokusie i chwyci
ktrego z tych ludzi za gardo. Uzna jednak, e
lepiej z nimi podyskutowa, przemwi im do roz-
sdku.

 Chcecie pi centymw  powiedzia.  Przy-
znaj, e wasza praca warta jest tego. Ale c, kiedy
nie mog wam ich da. Gdybym je wam da, byoby
po mnie... Zrozumcie, e abycie wy mogli y, mu-
sz y przede wszystkim ja. A tymczasem jestem
ju u kresu, wystarczy najmniejsza nawet zwyka
kosztw produkcji, aby wszystko si zawalio... Dwa
lata temu, pamitacie, w czasie poprzedniego strajku
ustpiem; wtedy mogem jeszcze ustpi. Jednak
ta podwyka pac staa si dla mnie katastrofalna
i od dwch lat szamocz si, eby zwiza koniec
z kocem... Tym razem wolabym raczej zamkn

bud ni zastanawia si w przyszym miesicu,

skd wzi dla was pienidze na wypat.

Syszc, jak Deneulin otwarcie zwierza im si ze
swych trudnoci, Chaval parskn zym miechem.
Reszta suchaa sw pracodawcy patrzc w ziemi;

nie mogli uwierzy, aby waciciel kopalni nie zara-
bia milionw na swych robotnikach.

Wwczas Deneulin zacz przekonywa ich z coraz
wikszym naciskiem. Wyjania im sw walk
z Montsou, ktre czyha nieustannie, by go zdawi,
gdy tylko powinie mu si noga. Ta zajada konku-
rencja zmusza go do oszczdnoci, tym bardziej e
gboko Jean-Barta zwiksza koszty wydobycia,
czego nie jest w stanie wyrwna znaczna grubo
pokadw. Nigdy nie byby im podwyszy pac po
ostatnim strajku, gdyby nie konieczno pjcia
w tym wypadku w lady Montsou, gdy w prze-
ciwnym razie jego robotnicy mogliby go porzuci.
Uprzedza, e nie czeka ich nic dobrego, jeeli zmu-
sz go do sprzedania kopalni i przejd pod straszliwe
jarzmo Towarzystwa. On sam nie jest adnym bo-
kiem ukrytym w nieznanym tabernakulum, nie jest
adnym z tych akcjonariuszy, ktrych grnik nigdy
nie widzia, a ktrzy pac dyrektorom, aby zdzierali
skr z robotnikw. On, jako waciciel, nie tylko
ryzykuje majtkiem, lecz wkada w przedsibior-
stwo ca sw inteligencj, naraa zdrowie i ycie.
Przerwa w wydobyciu byaby dla niego ni mniej,
ni wicej tylko mierci, gdy nie ma zapasw,
a musi przecie sprosta zamwieniom; poza tym'
kapita, jaki woy w urzdzenie kopalni, nie moe
przesta procentowa, bo wwczas nie b^by w sta-
nie dotrzyma swych zobowiza i nie     ''v wy-
paci odsetek przyjacioom, ktrzy p          ">u
swoje pienidze  byoby to bankruci

 Tak, moi drodzy  powiedzL'
nie  chciabym, abycie mnie
mona da od czowieka, aby
prawda? A czy ja wam dam te

11

te zgodz si na strajk, to dla mnie jedno i to sa-
mo  podernicie garda.

Zamilk. W tumie rozlegy si pomruki. Cz ro-
botnikw zdawaa si waha. Wielu skierowao si

w stron zjazdu.

 Niechby chocia kady mg postpowa we-
dug swojej woli  odezwa si jeden ze sztyga-
rw.  Ktrzy z was chc podj prac?

Jedna z pierwszych wystpia Katarzyna. Ale Cha-
val odepchn j z wciekoci, krzyczc:

 Wszyscy jestemy solidarni! Tylko dra mg-
by odczy si od towarzyszy!

Porozumienie wydao si niemoliwe. Rozlegy si
krzyki, chtnych do pracy odpychano od zjazdu.
Dyrektor, zrozpaczony, usiowa walczy sam, zmusi
do posuchu ten tum, byo to jednak bezcelowym
szalestwem, i musia si wycofa. Przez chwil
siedzia zadyszany w budce kontrolera, tak oszoo-
miony wasn bezsilnoci, e ani jedna myl nie
przychodzia mu do gowy. Uspokoiwszy si, kaza
jednemu z dozorcw przyprowadzi Chavala. Kiedy
ten zgodzi si na rozmow, Deneulin ruchem rki
wyprosi wszystkich z pokoju.

 Zostawcie nas.
Chcia wybada, co tkwi w Chavalu, i zaraz po

pierwszych sowach wyczu, e jest to czowiek
prny, trawiony zawici. Zacz wic od po-
chlebstw, uda, i dziwi si, e robotnik tak zdolny
jak on w tak nierozwany sposb przekrela sw
przyszo. Ze sw j-ego wynikao, e ju od dawna
mia Chavala na oku i chcia uatwi pau szybki.
awans; w kocu owiadczy mu ni mniej, ni wicej,
tylko e mianuje go sztygarem. Chaval sucha
w milczeniu, jego pici, z pocztku zacinite, po-
woli zaczy si rozlunia, a myl pracowaa go-
rczkowo; jeeli bdzie si upiera przy strajku, nie
zostanie niczym wicej ni adiutantem Stefana, gdy
tymczasem teraz otwiera si przed nim moliwo

wliznicia s w szeregi przeoonych. Duma ude-


rzya mu gorc fal do gowy. Zreszt strajkujcy,
ktrych przybycia oczekiwa od rana, na pewno ju
nie nadejd; co ich musiao zatrzyma, moe an-
darmi; najwyszy wic czas ustpi. W dalszym
cigu udawa jednak nieprzejednanego, odmawia
ruchem gowy i z oburzeniem uderza si w piersi.
Wreszcie, nie wspominajc nic dyrektorowi o spotka-
niu, jakie wyznaczy strajkujcym z Montsou, obie-
ca mu, e uspokoi kolegw i namwi ich, aby pod-
jli prac.

Deneulin i sztygarzy pozostali na uboczu. Przez
godzin dobiegay ich uszu odgosy dyskusji. Cha-
val przemawia do towarzyszy wszedszy na wz.
Cz przyjmowaa jego sowa wrogimi okrzykami,
stu dwudziestu odeszo trwajc uparcie w postano-
wieniu, ktre podjli za jego namow. Byo ju po
sidmej, dzie wstawa bardzo jasny, wesoy i mro-
ny. Nagle Deneulin usysza codzienny szmer ko-
palni, przerwan prac podjto na nowo. Pierwsza
ruszya maszyna wycigowa, stalowe liny zaczy
nawija si na bbny. Potem rozlegy si sygnay,
klatki napeniay si, znikay, powracay, szyb po-
chania sw zwyk porcj chopcw do pomocy,
adowaczek i rbaczy, a na grze pracownicy nad-
szybia pchali wozy po elaznych pytach hali.

 A ty czego marudzisz?!  krzykn Chaval na
Katarzyn, ktra czekaa na swoj kolej.  Zjedaj
zaraz i nie kr mi si tutaj!

Kiedy o godzinie dziewitej pani Hennebeau przy-
jechaa z Cecylk po ucj i Jank, zastaa je go-
towe, bardzo eleganckie w swych po dwadziecia
razy przerabianych sukienkach. Deneulin zdziwi si
widzc N.egrela, ktry towarzyszy pojazdowi konno.
Jak to, wic panowie te bior udzia w tej wy-
cieczce?

Pani Hennebeau owiadczya na to z macierzy-
skim umiechem, i przeraona wiadomoci, e
idrogi pene s jakich podejrzanych postaci, wolaa
wzi obroc. Negrel mia si, uspokaja damy;

nie ma adnych powodw do obaw. Krzykacze od-
graaj si, jak zwykle, ale aden z nich nie omieli-
by si nawet rzuci kamieniem w szyb. Deneulin,
podniecony jeszcze odniesionym zwycistwem, opo-
wiada o stumieniu strajku w Jean-Bart. Mwi, e
teraz jest zupenie spokojny. Panienki wsiaday do
powozu, radowano si wspania pogod i nikt nie
przeczuwa, e z oddali nadciga burza, e zblia si
tum, ktrego kroki mogli byli usysze przyoywszy

ucho do ziemi.

 Wic umawiamy si w ten sposb  powt-
rzya pani Hennebeau  e przyjedzie pan wieczo-
rem po creczki i zje z nami obiad... Pani Gregoire
take obiecaa mi, e przyjedzie po Cecylk.

 Prosz liczy na mnie  odpar Deneulin.
Powz odjecha w kierunku Vandame. ucja i Jan-
ka wychyliy si jeszcze raz przez okno, by umie-
chem poegna stojcego na drodze ojca, a Negrel
ruszy szarmancko za pojazdem.

Minli las i skierowali si na drog wiodc z Van-
dame do Marchiennes. Gdy zbliali si do Tartaretu,
Janka spytaa pani Hennebeau, czy zna Cte-Verte,
a ta wyznaa, e nie, mimo i od piciu ju lat
mieszka w tej okolicy. Zboczono wic w tamt stro-
n. Tartaret lea na skraju lasu. By to pokryty
ulem szmat ziemi nie nadajcy si pod upraw,
pod ktrym ju od setek lat palia si kopalnia
wgla. Historia ta przemienia si w legend: gr-
nicy opowiadali, e ogie spad z nieba na t pod-
ziemn Sodom, gdzie adowaczki oddaway si naj-
brudniejszym wystpkom. Dziewczta nie zdyy
uciec i do dzi dnia gorej w tym piekle.

Ciemnoczerwone zwapniao skay pokryte byy jak
trdem krysztakami aunu, a w szczelinach osiada
tym porostem siarka. miakowie, ktrzy odwa-
yli si zajrze noc w te otwory, przysigali, e
widzieli pomienie i dusze potpiecw smace si
w podziemnym arze. Nad ziemi taczyy bdne
ogniki, z jej gbi wydobyway si gorce opary,

ohydne wyziewy zatruwajce t piekieln kuch-
ni.

I oto pord tej przekltej rwniny rozpocierao
si niby cud wiecznej wiosny Cte-Verte  zielone
trawy, buki nieustannie okryte listowiem, pola ro-
dzce trzy razy do roku. Bya to naturalna cieplar-
nia ogrzewana podziemnym ogniem. Nigdy nie lea
tam nieg. O krok od ogooconych z lici drzew lasu
wykwita ten olbrzymi bukiet zieleni, ktrej grudnio-
we mrozy nie skaziy ani jedn rdzaw plam.

Powz skrci w rwnin, Negrel artowa z le-
gendy i objania, e poar powstaje w gbi kopalni
najczciej na skutek samozapalania si miau w-
glowego i jeeli nie uda si go stumi, ponie w nie-
skoczono. Wymieni nazw pewnej kopalni w Bel-
gii, dla ugaszenia ktrej zmieniono bieg rzeki i skie-
rowano j w gb szybu. Wkrtce jednak zamilk;

od pewnego czasu mijay ich jedne za drugimi grupy
grnikw. Szli w milczeniu, niechtnymi spojrzenia-
mi obrzucajc zbytkowny pojazd, przed ktrym
schodzi musieli na bok. Byo ich coraz wicej, przez
mostek na Skarpie konie musiay i stpa. Co wy-
gnao tych ludzi na drog? Panienki przestraszyy
si, a Negrel zacz przewchiwa, e zanosi si na
jakie zamieszki; znalazszy si wreszcie w Mar-
chiennes odetchnli z ulg. W socu, ktre zdawao
si je gasi, baterie koksowe i wielkie piece wyrzu-
cay w powietrze kby dymu.

II

Ju od godziny Katarzyna popychaa wozy z w-
glem; oblana potem przystana na chwil, aby obe-
trze twarz.

Chaval, pracujcy z kolegami w gbi przodku,
zdziwi si nie syszc stukotu k. Lampy paliy si
le, unoszcy si w powietrzu py wglowy nie po-
zwala mu dojrze, co si stao.

 C tam takiego?  zawoa.

Kiedy odpowiedziaa, e roztopi si chyba z go-
rca i e serce ma w gardle, krzykn gniewnie:

. To zdejm koszul, gupia, tak samo jak my!
Pracowali na gbokoci siedmiuset metrw w
pierwszym chodniku pokadu Desiree, trzy kilo-
metry od podszybia. Na wzmiank o tej czci ko-
palni grnicy bledli i zniali gos, jakby mwili
o piekle; najczciej potrzsali tylko gowami jak
ludzie, ktrzy wol nie wspomina o tych rozpalo-
nych wntrznociach ziemi. Im bardziej na pnoc,
tym bardziej zbliay si chodniki do gorcego Tar-
taretu, ktrego ar zwapnia skay na powierzchni
ziemi. W miejscu, gdzie si teraz znajdowali, t-,empe-
ratura wynosia przecitnie czterdzieci pi stopni.
Pracowali w bezporednim ssiedztwie przekltej
kopalni, pord pomieni plujcych siark i nios-
cych ze sob ohydne wyziewy, widocznych przez
szczeliny popkanej ziemi.

Katarzyna zdja kaftan, a po chwili wahania
rwnie i spodnie; w samej koszuli, przewizanej
w pasie tasiemk jak bluza, wzia si z powrotem
do roboty.

 Moe tak bdife mi hspej!  powiedziaa
gono.

Gnbi j nieokrelony lk. Od piciu dni, od kie-
dy tu pracowali, rozmylaa o historiach zasysza-
nych w dziecistwie o tamtych adowaczkach po-
ncych w Tartarecie, ukaranych za wystpki, o kt-
rych ludzie nie mieli mwi gono. Oczywicie za
dua ju bya teraz, aby wierzy w takie gupstwa,
ale co by zrobia, gdyby tak nagle ukazaa jej si
posta dziewczyny z oczyma jak zapalone gownie?
Na myl o tym pocia si jeszcze mocniej.

W odlegoci osiemdziesiciu metrw od przodku
odbieraa od niej wz inna adowaczka i pchaa go
dalsze osiemdziesit metrw a do pochylni, gdzie
przyjmowano go od niej i doczepiano do wozw
opuszczonych z grnych chodnikw.

 A to sobie wygodziia!  powiedziaa tamta,

chuda trzydziestoletnia wdowa, ujrzawszy Katarzy-
n w koszuli.  Ja tak nie mog, chopaki na po-
chylni gadaj takie wistwa, e mam tego po dziur-
ki w nosie.

 Co mnie tam obchodzi czyje gadanie?  od-
para dziewczyna.  Nie mogam ju inaczej wy-
trzyma!

Odesza pchajc pusty wz. Sytuacj pogarszao
to, e oprcz ssiedztwa Tartaretu inna jeszcze przy-
czyna sprawiaa, i w tej czci kopalni panowao
gorco nie do wytrzymania. Tu obok bieg jeden
z chodnikw Gaston-Marie, w ktrym przed dzie-
siciu laty wybuch gazw spowodowa poar. Pon
on a do tej pory za podeszw ogniow", cian
z gliny, wybudowan niegdy, aby zlokalizowa ka-
tastrof, i nieustannie naprawian. Pozbawiony do-
pywu powietrza ogie powinien by wygasn, lecz
widocznie podsycay go jakie nieznane prdy po-
wietrza, gdy pali si dalej rozarzajc glinian
cian jak cegy w piecu. I wzdu tej ciany wanie,
na przestrzeni przeszo stu metrw, pchano wozy
pracujc w temperaturze szedziesiciu stopni.

Po dwu dalszych przejazdach Katarzyn znw
owadny dusznoci. Na szczcie pokad Desiree
nalea do najgrubszych w okolicy, chodniki byy tu
szerokie i wygodne. Wysoko przodkw wynosia
metr dziewidziesit i' grnicy mogli pracowa sto-
jc; woleliby jednak byli lee w najniewygodniej-
szej pozycji, byle tylko mc oddycha chodniejszym
powietrzem.

 Zasna tam czy co, u pioruna?!  zawoa
ponownie Chava syszc, e Katarzyna przestaa si
rusza.  Oo za diabli nasali mi tak leniw bab!
Napenij wz i w drog, syszysz?

Katarzyna staa oparta na opacie i spogldaa na
towarzyszy nieprzytomnym wzrokiem. W czerwo-
nawym bysku lamp sylwetki ich majaczyy jej przed
oczyma nagie czarne, pokryte tak grub warstw
wgla i potu, e ich nago nie krpowaa jej wcale.

W




2  Germinal t. II

Bya to jaka wizja piekielna, grzbiety, napinajce
si w niezrozumiaym wysiku przy wtrze guchych
uderze i jkw. Ale oni widzieli j widocznie le-
piej, gdy kilofy przestay uderza w pewnej chwili
i mczyni zaczli mia si z niej, e zdja spo-
dnie.

 Uwaaj no maa, zazibisz si!

 Ale ona ma nogi! Wiesz co, Chaval, wystar-
czyoby dla dwu!

 Trzeba by byo si przyjrze! Podnie no to!
Wyej! Wyej!

Nie gniewajc si wcale na kolegw za te'arty,
Chaval napad na Katarzyn:

 No c tak stoisz i suchasz! Suchaaby i do
jutra, co? wistwa to ty lubisz!

Katarzyna z wysikiem napenia wz i zacza
go pcha. Chodnik by zbyt szeroki, by moga oprze
si o stojaki. Sza powoli z rkami wycignitymi
przed siebie, schylona, potykajc si o szyny. Gdy
dosza do podeszwy", tortura rozpocza si od
nowa. Pot spywa po niej wielkimi kroplami, po-
dobnymi do kropli deszczu przed burz, przesania-
jc jej oczy. Ledwo usza trzeci cz drogi, pokryta
bya czarnym botem. Wska koszula, jakby umo-
czona w atramencie, oblepiaa si na ciele i krpo-
waa ruchy; znw musiaa przerwa prac.

Co jej si stao tego dnia? Nigdy nie czua si tak
saba. To pewnie wina zego powietrza. W gbi tego
odlegego chodnika nie czuo si dziaania wentyla-
torw, ludzie wdychali wszelkiego rodzaju wyziewy,
dobywajce si z wgla z bulgotem strumienia,
czstokro tak obfite, e lampy gasy. Katarzyna
dobrze znaa to ze powietrze, martwe powietrze,
jak mwili grnicy; doem gaz ciki, a gr lekki
gaz atwopalny, ktrego wybuch mg zmie ca
kopalni, setki ludzi. Od dziecistwa przyzwyczajona
do tego zaduchu, dziwia si, e tego dnia tak le
go znosi; gardo miaa wyschnite, w uszach jej
szumiao, zapragna zdj koszul, ktrej kada

najdrobniejsza nawet fadka wrzynaa jej si w ciao
oiekc nieznonie. Opara si jednak tej pokusie
i ruszya dalej, ale musiaa przystan. I wwczas.
mwic sobie, e woy j z powrotem przy kocu
chodnika, szybko zdara z siebie koszul, tak roz-
gorczkowana, i chtnie cignaby i skr, gdyby
moga. Pracowaa teraz nago, pokryta pyem wglo-
wym i ubrudzona a do pasa, jak ko dorokarski.
Pchaa wz posuwajc si na czworakach.

Ale stwierdzia z rozpacz, e zrzucenie koszuli
nic jej nie ulyo. Co mogaby zdj jeszcze? Gucha
od szumu w uszach, skronie ciskaa jej jaka twar-
da obrcz. Upada na kolana. Wydao jej si, e
przyczepiona do wozu lampa ganie. W zamcie, jaki
j ogarnia, jedna tylko myl pozostaa jasna; pod-
krci knot. Dwa razy braa lamp do rki, eby
sprawdzi, co si stao, ale za kadym razem, gdy
stawiaa j obok siebie na ziemi, pomie blak, jak-
by i jemu take brakowao oddechu. Nagle zgas.
Wszystko runo w ciemno. Katarzynie huczao
w gowie, serce jej przestao bi, caym ciaem
owadno bezmierne znuenie. Osuna si do tyu
i lec w zatrutym powietrzu walczya ze mierci.

 Psiakrew, zdaje si, e ona znw nic nie robi 
rozleg si gniewny gos Chavala. Przysuchiwa si
przez chwil, ale nie usysza turkotu k.  Kata-
rzyna, guzdrao jedna!  Jego gos uton w gbi
czarnego chodnika. adnej odpowiedzi.  Mam ci
nauczy szybciej si rusza, co?

Znw to samo miertelne milczenie. Rozgniewany,
chwyci lamp i pobieg tak szybko, e o mao nie
wpad na ciao adowaczki zagradzajce drog. Przy-
stan zaskoczony. Co si jej stao! Moe udaje
tylko? Moe ucia sobie drzemk? Ale kiedy po-
chyli si, eby owietli jej twarz, lampa przygasa.
Podnis j, opuci znw i wreszcie zrozumia: to
byo martwe powietrze". Jego gniew opad, a obu-
dzia si instynktowna potrzeba niesienia pomocy
towarzyszowi w niebezpieczestwie. Krzykn, eby

mu przynieli koszul dziewczyny, chwyci Katarzy-
n obiema rkami i unis, jak mg najwyej. Kie-
dy koledzy rzucili mu na ramiona odzie obojga,
ruszy biegiem, w jednej rce trzymajc swj ciar,
w drugiej obie lampy. Skrca to w prawo, to w le-
wo starajc si dosta w sfer dziaania wentylatora
wnoszcego mrone powietrze z powierzchni. Wresz-
cie posysza szmer wody sczcej si po skale. Znaj-
dowali si u wylotu szerokiego chodnika, ktry na-
lea dawniej do Gaston-Marie. Powietrze z wenty-
latora do tu jak wiatr przed burz i tak byo
chodno, e Chavalem, kiedy posadzi omdla dziew-
czyn pod cian, wstrzsn dreszcz.

 Katarzyna, nie udawaj, co u licha!... Posied
chwil prosto, pki nie zamocz koszuli.

Bezwad kochanki przeraa go. Umoczy koszule
w rdle i obmy jej twarz. Ksztatw drobnych,
chopicych, wygldaa teraz jak martwa. Po chwili
drenie przebiego jej dziecice piersi, brzuch i uda.
Otworzya oczy i wyjkaa:

 Zimno mi!

 No, nareszcie!  zawoa Chaval z ulg.
Ubra j, bez trudu nasun na ni koszul i m-
czy si wkadajc spodnie, gdy nie miaa siy, eby
mu to uatwi. Wci jeszcze odurzona, nie rozumia-
a, gdzie si znajduje ani dlaczego jest naga. Gdy
przysza do siebie, uczya wstyd. Jake moga zdj
wszystko? Pytaa, czy widziano j tak rozebran.
Chaval mia si, wymyla historyjki, mwi, e
kiedy nis j tutaj, koledzy ustawili si rzdem po
drodze. Co te jej przyszo do gowy, eby posucha
jego rady i rozebra si do naga?

Wreszcie da jej sowo, e bieg .tak prdko, i
towarzysze nic nie widzieli.

 Ale tu zimno!  powiedzia i nacign ubra-
nie.

Nigdy jeszcze mi to-y taki dobry dla-nie j. Zazwy-
czaj 'do kadego poczciwego sowa dodawa dwa
przykre. .Jakeby to byo sodko, .gdyby yli w .zgo-





dzie! Przejta czuoci, umiechna si do niego
i szepna:

 Pocauj mnie! '

Pocaowa j, a widzc, e nie moe Jeszcze wsta,
pooy si obok niej.

 Widzisz  mwia  tak na mnie krzyczae,
a ja ju naprawd nie mogam duej! Wy tam na
cianie macie jeszcze troch chodniej, ale eby
wiedzia, jak jest w gbi chodnika!

 Pewno, e w lesie byoby przyjemniej  .od-
par.  Wiem, e si tu mczysz, moja maa.

Rozczulona, e przyzna jej racj, chciaa okaza
si dzielna.

 Och, to tylko dzi tak si czego le czuam,
powietrze jest okropne... Ale zobaczysz, czy jestem
guzdraa! Jak trzeba pracowa, to si pracuje, co?
Prdzej bym trupem pada, nibym zostawia robot.

Zamilkli. Chaval obj j ramieniem i tuli do
siebie, eby si nie zazibia. Ona czua si ju na
siach, aby powrci do pracy, ale poddawaa si
Z rozkosz, nie chcc poszy tej chwili.

 eby tylko by dla mnie troch lepszy  pod-
ja bardzo cicho.  Czowiek taki jest szczliwy,
jak wie, e go kto kocha.

I rozpakaa si.

 Ale ja ci kocham* - zawoa.  Przecie
wziem ci do siebie!

Potrzsna tylko gow w odpowiedzi. Czsto
mczyni bior sobie kobiety po to tylko, eby je
mie, wcale nie troszczc si o ich szczcie. zy
pyny jej coraz gortsze. Myl o tym, jakie dobre
mogaby mie ycie, gdyby trafia na innego chopca,
ktrego rami stale czuaby przy sobie, napeniaa j
rozpacz. Na innego? Wzruszona, ujrzaa przed sob
jego posta. Przepado. Nie pragna ju niczego
wicej ni y a do mierci z tym, ktrego dostaa,
byleby nie by dla niej tak brutalny jak .dotd.

 Wic postaraj si czasem "by Aa-ki jak dzi -r-
powiedziana.

kanie przerwao jej sowa. Chaval pocaowa j
jeszcze raz.

 Ty guptasie!... No, ju ci przyrzekam, e bd
dobry. Ostatecznie czowiek nie jest gorszy od in-
nych.

Spojrzaa na i umiechna si przez zy. Pewno
mia racj; nie ma lepszych mczyzn i nie ma
szczliwych kobiet. Chocia nie wierzya jego przy-
rzeczeniom, cieszya si, e jest taki miy. Mj Boe,
gdyby to mogo trwa duej. Tulili si do siebie
w dugim ucisku, kiedy usyszeli czyje kroki.
Wstali. Trzej koledzy, ktrzy widzieli, jak Chaval
nis Katarzyn, przyszli, eby zobaczy, co si jej
stao.

Wrcili razem. Dochodzia dziesita, wic wybrali
jakie chodniejsze miejsce i siedli, eby zje nia-
danie. Koczyli ju swoje cegieki i mieli popi je
kaw, kiedy jaki haas, dobiegajcy z odlegych
wyrobisk, zaniepokoi ich. Czyby znw jaki wy-
padek? Podnieli si i pobiegli. Co chwila spotykali
po drodze rbaczy, adowaczki, chopcw do pomocy.
Nikt nic nie wiedzia, wszyscy krzyczeli: musiao
sta si jakie wielkie nieszczcie. Powoli ca ko-
palni ogarna trwoga. Z chodnikw wynurzay si
przeraone cienie, lampy taczyy i pomykay
w ciemnociach... Gdzie to? Dlaczego nikt im nie
powie?

Nagle przebieg jaki sztygar woajc:

 Przecinaj liny! Przecinaj liny!

Zapanowaa panika. Rzucili si pdem naprzd
ciemnymi chodnikami. Ludzie potracili gowy. Dla-
czego przecinaj liny? I kto je przecina, skoro
wszyscy zjechali? Wydawao si to nieprawdopo-
dobne i potworne.

 To ci z Montsou przecinaj liny!  rozleg si
gos innego sztygara.  Wychodzi!

Zrozumiawszy, co si stao, Chaval zatrzyma Ka-
tarzyn. Na myl, e miaby stan twarz w twarz
z grnikami z Montsou, nogi odmwiy mu posu-





szestwa. Wic przysza ta banda, nie dostaa si
w rce andarmw!

Przez chwil waha si, czy nie lepiej zawrci
i wydosta si przez Gaston-Marie, ale to byo nie-
moliwe. Kl i aby ukry swj lk, powtarza, e
to nie ma sensu tak pdzi. Przecie nie zostawi
ich tutaj!

Znowu rozleg si gos sztygara, tym razem bliej:

 Na drabiny! Na drabiny! Wszyscy wychodzi!
Tum porwa ich ze sob. Chaval popycha Kata-
rzyn krzyczc, e nie biegnie do prdko. Czy
chce, eby zostali tu sami i pozdychali z godu? Ci
bandyci z Montsou gotowi s poama drabiny nie
czekajc, a wszyscy wyjd. To straszne przypuszcze-
nie do reszty odebrao im rozsdek i biegli teraz
wszyscy na wycigi, aby jak najprdzej wydosta
si na powierzchni. Kto zawoa, e drabiny s
poamane, e nikt nie wyjdzie. Kiedy znaleli si
na podszybiu, powsta nieopisany cisk, pchali si
do klatek, toczyli w wskich drzwiach wiodcych
do drabin. Stary stajenny, ktry przez ostrono
odprowadzi konie do stajni, spoglda na nich z bez-
trosk pogard, przyzwyczajony do spdzania nocy
w kopalni i pewien, e zawsze go jako std wy-
cign.

 Spiesze si, do cholery!  powiedzia Chaval
do Katarzyny.  Id przede mn, ebym ci mg
podtrzyma w razie czego.

Oszoomiona, oblana potem po przebytych biegiem
trzech kilometrach, poddawaa si falowaniem tumu
nie rozumiejc, co si dzieje. Chaval szarpn j za
rk; jkna i zy popyny jej z oczu; wic ju
zapomnia o swoim przyrzeczeniu! Nigdy nie bdzie
z nim szczliwa.

 Ide!  krzykn.

Ale za bardzo si go baa. Jeeli pjdzie przed nim,
przez cay czas bdzie si nad ni znca. Opieraa
si wic, a przeraona fala grnikw odpychaa ich
na bok, Z obudowy szybu paday wielkie krople wo-

23

dy, a pomost nad lecym o dziesi metrw niej
botnistym rzpiem dra pod ciarem tylu osb.
Wanie w Jean-Bart zdarzy si przed dwoma laty
straszny wypadek: zerwaa si lina, klatka wpada
do rzpia i dwch ludzi utopio si w nim. Wszystkim
przypomniao si to teraz: czeka ich to samo, jeeli
bd si toczy na pomocie,

 Ty olico uparta!  krzykn Chaval.  Wic
zdychaj sobie, jak chcesz, przynajmniej bd mia
spokj!

Poszed naprzd, ona za nim.

Na powierzchni prowadziy sto dwie drabiny
mniej wicej siedmiometrowej dugoci, umieszczone
jedna nad drug i oparte na wskich pomostach,
zajmujce ca szeroko wylotu. W rodku tych po-
mostw znajdoway si kwadratowe otwory, przez
ktre z trudem mona si byo przecisn. Cao
tworzya jakby paski komin wysokoci siedmiuset
metrw, wcinity pomidzy cian szybu i drewnia-
ne przepierzenie przedziau wycigowego, wilgotny
lej, czarny i bez koca, wzdu ktrego biegy pro-
stopadle niemal drabiny, jedna ponad drug. Silny
mczyzna potrzebowa dwudziestu piciu minut, aby
dotrze do szczytu tego potnego krgosupa. Drabin
tych uywano zreszt jedynie w razie katastrofy.

Z pocztku Katarzyna posuwaa si szybko. Jej
bose nogi, przywyke do chropawej powierzchni
chodnikw, nie czuy ostrych kantw szczebli okutych
dla trwaoci blach. Jej donie, stwardniae od pcha-
nia wozw, bez wysiku chwytay grube drki; ta
niespodziewana wspinaczka, ten dugi w ludzi
przelizgujcy si ku grze tak, e gdy jego ogon
zwisa jeszcze nad rzpiem, gowa zbliaa si do
otworu, odwrciy jej myli od wasnego nieszcz-
cia, rozerway j nawet. Pierwsi z idcych przebyli
na razie dopiero trzeci cz drogi. Nikt nie odzy-
wa si ani sowem, tylko nogi stpay z guchym
oskotem, a lampy, podobne do wdrujcych gwiazd,
przesuway si z dou ku grze lini coraz to dusz.

Katarzyna usyszaa, jak jaki chopiec za ni li-
czy szeptem drabiny. Podsuno jej to myl, aby
samej 1'iczy rwnie. Mieli ju za sob pitnacie
drabin i zbliali si do drugiego podszybia. Lecz
w tej samej chwili Katarzyna uderzya o nogi Cha-
vala. Cisn jej przeklestwo i kaza uwaa. Tym-
czasem, poczynajc od gry, caa kolumna zatrzy-
mywaa si, nieruchomiaa. Dlaczego? Co si stao?
Ludzie odzyskiwali gos, aby zadawa trwone py"
tania. Lk wzrasta, nieznane, ku ktremu si pili,
budzio przeraenie. Kto oznajmi, e trzeba scho-
dzi z powrotem, bo drabiny s poamane. Myl
o tym, strach przed mogc si otworzy nad ich
gowami prni, drczyy ich od pocztku. Z ust
do ust podawano teraz inne wyjanienie: jakiemu
rbaczowi obsuna si noga i spad. Nikt nie wie-
dzia jednak dokadnie, krzyki utrudniay porozu-
mienie. Czy maj tu nocowa na drabinie? Nie otrzy-
mali dokadniejszych wyjanie, ale wspinaczka r-"
pocza si od nowa, tak samo powolna i uciliwa;

kroki dudniy miarowo, lampy taczyy. Drabiny
i tak s na pewno poamane, tylko wyej.

Na trzydziestej pitej drabinie, kiedy mijali trze-
cie podszybie, Katarzyna poczua, e drtwiej jej
nogi i rce. Najpierw doznaa wraenia, e mrwki
przebiegaj jej po skrze, a pniej przestaa wy-
czuwa okute szczeble, po ktrych si pia. W mi-
niach wzrasta bl coraz dotkliwszy. W ogarniaj-
cym j zamcie przypomniay jej si historie opo-
wiadane przez dziadka Bonnemort: w czasach,- kiedy
nie byo jeszcze wycigu, dziesicioletnie dziewczyn-
ki wynosiy wgiel na powierzchni po drabinach.
Wystarczyo, by jedno dziecko obsuno si lub
upucio bry wgla z koszyka, a zaraz troje lub
czworo spadao gow na d. Katarzyna czua, e
nigdy nie dojdzie do wylotu, skurcze mini staway
si nie do zniesienia.

Ponowne przystanki pozwoliy jej odetchn. Ale
przeraenie, jakie wywoyway za kadym razen,

dobijao j. Towarzysze nad ni i pod ni oddychali
coraz ciej, to nie koczce si wspinanie przypra-
wiao wszystkich o zawrt gowy. Katarzyna dyszaa,
pijana ciemnoci, zdawiona ciasnot przesmyku,
spotniaa i drca od wilgoci. Zbliali si do nastp-
nego poziomu, woda kapaa tak obficie, e o mao
nie zagasia lamp.

Chaval dwukrotnie zwraca si do Katarzyny, ale
nie otrzyma odpowiedzi. C ona tam wyrabia, zgu-
bia jzyk czy co? Moe mu chyba powiedzie, czy
daje sobie jako rad. Wspinali si ju od p godzi-
ny, lecz tak ociale, e doszli dopiero do pidzie-
sitej dziewitej drabiny. Jeszcze czterdzieci trzy.
Katarzyna wyjkaa wreszcie, e jako si trzyma.
Gdyby przyznaa si do zmczenia, znw nazwaby
j guzdra. Okucia szczebli musiay porani jej no-
gi, gdy miaa wraenie, e kto piuje jej stopy a
do koci. Przy kadym nowym ruchu baa si, e
wypuci szczeble z rk popkanych i zdrtwiaych,
ktre nie potrafiy ich ju obj, e upadnie do tyu
zmorzona nie koczcym si wysikiem. Najbardziej
mczyo j prostopade niemal ustawienie drabin,
ktre zmuszao do podcigania si na rkach, z brzu-
chem przywartym do szczebli. Sapanie goniejsze
byo teraz ni odgos krokw: od dna przesmyku ku
grze dobywa si straszliwy charkot. Kto jkn 
z ust do ust przebiega wiadomo, e jaki chopiec
rozbi sobie gow o krawd podestu.

Katarzyna wspinaa si dalej. Minli poziom. Wo-
da przestaa kapa, jaka mga zawisa ciko w po-
wietrzu zatrutym woni starego elaziwa i gnijcego
drzewa. Machinalnie liczya drabiny: osiemdziesita
pierwsza, osiemdziesita druga, osiemdziesita trze-
cia, jeszcze dziewitnacie. Powtarzanie tych cyfr
podtrzymywao j swym monotonnym rytmem. Za-
tracia wiadomo swych ruchw. Gdy podnosia
gow, lampy wiroway jej w oczach. Ociekaa krwi,
czua, e jest u kresu si, najlejszy powiew mg
j strci. Tymczasem towarzysze z dou pchali si

teraz, caa kolumna para ku grze, rozjtrzona m-
czc wdrwk, ogarnita nieprzepartym pragnie-
niem ujrzenia soca. Ci, ktrzy szli na przedzie, ju
wyszli, drabiny nie byy wic poamane, lecz myl,
e ci z Montsou mog je jeszcze poama, aby prze-
szkodzi reszcie wydosta si na powierzchni, od-
bieraa wszystkim przytomno. I kiedy znw nast-
pi przystanek, zaczli si popycha, przeklina, de-
pta jedni po drugich, byle tylko dotrze do wylotu.
I wtedy Katarzyna spada. Z rozpacz zawoaa Cha-
vala, ale on nie usysza, tratowa koleg, aby wy-
dosta si przed nim. Katarzyn odepchnito, podep-
tano. Omdlaa nia, e jest ma adowaczk z daw-
nych czasw i e brya wgla, ktra wypada z czy-
jego koszyka, strcia j na dno szybu jak wrbla
trafionego kamieniem. Pozostao jeszcze pi drabin
do przebycia; wdrowali ju od godziny. Katarzyna
nigdy nie dowiedziaa si, w jaki sposb dotara na
powierzchni niesiona na ramionach idcych za ni,
podtrzymywana przez napierajcy tum. Nagle zna-
laza si w penym wietle, pord tumu ciskajcego
gniewne okrzyki.

m

Tego dnia od wczesnego ranka w osiedlach pano-
wa niepokj, ktry powoli wzbiera i zatacza coraz
to szersze krgi. Lecz nie mona byo wyruszy do
Jean-Bart, tak jak to zostao postanowione, gdy ro-
zesza si wie, e andarmi i dragoni patroluj
rwnin. Opowiadano, e przybyli noc z Douai
skutkiem zdrady Rasseneura, ktry ostrzeg pana
Hennebeau; pewna wozaczka przysigaa nawet, e
widziaa, jak sucy dyrektora nis depesz na
poczt. Grnicy zaciskali pici i w bladym wietle
wstajcego dnia wypatrywali onierzy przez szpary
aluzji.

Okoo wp do smej, kiedy soce ju wzeszo,
rozesza si inna wiadomo, ktra dodaa otuchy

niecierpliwym. Alarm okaza si faszywy, bya to
tylko jedna z demonstracyjnych przejadek, jakie
genera zarzdza niekiedy od czasu wybuchu straj-
ku, na yczenie prefekta Lilie. Strajkujcy nienawi-
dzili tego urzdnika i zarzucali mu, e ich oszuka
obiecujc pojednawcz interwencj, ktra ogranicza-
a si do wysyania co tydzie do Montsou wojska
dla postrachu. Kiedy dragoni i andarmi, napeniw-
szy osiedla oguszajcym ttentem kopyt uderzajcych
O stwardnia ziemi, odjechali spokojnie w kierunkit
Marchiennes, grnicy zaczli drwi z tego gupca
prefekta razem z jego andarmami, ktrzy wycofy-
wali si w najgortszej chwili, niczego si nie domy-
lajc. A do dziewitej czekali cierpliwie i stojc
przed domami odprowadzali wzrokiem dobroduszne
plecy znikajcych andarmw. W swych wielkich
oach mieszczanie z Montsou spali jeszcze, wtuleni
W poduszki. Pani Hennebeau odjechaa gdzie powo-
zem, zostawiajc prawdopodobnie ma przy pracy;

dom dyrektora, zamknity i milczcy, zdawa si
wymary. adna z kopal nie miaa ochrony wojsko-
wej, by to brak przewidywania brzemienny W skut-
ki. Punkt o dziewitej grnicy wyruszyli w stron
Vandame, tak jak to zostao ustalone poprzedniego
dnia w lesie.

Stefan zorientowa si od razu, e jego obliczenia
zawiody i e w Jean-Bart nie zgromadzi si trzy
tysice grnikw. Wielu sdzio, e manifestacj od-
oono, a co gorsza dwie czy trzy grupy wyrway si
naprzd i mogy wszystko popsu, o ile nie uda mu
si stan na ich czele. Przed witem wyruszyo okoo
stu osb; pewnie schronili si do lasu i teraz czekaj
na reszt. Suwarin, do ktrego mody czowiek uda
si po rad, wzruszy ramionami: dziesiciu zuchw
zdecydowanych na wszystko zdziaa wicej ni cay
tum; i z powrotem zagbi si w lekturze odmawia-
jc wzicia udziau w wyprawie. Wszystko to sko-
czy si na pewno sentymentalnym protestem, gdy
tymczasem wystarczyoby po prostu podpali Mon-

sou, co nie jest rzecz trudn. Wychodzc od Suwa-
rina, Stefan dostrzeg Rasseneura siedzcego przy
piecu, bardzo bladego; jego ona, w odwiecznej czar-
nej sukni, gromia go w sowach stanowczych.
i grzecznych.

Maheu uwaa, e naley dotrzyma danego sowa.
Takie spotkanie jest rzecz wit. Jednake noc'
ochodzia oglny zapa i Maheu lka si katastrofy,
dowodzi, e ich obowizkiem jest uda si do Jean-
-Bart, aby utwierdzi kolegw w ich susznych -
daniach, Maheudka przytakna mu gow. Stefan
powtarza z upodobaniem, e naley dziaa rewolu-
cyjnie, nie godzc jednak w niczyje ycie. Wycho-
dzc zostawi swoj porcj chleba, ktr naszykowa-
no mu poprzedniego dnia razem z butelk jaowcw--
ki, ale wypi jeden po drugim trzy kieliszki dla
rozgrzewki i zabra ze sob pen manierk. Alzira
miaa zaopiekowa si dziemi. Dziadek Bonnemort,
ktremu pogorszyo si po wczorajszym marszu, zo-
sta w ku.

Dla ostronoci wychodzili z domu pojedynczo.
Janek znikn ju od dawna. Maheu z on skiero"
wali si w stron Montsou, a Stefan w stron lasu,
aby poczy si z kolegami. Po drodze spotka gro-
mad kobiet; pozna wrd nich star Brule i Le-
waczk; idc jady przyniesione im przez Mouquette
kasztany wraz z upinami, eby lepiej wypeni o-
dki. Stefan nie znalaz w lesie nikogo, grnicy ru-
szyli ju do Jean-Bart. Pobieg szybko i przyby tam
w chwili, kiedy na dziedzicu ukaza si Levaque'
z mniej wicej setk ludzi. Zewszd napywali gr-
nicy. Maheuowie szos, kobiety od pl, bezadnie, bez
przywdcw, bez broni, jak wezbrane fale toczce
si po pochyoci. Stefan zobaczy Janka, ktry wdra-
pa si na wysoko zawieszony pomost i usadowi
tam, jakby przyglda si jakiemu widowisku. Przy-'
pieszy kroku i jeden z pierwszych stan na miej-
scu. Razem nie byo ich wicej jak trzystu.

Kiedy na schodach prowadzcych do hali ukaza

si Deneulin, w tumie dao si wyczu pewne wa-
hanie.

 Czego chcecie?  zapyta dyrektor dononym
gosem.

Straciwszy z oczu powz i rozemiane twarze c-
rek, wrci do kopalni ogarnity niewytumaczonym
niepokojem. Wszystko jednak byo tu w porzdku,
grnicy zjechali, wydobycie przebiegao normalnie.
Uspokoi si wic i wda w rozmow z nadsztygarem,
kiedy dano mu zna o zblianiu si strajkujcych.
ywo podszed do okna w sortowni; widok tej fali
ludzkiej zalewajcej podwrze kopalni natychmiast
uwiadomi mu jego wasn bezsilno. W jaki spo-
sb broni tych budynkw dostpnych ze wszystkich
stron? Zreszt nie udaoby mu si zgrupowa wok
siebie wicej jak dwudziestu robotnikw. By zgu-
biony.

 Czego chcecie?  powtrzy poblady od tajo-
nego gniewu, robic wysiek, aby odwanie stawi
czoo klsce.

W tumie rozlegy si pomruki. Wreszcie Stefan
przecisn si naprzd i rzek:

 Nie zamierzamy zrobi panu nic zego. Ale
i u pana rwnie praca musi stan.

Deneulin z punktu potraktowa go jak gupca.

 Wic mylicie moe, e robicie mi co dobrego
zatrzymujc u mnie prac? To zupenie to samo,
jakbycie strzelili do mnie z tyu z odlegoci dwch
krokw... I owszem, moi ludzie zjechali i nie przerw
roboty, chyba e zamordujecie mnie przedtem.

Na te twarde sowa podnis si w tumie krzyk.
Maheu musia przytrzyma Levaque'a, ktry wyry-
wa si naprzd z pogrkami, gdy tymczasem Ste-
fan w dalszym cigu usiowa parlamentowa, stara-
jc si przekona Deneulina o susznoci ich rewolu-
cyjnego dziaania. Lecz ten posugiwa si argumen-
tem prawa do'pracy. Zreszt nie zamierza dyskuto-
wa o tych gupstwach, chcia by panem u siebie,

i koniec. aowa jedynie, e nie ma pod rk paru
andarmw, aby przepdzi ca t zgraj.

 Tak, to moja wina. Zasuyem na to, co si
stao. Z takimi jak wy tylko si mona co wskra.
Rzd te wyobraa sobie, e kupi was ustpstwami.
Akurat. Obalicie go, jak tylko dostarczy wam broni!

Stefan, drcy z gniewu, powstrzymywa si jesz-
cze. Zniy gos:

 Prosz, niech pan zarzdzi, aby przerwano pra-
c. W przeciwnym razie nie odpowiadam za towa-
rzyszy. Ma pan jeszcze moliwo zapobiec nieszcz-
ciu.

 Powiedziaem, e nie, i dajcie mi wity spokj!
Jakim prawem wdajecie si ze mn w jakie dysku-
sje? Nie znam was wcale, nie naleycie do mojej
zaogi... Tylko zbje wcz si tak po drogach, eby
grabi!

Zgiek zaguszy ostatnie jego sowa, zwaszcza
kobiety miotay obelgi. A on dalej stawi im czoo,
doznawa ulgi mogc otwarcie mwi to, co dykto-
wao mu jego wadcze usposobienie. Klska czekaa
go tak czy tak, po c miaby si jeszcze niepotrzeb-
nie paszczy? Tymczasem liczba napastnikw wzra-
staa z kad chwil, ju okoo piciuset paro w je-
go stron i byliby roznieli go na strzpy, lecz nad-
sztygar gwatownie pocign go do tyu.

 Na mio bosk, panie dyrektorze! To bdzie
masakra! Po co naraa ludzi na mier?

Deneulin wyrywa si, protestowa, raz jeszcze
rzuci tumowi gniewny okrzyk:

 Porachujemy si jeszcze, otry jedne!
Odcignito go. Pierwsze szeregi napieray ju na
schody; porcz pka. Szczeglnie zajade byy ko-
biety; pchay si, krzyczay, podjudzay mczyzn.
Drzwi, zamykane tylko na zasuwk, ustpiy natych-
miast, lecz schody byy za wskie i zbity tum nie
mg si przez nie dosta do rodka. Wwczas ci,
ktrzy znajdowali si na kocu, skierowali si do
innych wej i za chwil wtargnli do kopalni przez




szatni, sortowni, kotowni, po upywie paru minut
biorc j w posiadanie. Ludzie rozbiegli si po wszy-
stkich trzech pitrach, gestykulujc i krzyczc, upo-
jeni zwycistwem nad opierajcym si pracodawc.
Maheu, przeraony, rzuci si jeden z pierwszych

woajc do Stefana:

 eby go tylko nie zabili!

Stefan bieg ju; zrozumiawszy, e Deneulin zaba-
rykadowa si w izbie sztygarw, odpar:

 A gdyby nawet, to i co? Czy to nasza wina? Po

co si tak stawia?

Peen by jednak niepokoju; bardziej opanowany
od innych, nie da si ponie oglnej wciekoci.
Czu si rwnie uraony w swej mioci wasnej ja-
ko przywdca, widzc, e ludzie wymykaj si spod
jego wadzy i postpowaniem swym zadaj kam je-
go wyobraeniom o beznamitnym wykonywaniu
woli ludu. Na prno nawoywa ich do zachowania
zimnej krwi, krzycza, e niszczc bezmylnie urz-
dzenia kopalni dowiedliby, i zarzuty, jakie stawiaj

im wrogowie, s suszne.

 Po kotw!  wya stara. Brflie.  Zagamy

ogie!
Levaque znalaz jaki pilnik i wywija pipa jak

sztyletem, krzyczc oguszajco:

 Przetnijmy liny! Przetnijmy liny!

Wszyscy podjli ten okrzyk i tylko Stefan z Ma-
heuem protestowali bezradnie, nie mogc doprosi
si o cisz. Wreszcie Stefanowi udao si zawoa:

 Ale, towarzysze, tam s ludzie!
Zgiek wzmg si jeszcze, ze wszystkich stron do-
biegay okrzyki:

 No to co? Mogli byli nie zjeda].,, Dobrze im
tak, zdrajcom!,,. Niech zdechn tam na dole!... Zresz-
t maj drabifty!

Myl o drabinach utwierdzia tum w chci poprze-
cinania lin. Stefan zrozumia, e musi ustpi. Chcc
zapobiec wikszemu jeszcze nieszczciu, pobieg do
maszyny wycign klatk, aby przecite liny nie

zmiadyy jej swym straszliwym ciarem. Maszyni-
sta i jego pomocnik znikli, sam wic zacz manew-
rowa drkiem, gdy tymczasem Levaque i dwch
innych wspinao si po elaznym rusztowaniu, na
ktrym byy koa kierujce. Ledwo klatki ukazay
si na powierzchni, rozleg si zgrzyt pilnika tncego
stal. Zalega cisza; ten dwik zdawa si wypenia
ca kopalni, wszyscy podnieli gowy, przygldali 
si, suchali, gboko przejci. Maheu sta w pierw-
szym szeregu i czu, jak ogarnia go dzika rado,
jak gdyby zby pilnika, wgryzajc si w lin prowa-
dzc do jednego z tych miejsc cierpienia, ktre od
tej pory pozostanie puste, zdejmoway ze ciar
jakiego nieszczcia.

Stara Brule znikna w drzwiach szatni krzyczc:

 Zgasi ogie! Do kotw! Do kotw!
Kobiety ruszyy za ni. Maheudka, ktra tak samo
jak m chciaa przemwi do rozsdku towarzy-
szek, pobiega naprzd, aby nie dopuci do znisz-
cze. Najbardziej opanowana ze wszystkich, uwaaa,
e mona domaga si swych praw nie robic jednak
szkd. Kiedy znalaza si w kotowni, kobiety wyp-
dzay stamtd palaczy, a stara Brule, uzbrojona
w wielk szufl, wyprniaa jedno z palenisk rzu-
cajc rozarzony wgiel na ceglan posadzk, na
ktrej pali si dalej, dymic czarno. Palenisk byo
dziesi; wkrtce kobiety zawadny wszystkimi,
Lewaczka trzymaa sw szufl oburcz, Mouquette
podwina spdnic, aby si jej nie zapalia. Oblane
krwawym blaskiem, spocone, rozczochrane, przypo-
minay czarownice na sabacie. Stosy poncego w-
gla rosy, sufit hali pka od aru.

 Dajcie spokj!  zawoaa Maheudka. 
Zapali si!

 To jeszcze lepiej!  odpara stara Brule. 
Bdziemy mie mniej roboty... Mwiam, e zapac
mi kiedy za mier mojego!

W tej chwili rozleg si ostry gos Janka:

 Uwaga! Ju ja zgasz wszystko! Puszczam par.

32




3  Germinal t. II

33

Wlizn si tu jeden z pierwszych, uszczliwio-
ny tym chaosem, czyhajc tylko na sposobno, aby
zrobi co zego; i nagle przyszo mu na myl od-
krci kurki i wypuci par. Trysna gwatownym
strumieniem, wszystkie pi kotw oprnio si
z oguszajcym sykiem, od ktrego bolay uszy. Hala
znikna w oparach, wgle przyblaky, kobiety wy-
glday jak cienie poruszajce si gwatownie. I. tyl-
ko na galerii spoza biaych wirw pary wychylaa
si posta chopca, uszczliwionego, e rozpta ten

huragan.

Trwao to prawie kwadrans. Stosy wgla zalano
kilkoma kubami wody, niebezpieczestwo poaru
zostao zaegnane. Ale gniew tumu nie opada, prze-
ciwnie, wzmaga si jeszcze. Mczyni uzbroili si
w moty, nawet kobiety chwytay elazne drgi
i wszyscy gotowi byli rozbija koty i maszyny, de-
molowa kopalni.

Stefan, ktrego uprzedzono, co si dzieje, nadbieg
wraz z Maheuem. On sam zaczyna traci ju przy-
tomno, ogarnity gorczk odwetu. Przezwyciy
si jednak i baga towarzyszy, aby zachowali spo-
kj: liny byy ju poprzecinane, paleniska wygase,
koty bez pary  wszelka praca uniemoliwiona.
Lecz oni nie suchali go i znw byby uleg ich prze-
wadze, gdy wtem od strony przedziau drabinowego
doleciay gniewne okrzyki:

 mier zdrajcom!... Tchrze!... mier! mier!...
To grnicy, ktrzy zjechali do kopalni, zaczynali
wychodzi na powierzchni. Olepieni wiatem,
przystawali mrugajc powiekami. Nastpnie ruszyli,
jeden za drugim, chcc jak najprdzej wydosta si

na drog i uciec.

 mier tchrzom! mier obudnikom!
Strajkujcy pobiegli w tamt stron. Po upywie
niespena trzech minut budynki oprniy si i pi-
ciuset ludzi z Montsou utworzyo szpaler, pomidzy
ktrym musieli przej ci z Vandame, ktrzy zdra-
dzili i zjechali do pracy. Za kadym razem gdy po-


jawiaa si nowa posta w achmanach, czarna od
wgla i spotniaa, okrzyki wzmagay si, paday
okrutne arty: A to kurdupel! Krtkie nogi, wielki
tyek! A ten  dziwki z Wulkanu nos mu zjady! .
A ten  wosk mu z oczu kapie, e wystarczyoby
na wiece do dziesiciu kociow! A ten drgal bez
zadka, dugi jak wielki post!"

Ukazaa si jaka adowaczka, potna, piersiasta
i brzuchata; powita j wybuch miechu. Wycigny
si rce, arty stay si bardziej agresywne, bjka
wisiaa w powietrzu. Tymczasem pochd nieszczs-
nych grnikw trwa dalej. Szli dygoczc i w mil-
czeniu przyjmujc obelgi, przygotowani na ciosy,
szczliwi, gdy znaleli si ju poza terenem kopalni
i mogli umkn.

 Co, u licha, ilu ich tam jest?  zapyta Ste-
fan.

Dziwi go ten nie koczcy si korowd, gniewaa
myl, e chodzi tu nie tylko o garstk ludzi zmorzo-
nych godem, sterroryzowanych przez sztygarw.
Wic okamano go wczoraj w lesie? Prawie caa za-
oga Jean-Barta stana do pracy. Nagle z piersi
wyrwa mu si okrzyk: zobaczy Chavala.

 Wic to takie spotkanie nam uszykowae?
Rozlegy si przeklestwa, tum zafalowa, gotw
rzuci si na zdrajc. Jak to, wic wczoraj przysi-
ga razem z nimi, a dzisiaj zjecha z towarzyszami
do pracy? Kpiny sobie z nich urzdza czy co?

 Bierzcie go! Do szybu, do szybu!

Chaval, blady ze strachu, bka co, chcia si tu-
maczy. Lecz Stefan przerwa mu ogarnity wcie-
koci:

 Chciae bra udzia w strajku, to wemiesz...
Dalej, naprzd, ajdaku!

Sowa jego zaguszyy nowe okrzyki. Z szybu wy-
nurzya si Katarzyna, olepiona jasnoci, przerao-
na zgiekiem. Dyszaa ciko, chwiejc si na utru-
dzonych nogach, z okrwawionymi domi, gdy wtem

Maheudka dostrzegszy j rzucia si z rk wznie-
sion do uderzenia.

 I ty take, ndznico?!... Twoja matka przymie-
ra godem, a ty idziesz za swoim rajfurem!

Maheu zatrzyma rk ony, nie dopuci do ciosu,
sam jednak potrzsa crk i wyrzuca jej niecne
postpowanie wobec rodzicw. I on, i Maheudka
stracili gow, krzyczeli goniej od innych.

Widok Katarzyny do reszty wyprowadzi Stefana'

z rwnowagi.

 W drog!  powtarza.  Do innych kopal!

A ty, bydlaku, pjdziesz z nami!

Chaval ledwo zdy zabra saboty z ubieralni
i wcign wenian koszulk na zlodowaciae plecy.
Tum zagarn go i pogna naprzd. Katarzyna rw-
nie woya saboty, zapia star msk kurtk,
ktr nosia, odkd zaczy si zimna, i pobiega za
kochankiem, pewna, e chc mu zrobi co zego.

W cigu dwch minut Jean-Bart opustosza. Ja-
nek, ktry dorwa si do trbki, d w ni, Jakby
zwoywa rozpierzch trzod. Kobiety, stara Brule,
Lewaczka, Mouquette, podkasay spdnice, eby nie
przeszkadzay im w biegu; Levaque nis w rku
siekier i potrzsa ni jak kapelmistrz batut. Nad-
chodzili coraz to nowi grnicy, byo ich ju teraz
blisko tysic i znw pynli drog bezadnie jak we-
zbrane wody potoku. Brama okazaa si za ciasna,

obalono parkan.
 Do kopal! mier zdrajcom! Niech przerw

prac!

Jean-Bart ogarna nagle wielka cisza. Ani jednego

- czowieka, adnego szmeru. Deneulin wyszed z izby
sztygarw i sam, ruchem rki nakazawszy, eby nikt
nie szed za nim, poszed obejrze kopalni. By blady
i bardzo spokojny. Najpierw zatrzyma si przy szy-
bie, podnis oczy, spojrza na poprzecinane liny:

stalowe koce zwisay bezuytecznie, pilnik pozosta-
wi otwarte rany, wiee okaleczenia, ktre poyski-
way wrd czarnego smaru. Pniej poszed do ma-
szyny i wpatrzy si w znieruchomiae toczyska,
podobne do czonkw olbrzyma raonego paraliem,
dotkn wystygego ju metalu i zadra, jak gdyby
dotkn trupa. Nastpnie zeszed do kotowni, prze-
szed wolno przed wygasymi paleniskami zalanymi
teraz wod, trci kocio, ktry brzkn dononie jak
dzwon. Tak, wszystko skoczone, by zrujnowany.
Gdyby nawet 'zreperowa liny i rozpali ogie, to
gdzie znajdzie ludzi do pracy. Jeszcze dwa tygodnie
strajku i bdzie musia ogosi upado. wiadomo
nieuniknionej klski nie budzia w nim ju nienawi-
ci do napastnikw z Montsou. Czu, e wina siga
czasw bardzo odlegych i e on sam rwnie jest
wspwinny. Ci ludzie to dzicz, i owszem, ale dzicz
nie umiejca czyta i przymierajca godem.

iv

Tum rozla si po nagiej rwninie, pobielaej cd
szronu w bladym zimowym socu.

Od Fourche-aux-Boeufs Stefan obj dowdztwo,
organizowa marsz, wydawa rozkazy. Janek galo-
powa na czele i wydobywa ze swej trbki przera-
liwe dwiki. Zaraz za nim, w pierwszych szeregach,
szy kobiety, niektre uzbrojone w kije. Maheudka
nieprzytomnymi oczami zdawaa si wypatrywa
w oddali obiecanej krainy sprawiedliwoci. Stara
Brule, Lewaczka i Mouquette maszeroway wielkimi
krokami jak onierze, ktrzy wyruszyli na wojn.
W razie niefortunnego spotkania andarmi nie odwa-
 si chyba bi kobiet. Za nimi szli mczyni bez-
adn gromad, rozszerzajc si ku kocowi i naje-
on elaznymi prtami; jedyna siekiera, niesiona
przez Levaque'a, poyskiwaa w socu. Stefan szed
porodku i nie spuszcza wzroku z Chavala, ktremu
kaza i przed sob. Za nimi postpowa zaspiony
Maheu spogldajc od czasu do czasu na Katarzyn,
ktra nie odstpowaa kochanka, aby nie zrobiono
mu jakiej krzywdy. Wiatr rozwiewa wosy idcych,




sycha byo tylko stukot sabotw, podobny do tten-
tu byda pdzcego w lad za dzikimi tonami trbki
Janka.

Nagle rozleg si okrzyk:

 Chleba! 8hleba! Chleba!

Byo poudnie; szeciotygodniowy gd, podsycony
marszem, obudzi si teraz w pustych brzuchach
strajkujcych. Po nielicznych kromkach chleba i kasz-
tanach Mouquette dawno nie pozostao ani la'du
i odki domagay si swych praw, a ten bl zwi-
kszy jeszcze gniew przeciwko zdrajcom.

 Do kopal! Przerwa prac! Chleba!
Stefan, ktry rano odmwi przyjcia swojej por-
cji, czu teraz nieznone ciskanie w piersiach. Nie
skary si jednak i tylko mechanicznym gestem pod-
nosi od czasu do czasu manierk do ust i wychyla
yk jaowcwki. Tak dra, i wydawao mu si, e
bez tej rozgrzewki nie uszedby dalej. Policzki mu
paay, w oczach zapala si pomie. Zachowa jed-
nak przytomno i pragn zapobiec niepotrzebnym
zniszczeniom.

Kiedy mijali drog do Joiselle, pewien rbacz
z Vandame, ktry przyczy si do strajkujcych
chcc zemci si na swym chlebodawcy, skierowa
kolegw na prawo krzyczc:

 Do Gaston-Marie! Zatrzyma- pompy! Niech
woda zaleje Jean-Bart!

Ludzie dali si pocign mimo protestw Stefa-
na. Po c niszczy chodniki? Wbrew urazie jego
serce robotnika buntowao si przeciw temu. Ma-
heu rwnie uwaa, e mci si na maszynach jest
rzecz niesuszn. Ale w rbacz w dalszym cigu
nawoywa do zemsty i Stefan musia go dopiero
przekrzycze:

 Do Mirou! Tam te pracuj, zdrajcy! Do Mi-
rou! Do Mirou!

Ruchem rki skierowa tum w lewo, a Janek po-
bieg naprzd, dmc jeszcze goniej. Ludzie za-

38

wrcili gwatownie. Tym razem Gaston-Marie udao
si wyj cao.

Cztery kilometry drogi do Mirou przebyto w p
godziny, biegiem prawie przemierzajc nie koczc
si rwnin, przecit kanaem niby wstg lodu.
Tylko ogoocone z lici drzewa, ktre mrz przemie-
ni w olbrzymie kandelabry z krysztau, urozmaicay
monotoni krajobrazu toncego w niebie jak w mo-
rzu. Lekkie wyniosoci terenu kryy Montsou i Mar-
chiennes; jak okiem sign, widnia tylko nagi
przestwr.

Kiedy zbliali si do kopalni, zobaczyli, jak na
pomocie wiodcym do sortowni stan sztygar.
Wszyscy znali dobrze ojca Quandieu, najstarszego ze
wszystkich sztygarw w kopalni. Zupenie ju siwy,
zachowa, mimo smego krzyyka na karku, nieby-
wae jak na grnika zdrowie.

 A wy tu czego, obuzy?  zawoa.

Przystanli. To nie by ju szef, to by kolega;

szacunek dla tego starego robotnika kaza im zatrzy-
ma si.

 Na dole s ludzie  powiedzia Stefan.  Ka
im wyjecha.

 I owszem, s  odpar ojciec Quandieu.  Jest
ich moe ze sze tuzinw. Reszta zlka si was,
gagany!,.. Ale to wam mwi z gry, e aden z nich
nie wyjedzie albo... ze mn bdzie mie do czynie-
nia.

Podniosy s.i krzyki, mczyni parli do przodu,
kobiety posuny si o par krokw. Sztygar szybko
przeszed przez pomost i zatarasowa sob drzwi.

Wwczas zabra gos Maheu:

 Suchaj no, stary, jestemy w swoim prawie:

jak zrobimy, eby strajk by generalny, jeeli nie
zmusimy towarzyszy do przerwania roboty?

Stary pomilcza troch. Niewtpliwie jego igno-
rancja zasad zgodnego wspdziaania rwnaa si
ignorancji rbacza. Wreszcie odpar:

 Moe i jestecie w swoim prawie, nie mwi.




Ale ja wiem, co mi kazali... Jestem tutaj sam. Lu-
dzie maj pracowa a do trzeciej, i bd.

Ostatnie sowa utony w gniewnych okrzykach
tumu. Grnicy wygraali staremu piciami, gorce
oddechy kobiet owieway mu twarz. Ale on nie ust-
powa, wyprostowany, siwowosy; gos jego, peen
odwagi, wznis si ponad gosy strajkujcych.

 Nie przejdziecie, powiadam!... Prdzej zdechn,
ni pozwol wam dotkn lin... Nie pchajcie si, bo
na waszych oczach rzuc si do szybu!

Tum zadra i cofn si, wstrznity.

 Chyba kady osio to zrozumie  cign sta-
ry.  Jestem robotnikiem tak samo jak wy. Ka-
zali mi pilnowa, to pilnuj.

Ciasny umys ojca Quandieu nie pozwala mu
wyj poza lepe wojskowe posuszestwo; czarny
smutek pwiekowej pracy pod ziemi przygasi jego
wzrok. Towarzysze spogldali na niego poruszeni,
odnajdujc w gbi siebie echo tego samego posu-
szestwa, tej samej rezygnacji. Mylc, e wahaj
si jeszcze, powtrzy:

 Na waszych oczach rzuc si do szybu!
Tum odwrci si gwatownie i rzuci na prawo
polami na przeaj. Zabrzmiay okrzyki:

 Do Madeleine! Do Crevecoeur! Przerwa prac!
Chleba! Chleba!

Porodku biegncego tumu zakotowao si: fo
Chaval chcia skorzysta z zamieszania i uciec. Ste-
fan chwyci go za rami i zagrozi, e poamie mu
koci, gdyby usiowa dopuci si jakiej zdrady.
Chaval wyrwa si, protestowa z wciekoci:

 C to znowu za pomysy? Czowiek jest chyba
jeszcze wolny, nie? Od godziny ju szczkam zba-
mi, a poza tym musz si umy! Puszczaj!

Rzeczywicie, okrywajca go skorupa pyu wglo-
wego dawaa mu si we znaki, a koszulka nie chro-
nia od zimna.

 Jazda! Bo jak nie, to my ci umyjemy  od-

40

par Stefan.  Nie trzeba si byo przedtem doma-
ga krwi!

Biegli dalej. Stefan odwrci si w stron Kata-
rzyny. Jej widok sprawia mu bl: w brudnych spo-
dniach i starej mskiej kurtce, drca, musiaa upa-
da ze zmczenia, a mimo to uparcie dotrzymywaa
im kroku.

 Ty moesz i do domu  powiedzia wresz-
cie.

 Zdawao si, e nie usyszaa. I tylko w jej oczach,
gdy spotkay si z oczami Stefana, zapali si krtki
bysk wyrzutu. Nie zatrzymaa si. Dlaczego da,
aby opucia kochanka? Chaval nie by dla niej
dobry, to prawda, czasem bi j nawet. Ale by jej
kochankiem, tym, ktry posiad j pierwszy, i obu-
rzao j to, e rzucili si na niego w tysic przeciw
jednemu. To duma, a nie mio kazaa jej wystpo-
wa w jego obronie.

 Uciekaj!  krzykn Maheu.

Zwolnia na chwil kroku. Draa, oczy nabiegy
jej zami. Lecz zaraz, mimo lku, powrcia na da-
wne miejsce. Wreszcie zostawiono j w spokoju.

Tum przeci drog do Joiselle, bieg jaki czas
drog do Cron, potem skrci w stron Cougny. Na
horyzoncie zarysoway si kominy fabryczne, zabu-
dowania z drzewa i z cegie o pokrytych kurzem sze-
rokich wnkach okien i drzwi. Minli niskie domki
dwch osiedli, osiedla Sto Osiemdziesit i osiedla
Siedemdziesit Sze. Na dwik trbki i na odgos
krzykw z domw wylegli mczyni, kobiety i dzie-
ci i przyczyli si do biegncych. Kiedy przybyli
do Madeleine, byo ich przeszo tysic piset. Droga
opadaa lekko po pochyoci; szumica fala straj-
kujcych musiaa najpierw okry had, zanim roz-
laa si po dziedzicu kopalni.

Mina dopiero godzina druga, ale sztygarzy, uprze-
dzeni o wypadkach, zarzdzili wczeniejszy koniec
pracy. Z chwil nadejcia strajkujcych, ostatnich
kilkunastu grnikw wysiadao wanie z klatki.




Uciekli natychmiast, a w lad za nimi posypay si
kamienie. Dwch pobito, trzeci zostawi w rkach
napastnikw rkaw marynarki. Ta pogo za ludmi
uratowaa urzdzenia. Liny i koty zostay nietkni-
te, a fala ludzka oddalia si szybko ku ssiedniej
kopalni.

Kopalnia ta, Crevecoeur, znajdowaa si zaledwie
o p kilometra od Madeleine. I tam rwnie straj-
kujcy trafili na koniec pracy. Kobiety zapay jak
adowaczk, spuciy jej spodnie i wybiy ja po
goej skrze, na oczach mczyzn, ktrzy przyjli
to miechem. Chopcy do pomocy obrywali po twa-
rzy, a rbacze uciekali z posiniaczonymi bokami i za-
krwawionymi nosami. Okruciestwo i zadawnione
pragnienie zemsty wzrastay: nieustannie wznoszc
okrzyki dali mierci zdrajcw, podwyki pac
i chleba. Zaczto przecina liny, ale szo to opornie,
wic porzucono je, aby nie traci czasu; jaka go-
rczka pchaa ich naprzd, wci naprzd. W ko-
towni zepsuto jeden kurek; w paleniskach, zalanych
raptownie wiadrami wody, popkay ruszty.

Postanowiono uda si nastpnie do Saint-Tho-
mas. Bya to kopalnia najbardziej zdyscyplinowana,
nie objta strajkiem i prawdopodobnie zjechao tam
do pracy okoo siedmiuset ludzi. Wzbudzio to gniew:

przyjm ich kijami i zobaczymy, kto wtedy bdzie
gr! Lecz rozesza si wie, e w Saint-Thomas
s andarmi, ci sami andarmi, z ktrych wymie-
wano si rano. Skd wzia si ta wiadomo? Nikt
nie potrafi tego powiedzie. Wszystko jedno!  ogar-
n ich lk i skierowali si do Feutry-Cantel, stu-
kajc sabotami i krzyczc:

 Do Feutry-Cantel! Do Feutry-Cantel!

Na pewno jest tam ze czterystu tchrzw, ktrzy
zjechali! To dopiero bdzie zabawa! Oddalona o trzy
kilometry kopalnia ukryta bya w zagbieniu te-
renu opodal Skarpy. Wspinano si ju na zbocze
Platrieres, ponad drog do Beaugnies, gdy wtem kto
zawoa, e w Feutry-Cantel mog by dragoni. Ww-
czas z ust do ust zaczto podawa wiadomo, e
dragoni s tam rzeczywicie. Tum zawaha si
i zwolni kroku; nad upion bezrobociem rwnin,
ktr przemierzali od rana, powiaa panika. Jak to
si stao, e do tej pory nigdzie jeszcze nie natknli
si na onierzy? Ta bezkarno zaniepokoia ich
nasuwajc myli o represjach, ktre ich czekaj.

Sami nie wiedzieli, kto skierowa ich swym okrzy-
kiem w inn znw stron:

 Do Victoire! Do Victoire!

Wic tam nie ma dragonw ani andarmw? Nikt
nie potrafi na to odpowiedzie. Uspokojeni zawr-
cili, zeszli ku Beaumont i pobiegli na przeaj przez
pola w stron Joiselle. Tor kolejowy zagrodzi im
drog; zburzyli otaczajce go ogrodzenie i pobiegli
dalej. Zbliali si teraz do Montsou. Jak okiem si-
gn, a po czarne domy Marchiennes, rozpostaro
si przed nimi morze pl buraczanych.

Victoire oddalona bya o dobre pi kilometrw.
Gnani pasj nie czuli okrutnego zmczenia ani blu
poranionych ng. Kolumna wyduaa si stale,
w osiedlach i po drodze przyczali si do niej coraz
to nowi towarzysze. Kiedy przekroczyli kana i zna-
leli si przed Victoire, byo ich dwa tysice. Mi-
na ju jednak i trzecia i w kopalni nie zastali ni-
kogo. Zawiedzeni, wybuchnli bezpodnymi pogr-
kami, nadchodzcych robotnikw ze zmiany pod-
sadzkowej przyjli gradem cegie i rozsypali si po
opustoszaej kopalni, ktra teraz do nich naleaa.
Nie mogc dosign kolegw, ktrzy zamali dane
sowo, rzucili si na martwe przedmioty. Pk w nich
jaki wrzd urazy, wrzd peen jadu, ktry wzbie-
ra powoli. Dugie lata godu mczyy ich pragnie-
niem mordu i zniszcze.

Za ktr z szop Stefan zobaczy dwch robotni-
kw, ktrzy adowali wgiel na wz.

 Wynocie si std!  krzykn, -r Ani jeden
kawaek wgla nie wyjedzie z kopalni!

Na jego wezwanie nadbiego kilkudziesiciu straj-




kujcych; adowacze ledwo zdyli si oddali. M-
czyni wyprzgli konie, ktre ucieky sposzone, wy-
sypali wgiel i poamali dyszel. Levaque rzuci si
z siekier na drewniane kozy kolejki. Opieray si
i wwczas przyszo mu na myl, aby pozrywa szyny.
Wkrtce wszyscy zabrali si do dziea. Maheu uzbro-
jony w elazny drg, ktrym posugiwa si jak
dwigni, podwaa podkadki szynowe. Stara Brule
pocigna kobiety do lampowni; puszczone w ruch
kije pokryy podog szkliwem lamp. Maheudka, roz-
juszona, rozbijaa lampy rwnie zajadle jak Le-
waczka. Wszystkie ubrudziy si oliw; Mouquette
wycieraa rce o spdnic miejc si, e jest taka
brudna. Rozbawiony Janek wyla jej za konierz za-
warto jednej lampy.

Ale zemsta nie nasycia prnych odkw, kt-
re coraz goniej domagay si jedzenia. Okrzyk:

,,Chleba! Chleba! Chleba!", growa nad wszystkim.

W Victoire jeden z byych sztygarw prowadzi
kantyn. Widocznie zlk si strajkujcych, gdy
budka bya zamknita. Kiedy kobiety wyszy z lam-
powni, a mczyni uporali si z szynami, rzucono
si na kantyn; okiennice ustpiy natychmiast. Za-
miast chleba znaleziono tam tylko dwa kawaki su-
rowego misa i worek ziemniakw, lecz pldrujc
natrafiono na pidziesit flaszek jaowcwki, ktra
znika w jednej chwili jak kropla wody wchonita
przez piasek.

Stefan napeni prn ju manierk. Z wolna po-
czo go ogarnia pijackie podniecenie. Oczy zaszy
mu krwi, spomidzy pobladych warg drapienie
byskay zby. Nagle zauway, e Chaval skorzy-
sta z zamieszania i umkn. Zakl gono, mczy-
ni zabrali si do poszukiwa. Zbiega znaleziono za
stosem kopalniakw, gdzie ukry si z Katarzyn.

 Ach, ty ajdaku!  krzykn Stefan.  Boisz
si narazi swoim chlebodawcom? A kto da w le-
sie, eby zastrajkowali maszynici i stany pompy?
Poczekaj, zaraz wrcimy do Gaston-Marie i ty sam

zniszczysz pompy! Tak; tak, chc, eby sam je zni-
szczy!

Pijany, popycha ludzi do niszczenia pomp, ktre

niedawno uratowa.

 Do Gaston-Marie! Do Gaston-Marie!
Przyklanito mu i ruszono w drog. Chaval,
chwycony za ramiona, popychany gwatownie, nie
przesta domaga si, aby pozwolono mu si usu-
n.

 Uciekaj!  krzykn Maheu widzc, e Kata-
rzyna biegnie za kochankiem.

Tym razem nie cofna si nawet, podniosa na
ojca pomienne spojrzenie i biega dalej.

I znw tum wypyn na nag rwnin przemie-
rzajc j teraz w odwrotnym kierunku. Bya godzi-
na czwarta; w chylcym si nad horyzontem socu
kady si na zamarznitej ziemi dugie cienie ludzi
wymachujcych z furi rkami.

Wyminli Montsou i skierowali si ku Joiselle.
eby nie nakada drogi i omin Fourche-aux-
-Boeufs przebiegli tu pod murem Piolaine. Pastwo
Gregoire udali si wanie niedawno z wizyt do no-
tariusza, a pniej mieli pj na kolacj do pastwa
Hennebeau i zabra od nich Cecylk. Caa posia-
do  pusta aleja lipowa, ogoocony przez zim
sad i ogrd warzywny  zdawaa si pogrona we
nie. W domu panowaa kompletna cisza, zamknite
okna zmatowiay od pary, wszystko tchno tu po-
godnym dobrobytem, nasuwao myl o patriarchal-
nych obyczajach, wygodnych kach, dobrym stole,
o caym tym rozsdnym szczciu, w jakim upy-
wao ycie wacicieli.

Nie zatrzymujc si, strajkujcy rzucali ponure
spojrzenia na elazn krat bramy i mur zjeony
kawakami szka. Znw wybuchny okrzyki:

 Chleba! Chleba! Chleba!

Odpowiedziao im tylko zajade szczekanie psw,
dwch wielkich powych dogw, ktre poderway
si i rzuciy z otwartymi paszczami. Za spuszczony-




mi aluzjami stay kucharka Melania i pokojwka
Honorka, zwabione zgiekiem; poblade, spocone ze
strachu, przyglday si biegncemu tumowi. Usy-
szawszy brzk stuczonej szyby pady na kolana
w oczekiwaniu mierci. Kamie rzuci Janek; sfa-
brykowa proc i przesa Gregoire'om drwice po-
zdrowienie. Za chwil d z powrotem w trbk,
a z oddali dolatywa coraz to cichszy okrzyk:

 Chleba! Chleba! Chleba!

Kiedy przybyli do Gaston-Marie, byo ich przeszo
dwa tysice piset. Wtargnli jak wezbrana rzeka,
amic i burzc wszystko. Godzin przedtem prze-
jedali tdy andarmi, ale wprowadzeni w bd
przez wieniakw oddalili si w popiechu w stron
Saint-Thomas, zapominajc nawet zostawi paru lu-
dzi na posterunku dla ochrony kopalni. W niespena
kwadrans paleniska zostay rozebrane, koty opr-
nione, budynki zdewastowane. Ale najwiksz za-
jado wzbudzaa pompa. Strajkujcym nie do
byo, e stana wraz z ostatnim tchnieniem ucho-
dzcej pary, rzucili si na ni jak na ywego czo-
wieka, ktremu chcieli odebra ycie.

 Ty masz uderzy pierwszy!  powtarza Ste-
fan wkadajc Chavalowi mot do rki.  Prdzej!
Przysigae razem z innymi czy nie?

Chaval cofa si drcy; w oglnym zamieszaniu
mot upad na ziemi. Inni, nie czekajc, rzucili si
na pomp i walili w ni elaznymi drgami, cega-
mi, wszystkim, co tylko wpado im pod rk. Nie-
ktrzy bili w ni zwykymi kijami. Nakrtki odpa-
day, metalowe czci rozluniay si jak wyrywane
si ywe czonki. Straszliwy cios rzuconego z pew-
nej odlegoci oskarda przebi eliwny cylinder i wo-
da wycieka z bulgotem podobnym do czkawki umie-
rajcego.

By to ju koniec; rozszalay tum wybieg na plac
toczc si obok Stefana, ktry nie odstpowa Cha-
vala.

 mier zdrajcy! Do szybu go! Do szybu!

" Chaval miertelnie blady jka co, z uporem idio-
ty powracajc do tego, e musi si obmy.

 Obmy si musisz? Ano. to poczekaj  po-
wiedziaa Lewaczka.  O, tu masz cebrzyk.
. Obok bya kaua pokryta grub warstw lodu.
Chavala popchnito w tamt stron, przeamano ld
i zmuszono nieszcznika, aby zanurzy gow w wo-
dzie tak zimnej.

 Gbiej  powtarzaa stara Brule.  Jak nie
zanurzysz porzdnie, to my ci zanurzymy... A te-
raz napij si troch, jak to bydl, z pyskiem w ko-
rycie!

Musia pi na czworakach. Wszyscy mieli si
okrutnie. Ktra z kobiet pocigna go za uszy,
inna nabraa w do gar wieego ajna koskie-
go z drogi i rzdcia mu w twarz. Nieprzytomny,
w wenianej koszulce podartej na strzpy, szamota
si, wyrywa, aby uciec.

Maheu popchr a go, Maheudka zncaa si zaja-
dle  oboje dawali w ten sposb upust zadawnionej
urazie. Nawet Mouquette, zazwyczaj yczliwa dla
swych byych kochankw, na tego napadaa z pa-
sj i namawiaa, aby zdj mu spodnie i sprawdzi,
czy naprawd jest mczyzn.

Stefan kaza jej zamilkn.

 Dosy ju tego! Po co mamy zaatwia to wszy-
scy razem... Najlepiej bdzie, jak porachujemy si
midzy sob, ty i ja, co?

Pici zaciskay mu si kurczowo, oczy pony -
dz mordu, pijany  akn krwi.

 Gotowy jeste? Jeden z nas musi zgin... Daj-
cie mu n! Ja mam swj.

Katarzyna spogldaa na niego, wyczerpana, prze-
raona. Przypomniaa sobie, jak jej si zwierza, e
pijany  ju po trzeciem kieliszku  ma ochot
mordowa, taki smutny spadek zostawili mu po sobie
rodzice-pijacy. Poderwaa si nagle i spoliczkowaa
go obiema rkami, krzyczc mu prosto w twarz go-
sem zdawionym oburzeniem:

 Pody! Pody! Pody! Wic nie do ci jeszcze

tych okropnoci! Chcesz go mordowa teraz, kiedy
nie moe si ju utrzyma na nogach?  Zwrcia
si w stron ojca i matki, zwrcia si w stron ca-
ego tumu:  Jestecie podli! Podli!... Wic zabijcie
mnie razem z nim. Rzuc si na kadego, kto omieli
si go dotkn. Och, podli!

Zasonia sob Chavala, bronia go zapominajc
o razach, o ndzy, oywiona t jedn myl, e do
niego naley, wic nie moe pozwoli, aby si tak
nad nim zncali, bo to haba dla niej.

Spoliczkowany przez dziewczyn Stefan zblad
i o mao nie rzuci si na ni. Po chwili jednak,
otarszy twarz gestem czowieka, ktry wraca do
przytomnoci, powiedzia do Chavala pord gbo-
kiej ciszy:

 Ona ma racj, wystarczy ci tego. Wyno si!
Chaval uciek natychmiast, a Katarzyna pobiega
za nim.                                            ,

Tum, wstrznity, patrzy, jak znikaj za zakr-
tem drogi.

 Nie trzeba go byo puszcza  mrukna Ma-
heudka  bo znw zrobi jakie drastwo.

Ludzie ruszyli w drog. Dochodzia pita; soce,
jak pochodnia zawieszona nad horyzontem, roznie-
cao poar na caej rwninie. Jaki wdrowny prze-
kupie ostrzeg ich, e od strony Crevecoeur nad-
jedaj dragoni. Zawrcili wic i kto krzykn,
a inni podjli ten okrzyk:

 Do Montsou! Do dyrekcji'... Chleba! Chleba!
Chleba!

v

Pan Hennebeau sta przez chwil przy oknie i pa-
trzy, jak oddala si powz wiozcy jego on na
niadanie do Marchiennes i Negrel towarzyszcy po-
jazdowi konno, a pniej wrci spokojnie do biur-
ka. Kiedy ani ona, ani siostrzeniec nie oywiali go

swoj obecnoci, dom wydawa si pusty. Stangret
odjecha razem z pani, Rzia, nowa pokojwka,
miaa wychodne do pitej; zosta tylko lokaj Hipolit,
w mikkich pantoflach przemierzajcy pokoje, i ku-
charka od rana zajta przygotowywaniem obiadu,
na ktry mieli przyjecha gocie. Pan Hennebeau
obiecywa sobie, e skorzysta z ciszy i popracuje do
wieczora.

Okoo dziewitej, wbrew zakazowi wpuszczania
kogokolwiek, Hipolit zaanonsowa Dansaerta, ktry
przynis nowiny. Dyrektor dowiedzia si od niego
jedynie o zebraniu, ktre odbyo si poprzedniego
dnia w lesie; suchajc tej szczegowej relacji, Hen-
nebeau przypomnia sobie o romansie Dansaerta
z Pierronk. Co tydzie otrzymywa po kilka listw
anonimowych, ktre powiadamiay go o wybrykach
nadsztygara. Najwidoczniej m zwierzy si onie,
a ta kochankowi: donos pachnia kiem. Pan Hen-
nebeau skorzysta z okazji, aby da nadsztygarowi
do zrozumienia, e jego sprawki s mu znane, po-
przesta jednak na tym, e zaleci mu postpowa
ostronie, eby nie wywoywa skandalu. Zmieszany
tymi wymwkami Dansaert zaprzecza, bka sowa
przeprosin, ale naga czerwie oblewajca jego wielki
nos sama zdradzaa win. Szybko jednak zmieni
temat rozmowy, rad, e wyszed obronn rk, zwy-
kle bowiem dyrektor z nieubagan surowoci czo-
wieka nieskazitelnego pitnowa miostki swych pra-
cownikw z dziewcztami z kopalni. Mwili teraz
o strajku: to zebranie w lesie to tylko fanfaronada
krzykaczy, nie ma adnego powaniejszego niebez-
pieczestwa. Jedno w kadym razie jest pewne:

osiedla bd siedziay przez par dni cicho. Poranna
defilada dragonw niewtpliwie wzbudzia w nich
postrach i nakonia do szacunku dla wadz.

Zostawszy sam pan Hennebeau zastanowi si je-
dnak, czyby nie wysa depeszy do prefekta. Po-
wstrzymaa go od tego obawa, aby nie zdradzi w ten
sposb-niepotrzebnie wasnego niepokoju. Nie mg




sobie darowa, e zgodnie z wasnym nieopatrznym

przekonaniem opowiada wszystkim, a nawet napi-
sa do Zarzdu, i strajk nie potrwa z pewnoci
duej ni dwa tygodnie. A oto, ku jego wielkiemu
zdziwieniu, cign si ju prawie od dwch mie-
sicy; doprowadzao go to do rozpaczy. Z kadym
dniem czu si coraz bardziej umniejszony, skom-
promitowany, zmuszony do jakich nadzwyczajnych
pocigni, aby odzyska aski czonkw Zarzdu.
Wanie zwrci si teraz do nich z zapytaniem, jak
ma postpi w wypadku ewentualnych zamieszek.
Odpowied nie nadchodzia, spodziewa si, e przy-
niesie mu j popoudniowa poczta. Mwi sobie, e
zdy jeszcze wwczas wysa depesz z daniem
obsadzenia kopal wojskiem, jeeli panowie z Za-
rzdu uznaj to za konieczne. On osobicie uwaa,
e przyniosoby to niechybnie otwart walk, krew
i ofiary w ludziach. Mimo wrodzonej energii wzdry-
ga si na myl o odpowiedzialnoci, jaka by na
spada.

A do jedenastej pracowa spokojnie. W zamar-
ym domu rozlega si tylko skrzyp szczotki, ktr
Hipolit froterowa podog w ktrym z pokoi na
pierwszym pitrze. Pniej przyszy jedna po dru-
giej dwie depesze: pierwsza przynosia wiadomo
o zajciu Jean-Bart przez ludzi z Montsou, druga za-
wieraa szczegy, donosia o przeciciu lin, zburze-
niu palenisk, zgaszeniu ogni, o spustoszeniu, jakiego
dokonano. Nie mg zrozumie, co si stao. Dla-
czego strajkujcy wybrali si do Deneulina zamiast
zaatakowa ktr z kopal nalecych do Towa-
rzystwa? Zreszt, tym lepiej! Mog sobie zrujnowa
cae Vandame, to tylko przypieszy realizacj jego
planw. O dwunastej zjad niadanie, sam w obszer-
nej jadalni, obsugiwany w milczeniu przez suce-
go, ktrego krokw nie byo sycha. Zaspia go ta
samotno i przeja wewntrznym chodem. Wtem
wbieg jeden ze sztygarw i powiedzia mu, e straj-
kujcy maszeruj do Mirou. Prawie jednoczenie

otrzyma telegraficzn wiadomo, e Crevecoeur
i Madeleine te s zagroone. Wprawio go to w naj-
wysze pomieszanie. Listy z Parya mogy nadej
dopiero po drugiej; czy mia natychmiast depeszo-
wa po wojsko, czy te czeka na instrukcje Zarz-
du? Wrci do gabinetu i chcia rzuci okiem na
pismo do prefekta, ktre Negrel zredagowa poprze-
dniego dnia. Nie mg go jednak znale i przyszo
mu na myl, e mody czowiek zostawi je moe
w swoim pokoju, gdzie czsto pracowa noc. Od-
kadajc na razie decyzj co do wysania depeszy,
uda si ywo na gr, aby poszuka pisma.

Wszedszy do pokoju Negrela zauway ze dzi-
wieniem, e nie jest posprztany; widocznie Hipolit
zapomnia o tym albo te nie chciao mu si dopro-
wadzi go do porzdku. Powietrze tu byo nagrzane
i wilgotne, przesycone nocnymi wyziewami i ciepem
bijcym od kaloryfera. Odurzya go jaka przejmu-
jca wo, sdzi, e to pachnie tak woda, ktra po-
zostaa w miednicy po porannej toalecie. W pokoju
panowa niead: porozrzucane czci garderoby, wil-
gotne rczniki zwisajce z porczy krzese, ko od-
kryte z przecieradem zwieszajcym si a na dy-
wan. W pierwszej chwili rzuci zreszt na to wszyst-
ko tylko przelotne spojrzenie, skierowa si w stron
stou pokrytego papierami i zacz szuka zagubio-
nego pisma. Dwukrotnie bra do rki jeden papier
po drugim; nie, tutaj te go nie byo. Gdzie ten
roztrzepaniec Pawe mg je wsadzi?

Rozgldajc si po pokoju dostrzeg na ku co
poyskliwego. Zbliy si machinalnie i wycign
rk; by to may zoty flakonik. Pozna natychmiast
flakonik ony, jej nieodczny flakonik z eterem.
W pierwszej chwili nie mg zrozumie, skd wzi
si w ku Pawa? Nagle zblad strasznie. Jego ona
spdzia tutaj noc.

 Przepraszam  szepn przez drzwi Hipolit 
widziaem, e pan dyrektor idzie na gr, wic... 
Sucy wszed, niead panujcy w pokoju zmiesza

go.  Daj sowo, pokj nie posprztany! Rzia
posza sobie i wszystko zostawia na mojej go-
wie.

Pan Hennebeau ukry flakonik w doni i ciska
go kurczowo.

 Czego chcesz?

 Panie dyrektorze, przyszed czowiek z Creve-
coeur! Ma list.

 Dobrze, powiedz mu, eby poczeka.
A wic jego ona spdzia tu noc! Zasun zasuw-
k u drzwi, rozwar rk i spojrza na flakonik,
ktry pozostawi czerwony lad na jego doni. Nagle
zrozumia  ta ohyda cigna si ju od miesicy.
Przypomnia sobie dawne podejrzenia, szelesty pod
drzwiami, stpanie bosych stp noc pord ciszy.
Tak, to jego ona chodzia na gr do Negreln.

Osun si na krzeso naprzeciw ka i przyglda
mu si uparcie. Z tego bezwadu, ktry trwa du-
gie minuty, wyrwa go haas. Kto puka do drzwi
i usiowa je otworzy. Hennebeau pozna gos su-
cego.

 Panie dyrektorze!... Ach, pan dyrektor zamkn

Si...

 C tam znowu?

 Zdaje si, e sprawa jest naglca. Robotnicy
niszcz wszystko. Znowu przyszo dwch ludzi z wia-
domociami. Nadeszy te depesze.

 Daj mi spokj! Zejd za chwil!

Cierpn na myl, e Hipolit mg by znale
flakonik, gdyby sprzta tego ranka pokj. Zresz-
t sucy i tak musia wiedzie o wszystkim, na
pewno nieraz zastawa ko gorce jeszcze od uci-
skw, wosy pani na poduszce, ohydne lady na
pocieli. Jeeli teraz zawzi si, eby mu przesz-
kadza, to przez zoliwo. Moe zabawia si pod-
suchiwaniem pod drzwiami, delektujc si wybry-
kami swoich pastwa.

Pan Hennebeau znieruchomia i nie odrywa wzro-
ku od ka. Przed oczyma przesuna mu si caa

jego przeszo pena cierpienia: maestwo z t
kobiet, duchowe i fizyczne nieporozumienie, ktre
zarysowao si midzy nimi zaraz po lubie, kochan-
kowie ony, o ktrych nic nie wiedzia, i ten, ktrego
tolerowa przez dziesi lat, tak jak tolerujemy ja-
kie ohydne przyzwyczajenie osoby chorej. Pniej
przyjazd do Montsou, szalona nadzieja, e wszystko
da si jeszcze naprawi, miesice bezwadu, sen-
nego wygnania, zblianie si staroci, ktra miaa
mu j zwrci. Jeszcze pniej przyjazd siostrze-
ca, tego Pawa, ktremu staa si matk i opowiada-
a o swym sercu umarym, pogrzebanym w popio-
ach na zawsze. A on, m zalepiony, nie domy-
la si niczego, ubstwia t kobiet, ktr posia-
dali inni, a ktrej jemu nie danym byo posi.
Ubstwia j  cho sam wstydzi si tej nami-
tnoci  do tego stopnia, e gotw by pa przed
ni na kolana, gdyby zechciaa darowa mu chocia
resztki po innych. Ale tymi resztkami obdarowaa
smarkacza.

Pan Hennebeau wzdrygn si syszc daleki od-
gos dzwonka. Pozna go: tak dzwoni listonosz. Pod-
nis si i wybuchn stekiem grubiastw, ktre ci-
sny mu si na usta wbrew jego woli:

 Gwid na ich depesze! Gwid na ich listy!
Ogarna go wcieko, pragnienie odtrcenia od
siebie tych wszystkich brudw, ktre nadaway si
do kloaki. Ta kobieta bya zwyk nierzdnic; szu-
ka sw jak najbardziej brutalnych, aby j nimi
spoliczkowa. Myl o tym, z jak spokojnym umie-
chem przyjmowaa plany maestwa Ceeylki z Pa-
wem, doprowadzia go do ostatecznej rozpaczy. Wic
na dnie -tej wiecznie ywej zmysowoci nie krya
si ju nawet ani namitno, ani zazdro? Wic
bya to ju tylko perwersyjna zabawa, przyzwycza-
jenie do mczyzny, rozrywka, ktrej nie potrafia
si wyrzec, tak jak ulubionego deseru? Na ni zrzu-
ca ca win i usprawiedliwia niemal modzie-
niaszka, ktry dosta si w jej apczywe rce jak

niedojrzay owoc skradziony po drodze. Kogo wybie-
rze sobie, na kogo trafi, gdy zabraknie jej usu-
nych siostrzecw, do praktycznych, aby przyj-
mowa od wuja jednoczenie st, ko i on?

Kto zapuka niemiao do drzwi i przez dziurk
dobieg gos Hipolita:

 Panie dyrektorze, poczta... Wrci te pan Dan-
saert i mwi, e si bij...

 Powiedziaem ju raz, e zejd za chwil!

Co mia teraz uczyni? Przepdzi ich oboje jak
nieczyste bestie, ktrych nie chce mie duej pod
swoim dachem? Wemie kij i kae im gdzie indziej
nie trucizn ich wystpnego stosunku. To ich wes-
tchnienia, ich oddechy zawisy ciko w nagrza-
nym powietrzu pokoju; przejmujcy zapach, ktry
go oszoomi, to wo pima, ktrym pachniao ciao
jego ony  jeszcze jedno z jej perwersyjnych upo-
doba, zmysowa potrzeba silnych woni. I tak oto
w pozostawionych w nieadzie naczyniach, w mie-
dnicy penej wody, w rozrzuconej pocieli, meblach,
w caym pokoju zatrutym wystpkiem odnajdywa
lady cudzostwa, ywe, ciepe, pachnce. Bezsilna
wcieko rzucia go na ko; bi w nie piciami
i ry domi miejsca, w ktrych odcisny si ciaa
kochankw, ogarnity pasj na odrzucone kodry
i zmite przecierada, bezwolnie poddajce si jego
razom, jakby i one rwnie zmczone byy caono-
cn orgi miosn.

Nagle wydao mu si, e syszy kroki Hipolita na
schodach. Podnis si zawstydzony. Otar czoo i po-
czeka, a serce uspokoi mu si troch. Spojrza
w lustro i nie pozna wasnej twarzy, tak bya
zmieniona. Nastpnie, kiedy dostrzeg, e  naj-
wikszym wysikiem woli  zdoa przywrci jej
normalny wyraz, zeszed na d.

Czekao na niego piciu posacw, nie liczc Dan-
saerta. Wszyscy przynosili coraz bardziej niepoko-
jce wieci o marszu strajkujcych od kopalni do
kopalni. Nadsztygar opowiedzia mu szczegowo

o zajciach w Mirou, ktre ocalao jedynie dziki bo-
haterskiej postawie ojca Quandieu. -Pan Hennebeau
sucha, kiwa gow, ale nic nie sysza; mylami
pozosta w pokoju na pitrze. Wreszcie odprawi
przybyych, powiedzia im, e powemie odpowie-
dnie kroki. Kiedy zosta sam, usiad przy biurku,
ukry twarz w doniach i zamkn oczy. Przed sob
mia nadesza poczt i wreszcie zdecydowa si po-
szuka listu, na ktry czeka, odpowiedzi od Za-
rzdu; w pierwszej chwili sowa zaczy taczy mu
przed oczyma. Ostatecznie dotaro do jego wiado-
moci, e ci panowie pragn zamieszek; oczywicie
nie dawali mu tego jasno do zrozumienia, ale mo-
na byo wyczu, e ich zdaniem rozruchy przypie-
szyyby koniec strajku umoliwiajc zastosowanie
represji. Nie wahajc si ju duej Hennebeau ro-
zesa depesze na wszystkie strony: do prefekta w Lil-
ie, do dowdcy korpusu w Douai, do andarmerii
w Marchiennes. Dozna ulgi  mg zamkn si
teraz u siebie, kaza nawet powiedzie, e dokucza
mu reumatyzm. Cae popoudnie spdzi w gabine-
cie, nie wpuszczajc nikogo, poprzestajc jedynie
na odczytywaniu napywajcych bez przerwy depesz
i listw. Dziki nim mg ledzi z oddali marsz
strajkujcych z Madeleine do Crevecoeur, z Creve-
coeur do Victoire, z Victoire do Gaston-Marie. Do-
wiadywa si rwnie o dezorientacji andarmw
i dragonw, ktrzy stale znajdowali si w przeciwnej
stronie ni atakujcy. Mogli sobie wszystko niszczy
i rn si nawzajem, on ukry z powrotem twarz
w doniach i zagbi si w milczeniu opustoszaego
domu, przerywanym od czasu do czasu jedynie od-
gosem przestawiania garnkw przez kuchark szy-
kujc wieczorne przyjcie.

Dochodzia pita i zmrok wypenia ju pokj, gdy
pan Hennebeau poderwa si nagle syszc jaki
haas. Pomyla, e to wraca tamtych dwoje. Ale
haas wzrasta, a w chwili gdy dyrektor zblia si
do okna, rozleg si straszliwy okrzyk:




 Chleba! Chleba! Chleba!

Byli to strajkujcy, ktrzy brali w swe posia-
danie Montsou, gdy tymczasem andarmi w przeko-
naniu, e atakuj oni le Voreux, pdzili w tamt
stron, by obsadzi kopalni.

W odlegoci dwu kilometrw od pierwszych do-
mw Montsou, niedaleko od miejsca, w ktrym szosa
krzyuje si z drog do Vandame, pani Hennebeau
i jej towarzyszki miay mono przyjrze si straj-
kujcym. Dzie w Marchiennes upyn im bar-
dzo przyjemnie. Po niadaniu zwiedzono warsztaty
i poblisk hut szka. Wracali w przejrzystym zmro-
ku pogodnego zimowego dnia. Dostrzegszy opodal
drogi niedu ferm Cecylka zaproponowaa kapry-
nie, aby napi si po filiance mleka. Panie wysiady
z powozu, Negrel szarmancko zeskoczy z konia.
Wieniaczka zmieszana przybyciem tak eleganckich
pastwa chciaa nakry st obrusem, lecz ucja
i Janka pragny zobaczy, jak doi si krowy, i cae
towarzystwo z filiankami w rkach udao si(; do
obory, ze miechem grzznc w mikkie,) podcice.
, Pani Hennebeau z wyrazem macierzyskiej poba-
liwoci pia brzekiem warg, gdy nagle zaniepokoi
j jaki dziwny haas dobiegajcy z zewntrz.

 Co to takiego?

Obora zbudowana przy samej drodze miaa szero-
kie wrota, gdy suya jednoczenie jako stodoa.
Panienki wy-dny gowy i zdziwiy si widzc, jak
od strony Vandame nadpywa jaka czarna fala, tum
wznoszcy gniewne okrzyki.

 Psiako!  mrukn Negrel, ktry rwnie wy-
szed.  Czyby nasi krzykacze rozzocili si na do-
bre?

 To pewnie znowu grnicy  powiedziaa wie-
niaczka.  Ju drugi raz tdy id. Widocznie co si
zego ch.iejc, opanowali ca okolic.

Wymawiaa kade sowo z rozwag i badaa, jakie
/wraenie wywrze ono na gociach. Widzc ich prze-
raenie, dodaa szybko:

 Och, ajdaki! Och, ajdaki!

Negrel widzc, e za pno jest wsi z powrotem
do powozu i umkn do Montsou, kaza wonicy
szybko wjecha na podwrze i ukry powz za szop.
Uwiza za ni swego konia, ktrego dot;' i trzyma
za uzd jaki chopiec. Wrciwszy Negrei nasta cio-
tk i panny przeraone, gotowe i za wieniaczk,
ktra zaproponowaa, e schroni je u siebie. Ale mo-
dy czowiek by zdania, e w stodole jest bezpiecz-
niej, na pewno nikt nie bdzie ich tu szuka w sianie.
Wrota nie domykay si co prawda, a przez szpary
w sprchniaych deskach wida 'fyo drog.

 Odwagi!  rzek Negrel.  Drogo sprzedamy
nasze ycie.

art ten zwikszy, jeszcze przeraenie kobiet.
Wrzawa przybieraa na sile, pusi jeszcze drog zda-
way si d gwatowne podmuchy wiatru zwiastu-
jce burz.

 Nie, nie, nie chc na to patrzy!  powiedziaa
Cecylka; odesza i wtulia si w siano.

Pani Hennebeau, bardzo blada, ogarnita gniewem
na tych ludzi, ktrzy psuli jej rozrywk, trzymaa
si nieco w tyle i z ukosa spogldaa na wrota sto-
doy z wyrazem wstrtu. ucja i Janka, drce co
prawda z lku, nie odstpoway jednak od drzwi
i wyglday przez szpary, aby nie straci nic z wi-
dowiska.

Hurkot grzmotu przyblia si, ziemia zadraa;

pierwszy bieg Janek dmc w trbk.

 Czy ma pani sole? Bo zapach naszego ludu... 
szepn Negrel, ktry mimo swych republikaskich
przekona lubi artowa z hooty bdc w towa-
rzystwie pa.

Ale jego dowcip znikn w huraganie krzykw
i gestw. Ukazay si kobiety, okoo tysica kobiet
z rozwianymi wosami, w achmanach, przez ktre
przeglday nagie ksztaty samic wyniszczonych po-
dzeniem godomorw. Niektre trzymay na rkach
dzieci, podnosiy je w gr, potrzsay nimi jak sztan-




darem aoby i zemsty. Inne, modsze, o nabrzmiaych
piersiach, wymachiway wojowniczo kijami, a ohyd-
ne staruchy krzyczay tak gono, e wydawao si,
i yy na ich wychudych szyjach pkn za chwil.
Nastpnie pojawili si mczyni, dwa tysice sza-
lecw; pomocnicy, rbacze, mechanicy, tum tak
zwarty i jednolity, e nie odrniao si ani wyblak-
ych spodni, ani podartych wenianych koszulek sto-
pionych w jedn bezbarwn cao. Oczy im pony,
wida byo tylko czarne otwory ust piewajcych
Marsyliank, ktrej strofy giny w niesamowitym
ryku, przy wtrze dudnienia sabotw po stwardnia-
ej ziemi. Ponad gowami pord elaznych drgw
migna siekiera wzniesiona do gry: ta jedyna sie-
kiera bdca jakby sztandarem caej bandy, przypo-
minaa na jasnym tle nieba ostry profil noa gilo-
tyny.         .

 Co za straszne twarze!  wyjkaa pani Hen-
nebeau.

 Niech mnie diabli wezm, jeeli poznaj chocia
jednego z nich!  sykn Negrel przez zby.  Co
to za banda? Skd si oni wzili?

I rzeczywicie, wcieko, gd, dwa miesice cier-
pie, szalecza gonitwa od jednej kopalni do drugiej
wyduyy na ksztat paszczy dzikich zwierzt spo-
kojne twarze grnikw z Montsou.

Soce zachodzio; ostatnie jego promienie ciem-
nym szkaratem zalay rwnin. Droga spyna
krwi, a ludzie zdawali si obryzgani ni jak rze-
nicy w jatkach.

 Och! To wspaniae!  powiedziay pgosem
ucja i Janka, natury artystyczne, do ktrych ten
grony widok przemwi swoim piknem.

Ale i je te ogarno przeraenie, cofny si
w stron pani Hennebeau opartej o b. Myl, e
wystarczyoby jedno czyje spojrzenie rzucone po-
midzy deski tych nie domknitych wrt, aby wyda
je na pastw tumu, cinaa im krew w yach. Na-
wet Negrel, tak odwany zazwyczaj, czu, e blednie,

58

przejty lkiem silniejszym od jego woli, lkiem,
jakim tchnie nieznane. Zagrzebana w sianie Cecylka
nie poruszya si. Pozostali, mimo e najchtniej od-
wrciliby oczy, patrzyli na drog wbrew sobie sa-
mym.

Bya to szkaratna wizja rewolucji, ktra zmiecie
ich niechybnie w ktry z krwawych wieczorw
koczcego si wieku. Tak, pewnego wieczoru lud
zrzuciwszy jarzmo przemierza bdzie drogi ocieka-
jce krwi burujw, niosc ich gowy, siejc wok
zoto z rozbitych skrzy. Kobiety bd krzycze,
mczyni bd mieli paszcze wilkw otwarte, aby
ksa. Tak, to bd te same achmany, ten sam o-
skot sabotw, ta sama przeraajca ciba, brudna
i cuchnca, niepowstrzymany zalew barbarzycw,
ktrzy stratuj stary wiat. Zapon poary, miasta
obrc si w perzyn, ludzie zamieszkaj w lasach
jak dzicy; w przecigu jednej nocy ndzarze wymor-
duj kobiety i oprni piwnice bogatych. Nie pozo-
stanie ani grosz z dawnych fortun, nie ostoi si aden
tytu, wszystko zniknie a do chwili, kiedy wyronie
nowa jaka ziemia. Tak, to wanie dziao si teraz
na drodze, straszliwy wicher rozptanych ywiow
bi prosto w nich.

Rozleg si krzyk, ktry Zaguszy Marsyliank:

 Chleba! Chleba! Chleba!

ucja i Janka tuliy si do pani Hennebeau, bli-
skiej omdlenia, a Negrel wysun si przed nie, jakby
chcia osoni je swym ciaem.

Czy tego wieczoru miao rozpa si dawne spo-
eczestwo?

To, co ujrzeli w tej chwili, dopenio miary ich
osupienia. Banda znikaa ju, wlekli si jeszcze tylko
maruderzy, gdy wtem pojawia si Mouquette. Za-
trzymywaa si, wypatrywaa burujw w ich ogro-
dach, w oknach domw i gdy dostrzegaa jakiego,
nie mogc naplu mu w twarz, czynia to, co wedug
niej byo najwysz oznak pogardy. I -teraz te,
zobaczywszy zapewne ktrego z nich, podniosa

58

nagle spdnic, wypia poladki i w ostatnim bysku
soca ukaza si jej zad, olbrzymi, nagi, grony. Nie
byo w nim nic spronego, nic, co by wzbudzao
miech.

Wszystko znikno; wijc si drog midzy niski-
mi domami pomalowanymi jaskrawo fala potoczya
si ku Montsou. Powz wyprowadzono na drog, ale
furman nie podejmowa si dowie pani i panienek
do domu bez szwanku, o ile strajkujcy s jeszcze
na szosie, a co najgorsza, innego dojazdu nie byo.

 No, ale przecie musimy wraca, obiad czeka 
powiedziaa pani Hennebeau z pasj.  Ta hoota
akurat wybraa sobie dzie, kiedy mam goci. I bd
tu dobry dla takich ludzi!

Janka i ucja wycigny z siana Cecylk. Wyry-
waa si przekonana, e te dzikusy wci jeszcze
biegn drog, i powtarzaa, e nie chce nic widzie.
Wreszcie wszystkie zajy miejsca w powozie. Negre-
Iowi, ktry z powrotem dosiad konia, przyszo na-
gle na myl, e mog wrci do domu uliczk od
strony Requillart.

 Jedcie powoli  rzek do furmana  bo dro-
ga jest fatalna. Gdybycie zobaczyli na szosie ludzi,
to zatrzymajcie powz za star kopalni, my dojdzie-
my do domu pieszo od strony ogrodu, a wy zostawi-
cie konie i powz w pierwszej lepszej obery.

Ruszyli. Tum, w oddali, napywa do Montsou.
Mieszkacw, ktrzy dwukrotnie tego dnia widzieli
andarmw i dragonw, ogarna panika. Kryy
straszliwe pogoski, opowiadano o rcznie pisanych
plakatach, ktre wieciy mier burujom; nikt ich
nie czyta, ale to nie przeszkadzao, e cytowano
z nich cae ustpy. Zwaszcza u notariusza przerae-
nie doszo do szczytu, gdy otrzyma poczt list ano-
nimowy, w ktrym uprzedzano go, e w jego piwnicy
zakopana jest baryka z prochem i e jeli nie opo-
wie si po stronie ludu, dom jego wyleci w powie-
trze.

Pastwo Gregoire, ktrzy zatrzymali si na, wizy-


cie troch duej z powodu nadejcia tego listu, dy-
skutowali nad nim akurat, wysuwajc przypuszcze-
nie, e jest on dzieem jakiego artownisia, gdy
wtargnicie strajkujcych do reszty przerazio do-
mownikw. Gregoire'owie umiechali si. Odsuwajc
brzeek firanki wygldali przez okno; nie dopusz-
czali do siebie myli o niebezpieczestwie, pewni, jak
mwili, e wszystko skoczy si ugodowo. Wybia
pita; czekali, a chodniki oprni si, aby uda si
naprzeciwko do pastwa Hennebeau na obiad. Cecyl-
ka na pewno ju wrcia i czeka. Ale z Montsou nikt
nie zdawa si podziela ich nadziei; ludzie biegali
przeraeni, drzwi i okna zamykay si gwatownie.
Po drugiej stronie szosy zobaczyli Maigrata: elazny-
mi sztabami barykadowa sklep, tak blady przy tym
i drcy, e jego wta i drobna ona musiaa mu
pomaga.

Tum zatrzyma si przed paacykiem dyrektora,
rozleg si okrzyk:

 Chleba! Chleba! Chleba!
Pan Hennebeau sta przy oknie, kiedy Hipolit
wszed do pokoju pozamyka okiennice, z obawy,
aby nie potuczono kamieniami szyb. Najpierw po-
zamyka wszystkie na parterze, pniej przeszed na
pierwsze pitro; dobieg skrzyp antab i oskot zasu-
wanych aluzji. Niestety, nie mona byo zasoni
okna kuchennego w suterenie, niepokojcego okna,
w ktrym migota ogie.

Chcc widzie, co si dzieje na ulicy, pan Henne-
beau przeszed machinalnie na drugie pitro do po-
koju Pawa: mona std byo ogarn wzrokiem szo-
s a do warsztatw Towarzystwa. Sta za aluzj,
grujc nad tumem. Lecz widok pokoju na nowo
nim zatarga  umywalnia wytarta i uporzdkowa-
na, ko chodne, zasane gadko. Jego gniew, wcie-
ke szamotanie si w gbokim milczeniu samotnoci,
przemieni si w bezmierne zmczenie. On sam by
teraz jak ten pokj, ostygy, uprztnity z porannych
nieczystoci, z powrotem peen zwykego adu. I po




c wywoywa skandal? Czy co si zmienio? Jego
ona miaa po prostu jednego kochanka wicej; fakt,
e wybraa go spord czonkw rodziny, niewiele
tu ju zmienia. A. moe nawet lepiej, e tak si
stao, bo atwiej jej bdzie uratowa pozory. Na
wspomnienie szaleczego wybuchu zazdroci ogarn-
a go lito nad samym sob. Jake by mieszny
tukc piciami w to ko! Tolerowa ju niegdy
innego kochanka, wic bdzie tolerowa i tego. Wy-
starczy wzbudzi w sobie troch wicej pogardy.
Straszliwa gorycz zalaa mu usta, wiadomo bez-
uytecznoci wszystkiego, niemiertelna bole ycia,
wstyd, e wci jeszcze kocha t kobiet i poda jej
mimo brudw, w jakich utkwia.

Okrzyki pod oknem wybuchny ze zdwojon si:

 Chleba! Chleba! Chleba!

 Gupcy! . sykn pan Hennebeau przez za-
cinite zby.

Sysza, jak l go, wymawiajc mu wysokie pobo-
ry, jak nazywaj go spasionym nierobem, parszyw
wini, ktra obera si dobrymi rzeczami, a cho-
ruje na niestrawno, podczas gdy robotnicy zdychaj
z godu. Kobiety dostrzegy kuchni; rozptao to
burz zorzecze przeciw baantowi, ktry si piek,
i sosom, ktrych treciwa wo przyprawiaa o skur-
cze ich puste odki. Och, ci przeklci buruje! Raz

by ich zatka truflami i szampanem, ale tak, eby
ich rozparo!

 Chleba! Chleba! Chleba!

 Gupcy! powtrzy pan Hennebeau.  Czy
ja jestem szczliwy?                   . .

Podnosi si w nim gniew na tych ludzi, ktrzy
niczego nie rozumieli. Chtnie zrzekby si na ich
korzy swoich wysokich poborw, byle tylko sta
si gruboskrnym tak jak oni i jak oni kocha atwo
i bez alw. Dlaczeg nie mg posadzi ich przy
swoim stole i pozwoli im naje si baantem, a sam
i szuka przygd z dziewcztami gdzie przy drodze
i bra je nie troszczc si o to, kto bra je przed

62

nim! Byby odda wszystko, swoje wyksztacenie,
swj dobrobyt, swj luksus, swoj wadz dyrektora,
aby mc cho przez jeden dzie by ostatnim z tych
ndzarzy, ktrzy go suchali, wolnym od drczcej
namitnoci, dostatecznie brutalnym, eby bi on
i romansowa z ssiadkami. Chtnie przymieraby
godem, cierpia skurcze i omdlewa z wyczerpania;

moe zaguszyoby to jego odwieczn bole. Ach,
y jak zwierz, nic nie posiada, ugania si po po-
lach z adowaczk jak najbrzydsz, jak najbrudniej-
sz i mc si tym zadowoli!

 Chleba! Chleba! Chleba!

Rozgniewa si i rzuci z wciekoci w rozgwar
tamtych gosw:

 Chleba! Czy to wystarczy, gupcy?
To prawda, on mia peny odek, ale czy mniej
przez to cierpia? Tragedia spustoszonego ogniska
domowego, smutek caego ycia podpyn mu do
garda i targa nim jak przedmiertna czkawka.
I c z tego, e mia dosy chleba? Jakim gupcem
trzeba by, aby myle, e szczcie ley w posiada-
niu bogactw! Ci naiwni marzyciele, rewolucjonici,
mog sobie zmie z powierzchni ziemi stare spoe-
czestwo i zbudowa nowe, ale nie dodadz ludz-
koci ani uta szczcia, nie zmniejsz w niczym jej
utrapie przez to, e kady otrzyma buk z masem.
Przeciwnie, rozszerz jeszcze krg cierpie, sprawi,
e nawet psy zanios si pewnego dnia wyciem roz-
paczy, wyrwane z beztroskiego zaspokajania swych
instynktw po to, eby dwiga jarzmo nienasyconej
mki wielkich namitnoci. Nie, jedynym dobrem
jest nie istnie, a jeli si ju istnieje, to by drze-
wem, kamieniem  mniej jeszcze: ziarnkiem piasku,
ktre nie moe spyn krwi pod stopami przechod-
niw.

Udrczonemu do ostatecznych granic zy stany
w oczach i stoczyy si piekcymi kroplami po po-
liczkach. Zmrok ogarn ju szos, gdy na fasad
paacyku posypay si kamienie. Nie czujc ju teraz

63

gniewu na tych zgodniaych ludzi, rozjtrzony tylko
dojmujcym blem wasnego serca, pan Hennebeau
jka pord ez:

 Gupcy! Gupcy!

Lecz okrzyk godu okaza si silniejszy, powia jak
burza, zmiataic wszystko.

 Chleba! Chleba! Chleba!

vi

Otrzewiony policzkiem Katarzyny Stefan pozosta

na czele towarzyszy. Lecz gdy zachrypym gosem
kierowa ich ku Montsou, sysza jednoczenie w so-
bie jaki inny gos, ktry dziwi si i pyta, po co to
wszystko? Nie chcia przecie wcale tego, co si dzia-
o. Jakime to sposobem, wyruszywszy do Jean-Bart
po to, by dziaa z chodnym rozmysem i zapobiec
nieszczciom, dopuszcza si. jednego za drugim,
szeregu gwatw i wreszcie u schyku dnia znalaz
si przed paacykiem dyrektora jako napastnik?

A jednak on to przecie krzykn niedawno:

Sta!" Co prawda chodzio mu wwczas przede
wszystkim o to, by ochroni warsztaty Towarzystwa,
ktrym grozia zagada. Teraz, gdy kamienie znaczyy
lady zadrani na fasadzie paacyku, bezskutecznie
szuka w myli jakiego innego obiektu, ku ktremu
mgby w penym poczuciu sprawiedliwoci skiero-
wa gniew towarzyszy, aby zapobiec wikszym jesz-
cze nieszczciom. Kiedy tak sta sam i bezsilny
porodku drogi, od strony szynku Tisona, ktrego
wacicielka zdya ju pozamyka okiennice, do-
bieg go jaki gos:

 Tak, to ja... Chod no tu na chwil.
By to Rasseneur. Okoo trzydziestu mczyzn i ko-
biet, prawie wszyscy z osiedla Dwiecie Czterdzieci,
ktrzy pozostali rano w domu, a wieczorem wyszli
zasign wiadomoci, schronio si do tego szynku
widzc zbliajcy si tum strajkujcych. Przy jed-
nym ze stow siedzia Zachariasz z on Filomen.

84

Nieco dalej Pierron i Pierronka odwracali si ple-
cami do drzwi i kryli twarze. Nikt nie pi.

Stefan pozna Rasseneura i chcia si oddali, gdy
ten dorzuci:

 Nie w smak ci jest mj widok, co?... A uprze-
dzaem ci, czym to wszystko pachnie. Domagajcie
si teraz chleba, domagajcie! Kulk Warn dadz,
a nie chleba.

Wwczas Stefan zawrci i powiedzia:

 Co mi jest nie w smak, to tchrze, ktrzy z za-
oonymi rkami przygldaj si, jak my naraamy
ycie.

 Wic zamierzasz dopuci do grabiey tam na-
przeciwko?  zapyta Rasseneur.

 Zamierzam zosta do koca z przyjacimi, na-
wet gdybymy mieli wszyscy zgin.

Stefan wmiesza si z powrotem w tum, zrozpa-
czony, gotw ponie mier. Na szosie troje dzieci
rzucao kamieniami w dom dyrektora. Wymierzy
im silnego kopniaka krzyczc  aby powstrzyma
w ten sposb towarzyszy  e nic im wszystkim
 tego nie przyjdzie, jak potuk szyby.

Bebert i Lidka, ktrzy dogonili Janka, uczyli si
teraz od niego posugiwa proc. Kade z nich wy-
puszczao po kolei kamienie robic zakady, komu
uda si wybi wiksz dziur. Lidka przez niezrcz-
no rozcia gow jednej z kobiet w tumie; obaj
chopcy trzymali si za boki ze miechu. Bonnemort
i Mouque siedzieli z tyu na awce i przygldali si
im. Opuche nogi Bonnemorta odmawiay mu posu-
szestwa i z wielkim trudem dowlk si tutaj, nikf
jednak nie wiedzia, co za ciekawo go popycha,
gdy jego ziemista twarz nie wyraaa nic, tak jak
we dnie, kiedy nie mona byo. wydoby z niego ani
sowa.

Nikt ju zreszt nie sucha Stefana. Mimo jego za-
kazw kamienie paday dalej jak grad. Zdumiony
i przeraony patrzy na tych ludzi, ktrych zwierz-
cy gniew on sam rozpta. Spokojni z natury, stawali




si straszliwi, gdy raz rozniecono w nich poog.
Pyna w nich stara krew flamandzka, cika i po-
wolna. Mijay miesice, nim si wzburzya, lecz
wwczas nie do im byo adnych potwornoci;

gusi na wszystko, musieli nasyci si okruciestwem.
Na poudniu tum zapala si szybciej, lecz mniej
przy tym dziaa. Stefan musia mocowa si z Leva-
kiem, aby wyrwa mu siekier, i nie wiedzia, jak
powstrzyma Maheuw, ktrzy obiema rkami ciskali
kamienie. Najbardziej przeraay go kobiety, Le-
waczka, Mouquette i inne, opanowane dz mordu,
z wyszczerzonymi zbami, wycignitymi pazurami,
ujadajce jak suki. Stara Brule, ktrej chuda posta
growaa nad nimi, podniecaa je jeszcze.

Nagle jednak zaprzestali wrzaskw; zaskoczenie
odnioso skutek, jakiego nie osigny bagania Ste-
fana: uspokoili si na chwil. Bo oto pojawili si
pastwo Gregoire, ktrzy zdecydowali si wyj od
notariusza i przej na drug stron ulicy do dy-
rektora. Wydawali si tak spokojni i tak pewni, e
ich poczciwi grnicy, ktrych rezygnacj ywili si
od przeszo wieku, teraz artuj tylko, i ci, zdziwie-
ni, rzeczywicie przestali ciska kamienie bojc si,
aby nie uderzy tego starszego pana i tej starszej
pani, spadych nagle z nieba. Pozwolili im wej do
ogrodu i na ganek, zadzwoni do zabarykadowanych
drzwi, ktrych nikt nie pieszy si otwiera. Poko-
jwka Rzia wracaa wanie do domu miejc si
do rozjuszonych robotnikw; znaa ich wszystkich,
gdy pochodzia z Montsou. I ona to wanie, bijc
pici w drzwi, zmusia wreszcie Hipolita, aby je
uchyli. By ju najwyszy czas; ledwo Gregoire'owie
zniknli, kamienie posypay si od nowa. Otrzsnw-
szy si ze zdumienia tum krzycza jeszcze goniej:

 mier burujom! Niech yje rewolucja socjal-
na!

W westybulu Rzia miaa si dalej, jakby rozba-
wiona t przygod, i powtarzaa . do przeraonego
sucego:

 Onr nie s li, ja ich znam.

Pan Gregoire starannie powiesi kapelusz. Nastp-
nie, pomgszy pani Gregoire zdj paszcz z grube-
go sukna, odezwa si:

 Niewtpliwie, w gruncie rzeczy oni nie s li.
Jak sobie pokrzycz, to pniej zjedz kolacj z wi-
kszym apetytem.

W tej chwili na schodach pokaza si pan Henne-
beau. Widzia ca scen i zjawi si powita goci,
chodny i uprzejmy jak zwykle. Tylko blado twarzy
mwia o kaniach, ktre wstrzsay nim niedawno.
Zwyciywszy w sobie mczyzn, by ju tylko nie-
nagannym urzdnikiem zdecydowanym wypeni swj
obowizek.

 Musz pastwa uprzedzi, e panie nie wrciy
jeszcze  rzek.

Po raz pierwszy Gregoire'owie odczuli niepokj.
Cecylka nie wrcia? To jake wrci, jeeli te arty
grnikw potrwaj duej?

 Mylaem o tym, aby rozpdzi tych ludzi 
dorzuci pan Hennebeau  ale niestety jestem tutaj
sam i nie wiedziabym zreszt nawet, dokd wysa
sucego, eby mi sprowadzi paru onierzy i ka-
prala, ktrzy by wymietli t hoot.

Rzia, ktra pozostaa w westybulu, omielia si
szepn:

 Och, oni nie s li, prosz pana.
Dyrektor potrzsn gow; tumult na dworze
wzrasta, kamienie uderzay gucho o fasad.

 Nie mam do nich pretensji, uwaam ich nawet
za wytumaczonych, s bardzo gupi i dlatego uwie-
rzyli, e zawzilimy si, aby ich gnbi. Ale to ja
odpowiadani za utrzymanie spokoju... I pomyle, e
podobno andarmi patroluj okolic, a ja nie widzia-
em od rana ani jednego!  Przerwa i usun si
przed pani Gregoire mwic:  Prosz, niech pani
bdzie askawa wej do salonu.

Lecz kucharka, ktra zjawia si nagle w westy-
bulu z min pen rozpaczy, zatrzymaa go na chwi-

l. Owiadczya, e nie przyjmuje odpowiedzialnoci
za obiad, gdy na czwart zamwia u pasztetnika
z Marchiennes paszteciki w kruchym ciecie i do tej
pory na nie czeka. Na pewno pasztetnik zawieruszy
si gdzie po drodze, zlkszy si tych bandytw.
A moe spldrowali mu wzek. Wyobraaa sobie ten
napad na paszteciki, ktre wypeniy nastpnie brzu-
chy trzech tysicy ndzarzy domagajcych si chle-
ba. W kadym razie woli uprzedzi pana dyrektora,
e prdzej wrzuci cay obiad pod blach, ni miaaby
go zepsu z powodu rewolucji.

 Troszk cierpliwoci  powiedzia pan Henne-
beau.  Nie ma nic straconego, pasztetnik moe je-
szcze nadej.

Zwrciwszy si w stron pani Gregoire, aby same-
mu otworzy jej drzwi do salonu, z wielkim zdzi-
wieniem ujrza na kanapce w westybulu jakiego
czowieka, ktrego do tej pory nie dostrzeg w mro-
ku.

 Ach, to wy, Maigrat? Co si stao?
Maigrat wsta; ukazaa si jego twarz nalana i bla-
da, zmieniona przez strach. W niczym nie przypo-
mina teraz dawnego, spokojnego tuciocha. Wyja-
ni pokornie, e wlizn si do domu pana dyrekto-
ra, aby prosi go o pomoc i opiek, w razie gdyby
ci zbje napadli na jego sklep.

 Widzicie chyba, e ja sam jestem w niebezpie-
czestwie i e nie mam nikogo  odpar pan Henne-
beau.  Lepiej bycie zrobili zostajc w sklepie
i pilnujc towaru.

 Och, zaoyem sztaby i zreszt zostawiem tam
on.                                             

Dyrektor zniecierpliwi si; nie ukrywa pogardy:

pikna mi stra to cherlane stworzenie wychude od
razw?

 Trudno, nie mog wam nic pomc, starajcie si
broni. I radz wam, wracajcie do siebie zaraz, bo
oni wci domagaj si chleba... Posuchajcie tylko.

Rzeczywicie^ Wzawa wzaaogla si jeszcze,, a Mai-

gratowi wydao si, e pord krzykw usysza swo-
je nazwisko. Wraca ju nie mg, rozszarpaliby go.
Z drugiej jednak strony myl o grocej ruinie do-
prowadzaa go do rozpaczy. Przyoy twarz do szyby
w drzwiach wejciowych i oblany potem, drcy,
wypatrywa swej klski. Pastwo Gregoire weszli
do salonu.

Pan Hennebeau z caym spokojem czyni honory
domu. Na prno jednak prosi goci, aby usiedli 
kady nowy krzyk dobiegajcy ze dworu napenia
lkiem zamknity, zabarykowany pokj, owietlony
dwiema lampami. Dlatego wanie, e dociera przy-
ciszony, gniew tumu wydawa si tu jeszcze bardziej
niepokojcy, peen grb niejasnych a straszliwych.
Rozmowa powracaa do tych niepojtych rozruchw.
Pan Hennebeau dziwi si, e niczego nie przewi-
dzia; wprowadzony w bd informacjami, jakich
mu dostarczono, oburza si przede wszystkim na
Rasseneura, o ktrego fatalnym wpywie doskonale,
jak mwi, wiedzia. Zreszt andarmi powinni si
zjawi lada chwila, to niemoliwe, eby go miano tak
zostawi. Co do pastwa Gregoire, to zaprztnici
byli wycznie myl o crce: ona taka skonna do
przestrachu, biedaczka! Moe zauwaywszy niebez-
pieczestwo panie wrciy jednak do Marchiennes?
Oczekiwanie trwao jeszcze przez kwadrans, tym
bardziej denerwujce, e towarzyszyy mu krzyki
i bbnienie kamieni w okiennice. Sytuacja stawaa
si nie do zniesienia i pan Hennebeau mwi wanie,
e wyjdzie, sam przepdzi krzykaczy i uda si na
spotkanie powozu, gdy zjawi si Hipolit krzyczc:

 Prosz pana! Prosz pana! Pani zabijaj!
Poniewa powz nie mg przejecha wsk ulicz-
k od Requillart, pen nieprzyjaznych twarzy, Ne-
grel namwi panie, aby  tak jak proponowa 
przej pieszo te sto metrw, ktre dzieliy ich od
domu, i zapuka do bramy ogrodowej; ogrodnik po-
winien usysze, zreszt na pewno kto si znajdzie,
aby im otworzy. Z pocztku wszystko szo jak naj-




lepiej, pani Hennebeau i panienki pukay ju do bra-
nki gdy wtem kobiety, ktre wida powiadomiono,
rzuciy si w uliczk. Sprawa przybraa zy obrt.
Bramy nie otwierano, Negrel na prno stara si
wyway j ramieniem. Kobiet napywao coraz wi-
cej, zlk si, e ich otocz, i wwczas powzi de-
sperack myl, aby popychajc przed sob ciotk
i panny przebi si przez tum do gwnego wejcia.
Napastnicy odpowiedzieli na ten manewr wzmoonym
naciskiem: nie przepuszczano ich, rozkrzyczany tum
naciera im na pity, a z prawa i z lewa pojawiali
si coraz to nowi strajkujcy nie rozumiejc na razie,
co si dzieje, zdumieni, skd si wziy te wystrojone
damy. W zamcie, jaki powsta, zaszo co, czego nie
sposb wytumaczy. ucja i Janka przedary si na
ganek i wlizny przez drzwi, ktre uchylia poko-
jwka; pani Hennebeau udao si pj w ich lady;

wreszcie za nimi wszed Negrel i zasun zasuwy
przekonany, e widzia, jak Cecylka wchodzia do
domu pierwsza. Ona tymczasem zagubia si po dro-
dze, ogarnita takim lkiem, e zawrcia w prze-
ciwn stron i sama rzucia si w najwiksze nie-
bezpieczestwo.
Natychmiast podnis si krzyk:

 Niech yje rewolucja socjalna! mier buru-
jom! mier!

Cecylka miaa twarz zakryt woalk i z daleka
jedni brali j za pani Hennebeau, inni znw za jej
przyjacik, on pewnego dyrektora huty z ssiedz-
twa, znienawidzonego przez robotnikw. Wszystko
jedno zreszt kim bya  to jej jedwabna suknia,
jej futro, nawet biae piro przy kapeluszu budziy
w nich wcieko. Pachniaa perfumami, miaa ze-
garek, miaa delikatn skr kobiety, ktra prnuje,
ktra nigdy nie dotkna wgla.

 Poczekaj!  krzykna stara Brule.  Ju my
ci wepchniemy do tyka te twoje koronki!

 To nam kradn to wszystko te ajdaczki 
podja Lewaczka.  Ubieraj si w futra, kiedy my

70

zdychamy z zimna... Rozbierzcie- j do naga, niech

si nauczy y!
Mouquette wyrwaa si nagle naprzd.

 Tak, tak, osmaga j!

Ogarnite dzik rywalizacj kobiety pchay si,
wycigay rce w achmanach, kada z nich chciaa
pochwyci jaki strzp tej bogaczki. Na pewno nie
miaa zadka adniejszego ni one. A Bg wie, jak,
zgnilizn chowa pod tymi fataaszkami! I to nie ona
jedna! Za dugo ju tej niesprawiedliwoci, zmusz
je, eby ubieray si jak robotnice, te k...., ktre
omielaj si wydawa po pidziesit su na pranie
spdnicy!

Otoczona rozjuszonymi kobietami, Cecylka draa
powtarzajc wci to samo:

 Prosz, niech panie nie robi mi krzywdy!
Prosz, niech panie nie robi mi krzywdy!

Nagle wydaa chrypliwy krzyk: jakie zimne rce
chwyciy j za gardo. By to stary Bonnemort,
w stron ktrego popchn j tum i ktry teraz rzu-
ci si na ni. Wydawa si pijany godem, zidiociay
na skutek wieloletniej ndzy, teraz  nie wiedzie
pod wpywem jakiego urazu  otrzsn si nagle
z pwiekowej rezygnacji. Czowiek, ktry niejedno-
krotnie naraa wasne ycie, aby ratowa towarzy-
szy, teraz, zafascynowany t bia szyj dziewczc,
ulega siom, ktrych nie potrafiby nazwa. Ponie-
wa by to wanie jeden z tych dni, kiedy nie odzy-
wa si ani sowem, w milczeniu zaciska palce, po-
dobny do starego, chorego zwierzcia przeuwajce-
go jakie wspomnienia.

 Nie! Nie!  zawyy kobiety.  Rozebra j!
Rozebra!

Kiedy towarzystwo w paacyku spostrzego, co si
dzieje, Negrel i pan Hennebeau wybiegli odwanie,
aby przyj Cecylce z pomoc. Lecz tum napiera
teraz na krat ogrodu i nieatwo byo si wydosta.
Wywizaa si walka; na ganku ukazali si przera-
eni pastwo Gregoire.

.  71




 Zostawcie j, dziadku! To panienka z Piolai-
ne!  zawoaa Maheudka do starego, poznajc Ce-
.cylk, ktrej jedna z kobiet rozerwaa woalk.

Stefan, wstrznity tym mciwym atakiem na
bezbronn dziewczyn, stara si powstrzyma tum.
Nagle wpad na pewien pomys; podnis do gry
siekier, ktr wyrwa przedtem Levaque'owi.

 Do Maigrata, syszycie!... Tam dosy jest chleba!
Zwali bud Maigrata!

I pierwszy wymierzy cios siekier w drzwi skle-
pu. Koledzy poszli za nim: Levaque, Maheu i paru
innych. Ale kobiety nie odstpiy od swej ofiary.
Z rk Bonnemorta przesza Cecylka w rce starej
Brule. Lidka i Bebert, pod wodz Janka, wliznli
si na czworakach pod spdnice dziewczyny, aby
zobaczy, jaki te ta pani ma tyek. Zaczto j szar-
pa i suknie pkay ju, gdy na drodze ukaza si
mczyzna na koniu. Przynagla zwierz i smaga
szpicrut kadego, kto nie usuwa si do szybko.

 Ach, bydlta, wic ju i na nasze dzieci pod-
nosice rce!

By to Deneulin, ktry przyjecha na proszony
obiad. Szybko zeskoczy na ziemi i obj Cecylk,
a drug rk z niezwyk zrcznoci i si kierowa
koniem posugujc si nim jak ywym klinem, roz-
trcajc tum, ktry cofa si przed kopytami. Wal-
ka przy kracie trwaa dalej. Deneulin przedar si
tam si. Ta niespodziewana pomoc oswobodzia Ne-
grela i pana Hennebeau znajdujcych si w wielkim
niebezpieczestwie, naraonych na wyzwiska i ciosy.
Mody czowiek wzi na rce omdla Cecylk
i nis j ku domowi, a Deneulin osania dyrektora
swym wielkim ciaem. Gdy by ju na ganku, otrzy-
ma uderzenie kamieniem tak silne, e o mao nie
zmiadyo- mu ramienia.

 Doskonale!  krzykn.  Kopalni ju roz-
bilicie, teraz kolej na mnie! -

Gwatownie zamkn za sob drzwi. Posypa si
na nie grad kamykw.

7i2     .

 Co za optacy!  powiedzia.  Jeszcze chwi-
la, a byliby mi rozupali czaszk, jak pust dyni...
Nie ma ju z nimi co gada. Poszaleli. Teraz mona
tylko strzela.

W salonie pastwo Gregoire pakali patrzc na
Cecylk, ktra odzyskiwaa przytomno. Nie stao
jej si nic zego, nie zadranito jej nawet, tylko
woalka podarta bya w strzpy. Lecz przeraenie ich
wzroso, gdy ujrzeli przed sob kuchark Melani,
ktra opowiedziaa im, jak tum demolowa Pioline.
Nieprzytomna ze strachu, przybiega uprzedzi swo-
ich pastwa. Korzystajc z zamtu wlizna si tutaj
przez uchylone drzwi, nie zauwaona przez nikogo.
W jej nie koczcej si opowieci jedyny rzucony
przez Janka kamie i jedyna stuczona szyba prze-
mieniay si w regularn kanonad, od ktrej pkay
mury. Pastwo Gregoire doznali wstrzsu: zncano
si nad ich crk, usiowano znie z powierzchni
ziemi ich dom. Czyby rzeczywicie grnicy mieli
do nich al o to, e w spokoju ywili si owocami
ich pracy?

Pokojwka, ktra przyniosa rcznik i wod kolo-
sk, powtrzya:

 Swoj drog, to nie rozumiem, bo przecie eni
nie s li.

Pani Hennebeau siedziaa bardzo blada; nie moga
przyj do siebie po doznanym wstrzsie i dopiero
gdy winszowano Negrelowi jego mstwa, umiechn-
a si lekko. Zwaszcza rodzice Cecylki dzikowali
modemu czowiekowi specjalnie serdecznie, mae-
stwo stao si rzecz nie ulegajc wtpliwoci. Pan
Hennebeau w milczeniu przenosi wzrok z ony na
jej kochanka, ktrego par godzin temu pragn
zabi, to znw na dziewczyn, ktra miaa go wkrt-
ce uwolni od jego osoby. Nie zaleao mu wcale,
aby stao si to prdko, nurtowa go lk, aby ona
nie stoczya si wwczas jeszcze niej, w ramiona
jakiego lokaja moe.

13.




 A jake wy si czujecie, malutkie?  zapyta
Deneulin crek.  Nic wam si nie stao?

ucja i Janka przeyy chwil strachu, ale rade
byy, e widziay to wszystko. miay si teraz.

 Sapristi!  cign Deneulin.  To dopiero
dzionek!... Jeeli chcecie mie posag, bdziecie mu-
siay same na niego zapracowa. A przygotujcie si
jeszcze i na to, e przyjdzie wam wzi ojca na utrzy-
manie.

Usiowa artowa, ale gos mu dra. Oczy nape-
niy mu si zami, gdy obie crki rzuciy si w jego
objcia.  .                        

Pan Hennebeau posysza to wyznanie, ktre m-
wio o ruinie. Jaka ywa myl rozjania mu twarz.
Vandame dostanie si teraz Montsou  oto bya
upragniona rekompensata, umiech losu, ktry przy-
wrci mu wzgldy panw z Zarzdu. Ilekro spoty-
kay go klski w yciu osobistym, chroni si pod
pancerzem skrupulatnego wypeniania swych obo-
wizkw, jak gdyby wojskowa dyscyplina, jak so-
bie narzuci, bya ow skromn czstk szczcia,
ktra przypada mu w udziale.

Towarzystwo uspokajao si powoli, salon owie-
tlony agodnym wiatem dwch lamp i otulony
portierami napenia si znuon cisz. Co dziao si
na dworze? Krzyki umilky, kamienie nie paday ju
na fasad, sycha byo tylko jakie guche odgosy,
jakby drwale rbali drzewo gdzie daleko w lesie.
Chcc si dowiedzie, co to takiego, gocie wrcili
do westybulu, aby rzuci okiem przez szyb
w drzwiach. Panie i panienki poszy na pierwsze pi-
tro i stany przy oknach za aluzjami.

 Widzi pan tam naprzeciwko, przed szynkiem,
tego ajdaka Rasseneura?  powiedzia pan Henne-
beau do Deneulina.  To jego sprawka to wszy-
stko!

Nie by to jednak Rasseneur, lecz Stefan, ktry
rozbija siekier sklep Maigrata i przywoywa kole-
gw: czy towary tam w rodku nie s wasnoci

74

grnikw? Czy nie maj oni prawa odebra swego
dobra temu zodziejowi, ktry wyzyskuje ich od tak
dawna, morzy godem na rozkaz Towarzystwa? Jeden
po drugim zostawiali w spokoju dom dyrektora
i biegli rabowa sklep. Okrzyki: Chleba! Chleba!
Chleba!", zabrzmiay na nowo. Znajd go tam pod
dostatkiem, za tymi drzwiami. Gd rozpta w nich
szalestwo, wydao im si nagle, i jeli bd czeka
duej, padn. Napierali na drzwi z tak si, e
ilekro Stefan podnosi siekier, ba si, i kogo
zrani.

Tymczasem Maigrat opuci westybul paacyku
i schroni si najpierw do kuchni; nie dochodziy
tam adne odgosy; puszczajc wodze fantazji wy-
obraa sobie potworny napad' na jego sklep. Wy-
szed na dwr i skry si za studni, gdy wtem usy-
sza wyranie trzask pkajcych desek i okrzyki
gniewu, pord ktrych powtarzao si jego nazwi-
sko. Wic to nie by tylko koszmar: nie widzia nic,
lecz suchem ledzi teraz przebieg ataku. W uszach
mu szumiao. Kady cios siekiery trafia go prosto
w serce. Jaki zawias puci  jeszcze pi minut
i sklep bdzie zdobyty. W mylach przemkny mu
straszliwe obrazy: ci bandyci rzucaj si na jego
mienie, si otwieraj szuflady, rozpruwaj worki,
jedz, pij, roznosz w drzazgi cay dom i nie zostaje
mu ju nic, ani kawaek kija, eby mg chodzi od
wsi do wsi na ebry. Nie, nie da si im zrujnowa,
raczej pozwoli si zabi! W jednym z okien do-
strzeg nik sylwetk ony, blad i niewyran za
szyb: pewno z milczc pokor osoby przywykej
do razw czekaa teraz na nowe. Pod oknem miecia
si przybudwka przylegajca jednym kocem do
muru okalajcego ogrd dyrektora, mg si wic na
ni dosta, a stamtd bez trudu wczoga po dachu
a do okna. Myl, eby powrci do siebie w ten spo-
sb, nie dawaa mu spokoju. Drczyy go wyrzuty,
e opuci sklep. Moe zdyby go zabarykadowa
meblami? Wynajdywa nawet inne jeszcze, bohater-

75

skie sposoby obrony: oblewanie napastnikw wrzc
oliw lub ponc naft. Chciwo walczya w nim
z tchrzostwem. Nagle, usyszawszy jaki goniejszy
cios siekier, zdecydowa si. Skpstwo zwyciyo.
On i ona wasnymi ciaami osoni worki, ale nie
oddadz ani jednego chleba.

Niemal w tej samej chwilji rozlegy si drwice
okrzyki:

 Patrzcie! Patrzcie!... Widzicie kocura? Bra ko-
ta! Bra kota!

Tum zauway Maigrata na dachu przybudwki.
Rozgorczkowany, zrcznie przedosta si przez mur
mimo swej tuszy i teraz pezn po dachwkach
chcc dosta si do okna. Ale dach okaza si bardzo
spadzisty, brzuch przeszkadza Maigratowi posuwa
si, paznokcie mu pkay. Byby jednak dobrn a
do szczytu, gdyby nie to, i zacz dre z lku przed
kamieniami, bowiem niewidoczny tum krzycza
wci:

 Bra kota! Bra kota! Skoczy z nim!

I nagle rozwar obie donie, stoczy si jak kula,
podskoczy na rynnie, odbi si od muru okalajcego
ogrd i upad na drog tak nieszczliwie, e trafi
gow w kamienny naronik ogrodzenia. Trysn
mzg. Maigrat nie y. Jego ona, blada i niewyra-
na za szyb, patrzya wci.

W pierwszej chwili atakujcy znieruchomieli ze
zdumienia. Stefanowi siekiera wysuna si z rk.
Maheu, Levaque i wszyscy inni zapominajc o skle-
pie zwrcili oczy na kamie, z ktrego spywaa czer-
wona struka. Krzyki ucichy; w gstniejcym zmro-
ku milczenie zataczao coraz .szersze krgi.

Lecz w chwil potem na nowo podniosa si wrza-
wa. Rzuciy si kobiety pijane dz krwi.

 Wic jest jednak sprawiedliwo na tym wie-
cie! Ach, ajdak, dosta za swoje!

Otoczyy ciepe jeszcze zwoki i lyy je ze mie-
chem, nazyway ohydn mord jego rozbit gow,

76

prosto w twarz mierci rzucay okrzyki nabrzmiae
uraz dugoletniej ndzy.

 Byam ci winna szedziesit frankw, masz
teraz swoj zapat, zodzieju!  krzyczaa Maheudka
jeszcze bardziej rozjuszona ni inne.  Ju mi nie
odmwisz kredytu! Poczekaj, poczekaj, niech no ci
jeszcze nakarmi!

Drapaa palcami ziemi, nabraa jej pene garcie
i wepchna mu do ust.

 Masz, ryj to, ryj!... Przez cae ycie nas po-
erae!

Obelgi wzmogy si, a umary, wycignity na
plecach, nieruchomy, spoglda w bezmierne niebo,
z ktrego spywaa noc. Ta ziemia w jego ustach to
by chleb, ktrego odmawia. I tylko takim chlebem
bdzie si ywi odtd. Nie przynioso mu to szcz-
cia, e godzi biedakw.

Ale kobietom nie do byo tej zemsty. Podobne
do wilczyc kryy wok niego, wszc. Szukay
jakiej obelgi, jakiego okruciestwa, ktre przy-
niosyby im ulg.

 Uci mu ogon jak kotu!  rozleg si ostry
gos starej Brule.

 Tak! Tak! Bra kota! Bra kota!... Dosy ju
narobi zego, ajdak!

Mouquette cigna mu ju spodnie, a Lewaczka
podniosa nogi. Stara Brule rozsuna obnaone uda
i wyschymi domi chwycia obumary czonek. Na-
pinajc z wysikiem chudy grzbiet cigna z caych
si. Zwiotczae ciao stawiao opr, musiaa ponowi
swj chwyt i wreszcie podniosa do gry krwawy
strzp wymachujc nim i miejc si triumfalnie:

 Mam go! Mam go!

Przeklestwa i zorzeczenia powitay to' ohydne'
trofeum.

 Nie bdzie ju wicej robi dzieci naszym- Cr-
kom!

 Skoczyo sta, nie bdziemy ci ju nadstawia
tyka, eby da nam chleba!

 Winna ci jestem sze frankw, moe chcesz co
na zadatek? Dam ci bardzo chtnie, jeeli jeszcze
moesz wzi!

Zaniosy si straszliwym miechem. Pokazyway
sobie skrwawiony ochap jak ze zwierz, ktre ka-
dej z nich robio krzywd. Dostay je teraz w swe
rce i zmiadyy. Pluy na ciao, powtarzay dawic
si pogard:

 Ju nie moe, ju nie moe... Ju nie chopa
zakopi do ziemi! A gnij sobie, bo i tak ju do ni-
czego!

Stara Brule zatkna wyrwany strzp ciaa na kij,
podniosa go do gry jak sztandar i rzucia si na
szos, a za ni chmara wyjcych kobiet. Spaday
krople krwi, ciao zwisao aonie jak ochap w jat-
ce. Na grze, w oknie, pani Maigrat staa wci nie-
ruchoma; ostatnie byski zachodu, odbijajce si
w szybie, znieksztacay jej blad twarz, ktra zda-
waa si mia. Bita, zdradzana, zgarbiona od lcze-
nia nad rachunkami, moe rzeczywicie miaa si
patrzc na kobiety unoszce ze sob na kocu kija
ze zwierz, pokonane teraz.

Ta straszliwa operacja dokonaa si pord nieme-
go przeraenia reszty strajkujcych. Ani Stefan, ani
Maheu, ani inni nie mieli czasu przeszkodzi temu;

znieruchomiali patrzyli na biegnce jdze. We
drzwiach szynku Tisona ukaza si Rasseneur, po-
blady z oburzenia, Zachariasz i Filomena, oszoo-
mieni tym, ' co widzieli. Dwaj starcy, Bonnemort
i Mouque, kiwali gowami z powag. I tylko Janek
mia si, trca okciem Beberta i zmusza Lidk,
aby podniosa gow. Kobiety zawrciy i defiloway
teraz pod oknami dyrekcji. Ukryte za aluzjami pa-
nie i panienki wycigny gowy. Nie widziay caej
sceny, gdy mur zasoni j przed ich oczami, a teraz
przeszkadza im zmrok.

 Co one nios na tym kiju?  zapytaa Cecylka,
ktra omielia si spojrze.

TO




ucja i Janka owiadczyy, e to jest chyba skra

krlika.

 Nie, nie  szepna pani Hennebeau  widocz-
nie zrabowali masarni, bo to wyglda jak kawaek
misa.

Nagle zadraa i umilka. Pani Gregoire trcia j
kolanem. Obydwie spoglday w osupieniu. Panienki
poblady i nie zadaway ju pyta odprowadzajc
wzrokiem t krwaw wizj niknc w ciemnociach.

Stefan na nowo pochwyci siekier. Ale niemie
uczucie nie chciao ustpi; ten trup zagradza im
teraz drog i broni sklepu. Wielu cofno si. Uspo-
kajali si, nasyceni. Maheu spochmurnia. Nagle
usysza, e kto szepcze mu do ucha, aby ucieka.
Odwrci si i zobaczy Katarzyn, brudn, zadysza-
n, w tej samej, co przedtem, mskiej kurtce. Ode-
pchn j. Nie chcia sucha, grozi, e j pobije.
Uczynia gest rozpaczy, zawahaa si przez chwil,
a pniej podbiega do Stefana.

 Uciekaj, uciekaj, andarmi!

I on rwnie odepchn j, przyj obelgami, czu-
jc, jak na wspomnienie otrzymanych policzkw
krew napywa mu do twarzy. Ale ona nie ustpo-
waa, zmusia go, aby rzuci siekier, i chwyciwszy
oburcz cigna z si, ktrej nie potrafi si oprze.

 Mwi ci, e zaraz bd tu andarmi!... Posu-
chaj mnie. To Chaval ich sprowadzi, jeeli chcesz
wiedzie. To byo ohydne, e donis, wic przybieg-
am... Uciekaj, ja nie chc, eby ci zapali.

I pocigna go za sob; w oddali rozleg si ttent
kopyt koskich po bruku. Trysn okrzyk: ,,andar-
mi! andarmi!" Ludzie rzucili si do ucieczki w ta-
kim popochu, e po upywie dwch minut droga
opustoszaa cakowicie, jakby wymieciona przez hu-
ragan. I tylko trup Maigrata znaczy si ciemn pla-
m na biaej ziemi. Przed szynkiem Tisona pozosta
jedynie Rasseneur, ktry z ulg na pojaniaej twa-
rzy wita atwe zwycistwo szabel. W opustoszaym,
pogronym w ciemnoci i milczeniu pozamykanych

79

CZʌ SZSTA

domw, Montsou, spoceni ze strachu mieszczanie
szczkali zbami. Rwnina tona w gstwie nocy
i tylko pomienie wielkich piecw i baterii kokso-
wych rozjaniay tragiczne niebo. Ciki galop an-
darmw rozlega si coraz bliej, nadpynli zwart
mas, w ktrej nie mona byo rozrni poszczegl-
nych postaci. Za nimi, powierzony ich opiece, nadje-
cha wreszcie wzek pasztetnika z Marchiennes, ka-
riolka, z ktrej wyskoczy kuchcik i ze spokojem
zabra si- do wyjmowania pasztecikw.

Miny dwa tygodnie lutego; straszliwy mrz prze-
dua t cik zim, bez miosierdzia dla biedakw.
Do zagbia zjechay wadze: prefekt z Lilie, proku-
rator, genera. Jakby nie do byo ochrony andar-
merii, do Montsou przybyo wojsko, cay puk, ktry
zakwaterowano pomidzy Beaugnies a Marchiennes.
Uzbrojone posterunki strzegy szybw, przed kad
maszyn sta onierz. Mieszkanie dyrektora, war-
sztaty Towarzystwa, a nawet domy niektrych
mieszczan najeyy si bagnetami. Kroki patroli du-
dniy po bruku. Na hadzie w le Voreux dniem i no-
c sta wartownik, jak stranik przybrzeny w pod-
muchach lodowatego wiatru grujcy nad nag
rwnin; co dwie godziny, jak w nieprzyjacielskim
kraju, rozlegao si woanie stray: Stj, kto idzie?...
Zbliy si do podania hasa!"

Pracy nie podjto nigdzie. Przeciwnie, strajk roz-
szerzy si jeszcze: Crevecoeur, Mirou, Madeleine
wstrzymay wydobycie tak samo jak le Voreux;

w Feutry-Cantel i Victoire liczba pracujcych ma-
laa z kadym dniem; nawet w nie tknitej dotd
Saint-Thomas zaczynao brakowa ludzi. Przemocy,
ktra rania dum grnikw, przeciwstawiono nie-
my opr. Osiedla pord pl buraczanych zdaway
si wymare. Robotnicy nie wychodzili prawie wcale,
z rzadka tylko mona byo spotka ktrego z nich;

na widok czerwonych spodni opuszczali gowy i pa-
trzyli z ukosa. Pod tym ponurym spokojem, w tym
biernym oporze krya si kamliwa agodno, przy-
musowe, cierpliwe posuszestwo drapiecw w klat-
ce, gotowych  z oczyma utkwionymi w pogromc 
skoczy na niego, gdy tylko si odwrci. Towarzy-
stwo, ktremu ten zastj w pracy grozi ruin, roz-




  Germinal t. II

81

pucio pogosk, e sprowadzi grnikw z Borinage,
na granicy belgijskiej; nie miao jednak tego zrobi
i walka pomidzy siedzcymi w domach robotnikami
a zamarymi kopalniami, pilnowanymi przez onie-
rzy, trwaa nadal.

Spokj zapanowa zaraz nastpnego dnia po owych
straszliwych wydarzeniach i kry w sobie tyle obaw,
e  w miar monoci  pokryto milczeniem wy-
rzdzone szkody i okruciestwa, ktrych tum si
dopuci. ledztwo ustalio, e Maigrat umar na
skutek upadku z dachu, a straszliwe okaleczenie
trupa pozostao niewyjanione; kryy ju o tym
rozmaite wieci. Towarzystwo ze swej strony nie
przyznao si do szkd, jakie ponioso, a pastwo
Gregoire nie zamierzali bynajmniej kompromitowa
crki "yywoujc skandaliczny proces, w ktrym
musiaay by wiadkiem. Zaaresztowano jednak
kilka osb najmniej znaczcych, jak zawsze, ogu-
piaych i przeraonych, ktre nie potrafiy nic po-
wiedzie. Przez omyk zaprowadzono Pierrona
w kajdankach a do Marchiennes, co wywoao ucie-
ch wrd jego kolegw. Rwnie i Rasseneur o mao
nie zosta aresztowany. Dyrekcja poprzestaa na spo-
rzdzeniu listy zwolnie; masowo zwracano ksi-
eczki: zwolniono Maheua, Levaque'a i trzydziestu
czterech ich towarzyszy z samego tylko osiedla
Dwiecie Czterdzieci. Najsurowsza kara spa miaa
na Stefana, ktry znikn od dnia rozruchw; szu-
kano go, ale nadaremnie. Chaval w swej nienawici
zadenuncjowa go, nikogo jednak poza tym nie wy-
mieni, ubagany przez Katarzyn, ktra chciaa ra-
towa rodzicw. Dnie mijay, wszyscy czuli, e to
jeszcze nie koniec, i z sercem zdawionym niepo-
kojem czekali, co nastpi.

Mieszczanie z Montsou budzili si teraz kadej
nocy z przeraeniem, gdy zdawao im si, e dzwo-
ny bij na alarm, a w powietrzu unosi si wo
prochu. Ale ostatecznym ciosem stao si dla nich
.kazanie nowego proboszcza, ksidza Ranvier, chu-

82

dego kapana o poncych oczach, ktry zaj miej-
sce ksidza Joire. Jake daleko mu byo do umiech-
nitej dyskrecji tamtego pulchnego, agodnego czo-
wieka troszczcego si jedynie o to, by ze wszystkimi
y w zgodzie! Czy ksidz Ranvier nie omieli si
stan w obronie tych ohydnych zbjw, ktrzy
przynosili hab caej okolicy? Znajdowa wytu-
maczenie dla zbrodniczych postpkw strajkujcych,
gwatownie atakowa buruazj, zrzucajc na ni
ca odpowiedzialno. To buruazja pozbawiajc
Koci jego dawnych przywilejw, aby samej ich
naduywa, przemienia wiat w pieko niesprawie-
dliwoci i cierpienia; to ona przez swj ateizm
i uparte odrzucanie braterskich tradycji pierwszych
chrzecijan przedua nieporozumienia, ktre dopro-
wadz do straszliwej katastrofy. Omieli si grozi
bogatym, uprzedza ich, e jeli nadal nie zechc
sucha gosu Boga, to Bg na pewno stanie po
stronie ubogich: odbierze fortuny monym i roz-
dzieli je pomidzy maluczkich tego wiata, dla
chway swego imienia. Naboni dreli syszc te
sowa, notariusz owiadczy, e ksidz jest socja-
list, a wszyscy widzieli ju w wyobrani proboszcza,
jak  wymachujc krzyem na czele bandy  obra-
ca w perzyn buruazyjne spoeczestwo, jakie stwo-
rzy rok osiemdziesity dziewity.

Pan Hennebeau poinformowany o wystpieniu
ksidza powiedzia wzruszajc ramionami:

 Jeeli bdzie si nam za bardzo dawa we zna-
ki, to biskup uwolni nas od jego osoby.

Podczas gdy z jednego koca rwniny w drugi
wiay podmuchy paniki, Stefan mieszka pod ziemi,
w gbi Requillart, w grocie Janka. Tam wanie
si schroni, a nikomu nie przyszo na myl, e moe
by tak blisko; kryjc si na terenie kopalni w jed-
nym z opuszczonych chodnikw starego szybu, zmy-
li poszukiwania. Na grze krzewy dzikiej liwy
i gogu, wyrose pomidzy zniszczonymi wizaniami
wiey, zasaniay otwr; nikt si tam nie zapuszcza,

L



83

trzeba byo zna sposb, uwiesi si korzeni jarz-
biny i odwanie zsun w d, aby dosign nie
poamanych szczebli. Inne jeszcze przeszkody chro-
niy Stefana: dawice gorco przesmyku, sto dwa-
dziecia metrw niebezpiecznej drogi, a pniej
uciliwe czoganie si na brzuchu przez wier
mili, zanim dotaro si do zodziejskiej groty penej
upw. Stefan y tam w dostatku, zasta bowiem
na miejscu troch jaowcwki, resztk suchego
sztokfisza, rnego rodzaju zapasy. Wielkie oe
z siana byo wymienite, temperatura rwna i a-
godna. Grozi mu tylko brak wiata. Janek, ktry
sta si jego dostawc, ostronym i dyskretnym, jak
dzikus, uszczliwiony, e ma mono zadrwi so-
bie z andarmw, przynosi mu wszystko, nawet po-
mad do wosw, ale jako nie udawao mu si
zdoby paczki wiec.

Pitego dnia Stefan wieci ju tylko przy jedze-
niu; w ciemnociach ksy staway mu jako w gar-
dle. Ta nie koczca si, zupena, wiecznie jedna-
kowo czarna noc bya dla wielk udrk. Nigdy
jeszcze  cho mg teraz spa spokojnie, mia co
je i nie marzn  ciemnoci nie przytaczay go
takim ciarem. Zdawao mu si, e miad kad
jego myl. I oto y teraz z kradziey! Obudziy si
w nim dawne skrupuy, zadowala si suchym chle-
bem, ogranicza racje ywnociowe. Lecz c mia
robi? Musia y, nie wypeni jeszcze swego zada-
nia. Ogarnia go rwnie wstyd na wspomnienie
chwili, kiedy, napiwszy si jaowcwki na pusty o-
dek, rzuci si z noem na Chavala. Wspomnienie
to poruszao w nim ca otcha lku; obciony
dziedzicznie, potomek pijakw, nie znosi ani kropli
alkoholu, gdy natychmiast ogarniaa go ch mor-
du. Czy skoczy kiedy jako morderca? Znalazszy
si w bezpiecznej kryjwce, otoczony gbokim spo-
kojem wntrza ziemi, syty gwatw, spa przez dwa
dni snem udrczonego zwierzcia; gdy si obudzi,.
uczucie niesmaku nie ustpio, gow mia obola,

w ustach gorycz jak po jakiej straszliwej hulance.
Upyn tydzie. Maheuowie, powiadomieni, gdzie
jest, nie mogli dostarczy mu wiecy: musia wyrzec
si wiata, nawet przy jedzeniu.

Caymi godzinami lea teraz wycignity na sia-
nie. Przeuwa myli, o ktre nigdy si nie podejrze-
wa. To poczucie wasnej wyszoci odsuwao go od
towarzyszy, coraz to silniejsze, w miar jak zdoby-
wa wiedz. Nigdy, tyle nie rozmyla; zastanawia
si, skd to obrzydzenie nazajutrz po szaleczym
biegu od jednej kopalni do drugiej, i nie .mia sobie
odpowiedzie. Wspomnienia budziy w nim wstrt:

przyziemno poda, grubiastwo instynktw, uno-
szony z wiatrem zapach caej tej ndzy. Mimo udr-
ki, jak sprawiay mu ciemnoci, lka si chwili,
kiedy powrci do osiedla. C. za ohyda, wszyscy
ci ndzarze stoczeni razem! Nikogo, z kim mona
by powanie porozmawia o polityce, ycie bydlt,
wiecznie ten sam .przeklty zapach cebuli, od kt-
rego mona si udusi. Chcia rozszerzy ich hory-
zonty, podnie ich do dostatku i dobrych manier
mieszczuchw, czynic ich panami; lecz jake to
duga droga! Brako mu odwagi, aby oczekiwa zwy-
cistwa pord tej kani godu. Powoli jego pr-
no, ch przewodzenia i mylenia za innych od-
suna go od towarzyszy, tchna we dusz jednego
z owych mieszczan, ktrych tak nienawidzi.

Pewnego wieczoru Janek przynis mu kawaek
wiecy ukradziony z latarni jakiego wonicy; bya
to dla Stefana wielka ulga. Przytoczony ciemnoci,
bliski szalestwa, zapala ogarek na chwil, a p-
niej, skoro tylko odpdzi koszmary, gasi go chciwie
jak skpiec, chronic to wiato rwnie potrzebne
mu do ycia jak chleb. Cisza dwiczaa mu w uszach,
nie dochodziy do inne odgosy prcz biegania
szczurw, trzaskania starych stojakw i ledwie do-
syszalnego szmeru tkania sieci przez pajka. Z oczy-
ma utkwionymi w t agodn nico, powraca do
swej idee fixe: co robi towarzysze tam na grze?




Gdyby ich .opuci, byaby to z jego strony ostatnia
podo. Jeeli skry si tutaj, to po to, aeby po-
zosta na wolnoci, suy im rad i dziaa. Dugie
rozmylania ustaliy kierunek i cel jego ambitnych
zamierze: dopki nie stanie si kim wicej, chcia
zosta Pluchartem, rzuci prac, zaj si polityk,
zupenie sam, w czystym pokoju, pod tym pretek-
stem, e praca umysowa pochania czowieka ca-
kowicie i wymaga zupenego odosobnienia.

Na pocztku drugiego tygodnia chopiec powiado-
mi go, e andarmi przewiadczeni s, i przedosta
si do Belgii. Wwczas Stefan omieli si wyj ze
swej kryjwki z nadejciem nocy. Pragn zorien-
towa si w sytuacji, przekona, czy dalszy opr
jest celowy. Jego zdaniem, sprawa bya przegrana.
Jeszcze przed wybuchem strajku wtpi w jego sku-
teczno, ustpi po prostu faktom; teraz, po przej-
ciowym upojeniu buntem, odnajdywa swe dawne
wtpliwoci, traci nadziej, aby mona zmusi To-
warzystwo do ustpstw. Nie przyznawa si jednak
do tego przed sob, gdy na myl o klsce, o cia-
rze odpowiedzialnoci za tyle cierpienia, dawi go
lk. Koniec strajku, czy to nie byby koniec jego
roli, upadek jego ambicji, powrt do ogupiajcej
pracy w kopalni i ohydnego ycia w osiedlu? I uczci-
wie, bez kamliwego wyrachowania, stara si od-
nale sw dawn wiar, udowodni sobie, e opr
w dalszym cigu jest moliwy, e wobec bohater-
skiego samobjstwa pracy kapita sam si zaamie.

I rzeczywicie, cae zagbie zdawao si chyli
lqi ruinie. Gdy bka si noc po mrocznych polach
jak wilk, ktry opuci sw kniej, zdawao mu si,
e caa rwnina rozbrzmiewa oskotem walcych
si przedsibiorstw. Fabryki stay zamknite, wy-
mare, a ich zabudowania murszay pod wybladym
niebem. Najbardziej ucierpiay cukrownie; cukrow-
nia Hoton, cukrownia Fauvelle najpierw zreduko-
way cz robotnikw, a potem jedna po drugiej
ogosiy upado. Myn parowy Dutiiieula sten

w poowie miesica, a fabryka powronicza Bleuze'a

dostarczajca lin kopalniom, bya cakowicie zrujno-
wana. W okolicy Marchiennes sytuacja pogarszaa
si z kadym dniem: paleniska w hucie szka Ga-
gebois wygasy, warsztaty stolarskie Sonneville stale
zwalniay pracownikw, w hucie elaza pali si
tylko jeden z trzech wielkich piecw, ani jedna
bateria koksowa nie pona na horyzoncie. Strajk
grnikw w Montsou, bdcy wynikiem pogbiaj-
cego si od dwch lat kryzysu, zaostrzy go jeszcze
przypieszajc klsk. Do rde za  braku za-
mwie z Ameryki i zamroenia kapitaw  do-
czy si niespodziewany brak wgla dla tych kilku
czynnych jeszcze kotw; brak chleba dla maszyn
oznacza agoni. Par miesicy przedtem, przera-
one oglnym zastojem gospodarczym, Towarzystwo
zmniejszyo wydobycie wtrcajc tym -w ndz gr-
nikw; teraz w skadach kopal nie byo ani ka-
waka wgla. Wszystko pozostawao ze sob w zwiz-
ku, klska tkwia korzeniami gboko, jedna kata-
strofa pocigaa drug, a ich echo dotaro a do
ssiednich miast: Lilie, Douai, Valenciennes, gdzie
wiele rodzin zostao zrujnowanych ucieczk paru
bankierw.

Wdrujc pord lodowatej nocy Stefan nieraz
zatrzymywa si i wsuchiwa w pacz rumowisk.
Gboko wdycha ciemnoci, budzia si w nim na-
dzieja, e dzie, ktry wzejdzie, zastanie dawny
wiat w gruzach, fortuny obalone, podcite jak kos
tu przy ziemi, i wszystkich ludzi sobie rwnych.
W tej zagadzie najbardziej interesoway go kopal-
nie Towarzystwa. Rusza dalej, olepiony mrokiem,
i zwiedza jedn po drugiej, szczliwy, ilekro za-
uway jak now szkod. W opuszczonych chodni-
kach waliy si stropy, uszkodzenia byy coraz to
powaniejsze. Nad pnocn czci Mirou ziemia
obsuwaa si coraz gbiej, tak e droga do Joiselle
zapada si na przestrzeni stu metrw, jakby na
skutek trzsienia ziemi. Towarzystwo bez targw.




pacio wacicielom za pochonite grunty, bojc si
rozgosu wok tych wypadkw. W Crevecoeur
i w Madeleine, o pokadach bardzo kruchych, chod-
niki zaciskay si coraz bardziej; mwiono o dwch
sztygarach zasypanych w Victoire; w Feutry-Cantel
cz kopalni zalaa woda; w Saint-Thomas kilometr
chodnika naleao omurowa, gdy nie wymieniane
stojaki amay si. Kada godzina przynosia olbrzy-
mie straty, czynia szczerby w dywidendach akcjo-
nariuszy; szybko postpujce naprzd zniszczenia
groziy pochoniciem synnych denarw z Montsou,
ktrych warto wzrosa w cigu wieku stokrotnie.

Klski spadajce na Towarzystwo napeniay Ste-
fana nadziej. Dochodzi do przekonania, e trzeci
miesic oporu unicestwi potwora, besti znuon
i obart, ukryt jak bstwo w tajemnym sanktu-
arium. Wiedzia, e zajcia w Montsou wywoay po-
ruszenie w gazetach paryskich. Wywizaa si gwa-
towna polemika midzy dziennikami purzdowymi
i pismami opozycyjnymi, a ostrze kampanii zwra-
cao si przede wszystkim przeciwko Midzynaro-
dwce, ktr cesarstwo popierao najpierw, a ktra
obecnie budzia w nim lk. Zarzd nie mia ju
duej udawa, e o niczym nie wie; dwch za-
rzdcw raczyo uda si na miejsce, aby zbada
sytuacj, lecz z wyran niechci i tak, jakby obo-
jtne im byo, jaki obrt przybior sprawy. Wy-
jechali po trzech dniach, owiadczywszy, e wszystko
ukada si jak najlepiej. Kryy jednak pogoski,
e przez czas swego pobytu panowie z Zarzdu obra-
dowali bez przerwy, rozwijali gorczkow dziaal-
no. pochonici sprawami otoczonymi cakowit
tajemnic. Stefan doszed do wniosku, e ich ufno
bya pozorna, a odjazd by pen popochu ucieczk,
i fakt, e ci straszliwi ludzie pozostawiaj wszystko
wasnemu losowi, utwierdzi w nim pewno zwy-
cistwa.

Lecz nastpnej nocy znw ogarno go zwtpienie.
Towarzystwo miao zbyt silny kark, aby tak atwo

go ugi; mogo teraz straci miliony i tak pniej
odbije je sobie na robotnikach. Tej samej nocy, do-
tarszy a do Vandame, domyli si prawdy, gdy
jeden z dozorcw powiedzia mu, e podobno Van-
dame ma przej do Montsou. Ludzie opowiadali,
e Deneulinowie s w ndzy, w ndzy ludzi boga-
tych: ojciec chory jest z bezsilnoci, postarzay od
kopotw finansowych, a crki borykaj si z do-
stawcami, aby uratowa chocia resztki mienia. Bie-
da mniej bya dotkliwa w wygodzonych osiedlach
ni w tym mieszczaskim domu, ktrego mieszkacy
ukrywali si z tym, e przyszo im pi wod. Jean-
-Bart nie rusza, a pomp w Gaston-Marie trzeba
byo zmieni. Mimo popiechu, z jakim si do tego
zabrano, woda zalaa cz kopalni, co pocigno
za sob ogromne koszty. Deneulin zwrci si wresz-
cie do Gregoire'w z prob o poyczenie stu tysicy
frankw; ich odmowa, przewidziana zreszt, dobia
go. Gregoire'owie twierdzili, e jeeli odmawiaj,
' to tylko przez yczliwo, aby oszczdzi mu bezna-
dziejnej walki, i radzili, aby sprzeda Vandame,
a on odpowiada z pasj, e nie. Do wciekoci do-
prowadzaa go myl, e to on ponosi koszty caego
strajku, i mia z pocztku nadziej, e moe atak
apopleksji uwolni go od trosk. Lecz pniej  co
robi?  wda si w pertraktacje. Szykanowano go,
umniejszano warto tej wspaniaej zdobyczy, tej
odnowionej, wieo wyposaonej kopalni, ktrej wy-
dajno paraliowa jedynie brak pynnego kapitau.
Niech Deneulin bdzie szczliwy, jeeli dostanie
tyle, eby mia z czego pospaca wierzycieli. Przez
dwa dni walczy z przybyymi do Montsou zarzdca-
mi, oburzony, e z takim spokojem wykorzystuj
jego sytuacj, swym gromkim gosem rzucajc im
wcieke: ,,Nigdy!" I na tym si skoczyo; panowie
z Zarzdu wrcili do Parya, aby cierpliwie czeka
agonii przeciwnika. Stefan domyli si, e ta tran-
sakcja miaa im wyrwna poniesione straty, i po-
tga wielkich kapitaw  tak silnych w walce, i




gdy inne, mniejsze, padaj obok nich, one tucz si
ich klsk wchaniajc ich zwoki  przeja go
rozpacz.             '

Na szczcie nastpnego ranka Janek przynis mu
dobr wiadomo. W le Voreux obudowa szybu gro-
zia zawaleniem, zewszd przeciekaa woda i trzeba
byo w wielkim popiechu zmobilizowa brygad
cieli, ktrzy zabrali si do reperacji.

Stefan omija dotd le Voreux, zaniepokojony
czarn sylwetk wartownika, widniejc niezmien-
nie na szczycie hady. Nie mona byo nie natkn
si na ni wzrokiem, panowaa nad rwnin, wzno-
sia si w powietrzu jak sztandar puku. Koo trze-
ciej w nocy niebo ciemnio si i Stefan uda si
do kopalni; koledzy objaniali mu uszkodzenie szy-
bu: ich zdaniem naleao jak najszybciej obudowa
go na nowo, co przerwaoby wydobycie na trzy mie-
sice. Kry dugo wsuchujc si w stuk motw.
Cieszya go ta rana, ktr trzeba byo opatrywa.

Gdy wraca o wicie, wartownik sta na hadzie.
Tym razem zobaczy go na pewno. Szed rozmylajc
o tych onierzach wzitych z ludu, ktrych uzbra-
jano przeciwko ludowi. Jake atwy staby si triumf
rewolucji, gdyby armia nagle stana po jej stronie!
A wystarczyoby przecie, aby robotnik i chop
w koszarach przypomnieli sobie o swym pochodze-
niu. Byo to najwiksze niebezpieczestwo, na myl
o ktrym buruje szczkali zbami ze strachu.
W jednej chwili zostaliby zmieceni, unicestwieni
razem z radociami i ohyd ich ycia opartego na
krzywdzie. Ju teraz kryy wieci, e cae puki
zatrute s ideami socjalistycznymi. Czy bya to
prawda? Czyby dziki rozdanym przez buruazj
nabojom zapanowa miaa sprawiedliwo? Przeska-
kujc do innej nadziei mody czowiek marzy, e
puk strzegcy kopalni przycza si do strajku,
rozstrzeliwuje wszystkich czonkw Towarzystwa
i wreszcie oddaje kopalni grnikom.

Zorientowa si, e wchodzi na had, w gowie

90

szumiao mu od tych rozmyla. Dlaczego nie miaby

porozmawia z wartownikiem? Wybada, jakie s ,
jego przekonania. Z obojtn min szed dalej, jakby
szuka kawakw starego drzewa w zagbieniach
terenu. onierz sta nieruchomo.

 Ale przeklta pogoda, co, kolego?  odezwa
si wreszcie Stefan.  Zdaje mi si, e bdzie nieg.

onierzyk by may, wosy mia bardzo jasne,
twarz agodn i blad, usian piegami. Otula si
szynelem niezdarnie jak rekrut.

 Mnie si te tak zdaje  szepn i utkwi swe
niebieskie oczy w niebie szarzejcym jutrzenk.

 Ale oni s gupi, e wam tu kazali sta i marz-
n  cign Stefan.  Kozakw si spodziewaj
czy co?... A wiatr to tu wieje niezgorszy!

onierzyk dra z zimna bez sowa skargi.
Wprawdzie niedaleko znajdowaa si budka, do kt-
rej w wietrzne noce chroni si stary Bonnemort,
ale poniewa wartownicy otrzymali rozkaz nie-
opuszczania wierzchoka hady, -onierz nie rusza
si stamtd ani na krok; rce tak mia zgrabiae, e
nie czu ju karabinu. Nalea do szedziesiciooso-
bowego oddziau pilnujcego le Voreux, a e ta
okrutna suba wypadaa czsto, kiedy o mao nie
zamarz na posterunku; nogi obumary mu z zimna.
Odrtwiay w biernym posuszestwie, odpowiada
na pytania urywanymi sowami, jak dziecko, ktre-
mu chce si spa.

Na prno Stefan przez kwadrans usiowa nawi-
za z nim rozmow o polityce. Tamten odpowiada
tak i nie, ale zdawa si nic nie rozumie. Koledzy
mwi, e kapitan jest republikanin; co do niego,
to nie wie, wszystko mu jedno. Jak mu ka strze-
la, to bdzie strzela, bo inaczej to by go ukarali.
Robotnik sucha ogarnity nienawici ludu do woj-
ska, do tych braci, ktrym odmieniano serce wka-
dajc im czerwone spodnie.

 Jak wam na imi?

 Juliusz.

91

 A skd jestecie?

 Z Plogoff, tam  wycign rk.
Wiedzia tyle tylko, e to jest w Bretanii. Jego
blada twarzyczka oywia si, rozemia si.

 Mam matk i siostr. Czekaj na mnie. Och,
poczekaj jeszcze!... Jak wyjedaem, odprowadziy
mnie a do Pont-Abbe. Wzilimy konia od Lepal-
mekw i o mao sobie ng nie poama, jakemy
zjedali z Audierne. MJ krewniak, Karol, czeka
na nas; przygotowa kiebas, ale kobiety tak pa-
kay, e czowiekowi wszystko w gardle stawao...
Ach, mj Boe! Mj Boe! Jak te to daleko do
domu!

Nie przestawa si mia, ale oczy mu zwilgotnia-
y. Ujrza przed sob bezludne nadbrzee w Plogoff
i dziki przyldek du Raz, zalane socem, poro-
wiae od wrzosw.

 Jak mylisz  zapyta  jeeli nie bd mia
adnych kar, to dadz mi miesic urlopu za dwa
lata?

Wwczas Stefan zacz mu opowiada o Pro-
wansji, ktr opuci jako dziecko. Rozwidniao si,
z ziemistego nieba paday patki niegu. Stefan za-
niepokoi si dostrzegszy Janka przyczajonego
w krzakach, z wyrazem zdumienia, e widzi go na
grze. Chopiec przyzywa go ruchem rki. I po c
te marzenia o zbrataniu si z onierzami? Nim to
nastpi, upyn jeszcze dugie lata. Jego daremna
prba napenia go zniechceniem, jak gdyby liczy
na to, e mu si powiedzie. Lecz nagle zrozumia
gesty Janka: nadchodzia zmiana warty. Odszed
wic, pobieg schroni si w Requillart, z sercem
raz jeszcze rozdartym pewnoci klski. Janek bieg
obok niego i kl na tego wstrtnego odaka, ktry
przywoa wart, eby do nich strzelali.

Na szczycie hady Julek sta nieruchomo, wpa-
trzony w patki niegu. Nadszed sierant ze swymi
ludmi, wymieniono przewidziane regulaminem za-
woania:

92

 Stj, kto idzie?... Zbliy si do podania hasa!
I znw zadudniy cikie kroki, jak w podbitym
kraju. Mimo e robio si coraz widniej, w osiedlach
nikt si nie rusza, grnicy przytoczeni onierskim
butem milczeli peni wciekoci.

ii

Od dwch dni pada nieg; trzeciego dnia rano
przesta, a silny mrz ci lodem jego olbrzymi ko-
bierzec. Ta czarna kraina o drogach jak wstgi za-
nurzone w atramencie, o domach i drzewach przy-
prszonych pyem wglowym wybielaa nie koczc
si biel. Osiedle Dwiecie Czterdzieci znikno pod
niegiem. Z adnego komina nie wydobywa si
dym. Domy pozbawione ognia rwnie byy zimne
jak przydrone kamienie i gruba warstwa niegu
na dachach nie tajaa. Domy te przypominay biae
pyty w kamienioomach, zdaway si wizj wy-
marego miasteczka, otulonego caunem. I tylko buty
patrolujcych onierzy zostawiay na ulicach bot-
niste lady.

Maheuowie poprzedniego dnia spalili ostatni szu-
felk miau, a przy tym straszliwym zimnie, kiedy
nawet wrble nie znajdoway ani dba trawy, nie
mogo by mowy o zbieraniu wgla na hadzie. Sw
zajado w wygrzebywaniu go spod niegu Alzira
przypacia  chorob.  Maheudka  owina  crk
w strzp kodry i czekaa na doktora Vanderhaghe-
na, po ktrego chodzia ju dwa razy, ale adnym
razem go nie zastaa. Poniewa jednak suca obie-
caa jej, e pan doktor bdzie w osiedlu przed noc,
wygldaa go stojc przy ognie. Chora, ktra zesza
z gry, gdy udzia si, e przy wystygym piecu
bdzie jej lepiej, siedziaa na krzele drc z zimna.
Naprzeciw stary Bonnemort, ktremu znw doku-
czay nogi, zdawa si spa. Lenora ani Henryk nie
wrcili jeszcze; uganiali si po drogach w towarzy-
stwie Janka, ebrzc. I tylko Maheu przemierza

93

cikimi krokami ogoocon izb, obijajc si o cia-
ny, ogupiay jak zwierz, ktre przestao ju wi-
dzie sw klatk. Nafta skoczya si rwnie, lecz
nieg na dworze by tak biay, e jego refleksy roz-
janiay nieco pokj mimo zapadego zmroku.

Rozleg si stukot sabotw i do izby wpada roz-
wcieczona Lewaczka ju od progu krzyczc do Ma-
heudki:

 Wic to ty mwia, e ja zmuszam mojego
lokatora, eby mi paci dwadziecia su za kadym
razem, jak si ze mn przepi?

Tamta wzruszya ramionami.

 Ja nic nie mwiam, co mi bdziesz gow za-
wraca... Kto ci to powiedzia?

 Nie musisz wiedzie kto. Powiedzieli mi, i ju...
I nawet mwia jeszcze, e wszystko syszysz przez
cian i e u nas chaupa zarasta brudem, bo ja si
wyleguj do gry brzuchem. Moe powiesz, e tego
nie mwia, co?

Co dzie wybuchay ktnie, gdy kobiety bez
przerwy plotkoway jedna na drug. Zwaszcza s-
siadujce ze sob rodziny wadziy i godziy si stale.
Nigdy dotd ludzie nie ywili do siebie tyle cierpkiej
urazy. Od chwili wybuchu strajku gd zaostrza
pretensje, rce rway si do bicia: zwady midzy
kumoszkami koczyy si bjk mczyzn.

Zjawi si Levaque cignc za sob Bouteloupa.

 O, tu jest nasz lokator, niech sam powie, czy
dawa mojej onie dwadziecia su, eby si z ni
przespa.

Tamten, przeraony i agodny, protestowa, jka:

 Ale nie, nigdy!

Levaque podsun nagle Maheuowi pi pod nos
i powiedzia z pogrk w gosie:

 Nie podoba mi si to, rozumiesz? Jak si ma
tak on jak ty, to jej trzeba przyoy raz i drugi...
Znaczy si, ty wierzysz w to, co ona opowiada?

 Psiakrew!  krzykn Maheu wcieky, e wy-
rwano go z otpienia.  C to znowu za jakie

4

plotki? Mao jeszcze macie biedy? Wyno si albo
ci wyrn... Kto ci to zreszt powiedzia, e moja
ona mwia takie rzeczy?

 Kto powiedzia?... Pierronka powiedziaa.
Maheudka wybuchna ostrym miechem i po-
desza do Lewaczki:

 Ach, to Pierronka!... No, to ja ci powiem, co
ona mwia do mnie. Wic powiedziaa mi, e sypiasz
z obydwoma twoimi chopami. Jednego masz pod
spodem, a drugiego na wierzchu!

Porozumienie stao si niemoliwe. Wszyscy byli
rozjtrzeni, Levaque'owie rzucili w odpowiedzi Ma-
heuom. i Pierronka o nich mwia gorsze rzeczy,
e sprzedali Katarzyn i e wszyscy razem, nawet
dzieciaki, gnij na tak paskudn chorob, ktr
Stefan przynis z ,,Wulkanu".

 Powiedziaa tak? Powiedziaa tak?  krzykn
Maheu.  Dobrze! Pjd do niej i jak mi powie, e
tak powiedziaa, to jej wszystkie zby powybijam.

Wybieg; Levaque'owie pobiegli za nim, eby
wiadczy, a Bouteloup, ktry nie cierpia ktni,
wymkn si ukradkiem do domu. Rozgrzana sprzecz-
k Maheudka rwnie zamierzaa wyj, lecz po-
wstrzyma j jk Alziry. Otulia drce ciako dziew-
czynki i powrcia do okna. A doktora nie ma i nie
ma!

Przed drzwiami Pierronw Maheu i Levaque'owie
spotkali Lidk drepczc w niegu. Dom by za-
mknity, przez szpar w okiennicy padaa smuka
wiata. Maa, zmieszana, najpierw niechtnie odpo-
wiadaa na pytania: nie, tatusia nie ma, poszed do
pralni, eby pomc babce Brule przynie bielizn.
Pniej zacia si i nie chciaa im powiedzie, co
robi matka. Wreszcie wyrzucia z siebie miejc si
z tajon uraz: matka kazaa jej wyj, bo przyszed
pan Dansaert i przeszkadzaa im w rozmowie. Dan-
saert od rana spacerowa po osiedlu, werbujc ro-
botnikw, starajc si zastraszy sabych; jeeli
w poniedziaek nie stawi si w le Voreux, Towa-

95

rzystwo sprowadzi grnikw z Borinage. Z nadej-
ciem zmroku zastawszy Pierronk sam odprawi
andarmw i zosta u niej, aby przy ciepym piecu
wypi kieliszek jaowcwki.

 Pst! Cicho! Podpatrzymy ich  szepn Le-
vaque z rozpustnym miechem.  Nasz spraw
zaatwimy pniej... Wyno si, maa!

Lidka cofna si o par krokw, a Levaque przy-
oy oko do szpary w okiennicy. Po chwili trzs
si cay i tumi okrzyki. Z kolei podesza do okna
Lewaczka, ale spojrzawszy powiedziaa, e j mdli
od takich rzeczy. Maheu, ktry odepchn j chcc
zajrze sam, owiadczy, e to dopiero widowi-
sko! I kade z nich podchodzio od nowa, kolejno.
Izb, lnic od czystoci, rozwesela suty ogie, na
stole stay ciastka, butelka i kieliszki, sowem, praw-
dziwa uczta. To, co zobaczyli, oburzyo obu m-
czyzn, chocia w innych okolicznociach mieliby te-
mat do kpinek na p roku. e si tam zabawia
zadarszy spdnic do gry, to byo mieszne. Ale,
psiakrew, czy to nie wistwo, e robi to przy takim
ogniu i objada si biszkoptami, kiedy inni nie maj
ani kromeczki chleba, ani kawaka wgla!

 Tatu idzie!  krzykna Lidka uciekajc.
Pierron wraca spokojnie z pralni niosc toboek
z bielizn na ramieniu. Maheu zaczepi go natych-
miast.

 Suchaj no, podobno twoja ona powiedziaa,
e ja sprzedaem Katarzyn i e my wszyscy w do-
mu jestemy pozaraani... A tobie ile paci ten go,
co tam teraz siedzi u was i maca twoj on?

Pierron, zaskoczony, nie rozumia, o co tamtemu
chodzi, gdy nagle Pierronka, przeraona haasem,
stracia gow do tego stopnia, e uchylia drzwi,
aby zobaczy, co si dzieje. Ujrzeli j w psach,
w rozpitym staniku, z podniesion spdnic; w g-
bi sta Dansaert i w popiechu naciga spodnie.
Nadsztygar wymkn si natychmiast, znikn, drc,
aby ta historia nie dosza do uszu dyrektora. Wy-

96

T

buchn straszliwy skandal, rozlegy si miechy,
krzyki, obelgi.            

 Moesz przygadywa innym, e s brudne! 
woaa Lewaczka do Pierronki. Nic dziwnego, e ty
jeste czysta, jak ci sztygar szoruje!

 Dobrze jej gada!  podj Levaque.  To
dopiero winia! Opowiada, e moja ona sypia ze
mn i z lokatorem: jednego ma na wierzchu, a dru-
giego pod spodem!... Tak, tak, powiedzieli mi, e tak
mwia!

Ale Pierronka odzyskaa zimn krew i z pogard
suchaa obelg, przewiadczona, e jest najpikniej-
sza i najbogatsza w osiedlu.

 Co powiedziaam, to powiedziaam, a teraz daj-
cie mi wity spokj, dobrze?... Co was obchodz
moje sprawy? Nie moecie nam darowa, e ska-
damy pienidze do kasy oszczdnoci, co? Wynocie
si, mj m dobrze wie, po co pan Dansaert by
u nas.

I rzeczywicie Pierron unis si gniewem, stan
w obronie ony. Ktnia przybraa inny obrt, teraz
jemu wyrzucano, e jest sprzedawczykiem, szpiclem,
psem goczym dyrekcji, oskarano go, e zamyka
si w domu i objada smacznymi kskami, na ktre
dostaje pienidze za swoje donosy. On broni si,
twierdzi, e Maheu wsun mu pod drzwi list z po-
grkami, kartk, na ktrej byy narysowane dwa
skrzyowane piszczele, a nad nimi sztylet. Skoczyo
si to oczywicie bjk midzy mczyznami, jak
wszystkie sprzeczki kobiet, od czasu gdy gd obu-
dzi gniew w najbardziej nawet spokojnych. Maheu
i Levaque rzucili si na Pierrona z piciami, trzeba
ich byo rozczy.

Kiedy stara Brule nadesza z pralni, z nosa zicia
pyna krew. Dowiedziawszy si, co si stao, rzeka
tylko:

 Ten wintuch przynosi mi wstyd.

Ulica opustoszaa, ani jeden cie nie plami nagiej

Germinal t. II

97




bieli niegu; osiedle, przymierajce godem i zzibni-
te, z powrotem ogarna martwota.

 A doktor?  spyta Maheu zamykajc drzwi.

 Nie przyszed  odpara Maheudka wci sto-
jc przy oknie.

 Dzieci wrciy?

 Nie, nie wrciy.

Maheu podj swj ociay marsz od jednej ciany
do drugiej, niby utrudzone zwierz. Zesztywniay na
krzele dziadek Bonnemort nie podnis nawet go-
wy. Alzira rwnie nie odzywaa si ani sowem
i staraa si pohamowa drenie, eby nie sprawia
rodzicom przykroci; ale mimo wytrzymaoci na
bl dygotaa chwilami tak silnie, e sycha byo,
jak jej chude ciako kaleki ociera si o kodr. Sze-
roko otwartymi oczami wpatrywaa si w sufit; niky
odblask onieonych ogrdkw napenia izb ksi-
ycowym wiatem.

By to ju koniec  dom pusty, ogoocony ze
wszystkiego. Najpierw wena, a pniej pokrycie
materacw powdroway do handlarza starzyzn;

nastpnie przysza kolej na przecierada, bielizn,
wszystko, co mona byo sprzeda. Pewnego wieczo-
ra sprzedano za dwa su chusteczk dziadka. Kad
rzecz, z ktr przychodzio si rozsta, oblewano
zami. Maheudka wci jeszcze bolaa, e ktrego
dnia zaniosa ukryte w spdnicy  jak dziecko,
ktre podrzucamy pod drzwiami obcych ludzi 
rowe tekturowe pudeko, prezent od ma jeszcze
z dawnych czasw. Zostali nadzy, nie mieli do sprze-
dania ju nic prcz wasnej skry, tak zniszczonej
i pokrytej bliznami, e nikt nie daby za ni ani
grosza. Nie starali si wic ju nawet szuka, wie-
dzieli, e w domu nie ma nic, e to ju koniec, e
nie ma nadziei, eby dostali chocia wieczk, ka-
waek wgla czy kartofel. Zrezygnowani, oczekiwali
mierci bolejc tylko nad dziemi; oburzao ich to
bezcelowe okruciestwo; dlaczeg maa ma jeszcze
chorowa, zanim umrze?

 Wreszcie!  powiedziaa Maheudka.
Jaki czarny ksztat przesun si za oknem. Drzwi
otworzyy si. Lecz nie by to wcale doktor Vander-
haghen; poznali nowego proboszcza, ksidza Ranvier,
ktry nie wydawa si zdziwiony zastajc ich dom
zamary, bez wiata, bez ognia, bez chleba. By ju
w trzech ssiednich domach, szed od rodziny do
rodziny werbujc ludzi dobrej woli, podobnie jak
Dansaert ze swymi andarmami. I zaraz od progu
rzuci gorczkowym gosem czowieka zalepionego:

 Dlaczego nie bylicie w niedziel na mszy, moje
dzieci? le postpujecie, tylko Koci moe przy-
nie wam pociech... Obiecajcie mi, e przyjdziecie
w przysz niedziel.

Maheu popatrzy na niego przez chwil i bez so-
wa podj swoj ocia wdrwk. To Maheudka
odpowiedziaa:

 A po co, ksie proboszczu? Czy Pan Bg nie
wymiewa si z nas?... Co go obchodzi moja maa,
ktra trzsie si od gorczki? Mao Mu jeszcze byo
naszej ndzy, prawda? Musia zesa chorob teraz.
kiedy nie mog da dziecku nawet szklanki gorcych
ziek.

Wwczas ksidz wygosi dug przemow. Z za-
paem misjonarza nawracajcego dzikich wykorzy-
stywa strajk, straszliw ndz i rozjtrzenie ludzi
godnych dla chway swojej religii. Mwi, e
Koci jest z biednymi, e za jego spraw za-
triumfuje sprawiedliwo, gdy cignie gniew boy
na bezecestwa bogaczy. Dzie ten zabynie ju
niedugo, albowiem przepenia si czara: bogacze
przywaszczyli sobie wadz Boga i rzdz bez Niego.
Lecz jeli robotnicy pragn sprawiedliwego podziau
dbr ziemskich, powinni natychmiast powierzy si
opiece ksiy, tak jak po mierci Jezusa maluczcy
i ubodzy zgrupowali si wok apostow. Jak si
posiadaby papie, jak armi rozporzdzaby kler,
gdyby mia w swym rku niezliczone rzesze robotni-
kw! W przecigu tygodnia mona by oczyci wiat

z nieprawoci, wygna niegodnych wadcw, a wtedy
zapanowaoby wreszcie prawdziwe krlestwo boe,
kady otrzymywaby zapat wedug swej zasugi,
prawo pracy zagwarantowaoby ludzkoci szczcie.

Maheudce wydawao si, e syszy Stefana, jak
w jesienne wieczory gosi im, e kres ich ndzy jest
bliski. Ale sutanny nigdy nie wzbudzay w niej

zaufania.

 Bardzo to wszystko pikne, co ksidz pro-
boszcz mwi  rzeka.  Wida, nie jest ksidz
z burujami w zgodzie i dlatego... Wszyscy nasi
proboszczowie chodzili z wizytami do dyrekcji i jak
tylko zaczynalimy si dopomina o chleb, grozili

nam diabem.

Ksidz rozpocz przemow od nowa, rozprawia
o poaowania godnym nieporozumieniu pomidzy
Kocioem a ludem. Jego zawoalowane zdania go-
dziy teraz w proboszczw miejskich, w biskupw,
w grne warstwy kleru, syte uciech i wadzy,
w swym zalepieniu paktujce z liberaln buruazj,
nie wiedzc, e to wanie ona pozbawia je pano-
wania nad wiatem. Wyzwolenie przyjdzie od pro-
stych ksiy wiejskich, wszyscy oni powstan, aby
z pomoc wydziedziczonych przywrci krlestwo
Chrystusa. Zdawao si, e proboszcz stoi ju na
ich czele, prostowa sw kocist posta jak do-
wdca, jak rewolucjonista Ewangelii, z oczyma tak
penymi wiata, e rozjaniay pogron w mroku
izb. W uniesieniu zacz mwi jzykiem mistyka
i od duszej ju chwili biedni ludzie nie rozumieli

go.

 I po co tyle sw  burkn w pewnej chwili

Maheu.  Lepiej by ksidz zrobi przynoszc nam

na pocztek chleba.
 Przyjdcie w niedziel na msz!  wykrzykn

ksidz.  Bg nakarmi akncych!

I wybieg. Poszed nawraca z kolei Levaque'w,
tak zatopiony w marzeniu o triumfie Kocioa, tak
peen pogardy dla rzeczywistoci, e z pustymi r-


kami, bez jamuny, przemierza osiedla przymie-
rajce godem, sam biedny i przewiadczony, e
cierpienie prowadzi do zbawienia.

Maheu chodzi wci, sycha byo tylko miarowy
odgos jego stpania. Rozleg si jakby zgrzyt za-
rdzewiae] rolki  dziadek Bonnemort splun
w wystyge palenisko. I znw zabrzmiay kroki re-
gularnym rytmem. Alzira zdrzemna si w gorczce
i majaczya po cichu, miaa si, przekonana, e jest
ciepo i e bawi si w socu.

 Psiakrew!  szepna Maheudka dotknwszy
jej policzkw.  Teraz znw jest rozpalona... Nie
ma ju co czeka na tego ajdaka, na pewno zabro-
nili mu przychodzi, zbje!

Mwia o doktorze i Towarzystwie Wglowym.
Lecz na widok otwierajcych si drzwi wyrwa si
jej okrzyk radoci. Zaraz jednak spochmurniaa
i z powrotem opucia rce.

 Dobry wieczr  powiedzia pgosem Stefan
starannie zamknwszy drzwi za sob.

Czsto wpada do nich noc. Maheuowie zaraz
nastpnego dnia dowiedzieli si o jego kryjwce,
lecz umieli dotrzyma sekretu, nikt w osiedlu nie
wiedzia, co stao si z modym czowiekiem. Stwo-
rzyo to wok niego legend. Ludzie w dalszym
cigu wierzyli w niego, kryy tajemnicze pogoski:

zjawi si pewnego dnia z wojskiem, ze skrzyniami
penymi zota. Byo to wci owo religijne oczeki-
wanie cudu, chwili, kiedy idea oblecze si w ciao
i kiedy wkrocz do krainy sprawiedliwoci, ktr
im obieca. Jedni mwili, e widzieli go w karecie 
jecha drog do Marchiennes w towarzystwie trzech
panw; drudzy twierdzili, i jest chwilowo w Anglii.
Lecz przeduajca si nieobecno grozia zachwia-
niem jego autorytetu; artownisie oskarali go, e
chowa si w piwnicy, a Mouquette dba, eby mu
tam byo ciepo. Stosunek z t dziewczyn, o kt-
rym wszyscy ju wiedzieli, zaszkodzi mu w oczach
opinii. Jego popularno zacza powoli sabn, co-

101

raz wicej ludzi, ktrzy dotd stali po jego stronie,
poddawao si rozpaczy.

 Co za psi czas!  rzuci.  A u was nic no-
wego? Coraz to gorzej?... Mwiono mi, e may
Negrel pojecha do Belgii, eby sprowadzi grnikw
z Borinage. Przepadlimy, co tu duo gada!

Kiedy wchodzi do tej izby lodowatej, ciemnej,
w ktrej jego oczy dopiero po chwili dostrzegy
sylwetki ludzkie, wstrzsn nim dreszcz. Poczu
odraz i zmieszanie  on, zdeklasowany robotnik,
poerany ambicj, w ktrym ksiki rozbudziy
wiksz wraliwo. Co za ndza, tok, zaduch.
Straszliwa lito cisna mu gardo. Widok tej agonii
wstrzsn nim do tego stopnia, e szuka sw, by
nakoni tych ludzi do podjcia pracy.

Lecz Maheu zatrzyma si przy nim gwatownie,
krzyczc:

 Sprowadzi grnikw z Borinage? Nie omiel
si, ajdaki! Jak sprowadz, to rozwalimy im ko-
palnie!

Z wyrazem zakopotania Stefan wyjani, e nie
bd si mogli ruszy, bo kopal pilnuj onierze,
a robotnicy belgijscy zjechaliby pod ich oson.
Maheu zaciska pici, najbardziej rozgniewany tym,
e  jak mwi  czuje bagnet za plecami. Wic
grnicy nie s ju panami siebie? Wic traktuje si
ich jak galernikw i zmusza do pracy groc kara-
binem? Kocha swoj kopalni i cierpia, e ju od
dwch miesicy nie zjeda pod ziemi. Tote na
myl o tej zniewadze, o tych obcych ludziach, kt-
rych miano tu sprowadzi, ogarniao go szalestwo.
Wtem przypomnia sobie, e zwrcono mu ksieczk
i serce mu si skurczyo.

 Waciwie czego ja si zoszcz?  szepn. 
I tak ju nie nale do ich budy... Wypdz mnie, to
zdechn gdzie pod potem, i koniec.

 Nie gadaj gupstw  powiedzia Stefan  Je-
eli zechcesz, to zaraz jutro przyjm ci ksieczk

102

z powrotem. Nikt nie zwalnia z pracy dobrych ro-
botnikw.

Przerwa, zdziwiony, syszc cichy miech Alziry.
Do tej pory dostrzeg tylko sztywny cie dziadka
Bonnemort i ta wesoo chorej dziewczynki prze-
razia go. Nie, tego ju za wiele, eby miay umiera
dzieci!

 Tak duej by nie moe  powiedzia dr-
cym gosem.  Przepadlimy... Musimy ustpi.

Nieruchoma i milczca dotd Maheudka wybuch-
na teraz, klnc jak mczyzna i krzyczc Stefanowi
prosto w twarz:

 Co mwisz?... I to ty, ty mwisz takie rzeczy?
Chcia si wytumaczy, ale nie pozwolia mu doj
do sowa:

 Nie powtarzaj tego wicej, bo chociaem ko-
bieta, ale dam ci w gb... Godowalimy przez dwa
miesice, wyprzedaam wszystko, co miaam w domu,
dzieci mi si pochoroway, a teraz wszystko miaoby
zosta po dawnemu? Niesprawiedliwo miaaby si
zacz od nowa?... Ach, kiedy o tym pomyl, krew
mnie zalewa. Nie! Nie! Wolaabym teraz spali i po-
mordowa wszystko ni ustpi.

Gestem pogrki wycigna rk w stron nie-
widocznego w ciemnoci Maheua:  I gdyby mj
wrci do pracy, ja pierwsza plunabym mu w twarz
i powiedziaa, e jest ajdak!

Stefan nie widzia jej, lecz czu bijce od niej
ciepo, niby oddech rozjuszonego zwierzcia, i odsu-
n si wstrznity t zajadoci, ktra bya jego
dzieem. Maheudka wydawaa mu si tak zmieniona,
e nie mg jej pozna. Tak rozumna dawniej 
wyrzucaa mu zawsze jego gwatowno i mwia, i
nikomu nie trzeba yczy mierci  teraz nie po-
zwalaa przemwi sobie do'rozsdku i chciaa mor-
dowa. To nie on, to ona politykowaa teraz, pragn-
a wymie za jednym zamachem burujw, doma-
gaa si republiki i gilotyny, aby uwolni wiat od
tych zodziejw-bogaczy utuczonych prac ndzarzy.

103

 Tak, rozszarpaabym ich moimi dziesicioma
palcami... Dosy ju tego! Sam mwie, e teraz
przysza nasza kolej... Kiedy pomyl, e mj ojciec,
dziadek, ojciec dziadka i wszyscy ci przedtem cier-
pieli, tak jak my cierpimy, i e nasi synowie i sy-
nowie naszych synw te tak bd cierpie, w gowie
mi si mci, wziabym n... Powinnimy byli roz-
wali cae Montsou, eby kamie na kamieniu nie
zosta. I, wiesz, jednego tylko auj: e nie pozwo-
liam staremu zadusi tej panny z Piolaine... Oni
pozwalaj, eby gd dusi moje dzieci!

Jej sowa paday w noc jak ciosy siekier. Za-
mknity horyzont nie chcia si otworzy. W gowie
udrczonej blem kobiety niemoliwy do zrealizo-
wania idea przeradza si w trucizn. '

 Nie zrozumielicie mnie  powiedzia wreszcie
Stefan wycofujc si.  Uwaam tylko, e powin-
nimy doj do porozumienia z Towarzystwem:

wiem, e kopalnie bardzo ucierpiay i dyrekcja na
pewno poszaby na ukady.

 Nie! adnych ukadw!krzykna Maheudka.
W tej chwili nadeszli Henryk i Lenora, z pustymi
rkami. Jaki pan da im wprawdzie dwa su, ale
poniewa dziewczynka cigle bia modszego brata,
pienidze upady w nieg, zaczli ich szuka razem
z Jankiem, ale nie znaleli.

 Uciek, mamusiu, powiedzia, e ma jakie
sprawy.

Stefan sucha ze cinitym sercem. Niegdy Ma-
heudka grozia dzieciom, e je pozabija, gdyby omie-
liy si wycign rk. Dzi sama wysyaa je na
ebry i mwia, e wszyscy oni, dziesi tysicy
grnikw z Montosu, powinni wzi kije i torby
starych ebrakw i wylec na drogi.

W mrocznej izbie trwoga wzrosa jeszcze. Dzieci
wrciy godne, chciay je, dlaczego nie ma nic do
jedzenia? Pomrukiway, krciy si po izbie, a na-
depny na nogi umierajcej, ktra jkna. Roz-

104

wcieczona matka na olep wymierzya im policzek.
Pniej, gdy jeszcze goniej domagay si chleba,
wybuchna paczem, osuna si na ziemi i wszyst-
kich troje obja jednym uciskiem. Osaba i bez-
wolna, pakaa dugo, jkajc wci to samo zdanie,
przyzywajc mierci: Mj Boe, dlaczego nas nie
zabierasz? Mj Boe, zabierz nas przez lito, aby
prdzej ju z tym skoczy!" Dziadek trwa nie-
ruchomy jak stare drzewo powyginane przez deszcze
i wiatry, a ojciec chodzi od komina do kredensu,
nie odwracajc gowy.

Otworzyy si drzwi; tym razem by to doktor
Vanderhaghen.

 Psiako!  powiedzia.  wieczka nie po-
psuaby wam chyba oczu... Prdko, nie mam czasu.

Gdera jak zawsze, przemczony prac. Na szcz-
cie mia zapaki i Maheu zapala jedn po drugiej,
aby powieci przy badaniu chorej. Odkryta, draa
teraz w tym nikym blasku, chuda jak wrbelek
umierajcy na niegu i tak wta, e wida byo ju
tylko jej garb; Umiechaa si jednak nieprzytomnym
umiechem umierajcego, oczy miaa rozszerzone,
a rczki zaciskay si na wpadnitej piersi. I gdy
matka pytaa zdawionym gosem, dlaczego los od-
biera jej jedyne dziecko, z ktrego miaa pociech,
takie rozumne i ciche, doktor rozgniewa si:

 Umiera... Umara z godu ta twoja maa! I nie
ona jedna. Byem ju u innej, tu obok... Wzywacie
mnie wszyscy, a c ja wam mog poradzi. Misa
wam trzeba, to bdziecie zdrowi!

Maheu wypuci zapak z poparzonych palcw
i ciemnoci wchony mae zwoki, ciepe jeszcze.
Doktor wyszed spiesznie. W mrocznej izbie Stefan
sysza ju tylko kania Maheudki, jej ponury la-
ment i wzywanie mierci:

 Mj Boe, we mnie, teraz moja kolej... Mj
Boe, we mego ma, we nas wszystkich przez
lito, aby z tym ju skoczy!

105

III

Tej niedzieli od godziny smej Suwarin siedzia
sam w izbie szynku Tu najtaniej" na swym zwy-
kym miejscu, z gow opart o cian. aden z gr-
nikw nie mia ju ani grosza na kufel piwa, knajpy
wieciy pustk. Tkwica nieruchomo za kontuarem
pani Rasseneur zachowywaa pene irytacji milcze-
nie, a stojcy obok kominka Rasseneur zdawa si
ledzi w zamyleniu rudawe smugi dymu.

Nagle w tej ociaej ciszy przegrzanego pokoju
rozlegy si trzy krtkie stuknicia w szyb; Suwa-
rin odwrci gow i wsta poznajc sygna, jakim
parokrotnie ju posugiwa si Stefan, dostrzegszy
go z zewntrz siedzcego przy pustym stole i pal-
cego papierosa. Nim jednak maszynista zdy po-
dej do drzwi, Rasseneur otworzy je i ujrzawszy
w wietle padajcym z okna stojcego tam m-
czyzn, powiedzia:

 Boisz si, e ci wydam, czy co?... Wygodniej
wam bdzie pogada tutaj ni na drodze.

Stefan wszed. Pani Rasseneur uprzejmie zapro-
ponowaa mu kufelek. Odmwi ruchem rki.

 Ju od dawna domyliem si, gdzie si skry-
e  dorzuci szynkarz.  Gdybym by szpiclem,
tak jak twierdz twoi koledzy, ju tydzie temu
mgbym nasa na ciebie andarmw.

 Nie potrzebujesz si broni  odpar mody
czowiek.  Wiem, e nigdy nie jade chleba z tego
pieca... Mona mie rne zapatrywania, a mimo to
szanowa si nawzajem.

I na nowo zapanowao milczenie. Suwarin wrci
na swoje miejsce, opar si plecami o cian i ledzi
wzrokiem dym z papierosa, lecz jego nerwowe palce
poruszay si z niepokojem, przesuway po kolanach
szukajc ciepej sierci krlicy, ale nie znajdujc jej;

co mu dolegao, czego mu byo brak, cho nie zda-
wa sobie sprawy, czego.

106

Siedzcy po drugiej stronie stou Stefan odezwa
si wreszcie:

 Le Voreux rusza jutro. May Negrel sprowadzi
Belgw.

 Uhm, przywieziono ich noc  szepn Rasse-
neur.  eby tylko znw nie byo bijatyki.  A p-
niej doda goniej:  Nie, nie mam wcale zamiaru
powraca do naszych ktni, ale, widzisz, jeeli b-
dziecie upiera si dalej, to to si le skoczy...
Mwi ci, e z t wasz spraw jest zupenie tak
samo jak z twoj Midzynarodwk. Byem przed-
wczoraj w Lilie, bo miaem tam interes, i spotkaem
Plucharta. Ot wyglda na to, e co si ona psuje,
ta jego machina.

I poda szczegy. Stowarzyszenie, pozyskawszy
sobie robotnikw caego wiata, co dotd jeszcze
wzbudzao w buruazji dreszcz zgrozy, teraz rozpada
si podgryzane od wewntrz cieraniem si ambicji
i prnoci. Od chwili gdy wzili w nim gr anar-
chici, odsuwajc w cie ewolucjonistw, wszystko
rwie si, gwny cel  zreformowanie systemu
pracy najemnej  ginie w powodzi sekciarskich roz-
grywek, wstrt do zachowywania dyscypliny godzi
w naukowe podstawy stowarzyszenia i ju teraz
mona przewidzie kocowe fiasko tego pospolitego
ruszenia ludzi pracy, ktre przez pewien czas gro-
zio zmieceniem z powierzchni ziemi starego zgniego
spoeczestwa.

 Pluchart chory jest od tego wszystkiego 
cign Rasseneur  a przy tym do reszty straci
gos. Ale mimo to przemawia w dalszym cigu, chce
jecha do Parya... I powtarza mi ze trzy razy..
e wasz strajk jest spraw przegran.

Stefan z oczami wbitymi w ziemi sucha, nie
przerywa tamtemu. Poprzedniego dnia rozmawia
z towarzyszami i wyczu z ich strony uraz i pewn
podejrzliwo, pierwsze tchnienie niepopularnoci
zwiastujce porak. Milcza chmurnie, nie chcc
wyjawi swego przygnbienia czowiekowi, ktry

107




przepowiedzia mu niegdy, i nadejdzie dzie, kiedy
tum odwrci si od niego i obsypie go sowami
pogardy mszczc si za doznany zawd.

 Oczywicie, strajk jest spraw przegran, wiem
o tym rwnie dobrze jak Pluchart  powiedzia. 
Byo to do przewidzenia. Przyjlimy go wbrew
naszej woli, jako konieczno, i nie liczylimy na to,
e pozwoli on nam upora si z Towarzystwem...
Czowiek sam si oszoamia, zaczyna spodziewa si
Bg wie czego, a gdy sprawy przyjmuj zy obrt,
zapomina, e powinien by si z tym liczy, rozpacza
i kci si z innymi, jakby ta katastrofa spada nagle
z nieba.

 Wic skoro uwaasz, e sprawa jest przegrana,
to dlaczego nie przemwisz kolegom do rozsdku? 
zapyta Rasseneur.

Stefan utkwi w nim oczy.

 Dosy ju tego, mj drogi... Ty masz swoje za-
patrywania, ja mam swoje. Przyszedem do ciebie,
-eby ci pokaza, e szanuj ci mimo wszystko. Ale
w dalszym cigu uwaam, e gdybymy nawet mieli
zdechn z godu, nasze wychude ciaa bardziej
przysu si sprawie ludu ni caa twoja polityka
czowieka rozsdnego... Och, gdyby ktry z tych
przekltych odakw wpakowa mi kul prosto
w serce, jaki to byby pikny koniec!

Oczy jego zwilgotniay, w okrzyku znalazo wyra
utajone pragnienie zwycionego, aby mier poo-
ya kres jego udrce.

 Dobrze powiedziane!  owiadczya pani Ras-
seneur, ktra w jednym spojrzeniu rzuconym m-
owi zawara ca sw dla niego pogard, pync
z jej radykalnych pogldw.

Suwarin siedzia ze wzrokiem utkwionym w prze-
strze, nerwowo poruszajc rkami, i zdawa si nic
nie sysze. Jego dziewczca twarz o wskim nosie
i drobnych spiczastych zbach przybieraa chwilami
wyraz dzikoci, jakby przesuway si przed nim
jakie krwawe wizje. I nagle zacz marzy na gos,

108

odpowiadajc Rasseneurowi na ktre z jego zda
o Midzynarodwce, wyowione z rozmowy:

 Wszyscy s nikczemni i tchrze, jeden tylko
czowiek mg uczyni z tej ich machiny straszliwe
narzdzie zniszczenia. Trzeba chcie, a tymczasem
nikt nie chce i dlatego rewolucja zaamie si raz
jeszcze.

Gosem penym niesmaku skary si dalej na
gupot ludzk, a dwaj pozostali mczyni suchali,
zmieszani, tych zwierze lunatyka czynionych ciem-
nociom. W Rosji sprawy przedstawiay si jak naj-
gorzej, by zrozpaczony wiadomociami, jakie stam-
td otrzyma. Jego dawni towarzysze przemieniali
si w politykw, owi synni nihilici, przed ktrymi
draa Europa, synowie popw, drobnego mieszcza-
stwa, kupcw, nie potrafili wznie si ponad ide
wyzwolenia narodowego, zdawali si wierzy, e gdy
zabij despot panujcego w ich kraju, wyzwol cay
wiat, i z chwil gdy zaczyna im mwi o skoszeniu
starego spoeczestwa jak dojrzaego anu zboa,
z chwil nawet gdy wymawia to dziecinne sowo
republika", czu, e staje si nie zrozumiany, e
budzi niepokj i zostaje zaliczony do bdnych ryce-
rzy rewolucyjnego kosmopolityzmu. Jego serce pa-
trioty szamotao si jednak bolenie i -z gorycz
powtarza swj ulubiony zwrot:

 Zawracanie gowy!... Nigdy nic nie zdziaaj,
jak bd trzyma si tych bzdur!

Pniej, jeszcze bardziej ciszajc gos, w gorzkich
sowach wyjawi im swoje dawne marzenia o bra-
terstwie. Jeeli wyrzek si swej pozycji spoecznej
i majtku, jeeli stan po stronie robotnikw, to
dlatego i wierzy w powstanie nowej spoecznoci
zwizanej wspln prac. Kady zarobiony grosz
oddawa dzieciom z osiedla, dla grnikw by jak
brat, umiechem przyjmowa ich nieufno, zdoby-
wa ich sobie swym spokojem robotnika dokadnego
w pracy i skpego w sowa. A mimo to nie przyjli
go do swego grona, pozosta im obcy, obca pozostaa

im jego pogarda dla jakichkolwiek wizw ptaj-
cych swobod czowieka, jego uparte mstwo wysze
ponad czcz saw i uciechy. Tego ranka szczeglnie
wzburzya go wiadomo, ktr wyczyta w gaze-
tach.

Jego gos zmieni si nagle, oczy rozbysy; utkwi
je w Stefanie i zwrci si wprost do niego:

 Pojmujesz ty to? T histori z kapeluszni-
kami z Marsylii, ktrzy wygrali na loterii sto ty-
sicy frankw i natychmiast nabyli za to rent,
owiadczajc, e nie zamierzaj pracowa dalej!...
Wy wszyscy, robotnicy francuscy, jestecie tacy sami:

chcielibycie odkry skarb, aby mc syci si nim
potem w egoistycznym nierbstwie. I c z tego, e
wystpujecie przeciwko bogaczom, skoro wam sa-
mym brak siy, aby odda biednym pienidze, ktre
zsya fortuna... Dopty nie staniecie si godni szcz-
cia, dopki cokolwiek posiada bdziecie na wy-
czn wasno i dopki wasza nienawi do buru-
azji pyn bdzie jedynie z zajadej potrzeby za-
jcia jej miejsca.

Rasseneur parskn miechem, myl, e dwaj ro-
botnicy z Marsylii mieliby wyrzec si wygranej,
wydaa mu si zupenie bezsensowna. Lecz Suwarin
zblad, jego zmieniona twarz staa si przeraajca
w nagym porywie religijnego gniewu, ktry nis
ze sob zagad. Krzykn:

 Wszyscy zostaniecie zmieceni,  rozgromieni,
obrceni wniwecz! Narodzi si jeszcze ten, ktry
unicestwi wasz ras tchrzw dnych uycia.
Spjrzcie na moje rce: gdyby miay do siy,
wstrzsnyby ziemi tak, i rozsypaaby si w- proch,
a wy zniknlibycie pod jej szcztkami.

 Dobrze powiedziane  powtrzya pani Ras-
seneur uprzejmie i z przekonaniem.

I znw zapanowao milczenie. Po chwili Stefan
z powrotem zacz mwi o robotnikach z Borinae.
Wypytywa Suwarina, jakie postanowienia powzi-
to w le Voreux, lecz maszynista, ktry znw po-


pad w zamylenie, odpowiada mu pswkami;

wiedzia tylko, e onierzom strzegcym kopalni
miano rozda ostre naboje. Niepokj jego nerwo-
wych palcw bdzcych po kolanach wzmg si
do tego stopnia, e wreszcie uwiadomi sobie, czego
mu brak: agodnej, uspokajajcej sierci zwierz-
cia.

 A gdzie jest krlica?  zapyta.

Szyn karz ponownie parskn miechem rzucajc
onie porozumiewawcze spojrzenie, a po chwili wa-
hania powiedzia:

 Krlica? W piecu.

Od czasu przygody z Jankiem zwierz, zapewne
ponisszy jakie obraenia, wydao na wiat martwe
mode; aby wic nie ywi darmozjada, tego dnia
zdecydowano si zrobi z niego potrawk z karto-
flami.

 Tak, tak, zjade jej udko dzi na kolacj...
Jeszcze si oblizywa, co?

Suwarin nie zrozumia w pierwszej chwili, p-
niej jednak poblad bardzo, broda skurczya mu si,
jakby chwyciy go mdoci, a w oczach, wbrew chci
zachowania stoickiego spokoju, ukazay si dwie
wielkie zy.

Nikt jednak nie zdy zauway jego wzrusze-
nia, gdy drzwi otwary si gwatownie i ukaza
si w nich Chaval popychajc przed sob Kata-
rzyn. Kiedy obszed ju wszystkie szynki w Montsou
sycc si w nich piwem i przechwakami, przyszo
mu na myl, aby pj do Rasseneura, pokaza daw-
nym przyjacioom, e si ich nie boi. Wszed m-
wic do kochanki:

 Psiakrew, powiedziaem ci, e napijesz si tutaj
piwa! Wybij zby kademu, kto na mnie spojrzy

krzywym okiem.

Na widok Stefana Katarzyna poblada, wstrz-
nita, a Chaval ujrzawszy go wybuchn zym mie-
cherp

111

 Pani Rasseneur, dwa piwa! Oblewamy pod-
jcie pracy!

Kobieta bez sowa napenia kufle jako  szynkar-
ka, ktra nikomu nie odmawia piwa. Zapanowao
milczenie; ani szynkarz, ani dwaj pozostali nie ru-
szyli si z miejsc.

 Znam takich, co mwili, e jestem szpicel 
podj wyzywajco Chaval  i chciabym, eby mi
to powtrzyli prosto w oczy, to bymy si wreszcie
mogli porachowa.

Nikt nie odpowiedzia, mczyni odwrcili go-
wy i rozgldali si po cianach.

 S tacy, co si leni, i tacy, co si nie leni 
cign Chaval podniesionym gosem.  Ja tam
niczego nie ukrywam: puciem kantem bud De-
neulina i jutro rano zjedam do le Voreux z dwu-
nastoma Belgami: dali ich pod mj dozr, bo
mnie maj za dobrego robotnika. A jak si to komu
nie podoba, to niech powie szczerze  pogada-
my.

Widzc, e wci to samo pogardliwe milczenie
jest jedyn odpowiedzi na jego zaczepki, wybuch-
n gniewem na Katarzyn:

 Pijesz czy nie?... Tr si ze mn. Precz z aj-
dakami, co nie chc pracowa!

 Katarzyna przysuna swj kufel, lecz tak drc
rk, e szko zabrzczao lekko. Chaval wycign
teraz z kieszeni gar srebrnych monet i chepi
si nimi po pijacku, mwic, e zarobi to wasnym
potem i e niech mu pokae ktry z tych, co si
leni, chocia dwa grosze, jeeli ma. Wyprowadzony
z rwnowagi zachowaniem kolegw przeszed do
otwartych obelg.

 Wic to noc wya krety, tak? Zbje czekaj,

 andarmi posn, i wtedy dopiero mona ich spot-
ka?

Stefan podnis si, bardzo spokojny, zdecydowa-
ny.

 Dosy ju tego, syszysz?!... I owszem, jeste

112

szpiclem, twoje pienidze cuchn jakim nowym do-
nosem i nie mam ochoty dotyka takiego sprzedaw-
czyka jak ty. Ale wszystko jedno, ju dawno po-
winnimy si byli rozprawi ze sob, nie ma tu
miejsca dla nas obu.
Chaval zacisn pici.

 Och, trzeba ci dopiero powiedzie do suchu,
eby si ruszy, ty tchrzu!... Zapacisz mi teraz
za te wszystkie wistwa, jakie ze mn wypra-
wiali!

Wycignwszy bagalnie rce, Katarzyna postpia
ku nim par krokw, lecz nim zdyli j odepchn,
cofna si sama, powoli, czujc, i walka jest nie-
unikniona. Oparta o cian, staa w milczeniu, tak
przeraona, e nie draa ju nawet, szeroko otwar-
tymi oczyma wpatrzona w mczyzn, ktrzy mieli
si bi o ni.

Pani Rasseneur sprztna tylko kufle z kontu-
aru bojc si, aby ich nie potuczono, i usiada na
aweczce, nie okazujc nieprzystojnej ciekawoci.
Rasseneur upar si jednak, aby rozczy tamtych
dwch, nie mona przecie pozwoli, aby dawni
koledzy mieli si teraz pozabija! I dopiero Suwarin
wzi go za rami i odprowadzi do stou mwic:

 To nie twoja rzecz... O jednego z nich jest
za duo. Silniejszy zostanie.

Nie czekajc, a Stefan go zaatakuje, Chaval bi
w prni zacinitymi piciami. By wyszy, poru-
sza si niezdarnie wciekymi rzutami caego ciaa
i obu rk, ktrymi manewrowa jak szablami, celu-
jc w twarz przeciwnika. Nie przestawa przy tym
mwi, pozowa dla widzw, podnieca si obel-
gami.

 Ach, ty byku pieroski, dobior si jeszcze do
twojego nosa i wetkn go sobie gdzie!... Daj no tu
mord, dziwkarzu jeden, rozwal ci j na miazg,
bdzie w sam raz dla wi, zobaczymy potem, czy
jeszcze jaka dziewucha za tob poleci!

Milczcy, z zacinitymi zbami, Stefan przestrze-

8 - Germinal t. II

113

ga zasad poprawnej walki, twarz i pier zasaniajc
rkami, ktre wyrzuca od czasu do czasu w strasz-
liwych ciosach.

Z pocztku nie robili sobie wielkiej krzywdy. Ha-
aliwe mynki jednego i chodna rezerwa drugiego
przeduay walk. Przewrcili krzeso, ich cikie
saboty rozgniatay piasek, ktrym posypana bya po-
doga. Zadyszeli si, sycha byo, jak oddychaj
z trudem, a ich nabiege krwi twarze rozpalay si
od wewntrznego ognia, ktry tryska im pomie-
niami z oczu.

 Dosta!  krzykn Chaval.

I rzeczywicie, jego pi niby cep przeoraa
z ukosa rami przeciwnika. Ten powcign po-
mruk blu, rozleg si tylko guchy odgos uderze-
nia, na ktre odpowiedzia prostym ciosem w piersi.
Byby powali nim Chavala, gdyby tamten nie
umkn mu skaczc cigle jak koza. Jednake cios
dosign! go w lewy bok i tak by silny, e Chaval
zachwia si i straci oddech. Gdy poczu, e rce
wiotczej mu z blu, ogarna go wcieko, i rzu-
ci si jak zwierz, obcasem mierzc w brzuch Ste-
fana.

 Masz w bebechy!  wykrztusi zdawionym
gosem.  Najwyszy czas, ebym ci je wypru!

Stefan unikn uderzenia, ale oburzony narusze-
niem regu uczciwej walki wybuchn:

 Cicho bd, bydlaku! I nogi trzymaj przy sobie,
bo wezm stoka i eb ci rozbij!

Walka stawaa si coraz gwatowniejsza. Rasse-
neur, peen sprzeciwu, byby usiowa jej przeszko-
dzi, gdyby nie surowe spojrzenie ony, ktre go
powstrzymywao: czy dwch klientw nie ma prawa
zaatwi u nich swych porachunkw? Zasoni wic
tylko sob kominek, w obawie, e walczcy mogliby
wpa do ognia. Suwarin spokojnie skrci papierosa,
lecz zapomnia go zapali. Oparta o cian Kata-
rzyna staa nieruchomo; niewiadoma tego, co robi,
podniosa rce do piersi i szarpaa sukni. Cay je}

114

wysiek skierowany by ku temu, aby nie krzycze,,
aby swym krzykiem nie zdradzi, ktrego z tamtych
dwch woli, i tym wyznaniem nie przyczyni si
do mierci jednego z nich; tak bya zreszt wzbu-
rzona, e sama ju nie wiedziaa, ktrego woli.

Wkrtce Chaval zmczy si; oblany potem ude-
rza na olep. Mimo wciekoci Stefan nie przesta-
wa si osania, odparowywa prawie wszystkie ude-
rzenia, niektre jednak dosigy go. Ucho mia roz-
darte, a gdy Chaval wyrwa mu paznokciem strzp
ciaa z szyi, zakl i obsypa go swymi straszliwy-
mi ciosami prostymi. Jeszcze raz udao si Chavalowi
uskoczy, lecz pochyli si przy tym, pi trafia
w twarz, zmiadya nos, wgniota oko. Trysna
krew, oko zapucho i podsiniao. Nieszcznik, ole-
piony czerwon strug, oguszony wstrzsem, trzepo-
ta rkami, w powietrzu, gdy nowy cios, prosto
w pier, dobi go. Rozleg si oskot, Chava upad
na plecy ciko jak worek gipsu.

'Stefan czeka.

 Wstawaj! Jak chcesz jeszcze, moemy zacz
od nowa.

Po kilku sekundach oszoomiony Chaval poruszy
si bez sowa, rozprostowa czonki. Dwign si
z trudem, przez chwil klcza skulony z rk w kie-
szeni. Pniej podnisszy si rzuci si na Stefana
z dzikim skowytem.

Lecz Katarzyna dostrzega, Czego szukaa jego
rka w kieszeni, i wbrew woli wprost z serca wyrwa
jej si okrzyk, ktry zdziwi j sam jak wyzna-
nie uczucia bdcego dotd dla niej tajemnic.

 Uwaaj, on ma n!

Stefan ledwo zdy odparowa pierwszy cios.
Grube ostrze noa o drewnianej rkojeci rozcio
mu koszul. Chwyci Chavala za przegub doni i roz-
pocza si straszliwa walka. Stefan wiedzia, e je-
eli wypuci do tamtego, jest zgubiony. Chaval
za potrzsa ramieniem usiujc si wyrwa, aby
mc uderzy. N znia si powoli, zmczone czon-

*

115

ki obydwch sztywniay, dwa razy ju wydao si
Stefanowi, e zimna stal dotyka jego skry. Z naj-
wyszym wysikiem zmiady napistek przeciw-.
nika w ucisku tak silnym, e n wypad z otwar-
tej doni. Obydwaj rzucili si, aby go podnie.
Stefanowi udao si uprzedzi Chavala i on z kolei
wznis teraz bro, gotw zada cios. Trzyma na-
pastnika na kolanie, przegitego do tyu i. grozi, e
podernie mu gardo.

 Zginiesz, zdrajco nikczemny!

Podnosi si w nim jaki straszliwy gos, odbiera
mu przytomno, dobywa si gdzie z gbi, omo-
tem wypenia czaszk: naga dza mordu, pragnie-
nie krwi. Nigdy atak nie wystpi z podobn si.
A przecie nie by pijany. Walczy z tym szale-
stwem odziedziczonym po przodkach, wstrzsany
dreszczem rozpaczy, podobnie jak erotoman szamo-
czcy si z samym sob, aby nie dopuci si gwatu.
Zwyciy wreszcie, odrzuci n za siebie i wyjka
ochrypym gosem:

 Wstawaj, wyno si!

Tym razem Rasseneur rzuci si by w stron
walczcych, nie omieli si jednak wsun midzy
nich, eby samemu nie narazi si na cios. Nie y-
czy sobie, aby ludzie mordowali si w jego szynku,
i protestowa tak zapamitale, i jego ona, nierucho-
ma i wyprostowana przy kontuarze, zwrcia mu
uwag, e zawsze podnosi alarm przed czasem. Su-
warin, ktrego odrzucony przez Stefana n o mao
nie zrani w nog, zdecydowa si wreszcie zapali
papierosa. Wic to ju byo skoczone? Ogupiaa,
Katarzyna patrzaa na obu mczyzn, z ktrych a-
den nie zgin.

 Wyno si!  powtrzy Stefan.  Wyno

si albo ci zabij!

Chaval podnis si. Wierzchem doni otar krew
pync mu z nosa i z okrwawion twarz, z roz-
bitym okiem skierowa si w stron drzwi, pow-
czc nogami, pokonany i peen bezsilnej wciekoci.

116

Katarzyna machinalnie ruszya za nim. Widzc to
wyprostowa si, a jego nienawi trysna stekiem
obelg.

 Tego jeszcze brakowao, eby sza za mn,
dziwko jedna! Jak ci si jego zachciao, to pij
z nim; ale nie pokazuj si u mnie wicej, jeeli ci
ycie mie!

 gwatownie trzasn drzwiami. Zapanowao g-
bokie milczenie, sycha byo tylko cichy oddech pa-
lcego si w kominku ognia. Na pododze leao
przewrcone krzeso, a krople krwi wsikay w pia-
sek.

iv

Wyszedszy od Rasseneura Stefan i Katarzyna szli
w milczeniu. Leniwa, chodna odwil zostawiaa bru-
dne plamy na niegu nie roztapiajc go jednak. Na
mrocznym niebie, poprzez wielkie chmury  czarne
achmany, ktrymi targa porywisty wiatr  prze-
ziera ksiyc w peni. Na ziemi panowaa zupena
cisza, sycha byo jedynie plusk kropel spywaj-
cych z dachw, skd opaday mikko biae paty
niegu.

Stefan zakopotany obecnoci dziewczyny, ktra
przypada mu w udziale, nie wiedzia, co ma mwi.
Myl, aby zabra j ze sob do Requillart i tam j
ukry, wydaa mu si bezsensowna. Mia zamiar od-
prowadzi j do osiedla, do rodzicw, ale zaprote-
stowaa z przeraeniem: nie, nie, raczej wszystko
inne ni sta si teraz dla nich ciarem, gdy przed-
tem opucia ich tak podle! Zamilkli oboje brnc
po drogach, ktre zamieniay si powoli w rzeki
bota. Najpierw skierowali si w stron le Voreux,
a pniej skrcili na prawo pomidzy had a ka-
na.

 No, ale przecie gdzie spa musisz  odezwa
si wreszcie Stefan.  Gdybym mia pokj, chtnie
wzibym ci ze sob...

117

Lecz nagle ogarna go dziwna niemiao. Przy-
pomnia sobie ich wspln przeszo, godziny po-
dania, wstyd i delikatno, ktre nie pozwoliy im
si poczy. Czyby pragn jej jeszcze, e czu
si taki zmieszany? dza ciep fal napywaa mu
do serca. Wspomnienie policzkw otrzymanych od
dziewczyny w Gaston-Marie podniecao go teraz za-
miast napenia uraz. Myl, aby zabra Katarzy-
n ze sob do Requillart, stawaa si czym natu-
ralnym i atwym do wykonania.

 Zdecyduj si, dokd ci mam zaprowadzi?...
Wida musisz mnie teraz bardzo nie cierpie, e nie
chcesz zosta ze mn?

Dziewczyna sza za nim powoli, lizgajc si w bo-
cie. Nie podnisszy gowy szepna:

 Mj Boe, czy mao mam jeszcze udrki? Nie
drcze mnie ty przynajmniej. I c by nam z tego
przyszo, ebymy si teraz zeszli, kiedy ja mam
ju kawalera, a ty swoj pann?

Mwia o Mouquette. Bya pewna, e Stefan .yje
z tamt, tak jak opowiadali ludzie. Kiedy przysig
jej, e nie, potrzsna gow i przypomniaa mu
w wieczr, gdy spotkaa ich oboje caujcych si.

 I po co byy te wszystkie gupstwa!  powie-
dzia Stefan pgosem, zatrzymujc si.  Tak by
nam mogo by dobrze razem.

Dziewczyna zadraa i odpara:

 Och, nie auj niczego, niewiele stracie. Gdy-
by wiedzia, jaka ze mnie pokraka i chudzielec.
A swojego czasu to chyba nigdy nie dostan, daj
sowo!

Zwierzaa mu si bez skrpowania; jak o przewi-
nienie oskaraa si o to, e wci jeszcze nie jest
kobiet. Mimo e miaa ju kochanka, umniejszao j
to, degradowao. Czowiek ma chocia jakie uspra-
wiedliwienie, jak moe mie dziecko.

 Moje biedactwo  szepn Stefan ogarnity
wielk litoci.

Znajdowali si u stp hady, ukryci w jej olbrzy-

118

mim cieniu. Czarna jak atrament chmura przesonia
wanie ksiyc, nie dostrzegali ju swych twarzy,
oddechy ich czyy si, wargi szukay pragnc po-
 caunku, o ktrym myl drczya ich niegdy przez
dugie miesice. Lecz nagle ksiyc wyoni si spoza
chmur i na szczycie wzgrza, pobielaego w wietle
ujrzeli wyprostowan sylwetk wartownika. Nie
zamieniwszy upragnionego ucisku odsunli si od
siebie ogarnici wstydem, tym samym wstydem co
dawniej, w ktrym by i gniew, i niejasna odraza,
i wiele przyjani. Ciko ruszyli przed siebie, po ko-
stki grzznc w bocie.

 Wic nie chcesz?  zapyta Stefan.

 Nie  odpara.  Najpierw Chaval, teraz ty,
co? A po tobie znw jaki inny... Nie, to obrzydli-
we i zreszt nie sprawia mi adnej przyjemnoci,
wic po co?

Zamilkli i uszli kilkadziesit krokw nie powie-
dziawszy ani sowa.

 Wiesz chocia, dokd idziesz?  podj Ste-
fan.  Nie mog ci przecie zostawi na dworze
w tak noc.

 Wracam do domu  odpara po prostu.  Ze-
szam si z Chavalem, wic gdzie mam spa jak
nie u niego?

 Ale on ci zatucze na mier!

Znw zapado milczenie. Dziewczyna wzruszya
ramionami z rezygnacj. Bdzie j bi, a jak si
zmczy, przestanie: czy to nie lepsze ni wczy
si po drogach jak ulicznica? Zreszt przyzwyczaia
si ju do razw i pocieszaa, e na dziesi dziew-
czt osiem na pewno nie trafia lepiej ni ona. I jeeli
kochanek oeni si z ni kiedy, to bdzie i tak bar-
dzo adnie z jego strony.

. Stefan i Katarzyna machinalnie skierowali si
w stron Montsou i w miar jak si do zbliali,
milczenia pomidzy nimi zapaday coraz dusze. Zda-
wao si, e nie s ju razem. On nie znajdowa
adnych sw, aby odwie j od powzitej decyzji,

119

chocia myl, e powraca do Chavala, sprawiaa mu
bl. Lecz c mg jej ofiarowa? Ndz i ycie
szczutego zwierzcia, noc bez jutra, gdyby trafia
go jaka kula. Moe rzeczywicie rozsdniej jest
cierpie to, co si cierpi, zamiast szuka nowego cier-
pienia. Z opuszczon gow odprowadza j wice
do kochanka i nie zaprotestowa, gdy zatrzymaa go
na szosie opodal warsztatw, o dwadziecia metrw
od szynku Piquette'a, mwic:

 Nie id ju dalej. Gdyby ci zobaczy, mgby
znowu zrobi awantur.

Na wiey kocielnej wybia jedenasta, szynk by
zamknity, lecz przez szpary wydobywao si wiato.

 egnaj!  szepna.

Podaa mu rk; zatrzyma j w swojej i z tru-
dem wysuna j z jego doni. Nie ogldajc si
znikna w bocznych drzwiach szynku. Lecz on nie
odchodzi, sta wci w tym samym miejscu z oczy-
ma utkwionymi w dom i nasuchiwa z trwog.
Dra, i usyszy krzyki bitej kobiety. Szynk pozosta
ciemny i milczcy i tylko w jednym z okiem na
pierwszym pitrze zabyso wiato, okno to otwo-
rzyo si i wychyli si przeze znajomy mu wty
cie. Podszed wic bliej, a Katarzyna szepna
wwczas:

 Nie wrci jeszcze... Zaraz si poo... Bagam
ci, id ju!

Stefan odszed. Odwil wzmagaa si, z dachw
spyway strumienie wody, mury, poty, caa ta
bezksztatna masa zabudowa fabrycznego przed-
miecia ociekaa wilgoci. W pierwszej chwili skie-
rowa si w stron Requillart, chory ze smutku
i znuenia, pragnc ju tylko jednego: znikn pod
ziemi, zapa si w jej gb. Lecz pniej wrcia
myl o le Voreux, o robotnikach belgijskich, ktrzy
mieli zjecha do pracy, o penych wciekoci na
onierzy towarzyszach z osiedla, zdecydowanych nie
puci obcych do swojej kopalni. I zawrci drog
nad kanaem, wymijajc kaue.

120

Kiedy znalaz si opodal hady, ksiyc wyoni
si, bardzo jasny. Stefan podnis oczy, spojrza
w niebo, po ktrym mkny chmury gnane wiatrem;

staway si coraz bledsze, coraz bardziej postrz-
pione, podobne do zmtniaej wody, gdy przeziera
przez nie ksiyc; przepyway tak szybko, e co
chwila wynurza si spod nich w caej swej przej-
rzystoci.

Stefan opuci gow majc oczy pene wiata,
gdy wtem zwrcia jego uwag scena rozgrywajca
si na szczycie hady. Zesztywniay z zimna war-
townik chodzi tam i z powrotem, dwadziecia pi
krokw w stron Marchiennes i dwadziecia pi
krokw w stron Montsou. Ponad t czarn postaci
odcinajc si wyranie na bladym niebie poyskiwa
biay pomie bagnetu. Co zaintrygowao modego
czowieka, to cie czajcy si za budk, do ktrej
w wietrzne noce chroni si dziadek Bonnemort. Po
dugiej i jakby pozbawionej koci sylwetce asicy
Stefan natychmiast pozna Janka. Niewidoczny dla
wartownika, ten nieznony chopak na pewno przy-
gotowywa jaki zoliwy figiel, gdy jego gniew na
onierzy nie ustawa i nieraz pyta, kiedy uwolni
si wreszcie od tych mordercw nasanych, aby strze-
la do biednych ludzi.

Przez chwil Stefan waha si, czy go nie zawoa,
aby nie dopuci do jakiego gupiego wybryku.
Ksiyc skry si i mody czowiek zauway, e
chopiec skurczy si w sobie szykujc do skoku;

lecz ksiyc wyjrza znowu  i dziecko zastygo,
przyczajone. Wartownik podchodzi a do bud-
ki, pniej odwraca si i oddala. I nagle, gdy na-
pywajca chmura rozpostara swj cie, Janek sko-
czy na onierza jak dziki kot, wpi si we pazu-
rami i zatopi mu n w gardle. Twardy konierzyk
stawia opr, chopiec musia obiema rkami chwy-
ci rkoje i zawisn na niej caym ciarem. Nie-
raz zdarzyo mu si zarzyna kury przychwycone
gdzie na wsi. Wszystko odbyo si tak szybko, e

121

rozleg si jedynie zduszony okrzyk, a karabin z ha-
asem upad na ziemi. I znw zabysn ksiyc,
bardzo biay.

Stefan patrzy znieruchomiay ze zdumienia. Wo-
anie zamaro w jego piersi. Hada opustoszaa, a-
den cie nie zatrzymywa teraz panicznej ucieczki
chmur. Rzuci si biegiem i zobaczy' Janka na
czworakach obok trupa wycignitego na wznak,
z rkami rozrzuconymi. W przejrzystym wietle ksi-
yca jego czerwone spodnie i szary paszcz odcinay
si ostro od bieli niegu. Nie spyna ani jedna
kropla krwi, n tkwi w gardle, zanurzony po r-
koje.

W gniewnym uniesieniu Stefan ciosem pici po-
wali chopca na ziemi obok ciaa.

 Dlaczego to zrobi?  wyjka w pasji.
Janek podwign si, opar na rkach i przeci-
gn jak kot, pr꿹c chudy grzbiet. Jego odstajce
uszy, zielone oczy i silnie zarysowane szczki dray
jeszcze i pony z podniecenia.

 Dlaczego to zrobi, do pioruna?!

 Nie wiem, nasza mnie taka ch...

Upiera si przy tej odpowiedzi. Ju od trzech
dni nachodzia go ta ch. Nie dawao mu to spo-
koju, a go gowa bolaa, o tu, za uszami, tak o tym
myla. A co, moe maj si cacka z tymi oda-
kami, co wtrcaj si do ich spraw i siedz im tu
na karku? Z gwatownych przemwie w lesie,
z okrzykw zniszczenia i mierci niesionych od je-
dnej kopalni do drugiej, pi czy sze sw utkwio
mu w pamici i powtarza je jak dzieciak bawicy
si w rewolucj. Nie potrafi powiedzie nic wicej,
nikt go nie namawia do tego, co zrobi, po prostu
nasza go taka ch, jak czasem ogarniaa go ch
ukra par cebul z cudzego pola.

Stefan przeraony tym guchym dojrzewaniem
zbrodni w umyle chopca odpdza go od zwok jak
zwierz, ktre nie odpowiada za swe czyny. Dra
na myl, czy przypadkiem onierze w le Voreux

122

nie usyszeli krzyku wartownika, i za kadym razem,

gdy ukazywa si ksiyc, spoglda w stron ko-
palni. Lecz widzc, e nikt si tam nie rusza, po-
chyli si i dotkn rk zmarego, ktre lodowociay
z wolna, posucha serca zamilkego pod wojskowym
paszczem. N utkwiony by a po kocian rko-
je, na ktrej wyryte czarnymi literami widniao
sowo: Mio".

Oczy Stefana przesuny si od szyi zmarego ku
jego twarzy. I nagle pozna: by to w rekrut, z kt-
rym rozmawia kiedy przed witem. Ogarna go
wielka lito na widok tej agodnej, jasnej twarzy
usianej piegami. Niebieskie oczy, szeroko otwarte,
spoglday w niebo tym samym upartym spojrze-
niem, jakim niegdy szukay na horyzoncie swych
stron rodzinnych. Gdzie znajdowao si owo Plogoff,
ktre jawio mu si skpane w socu? Tam, daleko,
morze huczao w t wietrzn noc. Wicher dmcy
nad le Voreux d i tam moe. Dwie kobiety, matka
i siostra, stay przytrzymujc biae czepki i wypa-
tryway, one rwnie, jakby mogy dojrze, co robi
w tej chwili ich may, oddalony o setki mil. Nigdy
ju nie skoczy si teraz ich czekanie. C to za
straszliwa rzecz, gdy biedni zabijaj si nawzajem dla
bogaczy!

Naleao uprztn zwoki. Stefanowi przyszo naj-
pierw na myl, aby wrzuci je do kanau. Pewno,
e je tam odnajd, kazaa mu porzuci ten projekt.
Ogarn go popoch; czas nagli; co robi? Nagle
dozna olnienia; gdyby udao mu si przenie ciao
do Requillart, ukryby je tam na zawsze.

 Chod no tu  powiedzia do Janka.
Dziecko trzymao si na uboczu, nieufne.

 Nie chc, zbijesz mnie. Zreszt mam rne
sprawy do zaatwienia. Dobranoc.

W istocie, umwi si z Bebertem i Lidk w kry-
jwce pod stosem kopalniakw w le .Voreux. Za-
mierzali spdzi tam ca noc, aby rano by wiad-

123




karni zjazdu Belgw do pracy i bjki, jaka si moga
wywiza przy tej okazji.

 Chod tu  powtrzy Stefan.  Bo jak nie,
to zawoam onierzy i utn ci gow.

Janek podszed, Stefan zwin chustk do nosa
i przewiza ni silnie szyj onierza nie wyjmujc
noa, ktry nie pozwala pyn krwi. nieg top-
nia, na ziemi nie byo ani czerwonej kauy, ani
ladw walki.

 We za nogi!

Janek wzi zmarego za nogi. Stefan chwyci go
za ramiona przerzuciwszy sobie karabin przez plecy.
Ostronie zeszli z hady starajc si nie strca ka-
mieni. Na szczcie chmury znw przesoniy ksiyc.
Lecz gdy szli wzdu kanau, wyoni si z powro-
tem, bardzo jasny; chyba cudem tylko nie dostrze-
ono ich z posterunku. Posuwali si szybko, w mil-
czeniu. Przeszkadzao im koysanie si trupa, co kil-
kadziesit metrw musieli ka go na ziemi. Na rogu
uliczki prowadzcej do Requillart zmrozi ich jaki
haas, ledwie zdyli skry si za murem, gdy mi-
n ich patrol. Nieco dalej spotkali jakiego czo-
wieka, na szczcie by pijany, oddali si przekli-
najc. Wreszcie dobrnli do dawnej kopalni, oblani
potem i tak przejci, e zby im szczkay.

Stefan przygotowany by na to, i nieatwo bdzie
spuci ciao onierza przez wski otwr szybiku.
Okazao si to czym strasznym. Janek, ktry pozo-
sta na grze, wsun zwoki do otworu, a Stefan,
uwieszony u krzakw, towarzyszy im i pomaga
przeby t cz drabiny, gdzie szczeble byy poa-
mane. Przy kadej nowej drabinie powtarzao si
to samo: pierwszy zsuwa si na d, a pniej przyj-
mowa zwoki w swe ramiona. Na przestrzeni dwustu
dziesiciu metrw ciao zmarego spadao na co
chwila. Karabin ociera mu grzbiet. Nie zgodzi si,
aby chopiec zeszed najpierw po wieczk, oszcz-
dza jej jak skpiec. Po co zreszt wieczka? Przesz-
kadzaaby tylko w tym wskim przesmyku. Jednak

kiedy doszli do podszybia, zdyszany, wysa maego
po wiato. Usiad obok zwok i w ciemnociach
oczekiwa jego powrotu, a serce bio mu mocno.

Gdy Janek ukaza si ze wieczk, Stefan pora-
dzi si go, co robi dalej, gdy malec zna wszystkie
zakamarki dawnej kopalni, szczeliny, przez ktre
czowiek nie mg si przedosta. Ruszyli i na prze-
strzeni kilometra cignli trupa labiryntem zawalo-
nych chodnikw. Wreszcie strop obniy si tak, e
musieli uklkn. Nad nimi rozpocieraa si sp-
kana skaa podtrzymywana na p zmurszaymi sto-
jakami. Tworzyo to rodzaj dugiej skrzyni, w ktrej
zoyli maego onierzyka jak w trumnie; karabin
pooyli obok niego i ryzykujc wasne ycie zaczli
rozbija stojaki kopic je. Skaa rozdara si na
dwoje i ledwie zdyli si wyczoga. Gdy Stefan,
nie mogc si oprze chci spojrzenia w tamt stron,
odwrci si, strop obsuwa si coraz bardziej, mia-
dc ciao, a wreszcie ziemia wchona je do swego
wntrza.

Wrciwszy do swojej zodziejskiej jaskini Janek
wycign si na sianie i miertelnie znuony mruk-
n:

 Przepi si z godzink, ci smarkacze poczeka-
j na mnie.

Stefan zgasi wieczk; zosta jej ju tylko may
kawaeczek. On rwnie czu si zmczony, ale nie
mg usn, bolesne myli jak motem biy mu
w skronie. Wkrtce pozostaa jedna tylko, torturu-
jca go pytaniem, na ktre nie potrafi odpowiedzie:

dlaczego nie zabi Chavala, kiedy mia go pod no-
em, i dlaczego ten malec zamordowa onierza,
ktrego nawet imienia nie zna? Burzyo to jego re-
wolucyjn wiar w odwag i w prawo zadawania
mierci. Czyby by tchrzem? Zagrzebany w sia-
nie chopiec zacz chrapa jak pijak, jak gdyby
zbrodnia zmoga go jak trunek. Peen gniewu i obrzy-
dzenia Stefan cierpia syszc go i czujc jego obec-
no. Nagle zadra, tchnienie lku owiao mu twarz.

Wydao mu si, e z gbi ziemi dobieg szelest
czyich krokw i kanie. Wizja maego onierzyka,
lecego z karabinem u boku pod skaami, przeja
go dreszczem i zjeya wosy na gowie. Wiedzia,
e to niemdre, ale caa kopalnia rozbrzmiewaa
teraz jakimi gosami, musia zapali wieczk i uspo-
koi si dopiero, gdy w jej nikym blasku przekona
si, e chodniki s puste jak zwykle.

Przez kwadrans jeszcze rozmyla, trawiony wci
tym samym pytaniem, z oczyma utkwionymi w po-
mieniu wiecy. Lecz nagle knot zaskwiercza
i wszystko pogryo si z powrotem w ciemnoci.
Stefanem znw wstrzsny dreszcze; mia ochot
uderzy Janka, aby przerwa jego chrapanie. Bli-
sko chopca stawaa si dla nie do zniesienia,
uciek drczony pragnieniem odetchnicia pen pier-
si, bieg chodnikami i spiesznie wspina si po
drabinach, jak gdyby tu za sob sysza zdyszany
oddech jakiego widma.

Dopiero na grze, pord ruin Requillart, ode-
tchn swobodnie. Poniewa nie mia do odwagi, aby
zabija, sam'musi umrze. Myl o mierci, ktra
przemkna mu ju kiedy przez gow, powrcia
teraz, utwierdzaa si w jego mzgu jako ostatnia na-
dzieja. Umrze odwanie, umrze dla rewolucji i w ten
sposb zakoczy wszystko, zakoczy swe rozrachunki
i wreszcie uwolni si od mylenia. Jeeli towarzy-
sze zaatakuj Belgw, to on pjdzie w pierwszym
szeregu, aby mie sposobno naraenia si na
mier. Pewnym krokiem ruszy w stron le Voreux.
Bia druga, z izby sztygarw, w ktrej miecia si
wartownia, dochodziy podniesione gosy. Zniknicie
wartownika wywoao poruszenie wrd onierzy,
obudzono kapitana, a po dokadnych ogldzinach
hady zawyrokowano, e wartownik zdezerterowa.
Przyczajony w mroku Stefan przypomnia sobie
o tym kapitanie-republikaninie, o ktrym mwi mu
onierzyk. Kto wie, moe daoby si go namwi, aby
przeszed na stron ludu? onierze podnieliby ka-
rabiny i staoby si to sygnaem rozprawy z buruja-
mi. Uniesiony nowym marzeniem, nie myla ju
o mierci, sta w bocie, na deszczu, rozgorczkowany
nadziej moliwego jeszcze zwycistwa.

A do godziny pitej wypatrywa Belgw. P-
niej zorientowa si, i Towarzystwo byo na tyle
przebiege, e kazao im spa tej nocy w le Voreux.
Zjazd rozpoczyna si ju, kilku strajkujcych z osie-
dla Dwiecie Czterdzieci, pozostawionych na stray,
wahao si, czy da zna towarzyszom. To on po-
wiadomi ich o podstpie; pobiegli, a on zatrzyma
si za had. Wybia szsta, ziemiste niebo przy-
blado, rozjanio si czerwonaw jutrzenk, gdy
u wylotu jednej z drek ukaza si ksidz Ranvier
wysoko podnoszc sutann i odsaniajc chude nogi.
Kadego poniedziaku odprawia msz w kaplicy
klasztoru pooonego z drugiej strony kopalni.

 Dzie dobry, mj przyjacielu!  zawoa go-
no zmierzywszy modego czowieka swym pomien-
nym wzrokiem.

Ale Stefan nie odpowiedzia. W dali pomidzy
drewnianymi kozami le Voreux dostrzeg sylwetk
kobiec i rzuci si ogarnity niepokojem, gdy
wydao mu si, e to Katarzyna.

Od pnocy Katarzyna bkaa si po drogach.
Wrciwszy do domu Chaval wyrzuci j z ka,
krzyczc, eby natychmiast wynosia si drzwiami,
jeeli nie chce wylecie oknem. Paczca, na p
ubrana, pobita, musiaa zej na d poegnana kop-
niciem. To brutalne rozstanie oszoomio j, usiada
na kamiennym supku przy drodze i spogldaa na
szynk czekajc wci, e Chaval j zawoa. To prze-
cie niemoliwe, na pewno ledzi j wzrokiem i po-
wie jej, eby wrcia, gdy zobaczy, jak dry z zim-
na, opuszczona i bezdomna.

Po dwch godzinach, przemarznita do szpiku ko-
ci, jak pies wygnany na ulic, wstaa i odesza. Po
chwili zawrcia, lecz zabrako jej odwagi, aby za-
woa czy stuka do drzwi. Wreszcie oddalia si szo-




s, z myl, e pjdzie do osiedla, do rodzicw. Lecz
kiedy znalaza si przed domem, ogarn j taki
wstyd, i ruszya biegiem wzdu ogrdkw bojc
si, aby jej kto nie zobaczy, chocia kolonia spaa
gbokim snem za opuszczonymi aluzjami. Zacza
si bka, najlejszy nawet szelest budzi w niej
przeraenie; draa z lku, e mogaby zosta zatrzy-
mana i odstawiona do domu publicznego w Mar-
chiennes, o ktrym myl drczya j jak koszmar
od wielu miesicy. Dwa razy otara si o le Voreux,
lecz wystraszyy j podniesione gosy dobiegajce
z wartowni i ucieka, zadyszana, ogldajc si za
siebie, czy nikt jej nie goni. Uliczka prowadzca
do Requillart pena bya zawsze pijakw, powraca-
a do niej jednak w nadziei, e spotka tam tego, kt-
rego odepchna przed paroma godzinami.

Tego ranka Chaval mia zjecha do kopalni. Myl
o tym kazaa Katarzynie zawrci do le Voreux,
chocia czua, e wszelka rozmowa z nim jest bez-
celowa: midzy nimi wszystko byo skoczone. Jean-
-Bart stan, do pracy w le Voreux powrci nie
moga, gdy Chaval, ktry ba si, i go skompro-
mituje, zagrozi, e zrobi z ni porzdek, gdyby si
tam pokazaa. C wic miaa robi? I gdzie in-
dziej? Zdycha z godu? Znosi razy kadego m-
czyzny, ktry j wemie? Wloka si potykajc o ko-
leiny, z obolaymi nogami, ubocona do pasa. Odwil
przemienia drogi w rzeki bota, Katarzyna tona
w nich nie omielajc si nawet usi na kamie-
niu, aby odpocz.

Rozwidnio si. Katarzyna zobaczya plecy Cha-
vala przezornie okrajcego had, a w chwil
pniej dostrzega Lidk i Beberta wygldajcych
z kryjwki pod stosem kopalniakw. Spdzili tam
noc na czatach, nie majc odwagi wrci do domu,
gdy Janek kaza im czeka. I podczas gdy on spa
w Requillart, pijany mordem, dzieci objy si ra-
mionami, aby si ogrza. Wiatr gwizda pomidzy
balami, a one kuliy si jak w opuszczonej chatce

drwale. Lidka nie miaa wyjawi na gos swych
cierpie maej kobietki, ktr bije jej wadca, tak
samo jak Bebert nie znajdowa do odwagi, aby
poskary si, e policzki puchn mu od razw
herszta; ale doprawdy przebra on ju miar nara-
ajc ich na niebezpieczestwo w swych zawadia-
ckich wyprawach, a pniej odmawiajc podziau
upw. W sercach dzieci podnosi si bunt i ucao-
way si wreszcie mimo zakazu Janka i jego grb,
e niewidzialna rka wymierzy im wtedy policzek.
Lecz nie wymierzya, a one ciskay si dalej, nie
mylc o niczym wicej, zamykajc w tej agodnej
pieszczocie cae ich dugo tajone uczucie, wszystko,
co w nich byo udrczonego i spragnionego czuoci.
Przez ca noc ogrzewali si w ten sposb nawzajem,
tak szczliwi w gbi swej kryjwki, e nie przy-
pominali sobie, aby kiedykolwiek  nawet na wi-
t Barbar, kiedy jedli pczki i pili wino  byo
im lepiej.

Niespodziewany gos trbki przej Katarzyn
dreszczem. Wspia si na palce i zobaczya, e o-
nierze na posterunku chwytaj za bro. Nadbieg
Stefan; Bebert i Lidka jednym skokiem opucili
kryjwk. W wietle wschodzcego dnia zbliaa si
od osiedla grupa kobiet i mczyzn, gestykulujc
gniewnie.

v

Wszystkie wejcia do le Voreux pozamykano,
a szedziesiciu onierzy z broni u nogi zagra-
dzao dostp do jedynych drzwi, jakie pozostay
otwarte, wskimi schodami prowadzcych do nad-
szybia. Kapitan ustawi onierzy w dwch rzdach;

za sob mieli cian, aby nie mona ich byo zaata-
kowa od tyu.

Z pocztku grupa grnikw przybyych z osie-
dla trzymaa si w pewnej odlegoci. Byo ich naj-

wyej trzydziestu, rozmawiali haaliwie i bezadnie,
zastanawiajc si, co robi.

Maheudka, rozczochrana, w chusteczce zawiza-
nej byle jak, ze pic Estelk na rku, przybiega
pierwsza i powtarzaa gorczkowo:

 Nie wpuszcza i nie wypuszcza nikogo! eby-
my ich tam przychwycili wszystkich!

Maheu przytakiwa jej sowom, gdy tymczasem
stary Mouque nadszed wanie z Requillart. Nie
chciano go przepuci, lecz on wyrwa si mwic, e
czy jest rewolucja, czy nie, konie i tak musz dosta
owsa. A zreszt jeden ko zdech i czekaj tam na
niego, eby zwierz wywie. Stefan pomg stajen-
nemu uwolni si od strajkujcych, a onierze wpu-
cili go do wntrza, eby zjecha. W kwadrans p-
niej  grupa grnikw wzrosa przez ten czas
i stawaa si grona  otwary si szerokie drzwi
na parterze i ukazao si kilku mczyzn cignc za
sob nieywe zwierz, cinity jeszcze sznurami a-
osny pakunek, ktry porzucili pord kau stop-
niaego niegu. Wywaro to takie wraenie, i nikt
nie przeszkodzi im cofn si i na powrt zabary-
kadowa drzwi. Wszyscy poznali konia, ktrego ze-
sztywniay eb przywizany by do boku.
Przebieg szept:

 To Trompette, prawda? To Trompette.
W istocie by to Trompette. A do ostatniej chwili
nie potrafi zaaklimatyzowa si pod ziemi. Oso-
wiay, pracowa niechtnie, jakby drczya go t-
sknota za socem. Na prno Bataille, nestor ko-
palni, ociera si o niego przyjacielsko i pieszczotliwie
chwyta zbami za szyj usiujc wpoi mu co
z wasnej rezygnacji. Pieszczoty te wzmagay jeszcze
jego melancholi. Zwierzenia kolegi, ktry zestarza
si w ciemnociach, jeyy mu sier na grzbiecie;

za kadym razem, gdy spotkay si po drodze, ich
parskanie zdawao si wyraa straszliwy al, u je-
dnego, i niczego ju nie pamita, a u drugiego, i
niczego zapomnie nie moe. W stajni ssiadoway

130

ze sob i stojc z opuszczonymi bami dzieliy si
swym marzeniem o yciu na powierzchni, wizjami
zielonych k, biaych drg, zotych plam wiata.
Kiedy Trompette oblany potem kona na somie,
Bataille zacz obwchiwa go rozpaczliwie, pry-
chajc krtko, jakby paka. Czu, i tamten staje
si coraz chodniejszy  kopalnia zabieraa mu
ostatni jego rado, przyjaciela, ktry zjawi si
z powierzchni, przynoszc ze sob wo ziemi, m-
wic o przeszoci. Gdy spostrzeg, e towarzysz prze-
sta si porusza, zerwa postronek rc ze strachu.

Ju od tygodnia Mouque uprzedza nadsztygara, e
ko jest chory. Ale kogo w tej chwili mg obcho-
dzi chory ko! Panowie z dyrekcji nie lubili zre-
szt wycofywa raz spuszczonych koni. Teraz je-
dnak trzeba go byo wywie na powierzchni. Dzie
przedtem stajenny wraz z dwoma mczyznami owi-
za Trompette'a sznurem. Zaprzgnito Bataille'a, aby
dowiz go do szybu. Stary ko ruszy powoli, ci-
gnc zmarego towarzysza chodnikiem tak wskim,
i musia nata wszystkie siy, aby si przecisn.
Utrudzony, potrzsa gow syszc, jak ciao tam-
tego, na ktre czeka ju oprawca, ociera si o cia-
ny. Na podszybiu, kiedy go wyprzono, zgasym
spojrzeniem ledzi przygotowania do odjazdu na po-
wierzchni: ciao umieszczono na balach nad rz-
piem, sznury przymocowano od spodu klatki. Kiedy
zabrzmia sygna, Bataille podnis gow, aby zo-
baczy, jak tamten odjeda, najpierw powoli, p-
niej coraz prdzej, a nagle pochony go ciemnoci.
Stary ko sta z wycignit szyj, w jego osabej
pamici bkay si jeszcze moe jakie wspomnie-
nia spraw ziemskich. Lecz wszystko byo skoczone,
towarzysz niczego ju nie ujrzy, a on sam wydo-
stanie si std te jedynie jako aosny pakunek
owizany sznurem. Nogi zaczy mu dre, owiona
go wo dalekich pl i zabrako mu tchu; kiedy oci-
aym krokiem powrci do stajni, by jak pijany.

Na placu przed kopalni grnicy stali zaspieni

9*

131




nad zwokami Trompette'a. Ktra z kobiet ode-
zwaa si pgosem:

 Czowiek to jeszcze chocia zjeda z dobra

woli...

Od strony osiedla napyna nowa fala strajkuj-
cych; na czele szed Levaque z Lewaczk i Boute-

loupem krzyczc:

 mier Belgom! Precz z obcymi! mier! mier!

Wszyscy rzucili si naprzd i Stefan musia ich
powstrzymywa. Podszed do kapitana, wysokiego,
szczupego mczyzny lat najwyej dwudziestu
omiu, o twarzy zdecydowanej i penej blu; wy-
jani mu ca spraw, usiujc pozyska go dla
ludu, ledzc, jakie wraenie wywieraj jego sowa.
Po co dopuszcza do bezcelowego przelewu krwi?
Czy racja nie jest po stronie grnikw? Wszyscy
s brami i powinni rozumie si nawzajem. Na
dwik sowa ,,republika" kapitan zrobi nerwowy
ruch rk. Lecz zachowa wojskow sztywno i na-
gle powiedzia:

 Cofnijcie si! Nie zmuszajcie mnie, abym spe-
ni swj obowizek.

Trzy razy usiowa Stefan przemwi do niego.
Z tyu, za nim, towarzysze szemrali. Rozesza si po-
goska, e pan Hennebeau jest w kopalni, odzyway
si gosy, aby wrzuci go do szybu, niech sobie sam
urabia swj wgiel. Lecz pogoska bya faszywa,
na terenie kopalni znajdowali si jedynie Negrel
i Dansaert. W pewnej chwili obaj ukazali si w je-
dnym z okien nadszybia: nadsztygar, zbity z tropu
od czasu przygody z Pierronk, trzyma si nieco
w tyle, gdy tymczasem inynier odwanie przyglda
si tumowi swymi ywymi oczkami, umiechajc si
z drwic pogard, z jak odnosi si do ludzi i rze-
czy. Rozlegy si gniewne okrzyki i tamci dwaj znik-
nli. Na ich miejscu pojawia si jasna twarz Su-
warina. Peni akurat sub; od chwili wybuchu
strajku ani na jeden dzie nie porzuci swej ma-
szyny, milczcy i coraz bardziej pochonity pewn

132

idee fixe, ktra poyskiwaa stal w gbi jego bla-
dych oczu.

 Cofnijcie si!  powtrzy bardzo gono kapi-
tan.  Dla mnie nie ma tu nic do zrozumienia,
otrzymaem rozkaz pilnowania kopalni i wypeni
go... Przestacie napiera na moich ludzi, bo zmusz
was do odstpienia.

Mwi zdecydowanym gosem, lecz na widok coraz
to przybierajcej fali grnikw ogarnia go coraz
wikszy niepokj. W poudnie miano go zluzowa,
w obawie jednak, i nie utrzyma si do tej pory, po-
sa chopca z kopalni do Montsou po posiki.

Zorzeczenia odpowiedziay jego sowom.

 mier cudzoziemcom! mier Belgom... Chce-
my by panami we wasnym domu!

Stefan cofn si zrozpaczony. Nie pozostawao ju
nic innego jak bi si i umrze. Przesta powstrzy-
mywa towarzyszy, stanli twarz w twarz z o-
nierzami. Grnikw byo okoo czterystu, ssiednie
osiedla pustoszay i nadbiegali coraz to nowi. Wszy-
scy krzyczeli to samo, a Maheu i Levaque powta-
rzali z gniewem onierzom:

 Idcie sobie std! Do was nie mamy adnych
pretensji, idcie sobie!

 To nie wasza rzecz  podja Maheudka. 
Dajcie nam zaatwi samym nasK? sprawy.

Stojca za ni Lewaczk, bardziej gwatowna, do-
rzucia:

 Czy mamy was najpierw pore, eby przej?
Przecie mwimy jak do ludzi: ,,wynocie si std!"

Rozleg si nawet wty gosik Lidki, ktra wci-
snwszy si w tum razem z Bebertem rzucia pi-
skliwie:

 Patrzcie tylko na te ciamajdy w mundurach!
Katarzyna przygldaa si i suchaa, oszoomio-
na t now burz, w rodek ktrej rzuci j zy los.
Czy nie dosy jeszcze cierpiaa? Jakiej dopucia si
zbrodni, e nieszczcie trzymao si jej tak uparcie?
Wczoraj jeszcze gniewne uniesienia strajkujcych

133

byy dla niej zupenie niezrozumiae, uwaaa, e
gdy otrzymao si ju od ycia swoj porcj razw,
nie naley upomina si o nowe, lecz w tej chwili
w sercu jej wzbieraa potrzeba nienawici; przy-
pominaa sobie to, o czym Stefan opowiada im
niegdy wieczorami, staraa si pochwyci sowa,
ktre mwi teraz do onierzy. Nazywa ich to-
warzyszami, przypomina, e oni rwnie pochodz
z ludu, e powinni sta po stronie ludu przeciwko

wyzyskiwaczom ndzy...

Tum zakoysa si nagle, do pierwszych szere-
gw przecisna si jaka kobieta. Bya to stara
Brule; przeraajca w swej chudoci, wymachiwaa
rkami, rozwiane od biegu wosy siwymi kosmykami

opaday jej na oczy.
 No, wreszcie jestem!  wyjkaa nie mogc

zapa tchu.  Ten sprzedawczyk Pierron zamkn
mnie w piwnicy!  Nie suchajc nikogo rzucia
si na onierzy lc ich z pasj:  ajdaki! Kana-
lie! Do biednych ludzi nie boicie si strzela, ale ofi-
cerom to buty liecie!

Inni przyczyli si do niej, posypay si obelgi.

Ten i w krzykn jeszcze: ,,Niech yj onierze'
Do szybu oficera!", lecz wkrtce sycha ju byo
jeden tylko okrzyk: Czerwone spodnie precz!" o-
nierze, ktrzy niewzruszeni, z twarz nieruchom
i milczc, przyjmowali braterskie wezwania, przy-
jazne prby zjednania ich sobie, pod gradem znie-
wag zachowali t sam martwot. Oficer za nimi
wycign szabl, a poniewa tum napiera coraz
bardziej i grozio im, e zostan zmiadeni, kaza
nastawi bagnety. Wykonali rozkaz i podwjny rzd
stalowych ostrzy pochyli si ku piersiom strajku-
jcych.
 Och, ajdaki!  zawya stara Brule, cofajc

si.

Peni uniesienia i pogardy mierci napierali dalej.

Kobiety wysuway si do pierwszych rzdw, Ma-
heudka i Lewaczka woay:

134

 Zabijcie -nas! Zabijcie nas, jak chcecie! Doma-
gamy si tego, co si nam naley!

Nie baczc na niebezpieczestwo, Levaque chwy-
ci goymi rkami trzy bagnety i potrzsa nimi,
cign do siebie, aby je wyrwa, krci nimi, a gniew
dodawa mu si. Bouteloup, zy, e poszed za ko-
leg, sta z boku i przyglda mu si ze spokojem.

 Dalej! Sprbujcie!  powtarza Maheu. 
Sprbujcie tylko, eby pokaza, cocie warci!

Rozpina kurtk, odchyla koszul ukazujc pier
nag i owosion, wytatuowan wglem. Naciera
na zwrcone ku niemu ostrze zmuszajc onierzy
do cofnicia si, straszny w swym zuchwaym m-
stwie. Jeden z bagnetw zadrasn go; rozjuszony
stara si wbi go gbiej, aby usysze, jak zazgrzy-
ta o koci.

 Ndznicy, nie odwaycie si nigdy!... Za nami
stoi dziesi tysicy towarzyszy. Dobrze, moecie nas
zabi, ale wtedy przyjdzie wam zabi i tamtych
dziesi tysicy.

Sytuacja onierzy, ktrym zapowiedziano suro-
wo, e broni wolno im uy tylko w ostatecznoci,
stawaa si krytyczna. Co zrobi z tymi szaleca-
mi, co sami chc nadzia si na ostrza? Przestrze
midzy wojskiem a grnikami zmniejszaa si coraz
bardziej, wreszcie, przyparci do muru onierze nie
mogli ju cofa si dalej. Ta drobna garstka trzy-
maa si dzielnie i ze spokojem wykonywaa krtkie
rozkazy kapitana. Zaciska on nerwowo wargi l-
kajc si jednego: aby onierze nie stracili cierpli-
woci suchajc obelg. Wysoki, chudy sierant
o nastroszonych wsiskach mruga ju niepokojco
powiekami, a stojcy obok niego stary wiarus z sze-
wronami na rkawie, ogorzay w dziesitkach bitew,
poblad ujrzawszy, i czyje rce gn jego bagnet
jak somk. Inny, jaki rekrut zapewne, pachncy
jeszcze wieo zoran ziemi, czerwieni si za ka-
dym razem, gdy posysza, e nazywaj go ajda-
kiem i kanali. A tymczasem obelgi nie ustaway,

zacinite pici wysuway si w stron onierzy,
wyzwiska, oskarenia i groby spaday na nich jak
policzki. Trzeba byo caej potgi rozkazu, aby utrzy-
ma ich w wyniosym i smutnym milczeniu, jakie

narzucaa dyscyplina wojskowa.

Walka wydawaa si nieunikniona, gdy wtem uka-
za si sztygar Richomme ze sw siw czupryn
i twarz poczciwego andarma, zmienion z prze-
jcia.

 To nie ma najmniejszego sensu!  zawoa go-
no.  Czowiek nie moe spokojnie patrze na takie

gupstwa.

I rzuci si pomidzy bagnety a grnikw.

 Koledzy, posuchajcie tylko. Wiecie, e jestem
starym robotnikiem i e nigdy nie przestaem by
jednym z was. I, psiakrew, obiecuj wam, e jeeli
dyrekcja nie postpi z wami po sprawiedliwoci, sam
pjd i powiem im prawd prosto w oczy!... Ale to,
co robicie, jest bez sensu, c wam z tego przyjdzie,
e bdziecie wydziera si na tych Bogu ducha win-
nych biedakw i pcha si na bagnety, eby sobie
brzuch przedziurawi?

Jego sowa wywoay wahanie. Niestety, na pi-
trze znw ukaza si ostry profil maego Negrela.
Obawia si zapewne, eby nie zarzucono mu, i za-
miast zej sam wysa do strajkujcych sztygara,
i usiowa przemwi. Lecz sowa jego zaguszya
tak straszliwa wrzawa, e wzruszywszy tylko ramio-
nami odszed od okna. Od tej chwili Richomme na
prno baga ich w jego imieniu i przywoywa do
rozsdku: odpychano go, wydawa si podejrzany.
Lecz on upar si i nie ustpowa.

 Psiakrew! Mog mnie tu zabi razem z wami,
ale nie odejd, dopki nie nabierzecie troch rozumu!
Stefan, ktrego poprosi, aby pomg mu doj
z nimi do adu, bezradnie rozoy rce. Byo za
pno: liczba atakujcych wzrosa do przeszo pi-
ciuset, a wszyscy kipieli gniewem i przybiegli tu,
aby wypdzi Belgw; ciekawscy artownisie, ktrzy

136




przyszli dla rozrywki, trzymali si w pewnej odleg-
oci. Pord jednej z tych grup, stojcych z dala,
Zachariasz i Filomena przygldali si caej scenie jak
widowisku, oboje tak spokojni, e przyprowadzili
ze sob nawet dzieci, Achillesa i Desiree. Nowa fala
grnikw napywaa od strony Requillart, a midzy
nimi Mouquet i Mouquette: on natychmiast poszed
do swego przyjaciela Zachariasza i miejc si klep-
n go po ramieniu, gdy tymczasem ona, wzburzona
bardzo, biega na czele zbuntowanych.

Kapitan co chwila zwraca si w stron Montsou.
dane posiki nie nadchodziy, jego szedziesiciu
ludzi nie mogo opiera si duej. Aby wzbudzi
postrach, kaza onierzom naadowa karabiny. Wy-
konali rozkaz, lecz zorzeczenia, przechwaki i kpiny
wzmogy si jeszcze.

 Patrzajcie tylko, te prniaki bd teraz strze-
la do celu!  miaa si stara Brule, Lewaczka
i inne.

Maheudka z piersi osonit drobnym ciakiem
Estelki, ktra obudzia si i pakaa, podesza tak
blisko, i sierant zapyta jej, co tu robi z dzieckiem.

 A tobie co do tego?  odpara.  Strzelaj do
niego, jak masz odwag.

Mczyni potrzsali gowami z pogard. aden
z nich nie wierzy, aby onierze mogli uy broni.

 Maj lepe naboje  odezwaa si Lewaczka.

 Czy to my Kozacy?  zawoa Maheu.  Nie
bd przecie strzela do Francuzw, u pioruna!

Inni powtarzali, e tym, co maj za sob kampani
krymsk, ow nie straszny! I wszyscy razem napie-
rali dalej na bagnety. Gdyby w tej chwili pada sal-
wa, skosiaby dziesitki ludzi.

Mouquette dawia si gniewem na myl, e o-
nierze mieliby strzela do kobiet. Ciskaa im w twarz
jak najgorsze obelgi, a gdy zabrako jej ju zniewag,
odwrcia si i obiema rkami podniosa spdnic
ukazujc goy tyek.

137

 Macie, to dla was, ajdaki! I tak jeszcze za

czysty.
Wypinaa si, pochylaa, obracaa w rne strony,

aby nie pomin nikogo.

 To dla oficera!  pokrzykiwaa.  To dla sier-
anta.' A to dla szeregowych!

Buchn miech, Bebert i Lidka skrcali si a,
a nawet Stefan, spospniay w oczekiwaniu, przy-
klasn tej obraliwej nagoci. Zarwno najbardziej
zajadli, jak i artownisie obrzucali teraz onierzy
okrzykami pogardy, jak gdyby w ich oczach obryz-
gano ich nieczystociami. I tylko stojca na uboczu
Katarzyna milczaa czujc, jak obejmuje j pomie

nienawici.

Nagle powstao zamieszanie. Kapitan, aby uspo-
koi swoich ludzi, postanowi zatrzyma par osb.
Mouquette wyrwaa si jednym susem i umkna
przeciskajc si midzy nogami towarzyszy. Trzech
grnikw, Levaque i dwch innych, zostao wzitych
si; umieszczono ich w izbie sztygarw, skd byli
widoczni dla tumu. Negrel i Dansaert woali do ka-
pitana, aby wszed do wntrza budynku i zamkn
si razem z nimi. Odmwi czujc, e te zabudowania
o drzwiach bez mocnych zamkw zostayby wzite
szturmem, a on sam haniebnie rozbrojony. Jego od-
dziaek szemra ju ze zniecierpliwienia: czy mieli-
by ucieka przed tymi obdartusami w sabotach?
Szedziesiciu ludzi z nabitymi karabinami z powro-
tem zwrcio si twarz ku strajkujcym.

W pierwszej chwili tum cofn si, zapanowao
gbokie milczenie. Grnicy zdumieni byli tym aktem
przemocy, ktrego na nich dokonano. Po chwili roz-
legy si okrzyki domagajce si natychmiastowego
uwolnienia winiw. Odezwao si par gosw, e
ich tam morduj w izbie sztygarw. I nagle, nie po-
rozumiewajc si nawet, ogarnici tym samym unie-
sieniem, tym samym pragnieniem zemsty, wszyscy
rzucili si do stosw cegie lecych opodal, cegie,
do wyrobu ktrych gliniasty grunt dostarcza mate-

138

riau i ktre wypalano na miejscu. Dzieci przynosiy
je jedn po drugiej, kobiety napeniay nimi spd-
nice. Niebawem kady mia u stp zapas amunicji
i walka rozpocza si.

Pierwsza daa sygna stara Brule. Rozbijaa cegy
o chude kolano i rzucaa je oburcz. Lewaczka wysi-
laa si, jak moga, lecz otya i saba musiaa podej
blisko, aby trafia. Bouteloup cign j bagalnie
do tyu w nadziei, e uda mu si wycofa z ni ra-
zem teraz, kiedy ma nie byo ju na placu. Kobiety
ogarna pasja, Mouquette, ktra zakrwawia sobie
tuste uda rozamujc na nich cegy, rzucaa je teraz
w caoci. Nawet dzieci stany do walki, Bebert
uczy Lidk celnych rzutw. Cegy paday jak pot-
ne ziarna gradu, ktrych upadek rozlega si gucho.
I nagle pord rozjuszonych kobiet dostrzeono Kata-
rzyn, z wycignitymi rkami, ciskajc powki
cegie ca si swych wtych ramion. Nie potrafia-
by powiedzie, dlaczego to robi, czua, e si dusi,
e pragnaby obrci w perzyn cay wiat. Kiedy
skoczy si wreszcie to przeklte ycie w ndzy
i nieszczciu? Spoliczkowana i wypdzona przez ko-
chanka, po godzinach wczgi botnistymi drogami,
jak pies wygnany z domu, nie mogc zwrci si do
wasnego ojca o yk strawy, bo sam godowa,
do ju miaa wszystkiego. Nigdy nie bdzie lepiej,
przeciwnie, wszystko obracao si ku gorszemu, wic
rozupywaa cegy i ciskaa je przed siebie, opanowa-
na t jedn jedyn myl, aby zmie wszystko,
z oczyma tak nabiegymi krwi, e, olepiona, nie
widziaa nawet, w kogo uderza.

Stefanowi, ktry sta tu przed onierzami, o ma-
o nie rozbia gowy. Ucho mu obrzmiao, odwrci
si i zadra zrozumiawszy, e ceg, ktra go trafia,
rzuciy rozgorczkowane donie Katarzyny; naraajc
ycie nie rusza si z miejsca, patrzy na ni. Wiele
innych osb rwnie wpatrywao si w ni wyma-
chujc z podniecenia rkami. Mouquet ocenia rzuty,
jak gdyby asystowa przy grze hazardowej: O, ten

pierwszorzdny! A ten si nie uda!" Chichota i tr-
ca okciem Zachariasza kccego si z Filomen,
gdy przed chwil spoliczkowa Achillesa i Desiree,
kiedy napierali si, aby ich wzi na rce. Wzdu
drogi zebra si tum gapiw. Na szczycie wzgrza,
u wejcia do osiedla, ukaza si dziadek Bonnemort;

wlk si opierajc na lasce, a pniej znieruchomia
wyprostowany na tle nieba koloru rdzy.

Skoro tylko pady pierwsze cegy, sztygar Richom-
me na nowo stan pomidzy onierzami a strajku-
jcymi. Niebaczny na niebezpieczestwo, tak zroz-
paczony, e wielkie zy pyny mu z oczu. baga
jednych, przywoywa do rozsdku drugich. Wrzawa
guszya jego sowa, wida byo jedynie jego wielkie,
siwe wsy, ktre dray.

Lecz grad pociskw stawa si coraz gciejszy,
mczyni rwnie zaczynali rzuca cegy za przy-
kadem kobiet. Maheudka zauwaya wwczas, e
Maheu stoi z tyu. Rce mia puste, twarz zaspion.

 A tobie co si stao?!  krzykna.  Tch-
rzysz? Pozwolisz, eby twoich towarzyszy zaprowa-
dzili do wizienia?... Ach, gdybym nie miaa ze sob
maej, zobaczyby dopiero!

Estelka, ktra kurczowo trzymaa si jej szyi zano-
szc si paczem, przeszkadzaa Maheudce przyczy
si do starej Brule i reszty kobiet. Poniewa m
zdawa si nie sysze jej sw, nog pchna cegy
w jego stron.

 Wemiesz to czy nie? Mam ci naplu w twarz
przy wszystkich, eby nabra odwagi?

Maheu obla si ciemnym rumiecem, rozupa
par cegie i zacz nimi rzuca. ona chostaa go
straszliwymi sowami, odbieraa mu rozsdek, ujada-
a za plecami, konwulsyjnie przyciskajc do piersi
crk; posuwa si naprzd, a wreszcie znalaz si
tu przed lini karabinw.

May oddziaek nikn pod t ulew kamieni. Na
szczcie paday za wysoko, mur usiany by ladami
ich uderze. Co robi? Myl o odwrocie zalaa na

140




chwil purpur blad twarz kapitana; lecz byo
to niemoliwe, gdyby tylko ruszyli si z miejsca, tum
rzuciby si na nich i rozszarpa. Cega strzaskaa
daszek jego kepi, krople krwi spyway mu z czoa.
Wielu jego ludzi odnioso rany; czu, e rozptany
instynkt samoobrony za chwil kae im wypowiedzie
posuszestwo jego rozkazom. Raniony w lewe rami,
otrzymawszy cios, ktry rozleg si gucho niby ude-
rzenie kijank w stos bielizny, sierant zakl. Dra-
nity dwukrotnie rekrut mia zmiadony kciuk
i otarte prawe kolano, ktre pieko go nieznonie.
Czy dugo jeszcze bd pozwalali si masakrowa?
Jaki kamie, odbiwszy si, rykoszetem trafi starego
wiarusa w podbrzusze, onierz pozielenia, karabin
zadra mu w rkach i wycign si jak do strzau.
Trzykrotnie ju kapitan o mao nie kaza onierzom
strzela. Dawi go jaki lk, nie koczca si walka,
ktra trwaa zaledwie kilka sekund, poruszya w nim
jego przekonania, jego poczucie obowizku, wszystko,
w co wierzy jako czowiek i jako onierz. Deszcz
cegie wzmg si i kapitan otwiera ju usta, aby
zawoa: Ognia!", gdy rozlegy si wystrzay, naj-
pierw trzy, pniej pi, potem salwa, wreszcie po
duszej chwili jeden, pord gbokiej ciszy.

Zapanowao zdumienie. Tum znieruchomia, wci
jeszcze nie mogc uwierzy, e onierze strzelali.
Lecz gdy trbka obwiecia przerwanie ognia, ode-
zway si rozdzierajce krzyki. Ludzi ogarna obd-
na panika, rozproszyli si jak trzoda sieczona ogniem,
rozbiegli si brnc po bocie.

Przy pierwszych trzech strzaach Bebert i Lidka
osunli si jedno na drugie, dziewczynka ugodzona
w twarz, chopiec poniej lewego ramienia. Maa,
raona kul, zastygaa, lecz on poruszy si, wstrz-
sany drgawkami agonii chwyci j w ramiona, jak
gdyby chcia wznowi ucisk, ktry poczy ich
w gbi ciemnej kryjwki, gdzie spdzili ostatni
noc. Janek, ktry nadbieg wanie z Requillart

obrzmiay jeszcze od snu, zobaczy, jak obj on sw
ma oneczk i skona.

Nastpnych pi strzaw pooyo star Brule
i sztygara Richomme. Trafiony w plecy w chwili,
gdy baga towarzyszy, pad na kolana, a pniej
osunwszy si na bok charcza z oczyma penymi
jeszcze ez. Ugodzona w pier starucha upada prosto
przed siebie z chrzstem wizki chrustu, penymi
krwi ustami bekocc ostatnie przeklestwo.

Salwa skosia w promieniu stu krokw grupki ga-
piw ze miechem przygldajcych si walce. Jedna
z ku ugodzia w usta Mouqueta; run do stp Za-
chariasza i Filomeny obryzgujc ich dzieci czerwo-
nymi kroplami. W tej samej chwili Mouquette otrzy-
maa dwie kule w brzuch. Zobaczywszy, i onierze
skadaj si do strzau, posuszna odruchowi swego
dobrego serca, rzucia si bya przed Katarzyn wo-
ajc, aby uwaaa; trafiona, krzykna gono i upa-
da na wznak. Stefan podbieg, chcia j wzi na
rce, odnie na bok, lecz gestem powiedziaa mu, e
to ju koniec. Dawia j czkawka, nie przestawaa
umiecha si do Katarzyny i Stefana, jak gdyby
szczliwa, e odchodzc widzi ich razem.

Wszystko zdawao si zakoczone, huragan ku za-
milk w oddali, midzy domami osiedla, gdy wtem
pad w ostatni strza, pojedynczy, zapniony.

Maheu, trafiony w samo serce, zawirowa i upad
twarz w kau wody czarnej od pyu wglowego.

Maheudka pochylia si nad nim, oszoomiona.

 Stary, podnie si! Nic ci si nie stao, prawda?
Estelka krpowaa jej ruchy, musiaa wsun j
sobie pod rami chcc odwrci gow ma.

 Odezwije si! Gdzie ci boli?

Oczy mia puste, na wargach krwaw pian. Ww-
czas zrozumiaa: nie y. Usiada obok niego w bo-
cie, z dzieckiem pod pach, jakby to by pakunek,
i spogldaa na ma ogupiaym wzrokiem.

Kopalnia bya wolna. Nerwowym gestem kapitan
najpierw zdj, a potem woy z powrotem kepi

142

z daszkiem rozupanym przez kamie. Tak samo
sztywny i blady jak przedtem, przyjmowa klsk
caego swego ycia, a jego ludzie w milczeniu na no-
wo adowali bro. W oknie nadszybia ukazay si
przeraone twarze Negrela i Dansaerta. Za nimi sta
Suwarin z czoem przecitym gbok zmarszczk 
gronym znakiem drczcej go idee fixe. Na szczycie
paskowzgrza widniaa nieruchoma sylwetka dziad-
ka Bonnemort. Jedn rk opiera si na lasce, drug
podnis do oczu, aby lepiej widzie pogrom swoich.
Ranni jczeli gono, zmarli zastygali w dziwacznych
pozach, ubrudzeni lepkim botem i wglem, ktry
czarnymi plamami wyziera tu i wdzie spomidzy
zbrukanych strzpw niegu. Porodku tych drob-
niutkich zwok czowieczych, aosnych w swej chu-
doci, leay zwoki Trompette'a, wzgrek martwego
misa, straszliwy i biedny.

Stefan nie zosta zabity. Czeka wci jeszcze obok
Katarzyny zmorzonej zmczeniem i trwog, gdy wtem
wzdrygn si syszc czyj przejmujcy gos. By to
ksidz Ranvier, ktry wraca odprawiwszy msz
i ktry z rkami wzniesionymi do nieba, ogarnity
gniewnym uniesieniem proroka, wzywa Boga, by
pokara mordercw. Zwiastowa nadejcie ery spra-
wiedliwoci i ryche unicestwienie buruazji, gdy
dopenia ona miary swych niegodziwoci przyczynia-
jc si do masakry robotnikw i wydziedziczonych
tego wiata.

CZʌ SIDMA

Strzay, ktre pady w Montsou, gonym echem
odbiy si w Paryu. Od czterech dni wszystkie
dzienniki opozycyjne wrzay oburzeniem i umieszcza-
y na pierwszych stronach obszerne sprawozdania
pene mrocych krew w yach szczegw: Dwu-
dziestu piciu rannych, czternastu zabitych, w czym
dwoje dzieci i trzy kobiety; oprcz tego byli jeszcze
aresztowani; Levaque urs do roli bohatera, przy-
pisywano mu odpowied sdziemu ledczemu godn
staroytnych. Cesarstwo ugodzone do ywego tymi
paroma kulami udawao niewzruszony spokj istoty
wszechmocnej, samo jeszcze nie zdajc sobie sprawy
z powagi odniesionej rany. Ot, po prostu przytrafio
si jakie poaowania godne nieporozumienie w od-
legej krainie wgla, niezmiernie daleko od bruku
Parya, na ktrym rodzi si opinia. Sprawa pjdzie
szybko w zapomnienie. Towarzystwo otrzymao p-
oficjalne polecenie zatuszowania wszystkiego i poo-
enia wreszcie kresu temu strajkowi, ktry przeci-
ga si w irytujcy sposb i stawa spoecznie nie-
bezpieczny.

Tak wic we rod rano zjawio si w Montsou
trzech panw z Zarzdu. Wystraszone miasteczko,
ktre do tej pory nie miao jeszcze cieszy si ma-
sakr, teraz odetchno z ulg i sycio si radoci
ocalenia. Niebo rozpogodzio si rwnie, wiecio
soce, jasne soce lutego okrywajce zieleni czub-
ki gazek bzu. W gmachu Zarzdu podniesiono
wszystkie aluzje, obszerny budynek wydawa si
powraca do ycia; rozchodziy si ze jak najlepsze
wieci, mwiono, e ci panowie ogromnie przejli si
katastrof i przybyli, aby otworzy ojcowskie ramio-
na zbkanym owieczkom z osiedla. Teraz, kiedy

144




urzeczywistniy si ich denia, w stopniu silniej-
szym moe, ni sobie tego yczyli, skwapliwie przy-
jli rol wybawcw i szafowali dowodami swej
przychylnoci, wydawali zarzdzenia spnione i wy-
mienite. Przede wszystkim kazali odprawi Belgw
nadajc wielki rozgos temu jak najdalej idcemu
ustpstwu na rzecz robotnikw. Nastpnie usunli
wojsko z kopal, dla ktrych strajkujcy, zmiade-
ni klsk, nie stanowili ju adnego niebezpiecze-
stwa. Wreszcie oni to przyczynili si do umorzenia
dochodze w sprawie zaginionego wartownika z le
Voreux: poszukiwania w okolicy nie day adnego
skutku, nie znaleziono ani zwok, ani karabinu i osta-
tecznie ogoszono, e onierz zdezerterowa, chocia
istniao podejrzenie zbrodni. Na kadym odcinku pa-
nowie z Zarzdu starali si agodzi to, co zaszo,
drc z lku o jutro, uwaajc, i byoby rzecz nie-
bezpieczn wyjawia, jak nieprzepart si ma tum,
gdy rzuca si na zmurszae rusztowania starego wia-
ta. Kroki pojednawcze nie przeszkadzay im zreszt
zajmowa si sprawami czysto administracyjnymi.
Widziano Deneulina udajcego si do gmachu Zarz-
du, gdzie spotka si z panem Hennebeau. Toczyy
si rokowania o sprzeda Vandame i wielu twier-
dzio, e Deneulin przyjmie warunki tych panw.

Najwiksze jednak wraenie zrobiy wielkie te
afisze, ktre trzej zarzdcy kazali porozlepia na
murach, gdzie tylko znalazo si miejsce. Widniao
na nich tych par zda wydrukowanych olbrzymimi
literami:

Jrtouotnicy z Montsou, nie chcemy, aby bdne po-
stpowanie, ktrego smutnych skutkw bylicie nie-
dawno wiadkami, miao pozbawi rodkw do ycia
pracownikw rozsdnych i dobrej woli. W poniedzia-
ek rano uruchomimy wic z powrotem wszystkie
kopalnie, a gdy praca zostanie podjta na nowo,
starannie i z yczliwoci rozpatrzymy kwesti za-
prowadzenia ewentualnych zmian i ulepsze. Zrobi-
my wszystko, co tylko okae si suszne i moliwe.

Germinal t. n

145

W cigu jednego przedpoudnia dziesi tysicy
grnikw przedefilowao przed tymi afiszami. aden
nie odezwa si ani sowem, wielu potrzsao gowa-
mi, niektrzy oddalali si ociaym krokiem i ani
jeden musku nie drgn na ich nieruchomych twa-
rzach.                            

Osiedle Dwiecie Czterdzieci trwao dotd w za-
citym uporze. Wydawao si, i krew towarzyszy,
ktra pozostawia czerwone plamy na botnistym
placu przed kopalni, zagrodzia do niej drog pozo-
staym. Zaledwie moe dziesiciu podjo prac:

Pierron i paru innych szpiclw w jego rodzaju. Gdy
szli do kopalni i gdy z niej wracali, odprowadzay
ich pospne spojrzenia, lecz nie pada adna pogr-
ka, nikt nie poruszy si nawet. Porozklejane na
kociele afisze przyjto nieufnie. Odezwa nie wspo-
minaa nic o zwrconych ksieczkach: czyby Towa-
rzystwo nie zamierzao przyj ich z powrotem? Lk
przed represjami, braterskie pragnienie protestu
przeciwko zwolnieniu najbardziej skompromitowa-
nych utwierdzao wszystkich w oporze. Sprawa wy-
gldaa podejrzanie, naleao odczeka pewien czas;

wrc do kopalni, kiedy ci panowie zechc szczerze
wyjawi swe zamiary. Milczenie przytaczao niskie
domki, nawet gd sta si bez znaczenia, wszyscy
mogli ju umrze teraz, kiedy mier gwatownym
powiewem przecigna ponad dachami

Dom Maheuw, okryty aob, by szczeglnie po-
spny i milczcy. Od chwili kiedy odprowadzia m-
a na cmentarz, Maheudka, raz zacisnwszy zby,
pozostaa niewzruszona. Po walce pozwolia Stefano-
wi przyprowadzi do domu Katarzyn obocon i le-
dwo yw; kiedy rozbieraa j przy modym czo-
wieku, aby pooy j do ka, wydao jej si nagle,
e crka rwnie zostaa raniona, gdy na koszuli
widniay u dou wielkie plamy krwi. Po chwili jed-
nak zrozumiaa, e inna bya to krew, ktra trysna
wreszcie po przeyciach tego straszliwego dnia. Ach,
to mi dopiero wielkie szczcie, to mi dopiero pikny

146

prezent mc rodzi dzieci, ktre pniej stan si
upem andarmw! Nie odzywaa si ani sowem do
Katarzyny, tak samo zreszt jak i do Stefana. Ten
sypia z Jankiem naraajc si na aresztowanie, lecz
myl o powrocie do ciemnoci Requillart budzia
w nim tak zgroz, e wola ju wizienie: wstrzsa
nim dreszcz, przeraa mrok peen teraz mierci,
ogarn lk na wspomnienie onierzyka picego
pod skaami. Zreszt, udrczonemu porak wizie-
nie wydawao si schronieniem; nikt jednak nie nie-
pokoi go nawet, spdza aosne godziny nie wie-
dzc, czym zmczy swe ciao. Czasem tylko Maheud-
ka spogldaa na nich oboje, na niego i na crk,
wzrokiem penym urazy, jak gdyby pytajc ich, skd
wzili si w jej domu i czego chc tutaj.

I znw sypiali wszyscy w jednej izbie, dziadek
Bonnemort zaj dawne ko dzieci, ktre przeszy
do Katarzyny teraz, kiedy maa Alzira przestaa ju
trca garbem sw starsz siostr. Wanie wieczo-
rem, kadc si do zimnego ka, zbyt obszernego
na ni sam, uwiadomia sobie Maheudka pustk,
jaka zapanowaa w domu. Na prno braa do siebie
Estelk, aby zapeni woln przestrze, to nie mogo
zastpi jej ma; caymi godzinami pakaa bezgo-
nie. I znw dnie zaczy pyn tak jak dawniej:

zawsze ten sam brak chleba i gd, nie do jednak
silny, aby zabi; odpadki zbierane tu i wdzie odda-
way ndzarzom t wtpliw przysug, e utrzymy-
way ich przy yciu. Dla Maheudki nic si nie zmie-
nio, tylko ma zabrako.

Pitego dnia po poudniu Stefan, ktrego widok
tej milczcej kobiety doprowadza do rozpaczy, opu-
ci izb i ruszy wolno ulic. Cica mu bezczynno
popychaa go do nieustannych spacerw; szed wy-
machujc rkami, z gow opuszczon, drczony
wci t sam myl. Drepta ju tak od p godziny,
gdy nagle poczu, e jego ze samopoczucie wzrasta,
i zorientowa si, w czym leaa tego przyczyna: ko-
ledzy stali w drzwiach domw przypatrujc mu si.

io*

147

Strzelanina w le Voreux zmiota reszt jego popu-
larnoci i teraz za kadym razem, gdy wychodzi,
napotyka spojrzenia, ktrych pomie przeladowa
go pniej. Kiedy podnis gow, ujrza grone po-
staci mczyzn i sylwetki kobiet rozsuwajcych fi-
ranki w oknach; oskarenie, nieme na razie, powci-
gany gniew widniejcy w tych wielkich oczach,
rozszerzonych godem i zami, pltay rytm jego kro-
kw. Ogarn go taki lk, i cae osiedle wylegnie na
ulic i rzuci mu w twarz okrzyk swej ndzy, e
drcy zawrci do domu.

Lecz scena, jak zasta u Maheuw, do reszty po-
zbawia go spokoju. Dziadek Bonnemort siedzia
przy zimnym piecu, przykuty do krzesa, z ktrego
nie rusza si od dnia, kiedy po walce w le Voreux
dwaj ssiedzi znaleli go na ziemi powalonego jak
stare drzewo raone piorunem; poamana na drobne
kawaki laska leaa obok niego. Lenora i Henryk
chcc oszuka gd skrobali z oguszajcym haasem
w garnku, w ktrym poprzedniego dnia gotowaa si
kapusta, a wyprostowana sztywno Maheudka, posa-
dziwszy Estelk na stole, wygraaa pici Kata-
rzynie.

 Sprbuj tylko raz jeszcze powtrzy to, co m-
wia przed chwil! Sprbuj tylko!

Katarzyna wyrazia bowiem ch powrotu do pracy
w le Voreux. wiadomo, e nie zarabia na ycie,
e zajmuje miejsce w domu matki, jak zwierz,
z ktrego nie ma adnego poytku, stawaa si dla
niej coraz bardziej nieznona i gdyby nie to. e baa
si Chavala, zaraz we wtorek byaby zjechaa do
kopalni!

 C chcesz?  podja jkajc si.  Nie mo-
na y nie pracujc, a tak bdziemy mieli przynaj-
mniej na chleb.

Maheudka przerwaa jej:

 Pierwszemu z was, ktre wemie si do pracy,
ukrc szyj, zapamitaj to sobie... Ach, nie! Tego
ju byoby za wiele! Najpierw zabi ojca, a pniej

148

wyzyskiwa jeszcze dzieci! Wol, eby was zabrali
na'cmentarz jak i jego!

Jej dugie milczenie tryskao teraz wciekym stru-
mieniem sw: To mi dopiero straszny majtek przy-
niosaby Katarzyna! Najwyej ze trzydzieci su, a do
tego jeszcze moe ze dwadziecia su, gdyby dyrekcja
znalaza jak prac dla tego bandyty Janka! Pi-
dziesit su i siedem gb do wyywienia! Dzieciaki
tyle akurat zdatne s, eby zup z garnka wyjada,
ale nic wicej! A dziadkowi co si chyba pomieszao
w gowie, jak upad; albo moe si w nim krew za-
pieka, jak zobaczy, e onierze strzelaj do narodu,
bo cakiem si teraz wydaje gupi.

 Prawda, dziadku, wykoczyli was, co? C z te-
go, e macie jeszcze si w garci, i tak jestecie ju
do niczego.

Bonnemort spoglda na ni zagasymi oczyma,
nie rozumiejc. Caymi godzinami siedzia zapatrzo-
ny w jeden punkt i tyle mu jeszcze tylko zostao
przytomnoci, e spluwa do miseczki penej popiou,
ktr stawiano obok niego dla zachowania porzdku.

 I nie zaatwili jego renty  cigna Maheud-
ka.  Pewna jestem, e odmwi, bo wiedz, co my
za jedni... Nie, mwi wam, e to ju jest nie do
wytrzymania z tymi przekltymi ludmi!

 Ale obiecuj przecie na afiszach...  odwaya
si wtrci Katarzyna.

 Przestaniesz ty raz z tymi afiszami czy nie?
Wypisuj rnoci, eby nas znci, a potem zrobi
z nami, co zechc. Mog sobie duo obiecywa, jak
nam podziurawili skr!

 No dobrze, mamusiu, ale dokd pjdziemy?
W osiedlu na pewno nie pozwol nam zosta.

Maheudka odpowiedziaa nieokrelonym gestem,
penym straszliwej wymowy. Dokd pjd? Nie wie-
dziaa i staraa si o tym nie myle, bo czua, e
ogarnia j szalestwo. Pjd gdzie indziej, wszystko
jedno gdzie. Wyprowadzona z rwnowagi skrobaniem
garnka, rzucia si na Lenor i Henryka i wyinierzy-

149

a im po policzku. Upadek Estelki, ktra czogaa
si na czworakach, wzmg jeszcze haas. Matka
uspokoia j klapsem: najlepiej byoby, gdyby od
razu kark skrcia. Wspomniaa Alzir i wszystkim
dzieciom yczya tego samego losu. A pniej, opar-
szy gow o cian, wybuchna nagle kaniem.

Stefan sta bez ruchu nie omielajc si wtrci.
Nic ju nie znaczy w tym domu, nawet dzieci od-
suway si od niego nieufnie; lecz zy nieszczliwej
kobiety wstrzsny nim, szepn:

 Odwagi, odwagi! Moe si wszystko jeszcze
jako uoy.

Wydawao si, e Maheudka nie dosyszaa jego
sw, alia si teraz gosem jednostajnym i cichym:

 Och, Boe, czy to moliwe? Jeszcze przedtem
mona byo jako wyy. Czowiek jad suchy chleb,
ale chocia wszyscy bylimy razem... Co si to stao,
co mymy takiego zrobili, e nas los tak ciko poka-
ra? Jedni pod ziemi, a drudzy te by najchtniej
pooyli si do trumny... To prawda, e zaprzgali
nas do roboty jak konie do puga i e nie byo spra-
wiedliwoci przy podziale. Czowiek obrywa kijem,
wysugiwa si bogaczom i zbija dla nich majtek,
a sam nie mia nadziei, e dojdzie kiedy do czego
lepszego. Co to za ycie, jak nie ma nadziei! Nie,
tak nie mogo by duej, trzeba byo odetchn tro-
ch... Ale kto to mg przypuszcza! Czy to moliwe,
eby cign na siebie takie nieszczcie, gdy prag-
nie si sprawiedliwoci?  Wzdychaa ciko, gos
zamiera jej w bezmiernym smutku.  Zawsze znaj-
d si spryciarze, co wam obiecuj Bg wie co i opo-
wiadaj, e wystarczy tylko wycign rk... Czo-
wiek tak sobie tym gow nabije, tak ma ju dosy
wasnej ndzy, e chciaby tego, czego nie ma. Ja
sama wyobraaam sobie nie wiedzie co, marzyo mi
si spokojne ycie w zgodzie ze wszystkimi, jak gu-
pia bujaam w obokach! A potem czowiek spada
nagle w boto i ma wtedy za swoje!... Nieprawda, nie
pomoe wyciga rk, nie ma nic z tego, czegomy

150

si spodziewali. Jest tylko bieda, och i jaka bieda,
i par ku na dodatek!

Stefan, sucha tych skarg, a kada za budzia
w nim wyrzuty sumienia. Nie wiedzia, jakimi so-
wami mgby uspokoi Maheudk zaman straszli-
wym upadkiem z wyyn ideau. Wrcia na rodek
izby i spogldaa na niego teraz, a wreszcie wykrzyk-
na, mwic mu ty" w porywie wciekoci:

 A ty te uwaasz, e powinnimy wrci do
pracy po tym wszystkim, do czego nas wcign?!...
Nie powiem ci zego sowa, ale jakbym bya na two-
im miejscu, dawno ju umarabym ze zgryzoty, em
tyle zego zrobia towarzyszom.

Stefan chcia odpowiedzie, ale wzruszy tylko
ramionami z rozpacz: po c si tumaczy, kiedy
zbolaa kobieta i tak go nie zrozumie? Zbytnio jed-
nak cierpic wyszed i podj sw rozpaczliw w-
drwk.

Lecz osiedle zdawao si czeka na niego; m-
czyni stali we drzwiach, kobiety w oknach. Skoro
tylko si ukaza, pomidzy ludmi przebieg pomruk,
liczba ich wzrosa. Od czterech dni posiew plotek co-
raz bardziej wzrasta, tryska przeklestwem ze
wszystkich ust. Pici wycigay si w stron Stefa-
na, matki pokazyway go dzieciom gestem penym
urazy, starcy spluwali na jego widok. By to gwa-
towny zwrot, jaki nastpuje nazajutrz po porace,
nieuniknione zaamanie, utrata popularnoci, ktr
podsycay bezskuteczne cierpienia ostatnich miesi-
cy. Stefan paci teraz za gd i mier.

Zachariasz, ktry nadszed z Filomen, potrci
Stefana,kiedy ten wychodzi.

 Prosz! Jeszcze przyty  zamia si zoli-
wie. Wida cudz krwi mona si utuczy!

Lewaczka stana z Bouteloupem we drzwiach.
Mwia o Bebercie, synku trafionym kul, i krzyk-
na:

 Tak, s na wiecie podli tchrze, co wysyaj

dzieci na mier! Mojego pod ziemi musiaby szu-
ka, eby mi go odda!

Nie mylaa o mu, gospodarstwo nie doznao
uszczerbku, skoro Bouteloup zosta. Lecz w tej chwi-
li przypomniaa sobie o aresztowanym i dorzucia
piskliwym gosem:

 ajdaki chodz sobie na wolnoci, a porzdni
ludzie siedz w kryminale!

Stefan chcc j omin napotka Pierronk, ktra
nadbiega pr/ez ogrd. Przyja ona jak wyzwolenie
mier matki, ktrej gwatowne wystpienia naraay
j i ma; nie opakiwaa te wcale creczki Pierro-
na, tej rozpustnicy Lidki, szczcie, e si jej pozby-
a. Ale stawaa teraz po stronie ssiadek, w nadziei,
e si z nimi pogodzi.

 A moja matka? A malutka? Poczekaj, widzieli
ci, jak si chowae za nie, kiedy strzelali!

Co mia robi? Rzuci si na Pierronk i innych,
bi si z caym osiedlem? Przez chwil mia na to
ochot. Krew szumiaa mu w gowie, w mylach na-
zywa kolegw stadem byda, drania go ich ciem-
nota i nieokrzesanie, ktre sprawiay, e do niego
mieli pretensj o to, co narzuca logika wydarze.
Co za gupota! Z niemonoci ujarzmienia tych ludzi
na nowo pyno uczucie niesmaku. Przypieszy tyl-
ko kroku, jak gdyby guchy na obelgi. Wkrtce jego
marsz sta si ucieczk; z kadego domu dobiegay
go okrzyki pogardy i gniewu, koledzy szli za nim,
cay tum ludzi przeklinajcych coraz dononiej,
rozpomienionych nienawici. To on wanie by
wyzyskiwaczem, zbrodniarzem, jedyn przyczyn ich
nieszczcia. Wyszed z osiedla blady, rozdygotany,
uciekajc przed t wyjc band, ktra nastpowaa
mu na pity. Kiedy byli ju na drodze, wielu zawr-
cio, paru jednak towarzyszyo mu uparcie. Nagle
u stp wzgrza, przed szynkiem Tu najtaniej",
spotkali grup grnikw wychodzcych z le Voreux.

Znajdowa si pomidzy nimi stary Mouque i Cha-
val. Po mierci crki i syna Mouque w dalszym cigu

152

pracowa jako stajenny, bez sowa skargi czy alu.
Lecz teraz na widok Stefana wstrzsn nim spazm
gniewu, z oczu trysny zy, a z ust, okrwawionych
od cigego ucia tytoniu, posypay si grubiaskie
sowa:

 ajdaku! winio! Potworze!... Poczekaj, zapa-
cisz mi za moje dzieci, ju ja ci nie daruj!

Podnis ceg, rozupa i cisn w Stefana oby-
dwa kawaki.

 Tak, tak, rozprawmy si z nim!  krzykn
Chaval, ktry przyglda si ze miechem, podnieco-
ny i uradowany t zemst.  Przysza i na ciebie
kreska... Teraz tobie si dostanie, kanalio!

I on rwnie rzuci si na Stefana ciskajc kamie-
nie. Podniosa si dzika wrzawa, wszyscy chwytali
cegy, rozupywali je i rzucali, aby go zabi, tak jak
chcieli pozabija onierzy. Oszoomiony, przesta
ucieka i stawi czoo usiujc uspokoi ich sowami.
Jego dawne przemwienia, tak gorco oklaskiwane
niegdy, powracay mu teraz na usta. Powtarza
zdania, ktre upajay ich w czasach, kiedy trzyma
ich w swym rku jak wiern trzod; teraz potga
jego zgasa i kamienie byy jedyn odpowiedzi.
Zraniony w lewe rami, cofa si w powanym nie-
bezpieczestwie, gdy spostrzeg, e napastnicy przy-
parli go do fasady szynku Tu najtaniej".

W drzwiach ukaza si Rasseneur.

 Wejd  powiedzia tylko.
Stefan waha si, myl, i tu wanie ma szuka
schronienia, przytaczaa go.

 Wejde, ja z nimi pomwi.
Zrezygnowany, schroni si w gb sali, a szynkarz
zagrodzi wejcie swymi szerokimi barami.

 Suchajcie, koledzy, bdcie rozsdni... Wiecie
dobrze, e ja nigdy was nie oszukiwaem. Zawsze by-
em za tym, aby zachowa spokj, i gdybycie byli
mnie suchali, na pewno nie staoby si to, co si
stao.

Koyszc ramionami i brzuchem cign dalej, da-

j upust swej wymowie; sowa pyny bez trudu,
agodnie uspokajajce jak letnia woda. I znw od-
zyskiwa dawn popularno, bez wysiku, w sposb
zupenie naturalny, jak gdyby przed miesicem nie
zosta przez kolegw wymiany i nazwany tchrzem.
Rozlegy si gosy uznania: ,,Bardzo dobrze! Racja!
Tak trzeba mwi!" Zagrzmiay oklaski.

Serce Stefana zalaa gorycz. Przypomnia sobie
przepowiedni Rasseneura, ktry wwczas w lesie
grozi mu niewdzicznoci tumu. C za gupota
i brutalno! Co za ohydna niepami o przysugach,
jakie im wywiadczy! Stanowili lep si bezustan-
nie poerajc siebie sam. Jego gniew, i sami szko-
dz wasnej sprawie, kry w sobie rozpacz z powodu
doznanej poraki, tragicznego koca wasnych am-
bitnych marze. Jak to, wic wszystko skoczone?
Mia jeszcze w pamici t chwil, kiedy pod bukami
w Vandame trzy tysice serc bio zgodnie z rytmem
jego wasnego serca. Tego dnia cay ten lud nalea
do niego, czu, e jest jego wadc. Upajay go szalo-
ne marzenia: Montsou u jego stp, w oddali Pary,
awa poselska, gromy ciskane na buruazj przez
pierwszego robotnika, ktry zasiad w parlamencie.
A tymczasem wszystko byo skoczone! Ockn si
aosny, otoczony wzgard, jego ludeie obrzucali'
go kamieniami.

 Nigdy gwat nie by uwieczony powodzeniem 
podnis si gos Rasseneura.  wiata nie mona
odmieni w przecigu jednego dnia. Ci, ktrzy obie-
cywali wam, e wszystko naprawi za jednym zama-
chem, to artownisie albo ajdacy.

 Brawo! Brawo!  rozlegy si okrzyki w tu-
mie.

Kt wic ponosi win? To pytanie, jakie sam so-
bie zadawa, do reszty przygnbiao Stefana. Czy
naprawd on by winien temu nieszczciu, od kt-
rego sam krwawi, ndzy jednych i mierci drugich,
temu, e wychude kobiety i dzieci nie miay ani
kawaka chleba? Ta straszliwa wizja przesuna si

154




przed jego oczyma ktrego wieczora jeszcze przed
nadejciem klski. Lecz porwaa go wwczas jaka
sia, uniosa razem z towarzyszami. Nigdy zreszt nie
kierowa nimi, to oni wytyczali kierunek jego kro-
kom, zmuszali go, aby robi rzeczy, ktrych nigdy
nie byby zrobi, gdyby nie tum napierajcy na
z tyu. Kady gwat, jakiego si dopuszczali, budzi
w nim pniej zdumienie, gdy adnego z tych wy-
darze nie przewidywa ani nie chcia. Czy mg
by przypuszcza na przykad, e jego wyznawcy
z osiedla obrzuc go pewnego dnia kamieniami? Ci
szalecy kamali oskarajc go, i obiecywa im y-
cie wolne od pracy i opywajce w smaczne kski.
W jego chci usprawiedliwienia si przed samym
sob, w rozumowaniach, ktrymi stara si zaguszy
wyrzuty sumienia, tkwi guchy niepokj, e nie
stan na wysokoci zadania; wtpliwoci samouka,
drczce go od dawna. Teraz jednak czu, e jest
u kresu, nie wizaa go ju nawet z towarzyszami
ni sympatii, ba si ich, tej potnej masy, lepej
i nieujarzmionej, zmiatajcej wszystko wbrew regu-
om i teoriom. Uczucie niechci odsuno go od nich
z wolna, razili jego upodobania coraz to bardziej
wyrafinowane; im bardziej zblia si do wyszej
warstwy spoecznej, tym bardziej od nich odcho-
dzi.

W tej chwili entuzjastyczne krzyki Zaguszyy so-
wa Rasseneura.

 Niech yje Rasseneur! Tylko on Jeden nam zo-
sta! Brawo! Brawo!

Szynkarz zamkn drzwi, tum rozpierzchn si;

obaj mczyni popatrzyli na siebie w milczeniu.
Obaj wzruszyli ramionami i siedli do'stou napi si
razem piwa.

Tego samego dnia w Piolaine odby si proszony
obiad dla uczczenia zarczyn Negrela i Cecylki.
Pastwo Gregoire ju uprzedniego dnia polecili wy-
pastowa podog w jadalni i odkurzy salon. Mela-
nia krlowaa w kuchni, pilnowaa pieczystego i szy-

155

kowala sosy, ktrych zapach dociera a do strychu.
Zapada decyzja, e stangret Franciszek bdzie po-
maga kucharce podawa do stou. Ogrodniczka
miaa zmywa naczynia, ogrodnik otwiera bram.
Nigdy jeszcze podobnie uroczyste przyjcie nie za-
mcio spokoju tego bogatego i patriarchalnego do-
mostwa.

Wszystko odbyo si jak najlepiej. Pani Hennebeau
okazywaa wiele serdecznoci Cecylce i umiechna
si do Negrela, kiedy notariusz z Montsou, czowiek
dobrze wychowany, wznis toast za pomylno
przyszego maestwa. Pan Hennebeau by rwnie
w jak najlepszym humorze. Jego rozradowana mina
zwrcia uwag biesiadnikw, kryy pogoski, e
odzyskawszy wzgldy Zarzdu, ma zosta mianowany
oficerem Legii Honorowej w nagrod za energiczne
stumienie strajku. W rozmowach starannie omijano
ostatnie wydarzenia, ale oglna rado miaa posmak
triumfu. Obiad przemieni si w uczt na cze zwy-
cistwa. Wreszcie nadeszo wyzwolenie, mona ju
je i spa w spokoju! Kto uczyni dyskretn
wzmiank o zabitych, ktrych krew ledwo zdya
wsikn w boto le Voreux: bya to lekcja koniecz-
na i wszyscy rozczulili si, gdy pastwo Gregoire
oznajmili, i w tej chwili obowizkiem kadego jest
opatrzy rany cierpicych w osiedlach. Gospodarze
odzyskali dawny dobrotliwy spokj, znajdowali wy-
tumaczenie dla tych poczciwych' grnikw, w my-
lach widzieli ich ju w gbiach kopal dajcych
dobry przykad wiekowej ulegoci. Co znamienitsi
obywatele Montsou  nie drc ju teraz ze stra-
chu  przyznali, e kwestia pac robotniczych po-
winna by, z zachowaniem naleytej ostronoci,
dokadnie przestudiowana. Zwycistwo stao si ca-
kowite, gdy przy pieczystym pan Hennebeau odczy-
ta list od biskupa donoszcy o przeniesieniu do innej
parafii ksidza Ranvier. Cae prowincjonalne miesz-
czastwo komentowao z pasj spraw tego ksi-
dza, ktry onierzy nazwa zbrodniarzami. Z poja-


wieniem si deseru notariusz owiadczy zdecydo-
wanym gosem, e co do niego, to jest wolnomyli-
cielem.

Na kolacji by rwnie Deneulin z crkami. Oto-
czony zewszd radoci, stara si ukry melancholi
swej klski. Tego ranka podpisa akt sprzeday kon-
cesji Vandame Towarzystwu. Zrujnowany, w sytuacji
bez wyjcia, przyj warunki Zarzdu, odda wresz-
cie w ich rce t zdobycz, na ktr czekali cd tak
dawna, dostajc w zamian sum wystarczajc zale-
dwie na zaspokojenie wierzycieli. W ostatniej chwili
przyj jeszcze, jako nie lada okazj, ofiarowywane
mu stanowisko kierownika ruchu, zrezygnowany do
tego stopnia, i zgadza si doglda jako patny
urzdnik tej kopalni, ktra pochona jego majtek.
Byo to podzwonne maych przedsibiorstw, ktre
wkrtce miay znikn jedno za drugim, poarte
przez nienasyconego potwora  kapita, zatopione
wzbierajc fal wielkich towarzystw akcyjnych. On
sam ponis koszta caego strajku i zdawa sobie
spraw, i wznoszc toasty, aby uczci odznaczenie,
jakie otrzyma pan Hennebeau, biesiadnicy pij za
jego wasn klsk. Jedyn pociech by dla niego
widok ucji i Janki, uroczych w swych wielokrotnie
przerabianych sukienkach, miejcych si z poraki
jak prawdziwie nowoczesne dziewczta gardzce pie-
nidzem.

Kiedy towarzystwo przeszo do salonu na kaw,
pan Gregoire odcign kuzyna na bok i pogratulo-
wa mu, i zdoby si wreszcie na odwag i powzi
decyzj sprzeday.

 C, mj drogi, bdem z twej strony byo, e
tak pochopnie sprzedae swj denar z Montsou,
a uzyskany milion woye w urzdzenia Vandame.
Zadae sobie olbrzymi trud, a denar stopnia, gdy
tymczasem mj, nie wyjmowany z szuflady, ywi
mnie i pozwala nie pracowa, i bdzie jeszcze ywi
moje wnuki i prawnuki.

II                                   

W niedziel Stefan wymkn si z osiedla z nadej-
ciem nocy. Z czystego nieba usianego gwiazdami
spywaa na ziemi niebieska powiata zmroku. Skie-
rowa si w stron kanau i szed jego brzegiem
w kierunku Marchiennes. By to jego ulubiony spa-
cer, porosa traw drka cignca si prosto wzdu
wody, podobnej do nie koczcej si sztabki rozto-
pionego srebra.

Nigdy nie spotyka tu nikogo, lecz tego dnia
z przykroci zauway, e naprzeciw niego idzie
jaki mczyzna. W bladym wietle gwiazd dwaj
samotni spacerowicze poznali si dopiero wwczas,
gdy stanli twarz w twarz.

 Ach, to ty!  szepn Stefan.

Suwarin kiwn tylko gow w odpowiedzi. Przez
chwil stali w milczeniu, a pniej ruszyli ku Mar-
chiennes. Kady z nich zdawa si snu dalej wasne
myli, jeden niezmiernie daleki od drugiego.

 Czytae w gazecie o sukcesie Plucharta w Pa-
ryu?  zapyta wreszcie Stefan.  Ludzie czekali
na niego na ulicy i urzdzili mu owacj, kiedy wy-
chodzi z zebrania w Belleville... och, temu udao si
wej na dobr drog mimo chrypki! Teraz zajdzie

ju, dokd bdzie chcia.

Maszynista wzruszy ramionami. ywi pogard
dla mwcw, spryciarzy, ktrzy traktuj polityk
jak trybuna sdowy, gdzie piknymi zdaniami mona

dorobi si majtku.

Stefan oddawa si teraz studiom nad Darwinem.
Zapozna si z nim w wydaniu popularnym i skrco-
nym, za pi su; na podstawie tej lektury, niecako-
wicie przez niego zrozumianej, uku rewolucyjn
teori walki o byt, wedug ktrej chudzi mieli pore
tustych, prny lud wt buruazj. Lecz Suwarin
unis si gniewem wystpujc przeciwko gupocie
socjalistw, ktrzy przyjmuj Darwina, tego apostoa
nierwnoci; jego synne prawo doboru naturalnego

158

-

^

nadaje si w sam raz dla filozofw arystokratycz-
nych. Stefan jednak upiera si, usiowa dowodzi,
e ma racj. Wwczas Suwarin zawar swoje wtpli-
woci w formie hipotezy: Przypumy, e stare spo-
eczestwo przestao istnie, e nawet lad po nim
nie pozosta, ot czy nie naley si obawia, e nowy
wiat odronie skaony t sam niesprawiedliwoci,
e znw jedni bd chorzy, a drudzy peni siy, jed-
ni bardziej rzutcy, bardziej inteligentni i ci przy-
waszcz sobie dobra, podczas gdy drudzy, leniwi
i gupi stocz si do roli niewolnikw? Zgnbiony
wizj tej ndzy, dla ktrej nie byo kresu, maszyni-
sta krzykn dziko, e jeeli sprawiedliwo nie da
si zachowa pord ludzi, to czowiek powinien
znikn z powierzchni ziemi. Kade zgnie spoecze-
stwo powinna spotka zagada, a wreszcie unice-
stwiona zostanie ostatnia istota ludzka. I znw zapa-
nowao milczenie.

Suwarin opuci gow, tak pochonity mylami,
e dugi czas szed samym brzegiem wody, jak luna-
tyk bezpiecznie- idcy po rynnie. Nagle wzdrygn
si nie wiadomo dlaczego, jakby wpad na jakie
widmo. Podnis oczy i ukazaa si jego twarz, bar-
dzo blada.

 Czy opowiadaem ci, jak ona umara?  zapy-
ta towarzysza agodnie.

 Kto taki?

 Moja dziewczyna, tam w Rosji.

Stefan zrobi niewyrany gest, zdziwiony dreniem
gosu i t nag potrzeb zwierze u czowieka tak
opanowanego zazwyczaj, ze stoick obojtnoci od-
noszcego si do siebie samego i do blinich. Wie-
dzia tylko, e Suwarin mia kochank, ktr powie-
szono w Moskwie.

 Nie powiodo si nam  mwi Suwarin z oczy-
ma utkwionymi w bia smug wody przemykajc
pomidzy niebieskaw kolumnad wielkich drzew. 
Przez dwa tygodnie siedzc w podkopie zakadalimy
miny pod torem kolejowym, ale nie pocig cesarski,

159

lecz zwyky pocig pasaerski wylecia w powietrze...
Anuszk aresztowano. Kadego wieczora ' przynosia
nam chleb przebrana za wieniaczk. I ona wanie
zapalia lont, bo mczyzna mg zwrci na siebie
uwag... Ukryty w tumie, przez sze dugich dni
asystowaem przy procesie...  Dawicy atak kaszlu
kaza mu przerwa.  Dwukrotnie miaem ochot
zawoa, rzuci si ku niej ponad gowami siedz-
cych. Lecz do czego by to zaprowadzio? Mniej
o jednego czowieka, to znaczy mniej o jednego bo-
jownika, i czuem, e jej wielkie, nieruchome oczy
mwi mi: Nie", spotykajc si z moimi.  Za-
kaszla.  Ostatniego dnia, na placu, byem rw-
nie... Pada deszcz, ci niezgrabiasze potracili go-
wy. Upyno dwadziecia minut, zanim powiesili
czterech pozostaych skazacw: sznur si urwa, nie
mogli da sobie rady z czwartym... Anuszka staa
czekajc. Wzrokiem szukaa mnie w tumie. Stan-
em na krawniku, zobaczya mnie i oczy nasze
nie rozstay si ju ani na chwil. Nawet gdy bya
ju nieywa, patrzya na mnie dalej... Uniosem
w gr kapelusz i odszedem.

I znw zapado milczenie. Biaa wstga kanau
cigna si w nieskoczono. Obydwaj mczyni
szli bezszelestnym krokiem, zatopieni kady we
wasnej samotnoci. W oddali zwajca si coraz
bardziej blada smuga wody zdawaa si swym

ostrzem przebija horyzont.

 To bya kara dla nas obojga  powiedzia
twardo Suwarin.  Zawinilimy, bomy si kochali...
Tak, dobrze si stao, e umara, z jej krwi narodz
si bohaterowie, a ja wypleniem wszelkie maostko-
we przywizanie z mego serca... Nie mam nikogo,
ani rodziny, ani ony, ani przyjaciela, nie ma ju
we mnie nic, co mogoby wprawi w drenie moj
rk w dniu, gdy przyjdzie zada cudzego ycia

lub odda wasne!

Stefan zatrzyma si dygocc od chodu nocy. Nie
wdajc si w dyskusj powiedzia tylko:

160

 Jestemy daleko, moe bymy wrcili?
Skierowali si wolno w stron le Voreux, a Stefan
dorzuci po chwili:

 Czytae te nowe ogoszenia?

Mwi o nowych tych afiszach, ktre rozlepiono
tego ranka z polecenia Towarzystwa. Szo ono na
dalsze, bardziej sprecyzowane ustpstwa, obiecywao,
e przyjmie z powrotem ksieczki grnikw, ktrzy
nastpnego dnia stawi si do pracy. Wszystko zo-
stanie zapomniane, nawet najbardziej skompromito-
wani uzyskaj przebaczenie.

 I owszem, czytaem  odpar maszynista.

 No i co mylisz o tym?

 Myl, e to ju koniec... Posuszna trzoda
z powrotem wemie si do pracy. Jestecie wszyscy
zbyt tchrzliwi.

Stefan gorczkowo usprawiedliwia towarzyszy:

pojedynczy czowiek moe by odwany, ale tum
gincy z godu jest bezradny. Idc krok za krokiem
doszli do le Voreux i stojc przed czarn mas za-
budowa Stefan mwi dalej, przysiga, e on sam
nie podejmie pracy, ale wybacza tym, ktrzy zjad.
Poniewa kryy pogoski, e ciele nie zdyli na-
prawi obudowy szybu, chcia dowiedzie si, czy to
prawda. Podobno belki tak silnie powyginay si do
rodka, e w jednym miejscu, na przestrzeni piciu
metrw, klatka ociera si o ciany. Suwarin, na
nowo pogrony w milczeniu, odpowiada krtko.
Poprzedniego dnia by jeszcze w pracy, klatka ocie-
raa si rzeczywicie, maszynici musieli nawet
zwiksza tempo zjazdu, eby przesza przez to miej-
sce. Ale wszystkie uwagi na ten temat kierownicy
przyjmowali tym samym, penym irytacji zdaniem:

teraz potrzeba wgla, o naprawach bdzie mowa
pniej.

 Gdyby tak to wszystko trzasno!  szepn}
Stefan.  To by dopiero bya uciecha.

Niewyrany w mroku, z oczyma utkwionymi
w kopalni, Suwarin zakoczy spokojnie:

 Germinal t. II

161

 Jeeli trzanie, to koledzy dowiedz si o tym,
poniewa radzisz, aby zjechali.  Na wiey w Mont-
sou wybia dziewita; syszc, e jego towarzysz za-
mierza wraca do domu, maszynista dorzuci nie
wycigajc nawet rki:  W takim razie, bd
zdrw. Ja odchodz.

 Jak to, odchodzisz?

 No tak, poprosiem o ksieczk i id gdzie
indzieJ.

Stefan spoglda na niego zdumiony i podniecony.
Mwi to dopiero teraz, po dwch godzinach spaceru,
i to gosem tak spokojnym, gdy tymczasem jemu
na sam wiadomo o tym nagym rozstaniu cisno
si serce. Znali si, trudzili wsplnie: to smutne po-
myle, e ju si nie zobacz.

 Dokd pjdziesz?

 Sam nie wiem.

 Ale zobaczymy si jeszcze?

 Nie, nie sdz.

Zamilkli i przez chwil stali jeden naprzeciw dru-
giego, nie znajdujc sw.

 W takim razie, bd zdrw.

 Bd zdrw.

Stefan skierowa si w stron osiedla, a Suwarin
zawrci brzegiem kanau. Samotny teraz, szed
w nieskoczono, z opuszczon gow, tak pogr-
ony w ciemnociach, e by ju tylko jednym z ru-
chomych cieni nocy. Chwilami zatrzymywa si i o-
wi dwiki zegara w oddali. Kiedy wybia dwu-
nasta, uda si do le Voreux.

O tej porze kopalnia bya pusta. Spotka tylko
jakiego zaspanego sztygara. W kotowni miano roz-
pala dopiero o drugiej, przed rozpoczciem pracy
nastpnego dnia. Suwarin uda, e zapomnia ma-
rynarki i poszed po ni do szafy. W marynark
zawinite byy narzdzia: wider, maa, bardzo silna
pia, motek i duto. Wzi je i wyszed. Ale zamiast
wyj przez szatni, skierowa si do wskiego ko-
rytarzyka, ktry prowadzi do przedziau drabino-


wego. Z marynark pod pach schodzi wolno
w gb, bez wiata, liczc drabiny, aby orientowa
si, gdzie si znajduje. Wiedzia, e klatka ociera
si o ciany szybu na gbokoci trzystu siedemdzie-
siciu czterech metrw. Kiedy naliczy pidziesit
cztery drabiny, wycign rk i poczu pod palcami
wybrzuszenie belek. By na miejscu.

Ze zrcznoci i zimn krwi dobrego robotnika,
ktry od dawna ju rozmyla o swym dziele, zabra
si do pracy. Wyci czworoktny otwr w przepie-
rzeniu dzielcym oddzia zjazdowy od przedziau
drabinowego i zapalajc jedn po drugiej zapaki,
ktre natychmiast gasi, sprawdzi, jaki jest stan
obudowy i jakie naprawy porobiono niedawno.

Pomidzy Calais a Valenciennes gbienie szybw
napotykao na niesychane trudnoci ze wzgldu na
olbrzymie iloci wd zaskrnych. Szyby zabezpie-
czano w ten sposb, e obudowywano je drewnia-
nymi belkami przylegajcymi do siebie jak klepki
w beczce; te drewniane ciany powstrzymyway na-
pr wd bijcych o nie gbokimi falami. Gbic
le Voreux musiano zastosowa dwie rne obudowy,
w poziomie grnym pord amliwego piaskowca
i nasiknitych wod jak gbka warstw gliny
i w poziomie dolnym, bezporednio nad zoami
wgla, pord miakiego jak mka, tego piasku.
Tu wanie przepywa w Potok, owo podziemne
morze, postrach kopal pnocy, morze nieznane,
niezgbione, toczce swe czarne fale przeszo trzy-
sta metrw pod ziemi. Na og obudowa dobrze
wytrzymywaa olbrzymi napr. Grone dla nich byo
jedynie osiadanie przylegych terenw, powolne za-
padanie si starych chodnikw i zwizane z tym
wstrzsy. Osuwajce si skay wywieray z czasem
nacisk na ciany szybu, wypychay je do rodka;

stale grozio wic podwjne niebezpieczestwo: za-
lewu wd i lawiny ska.

Siedzc okrakiem na wycitym przez siebie otwo-
rze, Suwarin stwierdzi powane uszkodzenia w obu-

dowie. Belki wygiy si do rodka, niektre wysu-
ny si nawet z ram. Spomidzy wiza poprzez
nasycone smo pakuy sczyy si struki wody.
Ciele pracujc w popiechu zaoyli jedynie elazne
klamry, i to tak niedbale, e nie wszystkie ruby
zostay wkrcone. Za obudow w piaskach Potoku
najwyraniej nastpoway jakie przesunicia.

Suwarin porozkrca ruby tak, aby za pierwszym
wstrzsem mogy wylecie. To, co robi, wymagao
szalonej odwagi, w kadej chwili grozi mu upadek
z wysokoci stu siedemdziesiciu metrw. Chwyta
si dbowych prowadnikw, po ktrych zjeday
klatki, i zawieszony nad prni wdrowa wzdu
dwigarw czcych je od czasu do czasu. Przesu-
wa si, siada, odchyla do tyu, wsparty na rku
tylko lub na kolanie, peen spokojnej pogardy mier-
ci; wystarczyby najlejszy powiew, aby strci go
w gb; trzy razy o mao nie spad, lecz w ostatniej
chwili uchwyci si czego nie drgnwszy nawet ze
strachu. Najpierw maca rk, a pniej bra si do
roboty zapalajc zapak tylko wtedy, gdy gubi si
pord tych olizych belek. Rozkrciwszy ruby za-
bra si do samych belek; niebezpieczestwo wzroso
jeszcze. Wyszuka rozpor, ktra umacniaa inne
belki, i rzuci si na ni zajadle, dziurawic j, pi-
ujc, zwajc, aby j osabi. Tryskajca strumy-
kami ze szpar i pkni- woda olepiaa go, obryzgi-
waa lodowatym deszczem. Dwie zapaki zgasy.
Reszta zamoka. Otwara si noc, gbia ciemnoci

bez dna.

Wwczas Suwarina ogarna wcieko. Tchnienie
niewidzialnego odbierao mu przytomno, ohyda
i groza tego czarnego leja, sieczonego ulew, roz-
palaa w nim dz zniszczenia. Zadawa ciosy na
olep, dziurawi belki dutem, nacina pi, pragnc,
aby wszystko zawalio si z nim razem. Czyni to
z takim okruciestwem, jak gdyby rozpruwa noem
ciao istoty ywej, ktrej nienawidzi. Wreszcie za-
bije j, t besti o paszczy wiecznie rozwartej, le

164




Voreux, ktre pochono ju tyle istnie ludzkich.
Sycha byo, jak jego narzdzia wgryzay si
w ciany szybu, on sam wydua si, czoga, zsu-
wa w d i znw podnosi do gry, cudem tylko
trzymajc si chwiejcych desek, podobny do ptaka
nocnego, fruwajcego pomidzy rusztowaniem dzwon-
nicy.

Po pewnym czasie uspokoi si jednak, niezado-
wolony z siebie. Czy nie mona zaatwi tych spraw
z zimn krwi? Odpocz chwil i nie spieszc si
powrci do przedziau drabinowego, wkadajc na
miejsce wypiowany czworokt. Wystarczy tego, co
zrobi, nie chcia zwraca uwagi zbyt wyranymi
uszkodzeniami, ktre usiowano by natychmiast na-
prawi. Bestia i tak zostaa zraniona w same trze-
wia, czas pokae, czy wyyje do wieczora; wyry
swj znak, przeraeni ludzie dowiedz si, e nie
zgina ona mierci naturaln. Zawin starannie
narzdzia w marynark i wolno ruszy ku grze.
Wyszed na powierzchni nie zauwaony i nawet
nie przyszo mu do gowy, aby si przebra. Wybia
trzecia. Pozosta na drodze czekajc.

O tej samej godzinie Stefana, ktry nie spa, za-
niepokoi lekki szmer; w izbie panowaa nieprze-
nikniona noc. Odrnia nike oddechy dzieci, chra-
panie Bonnemorta i Maheudki; tu obok niego Ja-
nek powistywa jak flet. Pomylawszy, e widocznie
mu si zdawao, Stefan wsun si gbiej pod przy-
krycie, gdy wtem szmer si powtrzy. By to sze-
lest siennika; kto wstawa starajc si robi to jak
najciszej. Wwczas wyobrazi sobie, e to Katarzyna
zasaba.

 To ty? Co si stao?  zapyta szeptem.

Nikt nie odpowiedzia, Maheudka i Bonnamort
chrapali dalej. Przez pi minut panowaa cisza,
pniej znw zaszeleci siennik. Pewny tym razem,
e si nie myli, Stefan przeszed przez pokj i wy-
cign rce w ciemno, aby natrafi na ko sto-
jce naprzeciwko. Zdziwi si ogromnie, gdy jego

165

donie napotkay Katarzyn przyczajon, wstrzymu-
jc oddech.

 Dlaczego mi -nie odpowiadasz? C ty znw

wyprawiasz?

 Wstaj  odpara wreszcie.

 O tej porze wstajesz?

 Tak, id do roboty.

Ogromnie poruszony Stefan usiad obok niej na
sienniku, a Katarzyna wyjaniaa mu przyczyny swej
decyzji. Zbyt cierpiaa yjc w bezczynnoci i czujc
cice na niej spojrzenia pene wyrzutu; wolaa
ju, eby Chaval pobi j, gdy wrci do kopalni.
A jeeli matka nie bdzie chciaa przyj od niej
pienidzy, to jest ju na tyle dorosa, aby gospoda-
rowa sama, osobno.

 Odejd, bo chc si ubra. I nie mw nic matce,
dobrze?

Lecz on' pozosta przy niej, obj j gestem a-
osnej, penej litoci pieszczoty. W koszulach tylko,
przytuleni do siebie na brzegu ka rozgrzanego
jeszcze nocnym snem, czuli ciepo bijce od ich na-
gich cia. W pierwszej chwili Katarzyna usiowaa
wyswobodzi si z ucisku, lecz pniej rozpakaa
si cicho i objwszy Stefana za szyj przygarna si
do niego z rozpacz. Siedzieli tak niczego ju wicej
nie pragnc, wiadomi przeszoci, uczucia, ktre nie
zostao zaspokojone. Wic to ju skoczone na
zawsze? Nigdy ju nie omiel kocha si nawzajem
teraz, kiedy oboje s wolni? Wystarczyaby odrobina
szczcia, aby rozproszy ich wstyd, ich niepokj,
ktry przeszkadza im poczy si budzc w nich
myli dla nich samych niezupenie jasne.

 Id si pooy  szepna Katarzyna.  Nie
chc zapala wiata, bo matka mogaby si obu-
dzi... Musz si ju ubiera, pu mnie.

Lecz on nie sucha i tuli j do siebie, z sercem
penym bezmiernego smutku. Ogarniaa go potrzeba
spokoju, niezwyciona potrzeba szczcia. W my-
lach widzia siebie onatego, w maym czystym

domku, wolnego od innych ambicji i pragnie poza
tym, by y i umrze tam we dwoje. Wystarczyby
mu suchy chleb, a gdyby mia tylko jeden kawaek,
jej by go odda. I po c chcie czego wicej? Czy
ycie wicej jest warte?
Katarzyna rozplota jednak nagie ramiona.

 Prosz ci, pu mnie.

Wwczas pod wpywem uniesienia szepn jej do
ucha:

 Poczekaj, pjd z tob.

Sam zdziwi si, e powiedzia co takiego. Przy-
siga, e nie podejmie pracy, skd wic wzio si
to nage, zupenie nie przemylane postanowienie?
Zapanowa w nim teraz taki spokj, tak cakowite
uciszenie wszelkich wtpliwoci, e upiera si przy
swej decyzji jak czowiek uratowany przypadkiem,
ktry wreszcie znalaz wyjcie ze swej udrki. Nie
chcia sucha protestw Katarzyny, ktra zdawaa
sobie spraw, e Stefan powica si dla niej, i baa
si zego przyjcia, jakie czekao go w kopalni. Lecz
on drwi sobie ze wszystkiego, ogoszenia obiecy-
way przebaczenie  to wystarczy.

 Chc pracowa... Ubierajmy si i nie rbmy
haasu.

Ubrali si w ciemnociach, zachowujc mnstwo
ostronoci. Katarzyna po kryjomu przygotowaa po-
przedniego dnia swoje grnicze ubranie, Stefan wy-
j z szafy spodnie i marynark; nie myli si, aby
przypadkiem nie stukn misk. Wszyscy spali, lecz
trzeba byo przej przez wski korytarzyk, w kt-
rym stao ko matki. Nieszczcie chciao, e wy-
chodzc potrcili o krzeso. Maheudka obudzia si
i zapytaa wpprzytomnie:

 A to co takiego?

Katarzyna zatrzymaa si drca, kurczowo ciska-
jc rk Stefana.

 Nic, nic, to ja  odpar mody czowiek. 
Duszno mi, wic wychodz si troch przewietrzy.

 Dobrze, dobrze.

I Maheudka usna z powrotem. Katarzyna nie
miaa si ruszy. Wreszcie jednak zesza na d
i podzielia kromk chleba, jak odoya z caego
bochenka ofiarowanego przez pewn pani z Mont-
sou. Potem cicho zamknli drzwi i poszli.

Suwarin sta na zakrcie drogi, opodal Tu naj-
taniej". Od p godziny przyglda si grnikom id-
cym do pracy, niewyranym w mroku i tupoczcym
jak stado byda. Liczy ich, jak rzenicy licz zwie-
rzta u wejcia do rzeni, i zdziwiony by ich iloci;

mimo swego pesymizmu nie przypuszcza jednak, e
liczba tchrzw bdzie a tak dua. Nadcigali co-
raz to nowi, a on sta sztywno, zimny, z zacinitymi

ustami i jasnymi oczyma.

Lecz nagle zadra. Pomidzy tymi ludmi, kt-
rych twarzy nie rozrnia, dostrzeg jednego, kt-
rego pozna po chodzie. Postpi par krokw w jego
stron i zatrzyma go.

 Dokd idziesz?

Stefan, wstrznity, jka co zamiast odpowiedzi:

 Jak to, jeszcze tu jeste?

A pniej wyzna, e wraca do kopalni. To praw-
da, przysiga; ale to nie ycie czeka z zaoonymi
rkami na rzeczy, ktre nadejd moe za sto lat.
A poza tym ma swoje powody, dla ktrych podejmie

prac.

Suwarin wysucha go, drcy. Pochwyci go za
rami i odepchn w stron osiedla.

 Wracaj do domu, ja tak chc, syszysz?
Zbliya si Katarzyna; Suwarin pozna j, a ona
jego. Stefan protestowa, owiadczy, e nikt nie ma
prawa sdzi jego postpkw. Oczy maszynisty prze-
niosy si z dziewczyny na towarzysza; cofn si
i opuci rce. Kiedy w sercu mczyzny pojawi si
kobieta, jest on przekrelony, moe umrze. W nagej
wizji ujrza moe przed sob kochank powieszon
w Moskwie, t ostatni wi, po zerwaniu ktrej
mg ju dysponowa yciem wasnym i cudzym.
 Id  rzek po prostu.

168

Stefan, zmieszany, nie pieszy si z odejciem,
szuka jakiego przyjaznego sowa na poegnanie.

 Wic odchodzisz std?

 Tak.

 No, to daj rk, stary. Szczliwej drogi. I nie
miej do mnie urazy.          '             .    .

Tamten wycign do niego lodowat do. Ani
przyjaciela, ani dziewczyny.

 Po raz ostatni: bd zdrw.

 Bd zdrw.

Znieruchomiay w ciemnociach Suwarin odpro-
wadzi wzrokiem Stefana i Katarzyn wchodzcych
do le Voreux.

m

Zjazd rozpocz si o czwartej. W lampowni sie-
dzia sam Dansaert; zapisywa kadego robotnika
stawiajcego si do pracy i poleca wyda mu lamp.
Przyjmowa wszystkich, jak to obiecyway ogosze-
nia, nie robic adnych uwag. Kiedy jednak zoba-
czy przy okienku Stefana i Katarzyn, zaczerwieni
si mocno i poderwa, otwierajc ju usta, aby od-
mwi wpisania ich na list przyjtych; zadowoli
si jednak drwicym: Ho! Ho!", penym triumfu.
Wic najbardziej nieugity z nieugitych te zosta
pokonany! Widocznie Towarzystwo nie jest jeszcze
takie najgorsze, skoro straszliwy wichrzyciel z Mont-
sou przychodzi z powrotem prosi o prac! Stefan
odebra lamp i bez sowa skierowa si do nad-
szybia razem z adowaczk.

Katarzyna lkaa si jednak, e wanie tu czeka
go ze przyjcie ze strony kolegw. Gdy wchodzili
do hali, zobaczya Chavala stojcego pord kilku-
nastu grnikw w oczekiwaniu na woln klatk. Na
widok dziewczyny ruszy ku niej z wciekoci,
lecz zatrzyma si spostrzegszy Stefana. Rozemia
si wymuszonym miechem i obraliwie wzruszy
ramionami. Doskonale! Nic go ju teraz ta historia




nie wzrusza, Jeeli tamten zgodzi si zaj ciepe
jeszcze miejsce, bardzo mu to nawet na rk! To
ju rzecz tego pana, czy lubi resztki po kim. Ta
ostentacyjna pogarda ukry miaa nowy przypyw
zazdroci, od ktrej dra cay i oczy mu pony.
Pozostali koledzy nie drgnli nawet, stali w milcze-
niu z opuszczonymi oczami. Spojrzeli tylko z ukosa
na nowo przybyych, a pniej, zbyt przybici, aby
mie si na gniew, z powrotem zapatrzyli si
w otwr szybu. Przecigi panujce w hali przejmo-
way ich chodem i dygotali w swych cienkich
pciennych ubraniach.

Wreszcie nadjechaa klatka i zawoano na nich,
aby wsiadali. Katarzyna i Stefan wcisnli si do
wozu, w ktrym siedzia ju Pierron i dwch rba-
czy. W drugim wozie, obok, Chaval odezwa si
bardzo gono do starego Mouque'a, e dyrekcja le
robi nie korzystajc z okazji pozbycia si z kopalni
nicponiw, ktrzy tylko psuj innych robotnikw.
Lecz stajenny, z powrotem zrezygnowany jak daw-
niej i pogodzony ze swym cikim losem, nie ywi
ju urazy o mier dzieci i na sowa Chavala odpo-
wiedzia pojednawczym gestem.

Klatka ruszya, pomknli w ciemnoci. Nikt si
nie odzywa. Nagle, gdy przebyli ju dwie trzecie
drogi, winda zacza ociera si straszliwie o ciany
szybu. elazne okucia trzeszczay, wstrzs rzuci
ludzi jednych na drugich.

 Psiakrew!  zakl Stefan.  C, oni chc
nas tu zmiady? Jeszcze nas wszystkich diabli
wezm przez t pierosk obudow. I to mwi, e
naprawili!

Klatka pokonaa jednak przeszkod. Zjedaa da-
lej, a z gry lay si na ni tak ulewne strumienie
deszczu, e grnicy zaniepokoili si na nowo. Wic
a tyle szpar powstao w obudowie?

Pracujcy ju od paru dni Pierron, do ktrego
zwrcili si z, zapytaniem, nie chcia okaza lku,

170




aby nie potraktowano tego jako wystpienia prze-
ciwko dyrekcji, i odpar:

 Och, nic si nie bjcie. To tak zawsze. Wi-
docznie nie mieli czasu porzdnie zatka.

Woda bbnia nad ich gowami; dojedajc do
ostatniego podszybia mieli wraenie, e nastpio
oberwanie chmury. Ani jednemu ze sztygarw nie
przyszo do gowy.. aby wej po drabinach i spraw-
dzi, co si stao. Pompa wystarczy, a uszkodzenia
naprawi si nastpnej nocy. Organizowanie pracy
wymagao i tak wiele trudu. Inynier zadecydowa,
e zanim rbacze udadz si do waciwych przod-
kw, przez pierwszych pi dni wszyscy ludzie wy-
konywa bd najpilniejsze naprawy. Stropy wsz-
dzie groziy zawaleniem, chodniki ucierpiay do tego
stopnia, e w wielu miejscach trzeba byo stawia
stojaki na przestrzeni kilkuset metrw. Tworzono
wic dziesicioosobowe ekipy, ktre pod kierowni-
ctwem sztygarw udaway si na odcinki najbardziej
zagroone. Kiedy wszyscy ludzie byli ju na dole,
policzono ich i okazao si, e zjechao trzystu dwu-
dziestu dwch grnikw, to znaczy mniej wicej
poowa normalnego stanu przy penym wydobyciu.

Chaval wszed w skad ekipy, do ktrej naleeli
Stefan i Katarzyna; nie by to przypadek, gdy naj-
pierw ukry si za plecami kolegw, a pniej zmu-
si sztygara, aby go przyj. Grupa ta posza usuwa
zawalisko przy kocu chodnika Nord, ktre taraso-
wao drog do pokadu Osiemnacie Cali. Miejsce to
znajdowao si o trzy kilometry od podszybia. Za-
brano si do pracy kilofem i opat. Stefan, Chaval
i piciu innych usuwao skay, a Katarzyna z dwoma
pomocnikami odwozia je do pochylni. Grnicy nie
odzywali si prawie, gdy sztygar nie opuszcza ich
ani na chwil. Mimo to. jednak kawalerowie Kata-
rzyny o mao nie pobili si ze sob. Pomrukujc,
e nic mu nie zaley na takiej ajdaczce, dawny ko-
chanek nie odstpowa jednak od dziewczyny i po-
szturchiwa j cichaczem, tak e Stefan zagrozi mu,

171

e go obije, jeeli nie zostawi jej w spokoju. Poe-
rali si oczyma i musiano ich rozdzieli.

Koo smej nadszed Dansaert, aby rzuci okiem
na prac. By w fatalnym humorze i rozgniewa si
na sztygara: co to za taka robota, przecie trzeba
poprawia obudow, inaczej wszystko diaba jest
warte! I odszed zapowiadajc, e wrci z inynie-
rem. Od rana czeka na Negrela i nie rozumia, dla-
czego tamten si spnia.

Upyna jeszcze godzina. Sztygar kaza przerwa
usuwanie zawaliska i wszystkich ludzi zatrudni
przy obudowie. Nawet adowaczka i dwaj pomocnicy
nie pchali ju wozw, ale przygotowywali i przy-
nosili drewno do obudowy. W tym odlegym chodni-
ku ich grupa stanowia jakby stra przedni, zagu-
biona na kracu kopalni, odcita od pozostaych
druyn. Trzy czy cztery razy jakie dziwne odgosy,
odlegy tupot krokw zwrci uwag pracujcych:

c to takiego? Mieli wraenie, e chodniki pusto-
szej, a koledzy wracaj do podszybia, i to aiegiem.
Ale haas nikn w gbokiej ciszy, oni za dalej
podbijali stojaki oguszeni uderzeniami motw.
Wreszcie po pewnym czasie wrcili do usuwania
zawaliska i wozacy znw ruszyli z wozami.

Zaraz po pierwszej turze Katarzyna nadbiega
przestraszona, mwic, e na dole przy pochylni nie
ma nikogo.

 Woaam, ale nikt nie odpowiada. Wymioto
wszystkich.

Ogarno ich takie przeraenie, e rzucili narz-
dzia i pucili si pdem. Myl, e pozostali sami
w gbi kopalni, tak daleko od podszybia, przypra-
wiaa ich o szalestwo. Wzili ze sob tylko lampy
i biegli jeden za drugim, mczyni, chopcy, ado-
waczka; nawet sztygar straci gow, woa, coraz
bardziej przestraszony milczeniem, pustk chodni-
kw cigncych si w nieskoczono. Co takiego
mogo si sta, e nie spotykali ani ywej duszy?
Co za wypadek wymit tak wszystkich kolegw?

Nieznajomo niebezpieczestwa, groba, ktra nad
nimi zawisa, ktr wyczuwali nie wiedzc, na czym
polega, wzmagaa jeszcze trwog.

Kiedy zbliali si do podszybia, woda zagrodzia
im drog. Sigaa do kolan, nie mogli ju biec, z tru-
dem przedzierali si pod prd z t myl, e sekunda
opnienia przyniesie im mier.

 Psiakrew, to obudowa trzasna!  krzykn
Stefan.  A mwiem, e nas tu diabli wezm!

Od chwili gdy ludzie zjechali na d, Pierron z co-
raz wikszym niepokojem patrzy, jak wzmaga si
ulewa. Zapychajc wozy z dwoma innymi zapycha-
czami, co chwila podnosi gow; twarz mia mokr
od padajcych na ni wielkich kropli, w uszach
szumiao mu od huku nawanicy szalejcej tam na
grze. Najbardziej jednak przerazi si widzc, e
rzp, ktry mia dziesi metrw gbokoci, jest
peen; woda wystpowaa ju przez szpary w deskach
pomostu, rozlewaa si po elaznych pytach. Dowo-
dzio to, e pompa nie moe ju podoa napywowi
wd. Sysza, jak dyszy zachystujc si czkawk ze
zmczenia. Powiadomi o tym Dansaerta, ktry za-
kl ze zoci i odpar, e trzeba czeka na iny-
niera. Pierron dwa razy wraca do niego, ale tamten
wzrusza tylko ramionami z rozdranieniem. No
dobrze, woda przybiera, ale c on moe na to po-
radzi?

Ukaza si Mouque prowadzc do pracy Bataille'a;

musia przytrzymywa go obiema rkami, gdy sta-
ry, senny ko stan nagle dba i z gow 'wy-
cignit ku szybowi zara czujc mier.

 A to co, filozofie? Co ci niepokoi?... Ach, nie
podoba ci si, e pada? No chod, to nie twoja
sprawa.

Lecz po skrze zwierzcia przebiegay dreszcze
i stajenny musia cign go si.

Prawie w tej samej chwili, kiedy Mouque i Ba-
taille zniknli w gbi chodnika, rozleg si oskot,
a pniej odgos upadku. To jedna z belek, ktra

oderwaa si i spada z wysokoci stu osiemdziesi-
ciu metrw, obijajc si o ciany. Pierron i pozostali
zapychacze zdyli uskoczy, dbowy bal zmiady
tylko pusty wz. Jednoczenie, jakby spoza zerwanej
tamy, runa woda. Dansaert chcia uda si na
gr zobaczy, co si stao, lecz nim dokoczy zda-
nia, spada druga belka. Przeraony groc kata-
strof, nie waha si ju duej i da rozkaz wy-
jazdu, rozesa sztygarw, aby zawiadomili ludzi.

Zapanowa nieopisany zamt. Z kadego chodnika
pdem nadbiegali grnicy i rzucali si do klatki
tratujc i zabijajc si wzajem, aby zdoby pier-
wszestwo i odjecha natychmiast. Niektrzy wpadli
na pomys, aby wyj po drabinach, lecz zawrcili
po chwili, krzyczc, e przejcia ju nie ma. Po
kadym odjedzie klatki pozostaych ogarnia lk:

ta jeszcze przesza, lecz czy nastpna przejdzie tak-
e? Katastrofa rozszerzaa si coraz bardziej, sycha
byo jedne za drugimi detonacje, belki pkay i ust-
poway pod naporem wody spywajcej coraz to
wikszymi strumieniami. Jedna z klatek zostaa
uszkodzona i nie nadawaa si ju do uytku, druga
ocieraa si tak silnie, e lina moga urwa si lada
chwila. Pozostao jeszcze do wywiezienia stu ludzi
dyszcych ciko, czepiajcych si klatki okrwawio-
nymi rkami, toncych. Dwch zabiy spadajce
belki. Trzeci, ktry uwiesi si klatki, spad z wy-
sokoci piciu metrw i znikn w rzpiu.

Dansaert usiowa jednak zaprowadzi porzdek.
Uzbrojony w kilof grozi, e rozbije gow kademu,
kto wyamie si spod jego rozkazw; chcia ustawi
robotnikw rzdem, krzycza, e zapychacze wyjad
ostatni, zaadowawszy najpierw kolegw. Nie su-
chano go, musia przeszkodzi poblademu ze strachu
Pierronowi, aby nie umkn jeden z pierwszych.
Przy kadym odjedzie odpycha go uderzeniem.
Lecz sam rwnie szczka zbami  jeszcze mi-
nuta i zostanie pochonity: na grze wszystko wa-
lio si, woda pyna jak rzeka, ktra wystpia

174

z brzegw, pada morderczy deszcz belek. Kilku
robotnikw nadbiegao jeszcze, gdy oszalay z prze-
raenia Dansaert wskoczy do jednego z wozw po-
zwalajc Pierronowi wskoczy za sob. Klatka ru-
szya.                             

W tej samej chwili grupa Stefana i Chavala do-
tara do podszybia. Widzc, e klatka odjeda, rzu-
cili si w t stron, lecz musieli si cofn: obudowa
zawalia si ostatecznie, szyb by zatarasowany,
klatka nie zjedzie wicej. Katarzyna kaa, Chaval
dawi si przeklestwami. Byo ich w podszybiu
okoo dwudziestu, czy ci dranie z dyrekcji zamierza-
j ich tu zostawi na pastw losu? Stary Mouque,
ktry bez popiechu przyprowadzi z powrotem Ba-
taille'a, trzyma go jeszcze za uzd i oboje  czo-
wiek i zwierz  spogldali z osupieniem na szybki
przybr wody. Sigaa ju do wysokoci uda. Stefan,
milczcy, z zacinitymi zbami, wzi Katarzyn na
rce i podnis. Dwudziestu ludzi krzyczao z twa-
rz zwrcon ku grze, dwudziestu ludzi z gupim
uporem spogldao w szyb, zdruzgotan otcha plu-
jc na nich strumieniami wody, skd nie mg
przyj aden ratunek.

Wysiadajc z klatki Dansaert dostrzeg Negrela,
ktry zblia si biegiem. Nieszczcie chciao, e
tego ranka pani Hennebeau zatrzymaa go, aby przej-
rza katalogi . i pomg jej w wyborze prezentu
lubnego. Bya dziesita.

 Co si tam dzieje?!  zawoa z daleka.

 Kopalnia stracona  odpar nadsztygar.
I jkajc si opowiedzia o katastrofie, ale iny-
nier z niedowierzaniem wzruszy ramionami: no, no,
nie przesadzajmy! Obudowa nie psuje si tak nagle,
w cigu godziny; trzeba sprawdzi, co si stao.

 Nikt nie zosta na dole, prawda?

Dansaert zmiesza si. Nie, nikt. Tak mu si przy-
najmniej wydaje. Ale moliwe, e jacy robotnicy
nie nadbiegli w por.

 Wic jakim prawem wyjechalicie na po-

wierzchnie?!  krzykn Negrel.  Kto tak zosta-
wia swoich ludzi?!

I natychmiast kaza policzy lampy. Rano wydano
trzysta dwadziecia dwie, a teraz byo ich tylko
dwiecie pidziesit pi; lecz niektrzy grnicy
przyznali si, e zostawili swoje lampy na dole 
wypady im z rki, gdy toczyli si ogarnici pa-
nicznym strachem. Wobec tego usiowano zrobi
zbirk, ale nie mona byo ustali dokadnej liczby
tych, co pozostali w kopalni: niektrzy z grnikw
pobiegli ju do domu, inni nie syszeli, gdy wywo-
ywano ich nazwiska. Kady twierdzi co innego.
Zostao moe dwudziestu, a moe czterdziestu. Jedna
rzecz nie ulegaa dla inyniera wtpliwoci: w gbi
s ludzie; poprzez haas spadajcych wd i ami-
cych si belek dochodziy ich wycia, kiedy si byo
pochyli nad otworem szybu.

Negrel natychmiast posa po pana Hennebeau
i chcia zamkn kopalni. Lecz byo ju za pno,
grnicy, ktrzy uciekli co prdzej do osiedla Dwie-
cie Czterdzieci, jak gdyby gnani oskotem wal-
cych si belek, wzbudzili popoch i grupy kobiet,
starcw i dzieci nadbiegy krzyczc i kajc. Trzeba
byo ich wypiera, dozorcy utworzyli kordon, aby
nie wpuci ich do zabudowa, gdy przeszkadzaliby
w akcji ratunkowej. Wielu robotnikw, ktrzy wy-
dostali si z kopalni, trwao bez ruchu, ogupiaych,
nie mylc nawet o tym, aby si przebra; ten prze-
raajcy lej, na dnie ktrego o mao nie pozostali,
urzeka ich i paraliowa lkiem. Przeraone kobiety
otoczyy ich, bagay, wypytyway o nazwiska. Czy
ten i ten by z nimi? A tamten? Nie wiedzieli, jkali
co bez zwizku, wstrzsani dreszczem, i gestem
obkanych odsuwali od siebie jak straszliw
wizj, ktrej nie mogli si pozby. Tum wzrasta
szybko, drogi rozbrzmieway lamentem. A na szczy-
cie hady, w budce Bonnemorta siedzia jaki czo-
wiek  Suwarin, ktry nie oddali si jeszcze, i pa-
trzy.

176




 Nazwiska! Nazwiska!  krzyczay kobiety go-
sem zduszonym od ez.
Negrel ukaza si na chwil i rzuci:

 Jak tylko bdziemy wiedzieli nazwiska, poda-
my je. Ale nie ma jeszcze nic straconego, wszyscy
zostan uratowani... Ja zaraz zjedam.

Oniemiay z trwogi tum czeka. Ze spokojn od-
wag inynier przygotowywa si do zjazdu. Kaza
odczepi klatk i zastpi j beczk, a poniewa
przypuszcza, e woda moe zgasi mu lamp, po-
leci przyczepi drug pod beczk, ktra miaa j
chroni.

Sztygarzy bladzi, o zmienionych twarzach, z dre-
niem pomagali w tych przygotowaniach.

 Zjedziecie ze mn, Dansaert  powiedzia
Negrel krtko.

Lecz kiedy zobaczy, jaki lk ogarn ich wszyst-
kich, kiedy zobaczy, e nadsztygar chwieje si, pi-
jany strachem, odsun go pogardliwym gestem.

 Nie, przeszkadzalibycie mi tylko... Wol ju
sam.

I za chwil znalaz si w wskim cebrzyku, ktry
chwia si u koca liny; jedn rk trzymajc
lamp, drug ciskajc sznur alarmowy, zawoa do
maszynisty:

 Pomau!

Maszyna wprawia w ruch bbny. Negrel znikn
w otchani, skd dobywao si wycie pozostawionych
w gbi nieszcznikw.

U gry nie byo adnych uszkodze. Inynier
stwierdzi dobry stan obudowy. Koyszc si po-
rodku szybu, obraca si na wszystkie strony, owie-
tla ciany: szpary w stykach tak byy nieznaczne,
e jego lampie nie grozio adne niebezpieczestwo.
Lecz na gbokoci trzystu metrw, gdy dojecha do
obudowy dolnej, lampa zgasa, tak jak to przewidy-
wa, a woda trysna do wntrza beczki. Odtd
tylko ju zawieszona pod spodem lampa owietlaa
drog. Mimo wrodzonej miaoci Negrel poblad

Germinal t. II

177

i zadra w obliczu okropnej klski. Tylko kilka be-
lek trzymao si jeszcze, reszta zapada si. Na ich
miejscu powstay olbrzymie wyrwy pene tego,
miakiego jak mka piasku, a wody Potoku, tego
podziemnego morza o nie znanych nikomu burzach
i katastrofach, rozleway si, jakby przerway tam.
Inynier zjeda jeszcze niej, zagubiony pord
wzrastajcej prni, sieczony strumieniami wody,
ktre krciy beczk; w nikym wietle umykajcej
pod nim lampy wydawao mu si, e w oddali po-
rd wielkich ruchomych cieni dostrzega ulice ja-
kiego zburzonego miasta. Praca rk ludzkich na
nic by si ju tu nie przydaa. Pozostaa tylko jedna
nadzieja: e uda si wyratowa zagroonych ludzi.
W miar jak zjeda coraz to niej, ich wycie sta-
wao si coraz groniejsze; musia si jednak zatrzy-
ma, gdy szyb zagradzaa przeszkoda nie do poko-
nania  gmatwanina belek, poamanych prowadni-
kw, potrzaskanych przepierze, porwanych ruro-
cigw. Przyglda si temu dugo, ze cinitym
sercem, a wycie ucicho nagle. Widocznie wobec
podnoszcego si gwatownie poziomu wody nie-
szczni rozbiegli si chodnikami, o ile fala ich ju
nie zatopia.

Zrezygnowany, Negrel pocign za sznur alar-
mowy, aby go wycignito. Pniej znw da znak,
aby zatrzymano. Ta naga katastrofa, ktrej przy-
czyny byy dla niego niezrozumiae, wprawiaa go
w osupienie. Chcia przekona si, co j spowodo-
wao, i przyjrza si kilku belkom, ktre trzymay
si jeszcze. Zaskoczyy go lady naci, dziury wi-
doczne w drzewie. Lampa gasa w przesyconym wil-
goci powietrzu, wycign wic rk i poczu wyra-
ne lady piy i widra, ohydnego dziea zniszczenia.
Najwidoczniej kto pragn tej katastrofy. Znieru-
chomia w zdumieniu, a belki wiecw zatrzeszczay
nagle i zapady si o mao nie unoszc go ze sob.
Jego odwaga znika, myl o czowieku, ktry tego
dokona, zjeya mu wosy na gowie, cia go lodem

ITO

zabobonnego lku przed zem, jak gdyby czowiek ten
by tu jeszcze, rwnie potnych rozmiarw jak jego
zbrodnia. Negrel wyda okrzyk i gorczkowo szarpn
sznurem; by ju zreszt najwyszy czas, gdy o sto
metrw wyej zauway, e grna obudowa rwnie
zaczyna si rozlunia: wizania rozwieray si, pa-
kuy wylatyway, pyna woda. Zapadnicie si
szybu byo ju teraz, kwesti godzin.

Na powierzchni oczekiwa Negrela pan Henne-
beau, zatrwoony.

 No i co?  zapyta.

Lecz inynier, bliski omdlenia, nie mg wydoby
z siebie gosu.

 To niemoliwe, nigdy nie zdarzyo si co po-
dobnego... Obejrzae wszystko dokadnie?

Negrel przytakn ruchem gowy, rozgldajc si
wok nieufnie. Nie chcia udziela wyjanie w obec-
noci nasuchujcych sztygarw, odcign wuja
o par metrw, uzna, e to jeszcze za blisko, cofn
si dalej i wreszcie szeptem opowiada mu na ucho
o zamachu, o belkach podziurawionych i poprzeci-
nanych pi  kopalni podernito i teraz charczaa
w agonii. Poblady dyrektor rwnie zniy gos w in-
stynktownym odruchu, ktry kae nam pokrywa
milczeniem ohyd czynw rozpustnych i wielkich
zbrodni. Nie byo sensu okazywa lku wobec dzie-
siciu tysicy robotnikw z Montsou; pniej zobacz,
jakie kroki trzeba bdzie podj. I obaj szeptali da-
lej, przytoczeni wiadomoci, e jaki czowiek
znalaz dosy odwagi, aby spuci si w gb, za-
wisn w prni, po wielekro naraa wasne ycie
dla dokonania tego straszliwego dziea. Nie mogli
zrozumie tej szaleczej brawury, tej dzy zniszcze-
nia, nie chcieli w ni uwierzy, wtpili wbrew oczy-
wistoci, tak jak nie daje si wiary opowiadaniom
o synnych ucieczkach, o winiach, ktrzy wyskaki-
wali oknem z wysokoci trzydziestu metrw.

Kiedy pan Hennebeau podszed do sztygarw,
twarz cigaa mu si w nerwowym tiku. Uczyni

12*

179

gest rozpaczy i kaza natychmiast oprni budynki.
Wysun si z nich ponury orszak, ludzie w milczeniu
spogldali za siebie na wielkie ceglane budowle,
puste i stojce jeszcze, lecz ktrych nic ju nie mo-
go uratowa.

Wychodzcych na kocu dyrektora i inyniera tum
przyj powtarzanym uparcie 'woaniem:

 Nazwiska! Nazwiska! Podajcie nazwiska!
Pomidzy kobietami bya rwnie i Maheudka.
Przypomniaa sobie nocne szmery  crka i lokator
wyszli widocznie razem i na pewno zostali tam na
dole; najpierw wybuchna krzykiem, e dobrze im
tak, e na nic lepszego nie zasuyli, gagany bez
serca, a pniej pobiega do kopalni i stana w pier-
wszym szeregu, drca z trwogi. Nie miaa si ju
udzi, z rozmowy toczonej obok niej dowiedziaa si
prawdy. Tak, tak. Katarzyna zostaa, Stefan te,
jeden z kolegw widzia ich. Co do innych jednak,
robotnicy nie zawsze zgadzali si ze sob. Nie, tego
nie byo, tylko wanie tamten, moe Chaval, chocia
jeden z pomocnikw przysiga, e wyjecha z nim
razem. Lewaczka i Pierronka, mimo e nie miay
nikogo z rodziny w niebezpieczestwie, lamentoway
rwnie gono jak inne kobiety. Wyszedszy jeden
z pierwszych, Zachariasz, tak drwicy zawsze, uci-
ska paczc on i matk; pozosta obok Maheudki
i dra razem z ni, okazujc w stosunku do siostry
niespodziewane przywizanie i serdeczno. Nie chcia
uwierzy, e zostaa w gbi, dopki dyrekcja nie
poda tego oficjalnie do wiadomoci.

 Nazwiska! Nazwiska! Przez lito, podajcie na-
zwiska!

Negrel, zdenerwowany, powiedzia bardzo gono
do dozorcw:

 Kacie im wreszcie zamilkn! To ju jest po-
nad ludzkie siy. Przecie my sami nie znamy na-
zwisk.

Upyny dwie godziny. W pocztkowym popochu
i zamieszaniu nikt nie pomyla o drugim szybie,

180




starym szybie w Requillart. Pan Hennebeau oznaj-
mia wanie, e akcja ratunkowa rozpocznie si
z tamtej strony, gdy przez tum przebieg gony
szmer: piciu robotnikw zdoao uciec przed zale-
wem i wydostao si na powierzchni po zmurszaych
drabinach dawnego, nie uywanego ju szybiku
w Requillart. Wymieniono nazwisko starego Mou-
que'a; wywoao to zdziwienie, gdy nikt nie myla,
e zosta on na dole. Lecz opowie piciu uratowa-
nych sprawia, e zy popyny jeszcze obficiej:

pitnastu towarzyszy nie mogo uda si za nimi,
gdy pogubili si, a nage obsunicia si ska zagro-
dziy im drog. Nie istniaa ju moliwo ratunku,
bo woda w Requillart dosza do wysokoci dziesiciu
metrw. Wszystkie nazwiska byy teraz wiadome,
powietrze napenio si jkiem miertelnie ranionego
tumu.

 Kacie im zamilkn!  powtrzy Negrel z pa-
sj.  I niech si cofn! Tak, tak, o sto metrw. Tu
jest niebezpiecznie, odsucie ich, odsucie ich!

Trzeba byo stoczy walk z nieszcznikami. Wy-
obraali sobie coraz to nowe klski i myleli, e wy-
pdzaj ich, aby ukry przed nimi zwoki ofiar; szty-
garzy musieli im wytumaczy, e szyb wchonie za-
budowania kopalni. Zamilkli wstrznici i pozwolili
wreszcie odsuwa si krok za krokiem, lecz trzeba
byo podwoi ilo stranikw, ktrzy ich powstrzy-
mywali, gdy mimo woli powracali na dawne miej-
sca, jak gdyby przycigaa ich jaka sia. Mnstwo
osb toczyo si na drodze, ze wszystkich osiedli,
nawet z Montsou, nadbiegali ludzie, a mczyzna na
szczycie hady, jasnowosy mczyzna o twarzy
dziewczcia zapala papierosa po papierosie i nie
spuszcza z kopalni swych jasnych oczu.

Rozpoczo si oczekiwanie. Nadeszo poudnie 
nikt jeszcze nie jad, ale nikt nie odchodzi. Po za-
mglonym niebie, brudnoszarym, przepyway chmury
koloru rdzy. Za potem u Rasseneura jaki wielki
pies nie przestawa ujada podraniony ywym

181

tchnieniem tumu. Tum ten rozla si powoli po s-
siednich terenach, opasujc kopalni w odlegoci
stu metrw. Porodku tej wielkiej prni wznosio
si le Voreux. Ani jednego czowieka, ani jednego
odgosu, pustynia; otwarte drzwi i okna ukazyway
opustoszae wntrza, jaki zapomniany ryy kot czu-
jc, e ta pustka wry niebezpieczestwo, zeskoczy
ze schodw i znik. Paleniska pony wida jeszcze,
gdy z wysokiego ceglanego komina dobywa si dym
niknc pod ciemnymi chmurami. Chorgiewka na
szczycie wiey skrzypiaa na wietrze, a jej piskliwe
nawoywania byy jedynym, melancholijnym gosem
tych obszernych budowli skazanych na mier.

O drugiej nic jeszcze nie drgno. Pan Hennebeau,
Negrel i kilku innych inynierw, ktrzy nadbiegli
na miejsce wypadku, tworzyo wysunit naprzd
grupk w surdutach i czarnych kapeluszach; i oni
rwnie nie odchodzili, zmczeni, rozgorczkowani,
chorzy z bezsilnoci, od czasu do czasu zamieniajc
szeptem par sw jak przy ou umierajcego. Gr-
na obudowa zapadaa si widocznie, sycha byo
nage oskoty, krtkie odgosy upadku, po ktrych
nastpowao gbokie milczenie. Rana powikszaa
si z kad chwil: zaway, ktre rozpoczy si na
dole, przenosiy si ku grze, zbliay si do po-
wierzchni. Negrela ogarna nerwowa niecierpliwo,
ju wysuwa si, aby pj zobaczy, ju znalaz si,
sam, w obrbie przeraajcego pustkowia, gdy kto
pochwyci go za rami. Po co si naraa? I tak nie
powstrzyma niczego. Jakiemu staremu grnikowi
udao si przemkn pomidzy pilnujcymi i biegiem
dopad szatni, lecz za chwil spokojnie wrci z po-
wrotem  poszed tylko po saboty.

Wybia trzecia. W dalszym cigu nic. Ulewny
deszcz przemoczy tum, ale ludzie nie cofnli si ani
o krok. Pies Rasseneura znw zacz szczeka. Do-
piero dwadziecia po trzeciej da si odczu pierwszy
wstrzs. Le Voreux zadrao, lecz wci jeszcze
wznosio si na powierzchni. W sekund pniej z ust

182

patrzcych wydoby si przecigy okrzyk: smoo-
wane ciany sortowni zadygotay dwukrotnie i cay
budynek zawali si ze straszliwym trzaskiem. Jego
drewniany szkielet zaama si, a belki tary o siebie
tak silnie, e tryskay z. nich snopy iskier. Od tej
chwili ziemia nie przestawaa dre, wstrzsy nast-
poway jeden po drugim, wewntrzne obsunicia,
pomruki wybuchajcego wulkanu. W dali pies prze-
sta szczeka i wy teraz aonie, jak gdyby obwie-
ci drgania ziemi, ktre przeczuwa. Kobiety, dzieci,
cay ten tum patrzcych nie potrafi powstrzyma
okrzyku grozy za kadym razem, gdy poczu nowe
szarpnicia. W przecigu niespena dziesiciu minut
upkowy dach wiey szybowej zapad si, a nadszy-
bie i maszynownia rozamay si prawie na dwoje.
Pniej haasy umilky, osuwanie si ustao i na
nowo zapanowaa gboka cisza.

Przez godzin le Voreux trwao tak, zniszczone,
jakby zbombardowane przez armi barbarzycw.
Krzyki umilky, rozszerzony krg widzw patrzy.
Pod stosem belek sortowni mona byo dostrzec po-
trzaskane wywroty, powyginane i popkane koryta.
Lecz najwicej szcztkw pitrzyo si w nadszybiu
pomidzy spadymi cegami, patami cian powalony-
mi na ziemi. elazne rusztowanie, na ktrym znaj-
doway si koa kierujce, zapado si do poowy;

zwisaa jaka jedyna klatka, koysa si kawaek
urwanej liny; poniej widniaa gmatwanina wozw,
eliwnych pyt, drabin. Przypadek chcia, e lam-
pownia pozostaa nietknita i ukazywaa na lewo
jasne szeregi lamp. W gbi rozprutej maszynowni
mona byo dostrzec maszyn osadzon twardo na
murowanym fundamencie: metalowe czci lniy,
stalowe czony wyglday jak muskuy, ktrych nie
sposb zniszczy, potny korbowd, zgity w powie-
trzu, podobny by do wielkiego kolana olbrzyma,
lecego na ziemi i spokojnego w poczuciu wasnej
siy.

Po tej godzinie wytchnienia w pana Hennebeau

1X3




z powrotem wstpia nadzieja. Zaway we wntrzu
ziemi ju si wida skoczyy i da si uratowa ma-
szyn i reszt budynkw. W dalszym cigu nie po-
zwala jednak nikomu zblia si do kopalni, chcia
poczeka jeszcze z p godziny. Oczekiwanie stao
si nie do zniesienia, nadzieja zwikszaa jeszcze
trwog, wszystkie serca biy mocno. Ciemna chmura
wzrastajca na horyzoncie przypieszya zmierzch,
ponure zapadnicie zmroku nad tym szcztkiem oca-
laym z burz ziemi. Od siedmiu godzin ludzie stali
bez ruchu, bez jedzenia.

I nagle, kiedy inynierowie ostronie wysuwali si
naprzd, jeszcze jeden ostatni wstrzs we wntrzu
ziemi zmusi ich do ucieczki. Rozlegy si podziemne
detonacje, jak gdyby jaka potworna artyleria ostrze-
liwaa otcha szybu. Na powierzchni resztki zabu-
dowa poprzewracay si, zdruzgotane. Najpierw ro-
dzaj wiru powietrznego porwa szcztki sortowni
i nadszybia. Pniej rozpada si kotownia i znik-
na. Nastpnie przysza kolej na kwadratow wie-
yczk pompy, ktra charczaa w jej wntrzu; budy-
nek ten przewrci si jak czowiek skoszony kul.
Patrzcy ujrzeli wreszcie rzecz straszliw  maszy-
n powiartowan na swym fundamencie, z powyry-
wanymi czonkami, walczc przeciw mierci: poru-
szya si, rozprostowaa korbowd, swe kolano ol-
brzyma, jak gdyby chciaa si podnie; lecz byy to
jej ostatnie chwile, zmiadon pochona ziemia.
Tylko trzydziestometrowej wysokoci komin sta je-
szcze, wstrzsany, podobny do masztu podczas na-
wanicy. Wszyscy przypuszczali, e rozsypie si na
drobne kawaki, rozpadnie w proch, gdy nagle za-
nurzy si w caoci wchonity przez ziemi, stopi
si jak olbrzymia wieca i nic nie wystawao ponad
powierzchni, ani nawet ostrze piorunochronu. Sko-
czyo si, za bestia przyczajona w otchani, obarta
misem ludzkim, przestaa ju oddycha swym odde-
chem gbokim i dugim. Cae le Voreux zapado si
w przepa.

184




Tum rozpierzch si wyjc. Kobiety biegy zasa-
niajc sobie oczy. Przeraenie unioso mczyzn jak
stos zeschych lici. Ludzie nie chcieli krzycze,
a jednak nie mogli powstrzyma si od krzyku, wy-
machiwali rkami na widok tego potnego leja,
jaki powsta. Ten krater wygasego wulkanu, gboki
na pitnacie metrw, cign si od drogi a do
kanau na przestrzeni przynajmniej czterdziestu
metrw. Ten sam los, co zabudowania, spotka cay
plac przy kopalni, potne kozy, pomosty z szynami,
wozy, trzy wagony, nie liczc zapasw kopalniaka,
caego lasu belek wchonitych jak somki. W gbi
leja widniaa gmatwanina desek, cegie, elastwa
i tynku, straszliwych szcztkw zmiadonych, po-
pltanych, brudnych. Zagbienie powikszao si,
pkao na brzegach, szczeliny rysoway si daleko
poprzez pola. Jedna rozpadlina dotara a do szynku
Rasseneura; fasada domu zapada si. Czy i osiedle
rwnie miao zgin? Dokd trzeba uciec, aby zna-
le bezpieczne schronienie w tym dniu straszliwym,
nad ktrym zawisy oowiane chmury, ktre rwnie
zdaway si pragn zmiady ludzi?

Nagle Negrel wyda krzyk boleci. Pan Hennebeau,
ktry si cofn, zapaka. Klska nie bya jeszcze
dotd cakowita: brzeg kanau rozwar si i woda
spyna w jedn z rozpadlin, znikna w niej, sto-
czya si jak wodospad w gbok dolin. Kopalnia
wchaniaa t rzek, powd zatapiaa chodniki na
dugie lata... Wkrtce lej napeni si; botniste jezio-
ro podobne do owych jezior, pod ktrymi spoczywaj
przeklte miasta, zajo miejsce, gdzie kiedy byo
le Voreux. Zapado milczenie pene grozy, sycha
byo tylko odgos spadajcej wody, jej bulgot we
wntrznociach ziemi.

Wwczas na chwiejcej si hadzie Suwarin po-
wsta. Pozna Maheudk i Zachariasza kajcych
w obliczu tej katastrofy, ktrej ciar zawis nad
gowami nieszcznikw pozostaych w gbi. Rzuci
ostatniego papierosa i oddali si w ciemnoci nie

185

ogldajc si za siebie. Jego cie zmniejsza si coraz
bardziej, a wreszcie stopi w jedno z mrokiem. Spo-
kojny jak zawsze Suwarin szed w nieznane, ku no-
wym zagadom, wszdzie tam, gdzie jest dynamit,
aby wysadza w powietrze miasta i ludzi. Jego to
niechybnie bdzie dzieo, gdy konajca buruazja
usyszy, jak za kadym jej stpniciem wypryskuje
do gry bruk ulic.

iv

. W nocy, po zapadniciu si le Voreux. pan Henne-
beau pojecha do Parya chcc osobicie powiadomi
o wypadkach Zarzd i uprzedzi w tym gazety. Kie-
dy wrci nastpnego dnia, by bardzo spokojny,
rwnie poprawny i oficjalny jak zawsze. Widocznie
udao mu si zrzuci z siebie odpowiedzialno
i wzgldy, jakimi cieszy si u Zarzdu, nie zmniej-
szyy si, przeciwnie  w dwadziecia cztery godziny
pniej zosta podpisany dekret mianujcy go ofice-
rem Legii Honorowej.

Lecz jeeli dyrektor ocala, to Towarzystwo za-
chwiao si pod tym straszliwym ciosem. Nie bya to
tylko strata paru milionw, lecz miertelna rana,
nieustajcy guchy lk przed jutrem wobec tego
morderstwa popenionego na jednym z szybw. To-
warzystwo odczuo to tak dotkliwie, e i tym razem
rwnie ucieko si do milczenia. Po c wyciga
t ohydn spraw na wiato dzienne? Po co, gdyby
udao si odkry zoczyc, czyni ze mczennika,
ktrego przeraajce bohaterstwo mogoby wywrze
zgubny wpyw na innych, wyda na wiat cae ple-
mi podpalaczy i mordercw? Zreszt nie domylano
si, kto jest winowajc, przypuszczano, e istnieje
caa szajka, gdy wydawao si niemoliwe, aby po-
jedynczy czowiek znalaz do odwagi i siy dla do-
konania takiego czynu, i to wanie stawao si obse-
sj, ta myl o grobie zawisej odtd nad wszystkimi
kopalniami Towarzystwa. Dyrektor otrzyma polece-


nie zorganizowania rozgazionej sieci szpiegowskiej,
a nastpnie zwolnienia jednego po drugim, bez haa-
su, ludzi niebezpiecznych, podejrzanych o udzia
w zbrodni. Wszystkie racje polityczne nakazyway
zadowoli si t czystk.

Tylko jedna osoba zwolniona zostaa natychmiast,
Dansaert, nadsztygar, ktry skompromitowa si
z Pierronk. Jako pretekst do zwolnienia posuyo
jego zachowanie si w czasie niebezpieczestwa, to
tchrzostwo kapitana, ktry pozostawia swych ludzi.
Byo to jednoczenie dyskretne ustpstwo na rzecz
grnikw, ktrzy nie cierpieli Dansaerta.

Jednake jakie wieci przenikny do publicznoci
i dyrekcja musiaa wysa sprostowanie do jednej
z gazet, aby zaprzeczy pogosce, e strajkujcy za-
palili w kopalni beczk prochu. Po krtkim docho-
dzeniu inynier przysany z ramienia rzdu opubli-
kowa raport, w ktrym stwierdza, e obudowa szy-
bu zostaa zburzona przez napr mas skalnych, spo-
wodowany ich osiadaniem; Towarzystwo wolao od-
powiedzie na to milczeniem i przyj nagan za
brak dozoru. W prasie paryskiej ju na trzeci
dzie wiadomoci o katastrofie powikszyy kronik
wypadkw: jedynym tematem rozmw byli grnicy
konajcy w gbi kopalni i apczywie czytano depe-
sze publikowane kadego ranka. Nawet w Montsou
mieszczanie bledli i tracili mow na dwik samej
nazwy le Voreux; powstaa legenda, ktrej nawet
najodwaniejsi nie potrafili sucha bez drenia.
Wszystkie okoliczne miasta okazyway wielk lito
dla dotknitych katastrof. Organizowano wycieczki
do zniszczonej kopalni, zbierano si tam, aby w gro-
nie caej rodziny wzdryga si nad szcztkami, ktre
tak wielkim ciarem zawisy nad gowami uwizio-
nych w gbi nieszcznikw.

Deneulin, mianowany kierownikiem ruchu, rozpo-
cz urzdowanie w chwili klski; pierwszym jego
staraniem byo skierowa wody kanau z powrotem
do waciwego oyska, gdy ich napyw z kad

godzin zwiksza szkody. Naleao podj olbrzymie
prace, zatrudniono natychmiast kilkudziesiciu ro-
botnikw przy budowie tamy. Napr fali przerywa
j dwukrotnie. Pniej zainstalowano pompy i roz-
pocza si zaarta walka, odzyskiwanie krok za
krokiem zalanych terenw.

Lecz z jeszcze wiksz zajadoci wzito si do
ratowania pochonitych grnikw. Negrel otrzyma
polecenie zrobienia wszystkiego, co tylko si da,
a rk do pomocy mu nie brako; w braterskim pory-
wie wszyscy grnicy ofiarowali swj wspudzia.
Zapomnieli o strajku, nie dbali o zapat, mogli pra-
cowa nawet i za darmo, byle im tylko wolno byo
naraa ycie dla towarzyszy, ktrzy znaleli si
w miertelnym niebezpieczestwie. Stawili si wszy-
scy z narzdziami, drc i czekajc na wiadomo,
w ktrym miejscu maj wzi si do roboty. Wielu
byo takich, ktrzy chorzy jeszcze z przeraenia po
wypadku, wstrzsani nerwowymi drgawkami, oble-
wajcy si co chwila zimnym potem i drczeni kosz-
marami przyszli jednak i okazywali si najzajadlejsi
w pragnieniu walki z ziemi, jakby chcieli zemci
si na niej. Na nieszczcie nieodzowne dla rozpocz-
cia celowej akcji pytania sprawiay kopot: Co robi?
W jaki sposb dosta si w gb? Z ktrej strony
zaatakowa skay? .

Zdaniem Negrela ani jeden z nieszcznikw ju
nie y, na pewno zginli wszyscy pitnacioro, zato-
pieni lub uduszeni; lecz w wypadku katastrofy w ko-
palni zasad jest, e uwaa si za yjcych ludzi,
ktrzy zostali odcici w gbi; i to nadawao kierunek
jego rozumowaniom. Pierwszym problemem, jaki so-
bie stawia, byo dociec, dokd mogli si schroni.
Sztygarzy i starzy grnicy, ktrych si radzi, zgadza-
li si co do tego, e wobec niebezpieczestwa koledzy
uciekali coraz to wyej, z jednego chodnika do dru-
giego, i na pewno dostali si do najwyszych poka-
dw. Zgadzao si to zreszt z informacjami starego
Mouque'a, z ktrego zagmatwanej opowieci mona

188




byo wnioskowa, e w popochu ucieczki grnicy
podzielili si na mae grupki i rozpierzchli po wszy-
stkich pitrach. Lecz co do sposobw ratunku zdania
sztygarw rniy si. Poniewa najblisze po-
_ wierzchni chodniki znajdoway si na gbokoci stu
pidziesiciu metrw, nie mogo by mowy o g-
bieniu szybu. Pozostawao Requillart, jedyne miejsce,
z ktrego mona byo przybliy si do nieszczni-
kw. Niestety jednak stara kopalnia, sama zatopiona
rwnie, nie prowadzia ju do le Voreux, a ponad
poziomem wody ocalay tylko skrawki chodnikw
przynalenych do pierwszego podszybia. Wypompo-
wywanie wody trwaoby lata, nie pozostawao wic
nic innego, jak sprawdzi, czy te chodniki nie ssia-
duj przypadkiem z zalanymi chodnikami le Voreux,
na kracach ktrych, wedug przypuszcze, schronili
si zagroeni mierci grnicy. Zanim powzito t
rozsdn decyzj, toczyy si dugie dyskusje, w cza-
sie ktrych odrzucono wiele niewykonalnych pro-
jektw.

Negrel poruszy kurz archiww, a kiedy dotar do
dawnych planw obu kopal, przestudiowa je i wy-
tyczy punkty, gdzie miay rozpocz si poszukiwa-
nia. Powoli zapala si do nich; i jego rwnie, mimo
zwykej mu ironicznej niefrasobliwoci w stosunku
do ludzi i rzeczy, ogarna gorczka powicenia.
Na pierwsze przeszkody natrafiono od razu przy za-
puszczaniu si w gb Requillart: trzeba byo utoro-
wa drog, wyci jarzbin, usun krzewy dzikiej
liwy i gogu, a pniej naprawi drabiny. Nastpnie
rozpoczy si poszukiwania. Inynier schodzi z dzie-
sicioma robotnikami i kaza im uderza w niektre
czci pokadu; w wielkiej ciszy kady przykada
ucho do ciany, nasuchiwa, czy jakie odlege ude-
rzenia nie rozlegn si w odpowiedzi. Na prno
jednak przemierzali wszystkie dostpne chodniki, nie
odzywao si adne echo. Trudnoci wzrastay: w kt-
rym miejscu wgry si w pokad, w ktr stron si
posuwa, skoro wydawao si, e nikogo tam nie ma?

189

Szukano jednak dalej z uporem i wzrastajcym nie-
pokojem.                .

Od pierwszego dnia Maheudka kadego ranka
przychodzia do Requillart. Siadaa na belce koo
szybu i nie ruszaa si stamtd do wieczora. Gdy
ktry z mczyzn wychodzi, podnosia si i pytaa
go oczami: nic? Nie, nic! Siadaa z powrotem, czekaa
dalej z twarz zamknit i tward. Widzc, e jego
jaskinia jest w niebezpieczestwie, Janek rwnie
kluczy wok szybu, jak wylknione zwierz, do
ktrego upw dobiera si jamnik: myla o onie-   ;

rzyku lecym pod skaami i ba si, aby nie zak-   j
cono jego twardego snu; lecz ta cz kopalni zalana
bya wod, a poza tym poszukiwania szy bardziej
w lewo, w kierunku zachodnim. Z pocztku przycho-   ^
dzia take i Filomena towarzyszc Zachariaszowi,
ktry nalea do druyny poszukiwaczy; lecz wkrtce
sprzykrzyo jej si marzn bez potrzeby i bez skut-
ku: zostawaa w osiedlu kaszlc od rana do wieczora,
pozbawiona energii, obojtna. Zachariasz tymczasem
cakowicie odda si poszukiwaniom, byby poyka
ziemi, byle tylko odnale siostr. Krzycza noc;'.mi,
widzia j przed sob, sysza, wychud z godu,
ochryp od woania o pomoc. Dwa razy zabiera si
do kucia bez rozkazu, mwic, e to tutaj, e jest
tego pewien. Inynier nie pozwala mu ju schodzi
w gb, ale on nie odstpowa od szybu, z ktrego
go wypdzano, nie mg nawet usi obok matki
i czeka, trawiony potrzeb dziaania, krc bez
wytchnienia.

Nadszed trzeci dzie poszukiwa. Negrel, zdespe-
rowany, postanowi, e wieczorem rzuc wszystko.
W poudnie, wrciwszy ze swymi ludmi z obiadu,
zdziwi si widzc Zachariasza wychodzcego z ko-
palni. Chopak by bardzo czerwony, gestykulowa   l
i krzycza:                                          |

 Jest! Odpowiedziaa mi! Chodcie, chodcie   r
prdko!                                              ;

Nie zwaajc'na stranika zelizn si by po   [

190




drabinach i teraz przysiga, e w pierwszym chod-
niku pokadu Wilhelma kto uderza w cian.

 Ale mymy ju dwa razy przechodzili tamt-
dy  zauway Negrel z niedowierzaniem.  No,
ale dobrze, zobaczymy.

Maheudka podniosa si; trzeba j byo powstrzy-
ma, aby nie zesza do szybu. Czekaa stojc nad
brzegiem, ze wzrokiem utkwionym w ciemn gar-
dziel.

Na dole Negrel uderzy trzykrotnie w duych od-
stpach czasu; pniej przyoy ucho do ciany na-
kazujc robotnikom jak najwiksz cisz. Nie do-
bieg go aden dwik, potrzsn gow: biednemu
chopakowi najwidoczniej zdawao si tylko. Rozgo-
rczkowany, Zachariasz uderzy sam; i znw posy-
sza odpowied, oczy mu byszczay, ciaem wstrz-
sa dreszcz radoci. Wwczas pozostali robotnicy jed-
ni po drugich podejmowali t sam prb: wszyscy
oywili si, chwytali wyranie daleki odzew. Iny-
nier zdziwi si, raz jeszcze przyoy ucho i posy-
sza wreszcie szmer lekki jak tchnienie, rytmiczny
sygna grnikw znajdujcych si w niebezpiecze-
stw...;;. Wgiel przenosi dwiki na wielk odlego,
czyste jak kryszta. Jeden ze sztygarw, znajdujcy
si na miejscu, twierdzi, e dzielcy ich od towa-
rzyszy blok ma przynajmniej pidziesit metrw
gruboci. Lecz wydawao si mimo to, e mona ju
do nich wycign rk. Wybuchna rado. Negrel
musia natychmiast zarzdzi rozpoczcie pracy.

Kiedy Zachariasz wyszedszy na gr ujrza Ma-
heudk, uciskali si oboje.

 Nie trzeba si cieszy naprzd  zauwaya
z okruciestwem Pierronka, ktra przysza tego dnia
do Requillart na spacer, przez ciekawo  bo jak
Katarzyny tam nie ma, to was bdzie potem serce
bolao.

Bya to prawda, Katarzyna znajdowaa si moe
gdzie indziej.

191

 Wyno si std!  krzykn z wciekoci
Zachariasz.  Ja wiem, e ona tam jest!

Maheudka usiada z powrotem, milczca, z nieru-
chom twarz, i czekaa dalej.

Z chwil gdy wie o wydarzeniu rozesza si po
Montsou, napyna nowa fala ludzi. Nie widzieli
nic, lecz mimo to pozostawali na miejscu i trzeba
ich byo odsuwa od szybu. Prace w gbi trway
dzie i noc. Bojc si, aby nie natrafili na jak
przeszkod, inynier kaza przebija trzy chodniki
zmierza.ice ku miejscu, w ktrym, wedug przypusz-
cze, znajdowali si odcici grnicy. W gbi w-
skiego przesmyku mg pracowa tylko jeden rbacz;

zmieniano go co dwie godziny, a urobionym wglem
napeniano koszyki i podawano je sobie z rk do rk;

sznur ludzi wydua si, w miar jak korytarz si
pogbia. Z pocztku praca posuwaa si bardzo
szybko: w cigu jednego dnia zrobiono sze metrw.

Zachariasz uzyska to, e dopuszczono go do pracy.
By to zaszczyt, o ktry walczono. Chopak wybu-
cha gniewem, kiedy po dwch godzinach przycho-
dzia zmiana. Pracowa za siebie i za kolegw, nie
chcia wypuszcza kilofa z rki. Jego chodnik wy-
przedzi niedugo pozostae, obrywa ksy wgla
z tak zaciekoci, i z gbi przesmyku dobiega
jego gony oddech podobny do sapania miecha. Kie-
dy wychodzi umazany i czarny, pijany zmczeniem,
wali si na ziemi i trzeba go byo okrywa. P-
niej, chwiejc si jeszcze, zanurza si z powrotem
i walka rozpoczynaa si od nowa, guche uderzenia,
zduszone skargi, zwyciska zajado boju. Na nie-
szczcie jednak wgiel stawa si coraz twardszy,
dwa razy Zachariasz zama narzdzie, rozjtrzony,
e nie posuwa si tak szybko jak przedtem. Cierpia
rwnie z powodu gorca, gorca wzmagajcego si
z kadym metrem, nie do zniesienia w gbi tego w-
skiego leja, dokd nie dochodzio powietrze. Rczny
wentylator nie wystarcza i trzykrotnie wynoszono
rbaczy zemdlonych, bliskich uduszenia.

192




Negrel pozostawa na dole razem z robotnikami.
Przynoszono mu tam posiki, czasem przespa si ze
dwie godziny na wizce somy, otulony paszczem.
Mstwo pracujcych podtrzymyway bagania nie-
szcznikw, ich wezwania coraz wyraniejsze i przy-
naglajce. Sycha je ju byo zupenie wyranie,
melodyjne jak dwiki harmonijki. Kierowano si
nimi teraz jak w bitwie odgosem armat. Za kadym
razem, gdy zmieniali si rbacze, Negrel wsuwa si
w gb chodnika, uderza w cian, a pniej przy-
kada do niej ucho; i za kadym razem odpowied
nadchodzia, szybka i naglca. Nie wtpi ju, e
posuwaj si w dobrym kierunku; lecz jake powoli!
Nigdy nie byliby tam do wczenie. W cigu pierw-
szych dwch dni posunli si o trzynacie metrw,
lecz trzeciego dnia tylko o pi, a czwartego o trzy.
Pokad stawa si coraz bardziej zwizy, coraz
twardszy, tak e obecnie z trudem posuwali si
o dwa metry. Dziewitego dnia po nadludzkich wy-
sikach doszli do trzydziestu dwch metrw i oblicza-
li, e zostao jeszcze okoo dwudziestu. Dla uwizio-
nych by to dwunasty dzie odcicia, dwanacie razy
po dwadziecia cztery godziny bez chleba, bez ognia,
w lodowatych ciemnociach! Pod wpywem tej stra-
szliwej myli wilgotniay oczy, natay si ramiona
przy pracy. Wydawao si niemoliwe, aby ci ludzie
wytrzymali duej, stukanie stawao si coraz sab-
sze, ratujcy dreli, e za chwil umilknie zupenie.

Dzie w dzie Maheudka przychodzia i siadaa
przy wejciu do szybu. Przynosia ze sob Estelk,
ktrej nie moga zostawia samej od rana do wieczo-
ra. Z godziny na godzin ledzia przebieg pracy,
dzielia z grnikami nadziej i przygnbienie. Dla
zatrzymujcych si koo szybu grup ludzi, a nawet
dla mieszkacw Montsou rozpoczo si gorczkowe
oczekiwanie, komentarzom nie byo koca. Wszystkie
serca biy wsplnym rytmem z tamtymi sercami pod
ziemi.

Dziewitego dnia w porze niadania Zachariasz nie

13  Germinal t. II

193

odpowiedzia, gdy go zawoano. Zachowywa si jak
szalony, obrywa ksy wgla klnc. Negrel wyszed
na chwil, nie mg wic zmusi go do posusze-
stwa; w przodkach znajdowa si tylko jeden sztygar
i trzech grnikw. Widocznie Zachariasz, ktremu
byo ciemno, rozgniewany migotliwym wiatekiem
opniajcym jego prac, popeni t nieostrono
i otworzy lamp, wbrew surowym zakazom wyda-
nym ze wzgldu na obecno gazw w wskich
chodnikach pozbawionych wentylacji. Nagle rozleg
si grzmot, z otworu buchn ogie jak z armaty
naadowanej kartaczami. Wszystko pono, z jednego
koca chodnikw w drugi powietrze zapalao si jak
proch. Ten ognisty strumie porwa sztygara i trzech
robotnikw i trysn z szybu niosc ze sob kawaki
ska i belek. Ciekawscy pierzchnli, a Maheudka
wstaa tulc do piersi przeraon Estelk.

Kiedy powrci Negrel z robotnikami.wstrzsn
nimi straszny gniew. Kopali obcasami ziemi jak
kapryn i okrutn macoch mordujc swe dzieci.
Powicali si, nieli pomoc towarzyszom i jeszcze
teraz mieli gin! Po trzech dugich godzinach wy-
sikw i niebezpieczestw, kiedy udao si wreszcie
dotrze do chodnikw, wyniesiono ofiary. Ani szty-
gar, ani robotnicy nie zginli, lecz pokryway ich
straszliwe rany wydajce wo przypieczonego misa;

naykali si ognia, oparzelina dotara im a do garda
i jczeli przecigle, bagajc, aby ich dobito. Spord
trzech grnikw jeden podczas strajku przedziurawi
oskardem pomp w Gaston-Marie, dwaj pozostali
mieli blizny na rkach, pokaleczone i poprzecinane
palce  lady rzucania cegie w onierzy. Tum,
blady i drcy, odkry gowy, kiedy ich niesiono.

Maheudka czekaa stojc. Ciao Zachariasza poja-
wio si wreszcie. Ubranie byo spalone, samo ciao
przemienione w czarny wgiel, nie do poznania.
Zmiadona wybuchem gowa nie istniaa. Kiedy
zoono na noszach te straszliwe szcztki, Maheudka
i-uszyia za nimi machinalnie, z poncymi powiekami,

194

bez jednej zy. Trzymaa w ramionach upion Estel-
k i sza, tragiczna, z wosami targanymi przez wiatr.
W osiedlu Filomena przez chwil staa oszoomiona,
a pniej wybuchna potokiem ez przynoszcych
ulg. Lecz matka zawrcia ju do Requillart: odpro-.
wadzia syna, a teraz wracaa, by czeka na crk.

Upyny jeszcze trzy dni. Akcj ratunkow podj-
to pord niesychanych trudnoci. Na szczcie chod-
niki nie zawaliy si na skutek wybuchw gazw,
lecz powietrze byo w nich tak rozpalone, tak cikie
i zatrute, i musiano zainstalowa nowe wentylatory.
Rbacze zmieniali si co dwadziecia minut. Posuwa-
no si naprzd; aby dotrze do towarzyszy, pozostao
zaledwie dwa metry. Lecz pracowano teraz z cho-
dem w sercu, uderzano twardo jedynie przez zemst,
gdy odgosy umilky, nie sycha ju byo rytmicz-
nych, melodyjnych przyzywa. By to dwunasty
dzie prac ratunkowych, a pitnasty od chwili kata-
strofy; od rana po drugiej stronie ciany zapanowao
miertelne milczenie.

Nowy wypadek podwoi jeszcze ciekawo miesz-
kacw Montsou, odwiedzali miejsce katastrofy tak
tumnie, e i pastwo Gregoire postanowili pj
w ich lady. Postanowiono, e udadz si do le Vo-
reux powozem, a pani Hennebeau przyjedzie tam
z ucj i Janka. Deneulin zapozna ich ze swymi pra-
cami, a pniej wrc przez Requillart, gdzie dowie-
dz si od Ne.grela, jak daleko posuny si chodniki
i czy ma jeszcze nadziej, a wreszcie wieczorem zje-
dz razem obiad.

Kiedy okoo godziny trzeciej pastwo Gregoire
wysiedli koo zapadej w ziemi kopalni, zastali tam
pani Hennebeau, ktra przyjechaa wczeniej. Ubra-
na w szafirowy kostium osaniaa si parasolk przed
bladym socem lutego. Niebo, bardzo czyste, agod-
ne byo jak wiosn. Pani Hennebeau z roztargnie-
niem suchaa rozmowy ma z Deneulinem i obja-
nie, jakich ten udziela o wysikach woonych, aby
zatrzyma wody kanau. Janka, z nieodcznym al-

195




bumem w rku, wzia si do szkicowania, rozentuz-
jazmowana groz, jak tchn obrany przez ni mo-
tyw; siedzca obok niej na szcztkach jakiego wozu
ucja wydawaa okrzyki zachwytu, twierdzc, e
widok jest bajeczny". Nie dokoczona tama prze-
puszczaa liczne strumienie wody, ktre pienic si
spaday kaskad w olbrzymi lej pochonitej kopal-
ni. Krater ten oprni si jednak, wody wsysane
przez ziemi opaday odsaniajc przeraajcy chaos.
Pod agodnym lazurem pogodnego dnia rozpocieraa
si kloaka, ruiny zburzonego miasta, unurzane w bo-
cie.

 I czowiek zadaje sobie trud, eby zobaczy co
takiego!  wykrzykn pan Gregoire, rozczarowany.

Cecylka, tryskajca zdrowiem, uszczliwiona, e
oddycha tak czystym powietrzem, miaa si, arto-
waa, gdy tymczasem pani Hennebeau krzywia si
z odraz, szepczc:

 Rzeczywicie, nic w tym adnego.

Obydwaj inynierowie rozemiali si. Starali si
wzbudzi zainteresowanie zwiedzajcych, oprowadza-
li ich wszdzie, wyjaniajc dziaanie pomp i kafaru
wbijajcego pale. Lecz panie zaniepokoiy si. Za-
dray dowiedziawszy si, e pompy bd czynne
dugie lata, przez sze, siedem lat moe, zanim szyb
zostanie odbudowany i wszystka woda wydobyta.
Nie, wolay myle o czym innym, te katastrofy
mogy tylko sprowadzi ze sny.

 Jedmy  powiedziaa pani Hennebeau skiero-
wujc si w stron powozu.

Janka i ucja zaprotestoway. Jak to, tak prdko?
A rysunek? Jeszcze nie jest skoczony. Zdecydoway,
e zostan, a ojciec przywiezie je wieczorem na
obiad. Pan Hennebeau, ktry rwnie chcia zasig-
n wiadomoci od Negrela, zaj sam miejsce obok

ony.

 Jedcie pastwo przodem  powiedzia pan
Gregoire.  My wstpimy na chwil do osiedla...

198                            i




Jedcie, jedcie, bdziemy w Requillart razem z wa-
mi.

Wsiad' za pani Gregoire i Cecylka i podczas gdy
pierwszy pojazd ruszy wzdu kanau, ich zjecha
powoli ze wzgrza.

By to miosierny uczynek, ktry mia ukoronowa
wycieczk. mier Zachariasza wzbudzia w nich li-
to dla tej tragicznej rodziny Maheuw, o ktrej
mwili wszyscy w okolicy. Nie aowali ojca, tego
rozbjnika, tego zabijaki, ktrego naleao zastrzeli
jak wilka. Lecz wzruszaa ich matka, ta biedna ko-
bieta, ktra najpierw stracia ma, a potem syna,
i ktrej crka te bya ju moe tylko trupem zagrze-
banym w gbi ziemi; oprcz tego opowiadano jeszcze
o zniedoniaym dziadku, o chopcu kulejcym po
wypadku w kopalni i o dziewczynce umarej z godu
w czasie strajku. Dlatego te, chocia rodzina ta
swoimi nieznonymi przekonaniami zasuya cz-
ciowo na nieszczcia, jakie j spotykay, postano-
wili udowodni, jak szeroko pojmuj miosierdzie
i jak pragn pojednania i wymazania z pamici daw-
nych spraw, osobicie zawoc im jamun. Dwie
starannie zawinite paczki leay pod aweczk po-
jazdu.

Jaka stara kobieta wskazaa stangretowi mieszka-
nie Maheuw, drugi blok, numer szesnacie. Wy-
siadszy z paczkami Gregoire'owie na prno jednak
stukali, a pniej walili piciami w drzwi: odpowia-
dao im ponure echo, jak w domach opustoszaych
na skutek aoby, lodowatych i ciemnych, nie za-
mieszkanych od dawna.

 Nie ma nikogo  odezwaa si Cecylka zawie-
dziona.  To dopiero przykra niespodzianka! C
my zrobimy z tymi rzeczami?

Nagle otwary si drzwi obok i ukazaa si w nich
Lewaczka.

 Och, przepraszam wielmonych pastwa! Prze-
praszam wielmon panienk!... Wielmoni pastwo

197

chcieli do ssiadki. Ale jej nie ma, jest w Requil-
lart...

Zalaa ich potokiem sw, opowiedziaa ca hi-
stori Maheuw, powtarzaa, e trzeba pomaga sobie
nawzajem, e bierze do siebie Lenor i Henryka, aby
matka moga oczekiwa w Requillart. Wzrok jej pad
na paczki i zacza mwi o swojej biednej crce,
ktra owdowiaa, roztacza przed nimi obraz wasnej
ndzy, z oczyma byszczcymi od podliwoci.
Wreszcie wyszeptaa z wahaniem:

 Mam klucz. Jeeli wielmoni pastwo chc ko-
niecznie... Dziadek jest w domu.

Gregoire'owie spojrzeli na ni zdumieni. Jak to,
dziadek jest w domu? Ale nikt nie odpowiada.
Czyby spa? Kiedy Lewaczka zdecydowaa si otwo-
rzy drzwi, to, co ujrzeli, kazao im zatrzyma si na
progu.

Przykuty do krzesa Bonnemort siedzia sam przy
wystygym piecu, z oczyma rozszerzonymi i nieru-
chomo utkwionymi w jeden punkt. Ogoocona z ze-
gara z kukuk i mebli z lakierowanej jedliny, ktre
wypeniay j niegdy, izba wydawaa si wiksza;

zielonkaw nago cian oywiay jedynie portrety
cesarza i cesarzowej umiechajcych si z oficjaln
askawoci rowymi wargami. Starzec nie poruszy
si, nie zmruy oczu, na ktre pad od drzwi snop
wiata; zidiociay, zdawa si nie dostrzega nikogo.
Koo jego ng staa miseczka z popioem, jak sta-
wia si kotom na ich nieczystoci.

 Niech wielmoni pastwo nie zwracaj uwagi,
e on taki niegrzeczny  mwia uprzejmie Lewacz-
ka.  Co mu si pomieszao w gowie i ju od
dwch tygodni nie odzywa si ani sowem.

 Bonnemort zatrzs si nagle, jaki gboki char-
kot doby mu si jakby z brzucha; splun do mi-
seczki gst czarn plwocin. Popi peen by tej
wglowej mazi, wszystkiego wgla, jaki stary doby-
wa z piersi. Od czasu do czasu porusza si, aby
splun, a pni] zastyga z powrotem.

198




Zmieszani, peni odrazy, Gregoire'owie usiowali
jednak znale jakie przyjazne a pokrzepiajce
sowa.                          ^            '      .

 No i jak tam, mj dobry czowieku  odezwa
si pan Gregoire.  Zazibilicie si, co?

Stary z oczyma utkwionymi w cian nie odwrci
nawet gowy. I znw zapado milczenie.

 Trzeba by wam naparzy troch ziek  do-
rzucia pani.

 Suchaj no, ojczulka  szepna Cecylka. 
Nam przecie mwiono, e on jest chory; tylko za-
pomnielimy o tym...

Przerwaa, bardzo zakopotana. Postawiwszy na
stole garnuszek rosou i dwie butelki wina rozpako-
waa drug paczk i wycigna z niej par olbrzy-
mich butw. By to prezent przeznaczony dla dziad-
ka i trzymaa teraz po jednym bucie w kadym rku,
zaskoczona, wpatrujc si w obrzmiae nogi nie-
szczsnego czowieka, .ktry nigdy ju nie bdzie
chodzi.

 Troch emy si z nimi spnili, co, mj pocz-
ciwcze?  podj pan Gregoire, aby rozweseli to-
warzystwo.  Ale to nic nie szkodzi, takie rzeczy
zawsze si przydadz.

Bonnemort nie sysza i nie odpowiada, przeraa-
jcy, z twarz zimn i tward jak kamie.

Cecylka ukradkiem postawia buty przy cianie.
Lecz na prno staraa si to zrobi jak najciszej,
gwodzie w podeszwach zadwiczay; te olbrzymie
buciory wzbudzay uczucie zakopotania.

 Och, podzikowa to on nie podzikuje!  wy-
krzykna Lewaczka zerknwszy na buty z gbok
zazdroci.  Uczciwszy uszy, na tyle mu si te buty
zdadz, co umaremu kadzido.

I opowiadaa dalej, staraa si cign Gregoire'w
do siebie liczc, e uda jej si wzbudzi w nich li-
to. Wreszcie wymylia pewien pretekst, zacza
wychwala Henryka i Lenor  co to za grzeczne,
dobre dzieci, a takie przy tym rozgarnite, umiej

199

odpowiedzie jak anioki, kiedy si ich o co spyta!
Od nich na pewno mogliby si wielmoni pastwo
dowiedzie wszystkiego, czego tylko zechc.

 Wstpimy tam na chwilk, creczko?  zapyta
pan Gregoire, szczliwy, e moe wyj.

 Dobrze, zaraz tam przyjd  odpara Cecylka.

Zostaa sama z Bonnemortem. Tym, co j zatrzy-
mao, urzeczon i drc, bya wiadomo, e zna
skd tego starca: gdzie ona si zetkna z t zie-
mist, kwadratow twarz wytatuowan wglem?
I nagle przypomniaa sobie, ujrzaa otaczajcy j
tum wydajcy gniewne okrzyki i poczua zimne do-
nie ciskajce j za gardo. To by on, teraz ju wie-
dziaa, spogldaa na jego rce oparte o kolana,
mocne jeszcze mimo staroci rce robotnika, w kt-
rych mieci si caa jego sia. Dziadek Bonnemort
zdawa budzi si z wolna; dostrzeg dziewczyn
i przyglda si jej szeroko rozwartymi oczami. Po-
liczki pokry mu rumieniec, usta, z ktrych spywaa
wska struka czarnej liny, drgay nerwowo. Przy-
cigani jak si trwali naprzeciw siebie, ona kwit-
nca, tusta i wiea, spadkobierczyni lenistwa i do-
statku swej rasy, on znieksztacony puchlin wodn,
brzydki aosn brzydot utrudzonego zwierzcia,
zniszczony cicymi na nim i na jego przodkach
latami pracy i godu.

Po dziesiciu minutach, kiedy Gregoire'owie zdzi-
wieni, e Cecylka nie przychodzi, wrcili do Maheu-
w, wydali straszliwy okrzyk. Ich crka leaa na
ziemi, z posinia twarz, uduszona. Na jej szyi wid-
niay lady olbrzymich doni. Bonnemort lea obok
niej i nie mg si podnie. Palce mia jeszcze za-
krzywione jak szpony, rozwarte oczy spoglday nie-
przytomnie. Upadajc stuk swoj miseczk, popi
rozsypa si, a boto czarnych plwocin obryzgao izb;

para wielkich butw staa rwno pod cian, nie
doznawszy adnego szwanku.

Nigdy nie udao si ustali dokadnie przebiegu
wydarze. Dlaczego Cecylka podesza do starca?

200




W jaki sposb Bonnemort przykuty do krzesa mg
chwyci j za gardo? Widocznie, gdy mia j ju
w swych rkach, ciska coraz mocniej, rozjuszony,
dawic jej krzyki, a pniej przewrci si z ni
razem na podog. Ani jeden okrzyk, ani jedna
skarga nie przedostay si przez cienkie przepierzenie
do mieszkania ssiadw. Naleao przypuszcza, e
Bonnemort uleg nagemu atakowi szau, niewytu-
maczonej dzy mordu, jak wzbudzia w nim ta
biaa szyja dziewczca. Taki poryw dzikoci wyda
si czym zdumiewajcym u tego chorego starca,
czowieka poczciwego, ktry cae ycie spdza
w zwierzcej ulegoci, przeciwny nowym ideom. Ja-
ka to uraza, nie znana jemu samemu, z biegiem lat
coraz bardziej zatruta, z wntrznoci podpyna mu
do mzgu? Przeraenie i wstrt, jakie wzbudzia ta
zbrodnia, skoniy ludzi do przyjcia, e by to czyn
szaleca.

Tymczasem pastwo Gregoire, na klczkach, szlo-
chali, zachystywali si blem. Ich ubstwiana c-
reczka, ta creczka, ktrej pragnli tak dugo, a kt-
r pniej otaczali wszelakim zbytkiem, do pokoju
ktrej wchodzili na czubkach palcw, aby popatrze,
jak pi, ktra nigdy nie wydawaa si im dostatecz-
nie odywiona, dostatecznie tusta!  Bya to ruina
caego ich ycia  po c mieliby teraz y bez niej!

 A to stary rozbjnik!  krzyczaa Lewaczka
przeraona.  Co on te zrobi! Czy to czowiek mg
si spodziewa czego takiego!... A Maheudka wrci
dopiero wieczorem! Moe ja bym tak po ni pole-
ciaa?

Zdruzgotani, ojciec i matka nie odpowiadali.

 Co? Moe by tak byo lepiej?... Polec!
Przed wyjciem jednak Lewaczka rzucia okiem na
buty. Cae osiedle byo poruszone, tum toczy si
ju przed domem. A moe kto je skradnie? U Ma-
heuw i tak nie ma mczyzn, wic kto by je nosi?
Po cichu wycigna rk i zabraa je. W sam raz
dla Bouteloupa.

201

W Rquillart pastwo Hennebeau w towarzystwie
Negrela dugo czekali na Gregoire'w. Negrel wy-
szedszy z kopalni udziela objanie: mieli nadziej,
e jeszcze tego wieczora dotr do uwizionych,
z pewnoci jednak wydobd same tylko trupy,
gdy miertelne milczenie trwao dalej. Siedzca za
inynierem na belce Maheudka suchaa poblada,
gdy wtem nadbiega Lewaczka i opowiedziaa jej
o piknym wyczynie starego. Kobieta potrzsna
tylko rk ze, zniecierpliwieniem i irytacj. Posza
jednak za ssiadk.

Pani Hennebeau bliska bya omdlenia. Co za ohy-
da! Ta biedna Cecylka taka wesoa tego dnia, tak
pena ycia jeszcze godzin temu! Pan Hennebeau
musia wprowadzi on na chwil do rudery sta-
rego Mouque'a. Niewprawnymi rkami rozpina jej
sukni, zmieszany woni pima, jaka dobywaa si
z rozchylonego stanika. I kiedy caa we zach tulia
si do Negrela, oszoomionego t mierci przeci-
najc jego maeskie projekty, m spoglda na
nich oboje uwolniony od niepokoju. To nieszczcie
rozwizywao sytuacj, wola zatrzyma siostrzeca,
w obawie, by jego miejsca nie zaj stangret.

W podszybiu pozostawieni swemu losowi nieszcz-
nicy wyli z przeraenia. Woda sigaa im ju do
pasa. oskot strumienia ogusza, trzaski zapadajcej
si obudowy nasuway myl o kocu wiata. Lecz
tym, co doprowadzao ich do szalestwa, byo renie
koni zamknitych w stajni, gos mierci, straszliwy,
nie do zapomnienia, gos mordowanych zwierzt.

Mouque puci Bataille'a. Stary ko sta drcy
i rozszerzonymi oczyma wpatrywa si we wzbie-
rajc wod. Podszybie wypeniao si prdko,
w czerwonym wietle palcych si jeszcze pod skle-
pieniem lamp wida byo wznoszenie si zielonka-
wej toni. I nagle, czujc, e lodowate fale sigaj

202




mu do podbrzusza, ko rzuci si galopem w gb
jednego z chodnikw.
Ludzie ruszyli za nim w panicznej ucieczce.

 Nie mamy co stercze tu duej!  krzycza
Mouque.  Trzeba sprbowa przez Requillart.

Myl, e mogliby si wydosta przez star ko-
palni, jeeli uda im si dotrze tam, zanim droga
zostanie odcita, unosia ich teraz. Pchali si trzy-
majc lampy w grze, aby woda ich nie zgasia.
Na szczcie chodnik wznosi si nieco i na prze-
strzeni dwustu metrw szli walczc z fal, lecz nie
pograjc si gbiej. Dawne wierzenia obudziy
si teraz w tych przeraonych duszach, wzywali
imienia ziemi, bo to ziemia zraniona mcia si za-
lewajc ich sw krwi. Jaki starzec bka za-
pomniane modlitwy odginajc kciuki na zewntrz,
aby przebaga ze duchy kopalni.

Lecz przy pierwszym rozwidleniu drg wybucha
sprzeczka. Stajenny chcia i na lewo, inni zar-
czali, e idc na prawo skrc drog. Minuta zostaa
stracona.

 A zdychajcie sobie tam, jak chcecie, duo mnie
to obchodzi!  wykrzykn brutalnie Chavl.  Ja
id tdy.

Skrci na prawo, dwch kolegw poszo za nim.
Reszta pobiega za starym Moukiem, ktry zna
Requillart od dziecistwa. A mimo to on sam te si
waha, nie wiedzia, dokd skrci. W popochu tra-
cili gowy, najstarsi grnicy nie poznawali chodni-
kw, ktrych pasma pltay si im w oczach. Na
kadym skrzyowaniu zatrzymywaa ich niepewno,
ale trzeba si byo jednak decydowa.

Stefan bieg na kocu, zatrzymywany przez Ka-
tarzyn, obezwadnion zmczeniem i trwog. On
rwnie byby skrci na prawo za Chavalem, prze-
konany, e wybiera dobr drog; lecz odczy si od
niego, gotw raczej pozosta w kopalni. Koledzy
rozpraszali si po rnych chodnikach, za starym
Moukiem biego ju tylko siedem osb.

203

 Obejmij mnie za szyj, ponios ci  powie-
dzia Stefan do dziewczyny widzc, e sabnie.

 Nie, zostaw  szepna.  Ju nie mog, wol
umrze od razu.

Zostali o pidziesit metrw za tamtymi i mimo
jej oporu Stefan bra wanie Katarzyn na rce,
gdy strop przed nimi zawali si nagle: olbrzymi
blok odgrodzi ich od kolegw. Woda podmywaa
skay, chodniki zapaday si w wielu miejscach.
Musieli zawrci. Stracili orientacj, nie wiedzieli,
w jakim kierunku id. Przepado, nie mieli ju co
myle o wydostaniu si przez Requillart. Pozostaa
jedynie nadzieja, e dotr do chodnikw pooonych
wyej, skd zostan wydobyci, o ile wody opadn.

Wreszcie Stefan pozna pokad Wilhelma.

 W porzdku  powiedzia.  Wiem ju, gdzie
jestemy. Psiakrew! Szlimy dobr drog; no, ale co
z tego teraz... Suchaj, chodmy prosto, wydosta-
niemy si na gr szybikiem.

Woda sigaa im po piersi, posuwali si bardzo
wolno. Mieli jeszcze wiato, nie tracili wic nadziei;

zgasili jedn lamp, aby zaoszczdzi oliwy i prze-
la j "pniej do drugiej. Dochodzili do szybiku,
kiedy jaki haas za nimi kaza im si odwrci.
Czyby inni koledzy te natrafili na przeszkody po
drodze i wracali? W oddali kto sapa utrudzony,
nie wiedzieli, jak wytumaczy sobie t nadcigajc
w oboku piany burz. Wydali okrzyk widzc jaki
potny biaawy zarys wynurzajcy si z mroku;

posta ta usiowaa dotrze do nich kaleczc si
w zbyt wskim przejciu.

By to Bataille. Opuciwszy podszybie galopowa
mrocznymi chodnikami, oszalay. Wydawao si, e
zna na pami drogi tego podziemnego miasta, ktre
zamieszkiwa od jedenastu lat; jego oczy przywyke
do otaczajcej go wieczycie nocy widziay w ciem-
nociach. Pdzi, pdzi, schylajc gow, wsko sta-
wiajc nogi, uciekajc przesmykami, ktre wypenia
sw postaci. Drki cigny si jedna za drug,

204




rozwidlay si na rozstajach, lecz on nie waha si
w ich wyborze. Dokd tak bieg? Ku wizji swej mo-
doci moe, ku mynowi nad brzegiem Skarpy, gdzie
si urodzi, ku niejasnemu wspomnieniu soca po-
ncego w grze jak wielka lampa? Chcia y, jego
zwierzca pami ockna si, pragnienie odetchnie-
nia raz jeszcze powietrzem znad rwnin pchao go
przed siebie, a odkryje wreszcie jakie przejcie
prowadzce ku jasnoci i ciepemu niebu. Poryw
buntu zmit jego dawn rezygnacj, ta kopalnia
olepia go najpierw, a teraz nastaje na jego ycie.
cigajce fale chostay go po nogach, ksay mu
zad. Lecz w miar jak oddala si od podszybia,
chodniki staway si coraz cianiejsze i coraz nisze.
Mimo to pdzi dalej, ranic si, zostawiajc na sto-
jakach strzpy ciaa. Kopalnia zdawaa si naciera
na ze wszystkich stron, aby go pochwyci i za-
dusi.

Kiedy by ju blisko nich, Stefan i Katarzyna
spostrzegli, e dusi si wcinity midzy skay.
.   Potkn si, poama przednie nogi. Ostatnim wy-
sikiem powlk si jeszcze par metrw, lecz nie
mogc si ju dalej przecisn uleg otoczony ze
wszech stron, sptany przez ziemi. Jego skrwawiona
gowa wycigna si do przodu, wielkie zmtniae
oczy wci jeszcze szukay jakiego wyjcia. Woda
pokrywaa go szybko i zacz re przecigym,
straszliwym reniem, podobnie jak tamte konie, kt-
re zginy ju w stajni. Okrutne to byo konanie,
stare zwierz z poamanymi nogami, unieruchomio-
ne, szamotao si we wntrzu ziemi, daleko od
wiata. Jego rozpaczliwe woanie nie ustawao, wo-
da sigaa mu ju po grzyw, a on woa wci,
coraz ochrypej, wycigajc pysk i otwierajc go
szeroko. Wreszcie rozleg si charkot, guchy od-
gos, jaki wydaje napeniona beczka. I zapanowao
gbokie milczenie.

 Ach, mj Boe! Zabierz umie  kaa Kata-

205

rzyna.  Ach, mj Boe! Ja si boj, ja nie chc

umiera... Zabierz mnie! Zabierz mnie!

Zobaczya mier. Zawalony szyb, zatopiona ko-
palnia, nic nie przejo jej tak trwog jak woanie
konajcego Bataille'a. Syszaa je cigle, w uszach
jej szumiao, wzdrygaa si co chwila.

 Zabierz mnie! Zabierz mnie!

Stefan chwyci j i podnis. By ju zreszt naj-
wyszy czas, woda sigaa im do ramion. Weszli do
szybiku; musia pomaga dziewczynie, gdy nie mia-
a siy sama chwyta si szczebli. Trzykrotnie myla
ju, e wymknie mu si z rk i zatonie w gbokim
morzu huczcym za nimi. Odetchnli na chwil do-
szedszy do pierwszej pochylni, wolnej jeszcze. Lecz
woda ukazaa si na nowo i trzeba byo pi si
dalej. Wiele godzin trwaa ta wdrwka pod gr,
woda gnaa ich od jednej pochylni do drugiej, zmu-
szaa do wdrapywania si coraz to wyej. Kiedy byli
na szstej pochylni, chwila wytchnienia obudzia
w nich gorczkow nadziej, wydao im si, e po-
ziom wody ustala si. Lecz zaraz' potem przybraa
gwatownie, musieli przenie si do sidmej, p-
niej do smej pochylni. Pozostaa jeszcze tylko jedna
i kiedy si w niej znaleli, kady centymetr przy-
boru napenia ich trwog. Wic jeeli woda si nie
zatrzyma, zgin jak tamten stary ko, zmiadeni,
zalani?

Co chwila rozbrzmieway odgosy walenia si
chodnikw. Caa kopalnia draa, jej trzewia, zbyt
sabe, nie wytrzymyway nacisku rozpierajcych je
wd. Stoczone w gbi przej powietrze powodo-
wao olbrzymie eksplozje wrd potrzaskanych ska
i powywracanych pokadw. Panowa przeraajcy
zgiek, jaki towarzyszy kataklizmom we wntrzu
ziemi, powtarzay si zmagania z czasw, kiedy po-
topy przewracay ziemi na nice, zatapiay gry pod
dolinami.

Katarzyna wstrzsana dreszczem, oguszona tym



206

nieustajcym oskotem, skadaa rce i jkaa bez

przerwy wci te same sowa:

 Ja nie chc umiera!... Ja nie chc umiera!...
Aby doda jej otuchy, Stefan przysiga, e woda
przestaa si podnosi. Uciekaj ju na pewno od
jakich szeciu godzin, niedugo powinna nadej
pomoc. Stefan mwi o szeciu godzinach, sam jed-
nak nie orientujc si, ile ich mogo upyn, gdy
oboje stracili poczucie czasu. W rzeczywistoci ich
wdrwka poprzez pokad Wilhelma trwaa cay
dzie.

Przemoczeni, drcy, znaleli sobie jakie miejsce,
aby odpocz. Dziewczyna rozebraa si bez wstydu
i wya odzie, po czym woya spodnie i kurtk,
aby wyschy na niej do reszty. Poniewa bya boso,
Stefan zmusi j, aby woya jego saboty. Rozpo-
czynao si teraz dla nich czekanie, przygasili lamp
zostawiajc tylko niky pomyczek. Chwyciy ich
skurcze odka i oboje zdali sobie spraw, e umie-
raj z godu. A do tej chwili nie czuli, e yj. Nie
jedli dotd niadania, wyjli wic kromki chleba
nasiknite wod, rozmike. Dopiero gdy Katarzyna
si rozgniewaa, Stefan przyj swoj porcj. Ledwo
zjadszy, dziewczyna usna ze zmczenia na zimnej
ziemi. On, trapiony bezsennoci, czuwa nad ni
objwszy domi czoo, ze wzrokiem utkwionym
w jeden punkt.

Ile godzin upyno mu w ten sposb? Nie po-
trafiby tego powiedzie. Wiedzia tylko, e znw
ukazay si czarne, ruchome fale, pr꿹cy si grzbiet
zwierzcia, ktre starao si ich dosign. Z po-
cztku pojawia si tylko wska linia, zwinny w,
ktry si wydua; pniej rozszerzyo si to, prze-
mienio w ruchliwe, pezajce cielsko, ktre dotaro
do nich wkrtce; woda dotkna stp picej dziew-
czyny. Zatrwoony Stefan waha si, czy ma j obu-
dzi. Czy nie bdzie okruciestwem wyrywa j ze
spoczynku, z niewiadomoci koyszcej j moe
^   snami o wolnej przestrzeni i socu? Ktrdy zreszt

207




ucieka? Szuka w myli i przypomnia sobie, e
przeprowadzona w tej czci pokadu pochylnia sty-
ka si z pochylni obsugujc nastpne podszybie.
Stwarzao to moliwo ratunku. Stefan pozwoli
dziewczynie spa, dopki to byo moliwe, patrzc
na przybierajc wod, czekajc, a wypdzi ich
z tego miejsca. Wreszcie unis Katarzyn agodnie,
a ona wzdrygna si caa.

 Ach, mj Boe! To prawda!... Znw si zaczy-
na, mj Boe!

Przypomniaa sobie i krzykiem przyja nieustpli-
w blisko mierci.

 Nie, uspokj si  szepn Stefan.  Przysi-
gam ci, e moemy si std wydosta.

Aby dotrze do pochylni, musieli i zgici we
dwoje, a woda znw sigaa im do ramion. Rozpo-
cza si wspinaczka jeszcze bardziej niebezpieczna
od poprzedniej, stumetrowej dugoci przesmykiem
obitym deskami. Najpierw chcieli pocign lin;

aby przymocowa do niej jeden z wzkw, gdy
jeli drugi zsunby si podczas ich wdrwki,
zmiadyby ich. Lecz nic si nie poruszyo, mecha-
nizm musia by uszkodzony. Ruszyli wic nie mie-
jc korzysta z tej liny, ktra im zawadzaa, wbi-
jajc paznokcie w liskie deski. Stefan szed z tyu
podtrzymujc Katarzyn gow, gdy si osuwaa.
Nagle jaka strzaskana belka zagrodzia im drog.
Zawalisko nie pozwalao wspina si wyej. Na
szczcie, znajdujca si w tym miejscu tama za-
prowadzia ich do jakiego chodnika.

Przed sob dostrzegli bysk lampy: zdumieli si.
Jaki mczyzna krzykn ku nim z wciekoci
w gosie:           .

 Jeszcze jacy durnie, tacy sami mdrzy jak ja!
Poznali Chavala odcitego przez zawalisko zagra-
dzajce pochylni; dwaj koledzy, ktrzy poszli za
nim, zostali po drodze z rozupanymi czaszkami. On
sam, ranny w okie, mia jeszcze odwag zawrci
na klczkach, aby zabra ich lampy i niadania.

208

Kiedy si wycofywa, skay za jego plecami osuny

si zamykajc mu drog.

Widzc tych ludzi wynurzajcych si z wntrza
ziemi przysig sobie, e nie podzieli si z nimi za-
pasami. Najchtniej byby ich zamordowa. Po chwili
i on pozna ich rwnie, jego gniew opad; wybuch-
n zym miechem.

 Ach, to ty, Katarzyno! Sparzya si i teraz
wracasz do swojego kawalera. Dobrze, dobrze! Po-
taczymy sobie jeszcze.

Udawa, e nie widzi Stefana. Ten ostatni, wstrz-
nity spotkaniem, uczyni w pierwszej chwili taki
gest, jak gdyby chcia broni adowaczki, ktra tu-
lia si do niego. Musia jednak pogodzi si z sy-
tuacj. Zapyta wic kolegi po prostu, jakby godzin
temu rozstali si w najlepszej zgodzie:

 Patrzye, nie mona si wydosta wyrobi-
skiem?

Chaval nie przestawa mia si drwico.

 Aha, wanie, wyrobiskiem! Wszystko si zawa-
lio, jestemy w puapce... Ale moesz wrci po-
chylni, jak jeste dobry pywak.

Rzeczywicie, woda przybieraa, sycha byo jej
plusk. Odwrt by odcity. Chaval mia racj, ten
skrawek chodnika zamurowany z obu stron stanowi
puapk, w ktrej znaleli si wszyscy troje.

 Wic zostajesz?  dorzuci Chaval drwico. 
Masz racj, nie moge zrobi nic lepszego, a jak
mnie zostawisz w spokoju, to nawet i swka do cie-
bie nie pisn. Wystarczy tu miejsca dla nas obu...
Przekonamy si niedugo, ktry zdechnie pierwszy,
chyba eby nas odratowali, w co mocno wtpi.

 ,A gdybymy tak zaczli stuka? Moe by nas
jednak usyszeli?  podj mody czowiek.

 Juem si zmczy tym stukaniem... Masz, spr-
buj sam tym odamkiem.

Stefan podnis kawaek piaskowca wyszczerbio-
nego ju przez Chavala i zacz wystukiwa nim
sygna, jakim posuguj si grnicy w niebezpie-

14  Germinal t. II

209




czestwie. Pniej przyoy ucho do ciany na-
suchujc. Powtarza to kilkanacie razy z uporem.
aden dwik nie rozleg si w odpowiedzi.

Tymczasem Chaval zainstalowywa si udajc ca-
kowity spokj. Najpierw ustawi rzdem pod cian
swoje trzy lampy: palia si tylko jedna, pozostae
przydadz si pniej. Nastpnie zoy na kawaku
belki dwie skibki chleba, jakie mia jeszcze. By to
jego bufet, jeeli bdzie gospodarowa rozsdnie,
powinno wystarczy mu tego na dwa dni. Odwrci
si mwic:

 Suchaj no, Katarzyna, jak bdziesz bardzo
godna, to si z tob podziel.

Dziewczyna milczaa. Obecno tych dwch m-
czyzn unieszczliwia j do reszty.

Rozpoczy si straszliwe dni. Chaval i Stefan sie-
dzieli o par krokw od siebie, lecz nie odzywali si
ani sowem. Na propozycj Chavala Stefan zgasi
swoj lamp, zbyteczny luksus, a pniej znw za-
panowao milczenie. Katarzyna pooya si koo
modego czowieka, zaniepokojona spojrzeniami, ja-
kie rzuca jej dawny kochanek. Mijay godziny, sy-
cha byo cichy szmer stale przybierajcej wody;

gbokie wstrzsy i odlege haasy obwieszczay od
czasu do czasu o ostatnich zawaach ska. Kiedy
lampa wyczerpaa si i trzeba byo otworzy na-
stpn, aby j zapali, lk przed gazami ogarn ich
na chwil; woleli jednak od razu wylecie w po-
wietrze ni duej tkwi w ciemnociach. Lecz nie
nastpi aden wybuch, gazw nie byo. Uoyli si
z powrotem i godziny upyway dalej.

W pewnym momencie Stefan i Katarzyna usy-
szeli jaki szmer; podnieli gowy. Chaval jad, prze-
kraja jedn kromk i u j powoli, aby oprze si
pokusie poknicia wszystkiego od razu. Tamci, n-
kani godem, patrzyli na niego.

 Wic nie chcesz?  powiedzia do adowaczki
z prowokujc min.  To le robisz.

Katarzyna spucia powieki bojc si, e ulegnie,

210




dawiona takim skurczem-, e zy napyway jej do
oczu. Rozumiaa jednak, do czego zmierza; ju rano
musn j w szyj; widok Katarzyny u boku tam-
tego budzi w nim dawne dze. W spojrzeniach,
jakimi j przyzywa, kry si pomie, ktry znaa
dobrze, pomie jego napadw zazdroci, kiedy bi
j i oskara o rne ohydne rzeczy. Draa, i wra-
cajc do niego sprawi, e ci dwaj mczyni rzuc
si na siebie w tej wskiej piwnicy, gdzie oczekiwali
mierci wszyscy troje. Mj Boe, czy nie mog
umrze w zgodzie.

Stefan prdzej umarby z wyczerpania, ni miaby
ebra u Chavala o ks chleba. Milczenie ciyo
coraz bardziej, kapice beznadziejne minuty zda-
way przedua si w nieskoczono. Ju cay dzie
zamknici byli razem. Druga lampa zblada, zapalili
trzeci.

Chaval wzi si do nastpnej kromki chleba mru-
czc:

 Chode, gupia!

Katarzyna zadraa. Aby zostawi jej woln rk,
Stefan odwrci si. Czujc, e si nie rusza, powie-
dzia do niej cicho:

 Id, moje dziecko.

Powstrzymywane przez ni zy trysny teraz.
Pakaa dugo nie znajdujc nawet do siy, aby
wsta, nie wiedzc ju sama, czy jest godna, czujc
bl w caym ciele. Stefan wsta i zacz chodzi tam
i z powrotem; na prno wystukiwa sygna grni-
kw, wcieky, e t resztk ycia, jaka mu zostaa,
musi spdzi ze znienawidzonym rywalem. eby to
chocia byo do miejsca, aby umrze z dala jeden
od drugiego! Ledwo uszed dziesi krokw, wpad
na tamtego. A ona, ta smutna dziewczyna, ktr
wyrywali sobie nawet w gbi ziemi! Dostanie si
temu, ktry przeyje; jeeli on umrze pierwszy, to
tamten znw mu j skradnie. Godziny pyny za
godzinami, bez koca, ta budzca sprzeciw blisko
'"' trojga winiw stawaa si coraz cisza do znie-

211

sieni, powietrze zatruway wyziewy nieczystoci.
Dwukrotnie Stefan rzuca si na skay, jakby chcia
rozewrze je ciosami pici.

Min jeszcze jeden dzie, Chaval usiad obok Ka-
tarzyny i podzieli si z ni .ostatni kromk chleba.
Z trudem ua mae ksy, a on w swym uporze
zazdronika za kady kaza jej paci jak pieszczo-
t, chcc posi j raz jeszcze przed mierci, na
oczach tamtego. Wyczerpana, nie stawiaa oporu.
Lecz kiedy chcia j wzi, jkna:

 Och, zostaw, amiesz mi koci.
Stefan, drcy, opar by czoo o stojak, aby nie
widzie. Zawrci jednym skokiem, oszalay.

 Zostaw j, psiakrew!

 A tobie co do tego?  powiedzia Chaval. 
To moja dziewczyna czy nie?

I znw przygarn j do siebie, wyzywajco przy-
ciskajc rude wsy do jej ust.

 Daj nam wity spokj! Rozumiesz?  cig-
n.  Bd taki uprzejmy i zajrzyj no do pochylni,
czy nas tam nie ma.

Lecz Stefan krzykn pobladymi wargami:

 Jak jej nie pucisz, zamorduj ci!
Chaval poderwa si, gdy wiszczcy gos kolegi
zdradzi mu, e tamten rzeczywicie ma ten zamiar.
mier wydaa im si zbyt powolna, jeden z nich
musia ustpi z placu natychmiast. To ich dawna
walka rozpoczynaa si na nowo w gbi ziemi, gdzie
niebawem spoczn jeden obok drugiego; mieli tak
mao miejsca, e nie mogli wycign pici, aby
nie otrze ich o ska.

Uwaaj! warkn Chaval.  Tym razem
skocz z tob.

Wwczas Stefana ogarno szalestwo. Oczy prze-
sonia mu czerwona mga, do garda napyna fala
krwi. Opanowaa go potrzeba zabijania, nieodparta
potrzeba natury fizycznej, jak podranienie bony
luzowej, ktre wywouje gwatowny atak kaszlu-
Obciony dziedzicznie, nie potrafi si temu oprze,

212




byo to silniejsze ni jego wola. Chwyci pat upku,
bardzo szeroki, bardzo ciki i szarpa go, wyrywa.
Nagle cisn go oburcz w gow Chavala.

Tamten nie mia nawet czasu uskoczy do tyu.
Upad z twarz zmiadon i pknit czaszk. Mzg
opryska strop chodnika, purpurowa struka try-
skaa z rany, podobna do pulsujcego rdeka. Na-
tychmiast utworzya si kaua, w ktrej odbia si
zamglona gwiazda lampy. Mrok zagarnia t zamu-
rowan piwniczk, lece na ziemi ciao wydawao
si podobne do czarnej kupy wgla.

Pochylony, Stefan wpatrywa si w nie rozszerzo-
nymi oczyma. Stao si wic, zabi. Przypomnia
sobie niejasno wszystkie walki, jakie stacza ze sob,
bezcelowe zmaganie z trucizn drzemic w jego
miniach, z alkoholem nagromadzonym w nim z po-
kolenia na pokolenie. Odlege pijastwo rodzicw
wystarczyo, aby teraz, pijany tylko godem, zamor-
dowa. Zgroza tej zbrodni jeya mu wosy. Chocia
jednak wpojone przez wychowanie zasady kazay
mu buntowa si przeciw niej, serce bio mu ra-
doci, zwierzc radoci z zaspokojenia drczcej
go potrzeby. A pniej ogarna go duma, duma
silniejszego. Ujrza maego onierzyka z gardem
przebitym noem, zabitego przez dziecko. I on take
zabi.

Lecz Katarzyna podrywajc si krzykna:

 Mj Boe! Nie yje!

 2al ci go?  zapyta Stefan dziko.
Dawia si, jkaa co. Wreszcie chwiejc si
pada w jego ramiona.

 Och, zabij mnie take! Och, umrzyjmy oboje.'
Przywara do niego, a on tuli j rwnie i oboje
mieli nadziej, e umr lada chwila. Lecz mierci
nie pieszyo si, wic rozpletli ramiona. A pniej,
podczas gdy ona zasaniaa sobie oczy, on podnis
nieszcznika i wrzuci go do pochylni, aby nie za-
biera im miejsca. Nie mogliby tu y majc trupa
pod nogami. Przerazili si syszc plusk i widzc,

213

jak prysny krople. Wic woda wypenia ju po-
chylni? Dostrzegli j, podpywaa do chodnika.

I znw rozpocza si walka. Zapalili ostatni
lamp; owietlia przybr wody regularny, uparty,
niepowstrzymany. Najpierw sigaa im do kostek,
pniej omya kolana. Chodnik wznosi si nieco,
wic skierowali si w gb zyskujc par godzin
wytchnienia. Lecz fala dosiga ich znowu, skpali
si a do pasa. Przyparci do ciany, stojc, patrzyli,
jak wznosi si wci i wci. Kiedy signie im do
ust, bdzie koniec. Lampa, ktr powiesili, owietlaa
tawym wiatem szybkie drganie drobnych fal;

pniej przyblada, widzieli ju tylko pkole zmniej-
szajce si stale, jak gdyby poerane przez mrok
wzrastajcy razem z przypywem. I nagle ogarna
ich ciemno, lampa zgasa wypluwszy ostatni
kropl oliwy. Bya to noc zupena, cakowita, noc
we wntrzu ziemi, gdzie zasn nie ujrzawszy soca.

 Psiakrew!  zakl gucho Stefan.
Czujc ucisk ciemnoci Katarzyna przytulia si
do niego. Szeptem powtrzya grnicze powiedzenie:

 mier zgasia lamp.

Lecz instynkt ich walczy przeciw niebezpiecze-
stwu, ogarno ich gorczkowe pragnienie ycia. On
zacz gwatownie skroba upek haczykiem od
lampy, ona pomagaa mu paznokciami. Wydrapali
rodzaj wysoko wzniesionej awki, na ktr wliznli
si i usiedli; nogi im zwisay, plecy mieli zgite,
gdy strop zmusza ich do pochylenia gowy. Z po-
cztku woda sigaa im tylko do pit; lecz wkrtce
lodowaty jej chd ogarn ich kostki, ydki, kolana,
wznoszc si coraz wyej. awka pokrya si oliz
wilgoci, tak e musieli trzyma si silnie, aby si
nie zsun. By to koniec; ile czasu wytrzymaj
skuleni w tej niszy, gdzie nie mieli si poruszy,
wyczerpani, zgodniali, nie majc ju ani chleba, ani
wiata. Najbardziej mczyy ich ciemnoci, ktre
nie pozwalay widzie zbliania si mierci. Pano-
waa gboka cisza, kopalnia opita wod znieru-

214

chomiaa. Czuli tylko, jak to morze pod nimi przy-
biera w milczeniu.

Godziny pyny jedna za drug, wszystkie jedna-
kowo czarne, tak e wkrtce do reszty zapltali si
w rachubie czasu. Tortury, jakie znosili, zamiast
wydua sekundy, poryway je. Wydawao im si,
e s zamknici dopiero od dwch dni, gdy tymcza-
sem ju trzeci dobiega koca. Stracili wszelk na-
dziej ratunku, nikt nie wiedzia, gdzie s, nikt nie
mg do nich dotrze i jeeli powd ich oszczdzi,
to gd zmoe ich i tak. Po raz ostatni przyszo im
na myl, aby zastuka; lecz odamek piaskowca zo-
sta pod wod. Zreszt, kt by ich usysza?

Katarzyna, zrezygnowana, opara o cian obola
gow, gdy wtem zadraa.

 Posuchaj!  powiedziaa.

Stefan pomyla w pierwszej chwili, e mwi
o szmerze wzbierajcej wody. Chcc j uspokoi
skama.

 To ja poruszam nogami.

 Nie, nie o tym mwi... Posuchaj, tam!
I przytkna ucho do wgla. Zrozumia i zrobi
to samo. Tamujc oddech czekali par sekund. P-
niej w duych odstpach czasu usyszeli trzy stukni-
cia, bardzo odlege, bardzo sabe. Lecz wtpili
jeszcze, moe to w uszach im dzwonio albo te byy
to trzaski wewntrz pokadu. Nie wiedzieli, czym
maj zastuka w odpowiedzi.

Stefan wpad na pewien pomys.

 Masz saboty. Zdejmij i zastukaj obcasem.
Zastukaa i po chwili znw usyszeli w oddali trzy
uderzenia. Po wielokro ponawiali sw prb i po
wielokro otrzymywali odpowied. Rozpakali si
i objli uciskiem naraajc na utrat rwnowagi.
Wreszcie koledzy odnaleli ich i nadchodz. Przy-
pyw szalonej radoci i czuoci unis ze sob udrki
czekania i sygnaw przez dugi czas daremnych.
Wydawao im si, e wystarczy teraz, aby wybawcy
palcem stuknli w cian, a rozstpi si i bd wolni.

215




 To dopiero szczcie, ae oparam gow, co?! 

zawoaa Katarzyna wesoo.

 Och, ty to masz such!  odpar Stefan.  Ja
nic nie syszaem.

Od tej pory zmieniali si, zawsze jedno z nich na-
suchiwao gotowe odpowiedzie na najlejszy sygna.
Wkrtce posyszeli uderzenia kilofw: rozpoczynano
prace ratunkowe. Ani jeden dwik nie uchodzi ich
uwagi. Lecz rado ich opada. Na prno mieli
si, aby oszuka jedno drugie, rozpacz ogarniaa ich
na nowo. Najpierw zaczli gono rozwaa sytuacj,
pomoc nadchodzia od strony Requillart, przebijano
chodnik, a moe nawet par, gdy pracowao troje
ludzi. Pniej mwili coraz mniej, a wreszcie za-
milkli obliczywszy, jak gruby pokad dzieli ich od
towarzyszy. W milczeniu snuli dalej swe rozwaania,
zastanawiali si, ile dugich dni potrzeba, aby prze-
bi taki blok. W adnym razie pomoc nie nadejdzie
na czas, zd dwadziecia razy umrze do tej pory.
Zaspieni i peni trwogi, nie mieli zamieni ju ani
sowa, na sygnay odpowiadali bez nadziei, machi-
nalnie dajc zna, e yj jeszcze.

Min jeden dzie, drugi... Ju od szeciu dni byli
pod ziemi. Woda zatrzymawszy si u ich kolan nie
wznosia si ani nie opadaa; mieli wraenie, e nogi
roztopi im si w tej lodowatej kpieli. Mogli wy-
cign je na jak godzin, lecz pozycja stawaa
si wwczas tak niewygodna, e chwytay ich
straszliwe skurcze i opuszczali nogi z powrotem. Co
dziesi minut podcigali si do gry na olizej
awie. Ostre wystpy ciany wrzynay im si w ple-
cy, pochyleni stale, aby nie rozbi sobie gowy, czuli
dojmujcy bl w karku. Powietrze zgszczone w tym
dzwonie, w jakim si znaleli, stawao si coraz
cisze. Wydawao im si, e gosy ich dobiegaj
z bardzo daleka. W uszach im szumiao, syszeli bicie
dzwonw, nie koczcy si tupot stada byda ucie-
kajcego przed gradem.

Z pocztku Katarzyna cierpiaa straszliwie z go-

218

du. Podnosia do piersi biedne zacinite donie i j-
czaa, jak gdyby kto kleszczami rozrywa jej o-
dek. Stefan, zdawiony t sam tortur, szuka czc^rip
gorczkowo w ciemnociach, gdy wtem palce ]ego
napotkay kawaek zmurszaego drzewa, rozkruszy
je i poda gar adowaczce, ktra pokna je ap-
czywie. Przez dwa dni ywili si tym zmurszaym
drzewem, zjedli cae; kiedy si skoczyo, ogarna
ich rozpacz, kaleczyli sobie rce; aby odama inne
kawaki, nie naruszone jeszcze, ktre nie chciay
ustpi. Ich mka wzrosa, najchtniej byliby gryli
ptno wasnych ubra. Skrzany pasek Stefana
przynis im pewn ulg. Rbacz pogryz rzemie
zbami na czci i Katarzyna ua je starajc si
przekn. Sam fakt, e poruszaj szczkami, dawa
im zudze-lie jedzenia. Pniej, gdy skoczyli pasek,
zaczli s''a ptno.

Lecz wkrtce gwatowne ataki godu ucichy, prze-
mieniy si w gbok1' utajony bl, w powolny, co-
raz to wikszy zanik si. Z pewnoci byliby zginli,
gdyby nie to, e mieli pod dostatkiem wody. Po-
chylali si tylko, nabierali doni i pili; powtarzali
to czsto, nkani tak szalonym pragnieniem, w
wszystka ta woda nie wystarczyaby, aeby je ugasi-

Sidmego dnia, pochyliwszy si, aby si napi,
Katarzyna trcia o jaki przedmiot pywajcy u jej
stp.

 Suchaj no, zobacz, co to takiego?
Stefan pomaca w ciemnociach.

 Nie wiem, wyglda jak kawaek tamy wenty-
lacyjnej.

Schylajc si drugi raz po wod Katarzyna na-
trafia doni na ten sam przedmiot. Wydaa straszli-
wy okrzyk:

 Boe, to on!

 Kto?

 No on!... Poczuam jego wsy. ,
< Byy to zwoki Chavala, ktre wypyny z po-
chylni; Stefan wycign rk, rozpozna wsy,

217




zmiadony nos tamtego; wstrzsn nim dreszcz
lku i odrazy. Bliska wymiotw Katarzyna wyplua
reszt wody, jaka zostaa jej w ustach. Wydao jej
si, e napia si krwi, e wszystka ta woda gboka
przed ni jest krwi tego czowieka.

 Poczekaj  wyjka Stefan.  Odepchn go.
Kopn zwoki, oddaliy si. Lecz za chwil po-
czuli, e znw podpyny do ich ng.

 Psiakrew, wyno si std!

Za trzecim razem Stefan da za wygran. Wi-
docznie jaki prd przynosi zwoki z powrotem.
Chaval nie chcia odej, chcia zosta z nimi, tu
obok nich. By to straszliwy towarzysz, ktry do
reszty zatru powietrze. Przez cay ten dzie nie
pili, zmagali si ze sob, woleli raczej umrze; lecz
nastpnego dnia cierpienie zwyciyo: odsuwali tyl-
ko trupa za kadym razem, gdy pochylali si nad
wod, i pili. I po c byo go zabija, skoro i tak
powrci do nich, uparty w swej zazdroci. Pozosta-
nie przy nich do koca, nawet martwy, aby ich
rozdzieli.

Jeszcze jeden dzie i jeszcze jeden dzie. Za ka-
dym drgniciem wody Stefan czu, jak czowiek,
ktrego zabi, trca go lekko, ot, ssiad przypomi-
najcy o swojej obecnoci. I za kadym razem prze-
nika go dreszcz. Widzia go stale przed sob, ob-
rzmiaego, pozieleniaego, z rudymi wsami na
zmiadonej twarzy. Pniej niepami przesonia
wszystko: nie zabi go, tamten pywa, chce go
ugry. Katarzyna miewaa teraz dugie, nie ko-
czce si ataki paczu, po ktrych wpadaa w odr-
twienie. Wreszcie ogarna j nieprzezwyciona   }
senno. Stefan budzi j, jkaa par sw i zasy-
piaa z powrotem nie unisszy nawet powiek; bojc
si, aby nie utona, obj j ramieniem. Teraz tylko
on odpowiada towarzyszom. Stukot kilofa przybli-
a si, sysza go tu za swymi plecami. Lecz i on
rwnie traci siy i przesta uderza w cian. Kc
ledzy wiedz i tak, e oni s tutaj, po c wie^ c

218




mczy? Przestao go to interesowa, czy nadejd.
Ogupiay dugim oczekiwaniem, doszed do tego, e
caymi godzinami nie pamita, na co czeka.

Pewna poprawa w pooeniu dodaa im nieco si.
Woda opada i ciao Chavala odpyno. Od dzie-
wiciu dni pracowano nad ich wyzwoleniem i zrobili
wanie po raz pierwszy kilka krokw po chodniku,
gdy przeraajcy wstrzs rzuci ich na ziemi. Wy-
cignli rce, aby si odnale, przywarli do siebie
przeraeni, nie rozumiejc, co si stao, mylc, e
katastrofa rozpoczyna si od nowa. Stukot kilofw
zamilk, nie syszeli ju adnego dwiku.

Usiedli w kcie i Katarzyna rozemiaa si cicho.

 Musi by adnie na dworze... Chod, wyjdmy
std.

Stefan walczy z pocztku z ogarniajcym -go za-
mroczeniem. Lecz i jemu, cho by bardziej odporny,
udzielao si ono i straci poczucie rzeczywistoci.
Wszystkie zmysy odmawiay im posuszestwa,
zwaszcza Katarzynie podnieconej gorczk, drczo-
nej potrzeb sw i gestw. Szum w uszach by teraz
dla niej szmerem pyncej wody, piewem ptakw.
Czua odurzajc wo traw, przed oczyma kryy
jej wielkie te paty, tak szerokie, i mylaa, e
jest nad kanaem, pord zb, w jaki pikny dzie
soneczny.

 Ale ciepo, prawda?... Och, we mnie, zostamy
ju razem, na zawsze, na zawsze!

Tuli j, a ona ocieraa si on pieszczotliwie i m-
wia z niefrasobliwoci szczliwego dziewcztka:

 Ale mymy byli niemdrzy, eby czeka tak
dugo! Spodobae mi si od razu, tylko nie domyla-
e si tego, boczye si... A pniej, pamitasz,
u nas, w nocy, nie moglimy spa i suchalimy, jak
dru l;-> oddycha, i chciao nam si koclyi.
st*-fywi udzielia si ta wesoo ^stpbliwie
d(fZyj. \r^ .K-nilczce uczucie.   _ i.-^"13^
', czterdzieci prac\^ya, ^^^..san-Bart i
isama te wrcia do . -    v.    | ^.




.." -y

 To dlatego, e ci kochaam  szepna.  .
Widzisz, zakazywaam sobie myle o tobie, wma-
wiaam w siebie, e wszystko midzy nami sko-
czone; ale w gbi serca wiedziaam, e zejdziemy
si kiedy... Trzeba byo jakiej okazji, jakiego
szczliwego trafu, prawda?

Przej go lodowaty dreszcz, chcia otrzsn z sie-
bie te marzenia i powiedzia wolno:

 Nic nie jest nigdy skoczone, wystarczy odro-
bina szczcia, aby wszystko rozpoczo si od nowa.

 Wic wemiesz mnie do siebie tym razem ju
naprawd?

Osuna si, bliska omdlenia. Bya tak saba, e
jej przycichy gos gasn. Przestraszony, zatrzyma
j w objciu.

 Boli ci co?
Wyprostowaa si zdziwiona.

 Nie, wcale... Dlaczego?

Lecz to pytanie wyrwao j marzeniom. Spojrzaa
z rozpacz w ciemnoci, zaamaa rce i wybuchna
kaniem.

 Boe! Boe! Jak tu czarno!

Znikny zboa, zapach traw, piew skowronkw,
olbrzymie, te soce; pojawiy si zalana wod
kopalnia, cuchnca noc, ponure kapanie wody w tej
piwnicy, gdzie konaj od tylu dni. Zudzenie, jakim
obdarzyy j zmysy, wzmogo jeszcze teraz groz
sytuacji, dziewczyna ulega zabobonnemu lkowi
z czasw dziecistwa, zobaczya Czarnego Rbacza,
starego grnika, nieyjcego ju, ktry powraca do
kopalni i ukrca szyje rozpustnym dziewcztom.

 Posuchaj tylko. Syszae?

 Nie, nic nie syszaem.

 Ale tak, to Rbacz, wiesz?... O, widzisz, stoi
tam... Ziemy ' zalaa nas krwi, eby si ze- fl,

"capowianili;  on stoi tam' ^^ugra przybli-

i si, syszat"^- och: jasi ^plecami. Lecz i on
-rwnie traci siy i r'"10''-^ uderza w cian. Kr
ledzy wiedz i tak,    ni s tutaj, po c wie< 

218




 Jaki tamten?

 Ten, ktry jest z nami, ten, ktrego ju nie ma.
Obraz Chavala nie opuszcza jej; plczc si opo-
wiadaa o ich aosnym poyciu, o jedynym dniu,
kiedy by dla niej dobry, w Jean-Bart, i o innych
dniach, kiedy j bi i drczy, a pniej zamcza
pieszczotami.

 Mwi ci, e on przyjdzie, eby nas rozczy...
Znw go nachodzi ta jego zazdro... Och, nie pusz-
czaj go tu! Zabierz mnie, zabierz mnie ca!

W nagym porywie zawisa mu na szyi, ustami
szukaa jego ust i przywara do nich namitnie.
Ciemnoci rozjaniy si, znw ujrzaa soce i znw
zamiaa si agodnie jak zakochana. On czujc, jak
tuli si do niego pnaga, w postrzpionym ubiorze,
zadra i pochwyci j w ramiona. I w gbi tego
grobu, na tym botnistym ou mieli sw noc po-
lubn, posuszni pragnieniu zaznania szczcia, za-
nim umr, nieodpartemu pragnieniu ycia i tworze-
niu ycia, po raz ostatni. Oddali si mioci w chwili
ostatecznej rozpaczy, w obliczu mierci...

Pniej nie byo ju nic. Stefan siedzia wci
w tym samym kcie trzymajc na kolanach Kata-
rzyn lec nieruchomo. Pyny godziny za godzi-
nami. Przez dugi czas myla, e dziewczyna pi;

potem dotkn jej: bya bardzo zimna, bya martwa.
Mimo to nie rusza si, aby jej nie zbudzi. Myl,
e on pierwszy posiad j jako kobiet i e moga
by w ciy, napeniaa go wzruszeniem. Inne myli,
ch'" wydostania si razem z ni na powierzchni,
ra {o ich przyszego ycia, powracay czasem, lecz
t- k niejasne, e -zdaway si muska jedynie jego
ez 4o, jak tchnienie snu. Sabn coraz bardziej, zo-
st to mu ju tylko tyle siy, aby niznacznym ge-
st*\ powolnym ruchem doni upewnie ''^n^d czasu
.    dffzyj. \r^ .Katarzyna jest przy nur-^^dla^
\ k.zterdzieci pracu^-nna. Wsy ^' san-Bart i
s-sama te wrcia do - ^ ^dow1-    <W

^31




przestrzeni, poza czasem. Wprawdzie jakie puka-
nie rozlegao si coraz gwatowniej obok jego gowy,
ale odrtwiay zmczeniem nie odpowiada na nie;

pniej nie uwiadamiajc sobie, skd ono pochodzi,
ni, e to Katarzyna idzie przed nim stukajc sabo-
tami. Miny dwa dni, a ona si nie poruszya, do-
tyka jej swym machinalnym gestem i cieszy si, e
jest taka spokojna.

Nagle poczu wstrzs. Rozlegy si jakie gosy,
odamki ska potoczyy si a do jego stp. Kiedy
zobaczy lamp, rozpaka si. Mrugajc oczami wo-
dzi za ni wzrokiem i nie mg si do napatrzy,
rozradowany widokiem tego czerwonego punkcika,
ledwo znaczcego si w ciemnoci. Koledzy podnieli
go i wleli mu pomidzy zacinite zby par ye-
czek bulionu. Dopiero w chodniku Requillart pozna
jedn z postaci, inyniera Negrela stojcego nad
nim; i ci dwaj ludzie, ktrzy pogardzali sob na-
wzajem, zbuntowany robotnik i sceptyczny kierow-
nik, rzucili si sobie na szyj kajc gono. Ten
wstrzs wyzwoli wszystko, co byo w nich ludzkie-
go; bezmierny smutek, wiadomo ndzy caych
pokole i nadmiaru boleci, jaki moe zaciy nad
yciem.                             ~        .

Na powierzchni Maheudka runa obok ciaa Ka-
tarzyny i wydaa okrzyk," pniej drugi, pniej trze-
ci, skargi przecige i nie ustajce. Wyniesiono ju
wiele zwok i uoono je rzdem na ziemi: Chavala,
co do ktrego przypuszczano, e zabiy go spadajce
skay, jednego pomocnika i dwch rbaczy tak samo
zdruzgotanych, ze zmiadonymi gowami, rozdta ch
od wody. Kobiety w tumie odchodziy od zmys'1^,
rozdzieray spdnice, drapay twarze. Wyniesie '.o
wreszcie Stefana, oswoiwszy go najpierw ze wiatt. cn

poywiw?--"J-' troch. By wychudzony i zupr^ie
-."^.IJ-I-.' \R dreniem rozstpowali si "t0^ P^

n "y^a"., orzestaa kr^u plecami. Lecz^
^wn&S^ik^ude^^y .

ledzy wiedz i tak, ^ ." s tuta], P
218




vi

Bya czwarta rano. Chodna noc kwietniowa a-
godniaa ze zblianiem si witu. Na przejrzystym
niebie dray gwiazdy, na wschodzie jutrzenka roz-
lewaa si purpur. Nad czarnymi, upionymi pola-
mi unosiy si niejasne odgosy, ktre poprzedzaj

chwil przebudzenia.

Stefan szed wielkimi krokami drog do Vandame.
Spdzi sze tygodni w Montsou, na ku szpital-
nym. ty jeszcze i bardzo chudy, skoro tylko po-
czu, e ma si wsta, wsta i odszed. Towarzy-
stwo, ktre wci drao o swe kopalnie i w dal-
szym cigu zwalniao podejrzanych robotnikw,
uprzedzio go, e nie zostanie przyjty z powrotem.
Obdarowao go zreszt stoma frankami zapomogi
i ojcowsk rad, aby nie wraca do pracy pod zie-
mi, zbyt teraz dla niego uciliwej. Lecz on nie
przyj stu frankw. Odpowied od Plucharta, list,
w ktrym znajdoway si pienidze na podr, wzy-
wa go do Parya  jego dawne marzenie spenio
si. Poprzedniego dnia, wyszedszy ze szpitala, sp-
dzi noc w Bon-Joyeux" u wdowy Desir. Wsta
wczesnym rankiem oywiony jednym ju tylko
pragnieniem: poegnania si z towarzyszami, zanim
pjdzie do Marchiennes,'aby o smej wsi do po-
cigu.

Droga rowiaa z wolna; przystan na chwil.

Dobrze byo wcign w puca wiee powietrze tej
wczesnej wiosny. Dzie zapowiada si przeliczny.
Rozwidniao si, ycie ziemi budzio si razem ze
socem. Ruszy dalej stukajc gono lask z dere-
niowego drzewa i spogldajc, jak w oddali rwnina
wynurza si z nocnych mgie. Od czasu katastrofy
nie widzia nikogo, Maheudka raz tylko odwiedzia
go w szpitalu, pniej zapewne nie inoga ju
. przyj. Wiedzia jednak, e ludzie z osiedla IIMB|^
^Czterdzieci pracuj teraz w Jean-Bart i     ^V
skama te wrcia do kopalni.    <    ^.^.y-
^uw

223          Jr




Opustoszae drogi zaludniy si z wolna, nieustan-
nie mijali Stefana grnicy, bladzi i milczcy. Opo-
wiadano, e Towarzystwo naduywa swego zwy-
cistwa. Po dwch i p miesicach strajku, zmorzeni
godem, kiedy powrcili do pracy, musieli przyj
now taryf, t ukryt obnik pac, teraz  gdy
z jej przyczyny popyna krew kolegw  szcze-
glnie dla nich nienawistn. Kradziono im jedn
godzin pracy, zmuszano ich, aby sprzeniewierzali
si swemu przyrzeczeniu, e nie ustpi, i to na-
rzucone krzywoprzysistwo napeniao ich gorycz.
Praca podjta zostaa wszdzie, w Mirou, w Made-
leine, w Crevecoeur, w Victoire. Wszdzie w poran-
nej mgle, drogami zatopionymi w ciemnoci cigny
szeregi ludzi pochylonych ku ziemi, tupoczc jak
bydo prowadzone do rzeni. Dreli od chodu
w swych cienkich pciennych ubraniach, krzyowali
ramiona, koysali biodrami, kulili si, a wsunite
midzy koszul i bluz cegieki tworzyy na ich
plecach garb. Czuo si, e te powracajce masowo
do pracy milczce cienie, zupenie czarne, idce bez
jednego umiechu, bez jednego spojrzenia w bok,
zaciskaj zby w gniewie, e serca ich przepenia
nienawi i tylko konieczno zaspokojenia godu
zmusza je do ulegoci.

Im bardziej zblia si Stefan do kopalni, tym
wicej ich widzia. Prawie wszyscy grnicy szli
osobno, ci, ktrzy nadchodzili grupami, maszerowali
gsiego, zmczeni ju, znueni innymi i sob. Do-
strzeg jakiego starca, ktrego oczy poyskiway jak
wgiel pod wyblakym czoem, i jakiego modego
czowieka, ktrego gony oddech zdawa si by
oddechem nadchodzcej burzy. Wielu nioso saboty
w rkach; ich stopy w grubych wenianych poczo-
chach plaskay mikko o ziemi. By to nie ko-

' si'5 strumie, przymusowy marsz pobitej armii,
-~?"'o pochylon gow i penej utajonego, gnicw-
;a ragnienia podjcia walki i pomszczenia klski. ^

-4wrf Stefa0tx"-ialaz si na miejscu, Jean-Ba^
i--i- -    .~ ;

ledzy v\w ' i

224







wynurza si z mroku, lampy zawieszone na kozach
paliy si jeszcze. Ponad ciemnymi budynkami wyno-
si si biay piropusz pary lekko zabarwiony kar-
minem. Mody czowiek min sortowni i uda si
do nadszybia.

Zjazd rozpoczyna si; robotnicy nadchodzili
z szatni. Przez chwil sta nieruchomo pord tego
haasu i ruchu. Przejedajce wozy wprawiay
w drenie eliwne pyty podogi, bbny krciy si,
suny liny, rozlegay si okrzyki i sygnay, dzwo-
niy dzwonki. Odnajdowa z powrotem potwora y-
kajcego dzienn porcj misa ludzkiego, klatki wy-
nurzay si i znw zagbiay z adunkiem, ktry
gardziel arocznego olbrzymia wchaniaa bez trudu.
Od czasu katastrofy kopalnia budzia w Stefanie
wstrt i groz: te znikajce klatki przyprawiay go
o nerwowe skurcze. Musia odwrci gow; widok
szybu doprowadza go do rozpaczy.

Lecz w obszernej, mrocznej jeszcze hali, rozjanio-
nej tu i wdzie nikym wiatem przygasajcych la-
tar, nie dostrzega adnej znajomej, przyjaznej mu
twarzy. Czekajcy tu grnicy, bosi, z lampami w r-
kach, spogldali na niego z niepokojem, opuszczali
gowy i cofali si jakby ze wstydem. Znali go na
pewno i nie czuli ju do niego urazy, przeciwnie,
zdawali si go lka i oblewali rumiecem na myl,
e zarzuci im tchrzostwo. Ta ich postawa poruszya
go gboko, zapomnia, e ci nieszczliwcy ciskali
w niego kamieniami, i znw odda si marzeniom,
aby przemieni ich w bohaterw, kierowa ludem,
t si, ktra wyniszcza sama siebie.

Klatka zabraa ludzi, napynli nowi, pord nich
Stefan dojrza jednego-stowarzyszy najczynniej-
is&ych podczas ^sJ.r.a1'*^'11110^"1^ "^.fc DT" ""--;:i eg a , e
si?riie.    ...-rwnina ttni stukotem kra>_^,^_
jedn-.niiderzenie i jeszcze jedno, wci, bez usta
pod powierzchni pl, drg i wiosek: g
katorga tak gboko ukryta pod olbrzymia
ska, i trzeba byo wiedzie o niej, al




Pord nowej fali napywajcej z szatni Stefan
poznawa wszystkich.

 Ty take! Ty take! Ty take!

A oni wzdrygali si jkajc stumionym gosem:

 Mam matk... Mam dzieci... Nie mona y bez
chleba.

Klatka nie wracaa, czekali pospni, tak przyto-
czeni porak, e unikali swych spojrze i uparcie
wpatrywali si w szyb.

 A Maheudka?  zapyta Stefan.

Nie odpowiedzieli. Jeden gestem da do zrozumie-
nia, e przyjdzie za chwil. Inni podnieli donie
drce litoci. Ach, biedna kobieta! Co za straszny
los! Milczenie trwao dalej, a gdy Stefan wycign
rk, aby si z nimi poegna, wszyscy ciskali j
mocno, zamykajc w tym niemym ucisku wcieko
ustpstwa i gorczkow nadziej odwetu. Klatka
nadjechaa, wsiedli i zniknli poarci przez otcha;

Zjawi si Pierron z otwart lamp sztygara przy-
twierdzon do skrzanego hemu. Od tygodnia by
kierownikiem grupy pracujcej w podszybiu i ro-
botnicy odsuwali si od niego, bo zaszczyty wbiy
go w dum. Widok Stefana sprawi my przykro,
podszed do jednak i uspokoi si usyszawszy, e
mody czowiek wyjeda. Wdali si w rozmow.
Pierron oznajmi, e jego ona prowadzi teraz szynk
,,Postp", dziki poparciu, jakiego udzielili jej pano-
wie z dyrekcji, bardzo dla niej askawi. Przerwa
i rozgniewa si na starego Mouque'a, e nie wy-
wiz o przepisowej porze nawozu ze stajni. Stary
sucha go zgarbiwszy si. Poruszony t nagan, za-
nim zjecha, ucisn rk Stefana tym samym
uciskiem co ir^y ^ grubych '^mod laJonego gnie.
"'u' p'1'askay mikko o ziemi. By 'to buntw.^,

'' SI strumie, przymusowy marsz pobitej a^Tiii,
-^-"tf^o pochylon gow i penej utajonego, gniew-

.a i-agnienia podjcia walki i pomszczenia klski.
-''rowu Stef.-)s--"s-ialaz si na miejscu, Jean-Ba,
ledzy v- ' i .

zf          224

 C to, Maheudka nie przyjdzie dzisiaj? -'- za-
pyta Pierrona po chwili.

Sztygar uda najpierw, e nie zrozumia, bo wy-
starczy mwi o cudzym nieszczciu, eby i na sie-
bie je cign. Dopiero odchodzc pod pretekstem
koniecznoci wydania jakiego polecenia, powiedzia:

 Co, Maheudka?... A idzie wanie.

Rzeczywicie Maheudka nadchodzia z szatni,
w kaftanie i spodniach, z lamp. Tylko wyjtkowo,
ulitowawszy si nad nieszczsn kobiet tak okrut-
nie dowiadczon przez los, Towarzystwo zgodzio
si przyj j do pracy pod ziemi, chocia miaa
ju czterdzieci lat. Poniewa nie nadawaa si na
adowaczk, obsugiwaa may wentylator zainstalo-
wany w chodniku Nord, w tych piekielnych regio-
nach pod Tartaretem, dokd nie docierao powietrze.
Przez dziesi godzin, zgita we dwoje, krcia koo
w gbi rozpalonego chodnika, smac si przy czter-
dziestu stopniach gorca. Zarabiaa trzydzieci su.

Dostrzegszy j, aosn w tym mskim ubiorze,
z piersi i brzuchem jakby nabrzmiaymi od wilgoci
kopalni, Stefan wyjka co, wstrznity, nie znaj-
dujc sw, aby jej wytumaczy, e wyjeda i e
chcia si z ni poegna.

Patrzya na niego nie suchajc, co do niej mwi,
i wreszcie rzeka zwracajc si do niego na ty:

 Dziwisz si, e mnie tu spotka, co?... Bo
prawda, wygraaam kiedy, e zamorduj pierwsze
z dzieci, ktre by zjechao, a teraz zjechaam sama,
wic siebie powinnam zamordowa, no nie?... I daw-
no bym ju to zrobia, eby nie dziadek i mae!'

Mwia dalej gosem zmczonym i cichym. Nie
tumaczya si, przytaczaa, tylko fakty, opowiadaa,
''e^o mao nie pJ^.ltt^MeL'"'huczat?r*^L<e zdecydowaa
si^j d0( "rwnina ttni stukotem kSs^^-^^edla.
jedni^hderzenie i jeszcze jedno, wci, bez usfk^
pod powierzchni pl, drg i wiosek: {^^^
katorga tak gboko ukryta pod olbrzymr^^f

ska, i trzeba byo wiedzie o niej, al^^^^y-




bo tam to by zaraz nogi wycign... Ale ta jego
sprawa bardzo nam zaszkodzia, bo nie dostanie ju
nigdy renty, powiedzia mi jeden z tych panw, e
to by byo niemoralne, jakby mu dali.

 Janek pracuje?

 Tak, znaleli dla niego prac na powierzchni.
Zarabia dwadziecia su... Och, nie skar si, ci
panowie z dyrekcji byli dla mnie bardzo dobrzy,
sami mi to wytumaczyli... May dostaje dwadziecia
su, ja trzydzieci, to razem pidziesit. Gdyby nie
to, e nas jest szecioro, byoby co je. Estelka
okropnie jest teraz arta, a najgorsze, e trzeba
jeszcze poczeka ze cztery, pi lat, zanim Lenora
i Henryk bd mogli pracowa w kopalni.

Stefan nie mg si powstrzyma od bolesnego
gestu.

 Oni take?

Blade policzki Maheudki poczerwieniay, oczy za-
bysy. Lecz ramiona jej opady, jakby przytoczone
ciarem losu.

 Co robi, taka ju nasza dola!... Tamci zginli,
teraz na nich kolej.

Zamilka, wozacy z nadszybia przeszkadzali im
w rozmowie. Przez wielkie zakurzone okna spy-
wao na latarnie szare wiato; pyny liny, klatka
zjawiaa si co trzy minuty, w dalszym cigu po-
ykajc ludzi.

 Prdzej, leniuchy, prdzej!  krzycza Pier-
ron.  Wsiada, bo inaczej nie zjedziemy do wie-
czora.

Spojrza na Maheudk, ale ta nie drgna. Prze-
pucia ju trzy klatki i nagle powiedziaa budzc
si jakby i przyporrn^ 1n^- sobie pierwsze sowa
Stefana: ^ .w^y w grubych'<.-

 }?faskay mikko o ziemi. By ti, -      'n-
v si strumie, przymusowy marsz pobitej ctt-rnii,
-^--T^c pochylon gow i penej utajonego, gniew-
a ragnienia podjcia walki i pomszczenia klski. ^.
-^rwK Stef.in."'~!ialaz si na miejscu, Jean-Ba^
ledzy ^ ? i

^'224




cu. Bo bya taka chwila, po tej strzelaninie, e bym
ci bya zabia. Ale jak si tak zastanowi, prawda?
to czowiek widzi, e to niczyja wina... Nie, nie, to
nie twoja wina, wszyscy tu byli winni.

Mwia teraz spokojnie o zmarych, o mu, o Za-
chariaszu, o Katarzynie; i tylko gdy wymwia imi
Alziry, zy pojawiy si w jej oczach. Znw staa si
spokojn, rozsdn kobiet i sowa jej pene byy
rozwagi. To nie przyniesie szczcia burujom, e
namordowali tyle narodu. Spotka ich jeszcze za to
kara, bo nic nie pozostaje bez zapaty. Robotnicy
nie bd si nawet musieli do tego miesza, caa
buda sama wyleci w powietrze, onierze zaczn
strzela do wacicieli, tak jak przedtem strzelali do
nich. W jej wiekowej ulegoci, w odziedziczonym
nawyku do posuchu, ktry kaza jej na nowo ugi
karku, dokonaa si pewna przemiana, powstaa pew-
no, e niesprawiedliwo nie moe trwa duej
i e jeli nie ma ju dobrego Boga, narodzi si inny,
aby pomci biedakw.

Mwia cicho, rozgldajc si nieufnie. Pniej
widzc, e Pierron zblia si w ich stron, dorzucia
gono:

 Ano, jak jedziesz, to zabierz od nas reszt
swoich rzeczy... Zostay jeszcze dwie koszule, trzy
chustki i jedne stare spodnie.

Stefan gestem odmwi zabrania tych paru ach-
manw, ktre nie dostay si w rce handlarza sta-
rzyzn.

 Nie, nie warto, zostan dla dzieci... W Paryu
dam sobie jako rad.

Odjechay jeszcze dwie klatki i wreszcie Pierron
.. zwrci si wprosti.^s-'"*""111^*^1?.!:

Cr^.- Sucha joio-^azie huczala>^aias! Czas byby
si, CZW.-EI rwnina ttni stukotem kTS>_.^^^
jedne uderzenie i jeszcze jedno, wci, bez usta
pod powierzchni pl, drg i wiosek: n^H9
katorga tak gboko ukryta pod olbrzymij^^^
ska, i trzeba byo wiedzie o niej, ah^^^Ay-




waciaa w przecigach wiejcych po hali mimo
ciepego dnia.

Ani Stefan, ani ona nie znajdowali ju sw. Stali
naprzeciw siebie z sercem tak cikim, e pragnli
powiedzie sobie co jeszcze.

Wreszcie kobieta odezwaa si, byle tylko prze-
rwa milczenie:                  .

 Lewaczka jest w ciy, Levaque jeszcze w wi-
zieniu, wic Bouteloup go zastpuje.

 Ach tak, Bouteloup!

 A mwiam ci ju, e Filomena odesza?

 Jak to, odesza?

 No tak. Posza z jednym grnikiem z Pas-de-
-Calais. Baam si, eby mi nie zostawia dzieciakw.
Ale nie, zabraa ze sob... No i co ty na to? Plua
krwi i zdawao si, e lada chwila wycignie nogi,
a tu masz!  Zamylia si na chwil, a pniej
podja powoli:  A o mnie mao to naopowiadali!...
Pamitasz, mwili, e yj z tob. No c, po mierci
mojego mogo si tak zdarzy, gdybym bya modsza,
nie? Ale teraz to wol, e tak nie byo, bo na pewno
bymy tego aowali.

 Tak, aowalibymy tego  powtrzy Stefan
z prostot.

To byo wszystko, wicej nie mwili ju ze sob.
Klatka czekaa, woano Maheudk groc jej kar.
Zdecydowaa si wic odej i ucisna mu rk.
Bardzo wzruszony, spoglda na ni, wyniszczon,
o twarzy wyblakej i bezbarwnych wosach wymyka-
jcych si spod niebieskiej chustki; pcienne spodnie
i kaftan deformoway jej ksztaty poczciwej samicy,
zbyt podnej. Ten ostatni ucisk doni przypomnia
mu uciski kolegw, ^"('r.' ^ bJ'i33ce, ktre wyzna-
czay mu spotkana w grubycn." ,>-.,- "'^ zacznie -' -
1 ""^ya.^?1'^ mikko o ziemi. By te--""h <-
eu^sjp strumie, przymusowy marsz pobitej a; mii,

-?'(?pochylon gow i penej utajonego, gniew-
a ragnienia podjcia walki i pomszczenia klski
-rowu Stefs"--nalaz si na miejscu. Jean-Ba^,
ledzy . - ? i

224                       ^

si do wozu razem z czterema innymi grnikami.
Pocignito za sznur sygnaowy i klatka ruszya,
zapada si w ciemno i wida ju byo tylko po-
mykajc lin.

Wwczas Stefan opuci kopalni. Na dole, w, sor-
towni, dostrzeg jak posta siedzc na ziemi,
z wycignitymi nogami, pord zwaw wgla. By
to Janek zatrudniony przy ,,oczyszczaniu z grubsza".
Trzyma bry wgla midzy udami i motkiem od-
kuwa od niej kawaki upku, pokryty tak grub
warstw czarnego pyu, e mody czowiek nigdy
by go nie pozna, gdyby chopiec nie podnis ku .
niemu swego mapiego pyszczka o odstajcych
uszach i maych zielonkawych oczkach. Rozemia si
drwico, rozbi bry i znikn w tumanie pyu po-
dobnego do sadzy.

Znalazszy si na drodze Stefan szed przez chwil
zadumany. W gowie szumiay mu rozmaite myli.
Kiedy jednak poczu, e znajduje si na otwartej
przestrzeni, pod wolnym niebem, odetchn pen
piersi. Na promiennym horyzoncie ukazao si so-
ce, caa okolica budzia si ze snu radonie. Ze
wschodu ku zachodowi spywaa po niezmierzonej
rwninie struga zota. yciodajne ciepo zataczao
krg coraz szerszy, budzio dreszcz modoci wibru-
jcy westchnieniami ziemi, piewem ptakw, szep-
tem wd i lasw. Dobrze byo y, stary wiat pra-
gn przey t jeszcze jedn wiosn.

Przeniknity nadziej, Stefan zwolni kroku ogar-
niajc wzrokiem radosny rozkwit nowej pory roku.
Rozmyla o sobie, czu si silny, dojrzay po ci-
kich przejciach w gbi kopalni. Okres nauki sko-
czy si, odchodzi ."-^^""''^^.Jako onierz-myliciel.
Lrt--volucji, T^^azie huczaa >i^a^_gooeczestwu
si, ze ^a rwnina ttni stukotem kilofowT"^?--'-^^
jedno uderzenie i jeszcze jedno, wci, bez usta
pod powierzchni pl, drg i wiosek: p A
katorga tak gboko ukryta pod olbrzymil
ska, i trzeba byo wiedzie o niej, ah




wysubtelnienie, ktre wynioso go ponad wasn
klas, wzmogo jeszcze jego nienawi do buru-
azji. Odczuwa potrzeb otoczenia nimbem chway
tych robotnikw, ktrych cuchnca ndza wprowa-
dzaa go teraz w zakopotanie; ukae ich jako je-
dynych ludzi wielkich i nieskazitelnych, jako jedyne
szlachectwo, jedyn si mogc oywi ludzko.
W mylach widzia si ju na trybunie, triumfuj-
cego razem z ludem, o ile lud go nie pochonie.

piew skowronka skierowa jego wzrok ku niebu.
Drobne, czerwone chmurki, ostatnie opary nocy, roz-
pyway si w przejrzystym bkicie. Przed oczyma
Stefana zamajaczyy twarze Suwarina i Rasseneura.
To jasne, e wszystko si psuje, kiedy kady wyci-
ga rk po wadz. I tak owa synna Midzynaro-
dwka, ktra powinna bya odnowi wiat, zaamuje
si i rozpada, skcona wewntrznie. A wic Darwin
mia racj, e ycie jest walk, e silni poeraj
sabych dla doskonalenia si i rozwoju gatunku? To
pytanie niepokoio go; rozstrzygn je jak czowiek
rad z wasnej wiedzy. Tym, co rozproszyo wszystkie
wtpliwoci i rozradowao go, bya myl, aby
w pierwszym przemwieniu podj swj dawny
punkt widzenia. Jeli jedna klasa spoeczna skaza-
na jest na zagad, to czy nie lud, rzeki i peen
si, pore wyczerpan rozkoszami buruazj? Nowa
krew stworzy nowe spoeczestwo. W tym oczeki-
waniu na zalew barbarzycw, ktrzy odrodz zgrzy-
biae, chylce si do upadku narody, znajdowaa
swj wyraz niezachwiana wiara w rych rewolucj,
t prp.ydziw, robotnicz, ktrej poar rozjarzy ko-
niec ^s^ia purpur wschodzcego soca, tego sa-
v   , -s^ widzia t.'--. """ t--'^ sob oblewajce      V
^^^t-e^0-^^-^ grubych- w...... ,.^        ,.--'   ^

^s^e^rS^Gr) mikko o ziemi. By tt^-"ui %-     1
w" sif strumie, przymusowy marsz pobitej ai:'nii,
_-r r o pochylon gow i penej utajonego, gniew-
a ragnienia podjcia walki i pomszczenia klski. ^

rowu Stef?" -"^alaz si na miejscu, Jean-Ba",.

ledzy . . ? i

na, le patna praca rozpoczynaa si na nowo. Zda-
wao mu si, e syszy uderzenia guche, regularne,
nieustanne, dochodzce z gbokoci siedmiuset me-
trw pod ziemi: to towarzysze, ktrych widzia
zjedajcych, czarni towarzysze kuli z milczc
wciekoci. Zostali zwycieni, to prawda, ponieli
.straty pienine i straty w ludziach; lecz Pary nie
zapomni salw, ktre pady w le Voreux, krew ce-
sarstwa upynie t nie dajc si zagoi ran. Nawet
jeli zakoczy si okres kryzysu i jedne po drugich
fabryki podejm prac, to wojna i tak zostaa ju
wypowiedziana i pokj sta si niemoliwy. Grnicy
poprbowali swych si, ich woanie o sprawiedliwo
wstrzsno robotnikami caej Francji. Tote ich po-
raka nie uspokoia nikogo, mieszczanie z Montsou
czuli, i w zwycistwie, jakie odnieli, kryje si za-
. powied przyszych strajkw, i ogldali si za siebie
"guchym niepokojem, nie wiedzc, czy owo mil-
cz&iie nie oznacza przypadkiem nieuniknionego kresu
1^'panowania. Rozumieli, e duch buntu oy moe
w ^adej chwili, choby nastpnego dnia, przynoszc
ze oba strajk generalny, wspdziaanie wszystkich
robitnikw, ktrzy majc kasy zapomogowe bd
n'10.!! opiera si miesicami-, ywic si suchym
chipem. Tym razem byo to tylko lekkie pchnicie
^^yierzone chylcemu si ku ruinie spoeczestwu,
ale,osyszeli ju trzask i czuli, e nastpi coraz to
i^o wstrzsy, a wreszcie stary gmach zapadnie
si^ak le Voreux, stoczy si w przepa.

efan skrci na lewo drog do Joiselle. Przypom-
ni sobie, e w tym miejscu powstrzymywa straj-
^jcych od ataku na Gaston-Marie. W oddali wi-
zia' zabudowania paru kopal, Mirou, Madeleine,
Creyecoeur. Wszdzie huczaa praca, zdawao mu
si, e caa rwnina ttni stukotem kilofw. Jeszc^
jedno uderzenie i jeszcze jedno, wci, bez ust^
pod powierzchni pl, drg i wiosek: n
katorga tak gboko ukryta pod olbrzymia
ska, i trzeba byo wiedzie o niej,







ci dobywajce si stamtd bolesne westchnienia.
Stefan rozmyla teraz o tym, e gwat nie przypie-
szy by moe biegu wypadkw. Poprzecinane liny,
zniszczone tory, potuczone lampy  jaka z tego
korzy? Po c byo trzytysicznym tumem biec
od jednej kopalni do drugiej? Przeczuwa niejasno,
i postpowanie zgodne z prawem okae si kiedy
straszliwe w skutkach. Jego umys dojrza, osobiste
urazy przestay by pobudk dziaania. Tak, Mahe-
udka miaa racj, nastpnym razem nie dadz si
ju zwyciy: zorganizuj si spokojnie, zjednocz
si w syndykatach z chwil, gdy pozwol na to
prawa, poznaj si nawzajem, a kiedy sta ju bd
rami przy ramieniu, miliony robotnikw naprzeciw
kilku tysicy prniakw, wezm wadz w swe rce.
Ach, jaka jutrzenka prawdy i sprawiedliwoci!
Obarte bstwo zginie wwczas, w potworny boek
ukryty w gbi swego tabernakulum, niedostpny
oczom ndzarzy, a ywicy si ich krwi.

Stefan doszed do szosy. Na prawo widzia Mont;3ou
znikajce w dolinie. Przed sob mia szcztki; le
Voreux, otcha przeklt, z ktrej trzy ponnpy
bez przerwy dobyway wod. Na horyzoncie znaczy-
y si inne kopalnie: Victoire, Saint-Thomas, Feut,,ry-

-Cantel; od strony pnocnej wyniose wiee w.iel-
luch piecw i baterii koksowych dymiy w przej-
rzystym powietrzu poranka. Jeli nie chcia sp-
ni si na pocig o smej, musia si pieszy, gcJy
mia jeszcze sze kilometrw drogi.              

Uparte uderzenia kilofw gboko pod ziemi n ie
ustaway, koledzy towarzyszyli jego krokom. Cz[ -f
to nie Maheudka pracowaa pod tym polem bura-
kw, zgita we dwoje? Sysza jej chrapliwy oddech,
ktremu wtrowao sapanie wentylatora. Na lewo,
"-.a prawo, przed sob, pod zboem, pod ywopotami,
"^'^-'^eoami modych drzew dostrzega innych. Kwiet-

 '^^....''nce ogrzewao podn ziemi. Z jej ona
1-'" z    ycie, pczki rozwieray si w zielone licie,
'  r <A7 pod naporem kiekujcych traw. Wsz-

i Olt

dzie naok nabrzmiae ziarna spragnione ciepa
i wiata wydobyway si na powierzchni, pyny
bujne soki, szmer dobywajcych si kiekw by
gosem pocaunku. Wci i wci, coraz to wyra-
niej, jak gdyby przybliali si do powierzchni, to-
warzysze uderzali kilofami. Tym to wanie dwi-
kiem ciarna bya ziemia owego modzieczego
ranka w paajcych promieniach soca. Wzrastaa
czarna armia mcicieli, w gbokich bruzdach kie-
kowa wolno posiew, aby rozerwawszy skorup ziemi
przynie plon w nadchodzcym stuleciu '.

i Germinal  pochodzi od francuskiego germe: kieek, l ozna-
cza posiew, ktry si z tego kieka rozwinie. W kalendarzu
republikaskim wprowadzonym w czasie rewolucji francuskie]
to nazwa sidmego miesica, od 21 III do 19 IV. Pochodzenie
stwa germinal wyjania symboliczne znaczenie tytuu: na zie-
nH-uynionej krwi grnikw wzejdzie posiew przyszlych re-
wolucji.


